piątek, 19 października 2018


Biegamy po zdrowie

- Przed planowaniem aktywności fizycznej trzeba dobrze się rozgrzać. Żeby uniknąć kontuzji.. – piknik zdrowotny otworzył doktor Tomasz Jarmoliński – ruch pobudza krążenie. Na co dzień zajmuje się pediatrią, ale społecznie też bywa bardzo aktywny.
Międzyrzecz Moje Miasto 3xM było organizatorem tej plenerowej imprezy, skorzystało z pięknego słonecznego dnia w październiku, być może jednego z ostatnich tak ciepłych. Fitness królował na Podzamczu…  Zumba do muzyki na koniec, pląsy do taktu, prowadziła je Iwona Szwarc.
Instruktor fitness Tomasz Kwiatkowski przeprowadzał półgodzinną rozgrzewkę przed Biegiem po zdrowie w amfiteatrze przy Zamku. Lekcja, jak się rozgrzać przed biegiem – dwiema rękami ciągniemy kolano do klatki piersiowej… półprzysiady w bok… Dla dzieci nieco inna rozgrzewka, mniej ofensywna – tańczące paluszki u rąk, lewa nóżka, prawa, na przemian, szeroki rozkrok, krok dostawny – trudny…, tańczące lewe, potem prawo kolanko... Nawyki prawidłowej rozgrzewki trzeba wdrażać od najmłodszych lat.
Rozgrzewka przed biegami open, do których zaproszono wszystkich chętnych, bez względu na wiek, żeby sprawiedliwie wręczyć Puchary i inne nagrody, uczestników podzielono na grupy wiekowe. Małe dzieci przedszkolne (z którymi także sportowo udzielały się ich mamy…), dzieci starsze (klasy I-IV, V-VIII), jako dla nich pożądana zdrowotnie alternatywna od palcowania komórkowego, czy na laptopach), szkoły średnie i dorośli biegający (np. z Klubu Biegacza „Piast”) na trasie: Zamek-stadion-zamek, i rowersi na rowerach, trasa do Nietoperka, wszyscy - dla swego zdrowia fizycznego, i frajdy...
Profilaktyce zdrowotnej, ruchowi na świeżym powietrzu, poświęcona była ta impreza, natura jeszcze w październiku pozwoliła cieszyć się wysoką temperaturą. Stoisko z dietetykiem służyło do informowania o zdrowym żywieniu. Można było także zmierzyć sobie poziom cukru we krwi, wagę ciała, ciśnienie tętnicze i inne parametry zdrowia.
Dwóch weterynarzy służyło radami w sprawie naszych małych zwierzęcych braci i siostrzyczek, panowie Bogusław Zaborowski i Marian Sierpatowski. Dla gości były próbki smakowitej karmy dla zwierzaków (mojemu pieskowi i kotu bardzo smakowały). Przygotowano dużo kolorowanek dla najmłodszych dzieci, kredek i pisaków. Firma Ubezpieczeniowa Na Życie „Prudential” (Grzegorz Platokos) przygotowała dla chętnych do wysiłku maleńkich biegaczy, oprócz kredek i pisaków do malowanek, bardzo potrzebne w codziennym poruszaniu się po drogach, na rowerkach, prezenty – kamizelki odblaskowe. Jan Skoczylas zaskakiwał nas niecodziennym wielosmakiem przetworów ogórkowych własnego wyrobu, pięknie pokrojonych się w słoikach, także doskonałym w smaku smalcem na wieloziarnistym chlebie.
Degustowaliśmy przepyszne domowe wypieki, w kilku rodzajach, także żurek i napoje. Woda mineralna dla biegaczy i rowerzystów była dostępna przed i po biegach. Bardzo zdolne panie wyczarowywały na dziecięcych buziach przemyślne makijaże.
Przedwyborczy ostatni tydzień, ostatni weekend, w ferworze rywalizacji kandydatów na radnych i burmistrzów – integracyjna lokalna zabawa dla wszystkich międzyrzeczan, połączona z ruchem na świeżym powietrzu, garścią dostępnych wiadomości na temat swojego zdrowia, i zdrowia naszych małych milusińskich futrzaków.
Jeszcze jedno - IDŹMY na te wybory...

Iwona Wróblak
październik 2018



























czwartek, 18 października 2018


W koncercie muzyki klasycznej – polscy kompozytorzy

            To był pierwszy – z trzech zapowiadanych – koncertów muzyki klasycznej w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury. Kwartet smyczkowy „ Ellliptique Ensemble”, w skład którego wchodzą młodzi muzycy: Piotr Kosarga, Malwina Kotz, Danuta Kulisz, Marzena Malinowska – skrzypaczka, autorka aranżacji utworów na skrzypce.
            Muzyka aranżowana specjalnie na te instrumenty, to nie jest częste… Mała orkiestra skrzypcowa, i jej możliwości harmoniczne, bardzo ciekawe. W Kwartecie tym nie ma pierwszych skrzypiec, muzycy wymieniają się miejscami. W repertuarze - polscy kompozytorzy.
Usłyszeliśmy w koncercie kompozytora epoki romantycznej Henryka Wieniawskiego; suity, Cztery krótkie melodie śląskie, w różnym tempie, aranżowane przez Marzenę Malinowską, na czworo skrzypiec - „Legenda op. 17” – znany motyw, piękna pieśń dla narzeczonej autora. Dwa tańce: „Kujawiak”, i szybki, wymagający dużych technicznych umiejętności, niemal wirtuozerii, „Obertas”. Perełki fraz muzycznych, znanych ze słyszenia w mediach. „Pieśń polska op.12. nr 2”. Kwintesencja twórczości Wieniawskiego. Folklor, muzyka przesnuta folklorem, ma wiele oblicz. Przesączona klasyką muzyki światowej, zafascynowana góralskim rytmem, i muzyką z innych regionów. 
 Grażyna Bacewicz – współczesna wybitna skrzypaczka i kompozytorka, która napisała wiele pięknych utworów – w stylu klasycznym, jak powiedziała jedna z pań muzyczek. W 110. rocznicę urodzin kompozytorki, na scenie międzyrzeckiego MOK-u, „Kwartet na czworo skrzypiec”, podzielony na trzy części: wolny, szybki i wolny. W treści – niezamknięte jak nieidealny krąg, elipsa, z wykonaniami naznaczonymi emocjami muzyków je interpretujących.
 Marcin Markowicz, 33.letni, młody kompozytor, i jego muzyczne inspiracje - W. Lutosławskim i S. Prokofiewem. „Suite for four” – cztery krótkie utwory, motywy ludowe poprzetykane innymi inspiracjami, z niespodzianką wplecioną czasami w przewidywaną przez nas, słuchaczy, harmonię, słuchamy z ciekawością tego nieczęsto granego muzyka. Na 4 skrzypce, we wspaniałym, pierwszym, koncercie na sali widowiskowo-kinowej MOK. Muzyka współczesna kojarzy nam się z odmienną od – naszej ulubionej muzyki romantycznej - poetyką, i myślimy, że wymaga dużego wykształcenia muzycznego… Dobrze jest oswajać się na koncertach z tym najnowszym nurtem twórczości, na przykład z Witoldem Lutosławskim – wybitnym polskim kompozytorem, dostępnym, granym tutaj, u nas, w Międzyrzeczu, na scenie MOK.

Iwona Wróblak
październik 2018








wtorek, 16 października 2018


Teatrum Tańca Tatiany Bordy

            W sali kameralnej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury – tłum ludzi. Nie bywa tak na każdym wernisażu. Może to sprawa famy (artystycznej) jaka (słusznie) rozeszła się wokół działalności kęszyckiego „Domu Sztuk” (wszelkich), którego właścicielami (i krzewicielami tych sztuk) są Tatiana i Remigiusz Borda.
            Malarstwo, sztuki walki, teatr. Remigiusz jest także poetą (bardzo dobrym) i dobrze śpiewa swoją poezję. Pierwszą, czy jedną z pierwszych takich próbek tej odsłony aktywności artystycznej Remigiusza, usłyszeliśmy w obrzyckim Szpitalu podczas akcji zbierania funduszy na leczenie dr Stoińskiej. Także w Obrzycach, kilka lat wcześniej, mieliśmy okazję widzieć wernisaż piątki artystów malarzy, przyjaciół państwa Bordów, użyczono wtedy, na przestrzenne murale, jeden z nieużywanych budynków Szpitala Psychiatrycznego, z jego niepowtarzalnym klimatem dramaturgii wielowymiarowego (związanego także z najnowszą historią tego obiektu – wojenną eutanazją chorych dokonaną przez niemieckich nazistów) cierpienia egzystencjalnego człowieka, jego rozdarciem wewnętrznym, właściwym dla naszych czasów - soczewką skupiającą gamę współczesnych wyzwań dla filozofii humanizmu.
            Wiersze, nazywam je roboczo – z racji zwięzłości formy, ujęcia niekonceptualnej tematyki – „haiku”, śpiewał, i recytował Remigiusz, w ramach suportu przed otwarciem wystawy Tatiany. Tytuł wydanego niedawno tomu jest znamienny – „Wyćwiory" … Chropawy, niepiękny, zdaniem autora, ZAPIS… Niepokój – jak u każdego poety.  Czy coś po sobie pozostawi oprócz zapachu potu?? Zapis nieilustracyjny. Dotykający istoty. Czyli wszystkiego, co poza nami, poza ułudnym EGO. Umysł jest reżyserem i twórcą świata wewnątrz i zewnątrz każdego z nas, on – ten Umysł, go kształtuje i nadaje mu też imiona… Nazywa…
Obrazy. One przetaczają się przez nasz zmysł postrzegania. Remigiusz jest malarzem, to znaczy, że myśli obrazami. Że pisze – obrazami… Jest to literacko realizowane, bo słowo ma swoje prawa, i reguły, bo powinno być czytelne…
Jest czytelne. Zapewniam. Jest strawne. Jest na szerokim pograniczu obrazu i słowa (jak haiku). To TRAKT, który przynależy dla twórczości literackiej Remigiusza. Tonacje (molowe? durowe?) sztuki.
Wielka sztuka zawsze wolna jest od pychy (w którą łatwo, przy odrobinie popularności, się stoczyć). Wielka sztuka (jeśli taką jest) łaskawie wszystko spaja. Otwiera nasze uszy zatkane na (słowa, i osoby) innych… I INNE.. Huk grzmotów burzy – jak zapisać… w słowach???   Jest też autotemat. Także emigrancki (Remigiusz wiele lat spędził za granicą). O istnieniu z dala od Polski. Przywiązanie – kula u nogi dla (kolejnych – powiedziałabym, przed głównym)  oświeceń, przedtem – wyzwoleń. Gorzko – pomiędzy porcjami chleba krótki czas na widzenia, odwiedzają nas – witryny sklepów… Pomiędzy zaciemnieniami – autor dziękuje matce ziemi za wielkoduszność swego istnienia. Ziemia – istota czująca, jak każdy człowiek, zwierzę, roślina. Biosystem – nasza matka… Kultura ludzka – nasza matka. Chilijska świątynia, którą Remigiusz odbiera, jej przestrzeń wewnętrzną, powietrze, jako pełne optymizmu. W witrażach widzi – człowieka, boga świątynnego. Sakralnego. Miejsce zielonej jasności. Rzeka - potok i strudzone słońce, zdarzenia świetlne w jego promieniach odbijanych w nurcie wody. Aniołowie wygnani z zielonego światła – ludzie mordujący białego jelenia – już w Polsce – na przykład, w tym kraju, u Nas… Ważna piosenka o powitaniu – tych którzy zapomnieli o NAS, powitaniu także Judasza (w każdym z nas…), a także o powitaniu tych nie-zapominających o młodości (swojej i innych), darowujący miłość (współczucie).
Obserwujące są nasze OCZY, poza naszą głową czasami to robią (często nawet…), i zatrzymują się przed Obiektem. OCZY mają pytania – czy miłość podcina czasem skrzydła? (męskiemu aniołowi…) Miłość i tzw. wolność od miłości (przywiązania). Poetyka miłosna (miłościwa.. czy kiczogenna?) w literaturze przynależna jest kulturze regionalnej i tradycji ziemi, wkopana mocno motyką, czy radłem… Zbita bywa i sponiewierana. W konwencji tanga andaluzyjskiego na przykład – ale czytelna, poprzez muzyczne memy… poprzez Rytmy. Figury taneczne…
Tu przechodzimy to Tematu spotkania. Wernisaż pt. „Taniec” Tatiany Bordy. Jak napisała Tatiana: Ruch, wirowanie, zwiewność, niecielesność, a może relacje i ciągłe wzajemne przenikanie, taniec, balet, farsa i bańka mydlana, napięcie i pragnienie wyzwolenia się z klatki materii jakim jest ciało. Bezcielesność to memento mori, to konieczność i przeznaczenie. Lecz póki co pozostaje pożądanie życia, łaknienie miłości i przeciwstawianie się nicości… Powiedziała nam przed momentem wejścia do salek ekspozycyjnych – zostawcie intelektualizowanie, otwórzcie – serca.
Tańczymy z Tatianą. Z obracającymi się z powiewem najlżejszych drgnień powietrza białymi koszulami – jak… duchami ludzi. Którzy zostawili po sobie ślad (ekspozycyjny, czyli trwały, w sztuce - ślad) formami butów, stoją w szeregu, jak wojskowe, są szpitalne-białe, inne, co kto woli…  Męsko-żeńskie-dziecięce… Ziemi tyle mam, ile jej stopa ma pokrywa, dopokąd idę – przychodzi mi na myśl strofa C. K.Norwida („Pielgrzym”). W białości surowej, śmiertelnej można rzec (tym kończy się każde życie ziemskie). Tańczymy wokół tej śmierci-życia i śladu(ów), jaki pozostawiają. W scenerii Szpitala Obrzyckiego tańczymy… Naszej niepełno – zawsze – sprawności… Figury taneczne w pokoju – składziku wózków inwalidzkich. Wyobraźni osób, które nie mogą już wznieść się w tańcu rzeczywisto-cielesnym… Teatr nasz, Jednego Wewnętrznego Widza… Tancereczka z białą japońską wymalowaną jak maska twarzą teatrum - nasza dusza, która być może dopiero za chwilę uwolni się od umęczonego ciała (i duszy, naznaczonej ciałem). Jest w kostiumie baletowym…
Taniec Ich dwojga. On i Ona. Taniec relacji Obojga. Co się dzieje wewnątrz głów, na które nasadzone są odrutowane klatki? ONiOna siedzą naprzeciw siebie. Milczą. Klatki (ptasie-symbol niewoli) milczą za nich, i mówią, ich dialog. Tańczą CiDwoje w łazience – on leży nonszalancko w wannie – Ona tańczy w sukience, którą nosi bez przerwy (też ablucyjnie, łazienkowo), jej dusza jest tancerką…
Teatrum taneczne Tatiany, jak zawsze wiele mówiący, z licznym i obszernym polem niedomowień przeznaczonym dla Widza, dla jego współ – z autorką – twórczości… W którym jest absolutnie przestrzegana sceniczna oszczędność użytych elementów i form, tak aby nic nie zakłócało odbioru, maksymalnie nic… Przestrzenność instalacji, właściwa ekspozycjom Bordów, nie tylko w metrach kwadratowych, tutaj dostosowana do warunków lokalowych, także w umyśle – w postrzeganiu i recepcji. Obrazy (koncepty) starannie oddzielone są od siebie, jak dobrze zagrane nuty… W ciszy przyglądam się czerwonemu konikowi – pozytywce, zabawce, figurce kręcącej się w kole (predestynacji) jak w małym kieraciku, nieświadomym swej niewoli, do muzyki, zimnej i trwającej po wieczność…
Ktoś mi mówi – wystawa pachnie Tadeuszem Kantorem… Jego poetyką Teatru.

Iwona Wróblak
październik 2018




















sobota, 6 października 2018


Kobieta malująca autoportret – wernisaż w Muzeum

Cisza dialogu – dialogu artysty z obrazem, dialogu obrazu z następnym, dialogu z publicznością…
Barbara Nowaczyk – Docz z Przytocznej, absolwentka Instytutu Sztuk Pięknych w Zielonej Górze, autorka kilku wystaw i Magdalena Sarnat z Poznania – dyplom w tej samej uczelni w 2007 r., również posiadająca kilka znaczących wystaw w dorobku. Obie panie studiowały razem, i teraz, w międzyrzeckim Muzeum im. Alfa Kowalskiego, mają wspólną wystawę. „Cisza dialogu” – taki tytuł nosi ekspozycja. Jak powiedziała na wstępie pani Nowaczyk – Docz, cisza – to przestrzeń artystyczna koleżanki, dialog – ten przypisuje swojej twórczości. Cisza oglądającego obraz, to ten moment, kiedy zabiera głos dzieło sztuki, poprzez swoją ekspozycyjność. Przystępność kulturową w ofercie…
Panie – myślę – łączy to, że są kobietami. Artystkami-kobietami zanurzonymi w kulturze, w biologii, w socjologii, w relacjach swoich z ludźmi, z mężczyznami, i innymi kobietami (dziećmi-wiele jest tam o macierzyństwie). Dyskursywność i obraz. Sztuka figuratywna… Mają wspólne (ludzkie) doświadczenia, transponują je w sztukę, gdzie iluzja miesza się z realnością…
Jest, ta Kobieta, głównym elementem obrazów, jedna z osób powiedziała nawet, że dzisiaj, w dobie emancypacji, dążności do coraz bardziej urzeczywistniającego się równouprawnienia, mężczyzna staje się dodatkiem na talerzu… Jest taki obraz – na tle z kulturowym antycznym ornamentem, gdzie śpią, czy śnią – oboje (On i Ona), ale nie- razem, tytuł to „Taniec…”  Jak niespokojny sen każdego z nich… Powiem tak – wobec tysiącleci patriarchatu Kobieta musi się wreszcie określić… (powinna) Poznać siebie – jak mówi pani Magdalena, bo któż lepiej zna siebie niż Ona sama, kobieta? Obrazy pani Sarnat określają kobietę-osobę w niej, kulturową pełniącą role społeczne, niepiękną niekiedy, za to uważną…
Jest ona macierzyńska. To ją pochłania w pewnych okresach. Roznika się w otoczeniu kwietnym, wyblaka na niebiesko swym pustym konturem. Macierzyństwo to też przecież szarość codziennych czynności domowych, ich monotonia, i zmęczenie tą pracą, która wypełnia dnie i noce. Zwykłe ludzkie zmęczenie, które też trzeba zauważyć, mieć tę odwagę, po tylu dziesiątkach lat hołdowania stereotypowi Matki-Polki niezmordowanej nigdy…
Kobieta jest w zwykłej bieliźnie, czarnej, patrzy wprost, i na rękach trzyma maleńkie dziecko, może nieżyjące. Jest twarda, i jest prawie naga. To nagość percepcyjna, jest jak zrobione zdjęcie u fotografa - pozowane. Jak rola grana niezupełnie dobrowolnie…
Kobieta tu jest bez kłamstwa. Jest-bywa babowata (kiedy nie musi nosić makijażu nie-dla-siebie), kiedy odpoczywa – po pracy, albo kiedy się sobie przygląda. Kiedy jest Bez-twarzy, jak martwa natura… Jest-bywa jędzowata, wiedźmińska, otoczona czarnymi krukami.
Jest też piękna kobieta (udało się to uchwycić…). Tryptyczna. Cieniowaną powietrznią górnej części nagich pleców, w trzech odsłonach, z upiętymi włosami, piękno chciałoby się rzec, paszportowe (Nowaczyk – Docz), to kobieta analizująca, patrząca. Rozmawiająca. Z innymi kobietami (to ją najlepiej określa), z siostrą syjamską łączy ją warkocz czarnych włosów. Nierozdzielne są pod czarną przykrywą na wielkim łożu.
Inne kobiety jak pionki-statuetki stoją w swoich przestrzeniach, które - te opola, są ulicą, czy parkiem, one nie mówią ze sobą, bo usta mają zamknięte, i mają pozapinane ciasno płaszcze jesienne. Są te kobiety jesienne… Każda w swojej porze jesiennej. Dialogi-milczenia.
Rodzi się kobieta lewitując w pozycji płodowej w jasnobłękitnej przestrzeni, jest dorosła, czy to inicjacja, czy sen jej może? Ku czemu inicjacja? Macierzyństwu, odnalezieniu siebie w przestrzeni pustej zupełnie, niebieskiej? Określeniu siebie?
Są ekologiczne odniesienia, o podobieństwach Kobiety, do pewnych cech naturalnych. Kocich – brytyjski zielonooki mruczek wpatrujący się w widza wielkimi oczami. Jeleń z porożami, z ciałem skręconym w uniku, kiedy ucieka, ale i tak otacza go grad strzał – ze wszystkich stron. Lwica prezentująca kły i jej partnerka czarna pantera, jedna mówi, druga słucha…
Krajobraz składa się części, które są połamane jak lustro czy witraż.
Kobieta ekologiczna czyli zanurzona… W żółtości słońca, w ogrodzie jesiennym, spoczywająca w kwiatach, lub choćby w zapachu róży czerwonej, którą trzyma blisko przy ustach (zanurzona w zapachu ofiarodawcy prezentu). W ćmach. Spoczywająca w sobie – jeżeli jej się to udało, to jest prawie oświecona… A przynajmniej – wyzwolona. Artystycznie na razie…
Wystawa w Muzeum o Kobiecie uniwersalnej i indywidualnej, dośrodkowej i pragnącej się wyzwolić. Uczciwie patrzącej artystycznie na siebie w lustrze, przestransformowanej. Malującej autoportret.

Iwona Wróblak
październik 2018