poniedziałek, 18 września 2017

Most kultury przez Rzekę graniczną

            Do Muzeum w Międzyrzeczu zawitał z koncertem Kwartet muzyków; Adieu Mes Amours Gambenconsort A L’Angloise, w składzie: Anna Kellnhofer – sopran, Friederike Däublin – viola da gamba, Sarah Perl – viola da gamba, Patrick Sepec – viola da gamba. Most Kultury przez Odrę 2017 (Kulturbrücke). Polsko-Niemiecki projekt, jego część. Jeden z koncertów w ramach przedsięwzięcia.
             W programie koncertu – utwory (o pożegnaniach i rozstaniach…) Gulillaume Dufay (1397-1474), Josquin Desprez (c.1440/50-1521), Heinrich Isaac (1450-1517), Anonym (1540?), Orlando di Lasso (1532?-1594), Claude le Jeune (1528?30-1600), Eustache du Caurroy (1549-1609), Alfonso Ferrabosso d. Jüngere (1575-1628),  Alfonso Ferrabosso d. Ältere (1543-1588), Luca Marenzio (1553/54-1599) i John Dowland (1563-1626).
            Szkolony sopran Anny Kellnhofer, która śpiewa po francusku, niemiecku i angielsku (bez śladu niemieckiego akcentu…), 2. basowe i sopranowa viola da gamba. Klimat muzyki dworskiej, wyrafinowanej. Kompozytorzy – w swoich czasie – słynni byli i znani na europejskich dworach królewskich i książęcych. Uczucia poprzez wieki, ludzkie uczucia pożegnania i rozstań, brzmią tak samo… Tematy czerpali, podobnie jak nas Fryderyk Chopin kilka stuleci później, z muzyki ludowej – przekształcając ją w dzieła sztuki muzycznej. Wsłuchujemy się w klimat dawnych epok. Opowieści o ludziach, których z nami łączy, wbrew pozorom, bardzo wiele… Nurty w muzyce europejskiej od XIV do XVII wieku, krótki wykład prowadzącego o tym, co wtedy było „na topie”… Też bywały mody, na motywy włoskie na przykład, z ich melodyjnością, charakterystycznym zaśpiewem rozpoznawalnym już po pierwszych dźwiękach, obecne również w późniejszych wiekach na chłodnych emocjonalnie Wyspach Brytyjskich. 
            Naszych niemieckich gości, osób z Towarzystwa Polsko-Niemieckiego, mile zadziwiła duża frekwencja na koncercie, mimo niewielkiej ilości plakatów rozmieszczonych na mieście. Nasze obopólne kontakty między narodami sąsiadującymi ze sobą przez Odrę od tysiącleci, ostatnio także między instytucjami, miastami partnerskimi, organizacjami pozarządowymi, są częste. Najważniejsze są bezpośrednie kontakty między ludźmi, przyjaźnie. Trzeba się poznawać – dlatego że jesteśmy sąsiadami – myślę, i będziemy nimi… Trzeba budować bezpośrednie relacje. Najlepiej – kulturalne. To uniwersalny język – język muzyki, literatury. Towarzystwo zajmuje się propagowaniem polskiej kultury w Niemczech. Ma swoje przedstawicielstwa we wszystkich landach. Działa od ponad 40 lat… Słyszymy tu i ówdzie o okruchach jego działalności. Nasze zespoły ludowe wyjeżdżają do Berlina, gdzie Towarzystwo razem z Polonią zajmuje się stroną organizacyjną spotkań. Wydawane jest też bardzo ciekawe pismo „Dialog”. Ostatni numer został przekazany dyrektorowi Muzeum Andrzejowi Kirmielowi, z ciekawością przeczytałam… Dialog jest rzeczywisty. Polega na przedstawieniu swoich racji, punków widzenia. Polega na rozmowie. Na obnażaniu stereotypów, które tylko wtedy mogą być przezwyciężone. Na wysłuchaniu drugiej strony. Stowarzyszenie polityką się programowo nie zajmuje, ale myślę, że wypracowanie własnej tożsamości – czego nigdy nie za wiele, wymaga wyjaśnienia wielu kwestii dotyczących ziemi, którą się zamieszkuje, i własnego stosunku do Niej... Polsko-niemiecka historia była bardzo burzliwa, ale też w przeszłości miała i ma, szczególnie teraz, okresy spokojniejsze. Jest czas naszej bytności w Unii Europejskiej, a w tej organizacji państw demokratycznych – czas współpracy, wzajemnego szacunku i wymiany doświadczeń.
            Do Towarzystwa należą zarówno Niemcy jak i Polacy, to osoby o różnych zawodach i zajęciach. Podróżują po naszym kraju zwiedzając zabytki i ciekawe miejsca, u nas w Międzyrzeczu obejrzeli zbiory w naszym Muzeum, a także złożyli kwiaty pod pomnikiem pomordowanych, przez niemieckich nazistów podczas II wojny Światowej, pacjentów w Obrzycach o na cmentarzu. 
            „Most Kultury przez Odrę” – polsko-niemiecki Projekt, powołany do życia w 2009 roku, zanotował już wiele wydarzeń, przyczynił się do ożywionej wymiany interkulturalnej, rozwoju turystyki kulturowej i współpracy gospodarczej pomiędzy obydwoma krajami. Organizowano imprezy kulturalne i koncerty w miejscowościach przygranicznych środkowej Odry. Ważną, nie tylko dla nas, także dla Europy, sprawą jest przypomnienie o wspólnej dla regionu spuściźnie kulturowej obszarów po obu stronach Rzeki granicznej, która stała się taką dopiero po II wojnie światowej. Niemcy – w wielkiej części, historycznie rozliczyły się ze swojej najnowszej historii, wykonały swoją pracę powrotu do ram państwa demokratycznego, umocowani są w strukturach europejskich, my też może – powinniśmy?… Na tym obszarze – zawsze jest coś do wykonania, to praca od podstaw… Szczególnie Teraz, w 2017 roku…


Iwona Wróblak
wrzesień 2017



niedziela, 17 września 2017

Obra i Paklica – cząstką naszej przyrody

            W holu Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury ostatnie przygotowania do corocznego ekologicznego Święta naszej Obry i Paklicy, w których biorą udział uczniowie z Technikum Architektury Krajobrazowej z Zespołu Centrum Kształcenia Rolniczego w Bobowicku. Na stołach wycięte szablony, na podorędziu duża ilość kolorowych kredek. Gry i zabawy dla dzieci ze szkół podstawowych, konkursy będą miały miejsce po pierwszej części imprezy, na którą złożą się występy okolicznych przedszkoli.
            Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Długoszynie gmina Sulęcin, obsługujący 15 gmin, też ma swoje stoisko. Celowy Związek Gmin (CZ-12) zajmuje się gospodarką odpadami, edukacją ekologiczną i rekultywacją niespełniających norm gminnych składowisk odpadów. Recykling polega na powtórnym przetworzeniu substancji lub materiałów zawartych w odpadach. Zużyte szkło należy wrzucać do zielonych pojemników, plastik i metal – do żółtych, papier - do niebieskich, bioodpady – do brązowych, a stare baterie koniecznie muszą się znaleźć w specjalnie na to przeznaczonych pojemnikach. Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy, Międzyrzecki Rejon Umocnień prezentuje uzbrojenie i mundury z czasów ostatniej wojny.
            Widownia pełna jest dzieci z przedszkoli z ich opiekunami. Czekają na swój występ. Jak zwykle przedszkolaki przygotowały się bardzo starannie. Opiekunowie włożyli dużo pracy w opracowanie ciekawego, i uczącego, scenariusza, także w przygotowanie kostiumów, oczywiście z surowców wtórnych. Mowa jest o sprzątaniu, o usuwaniu odpadów cywilizacyjnych, o trosce o naszą planetę Ziemię. Dzieci wiedzą – do jakich pojemników należy wrzucać szkło, papier, plastik i metal. Gustownie mopki na scenie sprzątają świat – ziemia to nasz dom, nie śmieć – słyszymy ze sceny, a my cieszymy się z naszych uroczych pociech. Kolejno prezentują nam się: Przedszkole „Bocianie Gniazdo”, Przedszkole „Jutrzenka”, Przedszkole nr 4 „Bajkowa Kraina”. Przedszkole nr 6 – ciekawa przeróbka „Kaczki Dziwaczki”, która stała się … Kaczką sprzątaczką, bardzo dobrze zrymowaną i wyrecytowaną przez dzieci bajką z wymowną końcową sugestią – niech tych ludzi, śmiecących, gęś kopnie! Potem wystąpiło Przedszkole z Bukowca – w niebieskich zawadiackich basebolówkach, ze słonecznymi kotylionami na bluzach; każdy cząstką jest Przyrody – niewątpliwie. Hitem dnia była 4. letnia Martusia, która godnie, jak na małą modelkę przystało, prezentowała gustowną sukienkę wykonaną z kilku rodzajów surowców wtórnych.
            Obejrzeliśmy rezultat Projektu ekologicznego o Obrze i Paklicy w postaci etiudy teatralnej, reżyserowanej przez Izabelę Spławską, w wykonaniu uczniów klasy 4 z SP nr 4., o Obrzyckiej Kapuścianej Górce, wzgórzu o tej nazwie znajdującym się na terenie Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych w Obrzycach. Rzecz jest o dawnych czasach, kiedy witeź obrzycki rządził krainą. Było wtedy wesoło i bezpiecznie na dworze królewskim, ale mafia na czarno ubranych tajnych służb zaczęła zagrażać porządkowi społecznemu. Udało im się przejąć władzę, ale nie na długo. Nad dostatkiem i spokojem w królestwie czuwała, i nadal tak jest, mądra bogini Obra, Ona też w końcu przejęła rządy i wróciły dawne dobre czasy…  
            Starsze dzieci ze szkół podstawowych: SP nr 4, SP nr 3, SP nr 2 SP z Bukowca, SP z Kaławy, wykonały m.in. prace plastyczne o tematyce ekologicznej, który udekorowana jest scena. Brały też udział w szeregu konkursów sprawdzających wiedzę o segregacji odpadów, i zabawach w holu MOK. Dzieci wysłuchały interaktywnego wykładu na temat znaczenia działań proekologicznych. Przed wejściem do MOK panowie ze Straży Pożarnej pokazywali dzieciom, jak udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej.


Iwona Wróblak
wrzesień 2017












czwartek, 14 września 2017

Człowiek culturalny to znaczy świadomy

            Dom Sztuk (wszelakich) Tatiany i Remigiusza Bordów w Kęszycy. Dzwoneczki nas witają i chiński znak FU, Znak Błogosławieństwa (dla wszystkich go witających), japoński wiatr, jak mówi mi Remigiusz, nauczyciel japońskich sztuk walki. Remigiusz Borda prowadzi w Kęszycy regularne zajęcia z Bujinkan budo tajjutsu (ninjutsu). Kultury wschodnie, prastare systemy filozoficzne, mądrość tysiącleci kultur i cywilizacji…
FU w otoczeniu roślin i krzewów, przeważnie użytecznych, ziół, które Tatiana używa, i zna, także tych po prostu – pięknych. Które współtworzą swoisty klimat tej Posesji. Miejsca zamieszkania Sztuk wszelkich…
            Bioterapii Naturalnych – Remigiusz i Tatiana (certyfikat - Institut für Bach-Blütentherapie Forschung Und Lehre IMS, Mechthild Scheffer)                Bordowie są terapeutami certyfikowanymi w Niemczech i w Polsce. W nich w Kęszycy można się poddać bioenergoterapii, masażom leczniczym, akupresurze, masażom kręgosłupa metodą Breusa, nastawieniom kręgów i stawów metodą Dorna, ziołolecznictwem. Qi Gong’owi, czyli chińskiej terapii energetyczno – ruchowej, dzieje się to w lecie na wykoszonym, idealnym jak mandala kręgu do ćwiczeń, otaczają to miejsce posadzone krzewy i cisza zielonej Kęszyckiej przyrody. Także tutaj się leczy, czy zmniejsza, dolegliwości emocjonalno – duchowe, alergie, neurozy – nałogi itp., metodami np. kropli Dr. Bacha, MET (meridian energie technik – techniki emocjonalnej wolności). Świadomie pracując z własnym ciałem, Umysłem i duszą – jak kto woli, mniejsza o nazewnictwo… Tutaj, w Ogrodzie (sztuk) Bordów obok siebie jest, koegzystuje wspólnie (tu się Im nie przeszkadza…) biały Budda, bóstwa Shinto (dojo – sala ćwiczeń, ze zdjęciami Remigiusza i jego japońskich mistrzów), skrzydlaty aniołek chrześcijański, mordki – jak mówi Remigiusz, z kultur afrykańskich, polinezyjskich czy innych, folklor już jakby „nasz”, nabyć go można na jarmarkach wiejskich…
            Człowiek kulturalny (ja mówię – culturalny…) – Remik mówi, że powinien świadomiej, bardziej świadomie, przeżywać, konsumować (k)Kulturę… Tegoroczne spotkanie, korzystając z tego, że Jubileuszowe, Dziesiąte, okraszone jest bogatym, i różnorodnym, programem artystycznym. Chociaż główny punkt każdego z corocznych zjazdów przyjaciół Domu Sztuk, ludzi biorących udział w konsumowaniu bardzo świadomym, kultury, to wzajemne spotkania, rozmowy. Jest i teatr (z Zielonej Góry), i koncerty – muzyki klasycznej, i tej innej, niezupełnie pop, chociaż autor (swojej płyty) Rafał Żuraw, czyli po prostu – „Żuraw”, ma w oczach ogniki i dużo, oprócz talentu wokalnego i muzycznego, dużo radości zwyczajnej – radości życia, i konsumowania tej radości swojego, dla innych, śpiewania. I grania – na maleńkiej gitarce – ukulele…
Najpierw – po powitaniach Gospodarzy, osobnych, każdego z gości – następuje zaproszenie na pięterko, na Wystawę… Jest co oglądać, i o czym, potem, myśleć… Subtelność, takie pierwsze wrażenie, prac Remigiusza. Kultura szczegółu, świadomość obserwacji swojego uczestnictwa… Zwyczajność jest tematem. Czarno-biała rzeczywistość. Analogowa rzeczywistość zdjęć. Człowiek jak kitel w starej szafce szpitalnej. Wieszakowany, podwieszony. Zniewolony. Lekarz czy pacjent?? Papilotowana  kobieta w średnim wieku, obok wrak starej pralki wirnikowej. Ostre rysy. Dokładne kontury.
            Tatiana. Sztabki chleba. Jak cenny kruszec w gablocie muzealno-bankowej, pomalowane farbą na złoty kolor. Chleb jest cenny i należy mu się szacunek gabloty ekspozycyjnej. Konotacje tego symbolu są ogromne, na bardzo obszerny esej. Inne kompozycje plastyczne. W kształcie wielkiego kapelusza wietnamskiego, chroniącego jakby, będącego czymś na kształt stabilnej lampy na ślicznej ślimaczej może nodze… jak Chatka Baby Jagi, słowiańskiej urodziwej Bogini opiekującej się porzuconymi czy niekochanymi dostatecznie dziećmi… Wojownicy wschodni, którzy dzięki swojej ruchowej plastyczności zatracili poczucie grawitacji. Gdzie jest ich (konfucjańskie być może) niebo, gdzie ziemia, czyli to, gdzie człowiek opiera swe nogi? W konwencji pędzelka japońskiego, delikatnej grafiki, jest współbrzmieniowy z przyrodą Kwitnącej Wiśni…
            Jest Labirynt. Gdzie centrum jest zaznaczone światłem płonącej żarówki. Reszta, Droga (dharma), spowita jest Cieniem… Możemy IŚĆ do środka… Ciekawa Mandala… inna niż klasyczne buddyjskie – w tym znaczeniu, że ziarnka (kolorowych) piasków użytych do jej budowania są naszymi sprzętami codziennego użytku – one też przecież składają się z atomów i subatomów… I człowiek tak samo, umęczony, próbujący kopulować z wytworami swojej cywilizacji, czy raczej jej odpadami… W Mandali bardzo współczesnej, śmietnikowej, Człowiek, w swej… seksualności być może – jest kulturalnym (culturalnym) zwierzęciem – ciągle jest nim - myślę… Ale jest – tak sądzę – w Mandali, w jej Kręgu, na razie zamkniętym, ale – potencjalnym… potencjalnie możliwym do otwarcia…
            Camera obscura… Przymykamy jedno oko… W środku śliczna tancereczka, w kolorowej sukience. Wokół – żołnierzyki, ołowiane, mierzą do niej z karabinów… Wymowne, tak traktuje się sztukę, piękno, subtelność... Ale ona się nie przejmuje, dziewczyna tańcząca, tańczy – ciągle, jak pozytywka…
            Prace, rysunki Remigiusza Bordy są w następnym pomieszczeniu do obejrzenia. W szufladach posegregowane według czasu powstania. Najnowsze są wyłożone. Człowiek jest konturem, dwupłciowy Człowiek, uwikłany w przyrodo-kulturę – bo TAKI jest jego sposób widzenia świata. Takie jest ludzkie widzenie. Poprzez kulturę. Dotyczy to też przyrody. Oceanu nad chilijskim wybrzeżem, w bladości jakby śmiertelnego – zagrożeniem dla kruchych ludzkich postaci nad wielkim żywiołem wody…
            Koncert. Klasyczny. Piotr Głuszyński i jego wiolonczela. Zawodowy muzyk w Domu Sztuk Bordów gra suity J. S. Bacha, utwory na wiolonczelę francuskiego kompozytora Camille Sant Saensa.
            Teatr uliczny z Zielonej Góry. Fundacja „Żywa przestrzeń twórcza”. Pracownia Teatru Tańca. Monolog Osoby i Ruch. Obrazujący równoległą akcję ruchu i tańca. Sprawdzanie gestem, i ruchem – Słowa. Egzystencja ogólna - Człowieka i Grupy ludzkiej. Jego-Jej uczuć, emocji. Strachu, samotności. Wzajemnych relacji pomiędzy Jednostką a grupą. Maski, czarny dym. Kolorowy dym. Zasłona dymna. Teatr dymu i zasłonięcia ważnych rzeczy. Uwikłania w zasłonięcia. Dziecięce. Jak wyliczanki z okresu dzieciństwa. Dzisiaj – które to „dzisiaj” staje się prawie wieczyste – stają się one memami. Jak plakaty. Reklamy… Gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Gdzie wszystko jest nieszczere. Gdzie się wszystko sprzedaje. Jest konsumpcja… odkrywamy to w kolejnych warstwach. I tylko ludzie są prawdziwi (na pewno? – to już moje, chodzi o (ich-ludzi-nas naiwność…). Za to ich emocje – na pewno… Och cierpienie – z pewnością… Ich tragedie – tak. Pożegnania z umierającymi. Śmierć dla każdego człowieka jest końcem, co byśmy nie powiedzieli o systemach religijnych czy filozoficznych, jakie wyznają. No, dla prawie każdego człowieka, bo to nie jest tematem sztuki. Chociaż jest – o ekologii. O komercjalnej stronie ekologii również. I o ciele człowieka. Jakie jest kruche. Jak wygląda, kiedy człowiek, jego właściciel, kona. Konanie jest wielokrotne, powtórzone niezliczoną ilość razy, w zależności od rodzaju śmierci. I człowiek kona sam… I nie – w ciszy… Towarzyszą Mu, człowiekowi, nawet wtedy – media… Gazety. Dziennikarze.
            Miniaśnie. Gombrowiczowsko. Film jest taki. Parominutowy, wyświetlany, gdzie Bordowie, Remigiusz i Tatiana – p a t r z ą  na nas – po drugiej stronie lustra, czy – lepiej powiedzieć –kamery… PATRZĄ nie dbając o sztafaż. Przyglądają się nieufnie, jak dzieci – szczerze Minami informując Nas, co myślą o Nas – jako patrzących na Nich… Jako wściubiających nosy… Nas, jako, w naszym mniemaniu, wszechwiedzących… Wszelkie podszewki zostają zdarte. Wykorzystując bezlik mięśni ludzkiej twarzy można wyrazić bardzo wiele. Kiedy odrzuci się konwenans, czyli to co nie wypada. O każdej z Bordowych min można wiele powiedzieć… Bardzo ciekawa etiuda. To znaczy – być (rzeczywiście) na luzie, czyli – nie udawać niczego… To… bardzo trudne…
            Ostatni akord tego ciekawego wieczoru. Wieczoru będącego efektem prywatnej kulturalnej inicjatywy państwa Bordów, którzy oprócz swojego dorobku, już niemałego, w różnych dziedzinach kultury i sztuki, mają ambicję uczestniczyć społecznie w naszym życiu (oby więcej takich inicjatyw). „Żuraw” i jego ukulele. Koncert indywidualny na pograniczu poezji śpiewanej i kilku innych gatunków muzycznych. Autorskie kompozycje z płyty, którą „Żuraw” przyniósł ze sobą. Utwory na podstawie wierszy Edwarda Stachury. Ciekawe przeróbki folkloru tatarskiego, wybrane dzięki ich melodyjności, tego u nas jeszcze nie było… Zawsze warto przybliżyć sobie i innym skrawki odmiennej kultury. By świadomie konsumować i Tę, czy jej elementy, i własną… 

Iwona Wróblak
wrzesień 2017





















niedziela, 3 września 2017

Międzyrzeckie czytanie Weselne


             W Międzyrzeczu – podczas czytania (ogólnopolskiego tzw. Narodowego) wspólnego naszego literatury polskiej, Jej arcydzieł, każdy weselnik, czyli gość, który zawitał na Czytanie do sali starościńskiej w Muzeum w Międzyrzeczu im. Alfa Kowalskiego, otrzymał, w celu założenia, wieniec (dla pań) i przypinkę (dla panów) – uplecione przez nasze lokalne mistrzynie rękodzieła artystycznego, na czele z Haliną Nowacką, artystyczną międzyrzecką duszą od lat zajmującą się taką twórczością. Trawestując znany cytat z dzieła: … Trza (było) być w butach (i w wieńcu), na Weselu… Niektóre panie również wystroiły się w piękne, własnym sumptem wykonane, lub ze strychów wyjęte, kolorowe na wzór ludyczny spódnice i chusty, uszyte na tę okazję lub należące do ich mam i babć. Przedstawieniu towarzyszyły eksponaty z działu etnograficznego w Muzeum, jako ilustracja sprzętów w dawnej wiejskiej izbie. Jako kostiumy sceniczne podziwialiśmy sukmany chłopskie, spódnice i fraki inteligencji krakowskiej z przełomu XIX i XX wieku, czasu kiedy wystawiane było „Wesele”.
            Inscenizację – tak to trzeba nazwać, na podstawie dramatu Stanisława Wyspiańskiego, przygotowała nauczycielka ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Międzyrzeczu Beata Kwiatkowska – we współpracy z Haliną Nowacką, Teresą Chamienia. Aktorzy, ci młodsi, to członkowie Szkolnego Koła „Caritas”, którymi opiekuje się Janusz Rutkowski (Marzena Wróbel, Ola Czop, Bartek Wik, Filip Witkowski, Filip Sieradzki), oraz – gościnnie: Anna Sawka, Marzena Wieczorek i Halina Pilipczuk. Reżyserka miała trudne zadanie; w radiu słuchałam przez cały dzień aktorskich zawodowych interpretacji fragmentów dramatu Wyspiańskiego. Sentencji, które już weszły do kanonu przysłów polskich i powiedzeń. Ino panowie nie chcom chcieć, a - dużo by mogli mieć…
            Ksiądz Marek Walczak – dzisiaj w nowej roli – przedmówcy przedstawienia… Jako polonista z wykształcenia, wygłosił nam kilka słów wstępu na temat dzieła Stanisława Wyspiańskiego. Narodowe czytanie arcydzieł polskiej literatury zapoczątkował w 2012 roku Prezydent RP Bronisław Komorowski. W kolejnych latach czytano H. Sienkiewicza – po to, jak powiedział – by nie zniszczyć recepcji tych dzieł poprzez… umieszczanie ich w kanonie lektur szkolnych, o czym pisał zwięźle i dobitnie W. Gombrowicz w „Ferdydurke”. Wybitne dzieła trzeba czytać ciągle na nowo, bowiem MY, ich czytelnicy, z biegiem lat rozwijamy się intelektualnie, poznawczo, dorastając do Nich… Także jako następne pokolenia, odczytujemy coraz to nowe treści, uniwersalne rzeczy wynikające z ponadczasowości takich terminów jak ojczyzna, ojcowizna, wspólnota, obywatelskość – w korelacji z takimi atrybutami wspólnoty członków opola jak samodzielność myślenia, odpowiedzialność, osobista dojrzałość, umoszczenie tych treści w spuściźnie tradycji narodowej, światowej i regionalnej kulturze, osobowym rozwoju społecznym i kulturalnym.
            „Wesele” jest dziełem epokowym. Zostało wystawione po raz pierwszy w 1901 roku w Teatrze Starym w Krakowie, potem po wielu latach na podstawie sztuki powstał film Andrzeja Wajdy i dzieło Wojciecha Smorzewskiego.  Akcja dramatu opiera się na rzeczywistych zdarzeniach, modnych na przełomie ubiegłych wieków w okresie Młodej Polski mariażach między grupami społecznymi, które, zdawałoby się, wiele kulturowo dzieli. Poeta i dramatopisarz Lucjan Rydel rzeczywiście poślubił we dworze w podkrakowskich Bronowicach chłopkę Ludwikę Mikołajczykównę, podobnie uczynił Włodzimierz - Tetmajer. Nawet ten fakt – głębokiego podziału społeczeństwa na elitę (tu, w dramacie, krakowską) i całą resztę, jest dzisiaj, po przeszło stu latach, aktualny – i nadal postępuje… Fakt czytania „Wesela” w 2017 roku wydaje się znamienny…
            Jest też i tkanka historyczno – społeczna. Ukazują się uczestnikom dramatu ich alter-ega. Skrzypce grają - w ciszy inscenizacji międzyrzeckiej (gra Emilia Rozwadiwska: „Tańce Połowieckie” z opery „Kniaź Igor” Aleksandra Borodina, „Polka” - melodia ludowa i „Taniec Węgierski” Johannesa Brahmsa). Wesele historiozoficzne polskie trwa. Chciałoby się powiedzieć – i będzie trwać…
            Chwile osobliwe, tak zwane, są wywoływane przez postaci. Wybrane niektóre sceny. Polski święty – to jest … dramatyczne (!!!), taki polski heros w – opustoszałym zamku-dworze, i (weselny-groteskowy) lud prosty rubaszny, więc na burzę się zbiera. Dziejową, kolejną, przelew krwi (biało)czerwonej polskiej… Warunki zewnętrzne ku temu się przez wiekami zebrały, i nasze winy swojskie, jak podziały społeczne… Duch w każdym pokoleniu powiewapospolitość skrzeczy… (dzisiaj też). Rok w rok tak jest – przepada, gaśnie (obywatelska praca, jej efekty), jesteśmy jak przeklęci – pisze Wyspiański, pieścimy się snami. A jednak, ciągle – w kraju w naszych ojcowiznach od tysiącleci rolniczych chłop urasta do potęgi króla Piasta – symbol legendarny, może chodziło wtedy, najpewniej, o europejską, nie tą zbolałą, jak później, „normalność”, Piastowie też mieli wady… Chodzi o korzenie troski obywatelskiej o ziemię, i członków wspólnoty z nami Ją razem zamieszkującymi, etnologię naszego współczesnego krajobrazu kulturowego. I dzieje naszej inteligencji, jako symbolu kultury, która rości, i rościła sobie (niekiedy nadmierne) prawa do niemylności i jedynie słusznego przewodnictwa… Scena: Dziennikarz (w młodopolskim fraku) – i słynny, mądry, z czasów świetności II Rzeczpospolitej, i słuchany podobno przez swojego króla, błazen Stańczyk… Błaznów coraz więcej, mami koncert narodowy… znowu skrzecząca współczesność XXI wieczna… Błaznów całe zastępy, serce spodlonePrzepadło wszystko, co było w kraju – ile pokoleń tak mówiło w dziejach? Skrzydła rozchwiane do lotu, nie pragną powrotu… Emigracja nasza i teraz nie chce wracać, może ma rację… Dzwon królewski pęknięty jest… wstyd i sromota, palący wstyd – mówi Stańczyk.
            To boli – szargać świętości (narodowe), przekonali się o tym Gombrowicz i inni… Witkacy mówił o umyciu się – w zwykłej (nie-święconej) wodzie z mydłem… Kaduceus polski – mąć wodę, mąć… Klarowność stosunków społecznych - nie jest polską Rzeczą…
            Jest jeszcze scena z Panną młodą, dziewczyną, która po prostu cieszy się z zabawy, z tańcowania, z miłości do Pana młodego. Nie-skrzecząca rzeczywistość stale aktualna, jak odnowa życia, jego codzienność. Lecz zbierają się chmury na jej weselu, nie dane jej będzie przeżyć życia w spokoju. Wernyhora, dawny upiór polsko-litewski, śpiewający eposy bard, odwiedza Gospodarza (Włodzimierza Tetmajera) nakazuje rankiem słać wici, i nasłuchiwać Rozkazu. Przybycia Archanioła. Gromadzić stany pod bronią na krakowskim gościńcu – mamy przełom XIX i XX wieku, Polska jest pod zaborami. Złoty róg będzie dany, by w niego zadąć… Archanioł pod postacią Legionów jednak przybył… Spotężnił się Słowackiego Duch – w narodowy mądry społeczny zryw niepodległościowy – jednak… Jutro jest zawsze – wielką tajemnicą, i nawet Polacy mogą się wybić na niepodległość… Nie zgub rogu – mówi Gospodarz do młodego Jaśka, nie chylaj się nigdzie, nawet jak ci czapka z pawich piór upadnie… Ostał się Jaskowi ino sznur – wtedy… Słynna sentencja z „Wesela”: miałeś – Chamie, złoty róg, śpiewa (polski) chochoł, pamiętamy pieśń wykonaną w filmie Wajdy przez Czesława Niemena.
            Jak Poeta mówi młodej Pannie, Polska jest w sercu. Niekoniecznie, dodam, w Złotym rogu… Puka tam pod podpaską u młodej dziewczyny. Skrzypce nam grają samotnie, a’capella chciałoby się powiedzieć, grają melodie ludowe, ludyczne, w tragiczny sposób smutno brzmiące. Cisza jest w sali starościńskiej Muzeum, słuchamy. Przeżywamy jeszcze raz „Wesele”, jakbyśmy je znowu czytali (nigdy nie dość), czy oglądali w teatrze. Tańczymy wesele polskie, Wyspiańskie arcydzieło, oby nie – chochołowo


Iwona Wróblak
wrzesień 2017 








wtorek, 29 sierpnia 2017

Ośrodek Głębokie gościł PREZENTACJE SZANSY

            Pensjonat "Pod Strzechą" państwa Jacka i Beaty Bełzów nad Jeziorem Głębokie - po raz kolejny – gościł niepełnosprawnych muzyków, którzy przyjechali do naszego Stowarzyszenia Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej „Szansa” na coroczny, w tym roku już XXII, koncert z cyklu „Prezentacje”.
Dla osób, które śpiewają na koncercie - ta jedyna w roku chwila - będzie zapamiętana na długo. Moment, kiedy mogli, MIMO swojej niepełnosprawności wystąpić na scenie, zaśpiewać – a do tej chwili przygotowują się długo, kilku z nich w ciągu roku kształci się w sztuce wokalnej, a po wydarzeniu – nastąpiły równie ważne wzajemne spotkania - w gościnnej Restauracji i Pensjonacie „Pod Strzechą” u państwa Bełzów, i rozmowy. W tym roku mieliśmy przyjemność słuchać, spotkać znowu Monikę Kubiak, Grzegorza Nowakowskiego, Karolinę Szulgę, Izabelę Jakubowską, Barbarę Borowicz, Władysława Kaczmarka, Honoratę Frankiewicz, Annę Ilminowicz i Katarzynę Leśkiewicz oraz uczestników zajęć w DPS Jasieniec i ŚDS Międzyrzecz.
            Urokliwa przyroda Ośrodka Wypoczynkowego „Głębokie”, cień wysokich drzew, w piątkowe pogodne popołudnie - kameralny charakter spotkania, niezbędny dla charakteru tej imprezy, dla prezentacji osobistych możliwości, mimo uszkodzeń organicznych, który od lat jest ideą realizowaną przez Stowarzyszenie. Artystyczne spełnienia są możliwe (chociaż trudne), co widać dobitnie na przykładzie Karoliny Szulgi, która od lat śpiewa, interpretuje w sposób nierzadko aktorski – trudne technicznie piosenki. Dlaczego tak się dzieje, że śpiewa tak dobrze mając tak znaczny ubytek słuchu, jest dla mnie tajemnicą… Niemniej faktem jest, że dziewczyna jest twórcza, i tę jej wrażliwość widać na scenie, i tym samym to, że słuch muzyczny nie jest dokładnie tożsamy ze zwykłym naszym (tak przez laików interpretowanym ) tzw. usznym słuchem, że zmysły mogą się zastępować – w tak dużym stricte artystycznym stopniu…
            Podobnie jest z Anią Ilminowicz. Smukła drobna dziewczyna, także z licznymi uszkodzeniami… Kiedy wchodzi na scenę, braki te stają się nieistotne – skoro potrafi zaśpiewać piosenkę z repertuaru słynnej z wokalnych możliwości Whitney Houston…  Scena, śpiewanie, to Ani żywioł… Również pracowitość, z jaką podchodzi do pracy nad własnym rozwojem. To dobrze, że nasze Prezentacje rozumieją, i podzielają, pasje Ani, i jej podobnych młodych ludzi, dając szansę samorealizacji na koncertach. Śpiewająca nieustannie, w duszy i sobą, jest Basia Borowicz, osłuchana z muzyką otaczającą ją zewsząd, ciągle nucąca – jak mówią jej przyjaciele i znajomi, głęboko zanurzona w tej formie osobistej ekspresji. Basia najlepiej docenia kunszt muzyczny utworów emitowanych w mediach, ich warstwę słowną, teksty, wsłuchuje się w nie uważnie - śpiewając, interpretując, przeżywając te dzieła osobiście. Jest w tym dojrzała afirmacja życia - sądzę, zrozumienie dla tematów, które zajmują wybitnych twórców form muzycznych – tak to widzimy na scenie, chociaż jej mama mówi, że na co dzień Basia jest zupełnie zwyczajna, w dodatku musi się zmagać z dolegliwościami fizycznymi, które większości z nas nie dotyczą… Stowarzyszenie „Szansa” doskonale rozumie rolę rodziny, zwłaszcza tej najbliższej, w rozwoju, rehabilitacji, osoby niepełnosprawnej, tej komunikacji wzajemnej, skutecznej, która obejmuje, powinna obejmować wiele stron – społeczną (szeroko pojęta integracja z osobami bez (dużych) uszkodzeń fizycznych czy psychicznych) i środowiskową – rodzinną, najbliższą, także instytucji tym się zajmujących… Karolina dedykowała piosenkę swojemu Tacie, który w czasie poprzednich Prezentacji leżał w szpitalu – teraz był obecny (i filmował śpiewającą na scenie córkę…). Także mamy wokalistek (mi znanych od lat kilku czy kilkunastu) Basi i Karoliny – wspaniałe mądre kobiety, od których nauczyć się można bardzo dużo… I które nie skupiają się wyłącznie na swoich dzieciach – więcej, poprzez wzmożoną troskę o nie, z powodu ich niepełnosprawności, wkładają swój olbrzymi wkład w poznawczy aspekt dotyczący sposobu i metod adaptacji osób z niepełnosprawnością w społeczeństwie – jak jest od lat w przypadku pani Anny Szulgi.
            Informacje dotyczące instytucji pomagających rodzinie są sygnalizowane na tablicy: Lubuskie Inicjatywy Młodzieżowe (Budżet Inicjatyw Obywatelskich), Barwy Wolontariatu – Razem Inaczej, SP nr 2 w Międzyrzeczu im. Szarych Szeregów, Grupa Nieformalna; nauczyciele, terapeuci, opiekunowie Samorządu Uczniowskiego w SP nr 2 – gdzie Stowarzyszenie „Szansa” ma siedzibę, Młodzież On-Life, ZLOP, Lubuskie Warte Zachodu. Na koncercie byli obecni przyjaciele i osoby wspierające Stowarzyszenie – dyrektorzy SOSW, PCPR, SP nr 2 i inni, którzy otrzymali symboliczne upominki w kształcie uroczej Nutki wiolinowej, także stały przyjaciel – od wielu lat, pan Jacek Bełz. Organizatorzy podziękowali też innym sponsorom, bez których Prezentacje nie mogłyby się odbyć: Starostwo Powiatowe, Urząd Gminy Międzyrzecz, Gospodarczy Bank Spółdzielczy, Międzyrzecki Ośrodek Kultury, ZLOP Zielona Góra, Międzyrzeckie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, „JADAR” Drukarnia Międzyrzecz, Ewa i Włodzimierz Szopińscy, Elżbieta Górna, darczyńcy 1 % od podatku dochodowego, Beata i Henryk Szmulkis, Katarzyna Wiese, Anna i Mirosław Szulga, Sylwia i Sławomir Guziccy.
            Bolesław Kołodziejski – konferansjer wieloletni Prezentacji, z zawodu terapeuta i nauczyciel (także instruktor muzyczny naszych wokalistów) zapowiedział i przedstawił kolejnych wykonawów. Monika Kubiak z Międzyrzecza. Także uczy się śpiewać – to dobrze, bo ma dobry słuch, i jak słyszymy, z każdym występem widać duże postępy, także w doborze trudniejszego repertuaru. Ślepota – prawie od urodzenia, zupełnie jej nie przeszkadza, nam także, Monika ma piękny wysoki głos, udziela się artystycznie na większości lokalnych imprez. Teraz też przybyła do nas ze swoim ojcem. Wykonawcom ponadto opiekują się wolontariusze.
             Izabelę Jakubowską z Zielonej Góry także znamy, jest żywiołowa, radosna i takie też wybiera piosenki. Władysław Kaczmarek śpiewał nam piosenki z repertuaru Bułata Okudżawy. Dowiadujemy się, że mimo widocznej niepełnosprawności skończył studia i pracuje nad licencjatem. Wsłuchujemy się w teksty, smakujemy poezję śpiewaną, którą nas co roku Władek raczy. Radość i spontaniczna empatia to Honorata Frankiewicz, także dobry głos, wrażliwość, kochamy za to Honoratę, to dobry duszek Prezentacji. W programie słyszymy również następną odtwórczynię poezji śpiewanej, wykonywanej z naturalnością wynikającą ze zrozumienia istoty gatunku – Katarzynę Leśkiewicz. Katarzyna mówiła mi kiedyś, że mimo wózka jest mobilna i samodzielna, także gotowa do uczestnictwa w koncertach poza Trzcielem, z którego pochodzi. Myślę, że wykonawcy Prezentacji z powodzeniem mogliby śpiewać z koncertach spoza formuły dla osób niepełnosprawnych, i tak też się w wielu przypadkach dzieje.
            Między poezją były też żartobliwe choreograficzne pastisze oparte na temacie z popularnego kiedyś serialu „Bonanza” rodem z Dzikiego amerykańskiego Zachodu, w kostiumach z epoki, z rewolwerami rzecz jasna, w wykonaniu uczestników zajęć w Środowiskowym Domu Samopomocy w Międzyrzeczu, autorski układ choreograficzny w wykonaniu Grzegorza Nowakowskiego z międzyrzeckiego DPS, a także pokaz tańca klasycznego, południowoamerykańskie rytmy – w sukniach  i pantofelkach, z wysoko upiętych fryzurach, prezentowały się w swej kobiecości panie z Domu Pomocy Społecznej w Jasieńcu. Szyk i elegancja.
            Koncert szybko minął… pan Bełz i organizatorzy; Sylwia Guzicka, prezes Stowarzyszenia „Szansa”, zaprosili gości na wykwintny poczęstunek do Restauracji „Pod Strzechą”. Wielka uroczystość, feta z okazji wzajemnych znajomości, przyjaźni wieloletnich, miała się ku końcowi. Wysiłek organizacyjny, hojność i zrozumienie sponsorów… Pani Guzicka, jak napomknęła, pisze nowy projekt unijny… Aby samorealizacja uczestników Prezentacji była nieustająca i jeszcze głębsza, przynosiła satysfakcję wielu stronom. Podziękowano za przybycie i obecność – wykonawcom z opiekunami, Halinie Pilipczuk ze Starostwa Powiatowego, Jarosławowi Szałacie – przewodniczącemu Rady Powiatu, Zofii Plewa - członkowi Zarządu Powiatu, Elżbiecie Górnej – dyrektor PCPR Międzyrzecz, Annie Wasiluk-Sawka – sekretarzowi Gminy Międzyrzecz, Katarzynie Dymel - dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Międzyrzeczu, Lesławowi Hołowni – burmistrzowi Skwierzyny, Ewie Zdrowowicz-Kulik - prezesowi Fundacji „Serce na dłoni”, Katarzynie Drejer – z Fundacji „Pomagamy”, Annie Kwiecińskiej – dyrektorowi DPS Międzyrzecz, Arlecie Stacheckiej – dyrektorowi Ośrodka Szkolno – Wychowawczego oraz przedstawicielom lokalnych mediów.


Iwona Wróblak
sierpień 2017