Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2026

 

Zamek w Międzyrzeczu - Opowieści wojów wczesnośredniowiecznych


Opowieść(i) trwa(ją), każda z osobna, jak rzeki łączące się w jeden nurt, w bezczasowym Zawsze Płynących wód Obry i Paklicy-tutejszej, dwóch-rzek Między-rzecza, opowieści trwają w ludziach, co pokoleniami przekraczali most na zamek piastowy, a i wcześniej, zanim ludzie tak go nazwali... Ich duchowej energii, która została tu na zawsze, i krąży w grupach rekonstrukcyjnych, krąży z nimi (Nami), bo jesteśmy tych energii współczesną formą. Nie znikli, w Anno Domini 2026 rozłożyli się obozem białych namiotów – niegdyś bagniskach podzamkowych, wokół fortecy Zamczyska, tysiąc lat i więcej temu, i wcześniej – w niepoliczonym czasie...

Nie tylko dostojna Koronacja, naszego pierwszego uznanego w ówczesnym świecie władcy Bolesława zwanego Chrobrym, nie tylko bitwa zacięta, w której wzięło udział kilkudziesięciu wojów, ale i mozaika zajęć, jakie były udziałem ludzi; woje bardzo dumni i mężni, ale i kramarze z żonami i dziećmi, życie obozowiska, braciszkowie fraterzy święci z zakonów, asystujący przy koronacji Bolesława Księcia. Drużyny rekonstrukcyjne: Drużyna Gleipnir, Włócznie Jutlandii, Jotunn Jegere drużyna wojów wczesnośredniowiecznych, Jarn Galtarna/Iron Boars Wikings and Slavs reenacment groups, Stowarzyszenie historyczne Grodu Radzim, Valknut Hird, Cedyńskie Bractwo Historyczne Comitatus, Zakon Braci Wędrownych Fratelli Tutti, Dęby, Nornasvero filoi Machis, Bractwo Wojowników KRUKI SMOKI Sigurda, Drużyna LAGOM, kram Dobrawy Reko handicraft artist, Drużyna Matoha, HenHouse Blades, Willow Black Forge...

Sławianie połabscy... Słowianie zachodni, Skandynawowie, Norwegowie, Szwedzi, Duńczycy, wojowie z Bizancjum. Z nimi wieczne kamienie-amulety, ametysty o pięknym refleksie, kamienie z dalekiej Amazonii, Brazylii transatlantyckiej, Zambii. Rzeźbiarz odtwarza w drewnie posążki dawnych bogów, może tych z Radogoszczy, z runami. Młoty boga Thora... Wojowie zachodniopomorscy, rusińscy, rekonstruktorzy przyjechali na Zamek z Holandii, Niemiec, jeden z nich - widzę, jak przymierza but z kramiku szewskiego, jego własne są już sfatygowane... Mężczyźni, jak to we wszystkich epokach bywa, wczuwają się w rolę – wiking-zawód-profesja znaczyło mężny wojownik. Pojedynki przy zamku trwają, zapowiedź bitwy...

Kuźnia IX-XI wiek, rekonstruktorzy próbują swoich sił, by zrozumieć proces obróbki żelaza, dawniej bardzo cennego.

Krajka to przepaska na strój, trzymała ubranie, była ozdobą, w kramikach ją plotą. Tuniki szwedzkie, na piersiach krzyże islandzkie. Spodnie szarawary skandynawskie i kaletka – torebka starannie uszyta – też widoczna w kramach rzemieślników; przy stroju jednego z grupy Smoków Siggurda... Hełmy typu normandzkiego, pancerz lamelkowy, kolczuga nitowana nie była zbyt powszechna z racji ceny, około 10 procent wojów ją miało, częstsza była włócznia o długości 2,5 do 3 metrów.

Ciekawych rzeczy się dowiaduję... np. owijki na nogach, takie jeszcze były w XX wieku, paski z dostępnego w średniowieczu lnu lub wełny, nałożone w kilku warstwach miały chronić nogi w spodniach, kiedy trzeba było przedzierać się przez chaszcze, dobrze też, jak wynika z praktyki, wpływają na krążenie w nogach.

Osada targowa, VIII-XI wieczna, stoiska rzemieślnicze i rękodzielnicze, rekonstruktorzy bardzo dbają o wierność dawnym wzorcom, korzystając z rycin, pism, znalezisk historycznych. Jedna z pań mówi mi o deseczce zwanej bardką, tabliczkowej metodzie plecenia, ułatwia tkanie na krosnach, można to robić też na na inkl-omie. Wystawione są naczynia gliniane do codziennego użytku, typu słowiańskiego i wikińskiego. W jednym z namiotów natykam się na muzykanta z fletem, grają np. do boju, muzykę opartą na dawnych pieśniach, są dostępne proste zapisy nut.

Mennica i mincerz wybijający monety; dukaty niderlandzkie... Dla zgłodniałych wojów, i zwiedzających lokalsów, podpłomyki pieczone na ognisku, z mąki konopnej, bogate bo z dodatkiem drogiej wtedy soli, jest masło z czarnuszką i śmietanka, a kapusta waży się w rondlu...

Dwóch mnichów odpoczywa przez inscenizacją koronacji, która będzie miała miejsce na dziedzicu, benedyktyn z czasów chrztu Polski w 966 r. i cysters – XII wiek okres rozbicia dzielnicowego. Stroje, bardzo skromne, bo taka była reguła w konwentach, mnisi szyli sobie kościanymi nićmi, z szorstkiej grubo utkanej wełny, dostosowana była do warunków klimatycznych, innych w cieplejszej Italii, Czechach niż w mroźnej Polsce, farbowana na ciemno we włoskim orzechu, czarny barwnik był dla klas wyższych, i laska drewniana – pomaga w chodzeniu na dalsze odległości. W torbie - suszone ryby, chleb żytni ciemny razowy. Na habicie krzyżyk drewniany z Wielkich Moraw.

„W cieniu korony. Historia Pięciu Polskich Męczenników” - spotkanie pasjonatów historii, około 200 rekonstruktorów odwiedziło zamek międzyrzecki. Organizatorzy „Ruch Miejski Serce Zielonej”, Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej oraz Stowarzyszenie uMOCnieni im. Ireny Kubik z Międzyrzecza dziękują patronom i sponsorom: Gmina Międzyrzecz, Województwo Lubuskie, Rafał Kostelecki, Magdalena Maria Słota-Łagoda.


Iwona Wróblak

kwiecień 2026 r.





































 


czwartek, 1 stycznia 2026

 

Śnieżny Sylwester biegaczy


Urokliwe Podzamcze w śnieżnej scenerii, po raz pierwszy chyba w tym sezonie. Nie było zimno, tylko mokro, trochę wietrznie. Czy biegacze - po raz 42., przyjdą, by uczynić zadość sportowej tradycji Sylwestrowej międzyrzeckiej?

Idą. Powitania. Wstępna rozgrzewka... Wiek biegaczy – średni, i elegancki, jest ich spora grupa. Zaczynają od spaceru, potem przechodzą w lekki trucht. Na trasie może być ślisko.

Tegoroczny 42. Bieg Sylwestrowy miał charakter rekreacyjny, towarzyski, chodziło o to, by pożegnać stary rok na sportowo. Dystans to około 6-7 km - do sławetnego Dębu Michała, za wsią Święty Wojciech. Na miejscu był okazjonalny Sylwestrowy szampan, i życzenia. Złożył je Andrzej Frabiński, jeden z pomysłodawców sylwestrowego biegania. W gronie przyjaciół składano sobie życzenia noworoczne, odśpiewano także kultowy hymn biegaczy.


Iwona Wróblak

styczeń 2026 r.




 

 

środa, 31 sierpnia 2022

 

Piotr Rogala – akustycznie. Skocz w pudło gitary


Kończące się lato i ostatnie – oby nie – koncertowanie na świeżym powietrzu... Piotr Rogala – akustycznie na zamczysku naszym, szacownym dziedzińcu.

„Na wschód od Edenu”. Tam gdzie wschodzi słonce poezji. I śpiewania. Rodzinnego, bo prawie cała rodzina Rogalów to pieśniarze... Dwie gitary klasyczne i instrumenty klawiszowe na scenie, kamiennych fundamentach budynku starosty.

Dawniej trubadur, jeśli – jak śpiewa Piotr w „Balladzie o trzech trubadurach” Wojciecha Młynarskiego - nie ukontentował słuchaczy, mógł za ten despekt nawet zapłacić głową... Sztuka musi być dobra. Piotr starannie się przygotował do recitalu, wybrał piosenki, które coś dla niego znaczą. Może zamykają pewne etapy w życiu.

„Wolna Grupa Bukowina”. Pamiętam ten zespół z dawnych lat, wtedy był synonimem autonomicznej wolności. Zapomnianej historii i przestrzeni, która bierze się z płuc oddychających pełnym powietrza wnętrzem. Żywiołu wody przepływającej potokami przez zdarzenia niczym czas nasz osobisty.

Dobrze, z wyczuciem gatunku, zagrany „Czarny blues o czwartej rano” Adama Ziemianina i Krzysztofa Myszkowskiego. Pochwycić chwile bezsenne, tęsknoty nieobecne z racji osoby, której dotyczą.

Klasyczna poezja śpiewana, czyli piosenki Zespołu „Stare Dobre Małżeństwo”. Na scenę jest proszony (przez ojca) junior Tomek Rogala, także – dobrze – śpiewa i gra na gitarze. Skocz w pudło gitary – to pomysł, jak przeczekać zawirowania miłosne. Wyjść z tym pięknie brzmiącym instrumentem w słońce – by pomóc słońcu lśnić... Kolejny „Blues dla małej”. Etiuda o miłości. Pewne listy być może nie powinny być wysyłane, po osiągnięciu adresata swoim zaistnieniem nie wyjaśnią spraw... Czy „Jest już za późno”? By odnaleźć się w dżungli świata. Jeśli czas ma dwa wektory. W świecie nieuporządkowanym przedmioty, które używamy, powinny stworzyć dla nas (bezpieczne?) miejsce. Zachwycić – coś, siebie - by nie zniszczył nas czas.

Pożegnania bywają bezsłowne.

Straże ustawione są wokół snów mężczyzny, kiedy pilnuje ich kobieta. Zmiany w polach widzenia – czy nastąpią? Zmiany – w strukturze własnej osobowej strażników... Szuka się, kiedy - „Szukania mi trzeba” – domu, gitarą i piórem. Wtedy niebo jest nad śpiewającym. Prześwit, kolumna oddechu.

Co jest ze wskazówkami Z(z)egara? Niepokój – odliczania, upływu, czy względności... Receptą może być nie-wyosabianie się z nurtu wskazówkowego. Nasiąkanie tarczą zegarową jak pobliskie ściany. Gra zbudowana z cegiełek, które same są szukaniem (sensu).

Znów twórczość Wojciecha Młynarskiego. „Ballada o torreadorze”, który uczył się od swego nauczyciele sztuki uników – z szacunku dla siły byka... Młody torreo chce postawić się w sytuacji byka, a zwierzę tym samym skłonić do (człowieczego, słabszego) zachowania unikowego.

Utopia systemów społecznych. Stanisław Klawe „U nieba wrót” opowiada o swoim życiu ziemskim poświęconym budowie socjalizmu rozumianego w założeniu ideologów jako tworzenie ustroju sprawiedliwego dobrobytu, niestety rewolucja nie pozwoliła na polepszenie życia człowieka, w zapędach działań biurokratycznych i totalitarnych nie starczyło czasu na wypełnienie ich pożądaną pierwotnie treścią.

Piotr Rogala zaprosił do udziału w swoim koncercie pianistę Dominika Fryzę z Pszczewa. Razem wykonali „Blues dla robotnika”. Także pamiętny utwór krakowskiego „Starego Dobrego Małżeństwa” o „Bieszczadzkich aniołach”, którzy swoje skrzydła mają schowane w plecakach, by nimi nie epatować... Braterstwo skrzydeł to radość nieukierunkowana, śpiewania, muzykowania, bycia pod niebem świata. Czasami muskają otoczenie tymi skrzydłami, zapalając w nas przyjazny wspierający ogień. Dominik też gra na ukulele. Razem z Piotrem zaśpiewali uroczą szantę. O podróży „w keji”, od której można Odbić (w podróż); Ona keja gdzieś jest i czeka, i podróżnik też jej wygląda, tej Bramy w wielkie Nieznane. W szeroki świat.

Nie tylko świat zwierzęcy tka nas w swej sieci, także fonosfera; kwiaty pielęgnowane przez ogrodnika zostały zaskoczone jego śmiercią. Na wszystkim zostawiamy swój odcisk bycia, pełnoprawni jako cząstki przynależnego nam czasu przestrzennego. We mgle naszych niewysłanych listów, wiadomości niedotarłych do adresatów.

Z ciekawością czekałam, jak Piotr zaśpiewa słynne Solidarnościowe „Mury” Jacka Kaczmarskiego. W "Obławie" był żal zabitych młodych wilczków i męska rozpacz starego wilka walczącego z gończymi psami i brutalnym bezwzględnym człowiekiem-myśliwym. Na koniec usłyszeliśmy pieśni o stosunkach sąsiedzkich, emocjach niekoniecznie dobrych, mających swe źródło pewnie w traumatycznych przeżyciach wyniesionych może z dzieciństwa. Dobitne i wyraziste było męskie granie w „Miłe tango” - o mężczyźnie, wojnie i kobiecie uprzedmiotowionej z tej racji... Niesentymentalna, bardzo ciekawa piosenka. Na bis – o szczerości wzajemnej, jej nieoczywistej potrzebie – utwór Stanisława Sojki pt. „Tolerancja”.

Ciekawy wieczór. Zanurzyliśmy się na godzinę w poezji, jej wizji przedstawionej przez Piotra, mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś dla nas zaśpiewa.

Iwona Wróblak

sierpień 2022










środa, 24 sierpnia 2022

 

Inna Kamaryan z recitalem pieśni na Zamku


Na dziedzińcu zamkowym, za sprawą Starościny Agnieszki Olender, gościliśmy Innę Kamaryan z Wrocławia, śpiewaczkę operową, której akompaniował na instrumentach klawiszowych Jerzy Janke. Koncert prowadził Jan Edward Czachor.

Szkolony sopran pani Inny, z delikatnym rosyjskim akcentem; Kamaryan przyjechała do nas z Uzbekistanu, wysłuchaliśmy arii z opery „Giani Schicchi” Giacomo Puciniego, pieśni „Mattinata” Ruggero Leoncavallo, „Boleros Laspaniola” - znany i lubiany utwór z kręgu kultury hiszpańskiej.

Druga część koncertu poświęcona była twórczości Anny German, polskiej piosenkarki, która debiutowała na scenach w latach 60. ubiegłego wieku. German, podobnie jak Inna Kamaryan, urodziła się w Uzbekistanie, i przez jakiś czas również mieszkała we Wrocławiu. Obie panie łączy też posiadanie pięknego głosu. Przypomnieliśmy sobie kilka przebojów niezapomnianej German w wykonaniu Inny Kamaryan i Jerzego Janke - „Tańczące Eurydyki”, „Człowieczy los”, „On mi się podoba”, „Jesteś moją miłością”, „Nie ma takich słów”, „Ty jesteś taka romantyczna”, piosenkę z repertuaru Anny Jantar „Żeby szczęśliwym być”, i inne. German śpiewała w kilku językach: po włosku, angielsku, rosyjsku i polsku.

Arie operowe i piosenki Anny German w wykonaniu zawodowej śpiewaczki, piękny koncert na dziedzińcu zamkowym.


Iwona Wróblak

sierpień 2022