Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parafia Grekokatolicka p.w.Cyryla i Metodego w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Parafia Grekokatolicka p.w.Cyryla i Metodego w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2020


O kulcie – wykład ks. Ernesta Sekulskiego

Maleńcy pastuszkowie w sali starościńskiej Muzeum w Międzyrzeczu przygotowują się do Jasełek. Nasi międzyrzeccy Łemkowie, z ks. proboszczem parafii grekokatolickiej Ernestem Sekulskim, przygotowali dla nas widowisko w wykonaniu najmłodszych. W rączkach małej aktorki lala – niemowlęcy Jezusek, chłopczyk obok uważnie dzierży czerwone widełki (dla niegrzecznych), w rękach drugiego jest i miniaturowy pastorałek (trzymany niczym miecz dobrej i złej mocy w Gwiezdnych Wojnach…). Na sali mamy i ojcowie aktorów w barwnych soroczkach (wyszywane koszule), nasi okoliczni Łemkowie i ciekawscy międzyrzeczanie innych wyznań i narodowości…
Skrzydła aniołowe za chwilę zostaną przypięte…Głównym punktem wydarzenia będzie wykład ks. Sekulskiego pt. „Cerkiew greckokatolicka miejscem kultu Trójjedynego Boga”. Księdza Ernesta pamiętamy z poprzedniego spotkania w Muzeum, byliśmy pod wrażeniem Jego erudycji, a także (nieczęstej) umiejętności przekazywania słuchaczom w przystępny sposób niełatwych treści. Ten wykład także został starannie przygotowany, oparty na dogłębnym zrozumieniu zagadnienia kultu jako takiego, i jego roli cywilizacyjnej na przestrzeni wieków w różnych religiach.
Andrzej Kirmiel, dyrektor Muzeum, w mowie wstępnej wspomniał, że inna kultura nas – na pewno - wzbogaca… Zgadzam się w pełni. Witając zebranych – w języku łemkowskim i polskim, ks. Sekulski, pomysłodawca i organizator spotkania, po wykładzie zaprosił zebranych na łemkowski poczęstunek wigilijny.
Łemkowskie Jasełka. Z ciekawością wsłuchujemy się w rytm i melodię języka, wiele słów jest podobnych, łączy nas przecież ten sam wschodniosłowiański, pierwotny korzeń kulturowy. Uroku spektaklowi dodają dziecięce kreacje, stroje, i chęć by wypaść dobrze i wypowiedzieć swoje kwestie, po łemkowsku, w całości… Kilkuletnie dzieci nauczyły się swoich ról, w domu też kultywują tradycje i religię przodków. Ksiądz Ernest jeździ z tradycyjną Kolędą po domostwach parafian grekokatolickich w Lubniewicach, Świebodzinie, Brójcach, Torzymiu, Osiecku, Poźrzadle i Międzyrzeczu. Ludzie czekają na niego, pokolenie starsze, pamiętające być może jeszcze przymusowe przesiedlenia w ramach akcji „Wisła” z 1947 r., czekają także młodsi ze swoimi dziećmi, by wspólnie zaśpiewać kolędy, porozmawiać. 
Ksiądz Ernest przywiózł ze sobą grubą księgę, monografię pt. „Cerkwie i ikony” autorstwa Jarosława Giemzy, znakomite studium etnograficzne w wyczerpujący sposób omawiające zagadnienia dotyczące zabytków kultury starocerkiewnej. Autor książki będzie gościł z prelekcją w międzyrzeckim Muzeum.
Kult – potrzeba wewnętrzna człowieka, by oddawać komuś-czemuś cześć. Kult – mówi ksiądz Ernest - nie jest dodatkiem do codziennych czynności człowieka, od setek lat w erygowanej osadzie najpierw budowano świątynię, potem - domostwa ludzkie. Najstarsze odkryte stanowiska archeologiczne dotyczące zabytków kultu Istoty Najwyższej znalezione na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii datowane są na okres neolitu (11 tys. lat temu).
Kult jest cywilizacjogenny. Porządek wyobrażeniowy był czymś najważniejszym (może konstytuującym nasz gatunek?) od zarania najstarszych kultur. W kulcie chodziło o przebłaganie bóstwa, przeciągnięcie jego mocy na swoją stronę. Ofiary przebłagalne były czasem krwawe (u Azteków). Porządek, którzy ludzie sobie ustanowią - wypełniając wolę b(B)óstwa, będzie dla nich błogosławieństwem… U Izraelitów kult miał zawsze znamiona praktycyzmu. Kielich ofiarny był Bożym darem, działał w obydwie strony: zstępująco i wstępująco (do Nieba). W obrządku grekokatolickim ma mocny wydźwięk dziękczynny.
Znany (w podaniach, w zbiorowej pamięci na wszystkich kontynentach…) mit o Potopie, u nas przejęty ze źródeł akadyjskich, sumeryjskich, mówi o konsekwencjach czynienia przez człowieka zła i o karze. Ma za zadanie przynieść opamiętanie. I oczyszczenie. Wtedy będzie im (grzesznikom) wybaczone.  Kult jest zestawem działań człowieka, czynności przez niego wykonanych w tym celu, by zmienić jego skłonności do grzeszenia – to znaczy nieposłuszeństwa zasadom prawa Bożego. Człowiek jest niedoskonały, może nieświadomie naruszyć obiektywny porządek bosko-ludzki (czy ludzko-boski). Samowystarczalność moralna człowieka – jak myślę, brak potrzeby jakiegokolwiek kultu, granic moralnych, brak potrzeby przestrzegania norm społecznych wypracowanych przez cywilizacje (w różnych kulturach, kodeksach podobne w znaczeniu prawa np. obowiązku miłosierdzia) – jest, według ks. Sekulskiego, iluzją… Bóg podtrzymuje świat w istnieniu…
Gniew Boży, jak mówił ksiądz Ernest, osiąga wtedy swoje apogeum, kiedy człowiek zostaje sam, opuszczony…
Dla dawnych Izraelitów relacja z ich Bogiem była życiodajna. Dawała szansę odpoczynku, odrzucenia - na czas sacrum - trudu codziennego życia. Całopalne ofiary ze zwierząt miały symbolizować dokładnie takąż ofiarę symbolicznie złożoną przez wiernych, którzy przez ten akt utożsamiali się z zabitym zwierzęciem. Rytuał spalenia tłuszczu i organów wewnętrznych zwierzęcia ofiarnego (barana, kozła) był starannie przestrzegany, dym unoszący się z ołtarza miał zapach modlitwy. Kontynuacją kultu przejawiającego się w ofiarach ze zwierząt jest, powtarzające się w continuum czasu liturgicznego, przelanie krwi Chrystusa, znowu obecnego jak na Arce. Dla grekokatolików modlitwa ma woń przyjemną, znamionującą pozostawanie modlących się w pieczy Boga. Kropienie krwią Ołtarza jest naznaczaniem Miejsca (określonego fragmentu Ołtarza) esencją życia – dokonuję się wtedy naprawa uszkodzonej relacji z Bogiem. Żydowskie Jom Kippur jest świętem ekspiacji po okresie niewoli babilońskiej (wypędzenia narodu żydowskiego z jego ojczyzny). Okadzenie Ołtarza ma zapobiec - śmierci kapłana…
W obrządku grekokatolickim post eucharystyczny trwa godzinę przed liturgią. Następuje przygotowanie darów. Prosfera to chleb używany do komunii (nawiązanie do starotestamentowej tradycji ofiary). Wino używane do mszy św. jest czerwone, inaczej niż w obrządku łacińskim. Jako ofiara kosmosu… Żywy dar dla zmarłych…
Po tym ciekawym wykładzie zostaliśmy zaproszeni na degustację tradycyjnych potraw Wigilii łemkowskiej. Dobrze doprawionego barszczu, pierożków, ciast przygotowanych przez panie Łemkinie. Także mogliśmy wziąć udział w śpiewaniu kolęd, intonowanych przez starsze pokolenie naszych sąsiadów, zaglądnąć do startych śpiewników, jeszcze pewnie pamiętających czasy sprzed Akcji „Wisła”; w tradycji starej europejskiej kultury, która, bardzo dobrze, że nie zanika – w czym wielka rola obecnego proboszcza parafii grekokatolickiej (młodego wiekiem) księdza Ernesta Sekulskiego.

Iwona Wróblak
styczeń 2020















środa, 17 stycznia 2018

Łemkowie – nasi sąsiedzi międzyrzeczanie…


            Przyjechali z różnych stron naszego województwa, z wielu miast i wsi Gminy, do sali starościńskiej Muzeum międzyrzeckiego. Przyjechali na wykład dr Bohdana Halczaka – wykład o Nich, o ich (najnowszej) historii – i po to myślę – żeby się spotkać, bowiem jest  okazja ku temu wyśmienita. Też pewnie z ciekawości (ile jest oficjalnie wiadomo o ich historii…) Dr Halczak jest jednym z nich, także jego rodzina przyjechała tu – niedobrowolnie – w ramach tzw. Akcji „Wisła”. Akcji przymusowych wysiedleń ludności z terenów Bieszczad.  
            W 1947 r. przyjechali w bydlęcych wagonach, w asyście Wojska Polskiego. Witani byli niechętnie, posądzani o sympatię dla UPA – przez ówczesne władze Międzyrzecza, i podejrzliwie przez ludność – wieści o morderczych wobec Polaków działań Ukraińskiej Powstańczej Armii zrobiły swoje – i nieważne było, że wśród nich, rolników, większość stanowiły kobiety, dzieci i starcy, że pochodzili nie z tych rejonów, gdzie trwały walki, w końcu że sami często padali ofiarami walk, że historia rzuciła ich po prostu w oko cyklonu bratobójczej wojny. Polacy w Międzyrzeczu i okolicach po wojnie jeszcze długo mówili, że – z takimi sąsiadami - będą teraz spać… z przysłowiowym nożem pod poduszką…
            Trudne warunki bytowe mieli nasi Łemkowie u nas przez szereg lat. Aż do lat 70. nie mieli na własność budynków, co utrudniało normalne życie, a ziemię rolną - użytkowali. Imali się prac najemnych, część z nich wyjechała, do miast, na ziemie przodków, do Kanady. Długo byli pod lupą służb specjalnych, pisano o nich meldunki, bardziej aktywnych poddawano represjom, też torturom. Część Polaków nie rozumiała na przykład, dlaczego oni, Łemkowie, czy Bojkowie, chcieliby mieć posługę religijną w greckokatolickim obrządku, a nie w „naszym” – rzymskokatolickim…  Trzeba było przełamać też opór duchowieństwa. Uzyskali zezwolenie w 1958 r., powstała parafia Kościoła Grekokatolickiego. W tym roku parafia greckokatolicka obchodzi 60.lecie swego powstania. Cerkiew Świętych Cyryla i Metodego w Międzyrzeczu mieści się w dawnym kościele staroluterańskim z XIX w. przy ulicy ks. Piotra Ściegiennego 4.
Przetrwali te czasy – tak nakazywał rozsądek i realia polityczno- społeczne. Jednak działali wśród nich ludzie, społecznicy, którzy od początku pracowali nad zachowaniem przez społeczność własnej tradycji, kultury, tożsamości etnicznej – co przynosi, jak mówią mi obecne na potkaniu panie Łemkinie – dzisiaj owoce... Jest nimi na przykład coroczna, od kilkudziesięciu lat „Watra”, i inne cykliczne imprezy łemkowskie, spotkania z kulturą łemkowską, otwarte dla wszystkich, którzy chcą ja poznać.  Już w 1956 r. powstało Ukraińskie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne (UTSK). Ważną postacią był działacz społeczny Michał Kowalski. Domagano się umożliwienia powrotów na ziemie uprzednio zamieszkiwane. Lata 90. ubiegłego wieku to masowa emigracja zarobkowa, unifikacja i widmo niebezpieczeństwa wynarodowienia i asymilacji. Dr Halczak przywiózł na spotkanie grubą książkę swego autorstwa, monografię o Łemkach, Bojkach i Rusinach – mam nadzieję, że będzie dostępna w bibliotekach, to kluczowa pozycja dla zrozumienia naszej lokalnej międzyrzeckiej kultury – jej bogactwa, różnorodności, i historii.
            Ponad 12.000 osób o przynależności ukraińskiej, łemkowskiej, po wojnie w rozproszeniu rozlokowano w różnych miastach i wsiach naszego regionu – celowo, by utrudnić im organizowanie się. W powiecie międzyrzeckim około 800 osób. Stanowiło to kilka procent całej populacji przybyłej ludności, z których prawie sto procent - skądś tu przyjechało… Od początku Łemkowie podlegali drastycznym ograniczeniom meldunkowym, które zelżały dopiero po odwilży w 1956 r. Dr Halczak cytował oryginalne donosy jednego z urzędników międzyrzeckich, z charakterystycznym dla czasów podejrzliwym stosunkiem do tej grupy imigrantów – imigrantów w ramach tego samego kraju… Karpaty, Łemkowszczyzna północna, Zakarpacie były częścią naszej Polski…
            Dzisiaj – mam nadzieję – wiedza o Łemkach jest obszerniejsza, i … odpolityczniona (?). Nad uprzedzeniami narodowymi góruje zwykła ludzka ciekawość. Niektórzy z nich przyszli na spotkanie w barwnych soroczkach, wyszywanych koszulach ukraińskich. Pośpiewaliśmy, kto umiał, kolędy ukraińskie – ton nadawał chórek kobiet z parafii grekokatolickiej, której proboszczem jest ks. Ernest Sekulski, zauważyłam, że zespół składał się z trzech pokoleń... Wierszyk po łemkowsku powiedział też Oskar - kilkuletni synek księdza Ernesta, a Lenka Soroka również zaśpiewała w swoim ojczystym języku – z akompaniamentem taty na akordeonie – kolędę łemkowską. Wsłuchiwaliśmy się w specyficzny łemkowski akcent, nieco różny od ukraińskiego. Spontanicznie z widowni wtórował kobietom jeden z naszych radnych – bardzo uzdolniony wokalnie… Widziałam jego oczami te zielone wzgórza wsi łemkowskich, ich bujną okolicę, z której musieli kiedyś wyjechać.  
            Dzisiejsza wieś Kwiecie, to, jak się dowiedzieliśmy, osada nazywana powszechnie kiedyś po łemkowsku Berezą – Wysoką Brzozą, poniemiecki folwark, który zasiedlili Łemkowie. Barwne opowieści o dawnych, sprzed przesiedlenia, czasach przekazywali starsi ludzie, by pamięć i tożsamość społeczności nie zaginęła.
Łemkowie, jedna z grup góralskich północnych Karpatów, powstali przez przemieszanie się osiedlającej się na dzisiejszej Łemkowszczyźnie ludności zachodniosłowiańskiej (polskiej i słowackiej), wschodniosłowiańskiej (ruskiej) oraz tzw. wołoskiej. Łemkowie zamieszkiwali obszary Karpat Zachodnich między Popradem a Osławą na północy oraz Osturnią a Laborcem na południu. Nazwa „Łemko” pojawiła się na początku XIX w. i wywodzi się od powszechnie używanego przez Łemków słowa „łem” (tylko, lecz). Łemkowie – według definicji - są ludem wschodniosłowiańskim, jak czytam w źródłach - grupą etnograficzną w takim znaczeniu, że zamieszkiwała określone terytorium i wyróżniała się zespołem właściwych sobie cech kulturowych, a także posiadała zarówno poczucie łączności ze sobą, jak i poczucie odrębności od sąsiadów. Łemkowie pozostają grupą o wyrazistej świadomości swej jedności i odrębności, własnym języku, stereotypach kultury i świadomości zbiorowej.

28. kwietnia 1947 r. Grupa Operacyjna „Wisła” rozpoczęła wysiedlanie ludności ukraińskiej z południowo-wschodniej Polski. Operacją dowodził gen. Stefan Mossor. Działania prowadzone były w sposób brutalny i bezwzględny. W ciągu trzech miesięcy na Ziemie Zachodnie i Północne przymusowo przesiedlono ponad 140 tys. Ukraińców. Zastrzelenie 28. marca 1947 r. wiceministra obrony narodowej gen. Karola Świerczewskiego w zasadzce zorganizowanej przez UPA dało doskonały pretekst dla uzasadnienia wysiedleń Ukraińców i zastosowania wobec nich zbiorowej odpowiedzialności. Powołana GO „Wisła” miała „rozwiązać ostatecznie problem ukraiński w Polsce”. Powierzono jej zadanie całkowitej likwidacji oddziałów UPA, przeprowadzenie „ewakuacji z południowego i wschodniego pasa przygranicznego wszystkich osób narodowości ukraińskiej na ziemie północno-zachodnie, osiedlając je tam w możliwie najrzadszym rozproszeniu”. Ewakuacja miała dotyczyć „wszystkich odcieni narodowości ukraińskiej z Łemkami włącznie”, obejmować  miała także mieszane rodziny polsko-ukraińskie.

Iwona Wróblak
styczeń 2018











            

wtorek, 28 marca 2017

O międzyrzeckich grekokatolikach kilka informacji…

Iwona Wróblak – Kto należy do waszej parafii?
Ks. Jurij Bojczeniuk – Wiernymi naszej parafii są chrześcijanie łemkowskiej grupy etnicznej narodowości ukraińskiej. W wyniku przesiedleń ludności w  1947 r. w ramach akcji „Wisła” zostali oni skierowani do osiedlenia się na tutejszej ziemi z południowo – wschodnich terenów Polski, z powiatów: Gorlice – z miejscowości Czertyżne, Łosie, Brunary, Izby, Banbica, Kunkowa, Leszczyny, Nowy Sącz – miejscowości Polany i Florynka, Sanok – miejscowości Ulicz, Bircza, Dobra Szlachecka. Czyli z terenów Łemkowszczyzny, które obejmują obszar na wschód od rzeki Poprad aż do miejscowości Dukla. Przed wysiedleniem ludność Łemkowszczyzny była zarówno greckokatolickiego jak i prawosławnego wyznania, jednak przesiedleńcy stamtąd, obecnie nasi parafianie, są wyłącznie grekokatolikami.
I.W. – Ilu wiernych liczy parafia?
Ks. J. B. – Parafia w Międzyrzeczu liczy 50 rodzin, w tym także mieszane rodziny polsko – łemkowskie, angażujące się w życie naszej wspólnoty. Mieszkają w Wojciechówku, Międzyrzeczu, Pszczewie, Brójcach, Jagielniku, Kursu, Łagowcu, Bobowicku, Kęszycy Leśnej. Oprócz Międzyrzecz obsługuję jeszcze parafie w Osiecku i Poźrzadle. W Międzyrzeczu mamy własny kościół, w Osiecku i Poźrzadle dzierżawimy dla praktyk duchowych kościoły rzymsko – katolickie. W naszym kościele p.w. św. Cyryla i Metodego są nabożeństwa w każdą niedzielę o godz. 10.00, a w święta, które przypadają w tygodniu, o godz. 17.00., serdecznie zapraszamy na nie również chrześcijan innych wyznań.
I. W. – Proszę opowiedzieć o życiu waszej parafii.
Ks. J. B. – Kościół wschodni ma bogatą tradycję liturgiczną i wielorakie praktyki duchowe. Nabożeństwa są praktyczną realizacją wiary człowieka. Podstawą praktyk jest msza św. (w dosłownym tłum. Służba Boża). Oprócz Mszy Św. odprawiamy nabożeństwa do Bogurodzicy, do Jezusa Chrystusa i  nabożeństwa żałobne. Przed i po nabożeństwach wierni śpiewają piękne pieśni do Boga Ojca, do Syna, do ducha św., do Matki Bożej i inne. Co roku organizujemy parafialne pielgrzymki w naszej greckokatolickiej katedrze przy ul. Biskupa Nankiera. W Międzyrzeczu dzieci i młodzież z naszej wspólnoty uczą się religii w mieszkaniu księdza i w Zespole Szkół Budowlanych, za co serdecznie dziękuję dyrektorowi szkoły. Oprócz spraw duchowych bardzo leży nam na sercu remont kościoła, szczególnie wymiana podłogi, na co uzyskaliśmy zezwolenie od Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Mamy także w planie odbudowę walącej się kotłowni, która jest częścią kompleksu zabytkowego kościoła. Budynek kościoła jest obiektem zabytkowym i stanowi część dziedzictwa narodowego, liczymy na to, że Urząd Miasta i Gminy i UWKZ wesprze nas, czekamy na odpowiedź na nasze pismo w sprawie dofinansowania tego przedsięwzięcia. Z własnych środków nie jesteśmy w stanie wykonać tego zadania.
I. W. – Kiedy powstała parafia greckokatolicka?
Ks. J. B. – W 1958 r., jako placówka duszpasterska. Z początku nabożeństwa były odprawiane w kościele Św. Wojciecha i w domach wiernych. Pierwszym duszpasterzem był ks. Michał Pacławski z Bledzewa, potem parafią opiekowali się dojeżdżający księża – ks. G. Fedoryszczak ze Skwierzyny, ks. T. Markiw z Wałcza, ks. J. Wodonos z Wrocławia, ks. W. Rosiecki z Gorzowa i inni księża. Dzięki staraniom ks. proboszcza M. Wódkiewicza otrzymaliśmy kościół przy ulicy ks. Ściegiennego 4 p. w. Św. St. Kostki. Ważnym okresem w historii parafii były lata 1990 – 94, kiedy na parafii służył ks. P. Gaborczak. Wtedy ten kościół stał się naszą własnością i otrzymał nowych patronów – świętych Cyryla i Metodego, pierwszych apostołów Słowian. Pierwszym mieszkającym na stałe w Międzyrzeczu duszpasterzem był ks. W. Stojka, po nim ks. J. Klucznik. Ja zostałem skierowany na parafię w sierpniu 2001 r., jako wyraz solidarności grekokatolików Ukrainy z grekokatolikami z Polski. Pochodzę z Ukrainy. Parafia duchowo opiekuje się ks.  biskup Włodzimierz Juszczak – Ordynariusz Wrocławsko – Gdańskiej Diecezji Kościoła Greckokatolickiego w Polsce, wspierając nas wszystkich, za co  jesteśmy wdzięczni Bogu.
I. W. – Czym różni się Kościół Greckokatolicki od Kościoła Rzymskokatolickiego i Kościoła Prawosławnego.?
Ks. J. B. – Nazwa naszego Kościoła wzięła się stąd, że pierwszymi misjonarzami chrześcijańskimi na Ukrainie byli Grecy. Kiedy mówimy o różnicach między Kościołem naszym a Kościołem Rzymskokatolickim warto zaznaczyć, że nie tyle chodzi o różnice, co o odmienności. Dotyczą one obrządku liturgicznego, szat liturgicznych, wewnętrznego prawa kościelnego (na przykład nasze prawo kościelne – przed wyświęceniami zezwala na małżeństwa kandydatów na kapłanów), języka liturgicznego (w naszym Kościele – ukraiński). Wierni naszego Kościoła przyjmują eucharystię pod dwiema postaciami (w Kościele rzymskokatolickim pod jedną postacią). To są najistotniejsze z odmienności. Łączy nas natomiast jedno wyznanie katolickie, czyli mamy tę  sama naukę wiary o Bogu. Papież Jan Paweł II jest naszym wspólnym najwyższym zwierzchnikiem. Czyli to, co jest najważniejsze, to nas łączy. Jeśli chodzi o prawosławie, rzecz ma się odwrotnie. W nauce wiary o Bogu są pewne różnice. Wewnętrzna struktura hierarchii kościelnej w cerkwii prawosławnej jest tez inna, kieruje się innymi zasadami i regułami. U nas językiem liturgicznym jest, jak wspomniałem, ukraiński, w Kościele Prawosławnym język cerkiewno słowiański. Wyjątkiem jest prawosławna cerkiew we Wrocławiu, gdzie Msze Św. są odprawiane w j. polskim. Natomiast łączy nas wspólny obrządek, z tym, że w naszym Kościele zmniejszyliśmy liczbę powtórzeń we Mszy Św., przez co czas trwania nabożeństwa jest u nas krótszy. Także wspólna jest architektura kościelna i, co najważniejsze, wierni tych Kościołów pochodzą z jednego, tego samego, kręgu kulturowego. Co  jeszcze o naszym Kościele... Mamy swoich biskupów w każdym państwie, tam wszędzie, gdzie wystepuje większe zgromadzenie grekokatolików. Biskupi z różnych krajów są członkami Konferencji Greckokatolickiego Episkopatu (Synodu) Ukrainy, a Patriarcha – Zwierzchnik naszego Kościoła, ma  swoją siedzibę we Lwowie. Ukraina jest matką naszego Kościoła. Kościół Greckokatolicki wywodzi się z Kościoła Prawosławnego. W 1596 r. biskupi prawosławni z terenu Rusi, czyli dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, w akcie Unii Brzeskiej połączyli swe diecezje prawosławne z Kościołem Rzymskokatolickiem. Nowo utworzony Kościół przyjął później nazwę Greckokatolickiego. Kościół w Polsce ma Metropolię, która składa się z  Archidiecezji Przemysko – Warszawskiej na czele z Metropolitą ks. arcybiskupem Janem Mertyniakiem i diecezji Wrocławsko – Gdańskiej, na czele z ks.  biskupem Włodzimierzem Juszczakiem.
I. W. – Jak wygląda współpraca parafii z władzami lokalnymi i wojewódzkimi?
Ks. J. B. – Ogólnie mówiąc – dobrze. Wspomniałem już o sprawie remontu naszego kościoła. Odczuwamy życzliwość władz miasta wobec nas i naszych problemów. Zarząd gminy od dawna chętnie nam pomaga wspierając rozwój ukraińskiej mniejszości narodowej na swoim terenie, finansując nauczanie dzieci wyznania greckokatolickiego i również nauczanie języka ukraińskiego. Inne gminy, takie jak Pszczew, Łagów, Bledzew również rozumieją, jak  ważną sprawą jest swobodny rozwój mniejszości narodowych. Nieco gorzej było w Lubniewicach, lecz z Bożą pomocą udało mi się przekonać członków Zarządu do podjęcia decyzji o zarejestrowaniu, na poziomie gminnym, grupy dzieci uczących się naszej religii. Stworzono etat dla nauczyciela. Uważam, że współpraca z władzami lokalnymi jest konieczna. Powody lokalnych utrudnień, zwlekania z decyzjami, sprawiają niekiedy wrażenie nietolerancji czy wręcz uprzedzeń, krótko mówiąc, są niejasne, a przecież jest powołany przy wojewodzie doradca do spraw mniejszości narodowych, który ma wyjaśniać, pomagać, więc... to nie w polityce rządu wobec mniejszości należy doszukiwać się przeszkód... Ja osobiście, w ciągu 7 lat mojego pobytu w Polsce dostrzegam zmiany na lepsze - w mentalności ludzi, w ich tolerancji wobec innych. Chcę podkreślić bardzo życzliwe nastawienie do nas Urzędu Starostwa i pana starosty, który bardzo pomógł w sprawie zapewnienia etatu dla nauczyciela naszej religii. Ze strony Urzędu Wojewódzkiego też mamy życzliwe nastawienie, np. już przyznano naszej parafii grunty orne. Mogę powiedzieć, że w zasadzie współpraca nasza z władzami lokalnymi i  wojewódzkimi jest dobra, a w przyszłości, mam nadzieję, że będzie jeszcze lepsza. Modlimy się na każdej Msze Św. za tych, co sprawują władzę, czyli za  wszystkich pracowników urzędów gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Iwona Wróblak
grudzień 2001