Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka gitarowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka gitarowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2017

O drugim dniu Lubuskiego Weekendu Gitarowego

            Plaża Centrum Relaksu „Instalko” Romana Strzelczyka. Drugi dzień Weekendu Gitarowego dzisiaj tutaj. Wokół sceny tłumek wczasowiczów,  goście z Międzyrzecza też przyjechali, zwłaszcza ci, którzy wczoraj słuchali w Państwowej Szkole Muzycznej świetnego duetu gitarowo – klarnetowego Korneli Arwicz – Sienickiej i Bogusława Jakubowskiego, poprzedzonego występem naszego „Antiquo More” z S. P. nr 2 ( w składzie: Joanna Baryła, Paulina Kozdrowska, Katarzyna Mejza, Łukasz Pędrak i Daniel Sierbin). Zespół z S. P. nr 2 zyskał bardzo pochlebną opinię u pani Korneli Arwicz – Sienickiej – wykładowcy w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Wspaniale rozpoczęta impreza muzyczna ma dzisiaj dalszy ciąg. Flamenkowcy z grupy „Sueno Andaluz” zagrają, zaśpiewają – i zatańczą dla nas na plaży w Pszczewie. Czy byli w Hiszpanii, czy słuchali jak grają cyganie hiszpańscy? Gorące rytmy ze sceny nie pozostawiają wątpliwości. Panowie: Robert Gawron, Janusz Kasprowicz i Bogdan Bińczak wkładają w swój występ umiejętności i  serce, wspaniale się sami bawią przy tym. Okrzyki i owacje wzbudza chrapliwy niski vocal Bogdana Bińczaka, fanki długo go oklaskują. Wszyscy prosimy o bis. „Bamboleo” rozbrzmiewa raz jeszcze w płynących w żyłach widzów strużkach krwi, inkrustowane hiszpańskim tańcem Joanny Kownackiej. Krzysztof Nieborak, jeden z organizatorów, filmuje. W promieniach zachodzącego słońca miga czerwona suknia pani Joanny, w tańcu rozwijająca się na kształt róży, takiż wachlarz i czarna chusta. Rozbrzmiewa stukot obcasów. Tancerka bardzo się podoba. Wielu wczasowiczów przyszło oglądać im słuchać flamenco na plaży w Centrum Relaksu. „Sueno Andaluz”(sen o Andaluzji) to wrocławski zespół, w Międzyrzeczu występowała już w  Weekendzie w 2002 r., grali także w Kłodzku, Łagowie, Wrocławiu, poza granicami kraju w Czechach i w Niemczech, brali udział w warsztatach i  kursach flamenco w Hiszpanii. W dorobku mają dwie płyty CD.
            Drugi punkt programu wydaje się nie być tak fascynujący. Pozornie. Lokalna grupa pszczewska „Batteria”. Rafał Lemański, Tomasz Chruszcz, i  Krystian Grabowski mówią o sobie, że mają nie te studia, nie – muzyczne, że są amatorami. Skromność to dobra cecha. I trudno jest wyjść na scenę po  flamenco. Skupieni, spokojnie instalują się na scenie. Obok gitary klasycznej bębenki congo, afrykańskie dżamba i inne – egzotyczne. Instrumenty wyglądają jak wielkie rurki, wydobywają się z nich niskie dźwięki, które kojarzą mi się z tybetańskimi trąbami, jakich używają tybetańscy mnisi. I flety, gra na fletach, która w niektórych utworach jest kośćcem, na którym osnuta jest cała kompozycja. Efekt jest subtelny, dość trudny w odbiorze, ale  strawny dla słuchacza laika. To całość muzyczna, oparta na sztuce improwizacji, słuchania się wzajemnego muzyków. Po koncercie przysłuchuję się  rozmowie muzyków z „Batterii” z flamencowcami. Muzyka klasyczna hiszpańska jest jak matematyka, to ścisły rachunek tonów, a to, co gra „Batteria” to oddziaływania silne i słabsze, chemia i fizyka. Tak to działa, na zasadzie odczuć i przeżyć. Nie słyszy się często takiej muzyki. Czasem nostalgiczny flet, towarzyszy mu efekt przesypującego się piasku, potem znowu inny flet wibrujący teraz, aż do wyczerpania tematu muzycznego, kiedy włącza się  inny instrument, inny dźwięk, którzy uspokaja, tworzy pauzę, albo, poprzez ciszę, tworzy napięcie?...Nie opada ono długo na plaży w Pszczewie. Muzyka opisująca przestrzeń wewnątrz dźwięków, ich wysokich szczytów i głębi. Robi wrażenie. Nie pozwalamy, my widzowie, muzykom tak szybko odejść. Zasłużone oklaski i prośby o bis dla lokalnej grupy „Batteria” z Pszczewa. Katarzyna Chmielewska, szefowa „Antiquo More”, mówi, że ci muzycy wcześniej grali muzyką dawną, że mają gruntowne podstawy muzyczne, że nic się nie dzieje przypadkiem.
            Nie jest nim też ten wieczór i ten weekend. Weekend Gitarowy IV Lubuski, impreza o dużym rozmachu. Jej autorami, organizatorami są, z naszej Państwowej Szkoły Muzycznej, Zdzisław Musiał i Krzysztof Nieborak. Osoba dyr. Szkoły pana Kazimierza Dziembowskiego jest znana z miejskich imprez muzycznych. Dyrektor bierze w nich czynny udział, motywuje do działań nauczycieli. Pana Musiała, biegnącego gdzieś od dyr. Pszczewskiego GOK łapie za rękaw. Chce napisać o panu – mówię. Roześmiał się – „Co.... No dobrze, ale niedużo...”
Zdzisław Musiał pracuje w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu jako nauczyciel gry na gitarze. Sam pewnie uważa, że nie robi więcej niż powinien, może troszeczkę... To „trochę” to Międzyszkolne Koncerty Wiosenne i – z panem Nieborakiem – Weekendy Gitarowe corocznie od  czterech lat. Jako człowiek, niczym specjalnym się nie wyróżnia, no może pewną „normalnością” wzbudzającą zaufanie, uczciwością, kompetencją – i  konsekwencją w dążeniu do celów. Pasjonat w swoim zawodzie. Ciepło „normalności” przenosi na kontakty z ludźmi, na pracę z dziećmi w szkole, wreszcie na działalność społeczną. Takich ludzi, wtopionych w nasza międzyrzecką codzienność, nie zawsze zauważamy, przekonani, że oni zawsze będą robić to, co robią, my - przyzwyczajeni do ich aktywności. Mieszkają obok nas za ścianą. Starają się dobrze wypełniać swoje zadania – realizować je  codzienne, dla rodziny, i coś więcej, dla pracy jako takiej, dla satysfakcji. To bakcyl, to wciąga, działalność społeczna. Rozmawialiśmy kiedyś z panem Musiałem na temat misji, jaką ma nauczyciel. Nauczyciel muzyki ma misję tworzenia kultury muzycznej w miejscu, gdzie mieszka. Państwowa Szkoła Muzyczna realizuje taką ideę od początku swego istnienia. Co roku jesteśmy świadkami dużych imprez muzycznych organizowanych przez Szkołę, przy  zaangażowaniu również pana Musiała. Dzisiaj, załatwiając bieżące sprawy związane z obsługą IV Weekendu pan Musiał myśli już o następnym, Piątym. Co poprawić, ulepszyć, jak przyciągnąć widzów, jakich muzyków zaprosić. Wybór jest duży. Zdzisław Musiał ma nieustające kontakty z jego macierzystą uczelnią – Akademią Muzyczną w Szczecinie, nie waha się tego wykorzystywać. Wczoraj wystąpiła Arwicz – Sienicka – jeden z wykładowców (klasa gry na gitarze) tej uczelni. Organizatorzy, razem z dyrekcją Szkoły, snują plany zaproszenia wybitnych studentów tej uczelni.
            Świetnie układa się współpraca z dyr. GOK w Pszczewie Wandą Żaguń, do idei muzycznej imprezy z gitarą jest już przekonana. Organizatorzy chcą, by Weekendy były z dobrą, i bardzo dobrą, muzyką gitarową we wszystkich jej odmianach. Obaj (Krzysztof Nieborak też jest nauczycielem gry na  gitarze, i muzykiem gitarzystą z samodzielnym dorobkiem artystycznym) chcą propagować ten instrument, o którym mówią, (a są to słowa Bethowena), że jest jak mała orkiestra.
Jak organizuje się Weekend Gitarowy? Pan Musiał – Bardzo, bardzo dużo pracy. Szukanie sponsorów, Załatwianie spraw organizacyjnych, prozaicznych, wszystko musi być dopięte. To praca po godzinach, telefony na własny koszt. Widziałam, jak z panem Nieborakiem własnoręcznie malowali baner, powieszony później na krzyżówce. Rozlepianie plakatów. Po co i dlaczego się to robi, organizuje imprezę? Czasem dopada każdego człowieka zniechęcenie, bo pracą, jaką wykonują, gdzie indziej zajmuje się sztab ludzi. Ale... Piąty Weekend muzyczny też będzie (jubileuszowy!), niezmiennie wysoki poziom muzyczny może przekona  - wszystkich – o bezwzględnej potrzebie gitarowego muzykowania w Międzyrzeczu.

Iwona Wróblak
sierpień 2005

sobota, 18 czerwca 2016

Jan Jakub Bokun i Jakub Kościuszko - koncert

            Mistrza klarnetu Jana Jakuba Bokuna, doktora nauk muzycznych, jednego z najlepszych europejskich klarnecistów, mogliśmy ponownie gościć u  nas, w Międzyrzeczu, na XV edycji Lubuskich Weekendów Gitarowych, festiwalu, który organizuje Stowarzyszenie „Lubuski Weekend Gitarowy” – prezes Zdzisław Musiał. Bokun już z któryś raz z kolei odwiedził Międzyrzecz koncertując na LWG. Tym razem przyjechał z wirtuozem gitary Jakubem Kościuszko.
            Kolejny koncert tegorocznego cyklu Lubuskiego Weekendu Gitarowego. Aula Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Koncert poprzedziły kilkugodzinne warsztaty z uczniami Szkoły. Przed rozpoczęciem mogliśmy obejrzeć wystawę z instrumentami, na których gra Bokun, koncertowe klarnety firmy Yamaha, razem z oprzyrządowaniem i akcesoriami.
Słuchaczy powitała dyrektor PSM Małgorzata Telega. Tradycyjnie występ duetu klarnetowo – gitarowego: Jan Jakub Bokun i Jakub Kościuszko poprzedziły popisy uczniów Szkoły: Oliwii Orlik – tegorocznej absolwentki, i Aleksandry Czop. Zagrały mi. in. kompozycje Tatiany Stachak.
            Nasi goście – Bokun i Kościuszko, utytułowani muzycy, propagują arcydzieła muzyki kameralnej. Jan Jakub Bokun, w duecie z Jakubem Kościuszko, zagrał na początek „Arabeskę” Clauda Debussy, urokliwy utwór zbudowany na kształt muzycznej opowieści, której główny wątek snuje się  – tutaj – wokół klarnetu, z subtelnym komentarzem gitary klasycznej. Bajkowa sceneria muzyczna, klimat toposu baśni, gdzie dobre i figlarne elfy hasają po przestrzeni naszej wyobraźni.
            Następnym tematem był znany i ulubiony kompozytor gitarzystów – wiele razy słyszeliśmy go na koncertach LWG - Astor Piazzola. Postrzegany jest jako król tanga. W oryginale utwór skomponowany był na flet i gitarę, w trzech częściach opowiada o historii tanga. Tanga Piazzoli skonsolidowane wokół swego metrum. Od folku z okresu od 1900 r., w wesołym, nieco jarmarcznym stylu, poprzez lata 30., po 1960 r. i dalsze ubiegłego wieku, kiedy przybrał bardziej wysublimowane formy, także z melancholijną nutą. Styl znanego kompozytora jest bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny po  pierwszych frazach.           
            Absolwentem naszej PSM jest Leszek Zaleski, obecnie jazzowy gitarzysta z własnym dorobkiem muzycznym – także u nas w Międzyrzeczu gościł na koncertach. Jakub Bokun przedstawił nam jeden z jego utworów, miniaturkę pt. „For You”, kunsztowną w swej prostocie kompozycję, klejnocik sztuki muzycznej – taki jest też na pewno dzięki interpretacji naszego gościa. Następnym utworem była miniatura „Na klarnet solo” autorstwa skrzypka Piotra Szewczyka. Popis wirtuozerii gry klarnecisty, śpiewo-ptasie, wydaje mi się, dźwięki, w bardzo szybkim tempie. Następnie francuskiego muzyka Yona utwór jazzowy, klezmerski „Mojżesz”. Pobrzmiały nam czasy żydowskich patriarchów długobrodych, ich surowa monoteistyczna moralność, kultura starotestamentowa sprzed kilku tysięcy lat, okresu pustynnych wędrówek. Absolutności ich Boga-Jahwe, drogi do Jego poznania. Cechy przywódcze wielkiego proroka, charyzmat i polityka, lud Izraela wybrany do wielkiej roli. Klasyka literatury judaistycznej, z jej wielkimi pytaniami i rozmową z  Bogiem. Pismo i Słowo. W końcówce kompozycji ściszany temat jak aktualność i żywotność gleby, na której wyrosła religia Mojżeszowa.
                „Sen dziecka” Yona. Odmienna kompozycja. Niewinność snu małego dziecka, jego ufność, jak tajemnica człowieka. Niepoznawalność źródeł, z  których zradza się ludzka psychika, spontaniczne uspokojenie snem z głębokiej podświadomości. Jego uśmiech senny jak zagłębienie się w swoim marzeniu.
            Współorganizatorem koncertu jest Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia w Międzyrzeczu. Patronat nad międzyrzeckimi festiwalami muzyki gitarowej objął Wojewoda Lubuski, Starosta Powiatowy i Burmistrz Międzyrzecza.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016






wtorek, 24 maja 2016

IX Lubuski Weekend Gitarowy


            Tegoroczny Lubuski Weekend Gitarowy jest wyjątkowo bogaty w koncerty. Na przestrzeni maja i czerwca planuje się w czasie weekendów 6  koncertów, w Międzyrzeczu, Pszczewie, Skwierzynie i Przytocznej (anonsy w Kurierze M. i na plakatach). Znani i wybitni gitarzyści z towarzyszeniem innych instrumentów.
            Pierwszy inauguracyjny koncert miał miejsce w auli Państwowej Szkoły Muzycznej. Organizatorzy: Zdzisław Musiał i Krzysztof Nieborak pokrótce przypomnieli historię Lubuskich Weekendów Gitarowych. Idea tego znaczącego w naszym mieście i nie tylko wydarzenia muzycznego powstała w 2002 r. Koncertom patronowało wiele gazet, wydano kilka płyt.
W I. części koncertu wystąpili uczniowie Szkoły Muzycznej. Sekstet gitarowy pani Ireny Matusznej i trio gitarowe Krzysztofa Nieboraka: T. Susato – „Rondo”, uczniowie wykonali też kompozycję Zdzisława Musiała – „Impresja sonorystyczna”. Z. Musiał komponuje melodyjne utwory, w zamierzeniu pomyślane jako szkolne ćwiczenia.
            W drugiej części słuchaliśmy mistrza sztuki gry na gitarze klasycznej Cezarego Strokosza. Pięć utworów, przedstawionych przez gitarzystę, w tym także jego własne kompozycje. J. Viňas - „Fantazja oryginalna”. Utwory tego kompozytora, jak mówi Strokosz, są nieco zapomniane, ale rzeczywiście bardzo piękne. Następna jest autorska „Suita bajka”, czyli przygody Żuczka i Biedronki. Sympatyczna historia miłosna, z narracją, opowieść muzyczna bardzo komunikatywna, mistrzostwo w doborze dźwięków dla przedstawienia akcji i nastroju literackiego, gdzie nurt wody pod łódeczką, która płynie Żuczek, żeby uwolnić ukochaną Biedronkę, skrzy się perliście i wibruje kropelkami wody.
Cezary Strokosz jest absolwentem Wydziału Instrumentalnego Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Studia ukończył pod  kierunkiem prof. Jana Paterka. W latach 1987-1992 był organizatorem Międzynarodowego Festiwalu „Lubińskie Dni Muzyki Gitarowej”, 1999–2003 -  dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Gitarowej Gryfice-Trzebiatów. Koncertował za granicą. Obecnie jest pedagogiem w szkołach muzycznych w Gryficach, Nowogardzie i Stargardzie Szczecińskim. Był także laureatem ogólnopolskich konkursów poetyckich.
F. Tarfega – „Wspomnienie z Alchambry”. Utwór z kręgu kultury hiszpańskiej i iberoamerykańskiej. Przejrzysta kompozycja składająca się z  powtórzeń i wariacji na temat stwarza nastrój odpoczynku i relaksu. Niezauważalnie otula nas swym klimatem dokładnej znajomości prawideł kompozycji tego obszaru muzycznego, jakbyśmy byli Hiszpanami z urodzenia słuchającymi pieśni od dziecka.
            „Tańcząca łza”. Przepiękne miniatury Strokosza. Tak zwane kompozycje przestrzeni międzykieliszkowej. Kropelki dźwięków jak niesmutne zadumania, cieszenie się brzmieniem strun. Efekty muzyczne planowane prawie w całości, z marginesem dla interpretacji słuchacza. Duża dla nas widzów satysfakcja, kiedy tak pod ciążeniem matematycznych reguł kompozycji gitarowych spłaszcza się w elipsoidę i geoidę kula tematu dźwiękowego, powstaje wszechświat potomny, lekki i zwiewny, doskonały, kontynuacja luster światła, przestrzeni i radości wynikłej z obcowania z gitarą – orkiestrą dźwięków. Są wyraźne i nienarzucające się, propozycje istnienia muzycznego idei – zamysłu pana Strokosza, i bardzo ciekawe. Przestrzeń migoce i  przenika samą siebie, zamknięta w owalu kuli lekko naciskanej przez kolejne dźwięki. Prosimy o dalsze miniatury – zgłaszam taki wniosek.
Będą, obiecuje pan Strokosz. Na razie słuchamy jeszcze „Wariacji na temat Dodewicza”.
            Bardzo plastyczne kompozycje. Jak obrazy, bez akcji. Ta chwila słuchania zyskuje wymiar inny czasu, tak jak różne są słuchania muzyki, która staje się poezją nie potrzebującą na pewno słów, chociaż literacką poprzez dostępność doń dla słuchaczy bez specjalistycznego muzycznego przygotowania.
            Pan Cezary Strokosz gra na gitarze klasycznej zrobionej przez wybitnego lutnika Tomasza Króla.
Organizatorzy i dzieci z PSM w Międzyrzeczu dziękują kierowniczkom Salonu Meblowego przy ulicy Krasińskiego 7 za ufundowanie pizzy dla publiczności. Organizatorzy dziękują dyrekcji PSM I st. W Międzyrzeczu za użyczenie sali. Podziękowania za pomoc dla Urzędu Miejskiego, Starostwa Powiatowego, dla Marii Bobińskiej – Kantor Wymiany Walut.
Patronat medialny – starosta Międzyrzecki. Patronat medialny – Kurier Międzyrzecki.


Iwona Wróblak
lipiec 2010

czwartek, 4 lutego 2016

Krzysztof Nieborak – mistrz klimatu…


            Kolejny koncert z cyklu „Lubuskie Weekendy Gitarowe” – XI edycja. Tym razem w gościnnym Klubie Wojskowym, w kameralnej atmosferze, wieczór muzyczny z byłym nauczycielem gry na gitarze w naszej Państwowej Szkole Muzycznej I. stopnia Krzysztofem Nieborakiem.
            Krzysztof Nieborak urodził się we Wrocławiu w 1964 r., uczył się w Liceum Muzycznym, potem studiował na Akademii Muzycznej we  Wrocławiu. Mija 25 lat od ukończenia przez niego wrocławskiej uczelni muzycznej. Był dyplomantem Piotra Zaleskiego, znanego w kraju i za granicą pedagoga. Wcześniej uczyli go Waldemar Zaborski i Ryszard Tomczyk. Po studiach dwa lata spędził na Kubie, w klimacie muzyki tej gorącej wyspy, w  Hawanie był uczniem Rey’a Guerra. Obecnie jest nauczycielem gry na gitarze w szkole muzycznej w Bochni. Pisze wiersze. Wieczór promujący tomik „Autoportret – moje wierszydła i myśli” odbył się w Klubie Literatury i Muzyki we Wrocławiu na początku 2008 r. Wydała go firma nutowo-płytowa „Absonic” z Wrocławia, a do tomiku dodana jest płyta z nagraniami autora z 1994 r. W 2002 r. był pomysłodawcą festiwalu „Lubuski Weekend Gitarowy”, którego XI edycję mamy w tym roku.
            Jak powiedział Krzysztof Nieborak w jednym z wywiadów – gitara klasyczna to dla niego instrument intymny. Dlaczego, mogłam się dowiedzieć słuchając jego wykonań. Ma umiejętność wydobywania z instrumentu tego czegoś, co potrafią muzycy pasjonaci. Pewnie nauczyciele gry na gitarze rozpoznają to po pierwszych akordach. U pana Nieboraka oprócz profesjonalizmu, techniki, jest to coś między nutami – subtelność, charakter, podejście do muzyki przejawiające się w sposobie, w jaki wydobywa nuty, ich kształty ze strun, nie tylko okrągłe, doskonałe. Charakterze intymnym, taki ma do nich stosunek. Osobisty, ważny. Bardzo się cieszymy, że pan Krzysztof dał się namówić na koncert. Długo czekaliśmy, dziesięć lat, zanim zdecydował się wziąć gitarę do ręki i uraczyć nas krótkim recitalem.
            Komentując kompozycje powiedział, że będą refleksyjne. Na początek romantyczne utwory hiszpańskie. W jego wykonaniu były absolutnie takie. Romantyczność ich była wydobytą do dna, ta subtelna cecha romantyczności, jaka kojarzy mi się z bogactwem nurtów filozofii romantycznej, jej  wielorodnością, odcieniami. Romantyczna jakby w opozycji do klasyczności poprzedniej epoki, jej nowoczesności w znaczeniu mocnego przeżywania uczuć i wrażeń, wszystko akcentowane delikatnie, i jednocześnie prostoliniowe, jakie bywa u dojrzałej arystokracji, świadomej spuścizny kulturalnej, jaką  odziedzicza. Autentyczne i spontaniczne.
            Bach. Jan Sebastian Bach i „Sarabanda”. Teraz w kilku dźwiękach zawarta została monumentalna klasyczność kompozytora. Czułam się jak na  dobrej lekcji muzyki, kiedy wyjaśnia mi się istotę bachowskiej stylistyki muzycznej. Pan Nieborak jest nauczycielem muzyki od 23 lat, swoją pracę bardzo lubi, uwielbia opowiadać o uczniach, robi to z szacunkiem dla ich osobowości, jaki mają naprawdę dobrzy pedagodzy. Słuchamy kilku etiud uczniowskich, pan Krzysztof pewnie objaśniłby nam, dlaczego akurat te zestawy dźwięków są przydatne w procesie muzycznego kształcenia. My  słuchamy po prostu, jak gra.
            Oddać „Dzień listopadowy”, nastrój jesiennego dnia, w muzyce zawrzeć pochmurność, i nastrój grającego, krótkość dnia i nadejście zimy, w  kilkunastu dźwiękach… i napisać literacką narrację. Jest też uniwersalny przekaz, jaki ma muzyka pana Nieboraka. Nie przeszkadzania naturalnemu rytmowi serca, wyciszenia, uspokojenia. Przyjemności słuchania dźwięków gitarowych.
            Menuety Bacha. Ich dworskość, muzyki tanecznej granej w salonach. Niemal widzimy strojność kostiumów książąt i ich dam, w nutach menuetu, w ich okrągłościach i wykończeniach. Podziwiamy łatwość, z jaką pan Krzysztof osiąga taki efekt. Austriacki walc na letni wieczór, kiedy on jeszcze nie  nastąpi, nie zajdzie słońce, nie wybrzmi muzyka w rytmie walca. Nie dopełni się, jak pisał Norwid o Chopinie, trącając się – po osiem, po pięć, i szemrząc z cicha – zaczął/że grać taki mistrz że gra, choć odpycha… („Fortepian Chopina”).
            Urocze miniaturki dla dzieci. Myślę, że pan Nieborak świetnie się nimi sam bawi. Małe utworki, proste, mające w sobie dziecięce piękno, chodzi pewnie o frazy muzyczne. Kawałki radości, wesolutkie zawadiackie nutki, też niekiedy nieco refleksyjne, jak to bywa z bajkami dla dzieci. Opowieściami z morałem, klarownymi i prostymi w formie.
            Jak zdumiewające jest podobieństwo pieśni patriotycznych, pewnie jest coś wspólnego w przeżywaniu chwil zagrożenia społeczności lokalnej czy  plemiennej, te same frazy muzyczne (uczucia przełożone na muzykę…). Podobieństwo melodyki naszych partyzanckich piosenek i pieśni kreolskich.
            Polka paragwajska, argentyńskie klimaty rozległych pamp Ameryki Południowej. Świetnie oddane na gitarze. I znów francuski klasyczny gavot – żywcem wypożyczony z dworu któregoś Ludwika…
           

Iwona Wróblak
sierpień 2012