Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noc Muzeow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noc Muzeow. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2018


Noc Izraelska – piosenka może nas pokonać i przekonać

            Dlaczego może nas obchodzić 70 .lecie powstania państwa Izrael? Dlatego, że z narodem żydowskim łączą nas wielosetletnie stosunki, był częścią narodu polskiego. I także, tak jak my (tylko nieco dłużej) nie miał własnej państwowości. U nas – nazywa się to patriotyzmem, dla dążenia Żydów do posiadania, czy odzyskania, ojczyzny, mieliśmy inne pojęcie – syjonizm, po polsku brzmiało nie zupełnie zawsze pozytywne, chociaż znaczyło dokładnie dla danego narodu - to samo.
Druga odpowiedź – dlaczego nie? Ciekawy kraj, z liczącą wiele tysiącleci lat historią. Dzisiaj prężnie rozwijający się gospodarczo. Czego powodem są także Żydzi z Polski – w pierwszej fali emigracji, potem Żydzi rosyjscy – naukowcy, intelektualiści z tego kraju, także z innych krajów Bliskiego Wschodu, świata. 100 narodowości. Mieszanka kulturowa, która procentuje tyglem nowych pomysłów, pracowitością, zaangażowaniem i patriotyzmem w tworzeniu własnego, po dwóch tysiącleciach, państwa demokratycznego. Izraela, dzisiaj potęgi gospodarczo - militarnej, przyjaciela i bliskiego sojusznika Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
            Noc Izraelska w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego. Dwudniowy cykl imprez, koncertów i wykładów. Z grubszą książeczką pt. „Izrael w faktach” do wzięcia dla każdego, z sumą wiedzy w pigułce na temat historii i współczesnym życiu państwa izraelskiego, zwłaszcza ostatnich dekad i lat. Polecam do czytania.
            Mówi mi Janusz Makuch - Nie każdy Żyd jest Izraelczykiem (nie jest obywatelem tego państwa), ale każdy Izraelczyk jest Żydem – musi się odnieść do swojej liczącej blisko 4000 lat kultury. Tak jak Polak – nie wszyscy z nas mieszkamy w Polsce, wielu jest emigrantami. Pan Makuch, dyrektor Festiwalu Muzyki Żydowskiej, wielokrotnie bywał w Jerozolimie, barwnie nam o tym miejscu będzie opowiadał, warząc jednocześnie wspaniałą w smaku arabską kawę w findżanie.
            Muzyka. Na stojąco wysłuchujemy, jak każe dobry obyczaj, Hatikwy - Hymnu Państwa Izrael. W tłumaczeniu na j. polski - fragment: Dopóki w naszych dusz głębinie/Serce żydowskie żywo bije/Oko ku wschodowi się obraca/I do Syjonu (Jerozolimy) wciąż powraca//Nadzieja nasza nie zginie/Wszak dwa tysiące lat przetrwała/Być narodem wolnym w swojej krainie/W kraju Syjonu i Jerozolimy(…).
Aleksandra Idkowska z Poznania jest laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Piosenki Żydowskiej, śpiewa nam Hatikwę, potem inne pieśni izraelskie i żydowskie, podobnie jak Maria Lewandowska z Konina. Piękne szkolone kobiece głosy, sopran i nieco niższy, pani Lewandowskiej. Charakterystyczny żydowski zaśpiew, między wierszami nuty marokańskie, arabskie – tak modne dzisiaj, skrzypce na pierwszym planie. Refleksyjny, Holokaust – rana nigdy nie zabliźniona narodu żydowskiego. Milczenie w wyludnionych żydowsko-polskich miasteczkach-sztetlach, cisza przysypanych piaskiem śladów krwi. O czym milczy (oficjalna) historia, teraz o tym jest (za sprawą ostatniej Ustawy o IPN) głośniej… To dobrze. Przewieje być może tę ropiejącym ciągle wrzodem zarosłą ciszę świeżym powiewem prawdy historycznej.
            Rozproszona dotąd po świecie  diaspora żydowska ma własne państwo. Przynieśli ze sobą okruchy kultury krajów, skąd przybyli – to nieuniknione. Muzyka żydowska współsąsiadowała z kulturą wschodniosłowiańską, polską, rosyjską, i inną w tego regionu. Żydzi muszą się zmagać ze swoją historią najnowszą, i jednocześnie żyć współcześnie. Grajmy Panu na harfie, grajmy Panu na cytrze… trawestacją słynnego fragmentu z Psalmów Biblijnych. Muzyka nas pokona (nasze uprzedzenia), muzyka nas… przekona. Sztuka jest wsiąknięta w religię, w judaizm, z historią nieustannych rozmów z Panem, którego bliskość była u żydowskich filozofów, rabinów, różna, bardziej czy mniej partnerska, nigdy jednak nie była dogmatyczna – jest to obce tej kulturze. Młode pokolenie już jest bardziej indywidualistyczne, sięga do kubizmu, do nurtów eksperymentalnych sztuki światowej. Czerpie też w kultury swoich przodków na całym świecie. Słucha muzyki pop. Ale i tworzy własną. Niepowtarzalną. Festiwal Krakowski jest taką sceną, bardzo ważną na świecie…
Shoah. Całkowita zagląda była zaplanowana. Ciągła rana. Także powojenne pogromy. Jedwabne, Kielce, jako przykłady takich miejsc. Potem Marzec 1968 r. w Polsce, kiedy wyjechały z kraju resztki niedobitych przez nazizm polskich Żydów. W wyniku antysemickiej rządowej nagonki – która padała na przyjazny temu społeczny grunt… Pożegnania marcowe na torach odjeżdżającego pociągu, którym odchodzi na zawsze ukochana osoba. Przerwane historie miłosne, osobowe i całych grup społecznych – o tym śpiewają dziewczyny. Pożegnania żydowskich przyjaciół. Polaków pochodzenia żydowskiego wygnanych z naszego kraju.
            Noc Izraelska w Muzeum dzieje się w piątek i w sobotę – w szabat, który jest najważniejszym świętem żydowskim, jako jedynym zapisanym w Dekalogu – dziedzictwie kulturowym ludzkości. Światło szabasowych świec na menorze, tradycyjnym siedmioramiennym świeczniku żydowskim (jeden z głównym przedmiotów obrzędowych w Świątyni Salomona). Ucisz serce jedno z wielu… Czarne gwiazdy serc – poetycka pieśń. Poezja żydowska. W tle monoteistyczna filozofia dążności do absolutu, drogi ku Niemu. Rozkołysany rytm jak fale morskie, w rozmodleniu mistycznym. Współcześnie komponowane pieśni, poezja wysublimowana, realistyczna. Z akompaniamentem fortepianu. Będziemy niedługo w Muzeum gościć jedną z poetek izraelskich.
            W otworzonych podziemiach Muzeum Wystawa „Izrael wczoraj i dziś”. Jakub Łysiak - Fundacja Centrum Taubego odnowy życia Żydowskiego w Polsce. Ciekawa technika fotografii umożliwiająca nakładanie się na siebie obrazów czasu istnienia państwa Izrael – tego z okresu powstawania, zgrzebnego, niebogatego, czasu pionierów zasiedlających ziemię często od wieków nieuprawianą. Z pomocą diaspory amerykańskiej wolno nadrabiającej cywilizacyjne zaległości. Na fotografiach dziedziny życia i wytwórczości społecznej: lata wczesne 50. i teraźniejszość. Dzieci w ławkach z zeszytami przed sobą, wraz z kątem patrzenia na fotografię zmienia się klasa - zajęcia dzieci szkolnych odbywają się z otwartymi laptopami. Sport wczoraj i dziś – osoby tak samo radosne, tylko stroje inne. Służba zdrowia – w świetle innego patrzenia zmienia się wystrój gabinetu stomatologicznego. Słynne izraelskie kibuce, spółdzielcze samowystarczalne gospodarstwa rolnicze, podstawa wczesnej gospodarki żywnościowej (we współpracy naukowców z rolnictwem). Dwuwymiarowość – przeszłość istnieje dzisiaj, należy o niej pamiętać. I być dumnym, że tyle się potrafi. Izraelczycy są. Trawestując technikę wykonania tych fotogramów – to co widzimy, patrząc na świat, zależy od punktu, w którym stoimy…
            Zauroczeni – pomysłem przestawiającym trudną tematykę w sposób ciekawy – wielokroć oglądamy zdjęcia. Pierwszy dzień Nocy Izraelskiej będzie zwieńczony projekcją filmu pt. „Przyjeżdża orkiestra” z 2007 r., konfrontacji kultur izraelskiej-zachodniej i arabskiej, w konwencji komediowej.

Pierwszy odczyt. „Izraelska wojna o Niepodległość 1948-49 r.” – Paweł Pawlak z Międzyrzecza. Czasy biblijne. Patriarchowie – Abraham, Izaaka i Jakub. Początki udokumentowanej historii Żydów sięgają 4000 lat wstecz. Zniewolenie i Wyjście z Egiptu pod wodzą Mojżesza (1300 p.n.e). Królestwo Izraela, pierwsi królowie Saul (ok.1200 p.n.e), Dawid i słynny z mądrości Salomon. Okres podzielonej monarchii. Najazd imperium asyryjskiego i babilońskiego. Pierwsze wygnanie (586-538 p.n.e). zesłanie do Babilonii, zburzenie pierwszej świątyni. Okres perski i hellenistyczny (538-142 p.n.e). dekret perskiego króla Cyrusa umożliwiający Żydom powrót do swojej ziemi. Budowa Drugiej Świątyni. Podboje Aleksandra Wielkiego w 332 r. p.n.e. Całkowite zniszczenie Jerozolimy, razem z Drugą Świątynią. Juda pod rządami helleńskiej dynastii Seleucydów. 129 r. p.n.e – powstanie Machabeuszy i niepodległość państwa izraelskiego. Panowanie rzymskie (63 r. p.n.e - 313 n.e). Początkowo mianowany przez Rzymian król Herod i rządzona przez niego Judea cieszyła się wewnętrzną autonomią, po jego śmierci wybuchło powstanie Szymona Bar Kochby. W 73 roku Rzymianie zdobyli ostatnią twierdzę Masadę, Judeę przemianowano  na Palestynę, a Jerozolimę na Aelia Capitolina, nastąpiło wygnanie i rozproszenie Żydów w diaspory. Na ziemi żydowskiej panowanie bizantyjskie, najazd Persów w 614 r., po śmierci proroka Mahometa (632 r) panowanie arabskie, a potem Krzyżowcy (1099-1291), państwo Mameluków – do 1516 r. i panowanie otomańskie – do 1917 r. czasy nowożytne i mandat brytyjski (1918-1948). Teodor Herzl, słynna postać w historii Izraela, był teoretykiem syjonizmu, jako odpowiedzi na antysemityzm, i pragnienie posiadania własnego państwa. Część polskich Żydów wydostała się do Palestyny z gen. Władysławem Andersem, duży był ich udział w wojnach żydowsko-arabskich. 14. maja 1948 r. proklamowano państwo Izrael. Pierwszym premierem był Dawid Ben Gurion, który urodził się w Płońsku. Kampania sueska 1956 r., wojna sześciodniowa 1967 r. , wojna Jom Kippur 1973 r, operacja - Pokój dla Galilei 1982 r, druga wojna libańska w 2000 r, operacje w Gazie w 2008 r…. rozmowy i rokowania z państwami arabskimi otaczającymi Izrael.
Obejrzeliśmy film „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”. Helena Nycz z Nietoperka opowiedziała o swoim dziadku, który jako jeden z wielu Polaków ratował Żydów w czasie wojny, za co groziła wtedy śmierć.
Mieliśmy pokaz kuchni izraelskiej i bliskowschodniej. Opowiadała o niej Irena Kirmiel, była też degustacja. Spróbowaliśmy humusu. Kidusz to tradycyjny żydowski toast.
            Kolejnym punktem była prelekcja pt. „Dlaczego Izrael jest dla nas ważny? Interpretacja na podstawie Biblii” – Aleksander Stawnicki, z Lubuskiej Fundacji „Judaica” z Zielonej Góry. Żydzi to starsi bracia w wierze chrześcijan. Pierwsze gminy nowego wyznania były judeo-chrześcijańskie.
„Architektura smaku, parzenie kawy po izraelsku”. Janusz Makuch od 30 lat jest dyrektorem Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, największym, najbardziej prestiżowym wydarzeniu tego rodzaju na świecie. W findżanie, lub dzbanku damasceńskim, (mosiężnym naczyniu kutym ręcznie z jednego kawałka metalu przez współczesnych rzemieślników) zaklęta jest część duszy Jerozolimy, jednego z najstarszych miast na świecie, i Bliskiego Wschodu. Cztery żywioły świata w tym uczestniczą – czyli przyprawy: cynamon, kardamon, imbir i goździki. Degustujemy zapach tych oryginalnych wschodnich przypraw, które ze sobą pan Makuch przywiózł. Kawa jerozolimska, świeża, ciemnopalona, musi był zmielona na pyłek w młynku żarnowym tuż przez parzeniem. Kawy się nie gotuje, miesza długą łyżeczką, pozwala kilkakrotnie podchodzić pod pokrywkę. Można dodać cukru np. brązowego. Próbujemy tę smakowitość z imbirem, kardamonem i mieszanką przypraw – z ciasteczkami i galaretką turecką, jest znakomita. Jeszcze lepsza z komentarzami pana Makucha – rozważaniami, uwagami o miejscu, którego świętość czynią nasze uczynki, dlatego Jerozolima jest miejscem świętym (także jak mówią – jest swoim profanum…). Centrum świata jest wtedy Nim, kiedy MY tam jesteśmy…
Muzyka raz jeszcze, żydowska oryginalna ludowa muzyka w wykonaniu Chóru „Jarzębinki” z Otynia w bastei zamkowej, gdzie akustyka jest, z powodu sklepienia łukowego, fantastyczna. Czerwone korale jako nieprzypadkowe, myślę, dodatki do niebieskich sukien wykonawczyń. Pieśni o miłości i o życiu. Nie-czarnobiały  świat dawnych miasteczek i wsi, gdzie mieszkali razem z Polakami i rozmawiali ze swoim Bogiem... Opustoszałe sztetle, gdzie ludzie szukają samych siebie. Religia w każdym przejawie aktywności, afirmacja swojego miejsca, bo jest przez Pana dane nam – a mogłoby być przecież gorsze… Kiedy rebe tańczy tańczą chasydzi… Pan Bóg śpiewa, gdy to widzi… Bóg jest blisko i się cieszy z ludźmi. Przypomnieć trzeba dziedzictwo muzycznej kultury żydowskiej. Hevenu shalom aleichem… – niech pokój będzie z Wami…
Ostatni, przed projekcjami filmów („Na końcu świata” (2011), „Zero motywacji” (2014), punkt programu Nocy Izraelskiej.  Prelekcja „Żydzi polscy – inspirująca historia ludzi sukcesu” – Maria Marciniak z Międzyrzecza. Po krótkim rysie historycznym państwa izraelskiego – słynne nazwiska Polaków pochodzenia żydowskiego, którzy osiągnęli w świecie sukcesy, ich życiorysy. Spośród wielu - Dawid Ben Gurion, pierwszy (ośmiokrotny) premier Izraela, prezydent tego państwa Simon Peres (z polskiego Wiśniewa), polityk Chaim Azriel Weizmann. Makxymilian Faktorowicz, twórca imperium kosmetycznego MaxFactor, Helena Rubinstein urodzona w Krakowskim Kazimierzu – także branża kosmetyczna, twórczyni imperium przemysłowego i finansowego. Samuel Goldwyn – Wytwórnia Filmowa Goldwyn Pictures Corporation (ze znakiem ryczącego lwa). Bracia Warnak – Wytwórnia Filmowa Warner Bras. Informatyka – Jacek Trzmiel (Jack Tremiel) Commodore, komputery osobiste Atari.
 Aleksander Herzl, Mordechaj Towbin – twórcy kinematografii polskiej (Wytwórnie „Sfinks”, „Siła”, i „Iluzjon”). Wydawca książek Samuel Orgebrandt, Ludwig Lazarz Zamenhoff – twórca języka esperanto. Słynni szachiści – arcymistrz Akiba Rubistein. Ocalały z getta warszawskiego kompozytor Władysław Szpilman. Inni twórcy: reżyser Roman Polański, kompozytor Artur Gold, poeta Andrzej Włast – twórca wielu przebojów muzyki pop, pisarze Jan Brzechwa, Marian Hemar, Bruno Schulz, Bolesław Leśmian, Julian Tuwim, Artur Rubinstein… Historia polska jest przesączona kulturą żydowską.  

Iwona Wróblak
maj 2018
























poniedziałek, 22 maja 2017

Chiny w Muzeum międzyrzeckim

            Chiny oczami (młodej) Polki, studentki – to ważne… Studenci mają dzisiaj, dzięki naszemu akcesowi w UE, wiele możliwości podróżowania, dostęp do różnorodnych stupendiów zagranicznych. Mieliśmy w Bibliotece Publicznej podobne spotkanie ze polskim studentem, który był w Korei Południowej. Teraz Chiny – tym razem w Muzeum, w ramach edukacyjnej sesji Nocy Muzeów, podczas której można było bezpłatnie zwiedzić sale ze zbiorami muzealnymi.
            Chiny, wielki kraj, o bogatej prastarej kulturze, obecnie olbrzymim potencjale gospodarczym, przedstawiony na prelekcji z okazji Nocy Muzeów w sali starościńskiej. Chiny oczami międzyrzeczanki Niny Dąbrowskiej, która wyjechała tam na kilkuletnie studia ze stypendium rządowego w ramach wymiany studentów obydwóch krajów.
            Nina nauczyła się podstaw języka chińskiego, na spotkaniu obecni byli nasi międzyrzeccy Chińczycy, dwoje ludzi, pracujących u nas, mających swoje firmy, których wypowiedzi na bieżąco tlumaczyła. Nauczyli się kilku słów, z czystym akcentem Zhangjunxianng (pochodzi z tego samego miasta, gdzie pracowala Nina: Hangzhou) mówi do nas, słuchaczy – dzień dobry, on bardzo dobrze się przystosował do obcego dla niego dalekiego kraju, w ubiegłym roku zaprzyjaźnił się w Jarocinie z polskimi koncertowiczami, nauczył się od nich także podstaw, jak mówią obieżyświaci, czy kilku… przekleństw po polsku, a muzyka woodstokowa, spoiwo ich bytności na tym wielkim wydarzeniu, jest znana, podobnie jak sam festiwal, na całym świecie, gusta są podobne, więc – nie ma problemu… Chennxiandi opowiada o swoim dziecku (mąż pracuje w Nowej Soli), które czeka na nią w dalekich Chinach u swojej babci, bo jej mama, tutaj w Polsce, całymi dniami (chińskim zwyczajem) dużo pracuje, także w niedziele (w tzw. „chińskim sklepie” mieszczącym się w budynku dawnej synagogi). Jej się nie wszystko w Polsce podoba – tam jest inny tradycyjny etos pracy, uczciwość kliencka, nie do pomyślenia jest niezapłacenie za wzięty towar… Za odwagę wystąpienia publicznego (Chinczycy są z natury mniej śmiali niż Polacy) oboje dostali od dyrektora Muzeum wiązanki kwiatów.
            Nina zna chiński, w stopniu komunikatywnym, jak się przekonaliśmy… Wielki szacunek dla jej pracowitości. Opowiada o swojej nauce tego języka, tak różnego od naszego polskiego. Zaczęła się go uczyć bez przekonania, krążą mity na temat jego trudności w recepcji przez obcokrajowca z innych części świata. Rzeczywiście ma inną strukturę, ale w zamian nie ma w nim gramatyki, odmiany czasów. Są za to konstrukcje, to język opisowy. Wielkie znaczenie mają tony, jakie nadaje się poszczegółnym słowom, wysokie lub niższe. Obcokrajowcy ucząc się chińskiego obrazują – ku szybszemu zapamiętaniu – ich wysokość odpowiednim podniesieniem ręki.
            Nina swoje pierwsze miejsce w Chinach znalazła na dalekim wschodzie tego olbrzymiego kraju, nad Morzem Chińskim, gdzie zmieszały się wpływy kolonialne rosyjsko – japońskie, Hangzhou. Taka też była jego architektura, raczej europejska niż tradycyjnie chinska. Jak różne są regiony w Chinach świadczy fakt, że sami Chińczycy potrzebują tłumacza, bo zrozumieć swojego pobratymca z innej części kraju. Państwo, które dzisiaj zwie się Chiny, składa się z 59 różnych narodowości, o odmiennych językach i kulturze, także wyglądzie zewnętrznym ludzi – Chińczycy dla Europejczyka stereotypowo to ludzie o niskim wzroście, tymczasem najwyższy człowiek świata, liczący 2,5 metra jest – Chińczykiem z północy tego kraju. Nasi międzyrzeccy Chińczycy są dużo niżsi, jak wiemy… Poznani przez Ninę w czasie jej podróży mieszkańcy Państwa Środka też nie byli tak wysocy.
            Jak różny jest klimat Chin pokazała na przykładzie Harbinu, znanego też z naszej historii zesłań carskich po powstaniach niepodległościowych. To bardzo zimne miasto – w odróżnieniu od południowych krain.
            Europejczycy w Chinach traktowani są dobrze, Nina pracowała tam jako nauczycielka języka angielskiego. Pokazywała zdjęcia akademika, gdzie mieszkała, wysokiego wieżowca. Chińscy studenci mieli tam, inaczej niż Europejczycy, wieloosobowe pokoje i piętrowe łóżka. Uczestniczyli też w obowiązkowych wojskowych szkoleniach. Nina pamięta (była w Chinach 3 lata) święta noworoczne i ulubione przez Chińczykow fajerwerki, które głośno i często eksplodowały za oknami przez kilkanaście godzin bez przerwy…
            Osobnym tematem jest osławiona kuchnia chińska. Tradycyjny rytuał parzenia herbaty, jej kilka tysiecy gatunków – można było w przerwie posmakować ten napój, w maleńkich czarkach, jak również ciasteczka ryżowe. Na slajdach oglądaliśmy różnorodność potraw, które tam się konsumuje, z wielkiej ilości produktow będących owocami morza, także innych surowców, bardzo dla nas egzotycznych i pozornie – nie do przełknięcia… W licznych restauracjach można zjeść bardzo tanio (dla Europejczyka) i w dużej ilości, i w dużym wyborze rodzajów potraw. Syczuan (prowincja z środkowo- zachodnich Chinach) to na przykład, według Niny – region ostrych potraw…
            Nina opowiadała o zajęciach, którymi lubią oddać się po pracy Chińczycy. Wycinaniu form z papieru (bardzo misternych i pięknych), tańcach (lubią je chińscy emeryci), grach w kości. Także było o kulturze wyższej chińskiej – teatr masek, śpiew (bardzo wysokie tony) i zwinność akrobatyczna aktorów, o operze chińskiej – dla pasjonatów.
            Chiny oczami Europejczyka, który zachorował. Chiński powszechny szpital. Wpływ tradycyjnej chińskiej medycyny, którą się ciągle szanuje, tak jak ludowych zielarzy, ludzi nieraz o bardzo wielkiej wiedzy i skuteczności leczenia. Dobrym sposobem na chorobę lokomocyjną jest wdychanie zapachu skórki pomarańczowej – można spróbować… Szkoły chińskie – tradycyjny szacunek dzieci (duzo większy niż u nas w Polsce) dla nauczycieli. Praca. W fabrykach – większa ilość godzin niż u nas, i w biurach – tutaj zwyczaje są nieco bardziej liberalne, podobne polskim, europejskim.
            Zwyczaje – bardzo ważne dla kogoś, kto zdwiedza inny kraj. Obyczajowość chińska. Wesela – zuropeizowane, ale nie do końca. Tradycyjnie obowiązuje wykup panny młodej przez małżonka… (na ile jest wyceniona przez przyszłego męża?) . Także nawet w większych miastach – targi małżenskie, czyli dziadkowie oferują swoje wnuki dla przyszłych małżonków, na karteczkach opisują ich zalety, stan majątkowy… Ustrój patriarchalny, mimo dziesiątków lat rewolucji kulturalnej, jest ciągle mentalnie żywy. Obecnie oficjalnie – jak mówi Nina – w Chinach można mieć już (maksymalnie) dwoje dzieci (jeżeli rodzice byli jedynakami), jeżeli się wniesie opłatę… Na wsiach jednak na prowincji widziała ciągle tradycyjnie w rodzinach wielką gromadkę dzieci przy matce.
            Nowoczesny zwyczaj chiński – podróżować gromadnie… Chińczycy mają (rzadkie) świąteczne urlopy w tym samym czasie – to kilka dni, wtedy trudno jest o komfort wygodnego przemieszczania się w wielkim tłumie ludzi. Radzi się przeczekać te okresy… Na co dzień Chiczycy powszechnie jeżdżą do pracy na skuterach, rowerach.
            Chiny to bardzo ciekawy kraj, ze względu na swoją historię, na piękne krajobrazy. Prezenterka wspomina słodki, chociaż w dużym natężeniu natrętny nieco, dźwięk milionów cykad, budzących ludzi od świtu. Malownicze pola ryżowe. Na turystów czeka wiele zabytków do zwiedzania. Nina oczywiście nie była wszędzie. Opowiadała o słynnej cesarskiej armii z terakoty, odkrycia wielkiej ilości żołnierzy cesarza, wyrzeźbionych figur naturalnej wielkości, które ciągnie się na przestrzeni kilku kilometrów i nie zostało do tej pory w całości wydobyte z ziemi. Nina zaprezentowala nam tradycyjny chiński dwustrunowy instrument smyczkowy: erhu, wygląda trochę niż skrzypce (Nina gra na tym instrumencie), ale można wydobyć z niego ciekawe dźwięki.


Iwona Wróblak
maj 2017





niedziela, 21 maja 2017

Muzyka gongów tybetańskich w bastei zamkowej

            Noc Muzeów, a raczej weekend (sobota i niedziela) w naszym Muzeum im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu, zaczął się koncertem muzyki etnicznej z kręgu kulturowego Dalekiego Wschodu, w wykonaniu muzykoterapeuty Jana Schneidera i Ludmiły Wyczesany.
            Cztery gongi tybetańskie, różnej wielkości, ręcznie kute w specjalistycznych warsztatach, z certyfikatem świadczącym o ich odpowiednich częstotliwościach brzmieniowych – używane są do celów terapeutycznych, i inne instrumenty etniczne; dzwoneczki, kije deszczowe, cahon, drumla, i przede wszystkim misy tybetańskie z ich szczególnym brzmieniem, to instrumentarium w bardzo nadajacej się do takich celów bestei zamkowej, budowli o unikalnej, w kształcie półokrągłej czaszy, konstrukcji. Jej architektura przynosi mi na myśl misę tybetańską, do góry odwróconą, w czasie koncertu muzycy kierują ich wnętrza w stronę widowni, by te do końca dla niej wybrzmiały – falami dźwiękowymi. Basteja pod tym względem bardzo się podoba wszystkim muzykom, którzy tu koncertowali.
            Dźwięk gongów był – myślę – prawie tożsamy z podobnym (można je słuchać obecnie w internecie), wydobywanym w czasie medytacji przez mnichów buddyjskich, sylaba OM doskonale jest rozpoznawalna, tam sprzyjały temu zawsze ogromne przestrzenie Wyżyny Tybetańskiej, z jej rozrzedzonym powietrzem, tu – akustyka bastei… Czy jej parametry akustyczne doczekają się kiedyś osobnej rozprawki?...
Wrażenie było niesamowite… Owijane wokół krawędzi mis, jak nitki czy wiązki nici, bardzo długie wysokie tony, naturalna orkiestra, czyste jak niebo Himalajów. Tło mentalne, w czasie kilku, może kilkunastu? tysiącleci medytacji, dla umysłów wielu pokoleń medytujacych mnichów, z których duża ilość osiągnęła wyzwolenie i oświecenie, a potem odrodziła się, także w naszych czasach i na Zachodzie, a dźwięki mis, gongów im w tym pomagały… Dostrajały do Natury, by osiągnąć Jej pełnię, być współistotnym z Nią, być Jej częścią bardzo ważną i świadomą. Bez zaciemnień i przeszkód przeszkadzających emocji (temu slużą medytacje), nawyków i uzależnień, które zmieniają w ciągu wieków postać, ale są takiej samej proweniencji.
            Dzisiaj też tak było, łączyły – w mantrze - wewnętrzną i zewnętrzną energię. Uporządkował nam się świat struktur falowych, współgrał szum wody w pobliskiej małej elektrowni wodnej (koło Muzeum), szum piasku pod stopami, zieloność fauny wiosennej, miała swój inny bardziej spokojny, ściszony wymiar – tak myślę…
            Gongi współistniały z innymi instrumentami. Harfiaste, jak fletnia Pana, dzwoneczki, srebrzyste nie tylko z nazwy, aż kusiło, żeby przejechać lekko po nich ręką (wielu to robilo po koncercie), szum wysokogórskich czystych strumieni, kojący. Jak grupowa modlitwa w gompie, która teraz stała się pięknie sklepioną basteją średniowiecznego międzyrzeckiego zamku…
            Dzwoneczki tybetańskie, cichy szum kijów deszczowych, zakreślały wokół widzów przestrzeń ochrony, tworząc małe cząstkowe Schronienie (będące bardzo ważną rzeczą w buddyzmie tybetańskim), dźwięki nas otuliły jak kokon, w tym płaskie tony naturalnego drewna - Strażnicy buddyjscy przecinali wstęgi niewłaściwych nawyków i zachowań, z którymi poradzić sobie bez pomocy mistrza jest niezwykle trudno. O tym m.in. mówi tzw. szybka ścieżka tego nurtu filozofii buddyjskiej.
Misy, różnej wielkości (stawiane są podczas seansu terapeutycznego na ciele na określonych miejscach w punktach energii, tzw. czakrach), wyglądały na stole jak klawiatura, brzmiały też wspaniale w tym czarownym międzyrzeckim miejscu.
            Chiński znak błogosławieństwa, piktogram Fu, na czerwonych balonikach (jak to bywa w czasie Świat w Chinach), powiewał nad instrumentarium muzyków, zaczął nam się Chiński Dzień, czy weekend, międzyrzeckiej Nocy Muzealnej, znak prastarej kultury Państwa Środka, jej najgłębsze credo, błogosławieństwo jak Tai Chi, równowaga i moralność, obowiązki obywatela wobec społeczności – na pewno jutro więcej o tym usłyszymy, mamy przecież Chińczyków w Międzyrzeczu, są zaproszeni…
            Na razie zauważyłam pierwszych chętnych na zabieg z udziałem leczniczych dźwięków wykonywany przez Jana Schneidera, już od kilku lat mamy w Międzyrzeczu taką możliwość, z której wielu korzysta…


Iwona Wróblak
maj 2017