Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatiana i Remigiusz Borda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatiana i Remigiusz Borda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2020


Śpiewno-poetyckie ŻYŁY Remigiusza Bordy

Tekst i muzyka w przestrzeni kompozycji jak w obrazie. Remigiusz nazywa siebie piszącym, i śpiewającym poezję, malarzem. Rysownikiem chwil stanów medytacyjnego oświecenia, czy wyzwolenia, kiedy jest tylko TERAZ, i nic więcej… Diagram, gdzie nie ma pięciolinii przeszłych i przyszłych.
Remik – artysta plastyk z wykształcenia, muzyczny samouk, zaczynający od licealnego jazzu na gitarze. Mówi mi - ja nie robię poezji śpiewanej, bo kojarzy mi się z patosem, a z patosu wybronić się ciężko, nie interesuje mnie to. Tak jak wygodne umoszczenie się w kanonie flamenco czy bluesa. W piosence jest metafora, ona transponuje uczucia – w odróżnieniu od np. malarstwa, które jest (bywa) tzw. czystą sztuką. To jest z zamierzenia autorska poezja, i muzyka; sztuka, gdzie można pozwolić sobie na emocje… Czynność śpiewania, z dodatkiem głosu, z muzyką, w dobrze przemyślanych proporcjach, jest mnóstwem dobrej energii pożytkowanej dla siebie i dla innych.
Zgłoska, wysokość wyśpiewanej nuty bardzo przemyślane. Interpretacja - wyrazista. Oszczędna w formie. Tworząc poddaje się emocjom, bo w muzyce tak można…  Mamy, jako narzędzie do wyrażania (śpiewania) – kanał, sposób przekazu właściwy śmiertelnikowi… Trzeba korzystać… Mózg (organiczny), i może coś jeszcze, jako narzędzie pracy, nie jest POZA nami. Stąd ciągłe przeglądanie się w zwierciadłach swojego obserwatora. I słuchanie.
Inspiracje… Poezja (pozornie) prosta, nieintelektualizowana, bywa bardzo dobra. Kwestia filtracji fraz. Zderzenie ich znaczeń, niekoniecznie wprost, czasem poboczności… W różnych konfiguracjach wzajemnych ustawień. O (wiarygodnej) miłości winno się śpiewać. Własny tekst nucić, dość głośno (by osoba usłyszała…)… To jak osobowy testament. Uwolnić się od czasu i przestrzeni, jak od liczb i ich abstrakcji. Posłuchać, jak pracuje ziemia, kiedy oboje z Tatianą sadzą kolejne leśne rośliny na swoim skrawku ziemi otaczającym Dom Sztuk w Kęszycy, gdzie patrzą na nich figurki buddów i innych aspektów; i dotykają tej naturalnej materii codziennie, są blisko…
Zintegrować się z rytmem pływu. Jak wody poruszane masą naturalnego satelity ziemskiego.
W takim sensie poezja może być zaangażowana i świadoma. Jak w jednej z pieśni, gdzie kilkoma oszczędnymi pociągnięciami pióra (i nut) nazwany jest stan pomiędzy miłością a jej brakiem, nadal będący Stanem istnienia, bo nigdy To, czym jesteśmy naprawdę – wiązką miłosnej energii – to nie przestaje istnieć.
 Męskie granie Remigiusza, piosenki łatwo wpadające w ucho… O kobietach i patriarchalnym systemie relacji społecznych panującym nam od tysiącleci. Mówi autor, że my, jako społeczeństwo, wiele tracimy na takim układzie... W miłości jako relacji kulturowej między płciami, często o cechach przemocy seksualnej, dominacji (męskiego) ego (myślę, że nie tylko męskiego…), ujarzmianiem drugiej osoby, nawykami i schematami zachowań odziedziczonymi po kulturach monoteistycznych, patriarchalnej proweniencji… Słowiańszczyzna też nie była łagodna, warto spojrzeć na nasze genetyczne dziedzictwo, odrzucając romantyczne okulary…  
Miłość – czy ma wiek kobiety dojrzałej? Z jej często skaleczoną doświadczeniami mniejszą gotowością do otwarcia się (czy wręcz zamknięciem…). Borda uważa, że miłość kobiety starszej jest jakościowo taka sama jak kobiety młodej, tylko – głębsza… Cóż, w naszej patriarchalnej kulturze jest kult ciała, młodego/pięknego/przydatnego narzędzia do reprodukcji (gatunku). To też może, nawet nieuświadomiony do końca, nawykowy sposób myślenia wielu kobiet o sobie, o swojej… przydatności.  Ciałem jest kobieta? Ciągle…
„Żyły” – pierwsza autorska płyta (już następna się tworzy). Zrozumienie, jak sprzęgnięci jesteśmy z naszą ziemską planetą; rysunek ręki – ewolucyjnie wytworzonego  narzędzia ssaków do różnej aktywności, w tym wytwórczej, organu naturalnie wyrastającego z niej-Ziemi, powiązaną arterią z krwioobiegiem biocenozy, sekwencji tego samego DNA. Człowiek jest energią, niewyrazisty – przez swe oczy, biologię i przypisaną jej nieostrością widzenia powiązanych relacji wszechświata, zazwyczaj postrzegający go w kontekście przeszłości-przyszłości z nikłą strużką teraźniejszą, która wydaje mu się ogromem…
Ile masz dystansu do siebie? – pytam. - Jestem zlepkiem materii energetycznej, kwantów, elektronów… - odpowiada. Jak inne zdarzenia i ślady nici energetycznych: zwierzę; pies, kamień, roślina. Skała. Ale też czegoś je kompilującego w struktury o większej organizacji… tak myślę. Obserwator ujawnia się poprzez rośliny i zwierzęta, One nas oglądają (nie mamy monopolu..). Nasz, i ich, osąd jest uzależniony od narzędzi. - Jutro będę – mówi – wyglądał inaczej. Bo ulegamy ciągłym zmianom. Dynamice. Wyłaniamy się z oceanu panświadomości. Remik uważa, że jesteśmy częścią wielkiego ducha. Cokolwiek Nim – tym Duchem, nazwać, mieszkało/było w nas wiele/wielu, i w tym starym budynku Domu Sztuk, gdzie rozmawiamy, i w naszych ciałach, w których jesteśmy gośćmi… Najważniejsze w cyklu (przemian), w transponowanym naszemu zrozumieniu jest to niewidzialne/istniejące… Przenoszące różne wartości, kumulujące je i przekazujące (w sztafecie klepsydr wzajemnie się, obok siebie, grawitacyjnie znajdujących). W odbiorze piosenek, które śpiewa Remik. W naszym ich – jego piosenek – słuchaniu.
Świadomość tego procesu, zaistniałego, jest prawdziwą sztuką, która pozostanie, mam nadzieję, po człowieku. Zlepku tymczasowym materii. W wędrówce energii. Nie ma śmierci, bo nie istnieje rozpad energii… To fakt.
Jeśli byłoby coś do poprawki, w twoim życiu, to co na przykład? Miłość zmienia formę… (Dostrzegać, mieć) szacunek przed formą życia, jaką jest człowiek. Wzrasta się dlatego, że się kocha. I – wybacza sobie!. W jednej z piosenek jest ambitne zamierzenie: Godnie nosić pejzaż w sobie. Człowiek jest stałym napięciem, zamianą ciepła, oscylacją między zimnem kamienia a gorącem jego (człowieczego) serca. Jesteśmy kartą pamięci. Resetowalną?
Po co wyjść – poza człowieka…? Uroślinnić się – może najpierw konturem?… To się nazywa rozwój... Bryłę kamienia trzeba oznaczyć.. Porządkujemy się na korzyść kompozycji obrazu (jaki chcemy sobą malować). Zrozumieć, że mamy te same struktury jak… meble w naszym domu. To jest nasza antropomorficzność, skaza-cecha człowieka... A rozpad? Remik – zaczynasz się rozpadać, jak dochodzą do ciebie prastare lęki. Trzeba (od)puścić myślenie. Koncepcjonizm. I działać…
Emocje to smugi zwiewnego dymu, one powinny nam służyć do określania miejsca, gdzie jesteśmy, i zadań, jakie nas czekają. Rozwój samoświadomości – mówi Remigiusz nauczyciel ninjutsu jednej ze szkół sztuk walki - jest przejawem życia. Kreatywność jest bardzo ważna – w swojej misji, by przekonać do tej walki (o siebie) chociaż jednego człowieka.

„Żyły”. Autorska muzyka i aranżacja Remigiusza Bordy do własnych tekstów. Wiele z tych piosenek to kandydatki na hity rynkowe. Kwestia promocji…

Iwona Wróblak
kwiecień 2020



sobota, 31 sierpnia 2019


Zielona Twarz Ozyrysa – Ona TEŻ nie ma znaczenia…


            Fraktale w onirycznym tańcu. Bóstwo Przyrody i jej Praw – albo dekoracyjność, florystyka baroku… Płonąca kosa w rękach rozlanej czy rozmokłej postaci, w siatce geoidy, z odwzorowaniem z rzędną i odciętą, której grawitacja, ta główna, niezupełnie dotyczy… Przynajmniej nie zawsze. Ścieki (słów), czy cieknące faktury strużki farby z obrazu. Czarna teczka, na białym tle, cierpienia wynikłe z materii… jak małość, niezupełność słów… W niej linie papilarne…
Cisza zielona. Zielona jest Twarz Ozyrysa, co TEŻ nie ma znaczenia… (NIC go nie ma). Uiszczała zasadność streszczeń… Tak pisze we wstępie do almanachu K. Niewrzęda. NIC nie ma szczęścia, bo Go się nie mierzy. Wystawa w Domu Sztuk Remigiusza i Tatiany Bordów. Jak zawsze dająca wiele do myślenia… Dzielimy się skojarzeniami…
            Co jest niezbędne w plecakach, kiedy wybieramy się doświadczyć stanu innego, niż stan codzienny, w naszym zlaicyzowanym życiu. W wędrówce Ku - (do) - sacrum jest podskórnie nadal (i będzie) obecne! Najpierw były nim święte, poprzez ich hierofoniczny akt, kamienie, czy drzewa; potem b(B)óg się upostaciowił, uhistorycznił, poprzez zstąpienie… Usolarnił… Laickich ludzi jest bardzo mało, są nimi naukowcy… także rozmiłowani w pięknie natury, logice Praw matematyki, praw fizyki, w przebranej szacie ciągle na nowo definiowanej… Wędrujemy wszyscy ku poznaniu… Tatiana uczestniczyła jako wędrowiec w szlaku Santiago de Compostela. Prawie tysiąc kilometrów. Rozmawiała z ludźmi. Ich zdjęcia są dowodem, jak ważna dla nich była ich wędrówka. Ludzie z różnych stron świata, wielu wyznań, idący po doświadczenie religijne. Dobre zdjęcia, wyraziste. Byli zadowoleni, że ich się pyta -- o najważniejszą rzecz, jaką zabierają do wędrowniczego plecaka. Samo Pytanie, myślę, było ukoronowaniem ich motywacji. Tatiana nie pytała o religię – tak jak nie pyta się o tao, bo jest – POZA… (wszelkim pytaniem-odpowiedzią, słownym określeniem). Ich obecność na pradawnym szlaku Mlecznej Drogi (najstarsza Droga) jest odpowiedzią. Ich pogodne milczenie. I (do)określenia taoiczne – w przypadku Tatiany to grzałka do podgrzewania wody, w przypadku innych osób – zdjęcie czyjeś, komórka (!), sukienka, skarpety etc. Ich opowieści o ważnym gadżecie to ważkie dokumenty, są przypięte do Tablicy w galerii Domu Sztuk na pięterku. Ogromna, jak mówi Tatiana, była u Nich potrzeba rozmowy – kontaktu, poszli tam zawiesiwszy na ten czas pielgrzymki swoje obowiązki. Jedna z tras to Droga Mleczna, nazywana w Hiszpanii El Caminho de Santiago – Drogą św. Jakuba, którego grobowiec znaleziono w hiszpańskiej Galicji na starym rzymskim cmentarzu. W tę podróż wyruszali w średniowieczu rycerze, duchowni, królowie, a także zwyczajni pielgrzymi. Idą może po to, by utwierdzić się w swej decyzji, że poszukiwanie Onego świętego czasu (przed tym, jak narodził się Ten czy Ów), odrębnego, innego, charakterystycznego dla myślenia uduchowionych ludzi kultur nazywanych dzisiaj archaicznymi; przed momentem, kiedy ów czas się jeszcze nie rozpęknił na sacrum i profanum, podążają za swoim zapytaniem-potwierdzeniem, że to szukanie jego nowego wyrazu - nie jest w XXI wieku śmiesznością?...    
Pytania do Tatiany. Rozmowy. Wystawy w Domu Sztuk różnorodnych są zawsze ciekawe… W Dniu Otwartym czeka nas jeszcze kilka doznań artystycznych. Jest tu, jak ktoś zauważył – CZYSTO… Jest potencjalność, czyli miejsce – puste, oczekujące - na twórczość… O ona, twórczość, się pojawia. Spontanicznie, jak energia.
Recital piosenek Remigiusza Bordy w dojo, gdzie Borda uczy wschodnich sztuk walk, a na stojaku jest kolekcja samurajskich mieczy i łuki. Na ścianach zdjęcia z jego japońskimi mistrzami. W ogrodzie biała sylwetka medytującego Buddy. Remigiusz śpiewający swoje autorskie utwory, malarskie haiku (ostatnio nagrał płytkę). Remigiusz pieśniarz to jedna z wielu Jego twarzy artystycznych. Oprócz malarstwa, bo mówi o sobie, że jest śpiewającym malarzem. Krótka forma szkicu. Forma malarska.
Piosenki – energia, z którą autor chce się podzielić. Poezja autentyczna, krótkie formy (…) dotykałem wczoraj z tobą świateł gwiazd… Na pewno namacalnie. Ulotne liryki. Sztuka imponderabilii. Człowiek jest w egzystencji, jednocześnie w czasie sakralnym, nie zawsze rozpoznanym. Nie dać sobie pokusy ułudy, nie starać się uchwycić. Raczej spoczywać. (S)trawność ważnych między mężczyznami relacji ojciec-syn, (quasi religijna) wina Ojca-Syna, retrospektywność, superwizja siebie samego, rozliczenie ciągłe (by wyczyścić teraźniejszość). Czasy (okresu) dzieciństwa – kiedy nie było nas dzieci (byliśmy kimś-tam, lokatorami w miejscu zamieszkiwania z rodzicami). Męskie granie Remigiusza. Cienie i cierpienie i samokształcenie. Tyle jest w nas. Modlitwa i zbroja. Woda i ogień.
Niebanalne teksty. Poezja sensu stricto.
W Domu Sztuk urokliwe miejsca wśród zieleni. Niskopienne jabłonie, posadzone przez Tatianę, obrzmiałe są owocami. Chińskie lampiony u wejścia na dróżki prowadzące do miejsc medytacji i ćwiczeń. W sadzie ławeczki. Stoliki. Odosobnione, ale w zasięgu wzroku.
Sztuka i teatr. Domena Tatiany. Jest człowiek gębiasty. Gombrowiczowski. Fizykalnie. Jakby patrzył (w swoją) soczewkę… Buzia, gęba, morda, twarz. Facjata. Jakkolwiek nazwiemy. Portret.
Teatr. Prawdziwy, cielesny. Złożony z ludzkich ciał, z ich mowy. Marek Zadłużny (instruktor teatralny) i Kalina Grupa, Pracownia Teatru Tańca performacyjnego. Improwizacja strukturalna. Aktorzy – w opowieści o ludzkim ciele. Taki będzie temat etiudy. O ludzkim ciele i jego funkcjach, jednej z najważniejszej, o seksie, o seksualności człowieka. Nielirycznie. One, osoby płciowie, są w kagańcach, takich psich (mających tonować „zwierzęce” zachowania?) Niekoniecznie hetero normatywnie, jeśli rzecz ma być o ludzkiej kulturze. Nieodbiegającej w tej kwestii zasadniczo od innych gatunków naszej ziemskiej biosfery. Która potrafi być jeszcze bardziej „nienormatywna”, kolorowa, jeżeli użyjemy pojęć z zakresu dopuszczalnej (przez kogo?) moralności. Czy wszystko (co nas zajmuje…) tylko w ciszy alkowy…
Role „męskie” i „kobiece”, kultury nie-wielkomiejskiej. Przy muzyce disco polo. Tuż przed lub tuż po inicjacji. Krótkie zaloty. Aż do finału. I masturbacji. Nałożenia z powrotem przez psy ludzkie na twarze kagańców. Doskonała gra aktorska. Brawa dla wykonawców.
Ostatni punkt wieczoru w Domu Sztuk u Bordów. TRUPIĘGI (Katarzyna Gardziejewska – śpiew, Jacek Filipek – djembe, przeszkadzajki, Jacek Hryniewiecki – gitara, śpiew, Jurek Hippmann – gitara basowa, gitara akustyczna, śpiew).
 Ostinato. By podkreślić Leśmianowski czas ahistoryczny; (prze)ciągły, o którym opowiada poeta. Bosi (bez obuwia) muzycy, trupięgi to buty z łyka ubogie żebraka wkładane mu do trumny (by nie stanął bosy przed Stwórcą, bo też ma swą nieubogą człowieczą kulturową godność), ten etap jeszcze przed nimi. Przewrotnie, nicość, obuta zbyt licho… Gitara, djembe, bębny, perkusjonalia.
Piękny utwór o chłopcach, którzy waląc młotami w mur chcieli uwolnić piękno dziewczyny, a po ich unicestwieniu, z powodu wysiłku, narzędzia te przejęły ich misję. Czym był ten mur, skoro zabił piękno dziewczyny, choć nie do końca, bo głos(sa) pozostał…  Tajemnica ubogiej żebraczej miłości, takiej samej jak w przypadku wzajemnego uczucia bogatych książąt i króli… Śpieworecytacja w otoczeniu, i akompaniamencie, naturalnych ptasich treli…
Biały Baranek, symboliczny, zabity i przystrojony na zielono, leżący na stosie ofiarnym, czy jest miły (i jakiemu) B(b)bogu?
Tadeusz Różewicz, pokolenie przerażonych wojną, pytania o zapieranie się przyjaciół (i siebie…) w traumie, której człowiek historyczny nie może znieść, ontologicznie, KTO nie ma na rękach cudzej krwi? Jak to jest? Istnieć wbrew sobie i swój puls przekroczyć... Dodam od siebie cytat z autora: widziałem furgony porąbanych (dosłownie) ludzi, którzy nie zostaną zbawieni…
 Ciemność nas zastała w kęszyckim Domu Sztuk wszelakich, królestwie twórczym państwa Tatiany i Remigiusza Bordów, gdzie spokój, uładzoność miejsca jest odczuwana przez ludzi nawet tam często nie bywających. Wracamy do ukochanego przez muzyków Leśmiana. Srebro księżyca jest na wskroś złote – Kasia delektuje się każdym słowem B. Leśmiana. Kij deszczowy Jacka Filipka swym szeptem podkreśla poetykę wykonania. Leśmian mistrzem międzysłowia poetyckiego. Leśmian poetycko teatralny. Lalka – plastikowa dziewczyna bawiąca się swym nieistnieniem. Piękny tekst, dobrze zaśpiewany. W innym - Bóg przeżył, wziął na siebie winę, klątwę ludzi i zemstę; wyklętą przez ludzi na śmierć grzeszną dziewczynę, ta klątwa przeżyła Boga… Na przekór dogmatom moralnym, co uczyniono wbrew przykazaniu o miłosierdziu, współczuciu i wybaczeniu..
           

Iwona Wróblak
sierpień 2019




























wtorek, 16 października 2018


Teatrum Tańca Tatiany Bordy

            W sali kameralnej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury – tłum ludzi. Nie bywa tak na każdym wernisażu. Może to sprawa famy (artystycznej) jaka (słusznie) rozeszła się wokół działalności kęszyckiego „Domu Sztuk” (wszelkich), którego właścicielami (i krzewicielami tych sztuk) są Tatiana i Remigiusz Borda.
            Malarstwo, sztuki walki, teatr. Remigiusz jest także poetą (bardzo dobrym) i dobrze śpiewa swoją poezję. Pierwszą, czy jedną z pierwszych takich próbek tej odsłony aktywności artystycznej Remigiusza, usłyszeliśmy w obrzyckim Szpitalu podczas akcji zbierania funduszy na leczenie dr Stoińskiej. Także w Obrzycach, kilka lat wcześniej, mieliśmy okazję widzieć wernisaż piątki artystów malarzy, przyjaciół państwa Bordów, użyczono wtedy, na przestrzenne murale, jeden z nieużywanych budynków Szpitala Psychiatrycznego, z jego niepowtarzalnym klimatem dramaturgii wielowymiarowego (związanego także z najnowszą historią tego obiektu – wojenną eutanazją chorych dokonaną przez niemieckich nazistów) cierpienia egzystencjalnego człowieka, jego rozdarciem wewnętrznym, właściwym dla naszych czasów - soczewką skupiającą gamę współczesnych wyzwań dla filozofii humanizmu.
            Wiersze, nazywam je roboczo – z racji zwięzłości formy, ujęcia niekonceptualnej tematyki – „haiku”, śpiewał, i recytował Remigiusz, w ramach suportu przed otwarciem wystawy Tatiany. Tytuł wydanego niedawno tomu jest znamienny – „Wyćwiory" … Chropawy, niepiękny, zdaniem autora, ZAPIS… Niepokój – jak u każdego poety.  Czy coś po sobie pozostawi oprócz zapachu potu?? Zapis nieilustracyjny. Dotykający istoty. Czyli wszystkiego, co poza nami, poza ułudnym EGO. Umysł jest reżyserem i twórcą świata wewnątrz i zewnątrz każdego z nas, on – ten Umysł, go kształtuje i nadaje mu też imiona… Nazywa…
Obrazy. One przetaczają się przez nasz zmysł postrzegania. Remigiusz jest malarzem, to znaczy, że myśli obrazami. Że pisze – obrazami… Jest to literacko realizowane, bo słowo ma swoje prawa, i reguły, bo powinno być czytelne
Jest czytelne. Zapewniam. Jest strawne. Jest na szerokim pograniczu obrazu i słowa (jak haiku). To TRAKT, który przynależy dla twórczości literackiej Remigiusza. Tonacje (molowe? durowe?) sztuki.
Wielka sztuka zawsze wolna jest od pychy (w którą łatwo, przy odrobinie popularności, się stoczyć). Wielka sztuka (jeśli taką jest) łaskawie wszystko spaja. Otwiera nasze uszy zatkane na (słowa, i osoby) innych… I INNE.. Huk grzmotów burzy – jak zapisać… w słowach???   Jest też autotemat. Także emigrancki (Remigiusz wiele lat spędził za granicą). O istnieniu z dala od Polski. Przywiązanie – kula u nogi dla (kolejnych – powiedziałabym, przed głównym)  oświeceń, przedtem – wyzwoleń. Gorzko – pomiędzy porcjami chleba krótki czas na widzenia, odwiedzają nas – witryny sklepów… Pomiędzy zaciemnieniami – autor dziękuje matce ziemi za wielkoduszność swego istnienia. Ziemia – istota czująca, jak każdy człowiek, zwierzę, roślina. Biosystem – nasza matka… Kultura ludzka – nasza matka. Chilijska świątynia, którą Remigiusz odbiera, jej przestrzeń wewnętrzną, powietrze, jako pełne optymizmu. W witrażach widzi – człowieka, boga świątynnego. Sakralnego. Miejsce zielonej jasności. Rzeka - potok i strudzone słońce, zdarzenia świetlne w jego promieniach odbijanych w nurcie wody. Aniołowie wygnani z zielonego światła – ludzie mordujący białego jelenia – już w Polsce – na przykład, w tym kraju, u Nas… Ważna piosenka o powitaniu – tych którzy zapomnieli o NAS, powitaniu także Judasza (w każdym z nas…), a także o powitaniu tych nie-zapominających o młodości (swojej i innych), darowujący miłość (współczucie).
Obserwujące są nasze OCZY, poza naszą głową czasami to robią (często nawet…), i zatrzymują się przed Obiektem. OCZY mają pytania – czy miłość podcina czasem skrzydła? (męskiemu aniołowi…) Miłość i tzw. wolność od miłości (przywiązania). Poetyka miłosna (miłościwa.. czy kiczogenna?) w literaturze przynależna jest kulturze regionalnej i tradycji ziemi, wkopana mocno motyką, czy radłem… Zbita bywa i sponiewierana. W konwencji tanga andaluzyjskiego na przykład – ale czytelna, poprzez muzyczne memy… poprzez Rytmy. Figury taneczne…
Tu przechodzimy to Tematu spotkania. Wernisaż pt. „Taniec” Tatiany Bordy. Jak napisała Tatiana: Ruch, wirowanie, zwiewność, niecielesność, a może relacje i ciągłe wzajemne przenikanie, taniec, balet, farsa i bańka mydlana, napięcie i pragnienie wyzwolenia się z klatki materii jakim jest ciało. Bezcielesność to memento mori, to konieczność i przeznaczenie. Lecz póki co pozostaje pożądanie życia, łaknienie miłości i przeciwstawianie się nicości… Powiedziała nam przed momentem wejścia do salek ekspozycyjnych – zostawcie intelektualizowanie, otwórzcie – serca.
Tańczymy z Tatianą. Z obracającymi się z powiewem najlżejszych drgnień powietrza białymi koszulami – jak… duchami ludzi. Którzy zostawili po sobie ślad (ekspozycyjny, czyli trwały, w sztuce - ślad) formami butów, stoją w szeregu, jak wojskowe, są szpitalne-białe, inne, co kto woli…  Męsko-żeńskie-dziecięce… Ziemi tyle mam, ile jej stopa ma pokrywa, dopokąd idę – przychodzi mi na myśl strofa C. K.Norwida („Pielgrzym”). W białości surowej, śmiertelnej można rzec (tym kończy się każde życie ziemskie). Tańczymy wokół tej śmierci-życia i śladu(ów), jaki pozostawiają. W scenerii Szpitala Obrzyckiego tańczymy… Naszej niepełno – zawsze – sprawności… Figury taneczne w pokoju – składziku wózków inwalidzkich. Wyobraźni osób, które nie mogą już wznieść się w tańcu rzeczywisto-cielesnym… Teatr nasz, Jednego Wewnętrznego Widza… Tancereczka z białą japońską wymalowaną jak maska twarzą teatrum - nasza dusza, która być może dopiero za chwilę uwolni się od umęczonego ciała (i duszy, naznaczonej ciałem). Jest w kostiumie baletowym…
Taniec Ich dwojga. On i Ona. Taniec relacji Obojga. Co się dzieje wewnątrz głów, na które nasadzone są odrutowane klatki? ONiOna siedzą naprzeciw siebie. Milczą. Klatki (ptasie-symbol niewoli) milczą za nich, i mówią, ich dialog. Tańczą CiDwoje w łazience – on leży nonszalancko w wannie – Ona tańczy w sukience, którą nosi bez przerwy (też ablucyjnie, łazienkowo), jej dusza jest tancerką
Teatrum taneczne Tatiany, jak zawsze wiele mówiący, z licznym i obszernym polem niedomowień przeznaczonym dla Widza, dla jego współ – z autorką – twórczości… W którym jest absolutnie przestrzegana sceniczna oszczędność użytych elementów i form, tak aby nic nie zakłócało odbioru, maksymalnie nic… Przestrzenność instalacji, właściwa ekspozycjom Bordów, nie tylko w metrach kwadratowych, tutaj dostosowana do warunków lokalowych, także w umyśle – w postrzeganiu i recepcji. Obrazy (koncepty) starannie oddzielone są od siebie, jak dobrze zagrane nuty… W ciszy przyglądam się czerwonemu konikowi – pozytywce, zabawce, figurce kręcącej się w kole (predestynacji) jak w małym kieraciku, nieświadomym swej niewoli, do muzyki, zimnej i trwającej po wieczność…
Ktoś mi mówi – wystawa pachnie Tadeuszem Kantorem… Jego poetyką Teatru.

Iwona Wróblak
październik 2018




















czwartek, 14 września 2017

Człowiek culturalny to znaczy świadomy

            Dom Sztuk (wszelakich) Tatiany i Remigiusza Bordów w Kęszycy. Dzwoneczki nas witają i chiński znak FU, Znak Błogosławieństwa (dla wszystkich go witających), japoński wiatr, jak mówi mi Remigiusz, nauczyciel japońskich sztuk walki. Remigiusz Borda prowadzi w Kęszycy regularne zajęcia z Bujinkan budo tajjutsu (ninjutsu). Kultury wschodnie, prastare systemy filozoficzne, mądrość tysiącleci kultur i cywilizacji…
FU w otoczeniu roślin i krzewów, przeważnie użytecznych, ziół, które Tatiana używa, i zna, także tych po prostu – pięknych. Które współtworzą swoisty klimat tej Posesji. Miejsca zamieszkania Sztuk wszelkich…
            Bioterapii Naturalnych – Remigiusz i Tatiana (certyfikat - Institut für Bach-Blütentherapie Forschung Und Lehre IMS, Mechthild Scheffer)                Bordowie są terapeutami certyfikowanymi w Niemczech i w Polsce. W nich w Kęszycy można się poddać bioenergoterapii, masażom leczniczym, akupresurze, masażom kręgosłupa metodą Breusa, nastawieniom kręgów i stawów metodą Dorna, ziołolecznictwem. Qi Gong’owi, czyli chińskiej terapii energetyczno – ruchowej, dzieje się to w lecie na wykoszonym, idealnym jak mandala kręgu do ćwiczeń, otaczają to miejsce posadzone krzewy i cisza zielonej Kęszyckiej przyrody. Także tutaj się leczy, czy zmniejsza, dolegliwości emocjonalno – duchowe, alergie, neurozy – nałogi itp., metodami np. kropli Dr. Bacha, MET (meridian energie technik – techniki emocjonalnej wolności). Świadomie pracując z własnym ciałem, Umysłem i duszą – jak kto woli, mniejsza o nazewnictwo… Tutaj, w Ogrodzie (sztuk) Bordów obok siebie jest, koegzystuje wspólnie (tu się Im nie przeszkadza…) biały Budda, bóstwa Shinto (dojo – sala ćwiczeń, ze zdjęciami Remigiusza i jego japońskich mistrzów), skrzydlaty aniołek chrześcijański, mordki – jak mówi Remigiusz, z kultur afrykańskich, polinezyjskich czy innych, folklor już jakby „nasz”, nabyć go można na jarmarkach wiejskich…
            Człowiek kulturalny (ja mówię – culturalny…) – Remik mówi, że powinien świadomiej, bardziej świadomie, przeżywać, konsumować (k)Kulturę… Tegoroczne spotkanie, korzystając z tego, że Jubileuszowe, Dziesiąte, okraszone jest bogatym, i różnorodnym, programem artystycznym. Chociaż główny punkt każdego z corocznych zjazdów przyjaciół Domu Sztuk, ludzi biorących udział w konsumowaniu bardzo świadomym, kultury, to wzajemne spotkania, rozmowy. Jest i teatr (z Zielonej Góry), i koncerty – muzyki klasycznej, i tej innej, niezupełnie pop, chociaż autor (swojej płyty) Rafał Żuraw, czyli po prostu – „Żuraw”, ma w oczach ogniki i dużo, oprócz talentu wokalnego i muzycznego, dużo radości zwyczajnej – radości życia, i konsumowania tej radości swojego, dla innych, śpiewania. I grania – na maleńkiej gitarce – ukulele…
Najpierw – po powitaniach Gospodarzy, osobnych, każdego z gości – następuje zaproszenie na pięterko, na Wystawę… Jest co oglądać, i o czym, potem, myśleć… Subtelność, takie pierwsze wrażenie, prac Remigiusza. Kultura szczegółu, świadomość obserwacji swojego uczestnictwa… Zwyczajność jest tematem. Czarno-biała rzeczywistość. Analogowa rzeczywistość zdjęć. Człowiek jak kitel w starej szafce szpitalnej. Wieszakowany, podwieszony. Zniewolony. Lekarz czy pacjent?? Papilotowana  kobieta w średnim wieku, obok wrak starej pralki wirnikowej. Ostre rysy. Dokładne kontury.
            Tatiana. Sztabki chleba. Jak cenny kruszec w gablocie muzealno-bankowej, pomalowane farbą na złoty kolor. Chleb jest cenny i należy mu się szacunek gabloty ekspozycyjnej. Konotacje tego symbolu są ogromne, na bardzo obszerny esej. Inne kompozycje plastyczne. W kształcie wielkiego kapelusza wietnamskiego, chroniącego jakby, będącego czymś na kształt stabilnej lampy na ślicznej ślimaczej może nodze… jak Chatka Baby Jagi, słowiańskiej urodziwej Bogini opiekującej się porzuconymi czy niekochanymi dostatecznie dziećmi… Wojownicy wschodni, którzy dzięki swojej ruchowej plastyczności zatracili poczucie grawitacji. Gdzie jest ich (konfucjańskie być może) niebo, gdzie ziemia, czyli to, gdzie człowiek opiera swe nogi? W konwencji pędzelka japońskiego, delikatnej grafiki, jest współbrzmieniowy z przyrodą Kwitnącej Wiśni…
            Jest Labirynt. Gdzie centrum jest zaznaczone światłem płonącej żarówki. Reszta, Droga (dharma), spowita jest Cieniem… Możemy IŚĆ do środka… Ciekawa Mandala… inna niż klasyczne buddyjskie – w tym znaczeniu, że ziarnka (kolorowych) piasków użytych do jej budowania są naszymi sprzętami codziennego użytku – one też przecież składają się z atomów i subatomów… I człowiek tak samo, umęczony, próbujący kopulować z wytworami swojej cywilizacji, czy raczej jej odpadami… W Mandali bardzo współczesnej, śmietnikowej, Człowiek, w swej… seksualności być może – jest kulturalnym (culturalnym) zwierzęciem – ciągle jest nim - myślę… Ale jest – tak sądzę – w Mandali, w jej Kręgu, na razie zamkniętym, ale – potencjalnym… potencjalnie możliwym do otwarcia…
            Camera obscura… Przymykamy jedno oko… W środku śliczna tancereczka, w kolorowej sukience. Wokół – żołnierzyki, ołowiane, mierzą do niej z karabinów… Wymowne, tak traktuje się sztukę, piękno, subtelność... Ale ona się nie przejmuje, dziewczyna tańcząca, tańczy – ciągle, jak pozytywka…
            Prace, rysunki Remigiusza Bordy są w następnym pomieszczeniu do obejrzenia. W szufladach posegregowane według czasu powstania. Najnowsze są wyłożone. Człowiek jest konturem, dwupłciowy Człowiek, uwikłany w przyrodo-kulturę – bo TAKI jest jego sposób widzenia świata. Takie jest ludzkie widzenie. Poprzez kulturę. Dotyczy to też przyrody. Oceanu nad chilijskim wybrzeżem, w bladości jakby śmiertelnego – zagrożeniem dla kruchych ludzkich postaci nad wielkim żywiołem wody…
            Koncert. Klasyczny. Piotr Głuszyński i jego wiolonczela. Zawodowy muzyk w Domu Sztuk Bordów gra suity J. S. Bacha, utwory na wiolonczelę francuskiego kompozytora Camille Sant Saensa.
            Teatr uliczny z Zielonej Góry. Fundacja „Żywa przestrzeń twórcza”. Pracownia Teatru Tańca. Monolog Osoby i Ruch. Obrazujący równoległą akcję ruchu i tańca. Sprawdzanie gestem, i ruchem – Słowa. Egzystencja ogólna - Człowieka i Grupy ludzkiej. Jego-Jej uczuć, emocji. Strachu, samotności. Wzajemnych relacji pomiędzy Jednostką a grupą. Maski, czarny dym. Kolorowy dym. Zasłona dymna. Teatr dymu i zasłonięcia ważnych rzeczy. Uwikłania w zasłonięcia. Dziecięce. Jak wyliczanki z okresu dzieciństwa. Dzisiaj – które to „dzisiaj” staje się prawie wieczyste – stają się one memami. Jak plakaty. Reklamy… Gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Gdzie wszystko jest nieszczere. Gdzie się wszystko sprzedaje. Jest konsumpcja… odkrywamy to w kolejnych warstwach. I tylko ludzie są prawdziwi (na pewno? – to już moje, chodzi o (ich-ludzi-nas naiwność…). Za to ich emocje – na pewno… Och cierpienie – z pewnością… Ich tragedie – tak. Pożegnania z umierającymi. Śmierć dla każdego człowieka jest końcem, co byśmy nie powiedzieli o systemach religijnych czy filozoficznych, jakie wyznają. No, dla prawie każdego człowieka, bo to nie jest tematem sztuki. Chociaż jest – o ekologii. O komercjalnej stronie ekologii również. I o ciele człowieka. Jakie jest kruche. Jak wygląda, kiedy człowiek, jego właściciel, kona. Konanie jest wielokrotne, powtórzone niezliczoną ilość razy, w zależności od rodzaju śmierci. I człowiek kona sam… I nie – w ciszy… Towarzyszą Mu, człowiekowi, nawet wtedy – media… Gazety. Dziennikarze.
            Miniaśnie. Gombrowiczowsko. Film jest taki. Parominutowy, wyświetlany, gdzie Bordowie, Remigiusz i Tatiana – p a t r z ą  na nas – po drugiej stronie lustra, czy – lepiej powiedzieć –kamery… PATRZĄ nie dbając o sztafaż. Przyglądają się nieufnie, jak dzieci – szczerze Minami informując Nas, co myślą o Nas – jako patrzących na Nich… Jako wściubiających nosy… Nas, jako, w naszym mniemaniu, wszechwiedzących… Wszelkie podszewki zostają zdarte. Wykorzystując bezlik mięśni ludzkiej twarzy można wyrazić bardzo wiele. Kiedy odrzuci się konwenans, czyli to co nie wypada. O każdej z Bordowych min można wiele powiedzieć… Bardzo ciekawa etiuda. To znaczy – być (rzeczywiście) na luzie, czyli – nie udawać niczego… To… bardzo trudne…
            Ostatni akord tego ciekawego wieczoru. Wieczoru będącego efektem prywatnej kulturalnej inicjatywy państwa Bordów, którzy oprócz swojego dorobku, już niemałego, w różnych dziedzinach kultury i sztuki, mają ambicję uczestniczyć społecznie w naszym życiu (oby więcej takich inicjatyw). „Żuraw” i jego ukulele. Koncert indywidualny na pograniczu poezji śpiewanej i kilku innych gatunków muzycznych. Autorskie kompozycje z płyty, którą „Żuraw” przyniósł ze sobą. Utwory na podstawie wierszy Edwarda Stachury. Ciekawe przeróbki folkloru tatarskiego, wybrane dzięki ich melodyjności, tego u nas jeszcze nie było… Zawsze warto przybliżyć sobie i innym skrawki odmiennej kultury. By świadomie konsumować i Tę, czy jej elementy, i własną… 

Iwona Wróblak
wrzesień 2017