czwartek, 10 czerwca 2021

 

We wsi Janowo – historia, edukacja, i zabawa...


Dzięki sołtysowi wsi Janowo Józefowi Gajasowi, i mieszkańcom wsi, i innym zaprzyjaźnionym osobom, trwają (intensywne) działania, by historia stała się częścią współczesności, by tożsamość miejsca mocniej gruntowała poczucie przynależności do wspólnoty. Wziąć udział w tworzeniu bryły rzeźby całokształtu krajobrazu kulturowego, przynależnego do spłachetka ziemi, na której się mieszka, żyje i pracuje. Jednać się ziemią, z którą się wiąże plany na przyszłość.

Także nie zaniedbać edukacyjnego znaczenia tych działań – budowania zainteresowania lokalną historią wśród najmłodszego pokolenia. Słuchajmy swoich legend, one także należą do Teraz, jako dziejące się continuum czasowo-przestrzenne.

Wita nas, gości – w pięknych wiejskich krajobrazach, widocznej w przejrzystym powietrzu linii drzew tuż przy horyzoncie, w ciepłą letnią czerwcową sobotę - duży powitalny plakat informujący o imprezie. Dzień Dziecka w Janowie. Pod wiejskim tradycyjnym krzyżem wygodna ławeczka, i rzeźba człowieka z księgą pozyskana z pleneru Pszczewskiego. Na starannie wykoszonym placu, centrum wydarzenia, duży biały namiot, ze stołami przykrytymi serwetą. Sołtys Janowa, gospodarz, wita i nas. Gościniec to na początek dobrze przyprawiony żurek z kociołka.

Rozpoczęło się koncertem z udziałem uczniów z Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia z Międzyrzecza; Wojciech Trochimczuk, który z uczniowskim zespołem perkusyjnym towarzyszył grze zespołu akordeonowego Aliny Plebanek. Dla mieszkańców grali m.in. do podkładu muzycznego „Bailando” Enrique Iglesiasa. Potem dał (głośnego) czadu DJ. Karol Owczarzak X-MEEN z Zielonej Góry, co zachęciło do tańców...

W programie były gry i zabawy dla dzieci i nie tylko; zamek dmuchany, losowanie gadżetów, występy dzieci Janowych.

Jedziemy na leśny cmentarz z Państwem Kliemannami, panią Gertrudą Kliemann i panem Krystianem Kliemannem, to dwa – z trzech (a może czterech...) – pokoleń Kliemannów, mieszkających tu od pokoleń świadków lokalnej historii... Senior - Pan Konrad, pamięta czasy tużpowojenne. Dobytek wieziony na wózkach, Niemcy idący na zachód, na mocy traktatów międzynarodowych wysiedlani, opuszczający swoje domostwa, gdzie żyli od pokoleń. Pani Gertruda także pamięta... Opowiada o młodej dziewczynie z ich rodziny, w szale bólu i traumy miotającej się wtedy po wsi, uciekającej – nieskutecznie - przed sowieckimi żołnierzami, ostatecznie zamęczonej przez nich, której szczątki powinny spoczywać tam, gdzie zostały zakopane – jak mówi – w odległości pięciu kroków od byłej bramy cmentarza. Widoczne są resztki betonowych słupków granicznych miejsca – działki leśnej (może to w czasie wizyty archeologa M. Frąckowiaka z Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych - "Stowarzyszenie Pomost", który będzie tu wkrótce, by szukać szczątków niemieckich żołnierzy, to sprawdzimy...?), z resztkami zachowanych steli nekropolii - widocznej na dokumencie w Rejestrze Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków – teraz, staraniem pana Gajasa, i mieszkańców, ogrodzonej drewnianym płotkiem, WYODRĘBNIONEJ z obszaru otaczającego ją profanum.

Pan Krystian pamięta napis na szkole w Rańsku, dziś już nieistniejący – datę: 1766 r...

Pan Krystian ma dużo rodzinnych dokumentów, pradziadka Emanuela zdjęcie, podobno poległ w 1915 r. pod Verdun, chociaż są też wieści, jakoby żył jeszcze w 1917 r.... Zagmatwane dzieje ludzkie... W zasobnym archiwum rodzinnym są odpisy aktu własności domu, w którym mieszka od kilku pokoleń, pozyskał dokument w latach 70. z Archiwum w Gorzowie.

Przekraczamy płotek, by postać chwilę w zadumie przy strzaskanej płycie nagrobnej kryjącej szczątki jego pradziadka Härtla... Na nekropolii leży też jeden z niemieckich budowniczych MRU... Pamiętają o nich ludzie, odwiedzają – co jest nieczęste na byłych tzw. poniemieckich nekropoliach, dewastowanych przy współudziale PRL-owskiej Ustawy z 1959 roku (Ustawa „O cmentarzach i chowaniu zmarłych”), oznaczającej faktycznie likwidację „poniemieckich” cmentarzy: ewangelickich, katolickich i żydowskich.

Pani Gertruda, która mieszka tu 46 lat, pamięta w tym miejscu, jak mówi - piękne czarne marmury nagrobków, z biegiem lat niszczone, rozkradane, jako surowiec kamienny użyte powtórnie w obejściach...

Las otaczający cmentarz ma wiele tajemnic skrytych pod podszyciem. Jak każda piędź naszej (teraz) ziemi... Pole ziemniaczane kilkaset metrów stąd, według słów znajomej państwa Kliemannów, wiekowej Pani Ingrid Wulf – która wie to od swojego prapradziadka, byłej mieszkanki pobliskiej leśniczówki (starsza pani mieszka obecnie w Niemczech), skrywa ludzkie szczątki z z czasów Napoleona, z tego powodu ludzie nie chcieli jeść kartofli stamtąd...

Pytam o to lokalnego historyka – dokumenty mówią, że lasami koło Rańska, po potyczce w 1813 r w Pszczewie, wycofywały się w stronę Międzyrzecza oddziały wojsk napoleońskich. Jak mówi mi historyk regionalista, takie lokalne legendy to cenne informacje, zazwyczaj zawierają ziarna prawdy...

Nazwa miejscowości Janów ma charakter dzierżawczy i oznacza „własność Jana”, imię to pojawia się kilkakrotnie wśród właścicieli tej miejscowości. Najstarsza wzmianka o Janowie pochodzi z 1415 r. Pod koniec XV wieku wieś należała do rodziny Polickich, właścicieli sąsiedniej miejscowości. Do 1628 r. Janowo podlegało parafii w Policku, potem zostało włączone do parafii w Pszczewie. W XIX wieku większość mieszkańców Janowa stanowili ewangelicy. Po I wojnie światowej wieś pozostała poza granicami II Rzeczypospolitej i do Polski powróciła w 1945 r.


Iwona Wróblak

czerwiec 2021 r.

















niedziela, 6 czerwca 2021

 

Mamy tyle wolności ile jej sobie damy


Urokliwe miejsce na tzw. byłej Łące kolejowej, długa kolejka do artystycznych malowanych tatuaży; na rączkach i buźkach dziecięcych, i forum dyskusyjne... Tuż za mostkiem łączącym dwa brzegi Obry. W pierwszą w tym roku ciepłą sobotę czerwcową .

Na jednym ze stolików najprawdziwsze drewniane klocki, które dzieci mogą składać w konstrukcje, między ocieniającymi placyk drzewami przewiązany hamak, na trawce rozłożone tu i ówdzie rodzinne kocyki....

Marlena Kondycka, logopedka, z książeczkami i układankami – pomocami naukowymi. Wczesne wspomaganie rozwoju dzieci. Diagnoza i terapia zaburzeń mowy u małych dzieci. Problem z aparatem artykulacyjnym, zaburzeniami w rozwoju mowy jest coraz częstszy a przyczyną tego są powszechnie dawane przez rodziców (dla ich wygody, jak mówi logopedka) dzieciom tablety – gadżety wysokich technologii, którychś używanie, emisja przez nie niebieskiego światła – i brak kontaktu z rówieśnikami, nie pobudza rozwoju lewej półkuli mózgowej. I metale ciężkie wykrywane w rutynowych badaniach młodziutkich organizmów, co wymaga odtrucia... . Ekologia tak zaniedbywana przez kolejne rządy. Podobnie cukier – działający uzależniająco jak narkotyk - w produktach żywieniowych dla dzieci... Moi rozmówcy sądzą, że jest to budowanie rynku dla przyszłych (uzależnionych) nabywców tego typu produktów...

Całymi dniami brzęczy w Domach (wielki) Telewizor – ośrodek życia rodzinnego (?) jako symptom posiadania.... Pretendowania do klasy średniej... Mody – na posiadanie. Hałas dręczy... Szum niepokoi. Chociaż to się trochę... zmienia... Jest (nowa) moda na nieposiadanie telewizora... Na (większy) pluralizm źródeł informacji. Internet to nie tylko samo zło... Ważny jest WYBÓR (gadżetów)...

Odłączyć PR-owski kabel. Lokalny nasz przaśny, i ten większy, globalny, wsparty gigantycznymi pieniędzmi, mrzonkami (?) o władzy jeszcze większej od kasy... Władzy mediów gmerającej w ludzkich mózgach. Przynajmniej chcącej – poprzez epidemie strachu, tzw. wyższej zdrowotnej konieczności, manipulowaniu danymi statystycznymi – w ściśle określonym celu; stworzenia rynku popytu na Produkt... Przy zamkniętych (dla naszego Dobra), przychodniach zdrowia, utrudnionym dostępie do świadczeń medycznych.

Recepta? Pytam, ciekawa pomysłu na naszą zabetonowaną zdaje się na dziesięciolecia scenę polityczną. - Nie kupować Tego. Mieć świadomość, i egzekwować stan, że to My jesteśmy potrzebni Sprzedającemu. Nacisk obywateli ma sens, tak jak uporczywe pytanie Urzędnika o jego legitymację... Dużo ludzi ma czas i chcą pomóc (tak jak na tym festynie). Komunikujmy się. Odmrożeni (tymczasowo), rozmawiający (festynowo chociaż...) Ze Sobą. Wymieniający poglądy. Bardzo różne. Mający doświadczenia pracy za granicą. Jeżdżący po współczesnym świecie – za pracą, turystycznie, i korzystający z dostępu do internetowej (powszechnej) wiedzy i informacji. Łączy ludzi – tutaj – odruchowy naturalny spontaniczny sprzeciw wobec ograniczania wolności obywatelskich.

Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”:

Jakikolwiek przymus wprowadzany w związku ze szczepieniami na Covid-19 jest niezgodny z Konstytucją. Ta gwarantuje bowiem wszystkim obywatelom prawo do ochrony życia. Jej art.30 mówi też wprost o godności człowieka, tak więc zmuszanie go do poddania się takiej czynności jest jej obrazą – człowiek nie jest własnością państwa. (moje podkreślenie) Poza tym każdy ma prawo do decydowania o własnym życiu osobistym, a ponadto w obecnej sytuacji poddanie się szczepieniom jest w istocie swego rodzaju udziałem w eksperymencie medycznym. Wprowadzane więc zakazy i nakazy związane ze sczepieniem mogą być źródłem krzywdy ludzi i podejmowaniem prób rozmaitego obejścia zakazów. Na tym nie koniec, wprowadzenie kar jest sprzeczne z Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej. (moje podkreślenie) Ta stanowi wprost, że w dziedzinie medycyny musi istnieć świadoma zgoda osoby zainteresowanej”.


Na obrzeżach miejsca Festynu ławki ze smacznym domowym ciastem, owocami... Rośnie dmuchany Zamek, zjeżdżalnia dla dzieci.

Ma miejsce kilkunastominutowy pokaz iluzjonistyczny. Dostępne jest bongo i bębenki. Dużo kolorowych kredek. Na dziecięcych rączkach, jako pamiątka Dnia Dziecka, wizerunki, motywy roślinne, brokatowe wielobarwne nutki...

Grupa młodych ludzi zorganizowała Festyn. Piknik Wolności – Dzień Dziecka. Była muzyka, na żywo, ukulele, gitarowa, i wokal. Dyskusje. Będą kolejne festyny. W innych miejscach.

Nie było nudy. Rozmawiamy o wolności, tej dużą literą pisanej, obywatelskiej. W cieniu drzew, gonitwie-zabawie dzieciaków, w obecności ich rodziców – pokolenia 40. latków, nowego już, którego spory kombatanckie sprzed 32. lat (4.czerwca 1989 r. - data wstąpienia do UE, zasługi tej i tamtej formacji) są historią kraju, w którym żyją (jeśli zdecydowali się na powrót z emigracji zarobkowej...)

Może (trwale) – po zaprzestaniu nakazanej izolacji społecznej - nie rozpadniemy się na dwa nienawidzące się/gardzące sobą plemiona w niedużym kraju nad Wisłą...

XXI wiek. Każde pokolenie jest inne. Siłą rzeczy. I to dobrze. Każde pyta o tożsamość. Kulturową. O to, co łączy ludzi – dbanie o bliźniego. O to, by nie narzucać innym swoich poglądów, mieć wolność w ich wyborze. Nie czynić krzywdy. By żyć spokojnie. Wychowywać dzieci...


Iwona Wróblak

czerwiec 2021















wtorek, 25 maja 2021

 

Maski bez twarzy – twarze bez masek



Poznajemy się – na powietrzu, przed wejściem do Muzeum im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu, prawie nikt nie ma tzw. maseczki. Półtora roku minęło od ostatniej imprezy kulturalnej... Podwórzec zamkowy, zielony dywan trawy, jest nadzieja... Na schodach przed budynkiem dawnej siedziby starostów międzyrzeckich, teraz Muzeum, będzie otwarcie Wystawy pt. „Maskarada” Julii Medyńskiej, z wykształcenia aktorki (uczyła się w Nowym Jorku), też magistra sztuk wizualnych (Columbia University).

Temat Maskaradowy („maseczkowy”) bardzo – ciągle, mimo szczepień, aktualny... Nakazy epidemiczne – trzeba przed wejściem do budynku (współgrając z tematem wystawy...) nałożyć maseczkę. Dostajemy też liczniki-zakładki, by naraz nie weszło do pomieszczenia zamkniętego zbyt wiele osób.

Czy maska kojarzyć nam się może – jak obecnie – tylko z wymuszoną anonimowością. Dosadniej – dehumanizacją, deindywidualizacją, depresją/agresją? W sztuce niekoniecznie (na szczęście). Masca carnavalle, aktorska, sceniczna. Wiele twarzy, które mamy, na co dzień – temat na sztukę, na obraz, na dzieło literackie.

Zniewolenie nasze. Maskarada. Lubimy się chować... to taka zabawa. Być kimś innym (dla siebie) niż jesteśmy... Na stylizowanych barokowo obrazach – cierpienie. Samotność, lęk wobec faktu ludzkich niegodziwości, i słabości. Stalowe dłonie na ustach dziewczynki, mocno zaciśnięte, objęcie oburącz, przylegające, przyklejone do skóry... Czy od Niej, skóry Twarzy, inne? Maski pośmiertne, nałożone na Osoby. Znamy je z kultur starożytnych. Szeroka symbolika. Religijna, sakralna. Odwieczna.

Twarze maskowe są zamazane, przecież rysy, indywidualność jest ukryta-Zakryta... Umarłe twarze niedokończone. Teatralne. Twarz może być strojem. Bajką. Opowieścią jest zawsze. Naszymi oczami, które są owocem ewolucji. Przystosowań... Maska-twarz wyraża stany psychiczne. Maska jest statyczna (postrzegalna), w odróżnieniu od twarzy, dynamicznie się zmieniającej. Jesteśmy na zewnątrz i wewnątrz.

Dialog ze sztuką – baroku. Z głębią ciemni koloru, ze światłem obrazu. Z jego tajemnicą. Ciemność nie może być płaska – mówi autorka. Dialog z aktorstwem jako sposobem wyrażania siebie. Na co dzień nosimy w sobie maski. Te pozytywne zmieniają nasze poczucie własnej wartości. Gra jak labirynt, wkraczająca w meandry podświadomości. Przeciw narzucaniu Formy. Przeciw subtelnemu kłamstwu...

Czy maska (dwoistość) – jak pisze Zyta Misztal von Blechinger we wstępie – to egzystencjalna konieczność współczesności? Czy wyraz potencjalności – ontologicznych, filozoficznych, artystycznych - Form odziedziczonych po baroku i innych epokach... Odbiorca Wystawy jako świadek i uczestnik wydarzeń dziejących się na obrazach, uwikłany weń jako widz spektaklu. Dziejącego się.


Iwona Wróblak

maj 2021














niedziela, 16 maja 2021

 

Lucyfer trawi kawałek własnego serca


Kolejna perełka w księgozbiorze naszej Biblioteki Publicznej – Philip Zimbardo „Efekt Lucyfera”. Książka polecona mi przez panie bibliotekarki, jako warta przeczytania... Ja zgodziłabym się z tym, że NAM wszystkim do przeczytania niezbędna... Na kierunkach związanych z psychologią jej lektura, chociaż w części, jest obowiązująca. Dla człowieka żyjącego w XXI wieku to inspirująca książka... która ostatecznie ma na celu uczenie się, jak przeciwstawiać się (wszechwładnej) manipulacji. Bronić się przed nią.

Jak pisze prof. Zimbardo, warto zastanowić się, na ile opisane sytuacje dotyczą (bezpośrednio) Czytającego książkę. Poprzedni wiek doświadczył nas okrutnymi zdarzeniami. Jak zachowalibyśmy się, kiedy przyszłoby nam wybrać – być zabitym, torturowanym, czy (aby przetrwać) zabić, dręczyć kogoś innego. Na tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono, dlatego warto sobie zadać te pytania, uczestnicząc – jako czytelnik – w swoistych warsztatach psychologicznych. Dowiadując się co nieco o naturze naszej zwierzęco-ludzkiej (czy ludzko-zwierzęcej...)

Stanfordzki Eksperyment Więzienny, zrealizowany w podziemiach Instytutu Psychologii Uniwersytetu Stanforda w Kalifornii. Dla celów badawczych psycholog społeczny prof. Philip Zimbardo zainicjował powstanie miejsca odosobnienia, w którym role więźniów i strażników losowo przydzielono ochotnikom, studentom wydziału psychologii. Jak sprawdzili się w tych nowych dla siebie relacjach? Epoka lat 70. ubiegłego wieku, czasy hippisowskie, w USA masowe demonstracje przeciw toczącej się wojnie w Wietnamie. Masowe protesty – w których brał też udział Zimbardo - przeciwko Systemowi; politycznemu, obyczajowemu. W Stanach można zadawać (niewygodne) pytania, na projekty naukowe dostaje się też granty. Na ile system implikuje nasze działanie, a ile jest w tym naszej tzw. wolnej woli...? Czy jej wystarczy... by zachować się jak istota czująca nawet w bardzo niesprzyjającym środowisku... Takim jak Auschwitz na przykład. Czy naciski społeczne, albo zwykły konformizm, może pozbawić nas tzw. człowieczeństwa? (zwierzęta też potrafią się przyjaźnić, wspierać międzygatunkowo). A jesteśmy bez wątpienia istotami społecznymi. Teraz przechodzimy wielki niebezpieczny w długim terminie eksperyment związany z tzw. „dystansem społecznym”, anonimowością masek nakazanych nam do noszenia pod groźbą mandatów; ponadroczną epidemią strachu o zdrowie, życie swoje, bliskich, ogólnoświatową i powszechną, codziennie aplikowaną z mediów. Coraz mniej mówimy sobie „dzień dobry”, pod MASKAMI (praktykowano to np. w wiezieniach w Iraku, Afganistanie) nie widać emocji, nie widać twarzy, jest deindywidualizacja, dehumanizacja. Uniformizm. Formalizm. Agresja i depresja, jako dwie strony tego samego medalu. Fhilip Zimbardo dzisiaj bardzo aktualny.

Strażnik więzienny. Chcielibyśmy mieć taki zawód? Początkowo wybrani do eksperymentu Stanfordzkiego raczej chcieli być więźniami, potem losowo wybrani jako „strażnicy”- nie wszyscy, (za)bardzo wczuli się w swoje role... Zabawa ich wciągnęła (nie wszystkich...). O ile (przed eksperymentem) zabawą nazwaliby psychiczne dręczenie swoich kolegów ze studiów...? Może też ważny był, dowartościowujący, udział w badaniach naukowych, w postępie w ogólnym zdobywaniu wiedzy (psychologicznej), znaczenie tego epizodu w swoim społecznym nieustannym dorastaniu, autorytet mentora, no i wynagrodzenie za udział w Eksperymencie, za dwa tygodnie pracy, ważna wtedy pozycja w skąpym studenckim budżecie. Zimbardo też, jak mówił, się wciągnął w rolę Dyrektora wiezienia (w jej pomieszanie z funkcją kontrolera eksperymentu badawczego), o czym pisze w końcowych wnioskach.

Blokada zniekształceń poznawczych czynników kontrolnych.

Z tego, być może, się składamy (także). Osoba – aktor na scenie życia, z określoną przez strukturę genetyczną, biologiczną, fizyczną i psychiczną, swobodą działania. Sytuacja jako kontekst behawioralny, jej funkcje nagradzające i normatywne nadające znaczenie i tożsamość rolom i statusowi aktora; i System złożony z funkcjonariuszy i instytucji, dysponujący ideologią, wartościami i władzą stwarzającą sytuacje, dyktującą role i oczekiwania dotyczące zachowań APROBOWANYCH.

Poczucie braku osobistej rozpoznawalności może może powodować zachowania antyspołeczne. Indywidualność i jej odczucie, OSOBISTA odpowiedzialność za czyny - to człowieczeństwo. Jak bardzo wpływ sytuacji społecznej decyduje o złu w człowieku? Czy zdecyduje za Nas System – miejsce, gdzie Nas zastano - geografia, klimat, epoka historyczna, dominacja kulturowa, religijna. Czy zdeterminuje Sytuacja osobista, życiorys? W interakcji z konstrukcją psychiczną, behawiorem? Skłonność do zła i skłonność do dobra do fundamentalna dwoistość natury ludzkiej. Europejskie archetypy kulturowe znane od starożytności; w postaciach Apolla – racjonalność, porządek, spójność, mądrość, i Dionizosa – chaos, dezorganizacja, irracjonalność, nadmierna seksualność.

W przypadku zbrodni nazistowskich mówi się o banalności zła. Jest także – banalność Dobra. Wszyscy mamy zadatki na to (banalne) zło i (banalne) dobro... Bohaterzy, i zbrodniarze, są wśród nas. Nawet w epokach Zła.

Autor cytuje Aleksandra Sołżenicyna, który dużo wiedział o piekle sowieckich łagrów: „Linia oddzielająca dobro od zła biegnie przez serce każdej istoty ludzkiej. A kto jest skłonny zniszczyć kawałek własnego serca?” Jeżeli już Je, swoje serce, niszczy, musi mieć ważne ku temu, tragiczne dla niego, powody – tak myślę...


Iwona Wróblak

maj 2021




środa, 12 maja 2021

 

Schowani do wora – nieocenialni...



Jeszcze nie-zweryfikowani... Niegrypsujący. Jak mówił Andrzej Flűgel, teraz podkultura więzienna stawia (podobnie jak całe społeczeństwo) na pieniądz... Teraz On jest siłą. Kiedyś liczyła się ucieczka z zamkniętego więzienia, konsekwentne niepodawanie ręki klawiszowi (funkcjonariuszowi więziennemu), jako przedstawicielowi świata nieprzystawalnego...

Pierwsze po miesiącach zakazów epidemicznych spotkanie z autorem – w ramach Nocy Kultury - w Czytelni Biblioteki Publicznej w Międzyrzeczu. Andrzej Flűgel, przez ponad 10 lat wychowawca więzienny w Areszcie Śledczym w Zielonej Górze i Zakładzie Karnym w Krzywańcu, ze swoją córką Patrycją w roli moderatorki, promujący swoją książkę „Schowani do wora. Wspomnienia byłego wychowawcy więziennego”.

Szkice więzienne, historie o osadzonych z punktu widzenia oficera – wychowawcy, do 1989 r. pracującego w mundurze, starającego się realizować – jak mówi autor – nierealizowalny program resocjalizacyjny... Świat za murem więziennym wygląda jak struktura społeczeństwa. Jest hierarchiczny. Poprzedni system polityczny był opresyjny, a teraz? Przestępcy, osoby łamiące prawom muszą być izolowane... Czy warunki, które napotkają po odbyciu kary, umożliwią im powrót do normalnego życia? Kurator sądowy znajdzie dość czasu dla każdego z nich? By pomóc im pracować. Uwierzyć z system społecznych wartości moralnych? W Siebie?

Ciekawe historie o charakterach ludzkich, powikłanych życiorysach. Swoistej więziennej filozofii. Świata poza murem. Historie, które (wychowawca) musi wysłuchać... Bo to główny cel, Prawo każdego człowieka, do bycia wysłuchanym. Wychowawca więzienny, oprócz znajomości prawa, podstaw psychologii, jak umyślę, musi umieć nawiązywać kontakty z Każdym, (przynajmniej) próbować tam być na normalnych (w społeczeństwie) warunkach, być... człowiekiem. Czy to się udawało autorowi? Mówi – nie zawsze, zaliczył porażki wychowawcze, nie wszyscy z osadzonych z jego Oddziału nie powrócili za kraty.

O tym wysłuchaniu (drugiego człowieka)... Czy (regulaminowa) walką z grypserą nie była... przesadzona? Grypsowanie „złodziejów”, czyli osadzonych, to... samoobrona przed „klawiszami”. Przed restrykcyjnymi okowami okoliczności i sytuacji, jakie nas spotykają, i którym nie możemy, z jakichś przyczyn, sprostać... I wybieramy drogę – na skróty, jedyną, która wydaje się – możliwa, korzystna... W Więzieniu wszyscy (prawie) są niewinni.. Tylko te krzywdy, które wyrządza się przy tym Innym ludziom, prawom i normom społecznym... Są ostre formy „grypsery” - to niszczenie innych. Grypser „uczy się” jak uciec, ominąć, oszukać System. Jeśli ten jest resocjalizacyjnie niewydolny. W deklaratywnym, też intencjonalnym, proteście dokonuje samookaleczeń – regulaminowo kończą się one wnioskiem o ukaranie.

Człowiek musi egzystować w ramach jakiejś struktury wspólnotowej. Jakieś Zasady są, jak myślę, czymś nieodzownym w każdej wspólnocie. I takie są – w kobiecych wiezieniach bardzo źle oceniane jest dzieciobójstwo, w męskich – pedofilia. Najlepiej byłoby reformować społeczeństwo, bo to z jego praw ekstremalnie wynaturza się świat więzienny, podstawy niedostosowania wynosi się w lwiej części z niedostatków wychowania rodzinnego.

Czy wymiana personelu więziennego, po 1989 r., jakościowo, już zaszła? Stara kadra strażników więziennych, niemająca odpowiedniego (wyższego) wykształcenia, z nawykami opartymi na zakazach, i idei zamykania jako takiej, z deklaratywnym tylko hasłem tzw. resocjalizacji, została wymieniona? Warunki w więzieniach uległy poprawie, szczególnie chodzi o zbyt wielką ilość osób w celi, nadmierne zagęszczenie, sprzyjające wzajemnej agresji... Czy realizowane programy resocjalizacyjne spełniają swoje funkcje? Obecnie w Zakładach Karnych działają pracownicze związki zawodowe, do ZK mają wstęp organizacje pozarządowe i związki wyznaniowe. Pan Flűgel przez lata prowadził teatr amatorski, mówi, że dla niego był odskocznią od więziennej codzienności w swojej pracy, stresu z nią związanego. W Międzyrzeczu realizowane były spektakle z udziałem osadzonych.

Jeszcze jedno. Ile KAZDY z nas ma w sobie strażnika i więźnia jednocześnie. Człowiek to natura dwoista, zła i dobra jednocześnie. Kultura i uspołecznienie Nas takimi stworzyło. Pragnienie uznania w grupie (w pierwszym okresie życia dominująca) – i jednocześnie potrzeba wolności... Wzajemna gra tych dwóch naczelnych potrzeb istot czujących – bo nie dotyczy to tylko człowieka... Jako gatunku.

Słynny Stanfordzki Eksperyment Więzienny z lat 70. ubiegłego wieku, gdzie losowo w celach badawczych przydzielano, starannie wyselekcjonowanym, niemającym cech psychopatologicznych, młodym osobom – na 5 dni - role więźnia i strażnika, udowodnił, że – w warunkach zamknięcia, w upojeniu władzą, bez stałego nadzoru, szkolenia, dojść może do psychicznego znęcania się nad byłym kolegą za studiów, a takie działanie okaże się, z nudy, z braku innych zajęć, dobrą zabawą... Nie wiemy, jak rolę w życiu przewidzi dla nas karma czy inny sprawczy czynnik; okoliczności sytuacyjne, wplątane w System, mogą okazać się silniejsze niż nasza osobowość. Nic nie wiemy o sobie, dopóki nas nie sprawdzono.

Dlatego dobrze jest wysłuchać historii-opowieści o ludziach...

Iwona Wróblak

maj 2021










niedziela, 9 maja 2021

 

Salonik Literacki powraca...


Renata Dyla, moderatorka Saloniku Literackiego przy Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu, wiosenną odsłonę Saloniku zapowiadała już w tamtym roku, dokładnie 21. marca, w Światowym Dniu Poezji, no cóż, cały 2020 rok był, z przyczyn nakazowo-epidemicznych, kulturalnie zawieszony...

Mamy maj 2021 roku, w perspektywie ciepłe dni, i optymizm z tym związany. Sceneria Czytelni Biblioteki udekorowana barwno-kwietnymi obrazami nieodżałowanej naszej Pani Małgorzaty Stepczyńskiej, łagodnie ze zrozumieniem i sympatią Jej właściwą patrzącej na Nas z innego wymiaru istnienia. Pamiętamy jednakże o Niej tutaj, Tej która dla wielu była autorytetem, odniesieniem i wsparciem.

Wiosennie również przy stole, gdzie kameralnie – w ramach Nocy Kultury 2021 - wiersze swoje będą czytać twórcy, poeci z Saloniku Literackiego, projektu, który poszczycić się może wydaniem tomiku poetyckiego. Bogaty księgozbiór biblioteczny ma pozycje czytelnicze, które – w tytule – mają wiosnę... Dodam, że nie tylko w tytule, jest w nim duża liczba woluminów z biologii, zoologii, ekologii, dziedzin pokrewnych. Kacper Knych przeczytał nam fragment znanej folkowej powieści Stanisława Reymonta pt. „Chłopi”; opis budzącej się przyrody, jej regeneracji, odradzania się, widziany z przetworzonego literacko punktu widzenia człowieka od prawieków żyjącego z uprawy roli, rozumiejącego naszą ziemię-żywicielkę, blisko z nią związanego.

W spotkaniu muzycznie towarzyszył nam na flecie Tomasz Puka, w kompozycjach Antonia Vivaldi'ego, Fryderyka Chopina. Swoje, i Ireny Zielińskiej, wiersze czytali: Aleksandra Biela, Marzena Wieczorek, Łukasz Romaniak, Kamila Kogut, Maria Marciniak. Na koniec Kacper Knych mile zaskoczył nas swoją interpretacją choreograficzną, tańcząc – wystrojony, wielkim kapeluszu i kwiecistej koszuli, z grzechotkami-marakasami, pieśń Bailamaa!

                                                                                                                                           Iwona Wróblak

                                                                                                                                                       maj 2021