środa, 28 października 2026

 

Artystyczne Iluzje z głębin Sztuki. Kolejny wernisaż w Galerii Strzecha na Głębokim


Galeria Strzecha – miejsce, w którym Sztuka znalazła dom. W tym roku jest kameralnie - 13. artystów; malarzy, poetów nad klimatycznym Jeziorem Głębokie, w gościnnym Pensjonacie „Pod Strzechą” Beaty i Jacka Bełzów, miejscu gdzie można znaleźć nie tylko chwile relaksu, wypoczynku, i bardzo dobrej kuchni. Od dwóch dekad tworzy się tu historia lokalnej kultury, mecenatu realizowanego przez lokalnego przedsiębiorcę Jacka Bełza. Każdy wernisaż co roku jest miejscem, gdzie zbiera się pieniądze na cel charytatywny, w 2026 r. jest to fundusz na leczenie lekarza pediatry Kazimierza Antonowicza, przeznaczono na ten cel 11 obrazów, tym dzieło Jerzego Dudy – Gracza. Nasi międzyrzeccy przedsiębiorcy, biorąc udział w licytacji, nie zawiedli.

Lilianna Batory, Georg Brandner, Sylwester Chłodziński, Anna Czyżykiewicz, Magdalena Hoffmann, Katarzyna Kondrak-Piątkowska, Monika Krzakiewicz, Jens Lawrenz, Waldemar Pawlikowski – Komisarz pleneru, Dorota Ruta-Zdanowicz, Krzysztof Swaryczewski, Monika Ślósarczyk i Jan Żyrek; artyści z Polski, Niemiec i Austrii – na Międzynarodowym dwunastodniowym Plenerze Malarskim „Iluzje głębi”. Przez inspiracje światem rzeczywistym - do abstrakcyjnych interpretacji formy, koloru i przestrzeni; obrazy po plenerach w Galerii na Głębokim są zawsze inne; ciekawe, różnorodne, i zadziwiające, odrębne tak jak osobowości malarzy artystów. Odmienne znaczenia, emocje, i ekspresja twórców, w powstającym dziele szukanie wewnętrznej harmonii, przenikanie się świata zewnętrznego z osobistym doświadczeniem. Wielowątkowa opowieść o ludziach na Głębokim w Pensjonacie „Pod Strzechą”.

Refleksje w wodnej mitycznej przestrzeni lustra, czy luster; istoty malarstwa i sztuki jako takiej. Fascynacja wodą jako formą materii różną od wszystkich innych form. Głęboko obecna. Sztuka jako dowód, odwieczny, że Ktoś tu był, i zaświadczył. Głębszy sens rzeczywistości, nieoczywistość – nienazywalność...? Poboczności – jak pisze w swoim wierszu Anna Czyżykiewicz - … nie wiadomo, gdzie kończy się zieleń/a zaczyna jesień... Bard nie przeszkadza ciszy w jej nieustannej relacji/rozmowie ze światem... Rzeczy i zdarzenia mają związki z przeczuciem, i energią istnienia... a czy My nie jesteśmy – ...coraz głębiej/ od siebie...? Iluzja problemu...?

Nie tu, na Głębokim u pana Bełza, gdzie co roku na wernisażach można spotkać ludzi z pasją, artystów mniej i bardziej uznanych; zawsze ciekawych. Otwartych.

Panią Dorotę Rutę – Zdanowicz, malarkę, pedagożkę, poetkę, pytam o niebieskości i czerwienie; czy to matematyczny rachunek, z zakresu równań fal światła o ustalonym oddziaływaniu na Temat, którym jest ciało ludzie, często kobiece, w jego wielu formach.

Na obrazach przydymione kolory jesieni. Budowle nasze, szacowne, jak królewski zamek, w jesiennej otoczce wielobarwnej, między świtem a zmrokiem niezapowiedzianie zapadającym. Człowiek, portretowany, z Innym człowiekiem, nieprzebrane możliwości ich wzajemnych konstelacji, mityczne odniesienia... Człowiek ze swoją kolebką-z naturą, z jeziorną wodą i drzewami. Kobiety, ich mentalne wnętrza, bogactwo tematów. Zwierzęta widziane oczami ludzkiego stwórcy, ptaki w swoim ptasim tańcu brodzące w wodzie. Drzewa konary w podświetleniu księżycowym, konotacje mitologiczne... Krajobrazy wielobarwne, ich szerokie panoramy, jak zestawienia kolorów ziemskiej przyrody.

Każdy obraz – odmienny świat, nowe spojrzenie. Wyraziste. Nowy tunel czasoprzestrzenny. Nie byliśmy jeszcze tam... Na styku tego, co jest pozornie człowiecze (poprzez skojarzenie) a jednak nie do końca. Jako dzieło przemian materii, która ma w swojej ofercie coś, o czym nam się jeszcze nie przyśniło... Wszystkie formy dozwolone, o ile mieszczą się granicach dobrze pojętej konwencji, sztuki malowania i kompozycji obrazu. Oddech sztuki.

...kiedy malarzom moszczą się rozmowy – jak pisała w swoim wierszu Katarzyna Kondrak-Piątkowska. Rozdyskutowane pełne pasji, muzyki i pracy twórczej Głębokie Galerii „Pod Strzechą”. Kilka kilometrów od Międzyrzecza. Z nieodłączną gitarą i poezją, recytowaną.

Iwona Wróblak

październik 2026 r



































 

niedziela, 25 października 2026

 

Skrzypek na dachu – wersja koncertowa w PSM w Międzyrzeczu


Tradycyjnie już koncerty w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu rozpoczynają uczniowie Szkoły, Nadia Wilczyńska zagrała na fortepianie „Marsz turecki” W.A. Mozarta.

Tym razem w ramach kolejnego w naszym mieście, już X Festiwalu Muzyki Kameralnej, mieliśmy przyjemność wysłuchać musicalu pt. „Skrzypek na dachu” w wersji koncertowej, opartego na motywach opowiadania Szolema Alejchema o Tewjem Mleczarzu. Prowadzący Ryszard Szydełko – w adekwatnym stroju, kapeluszu, z pejsami – razem z Teresą Lorenc, wprowadzili nas w atmosferę życia Anatewki, małego miasteczka gdzieś na wschodzie Europy, w imperium carskiej Rosji, w przededniu rewolucji 1905 r.

Odrębność kulturowa inspiruje, ale też jest pretekstem do ataków ze strony otoczenia, tak bywało, i jest - do antysemityzmu na przykład, który szczególnie w trudnych okresach historycznych dawał ludziom bezradnym, w obliczu trudności, okazję, by za swe niepowodzenia obarczyć np. Żydów, czyli Innych.

Otoczeni powszechnym szacunkiem rabini, jako nauczyciele, sędziowie, cieszyli się ogromnym społecznym zaufaniem. Żydzi uważani byli za naród Księgi, rolą ojca rodziny, oprócz zapewnienia bytu podopiecznym, było studiowanie Pism. Tejwi żywo dyskutuje ze Stwórcą, radzi się Go we wszystkim, m.in. jak dobrze wydać za mąż swoje pięć córek, chociaż nie mają posagu. Na terenach wschodniej Europy żyło około 80 procent światowej populacji Żydów. Diaspora, by nie rozpłynąć się w danej społeczności, trzymała się tradycji.

Życie Żydów w carskiej Rosji było niczym taniec na pochyłym dachu, w utrzymywaniu na nim równowagi Chagall'owskiemu (obraz z 1912 r.) Skrzypkowi pomagała przez wieki Tradycja – zasady, wiara i obyczaje; zachowanie tożsamości narodowej i religijnej, okazją ku temu były wydarzenia związane z momentami przejścia, takimi jak ślub.

Słynnym pieśniom z tego znanego na świecie musicalu, które śpiewali studenci Akademii Muzycznej z Poznania: Laura Łabiga, i Wiktor Stajkowski, akompaniował na fortepianie prof. Stanisław Majewski. Arie - „Tradycja”, „Gdybym był bogaczem”, „ To świt to zmierzch”. „Czy to ta mała dziewczyneczka”. Wspomnienia z dnia ślubu Tejwie i Gołdy sprzed 25. lat, przy okazji zaręczyn jednej z córek Tejwie pyta, czy żona też, jak córka jej wybranka na przyszłego męża, go kocha. Dopytuje o miłość żony, którą przed laty kazali mu poślubić. Zadaniem Gołdy jako żony Żyda jest dbać o koszerny i przyzwoity dom, i męża, on o tym wie, ale czy ona go kocha??? Nie dorobił się wielkiego domu ze schodami, i stada drobiu, czy Bogu zepsułby się boski plan, gdyby Tejwe był bogaty? Skończył cheder, ma sklep, żonę i dzieci…

Swatki szukają mężów dla córek, one (Laura Łabiga) opowiadają o swych dziewczęcych tęsknotach za chłopcem, przyszłym mężem. Ślub w arii „Na zdrowie” (Wiktor Stajkowski) - trzeba się weselić! Składano sobie życzenia przy różnych okazjach na terenach dawnej Słowiańszczyzny, w sztetlach, gdzie narodził się filozoficzno-religijny nurt chasydyzmu. Aria o „Cudzie nad cudami”, zastępowalność kolejnych pokoleń, pieśni radości, mimo historii, jakiej doświadczono, aria „Daleko od domu”, o traumatycznych przeżyciach emigrantów, zmuszonych do opuszczenia rodzinnych stron, których jednak nigdy nie zapomną, i będą przekazywać te wspomnienia dzieciom.

Piękny koncert, jak wszystkie zresztą organizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Organowej i Kameralnej „Sauerianum” z Drezdenka, dzięki któremu możemy uczestniczyć co roku w trzech koncertach odbywających się w auli naszej PSM, i przychylności dla tej inicjatywy dyrektorki Szkoły Małgorzaty Telega-Nowakowskiej. Ostatni Koncert Kameralny w tym roku będzie miał miejsce 16. listopada o 17.00 w auli PSM.

Patronat Honorowy – Burmistrz Miasta i Gminy Remigiusz Lorenc, dyrektor artystyczny dr Alina Kubik, Rada Programowa: Celina Kotz, Joanna Kędzior, Marcin Baranowski, Piotr Szychowski, Komitet Organizacyjny: Ewa Zdrowowicz-Kulik, Małgorzata Telega-Nowakowska, Ryszard Szydełko.


Iwona Wróblak

październik 2026 r.















 

środa, 21 października 2026

 

We wnętrzu powieści boga-autora scenariusza... Czyli Kebab story


Bóg-autor/autorka (powieści-scenariusza) wymyśla kreuje wydarzenia, i przede wszystkim Ich - postaci w nich grające... Czy autorowi starczy weny? Jak nie, to można coś rozwalić, scenę – bar kebab...

Kebab jak miejsce, gdzie aktorzy są powoływani do (życia) swych ról. Dla nich uliczny bar jest codzienną oczywistością, jak kontuar sprzedawcy, oferujący mięsne i na wpół mięsne potrawy, i coś wege też.

Jest trochę nudno na początku, nic się specjalnego nie dzieje, stali bywalcy tego kebabowego świata; międzychodzka wróżbiarka (Daria Elżbieta Bielejewska) zamawia kawę, dosiada się – nie ma w pobliżu wolnego stolika – przypadek? do ubranego na czarno mężczyzny (Dawid Stacewicz) i dzieje się kebabowy flirt (jak normalnie dobra ze złem...). Przy sąsiednim stoliku dziewczyny (Jagoda Kuczyńska – Inka i Julianna Cap – Alicja) rozmawiają, Słowa się zaczepiają, lgną do siebie. Nie-zobowiązują rozmówc(y)a, bo jedno Ucho, do-ciągniecia do Słów może niezbyt świadome, i tylko my w trzecim wymiarze to słyszymy, reakcję na ostatnie Słowo z sąsiedniego stolika, bo sztuka musi się dziać, jak piosenka - posiadać tekst...

Prawie pełna widownia w sali widowiskowo-kinowej Międzyrzeckim Ośrodku Kultury, spektakl Teatru „Pinokio”w reżyserii Izabeli Spławskiej pt. „Kebab story, czyli krótka rozprawa o życiu, śmierci i Kebabie”. W trójwymiarze widzowie, obserwatorzy poza wymyśleniem powieściopisarki, zapłacili za bilet, więc obserwują (warto było!!)

... o psie jednej z dziewczyn, ważnej istocie, której kiedy zabrakło w Dziurze, było smutno i żal, nawet kiedy wcześniej pociągnął za mocno smycz (drugie dno!? Czy tylko rytualny spacer?). Wróżby wiedźminki z Międzychodu zwabiają barmana (Szymon Michalak – Filip Prażyna, czyli... prażący kebaby?), któremu biznes nie za bardzo się wiedzie, pyta czy można wywróżyć wizytę Sanepidu. Knajpka jest upadająca, a inspektor nadzoru budowlanego o adekwatnym nazwisku Anatol Cegiełka (Antoni Kraśnicki), nie doczekawszy się materiałów do sprawozdania jednym pchnięciem biurokratycznego palca rozwala cegiełkę w ścianie baru, która jako element kebabiczny wydawała się stabilna. Następuje ciemność (Ciemność), dziura taka, że wpadają do niej wszyscy (kosmiczna). Wróżbiarka Aurora w sukni długiej medytuje, lamentuje barman Prażyna, co marzył o sprzedawaniu kebabu po międzyrzecku w sosie pięciu braci – produkcie lokalnym (wspaniałe lapidarne rymowanki, i cały tekst, autorstwa Zespołu); o podejściu biznesowym do interesu; w naszym poczciwym Międzyrzeczu miasteczku typowym dla działalności klasy tzw. średniej. Prażyna lamentując nad przepaścią Dziurową, uwieszony na drabince, mówi o swoich małych, dla niego dużych, marzeniach o tym, że chciałby i dla siebie ten bar z kebabem, i dla innych ludzi też coś dobrego robić – ale ma lęk wysokości.

Ten Upadek. Spadek w Dziurę. Kebabu. Chcą się obudzić ze snu, przecież nie dzieją się upadki kebabów normalnie!? (Czyżby?) Obudzić się – może wróżbiarka? Ona się na tym powinna znać... Na podniesieniu się z Dziury, nie wiadomo jak głęboko piekielnej... Każdy ma marzenia, które w takiej chwili wypływają tyradami scenicznymi. Autor(ka)-bogini (Katarzyna Ewa Budych) się cieszy pewnie, że może się wypisać-wygadać...

Kariera rappera nie jest mi pisana, więc wracam do spadania... To polskie, traumoidalne... Kompleksowate. Wiedzą kim są i kto je słyszy (na FB na przykład). Strona Dobra i strona mniej dobra, jak dwie odsłony człowieczo-bosko-pisarskie tęsknoty - za wyrażeniem (wyrażaniem słowem). O tym, co przysłania horyzont, ale nie zgasi obietnicy... Nie jest się ojcem cierpienia ale początkiem... czy brzmi dobrze jako monolog sceniczny...? Krajobraz fatamorgany na ścianie - olbrzymie, symboliczne Drzewo, ptaki, trawy etc... I ciemności na widowni.

Ten Zły-przeciwny, czy tylko Inny (taką mu dała kwestię bogini Sztuki sceny) mówi, że oddycha wielkim czarnym NIC (taka koncepcja kosmologiczna), nazywają to niektórzy np. piekłem... Świat- kosmos i dialektyka. Diabełka. Lucjan (Lucyfer...?) Pokusiński, czyli kuszący-prowokujący oczywiście jak na Lucka tego marnotrawnego syna przystało...

Sprawozdania, jak monologuje Inspektor Cegiełka, nie można napisać, więc wraca się do normalności. (Zaprzecza biurokracji...? czy potwierdza jej siłę)

Na scenę wkracza Boginia-Autorka niosąc pod pachę plik Kartek. Jak dusz ludzkich. Postaci dyskutują żywo ze swoją Stwórczynią, powołane przez nią jak sztuczna samo powielająca się inteligencja mają jej do powiedzenia swoją mowność... Czego chce czytelnik (płacący bilet-kupujący książkę), o to chodzi w tej odysei-kebabie story... Chce patrzeć w niebo, czy wybije się On Czytelnik na własne rozumienie świata na przykład. Napisze-wymyśli własną kosmologię, rozprawę o Jego życiu?

Bardzo dobry inteligentny spektakl, błyskotliwe dialogi, świetna dykcja, i takaż reżyseria Izabeli Spławskiej. Pytanie – czy będą powtórki, tak by ci, którzy nie widzieli premiery, będą mogli zobaczyć spektakl. Bo warto. Aktorzy: Daria Elżbieta Bielejewska – Aurora, Jagoda Kuczyńska – Inka, Julianna Cap – Alicja, Szymon Michalak – Filip Prażyna,

Dawid Stacewicz – Lucjan Pokusiński, Katarzyna Ewa Budych – pisarka i Antoni Kraśnicki – inspektor Anatol Cegiełka.


Iwona Wróblak

 październik 2026 r.