niedziela, 9 grudnia 2018


Syrop z piołunu

            Paweł Smoleński „Syrop z piołunu. Wygnani z akcji „Wisła”. To jedna z ważniejszych książek.
 Dokumenty. Relacje uczestników. Refleksje dotyczące aktów prawnych. Relacje świadków, którzy wyjechali, czy musieli wyjechać, przymusowo przesiedleni – do ZSRR, do krajów zachodnich, do Kanady, do USA. Przesiedleni w ramach tego samego państwa – na ziemie północne i zachodnie, kazano zamieszkać na obcej im ziemi - w rozproszeniu, by nie  mogli się organizować we wspólnoty. Żyli tu przez długie powojenne lata w wielkim ubóstwie, pracowali dorywczo dla Polaków. Nie było mowy o pozwoleniu im na powrót w strony ojczyste, a kiedy, po latach, niektórzy jednak wrócili, musieli kupić ziemię, która była ich prawną własnością. Wstrząsające relacje z Jaworzna – powojennego obozu koncentracyjnego dla Ukraińców, w którym siedzieli niekoniecznie UP-owcy, także zupełnie przypadkowi ludzie, kobiety i dzieci.
Ukraińcy, jako mniejszość narodowa, niekoniecznie lubili II Rzeczpospolitą, mieli powody. Zaszłości historyczne… Polacy przez pokolenia czytali „Ogniem i mieczem” H. Sienkiewicza, beletryzującą powieść o wspaniałych (dla Polaków) czasach minionych „ku pokrzepieniu serc”... W powszechnej edukacji dominował, i nadal tak jest, brak rzetelnej nauki historii, a zamiast niej – martyrologia narodowa. Wszyscy wiemy o Wołyńskiej wojnie domowej, o Polakach, którzy wtedy zginęli. Jednak jest jeszcze druga strona. Jak np. samoobrona zbrojna Ukraińców przed przymusowymi wysiedleniami. I akcje odwetowe Wojska Polskiego. Ile było cywilnych ofiar kilku faz wypędzeń „Akcji „Wisła”? Nie policzono. Wojskowej akcji mającej znamiona czystki etnicznej, rozwiązania „problemu ukraińskiego”, z niewystarczającym uzasadnieniem jako zagrożenia militarnego.
Polska etniczna i narodowa – spadek po okresie stalinizmu, według wytycznych wielkorosyjskiego państwa, którym podporządkowały się nasze władze. Idee korespondowały z wielowiekowymi narodowymi kompleksami. Naród (polski) broni swoich krzywd – kosztem innego narodu… - powiedział jeden z Ukraińców. Syrop z piołunu. Gorzkie słowa…
Strach dziedziczony przez kolejne pokolenia przesiedleńców, obywateli polskich narodowości ukraińskiej, których pozbawiono dorobku życia i usiłowano pozbawić tożsamości narodowej – zabraniając przez lata nauki ojczystego języka, szkolnictwa, i kultury. Strach przekazywany przez byłych więźniów Jaworzna, odium „banderowca”, którym naznaczeni byli Łemkowie i inni przesiedleńcy. Pragnienie, by przetrwać, by żyć mimo wszystko, wychować dzieci – w niegościnnej niestety Polsce powojennej.

Iwona Wróblak
grudzień 2018



sobota, 8 grudnia 2018


Na rynku w Międzyrzeczu 6. Grudnia - Mikołajkowo

            Przedsmak Świąt. 6. Grudnia - Rynek międzyrzecki. Na stoiskach wokół Ratusza twórczość rękodzielnicza. Gotowe, czekające na zainstalowanie maleńkie choineczki, stroiki, bombki, wszystkie egzemplarze są w swojej urodzie niepowtarzalne. Najlepiej zobaczyć wszystko… Oczopląs… Orzechy pod choinkę już pomalowane na złoty kolor, pyszne pierniki zapakowane w folię, z gałązką świerkową pod wstążeczką…  Kręciołki w kształcie helisy, sklejone z malutkich deseczek, umocowane na pręcie gwintowanym – poruszają się z najlżejszym powiewem wiatru.
Dziergana z włóczki zastawa stołowa, bombki, aniołki, serwetki, pęki gwiazdek niesymetrycznych - Niny Julkowskiej, wszystkie wykrochmalone na blaszkę. Ceramika Anny Barzyk – nie tylko naczynia, także inne przedmioty. Pożeracze  smutków – za 20 zł, niedrogo prawda?? Zbigniewa Tatarewicza słomiane bałwanki, jeżyki, Edyty Dubojskiej kolekcja rękodzielnicza. Kolekcja rzeźb w drewnie...
Szklane cudeńka, bardzo kolorowe i naturalnych kształtów odwzorowania ważek, żabek, motylków, mikroskopijnych krokodyli i innych stworów naszej ziemskiej fauny, wielki talent twórczyni tej kolekcji. Ręcznie szyte ozdoby z filcu, płócienne torby z ciekawymi napisami, także zimowe ciepłe czapki, szaliki, rękawice.
            Folwark Pszczew oferuje coś dla zmarzniętego ciała, i żołądka – grochówkę, domowe ciasto, miód. Chętnych nie brakowało.
Wysoka konstrukcja Zjeżdżalni oponowej będzie się o zmroku cieszyć dużym wzięciem. Także Wenecka karuzela, na której można było zasiąść na rączym rumaku, na motocyklu, w zabytkowym samochodzie, w karocy, w Filiżance… Warsztaty z „Dworcem- Tworcem” w malowaniu eco-pierniczków. Po Ratuszowym bruku chodziły Mikołajowe mega maskoty, z którymi można było pstryknąć pamiątkową fotkę. Wielki Mikołaj – Motocyklista zaprasza do swojego pojazdu…
Scena przez kilka godzin gościła dzieci z okolicznych przedszkoli i szkół śpiewających piosenki, tańczących, razem z opiekunami. Fiesta świąteczna, przedsmak Bożego Narodzenia. Rynek udekorowany jest rzędem choinek ozdobionych przez dzieci z międzyrzeckich szkół, lśni światłami, i tak będzie do Nowego Roku.

Iwona Wróblak
grudzień 2018























piątek, 7 grudnia 2018








Z DKK – czytam więc myślę

            Świąteczno – Mikołajowe spotkanie w gronie pasjonatów starożytnej tradycyjnej  sztuki czytania książek… Dyskusyjny Klub Książki w Międzyrzeczu, ostatnie w tym roku kalendarzowym spotkanie. Podobnie jak w tamtym roku – czekają nas, klubowiczki, upominki!… Pewnym przedsmakiem Mikołajowej uciechy jest ogromna doskonale okrągła piramidka z książek (darów od międzyrzeczan, które stale zasilają biblioteczny księgozbiór – bardzo interesujących, dodam). Wita nas w holu Biblioteki Publicznej Książkowa Choinka! Pracowicie ułożona w logistyczne dziełko sztuki przez pracowników Biblioteki. Cóż lepszego niż książkę bowiem można dostać w prezencie świątecznym???
            Książka do poduszki. Książka do żarłocznego pochłaniania niewyczerpalnego zasobu nowinek naukowych. Książki noblistów. Znane serie fantastyki naukowej, etc… Księgozbiór liczący kilkadziesiąt tysięcy woluminów… W bogatej ofercie podaży dóbr kulturalnych naszej Biblioteki Publicznej też prasa, książka internetowa w kawiarence internetowej – net jako skarbnica wiedzy o świecie… i - okno na świat w kontaktach międzyludzkich bez żadnych, dosłownie, granic… Cykliczne spotkania z literatami, organizowane przez naszą, najlepszą w województwie lubuskim, Bibliotekę, a także codzienna działalność edukacyjna z dziećmi i młodzieżą szkolną. 
            DKK Mikołajowe rozpoczyna miła niespodzianka. Muzyczna niespodzianka, świąteczna, w wykonaniu bardzo młodych muzyków: Tomka Puki (9 lat) – flet poprzeczny, i Maćka Puki (7 lat) – saksofon altowy. Zgrabnie wykonane znane kolędy, chłopcy mają ich kilka w swoim repertuarze. Dostają ogromne brawa. To ich nie pierwszy koncert! Młody flecista ma już swoje osiągnięcia na przeglądach. Siedmiolatek Maciek debiutuje dopiero, mamy nadzieję, że będą jeszcze razem koncertować, i my ich usłyszymy.
Przypominamy – co roku Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie, pod Patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, Instytutu Książki, organizuje Konkurs „Moje literackie fascynacje”, w tym roku to już VI Edycja, zapraszamy do pisemnego dzielenia się wrażeniami z lektur! Również do dyskusji o książkach – w ramach comiesięcznych spotkań w Dyskusyjnym Klubie Książki.

Iwona Wróblak

niedziela, 2 grudnia 2018


Dotknij świat i poczuj muzykę


            Nauczyć osobę jednocześnie niewidomą i niesłyszącą podstawowych zasad w miarę samodzielnego życia – to jak podarować jej, po części odebraną przez uszkodzenia fizyczne, godność… Dlatego tak ważne jest uczenie, za pomocą sprawdzonych, i stale udoskonalanych technik (także posiłkując się wieloma nowinkami technicznymi), prostych czynności dnia powszedniego. Zajęć w kuchni – jak nalewanie sobie herbaty do kubka, czy stawiania naczyń na stole.
Książka kucharska pisana Brail’em, przewodnik turystyczny z ilustracjami zabytków  – dotykałam wypukłości liter, starałam się odtworzyć kształt budowli przedstawionej na obrazie, zarys konturu bryły budynku… Samodzielnego czytania Lorm’em, Brail’em, chodzenia ulicą; omijania przeszkód, pokonywania krawężników, można się nauczyć.
Jest możliwość przejmowania pewnych funkcji nieczynnych zmysłów przez inne układy sensoryczne. Zapach przypraw kuchennych (jest ważne, co się wrzuci do ciasta…), zamiast napisów na opakowaniu – czy je rozpoznamy? Odpowiednich technik uczy się w szkołach dla osób niewidomych, TPG też prowadzi takie zajęcia – w kameralnym życzliwym otoczeniu, z pomocą fachowych osób, wolontariuszy.
W holu Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury podczas Happeningu, zorganizowanego przez międzyrzeckie TPG, MOK i Gminę Międzyrzecz, mieliśmy możliwość dotknąć – dosłownie – świata niewidomego człowieka. Otworzyć się na doświadczenia, które dla nas są tylko – poznawczą przygodą, ale dla nich – to codzienność… Aby zrozumieć osoby z jednoczesną wadą wzroku i słuchu trzeba – jak mówi starożytne przysłowie, pochodzić w ich butach… Symulacje można ćwiczyć za pomocą dziecięcych klocków – po uprzednim (dla nas widzących) dokładnym zasłonięciu oczu przez specjalne gogle. Jedną z wad wzroku jest lunetowe widzenie. Rozdawano nam – gościom – opaski zasłaniające oczy, przed seansem filmowym z audiodeskrypcją, czyli towarzyszącymi projekcji zapisami wygłaszanych dialogów i słownym opisem akcji filmu, emocji, kulminacyjnych elementów gry aktorskiej.
Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym jest domem, bardzo ważnym, dla osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu; dwóch najważniejszych zmysłów dla człowieka. U nas w Międzyrzeczu, za sprawą Pełnomocnika Wojewódzkiego Lubuskiej Jednostki TPG Ewy Skrzek – Bączkowskiej, i grona wolontariuszy – młodzieży z okolicznych szkół, od ponad 10. lat mamy kontakt z tą grupą obywateli naszego kraju, z głuchoniewidomymi. To także miejsce nauki aktywności społecznej grupy wolontariuszy, co roku specjalnie ich się wyróżnia, symbolicznie nagradza, składa gratulacje. Szkoła obywatelskiego myślenia o innych, woli oddania im swojego czasu i uwagi. To wreszcie bardzo ważny aspekt rozwoju osobistego – myślę… Krok do poczucia prawdziwej osobowej ważności, przekonania o istotności miejsca, jakie zajmuje się w społeczeństwie. Uroczystość celebrowania aktu nadania tytułu wolontariusza roku jest starannie nagłaśniana w dostępnych mediach.
Bez wolontariuszy takie osoby jak Ewa, będąca od lat mózgiem przedsięwzięcia pomocy osobom głuchoniewidomym, nie zrobiłaby tak dużo. Osoby są potrzebne do opieki, jako przewodnicy. Ciepło drugiej osoby jest potrzebne wszystkim… Ta wysoka temperatura wzajemnych relacji, opartych na empatii i zrozumieniu, jest widoczna na spotkaniach członków, sympatyków TPG.
Idziemy do sali na film. Wszyscy. My, sympatycy, jest nas sporo, zaopatrzeni w ciemne opaski, inni – z wolontariuszami. Zazwyczaj oni opowiadają podopiecznym, są ich oczami. Teraz nie będą musieli. To specjalny film z audiodeskrypcją, pt. „Podatek od miłości”. Rzecz o romansie z happy endem – w stylu żyli długo i szczęśliwie, po perypetiach związanych z akceptacją siebie nawzajem, z przemianą osobistą. Ona, Klara, jest pracownikiem urzędu skarbowego, i prowadzi dochodzenie w sprawie Marcina, z zawodu coucha, kiedy ten popadł w tarapaty finansowe ratując przed bankructwem kobietę z dwojgiem dzieci. Ona umorzy sprawę niezapłaconych podatków, ale straci pracę i awans. Za to będzie znowu, jak za młodych lat, śpiewać…  Marcin potem pomoże jej ojcu wyjść z depresji. Ostatecznie połączą się na promie do Szwecji. Akcji filmu towarzyszą zabawne momenty. Jest rezolutna dziewczynka, przyszywana córeczka Marcina, sypiąca mądrościami życiowymi, pełne humoru sytuacje, typy charakterologiczne poszczególnych postaci, nieźle zagrane.
Film skończył się dobrze, nasza wyobraźnia została poćwiczona, tym samym emocje i wzruszenie były większe, niż gdybyśmy oglądali obraz tylko oczami. TPG przygotowało dla nas w ramach Happeningu jeszcze koncert muzykoterapeutyczny. Dyrygentem była muzykoterapeutka Karolina Kaja Szymków z Żagania, razem z Ewą Skrzek – Bączkowską zagrały z nami. To częściowo improwizacja, chociaż – wnioskując z tego, jak starannie Kaja wybierała instrumenty, które po kolei włączały się do gry – nie tak do końca…  
Drobne instrumenty perkusyjne-katabasy, janczary, marakasy, quairo, hang drum, fujary i flet indiański, kij deszczowy, djembe – to bogate instrumentarium. Na nim może grać każdy Potrzebny tylko dobry dyrygent, a tego mamy. Muzykują od 5 lat, tak długo trwa współpraca Ewy i Kaji. Sukcesywnie dokupują instrumenty, tak że na sesje jest ich dostatek dla wszystkich chętnych, w różnorodności brzmienia i barwach. Wszystkie są oczywiście naturalne, niekolidujące z naszym odczuciem relaksacji, bo taki mają przede wszystkim cel te koncerty. Co nie przeszkadza, że jako dziełka muzyczne są całkiem dobrze odbieralne.  
Wspólne tworzenie dźwięków. Zaczyna od interludium, śpiew alikwotowy (Kaja uczyła się śpiewać), wtóruje jej Ewa, to bardzo dobry duet, świetnie się rozumiejący. Djembe nadaje rytm, jakby porządkuje scenę muzyczną. Zgarnia dźwięki w jeden strumień. Mój instrument, jakaś grzechotka (jestem w sekcji tzw. grzechotników…) brzmi jak grubsze ziarka piasku. Mamy za zadanie dostosować się do frazy. Wsłuchujemy się, grając, w wielorakie wiązki rytmów, w ich multigłosowość. W wykonaniu Ewy to widoczna (czysta) radość z muzykowania, to chęć dzielenia się tą radością. Bo radość uzdrawia…  Wysoki ton kijów deszczowych, fletów indiańskich. Rytm około trzydziestki muzykantów dostraja się. Śpiewne ptasie trele i piszczałki, to tak brzmi. Jak czysta natura. Jak natura człowieczej sensoryczności. Starannie dobranej wysokością dźwięków – dla celów medycznej muzykoterapii.
Coś nam się wyłania. Najprawdziwsza symfonia pod batutą Kaji. Jak śpiew nieziemskiego księżyca, tembr z lekka wibrujący. Symfonia naturalna. Aktywuje nam się mózg, i coś więcej na pewno… Dźwięki uszeregowują się stopniowo w membrany, struny porządkujące. Pięcio-, czy wielolinie medytacyjne. Gramy rytm serca, najprawdziwszy, i pierwszy słyszany przez nas, jeszcze w okresie prenatalnym. Balafon, coś w rodzaju płaskobrzmiacych cymbałek – można na nim zagrać, kto chce to zrobić… Kolejno podchodzimy do instrumentu. Dołączamy swoje nuty do utworu. Mieć wpływ na to, na co można mieć ten wpływ – na najważniejsze rzeczy; uspokojenie, na wyciszenie. Sunjata...  
Misy tybetańskie to czarowne urządzenia. Ręcznie kute, są różnych kształtów, i brzmią każda inaczej. Pięknie brzmią… Trzeba je trzymać na otwartej dłoni, i uderzać z boku delikatnie pałeczką. Misami, ich dźwiękiem, rozmawiamy ze sobą, podajemy sobie ich dźwięki. Komunikujemy się. Na przekór Ciszy…
Na koniec starodawna poczciwa samba. Kołyszemy się rytm tej sawannowej pieśni naszych przodków, która do dzisiaj przypomina nam o tym, że najpierw powstał Dźwięk…   

Iwona Wróblak
grudzień 2018



















czwartek, 22 listopada 2018


POKOT III – Konfrontacje Teatralne

Niedziela. Ostatni, niestety, dzień tegorocznej Edycji P’OKOTU: czyli sPektakli, aktOrów, aKtywności, ruchu amatOrskiego - i warszTatów teatralnych, od których wydarzenie w trzecim Dniu P’OKOTU w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury się zaczęło.
           
            NIE MA LIPY– to nazwa Zespołu z Zielonej Góry, którym kieruje Robert Kuraś. Rzeczywiście nie ma tu tej, mówiąc kolokwialnie, lipy… Aktorskiej, warsztatowej, merytorycznej… Jest za to bardzo wysoki poziom artystyczny gry aktorskiej w wykonaniu tych młodych ludzi (wiek gimnazjalny czy licealny). No chyba… będą startować do szkół aktorskich – myślę??
Spektakl ma tytuł „Księżniczka na opak wywrócona”. Przedstawienie to (dla mnie) przede wszystkim – myślę – krótki sprint przez historię nowożytnego teatru europejskiego. Teatr elżbietański, średniowieczne jarmarkowe przedstawienia, późniejsze europejskie, w tym polskie, komedie i dramaty, polegające na przebierankach, wcieleniu się w role innych osób… Słuchając tekstu na myśl przychodzą – dramaty Szekspirowskie… Podobny, w tłumaczeniach stylizowany na XVI, XVI wieczny - język, wieloskładnikowe zdania, porównania i metafory, quasi poetyckie ornamentacje, jakie znamy z sentymentalnych, romantycznych dzieł literatury pięknej… Rasowa krwista komedia pomyłek, świetnie zagrana…
            Nie bardzo nadążamy – z racji języka – za rozwojem akcji, czyli kto się przebrał, za kogo, dlaczego i z kim chce się ożenić (i po co…). Gra aktorska uczestników jest maksymalnie uwypuklona, o kolejnych wcieleniach postaciowych mówią nam skąpe elementy kostiumu. To jest współczesne – ma na celu edukację w lekkiej formie, oswojenie się z trudnym językiem dawnych sztuk scenicznych. Nie ma ciężkich długich sukien czy brabanckich koronek na strojach męskich… Księżniczkowatość postaci Diany to króciutka kolorowa baletowa sukienka z tiulów na dżinsach… (tutaj - szortach). Przy okazji – suknia zdobi czy szpeci?? Pytania aktualne od zawsze, nie tylko dla kobiet. Aktor zakłada dany element kostiumu i zdejmuje go po wygłoszeniu kwestii, zasiadając w przerwach między wejściami scenicznymi – na widowni, która bierze udział w spektaklu. Teraz, będąc znowu blisko aktorów, wdrażamy się w trudny język poezji dramaturgicznej dawnych epok… Bardziej je, dzięki aktorom, rozumiemy… Język jest rubaszny i dosadny jak u… Szekspira… Logiczny i dotykający sedna ludzkich ułomności, i praw rządzących od wieków motywami zachowań.
            Jak zawsze w pastiszu dramatu, komedii sentymentalnej, chodzi o miłość i komplikacje z nią, miłością, związane. Nie można być przyjętym za męża-żonę, będąc sobą (bo to za proste…). Jak bywa w dworskich intrygach, możliwy jest też awans społeczny z nizin do salonów dworu książęcego, wystarczy się przebrać za swoją panią. Założyć – jak w karnawale - maskę. Przebrać się za kupca z dalekich stron jeżdżącego po dworach, powiedzielibyśmy dzisiaj – komiwojażera sprzedającego towary (naiwnym księżniczkom). Dużą rolę gra też osobista… bezczelność (dzisiaj powiedzielibyśmy: bezkompromisowość i brak kompleksów związanych z brakiem wykształcenia).
Galeria typów ludzkich jak w prawdziwej dorosłej sztuce. Włoska matrona w czarnym welonie, typ kobiecej drapieżnej modliszki, autorytarnej dewocyjnej baby, aranżującej związki małżeńskie, w którą wcielił się z dużym talentem Igor Przybyła (także w inne postacie; każdy z aktorów gra ich kilka – są bardzo plastyczni!).
Jest (niestety) aktorski obowiązek porwać księżniczkę… Czy pobrzmiewają tu echa Don Kichota i Sancho Pansy Cervantesa, czy mi się zdaje… Albo ta scena…  Pałacyk myśliwski między Mantuą a Parmą, miejsce romantyczne, czy romansowne… tu się dzieje akcja. Gilete – sprytna służąca, dwórka, postać znacznie bardziej ciekawsza dramaturgicznie niż jej pani Diana – pełna wątpliwości, związana konwenansami. Gilete jest o krok od zastąpienia Pani w roli narzeczonej księcia. Powikłania akcji są przeogromne, taka jest konwencja tego typu klasycznej sztuki i tak mamy się, myślę, czuć My – widzowie. Najważniejsze jest, że AKTORZY (Igor Przybyła, Aleksander Buchowiecki, Gabriela Śmiłowska, Oliwia Kolasińska i Ida Vavon) panują nad sytuacją. Teatr klasyczny nam się niewątpliwie stworzył pomiędzy sceną a krzesłami widowni, w niewielkiej stosunkowo przestrzeni. I poezja jest w nim prawdziwa. Jak kwestia wygłoszona przy końcu – wszystko śnione jest, wszystko ze snu (romantycznego). Jak Dramat i Scena.
Tak się robi prawdziwą sztukę.

            Grupa Teatralna STARE KUROWO. Spektakl pt. „Moralność Pani Dulskiej”. Instruktor Jan Mierzyński.
Współczesne kostiumy, współczesny problem – dulszczyzna… Wszechobecna i zawsze aktualna… Mieszczańska rodzina żyjąca z wynajmu kamienicy, troje dzieci, kucharka i służąca Hanka, która zachodzi w ciążę z paniczem Zbyszkiem – sytuacja nie tak rzadka w XIX wieku, kiedy panny z gminu służyły w domach. Zadośćuczynieniem ze strony Dulskiej ma być kwota pieniężna, która ma skłonić Hankę do wyrzeczenia się roszczeń alimentacyjnych wobec rodziny Dulskich.
            STÓŁ rodzinny w salonie (saloniku) jest centrum akcji. To w Jego Obecności, czyli dla Rodziny, rozmawia się, a raczej wrzeszczy, o rodzinnych sprawach – w trosce, by sprawy niekoniecznie moralne nie były przedmiotem plotek… Tu się strofuje Hesię i Melę, dwie nastoletnie córki Dulskiej, by ćwiczyły lekcje na pianinie, wypytuje Zbyszka o jego nocne eskapady w klubach. Senior Felicjan Dulski krąży wokół Stołu w ramach spaceru do kościoła, milczący i zrezygnowany, uciekający (zwyczajem mężczyzn…) od krzyczącej wiecznie żony. Bo Dulska krzyczy – nie mamy dla niej wyrozumiałości, hipokryzja i obłuda, ciasny drobno mieszczański etos – z tym nam się kojarzy ta postać.
            Nikt nie chce się wyrwać z dulszczyzny. Ciotka dziewczynek namawia Zbyszka, żeby jednak nie żenił się z Hanką, ten po namyśle ustępuje, nie widzi dla siebie wyjścia poza kołtuństwo - bo urodził się w nim, w tym kołtuństwie.
Mela ucieka w melancholię i migrenę, Hesia będzie naśladować Zbyszka. Kołtuństwo nie zawęża się tylko do mieszczaństwa, ciotki Hanki twardo optują za odpowiednio dużą kwotą dla niej, by ta miała zabezpieczenie finansowe na całe życie. Jedynie Hanka zachowuje honor, nie obiecuje, że jej dziecko zrezygnuje z praw do dziedzictwa Dulskich, jak dorośnie.

Rada Artystyczna Ogólnopolskich Konfrontacji Teatralnych P’OKOT 2018, których organizatorem było Regionalne Centrum Animacji Kultury, we współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury, w składzie: Ida Ochocka – aktorka i instruktor teatralny, Robert Czechowski – dyrektor Lubuskiego Teatru im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, Roman Krzywotulski – dyrektor Żarskiego Domu Kultury, założyciel i animator „Teatru Drewniana Kurtyna”, postanowiła jednogłośnie uhonorować wszystkie prezentacje teatralne, nadając im Laur Zwycięzcy oraz przyznać nagrody finansowe ufundowane przez Regionalne Centrum Animacji Kultury, statuetkę, dyplom potwierdzający otrzymany tytuł. Rada podziękowała Zespołom, instruktorom, pedagogom i opiekunom artystycznym za udział, za trud i wysiłek włożony w przygotowanie. Wręczono specjalnie przygotowane drewniane deski z grawerem. Bony upominkowe do księgarni BESTSELLER, ufundowane przez Starostę Międzyrzeckiego, otrzymali: KODOROŚLI, spektakl pt. „Siostry”, Julia Perzyńska, spektakl pt. „Ojczyzna moja jest prosiaczkiem” i  Teatrzyk Zielona Gęś, spektakl pt.Efemeryczny Smok”.
Patronat Honorowy nad wydarzeniem sprawowała Marszałek Województwa Lubuskiego Elżbieta Anna Polak, Narodowe Centrum Kultury, Starosta Międzyrzecki, Burmistrz Międzyrzecza, Instytut Teatru i Sztuki Mediów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wortal teatralny E-TEATR.PL prowadzony przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. P’OKOT odbywał się w ramach Samorządowych obchodów 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Iwona Wróblak
listopad 2018