Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura lemkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura lemkowska. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2024

 

W Muzeum niezwyczajni kolędnicy


Anielskie kółeczka starannie zamocowane na dziecinnych główkach, zębiasta diabeliczka, mały król ze złocistą koroną, kunsztownie obracająca się duża kolorowa gwiazda, ukraińskie koszule z ornamentami – soroczki, zakopiańskie chłopięce kapelusze i kubraczki – podobne są do tych z podgórskich rejonów w Ukrainie...

Okolicznościowe, świąteczne teksty przygotowane przez księdza Ernesta Sekulskiego proboszcza Parafii Greckokatolickiej p.w. Cyryla i Metodego. Jest też nasz gość, prosto ze scen ludowego śpiewu Ukrainy, sympatyczna Katya Kotliar, dysponująca szkolonym mocnym przeponowym głosem, nienaganną dykcją, w ludowym ukraińskim stroju – wsłuchuję się w rytm, melodię, klimat wielesetwiekowej ukraińskiej kultury z różnych zakątków naszego wschodniego sąsiada, pieczołowicie tam kultywowanej, jest jak echo prastarego śpiewu dawnych kapłanek przekazywane przez pokolenia w linii żeńskiej, przynależne tradycji szeroko pojętego kręgu kultury starosłowiańskiej, o korzeniach, jak myślę, może przedchrześcijańskich; Katya mieszka, pracuje, u nas od jakiegoś czasu; występowała już w Międzyrzeczu i okolicy, z przyjemnością jej dzisiaj posłuchamy.

Po ukraińsku usłyszymy też zapamiętane przez publiczność, jest jej w sali spora ilość, łemkowskie zwyczajowe pieśni świąteczne, intonowane spontanicznie przez np. Piotra Szlachtycza z Kaławy. Zaśpiewamy kolędy też po polsku, te wszystkim znane, przecież nasze narody są od wieków o miedzę – dosłownie...

W sali starościńskiej międzyrzeckiego Muzeum widzieliśmy już wiele – wycinki z krajobrazów kulturowych zaproszonych przez dyr. Muzeum A. Kirmiela Chińczyków, wiele razy – kultury-historii Niemców, Żydów, Łemków, bo taki jest charakter i historia ziemi międzyrzeckiej - ostatnio wykład etnolożki łemkowskiej i próbki śpiewu; w naszej społeczności od czasu przymusowego przesiedlenia z południowo-wschodniej części Polski Łemków w ramach akcji „Wisła” w 1947 r. mieszka duża ich grupa.

W Muzeum w Międzyrzeczu kolejne spotkanie z kulturą wschodnią, w scenografii wiszących wciąż w sali starościńskiej zabytkowych ruskich ikon wypożyczonych z Muzeum w Zielonej Górze – dołączyła do tymczasowego zbioru tych ciekawych zabytków unikalna Ikona Chrztu Pańskiego, o symbolice której będzie, jak w swoich poprzednich wykładach w fachowy i jednocześnie przystępny sposób, mówić ks. Ernest Sekulski.

Wykład wygłosił też dr Grzegorz Wanatko, dotyczący „Historii parafii grekokatolickiej” w Międzyrzeczu. Ostatecznie pozwolono społeczności łemkowskiej modlić się w swojej parafii dziesięć lat później, w czerwcu w roku 1957 r., po latach starań Jana Furtaka, dziesiątkach pism do władz samorządowych i kościelnych. Grzegorz Wanatko mówił o tym obszernie... O niechęci kościoła rzymskokatolickiego, zwierzchnika grekokatolików, wahaniach urzędników, którzy dopiero po przesileniach politycznych roku 1956 pozwolili na erygowanie parafii greckokatolickiej na ul. Ściegiennego w Międzyrzeczu. Kolejnych proboszczach parafii, ich zasługach w pracy duszpasterskiej.

Epifania - Objawienie Pańskie – chrześcijańska uroczystość mająca uczcić objawienie się Boga człowiekowi. Ikona Chrztu Pańskiego – jak powiedział ks. Ernest – jedyna taka ikona odsyłająca bezpośrednio do Krzyża, Chrystus tam jest nagi, bez przepaski, jak Adam sprzed grzechu pierworodnego; ktoś, kto nie ma lęku, nie musi się zasłaniać, bo Bóg go ochroni. Chrzest w Jordanie to zgoda na przyjęcie misji od Boga; ksiądz mówił o symbolice Baranka Bożego. Chrystus na ikonie jest otoczony przez wody chrzcielne; o świecie naszym i podziemi. Poprzez chrzest grzechy, chociaż nadal są chaosem i bezwładem, zostają w wodzie, Chrystus je bierze do siebie i oczyszcza świat, powraca człowieka na łono normalnego życia, które odtąd ma szlachetny cel – świętość. Żyjąc na ziemi, kultywując to, co wartościowe, możemy taki cel mieć, pomnażając dobro czynione przez naszych przodków, dorzucając doń własny wkład.

Ta starannie przygotowana, o miłym rodzinnym charakterze, łemkowsko-polska uroczystość zakończyła się spontanicznym śpiewaniem ukraińskich, łemkowskich kolęd. Też „Dzisiaj w Betlejem”, i inne pieśni, wybrzmiały w naszym multikulturowym, międzyrzeckim Muzeum, A. Kirmiel już teraz zaprosił na podobne spotkanie za rok, byśmy znowu mogli posmakować klimatu, smaku wielowiekowej kultury żyjących obok nas od kilkudziesięciu lat łemkowskich międzyrzeczan, i nie tylko międzyrzeczan, w ich oryginalnym języku. Rozmowy sąsiedzkie w podziemiach Muzeum trwały jeszcze przez jakiś czas, przy degustacji świątecznego poczęstunku przygotowanego przez grekokatolików.


Iwona Wróblak

styczeń 2024 r.
























poniedziałek, 13 marca 2017

Żeby tu na WATRZE być

             Wojciech Derwich wybrał ten łemkowski festiwal, z tylu innych w Polsce, bo - jak mi mówi, od wielu lat przyjaźni się z międzyrzeckimi Łemkami. Wybierał się tam od 10 lat, ich opowiadania o Watrze traktował jak zaproszenie. – Ja uczestniczyłem w ich śpiewach, tańcach – mówi – jadłem z  nimi tradycyjne potrawy. Pojechał tam, by - pewnie tylko w części - zrozumieć ich tęsknotę do rodzinnych stron. W czasie podróży do Zdyni w powiecie gorlickim, oprócz niezaprzeczalnego piękna tamtejszych krajobrazów, patrzył na tereny byłej Łemkowszczyzny z ekonomicznego, gospodarskiego punktu widzenia. Jak zrealizować takie tęsknoty od strony praktycznej? W górach – jest pięknie – to prawda, ale na równinach żyje się łatwiej...
            O bolesnej dla wysiedleńców i kraju akcji „Wisła” w specjalnym liście odczytanym na Festiwalu mówił prezydent A. Kwaśniewski: „Łemkowie na  zawsze odcisnęli swój ślad w zielonych Karpatach, tutaj byli, są i będą. Deportacja w 1947 r. była niesprawiedliwością, uderzeniem tyleż bezwzględnym, co  ślepym. Dziś ze wstydem myślimy o wygnaniu niewinnych ludzi z ich ojcowizny. Szukając pojednania, wspólnie budując przyszłość”. Działaczom Towarzystwa Łemkowskiego w uznaniu zasług publicznych wręczono wysokie odznaczenia państwowe. Wspólnie zaintonowano „Mnohywo lita” czy  „Sto lat”.
            Tereny Łemkowszczyzny, ciągnące się od Krynicy po Ustrzyki Dolne wymagają dokapitalizowania. Widać walkę mieszkajacych tam ludzi o  przetrwanie, ich wolę, żeby tam żyć, pracować, wychowywać dzieci. Dlaczego... wracają? Człowiekowi, w niektórych miejscach - tak to czuje - jest dobrze, mimo że w innych rejonach, paradoksalnie, byłoby mu ... łatwiej... Oglądam zdjęcia z XX Łemkowskiej Watry w Zdyni. Festiwal odbywa się  każdego roku w lipcu, pierwszym jego organizatorem był Zespół Pieśni i Tańca „Łemkowyna” Jarosława Trocharowskiego. Oprócz, bardzo profesjonalnych, występów artystycznych, odbywają się tam liczne imprezy towarzyszące, konkursy recytatorskie dla dzieci i młodzieży, zawody sportowe. Wydawany jest specjalny okolicznościowy znaczek, stali bywalcy Watry mają ich duże kolekcje. W Zyndranowie k. Dukli jest Muzeum Kultury Łemkowskiej, gdzie można obejrzeć dawne narzędzia rolnicze i sprzęty użytku domowego. Wejść do prawdziwej łemkowskiej chaty, czyli chyży, spróbować potraw, które mają tradycyjne nazwy, smaki. Na Watrę przyjeżdżają byli wysiedleńcy i ich potomkowie, mieszkający dzisiaj w Polsce północnej i zachodniej, na Ukrainie, Słowacji, w Europie Zachodniej, Kanadzie, by przypomnieć sobie ojczysty język. Rozmawiać w nim, słuchać łemkowskich pieśni, cieszyć się swoim kulturalnym dziedzictwem. Skondensowana żywa lekcja historii małej ojcowizny. Na Watrze stworzono tradycję spotkań miłośników kultury łemkowskiej.
             Ta największa w Polsce etnicznie łemkowska impreza jest znakomicie zorganizowana. Teren, będący własnością Towarzystwa Łemkowskiego, ma  zaplecze socjalne, parkingi z dobrym dojazdem. Watra wygląda jak wielka góra. W dole – wielka scena amfiteatralna i miasteczko namiotowe, w którym nieustannie coś się dzieje. Liczbę uczestników szacuje się na ok. 8 tys. osób. Z każdego miejsca można oglądać występy, od wczesnego rana do świtu. Światy sceny i miasteczka namiotowego wzajemnie się przenikają. Ludzie są razem. Wewnętrzna spójność cechuje kulturę łemkowską, w której nie jest  przypadkowe liczne uczestnictwo w posłudze duchowej, w zbudowanej na rozległej łące kaplicy greckokatolickiej, z jej liturgią, barwną, kwiecistą, śpiewaniem. W atmosferze wzajemnych uprzejmości, serdeczności, przyjaźni, w powszechnym wrażeniu ciepłego przyjęcia do bycia w gromadzie.
            Ma się świadomość, mówi pan Derwich, przebywania wśród ludzi o wielopokoleniowym dorobku kulturowym. Ale Łemkowski festiwal nie  przerodzi się w skansen, 3/5 uczestników to młodzież. Przyjechali tu z plecakami, namiotami. Autostopem. Naturalnie włączyli się w główną ideę -poszukiwania śladów swoich przodków. Restauracja starych krzyży sprawia im przyjemność, czerpią radość ze śpiewania tradycyjnych pieśni, przerabiają je niekiedy na sposób nowoczesny. Przede wszystkim świetnie się bawią. I nadają ton całej imprezie. Widoczna była ich pasja uczestnictwa w widowisku, w którego organizację włożyli oprócz wielu godzin pracy także dużo serca.
            Umiejętnie przekazano im miłość do ojczystej spuścizny kulturalnej. W tradycyjnym wychowaniu łemkowskim od małego dziecka zaszczepia się  pędy artystyczno – muzyczne, w pasji działalności społecznej, osobistej, indywidualnej inicjatywy obywatelskiej. Nie stracona do końca łączność międzypokoleniowa, doświadczenia i testament ojców. Pieśni uczyły ich matki, babki. Przyjemnością było słuchanie utalentowanej młodzieży i dzieci.
            Na Watrze dużo było gości z zewnątrz, przyjeżdżających tu od kilku lat. Do swoich znajomych, przyjaciół. Na okres kilku dni imprez stali się  wspólnotą, zjednoczeni w zabawie, kontemplacji atmosfery szacunku dla łemkowskich tradycji.
            Spotkania z Watrą mają 20. letnią tradycję. Organizowane z rozmachem mają na celu prezentowanie kultury, która kultywując w swoim wielowiekowym dorobku otwartość nie zatraca swojej tożsamości.


Iwona Wróblak
październik 2002 

sobota, 1 października 2016

Wschodniosłowiańskie kolędy i pastorałki


            Koncert łemkowskich kolęd i pastorałek, w fachowym wykonaniu śpiewaczki operowej i etnomuzykolog, adiunkta w Instytucie Kultury i Sztuki Muzycznej Uniwersytetu Zielonogórskiego - pani Bugumiły Tarasiewicz i towarzyszącego jej pianisty Juliana Tatarynowicza. W języku Łemków, piękne pieśni, kołysanki. Między kolędami ciekawy wykład, informacje o obrzędowości tej unikalnej tradycyjnej kultury.
            Bogumiła Tarasiewicz jako muzykolog zajmuje się badaniem kultury Łemków. Brała udział w trzech kolejnych Międzynarodowych Sympozjach Muzykologicznych „Muzyka Kresów”. Jest autorką artykułów: „Tradycja a współczesność obrzędowości łemkowskiej w diasporze”( w: „Dziedzictwo europejskie a polska kultura muzyczna w dobie przemian” , „Praktyka wykonawcza łemkowskiej wokalnej muzyki ludowej”. Do Międzyrzecza przyjechała na zaproszenie naszej społeczności łemkowskiej. Jak powiedziała na wstępie kier. Klubu Garnizonowego Wiesława Murawska, nasza mała lubuska ojczyzna to fascynujący obszar stykania się różnych kultur, religii, osób i grup społecznych przybyłych tu w okresie powojennym, mozaika bardzo bogata i  ciekawa kulturowo.
            Bogusława Tarasiewicz (mezzosopran) prowadzi bardzo ożywioną działalność koncertową. W kręgu jej zainteresowań artystycznych znajduje się  głównie repertuar oratoryjno-kantatowy, pieśni i kameralistyka. Występowała m.in. Niemczech, Francji, Szwajcarii, Włoszech, Watykanie, na Litwie, w  Czechach i Austrii. Posiada nagrania radiowe, telewizyjne i płytowe. Od 1998 roku jest solistką i kierownikiem artystycznym zespołu kameralnego Quodlibet Orchestra. Ponadto jako solistka współpracuje z chórami macierzystego Instytutu Kultury i Sztuki Muzycznej. Jest autorką podręcznika akademickiego do nauki emisji głosu pt.: „Mówię i śpiewam świadomie”( Kraków 2003). Te nieznane nam oryginalne pieśni łemkowskie usłyszeliśmy więc w przednim wykonaniu.
            Kolęda oznacza życzenie, winszowanie, związana jest z tradycyjną kulturą i muzyką ludową. Tekst i muzykę do kolęd ludzie układali przez wieki, przekazując w ten sposób ważne dla społeczności treści. Refleksyjne, symboliczne, pełne alegorii. Niektóre z utworów mają po kilkaset lat, niczym wykopaliska są świadkami obyczajowości dawnych pokoleń. Pastorałka to świecka odmiana kolędy, śpiewana w domach, o charakterze zabawnym, nawet rubasznym. Dzisiejszy koncert był ekumeniczny, śpiewaliśmy także polskie kolędy. Zwyczaje bożonarodzeniowe są podobne na całej słowiańszczyźnie, korzeniami sięgają czasów przedchrześcijańskich. Pozorna wędrówka tarczy słonecznej na horyzoncie, ubywanie dnia zawsze skłaniało ludzi do refleksji. Chrześcijański czas Adwentu był okresem układania pieśni.
            Łemkowska choinka była zawieszona pod sufitem. Pani Tarasiewicz opowiedziała nam pokrótce o zwyczajach, zachowaniach, potrawach świątecznych na wschodzie. O kulturze muzycznej regionów, jej wariantach i odmianach. O olbrzymim bogactwie, które nie powinno zaginąć, wzajemnych wpływach, i powiązaniach, kultury ludowej polskiej, ukraińskiej, łemkowskiej, innych (znana kolęda „Cicha noc” jest pochodzenia niemieckiego). O równoprawności tych kultur, żywym świadectwie historii – politycznej, kulturalnej, muzycznej, ekonomicznej. W tradycji starocerkiewnej, ukraińskiej, łemkowskiej kolędy śpiewane były na głosy (podobnie u nas w górach, gdzie echo odpowiadało śpiewającym), w kulturze łacińskiej – z towarzyszeniem organów lub, w salonie, fortepianu.
            Bardzo ciekawy muzycznie wieczór. Wspaniała osoba pani Tarasiewicz, z jej ogromem wiedzy z etnografii i muzykologii, którą tak chętnie się  dzieliła. Unikalny koncert…


Iwona Wróblak
luty 2008