Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia Miedzyrzecka w przeszlosci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziemia Miedzyrzecka w przeszlosci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 października 2021

 

Ziemia Międzyrzecka w Przeszłości – sesja w Bibliotece Publicznej


Tegorocznej prezentacji serii monograficznej (punktowanej) „Ziemia Międzyrzecka w Przeszłości” - tom XIX, dokonali prezes Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej prof. UZ Marceli Tureczek, i współautor mgr Grzegorz Urbanek – redaktorzy naukowi wydawnictwa. Na spotkaniu obecni byli sponsorzy; przedstawiciele władz samorządowych: starościna Powiatu Międzyrzeckiego Agnieszka Olender i w-ce starościna Zofia Plewa oraz zastępczyni burmistrza Agnieszka Śnieg,

Tomy kolejnych „Ziemi Międzyrzeckich...” są każdego roku inne. Są także, z uwagi na znaczenie naukowe, na tle podobnych wydawnictw w regionie, unikalne. W tym roku w tomie siedem referatów – recenzowanych, i kilka tekstów zamieszczonych w dziale: Komunikaty. Słownik Biograficzny przedstawiający sylwetki znanych postaci regionu, teksty te były publikowane w „Gazecie Powiatowej” red. przez Izabelę Stopyra.

Piotr Maciej Dziembowski „Zgodność duplikatów Ksiąg Metrykalnych z oryginałami na podstawie Ksiąg Parafii Ewangelickiej w Policku z lat 1824-1874”. To już kolejny, prezentowany na sesjach THZM, tekst Dziembowskiego; genealoga, spadkobiercy rodu. W ubiegłych latach słuchaliśmy ciekawostek z życia protoplastów rodziny Dziembowskich, efektów długoletnich poszukiwań ich losów w archiwach. Autor pisze o konieczności weryfikacji urzędowych danych pozyskanych z duplikatów ksiąg w archiwach państwowych z oryginalnymi wpisami w księgach parafialnych, szczególnie duże rozbieżności dotyczą informacji o zawartych (lub nie) związkach małżeńskich. Różnice występują także w zapisach dotyczących zgonów i aktów chrztu w tych dwóch źródłach. Należy analizować zarówno księgi metrykalne jak i ich duplikaty, by zweryfikować odszukane informacje – także informacje o innych źródłach, czasami już nie istniejących, i wyznaczyć dalsze kierunki poszukiwań. Dziembowski publikuje obszerne tabele danych osobowych, które mogą posłużyć jako źródłowa baza danych dla przyszłych badaczy.

Leszek C. Belzyt z Uniwersytetu Zielonogórskiego „Struktura ludności w powiecie międzyrzeckim w świetle pruskich statystyk językowych w latach 1831-1911.” Prelegent zawodowo zajmuje się historią gospodarczą, badaniami statystycznymi. Jak wiele można odczytać z liczb... Ciekawy obszerny wykład. Pruskie spisy językowe miały cele fiskalne, weryfikowały też efekty polityki germanizacyjnej. Pierwszy spis miał miejsce w 1817 r. - w prowincji wschodniopruskiej. W kolejnych spisach pytano o liczbę osób narodowości polskiej (i litewskiej) potrafiących porozumiewać się w języku niemieckim. W tym czasie językiem urzędowym w państwie pruskim był niemiecki, w szkołach także nauczano w tym języku, więc większość Polaków musiała w jakimś stopniu znać ten język. Osoby dwujęzyczne kwalifikowano jako już zgermanizowane, zaniżając istotnie rzeczywistą liczbę ludności polskojęzycznej. Na zachodnim skraju Wielkopolski przeważała ludność niemiecka i ewangelicka (56,1%), udział katolików zaczął wrastać w drugiej połowie XIX wieku (1890 r - 50%), też liczba wyznawców judaizmu w regionie, wraz z ich wyjazdem na zachód – spadała. Ludność polska w państwie pruskim w latach 1831-1911 stanowiła około 1/4 ogółu mieszkańców.

Katarzyna Sztuba-Frąckowiak „ Ma szlachecką krew, hakatystyczne serce i luterańską duszę – starosta krajowy von Heyking z Obrzyc w oczach współczesnych mu Polaków”. Ernst Baron von Heyking, przedstawiciel typowo pruskiej urzędniczej rodziny, wiernej cesarzowi niemieckiemu, absolwent wydziału prawa, przybył z Poznania do Obrzyc w 1919 r. Asesor rejencyjny, potem landrat w Pszczynie, uzyskał mandat posła w sejmie pruskim. Zachęcał do akcji germanizowania dzieci polskich, jego przeciwnikiem politycznym był poseł Koła Polskiego Wojciech Korfanty. W Prowincji Poznańskiej był prezydentem Policji, ten konserwatysta znany był ze swej bezkompromisowej postawy wobec Polaków. W 1911 r. awansował na urząd starosty krajowego Prowincji Poznańskiej zastępując na tym stanowisku dra Sigismunda von Dziembowskiego, dziedzica Bobowicka. W 1915 r. von Heyking stanął na czele Niemieckiego Głównego Wydziału Opiekuńczego, sprawującego opiekę nad wojskowymi inwalidami, jednak – w założeniu – kombatantami tylko niemieckimi.

Ciekawe fakty z historii Prowincji Poznańskiej u zarania polskiej państwowości... Von Heyking w 1919 r. pojawia się w prasie poznańskiej jako komisarz wyborów, w powojennej trudnej sytuacji gospodarczej zajmuje się też zaopatrzeniem i łagodzeniem skutków olbrzymiej inflacji. Po traktacie wersalskim, w zmieniającej się sytuacji polityczno-społecznej, von Heyking wraz z administracją poznańską przenosi się – do niezajętych przez powstańców wielkopolskich – Piły, a później do Obrzyc, nadal nie chcąc przestać używać tytułu poznańskiego starosty krajowego; żywiąc nadzieję na powrót Poznania w granice Niemiec, i swój powrót do władzy.

Katarzyna Sanocka-Tureczek „Pomnik żołnierzy I wojny światowej w Międzyrzeczu”.

Zaprojektowany przez radcę budowlanego Hensckego Pomnik ofiar I wojny światowej został ustawiony w 1925 r. naprzeciwko szkoły ludowej na Bismarckstraße (ul. Staszica). Przedstawiał, na bazaltowej podstawie, 6 słupów z granitu – 6 ciężkich lat wojny, ustawionych w kręgu, połączonych u szczytu pierścieniem. Tego typu postument był zjawiskiem w tym okresie powszechnym w Polsce i w Niemczech, funkcjonował też jako popularny temat na przedwojennej fotografii widokówkowej. Inicjatorem powstania pomnika była niemiecka organizacja Stahlhelm, działająca w Międzyrzeczu, pomnik miał być symbolem pamięci o poległych w wojnie, lista obejmowała ok. 350 nazwisk (dane metrykalne, zawód, nazwa jednostki wojskowej, miejsce śmierci i pochówku), żołnierzy, początkowo bez względu na wyznanie, z biegiem lat z wymazaniem pamięci o żołnierzach żydowskiego pochodzenia.

Tomasz Szafraniec „Zarys dziejów i ludzie międzyrzeckich sądów w latach 1945-1989”. W okresie Polski Ludowej działało na Ziemi Międzyrzeckiej pięć sądów: Sąd Grodzki w Międzyrzeczu, Sąd Grodzki w Skwierzynie, Sąd Powiatowy w Międzyrzeczu, Sąd Powiatowy w Skwierzynie i Sąd Rejonowy w Międzyrzeczu (od 1975 r.). Autor opisuje dzieje działającego 75 lat Sądu w Międzyrzeczu, i Sądu w Skwierzynie (1945-1957), przedstawia (imiennie) pracowników Sądu w Międzyrzeczu w oparciu o archiwalia znajdujące się w samym Sądzie i w Archiwum Państwowym w Gorzowie Wlkp.

Anna Socha „Cmentarze poniemieckie na terenie gminy Przytoczna (pow. międzyrzecki) – studium przyrodnicze”. Cmentarze to sfera sacrum i profanum, niemy świadek historii, trwały element krajobrazu kulturowego i przyrodniczego naszej Ziemi Międzyrzeckiej. Wizerunki roślin na płytach nagrobnych, niosące określone przesłanie. Także specyficzny typ ogrodu. Te zapomniane nekropolie to centrum różnorodności biologicznej. Relikty dawnych upraw, roślin pozostałych po nasadzeniach. Drzewa o wymiarach pomnikowych.

15 cmentarzy poniemieckich w gminie Przytoczna, o łącznej powierzchni 4,95 ha. Krasne Dłusko, Krobielewo, Dębówko, Gaj, Lubikowo, Nowa Niedrzwica, Orłowce, Poręba, Stryszewo. I te jeszcze używane – Goraj, Twierdzielewo, Chełmsko, Przytoczna, Rokitno, Wierzbno. Ciekawe informacje o gatunkach roślin zielnych, ozdobnych, krzewów, zachowane w szpalerach lub alejach drzewa – 28 z nich o wymiarach pomnikowych lub zbliżonych do nich (dąb szypułkowy, klon jawor).

Marceli Tureczek „Rzeźba ze sceną ukrzyżowania autorstwa Gerda Brüxa z Kleve na cmentarzu w Kaławie”. Gerd Brüx (1985- 1944) pochodził z szewskiej rodziny, studiował w Akademii Sztuk w Monachium. Wszechstronnie utalentowany, tworzył też grafiki, malował, był pasjonatem teatru kukiełkowego, pisał sztuki teatralne, wiersze. Był artystą neoromantykiem, wychowywał się w kręgu historyzmu, neogotyku, aktywna jego twórczość związana jest ze sztuką sakralną. Rzeźba w Kaławie, zachowana w stanie dobrym, wykonana jest w piaskowcu i posadowiona w murowanej otynkowanej kaplicy. Przedstawia „Grupę Ukrzyżowania”, postacie Maryi i św. Jana Ewangelisty w naturalnych rozmiarach, z wydatnymi realistycznymi cechami, w ujęciu klasycznym. Gerd Brüx jest dzisiaj jako malarz ceniony w Nadrenii – Północnej Westfalii.

Stanisław PietkiewiczMalarz Arnold Topp (1887-1945) w Międzyrzeczu”. Arnold Topp, z wykształcenia nauczyciel (wychowanie fizyczne i rysunek) – pracował w gimnazjum w Meseritz. Postać awangardowa, wybitny ekspresjonista i kubista, tradycyjny Niemiec wierny swojej ojczyźnie i aktualnej władzy - nielubiany przez nazistów... Czytelnik R. Rilke'go, i zdradzający, znęcający się nad żoną mąż... Związany z awangardową grupą artystów „Der Sturm”. W okresie po 1945 r. artysta zapomniany. Posługiwał się techniką olejną, akwarelą, tworzył litografie i ilustracje. Powołany do służby w Wehrmachcie ostatni raz widziany był w styczniu 1945 r. w okolicach Lubusza i tam zaginął, uznany za zmarłego w 1961 r.

Andrzej Chmielewski „Zbrodnia wojenna w lazarecie w Lutolu Suchym – relacja świadków”. Masakra kilkudziesięciu żołnierzy niemieckich oczekujących w lazarecie 463. Dywizji Zapasowej Piechoty na transport do szpitali dokonana przez kilku pijanych żołnierzy radzieckich - w relacji m.in. Huberta Gołka. Pracownia Badań Historycznych i archeologicznych „Pomost” w 2012 r. znalazła zbiorową mogiłę 44 żołnierzy niemieckich i dwóch miejscowych kobiet opiekujących się rannymi. W 2013 r. na cmentarzu w Lutolu Suchym odsłonięto kamień upamiętniający ofiary II wojny światowej, w tym zastrzelonych w lazarecie niemieckich żołnierzy i sanitariuszki.

Anna Socha „Nowe stanowisko tulipana dzikiego (Tulipa sylvestris l.) na ziemi lubuskiej”. Tulipa sylvestris to dla flory polskiej gatunek obcego pochodzenia, tzw. ergazjofit, sprowadzony do Europy Północnej i Środkowej jako roślina ozdobna, naturalnie występuje na terenach stepowych od północnej Afryki po zachodnią Europę i południowo-wschodnią Azję – baseny Morza Śródziemnego i M. Czarnego. Roślina ma 20-50 cm wysokości, z podziemnej cebulki wyrasta, pojedyncza łodyga zakończona u góry kwiatem o barwie niebieskawej i zielonej, występuje na terenach dawnych założeń parkowych, cmentarzy, i starych wiejskich ogrodów. W Międzyrzeczu rośnie łanowo na cmentarzu komunalnym przy ul. Konstytucji 3 Maja, w ilości co najmniej 100 osobników kwitnących.

W „Ziemi Międzyrzeckiej”... tom XIX, w dziale : Polemiki i recenzje - „O Przewodniku turystycznym z 1936 roku wydanym w 2021 roku”- autor Marceli Tureczek. Niemiecki regionalista Steffen Großpietsch wydał „Wędrówki wokół Międzyrzecza i sąsiednich powiatów Skwierzyna, Babimost i powiat wschodniotorzymski”, tekst ukazał się na stronie Facebook „Powiat Międzyrzecki – historia i współczesność”. M. Tureczek ma w swoich zbiorach oryginalne przedwojenne wydanie przewodnika z 1936 r., to tekst o zdecydowanie rewizjonistycznej, nieprzychylnej Polsce wymowie. W broszurze usunięto elementy odniesienia do wydarzeń historycznych lat 30. ubiegłego wieku, brak jest wzmianek o Żydach jako mieszkańcach regionu, zamek w Międzyrzeczu przedstawiany jest jako zabytek Germanów itp. Wydanie współczesne nie posiada krytycznego wobec oryginału komentarza historycznego, za to jest pełne idyllicznych obrazków przeszłości i romantycznego opisu świata utraconego. Takie publikacje podważają dorobek porozumienia i dialogu polsko-niemieckiego po wojnie i nie są rzetelną lekcją historii, szczególnie dla młodego niemieckiego pokolenia.

Podobna, jeśli nie ostrzejsza, w wymowie jest recenzja „Przewodnika...” autorstwa Wolfganga Kesslera „(Nie)historyczne wędrówki na błędnej drodze”. Niemiecki autor pisze o zachowawczo antypolskim charakterze tego tekstu, i o nierzetelności naukowej „kopisty”, plagiatora Steffena Großpietscha.

W tomie jest jeszcze tekst Grzegorza Urbanka „Wojciech Grobelski, Zbąszyń, miasto graniczne, B.D.,Wyd Urząd Gminy w Zbąszyniu,ss.172”. Mikrohistoria w zachodniej Wielkopolsce, mówiąca o przebiegu powstania wielkopolskiego, obecności w Zbąszyniu garnizonu Wojska Polskiego i strukturze Straży Granicznej w Zbąszyniu, i jej działalności, pracy wywiadu, przygotowaniach Niemiec do wojny na Ziemi Międzyrzeckiej.

W końcowej części tomu XIX „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości”..., Słowniku Biograficznym, noty o znanych postaciach regionu: Nikodemie Grynickim, Władysławie R. Kubiaku, Aleksandrze S. Kużmiczu, Edmundzie Migosiu, Czesławie Mikołajczyku, Januszu Olczaku i Edwardzie Toporowskim.

Publikacja jest dostępna w naszej Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu.


Iwona Wróblak

październik 2021









poniedziałek, 25 stycznia 2021

 

O tożsamości kulturowej - w Ziemi Międzyrzeckiej


Niestety – z przyczyn związanych z rządowym rozporządzeniem o obostrzeniach covidowych – w 2020 r. nie odbyła się coroczna Sesja historyczna. Nie było wykładów w naszych lubuskich ośrodkach kulturalnych, spotkań z regionalistami, dyskusji... Wielka szkoda – że nie można było spotkać się w gronie pasjonatów wiedzy o zagadnieniach związanych z historią regionalną, zadać pytań prelegentom, zawsze tak chętnie służącym sesyjnym słuchaczom swoją rozległą wiedzą...

W tym roku została nam tylko, wydana przez „Towarzystwo Historyczne Ziemi Międzyrzeckiej”, książka. Naukowa publikacja będąca do wypożyczenia - na przykład w naszej międzyrzeckiej Bibliotece Publicznej. Smakować będziemy tę wiedzę - czytając tę książkę, niestety samotnie...

O naszej tożsamości, osobowej, innej, jej odczuciu przez Nas, decydują dobra kultury, na które napotykamy w naszym otoczeniu, ich obfitość, duża, czy skromniejsza... Opowieści rodzinne, jeżeli mamy do nich dostęp, regionalne przekazy, lektury, ramy pojęciowe małych i dużych ojcowizn.... Też jest ta wielka, ludzka tożsamość, kultura przez dużą literę, o której dowiadujemy się - na przykład podróżując, realnie czy w wyobraźni - czytając wydawnictwa z różnych kręgów kulturowych, by lepiej rozumieć punkty widzenia inne od naszego, ojczyźnianego... Stajemy się… pokorniejsi, bardziej uśmiechnięci... Dojrzalsi.

Poznać trzeba, myślę - prawdy (wiele prawd), po kawałeczku. Czasami dawki wiedzy są większe, nie do przełknięcia od razu, mogą szokować, zwłaszcza jeżeli stereotypy, którymi karmi się nas – w mediach, czy w szkole, są (zbyt) mocno zakorzenione (politycznie, obyczajowo) – i nie odkurzane... Miejmy (pielęgnujmy w sobie) ciekawskie oczy Dzieci...

Jak inny jest – obowiązujący w aktach jurystycznych, punkt widzenia na prawo do posiadania (używania) spadku kulturowego - w Niemczech, inny od naszego spojrzenia, ilustruje, podając paragrafy i artykuły prawne, Marceli Tureczek. Czy dobra kultury przypisane powinny być do ludności (i dlaczego, w wyniku jakich procesów historycznych, tradycji legislacyjnych czy innych okoliczności...?), do „prywatnych” obywateli, społeczności danego terytorium – i tym samym „iść za nimi” (w tułaczce przemieszczeń powojennych); inna koncepcja, obecna w polskim prawodawstwie, mówi o (historycznym) miejscu dla ruchomych zabytków na danej ziemi, bo są do tej ziemi przypisane (czy zawsze tak było, czy to efekt ostatnich stuleci naszej traumatycznej historii?), tak oby aktualni gospodarze Miejsca mogli się odnaleźć w nowym heimacie, bowiem przecież nie z własnej woli (przeważnie), tu się znaleźli... Czy ten punkt widzenia jest... konsekwentny? (dotyczy innych niż nasza nacji, prawa do odczucia przez nich krzywdy...). Jak jest w końcu z odpowiedzialnością zbiorową danego narodu, spłatą historyczną krzywd zadanych innym narodom, dzisiaj po dziesiątkach lat trauma wojenna przekazywana bywa pokoleniowo... Nasza kultura przedwojennych Kresów – jest potrzeba być może instytucjonalnej inwentaryzacji jej zasobów, nie ma takiej do tej pory, jak pisze M. Tureczek, nie ma upublicznionej profesjonalnej dokumentacji dotyczącej strat w dobrach kulturalnych.

Dziedzictwo kulturowe ludzkości, nośnik pamięci i identyfikacji naszej osobistej... jest przecież... wspólnie... podzielone. Dzielone między wspólnoty terytorialne. Kreujące naszą tożsamość. Tą człowieczą.

„Straty dóbr kultury podczas II wojny światowej w Polsce Zachodniej i Północnej – problem (nie)nowy” - Marceli Tureczek (Uniwersytet Zielonogórski). Tematyce oscylującej wokół problemu straty dóbr kultury, ważnej w opinii Marcelego Tureczka (Uniwersytet Zielonogórski), prezesa „Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej”, poświęcona jest pierwsza część książki. Miałam przyjemność słuchać już prelekcji Autora na ten temat, który nie traci ze swej aktualności. Pozostaje otwarta kwestia prawnych i praktycznych możliwości odzyskania chociaż części utraconych w czasie wojny przez Polskę ruchomych dóbr kultury, uregulowań prawnych dotyczących możliwości ich odzyskania dostępnych na mocy międzynarodowych traktatów i obustronnych porozumień zawartych przez strony na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci.

Bardzo dobry, przejrzyście napisany, porządkujący tematykę, artykuł Andrzeja Saksona z Uniwersytetu w Poznaniu pt. „Pozostawione dobra kultury jako element pamięci byłych niemieckich mieszkańców ziem zachodnich i północnych”. Tzw. „poniemieckość”, w tkance kultury, otoczenia, stały element krajobrazowy swojej młodości, Autor nazywa bytem – egzystencjalnym... Zastanym horyzontem kulturowym w miejscu życia już dwóch pokoleń, zespołem pojęć i przemyśleń wzbogacanym następnie w wyniku lektur, podróży do miejsc przodków na dawnych Kresach – i reasumpcją tej wiedzy, coraz lepszym rozumieniem drugiej strony; poczucia krzywdy dotychczasowych mieszkańców terenów przyznanych Polsce, krzywdy zwykłych ludzi podobnej do naszej polskiej, odczuwanej przez przesiedlonych czy wypędzonych ze swojej ziemi, na mocy międzynarodowych traktatów powojennych.

Heimat – jak pisze Autor – to podstawowe doświadczenie bycia z innymi ludźmi na mniej lub bardziej ograniczonych obszarze. Ojczyzna lokalna ma dla każdego człowieka wymiar przestrzenny i czasowy. Określa nasze pochodzenie, naszą tożsamość. Dobra kultury, wytworzone przez społeczność, są tej tożsamości niezbywalnym elementem, prawem. Przeszłość, w wyniku okaleczenia stratami kultury, można wyprzeć – starać się zapomnieć o niej całkowicie. W skrajnych przypadkach zanegować obowiązujący stan prawny, odgrzewać rewizjonistyczne sentymenty. Można współpracować z nowymi gospodarzami mentalnych małych ojczyzn, jako teraz – wspólnych... Albo zakorzenić się w nowej rzeczywistości w sposób absolutny, negując potrzebę swojej kulturowej tożsamości, zachowując – pozornie, jak myślę – obojętną postawę wobec dóbr kultury... i mitologizując ją niejako... By ten „raj utracony” stał się odświętnym rodzinnym czy rodowym mitem, nową narodową religią kultywowaną w czasie spotkań w wąskim gronie rodzinnym...

W Niemczech, jak pisze Andrzej Sakson, państwo przywiązuje urzędową wagę do kultywowania „niemieckiego dziedzictwa na Wschodzie”, wprowadzając odgórne umocowania prawne dla ochrony swojego dziedzictwa za pomocą Ustaw, przeznaczając na te działania środki finansowe. Nie jest tak niestety w wypadku polityki Polski wobec byłego polskiego Wschodu...

Istnieją w Niemczech wyspecjalizowane placówki naukowo-dokumentacyjne wspierające działania samorządowe w tym zakresie. Jak pisze Autor, efekty są ambiwalentne – tak jak inne bywają interesy narodowe w historii, czasami sprzeczne... Bywa że nie owocują zamknięciem koła historii, zakończeniem psychicznej traumy pokolenia wojennego, przepracowaniem osobistych krzywd ludzkich; w stosunkach między społecznościami nie kończą się zwrotem – w ramach obowiązującego prawa – wywiezionych z danego terytorium dóbr kultury, mimo że w sposób naturalny wymiera pokolenie wojenne a potomkowie nie są zainteresowani historią dziadków.

Wojciech Kowalski w tekście w „Kolekcjach muzealnych na ziemiach zachodnich o północnych po 1945 roku” pisze o potrzebie możliwie dokładnego ustalenia wielkości ich stanu przedwojennego, co nie jest sprawą prostą. Kolekcje muzealne pod koniec wojny zostały wywiezione w głąb Niemiec w obawie przed bombardowaniami. Są braki w niemieckich katalogach obiektów. Tuż po wojnie, po przejęciu władzy przez administrację radziecką miał miejsce masowy rabunek, także szaber i niszczenie dóbr. Po wyzwoleniu tymczasowy zarząd państwowy zlikwidował wiele poniemieckich muzeów, obiekty wywiózł do innych placówek kulturalnych; polityka historyczna i społeczna ukierunkowana została na budowanie zupełnie nowych struktur administracji społecznej i samorządowej, opartych na innej idei. Wszystkie zastane kultury poniemieckiej stały się z mocy prawa własnością Skarbu Państwa.

IV Konwencja Haska (akt obowiązujący od 1907 roku) zapewnia ochronę dóbr kultury zarówno dla czasów wojny jak i okupacji z obowiązkiem poszanowania własności i wiąże się z odpowiedzialnością prawną. W roszczeniach do zabytków bierze się pod uwagę rodzaj ich własności w chwili wywozu.

Temat restytucji dóbr kulturalnych kontynuuje Anna Gerlecka-Żołyńska (Uniwersytet A. Mickiewicza w Poznaniu) - „ Wybrane problemy karnoprawnej ochrony dóbr kultury na tle regulacji prawa publicznego międzynarodowego”. Czy koncepcja ochrony dóbr kultury ma mieć charakter narodowy, przynależny do danego narodu, czy globalny, kosmopolityczny, gdzie własność kulturowa będzie traktowana jako dziedzictwo ludzkości? Czy wspomniana własność kulturalna jest częścią tożsamości narodowej, czy też zawiera się w globalnej przestrzeni publicznej współtworzonej przez środowisko kulturalno-społeczno-polityczne? Jest przejawem określonej wartości ekonomicznej, także wymiarem praw człowieka.

W 1954 r., po traktatach haskich, przyjęto Konwencję UNESCO o ochronie dóbr kultury w trakcie konfliktu zbrojnego, z dodatkowymi protokołami i rezolucjami Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Kolejne konwencje przyniosły zakaz i zapobieganie nielegalnemu przewozowi, wywozowi i przenoszeniu dóbr kultury. W Polsce problem restytucji dóbr kultury, z uwagi na ogromne straty poniesione przez Polskę w czasie II wojny światowej, ma znaczenie priorytetowe. Problem grabieży dzieł sztuki ma wiele aspektów. W praktyce wykonanie postanowień sądów międzynarodowych ma charakter dobrowolny i zależy od woli pozwanego państwa, obecnie nie ma ponadnarodowej zobowiązującej państwa normy prawnej; w praktyce jurystycznej stosowane są rozwiązania przyjmowane w ustawodawstwach wewnętrznych.

Zbigniew Bujkiewicz (Archiwum Państwowe w Zielonej Górze) pisze o dobrach archiwalnych, źródłach informacji dla badaczy powiatu zielonogórskiego, kożuchowskiego, stanie i miejscach ich przechowywania.

Grzegorz Urbanek (Uniwersytet Zielonogórski) przedstawia problematykę fortecznego, w Łuku Umocnień Odry-Warty, magazynu dóbr kultury w czasie wojny. Procedurach przewozu dzieł sztuki, miejscach deponowania skrzyń. W Aneksie historyczne dokumenty - przykładowe dokładne spisy zawartości skrzyń z zabytkowymi obrazami. Korespondencja urzędowa z ówczesnymi konserwatorami. Zdjęcia komór w MRU.

W drugiej części tej ciekawej książki m.in. tekst Joanny Karczewskiej pt. „Fundacja i fundatorzy kościoła parafialnego w Kosieczynie”. Ten drewniany kościół, którego erygowanie jest poświadczone w źródłach pisanych, jest najstarszym takim zabytkiem w Polsce. Powstał w 1406 r. ufundowany przez grupę krewniaczą dziedziców Nądni i Kosieczyna herbu Samson. Ciekawe informacje, dotyczące zwyczajów i stosunków własnościowych, o chronologii i dziejach zabytku na podstawie wpisów z ksiąg konsystorskich.

O losach zagubionego, rozproszonego księgozbioru pisze Aleksandra Wajnert (Uniwersytet w Poznaniu) w „Woluminach z dawnego księgozbioru w rezydencji międzyrzeckich jezuitów – przyczynek do studiów zaginionej biblioteki”. Jezuici pojawili się w Międzyrzeczu w 1660 r. , ich zadaniem była rekatolizacja i działalność misyjna. Od 1719 r. działała ich szkoła wyższa, która miała istotną rolę kulturotwórczą; uczono gramatyki, syntaksy, poetyki, retoryki. Autorka opowiada o swoich poszukiwaniach w archiwach woluminów z tego księgozbioru. Najstarsza, późnogotycka, oprawa księgi chroni wenecki druk dzieła Euklidesa z 1505 r., wykonana jest z tektury i obleczona brązową skórą.

Karolina Korenda-Gojdź - „Przyczynek do badań demograficznych nad rodziną w parafii pszczewskiej (1781-1850)”. Dawne rodziny – w omawianym okresie - czy były tzw. nuklearne, czyli składały się z rodziców i dzieci, czy raczej polinuklearne, wielopokoleniowe, z dziadkami? Ile kobiety miały dzieci, czy tak wiele, jak jest to przyjęte w obiegowych opiniach? W jakim wieku wychodziły za mąż? Czy zależało to od tradycji lokalnych, położenia geograficznego kraju?

W formie ciekawego wykładu - na podstawie kościelnych zapisów metrykalnych ślubów, chrztów i zgonów, próba rekonstrukcji pszczewskich rodzin (metoda Henry'ego): formy rodziny, czas trwania małżeństwa, stan cywilny osób zawierających związek małżeński.

W zachodniej Europie przeważał model nuklearny, a kobiety wychodziły za mąż w wieku po 23. życia. Dzietność tu też nie była wielka – średnio 4. dzieci w rodzinie. Na wschodzie i południu Europy kobiety zawierały związki w młodszym wieku i miały więcej dzieci, a rodziny częściej były wielopokoleniowe. Tradycyjnie prace domowe wykonywali domownicy, dlatego nie zatrudniano tam służby.

Dawna rodzina realizowała funkcje przede wszystkim ekonomiczne, na drugim miejscu opiekuńczo-socjalizujące, więzi rodzinne oparte były na wspólnej pracy, własności majątkowej, określonych tradycją zasadach. Horyzont myślowy jednostki wyznaczała przynależność do parafii kościelnej. Ten odziedziczony po przodkach system prawno-obyczajowy determinował stosunkowo niedużą aktywność osobistą, mobilność jednostek. Dopiero 2. połowa XIX wieku, nowe środki produkcji, powstawanie wolnego rynku i innych koncepcji życia społecznego – liberalnych, lewicowych, przyniosła zmiany w stosunkach społecznych.

Maciej Dziembowski - „Metryki szlachty z ksiąg metrykalnych parafii katolickiej w Międzyrzeczu z lat 1818-1874”. Podobnie jak w czasie poprzednich sesji historycznych pan Dziembowski pisze o genealogii i heraldyce. Wpisów do ksiąg dokonywali ówcześni księża, proboszcz lub komendariusz. Szlachcicem była osoba określana w zapisie jako Illistrissimus, Magnificus, von, Nobilis, de, Herr, Domini. W tekście obszerne tabele nazwisk osób szlachetnie urodzonych, pokrewieństwo... Przypisy...

Tereny, gdzie obecnie mieszkamy – to dawna prowincja Drenzmark Posen-Westpreussen (Marchia Graniczna). Tomasz Nodzyński (Uniwersytet Zielonogórski) pisze o preferencjach wyborczych ludności, także polskiej, w latach 1930-1933, w wyborach centralnych i lokalnych, wynikach głosowań na ugrupowania polityczne publikowanych w codziennej prasie w czasach, kiedy do władzy doszła w Niemczech NSDAP. W latach 1918-1919 r. tereny przyszłej GPW były zapleczem i obszarem walk z powstańcami wielkopolskimi, także miejscem emigracji niemieckich uciekinierów z terenów walk z Poznańskiego i Pomorza.

Po 1930 r. NSDAP stała się jedną z najsilniejszych partii w ogólnoniemieckim Reichstagu, pruskim Landtagu i w organach lokalnych, po 1933 r. możliwości skutecznej mobilizacji opozycji przeciwko nazizmowi zostały drastycznie ograniczone.

Marchia Graniczna, rolnicza prowincja, ze znacznym odsetkiem ludności polskiej, należała do najsłabiej rozwiniętych i najbiedniejszych w Rzeszy, stała się jednym z najsilniejszych bastionów nazizmu w Niemczech, przewaga partii Hitlera była tu proporcjonalnie większa niż w pozostałych landach niemieckich.

W tomie XVIII „Ziemi Międzyrzeckiej” są jeszcze inne ciekawe teksty, m.in. „Sumariusz Hersztopskich” Jerzego Łojka. Genealogia tej rodziny herbu Nałęcz od XVI do XVIII wieku, wpisy z sumariusza zachowanego w Archiwum Państwowym w Poznaniu, będące ciekawą syntezą dziejów miast i wsi w okresie przedrozbiorowym. Trzeba tylko umieć czytać archiwa, co pan Łojek potrafi doskonale...

Jest w tomie artykuł Katarzyny Sanockiej-Tureczek - „Zawartość „Kapsuły czasu” na iglicy kościoła w Lutolu Suchym”. Niedawny (2019 r.) pożar tego kościoła filialnego z roku 1776/1777, potem przebudowanego w stylu neogotyckim, przyniósł znaczne straty materialne. Dokumenty zdeponowane w cynowej puszce na iglicy w wieży kościoła zawierały dokument fundacyjny z 1889 r., numery prasy lokalnej i prasy berlińskiej. Jest tekst Marcelego Tureczka o dwóch ciekawych zabytkach ludwisarskich z przełomu XIX i XX, pierwsze wzmianki o dzwonach z tego kościoła pochodzą z początku XVI wieku. O cmentarzach Gminy Przytoczna pisze Ryszard Patorski. Ciekawa relacja z prac ekshumacyjnych szczątków żołnierzy niemieckich w Gminie Przytoczna archeologa Maksymiliana Frąckowiaka z Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych. Katarzyna Sztuba-Frąckowiak pisze o „Tablicy z budynku administracji w Obrzycach”. Tematyka tomu XVIII jest różnorodna, są wspomnienia wojenne, recenzje artykułów i słownik biograficzny z sylwetkami kilku znanych osób z naszego regionu.

Bardzo ciekawa lektura, książka jest dostępna w bibliotekach, polecam.


Iwona Wróblak

styczeń 2020 r.





niedziela, 24 czerwca 2018


Ziemia Międzyrzecka w przeszłości – Sesja XVI

            Tym razem Sesja historyczna - w Skwierzynie… Nie jest przypadkiem, że ostatnio sesje Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej mają miejsce w różnych miastach naszego powiatu, poprzednio w Pszczewie. Skwierzyna to bardzo ciekawe miejsce, część referatów została poświęcona temu miastu.
            Jesteśmy w jednej z sal Skwierzyńskiego Ośrodka Kultury, współorganizatora wydarzenia – dyrektor Skwierzyńskiego Ośrodka Kultury mgr Maciej Zawidzki jest obecny na sesji.  Powiat Międzyrzecki ze starostą Grzegorzem Gabryelskim finansuje corocznie zeszyt „Ziemi Międzyrzeckiej”. Egzemplarze książki są dla chętnych do odbioru bezpłatnie, w Wydziale Edukacji i Spraw Społecznych Starostwa w Międzyrzeczu, a także, jak zawsze, dla słuchaczy w dniu Sesji. Zachęcam do zapoznania się z książką.
            Gości wita Zastępca Dyrektora Instytutu Historii UZ dr hab. Marceli Tureczek, prof. UZ, prezes Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej. Uczciliśmy minutą ciszy niedawno zmarłego międzyrzeczanina niemieckiej narodowości Leonharda von Kalckreuth, od wielu lat orędownika poprawy relacji polsko – niemieckich i idei zjednoczenia Europy.
            Poznawać i pielęgnować przeszłość naszych małych ojczyzn… Ogrom różnorakiej wiedzy o naszym regionie zawierają kolejne tomy „Ziemi Międzyrzeckiej”.

Karolina Kolęda – Gojdź „Baptizatur est puer... czyli o chrztach w parafii Pszczew w latach 1727-1850” . To pierwszy z artykułów recenzowanych zamieszczonych w tomie XVI.
Badania demograficzne danych o mieszkańcach Pszczewa prowadzone są od 1850 r. W artykule znajdziemy konkretne informacje, tabele, o zasięgu osadniczym, przepływie ludności. Podstawowym źródłem wiedzy są księgi metrykalne, najstarsza pochodzi z lat 1632 – 1667 r. Mowa w nich o urodzinach, zgonach, ślubach, też epidemiach…, strukturze wyznaniowej – parafia pszczewska była własnością kościelną, początkowo mogli się tam osiedlać tylko katolicy, z okresem panowania pruskiego wiążą się początki obecności Żydów w regionie.
            Z lektury źródeł autorka wysuwa ciekawe wnioski obyczajowe. W najstarszym okresie sezonowość urodzeń wiąże się z okresem liturgicznym, w miesiącach wiosenno – letnich na świat przychodziło mniej dzieci. Z biegiem lat wpływ Kościoła na ilość poczęć znacznie słabnie. Enklawami obyczajowymi były osady olęderskie, w części protestanckie. Ilość urodzeń pozamałżeńskich początkowo była w tych osadach bardzo mała. Nowo narodzone dzieci, w obliczu wielkiej śmiertelności, do 5. roku życia wynoszącej ok. 50 %, chrzczono w ciągu trzech pierwszych dni życia, niekiedy wcześniej. Zwyczaj nazywany pokropkiem dotyczył śmierci tuż po porodzie, zmarłe dzieci nie należały jakby jeszcze do Kościoła. Dzieci słabe, które nie rokowały przeżycia, chrzczono także z wody w domu, mogły to uczynić osoby nie będące księżmi. Odnotowuje się jeszcze chrzest z pragnienia (woli rodziców dziecka). Noworodki, i zmarłe położnice - jako nieczyste (zawładnięte przez złe duchy), chowano przy w specjalnym miejscu przy płocie cmentarza. Kobieta dopiero 6 tygodni po połogu mogła pójść do kościoła. Cesarskie cięcia  (robione przez mądre baby - akuszerki) kończyły się z reguły śmiercią kobiety, czasami dziecko w ten sposób przeżywało.
            Duży wpływ na nadanie (jednego) imienia dziecku miał proboszcz parafii. Nadawano w większości imiona chrześcijańskie, jak Jan, Mateusz, Marianna, Katarzyna, Magdalena. U Olędrów popularne było imię Teresa, Maria i Elżbieta. W 1874 r. Prusy wprowadziły świecki urząd stanu cywilnego dla poddanych – wyznanie osoby rejestrowanej nie miało w nich znaczenie, liczyła się przynależność do państwa pruskiego.
Referat przedstawia dawny obraz życia codziennego. Ówczesna dzietność to około 5. dzieci w rodzinie, z których przeżywało 2-3 osób, śmierć dziecka była czymś naturalnym i codziennym – jak głosi ludowe powiedzenie: Bóg dał, Bóg wziął… Ciężarna kobieta podlegała wielu nakazem izolacyjnym, które z jednej strony zabezpieczały jej zdrowie i życie, z drugiej – traktowane były przez społeczność w sposób nieuświadomiony jako zabiegi magiczne. Świat dawnego człowieka rozgrywał się w skali mikro, a jego widnokrąg wyznaczały na całe życie granice parafii.

Piotr Maciej Dziembowski „Nagrobki Dziembowskich herbu Pomian na cmentarzu w Kręcku”. Portrety trumienne członków rodu znajdują się w Muzeum Międzyrzeckim, eksponowane są razem z inskrypcjami. Autor zajmuje się tematem od 25. lat, śledzi genealogię swojej rodziny, gromadzi informacje dotyczące urodzin, ślubów i zgonów.
Jedna z linii rodziny weszła w posiadanie Kręcka w 1569 r. Linia ta wygasła w 1861 r., na cmentarzu parafialnym w Kręcku na wydzielonym terenie znajduje się małe lapidarium z zachowanymi nagrobkami z cmentarza ewangelickiego, m.in. członków rodu Dziembowskich. Autor ze szczegółami je opisuje.
Łącznie referent odnalazł i zidentyfikował informacje o ok. 4500 członkach swojej rodziny.      
Maksymilian Frąckowiak „Żetony dominialne folwarku zamkowego w  Międzyrzeczu”. .Archeolog znany nam jest z poprzednich sesji z referatów o pracach ekshumacyjnych żołnierzy niemieckich w ramach działalności Fundacji „Pomost”. Tym razem tematem jest pieniądz dominialny, czyli wewnętrzny, którego historia sięga końca XVI wieku. Wykorzystywany na terenie danego dominium, był używany na folwarkach pańczyźnianych, także potem w Polsce międzywojennej. Przybierał formę znaków parapieniężnych, form monetopodobnych, zwanych „żetonami”– pokwitowań za wykonaną pracę. Żetony wyrabiano z miedzi, skóry, szkła i drewna, cienkich blaszek cynkowych, mosiężnych lub żelaznych. Jednostką obrachunkową był szefel, który oznaczał 50 kg zebranych warzyw (ziemniaków, buraków). W muzeum w Międzyrzeczu jest 7 takich eksponatów, to jednostronnie wybijane mosiężne krążki wybite metalową puncą z inicjałem VD (von Dziembowski). Wybite zostały w folwarku Dziembowskich leżącym w pobliżu zamku międzyrzeckiego i po prawej stronie Obry w obrębie wsi Winnica. Stanowił dobro rycerskie – nazywano tak w Prusach majątek ziemski. Było dominium zamkowym na 1024 ha, z ogrodami i lasem, inwentarzem: końmi, krowami, owcami, świniami, oraz gorzelnią. Za Obrą zachowały się do naszych czasów zabudowania folwarku. To jedno z większych dominiów w naszym powiecie, pracowało w nich wiele osób, którym płacono żetonami, które były wymienialne na pieniądz obiegowy, ich wartość ustalano na podstawie panujących aktualnie cen rynkowych. Żetonów używano co najmniej do 1914 r. Zabytki te znajdowane są jeszcze dzisiaj na okolicznych polach.

Marceli Tureczek „Dzieje szkoły na pograniczu. Przyczynek do historii szkoły i osady Silna Nowa w świetle kroniki z lat 1905-1949/1950”. Niecodzienny dokument, bardzo ciekawy. Miejscowość Silna Nowa, kiedyś tzw. osada olęderska, leży na granicy województw lubuskiego i wielkopolskiego. Społeczność liczyła niecałe 300 mieszkańców. Kronika opisuje wydarzenia od I. wojny światowej, ale wspomina też o wydarzeniach z lat 30. XIX wieku.
Szkoła była w początkowym okresie wyznaniowa (miała charakter ludowy i elementarny o charakterze wyznaniowym), katolicka. Kronikę piszą jej nauczyciele. Pierwszy z nich, nauczyciel narodowości niemieckiej, pisze po polsku – szkoła leży na terenie Polski przedwojennej... Zasadniczą część tekstu stanowią informacje o sprawach szkolnych, święta, uroczystości i wydarzenia obchodzone w szkole. I wojna odcisnęła w niej lokalne piętno, zginęli w walkach mężczyźni – ojcowie, bracia, mężowie. Są odnotowane także sprawy powszednie mieszkańców, powodzie i nieurodzaje, ceny zboża, jest zainteresowanie ekonomią lokalną i zdrowiem uczniów i ich rodzin. Wraz ze zmianą państwowości zmienia się opcja patrzenia narratora, obchodzi się polskie święta państwowe, ujawniają się też  napięcia społeczno – narodowe. Mikro historia regionu, sytuacja międzynarodowa i jej odzew w Kronice. Losy ludzi – Polaków i Niemców na polsko – niemieckim pograniczu i 1. poł. XX w. Od 1939 roku Kronika pisana jest po niemiecku, Silna Nowa wraca do III Rzeszy Niemieckiej. 1945 r. to powrót Szkoły do Polski, wysiedlenie 90 % Niemców i pojawienie się repatriantów ze wschodu i ludności (80 %) z okolic Nowego Tomyśla. Z biegiem lat do szkoły chodzi coraz mniej dzieci i placówka staje się filią szkoły w Jabłonce Starej.


Tomasz Łyskawiński, Ryszard Patorski „Zakłady fotograficzne w Skwierzynie”. Historia fotografii liczy ok. 200 lat. W 1839 r. Louis Jacques Daugerr w Paryskiej Akademii Nauk ogłosił metodę uzyskiwania obrazu, zwaną dagerotypią, na srebrzonych płytkach miedzianych powleczonych światłoczułą emulsją złożoną z jodku srebra i bromku, naświetlając obraz w pełnym słońcu i wywołując za pomocą par rtęci, następnie utrwalając w kąpieli z cyjanku potasu. Dagerotypy były oryginałami, nie można było uzyskiwać z nich kopii.  
Fotograf musiał być inżynierem, chemikiem, mechanikiem, także malarzem i artystą. Również w mniejszych ośrodkach powstawały zakłady fotograficzne, w Międzyrzeczu Adolph Fischer, w Skwierzynie C. Burau i Friedrich Nitschke (1686-1930). Po wojnie skwierzyńskim fotografem został Jan Kondracki wykonujący zdjęcia w atelie, pracował do lat 50. ubiegłego wieku. Po nim na przestrzeni lat zakłady otwierali Lucyna Pogroszewska, Adam Litkowiec, Adam Brandys. W publikacji reprodukcje pięknych artystycznych zdjęć, portretów i budynków, z kartami wizytacyjnymi autorów, ich Świadectwa Czeladnicze.

Grzegorz Urbanek „Wzorcowe osiedle i swojski kościół. Jeszcze o zniesieniu wsi Kęszyca i założeniu osady Kursko -Pieski (Nowe Kursko)”. Realizacja Frontu Fortecznego Łuku Odry i Warty wiązała się z przesiedleniami mieszkańców z Wysokiej i Kęszycy, przemieszczenie gospodarstw i innych obiektów gospodarczych pomiędzy Pieskami a Kurskiem. Nowo powstałe osiedle zmieniło nazwę na Kursko – Pieski, potem Nowa Kęszyca, a wraz z nastaniem polskiej administracji na Nowe Kursko i Kursko.  

Ryszard Patorski „Cmentarze na terenie gminy Skwierzyna”. Miejsca grzebalne i ocalałe do naszych czasów, ruchome elementy nagrobne to świadectwa o ludziach mieszkających na naszej ziemi, dbałość o nie, pamięć, jest wyrazem szacunku do innych kultur i religii. W Skwierzynie są cmentarze trzech wyznań: katolickie, ewangelickie i żydowskie – kirkuty, ich ślady widoczne są na mapach sztabowych z poł. XIW wieku. Ewangelickie nekropolie poddawane były w latach 60. XX w. likwidacji. Dokumenty mówią o 12. miejscowościach z cmentarzami z zabytkami o różnym stopniu zachowania substancji oraz drzewostanu w gminie Skwierzyna: w Dobrojewie, Gościnowie, Jeziercach, Kijewicach,  osadzie Koza, Krobielewku, Murzynowi, Nadziejewkach, Nowym Dworze, Ocieszu, Skrzynicach. W Skwierzynie, mieście leżącym na skrzyżowaniu ważnych dróg ze wschodu na zachód i z północy na południe, na przestrzeni dziejów zlokalizowano dziewięć cmentarzy, do dzisiaj przetrwało pięć nekropoli, z których na szczególną uwagę zasługuje cmentarz żydowski, założony w latach 30. XVIII w.,  z 247 nagrobkami w formie płyty i starodrzewem. Dokonano przetłumaczenia hebrajskich i niemieckich tekstów nagrobnych, uporządkowano teren cmentarza. Jest też Stary Cmentarz położony po zachodniej stronie szosy do Międzyrzecza, został założony w poł. XIX wieku. Zostały tam złożone ekshumowane pochówki sprzed 1945 r. W pobliżu jednostki wojskowej jest cmentarz wojenny, gdzie w zbiorowych mogiłach leżą żołnierze Armii Czerwonej polegli przy wyzwalaniu miasta. Dawne nagrobki stoją m.in. w Świniarach, Świniarkach, Trąbkach, Wiejcach itd.

Tomasz Szafraniec „Wstęp do dziejów sądownictwa w powojennym Międzyrzeczu
(1945-2018)”. Obszerny tematyczny referat na temat sądownictwa lokalnego i nie tylko, z dużą ilością przypisów.
Na przestrzeni lat 1945 – 2018 zmiany w podziale administracyjnym pociągały za sobą zmiany ustroju, właściwości rzeczowej i właściwości miejscowej Sądu. Sąd Rejonowy w Międzyrzeczu pod tą nazwą działa od 1975 r., w tej chwili rozpoznaje sprawy z 6. gmin. W 1951 r. został przekształcony administracyjnie z Sądu Powiatowego (sąd ten rozpoznaje wszystkie sprawy, z wyjątkiem spraw, dla których zastrzeżona jest właściwość innych sądów rejonowych i okręgowych). Wcześniej od 1945 r. nosił nazwę Sądu Grodzkiego (drobne sprawy cywilne i karne, sąd był właściwy tylko dla powiatu międzyrzeckiego).  
Gmach Sądu został wzniesiony w 1879 r. i jest częścią kompleksu sądowo – więziennego. Nieruchomość jest wpisana do rejestru zabytków.
            „Ziemia Międzyrzecka w przeszłości tom XVI” zawiera ponadto kilka artykułów w rozdziale „Komunikaty” oraz w „Słowniku Biograficznym” życiorysy i sylwetki znanych w społeczności osób – Tadeusza Bryszkowskiego, Kazimierza Brzozowskiego, Teodora Cholaszczyńskiego i innych, artykuły te były publikowane w prasie lokalnej.

Iwona Wróblak
czerwiec 2018













sobota, 17 czerwca 2017

Ziemia Międzyrzecka w przeszłości – XV Sesja historyczna

             W tym roku – Sesja historyczna, organizowana przez Towarzystwo Historyczne Ziemi Międzyrzeckiej (poprzednio „Stowarzyszenie Regionalistów „Środkowe Nadodrze”) – miała miejsce w Ratuszu w Międzyrzeczu.
Kolejne spotkania pasjonatów historii regionalnej wychodzą poza poprzednią formułę spotkań w Muzeum Międzyrzeckim, by trafić do szerszej widowni są organizowane także w gminach ościennych - przy wsparciu samorządów lokalnych. Referaty na sesje przygotowują specjaliści z różnych dziedzin, niekoniecznie tylko historycy, zajmują się również społecznymi zagadnieniami obszaru w granicach historycznie związanymi z Międzyrzeczem i zachodnią Wiekopolską.
            Duże jest zainteresowanie historią lokalną ziemi miedzyrzeckiej, różnymi akspektami życia mieszkańców. Historia w jej szerszej całościowej wersji, nie tylko ta z podręczników szkolnych. Jak powiedział jeden z gości – lokalna społeczność w ten sposób definiuje swoją tożsamość, co z kolei jest istotą funkcjonowania samorządności – fundamentu nowoczesnego demokratycznego społeczeństwa. Spotkania konsolidują środowisko naukowe z miłośnikami historii regionalnej, ludźmi dysponującymi nierzadko ogromną wiedzą. Na łamach wydawanej rokrocznie „Ziemi Międzyrzeckiej w przeszłości” mogą oni publikować swe materiały.
            Od początku swego istnienia sesje spotykały się z życzliwością, pomocą i wsparciem ze strony Starostwa Powiatowego w Międzyrzeczu. Grzegorz Gabryelski jest na każdej sesji, w tym roku także burmistrz Remigiusz Lorenz. Współpraca ze Starostwem, od 2005 roku, jest wzorcowa, jak mówi dr. hab. Marceli Tureczek, prezes tej organizacji pozarządowej. Już po spotkaniu dostępny jest dla uczestników wydany kolejny tom publikacji referatów, cenne źródło wiedzy o naszym regionie, tom za każdym razem recenzowany przez naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Książki przekazywane są zbiorom okolicznych bibliotek. W zeszytach dotąd ukazało się ponad 300 publikacji, z czego 150 było recenzowanych.
            Dr Marceli Tureczek potrafił zainteresować ideą spotkań historycznych wielu ludzi. Organizatorzy podziękowali osobom wspierającym, burmistrzowi Międzyrzecza Remigiuszowi Lorenzowi, recenzentom Instytutu Historycznego UZ z Rady Naukowej, osobom (bez wynagrodzenia) przygotowującym referaty (przyjeżdżali z Poznania, Katowic, Szczecina, Warszawy, Zielonej Góry itd.) – międzyrzeckie Sesje Historyczne cieszą się dużym prestiżem w środowisku regionalistów, lokalnym mediom, parafiom. Osoby stale wspierające spotkania otrzymały pamiątkowe podziękowania, m.in. Kazimierz Puchan – były starosta międzyrzecki, Joanna Patorska - była dyrektor Muzeum Regionalnego w Międzyrzeczu.
            W tym roku - spośród kilkunastu artykułów zamieszczonych w publikacji, do przedstawienia wybrano kilka z nich. Reszta referatów jest w wydanym tomie, dostępnym w naszych bibliotekach – zapewniam, że ich lektura jest bardzo ciekawa.

            Grzegorz P. Słowik „Obraz Szweda z okresu wojen polsko – szwedzkich za Wazów”. Dynastia Wazów: 1587-1668. Autor cytował fragmenty pism, jest ich dużo, pisane starą barwną polszczyzną…. W Rzeczpospolitej szlacheckiej odsetek piśmiennej ludności, szlachty, był wysoki, wynosił 11% (w Szwecji w tym czasie, biednym kraju żyjącym z rybołówstwa – pół promila).
            100 lat - przedstawione w pamiętnikach i pisamach oczami szlachty polskiej (Stanisław Przyłęcki, Stanisław Koniecpolski, Kazimierz Wójcicki, Stefan Wydżga, Zbigniew Ossoliński, Andrzej Rej, Wespazjan Kochowski, Stefan Ranotowicz, Jan Chryzostom Pasek). Okres kontaktów ze Szwedami, czasy które – być może – (walnie) przyczyliły się do poźniejszej klęski państwowości polskiej… Poprzez ogrom dokonanych zniszczeń ziem polskich, nie tylko w wyniku rabunku, ale także bezmyślnego niszczenia dóbr, których nie wywieziono.
            Atak Szwedów na ówczesną Polskę był zaskoczeniem. W Międzyrzeczu – „mieście lechickim”, gdzie wtedy wielu było protestantów, stacjonował regiment szwedzki. Innowiercy byli traktowani przez nich o wiele lepiej niż katolicy, heretycy stawali też często po stronie łupieżców.
Populacja ludności na ziemiach Rzeczpospolitej tego okresu zmniejszyła się o połowę, szczególnie w dobrach królewskich (w posiadłościach szlachty sięgała 17 %). Straty w dynamice wzrostu gospodarczego odrabiano przez 200 lat, do początków XIX wieku.   Obserwowano powszechnie rabunkowy charakter poczynań najeźdźców, ich arogancję, pijaństwo, cynizm, skłonność do morderstw, rabowano także kościoły i klasztory. Według pamiętnikarzy rzadko, ale też - zdarzali się wśród Szwedów ludzie honoru – początkowo rabowanie odgórnymi rozkazami było surowo wzbronione. Chłopi z determinacją bronili swego dobytku. Zdobycze wojenne wysyłane były na północ, za Bałtyk.
            Szlachta doceniała za to ambicję i waleczność żołnierzy szwedzkich, ich karność, porządek i dyscyplinę, także przebiegłość, mimo lekceważącego wobec nich niedotrzymywania słowa, i okrucieństwa wobec Polaków – dostrzegano także ludzkie cechy przybyszów, jak miłosierdzie wobec niektórych, rycerskość, religijność. Z czasem ze Szwedów, którzy wykupili się lub poddali się polskim wojskom, tworzono cudzoziemskie kompanie. Polskie wojska walczyły ze Szwedami daleko poza granicami kraju, także w Danii, prowadził je Stefan Czarniecki - „traktem od Międzyrzecza”. Polecam lekturę referatu.

            Ryszard Patorski „Konwisarze międzyrzeccy od XVII do XX wieku”. Wśród cechów międzyrzeckich - sukienników, garncarzy, złotników, mydlarzy, stolarzy, tokarzye, szklarzy itp., byli konwisarze, którzy mieli swoją siedzibę w Poznaniu. Zajmowali się wyrobami z cyny. Z tego metalu wyrabiano poważny odsetek używanych naczyń. Asortyment produktów był bogaty; naczynia stołowe, sprzęty oświetleniowe (lampy, lichtarze), kałamarze, kropielniczki, miseczki do puszczania krwi, urynały i flasze do grzania nóg… Kielichy kościelne, misy chrzcielne, konwie. Także zespoły trumienne (portrety, epitafia i tablice herbowe). Wyodrębiniano przedmioty z cyny angielskiej. Wyroby znakowano puncami – imiennymi znakami własnościowymi, przechowywanymi na płytkach w miejskich ratuszach. Cechy dbały o jakość wyrobów, określaly skład stopu i jego oznaczanie – próbę cyny. Wykazy wyrobów są w spisach inwentarza i testamentach XVII i XVIII wiecznych, były powszechnie używane przez szlachtę, mieszczaństwo i duchowieństwo.
            Pierwszym międzyrzeckim konwisarzem był Christof Fisher, pracował od 1657 - 1695 roku. Najstarszym jego znakowanym wyrobem jest portet trumienny Baltazara Dziembowskiego (1672 r.) znajdujacy się w Muzeum im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu, razem z czterema blachami herbowymi. Konwisarze zajmowali się też naprawą uszkodzonych przedmiotów. Udało się ustalić (w procentach) dokładnie skład stopu bordiury i portretu zabytku: zawiera cynę, ołów i węgiel ze śladowymi ilościami tlenu, miedzi, cynku, niklu, żelaza, wapnia, chromu i manganu. W naszym zbiorach muzealnych są też świeczniki z wyposażenia dawnego zbioru ewangelickiego w Bukowcu, inne zabytki z warsztatu Fishera są w powiecie sulęcinskim.
            Autor przedstawił rysunki punc cechowych – znaków konwisarskich tego mistrza. Innym dawnym konwisarzem na naszej ziemi był Peter Tiele i Johann Christoph Frilotter.
            Współcześnie wyrobem i naprawą, konserwacją zabytków cynowych, zajmuje suę Stefan Murawski. W 1965 roku rozpoczął wytwarzanie różnych przedmiotów z metalu. Poza działalnością w metaloplastyce interesował się medalierstwem. Nawiązał współpracę z owczesnym dyrektorem Muzeum w Międzyrzeczu Alfem Kowalskim i z pracownią konwisarską w Poznaniu Antoniego Brzezińskiego. Wykonuje również elementy dekoracyjne kute w blasze miedzianej. Jest autorem ponad 30 projektow medali. Swoje prace prezentował na wystawach indywidualnych i organizowanych przez Muzeum sztuki Medalierskiej we Wrocławiu, w Salonie Sztuki Współczesnej „Desa” w Poznaniu i innych miejscach. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. Jego pasją jest też malastwo i zlotnictwo, kolekcjonerstwo, konserwacja zabytkowych mebli. Prowadzi antykwiariat.

            Adriana Podmostko – Kłos „Epitafium Hildebrandów ze Skwierzyny – wiadomości historyczne”. Drewniana, prostokątna, barokowa tablica inskrypcyjna o wklęsło ściętych narożach, ujęta w drewnianą, profilowaną ramę, powtarzającą kształt tablicy, o wymiarach 103 x 73 x 7 cm. Na czarno malowanym podłożu złotymi literami w staroniemieckim języku odnotowana jest historia śmierci członków rodziny Hildebrandów, tablica powstała w 1742 roku. W ciągu 13 lat umarli kolejno; mąż – Paul (sędzia miejski i sukiennik), i jego żona, której imienia nie znamy, oraz troje ich dzieci: Maria, Dorota Elżbieta i Paul. Snycerska. Wielobarwnie malowana tablica inskrypcyjna w ażurowej ramie, zwieńczona pierwotnie koroną, epitafium ze Skwierzyny, przywiezione tam w 1888 roku na wystawę dzieł sztuki Prowicji Poznańskiej.
            Autorka opisuje dzieje zabytku. Było eksponowane w kościele ewangelickim w Skwierzynie (niem. Schwerin an der Warthe). Po II rozbiorze Polski w 1793 r. miasto zostało włączone do Prus Południowych, od 1871 r. należało do Rzeszy Niemieckiej – do 1919 powiat skwierzyński wchodził w skład Prowicji Poznańskiej, a w 1945 Skwierzyna powróciła w granice Polski.
Zabytek obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Poznaniu, zostal odzyskany w ramach śledzenia zaginionych obiektów zabytkowych.

Katarzyna Sanocka – Tureczek „ Łaźnia miejska w Trzcielu – szkic do dziejów higieny i życia codziennego na ziemi międzyrzeckiej u progu XX wieku”.
Łazienki i pokoje łazienne, wprowadzane w plany XIX budownictwa mieszczańskiego, slużyły nie tylko do mycia się, ale także jako pralnie i kuchnie. Potrzeby fizjologiczne załatwiano do nocników, zewnętrznych latryn (wychodków), sławojków czy ustronnych miejsc na zewnątrz. Nieczytości z nocników wylewano przez okno.
            Łazienki powstawały razem z rozwojem systemu wodociagów i kanalizacji miejscowości. Wzrastała świadomość znaczenia higieny osobistej. Istnieje bogata dokumentacja dotycząca budowy nowej łaźni publicznej w Trzcielu, z zestawem pism urzędowych, protokołów posiedzeń z magistratu, kosrespondencja z władzami prowincji Marchii Granicznej Poznań-Prusy Zachodnie.
            Szkice instalacji sanitarnych i grzewczych, sprawozdania z prac wykończeniowych, z systemem oczyszczania ścieków. Budowla zawierała korytarze, poczekalnię, szatnię ogólną i przebieralnię, 9 pryszniców i 4 pomieszczenia z wanną, w tym jedno terapeutyczne. Z poczekalni był dostęp do WC. Zachował się Regulamin zakładu kąpielowego, godziny otwarcia, cennik, czas korzystania z kąpieli. Zatrudniono nadzorujacego łaźnię pracownika. Budowę ukończono w 1928 roku. W czasie ostatniej wojny łaźnia dzialała nadal. W 1968 roku została wyremontowana. Zakończyła swą działalność w 1978 roku, w tym czasie łazienki domowe stały się powszechne.
            Historia tego zakładu kąpielowego jest przykładem troski samorządu lokalnego o poprawę życia mieszkańców, takkże umiejętnym wykorzystaniem subwencji rządowych dla podniesienia standardu lokalnego, który, jak wynika z dokumentacji, był bliski dzisiejszym procedurom inwestycyjnym, i wspierał lokalny rynek pracy.

Mariusz Wąsiel „ Solidarność w Międzyrzeczu 1980 – 1982. Początki i działalność NSZZ „Solidarność” we wspomnieniach”.
Historia pamiętana, świeża. Międzyrzecka Solidarność częściowo znana z materiałów rozproszonych, zamieszczanych w prasie lokalnej. Historia warta opisania, bo odchodzą ludzie, którzy byli jej świadkami czy uczestnikami.  
            W Międzyrzeczu proces zakładania Solidarności był stosunkowo spokojny, wiązał się z wydarzeniami, które miały miejsce w Gdańsku i Szczecinie, potem w całym kraju. Pierwsza organizacja związkowa powstała w PUBR. Założenie struktur Związku dokonywało się płynnie, nie dochodziło do napięć politycznych. Internowano 3 etatowych działaczy. Jak wynika z dokumentów do NSZZ Solidarność należało ok. 80% ludności, około 7000 ludzi zostało zapisanych. Osobną kartą był społeczny protest przeciwko składowaniu odpadow radioaktywnych w bunkrach Międzyrzeckiego Regionu Umocnionego. W referacie autor przytacza wspomnienia osób, które uczestniczyły w akcjach protestacyjnych.

Ponadto w XV tomie „Ziemi Miedzyrzeckiej w przeszłości” jest artykuł Marcelego Tureczka „ Jeszcze o Międzyrzeczu w kręgu dyskusji nad lokalizacją eremu Pięciu Braci Męczenników”, Aleksandry Makowicz „ Cech mielcarzy z Pszczewa i artykuły statutowe zatwierdzone przez biskupa Adama Nawodworskiego w 1632 roku”, Grzegorza Urbanka, Grzegorza Wanadtko „ Posługa kapłańska ks. Michała Pasławskiego w parafii w Bledzewie (1949-1956)”
Komunikaty: Joanna Patorska, Ryszard Patorski „ Księgi Civitatis Regalis Miedzirensis z lat 1548-1765 w zasobie Archiwum Państwowego w Gorzowie Wielkopolskim”, Paweł Stachowiak „ Grossman w Schwerin”, Andrzej Chmielewski „ Honwedzi w Międzyrzeczu”, Piotr Buszewski, Ryszard Patorski  „O współczesnej symbolice miejskiej w Międzyrzeczu”, Jerzy Wójtowicz „ Ślady przeszlości w zachodniej części Puszczy Noteckiej – okiem rowerzysty”, Stanisław Pietkiewicz „ Wyspa z nagrobków – czyli krotka opowieść o poznawaniu przeszłości Bukowca”, Krzysztof Michalowicz „ Zaklady produkcyjne IKEA w Babimoście, Chlastawie i Zbąszyniu w latach 1992 – 2012- krótkie kalendarium”.
Słownik Biograficzny Ziemi Miedzyrzeckiej – postacie znanych międzyrzeczan.
            Ostatnim, bardzo ciekawym, akordem Sesji historycznej była wycieczka przez miasto – z ciekawym komentarzem dr Marcelego Tureczka, na stary zamknięty dla pochówków Cmentarz Katolicki i prezentacja nowej, zamontowanej na ogrodzeniu, tablicy informacyjnej – opowiadającej o historii obiektu.


Iwona Wróblak
czerwiec 2017