Trupięgowy rytm Leśmianowski
Nieoczywistość jest cechą semantyczną poezji Leśmianowskiej. Jeżeli doda się do niej muzyczną rytmikę zapomnianej Wiedzy tajemnej, opartej na trzech, jak słowiańskie bóstwa, rytmach Ich Twarzy (świadomość/poświadomość/ nadświadomość) Jej, tej wiedzy, wychodzi pradawna, przeczuwana i dzisiaj bezczasowa magiczność. Zanim czas nie-Stworzony się narodził, w wiecznym Teraz - chwila rozciągnie się, jak my w podróży podświetlanej. W tkankę śpiewaczą, sieć energetyczną – jesteśmy energią, o czym nam Leśmian przypomina. Mamy zawsze rozciągliwą rytmiczną Teraźniejszość. Muzyka-rytm i teksty Leśmiana, dźwięki przeróżne, nieoczywiste jak tekst... Zagościć w tym świecie wykreowanym przez Bolesława Leśmiana – w interpretacji Zespołu „Trupięgi”.
Wiersz „TRUPIĘGI” Bolesław Łeśmian: (…) A jeśli Bóg, cudaczną (moje podkreślenie) urażony pychą,/Wzgardzi mną, jak nicością, obutą zbyt licho,/Ja - gniewny, nim się duch mój z prochem utożsami, /Będę tupał na Niego tymi trupięgami!”
Sulęciński Zespół „Trupiegi” - zawsze boso-bezbutnie, śpiewa i gra Leśmiana od dziewięciu lat, w Międzyrzeczu jest po raz trzeci. Oniryczny, zacierający logiczne powiązania przyczynowo-skutkowe, świat Trupięgowej baśni, w której z lubością, w sali kameralnej MOK, znowu się zanurzyliśmy... Nie ma rzeczy niemych... Są intonowane rytmem.
O dziewczęcym głosie, który chce się uwolnić - z pęt-przemocy, słyszą go wyzwoliciele, męscy herosi – opiekunowie. Dwunastu braci, ich liczba jest symboliczna, jak apostołów, jak cechy charakteru. Wspomniane w Księgach. Wielkoduszni. Ich miłość-współczucie, chęć pomocy jest jak młot, który (s)kruszy niesprawiedliwość. Kto jest człowiekiem, a kto młotem, czy ten się rozmłoczy?
Nigdy dość się nie umiera, ból jest istotą – samą w sobie. Zapodziała się Umarła w stroju trumiennym, w nim wędrowała – dziewczyna wędrowniczka między istnieniami.
Leśmianizmy – to nie tylko słowa, i nastrój dzięki nim wytworzony, pradawny ton, kiedy Słowo się wydłuża, znaczenia kalibrują. Gong z centrum świata, gdziekolwiek – czyli w nas – jest dotykany. Intymność dotyku jak scenografia koncertu; serwetki dziergane, ich domowość. Z przeszkadzajek - plusk wody – źródła ziemskiego Wszystkiego. Wnętrza komórek, kiedy już ewoluowały do formy uznawanej za żywą.
Historia Anny i jej miłości cielesnej, w jakiej będzie ornamentyce? Monumentalnej. Mroczny niepojący jar, gdzie świadomość ma niewielki dostęp, bo aby rozmawiać z bóstwem musi się komunikować z cieniem. Głębinami naszej jaźni, jeśli jej pozwolimy za-Być. Mnóstwem wątków, wspomnień nie-za-naszego-życia, pomieszanych czasów. Zwierzęcością, która ma zaledwie mały wgląd w struktury świata pozaziemskiego, ale słyszy trans, wyczuwa go; pogłos. Dawnych istnień w leśnym borze naszym mateczniku. Mało- i bardzo ludzkim – jeśli chodzi o Strach. Myślenie i uczucia wypełniają głowę. Leśmian tka muzykę-rytm i wiersz. Trupięgi bose, nieobute, bo muszą-chcą odczuwać tętno ziemi, kiedy do niej, Ziemi, (po)wracają. Mieć kontakt, z tym rytmem, który wszechobecny jak membrany energetyczne. Światy potomne po nas, czy obok nas, światy dziwne.
Rytm do obłąkania. Znaleźć wysupłane z przestrzeni dźwięki.
Do muzykujących dołącza Ewa Skrzek-Bączkowska, ze swym słonecznym gongiem, i misą. Fletem...
Nad brzegiem żałoby poległ budda, śmierć czekała na jego skinienie, tego-który zrozumiał, fruwały motyle i śmierć odeszła – jak powiedzieli w Księgach – STAŁO SIĘ.
Zwłok dość umarłych nie ma. Bo w słowie o umarłych nie dość uznacznień. Umiera się ciągle. Bo się żyje, jest przemiana materii, jej odradzanie-umieranie.
Słowa zobrazowane, jak dobra medytacja. Umuzycznione, bo to kolejny wymiar dostępny. O miłości i pieszczocie – zamiast, obok śmierci jako nieistotnej tematycznie.
Co Lalka myśli o swojej lalkowatości. Spytana; świętonośna lalowatość, bóstwo starosłowiańskie. Jak mówi wokalistka Zespołu, Katarzyna Gardziejewska, poeta znał się na kobietach. Na wieczności i jej pierwszyźnie – duszy (Tej/Onej). Boginie miały płeć niemęskoosobową.
Słowa odwrócone na nice, poboczne. By nic nie ukrywać – bo nie wolno i nie trzeba. Wobec (B)boga, bo dusza rozpuszcza warkocze, jak kobieta. Dusza ciało-rozkoszna. Słowa u Leśmiana schowane w pięciolini(niach). Gotowe by słuchać...
Skazańcy i ich śmierć, osobna dla każdego. Jeden z nich – miał pragnienie (życio-wody), ale nie chciał mieć tego pragnienia, jak mu się zdawało (chciał by się mu zdawało). Prawdy nie chciał o sobie-zaprzeczał, jako sposób swój na istnienie. W byciu śmiertelnym, zaprzeczeniu nielogicznym, ale ludzkim.
Zrozumieć nieobecność, to się zanurzyć w niej, w bojaźni łez... Delikatność muzyki, jak tych koronek wszechobecnych zawsze na koncertach „Trupięgów”. Nie może pomóc nikt w przeżywaniu żałoby po osobie umarłej. Otulić się w żałobie - czymkolwiek, jak ocienić siebie cieniem (?), opuszczyć pustką – mówiąc Leśmianowskim dialektem. Zacerować koronką to puste miejsce, zakorończyć się.
Piękne solówki na gitarze.
Nacichać wiatrem, by usłyszeć świata (wewnętrznego) odgłosy. Do tego stopnia, by napisać-urytmić swój wiersz. Trzech bóstw swoistych osobniczych. Leśmianowskich.
Skład
zespołu: Jacek Filipek – perkusjonalia, wokal - Katarzyna
Gardziejewska,
Jerzy Hippmann – bas, Kosma Kowalski – gitara,
Filip Słowiakowski – perkusja, Damian Rumbuć – akustyk.
Iwona Wróbla
styczeń 2026 r.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz