Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stowarzyszenie Z pogranicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stowarzyszenie Z pogranicza. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 listopada 2019


O śmierci, obrządkach pogrzebowych, albo ich braku...


            Sala starościńska w Muzeum im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu. Spogląda na  nas ze ścian, jedna z największych w Polsce, kolekcja portretów trumiennych, po wojnie, staraniami pierwszego dyrektora Muzeum Alfa Kowalskiego, ocalonych przed rozkradzeniem, wywiezieniem.  Zbiór cennych zabytków  jest adekwatną ilustracją do tematu sesji historycznej: „ Na pograniczu światów”.
            Gościmy ze Stowarzyszenia „Pogranicze”, skupiającego pasjonatów i badaczy historii z Sierakowa, Międzyrzecza, Pszczewa, Międzychodu:  Karolinę Korendę – Gojdź i Katarzynę Sztubę – Frąckowiak z Pszczewa, Artura Paczesnego, historyka zatrudnionego w muzeum w Międzychodzie.
Czas jest listopadowy. Sprzyjający zadumie, refleksji, nad zagadnieniami sepulklarnymi. Co najmniej homo neanderthals, jak wynika z badań, posiadał, w swoich zachowaniach społecznych, obrzędy - zwyczaje pochówku członków gromad, o wcześniejszych czasach, między potopami, zimami nuklearnymi, niszczącymi faunę i florę, być może związanymi z cykliczną aktywnością superwulkanów, nic nie wiemy... 
            Karolina Korenda – Gojdź mówiła o zagadnieniach demograficznych w referacie „O śmierci dzieci i matek na podstawie pszczewskich akt zgonów z XVII – XIX wieku”.
            „Kobieta w ciąży jedną nogą do grobu dąży”... Smutna rzeczywistość stanu opieki zdrowotnej w minionych wiekach. Poród i połóg był okresem niebezpiecznym dla zdrowia i życia kobiety. Ponadto kobieta była wtedy, w myśl zasad religii chrześcijańskiej, „nieczysta”. Paradoksalnie dogmaty religii mogły ją chronić przed infekcjami. Może to spadek po nie dającej się tak łatwo wyprzeć z pamięci społecznej, liczącej tysiące, może dziesiątki tysięcy lat, tradycji samopomocy kobiet (mudrych, mądrych, dzieciobiorek) pełniących funkcje podobne do roli dzisiejszych lekarzy, położnych, w czasach, zanim mądre zaczęły płonąć na chrześcijańskich stosach... Funkcje nie tylko medyczne, także wspólnotowego wsparcia, obrzędowego przyjęcia nowo narodzonego dziecka do społeczności (w tradycji wielkopolskiej: kładzenie dziecka na ziemi, by (bogini?) je przyjęła, i późniejsza tradycja: przekazywanie dziecka ojcu; dotykanie główką powały (Bogu-ojcu wysokiemu Niebieskiemu). Słabym echem minionej dawno epoki matriarchalnej był być może przesąd-zakaz przechodzenia pod linkami z supełkami (zapętlenie pępowiny przy porodzie), zakaz podnoszenia w górę rąk (odpowiadający obawie o zbyt wczesne wywołanie akcji porodowej). 
            Według statystyk w omawianym okresie śmiertelność dzieci do 1 roku życia sięgała 35 %.  Śmierć noworodka, małego dziecka, była tak częsta, że należało się z tym „naturalnym” (Bóg dał-Bóg zabrał) wydarzeniem po prostu pogodzić (wola Boska)...  Mała dusza nieochrzczona nie trafiała wprawdzie do chrześcijańskiego piekła, ale do nieba także nie, i czyśćca, znajdując swoje miejsce w przestrzeni odrębnej (cierpieć nie będę, Boga oglądać – też nie, ale nie oszczędzone mi będzie słuchanie potępieńców). Do 2006 r. obowiązywała koncepcja  pochówku  limbusza (z łac. okraj, skraj), z mszą żałobną odprawianą przez księdza w białej komży, z ubranym na biało dzieckiem w trumience, z główką w wianeczku z kwiatów i ziół.
Kobieta, która umarła z dzieckiem nienarodzonym, wyprutym z jej łona (wyjętym w celu „pokropku”), owiniętym płótnem i zakopanym w ziemi, nie miała prawa być pochowana na cmentarzu, jak – chrześcijanie... Chowano ją pod cmentarnym płotem, na skraju lasu, w okolicach jej domu lub w pobliżu przydrożnego krzyża. Aborcja była karana bardzo surowo, tak jak za dzieciobójstwo – przez zakopanie żywcem, przebicie kołkiem, „jak wampira”, utopienie (prawo magdeburskie), przeciągnięcie przez płomień, biczowanie, rozebranej do pasa, rózgą.  Inną dotkliwą karą była banicja ze wsi. Osoba, która chciała pomóc skazanej, karana była „na gardle”.
            Do 6. tygodnia po urodzeniu dziecka położnica pozostawała „nieczystą”. Nie wolno jej było chodzić na mszę do kościoła, piec chleba, doić krowy, składać wizyt, musiała uważać, by nie przekroczyć progu, i mieć przy sobie coś metalowego, bo metal chronił „przed Złym. Zakaz wstępu na cmentarz, z racji tego, że płytko kopane groby były siedliskiem bakterii, chronił ją przed zakażeniem. 40 dni po porodzie następowało rytualne oczyszczenie „nieczystej”. Przy chrzcie swojego dziecka matka nie miała prawa być obecna, chrzcił je ojciec. Kobiety często umierały w połogu, statystyki mówią o wieku 30. roku życia. Położnice nie miały prawa do pochówku w obrębie cmentarza. Chowano ją za płotem, za obejściem, jak zwierzę.
             W następnych grupach wiekowych, aż do osiągniecia dojrzałości, śmiertelność była równie duża. Jan Kochanowski opłakiwał w „Trenach” swoją 30. miesięczną Urszulkę, nie zawsze było to dane tysiącom dzieci chłopskich, chowanych pod cmentarnym płotem, ich bezimienna śmierć miała często znaczenie zbliżone utracie zwierząt gospodarskich... Podobnie, w patriarchalnym społeczeństwie, rzecz się miała z ich chłopskimi matkami, umierającymi w połogu, które tak karano za ograniczenie przyrostu naturalnego – niczym straty gospodarcze w inwentarzu, na równi ze stratą wśród krów czy świń, dobra folwarcznego... Mówi się, że niewolnictwo pańszczyźniane mści się do dzisiaj zakonotowanymi postawami dużej części społeczeństwa (duch chłopa pańszczyźnianego), obojętności wobec działań obywatelskich, prospołecznych, głęboko zakorzenionej nieufności wobec każdej władzy...
            Tradycja, wsparta ideologią chrześcijańską, kobietę w ciąży uznawała za „nieczystą”(zgrzeszoną), skalaną złymi (diablimi-związanymi z biologią, z ciałem) mocami.
Religia chrześcijańska narzuciła prymat swej ideologii człowiekowi od narodzin. Chrzest, czy tylko tzw. „pokropek”, był warunkiem, by nadać człowieczemu noworodkowi prawo do wspólnotowego pochówku. Instytucja tzw. chrztu z pragnienia zakładała „naturalną” chęć znalezienia się w gronie wyznawców Chrystusa. Można było też dostąpić statusu bycia chrześcijaninem poprzez męczeńską (za wiarę) śmierć.
W przypadku spodziewanej rychłej śmierci noworodka chrzczono z tzw. „wody”, niekoniecznie w kościele, także w domu u położnicy, dziecko w ten sposób ochrzczone nie zawsze było odnotowane, jako urodzony w parafii człowiek, w księgach metrykalnych.
            Epoka nowożytna, industrializacja, uprawa ziemniaków, znacznie polepszyła warunki życia ludności. W XVIII wieku, wraz z rozwojem świadomości higieny ciała, wygasły dziesiątkujące ludność Europy epidemie dżumy. Cholera nie zbierała już tak obfitych żniw śmierci.
            Artur Paczesny, Paweł Głogowski, z Muzeum Regionalnego w Międzychodzie. Badania interdyscyplinarne mówią o historycznych związkach, wspólnocie dziejów regionu obejmującego okolice Międzychodu i Międzyrzecza. Cechą charakterystyczną omawianego terenu jest duża zasiedziałość wspólnot narodowych, świadomość społeczna, czy pamięć pokoleniowa, że leżą tam nasi ojcowie.
            Badania archeologiczne obejmujące prawy brzeg Warty wykazały istnienie cmentarzyska grobów popielnicowych kultury łużyckiej okresu halsztackiego, sprzed około 800 r. p.n.e. Nowoczesna technika daje wiele możliwości – stawiania dalszych pytań...        Programy informatycznej obróbki zdjęć z satelity, z dronu, nałożone na skan mapy z 1817 r. wykazały negatywy przyrodnicze, cykliczne zmiany klimatyczne (powódź w XIII wieku, która zalała cały Poznań). Laserowe metody obrazowania odzwierciedlają rzeźbę terenu bez roślinności, na obrazie wyłoniły się konstrukcje drewniane na palach, domostwa neolityczne, o wymiarach 40 na 50 m., ziemianki i piwnice, gdzie przechowywane były zbiory. Pokazał się kształt dawnego starorzecza, w procesie naturalnego meandrowania Warty, zmian jej koryta, i jej sztucznego „prostowania”. Wprawne oko może odczytać zmiany w środowisku, w jego szacie roślinnej, wyraźnie odcinają się od terenu ciemniejsze, proste linie intensywniej porastającej roślinności - próchnicze ślady po zalegających w ziemi resztkach bali drewnianych.   Widoczne na mapie podłużne wzniesienie, blisko 100 m., nazywane Górką zamkową, Grodziskiem, to cmentarzysko megalityczne, na którym nawarstwiały się pochówki z epok późniejszych. Z czasem ulegało ono zniszczeniu będąc przez wieki (król pruski zachęcał poddanych do pobierania stamtąd kruszywa) rezerwuarem kamienia i piasku, także współcześni „pasjonaci-poszukiwacze”, poprzez dziką eksplorację niszczyli resztki historycznych megalitów, kurhany czy pola popielcowe, napotkane pozostałości dawnych warowni. Zatarte zostały, na szczęście nie całkiem, ślady megalitycznego grobowca  sprzed 3.500 lat, popielnicowego cmentarzyska obrządku całopalnego. Wazy z prochami ze stosu całopalnego kryły też, w workach płóciennych, resztki ofiarnych ziaren, miodu.  Co ciekawe, podłużny kształt (symbolizował DOM) cmentarzysk Słowian, np. grobowce kujawskie, skierowany ku północy miał nachylenie pod kątem 16 stopni, w ślad, jak twierdzi jedna z teorii, za wędrującym ziemskim biegunem magnetycznym.
            Międzychód był ośrodkiem myśli luterańskiej. Także ośrodek włókienniczy – czarny kir używany do pochówków być specjalnością międzychodzkich rzemieślników. Pompa funebris  znajdował się w ogrodzeniu zamkowego kościoła ewangelickiego, usadowione we wnękach muru rokokowe płyty nagrobne z XVIII wieku, niedawno uwolnione od tynku, zasłaniającego je od lat 60.-70. (polityka tabuizacji zabytków niemieckojęzycznych). Płyty należały do niemieckiego patrycjatu; burmistrzów, sędziów, mieszczan, jest 6. dzieci pastora. Nagrobki dziecięce z aniołkami, rogami obfitości (czyli dobrem, którym obdarza Bóg). Laury i wawrzyny, róże – protestanckie symbole Chrystusa. Naturalistyczne wyobrażenia szczątków ludzkich, pamięć o epidemiach dżumy. Inskrypcje, kartusze, klepsydra, świeca, gromnica, korona żywota ludzkiego, kosa śmierci, chorągiew pogrzebowa. Czaszka i akant na każdym zabytku. Nekropolity m.in. rodu Unrugów. Najmłodszy z zabytków pochodzi z 1840 roku. Na płytach herby okolicznych rodzin, mających swe posiadłości w okolicach Międzyrzecza i Międzychodu.
            Katarzyna Sztuba-Frąckowiak „ Postawa personelu Obrawalde (Obrzyce) wobec pacjentów zamordowanych w Akcji T-4”.
Do likwidacji w Obrawalde były przeznaczone osoby „nie wykazujące, w długotrwałym leczeniu, poprawy zdrowia”, jako „bezwartościowi pożeracze chleba”, który można by przeznaczyć na wyżywienie niemieckich rodzin.
W XIX i w na pocz. XX wieku osiągnięcia psychiatrii niemieckiej były w Europie wzorem dla innych. Dojście do władzy NSDAP faktycznie cofnęło tę naukę do epoki średniowiecznej. Humanistyczne podejście do człowieka zastąpił tępy darwinizm promujący wąsko pojęty dobór naturalny. Prym zaczęła wieść, wpajana już w szkołach, ideologia „higieny rasy”, zasady eugeniki, w myśl której prawo do życia mieli mieć tylko piękni, mądrzy i tzw. wartościowi. Zaczęły powstawać Lebensborn, miejsca, gdzie zmuszano kobiety do rodzenia dzieci poczętych z esesmanami, osobami w typie nordyckim, aby wyhodować rasę „nadludzi”. Rasy nieużyteczne dla Rzeszy niemieckiej miały zniknąć, by nie zabierać „nadludziom” przestrzeni życiowej i pożywienia.
            Początkowo idea Akcji T-4 (nazwa pochodzi od ulicy Tiergartenstraße 4 w Berlinie, gdzie powstał pomysł Akcji T-4, obecnie jest tam muzeum ofiar eutanazji) w Niemczech w początkowym okresie ostatniej wojny wzbudziła silne protesty w środowiskach chrześcijańskich – katolickich i protestanckich, mordowano m.in., inwalidów, weteranów z I wojny światowej. Osoby przeznaczone do likwidacji, pacjentów szpitali psychiatrycznych, przywożono do szpitali położonych na wschodnich krańcach ówczesnej III Rzeszy.
            W kulturze europejskiej, niemieckiej, wielką uwagę przywiązywano do należytego pochówku osoby zmarłej, wierzono, że za niedopełnienie obrządku pogrzebowego mogła spotkać kara ze strony duszy zmarłego. Aby pochówek był właściwie przeprowadzony, ciało należało obmyć, ubrać w najlepsze ubranie (mundur) i ułożyć w trumnie. W Obrawalde nie zapewniano zmarłym żadnego z tych warunków, w odróżnieniu od  pogrzebów „zwykłych” Niemców, wobec których cywilizowane formy szacunku dla osób zmarłych były nadal w Niemczech kultywowane.
            W czasie, gdy w 1940 r. dyrektorem szpitala Obrawalde został, niebędący lekarzem psychiatrą, członek NSDAP Walter Grabowski, zasadniczej zmianie uległa forma opieki nad pacjentami szpitala, zaprzestano prowadzenia dotychczasowych sposobów leczenia, terapii poprzez pracę - w Obrawalde dotąd notowano duży odsetek osób powracających do zdrowia.  Grabowski odsunął szanowanych specjalistów, psychiatrów, pielęgniarki, osoby sprzeciwiające się idei eutanazji osób nie rokujących sprostaniu zadania pracy dla Rzeszy. Mord zlecano personelowi szpitala, została im wydana broń. Obowiązywał zakaz komunikowania się między oddziałami i zachowanie się tajemnicy. Nie wszyscy zatrudnieni godzili się na nowe zadania. Odmowa uśmiercania pacjentów nie powodowała zwolnienia z pracy, tylko odsunięcie od możliwości awansowania.     
Transporty pacjentów z głębi Niemiec przyjeżdżały na bocznicę kolejową Obrawalde w nocy. W atmosferze tajemnicy, selekcja osób przeznaczonych na śmierć, lub do pracy, za minimalne racje żywnościowe, miała miejsce na rampie kolejowej. W izolatkach (na oddziale 19) pacjentom podawano zwiotczający mięśnie Luminal, i uspokajający Weronal, aplikowano śmiertelną dawkę Skopolaminy z morfiną. Z prosektorium ciała przykryte kocem, po zabraniu ubrania, cenniejszych rzeczy, wyrwaniu złotych zębów, pacjenci funkcyjni przewozili wózkach na cmentarz, bez żadnej ceremonii pogrzebowej. Rodzinom pacjentów wysyłano zawiadomienia o śmierci pacjentów, i urnę z prochami, jako przyczynę zejścia podawano np. zachorowanie na gruźlicę.
Z czasem w Obrawalde, z powodu szybkiego zapełniania się cmentarza, powstały plany budowy krematorium, inwestycji nie zrealizowano z powodu wkroczenia wojsk radzieckich. W Obrzycach po wojnie w 1966 roku odkryto masowe groby, w których ciała pomordowanych układano naprzemiennie warstwami (sześć warstw), by zmieścić jak największą ilość, jak to określano, „materiału do wywiezienia”, „bezimiennych odpadów ludzkich”. Miejsca złożenia zwłok oznaczone były kopczykami ziemi i tabliczkami z numerami. Liczbę ofiar nazistów w Obrawalde szacuje się na 7000 do 10000 osób.

Iwona Wróblak
listopad 2019







poniedziałek, 21 stycznia 2019


NIESPOKOJNE POGRANICZE - Sesja Historyczna w pszczewskim GOK


            Ewa Walkowska, nowa dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Pszczewie, jest godną następczynią swojej poprzedniczki, zasłużonej dla pszczewskiej kultury Wandy Żaguń. W tym roku to Walkowska zmierzyła się ze skomplikowanym logistycznie corocznym wydarzeniem, jakim jest słynny od lat Jarmark Magdaleński w Pszczewie. Setki osób z tego powodu odwiedziło w lipcu maleńki klimatyczny Pszczew, organizacja tego dużego przedsięwzięcia była bardzo dobra.
            Kolejne duże, i ambitne, wydarzenie kulturalne to sesja historyczna w pszczewskim Gminnym Ośrodku Kultury. Ewa postawiła na fachowców w swoim otoczeniu, zaprosiła do współpracy dr Karolinę Korendę-Gojdź, którą spotkałam na sesji organizowanej corocznie przez Stowarzyszenie Regionalistów - prezes prof. UZ Marceli Tureczek. Pani Korend-Gojdź, prezes Stowarzyszenia „Z pogranicza”, prowadziła spotkanie w Pszczewie, a także wygłosiła swój referat.

Po powitaniu gości, podziękowaniu osobom, które pomogły w organizacji, dyr. GOK Ewa Walkowska, w związku z żałobą narodową po zamordowaniu w Gdańsku w czasie Finału 27 WOŚP prezydenta miasta Pawła Adamowicza, poprosiła o minutę ciszy dla uczczenia pamięci zabitego samorządowca…

NIESPOKOJNE POGRANICZE. Miejsca bitew i ich upamiętnienia na terenie powiatu międzyrzeckiego i międzychodzkiego.
Tematem sesji były wydarzenia związane z działaniami wojennymi w ostatnich stuleciach, które miały miejsce na pograniczu – narodów, państwa, kultur, wyznań; to dzisiejsze ziemie zachodniej Polski. Jak powiedział w czasie prelekcji jeden z naukowców, historia jest bardziej ciekawa przez pryzmat naszych lokalnych wydarzeń. Echa nawet bardzo dawnych zdarzeń żyją w pamięci lokalnej, w podaniach i przekazach zazwyczaj jest ziarno prawdy… Tak było n.p. z domniemanym grobem żołnierzy cesarza Napoleona…
Mateusz Górski - „Mogiła napoleończyków w Pszczewie”. Odkąd pamięć pszczewian sięga, mówiono, że w okolicach dzisiejszego sklepu „Dino” leżą polegli żołnierza cesarza Napoleona Bonaparte… Archeolodzy postanowili to sprawdzić… Rzeczywiście, w badaniach zlokalizowano 9 pochówków mężczyzn, przeważnie w wieku około 20-30 lat (od 20-50 lat), w tym dwie osoby pochowano w trumnach… Trzem żołnierzom obcięto stopy, co mogło być związane z ich ewentualną dezercją, bo w ten sposób Kozacy karali uciekinierów z pola walki. Powód mógł być także bardziej prozaiczny – na nogach zabitych były żołnierskie dobrej jakości buty, które padły łupem ubogiej ludności… W pobliskim Sierakowie w 1813 roku miała miejsce niewielka bitwa Rosjan z oddziałem wojsk napoleońskich. Czy uczestnikami walk byli na pewno Francuzi? W rejonie operował oddział polskich koalicjantów z Litwy… Znaleziono też krzyżyk prawosławny, który mógł należeć do jednego do nich (Litwini byli różnych wyznań) lub - do jednego z Kozaków… Poza tym znaleziono tylko guziki bieliźniane, czyli osoby zostały przez zakopaniem rozebrane z odzieży wierzchniej. Miejsce pochówku też jest ciekawe… Na rozstajach zazwyczaj chowano osoby nie należące do kościoła rzymskokatolickiego, chociaż od tej reguły są udokumentowane wyjątki. Dzisiaj stoi tam pamiątkowa Kapliczka, odsłonięta uroczyście podczas jednego z Jarmarków Magdaleńskich w 2012 roku. Konsul z Ambasady Francuskiej wysłał na to wydarzenie swojego przedstawiciela.
Artur Przemysław Paczesny, Robert Jędrzejczak – „Kamień na kamieniu… Z dziejów wybranych pomników i innych upamiętnień w powiecie międzychodzkim”.
Zawiązana 29.02.1768 roku Konfederacja Barska była pierwszym powstaniem przeciwko Rosji, już kilka lat potem II Rzeczpospolita miała na 123 lata zniknąć z map Europy… Czas był niespokojny, w szarżach po kraju obce i swoje wojska rabowały i zabijały… W pamięci Sierakowa konfederaci zapisali się jako ci, co siłą domagali się furażu i paszy dla koni, pieniędzy, a nie otrzymawszy tego zniszczyli domy i zabili wielu ludzi. W Popowie miała miejsce potyczka konfederatów z wojskami rosyjskimi, zakończyła się klęską 17 Pułku Ułanów, kompanii piechoty litewskiej. Miejsce bitwy (Popowo/Chalin/Prusin) upamiętniono Kamieniem…
Dziwne są losy postumentów. Zwykle ich cokoły wykorzystywane są wielokrotnie… W Międzychodzie na starych pocztówkach widnieje Pomnik Germanii (1881), germańskiej  bogini wojny, resztki dawnych płyt nagrobnych z wygrawerowanymi nazwiskami poległych niemieckich bohaterów w wojnie prusko-francuskiej 1870 r. są jeszcze widoczne dzisiaj… Na tym samym cokole został postawiony w 1933 roku Pomnik Józefa Piłsudskiego. W 1939 roku harcerze skuli i przechowali przez wojnę kamienne orły z tego pomnika, po wojnie z miejsca kultu narodowego poprzednich pokoleń pozostał zarośnięty skalniak... W 1962 roku przy samym cokole przeprowadzono prace ekshumacyjne niemieckich żołnierzy poległych w I wojnie światowej. Nowa odsłona życia pomnika to rok 1997, obłożono postument nowymi płytami, wypisano na nich nazwiska żołnierzy armii podziemnej, oraz funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, którzy zginęli w walce z nimi…  
Drugi z międzychodzkich pomników powstał w 1920 roku - Pomnik Wolnej Zjednoczonej Niepodległej Polski. W 1988 roku upamiętnił z kolei powstańców wielkopolskich.
Katarzyna Sztuba-Frąckowiak – „Tablica z Obrzyc upamiętniająca ofiary I wojny światowej – pracowników zakładów psychiatrycznych z Wielkopolski”. Wchodząc do budynku administracyjnego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Międzyrzeczu-Obrzycach natykamy się w holu na wielką, bogato zdobioną, tablicę z piaskowca kwarcowego z napisami gotycką czcionką, z tekstem dość nieczytelnym dla laika… Są na niej nazwiska ofiar I wojny światowej – pracowników szpitali psychiatrycznych, pracowników specjalnych ośrodków wychowawczych - zajmujących się proniemiecką reedukacją młodych Polaków… – ośrodki z Owińska (powstał w 1838 r.), z Kościana (1893 r.), z Dziekanki koło Gniezna (1891 r.) i Obrzyce – Międzyrzecz (1901 r.), tak zwany miasto-ogród… Nasza obrzycka tablica jest wyjątkowa, w żadnym innym budynku leczniczym nie ma podobnej, z tego być może powodu, że Obrzyce były siedzibą Biura Guberni Prowincji, mieściły się tam też zakłady ubezpieczeń; instytucje ewakuowane z terenów zajętych przez powstańców wielkopolskich.
  Maksymilian Frąckowiak – „Działania wojenne w okolicach Pszczewa w 1945 r. w świetle prac archeologiczno-ekshumacyjnych”. Przekazy i relacje o grobach niemieckich żołnierzy, których ekshumacją zajmuje się Fundacja „Pamięć”, współpracująca z Niemiecką Fundacją Związkiem Opieki nad Grobami, Heimatkreis Meseritz, przy współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej, Pracownią Badań Historycznych i Archeologicznych, ciągle napływają i notes pana Frąckowiaka pełen jest nowych informacji i adresów… Na stronach internetowych dostępna jest lista formacji niemieckich, na podstawie której możliwa jest szybka identyfikacja nieśmiertelnika – czyli blaszki z numerem jednostki, należącej do ekshumowanej osoby. Prochy niemieckich żołnierzy, po identyfikacji, powiadomieniu krewnych, złożone zostają na jednym z niemieckich cmentarzy wojennych (Stary Czarnów). Historia, ta wielka, dotyka nas bezpośrednio, znacząc miejsca nam bliskie mogiłami żołnierzy i osób cywilnych. Epizody wojenne…
Po bitwie w Borowym Młynie zostały masowe groby, rowy wzdłuż drogi w kierunku Policka usiane były trupami uciekających Niemców, do których strzelali sowieccy żołnierze. Masowy grób odkryto w Sierczynku. Lokalne podania przekazywane sobie od pokoleń weryfikują archeolodzy. Szczątkom ludzkim można nadać imię i nazwisko, zlokalizować jednostkę wojskową, miejsce jej stacjonowania. Drobiazgi osobiste, jak klucze, grzebienie, czasem dokumenty, pozwalają zajrzeć za kurtynę czasu, dopisać historii epizodycznej dalszy ciąg…  
Andrzej Chmielewski - „Omówienie publikacji z serii „Germania”. Wydawnictwo Literat Andrzej Chmielewski. Autor wydał szereg książek o tematyce regionalnej zawierających oryginalne relacje osób dotyczące zdarzeń z okresu wojny i lat powojennych: „Widziałem Gomorę w Rokitnie”, „1945 Policko”, ze zdjęciami ze źródeł radzieckich – w języku polskim i niemieckim. Skomplikowanie losów ludzkich i bezsens wojny, widziane oczami jej mimowolnych uczestników. „1945 Bledzew”, „1945 Przełamanie MRU”, „1945 Trzebiszewo”. Spojrzenie na tamte wydarzenia także ze strony niemieckiej – aby historia była możliwie całościowa… „Między Lagow a Łagowem”. Autor prezentował także Album z serii „Miasta na dawnych pocztówkach”.
Karolina Korenda-Gojdź – „Józef Walenty Furmanek - powstaniec wielkopolski i śląski, żołnierz wyklęty”. Ciekawa postać pszczewianina urodzonego w 1899 r., nauczyciela, zmobilizowanego już w 1914 r., potem powstańca wielkopolskiego z 1921 r., żołnierza kampanii wrześniowej z 1939 r., Polaka pochodzącego z rodziny mającej przodków walczących w Powstaniu Listopadowym i Styczniowym.
Rys historii najnowszej. Dzieje Wielkopolski, jej aspiracje przynależności do odrodzonej II Rzeczpospolitej i rzeczywistość postanowień Traktatu Wersalskiego… Bierność – według opinii wielkopolan (i Furmanka) – w tej materii Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, i zryw narodowy zakończony udanym polskim powstaniem… Szare rysy II RP – Bereza Kartuska, obóz dla przeciwników politycznych obozu rządowego, o który otarł się Furmanek, nie osadzony tam, ponieważ wybuchła II wojna. Wrześniowa bitwa pod Kutnem, w której wziął udział jako żołnierz…  
Józef Walenty Furmanek był zawsze niepokorny, źle też oceniał zamach majowy w 1926 roku, stworzył wtedy nawet własny oddział, który miał bronić rozsypującą się Polskę przez przewidywaną przez niego interwencją niemiecką. Nie został zaprzysiężony jako członek Armii Krajowej, ale po wojnie ukrywał się przed Urzędem Bezpieczeństwa. Działał w ZBOWiD, w Stowarzyszeniu PAX.
Ostatni referat – Komunikat. Jerzy Nowicki – „W sprawie Wlastimilówki, domu Ady i Wlastimila Hofmanów w Szklarskiej Porębie”.  Dom drewniany poniemiecki z lat 20 ubiegłego wieku – dzisiaj Muzeum, pełen jest dzieł artysty, książek. Vlastimilówka, dom Ady i Wlastimila Hofmanów. Miejsce twórczości malarza, którego obrazy ceniono w galeriach i na wystawach europejskich. Hofman ukończył Akademię Sztuk Pięknych, studiował w Paryżu. Przyjaźnił się z Jackiem Malczewskim. Malował w stylistyce młodopolskiej obrazy o tematyce religijnej, antycznej, baśniowej i fantastycznej oraz portrety. Alegoryczne sceny z frasobliwym Chrystusem za konfesjonałem, jako bezpośrednim spowiednikiem, i powiernikiem, prostych ludzi. Jego żona też była postacią nietuzinkową, przeżyli razem kilka dziesięcioleci, są pochowani na cmentarzu w Szklarskiej Porębie.
W czasie konfliktu o Śląsk Cieszyński Hofmanowie przyjęli do swego domu w Krakowie uchodźców z Czech. W czasie II wojny światowej, szlakiem polskich emigrantów, pojechali z Wołynia do Stambułu, Palestyny. Po wojnie wrócili do Polski, razem z żoną wyremontowali w Szklarskiej Porębie Wlastimilówkę, kontynuując tradycję wcześniejszej kolonii artystycznej w tym mieście.

Iwona Wróblak
styczeń 2019