Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POKOT 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POKOT 2019. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2019


POKOT II


            W Międzyrzeckim Ośrodku Kultury P’OKOTU, Ogólnopolskich Konfrontacji Teatralnych – dzień drugi, jeszcze lepszy…
            Pracownia „Teatru Tańca_adepts” z Zielonej Góry. Tytuł spektaklu: „NationalAnthem”. Kierownik Zespołu Marek Zadłużny.
Studium czasu współczesnego… Muzyka-dźwięk, wszechobecna, dotyka młodej osoby, dotyka boleśnie. Jak ostrze - Dotyka-kurczy ją-Osobę, … Dochodzi zewsząd, z mediów, z telefonów komórkowych. Jest w nich – w młodych, poddanych ciśnieniu czasów…
Jest i tradycja. Szkoła, wychowanie, rodzina. Oplot zwyczajów. Religijność, bardzo tradycyjna. Puste, często, formy… Gorzej, jeśli można dostrzec w nich (odrobinę), treści, zwodzących tylko. Jak odróżnić sacrum od profanum sacralnego?...
Jest zwierzęca natura ciała. Każdy sam ze swoim bagażem ciała… SAM.
Jest cisza… W chaosie.  Ssąca.  Jak wolne miejsce, pustka. Złowrogo oczekująca (na zapełnienie).
Wchłania się w miejsce niezapełnione, niezajęte, upycha w nim prosta, czy wręcz prostacka, ideologia. Łatwo ubrać barwy narodowe. Z ulgą przyjąć, że KTOŚ za Nas decyduje. Myśli za Nas. Wie co Jest Dobre. Czarno/brunatno-czerwono białe. Ruch tańca staje się wspólnym. I męczliwym. Na razie tego nie zauważają…
Rap sam się tańczy.
Notuję skrawki tekstu, który napisali, wspólnie, młodzi aktorzy Zadłużnego(…) Inny wybór drogi życiowej został za ciebie postanowiony… Z uczuciem dumy mogłam (sportsmenka) reprezentować Polskę… Nie było mowy, żeby się poddać, bo Polacy od wieków walczą (O CO?) i to zostanie w naszej krwi… Pytania istotne teraz, jak może nigdy wcześniej…
Naród, który ma we krwi wpisane cierpienie własne… i nie umie bez niego żyć… Biczownik.
Rap. Upraszcza jeszcze bardziej. Rytm. Rytm bicia na ulicy Innego, tęczowego na przykład. Mocny pokaz własnej siły… Nie-mięczakowatości… Zaduma przychodzi, kiedy bita osoba umiera… Możemy złożyć w kwadrat czarną kirową tkaninę, wolno, z szacunkiem dla niej, Osoby, istoty czującej jak My, ludzkiej. Szacunku mimowolnym. Celebracji aktu składania kiru. Bo przecież ideologia mocy nie całkiem nas zezwierzęciła. Niestety. Zamiera się wtedy w przerażeniu…
(…) Widzę nasz lęk przed nieznanym, jak wracam z zagranicy. Tu jest mój dom. Tam jest – otwartość, tutaj---- nie ma…
(…)pedały do wora, a wór do jeziora (…)
Czym są Polacy bez Polski. Bezdomnymi, pragnącymi (S)schronienia. Jestem tu uwięziona, nie wiem, jak wygląda inny świat… Nie wybierałem kraju, gdzie się urodziłem… Ale mogę wybrać, miejsce, gdzie będę mieszkać… Jeżeli mogę. Mam tyle odwagi. Odwagi żyć poza Polską… Zakleszczeni w systemie edukacyjnym (niezmienianym od dziesięcioleci…). Jednak – wielu nie wraca. Czy (po)zostają tam – Polakami…? Chyba tylko nieliczni…
            Mocna sztuka. Dobry tekst. Wspaniale, profesjonalnie zrobiony spektakl. Bardzo potrzebny. Myślę, że powinien być grany w szkołach. Młodzież – o sobie – dla młodych… Precyzyjny język, słowa trafiające w sedno. Gratulacje dla Marka Zadłużnego.
            Zespół „Strefa podmiejska” z Nieporętu. Tytuł spektaklu „Na pełnym morzu”. Kierownik Zespołu Bogusława Oksza-Klossi.
O kulturze i cywilizacji sztuka. Bosi rozbitkowie na morzu. Trzy krzesła, symboliczne walizki – w nich potrzebne rzeczy, przekonamy się, jak bardzo… Punktowe światło S(s)ceny, kiedy zaczyna się głód… Wszystko strawne zostało już zjedzone…
Na tratwie zostały tylko ludzie. Ciała ludzkie. Zaczyna się kampania wyborcza, i mowy, zawierane są koalicje, zabiega się o poparcie (dla swojej niezjadalności) kontrkandydata… Tylko tutaj wyborcze  zjedzenie konkurenta będzie bardzo realne…
Cienki naskórek cywilizacji. Rozbitkowie próbują zachować resztki kultury… Przecież są (byli) ludźmi dobrze wychowanymi… W kulturze ofiarności, poświęceń dla społeczeństwa i narodu…  Co z niej zostanie w chwili zagrożenia śmiercią głodową?
            Procedury demokratyczne… Może losowanie? Na kogo padnie (rzeczywiście?) ślepy los? Kto nakarmi pozostałych swoim ciałem? W walizce – noże, listy wyborcze, i sztućce, talerze. Bracia stołownicy – mowa przeciw temu (słabszemu), kto typowany jest na ofiarę. Demokracja nie wyszła, dyktatura się nie przyjęła. PR o czekającej żonie, tęskniącym dzieciach, które wykluczają ojca rodziny jako menu. O matce czekającej na syna… Kiedy listonosz (?) przypływa/przynosi depeszę o śmierci matki, staje się jasne, że ofiara została wybrana. Żeby nie nazwać ludożerstwa kanibalizmem (dlaczego nie?) przydatna będzie ideologia poświęcenia, którą przeznaczony na rzeź sam stworzy, by nie być (tylko) zwykłym mięsem zjedzonym z braku czegoś zastępczego…
            Podane zostanie do stołu, ceremonialnie nakrytego. Nie zmieni toku przygotowań do dania z człowieka znalezienie puszki z cielęciną i groszkiem. Może chodzi o zrobienie zapasu jedzenia? W sztuce mówi się o szacunku dla wysiłku moralnego poświęcającego się. Człowiek cywilizowany zawsze być przewidujący…
Ciekawa sztuka. Dobry tekst. Dobre aktorstwo.
            Zespół Teatralny „Dwie strony”. Tytuł spektaklu: „Powrót Łazarza”. Kierownik zespołu Jan Mierzyński.  
Biblijny, a może, jak myślę, starszy jeszcze, motyw Powrotu z Tamtej strony… Skatowany przez Policję młody człowiek nie umiera, chociaż lekarze (nie-wolni od nacisków służb specjalnych) uważają, że powinien… Nie leczą go zbyt intensywnie, jednak Łazarz przeżywa tortury, i wraca, żeby powiedzieć ludziom – że są WOLNI… Bardzo się zmienia mentalnie. Dojrzewa.
            Długo ukrywał się Bóg przed Łazarzem… Całe życie. Może niejedno życie… Tajniacy pytają siostry, gdzie (niczym ciało Chrystusowe) ukryły ciało… Bliskowschodnia muzyka, spalonych słońcem pustyń, gdzie oko Boga tworzy iluzje… Siostry (współczesne antygony…) czynią bratu obrzędowe ablucje, a kiedy zauważają, że jednak nie umarł, próbują go, przed Policją, ukryć. Nie udaje im się.
Dobić Łazarza. Jego psujące się, jak w biblijnej opowieści, ciało. Wielkowymiarowość jego śmierci. Znajomi pytają, czy chłopak wyjechał do pracy za granicę? (to jak na Tamten-świat…).
Następna scena. Ascetyczne biurko (biurokraty) i dwa krzesła. Przesłuchuje żyjący – umarłego (umarłego dla strachu przed np. totalitaryzmem). Na przeciw siebie Ten co wrócił, i ten który jeszcze nie poszedł. Ale pójdzie, jak wszyscy (na tamtą stronę). Następują ciekawe rozmowy z przesłuchującym go tajniakiem… Byli nimi, i są, ludzie inteligentni. Szantaż, szukanie słabego punktu. Straszenie śmiercią społeczną. Niepotrzebnością. Skutek jest odwrotny. Przesłuchujący staje twarzą wobec swojego losu-sądu, kiedy umierając, jak Łazarz-człowiek, dozna przerażenia Przejścia, i nikt mu nie pomoże, bo on nie pomógł nikomu. Będzie sam, i to będzie potępienie… Karą za Wasze życie – jest wasze życie.
Nie ma Boga. Jest Łazarz. Który wrócił, bo nie osiągnął Celu. Moment, kiedy ciało przestaje uczestniczyć w ziemskiej wędrówce, będzie wyzwoleniem… Aby pokonać śmierć, wystarczy tylko umrzeć.
            Ostatnia scena. Szpital psychiatryczny. Współczesny Łazarz ma diagnozę swojego stanu: schizofrenia  katatoniczna (z braku lepszej etykiety…)
Łazarz – ile to liter? W hebrajskim ma to wielkie znaczenie… Łazarz – życie, które nie chce żyć wśród życia.
            Teatr „Nie z tej kulisy” z Warszawy. Tytuł spektaklu: „Kara”.
Czym jest kara? I kto powinien karać? Za śmierć syna, dziecka. Na scenie metalowa miednica z wodą, będzie towarzyszyła kolejnym wejściom. Odtwórcy ról często zanurzą w niej ręce, w geście Piłata.
Ojciec nie wierzy w sprawiedliwość sądów, postanawia sam wymierzyć karę. Ale najpierw zamierza porozmawiać ze sprawcą… Po męsku.
Związuje go i wywozi do odludnej szopy w lesie. Pyta, czy ten pamięta, jak z kolegą zatłukli syna na śmierć i zakopali, a jego pobili. Jego żona, matka dziecka, od wielu lat nie może przeżyć straty, jest wrakiem człowieka. Nic im obydwaj nie zawinili, jechali lasem na grzyby. Teraz śmierć - odpłata czeka mordercę, kanister z benzyną, by spalić ciało, i wykopany na zewnątrz dół. Chce poczuć zapach jego strachu.
            Nie, przesłuchiwany chłopak nie pamięta, bo był pijany, potem z kolegą coś jeszcze zażyli, bardzo mocnego. Nie pamięta… Ojciec syna traci impet, nienawiść, chęć zemsty z niego wycieka… Czy to męska solidarność facetów, którym zdarza się zbyt dużo wypić?? Rozpacz wobec (też swoich) słabości? Ciemna i mroczna jak ten dół wykopany za chatą w lesie.
            Inna odpowiedzialność. Bojownicy światła werbują narybek, który będzie dla (za) nich zabijał. Może to ktoś taki jak ojciec, któremu zabito syna? Bractwo żąda, by adept zabił człowieka przed kamerą. Osobiście. Szkolący zabójca co chwilę myje w misce ręce. Znowu obmywa je jak Piłat…
            Syn ojca alkoholika często myje ręce, i twarz, w miednicy z wodą. Pyta ojca o jego życie w domu naznaczonym oparami alkoholu, domu który jako dziecko sprzątał z wymiocin, bo było mu wstyd za moralny brud swego dzieciństwa. Teraz ma dziewczynę, jest dorosły, ale znamię Dziecka Alkoholika parzy go bólem. Pyta o to ojca, ale ten – chce tylko papierosa… To jest dla niego ważne. Sztachnąć się, zaciągnąć. Głód nikotynowy. I nic więcej. Syn zabija…
Męski teatr. Dosadny, mówiący wprost o emocjach, które wrosły w nas jak korzenie złego drzewa, o zemście, o trudności wybaczenia. O życiu przeszłością. O podatności na manipulacje tych, którzy są świadomi ludzkich słabości i umieją je wykorzystać dla swoich celów.
             Przed ostatnim spektaklem P’OKOTU, dwudniowego maratonu spektakli w MOK, zorganizowanego przez Regionalne Centrum Animacji Kultury we współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury, niecodzienne wodowisko, etiuda taneczna.  
Pokaz finalistów „Mam talent” wielokrotnych mistrzów Polski i wicemistrzów Europy w akrobatyce sportowej ACROART.
 „Duet na kole Moulin Rouge Tango”.
Wirujący jak w tantrycznym kręgu erosa para dwojga tancerzy. Tango pełne ognia i namiętności. Czerwona suknia nie tylko już andaluzyjska. Kilkuminowy spektakl zapierający dech w piersi. Wirujące koło jak kropla wszechświata, otoczka sztuki rytmu i muzyki, ruchu wyjętego prawie ze zjawisk grawitacji. 
Kompania Teatralna „Mamro” z Ursynowa w Warszawie. Tytuł spektaklu: „Eksperyment”.
Kto gra sztukę w teatrze? Widz czy aktor? Nie jest oczywiste…
Widzowie pewnej sztuki nie zdają sobie sprawy, że są po tej stronie sceny, gdzie oczekuje się aktorstwa… Odniesienia do ról będących udziałem prominentnych osób są oczywiste…
            Stale powtarzane te same, jak się okazuje frazy. Jak w polityce… Spektakl przed rozpoczęciem (sztuki) bez rozpoczęcia (widowiska). Byle jaki…
Teatr – co to jest? Teatr szuka nowych form.. A może brakuje mu treści? (tak jak życiu społecznemu…)Wszyscy chcą pełnić rolę recenzentów. Oglądać z boku, jak widzowie… A jeśli już przyjdzie im wygłosić kwestię, jest ona kiczowata, przebrzmiała, nic nowego niewnosząca, i wręcz szkodliwa społecznie, edukacyjnie. Obrzydza słuchaczom klasykę (Mickiewicza). To co pociąga konsumentów sztuki, teatru, to sensacja obyczajowa wątpliwej wartości artystycznej. Tzw. niekiedy nowatorstwo w teatrze, okraszone próbującym udawać  profesjonalizm słownictwem, poszukiwania niby nowych form wyrazu, to przejaw braku tematu, albo niedostatku odwagi w poruszaniu rzeczywistych problemów, bo mogłoby to naruszyć wygodne dla wszystkich status quo… Prawda i szczerość na scenie i nie tylko – to zachęciłoby widzów… Dobry spektakl.
Myślę, że teatr amatorski ma jednak tę świeżość (aktorom się nie płaci), co widzieliśmy na P’OKOCIE… Było co oglądać, o czym myśleć…. Odwagi Zespołom też nie zabrakło.
Rada Artystyczna postanowiła wyróżnić 6 grup, nagrody finansowe ufundowane przez Regionalne Centrum Animacji Kultury otrzymali: „Strefa Podmiejska” z Gminnego Ośrodka Kultury w Nieporęcie, Pracownia „Teatru Tańca_adepts” z Młodzieżowego Centrum Kultury i Edukacji "Dom Harcerza" w Zielonej Górze, „A Co Mi Tam” z Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, Teatr „Zza boru”  z Zaboru, „Efemeryczny Smok” ze Środowiskowego Domu Samopomocy nr 1 w Zielonej Górze, „Kompania Teatralna Mamro” z Dzielnicowego Ośrodka Kultury Ursynów w Warszawie.

Iwona Wróblak
grudzień  2019













piątek, 29 listopada 2019


POKOT I


Ogólnopolskie Konfrontacje Teatralne P’asja-Konfr0ntacje-SpeKtakle-AktOrzy-TeaTr, zorganizowane przez Regionalne Centrum Animacji Kultury przy współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury. Dwudniowy maraton teatrów amatorskich. Uczta…
Między spektaklami rozmowy, wymiana doświadczeń. Własne uwagi można, na tablicy w holu MOK, zapisać.
            Rada Artystyczna, złożona z czynnych aktorów młodego pokolenia (Sandra Herbich, Bartosz Bandura, Ida Ochocka), wyróżni kilka zespołów, ale nam, widzom, zostanie wspomnienie wydarzenia kulturalnego, spotkania z ludźmi teatru, z aktorami, ich fascynacjami – i przemyśleniami na temat tego, co ich nurtuje…
            Zespół Teatralny „A Co Mi Tam” z Międzyrzecza, tytuł spektaklu „Dobrze jest”,  reżyser Izabela Spławska.
            Premiera spektaklu miała miejsce w marcu. Humor tragifarsy, i coś jeszcze...  Leon, żywotny mąż pewnej rezolutnej kobiety, nie umie nawet porządnie, w sposób odpowiednio szybki, zejść ze świata. Ożywa ciągle, mimo aplikowania mu słusznej dawki domowej nalewki z jabłecznika (wyrób własny sąsiadki) – co skutecznie uwolniło 7 lat temu znajomej wdowy - od jej męża Janusza, ani podawania specjalnych ciasteczek... Leon jest odporny na trutki, wprost nie do zdarcia...Wokół tej jego cechy dzieją się w sztuce zabawne perypetie...
            Rzeczywistość sceniczna nie dzieje się w próżni społecznej. Przemówienie J.K. rozpoczyna spektakl, co psuje domowy telewizor... Awaria denerwuje Zofię, panią domu, a Leonowi oczywiście nie chce się naprawić urządzenia, co przelewa falę, pewnie wieloletniego, zniechęcenia do siebie małżonków. Przyjacielem domu jest pan Roman-grabarz, promujący dla przyszłych wdów – mężowie żon wszak mają to do siebie, że w końcu umierają – ostatni hit sezonu, kanadyjskie trumny z szybką. No i listopad to miesiąc, według statystycznych badań rynku sepulkralnego, prowadzonych od pokoleń przez rodzinny klan grabarzy, w którym powinien dać zarobić Romanowi ktoś z - Międzyrzecza...
            Robi się śmiesznie i strasznie, i już ten nastrój nas do końca sztuki nie opuszcza... Wiecznie żywy Leon NAWET w czasie mszy w kościele ożywa, co jest – dla wdowy – oburzające! Dobrze - ani żyć nie potrafił, ani umrzeć! Żadnego szacunku dla Niej, krzty dobrego wychowania! (Co ludzie powiedzą...). Kanapo-trumna jeździ po scenie. Świetna kreacja aktorska grabarza-ordynatora (dwie role - co za zbieg okoliczności...) przemęczonego pracą na zwiększonym etacie, wiecznie zirytowanego, besztającego lekarza za to, że ten, być może znowu nie całkiem trzeźwy, nie rozpoznał u pacjenta zgonu. Jest urzędnicza pielęgniarka dyżurna, próbująca przestrzegać obowiązujących przepisów przyjmowania i „księgowania” pacjentów w szpitalu, no i prasa, mniej czy bardziej lokalna, z jej irytującymi komentarzami... Dziennikarka wietrząca parę setek złotych zarobionych na sensacyjnej relacji z wydarzenia o z martwych wstającym obywatelu miasta Leonie S.
                Scena nieumarłości Leona kończy spektakl pt. „Dobrze jest!”. Trwa teatr ról społecznych osób zanurzonych w naszych, tutaj polsko - międzyrzeckich realiach, gdzie wszelkie zmiany poglądów wydają się bardzo trudne i – nie raczej nikomu niepotrzebne, wobec faktu 500+ dla córki, a dziwaczność (za)długiego żywota Leona –  skoro już zaczął umierać, jakaś... nieobyczajna... Ale dostosować (do sytuacji) się trzeba (np. brać 500+). Polskie obyczaje - owszem, wymagają celebracji, ale dobrze będzie (w tym wypadku) skremować ciało upartego Leona,  żeby znowu, w jakimś nieodpowiednim momencie, skoro taki źle wychowany, nie ożył...
            Teatr „Zza boru”. Zabór. Tytuł spektaklu: „Cztery  bliźniaczki”. Opiekun grupy Jan. A. Fręś. Scenariusz sztuki oparty jest na adaptacji prozy Argentyńczyka Raula Damonte Botana (ps. COPI), guru paryskiej bohemy, tekst w tłumaczeniu Edwarda Wojtaszka. Reżyseria i opracowanie muzyczne Dagmara Łanucha, realizacja światła i dźwięku Tadeusz Karkosz. Obsada: Weronika Osowiec, Magdalena Faron, Irena Karkosz i Lucyna Korczewska. Rzecz dzieje się na Alasce, pozornie eldorado dla poszukiwaczy złota i różnej maści awanturników, obojga płci, miejscu gdzie przed wymiarem sprawiedliwości ukrywają się przestępcy, a drobne złodziejaszki szukają okazji do szybkiego wzbogacenia.
            Sztuka jest o kobietach, bynajmniej nie słabych czy podporządkowanych (mężczyzn tam nie ma…), jak się okazuje, w sytuacjach granicznych, w ciągu narkotykowym, nie ustępują agresją mężczyznom... Dwie z nich są majętne, ich dom - przypuszczalnie, jak i złoto, duże zasoby gotówki w dolarach, pochodzą z rozboju, gry w kasynach Las Vegas.
            Pustka przedednia zimy na Alasce. Wielki pusty dom. Malamuty na podwórku, wielkie misiowate pieski. Scena zarzucona jest – dziecięcymi zabawkami, misiami... Gadżetem jest też rewolwer, z którego kobiety strzelają do siebie. Działki narkotyków. To zabawy dorosłych... Od heroiny nie stronią nieproszeni goście dwóch sióstr, także są bliźniaczkami, tylko nie poszczęściło im się (materialnie), nie były dość bezwzględne czy twarde, urodziły się w slumsach. Szukają zarobku i okazji, by zgarnąć nieco forsy... Na scenie wyłaniają się ze stosu lalek, jak pacynki... Rozmowa między czterema bohaterkami prozy Botana nie jest wolna od wulgaryzmów, bo taki jest przestępczy półświatek, zanurzony w oparach narkotycznych opiatów, sprowadzony do poziomu zwierzęcej walki o przetrwanie. Ich świat kręci się wokół szukania kolejnej dawki, przez krótką chwilę błogości, kiedy dadzą sobie w żyłę, w półśnie czy śmierci…, dokładnie nie wiemy, ale niestety – dla nich – się budzą, pojawiają się symptomy odstawienia; cierpienie, ból, fizyczny, psychiczny. Zwierzęcy, pragnący tylko, by przestało boleć ciało... Wydaje się, że w takim stanie nie ma miejsca na ludzkie odruchy...
            A jednak. W budzących się ze stanu narkotycznej zapaści narkomankach tlą się resztki świadomości, sentyment do psów, pamięć o siostrze... Rodzinie, wśród której dziewczyny czują się lepiej. Przed chwilą wobec najbliższej na pustkowiu osoby – konkurentki do pieniędzy, do używek – była agresja, podejrzenia, wybuchy wściekłości, a zaraz po tym – w rozpaczy, puszczenie wszelkich złych emocji, zmęczenie; typowo kobiecy siostrzany uścisk, obłapka, w samotności osoby zapętlonej w sieci nałogu. Przynosi łzy ulgi, chwilowe ukojenie. Przez większą część sztuki są „nieżywe”, tzw. złotym strzałem w żyłę, czy kulą rewolweru. Umarłe dla bliskich i społeczeństwa. Niemogące umrzeć, skazane na cierpienie, wieczne odradzanie w bólu. W żądzy złota, pieniędzy i wolności – nierealizowalnej... Dominuje ciężki nastrój beznadziejności osoby w szponach nałogu, z których, jak wydaje się, nie ma wyjścia... Spowiedź sióstr ubogich. Cykl ich życia. Kosmiczny. Tylko ból jest z tej ziemi.
            Przejmujący spektakl, dobra gra aktorska. Przestroga dla tych, którzy nie doceniają niebezpieczeństwa wpadnięcia w nałóg, w siły chemii, nikt im nie opowiadał o tym, albo nie uwierzyli, że nie warto – z żadnych przyczyn – zdegradować się do roli niewolnika heroiny. Nic nie wiedzą o jego bólu. O ślepocie ponarkotykowej. O cierpieniu. Pacynkowej sztuczności świata ludzkich lalek-chemicznych pacynek, z którego nie widać natury, słońca. Miłości. Perspektywy na inne życie.  
            Zespół „Efemeryczny smok” z Zielonej Góry, Środowiskowy Dom Samopomocy. Tytuł spektaklu: „Strych”. Kierownik grupy Beata Berling.
Strych, szuflady, jest gestami zamykany, otwierany, wyjmowane są Rzeczy. One, rzeczy, stwarzają relację wśród ludzi, są ich cywilizacją. Bez nich jesteśmy samotni, niepotrzebni sobie, bez celu kręcący się po scenie życia, niemający czym zająć rąk... Rzeczy są po to, by je komuś darować na przykład, i jest to wstępem do nawiązania relacji, do przyjaźni, do miłości. Książka wśród nich, rzeczy, symbol międzyludzkiej opowieści, tworzenia wspólnych mitów, może być czytana razem z innymi, jako Rzecz łącząca w dwójnasób.
            Rzeczy stały się symbolami. Płaskie dźwięki podkładu muzycznego jak nasze oderwanie od natury i jej naturalnych odgłosów. Stworzyliśmy już własną Rzecz-naturę. Śmieci-strychowych... Symbolem-Rzeczą jest walizka (podróżna), nasz w niej umieszczony dobytek (życia), jak dom (z Rzeczami) przenoszony do innych miejsc. Bezpieczeństwo jest parasolem, bo można go rozpiąć nad inną osobą, i razem być (po parasolem). Mieć parasol – jak ptak gniazdo – zaproszenie dla partnerki. 
            „2U1 Theatre” z Lubonia. Tytuł spektaklu „Kobieta ma wiedzę”. Występują Violetta Banach-Wysocka i Andrzej Jastrząb. Etiuda teatralna. Kobieta ma (W)iedzę.
Szkic do Szeptunki... Kobieta (Mudra, Mądra) chodzi po scenie (karmicznych Żywotów ludzkich) z lampą. Blask lampy – oświetla zupełną ciemność Sceny. Nanosi na scenę światło. Ma w sobie (dla mężczyzny, dla męskiego aspektu) tajemnicę odwieczną, niektórzy mówią, że tajemnicę dawania życia, rodzenia... Może nie tylko – taką tajemnicę. Może to zapomniana wiedza o swojej części wewnątrz niego-nich, własnych tożsamości. Wobec (przez setki lat, lub tysiące) wypchnięcia tej wiedzy ze świadomości, Tej wiedzy, tej Kobiety, która teraz powraca na Scenę. Cicho, lecz dostojnie, maleńkim światełkiem pradawnej Szeptuchy.
            ONA zatacza wokół siebie krąg (mocy/ wiedzy). Obronny też. Zbiera moc, jak ziarna piasku z kosmosu. Nakryta ciemną narzutą, JEJ twarz może nas przestraszyć, nie być, do końca, człowiecza... Jak aspekt człowieczeństwa. Połowa zazębiająca się z inną (innymi…). Jak zdejmie z siebie długą suknię i ciemny welon (zaślubin z własnym ciałem, materią-ciemnością) stanie się opłotem natury, tej całościowej, z prawami fizycznymi jeszcze nie odkrytymi, gałęziami drzewa. Jego-Drzewa zarzewiem, kłączem-które-wzrośnie.
            Z notatek na folderze: To opowieść o uzdrawiającej mocy kobiet/O strachu mężczyzn przed wiedzą/którą przekazują sobie kobiety/... Mężczyzna (aspekt męski) jak rodzący się embrion wkluwa się w Scenę, powoli wzrasta aż do pełnej wysokości, do partnerstwa. Kobieta namaszcza go, obdarowuje zielonością liści i kłączy, stanie się, dzięki niej(Nimi) – drzewem. Urośnie (dzięki kobiecie).
            …/nie chodzi o zemstę czy rzucenie uroku a raczej o uwolnienie się z rozpaczy i/oczyszczenie swojej świadomości/... O Pierwsze - chodzi. Pamiętane mgliście. Potem tłumione. O Powrót chodzi. O to by zrozumieć. Czym jest to co kobiece i to co męskie. I to Trzecie. Rozumiejące. Widz. My. Zaproszeni przez aktorów do interakcji. Do myślenia, do bez-intelektualnego odkrycia. Podobnego do zrzucenia (zwyczajowych skojarzeń) o długiej spódnicy, tak przez wieki kultura patriarchalna widziała kobiety (wiedźmy-czyli-te-co wiedzą), ostatnich pamiętanych cywilizacji, okruch dawnej wiedzy...
/okruchy pyłu dnia/między/światami/przesypujesz...
            Teatr „Pod morwą” z Lubniewic. Tytuł spektaklu: „Na dworcu”. Opiekun grupy Aleksandra Górecka.
Dworzec. Ponadczasowy, ale ciężar bagaży jest prawdziwy... Pasażerowie czekają na pociąg, który się spóźnia. Ale nie nudzą się, także i my widzowie dobrze się bawimy. Starsze małżeństwo, z dominującą żoną, besztającą męża. Ich obładowana bagażami córka - dobra gra aktorska. Na pierwszym planie zapowiadaczka pociągów, siedząca frontem do widowni – chyba najważniejsza osoba na dworcu… I oczywiście Pani Konduktorka, słusznej postaci kobieta, lubiąca rządzić pasażerami – świetna rola charakterystyczna.
            Na dworcu sprzedają przekąski, niestety ciągle te same… Tak jak w życiu. Nic się nie zmienia. Pociąg nie przyjeżdża. My grzecznie czekamy. A urzędnicy – tu kolejowi – mają etaty… I o to chodzi.

Iwona Wróblak
listopad 2019