Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RCAK w Zielonej Gorze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RCAK w Zielonej Gorze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2019


POKOT I


Ogólnopolskie Konfrontacje Teatralne P’asja-Konfr0ntacje-SpeKtakle-AktOrzy-TeaTr, zorganizowane przez Regionalne Centrum Animacji Kultury przy współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury. Dwudniowy maraton teatrów amatorskich. Uczta…
Między spektaklami rozmowy, wymiana doświadczeń. Własne uwagi można, na tablicy w holu MOK, zapisać.
            Rada Artystyczna, złożona z czynnych aktorów młodego pokolenia (Sandra Herbich, Bartosz Bandura, Ida Ochocka), wyróżni kilka zespołów, ale nam, widzom, zostanie wspomnienie wydarzenia kulturalnego, spotkania z ludźmi teatru, z aktorami, ich fascynacjami – i przemyśleniami na temat tego, co ich nurtuje…
            Zespół Teatralny „A Co Mi Tam” z Międzyrzecza, tytuł spektaklu „Dobrze jest”,  reżyser Izabela Spławska.
            Premiera spektaklu miała miejsce w marcu. Humor tragifarsy, i coś jeszcze...  Leon, żywotny mąż pewnej rezolutnej kobiety, nie umie nawet porządnie, w sposób odpowiednio szybki, zejść ze świata. Ożywa ciągle, mimo aplikowania mu słusznej dawki domowej nalewki z jabłecznika (wyrób własny sąsiadki) – co skutecznie uwolniło 7 lat temu znajomej wdowy - od jej męża Janusza, ani podawania specjalnych ciasteczek... Leon jest odporny na trutki, wprost nie do zdarcia...Wokół tej jego cechy dzieją się w sztuce zabawne perypetie...
            Rzeczywistość sceniczna nie dzieje się w próżni społecznej. Przemówienie J.K. rozpoczyna spektakl, co psuje domowy telewizor... Awaria denerwuje Zofię, panią domu, a Leonowi oczywiście nie chce się naprawić urządzenia, co przelewa falę, pewnie wieloletniego, zniechęcenia do siebie małżonków. Przyjacielem domu jest pan Roman-grabarz, promujący dla przyszłych wdów – mężowie żon wszak mają to do siebie, że w końcu umierają – ostatni hit sezonu, kanadyjskie trumny z szybką. No i listopad to miesiąc, według statystycznych badań rynku sepulkralnego, prowadzonych od pokoleń przez rodzinny klan grabarzy, w którym powinien dać zarobić Romanowi ktoś z - Międzyrzecza...
            Robi się śmiesznie i strasznie, i już ten nastrój nas do końca sztuki nie opuszcza... Wiecznie żywy Leon NAWET w czasie mszy w kościele ożywa, co jest – dla wdowy – oburzające! Dobrze - ani żyć nie potrafił, ani umrzeć! Żadnego szacunku dla Niej, krzty dobrego wychowania! (Co ludzie powiedzą...). Kanapo-trumna jeździ po scenie. Świetna kreacja aktorska grabarza-ordynatora (dwie role - co za zbieg okoliczności...) przemęczonego pracą na zwiększonym etacie, wiecznie zirytowanego, besztającego lekarza za to, że ten, być może znowu nie całkiem trzeźwy, nie rozpoznał u pacjenta zgonu. Jest urzędnicza pielęgniarka dyżurna, próbująca przestrzegać obowiązujących przepisów przyjmowania i „księgowania” pacjentów w szpitalu, no i prasa, mniej czy bardziej lokalna, z jej irytującymi komentarzami... Dziennikarka wietrząca parę setek złotych zarobionych na sensacyjnej relacji z wydarzenia o z martwych wstającym obywatelu miasta Leonie S.
                Scena nieumarłości Leona kończy spektakl pt. „Dobrze jest!”. Trwa teatr ról społecznych osób zanurzonych w naszych, tutaj polsko - międzyrzeckich realiach, gdzie wszelkie zmiany poglądów wydają się bardzo trudne i – nie raczej nikomu niepotrzebne, wobec faktu 500+ dla córki, a dziwaczność (za)długiego żywota Leona –  skoro już zaczął umierać, jakaś... nieobyczajna... Ale dostosować (do sytuacji) się trzeba (np. brać 500+). Polskie obyczaje - owszem, wymagają celebracji, ale dobrze będzie (w tym wypadku) skremować ciało upartego Leona,  żeby znowu, w jakimś nieodpowiednim momencie, skoro taki źle wychowany, nie ożył...
            Teatr „Zza boru”. Zabór. Tytuł spektaklu: „Cztery  bliźniaczki”. Opiekun grupy Jan. A. Fręś. Scenariusz sztuki oparty jest na adaptacji prozy Argentyńczyka Raula Damonte Botana (ps. COPI), guru paryskiej bohemy, tekst w tłumaczeniu Edwarda Wojtaszka. Reżyseria i opracowanie muzyczne Dagmara Łanucha, realizacja światła i dźwięku Tadeusz Karkosz. Obsada: Weronika Osowiec, Magdalena Faron, Irena Karkosz i Lucyna Korczewska. Rzecz dzieje się na Alasce, pozornie eldorado dla poszukiwaczy złota i różnej maści awanturników, obojga płci, miejscu gdzie przed wymiarem sprawiedliwości ukrywają się przestępcy, a drobne złodziejaszki szukają okazji do szybkiego wzbogacenia.
            Sztuka jest o kobietach, bynajmniej nie słabych czy podporządkowanych (mężczyzn tam nie ma…), jak się okazuje, w sytuacjach granicznych, w ciągu narkotykowym, nie ustępują agresją mężczyznom... Dwie z nich są majętne, ich dom - przypuszczalnie, jak i złoto, duże zasoby gotówki w dolarach, pochodzą z rozboju, gry w kasynach Las Vegas.
            Pustka przedednia zimy na Alasce. Wielki pusty dom. Malamuty na podwórku, wielkie misiowate pieski. Scena zarzucona jest – dziecięcymi zabawkami, misiami... Gadżetem jest też rewolwer, z którego kobiety strzelają do siebie. Działki narkotyków. To zabawy dorosłych... Od heroiny nie stronią nieproszeni goście dwóch sióstr, także są bliźniaczkami, tylko nie poszczęściło im się (materialnie), nie były dość bezwzględne czy twarde, urodziły się w slumsach. Szukają zarobku i okazji, by zgarnąć nieco forsy... Na scenie wyłaniają się ze stosu lalek, jak pacynki... Rozmowa między czterema bohaterkami prozy Botana nie jest wolna od wulgaryzmów, bo taki jest przestępczy półświatek, zanurzony w oparach narkotycznych opiatów, sprowadzony do poziomu zwierzęcej walki o przetrwanie. Ich świat kręci się wokół szukania kolejnej dawki, przez krótką chwilę błogości, kiedy dadzą sobie w żyłę, w półśnie czy śmierci…, dokładnie nie wiemy, ale niestety – dla nich – się budzą, pojawiają się symptomy odstawienia; cierpienie, ból, fizyczny, psychiczny. Zwierzęcy, pragnący tylko, by przestało boleć ciało... Wydaje się, że w takim stanie nie ma miejsca na ludzkie odruchy...
            A jednak. W budzących się ze stanu narkotycznej zapaści narkomankach tlą się resztki świadomości, sentyment do psów, pamięć o siostrze... Rodzinie, wśród której dziewczyny czują się lepiej. Przed chwilą wobec najbliższej na pustkowiu osoby – konkurentki do pieniędzy, do używek – była agresja, podejrzenia, wybuchy wściekłości, a zaraz po tym – w rozpaczy, puszczenie wszelkich złych emocji, zmęczenie; typowo kobiecy siostrzany uścisk, obłapka, w samotności osoby zapętlonej w sieci nałogu. Przynosi łzy ulgi, chwilowe ukojenie. Przez większą część sztuki są „nieżywe”, tzw. złotym strzałem w żyłę, czy kulą rewolweru. Umarłe dla bliskich i społeczeństwa. Niemogące umrzeć, skazane na cierpienie, wieczne odradzanie w bólu. W żądzy złota, pieniędzy i wolności – nierealizowalnej... Dominuje ciężki nastrój beznadziejności osoby w szponach nałogu, z których, jak wydaje się, nie ma wyjścia... Spowiedź sióstr ubogich. Cykl ich życia. Kosmiczny. Tylko ból jest z tej ziemi.
            Przejmujący spektakl, dobra gra aktorska. Przestroga dla tych, którzy nie doceniają niebezpieczeństwa wpadnięcia w nałóg, w siły chemii, nikt im nie opowiadał o tym, albo nie uwierzyli, że nie warto – z żadnych przyczyn – zdegradować się do roli niewolnika heroiny. Nic nie wiedzą o jego bólu. O ślepocie ponarkotykowej. O cierpieniu. Pacynkowej sztuczności świata ludzkich lalek-chemicznych pacynek, z którego nie widać natury, słońca. Miłości. Perspektywy na inne życie.  
            Zespół „Efemeryczny smok” z Zielonej Góry, Środowiskowy Dom Samopomocy. Tytuł spektaklu: „Strych”. Kierownik grupy Beata Berling.
Strych, szuflady, jest gestami zamykany, otwierany, wyjmowane są Rzeczy. One, rzeczy, stwarzają relację wśród ludzi, są ich cywilizacją. Bez nich jesteśmy samotni, niepotrzebni sobie, bez celu kręcący się po scenie życia, niemający czym zająć rąk... Rzeczy są po to, by je komuś darować na przykład, i jest to wstępem do nawiązania relacji, do przyjaźni, do miłości. Książka wśród nich, rzeczy, symbol międzyludzkiej opowieści, tworzenia wspólnych mitów, może być czytana razem z innymi, jako Rzecz łącząca w dwójnasób.
            Rzeczy stały się symbolami. Płaskie dźwięki podkładu muzycznego jak nasze oderwanie od natury i jej naturalnych odgłosów. Stworzyliśmy już własną Rzecz-naturę. Śmieci-strychowych... Symbolem-Rzeczą jest walizka (podróżna), nasz w niej umieszczony dobytek (życia), jak dom (z Rzeczami) przenoszony do innych miejsc. Bezpieczeństwo jest parasolem, bo można go rozpiąć nad inną osobą, i razem być (po parasolem). Mieć parasol – jak ptak gniazdo – zaproszenie dla partnerki. 
            „2U1 Theatre” z Lubonia. Tytuł spektaklu „Kobieta ma wiedzę”. Występują Violetta Banach-Wysocka i Andrzej Jastrząb. Etiuda teatralna. Kobieta ma (W)iedzę.
Szkic do Szeptunki... Kobieta (Mudra, Mądra) chodzi po scenie (karmicznych Żywotów ludzkich) z lampą. Blask lampy – oświetla zupełną ciemność Sceny. Nanosi na scenę światło. Ma w sobie (dla mężczyzny, dla męskiego aspektu) tajemnicę odwieczną, niektórzy mówią, że tajemnicę dawania życia, rodzenia... Może nie tylko – taką tajemnicę. Może to zapomniana wiedza o swojej części wewnątrz niego-nich, własnych tożsamości. Wobec (przez setki lat, lub tysiące) wypchnięcia tej wiedzy ze świadomości, Tej wiedzy, tej Kobiety, która teraz powraca na Scenę. Cicho, lecz dostojnie, maleńkim światełkiem pradawnej Szeptuchy.
            ONA zatacza wokół siebie krąg (mocy/ wiedzy). Obronny też. Zbiera moc, jak ziarna piasku z kosmosu. Nakryta ciemną narzutą, JEJ twarz może nas przestraszyć, nie być, do końca, człowiecza... Jak aspekt człowieczeństwa. Połowa zazębiająca się z inną (innymi…). Jak zdejmie z siebie długą suknię i ciemny welon (zaślubin z własnym ciałem, materią-ciemnością) stanie się opłotem natury, tej całościowej, z prawami fizycznymi jeszcze nie odkrytymi, gałęziami drzewa. Jego-Drzewa zarzewiem, kłączem-które-wzrośnie.
            Z notatek na folderze: To opowieść o uzdrawiającej mocy kobiet/O strachu mężczyzn przed wiedzą/którą przekazują sobie kobiety/... Mężczyzna (aspekt męski) jak rodzący się embrion wkluwa się w Scenę, powoli wzrasta aż do pełnej wysokości, do partnerstwa. Kobieta namaszcza go, obdarowuje zielonością liści i kłączy, stanie się, dzięki niej(Nimi) – drzewem. Urośnie (dzięki kobiecie).
            …/nie chodzi o zemstę czy rzucenie uroku a raczej o uwolnienie się z rozpaczy i/oczyszczenie swojej świadomości/... O Pierwsze - chodzi. Pamiętane mgliście. Potem tłumione. O Powrót chodzi. O to by zrozumieć. Czym jest to co kobiece i to co męskie. I to Trzecie. Rozumiejące. Widz. My. Zaproszeni przez aktorów do interakcji. Do myślenia, do bez-intelektualnego odkrycia. Podobnego do zrzucenia (zwyczajowych skojarzeń) o długiej spódnicy, tak przez wieki kultura patriarchalna widziała kobiety (wiedźmy-czyli-te-co wiedzą), ostatnich pamiętanych cywilizacji, okruch dawnej wiedzy...
/okruchy pyłu dnia/między/światami/przesypujesz...
            Teatr „Pod morwą” z Lubniewic. Tytuł spektaklu: „Na dworcu”. Opiekun grupy Aleksandra Górecka.
Dworzec. Ponadczasowy, ale ciężar bagaży jest prawdziwy... Pasażerowie czekają na pociąg, który się spóźnia. Ale nie nudzą się, także i my widzowie dobrze się bawimy. Starsze małżeństwo, z dominującą żoną, besztającą męża. Ich obładowana bagażami córka - dobra gra aktorska. Na pierwszym planie zapowiadaczka pociągów, siedząca frontem do widowni – chyba najważniejsza osoba na dworcu… I oczywiście Pani Konduktorka, słusznej postaci kobieta, lubiąca rządzić pasażerami – świetna rola charakterystyczna.
            Na dworcu sprzedają przekąski, niestety ciągle te same… Tak jak w życiu. Nic się nie zmienia. Pociąg nie przyjeżdża. My grzecznie czekamy. A urzędnicy – tu kolejowi – mają etaty… I o to chodzi.

Iwona Wróblak
listopad 2019












czwartek, 22 listopada 2018


POKOT III – Konfrontacje Teatralne

Niedziela. Ostatni, niestety, dzień tegorocznej Edycji P’OKOTU: czyli sPektakli, aktOrów, aKtywności, ruchu amatOrskiego - i warszTatów teatralnych, od których wydarzenie w trzecim Dniu P’OKOTU w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury się zaczęło.
           
            NIE MA LIPY– to nazwa Zespołu z Zielonej Góry, którym kieruje Robert Kuraś. Rzeczywiście nie ma tu tej, mówiąc kolokwialnie, lipy… Aktorskiej, warsztatowej, merytorycznej… Jest za to bardzo wysoki poziom artystyczny gry aktorskiej w wykonaniu tych młodych ludzi (wiek gimnazjalny czy licealny). No chyba… będą startować do szkół aktorskich – myślę??
Spektakl ma tytuł „Księżniczka na opak wywrócona”. Przedstawienie to (dla mnie) przede wszystkim – myślę – krótki sprint przez historię nowożytnego teatru europejskiego. Teatr elżbietański, średniowieczne jarmarkowe przedstawienia, późniejsze europejskie, w tym polskie, komedie i dramaty, polegające na przebierankach, wcieleniu się w role innych osób… Słuchając tekstu na myśl przychodzą – dramaty Szekspirowskie… Podobny, w tłumaczeniach stylizowany na XVI, XVI wieczny - język, wieloskładnikowe zdania, porównania i metafory, quasi poetyckie ornamentacje, jakie znamy z sentymentalnych, romantycznych dzieł literatury pięknej… Rasowa krwista komedia pomyłek, świetnie zagrana…
            Nie bardzo nadążamy – z racji języka – za rozwojem akcji, czyli kto się przebrał, za kogo, dlaczego i z kim chce się ożenić (i po co…). Gra aktorska uczestników jest maksymalnie uwypuklona, o kolejnych wcieleniach postaciowych mówią nam skąpe elementy kostiumu. To jest współczesne – ma na celu edukację w lekkiej formie, oswojenie się z trudnym językiem dawnych sztuk scenicznych. Nie ma ciężkich długich sukien czy brabanckich koronek na strojach męskich… Księżniczkowatość postaci Diany to króciutka kolorowa baletowa sukienka z tiulów na dżinsach… (tutaj - szortach). Przy okazji – suknia zdobi czy szpeci?? Pytania aktualne od zawsze, nie tylko dla kobiet. Aktor zakłada dany element kostiumu i zdejmuje go po wygłoszeniu kwestii, zasiadając w przerwach między wejściami scenicznymi – na widowni, która bierze udział w spektaklu. Teraz, będąc znowu blisko aktorów, wdrażamy się w trudny język poezji dramaturgicznej dawnych epok… Bardziej je, dzięki aktorom, rozumiemy… Język jest rubaszny i dosadny jak u… Szekspira… Logiczny i dotykający sedna ludzkich ułomności, i praw rządzących od wieków motywami zachowań.
            Jak zawsze w pastiszu dramatu, komedii sentymentalnej, chodzi o miłość i komplikacje z nią, miłością, związane. Nie można być przyjętym za męża-żonę, będąc sobą (bo to za proste…). Jak bywa w dworskich intrygach, możliwy jest też awans społeczny z nizin do salonów dworu książęcego, wystarczy się przebrać za swoją panią. Założyć – jak w karnawale - maskę. Przebrać się za kupca z dalekich stron jeżdżącego po dworach, powiedzielibyśmy dzisiaj – komiwojażera sprzedającego towary (naiwnym księżniczkom). Dużą rolę gra też osobista… bezczelność (dzisiaj powiedzielibyśmy: bezkompromisowość i brak kompleksów związanych z brakiem wykształcenia).
Galeria typów ludzkich jak w prawdziwej dorosłej sztuce. Włoska matrona w czarnym welonie, typ kobiecej drapieżnej modliszki, autorytarnej dewocyjnej baby, aranżującej związki małżeńskie, w którą wcielił się z dużym talentem Igor Przybyła (także w inne postacie; każdy z aktorów gra ich kilka – są bardzo plastyczni!).
Jest (niestety) aktorski obowiązek porwać księżniczkę… Czy pobrzmiewają tu echa Don Kichota i Sancho Pansy Cervantesa, czy mi się zdaje… Albo ta scena…  Pałacyk myśliwski między Mantuą a Parmą, miejsce romantyczne, czy romansowne… tu się dzieje akcja. Gilete – sprytna służąca, dwórka, postać znacznie bardziej ciekawsza dramaturgicznie niż jej pani Diana – pełna wątpliwości, związana konwenansami. Gilete jest o krok od zastąpienia Pani w roli narzeczonej księcia. Powikłania akcji są przeogromne, taka jest konwencja tego typu klasycznej sztuki i tak mamy się, myślę, czuć My – widzowie. Najważniejsze jest, że AKTORZY (Igor Przybyła, Aleksander Buchowiecki, Gabriela Śmiłowska, Oliwia Kolasińska i Ida Vavon) panują nad sytuacją. Teatr klasyczny nam się niewątpliwie stworzył pomiędzy sceną a krzesłami widowni, w niewielkiej stosunkowo przestrzeni. I poezja jest w nim prawdziwa. Jak kwestia wygłoszona przy końcu – wszystko śnione jest, wszystko ze snu (romantycznego). Jak Dramat i Scena.
Tak się robi prawdziwą sztukę.

            Grupa Teatralna STARE KUROWO. Spektakl pt. „Moralność Pani Dulskiej”. Instruktor Jan Mierzyński.
Współczesne kostiumy, współczesny problem – dulszczyzna… Wszechobecna i zawsze aktualna… Mieszczańska rodzina żyjąca z wynajmu kamienicy, troje dzieci, kucharka i służąca Hanka, która zachodzi w ciążę z paniczem Zbyszkiem – sytuacja nie tak rzadka w XIX wieku, kiedy panny z gminu służyły w domach. Zadośćuczynieniem ze strony Dulskiej ma być kwota pieniężna, która ma skłonić Hankę do wyrzeczenia się roszczeń alimentacyjnych wobec rodziny Dulskich.
            STÓŁ rodzinny w salonie (saloniku) jest centrum akcji. To w Jego Obecności, czyli dla Rodziny, rozmawia się, a raczej wrzeszczy, o rodzinnych sprawach – w trosce, by sprawy niekoniecznie moralne nie były przedmiotem plotek… Tu się strofuje Hesię i Melę, dwie nastoletnie córki Dulskiej, by ćwiczyły lekcje na pianinie, wypytuje Zbyszka o jego nocne eskapady w klubach. Senior Felicjan Dulski krąży wokół Stołu w ramach spaceru do kościoła, milczący i zrezygnowany, uciekający (zwyczajem mężczyzn…) od krzyczącej wiecznie żony. Bo Dulska krzyczy – nie mamy dla niej wyrozumiałości, hipokryzja i obłuda, ciasny drobno mieszczański etos – z tym nam się kojarzy ta postać.
            Nikt nie chce się wyrwać z dulszczyzny. Ciotka dziewczynek namawia Zbyszka, żeby jednak nie żenił się z Hanką, ten po namyśle ustępuje, nie widzi dla siebie wyjścia poza kołtuństwo - bo urodził się w nim, w tym kołtuństwie.
Mela ucieka w melancholię i migrenę, Hesia będzie naśladować Zbyszka. Kołtuństwo nie zawęża się tylko do mieszczaństwa, ciotki Hanki twardo optują za odpowiednio dużą kwotą dla niej, by ta miała zabezpieczenie finansowe na całe życie. Jedynie Hanka zachowuje honor, nie obiecuje, że jej dziecko zrezygnuje z praw do dziedzictwa Dulskich, jak dorośnie.

Rada Artystyczna Ogólnopolskich Konfrontacji Teatralnych P’OKOT 2018, których organizatorem było Regionalne Centrum Animacji Kultury, we współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury, w składzie: Ida Ochocka – aktorka i instruktor teatralny, Robert Czechowski – dyrektor Lubuskiego Teatru im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, Roman Krzywotulski – dyrektor Żarskiego Domu Kultury, założyciel i animator „Teatru Drewniana Kurtyna”, postanowiła jednogłośnie uhonorować wszystkie prezentacje teatralne, nadając im Laur Zwycięzcy oraz przyznać nagrody finansowe ufundowane przez Regionalne Centrum Animacji Kultury, statuetkę, dyplom potwierdzający otrzymany tytuł. Rada podziękowała Zespołom, instruktorom, pedagogom i opiekunom artystycznym za udział, za trud i wysiłek włożony w przygotowanie. Wręczono specjalnie przygotowane drewniane deski z grawerem. Bony upominkowe do księgarni BESTSELLER, ufundowane przez Starostę Międzyrzeckiego, otrzymali: KODOROŚLI, spektakl pt. „Siostry”, Julia Perzyńska, spektakl pt. „Ojczyzna moja jest prosiaczkiem” i  Teatrzyk Zielona Gęś, spektakl pt. „Efemeryczny Smok”.
Patronat Honorowy nad wydarzeniem sprawowała Marszałek Województwa Lubuskiego Elżbieta Anna Polak, Narodowe Centrum Kultury, Starosta Międzyrzecki, Burmistrz Międzyrzecza, Instytut Teatru i Sztuki Mediów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wortal teatralny E-TEATR.PL prowadzony przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. P’OKOT odbywał się w ramach Samorządowych obchodów 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Iwona Wróblak
listopad 2018
















środa, 21 listopada 2018


Konfrontacje II - w ramach POKOTU

            Konfrontacje II czyli Drugi Dzień ogólnopolskich spotkań teatralnych w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury. SPektakle, AktOrzy, AKtywność, Ruch AmatOrski i WarszTaty, czyli P’OKOT; łącznie obejrzymy 13 przedstawień. Drugi - z trzech zaplanowanych – dni maratonu spektakli w wykonaniu zespołów amatorskich, z udziałem dorosłych i młodzieży. Kolejny dzień wymiany doświadczeń, konsultacji instruktorskich.
            Pracownia Teatru Tańca _ADEPTS z Zielonej Góry. Tytuł spektaklu „ IUNICHAIN”. Działają w strukturach Młodzieżowego Centrum Kultury i Edukacji w Zielonej Górze pod kierunkiem Marka Zadłużnego - choreografa, dyplomowanego artysty tancerza, pedagoga, teoretyka tańca. Zadłużnego jeszcze szobaczymy tańczącego osobiście, razem ze swoimi uczniami. Styl w tym spektaklu nazywa się: improwizacja strukturalna… Jest dynamiczny, kreatywny…
            Jedynym elementem scenografii, poza aktorami-tancerzami, jest łańcuch… Używają go, kreują, „ogrywają”, jak to się mówi w dialekcie scenicznym. Muzyka jest poza planowym elementem scenicznym, obok ciała aktora. Buduje nastrój. Zmienia narrację. Zaklęte, i uwolnione zaklęciem ruchu (tanecznego) emocje wewnątrz człowiecze, fizyczne – strukturalne…
Epizody z życia ciała ludzkiego. Przesiąkają w umysł, który tutaj zdaje się być drugoplanowy… Uwiązani w ciele jak w łańcuchu. Łańcuch ich nie wiąże, związuje – ONI (jego, tego łańcuszka) się trzymają! Konstytuuje ich ten element fizyczności – społecznej, osobowej, poza nim wszystko zdaje się być efemerydą, jak refleksy świetlne, komputerowe obrazki geometryczne, piksele, na które rozdrobniony jest świat… Odbiór świata. Patrzymy nań jak maszyny… Bardzo skomplikowane układy scalone, ale jednak – umaszynowione jednostki, niekompletne pod względem oprogramowania. Chaotyczny, niekoordynowany wydawałoby się, do końca, ruch, każde drgnienie mięśni i wiązadeł wydaje się być wektorowo niespójne z całością… Katastroficzna być może wizja… artystyczna wizja. Wizja kultury-cywilizacji, która nie jest całością…
Przemyślenia… I warsztat młodych tancerzy, godny uwagi. Ich giętkość, plastyczność… Spektakl warty obejrzenia.
Na sztalugach w holu MOK można napisać swój komentarz do przedstawień, pod tytułem: Zostaw miłą wiadomość dla zespołów. Przedni pomysł!  Na wielkiej karcie, przygotowano nawet mazak. Dopisuję – SUPER! – obok  _ADEPTS!

Po krótkiej przerwie – na pracę przy zainstalowaniu się następnego zespołu – kolejne widowisko. Teatr ZZA WINKLA z Zielonej Góry. Tytuł spektaklu „Zmysł(y)”. Założycielem grupy jest Kamila Winkler. Bestia i niewinna Róża, w której kocha się ta (Ten) pierwszy. Czerwona sukienka Róży i czerwony (wielki) kwiat róży, który jest przedmiotem pożądań otoczenia. Macki rąk – (w niebieskich chirurgicznych rękawiczkach) otaczają pożądliwie kwiat, chcą go dla siebie… Macki-ręce są klakierami, powtarzaczami kwestii, diabelicznymi NIKTtami, o połowach twarzy (zaledwie) części maski… Róża nie może bez niego, czerwonego kwiata, żyć, odseparowana od tego symbolu ma trudności z oddychaniem… Wydaje się być bezbronna… Zwłaszcza że z góry, z wielkiego Zydla (tronu boskiego?) patrzy na nią Bestia, pozornie górująca siłą i mocą nad światem spektaklu…
Czy Róża chce odpędzić Bestię? Bo ta (ten) – jest bestiowata… Brzydka, odpychająca, czyli zła… Nie mówi, że chce To zrobić… Chyba nie chce. Czy ją Best fascynuje. Jako męskoosobowy? Noo – nie jest jej obojętny… JEGO jej dobro-miłość (może Czerwoność…) fascynuje na pewno. Uzyskują imiona – za sprawą ich wzajemnego uczucia, które implikuje wydarzenie ich ciągłego zbliżania się do siebie. Miłosnego zbliżania… Dodaje mu mocy mianowanie przez Bestię krwistoczerwonej Róży – królową… Jej natomiast Jego zainteresowanie daje poważanie wśród NIKTów, sług Bestii. Tłum pochlebców zgiętych wpół, przedtem dręczących ją mackami… Siła Róży, siła miłości, która reprezentuje, daje IM, maskowiczom, moc zmycia szkaradności – makijażu z twarzy Bestii. Staje się piękniejszy, takim go czyni uwaga, milcząca uważność, z jaką patrzy na Niego Róża. Jej (życzliwe) zainteresowanie Szkaradnym. Miłość daje mu siłę dobra…

Teatr CHLEBOJADY z Zielonej góry. Tytuł Spektaklu: „Kocham cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz”. Natasza prawie całe swoje życie spędziła w radzieckim bidulu – po tym jak jej matkę zabił ojczym… Jak to z dziećmi z sierocińca bywa, zawsze pragnęła zainteresowania, za co odwdzięczyłaby się wielkim oddaniem i miłością… Za takie ma uwagę, jaką jej poświęca reporter z lokalnej gazety - Walery, który napisał o niej artykuł, kiedy skoczyła z trzeciego piętra. Dziewczyna przeżyła, chociaż po wypadku leżała w szpitalu w śpiączce, i tam ją pierwszy raz odwiedził dziennikarz Walery… 
Z oparów szpitalnego uśpienia jej osoba wynurza się, jak z szelestów gazety. Budzi się. Walery to – dla Niej – nowe życie. I (chociaż – gazetowa…) miłość... Której tak mało dotąd doznała.
Życie w Domu Dziecka nie było łatwe, wychowawczyni w niczym nie przypominała kochającej matki, a koleżanki – oddanych sobie sióstr. Dla niej są jak marionety – w spektaklu tak się poruszają – zawistne, zazdrosne i złośliwe. Ostateczny cios zadaje jej jednak sam Walery. Dla niego pozostanie jedynie tematem do artykułu o medialnym wydarzeniu, skoku (samobójczym?) z trzeciego piętra. Dziewczyna pała zemstą za jego zdradę – którą jest brak miłosnego zainteresowania nią, unikanie, a potem – spotkanie go w parku z inną dziewczyną, którą ten całuje. Czy Natasza podniesie się po tej zdradzie? Nie wiemy. Na razie widzimy moc jej nienawiści do Walerego-do Świata, ogrom cierpienia osoby zdradzonej. Porzuconej. Po raz któryś – miłości odrzuconej przez drugą osobę.

Teatr CZYLI CHILI z Zielonej Góry. Tytuł spektaklu: „Amor deliria nervosa”. Instruktorem grupy jest Anna Olechnowicz – Lachowska. Życie (nastolatka, potem też dorosłego człowieka…) to wieczny egzamin… I to nie z rzeczy najważniejszych. Test nim jest – dzisiaj popularna, i nie mówiąca wiele o kwalifikacjach – jego forma. Tutaj w formie quasi psychologicznego testu, mającego jakoby definiować charakter testowanego. Pytania: Jaki kolor lubisz, jaką książkę lubisz, dlaczego tę książkę??? Scenografię stanowią Drzwi, które mają otworzyć wejście to jakiegoś… wtajemniczenia? Dorosłego życia…?
Egzamin. Ręce macające. Dotykające w obleśny sposób. Natarczywy. Jak tępawe testy psychologiczne. Czy się nadajesz do miłości? Amor deliria nervosa. To rodzaj choroby – psychicznej? Wymagającej leczenia? Jeżeli zagadnieniu przyjrzeć się z punktu widzenia psychiatrycznego?... Amor rozpięty jak motyl w wiwisekcji poznawczej ludzi w białych kitlach. I niedefiniowalny, w mistycznym rytuale spotkań kochanków, ich dotknięć, pierwszego momentu objęcia drugiej osoby. Pięknie zagrane w sztuce są te momenty. Ich, kochanków, odwaga zrezygnowania z lęku i bojaźni przed odrzuceniem. Akt, na którą wielu nie stać – i to staje się przyczyną, rzeczywistą, wielu zaburzeń psychicznych. To są właśnie DRZWI, przez które nie potrafi się przejść… 4 faza śmiertelna, jak mówią tu psychiatrzy, to - też czasami się zakochujący w sobie lekarze w kitlach… Zaufanie jest kluczowe – otwarcie zupełne na drugiego człowieka.
Drzwi, które trzeba otworzyć… Co jest Bardzo Trudne… To intymny moment, to wejście. Nawet Rodzice bywają niefajni, kiedy z wrzaskiem próbują je sforsować, wdzierając się nieudolnie w świat pokoju-azylu (od nich, od rodziców?) swojego Dziecka… 

            Ostatni spektakl w drugim dniu Konfrontacji. Pracownia Teatru Tańca z Zielonej Góry. Spektakl pt. „Stamina”. Reżyseria i choreografia Marek Zadłużny.
Jedna i wiele ich (postaci-tancerzy). Wyosobniona jednostka, wobec grupy. Na telebimie wielka kula – może Marsjańska? Nie jest błękitna… Jest skalista. Tancerze są powiązani ze sobą, jakby w jednej przestrzeni i czasie, niewidzialnymi nićmi. Wiedzą wszystko o swoim ruchu, są odzwierciedleniem innych zachowań - figur tanecznych. Cienie na tle ściany… Rzeźby ciał. Dynamiczne. Mają ze sobą powinowactwo, może są tej samej płci? Bijące tętna serc, kardiogram. Disco polo z serc wyrwane. Autentyczna muzyka. Świat jest ze sobą połączony. Złączony w sieci oddziaływań słabych i mocnych. Jak fizyka ciał niekoniecznie stałych. Ave Maria – muzyka drga na wszystkich poziomach. Tych najwyższych.

Iwona Wróblak
listopad 2018





















poniedziałek, 19 listopada 2018


POKOT Pierwszy…

P’OKOTU, czyli sPektali, aktOrów, aKtywności, ruchu amatOrskiego, warszTatów, Dzień Pierwszy. Pierwszy dzień Ogólnopolskich Konfrontacji Teatralnych P'OKOT, zorganizowanych przez Regionalne Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze, we współpracy z Międzyrzeckim Ośrodkiem Kultury. Trzydniowego spotkania twórców teatru, aktorów, pedagogów i artystów. Działaczy ruchu amatorskiego.
W roku 2018 P’OKOT jest organizowany w ramach Samorządowych obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie jest objęte patronatem honorowym przez Narodowe Centrum Kultury, Marszałek Województwa Lubuskiego, Starostę Powiatu Międzyrzeckiego, Burmistrza Międzyrzecza, Instytut Teatru i Sztuki Mediów UAM.
Rozpoczęto od występu gościnnego naszego Zespołu Tańca TRANS 1A, w pięknej choreografii „Niepodległa”. Zaczął się maraton spektakli, po każdym – rozmowy, konsultacje…

Jak zachęcić do czytania literatury XIX wiecznej? Może zaprosić czytelników-widzów do wnętrza książki? Uchylić ciekawskim rąbka tajemnicy umysłów XIX wiecznych ludzi, przyjrzeć się, w jaki sposób myśleli, co czuli – by dostrzec oczywiste podobieństwa z NAMI? Z kobietami. Z Kobietą, jaką Ona jest – od zawsze…
Nie wiem, czy to było celem sztuki pt. Siostry” wystawionego przez Zespół „KODOROŚLI” z Dębna, woj. zachodniopomorskie. Ale potrafiąca czasem nużyć rozwlekłość, niewspółczesność relatywnej, lekturowo – szkolnej, psychologizującej literatury ubiegłego wieku stała się, dzięki formule teatru, w którym widz jest wkomponowany w scenę, może bardziej strawna?…         
Trzy odtwórczynie pełnokrwistych postaci rodem ze sztuk A. Czechowa, które nie są zawodowymi aktorkami – to z zawodu nauczycielki (języka polskiego i informatyki), także prywatnie - siostry rodzone, co, myślę, ułatwiło im wcielenie się w role… Kobietami są od dawna, teraz dostały dobry scenariusz i świetną opiekę reżysera Anatola Wierzchowskiego.
O Kobiecie – rzecz. O rosyjskiej kobiecie, tęskniącej (w XIX w.) za kosmopolityczną Moskwą i towarzystwem przystojnych rosyjskich panów oficyjerów, jak powiedzielibyśmy z polska… Kobiety (w tamtych czasach) wyemancypowane, Irina jest nauczycielką – tęskniącą za miłością – ale obawiającą się (ma 24 lata) staropanieństwa (może dlatego, że taka wykształcona…), co nam się wydaje dzisiaj zabawne – ładna, młoda, inteligentna, wrażliwa, ciepła kobieta – a jednak… Budzi to w Nas, widzach, sympatię. Dzisiaj też tak bywa, że wartościowe kobiety pozostają długo same, to znaczy - bez męża…  
Siedzimy na krzesłach-widowni, która jest częścią Sceny (właściwie jesteśmy na scenie – tak skonstruowany jest spektakl), możemy oglądać guziki na ich sukniach z XIX wieku, wysoko upięte modne wtedy fryzury… Pryska na nas woda w balii, która jest centrum tego przedstawienia. Masza (również niezamężna – 28 lat, nauczycielka) pierze w niej prawdziwe łaszki, w prawdziwej wodzie, potem płucze się w niej, w tej balii, szklanki po (rosyjskiej herbacie – z małego samowaru), przekąska zagryzana ciasteczkami, czy rodzinny z siostrami obiad, który Masza zazwyczaj gotuje dla sióstr. Chodzą w koło tej balii jak wokół centrum swojego wszechświata rodzinno-społecznego, ich codziennego sacrum myśli i marzeń, i zwierzeń siostrzanych. Jest – ta przestrzeń między balią a nami - Widzami, częścią milczeń – kiedy zapada sceniczna ciemność i kobiety w swych długich sukniach stoją odwrócone do centrum-balii plecami. Milczeń na temat wszystkiego tego, czego nie da się powiedzieć – mimo obszerności tekstu scenicznego, co wiemy ze sztuk Czechowa, z prozy Dostojewskiego i innych, kiedy słyszymy rosyjskie melodie... I z tego, co wiemy o Nas Samych (z naszym genetycznym pokrewieństwem w obrębie Słowiańszczyzny), o naszych dziewczyńskich marzeniach o miłości, o przystojnym oficyjerze, szarmanckim i prawiącym komplementy, który nas, być może, porwie, w kolasie czterokonnej, albo porwie na balu do walca, czy coś w tym rodzaju... Rozkocha… i się ożeni…
O obowiązku – mówi Masza, bardzo przekonująco – wyjścia za mąż. Spełnieniu swojej kulturowej roli żony (matki), narzuconej przez wielosetletni patriarchalny system społeczny, któremu są posłuszne nawet (w większości) wykształcone i emancypowane (po mieszczańsku jednak, bez przesady) nauczycielki… Jak się okazuje – także, po prostu, kobiety… Dodam – kobiety miotające się w swym małych i wielkich dramatach. Rozmawiające o mężczyznach – nieobecnych…
Dziełem aktorek są wykreowane przez nie bardzo sympatyczne postacie, mimo zaburzeń nerwowych jednej z sióstr, którą małżeństwo z majorem rozczarowało. – Zamknęli duszę jak fortepian i zgubili klucz do duszy – w piękny poetycki sposób mówi o swych udrękach. Ma jednak siostry, ma w nich ostoję… przychodzi do nich, piją przysłowiową rosyjską herbatę. Właśnie tak, z ciepłem człowieczym, siostrzanym, wschodnią uczuciowością, nam się kojarzą rosyjskie, czy ukraińskie, kobiety, koleżanki z pracy, znane z kontaktów współczesnych. Kandydatki na dobre posłuszne żony, jak mówią obcokrajowcy…
Miło jest patrzeć na tę sceniczną rodzinkę. Kiedy w końcowej scenie, w po-milczeniu przedpodróżnym siadają na kufrze. Kiedy w naturalny sposób rozpinają się z rzędów guzików sukiennych - gorsetu sztafażu scenografii XIX wieku, i wchodzą do owej balii… My też jako widzowie  czujemy się rodzinnie – gospodarze dopuszczają nas do swoich ablucji. Jesteśmy więc częścią tej Rodziny. Rosyjskiej, słowiańskiej…  Lżej jest żyć Irinie, która już nie wyjdzie za – niekochanego przecież – barona (zginął w pojedynku), i obowiązku kobiecego, jak mówi jej siostra – nie wypełni… Trzeba żyć i wykąpać się przed podróżą… Czy jest to podróż do mitycznej Moskwy, miejsca ich dzieciństwa, czy też w nową wersję siebie…

Po spektaklach ciekawe spotkanie z instruktorem tańca ludowego. Lubuski Zespół Pieśni i Tańca im. Ludwika Figasa, w strojach ludowych i szlacheckich. Taneczny wieczór z Niepodległą. Michał Kiszowara, instruktor tańca ludowego - w mundurze ułana, z czakiem z orłem i napisem 4 – czyli 4. Pułk Ułanów, na głowie. Partnerka w sukni polskiej szlachcianki, według ówczesnej dworskiej mody francuskiej i angielskiej. Dwoje młodych tancerzy w strojach krakowskich. Tańczyć będziemy – zaproszeni są widzowie – tańce polskie: poloneza, krakowiaka, mazura oberka i kujawiaka. Akompaniował Grzegorz Łukaszewicz.
Polonez czyli „chodzony”. Taniec korowodowy wywodzi się ze środowisk wiejskich. Z czasem stał się, po stylizacji, tańcem szlacheckim, z klasyczną figurą polegającą na ugięciu kolana. Zupełnie inny jest mazur. Bardzo dynamiczny, ognisty. Dość trudny, wymagający znajomości wielu figur tanecznych. Tańczyliśmy jeszcze wiejskiego kujawiaka, który bywał muzyczną inspiracją dla wielkich kompozytorów polskich…
            Strój krakowski. Dziewczyna ma na głowie wianek, co świadczy o jej panieńskim stanie. Mężatki miały na głowie czepiec, który zakładano pannie młodej podczas oczepin. Szyję dziewczyny zdobią czerwone korale na kryzie. Serdak był ręcznie wyszywany. Spódnica jest kwiecista, z tiulowym fartuszkiem. Tancerz na głowie ma czapkę krakowską z pawimi (takimi jakie zgubiono w „Weselu”) piórami, magicznie czerwony akcent w stroju tancerza (podobno kolor odganiał złe moce) to wstążka po szyją. Kaftan zdobił pas z kółeczkami. Spodnie są niebieskie, pasiaste. Do tego skórzane buty z cholewkami...  

Iwona Wróblak
listopad 2018