Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowa Szkoła Muzyczna w Międzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowa Szkoła Muzyczna w Międzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Połączyła ich muzyka

            Tych młodych ludzi, dzieci, tegorocznych absolwentów Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu – ważnej dla miasta placówki artystycznej, miejsca częstych koncertów, połączyła muzyka… – tak pisze w swym wierszu Partycja Politowicz, jedna z uczennic. Kilka lat życia spędzili razem, bardzo twórczo, ucząc się gry na instrumentach, na lekcjach teorii, poznając klejnoty światowego dorobku kompozytorskiego. Rozpoczęli próbę nauki własnej – od dotknięcia skrzypiec czy gitary, klawiszy fortepianu - po zagrany osobiście, po okresie nauki, utwór. Szkoła to pierwszy etap wtajemniczenia, po nim mogą być następne, II, III stopień. Ważne, że zaszczepia się dzieciom miłość do muzyki, wrażliwość artystyczną, nawyk chodzenia na koncerty i słuchania różnej muzyki. Szkoła ma pokaźny dorobek w postaci pewnej liczby absolwentów, którzy już robią karierę jako soliści. Pełni też funkcję społeczno – edukacyjną, która jest nie do przecenienia.
            Szkołę w tym roku ukończyło 16. absolwentów, z 36. osób rozpoczynających. Nauka nie jest łatwa, wymaga oprócz pewnych zdolności dużej ilości pracy, jednocześnie z nauką w PSM młodzi ludzie chodzą do powszechnych szkół. Cykl jest 4. i 6. letni. Uroczystość otwiera dyrektor Szkoły Małgorzata Telega – Nowakowska, mówiąc – zadbajcie o to, żeby Wasze spotkanie z muzyką trwało. Mottem ostatniego spotkania z dyrektorką Szkoły jest przytoczony cytat z „Dezyderaty” – uniwersalny testament życia, o tym, że świat jest piękny i ma się prawo w nim być. Z dołączonymi życzeniami jeszcze lepszego poznania świata sztuki, bo tym jest muzyka.
            Wyróżnieni zostają najlepsi uczniowie: Aleksandra Czop i Aleksandra Skowron. Uroczyście odegrany jest Hymn Państwowy, przy fortepianie akompaniuje nauczyciel gry na tym instrumencie Tadeusz Nowak. Czyste głosy śpiewają słowa pieśni. To końcowy akord wieńczący rok szkolny w  Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Wręczenie Świadectw ukończenia Szkoły. I koncert, ostatni w tym roku szkolnym, w auli. Koncert sumujący rok – jak mówi Kazimierz Dziembowski, wieloletni nauczyciel klasy fortepianu, także przedtem dyrektor szkoły – koncert cenny. Powinien być szczególnie gorąco oklaskiwany. Starannie jest przygotowany przez uczniów i pedagogów. Warty przez to wysłuchania – przez obecnych, licznie - rodziców, i nas, widzów. Zagrali w swym najważniejszym na tym etapie, koncercie:
Oliwia Orlik – gitara, nauczyciel – Marta Michunik, „Walc z nutką melancholii” Tatiany Stachak, Julia Skabardis – skrzypce, nauczyciel – Marta Walczak, „Perpetum mobile” Carla Bohm’a, przy fortepianie Tadeusz Nowak, Paula Gromadecka – akordeon, nauczyciel – Elżbieta Skibicka, Wariacje na temat rosyjskiej melodii ludowej „Kaczuszka na łące” S. Rubinsteina, Wiktoria Stachurska – Nowakowska – fortepian, nauczyciel Małgorzata Telega – Nowakowska, „Kamienna lampa w herbacianym ogrodzie” Janiny Garścia, Aleksandra Czop (posiadaczka Świadectwa ukończenia Szkoły z czerwonym paskiem) – gitara – nauczyciel Marta Machunik, „Walc w kafejce” Tatiana Stachak, Emil Magryn – akordeon, nauczyciel – Elżbieta Skibicka, wariacje pt.  „Zaloty przy studni” Krzysztofa Naklickiego, Aleksandra Skowron (Świadectwo z czerwonym paskiem) i Bogna Sobańska – flet, nauczyciel – Aleksandra Janowska, duet ze zbioru „Six Duos facile brilants nr 2, cz. 1 Allegro”. Duet gitarowy: Aleksandra Czop i Paweł Kaczmarek, nauczyciel Marta Michunik, „Canzonetta antica” Mirosława Drożdżowskiego, Piotr Czaplicki – fortepian, nauczyciel Tadeusz Nowak, Etiuda op. 44 nr 1 Aleca Rowley’a, Daniel Bębas – akordeon, nauczyciel – Elżbieta Skibicka, „Ballada op. 100 nr 15” Friedriecha Burgmülera. Zespoły: Zespół kameralny, prowadzony przez Kazimierza Dziembowskiego, w składzie: Aleksandra Skowron – flet, Anastazja Łuczak – klarnet, Partycja Malinowska – fortepian, „Rozszumiały się wierzby płaczące”, melodia popularna, Zespół kameralny – septet akordeonowy, nauczyciel – Elżbieta Skibicka, „Józek i Anka” i „Los  zakochanych”; dwie melodie kaszubskie w opracowaniu Krzysztofa Naklickiego, kwartet saksofonowy – nauczyciel Czesław Nowakowski, w składzie: Julianna Gabryelska, Daniel Bębas, Kamil Czekała, Jakub Wołoszyn, „Moon River” Henry’ego Mancini i „Irish Suite” Eliota A.Del Borgo, a na koniec – recytacja: Partycja Politowicz – wiersz własnego autorstwa pt. „Jeszcze raz”.
            Ostatni raz absolwenci zaśpiewają wspólnie, wykonają piosenkę ułożoną specjalnie na tę okazję. Do znanej melodii, o tym, że zachowają wspomnienia z miejsca, gdzie uczyli się słuchać i grać muzykę z różnych stron świata. Próbkę tej muzyki mamy w czasie dzisiejszego koncertu. Będą próbować, przynajmniej niektórzy, dalej grać, uczyć się, innym zostanie w pamięci przygoda z muzyką, ze sztuką. Jak pisze Partycja: w Szkole „(…) Zegar wybijał godziny/metronom takty, serce tętno/a głosy zlewały się w jedno(…)”.
            Na koniec została zwyczajowa – dosłowna - degustacja Muzyki i Instrumentu, w tym roku tort miał kształt skrzypiec, słodki smak, chociaż bez  przesady – praca z instrumentem jest nie tylko pasmem sukcesów, o czym wiedzą uczniowie szkół artystycznych. Ale za to jaką przynosi satysfakcję. Życzymy naszej Szkole Muzycznej, pedagogom i dyrekcji, dalszych sukcesów w pracy edukacyjnej.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016















sobota, 18 czerwca 2016

Jan Jakub Bokun i Jakub Kościuszko - koncert

            Mistrza klarnetu Jana Jakuba Bokuna, doktora nauk muzycznych, jednego z najlepszych europejskich klarnecistów, mogliśmy ponownie gościć u  nas, w Międzyrzeczu, na XV edycji Lubuskich Weekendów Gitarowych, festiwalu, który organizuje Stowarzyszenie „Lubuski Weekend Gitarowy” – prezes Zdzisław Musiał. Bokun już z któryś raz z kolei odwiedził Międzyrzecz koncertując na LWG. Tym razem przyjechał z wirtuozem gitary Jakubem Kościuszko.
            Kolejny koncert tegorocznego cyklu Lubuskiego Weekendu Gitarowego. Aula Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Koncert poprzedziły kilkugodzinne warsztaty z uczniami Szkoły. Przed rozpoczęciem mogliśmy obejrzeć wystawę z instrumentami, na których gra Bokun, koncertowe klarnety firmy Yamaha, razem z oprzyrządowaniem i akcesoriami.
Słuchaczy powitała dyrektor PSM Małgorzata Telega. Tradycyjnie występ duetu klarnetowo – gitarowego: Jan Jakub Bokun i Jakub Kościuszko poprzedziły popisy uczniów Szkoły: Oliwii Orlik – tegorocznej absolwentki, i Aleksandry Czop. Zagrały mi. in. kompozycje Tatiany Stachak.
            Nasi goście – Bokun i Kościuszko, utytułowani muzycy, propagują arcydzieła muzyki kameralnej. Jan Jakub Bokun, w duecie z Jakubem Kościuszko, zagrał na początek „Arabeskę” Clauda Debussy, urokliwy utwór zbudowany na kształt muzycznej opowieści, której główny wątek snuje się  – tutaj – wokół klarnetu, z subtelnym komentarzem gitary klasycznej. Bajkowa sceneria muzyczna, klimat toposu baśni, gdzie dobre i figlarne elfy hasają po przestrzeni naszej wyobraźni.
            Następnym tematem był znany i ulubiony kompozytor gitarzystów – wiele razy słyszeliśmy go na koncertach LWG - Astor Piazzola. Postrzegany jest jako król tanga. W oryginale utwór skomponowany był na flet i gitarę, w trzech częściach opowiada o historii tanga. Tanga Piazzoli skonsolidowane wokół swego metrum. Od folku z okresu od 1900 r., w wesołym, nieco jarmarcznym stylu, poprzez lata 30., po 1960 r. i dalsze ubiegłego wieku, kiedy przybrał bardziej wysublimowane formy, także z melancholijną nutą. Styl znanego kompozytora jest bardzo charakterystyczny, rozpoznawalny po  pierwszych frazach.           
            Absolwentem naszej PSM jest Leszek Zaleski, obecnie jazzowy gitarzysta z własnym dorobkiem muzycznym – także u nas w Międzyrzeczu gościł na koncertach. Jakub Bokun przedstawił nam jeden z jego utworów, miniaturkę pt. „For You”, kunsztowną w swej prostocie kompozycję, klejnocik sztuki muzycznej – taki jest też na pewno dzięki interpretacji naszego gościa. Następnym utworem była miniatura „Na klarnet solo” autorstwa skrzypka Piotra Szewczyka. Popis wirtuozerii gry klarnecisty, śpiewo-ptasie, wydaje mi się, dźwięki, w bardzo szybkim tempie. Następnie francuskiego muzyka Yona utwór jazzowy, klezmerski „Mojżesz”. Pobrzmiały nam czasy żydowskich patriarchów długobrodych, ich surowa monoteistyczna moralność, kultura starotestamentowa sprzed kilku tysięcy lat, okresu pustynnych wędrówek. Absolutności ich Boga-Jahwe, drogi do Jego poznania. Cechy przywódcze wielkiego proroka, charyzmat i polityka, lud Izraela wybrany do wielkiej roli. Klasyka literatury judaistycznej, z jej wielkimi pytaniami i rozmową z  Bogiem. Pismo i Słowo. W końcówce kompozycji ściszany temat jak aktualność i żywotność gleby, na której wyrosła religia Mojżeszowa.
                „Sen dziecka” Yona. Odmienna kompozycja. Niewinność snu małego dziecka, jego ufność, jak tajemnica człowieka. Niepoznawalność źródeł, z  których zradza się ludzka psychika, spontaniczne uspokojenie snem z głębokiej podświadomości. Jego uśmiech senny jak zagłębienie się w swoim marzeniu.
            Współorganizatorem koncertu jest Państwowa Szkoła Muzyczna I stopnia w Międzyrzeczu. Patronat nad międzyrzeckimi festiwalami muzyki gitarowej objął Wojewoda Lubuski, Starosta Powiatowy i Burmistrz Międzyrzecza.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016






sobota, 11 czerwca 2016

Wieczornica Chopinowska


            Szkoła Muzyczna w Międzyrzeczu – aula. Spotkanie z Chopinem. Montaż słowno – muzyczny w wykonaniu uczniów Szkoły i członków Teatru „Pchła” pani Jolanty Glury z Klubu Garnizonowego. Scenariusz i scenografię przygotowała Iwona Skwarna i Magdalena Mróz – Olejniczak. W tym roku obchodzimy 200. lecie urodzin Fryderyka Chopina.
Czarny frak na wieszaku. Stolik nakryty serwetą i świece, które pewnie będą zapalone. Napis – skojarzenie: Żelazowa Wola, Paris i biało – czerwona flaga. Portret Chopina.
Kapelusze na fortepianie i kandelabr, na stoliku otwarte nuty. Muzyka. Nastrój poetycko – muzyczny.
Scena pierwsza. Rafael fortepianu, następny Mozart, Paganini, poeta fortepianu – krzyczą gazeciarze.
Krzesło przy stoliku w stylu epoki, didaskalia do sztuki, którą za chwilę zobaczymy. Stare walizy – podróże Fryderyka, który już nie miał wrócić do kraju.
            Fryderyk Franciszek Chopin urodził się 1. marca 1810 r. w podwarszawskiej wsi Żelazowa Wola, w posiadłości należącej do hr. Skarbków. Matka – Tekla Justyna z Krzyżanowskich, ojciec – Mikołaj Chopin pełniący w majątku role guwernera pochodził z Lotaryngii we Francji. Do Polski przyjechał jako nastolatek, szybko się spolonizował, wziął nawet udział w insurekcji kościuszkowskiej. Jesienią 1810 r. rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie Mikołaj otrzymał posadę profesora w warszawskim liceum. Fryderyk miał trzy siostry. Starszą Ludwikę oraz dwie młodsze: Izabelę i chorowita Emilkę, która zmarła na gruźlicę w wieku 14 lat…
            Opowieści narratora przerywają recytacje – Maja Szczanowicz i Paulina Laskowska, w tle na fortepianie „Polonez B-dur „młodzieńczy”, gra Ada  Maksym. O wsi, starym dworku i kroplach rosy z Żelazowej Woli – nutkach, w które wsłuchani jesteśmy, ukojeni znanymi brzmieniami.
            Rodzina Chopinów wspólnie muzykowała, a 7. letni Fryderyk komponował już pierwsze utwory. Grywał w Belwederze u Wielkiego Księcia Konstantego…
„Polonez g-moll „młodzieńczy” gra Wiktoria Janeczek, recytują Ewelina Maciejewska i Dominik Rau. Teksty sentymentalne, romantyczne… Młodych recytatorów prowadzi dobry duch w białej sukni, na pewno dziewiętnastowieczny…
Rozpoczynająca się choroba płucna Chopina. W 1826 r. jako najmłodszy student rozpoczął naukę w Szkole Głównej Muzyki. Rektor Józef Elsner pisał: „Chopin Fryderyk – szczególna zdolność, geniusz muzyczny”. Pieśń „Życzenie” śpiewa Iga Dajworska. Przy fortepianie Magdalena Mróz – Olejniczak. „Gdybym to ja była…” Tęsknota za krajem, walka z chorobą, miłość, muzyka.
            Chopin koncertuje w Wiedniu, w Warszawie. Wyjeżdża z kraju, by nie wrócić już tu. Wybucha listopadowe Powstanie. Słychać je w żarze i ogniu „Etiudy rewolucyjnej” w wykonaniu Sviatosłava Richtera. Słychać w emocjach powstańczego zrywu, pragnieniu walki za kraj. Męki poniesionej klęski, utraty nadziei.
1831 r. jest w Paryżu. Daje lekcje, koncertuje w salonach. Gra swoje nokturny, walce, mazurki, etiudy. „Nokturn Es-dur op. 9 nr 2” gra Zuzanna Tankielun. K. I. Gałczyńskiego „Spotkanie z Chopinem” recytuje Iga Dajworska. Towarzyszą wykonawczyniom tańczące postacie w bieli, zwiewne blade duchy romantyczne. Duchy epoki, towarzystwa salonowego, grona jego przyjaciół i krytyków. „Etiudę op. 10 nr 3” gra na flecie Paulina Kozdrowska, na  fortepianie towarzyszy jej Tadeusz Nowak.
            Miłości Chopina. Maria Wodzińska i Georgie Sand, z którą spędził 10 lat. W Nohant pisał i leczył się z postępującej choroby. Słyszymy je w  „Mazurku g-moll op.67 nr 2” – gra Marta Anhalt – klarnet i Alicja Bujakowska – fortepian.
            Ostatni koncert Chopin zagrał w 1848 r w Londynie dla polskich emigrantów. Świeca zapalona na naszym współczesnym fortepianie to gasnące życie doczesne wielkiego kompozytora. W rok potem umarł – „rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel” – jak pisał o nim C. K. Norwid. Przepiękny wiersz poety „Fortepian Chopina” recytuje Małgorzata Chicuń, cicho towarzyszy jej na fortepianie „Walcem h-moll op. nr 2” Kacper Figura.
Cmentarz Per Lachaise w Paryżu jest miejscem spoczynku F. Chopina. Na grobie są zawsze świeże kwiaty. Muzyka Chopina jest polska, jak tylko może być sztuka uniwersalną i ponadczasową. Przyznają się do niej Japończycy i Koreańczycy. Żyje poza epoką, poza romantycznym XIX w. Po odzyskaniu przez Polskę w 1918 r. niepodległości propagował ją I. Padarewski. Żywiołowy „Polonez As-dur” słyszymy w wykonaniu słynnego pianisty i polityka. W  październiku w Warszawie odbędzie się prestiżowy XVI. Międzynarodowy Konkurs Chopinowski.
Chopin się nie starzeje. Cudowna muzyka, inspiracja do oryginalnych wykonań i osobowość wielkiego romantyka, przewijająca się nam dzisiaj przez scenę muzyczną, w pelerynie i z wzburzoną fryzurą, szczupły i wykwintny, urzeczywistniał nam się, grany przez aktora teatru „Pchła”. Nicola Voltmann zaprezentowała nam własny wiersz pt. „W tle muzyki Chopina”.
W Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia wydawany jest kwartalnik „PiSeMko”. W 15. numerze, oprócz informacji o Międzynarodowym Roku Fryderyka Chopina, artykuły z zakresu teorii muzyki, dydaktyki – w teorii i praktyce, o prawach dziecka (Biuro Rzecznika), wywiady z nauczycielami PSM oraz wskazówki, rady i sugestie dla nauczycieli i rodziców… dzieci małych i dużych. Cenne porady dr Cz. Giemzy z Zakładu Kinezyterapii AWF we Wrocławiu. Pisemko szkolne na bardzo dobrym poziomie merytorycznym. Jest w nim trochę humoru, zabawnych rysunków. Informuje, uczy i bawi. Jest sponsorowane przez Sklep „Świat Dziecka” – Andrzej Luftman ul. Garncarska w Międzyrzeczu.



Iwona Wróblak
kwiecień 2010 

wtorek, 31 maja 2016

Mario Raič i Kwartet Smyczkowy Stretto

            Aula Państwowej Szkoły Muzycznej I. stopnia w Międzyrzeczu. Koncert, który zainaugurował jubileuszowy XV Lubuski Weekend Gitarowy. Wspaniały koncert, w którym wystąpili Mario Raič – gitara klasyczna i Kwartet Smyczkowy „Stretto”. Profesjonalni muzycy ze (zbyt) krótkim, jak dla  mnie, recitalem muzyki Antonio Vivaldiego.
            Mario Raič już grał u nas, pamiętamy go z mistrzowskich wykonań gitarowych z ubiegłych lat. Z przyjemnością gościliśmy go znowu, tym razem w otoczeniu skrzypiec i wiolonczeli Kwartetu Smyczkowego „Stretto”: Urszuli Najderek – I skrzypce, Marty Walczak – II skrzypce, Moniki Zgóreckiej – skrzypce altowe i Sylwii Kamzelskiej – wiolonczela.
            Szkoła ma na celu edukację muzyczną dzieci i młodzieży, co nie przeszkadza, że wielu spośród nich uczy się dalej, studiuje na uczelniach muzycznych w kraju i zagranicą. Niektórzy z absolwentów koncertowali też u nas w Międzyrzeczu. Jest dobrą tradycją, że koncerty Weekendów Gitarowych poprzedzają popisy uczniów naszej Szkoły Muzycznej. Zaprezentowały nam się dwie młode adeptki sztuki gry na gitarze klasycznej: Karolina Środa i Weronika Nakonieczna. Wysłuchaliśmy też utworu autorstwa Zdzisława Musiała, nauczyciela gry na gitarze w PSM i organizatora LWG,  wykonanego razem z Mario Raičem.
                Koncert rozpoczął Mario Raič kompozycjami Agustína Barrios Mangoré, paragwajskiego gitarzysty wirtuoza. Piękny utwór „La Cathedral”, składający się z trzech części opowiadających o uczuciach związanymi z uczuciami towarzyszącymi pobytowi w budynku świątyni. Słyszymy tam kontemplację piękna majestatycznej budowli, jej specyficzną, opartą na długiej tradycji modlitwy, atmosferę, którą możemy sobie wyobrazić wchodząc do naszych polskich starych świątyń. W skupieniu i ciszy przebywania w sacrum – miejscu modlitwy i skupienia medytujących ludzi, i ich dzięki temu - odświętności – na poły codziennej, zwyczajnej, w której uczestniczą w tej chwili. Okrągłe nutki gitarowe, starannie wyodrębnione, ciche, wyciszone, których tonacja się zmienia wraz z osobowością modlącego się człowieka, jego odrębnością i jednocześnie poczuciem wspólnoty w tym samym doświadczeniu religijno - wspólnotowym. Żarliwa religijność południowo amerykańska. Cisza wewnątrz słuchacza, odbiorcy, taka zasłuchana – we  własne nuty.
            Po wyjściu z katedry następuje zwykły dzień, codzienne aktywności, przyspieszenie rytmu – chociaż doświadczenie religijne pozostaje – wyraźnie to słyszymy, tę odświętność pamięci Zdarzenia, ten spokój, radosny w pewien sposób. Codzienność też jest tam sakralna, jest wpleciona w regionalną powszedniość, jako odwrotna strona tego samego zdarzenia. Jest (muzycznie) uświęcona, takie sprawia wrażenie…
            Trzecia część kompozycji. Powroty do domów, także niedzielne, spowolnione, skupione w sobie. Nuty opisujące klimat chwili wcielają się w  słowo, w zgiełk miasta, w szum samochodów, w ruch uliczny. Jest to zgiełk aprobowany, dzięki dopiero co doświadczonemu sacrum. Jest nim Muzyka również, jak wszystko, co słyszy ucho kompozytora.
            Ostatnia część koncertu. Mario Raič i Kwartet Smyczkowy „Stretto”. Antonio Vivaldi. Gitara i smyczki. Wspaniałe zgranie artystów, subtelna gitara i towarzyszące mu instrumenty smyczkowe. Vivaldi zwiewny i wesoły, lekki i kunsztowny, dworski. Delikatne drżenie strun skrzypiec i gitara jako jeszcze jedne z nich… Perełki nut, ich kształtne krągłości, doskonale uplasowane w formacie stylu wielkiego kompozytora. Mała orkiestra symfoniczna jako pierwszy akord naszych międzyrzeckich wspaniałych festiwali gitarowych, które już od 15 lat wzbogacają życie kulturalne naszego miasta i okolic.
                 Organizator koncertów, Stowarzyszenie „Lubuski Weeekend Gitarowy” dziękuje za współpracę placówkom, gdzie będą miały miejsce następne koncerty: Muzeum w Międzyrzeczu, Szkole Podstawowej w Bukowcu oraz sponsorowi - Gospodarczemu Bankowi Spółdzielczemu w Międzyrzeczu. Patronat honorowy nad LWG objął Burmistrz Międzyrzecza i Starosta Powiatowy.



Iwona Wróblak
maj 2016








niedziela, 29 maja 2016

Muzyczny wieczór w salonie Chopina

           
            To już kolejny koncert w salonie Chopina. Muzycznym salonie najwybitniejszych muzyków i kompozytorów, tym razem w naszej Szkole Muzycznej.
Czuliśmy się jak słuchacze kameralnego dziewiętnastowiecznego koncertu, w którym gra Fryderyk Chopin. Koncert prowadziła Ewa Witkowska i Ludmiła Pawłowska. Dyrektor Szkoły Muzycznej Małgorzata Telega podziękowała Urzędowi Miasta za dar dla Szkoły: saksofon barytonowy. Instrument został przez burmistrza uroczyście wręczony nauczycielowi klasy saksofonu panu Czesławowi Nowakowi.
Sponsorami koncertu byli burmistrz komisarz rządowy Marian Sierpatowski i Zarząd Gospodarczego Banku Spółdzielczego.
 Wykonawcy koncertu to - Jolanta Duszeńko – Lachowicz – altówka, Ludmiła Pawłowska – fortepian i Bartosz Marciniak – marimbafon, wibrafon i  werbel.
            Zaczyna się klasycznie, od utworów duchowego gospodarza wieczoru Fryderyka Chopina. „Polonez cis-moll op.26 nr 1.” Na fortepianie gra Ludmiła Pawłowska.
Ludmiła Pawłowska jest absolwentką Akademii Muzycznej w Łodzi. Uzyskała tam artystyczny doktorat. Ukończyła studia podyplomowe na  Uniwersytecie Zielonogórskim na Wydziale Artystycznym, jest adiunktem. Była wykładowcą w Poznańskiej Akademii Muzycznej – filia w Szczecinie, prowadzi klasę fortepianu i zespołów kameralnych w PSM I i II. st. w Zielonej Górze. Brała czynny udział w wielu mistrzowskich kursach pianistycznych oraz kursach muzyki kameralnej w kraju i za granicą. Na zaproszenie Konserwatorium Muzycznego w Noyon we Francji wykonała tam kilka recitali. Pod  kierunkiem wybitnych pianistów hiszpańskich studiowała wykonawstwo muzyki hiszpańskiej i iberoamerykańskiej. Intensywnie zajmuje się muzyką kameralną współpracując z wieloma muzykami, m. in. z altowiolistką Jolanta Duszenko – Lachowicz. Występuje jako solistka i kameralistka. Posiada nagrania telewizyjne i nagrane płyty.
            Następne utwory F. Chopina: „Etiuda E-dur op.10 nr 3”, „Mazurek g-moll op.24 nr 1” o pieśń „Życzenie” wykonały Ludmiła Pawłowska – fortepian i Jolanta Lachowicz – altówka.
Jolanta Duszeńko – Lachowicz – altowiolistka jest absolwentką Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie altówki. Studia podyplomowe w klasie altówki i studia z Praktyki Wykonawczej Baroku ukończyła w Muzikhochschule w Luzern w Szwajcarii. Absolwentka WSP w Zielonej Górze na kierunku Wychowanie Muzyczne. Umiejętności wykonawcze doskonaliła na wielu kursach mistrzowskich, warsztatach, letnich akademiach, seminariach w kraju i za granicą. Jako koncertmistrz altówek wielu orkiestr ma nagrania płytowe, radiowe i telewizyjne. Prowadzi działalność jako muzyk orkiestrowy i kameralny. Z pianistką Ludmiłą Pawłowską i flecistą Rafałem Jędrzejowskim występują jako trio.
            Robert Schuman był przyjacielem i wielkim propagatorem muzyki F. Chopina. Niemcy obchodzą Rok tego kompozytora. Ludmiła Pawłowska na  fortepianie i Jolanta Lachowicz na altówce wykonały pieśń „On ze wszystkich najpiękniejszy” R. Schumana – popis wirtuozerii altowiolistki i  akompaniamentu fortepianu. Południowe słońce i ciepły klimat śródziemnomorski poczuliśmy na skórze słuchając „Serenady” Enrique Toselli’go.  
            Ruud Wiener to holenderski kompozytor na perkusję, autor muzyki na wpół jazzowej. Bartosz Marciniak zagrał jego utwór „Amsterdam Avenue” na wibrafonie.
Wibrafon. Wielkie cymbały z piszczałkami, cztery pałeczki, i srebrzysty dźwięk o różnej głębokości i przestrzeni. Rozlegające się w powietrzu wibracje.
Bartosz Marciniak jest studentem Uniwersytetu Zielonogórskiego na Wydziale Artystycznym – kierunek Jazz i Muzyka Estradowa. Brał udział w  Międzynarodowych Warsztatach Perkusyjnych i Jazzowych w Chodzieży i Międzynarodowym Forum Perkusyjnym w Żaganiu. Laureat Międzynarodowego Konkursu i Warsztatów Perkusyjnych w Legnicy. Koncertuje w Polsce i za granicą. Jest zarówno muzykiem klasycznym jak i  jazzowym, solistą, kameralistą i muzykiem orkiestrowym. Współpracuje z Orkiestrą Filharmonii Zielonogórskiej.
            Muzyka operowa George’a Bizet’a z opery „Carmen” i „Sequdilla”. Wykonuje troje muzyków: Jolanta Lachowicz – altówka, Ludmiła Pawłowska – fortepian i Bartosz Marciniak – kastaniety. Skoczne i swawolne utwory z popularnej opery.
            Marimbafon, wielki instrument, który możemy podziwiać, jest unikatem nawet w salach koncertowych. Wiadomo, że pierwszy na świecie był rytm, bardzo subtelnie zgrany z przyrodą i duchowym wnętrzem muzyczno-kulturowym człowieka. Jak fala rozlewająca się wokół swego źródła, porządkująca archaiczny system wewnątrzustrojowy. Z kolebki jego powstania, z Afryki przywiezioną murzyńską muzykę: Erica Sammmut’a „IV Rotację” wykonał Bartosz Marciniak. Na wibrafonie tym razem podłączonym do prądu zagrał jeszcze Marka Glentworth’a „Blues for Gilbert”.
            Próbka lubianej muzyki filmowej. Trójka naszych wykonawców przedstawiła na fortepianie, altówce i mirimbafonie, który nadał dwóch instrumentom nowego akompaniującego brzmienia, Ennio Morricone „Obój Gabriela” z filmu „Misja”, doskonały muzycznie utwór, oraz Astora Piazzoli, argentyńskiego kompozytora włoskiego pochodzenia „Oblivion”; tango, jeden z jego rodzajów.
Pokaz możliwości marrimbafonu, rozlane wodne, nieostre rytmy. Matthias Schmitt „Ghanaia”. Muzyka z głębi Czarnego Lądu, Ghany, z domieszką jazzu, brzmi jak heban i pogłos rozmawiających na odległość tam-tamów. Pan Marciniak dokłada do całości elementy żonglerki pałeczkami.
            Wracamy do klasyki. Johannesa Brahms’a „Taniec węgierski” nr 5. Jolanta Lachowicz – mistrzowska altówka i Ludmiła Pawłowska akompaniująca jej na fortepianie. Zaraz potem głośny werbel w „Improwizacji” Bartosza Marciniaka. Rytm wsłuchany sam w siebie, rozmawiający, powtarzane w różnych wariacjach frazy muzyczne. Na ten instrument posłuchamy w końcowym utworze Edwarda Harris’a „The Yankee Flamadoodle”, amerykańskiej pieśni wojskowej, z towarzyszeniem fortepianu i altówki. Wyraz doskonałego zgrania trzech tak różnych instrumentów.
O należne nam widzom bisy przedłużył się znacznie koncert wieczorny w salonie Chopina. Mamy nadzieję, że muzyków usłyszymy znowu w  Międzyrzeczu.

Iwona Wróblak
czerwiec 2010

            

piątek, 18 września 2015

Muzyka nie zna granic.
            Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny. Tożsamość muzyczna braci X. i Ph. Scharwenków była być może romantyczna… Jak mówi mi pani Donata Marzec, długoletnia nauczycielka muzyki, teraz również kompozytorka, muzyka nie zna granic, nie ma uprzedzeń, jest ponadnarodowa. Razem z  uczniami naszej Szkoły Muzycznej jesteśmy na przesłuchaniach Niemiecko – Polskiego Konkursu Pianistycznego o „Nagrodę Scharwenkowską dla młodzieży” w Bad Saarow pod Berlinem (35 km jazdy kolejką do stolicy Niemiec).
            Urokliwe uzdrowisko. Piękne stylowe starannie odrestaurowane Muzeum Muzyki – Dom Rodzinny Schawrenków; Centrum Kultury, gdzie kipi życie kulturalne, a salę koncertową zdobią plakaty z licznych imprez, nie tylko muzycznych. Z inicjatywą zorganizowania Konkursu Pianistycznego dla  młodzieży wyszli Niemcy z Bad Saarow, w swojej kwerendzie dokumentów po wybitnym obywatelu ich miasta dociekli, że bracia Xaver i Philipp Scharwenka urodzili się w Szamotułach (niem. Samter) pod Poznaniem, odtąd z tamtejszą Szkołą Muzyczną I. i II. stopnia utrzymywane są żywe kontakty, z naszą Szkołą Muzyczną więc także.
            Konkurs im. X. i Ph. Scharwenków w Bad Saarow, którego Państwowa Szkoła Muzyczna I st. była współorganizatorem, stwarza młodym muzykom szanse rozwoju, a także możliwość konfrontacji swoich umiejętności na arenie międzynarodowej. Uczniowie i nauczyciele swoją obecnością w  Bad Saarow promowali z dużym powodzeniem nasze miasto. Zabrakło tam tylko naszych gospodarzy... Szamotuły reprezentował p. burmistrz Wojciech Rabski, panowie Henryk Żłobiński i Andrzej Franke z wydziału promocji oraz pani dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Szamotułach-Beata Grabska - Kajzderska, stronę niemiecką – prezes stowarzyszenia braci X. i Ph. Scharwenków – Peter Wachalski oraz władze Bad Saarow i prezesi fundacji Kultury i Sztuki. Nasze miasto reprezentowała pani dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I st. w Międzyrzeczu – Małgorzata Telega.
Uczniów do konkursu przygotowali nauczyciele klasy fortepianu w osobach:
p. Małgorzata Telega, p. Kazimierz Dziembowski, p. Wojciech Pruszyński i p. Tadeusz Nowak.
            Franz Xaver Scharwenka urodził się 6. stycznia 1850 r. w Szamotułach niedaleko Poznania.  Gry na fortepianie zaczął uczyć się ze słuchu w  wieku zaledwie trzech lat. Formalną edukację muzyczną rozpoczął dopiero w wieku 15 lat. Wtedy to przeniósł się wraz z rodzicami i bratem Philippem do  Berlina, gdzie został przyjęty do Akadamie der Tonkunst. Xaver doskonalił swój warsztat pianisty pod kierunkiem Theodora Kullaka. Po odbyciu służby wojskowej w latach 1873-1874 Scharwenka rozpoczął tournée koncertowe jako pianista. Zyskał sławę jako świetny interpretator muzyki Fryderyka Chopina. W 1881 r. założył własną szkołę muzyczną w Berlinie. W 1886 r. przeprowadził pierwszą z serii koncertów orkiestrowych dedykowanych muzyce Hectora Berlioza, Franza Liszta i Ludwiga van Beethovena. Potrójną rolę: pianisty, kompozytora i pedagoga Scharwenka pełnił do końca swojej kariery. W 1891 r. Xaver odbył pierwsze tournée w Ameryce. Otworzył w Nowym Jorku filię swojej szkoły muzycznej. Siedem lat później wyjechał, by  objąć stanowisko dyrektora w zjednoczonym Konserwatorium Scharwenki i Konserwatorium Klindworth. W 1914 r. razem z W. Petzetem otworzył Akademię Muzyczną z seminariami dla nauczycieli gry na fortepianie. Scharwenka brał udział w nagraniach dla Columbia Records w 1910 i 1913 r.  wykonując utwory własne, Chopina, Mendelssohna, Webera i Liszta. Zmarł w Berlinie 8. grudnia 1924 r.
            W skład kompozycji Xavera Scharwenki wchodzą: opera („Mataswintha”), symfonia, cztery koncerty fortepianowe, muzyka kameralna (wszystkie z fortepianem) oraz wiele utworów na fortepian. Ważnymi dziełami są cztery koncerty fortepianowe. Pierwszy z nich, w b-moll, op. 32, ukończony został w 1874 r. i miał swoją premierę w następnym roku. Początkowo napisany był jako fantazja fortepianowa, jednak Scharwenka nie był z niej zadowolony i  przetworzył ją w formę symfonii. Franz Liszt zaakceptował dedykację i wykonał ten utwór w Berlinie. Czwarty Koncert Fortepianowy f-moll, Op. 82,  miał swoją premierę 18. października 1908 roku w Beethovensaal w Berlinie przy udziale uczennicy Scharwenki – Marthy Siebold – jako solistki i samego kompozytora w roli dyrygenta.
            Twórczość Xavera Scharwenki uległa zapomnieniu w kilka lat po jego śmierci, także w Niemczech, jak mówi mi pisząca doktorat o Schawrence dyrygent Teatru Wielkiego w Poznaniu Patrycja Pieczara, jednakże jego „Taniec Polski” w e-moll, Op. 3, No.1 cieszył się nie gasnącą popularnością. Od  połowy lat 90. XX w. ponownie ożyło zainteresowanie muzyką Scharwenki, a jego utwory są dostępne w sprzedaży.

- Inicjatywa zorganizowania konkursu pianistycznego dla młodzieży jest fantastyczna – mówi pani dyrygent. Z ciekawością słucham uwag o tożsamości muzycznej kompozytora. Wychowywał się w kosmopolitycznych środowisku, otwartym światopoglądowo, gdzie tradycje kulturalne polsko – niemieckie były żywe, a korzenie edukacji wyrastały z dorobku kulturalnego obydwu narodów jednocześnie. To jest przecież możliwe – i tak się dzieje także dzisiaj (przykładem są Polacy mieszkający teraz w Bad Saarow - przez kilka dni w tygodniu – i pracujący również w Polsce). Był Niemcem, co mu  bynajmniej nie przeszkadzało fascynować się innymi kulturami, w tym polską. Tożsamość tradycji muzycznej polsko – niemieckiej w jej romantycznej konwencji jest niezmiernie ciekawym tematem. Muzyka nie ma granic… Scharwenka wyrastał z tradycji chopinowskiej; może, zgaduję, z tej uniwersalnej jej części w dorobku światowej kultury muzycznej, która jest polska ze swych korzeni ludowych… Wnosimy wkład etnograficzny jako regionalna odmiana tych samych wartości, które mienią się różnymi kolorami zależnie od zakątka globu. Wymiarami ich ekspresji artystycznej. Tożsamość romantyczna w muzyce (nie tylko w niej) była szczególnie inspirująca. W tym wybuchu indywidualizmu twórczego, określania się twórcy jako człowieka, i konsumenta muzycznej spuścizny kompozytorów niemieckich (byli pod ich urokami muzycy także polscy – mając akademickie wykształcenie nie sposób się obejść bez tej muzyki). Reasumując - muzyczne korzenie romantyczne Scharwenka miał zarówno w Polsce jak i w Niemczech. Dzisiaj w Eurolandzie przekraczając granicę polsko - niemiecką na Autostradzie Wielkopolskiej dowiadujemy się o tym fakcie po napisach w języku niemieckim
W pięknym wypieszczonym budyneczku Centrum Kultury Scharwenki słuchamy dochodzących za przymkniętych drzwi prób i przesłuchań uczniów Szkół Muzycznych z Bad Saarow, Szamotuł i Międzyrzecza. Dźwięczny fortepian (instrument konkursowy Bechstein), kameralna aula, gdzie z  boku stoi oryginalne pianino rocznik 1905 (niemieckiej) znanej na całym świecie firmy Steinway – Welte (przerabiającej pianina na ich odmianę, gdzie  muzyki słucha się bez udziału pianisty – jest odtwarzana z urządzenia składającego się papierowych rolek współpracującego z klawiaturą).
W Konkursie biorą udział uczniowie z Państwowej Szkoły Muzycznej I st.w Międzyrzeczu: Dominik Rau, Ewelina Maciejewska, Piotr Czaplicki, Lulianna Lemańska i Barbara Lemańska, z Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Szamotułach: Zofia Burman, Wojciech Lück, Katarzyna Maćkowiak, Gabriela Ewert oraz Stanisław Spychała. Reprezentantami strony niemieckiej byli: Karl Frenzel z Alt Golm, Charlotte Schetelich z Berlina, Luca Josephine Schumann z Rauen i Tobias Haase z Bad Saarow. Młodych wykonawców oceniało jury w składzie: prof. Evelinde Trenkner z Lübeck (przewodnicząca), Krzysztof Sowiński z Poznania, Michał Francuz z Poznania, Franziska Fauth z Berlina i Eberhard Geiger z Bad Saarow.
            Trwają całodzienne przesłuchania, a my udajemy się z przewodnikiem na wycieczkę po Bad Saarow… Towarzyszy nam pani Gelinde Stobrawa, kierownik placówki kulturalnej, była burmistrz honorowy Bad Saarow. Osada ma niedługą historię. Powstała w 1910-11 r. Kompleks Schlosspark Bad Saarow położony jest w zielonej okolicy tuż przy uroczym bardzo rozległym jeziorze Scharmützelsee. Zaglądamy do kilku apartamentów dysponujących zapleczem kuchennym, prywatną sauną, tarasem i wanną z hydromasażem. Eleganckie drewniane domki wzniesione w stylu skandynawskim, z  kominkiem, telewizorem z dostępem do kanałów telewizji satelitarnej, łazienką wyposażoną w wannę z hydromasażem. Wygodny dojazd z kompleksu do  centrum dzielnicy Bad Saarow-Pieskow, gdzie zlokalizowane są liczne restauracje, można na miejscu też wypożyczyć rowery. Stylowy dworzec z  secesyjną fontanną, parkingi. Jesteśmy na terenie byłego DDR, które wojska rosyjskie opuściły w 1994 r., jeszcze widać ślady powojennej okupacji, budynki, które czekają na opiekę i zagospodarowanie. Pani Gelinde opowiada o procesie przewracania gminie dawnego blasku, o odbudowie osady. Związek Miłośników Miasta chce przekazać następnym pokoleniom jego nienaruszoną substancję. Na długo przed wojną było tu sanatorium, w którym leczono borowiną. Było także za sowieckich czasów, pani burmistrz pokazuje, gdzie przebiegała granica, której przed 1994 r. nie miał prawa przekroczyć Niemiec. Budyneczki oglądamy nie tylko z zewnątrz. W kompleksie Centrum Kultury jest biblioteka, pani Stobrawa opowiada o wystawie historycznej, jaką przygotowali polscy uczniowie, obejmującej okres historii od Jagiellonów, rozbiory Polski, wojny światowe, okres nazistowski, okupację rosyjską i  czasy „Solidarności” – pełna dawka wiedzy, tak jak ją postrzegają Polacy, jest przedstawiana ich partnerom z Niemiec. Także Szkoła Muzyczna (gdzie ćwiczą dzisiaj uczniowie przed konkursem), Klinika medyczna na 650 łóżek, szkoły, przedszkola.
Najstarsze budynki – wieża elektryczna i wodna – sięgają pocz. XX w. W Bad Saarow czasy historii nowożytnej i współczesne budownictwo się  przeplatają. Zabytki są pieczołowicie restaurowane, to perełki architektoniczne. Są dzisiaj komercyjnie wykorzystywane jako hotele i restauracje. Rejon  Brandenburgii to akweny wodne. Pojezierze sięga do sąsiedniej Meklemburgii - Pomeranii oraz Berlina. Tworzy je ponad 3 tysiące jezior oraz rzeki i  kanały o łącznej długości 33 tys. km. Szlaki żeglowne liczą 8 tys. km.  Największe z jezior, Scharmützelsee, ma 1210 ha powierzchni. Oprócz walorów przyrodniczych są obfite źródła termalne, solanki, lecznicze borowiny, błota i szlam. Z dobrodziejstw brandenburskich wód korzystali elektorzy, a  wzorem władców dworacy i przedstawiciele społecznych elit. Dziś renomą cieszy się podberlińskie Bad Saarow, a konkurują z nim Bad Wilsnack, Bad  Belzig i Bad Liebenwerda. Słyną z wykorzystania przede wszystkim wód termalnych.  Oglądamy Saarow Therma – wielki budynek i odpoczywających w podgrzewanej w basenach do 30 st. wodzie. Są cztery pola golfowe, 24 km ścieżek rowerowych. Bardzo kameralna dla koneserów cichego wypoczynku Villa contessa, jedna z willi, umeblowanie w stylu rococo…  następna willa jest z teatrem na powietrzu… Wszechobecne jezioro na  wyciągnięcie ręki, plaże, jachty do wynajęcia, zwiedzanie pirackiego statku i magnolie w parku, całe mnóstwo zieleni i kwiatów, dzięki wilgotnej bryzie z  jeziora Scharmützelsee (według ogólnoniemieckiego rankingu najpiękniejsze jezioro), pomosty wychodzące daleko w głąb wód. Nad brzegiem jeziora obserwatorium astronomiczne. Wielokulturowość dzisiejszych Niemiec, nie mówiąc o kosmopolitycznym Berlinie, nawet tu, tak blisko od polskiej granicy, prywatne centrum buddystyczne, obok protestancki kościółek. Źródełko świętej Katarzyny, lokalna legenda. Wszystko dla turystów, 3200 łóżek hotelowych o różnym standardzie – 5 tys. mieszkańców ma Bad Saarow…
Z głową pełną wrażeń i opowieści wracamy do Domu Scharwenki. Mamy nieco czasu do koncertu finałowego, jest do zwiedzenia muzeum Scharwenki. Lokalny kompozytor, jeden ze znaczących w kulturze niemieckiej – być może zaistnieje szerzej teraz w historii muzyki? Pani Partycja Pieczara chce zrobić koncert z prawykonaniem jego nieznanych utworów – czekamy z niecierpliwością. Koniec XIX i pocz. XX w. to czas, kiedy zaczęto słuchać muzyki także w salonach mieszczańskich. Wymyślono patefon (1897 r.), oglądamy eksponat, słuchamy oryginalnych nagrań kompozytora. Dużo informacji o familii Scharwenków, drzewo genealogiczne od 1696 r., o ich życiu i pracy kompozytorskiej, pedagogicznej, kontaktach, korespondencji  z  najsłynniejszymi muzykami tego okresu, zapraszam do zwiedzania tego Centrum Kultury i Muzeum Scharwenki.
Wręczenie nagród i koncert finałowy. Jury postanowiło przyznać I miejsce Charlotte Schetelich z Berlina. Pozostałe miejsca zajęli polscy uczniowie z naszych szkół muzycznych: II miejsce – Katarzyna Maćkowiak, która w koncercie wykonała nam jeden z utworów konkursowych – „Tarantella” X. Scharwenki. III miejsce – Stanisław Spychała – zagrał „ Andante” X. Scharwenki i IV miejsce – Gabriela Ewert. I nagrodę specjalną dla  najmłodszego uczestnika Konkursu otrzymała Barbara Lemańska – wykonała „Scherzino” X. Scharwenki, natomiast II nagrodę specjalną Stowarzyszenia Kultury i Sztuki Bad Saarow wręczono Juliannie Lemańskiej. Nagrodę za najlepszą interpretację utworu X. Scharwenki przyznano Katarzynie Maćkowiak. Nagrodę za najlepsze wrażenia artystyczne dostała Charlotte Schetelich z Berlina. Wszystkim uczestnikom wręczone pamiątkowe Dyplomy uczestnictwa w Konkursie Pianistycznym. Aktów wręczania dokonali burmistrzowie – z Szamotuł: Wojciech Rabski i z Bad Saarow: Anna Hirschmann. Bardzo miłym akcentem było obdarowanie członków jury, organizatorów, dyrektorów szkół muzycznych: p. Wioletty Liebsch, p. Beaty Grabskiej-Kajzderskiej oraz p. Małgorzaty Telegi, a także pani Barbary Liebsch – Keil (oprowadzającej nas po Szkole muzycznej, mojego cennego źródła informacji): emerytowanej nauczycielki muzyki, Polki, osoby bardzo zasłużonej dla Bad Saarow i jego szkoły muzycznej, osób uczestniczących w pisaniu Projektu unijnego – uroczymi malutkimi wiolonczelami przywiezionymi przez polską stronę. Poznaliśmy osobiście utalentowanych muzycznie młodych ludzi, słuchaliśmy ich wykonań, np. Luci Josephiny Schumann, młodziutkiej 15 – letniej kompozytorki, od 11 lat uczącej się trudnej sztuki gry na  fortepianie. Wszystkich, jak powiedziano, nie można było nagrodzić, ale kontynuacja międzynarodowego konkursu w latach następnych jest nieocenioną wartością, która pozostanie w dorobku naszej i szamotulskiej szkoły muzycznej.


Iwona Wróblak
lipiec 2014

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Aleksandra Juszczak młoda skrzypaczka z Poznania - recital w Międzyrzeczu

            Na taki koncert wielu by specjalnie pojechało do Filharmonii Poznańskiej. Młoda skrzypaczka Aleksandra Juszczak, studentka II roku Akademii Poznańskiej u prof. Michała Grabarczyka, koncertowała w auli Szkoły Muzycznej.
            Podobne koncerty Uniwersytet Trzeciego Wieku ma od grudnia 2006 r. Spotkania z Filharmonią Poznańską odbywają się co miesiąc, do udziału w  nich zapraszani są stamtąd wybitni muzycy. Zawsze frekwencja jest bardzo duża, nasz UTW jest prężny, ma dla osób w trzecim wieku bogatą ofertę.
Koncert prowadził Piotr Należyty, także muzyk – jak się przekonaliśmy, akompaniował na fortepianie Aleksandrze Juszczak. Na początek – Niccolo Paganini. Wariacje na skrzypce solo. Jak mówi mi pani Aleksandra po koncercie, grała „Nel cor piu non me sento”. To był popis wirtuozerii, ogromnego kunsztu, opanowania tego arcytrudnego instrumentu, skrzypaczka jest dopiero na II roku studiów muzycznych… Została już nagrodzona pierwszymi nagrodami na międzynarodowych konkursach skrzypcowych w Austrii i Czechach. Jest tu z nami, bo w osobach słuchaczy międzyrzeckiego UTW ma  życzliwą i uważną widownię. Pan Należyty podkreśla, jak wielką rolę dla młodego muzyka mają takie koncerty na żywo. My tu do Międzyrzecza zapraszamy, symboliczna opłata, jaką wnoszą widzowie ma się nijak do kosztów ewentualnej podróży do Poznania i biletu na koncert w Filharmonii… Można organizować takie wartościowe koncerty dla mieszkańców za niewielkie kwoty, (przy odpowiedniej promocji) będzie frekwencja!
            Paganini. Ja mówi pan Piotr Należyty, autor – podobnie jak to się dzieje dzisiaj – szukał inspiracji w popularnych w tym okresie motywach z arii  operowych, wśród otaczających go dźwięków przetwarzał je na wariacje, konstrukcje muzyczne, na skrzypce. „Kaprys 24. N. Paganiniego”. Słynny utwór, którego pierwsze takty słyszeliśmy prawie wszyscy. Tutaj kompozycja zagrana jest w całości. 11 minut szalonych dźwięków, kilka motywów i  części zespolonych ze sobą osobowością kompozytora – i odtwórczyni, która dała wykonaniu swój własny rys, przede wszystkim sprawnością podołania temu muzycznemu wyzwaniu. Sprostania wymaganiom kompozytora, który – wedle opinii także współczesnych – maksymalnie utrudniał skrzypkom granie swoich kompozycji…
            Drugim utworem było „Żródło Aretuzy” Karola Szymanowskiego na skrzypce i fortepian. Utwór inny, neoromantyczny, pełna mrocznego klimatu tajemnic dramaturgia opowieści archetypicznych biorących swe źródło w mitach greckich, w ich ponadczasowej wielowymiarowości, zdarzeniach uniwersalnych ciągle się dziejących od nowa, zapisanych trwale w kulturze naszego regionu, europejskiej, jej praźródłach muzycznych i literackich. Lekkie jak wiatr smyczkowe muśnięcia mitologii kręgu kultury śródziemnomorskiej, nimfy i boginie mokradeł i pieczar, zakątków puszcz – reminiscencje z  bardzo dawnych epok w naszej kulturze, kiedy utożsamialiśmy się z jej bogami.
            Trzecia część recitalu. Ludwig van Beethowen i jego czarowne sonaty, które są coraz częściej grane na koncertach poza filharmonią. I Sonata D-dur na skrzypce i fortepian. Kunszt twórczy wielkiego kompozytora okresu baroku, perełki istniejące obok jego wielkich monumentalnych symfonii. Osobowość artysty, jej wielowymiarowość i bogactwo zainteresowań i efektów pracy kompozytorskiej. W bardzo dobrym wykonaniu recitalowym Aleksandry Juszczak.
Wszyscy, którzy lubią słuchać skrzypiec, czuli się usatysfakcjonowani. Miło było wpaść do studentów Uniwersytetu Trzeciego Wieku, dziękujemy za  gościnę – na tak wartościowym koncercie.

Iwona Wróblak
listopad 2014

piątek, 21 sierpnia 2015

Mała Akademia Jazzu ponownie w Szkole Muzycznej. Grać stylowo

            Tym razem nasza Szkoła Muzyczna zaprosiła na wykład w Małej Akademii Jazzu Marka Konarskiego, młodego ale już uznanego saksofonistę. Konarski przez dwa lata kształcił się w SyddanskMusikkonservatorium w Danii, obecnie studiuje w Sibelius Academy of Music w Helsinkach na  wydziale jazzu. Koncertował z gwiazdami duńskiej sceny jazzowej, grał na prestiżowych festiwalach jazzowych, współpracuje z wieloma muzykami z Polski, Szwecji oraz Danii. Zdobył 3. nagrodę (jako solista) na Novum Jazz Festival 2012.
            Jak brzmi jazz po fińsku? Muzyka danego kraju ma swój specyficzny klimat, naturalnie wynikający z jego geografii, kultury, historii etc. To  ciekawe, jak te cechy transponowane są na muzykę komponowaną przez wykonawców? W jaki sposób przeplatają się z dorobkiem muzycznym europejskim i światowym, i wzajemnie inspirują. Pulsują w osobowości artystycznej muzyka. Małe Akademie Jazzu to konglomerat pokazowej lekcji muzyki – w wykonaniu naprawdę wybitnych instrumentalistów i pedagogów – z koncertem. Bardzo wartościowa godzina spędzona na edukacji własnej – koncerty w Szkole Muzycznej są anonsowane i otwarte dla publiczności. A dowiedzieć się na nich można naprawdę dużo, w bardzo przystępnej formie. Jak powiedział na wstępie Bogusław Dziekański (od 25. lat rektor Małej Akademii Jazzu, 30 lat prowadzi Jazz Club „Pod Filarami” w Gorzowie), Mała Akademia Jazzu to polska inicjatywa edukacyjna, unikalna w Europie.
Marek Konarski – świetny saksofonista, kompozytor, zaczynał od nauki gry na flecie w szkole podstawowej, potem grał w orkiestrze strażackiej. Zawsze fascynował się muzyką świata, teraz także folkiem polskim. Prezentuje nam dwa saksofony: tenorowy i sopranowy. Jakie mają brzmienia w  konkretnych utworach? Gra blues jazzowy w tonacji c-moll, tzw. nowoorleański, tak się nazywa, ponieważ w tym mieście grał Luis Amstrong i inni słynni muzycy amerykańscy. Konarski opowiada nieco o folklorze tej muzyki. Na południu Stanów grano ją na platformach ciągniętych przez zaprzęgi konne. Często takie grupy muzyczne spotykały się w mieście i rywalizowały ze sobą o widzów. Konarski gra próbkę funky – jazz - powstał on w USA z bluesa (jak prawie wszystko), a jest prekursorem dzisiejszego stylu disco… Co jest najważniejsze dla muzyka, we wszystkich okresach – to grać stylowo…
            Świetna poglądowa lekcja jazzu i gry na saksofonie. Z pogadanką i ciekawymi anegdotami, które tak bardzo uatrakcyjniają naukę. Interesujące również dla tzw. nie-muzyków, myślę.
Koncert kończy urokliwa romantyczna ballada jazzowa. Konarski zaprasza słuchaczy do gorzowskiego Klubu „Pod Filarami”.



Iwona Wróblak
marzec 2015

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Blues po polsku. Leszek Dranicki – lekcja w Szkole Muzycznej


            To już trzecia taka lekcja w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Poglądowa lekcja bluesa i jazzu. Jazz? – zwracam się  Pauliny Staniec, nauczycielki w naszej Szkole Muzycznej - przecież to się studiuje… Chodzi o rytmikę, która wspomaga odbiór muzyki, mówi pani Staniec, uczniowie się tego uczą, a blues świetnie się to tego nadaje. No i forma (opowieści bluesmana) jest atrakcyjna.
Plakat o koncercie był widoczny w mieście. Słynne nazwisko muzyka zachęciło nie tylko uczniów, chociaż ci byli tu niejako obligatoryjnie, bo to  program Szkoły, który jest częścią kompleksowego programu edukacyjnego i artystycznego. Edukacja muzyczna powinna dotyczyć wszystkich dzieci, nie  tylko tych najzdolniejszych, gdyż ma ona udowodniony pozytywny wpływ na ogólny rozwój, na wyniki edukacyjne i umiejętności społeczne dzieci. 
 Leszek Dranicki, ur. 3 czerwca 1949 r. w Gdańsku polski wokalista i gitarzysta z pogranicza jazzu i bluesa, kompozytor, grafik, publicysta, pedagog.  Z wykształcenia jest artystą plastykiem, absolwentem gdańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (dzisiejsza Akademia Sztuk Pięknych). Autor wielu projektów i realizacji z dziedziny architektury wnętrz. Na koncie ma 3  autorskie płyty CD nagrane z czołowymi postaciami polskiego jazzu. Koncertuje solo, w duecie z Maciejem Sikałą, w trio- Camerata Jazz Trio, z własną sekcją rytmiczną - Piotrem Lemańczykiem i Tomkiem Sowińskim. Gra jazz środka, chętnie śpiewa ballady, również blues. Także kompozytor, autor tekstów, muzyk sesyjny. W 2006 r. w gdańskim Teatrze Leśnym odbył się benefis z okazji 30.lecia pracy artystycznej muzyka. W 2010 r. gitarzysta nagrał kolejną autorską płytę pt. „Listy Jazzujące”. Dranicki jest wykładowcą Małej Akademii Jazzu.
W pierwszym stopniu szkoły muzycznej uczy się klasyki muzyki, bo to podstawa. Na pewno słusznie. Ale blues to muzyka ludowa, jak mówi Leszek Dranicki (to nie znaczy prosta, tylko piękna, jak mówił mi kiedyś pan Kazimierz Dziembowski). Pan Dranicki chce ją, tę naukę, dla uczniów maksymalnie uprościć. Nie ujmując nic z sedna zagadnienia.
Notuję. Blues jest wiejski i miejski - w Ameryce. To znaczy historycznie był. Cała muzyka w Stanach wyrosła z bluesa. To koktajl, który powstał na styku kultur amerykańskiej i europejskiej. Nie było w tym żadnego przypadku. I tu smaczek polski. Pan Leszek znajduje w historycznym zapisie nutowym oryginalnego XIX. wiecznego bluesa ślady polskiego kujawiaka, którego najprawdopodobniej przywieźli polscy emigranci… Poważnie.
Dlaczego w Polsce lubimy bluesa? Bo lubimy go. Jak mówi pani Staniec, blues jest „od serca”. Ale inni europejczycy, Niemcy czy Francuzi, też  mają ten organ, a bluesa nie kochają (i czują) tak jak my, Słowianie.
Blues był muzyką czarnych niewolników, którzy tęsknili za wolnością. Tak jak my, zniewoleni pod zaborami przez prawie 200 lat. To nas łączy… Myślę, że jest w tym też taka uniwersalna tęsknota za wolnością, której nigdy nie jest zbyt wiele – dla nikogo, kto czuje się wolny… Mówię panu Leszkowi, że on jako muzyk w środku jest trochę, a nawet dużo, czarny. Leszek Dranicki  w George Gershwinie, jego muzyce, zakochał się, jak miał 11  lat. Gra Erica Claptona, ale też urokliwe proste, jak mówi, „wiejskie” bluesy. Opowiada nieco o kuchni muzycznej tego gatunku – pogadanka jest przecież dla uczniów Szkoły Muzycznej. Słuchając go można myśleć, że nic, tylko wziąć gitarę do ręki, mieć w pamięci takt czteromiarowy, napisać nieskomplikowany (?) tekst, w którym jest dramaturgia (nieskomplikowane, prawda?). Tak. Ale trzeba też, myślę, CZUĆ  bluesa, co się słyszy u  wykonawcy, jeśli jest dobry, a to już oczywiste nie jest… Myślę też, że sztuką jest mówić o (dobrej) muzyce w sposób nieskomplikowany. A dobra muzyka to taka, przy której się odpoczywa, relaksuje, i do której się wraca – to tak potocznie.
Wiejski blues, muzyka ludzi o czarnym kolorze skóry przywiezionych z Afryki do pracy przez białych ludzi. Pieśń pracy, którą w myśl ergonomiki wykonuje się rytmicznie, powstała z uderzeń motyki, młota wbijającego gwoździe w podkłady szyn kolejowych. W tonacji molowej zawołania z pól i chóralnych na nie odpowiedzi ze strony kompanów. Rytm, melodia, akompaniament i śpiew ludzki, czyli krótka historia bluesa. Pieśni z tęsknoty za  wolnością podstawową, pieśni smutku niewolnika. Blues wiejski powstał na południu USA. Z czasem przeniósł się do miast, pan Dranicki obrazowo opowiada, jak sam Mac Donald, osobiście produkujący wtedy swoje hamburgery, pewnego dnia po zniesieniu niewolnictwa być może pozwolił kilku czarnym muzykom zagrać w swojej restauracji. Spodobali się klientom i tak zaczęła się nowożytna historia bluesa, który z czasem zaczął się dzielić i różnicować – na rytm and blues, rock and roll (fuzja europejska z muzyką celtycką, irlandzką), soul – aż do improwizacji czyli jazzu. W Ameryce z  kreolską domieszką.
Mała Akademia Jazzu powstała w 1985 r. w Gdańsku, w oparciu o Północny Oddział Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.  W Gorzowie zajęcia są prowadzone nieprzerwanie od kwietnia 1986 roku. Organizatorem MAJ w Gorzowie jest Bogusław Dziekański, dyrektor Jazz Clubu „Pod Filarami”.
Celem MAJ jest edukacja estetyczna dzieci i młodzieży, przygotowanie do uczestnictwa w kulturze, kształtowanie nawyków i potrzeb kulturalnych, rozwój zainteresowań, kultury osobistej, słuchu muzycznego, poczucia rytmu, ogólnego umuzykalnienia. Program nauczania nie jest sztywny, ewoluuje wraz z otaczającą nas rzeczywistością i zmieniającymi się gustami muzycznymi. Obejmuje dwuletni cykl edukacji. W pierwszym roku prezentowany jest jazz tradycyjny i klasyczny, jego rozwój i charakterystyczne składniki w oparciu o instrumentarium akustyczne, w drugim roku - jazz współczesny i jego elektroniczne instrumentarium. W tych ogólnych ramach, w pierwszym roku realizowane są takie tematy jak: rytm, improwizacja, początki wokalistki jazzowej (pieśni pracy, gospel, blues), gitara akustyczna, saksofony, puzon, instrumenty etniczne, perkusja, aranżacja. W drugim roku edukacji to:  współczesna gitara elektryczna, rytmy świata: jazz i folklor, współczesna wokalistka jazzowa, skrzypce i współczesna wiolinistyka, improwizacja z  wykorzystaniem syntezatorów, współczesne instrumentarium elektroniczne, wykorzystanie w muzyce komputera. 
Czyli dzięki naszej Szkole Muzycznej i Jej ambitnym, nowoczesnym planom umuzykalnienia dzieci i młodzieży, a także mieszkańców – wstęp do  Szkoły Muzycznej na koncerty jest przecież niezabroniony – i anonsowany przez plakaty na mieście, mamy ciekawe spotkania – koncerty/ lekcje z  wybitnymi muzykami i teoretykami muzyki. W ciągu roku szkolnego w regionie odbywa się średnio 238 audycji w szkołach podstawowych i gimnazjach. Odrębne audycje są dla uczniów szkół muzycznych oraz studentów PWSZ. W zajęciach uczestniczy 1700-2400 dzieci i młodzieży, przez lata swej działalności Mała Akademia Jazzu wypuściła około 32.000 dzieci i młodzieży, wykładowcami byli wybitni muzycy i teoretycy jazzu, grono ponad 90 najwybitniejszych jazzmanów polskiej sceny jazzowej oraz muzycy zagraniczni.

Iwona Wróblak
luty 2015