sobota, 21 lutego 2026

 

Ziemia Międzyrzecka w przeszłości tom XXIII


Ostatnie XXIII wydanie „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości” dedykowane jest pamięci doktora Stanisława Kowalskiego, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, dyrektora międzyrzeckiego Muzeum w latach 1984-1987, autora wielu publikacji. Książka została sfinansowana dzięki dotacji Powiatu Międzyrzeckiego.

Bardzo różne tematy artykułów. Jako pierwszy – z recenzowanych: „Linia kolejowa Zbąszyń-Międzyrzecz-Skwierzyna-Gorzów Wielkopolski” Roberta Michalaka.

Od średniowiecza Międzyrzecz był ważnym punktem na szlaku z Magdeburga przez Brennę, Lubusz i Poznań do Gniezna, zwanym Traktem Polskim. W 1826 r. przystąpiono do budowy ważnej z militarnego i administracyjnego punku widzenia szosy bitej, którą na odcinku Poznań - Kostrzyn oddano do użytku w 1833 r. Dalekobieżne połączenie kolejowe z Berlina do Królewca (1857 r.), miało służyć aktywizacji gospodarczej rolniczych i leśnych okolic ziemi zbąszyńskiej i międzyrzeckiej. Rozbudowano obie stacje końcowe, otwarcie nastąpiło w 1883 r. w międzyrzeckim Ratuszu. W 1891 r. parlament pruski uchwalił ustawę o budowie jednotorowej linii kolejowej Międzyrzecz-Skwierzyna-Gorzów Wielkopolski, ze stacjami w Zbąszyniu, Dąbrówce Wielkopolskiej, Chociszewie-Rogozińcu, Lutolu Suchym, Bukowcu Międzyrzeckim, Międzyrzeczu, Głębokim Międzyrzeckim, Popowie Skwierzyńskim, Skwierzynie, Trzebiszewie, Brzozowcu Gorzowskim, Deszcznie, Karninie, Zieleńcu, Gorzowie Wielkopolskim i samym Gorzowie, obsługującej ruch osobowy i towarowy.

Po zakończeniu wojny w 1918 r. i odzyskaniu przez Polskę niepodległości linia kolejowa Zbąszyń-Międzyrzecz-Gorzów Wielkopolski została przecięta polsko-niemiecką granicą państwową, część niemiecka została włączona w granice Dyrekcji Kolei Rzeszy, polska – w granice Dyrekcji Kolei Państwowych w Poznaniu. W 1944 r. na stacjach zaczęto urządzać schrony przeciwlotnicze dla kolejarzy i podróżnych, obowiązywało zaciemnienie w porze nocnej. Po ogłoszeniu powszechnej ewakuacji pociągi zabierały uciekinierów w kierunku centralnych obszarów Niemiec, przez Sulęcin i Rzepin.

W 1945 r. zniszczeniu wojennemu uległy urządzenia, budynki i dworce kolejowe, władze radzieckie przystąpiły do rozbiórki torów, urządzeń zabezpieczenia ruchu i łączności. Linia kolejowa stała się własnością Polskich Kolei Państwowych w Poznaniu, dokonano remontów, napraw mostów na Odrze. W 1960 r. przekazano do użytku budynek dworca w Gorzowie Wlkp., w 1965 r. - mostu kolejowego na Warcie w Gorzowie.

Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, wobec konkurencji transportu samochodowego, koleje traciły na znaczeniu, wobec braku pasażerów zawieszono ruch pasażerski na kilku stacjach. Dopiero w 2007 r. przywrócono ruch pasażerski na całej lokalnej linii kolejowej.

„Cmentarze gminy Bledzew” - Ryszard Patorski. Na terenie Gminy Bledzew zlokalizowano cmentarze 4. wyznań: katolickiego, ewangelickiego, żydowskiego i prawosławnego; we wsiach Bledzew, Chycina, Goruńsko, Nowa Wieś, Osiecko, Pniewo, Popowo, Sokola Dąbrowa, Stary Dworek, Templewo, Zemsko i Głazy. Po wojnie wszystkie cmentarze stały się własnością Skarbu Państwa i zostały przekazane samorządom, większość cmentarzy uległo degradacji, tereny przeznaczono na potrzeby samorządowe, materiały odzyskane z rozbiórki użyto na inne cele. W latach 80. i 90. ubiegłego wieku wykonano dokumentację konserwatorską i dendrologiczną zabytkowych parków, alei i cmentarzy, kontakty z byłymi mieszkańcami terenów stały się bardziej częste. Zaczęto publikować artykuły poświęcone lokalnym zabytkom. W artykule ciekawe informacje o dawnych założeniach cmentarnych w okolicach Bledzewa, kaplicach, nagrobkach – z ilustracjami i mapkami.

Łukasz Janeczek „Rozwój banków ludowych na terenie Niemiec w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX wieku na przykładzie Banku Ludowego w Pszczewie”.

Kooperatyzm był znany jeszcze przed XIX wiekiem, na tej idei zasadzały się cechy rzemieślnicze, spółki gwareckie, gildie kupieckie. Spółdzielnię w rozumieniu współczesnym założono w Rochdale w 1844 r., głównym jej celem było obniżenie kosztów działalności spółdzielni kredytowych do minimum. Cechował je, neutralny politycznie i religijnie, demokratyczny ustrój, praca oświatowa, ograniczone oprocentowanie udziałów. Rozwój bankowości spółdzielczej był symbolem przemian zachodzących w gospodarce i społeczeństwie XIX wieku, większego dostępu do bezpiecznego i taniego kredytu bez konieczności zaciągania lichwiarskich pożyczek.

Polski ruch kredytowy na terenie zaboru pruskiego odznaczał się zaangażowaniem politycznym i społecznym. Mimo antypolskiego charakterze polityki pruskiej wykorzystano aparat prawny państwa i działano zgodnie z nim. W 1877 r. powołano spółdzielnię kredytową w Pszczewie, która przystąpiła do Związku Spółek Zarobkowych szybko zwiększając liczbę członków i deponentów. Rozwinął się nawyk oszczędzania, gospodarności i przezorności, inwestowania nawet niedużych sum, wzrósł poziom ogólnej zamożności społeczeństwa. Bank w Pszczewie wypłacał odsetki od lokat, dostarczał taniego kredytu, wzrastała wysokość funduszu rezerwowego, nadwyżki wypracowanych zysków, przy małym udziale kapitału zewnętrznego. Był instytucją wspierającą ekonomicznie lokalną społeczność.

Marceli Tureczek „Jaki regionalizm jest nam potrzebny?”. Zainteresowanie regionalizmem w wymiarze społecznym i naukowym pojawiło się na przełomie XVIII i XIX i w XX wieku, w Prusach miało oblicze protestanckie, i propaństwowe - jako ugruntowywanie niemczyzny. Polski regionalizm w Wielkopolsce miał za cel działalność naukową, mecenat artystyczny, i edukację, budowanie świadomości, patriotyzmu - w warunkach przemian społeczeństwa doby braku niepodległości.

Regionalizm – w znaczeniu zainteresowania historią regionalną lub lokalną ulegał przeobrażeniom na przestrzeni lat i wydarzeń – na rzecz budowania edukacji obywatelskiej oraz ekonomicznej, wychodząc poza wąskie ujęcia tradycyjne, w stronę uwarunkowań interdyscyplinarnych.

Polska zachodnia jest obszarem odrębnym ze względu na swój charakter postimigracyjny. Uwzględniając kwestie demograficzne, migracje do większych ośrodków itp. województwo lubuskie jest słabym liczebnie regionem, ukształtowanym po 1945 r., o niskim poziomie usług publicznych, dostępności technologii informatycznych. Czym powinien być regionalizm na Ziemi Lubuskiej? W wymiarze edukacji mamy do czynienia z faktycznym eliminowaniem znaczenia regionów i regionalizmu; szanse dowiedzenia się o własnej i rodziny przeszłości, o poniemieckim dziedzictwie jako istotnym składniku krajobrazu materialnego i niematerialnego nie są duże.

Szanse ku poprawie jakości edukacji regionalnej jako prorozwojowej i prospołecznej? Twórcza afirmacja środowisk lokalnych, budowanie lokalnej marki, promowanie różnorodności, umacnianie znaczenia małych grup. Działania te nie wykluczają takich wartości jak państwo czy naród. Nie zawsze tę funkcję pełnią inicjatywy rozwojowe ruchu turystycznego - wewnętrznie nie zintegrowane ze sobą, i słabo rozpoznawalne, bez wystarczającej bazy komunikacji, i infrastruktury społecznej - lubuskie to raczej region tranzytowy. Mniejsze ośrodki gminne i miejskie borykają się ze zjawiskiem wykluczenia na poziomie lokalnym i regionalnym, degradacji na poziomie społeczno-gospodarczym, braku lokalnych więzi społecznych. Receptą może być polityka budowania tożsamości nie tyle historycznej ile społeczno-gospodarczej, jako podstawa kształtowania postaw obywatelskich na rzecz lokalnego rozwoju.

Podmiotowość naszych zabytków, przede wszystkim porządkowanie ich sytuacji prawno-własnościowej. Definiowanie form współczesnego regionalizmu, jako narzędzia kreowania warunków prorozwojowych, budowanie infrastruktury dla naszego dziedzictwa. Polityka kreowania lokalnych potencjałów – dostępność komunikacyjna, zaplecze dla turystyki kwalifikowanej, możliwości inwestowania i promocja infrastruktury wokół dziedzictwa kultury i społeczności.

W dziale – Komunikaty: Andrzeja Chmielewskiego „Wojna siedmioletnia na środkowym Nadodrzu (1756-1763) – zarys problematyki”. Ta wojna była jednym z największych konfliktów zbrojnych XVIII wieku między wrogimi sobie koalicjami: habsburskiej (Austria, Wielka Brytania, Rosja, Szwecja, Saksonia) i antyhabsburskiej – Prusy i Francja; państw obejmujących posiadłości na wszystkich kontynentach. Rzeczpospolita Obojga Narodów pod rządami króla Augusta III Sasa w czasie Wojny Siedmioletniej była w unii personalnej z Saksonią. Przez kraj maszerowały pochody wojsk z państw ościennych, toczyły się krwawe bitwy, ściągano kontrybucję i żywność od lokalnej ludności.

Dariusz Brożek „Upamiętnienia dawnej granicy polsko-niemieckiej w powiecie międzyrzeckim”. Linia podziału administracyjnego z 1999 r. - powiat międzyrzecki sąsiaduje z powiatami nowotomyskim i międzychodzkim (woj. wielkopolskie), pokrywa się w dużym stopniu z granicą polsko-niemiecką z okresu międzywojennego, z Republiką Weimarską, na mocy postanowień Traktatu Wersalskiego z 1919 r., wytyczyła ją Komisja Delimitacyjna. Dawna granica jest widoczna w kilku miejscach w gminach Trzciel, Pszczew i Przytoczna. Międzyrzecki odcinek miał 155 km, odznaczono go 883 znakami – kamieniami granicznymi (kamieniami wersalskimi), blokami kamiennymi o bokach 40 na 40 cm, o wysokości 75 cm. Granicę oznaczono też kopcami i mniejszymi kamieniami. Znaki graniczne były często niszczone przez Niemców nie mogących się pogodzić z ustaleniami Traktatu Wersalskiego.

W Trzcielu jest replika szlabanu granicznego przy budynku dawnej strażnicy, rozdzielającego kiedyś miasto na dwie części, i rzeźba polskiego pogranicznika, w 100. lecie tego wydarzenia Rada Miejska miasta nadała ulicy nazwę Graniczna. Reliktem związanym z byłą granicą jest pas umocnień polowych zwany Trzcielską Pozycją Przesłaniania. W Sterkach jest budynek dawnej niemieckiej strażnicy granicznej.

Grzegorz Urbanek „Jeszcze o sprawie Karla Selkiego proboszcza zboru w Strychach. Suplement do opracowania z 2023 r.”. Chodziło o przyłączenie Ewangelickiego Dzieła Młodzieży do Kościoła Rzeszy, przeciw któremu protestował pastor Karl Selke w 1933 r., zachęcając do tego też młodzież niemiecką. W czasie nabożeństw modlił się za pięciu pastorów Kościoła Wyznającego przetrzymywanych w areszcie, występował przeciwko kontrolowaniu nabożeństw przez policję NSDAP, nie odpowiadał też przy powitaniu niemieckim pozdrowieniem. Dostał za to naganę i ostrzeżenie przez zwierzchność kościelną. Wroga ówczesnemu państwu niemieckiemu działalność pastora, głoszącego Ewangelię tak jak ją rozumiał, podzieliła lokalne nadgraniczne społeczeństwo w Strychach.

Katarzyna Sztuba-Frąckowiak: „Udział personelu żeńskiego w akcji „Zdecentralizowanej eutanazji” w Szpitalu Psychiatrycznym Obrawalde w latach 1939-1945. Przykład pielęgniarki Marty Elisabeth Glawinski”. Ideologia nazistowska pozbywania się „bezużytecznych zjadaczy chleba”, poświecono jej wiele opracowań naukowych, czy lekarze i pielęgniarki z Obrawalde poddali się jej dobrowolnie czy pod naciskiem? Symptomy zwrotu w stronę „zmedykalizowania mordowania” pojawiły się już po I wojnie, w okresie kryzysu finansowego lat 20; potem był tajny Dekret Hitlera o zadawaniu „śmierci z łaski” chorym nieuleczalnie, traktowanym jako balast społeczny. Akcja T4 – masowe zabijanie w komorach gazowych, przerwana na chwilę w 1940 r. po protestach kleru i wiernych katolickich i protestanckich w Niemczech przeszła w fazę utajoną, w Obrawalde została wdrożona w chwili objęcia stanowiska dyrektora przez członka NSDAP Waltera Grabowskiego. Na bocznicę szpitala zaczęto zwozić pacjentów przeznaczonych do uśmiercenia, do akcji eutanazji został włączony radca medyczny dr Theofhil Mootz i narodowa socjalistka dr Hilde Wernicke, wyznaczona do selekcji pacjentów.

Marta Elisabeth Glawinski ur. w 1905 r. w Międzyrzeczu, katoliczka, córka niezamożnego rzeźnika, miała polskie pochodzenie, skończyła szkołę podstawową i zajmowała się, jak matka, gospodarstwem domowym. W 1926 r. zaczęła pracę w Obrawalde jako salowa, zaliczyła 2 lata szkoły pielęgniarskiej, od 1927 r. zatrudniona jako pielęgniarka. W 1937 r. musiała, jak inne pielęgniarki, złożyć przysięgę wierności Hitlerowi. W 1943 r. dostała polecenie podania pacjentom zastrzyków skopolaminy z morfiną i luminalem, po których umarli. Początkowo nie zdawała sobie sprawy, że zabija ludzi.

Glawinski nie wykazywała entuzjazmu w akcji eutanazji pacjentów, czuła się zmuszona do tego przez zwierzchników. Nie mogła się zwierzyć z wyrzutów sumienia duchownemu katolickiemu. Dr Wernicke mówiła pielęgniarkom, że w czasach wojennych najważniejsza jest opieka nad rannymi żołnierzami niemieckimi. Marta starała się uciec na zwolnienia lekarskie, ale po trzech miesiącach wróciła na Oddział VIII.

28. stycznia 1945 r. personel medyczny uciekł z Obrawalde, Marta także wyjechała – najpierw do innego szpitala, potem do katolickiej Bawarii. W 1965 r. w procesie przed Sądem Krajowym w Monachium udowodniono jej uczestnictwo w zabójstwach pacjentów w 28. przypadkach. Zeznała, że czując się urzędniczką państwową uważała, że musi przestrzegać przepisów prawa. Podobnie jak inne pielęgniarki została uniewinniona z powodu przedawnienia zarzutów.

Jolanta Skierska „Bierut skurczybyku szlak cię trafi bolszewiku”. Społeczeństwo wobec śmierci Bolesława Bieruta na przykładzie powiatu międzyrzeckiego”. W materiałach Komitetu Wojewódzkiego PZPR z 1956 r. - meldunki dotyczące nastrojów ludności wobec zgonu pierwszego sekretarza PZPR Bolesława Bieruta w wyniku ciężkiego zapalenia płuc, informacje na temat sposobu uczczenia zmarłego. Nakazano uruchomić zakładowe i wiejskie radiowęzły, w Zielonej Górze, powiecie międzyrzeckim, nadano specjalny apel, w czasie którego wysłuchano wystąpienia o życiu i pracy B. Bieruta. Ludność z własnej inicjatywy wystawiła portrety Bieruta, honorową wartę przy nich, wysyłano kondolencje do władz PZPR. Robotnicy podejmowali dodatkowe zobowiązania produkcyjne, wzrasta liczba członków kandydujących do Partii.

Pojawiały się jednakże w społeczeństwie wątpliwości związane z okolicznościami choroby i śmierci Bieruta, zauważano brak wcześniejszych wzmianek o jego postępującej chorobie. Część społeczeństwa wyrażała radość i zadowolenie ze śmierci sekretarza, pojawiały się ulotki i napisy na murach.


Iwona Wróbla

luty 2026 r.


 

poniedziałek, 16 lutego 2026

 

Dużo miłości wokół nas – czyli Koncert Walentynkowy


Wieczór w MOK jak dobra randka. Na początek Fryderyk Chopin w wykonaniu młodego pianisty Adama Woźniaka, którego już u nas słyszeliśmy wykonującego utwory tego kompozytora. „Lubuska Orkiestra Kameralna” Mariusza Woźniaka ze „Stowarzyszenia Wokół Kultury” ponownie zagościła na scenie Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, tym razem pretekstem były, jak przystało na 14. lutego, Walentynki. Młoda, ale fachowa orkiestra, 35. muzyków, i młodzi, i bardzo młodzi, wokaliści.

Wielkie przeboje muzyki polskiej we własnej aranżacji, dyrygent, także śpiewający – Mariusz Woźniak, którego interpretacja trudnego wykonawczo utworu „Jednego serca”, który kiedyś śpiewał Czesław Niemen, zapadła nam w pamięci, zmierzyć się z kultem głosu Niemena nie jest łatwo. Mi także zapadł w pamięć słynny „Psalm stojących w kolejce” Krystyny Prońko w wykonaniu Kamili Suwiczak, wykonany ze znawstwem tematyki, chociaż śpiewaczka na pewno nie pamiętała tamtych czasów.

Walentynkowe oblicza miłości w muzyce. Zuzanna Krajewska, z towarzyszeniem Orkiestry, i nieodżałowany Marek Grechuta, jego pieśń, z miłosnym śpiewaczym wyznaniem szeptanym ucho wybranki.

Znana pokoleniu powojennemu Sława Przybylska, i „Czerwone Gitary” z Sewerynem Krajewskim w przeboju „Płoną góry, płoną lasy” - śpiewanym przez wokalistów, jak mówiła prowadząca - rockowy pazur miłości. Andrzej Zaucha, Kora, jej potężny głos, w nowym wykonaniu najmłodszego pokolenia – w utworze „Buenos Aires”. Maryla Rodowicz – świetnie wykonany song „Niech żyje bal”; walc w jego kilku odmianach z wynikającymi z interpretacji tekstu dysonansami. T. Woźniaka „Zegarmistrz światła purpurowy...” - poetycka pieśń pełna filozoficznych znaczeń pokolenia lat 70., 80. ubiegłego wieku. Zbigniew Wodecki – niezapomniany wokalista i skrzypek, przypomniany przez Mariusza Woźniaka, także poetycki przebój „Zegarmistrz światła” Cz. Woźniaka. Szkolone głosy młodych wykonawców... Ciekawe solówki na gitarę. W święto miłości wspaniały koncert z lubuską orkiestrą, prawie cała sala widowiskowo-kinowa była pełna. Wieczór w MOK jak dobra randka.


Iwona Wróblak

luty 2026 r.













 

środa, 11 lutego 2026

 

XVII, XVIII-wieczna Rzeczpospolita oczami kronikarza Zacherta


Z szacunkiem, graniczącym z namaszczeniem, otworzyłam gruby tom „Kroniki Zacherta” autorstwa dr hab. Marcelego Tureczka prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego wydany przez Uniwersytet Zielonogórski w Wydawnictwie „Avalon” - z dedykacją dla muzealników Joanny i Ryszarda Patorskich.

Ciekawość... Głód wiedzy, jak patrzyli na nasze szacowne stareńkie miasto dawni Międzyrzeczanie? Konkretnie - Zachertowie...

Rzeczywiście, po obszernym wstępie, jaki zamieszczają naukowcy chcąc naświetlić kontekst danej publikacji; odniesienia i komentarze do innych źródeł itp., czytając dalszą część książki, np. relacje z życia miasta, sporów między cechami, czuję się jak na historycznym filmie kostiumowym – czy ktoś nakręci może film wg scenariusza z „Kroniki...? Mentalność ludzi w XVII-XVIII w. Międzyrzecza, tu punkt widzenia protestantów, kopalnia wiedzy... I bezcenne przypisy prof. Tureczka, mające nam pomóc odnaleźć się w gąszczu szczegółów epoki, dat, nazwisk, wydarzeń. Uwspółcześniony tekst, jego język – nie wiem czy ktoś poza językoznawcami, zawodowymi historykami mógłby przedrzeć się przez oryginalną polszczyznę z epoki; jej próbki autor przytacza.

Zachert jest rzeczowy – pisze o realiach; o podatkach, podaje liczby, ile kto płacił, którzy rzemieślnicy, pan Tureczek tłumaczy dawne znaczenie terminów, korcy zboża itp. ile to litrów... O tym traktuje większość tekstu - o finansach... Ważne kiedyś tak samo jak i dziś... Tak jak dokumenty, nadania. Przywileje królewskie. Autor komentuje, to taka pogłębiona, bardzo pogłębiona, lekcja historii powszechnej – na przykładzie jednego dokumentu... Dane na temat różnych kwestii finansowych, stosunków prawnych między miastem a starostwem, rejestry należności, dóbr, wykaz przywilejów i nadań dla miasta i cechów; funkcjonowanie społeczności. Obraz rzemiosła miejskiego, spory - w obrębie cechów, spory rzemiosła z miastem, ze starostami – o grunty. Na podstawie dokumentów z epoki, akt miejskich, grodzkich, ziemskich, zapisów kronikarskich, wykaz przywilejów królewskich, i nadań dla miasta i cechów, rejestrów należności i dóbr. Wykaz starostw zamkowych, folwarków należących do miasta. Procesy miejskie. Komentarz do nich źródłowy, bibliograficzny, językowy. Sprawy obyczajowe i afery kryminalne. Realne funkcjonowanie społeczności. Ławy kramarzy w Ratuszu, który płonął dwa razy.

Nasz najstarszy kościół św. Jana Chrzciciela, jak wyglądało kiedyś jego wnętrze? Inne kościoły, gdzie stały chóry reprezentujące cechy? Pastorzy ewangeliccy, ich obszerna lista, nazwiska, skąd przybyli – przypuszczam, że to cenne informacje dla przyszłych badaczy. Arianie w dzisiejszym Bobowicku. Kronika Spillerów – bogatych mieszczan, urzędników miejskich; historia kościoła protestanckiego w Międzyrzeczu, kronika Wotschke, z nich czerpali Zachertowie, dzieje miasta w XIX wieku, z kancelarii parafii ewangelickich – zestaw nazwisk pastorów. Dokumenty prywatne, kazania pogrzebowe... Spór parafii ewangelickiej z Zakonem Jezuitów wspieranych przez Starostwo. Dzieje protestantyzmu, jego struktur w Wielkopolsce... Dzieje międzyrzeckiej parafii protestanckiej, pozycja społeczna duchownych protestanckich... Ile odprawiano dziennie nabożeństw, kiedy ich kościół się spalił...

Przełom XVII- XVIII wieku, czasy wojen, które Międzyrzecza nie ominęły. Jak wyglądały z punktu widzenia mieszkańca miasta. Żywienie, opłaty, zabór koni, bydła... Czy były uciążliwe dla mieszkańców. Miasto bardzo zbiedniało... Ile florenów musiano zapłacić obcym wojskom. Najazdy szwedzkie, przemarsze wojsk. Jednio płacili, drudzy mniej albo wcale. „Kronika...” wydarzeń wojennych, komentowana przez autora. Żywa kronika.

Życie miasta. Aspekty codzienności... Klęski, wypadki, pożary, susze, powodzie. Pożary były częste, drewniana zabudowa, łatwopalna. Czyj dom i kiedy spłonął? Na której ulicy? Staram się wyobrazić sobie to miejsce na planie dzisiejszym. Była straż pożarna (w Ratuszu), próbowała gasić, sąsiedzi pomagali. Odbudowa kościoła ewangelickiego, ile kosztowała talarów. Kto budował.

Kronika – istotny nośnik tradycji historycznej w okresie późnośredniowiecznym i wczesnonowożytnym. Bezcenne, najważniejsze zachowane źródło historiograficzne do dziejów Międzyrzecza i zachodniej Wielkopolski.

Opowieści Zacherta (Johanna, Esajasa) – scenariusz na film historyczny, Zachert – dawny dziennikarz... Myślę, że do „Kroniki...” jeszcze powrócę, może pan Tureczek da się znowu namówić na edukacyjny spacer po mieście, tym razem z „Kroniką Zacherta” pod pachą...


Iwona Wróblak

luty 2026 r.








 

poniedziałek, 9 lutego 2026

 

Dobry temat na zdjęcie - wernisaż


W Galerii 30 Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury wernisaż. Wystawa jest efektem rocznej pracy młodych fotografików z Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Międzyrzeczu, ostatnich klas uczniów Technikum Fotografii i Multimediów. Znamy niektórych z nich, odbywają praktyki zawodowe przy okazji imprez kulturalnych w naszym mieście. Tytuł wystawy - „Dobry temat na zdjęcie” – czyli jaki? O czym. Ich autorskie osobiste spojrzenie na fotografię. Na soczewkę świata. Ich świat jest też cyfrowy. To ważne. Czy wszechświat obojętny jest na ludzi, jak to widzą. Jak fotografia oddziaływuje na – twórcę...? I odbiorcę... Jak każda sztuka. Jest terapeutyczna.

Szkoleni pod okiem doświadczonych nauczycieli praktyków wykorzystują różne techniki. Przyglądam się niektórym zdjęciom, Osoba na zdjęciu rozmyta, uchwycona teleobiektywem w jakieś części sekundy, rozdzielona na trzy, na pół-trzy i inne ułamki, niczym dawne prasłowiańskie, może indoeuropejskie, bóstwo. Pola energii, przeniknięte ze sobą. Tak jest się widzianym, tak otoczenie nas odbiera? Co po niej, po nich – osobach – pozostanie... Energia, którą świat zapisze? Dojrzałe przemyślenia o czasie, miejscu i okolicznościach.

Oczy – zwierciadła, źrenice szeroko otwarte, na co patrzą? Na relacje wewnątrz- rodzinne. Ręce domowników, ich zajęcie, palce skupione na czynnościach. Splecione z innymi palcami. Osoby bliskie, przyjaciele.

Pani Martyna Skrzypkowska nauczycielka fotografii i reklamy – mówi mi: Zapytać autora, to ci z kwiatkami. O ich próby odnalezienia własnej drogi, pokazania wrażliwości. Talentu.

Jest Lala na zdjęciach, o platynowych włosach, z wypuszczonym ze środka powietrzem marionetka, której ucięto sznurki. Ona żyje dzięki Temu, kto za nie pociąga, bez nich jest bezwolna jak lalka - jak Bóstwo demon nie-Żywy w mitologiach. Świat wokół niej, scenografia się zmienia, domowy kot nie niepokojony przechodzi przed nią, a Ona TRWA...

Jest – atmosfera miejsca, niewyczuwalna aura scenerii. Jakiś świat, się chyba – oczami młodych – kończy, jak rozpadające się, zaniedbane wnętrze budynku. Jest świadomość dziedzictwa historii, elementów architektonicznych starych klatek schodowych, ich półcieni.

Szklarnia, którą zbudował ojciec i dziadek – rośliny i Ona, w środku, dziewczyna. Pochylona, w półobrocie, spogląda na widza, jak wieczne Dziecko. Uśpione zimą drzewa, woda jako żywioł, jako część widzialna element zastanej natury. Koty własne w ogrodzie, ich puszyste przyczajone piękno.

Roślina – jako element przyrody, może partner Człowieka? Jesienne zmiany koloru liści. Murale miejskie, napisy, popkultura. Przestrzeń miasta. Motocykle i samochody – nimi się fotograf porusza – na przestrzeni nieba widoczne jak manifest wolności. Widok z okna na światła miejskie, na nasze otoczenie. Także opuszczone budynki, pustostany, z efektem rozpadu – wszystko mija, jeśli ludzie są nieobecni. Miejsce jako część podróżna, zanim będzie opuszczona jest stanem zachowania wspomnień.

Bardzo ciekawa wystawa.


Iwona Wróblak





























 


czwartek, 5 lutego 2026

 

THZM wydaje kolejne publikacje



Towarzystwo Historyczne ziemi Międzyrzeckiej wydaje kolejne publikacje. „Kronika Zacherta” – studium historyczne i źródłoznawcze do dziejów Międzyrzecza i zachodniej Wielkopolski w XVI-XVIII wieku wydane przez Uniwersytet Zielonogórski przez Wydawnictwo "Avalon" – na stoliku w sali portretów trumiennych w międzyrzeckim Muzeum. Grube tomiszcze – efekt pracy naukowej dr hab. Marcelego Tureczka prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, który od 23. lat wydaje kolejne tomy „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości”, zawierające bardzo ciekawe recenzowane referaty o tematyce regionalnej.

W ostatnim okresie czeka nas, mieszkańców miasta, promocja dwóch wydawnictw Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej, bo także i XXIII tom „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości”, o dużej randze naukowej. Będzie co czytać...!

Po powitaniu gości, szczególnie byłej dyrektorki Muzeum Joanny Patorskiej i jej męża Ryszarda Patorskiego, zasłużonego regionalisty, przez nowego dyrektora Muzeum Rafała Mikułę, i starosty międzyrzeckiej Agnieszki Śnieg, przedstawicieli środowiska naukowego Uniwersytetu Zielonogórskiego, okolicznych bibliotek, razem z naszą Publiczną międzyrzecką - z ciekawością czekamy na dalszy ciąg. Tom XXIII dedykowany jest Stanisławowi Kowalskiemu, znakomitemu badaczowi, pisarzowi.

Dr Grzegorz Urbanek – historyk pracujący obecnie w Bibliotece Wojewódzkiej w Gorzowie, znany nam z licznych publikacji – ja go podziwiam nie tylko za ogromną wiedzę, ale też za nieskazitelną polszczyznę – omówił referaty zamieszczone w tegorocznym XXIII tomie „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości”, autorstwa Roberta Michalaka, Ryszarda Patorskiego, Łukasza Janeczka i Marcelego Tureczka - w dziale: artykuły recenzowane; o kolejnictwie, cmentarzach Gminy Bledzew, o bankach ludowych i kondycji regionalizmu z uwzględnieniem wpływu mediów – po spotkaniu zabiorę się do czytania... Jest też w tomie 5 komunikatów – Andrzeja Chmielewskiego, Dariusza Brożka, Grzegorza Urbanka, Katarzyny Sztuby-Frąckowiak, Jolanty Skierskiej, i Słownik Biograficzny Izabeli Stopyra. Obaj historycy: panowie Marceli Tureczek i Grzegorz Urbanek, podziękowali za nieodmienne w ciągu 23. lat wsparcie Powiatu Międzyrzeckiego; symbolicznie pani Agnieszka Śnieg otrzymała z rąk autora cenną księgę „Kronikę Zacherta”.

O niej, tej fundamentalnej dla naszej lokalnej historii pozycji wydawniczej, była rozmowa dwóch historyków, bardzo rzeczowa, satysfakcjonująca dla słuchaczy. Grobowiec Zachertów (mieszczan zajmujących się włókiennictwem, znanych też w innych rejonach kraju, spoczywał pod fundamentami Restauracji Tequila - przedtem Klubu Młodzieżowego), jest na zdjęciach powojennych zniwelowanego cmentarza ewangelickiego. Tekst „Kroniki...” jest przetłumaczony przez prof. Tureczka z niemieckiego oryginału, zrecenzowany na UZ. Historia „Kroniki...” jest fascynująca, to naukowe śledztwo, autor sięgnął do wielu źródeł, np., do blaszanej szafy kancelarii parafii św. Jana, jako katolickiego, opozycyjnego wobec protestanckiego Zachertów widzenia stosunków społecznych... Szeroko o tym pisze w „Kronice...”. Także o wielu innych rzeczach, lektura książki jest bardzo ciekawa.

Przywilej lokacji miasta w 1206 r., dokument sfałszowany w późniejszych wiekach – chodziło o spór ze starostwem o prawa do gruntów miejskich (190 łanów ziemi), płacenie podatków przez miasto, przywileje. Ogrom informacji, i naukowe komentarze do nich... Ramy czasowe „Kroniki Zacherta” to XVI-XVIII wiek, są także informacje ze źródeł znanych autorom (rodzinie Zachertów) o epokach wcześniejszych – także obficie komentowane przez pana Tureczka – książkę mogą czytać nie tylko profesjonaliści.

Mitem są, mające polityczne podłoże (po zmianach w 1989 r.) informacje to tolerancji religijnej, społecznej, w II Rzeczypospolitej. „Kronika...” jest obrazem permanentnego sporu międzywyznaniowego, i społecznego (protestanci-starostwo, katolicy-protestanci, i chrześcijanie-Żydzi). Zdarzały się, jak mówił prof. Tureczek, na tym pograniczu, gdzie maszerowały liczne obce wojska wymuszając kontrybucje, a wojna 30.letnia pozostawiła, oprócz ofiar rabunków – doły epidemiczne (za dzisiejszą szkołą Budowlanką); po Wojnie Północnej wymarło 80% miasta - zdarzały się tumulty, wzajemne napady na kaplice, niechętne postawy wobec Żydów, których, z tego powodu, że płacili miastu wysokie podatki, chroniło starostwo.

Prof. Tureczek mówił nieco – czas spotkania był ograniczony - o ciekawostkach, np. do hańbiących kar w dawnym Międzyrzeczu należało powieszenie – szubienica była pomiędzy drogą S3 a Restauracją NEO, itd... Książka jest gruba, ma ponad 550 stron, można się najeść wiedzą o Międzyrzeczu do oporu. I innych sprawach interesujących Zacherta, a było ich wiele, w osobnych tematycznych rozdziałach.

Ta arcyciekawa, i monumentalna – myślę – dla dziejów miasta książka jest już do kupienia w naszej Księgarni „Bestseller” Tadeusza Taborowskiego. Polecam, i niecierpliwie zabieram się do czytania...


Iwona Wróblak

luty 2026 r.