poniedziałek, 19 stycznia 2026

 

Trupięgowy rytm Leśmianowski



Nieoczywistość jest cechą semantyczną poezji Leśmianowskiej. Jeżeli doda się do niej muzyczną rytmikę zapomnianej Wiedzy tajemnej, opartej na trzech, jak słowiańskie bóstwa, rytmach Ich Twarzy (świadomość/poświadomość/ nadświadomość) Jej, tej wiedzy, wychodzi pradawna, przeczuwana i dzisiaj bezczasowa magiczność. Zanim czas nie-Stworzony się narodził, w wiecznym Teraz - chwila rozciągnie się, jak my w podróży podświetlanej. W tkankę śpiewaczą, sieć energetyczną – jesteśmy energią, o czym nam Leśmian przypomina. Mamy zawsze rozciągliwą rytmiczną Teraźniejszość. Muzyka-rytm i teksty Leśmiana, dźwięki przeróżne, nieoczywiste jak tekst... Zagościć w tym świecie wykreowanym przez Bolesława Leśmiana – w interpretacji Zespołu „Trupięgi”.

Wiersz „TRUPIĘGI” Bolesław Łeśmian: (…) A jeśli Bóg, cudaczną (moje podkreślenie) urażony pychą,/Wzgardzi mną, jak nicością, obutą zbyt licho,/Ja - gniewny, nim się duch mój z prochem utożsami, /Będę tupał na Niego tymi trupięgami!”

Sulęciński Zespół „Trupiegi” - zawsze boso-bezbutnie, śpiewa i gra Leśmiana od dziewięciu lat, w Międzyrzeczu jest po raz trzeci. Oniryczny, zacierający logiczne powiązania przyczynowo-skutkowe, świat Trupięgowej baśni, w której z lubością, w sali kameralnej MOK, znowu się zanurzyliśmy... Nie ma rzeczy niemych... Są intonowane rytmem.

O dziewczęcym głosie, który chce się uwolnić - z pęt-przemocy, słyszą go wyzwoliciele, męscy herosi – opiekunowie. Dwunastu braci, ich liczba jest symboliczna, jak apostołów, jak cechy charakteru. Wspomniane w Księgach. Wielkoduszni. Ich miłość-współczucie, chęć pomocy jest jak młot, który (s)kruszy niesprawiedliwość. Kto jest człowiekiem, a kto młotem, czy ten się rozmłoczy?

Nigdy dość się nie umiera, ból jest istotą – samą w sobie. Zapodziała się Umarła w stroju trumiennym, w nim wędrowała – dziewczyna wędrowniczka między istnieniami.

Leśmianizmy – to nie tylko słowa, i nastrój dzięki nim wytworzony, pradawny ton, kiedy Słowo się wydłuża, znaczenia kalibrują. Gong z centrum świata, gdziekolwiek – czyli w nas – jest dotykany. Intymność dotyku jak scenografia koncertu; serwetki dziergane, ich domowość. Z przeszkadzajek - plusk wody – źródła ziemskiego Wszystkiego. Wnętrza komórek, kiedy już ewoluowały do formy uznawanej za żywą.

Historia Anny i jej miłości cielesnej, w jakiej będzie ornamentyce? Monumentalnej. Mroczny niepojący jar, gdzie świadomość ma niewielki dostęp, bo aby rozmawiać z bóstwem musi się komunikować z cieniem. Głębinami naszej jaźni, jeśli jej pozwolimy za-Być. Mnóstwem wątków, wspomnień nie-za-naszego-życia, pomieszanych czasów. Zwierzęcością, która ma zaledwie mały wgląd w struktury świata pozaziemskiego, ale słyszy trans, wyczuwa go; pogłos. Dawnych istnień w leśnym borze naszym mateczniku. Mało- i bardzo ludzkim – jeśli chodzi o Strach. Myślenie i uczucia wypełniają głowę. Leśmian tka muzykę-rytm i wiersz. Trupięgi bose, nieobute, bo muszą-chcą odczuwać tętno ziemi, kiedy do niej, Ziemi, (po)wracają. Mieć kontakt, z tym rytmem, który wszechobecny jak membrany energetyczne. Światy potomne po nas, czy obok nas, światy dziwne.

Rytm do obłąkania. Znaleźć wysupłane z przestrzeni dźwięki.

Do muzykujących dołącza Ewa Skrzek-Bączkowska, ze swym słonecznym gongiem, i misą. Fletem...

Nad brzegiem żałoby poległ budda, śmierć czekała na jego skinienie, tego-który zrozumiał, fruwały motyle i śmierć odeszła – jak powiedzieli w Księgach – STAŁO SIĘ.

Zwłok dość umarłych nie ma. Bo w słowie o umarłych nie dość uznacznień. Umiera się ciągle. Bo się żyje, jest przemiana materii, jej odradzanie-umieranie.

Słowa zobrazowane, jak dobra medytacja. Umuzycznione, bo to kolejny wymiar dostępny. O miłości i pieszczocie – zamiast, obok śmierci jako nieistotnej tematycznie.

Co Lalka myśli o swojej lalkowatości. Spytana; świętonośna lalowatość, bóstwo starosłowiańskie. Jak mówi wokalistka Zespołu, Katarzyna Gardziejewska, poeta znał się na kobietach. Na wieczności i jej pierwszyźnie – duszy (Tej/Onej). Boginie miały płeć niemęskoosobową.

Słowa odwrócone na nice, poboczne. By nic nie ukrywać – bo nie wolno i nie trzeba. Wobec (B)boga, bo dusza rozpuszcza warkocze, jak kobieta. Dusza ciało-rozkoszna. Słowa u Leśmiana schowane w pięciolini(niach). Gotowe by słuchać...

Skazańcy i ich śmierć, osobna dla każdego. Jeden z nich – miał pragnienie (życio-wody), ale nie chciał mieć tego pragnienia, jak mu się zdawało (chciał by się mu zdawało). Prawdy nie chciał o sobie-zaprzeczał, jako sposób swój na istnienie. W byciu śmiertelnym, zaprzeczeniu nielogicznym, ale ludzkim.

Zrozumieć nieobecność, to się zanurzyć w niej, w bojaźni łez... Delikatność muzyki, jak tych koronek wszechobecnych zawsze na koncertach „Trupięgów”. Nie może pomóc nikt w przeżywaniu żałoby po osobie umarłej. Otulić się w żałobie - czymkolwiek, jak ocienić siebie cieniem (?), opuszczyć pustką – mówiąc Leśmianowskim dialektem. Zacerować koronką to puste miejsce, zakorończyć się.

Piękne solówki na gitarze.

Nacichać wiatrem, by usłyszeć świata (wewnętrznego) odgłosy. Do tego stopnia, by napisać-urytmić swój wiersz. Trzech bóstw swoistych osobniczych. Leśmianowskich.

Skład zespołu: Jacek Filipek – perkusjonalia, wokal - Katarzyna Gardziejewska,
Jerzy Hippmann – bas, Kosma Kowalski – gitara, Filip Słowiakowski – perkusja, Damian Rumbuć – akustyk.


Iwona Wróbla

styczeń 2026 r.









 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz