środa, 22 maja 2019


Nie wyrastaj z baśni, i z książek…

W Międzyrzeckim Ośrodku Kultury ludzie chwilę jeszcze siedzą w fotelach, jakby Wielka Baja się dopiero co rozpoczęła… Nie chcą wyjść, czyli spektakl się udał… KSIAŻKA została otwarta i nie-doczytana… Zaciekawiona (sobą). Jakby dopiero co skończył się proces pierwszego składania liter, pierwsza fascynacja fabułą, magią literatury… Mama przy naszym łóżku przed chwilą zamknęła książkę, i trzeba będzie wyjść z Bajki…
            Jeszcze parę minut temu przez scenę przewalały się postaci bajkowe (Grizelda: Olga Grabska, Złodziej Czasu: Piotr Piela, Hermiona: Weronika Milewska, Uczennica: Hania Bełz, Kot: Hanna Łuka, Koń: Natalia Laskowska, Gwiazda: Marysia Spławska, Szalony Kapelusznik: Juliusz Czajkowski, Motyl: Alicja Juralewicz, Kirki: Maja Dziekan, Czerwony Kapturek: Urszula Maćkowiak, Klown: Bartek Fiałka, Detektyw: Zuzanna Lachowicz, Czarodziej: Igor Białuga, Noc: Michał Wybudowski, Przyjaciel Smoków: Kacper Góras, Księżniczka: Jaśmina Rosochacz, Dziewczyna Selfie: Amelia Raszewska), dmuchając bajkowe światy, bańki mydlane – inne wymiary czasu Zegarowego; światy potomne i równoległe.

Etiuda w teatrze, opowieść o wyobraźni, czasie i dorastaniu. Zawieszona w continuum, wielkim blacie Zegarowym, zawsze aktualna, jak wyzwanie dla systemu edukacji… W tle sceny, w mroku, sztywna, stąpająca hieratycznie, niesympatyczna dla dziecka postać nieudolnej Nauczycielki. Na imię bym jej dała SCHOLASTYKA, tej postaci w kombinezonie, wygłaszającej tezę, że nie można się tylko bawić, bo są książki, zeszyty, ławki… Otóż dorośli też, jeżeli się bawią w dzieciństwie (potem też nie zaszkodzi), to szybciej dorastają… Stwarzając (baśniowy) dystans (literatura) do elementów swojej psychojaźni efektywniej ją integrują…
Spektakl „Kiedyś, dorośniesz...” wymyśliły dzieci z grupy teatralnej „DOMINO” pod opieką artystyczną Izabeli Spławskiej. Każdy z młodych aktorów wcielił się w wymyśloną przez siebie postać. Jest Dziewczynka (Maja Martysz), która odnajduje dopiero swoją książkę, przedtem demonstrowała swoją wściekłość na taką formę prezentu. O co Jej chodziło? Ciekawe pytanie. Ważne pytanie.
Przecież tuż za ścianą, za oknami/prostokątami ścian/stron – otwartymi do czytania/poznania czekają na Nią (Ona jest mała, jest Dziewczynką nieimienną, czyli jest ich – Dziewczynek, mnogość) jak doznania wyobrażeniowe - Postaci z książek, role, w które by się z pasją wcieliła, zanurzyła w ich świat równoległy do rzeczywistego, bo taka jest konstrukcja psychiczna dziecka… COŚ (może system edukacji?) wytworzyło między nimi-Dziewczynką a Postaciami – ścianę, której obie strony nie przekraczają… Samonapędzająca się machina tworzenia alienacji we wnętrzu dziecięcej psychiki, Mimy ścianę macają, budują ten niedobry teatr, z bytami ponad potrzebę, niebezpiecznymi – może dlatego Dziewczynka jest na świat książkowany – zła? Trzeba wysłuchać Dziewczynki, po to jest teatr…
Magia otwartości stronic książki, potęgi baśni, dobrej mocy chęci poznania świata(ów) jednak zwycięża, Postaci przechodzą na Jej stronę. Zaludniają pustą scenę. Zaludniają wyobraźnię Dziewczynki. Zmieniają Formę Czasu (jego widzenie przez obserwatora), dostrzegać zaczynają jego nieuchwytalność, Wskazówki czasomierza bardziej wyrażają fizyczne prawa makroprzestrzeni, a nasza bytność w tych wymiarach staje się w większym stopniu świadoma.
Jeśli tak jest (a JEST), to ucieknijmy od miernika czasu, który kiedyś ustanowiono jako obowiązujący wzorzec czasu. Bezczasowa Bajka to hiperrzeczywistość. Księga Książki, wielka pokusa poznania (by nie powiedzieć: gnozy) – co Jest w korytarzu czasu? Który się czyta? (ten korytarz). Każda Postać Bajkowa coś nam mówi, (swoją kwestię z opowieści), ważną prawdę. Bajki/opowieści (bajeczne) przekazują w linii mądrość setek pokoleń. Dzieci intuicyjnie wyłuskują perełki z tego przekazu – niektóre Bajki bardziej lubią, przebierają się w ich kostiumy. Byśmy nie zapomnieli swojej kulturowej tożsamości – zapomnieli O PRZYJACIOŁACH (towarzyszach zabaw, doradcach), zamknijmy Ich – opowieści, w krystalicznie okrągłych formach Baniek… Wydmuchnijmy mydlane światy. Twórzmy je, zachwycając się formą, wdrukowując weń treść…
Ludzie (dorośli) po spektaklu długo jeszcze nie wierzyli, że bajka może się skończyć - tak nagle… Mieli rację.
Izabela Spławska zaprosiła widownię go gromadnego puszczania kolorowych mydlanych baniek, co wiele osób, całe rodziny, uczyniło.

Iwona Wróblak
maj 2019










wtorek, 21 maja 2019


TRUPIĘGI – buty Leśmianowskie między światami


            Podziemia bastei zamkowej, gdzie sieć komórkowa nie działa… gdzie jest mistycznie i dziwnie. Za sprawą sulęcińsko-trzcianeckiego projektu -„Trupięgów”, w czasie II Nocy Kultury - także Leśmianowsko…

Ogromne wyczucie poetyki Bolesława Leśmiana. Muzyka wprzęgająca się, jak bajkowy powóz, w tę poezję; Katarzyna Gardziejewska – śpiew, Jacek Filipek – djembe, przeszkadzajki, Jacek Hryniewiecki – gitara, śpiew i Jurek Hippmann – gitara basowa, gitara akustyczna, śpiew. Klimat eksplozji twórczych inicjatyw sulęcińskiego „Klubu u Bulka”, gdzie jest luz i profesjonalizm, a do lektury pozakoncertowej – jak powiedziała mi Kasia – śpiewając poezję, się (efektywnie) zachęca.
Wszystko to, co się przeczuwa, czytając Leśmiana, klimatycznie i akustycznie, jest (było) na koncercie w bastei wyśpiewane. I zagrane. Żadna nuta nie była zbędna, a architektura przerw między słowami doskonale została zaprojektowana.
Djembe i dwie gitary klasyczne, nastrój końca ubiegłego wieku, koronki i świeczki. „Dwanaście ludzików” w klimacie baśni bezczasu, mitu i archetypicznych skojarzeń, jak daleko w przeszłość sięga moc intuicji tej poetyki… A to jest bardzo daleko. Czarne stroje wschodnich samurajskich bojowników, biała (jak giezło) samodziałowa suknia Kasi, Dakinia-Matka przemądra, jej skąpe w słowa, nieprzegadane pieśni. Leśmianowski wysoki ton. O Rzeczach, które są przekraczalne, n-wymiarowe, a ich poblask, i po-grom słowno muzyczny jest odwiecznymi prawdami. Jak fale rozchodzące się po wodzie, kiedy wrzuci się weń kamyk… Prawa chaosu uporządkowanego fizykalnie.
Jak rytm wszechczasowego umierania, będącego niezbywalną częścią procesu życia, tylko bardziej uniwersalnie rozumianego. Trupięgi to wszak buty z łyka do trumny, czyli ostatniego domu na tym świecie dla ubogiego (materialnie, czyli nieobciążonego nadmiernie dobrami). By człowiek, nawet ubogi, zachował godność, nawet w średniowieczu, tej epoce pełnej niezrozumiałych dzisiaj dla nas kontrastów, miał darowane sobie na ostatnią drogę trupięgi… Jak Charonowy pieniążek do (D)drogi, nasz majątek nam dany (by się wykupić – od zapominania/zapomnienia…) Tak jak na przestrzeni - pograniczu pamięci/niepamięci naszej jest obecny Leśmian. Jak Jest tym/czym śnimy, i co wiemy (o swoim śnie/snach), a poeta o tym pisze… A „Trupięgi” śpiewają
Ubogie buty to etniczność specyficzna dla Leśmiana, zapach liter, i między-liter, międzyfraz, charakterystyczna dla tego poety, tutaj wyraziście przedstawiona. W pieśni o romansie żebraczki i żebraka, społecznych wyrzutków, dzisiaj powiedzielibyśmy meneli – ich fizyczny głód (niedostatek jedzenia, wzajemnego pragnienia z-jedzenia się miłosnego…)
Dalej jest Kochanowska Urszulka, która trumiennie, renesansowo (rozsądnie) słownie i mentalnie, pamięciowo u swojego Ojca-poety nie umiera żałobnie-Bez-rodzica w wieku 30. staropolskich miesięciech, bo słyszymy ją, tę bolejącą rozpacz rodzicielską, u dalszego Ojca-Boga niebieskiego. Piękny napisany oryginalnym 13. zgłoskowcem utwór, trawestacja „Trenów”.
O wszystkim co ponadczasowe, chociaż bywa strasznym to doświadczenie ludzkie… Tadeusz Różewicz, jak pisali o nim, zarażony śmiercią, przez pobyt w nazistowskim obozie w czasie ostatniej wojny, i przerażeniem banalności umierania… Dołem kloacznym, jako miejsce pochówku, który – z braku odpowiednich dla istoty czującej ceremoniałów, szacunku dla odchodzenia - staje się nieświętym symbolem upadłości człowieka zadającego innym ludziom ból i śmierć. Różewicz przerażony relacjonuje, pisze wiersz-zapisek czasu pogardy. Z szacunku dla bólu, którego doświadczyli inni, on sam też, nie waży się oceniać słabości ofiary cierpiącej ból, jej być może rezygnacji, w imię przeżycia – z godności, która to wartość w obliczu czasu wojny przestawała dla wielu istnieć. Co należy – zrozumieć..(odczuć), i być może zrobili to ci, którzy byli świadkami (i ziemskie piekło przeżyli…)
Marność i wielkość istnienia, iście trupięgowo-średniowieczna...  Jak opowieść o dziewczynie, która się chciała utrudzić i krwią własną zbroczyć (i nas słuchających, czy czytających Leśmiana, tą krwią oczyścić…). Słabości i wielkości, wielki Cień, i blask jako ta sama moneta o dwóch obliczach. Leśmian obraca ją w palcach, czujemy tej Monety grubość w placach i tym samym przestrzenność widzenia świata. Wielki powrót do siebie i intuicyjnego, pradawnego poetycznego widzenia świata w jego wielu ważnych-mistycznych wymiarach, wiedza o naszej jedności z nim, którą to jedność jeszcze mają, czy mieli, Aborygeni
Jest Lala jednym z tematów songów. Pojemne w treści i stareńkie, z początków czasów bóstwo opcji matrylinearnej, starożytna zabawka i kultowy (trój)symbol, obejmujący w strasznych, i czułych, ramionach nasze ludzkie, a może też, jak myślę, wcześniejsze, jestestwo… Też jest zaśpiewana.
Powroty miłosne są zaśpiewane, i odejścia, delikatne konkluzje, że warto być ze sobą – z kimś (bliskim). Radosny Leśmianowski erotyzm, naturalny, bez hipokryzji. Rozmowa duszy, której się nie chce do nieba. Spotkania pierwszy raz w innym lesie, czyli z przeszłych wcieleń wspominki o osobach, które znaliśmy, tylko pamięć uszła ze śmiercią danej powłoki cielesnej… Bóg (chrześcijański) przeżył jawnogrzesznicę i uśmiechał się w tańcu z nią – znowu bogaty w filozofię skrót myślowy… Jej miłość (pieśń w rytmice bałkańskiej, z bogatą tradycją tego kręgu kulturowego) ją przeżyła, jak to zwykle u Leśmiana, u którego niewiele rzeczy umiera naprawdę… Co potwierdza dzisiaj nauka…
Koncert Leśmianowski „Trupięgów” - to jak pełne zachwytu i zdumienia wpatrywanie się w niebo (usiane gwiazdami), nasze zajęcie od setek tysięcy lat - ulubione. Poetyczne, misteryjne, tworzenie nowych światów – dla nowych bytów, bo to one mają pierwszeństwo do istnienia. Jak wieczność, która się toczy (kołem predestynacji). Powaga kosmosu, którego się nie lekceważy, odprysku/cienia kosmicznego bytu.
Leśmianowski duch wnikał w szpary między doskonale kopulastym sklepieniem podziemi bastei, teraz wspaniałym miejscem koncertowym, a kiedyś autentyczną salą tortur, jakie bywały w zamkowych piwnicach. Śpiewały z nami, po Leśmianowsku mówiąc, pogłosy pobytu w tej pięknej architektonicznie, o wspaniałych warunkach akustycznych, sali. Cicho, przywalone stuleciami, brzmiały potępieńcze w bastei krzyki uwięzionych… Królował w tym dniu Bolesław Leśmian.

Iwona Wróblak
maj 2019









poniedziałek, 20 maja 2019


Dotyk Kultury młodych


Fundację Dotyk Kultury tworzą młodzi ludzie we współpracy z doświadczonymi specjalistami, którzy rozumieją ich potrzeby i język.
Co Nam daje miejsce (mała, maleńka, (O)ojczyzna) – i czego nam nie daje… Na tarczy strzelniczej zasadnicza kwestia – czy warto pytać młodzież?
Każdy ma swoje zdanie, i są one, te zdania, różne.
Izabela Spławska, znana nam głównie jako instruktorka międzyrzeckich grup teatralnych, spektakle których nie raz zajmowały pierwsze miejsca na ogólnopolskich przeglądach, w sali kameralnej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury moderuje, razem z trojką swoich aktorów, Warsztaty, na które młodzieżowi liderzy zaprosili osoby społecznie czynne w życiu miasta: zaproszenie Szymon Michalak wystosował w internecie do tancerzy, sportowców, sympatyków śpiewu, jazdy na desce, harcerzy, uczniów, absolwentów, teatromanów, fotografów, malarzy, rzeźbiarzy, wszelkich artystów, poetów, młodzieżowych liderów, przedstawicieli wszystkich grup działających w naszym mieście...
Frekwencja była duża… I tematyka szeroka. Czy warto pytać ludzi (młodych, i nie tylko młodych – myślę…) o zdanie… Tak, jeżeli będzie ono wysłuchane… Izabela obiecuje, że po Diagnozie (stanu międzyrzeckiej kultury) odnośne wnioski będą przedstawione Radzie Miejskiej… Będziemy czekać!
Przestrzeń dyskusyjna (teatralna) jest uporządkowana. Na sznurku (metoda sznurkowa, mapowanie przestrzeni aktywności) przypięte klamerkami pytania i zagadnienia, inicjujące dyskusję. Na stolikach (metoda stolikowa – wyrażanie swojego zdania, dopisywanie się do inicjatyw i pomysłów innych) plansze, puste na razie. Będzie rozwinięty biały dywan brystolu – kawałek miejsca (w MOK), gdzie można rysować i pisać…Tematy naszych warsztatów: Twoje miejsce w mieście,  Młodzi w miejscowości, Relacje, Przestrzeń, Czas wolny, Kultura.
Całościowe rozpatrywanie kulturalnych (duchowych) potrzeb. Problemów i wyzwań (współczesnych). Przestrzeń sztuki – twórczej myśli młodych, skierowana wektorowo w różne kierunki. Skojarzenia, i rozważania.
Jak pomóc realizować pomysły?
Jest w tych napisach dużo emocji. Przy stolikach osoby uczestniczące w panelach dyskusyjnych będą wymieniać się (mentalne kłącze, rozbudowujące się o kolejne myślowe impresje), by nie było – myślę – grup nacisku, towarzyskich układzików, bo nie o to chodzi…  Będą doklejane kartki, jeśli skończy się miejsce do pisania. Są moderatorzy dyskusji (to akademicki eksperyment, przywieźli go z Poznania studiujący już aktorzy teatru Spławskiej; Szymon Michalak, Kuba Potyrcha oraz Julianna Cap).
            Twoje miejsce w mieście – powinni to czytać samorządowcy, etatowe osoby w naszym światku kulturalnym, ci, którzy z racji funkcji animują kulturę, organizują imprezy, dobierają repertuar, zapraszają gości… Dbają o podaż odpowiednio szerokiej w swym asortymencie (dla wszystkich) oferty kulturalnej.  
Ważna dla młodzieży rzecz. Zaplecze ekonomiczne – wynika z rozmów, które podsłuchałam, i zapisów, jest niewystraczające. Brak pracy. By zostać tu. Osiedlić się po studiach. Miasto nie jest bardzo performatywne. Nudzą się tu. Dziejące się imprezy nie są wystarczająco rozreklamowane. Niekiedy wcale nie ma o nich plakatowej, poza MOKiem, informacji.
            Szerokie spektrum zainteresowań zebranych. Podróże, sztuka, film… Dostali kilka kolorowych czasopism, klej, nożyczki i markery, interesujące ich tematy wycinają, malują, piszą o nich... Niektóre obrazki to małe dziełka sztuki. Rysują też szkice ze swojej komórki – dzisiejszego okna na swiat.
            Relacje. Liceum jest słabe, ale ludzie spoko. Jak wszędzie (to o ludziach). Wystarczy ich jednak wyrwać z marazmu, coś zaproponować – jak tutaj... Żeby się wypowiedzieli. Zabrali głos. A mają wiele do powiedzenia. Wystarczy słuchać (i potem zadziałać…). Jest też inne zdanie (może aktorów występujących w teatrze Izabeli) – urocze miasto pełne ciekawych ludzi. Relacje rodzinne. Przywództwo. Kompromisy, toksyczna babcia. Nieśmiałość. Kłótnia. Koleżeństwo (to materiał dla socjologa….)
Miejsce – czego nam nie daje? – Za mało miejsc NA TRYBUNACH… (moje podkreślenie). Za mało młodzieży w projektach dla młodzieży (jak w całym kraju). To o tych trybunach…
Ich (różne) wizje świata. Dużo jest o ekologii. To młodzież obchodzi. Świat, który będą budować, by w nim mieszkać.
            Wolny czas – spacery, nuda… Odlotowy Międzyrzecz (odlatujemy na studia…). Bez zadęcia. Międzyrzecz – soczewka społeczeństwa polskiego. Jak lubię coś – to to zrobię… (jak sprawić, by młodzi polubili ważne tematy…). O polityce też jest, rozmawia się o tym w rodzinie.
Czy jest (w Międzyrzeczu, w Polsce) miejsce dla Was, dla młodych? Dla Waszych potrzeb, jeśli chodzi o Edukację…? (O tym debatują obecnie poważne zespoły naukowców, polityków). Dopisać wątki.
Słuchać Młodych. Ciekawie jest słuchać młodych. Oni sami są także krytyczni wobec siebie – ich ogólna samoocena, jeśli chodzi o to pytanie, to nie same dziesiątki, także siódemki i ósemki.
Najprawdziwsza burza mózgów. Cyklon. I metoda, jak zrobić diagnozę stanu kultury. Warto robić dym!!! Tak sądzę.

Fundacja „Dotyk Kultury” została założona przez Szymona Michalaka. Na stronie autor pisze o niej jako o procesie poszukiwania swojej drogi, (…) kreacja osobowości i realizacja pasji związanej z kulturą, teatrem i społecznictwem. Chce kreować (własny) pewien format rzeczywistości, i umożliwić to innym…
Zdaniem Szymona w naszym regionie wiele rzeczy wymaga zmian, a społeczeństwo (w szczególności młodzi ludzie) - integracji i uświadomienia mu możliwości działania.

Iwona Wróblak
maj 2019








niedziela, 19 maja 2019


Noc Kultury - w odsłonie Bibliotecznej

II Noc Kultury - z poezją, muzyką i sztuką, w Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu. Zaproszona została, mieszkająca obecnie w Gorzowie, Irena Zielińska. Irena spędziła w Międzyrzeczu kilkadziesiąt lat swojego życia, przychodziła do Biblioteki – miejsca przyjaznego, nie tylko książkom, kulturze, gdzie od lat placówka ta realizuje profesjonalnie swoje misje statutowe. Irenę znamy z obrazów w stylu Witkacowskim, z bibliotecznych ekslibrysów. Swoje utwory, o dużym lądunku emocji, o roztrzaskanym egzystencjalnie święcie, z człowiekiem odzierającym się w pisaniu, z jego pytaniami o cierpienie własne i innych, i o miejsce w relacjach z absolutnym Zapytaniem, często wykrzyczane. Biblioteka ma te wiersze w księgozbiorze, Irena wydała je w 5. tomach.
 Do tekstów Ireny śpiewała Dominika Hoffman. Spotkanie było otwarte, inne osoby – Wiesława Murawska, Maria Marciniak, Dorota Ruta – Zdanowicz, Aleksandra Biela, Marzena Wieczorek - czytały teksty Ireny, również swoje własne. Spotkanie z poezją naszą lokalną zostało okraszone muzycznymi popisami na flet i saksofon braci Tomasza i Macieja Puka.
Jest pomysł, by regularnie spotykać się w gronie osób piszących (także, myślę, sympatyków), by wymienić się uwagami, podzielić pasjami czytelniczymi.
Posłuchałabym jeszcze kiedyś innych wierszy Aleksandry Bieli, młodej nauczycielki z SP nr 2 w Międzyrzeczu, utworów o dużej kulturze literackiej, wydaje mi się – gotowych do papierowego czy innego wydania. Zawsze z ciekawością oglądam obrazy Doroty Ruty – Zdanowicz, malarki, wieloletniej nauczycielki, obecnie instruktorki plastycznej w MOK; piewczyni naturalnego piękna szczególnie kobiecego ciała. Do stelaży z realistycznymi grafikami układającego się do tanecznego transu ludzkiego ciała usłyszeliśmy słowną ilustrację - wiersz jej autorstwa, o anatomii życiowego wygięcia ciała w tańcu i ruchu.

Iwona Wróblak
maj 2019














           

czwartek, 16 maja 2019


Uratować człowieka i kawałeczek świata
           

W ramach „Tygodnia Bibliotek” Biblioteka Publiczna w Międzyrzeczu zaprosiła na spotkanie z międzyrzecką młodzieżą Szymona Hołownię – dziennikarza (m.in „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek Polska, „Rzeczpospolita”, „Przewodnik Katolicki”, „Wprost”, „Więź”, „Tygodnik Powszechny”), pisarza i działacza społecznego. Prowadzi audycje w radiu i telewizji. Wydał wiele książek, z których kilka jest w naszej Bibliotece. Hołownia jest laureatem kilku nagród a także posiadaczem „Odznaki Honorowej za Zasługi dla Ochrony Praw Dziecka”.
Na świecie 40 mln dzieci pracuje jako niewolnicy czy półniewolnicy. Hołownia odwiedził kraje, w których skrajna bieda jest na porządku dziennym. To widziany jego oczami „świat na parterze”.
Świat dzisiaj jest absolutnie nie-europocentryczny – i tak powinniśmy również w Polsce myśleć… W tej chwili żyje na naszym globie 8 mld ludzi, większość poniżej wszelkiego progu ubóstwa. Ogólnoświatowa produkcja żywności mogłaby zaspokoić potrzeby nawet 15 mld ludzi, duża część produktów jest marnowana. Dziennie umiera z głodu 10 tys. dzieci. Przyczyną niepotrzebnej śmierci tylu istnień ludzkich jest brak wody, jedzenia, dostępu do toalety, antybiotyków.
Marnotrawione są zasoby wody, głównie z powodu nadproducji mięsa. Dieta krajów zamożnych (jesteśmy między 28 a 40 miejscem na świecie) zawiera zbyt wiele białka (zapotrzebowanie organizmu to 50-60 gramów dziennie), co jest niezdrowe, a także jest przyczyną cierpienia zwierząt hodowlanych, odbierania im prawa do życia godnego istot czujących. Takie mamy niestety nawyki żywieniowe – w Polsce dość jeszcze świeża pamięć o kartkach na mięso… Przygotowanie potrawy z mięsem poza tym jest – najprostsze… (i ceny warzyw w Polsce ostatnio poszły bardzo w górę…), chociaż dostępne są w internecie przepisy na dania wegetariańskie. Cóż, (staro)polska tradycja taka nie jest, incydent z ogródkiem warzywnym królowej Bony nie wpisał się trwale w skład narodowego menu. Popyt napędza produkcję (mięsa), która zanieczyszcza metanem skład atmosfery i powoduje zużycie przez wielomilionowe fermy zwierzęce ogromnych ilości wody – przy jej ograniczonych globalnych (szczególnie w Polsce następuje stepowienie gleby) zasobach. W Polsce też bardzo dużo ludzi (około połowa) przyznaje, że wyrzuca żywność, za dużo jej kupuje…
 Narastającym problemem jest globalne ocieplenie, w które – mimo badań i naukowych dowodów - nie wierzy jeszcze wielu polityków. Średnia temperatura powierzchni Ziemi rośnie o 2 st. C rocznie. Spala się też, co powoduje ulatnianie się w atmosferę ton dwutlenku węgla, ogromne ilości kopalin. Morza zalegają miliony ton nierozkładalnego przez wiele setek lat plastiku. Recykling w Polsce obejmuje małą część tych toksycznych odpadów, magazynowanych na wysypiskach. Mikroplastik zatruwa glebę i wodę. Wyjściem jest wielokrotne używanie plastiku, także zmniejszenie produkcji ubrań i innych dóbr.
Rezerwy zalegają w naszym myśleniu, w samoograniczeniu posiadania (nadmiaru) rzeczy materialnych – na rzecz świadomości ekologicznej, która dzisiaj jest wyzwaniem chwili. Czasu do końca procesu zmierzającego do zagłady gatunku ludzkiego, którego już, jak twierdzą niektórzy, nie mamy zbyt wiele.
Problemem już stają się uchodźcy nie tylko z krajów ogarniętych wojną, także uchodźcy tzw. klimatyczni. Szykuje nam się ekonomiczna wędrówka ludów, jakiej dawno nasza cywilizacja nie widziała, walka ludzi o wodę i pożywienie. To zadanie dla młodego pokolenia – zacząć myśleć o tym, jak naprawić świat, żeby zmieścił się na nim jeszcze jeden człowiek… Szykuje nam się szóste w dziejach planety wielkie wymieranie gatunków. Ziemia to zwarta współzależna od wielu czynników ekosfera.
Uratować człowieka i kawałek świata… Czyli - żyć uważnie. W łonie swoich przekonań (religijnych), bo są one domeną twórczości duchowej – tak sądzę – człowieka. Są jego tożsamością. Hołownia jest chrześcijaninem. Jego religia – jak mówi – pojawia się, uzewnętrznia, tam, gdzie drugi człowiek jest taki sam, jak my (on). Katolicyzm w szczególności powinien być taki, jak był pierwotny Kościół, bez pieniędzy i władzy, i  (wbrew etymologii swojej nazwy) w mniejszości... Powinien nieść pomoc uchodźcom (którymi Polacy wielokrotnie sami byli) – bo tego uczy (a przynajmniej powinno uczyć) chrześcijaństwo – jak mówi Hołownia.
Uratować człowieka. Podróżować ucząc się, jak pomagać. Wypełnić swój Czas… W 2013 r. Szymon Hołownia założył fundację „Kasisi”, a w następnym roku fundację „Dobra Fabryka”. Fundacje www.dobrafabryka.pl, (zakładka CHCĘ POMÓC) internetowo zbierają fundusze na zakup żywności, środków pielęgnacyjnych, leków, środków na wsparcie dla ubogich rodzin, szkoły zawodowe dla dziewcząt, na szpitale, projekty rolnicze, ambulatoria - dla Afrykańczyków, Azjatów; w Kongu, Zambii, Mauretanii, Togo, Senegalu, Bangladeszu, Chinach, także na zimowe akcje pomocy bezdomnym w Polsce. (Fabrycznie) PRODUKUJ z NAMI dobro w miejscach, gdzie zło odbiera ludziom nadzieję, zdrowie, radość i życie. Pięć złotych, czyli Przybij piątkę, stałe co miesiąc pięć złotych (przybijnam5.pl.). Długofalowe wspieranie Dobrej Fabryki pozwoli przeżyć dzieciom w ostrej fazie niedożywienia. Te pieniądze zostaną (na miejscu - bez zbędnych kosztów pośrednich), wydane mądrze.
 Hołownia opowiadał młodzieży o swoich przeżyciach, o przyjaźniach, o radościach, także o urzędniczych przeszkodach w działalności Fundacji, i o chwilach, kiedy – pomimo pomocy medycznej - umierał ktoś z podopiecznych. Dla Hołowni było to doświadczenie, że najważniejsze jest, aby ludzie wiedzieli, że ktoś o nich pamięta, że są kimś ważnym dla kogoś. Upodmiotowionym.
Szymon uczył się szacunku dla kultur, dla azjatyckiej prastarej kultury chińskiej, społecznej sztuki życia we wspólnocie, która przejawia się słynnym chińskim uprzejmym uśmiechem, który nie jest sztucznością, czy służalczością, ale niezbędną i konieczną (w ich kompleksie wierzeń religijnych) sakralną kulturą bycia wśród ludzi
Formą naszego życia jest to, czym się zajmujemy - wypełniając je, starość nie jest czcigodna przez długowieczność, a szacunek nie mierzy się ilością przeżytych lat.
Pytanie – bardzo ważne z sali młodego człowieka – czy Świat, jego kształt, zależy ode mnie? – Tak, odpowiedział gość. Nasze (indywidualne) życie jest potrzebne na tym świecie. Od pracy młodego pokolenia, każdego człowieka, pracy dla ich dzieci, zależy przyszłość świata. Jak inspirować ludzi do zmian? I jak reagować na tych, którzy chcą nam przeszkadzać? Nie dać się zbijać z tropu. Najważniejsze, żeby nie zmieniać zdania, robić swoje, i poszerzać swoją wiedzę o świecie. Pokazać innym, że się zajmujemy poważnym zadaniem. Z czasem - na pewno dołączą do nas inni.
Uczyć się, że Europa (my, nasza kultura) nie jest centrum świata. Teraz jest nim Azja i Pacyfik, tak się rozgrywa nasza globalna przyszłość, a Polska jest po szczęśliwszej, mimo wszystko, stronie rzeczywistości. I powinniśmy się dzielić dobrami, które mamy, naszym czasem poświęconym innym, i pracą dla nich.
Świat nigdy się nie zatrzymuje. Czy zostaniemy biernymi widzami tego współczesnego nieba-ziemi? Czy jednak czynnymi Jego, tego kosmicznego spektaklu, aktorami? To tylko od NAS zależy… Wystarczy znaleźć stronę w internecie. Wpłacić pięć złotych, albo pojechać razem z Szymonem do Afryki, są wolne miejsca pracy w Fundacji…

Iwona Wróblak
maj 2019










poniedziałek, 13 maja 2019


Terra Australis – nieznana ziemia południowa

Terra Australis Incognita (z łac. nieznany południowy ląd) – legendarny kontynent z mapy Ptolemeusza (II w. n.e.).  Australia oglądana oczami emigrantów z XIX wiecznych terenów Prus wschodnich (Brandenburgia, Śląsk i Wielkopolska) była tematem wykładu dr Anitty Maksymowicz (z Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze) pt. „Emigracja ze Środkowego Nadodrza w XIX w. do Australii” w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego. Australijska w tym roku - „Noc Muzeów”.
W XIX wiecznym państwie pruskim przeludnienie, głód, wojny, uciążliwa służba wojskowa, klęski nieurodzaju były na porządku dziennym. Emigracja wydawała się jedyną nadzieją na lepsze życie. Bezpośrednim impulsem masowych wyjazdów stał się konflikt religijny. Pruski król Wilhelm III, kalwin, forsował swoją wizję religii, z osobą króla jako głową Kościoła, narzucając bardzo pobożnym luteranom sztywne, dla nich niemożliwe do zaakceptowania, zasady sprawowania kultu państwowego. Czarę niezadowolenia przechylił w 1830 r. przymus przystąpienia poddanych do unii religijnej, nieposłuszeństwo woli władcy kończyło się prześladowaniami, więzieniem, karami pieniężnymi. Następca Wilhelma III Fryderyk Wilhelm IV był bardziej tolerancyjny, ale emigracja ekonomiczna nie ustała.  
W latach 1838 – 1914 emigranci – niekoniecznie będący protestantami, w tym także polscy poddani króla pruskiego, razem ze swoimi opiekunami - pastorami, wozami dojeżdżali do dzisiejszych Cigacic, potem na łodziach „odrzankach” płynęli kanałami do Hamburga, po czym, na 4. wielkich żaglowcach należących do jednego z angielskich właścicieli wielkich posiadłości ziemskich w środkowo – południowej Australii, udawali się drogą morską na południe. Uzupełniając w portach zapasy żywności zahaczali o Amerykę Północną, A. Południową, opływali Afrykę kierując się ku południowym wybrzeżom Australii. Z ówczesnego Międzyrzecza wyjechało 181 osób, grupa z Klępska, Dąbrówki Wlkp., Gorzowa i innych miejsc. Jak czytamy w zachowanych pamiętnikach, ludzie podróżowali w trudnych warunkach, ściśnięci na małej przestrzeni w 3. klasie na międzypokładziu, po 200 osób na statku, podczas długiej, często wielomiesięcznej, monotonnej podróży jedyną ich aktywnością ruchową było wyjście na pokład, co czynili na zmianę. Ci rolnicy, rzemieślnicy, zwykle zajęci pracą od rana do wieczora, nie przyzwyczajeni do braku zajęcia, wpadali w depresję, zdarzały się choroby, zgony, ale także urodzenia na statku. Towarzyszący im pastorzy odprawiali nabożeństwa, ale także uczyli ich angielskiego. Płynęli w nieznane, nie mając pojęcia, jak wielką odległość w milach przyjdzie im przebyć, i co zastaną na miejscu. 
Ich ziemią obiecaną była Adelajda, port. Osiedlali się w miejscach, które nazywali tak, jak miasta czy wsie, skąd przybyli; Klempzig, Handorf (od imienia pastora). Polacy początkowo zamieszkali w Clare. Do dzisiaj w Australii istnieje polska osada – Polish Hill River, założona przez polskich osadników z zaboru pruskiego, około 140 lat temu, gdzie znajduje się polskie muzeum. Następne fale polskiej emigracji najliczniej przybywały na mały kontynent po 1945 r. i po 1989 r. Niestety polonia australijska, jak prawie wszędzie za granicą, jest nieskonsolidowana, rozproszona, w odróżnieniu od emigracji niemieckiej, od zarania posiadającej – niezależne od państwa - szkoły luterańskie.
Sytuacja Niemców po 1914 roku, wraz z wybuchem I wojny światowej - niesłusznie – jak mówi pani Maksymowicz – uległa znacznemu pogorszeniu, bo Niemcy byli lojalni wobec nowej ojczyzny, czuli się Australijczykami, wnieśli wkład w nowożytną w historię kraju (Wilhelm Bem – pedagog, Emanuel Reimann – muzyk, Jakub Henschke, Kurt Johanson). Zamknięto niemieckie szkoły, gazety, kościoły, zmieniono nazwy geograficzne na anglojęzyczne lub tubylcze. Obecnie swobodnie działają emigranckie stowarzyszenia kulturalne, kluby, ludzie pielęgnują pamięć o swych środkowoeuropejskich przodkach, piszą rodzinne monografie sięgające kilku pokoleń wstecz. W odwiedziny przyjeżdżają potomkowie osadników.
Wykładowi Anitty Maksymowicz – towarzyszyła wystawa autorki pt. „W Gruenbergu na Antypodach” oraz fotografie fauny i flory australijskiej Marka Niedźwieckiego pt. „Australia okiem Niedźwiedzia”. Wydarzenie w Muzeum objęte jest Patronatem Starosty Międzyrzeckiego.
Związek Australijski, państwo kontynentalne, liczące obecnie 33 miliony mieszkańców, to kraj nowoczesny i dobrze zarządzany. Osiem regionów administracyjnych, sześć stanów i dwa terytoria federalne, każde z osobną konstytucją, rządem i gubernatorem; Australia Południowa, Zachodnia, Terytorium Stołeczne, Nowa Południowa Walia, Queensland, Tasmania, Terytorium Północne oraz Wiktoria. Najbardziej znane miasta to Sydney, Melbourne i Brisbane, stolicą kraju jest Canberra. Pierwsi biali ludzie, Holendrzy, odkryli kontynent w 1606 r., w 1770 r. podróżnik James Cook ogłosił nową ziemię własnością Kolonii Brytyjskiej, a do dzisiejszego Sydney zaczęto zsyłać brytyjskich skazańców, co trwało do 1868 roku. Odkryte złoża złota wywołały następne masowe fale migracji.
Aborygeni, prawowici mieszkańcy Australii od kilkudziesięciu tysięcy lat, byli przez kolonizatorów wywłaszczani ze swych ziem i masowo zabijani, niezliczone ilości rodzin zostały na zawsze rozdzielone, dzieci pozbawione przynależności społecznej, a plemiona i społeczności odcięte od korzeni i historii. Dopiero w 1967 r. tubylcy zostali wykreśleni z australijskiej Księgi Fauny i Flory i -  uznani za ludzi... Rdzenni mieszkańcy kontynentu zostali oficjalnie przeproszeni za krzywdy wyrządzone im przez białych dopiero w 2008 r.
Wielokulturowe dzisiaj społeczeństwo to w większości biali potomkowie zesłanych tu Brytyjczyków, Greków, Włochów, Wietnamczyków, Niemców, Polaków. Na kontynencie liczebnie dominują chrześcijanie - protestanci, są buddyści, żydzi, muzułmanie. Najliczniej zaludnione jest wschodnie i południowo-wschodnie wybrzeże kontynentu. W szkole uczyliśmy się o australijskich Polakach - Pawle Edmundzie Strzeleckim, badaczu, geologu, zdobywcy najwyższej góry Australii, którą nazwał Górą Kościuszki (1839 r.), historyku Polonii australijskiej Lechu Paszkowskim, powstańcu i podróżniku Bolesławie Dolańskim. Znane są australijskie epizody w twórczości Josepha Conrada Korzeniowskiego, który spędził w portach Australii prawie całe życie, dzieła antropologa i teoretyka kultury Bronisława Malinowskiego - razem ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem w lipcu 1914 roku zwiedzali zachodnią część kontynentu, felietony Stefana Kisielewskiego itd.

Iwona Wróblak
maj 2019