niedziela, 10 marca 2019


Trans tańczy dla dzieci

            Tańczące Dzieci – dzieciom… Tym razem dla Klaudii, 14. letniej tancerki „Transu”, biorącej udział w akcjach charytatywnych, i maleńkiego Wojtusia – 2 latka, wsparcie dla ich niezwykłej siły walki z chorobą. Nadzieja – jak powiedział prowadzący – to marzenia o czymś nieprawdopodobnym, o wyzdrowieniu… Kolejny charytatywny koncert Zespołu Tańca „Trans” Anny Bubnowskiej, z którego cały dochód będzie przeznaczony na leczenie dwojga chorych dzieci.
Piękne widowisko w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury przyciągnęło niemal komplet,  widownia była pełna ludzi. Koncert objęty był patronatem burmistrza Międzyrzecza. Organizatorzy dziękują za pomoc i wsparcie dyrektorkom: MOK, SP nr 3, SP nr 2, Annie Kuik, Alicji Bohatej, Justynie Adamirowicz, radnym miasta i gminy Międzyrzecz, firmom, uczniom i rodzicom, międzyrzeczanom.
            „Trans” jest bardzo utytułowany, ma w swoim dorobku kilka tytułów Mistrza świata, mogliśmy się przekonać, że zasłużenie. Za każdym razem Zespół zdumiewa nas świeżością pomysłów, profesjonalizmem wykonania i, przede wszystkim, mistrzowską choreografią.
            Przepiękne układy. Widowiskowe. Precyzyjnie wkomponowany ruch we frazy muzyczne. Przejrzysta myśl choreograficzna, starannie zrealizowana. W przypadku młodszych dzieci wiele mówiące kostiumy. Bazowanie na naturalnej witalności młodziutkich tancerzy. Poklask widowni, który służyć ma, zachęcać dzieci do ruchu, by uwierzyły w celowość takiego właśnie sposobu spędzania wolnych chwil. Zabawy dla rozwoju ruchowego, i artystycznego – dodam.
            Mnóstwo tematów jest do wykorzystania. Inwencja pani Bubnowskiej i jej instruktorek zdaje się być niewyczerpywalna… Mamy wiosnę, czy przedwiośnie. Zaczną pojawiać się listne zieloności, taki też kolor mają kostiumy średniej grupy dzieci. Na scenie wynurzanie się łodyg z potencjału ziemi, ich drżący wzrost, kwitnienie. Zachwycenie narodzinami życia. Dłonie, ręce, prą ku niebu i światłu, dadzą przebudzenie wiosenne… Jesteśmy jak łąka rozkwitająca. Jak część natury.
            Puls świata. „Żądza pieniądza”… Czerwone krawaty do garniturowych spodni młodych wilków finansjery. Dynamiczny blichtr yuppi’s, na razie wyścig branżowy, czy przystosowanie do wymogu czasów…  Błyszczące fraki sekretarek, domniemana ich ważna rola w design firmy… Sprawność młodych tancerzy operujących figurami tanecznymi około kilku prostych stołów i krzeseł.
Malutcy tancerze z dużymi napisami MMS. Bardzo słodkie czekoladowe memy… „Skaczcie w górę jak kangury” – uroczy pretekst do ukazania dziecięcej radości z naśladowania sposobu poruszania się australijskich zwierzaków, z ogonami i dużymi uszami. No i dzieci mają okazję (artystycznie, i po prostu) poskakać… Po czym powrócić do toreb kangurzych, schować się w ich wnętrzu…
„Podążaj swoją drogą”… Jeden z poetyckich impresjonistycznych układów, jakich wiele w repertuarze „Transu”. Poezja i malarstwo i taniec w jednym. Z dodatkiem tanecznego teatru… Etiuda. Subtelna muzyka. Jako elementy dekoracji – sześciany jako cegły muru, które buduje każdy dla siebie, ale też zespołowo je tworzymy. Film o człowieku, w zwolnionym jakby tempie, tak charakterystycznym dla filozofii stylu choreografii tworzonej przez instruktora „Transu”.
Z przymrużeniem oka… „Spece od moli”. Nawet tak, wydawałoby się, nieciekawa działalność może zostać tematem układu. Mole to jednak urocze stworzonka, zwłaszcza jeżeli przypnie im się przeźroczyste skrzydełka, a one nimi w tańcu pomachają… Też trzeba je lubić, są częścią tanecznej biosfery… Lubimy nasze Transowe mole… Chłopcy-spece z rurami odkurzacza wchodzą z nimi w interakcje taneczne.
„Chłopcy”. To co ich kręci, co lubią młodzi. Breake dance. Klimaty współczesne. Basowe brzmienie miksowanego podkładu muzycznego. Oszczędność ruchów, dzięki temu widzimy pokaz istoty tego nurtu tańca artystycznego. Młodzieżowa komórkomania, czy układ „Łap zasięg”, żeby coś sobie uświadomić, najlepiej pokazać rzecz w krzywym zwierciadle satyry.
Ludowość. Ludyczność. Etnos. Tutaj ukraiński. Bogato zdobione ludowymi motywami krótkie, nieprzeszkadzające w tańcu, przy tym myślę, jakby uwspółcześnione, przez to utrwalające regionalną tożsamość kulturową, sukienki, i fryzury jednoznacznie kojarzone z wschodnioeuropejskim żywiołem ludowym. Piękny przeponowy zaśpiew ukraiński. Dany nam w spadku schemat i archetyp, zasygnalizowany, i zidentyfikowany za pomocą niewielkiej ilości ruchów – ich dobór świadczy o wielkim profesjonalizmie, myślę – co jest docenione na przeglądach i festiwalach, w których Zespół od lat bierze udział.
Kolejny ciekawy tematycznie układ. „Power flawers”. Doniczki, jak domy roślinek, i robaczki-szkodniki, które też mają w ogólnym porządku przyrody swe niezbywalne miejsce. „Trans” ma wiele takich ekologicznych w swej tematyce i filozofii układów w repertuarze. Twarzowe kostiumy robaczków z wielkimi ząbeczkami, z kilkoma ramami odnóży.
Znów poezja na pograniczu Teatru tańca. „Magia mima”. Sztuka i abstrakcja świata teatralnych mimów – kostiumy w paski, autystyczna geometria. Dziewczynka jest odbiorczynią, czy uczestniczy w tym świecie. Wkracza weń… Świat Teatru potężny w swej mocy. Każdy ruch, jak w dziele filharmonicznym, zdaje się być przewidywalny. Jak matematyczność muzycznej kompozycji. „Marionetki”. Temat teatru Lalek, mający głębokie konotacje, tak myślę, w dawnych wierzeniach przedchrześcijańskich, z Lalą bóstwem śmierci, może jako przejścia, i świata poza życiem, jaki zawsze fascynował ludzi. Lalowe chtoniczne życie istot na ziemi, pacynek sterowanych przez demiurga.
Subkultura punków. Kraciastość strojów i nieprzystawalność filozofii. Wieczny bunt. Czerwone irokezy. Skórzane kurteczki – punky ewoluuje, ale istota buntu zostaje ta sama.
Po raz kolejny oglądamy przepiękny monumentalny, doskonały układ pt. „Niepodległa”, napisany z okazji odzyskania przez Polskę po stu latach niepodległości. Balet. Proste taneczne suknie starszych dziewcząt z opaskami białoczewonymi, flagi przypominające o działalności kobiet polskich w służbach medycznych w czasie działań wojennych na różnych frontach.
            Folklor przedmieść paryskich, kawałek historii kultury europejskiej. Kawiarenki i kwitnące tam w latach 20.,30. życie towarzyskie. Galeria postaci, stylizowane kostiumy, które przywodzą nam na myśl znane nazwiska w literaturze i sztuce, świetna gra aktorska młodych tancerzy.
Ponownie najstarsza grupa, jest wielką przyjemnością oglądać ich popisy, to sztuka taneczna już profesjonalna. „Na opak”. Suknie jak geometryczne abstrakcie malarskie. Kanciaste i chyba wzorowane na obrazach…  Dynamika i dostojność wielkiej sztuki tańca. Taniec w układzie  teatralno – malarsko abstrakcyjnym… jedno z arcydziełek Bubnowskiej. Minimalizm ruchów, ich wielka precyzja. Układ, który zasługuje na wielokrotne oglądanie, tak wiele, myślę, treści zawiera, mam nadzieję, że zobaczymy go jeszcze wielokrotnie. Kolejny układ, tym razem z muzyką hiszpańską – „Wspomnienie róży”, poezja tego kwiata, który jest i sukniami tancerek, i wielkim przyozdobieniem każdej z nich, i tematem – myślę. Róża i jej różana pięknotowość, symbol gorących uczuć, wielkiej miłości, w literaturze temat od wieków eksploatowany. Dlaczegóż by nie w teatrze tańca?
Mieliśmy dwóch gości śpiewających na tej tanecznej uczcie – Kalina Tomysek, Lidia Gągala i duet: Marta Plewa i Piotr Podlecki – gitara klasyczna, w piosence poetyckiej. Wiele razy ich słyszeliśmy na naszych lokalnych scenach.
Jak powiedział burmistrz, wpływy z tego koncertu, z cegiełek, a także z innych wydarzeń kulturalnych w tym roku, będą zasiłać konto na leczenie chorych dzieci.

Iwona Wróblak
marzec 2019



















czwartek, 7 marca 2019


Łemkowie - pszczewska karta

            Łemkowie. Fragment lokalnych dziejów – wpisujących się w najnowszą historię Polski, niekoniecznie tę chlubną. Dzisiaj (zawsze) każdą historię, wszystkie opowieści, zwłaszcza te z pierwszej ręki – trzeba znać. To jest miarą naszego patriotyzmu…
EtnoPolska. Program z Narodowego Centrum Kultury. Piękno i bogactwo naszych społeczności lokalnych zawdzięczamy szeroko rozumianej różnorodności kulturowej. Często niestety jest tak, że nie zdajemy sobie sprawy z rozmaitości tradycji, które stworzyły naszą obecną tożsamość.
Łemkowie. Grupa górali karpackich, ludzie którzy w 1947 r. w wyniku Akcji „Wisła” zostali przymusowo przesiedleni z południowo – wschodniej Polski na ziemie zachodnie. Jeszcze dzisiaj bardzo niechętnie mówią o swym wygnaniu z rodzinnej ziemi. Wywózki o znamionach czystek etnicznych, jakich wtedy dokonano, podobno po to, by oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii można było łatwiej zlikwidować (?), pozostawiły na pokolenia dotkliwie bolesny ślad w ich świadomości zbiorowej. Minęło 71 lat, to trzy pokolenia ludzi oderwanych od swych korzeni. Zmuszeni zostali siłą do życia diasporalnego. Nie następował przekaz swojej kultury. Ich potomkowie zmagają się ze stygmatem dwukulturowości, zagrożeni wynarodowieniem.
Tylko pieśni śpiewane przez najstarszych ludzi przypominały im o własnej tożsamości. Kolęda zanucona przez Annę Wiśniewską na niedawnym wigilijnym spotkaniu Klubu Przyjaciół Pszczewa, obok innych kolęd – polskich, niemieckich, francuskich. Kolęda łemkowska, a wraz z nią, ze śpiewnym muzycznym przekazem w ojczystym języku, którego frazy wykwitały z mroków wyparcia i zapomnienia, wysypały się opowieści, jak (początek) oczyszczenia wzajemnych polsko-łemkowskich relacji, bo rana boli nadal…
Z lat dziecięcych idylliczne wspominki, o pięknie przyrody góralskiej, zapachu maminych potraw… I o krzywdzie, jaka spotkała tych ludzi ze strony mężczyzn w mundurach, którzy kazali mamie i tacie, wujkom i ciociom, w ciągu dwóch godzin się spakować i jechać w nieznany im kraj na ziemie tzw. zachodnie. Rzucić rodzinną ziemię, gdzie mieszkali od pokoleń, cerkwię, zboże na polach zasiane, którego nie dane im będzie zebrać… I to - dlaczego? Z jakiego powodu - panowie polscy milicjanci, polscy wojskowi, przez których przez pierwsze lata po przyjeździe skazani zostali na nędzę, upokorzenia, niektórzy na Jaworzno – obóz koncentracyjny dla niepokornych podobno Ukraińców, na tortury i ponad setkę zabitych tam ludzi?
Pytanie rzucone przez Ewę Walkowską dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury – ile łemkowszczyzny uda się dzisiaj (po 71 latach od Akcji „Wisła”) znaleźć w Pszczewie?
Na stoliku w Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu stos broszurek pt. „Łemkowie pszczewska opowieść”. To drugie lokalne spotkanie z kulturą łemkowską, pierwsze odbyło się 19.10. 2018 r. W bibliotecznej Czytelni w Międzyrzeczu spotkanie z siedmiorgiem ludzi: Ewelina Matusiak – Wyderka, tkająca z koralików na krosenku krywulkę – oryginalną biżuterię łemkowską. Są nią przystrojone, jak również pięknymi kolorowymi chustami, Anna Wiśniewska – Łemkini, pszczewianka, Ewa Walkowska (dyr. GOKw Pszczewie), historyk Karolina Korenda – Gojdź (autorka broszurki). Jest historyk Mirosław Piecuch (kierownik Zagrody Młyńskiej w Bogdańcu – filii Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta w Gorzowie Wlkp.), ks. Artur Graban (proboszcz parafii prawosławnej p.w. Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Ługach i parafii p.w. św. Michała Archanioła w Brzozie) – wskrzesiciel współczesnej kultury łemkowskiej, inspirator idei tłumaczenia literatury powszechnej na język łemkowski, zachęcający łemkowską młodzież do śpiewania i grania w zespołach muzycznych, nie tylko ludowych, także np. rockowych, i Stefan Furtak, międzyrzeczanin łączący w tradycji swojej rodziny nurty rzymskokatolickie i greckokatolickie, od lat piszący o zwyczajach i świętach łemkowskich do lokalnej prasy. Jego rodzina przez lata wspierała parafię greckokatolicką.
W miłej swobodnej atmosferze opowieści niemalże rodzinnych – bo naszych krajowych, małoojczyźnianych, lokalnych – słuchamy gawędy z ciekawością… To dla wielu nieznane karty polskiej wieloetnicznej multireligijnej historii. Składają się na nią, na tę Historię – również – łemkowskie pamiątki rodzinne pani Anny Wiśniewskiej, relikwie, jak o nich mówi: stary portret ojca w mundurze, drewniane kuchenne łyżki, serdak wyszywany koralikami, chusty… Okruchy wspomnień, dzisiaj pieczołowicie zbierane…
W 1947 roku w ich wsi Banicy powiedzieli im ludzie z karabinami: „jedźcie na zachód, tam wszystko będzie”… Nie było. Były mocno zdewastowane przez szabrowników domy, w których musieli w ciasnocie, przez najbliższe lata, mieszkać. Dostali nadziały kiepskiej ziemi, bo tylko takie dla nich zostały. Wszystko (co dobre) wraz z przyjazdem do kolonii Żółwin się skończyło. Przez długie lata nie wiedziała, że powinna nazywać siebie Łemką… Zresztą oboje z przyszłym mężem, pochodzącym z niemieckiej rodziny, byli wtedy wykluczeni ze społeczeństwa…
Łemkowyna znajduje się w południowo-wschodniej Polsce w Beskidzie Niskim, Sądeckim i Bieszczadach, obejmując części powiatów nowotarskiego, nowosądeckiego, gorlickiego, jasielskiego, krośnieńskiego, sanockiego i leskiego. Tereny Łemkowszczyzny były zasiedlane od początków XIV wieku (kolonizacja wołosko-ruska). Łemkowie od północy sąsiadowali z ludnością polską, od wschodu z ukraińskimi Bojkami i Dolinianami, od południa ze Słowakami. Ważnym spoiwem społeczności łemkowskiej była i jest więź wyznaniowa, i język. W większości Łemkowie są grekokatolikami lub prawosławnymi. Mowa Łemków przynależy do obszaru języka ukraińskiego, jest jednym z trzech góralskich dialektów ukraińskich.
W wyniku Akcji „Wisła” na ziemie zachodnie wysiedlono ok. 150 tysięcy osób; 30-40 tys. z terenów Łemkowszczyzny, na Ukrainę – 478 tys. ludności, w tym 70-100 tys. Łemków.
Na punktach rozdzielczych transporty z ludźmi kierowano do powiatów Ziem Odzyskanych. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego przyjęło zasadę, by przesiedlona ludność nie przekroczyła 10% zastanej społeczności. Ograniczono możliwość poruszania się osadników do innych ościennych powiatów, nie wydawano zezwoleń na powrót do stron rodzinnych. Głównym celem deportacji było maksymalne rozproszenie wysiedlanej ludności. Do powiatu Skwierzyna trafiło 677 wysiedleńców, do powiatu Gorzów – 709, Międzyrzecz - 820, Sulęcin – 974, Świebodzin – 1156, Strzelce Krajeńskie – 1742 osoby. W gminie Pszczew zamieszkali ludzie wysiedleni ze wsi Banica, Czertyżne, Łosie, Dobra Szlachecka. Wystawione na spotkaniu w Bibliotece Tablice z kierunkami przesiedleń Łemków opracował Mirosław Piecuch.
Zakaz powrotu na ziemie ojczyste został Łemkom po 10. latach cofnięty. Niewielu z nich powróciło do swoich wsi, wiele z osad dzisiaj porasta trawa. Silne rozproszenie utrudniało organizację życia społeczno – kulturalnego. Lepsza sytuacja była w powiecie strzelecko- drezdeneckim, diaspora była tam najliczniejsza. Z czasem powstało Ukraińskie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne. W 1992 r. założono Stowarzyszenie Miłośników Kultury Łemkowskiej, którego pierwszym prezesem został Marian Jacenik z Dobiegniewa. Kierował chórem w Ługach i opiekował się zespołem grającym muzykę łemkowską. Następca Jacenika Bogusław Siwiec był jednym z inicjatorów i organizatorów znanej Łemkowskiej Warty w Ługach.
Ks. Artur Graban kontynuował ideę Warty, dzięki jego staraniom Stowarzyszenie otrzymało od burmistrza Strzelec Krajeńskich nieczynną wieżę ciśnień, którą nazwano Lemko Tower. Odbywają się tam spotkania, wystawy, próby młodzieżowych zespołów muzycznych. W okolicy ma miejsce nauczanie języka łemkowskiego i religii prawosławnej, literatury, historii i tradycji narodu łemkowskiego, tak aby Łemkowyna była dla najmłodszego pokolenia nie tylko – jak mówi ksiądz - mityczną krainą, dla osób starszych bolesnych wspomnieniem, ale stała się okazją do poszukiwania własnej tożsamości. Kraj przodków jest odwiedzany na organizowanych wycieczkach autokarowych w Bieszczady i Beskid Niski i w inne regiony. Także nawiązany został kontakt ze współczesną kulturą ojczystą, architekturą, z literatami, ludźmi sztuki, z żywym językiem łemkowskim – rozmawiają w nim, przygotowują sztuki teatralne. Są prowadzone warsztaty kulinarne – kuchnia to też kultura…
 Kreatywne uczestnictwo w kulturze. Wielka przygoda młodych ludzi… Znany w artystycznym światku Nikifor Krynicki czy Andy Warhol byli Łemkami, o czym nie wszyscy wiedzą. Organizowane są wieczory poezji i pieśni łemkowskiej, miał miejsce projekt muzycznych spotkań trzech kultur: polskiej, ukraińskiej i łemkowskiej, którego celem było szukanie słowiańskiego ducha w różnorodności form wyrazu. Stowarzyszenie wydało 17 książek przekładów na język łemkowski, 14 płyt muzycznych. Aktualnie działają zespoły: „Łemko Tower”, „Jarro”, Chór przy parafii prawosławnej p.w. św. Michała Archanioła w Brzozie. W zeszłym roku uroczyście obchodzono 60. Lecie Parafii Greckokatolickiej w Międzyrzeczu...
Jest jeszcze wiele nieopowiedzianych historii rodzinnych, osobistych. Bycie innym było kiedyś trudniejsze… Dlatego ciekawsze jest, jak mówi Karolina Korenda – Gojdź, to czego nie chcemy powiedzieć, i dlaczego – nie chcemy mówić o danej sprawie, a do naszych relacji wkrada się błąd czy pomieszanie… O odkrywamy prawdziwą(e) historię, w jej wielu płaszczyznach… I odsłonach tak wielu, dodam, ilu jest ludzi. I okoliczności, w jakich przyszło im żyć.
Milczenie wynika z inności kulturowej. Braku otwartości z drugiej strony, życzliwej tolerancji - empatii. Po hekatombie II wojny światowej utraciliśmy nasz obyczajowy wielowiekowy ryt środkowoeuropejskiej wieloetniczności… z sąsiadującym z nami żywiołem innym niż polski, innymi zwyczajami, które przez wieki tak bardzo wzbogacały naszą wspólną regionalną kulturę. Pszczewska historia jest specyficzna, tak jak wiele ościennych gmin pogranicznych. Piękno w różnorodności, przez dziesięciolecia ukryte, temat niemalże tabu, dzisiaj, m.in. dzięki działalności ks. Artura Grabana, i innych działaczy społecznych, we współczesnej Europie, dzięki np. projektom EtnoPolska, znowu nabiera blasku i koloru.
Mnoha ja lita – nasze Sto lat, albo więcej, w wolnym tłumaczeniu bardzo dużo lat -naszego wspólnego sąsiedztwa. Pysznego mastyły (budyń na mące owsianej), hałuszki (pyzy ze skwarkami), czy słynnej łemkowskiej świątecznej keselicy. Kuchnia zawsze łączyła narody. Odnośne przepisy są dostępne we wspomnianej książeczce „Łemkowie Pszczewska opowieść”.

Iwona Wróblak















wtorek, 26 lutego 2019



Lubuski Festiwal Piosenki

            Lubuski Festiwal Piosenki – Eliminacje Gminne, koncert w na scenie w sali kinowej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury…
Lubuski Festiwal Piosenki jest częścią Programu Promocji Twórczości Dzieci i Młodzieży PRO ARTE realizowanego w województwie lubuskim. Operatorem programu jest Regionalne Centrum Animacji Kultury, realizatorami – organizatorzy etapów powiatowych: samorządy lokalne, domy, ośrodki i centra kultury. PRO ARTE to cykl prezentacji artystycznych.
             W tym roku w wydarzeniu wzięło udział 15. młodych wokalistów z lokalnych szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Większość z uczestników to – bardzo utalentowane – jak stwierdziło jury, dzieci z przedszkoli i szkół podstawowych. Przedstawicieli młodzieży było tylko dwoje: oboje z Centrum Szkolenia Zawodowego i Ustawicznego (CKUiZ): Marta Plewa i Wojciech Matulewicz, znani nam z poprzednich festiwali wokalnych. Występ ich był również bardzo udany.
            W tym roku jubileuszowemu XX Festiwalowi Piosenki w MOK towarzyszyła muzyka na żywo, akompaniament dla artystów w wykonaniu Orkiestry Festiwalowej; czyli Rafała Gojdki – instrumenty klawiszowe, Przemysława Podębskiego – gitara, Arkadiusza Malinowskiego – gitara basowa i Piotra Kowalewskiego - perkusja. Festiwal otworzyła dyrektor MOK Ewelina Izydorczyk – Lewy, orkiestra zagrała tusz…
            Nasze zdolne muzycznie i wokalne dzieci: Zuzanna Jóźwiak, Igor Gacki – najmłodszy uczestnik Festiwalu z Przedszkola „Jutrzenka”, Lena Głębicka, Maja Huczko, Agatka Komorowska, Andżelika Jasińska, Julita Lisiecka, Małgorzata Janusz, Małgorzata Rojek, Julia Jędraszak, Ula Malinowska, Marysia Spławska i Wiktoria Aleksandrowicz.
            W przerwie obrad jury (w składzie: Ksenia Kirenko, Przemysław Podębski i Czesław Nowakowski) obejrzeliśmy występy sekcji naszego MOK-u. Grupy: artystyczne formy żywego ruchu, prowadzona przez Bożenę Liberską – gimnastyka w wykonaniu grupy młodszej i starszej, ze wstążkami, piłkami, w układach indywidualnych i grupowych. Występ Chóru Dziecięcego „Piccolo”, zespołu śpiewającego na kilka głosów, prowadzonego przez Ewę Witkowską (akompaniament) – chórem dyrygował Wojciech Witkowski. Pokaz Tańca Towarzyskiego w wykonaniu młodszej grupy – prowadzący zajęcia to Piotr Soja. Studio Tańca „Gold”- Wioletta Robak – Grabarkiewicz, na ten występ przyszło bardzo dużo ludzi, wielu filmowało, robiło zdjęcia swoim, jak przypuszczam, pociechom, uwagę zwróciły piękne kostiumy tańczących dzieci.
            Wszyscy uczestnicy Festiwalu Piosenki otrzymali pamiątkowe Dyplomy uczestnictwa i upominki. Jury pogratulowało młodym wokalistom przede wszystkim odwagi publicznego zaprezentowania swoich umiejętności – wyjścia na dużą scenę naszego MOK-u. Nominacje do przesłuchań na powiatowym szczeblu Festiwalu Piosenki, który odbędzie się 3.03.2019 r. w GOK w Przytocznej, oraz tytuł Laureata - otrzymali: Agata Komorowska, Andżelika Jasińska, Julita Lisiecka, Julita Jędraszak, Ula Malinowska, Maria Spławska, Wojciech Matulewicz i Marta Plewa.

Iwona Wróblak