piątek, 21 czerwca 2019


XVII Sesja historyczna - tym razem w Bledzewie


            Dotykanie przeszłości na poziomie lokalnym… Towarzystwo Historyczne Ziemi Międzyrzeckiej, we współpracy ze Starostwem Powiatowym w Międzyrzeczu, i pod patronatem Instytutu Historii Uniwersytetu Zielonogórskiego, sesje naukowe od kilku lat umieszcza w różnych gminach naszego regionu. W tym roku jest to Bledzew, bardzo ciekawe historycznie miejsce...
            Gminna Biblioteka Publiczna w Bledzewie, dyrektorem placówki Elżbieta Białek. W sesji wzięła udział wójt Gminy Bledzew Małgorzata Musiałowska. Na doroczną konferencję naukową i promocję XVII tomu serii monograficznej: „Ziemia Międzyrzecka w przeszłości” zaproszono także młodzież ze szkół z Templewa i Bledzewa.
            Bardzo ciekawe wykłady, kilka godzin spotkania z historią regionalną, a potem spacer po historycznym Bledzewie, m.in. w kościele bledzewskim widzieliśmy wielkich rozmiarów monstrancję pochodzącą z nieistniejącego już bledzewskiego klasztoru, i kilka innych wspaniałych zabytków. Po prelekcjach została nam do przestudiowania monografia „Ziemia Międzyrzecka w przeszłości”, bardzo ciekawa lektura… Książka będzie dostępna w bibliotekach.
            Projekt naukowy ma na celu budowanie idei samorządowości i regionalizmu, co nie jest możliwe bez inspirowania zainteresowaniem lokalną historią. „Ziemia Międzyrzecka w przeszłości” ukazuje się od 2003 roku, wydawnictwo jest punktowane naukowo, w tym roku wydane w prestiżowym Wydawnictwie „Adam Marszałek” z listy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego  Ostatni tom poświęcony jest pamięci Czesława Nowaka (1942-2018), wybitnego pedagoga, przewodnika PTTK, pasjonata i znawcy przeszłości Ziemi Międzyrzeckiej; czyli fragmentu historycznej zachodniej Wielkopolski, obecnie stanowiącej część województwa lubuskiego.
            Piotr Maciej Dziembowski „Testament Ludwika Bogusława i Fryderyki Krystyny z Kottwitz Dziembowskich z 1794 roku”. To już kolejne nasze spotkanie na sesjach z panem Dziembowskim, skrzętnym zbieraczem wszystkich dostępnych informacji o swoim rodzie. Szlachcic Bogusław Ludwig Dziembowski herbu Pomian swoje nazwisko wywiódł od miejscowości Dziembowo koło Chodzieży, jego prapradziad Wojciech nabył wieś Kręcko w 1569 roku za 17 000 złotych… Koligacje żony Ludwika, powinowactwa, piastowane stanowiska, imiona dzieci i rok ich urodzenia… Testatorzy. Ciekawostki z dokumentów testamentowych. Spisywano je, by majątek został w rękach rodu, w testamentach szczegółowa lista dóbr – majątki ziemskie, ruchomości, pieniądze majątkowe, zapisane roszczenia, złoto, srebra, klejnoty, miedź, cynk, mosiądz, bielizna, płótna, łoża, szaty, sprzęty domowe i inne należące do masy spadkowej, poświadczone przed Sądem Patrymonialnym… Obfite przypisy, zdjęcia nagrobków z Krębska.  Kilka portretów rodziny Dziembowskich jest w Muzeum w Międzyrzeczu.
Karolina Korenda-Gojdź „Działalność Towarzystwa Robotników Katolickich pod wezwaniem św. Jana Nepomucena w Pszczewie w latach 1901-1911”. Obecnie autorka pracuje w pszczewskim GOK, i jej gabinet mieści się w sypialni byłych właścicieli zabytkowej budowli. Jest w nim stara szafa, a w niej na półkach dokumenty…
Jak opowiadała Karolina Korenda-Gojdź, przy studiowaniu tych pism (księga protokolarna) wyłania się obraz życia małego miasteczka z przełomu XIX i XX wieku, kwestii obyczajowych, mentalności typowej dla ludzi tego okresu. W Pszczewie w 1901 r. powstało Towarzystwo Robotników Katolickich będące reakcją Kościoła na przemiany polityczne, społeczno-ekonomiczne tamtych czasów. W mało uprzemysłowionym Pszczewie, gdzie nie powstały wielkie zakłady przemysłowe, prądy lewicowe, ideologia komunistyczna nie zapuściła głębszych korzeni, działalnością społeczną, dobroczynną (encyklika papieska Leona XIII), także animacją życia kulturalnego, naukowego i gospodarczego, zajął się Kościół katolicki – w okresie kulturkampfu także ostoja polskości. Celem było łączenie robotników w stowarzyszenia stanowe, by ich doskonalić pod względem moralnym, oświatowym  i społecznym. Co ciekawe, nie było w tym czasie spięć narodowościowych między Polakami i Niemcami, nawet zebrania Towarzystwa (pod wezwaniem św. Nepomucena – pod tym imieniem był kościół parafialny) odbywały się po polsku – z racji większej ilości osób mówiących w tym języku. Organizowano wspólne majówki, na których częstowano pączkami, wystawiano przedstawienia teatralne o popularnej tematyce, miały miejsce krótkie wykłady – o pożywności jedzenia, podatkach, na tematy gospodarcze. Czytano fragmenty żywotów świętych, śpiewano pieśni kościelne. Została założona biblioteka. Pszczewskie TRK było jednym z wielu powstających w tym czasie stowarzyszeń katolickich, organizacji, które integrowały lokalną społeczność.
            Ryszard Patorski „Rodzina Fischerów. Przyczynek do dziejów fotografii na Ziemi Międzyrzeckiej”. Pana Patorskiego, długoletniego (45 lat) byłego pracownika Muzeum w Międzyrzeczu, współpracownika pierwszego dyrektora Muzeum Alfa Kowalskiego, z którym razem przez lata ratowali zabytki przed wywózką czy dewastacją, gromadząc kolekcję słynnych międzyrzeckich portretów trumiennych, na sesjach Towarzystwa Historycznego gościmy często. Ryszard Patorski nadal jest aktywny zawodowo, jest słuchaczem na sesjach i wykładach w Polsce, uczestniczy w naukowych wyprawach z prof. Marcelim Tureczkiem. Wykład w Bledzewie dotyczył jednego z pierwszych lokalnych fotografów – Fischera i jego następców.
            Wynalazek fotografii w 1839 r. (Joseph Niecephore Niepce i Luis Jacqus Daguerre) pozwolił na szybki, dokładny i trwały zapis obrazu na srebrzonych płytkach miedzianych powleczonych światłoczułą emulsją.
 W 1833 r. urodził się w Nowym Tomyślu Carl Adolf Wilhelm Fischer. Fotograficzne atelier w Międzyrzeczu otworzył w 1868 r. na ulicy Szewskiej (obecna ul. Wesoła 14), północna ściana i dach budynku były wykonane ze szkła, by rozproszone światło dzienne było wykorzystane. Tak jak inne obiekty w tym okresie, zakład posiadał laboratorium, ciemnię, kopiarnię, introligatornię, archiwa negatywów, pokoje do wywoływania odbitek, stanowiska dla retuszera i malarza zdjęć… Znana jest wysoka jakość zachowanych (m.in. w Muzeum w Międzyrzeczu, i w prywatnych kolekcjach) zdjęć Fischera, który był nie tylko chemikiem, inżynierem, introligatorem, zaopatrzeniowcem, ale także artystą… Świadczył usługi także dla mieszkańców pobliskich miast; Skwierzyny, Międzychodu. Fotografował obiekty architektoniczne, zabudowę miast i wsi, jego prace wykorzystywano do produkcji pocztówek („grussówki”), zdjęcia weselne, portrety osób dorosłych i dzieci. Pozostałości z archiwum Fischerowskiego zakładu, i samego miejsca na ul. Wesołej, autor osobiście widział jeszcze w latach 50. I 60. ubiegłego wieku. Ryszard Fischer, syn założyciela firmy, wyjechał z Międzyrzecza w styczniu 1945 r., jego dalsze losy nie są znane.
Jerzy Łojko, Paulina Łojko-Wojtyniak „O potrzebie monografii miasta Bledzewa w okresie przedrozbiorowym”. Lokacja miasta tworzy rynek, zespół miejski jest ośrodkiem organizującym przepływ pieniądza i towarów. Bledzew był miastem pogranicza wielkopolsko-nowomarchijskiego i polsko-brandenburskiego, był także w elementem w sieci funkcjonowania domów zakonu cysterskiego.
Losy miasta, opactwa (klasztor w Bledzewie) są widoczne w dokumentach z epoki – aktach cechowych, aktach parafialnych, w archiwaliach sąsiedzkich ośrodków municypalnych (informują o przebiegu granic posiadłości), w archiwach klasztornych – dość dobrze zachowanych. Sieć inkorporowanych wokół klasztoru parafii tworzy jego przestrzeń społeczno-kulturową i ekonomiczną. Danych o położeniu administracyjnym i typie własności  należy szukać w archiwach państwowych i kościelnych, źródłach podatkowych (wykazy łanowego, podymnego, pogłównego, komorach celnych, przywilejach targowych), podatkach wojskowych i inne rodzajach obciążeń fiskalnych, księgach grodzkich, księgach rachunkowych, rejestrach poborowych – to dokumenty określające wzajemny stosunek mieszkańców do państwa. Określają stopień koncentracji dóbr właściciela wokół miasta i stopień kolonizacji wsi na prawie niemieckim, ułatwiającym wtedy obieg pieniądza i prowadzenie handlu. Autor mówił też o potrzebie spojrzenia na opracowywane zagadnienie z perspektywy Brandenburgii i innych miast graniczących z Wielkopolską.
Maksymilian Frąckowiak „Egzekucja mieszkańców Bledzewa w 1945 roku”. Frapująca opowieść archeologa o epizodzie wojennym w Bledzewie pod koniec wojny. Miasto zdobyto 31.01.1945 r. , towarzyszyły temu liczne akty przemocy. Sytuacja uspokoiła się wraz z powołaniem radzieckiej komendantury wojennej (komendant Gruzin major Alejew), która położyła kres samowoli ze strony radzieckich żołnierzy i robotników przymusowych. Rozpoczęły się masowe aresztowania niemieckiej ludności, która w wyniku rozkazu władz niemieckich nie wyjechała z miasta. Aresztantów umieszczono w piwnicach budynków. Tamte czasy pamięta Joanna Świerszcz, której relacje spisał także Andrzej Chmielewski (tekst jest dostępny w omawianym tomie), autor publikuje inne relacje świadków wojennych wydarzeń w Wydawnictwie „Literat”. W Bledzewie na 10. więźniach dokonano zbiorowej egzekucji. Pretekstem była śmierć jednego z czerwonoarmistów – przypadkowa, nastąpiła w trakcie łowienia ryb na jeziorze za pomocą detonacji granatu. Zwłoki Niemców zakopano niedokładnie i płytko, po wojnie mieszkańcy stawiali w miejscu ich pochówku znicze, jednak pamięć o dokładnym położeniu zbiorowej mogiły z czasem się zatarła.
Stowarzyszenie „Pomost”, którego pracownikiem jest Maksymilian Frąckowiak, na zlecenie polsko-niemieckiej Fundacji „Pamięć” oraz Niemieckiego Ludowego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi prowadzi od kilku lat poszukiwania niemieckich grobów wojennych na obszarze zachodniej Polski. Wykopy sondażowe nie wskazały jednak miejsca pochówku, być może zwłoki znajdują się w miejscu zakopanej obecnie transzei, o czym mówią świadkowie. Pracownia Badań Historycznych i Archeologicznych „Pomost” próbuje pozyskać wojenne fotografie lotnicze, które mogą pomóc w identyfikacji poszukiwanego obiektu.
            Katarzyna Sanocka-Tureczek „Städtische Volksbücherei Meseritz. Nieznany epizod w dziejach Międzyrzecza”. Przedwojenne międzyrzeckie biblioteki… Jak dowiadujemy się z najnowszej monografii miasta, w 1900 r. w budynku gimnazjum (powstało w1868 r.) utworzono Bibliotekę Ludową. Były także w mieście biblioteki prywatne, z literaturą historyczną, prawną czy filozoficzną. W 2006 r. podczas prac badawczych w kościele św. Jana Chrzciciela natrafiono na dokumenty z okresu od XV w. do 70. XX wieku związane z życiem parafii, m.in. przekaz o otwarciu w 1859 r. przez proboszcza biblioteki parafialnej. Miejska Biblioteka Ludowa w Meseritz została utworzona w 1935 r. w budynku nieistniejącego już gimnazjum. Księgozbiór liczył kilkaset tomów, kierownikiem biblioteki był nauczyciel Klein. W planie w 1939 r. była rozbudowa placówki, zwiększenie subwencji na jej działanie. Literatura miała być narzędziem relaksu i być dostępna także w lazaretach dla rannych i chorych. Ustalono regulamin korzystania z biblioteki, niedopuszczalne było robienie notatek na marginesach. Wypożyczano książki odpłatne, czytelnicy bez stałego adresu zamieszkania uiszczali kaucję, książkę trzeba oddać maksymalnie po trzech tygodniach.
            Publikacja „Ziemia Międzyrzecka w przeszłości” tom XVII zawiera jeszcze kilka innych tekstów, m.in. Katarzyny Zielińskiej „Służba wojskowa mieszkańców okolic Zbąszynia w czasie I wojny światowej. Przyczynek do badań problematyki pogranicza polsko-niemieckiego”, Dariusza Pstusia, Saschy Sabien „Wybrane aspekty łączności Werków Frontu Fortecznego Łuku Odry-Warty na podstawie źródeł archiwalnych oraz badań terenowych”, ciekawe studium Marcelego Tureczka „Pierwsze powojenne opisanie ziemi Międzyrzeckiej”, wspomnienia Dominika Paukszty o swoim ojcu, sławnym powieściopisarzu i jego związkach z Ziemią Międzyrzecką, Tomasza Szafrańca „Zarys dziejów sądownictwa w powojennej Skwierzynie (1945-2018)” i inne, oraz „Słownik Biograficzny Ziemi Międzyrzeckiej”, kilka życiorysów znanych międzyrzeczan – artykuły ukazujące się w „Gazecie Powiatowej”, której redaktorem naczelnym jest Izabela Stopyra.  
            Bardzo ciekawa książka, bardzo ciekawe spotkanie… Polecam lekturę. I czekam na następną przyszłoroczną sesję, już zapowiedzianą przez prof. Marcelego Tureczką, która będzie miała miejsce w Przytocznej.
` Ciekawostką jest, że miejsce Sesji historycznej, dzisiaj - świetlica Biblioteki w Bledzewie, przed wojną było nazistowskim hotelem „Pod czarnym Orłem”, gdzie również odbywały się spotkania kulturalne…

Iwona Wróblak
czerwiec 2019












wtorek, 18 czerwca 2019


Na Głębokim Pod Strzechą - wystawa poplenerowa


            Nie ma miejsc bez historii… Czytam na pierwszej stronie fachowo zaprojektowanego (Robert Janczyszyn) i wydanego folderu z Pleneru Malarskiego z czerwca 2019 r. Możemy ją, historię lokalną – skutecznie tworzyć, dodam od siebie…
Jeśli chcesz tworzyć w najbliższej przestrzeni, powinieneś ją lepiej zrozumieć. Nie ma miejsc bez historii…
            Pensjonat „Pod Strzechą” nad Jeziorem Głębokie, należący do Agencji Usługowej DUET s.c. Jacka i Beaty Bełzów. Urokliwy klimat Ośrodka wypoczynkowego położonego nad jeziorem, gdzie turystów, obok widoków, przyciąga smaczna, wyrafinowana kuchnia… Wyczucie wagi potrzeb artystycznych (społecznych) gości, klientów, przez państwo Bełzów – przedsiębiorców, którzy od wielu lat aktywnie uczestniczą w życiu społeczno – kulturalnym naszej społeczności, i ten fakt na pewno znajdzie swoje stałe miejsce w kronikach historii lokalnej. Zrozumienie – tutaj, nad Jeziorem - potrzeby kontynuacji tradycji organizowania plenerów artystycznych, które, do niedawna organizowane przez Międzyrzecki Ośrodek Kultury od 1993 r., przez kilkanaście lat miały miejsce właśnie na Głębokim. Teraz też patronat honorowy nad wydarzeniem objęła Starosta Międzyrzecki Agnieszka Olender, obecnych było też kilku radnych Rady Miejskiej w Międzyrzeczu.
Ośmioro artystów – malarzy (Dariusz Miliński, Sylwester Chłodziński, Michał Bajsarowicz, Anna Nesteruk, Aneta Początek, Dorota Ruta – Zdanowicz, Waldemar Pawlikowski i Saniuk Katsiaryna), wśród nich weterani Głębokich plenerów, z dorobkiem artystycznym. Takie (międzynarodowe) znajomości, też ich marketingowy potencjał, żal jest marnować… I nie ma potrzeby, skoro można dostarczyć międzyrzeczanom, i gościom Pensjonatu oczywiście, wrażeń artystycznych, a ostatnio galerie, wernisaże, nie są u nas zbyt częstymi wydarzeniami. Obywatelska, prywatna (ze składek) inicjatywa kulturalna, na którą zaproszono (dostępne na mieście plakaty) chętnych. Sztuka oknem na świat.
Namiot przy pensjonacie na najbliższy okres stał się galerią sztuki. Dariusza Milińskiego gościliśmy w Międzyrzeczu już wielokrotnie. Specyficzne malarstwo oparte na ludycznych opowieściach, na teatrze postaci w uniwersalnym świecie jego uwidocznionego w rysunku oka zadziwienia, ich nieco martwej (odwiecznej) mądrości, naiwnym radowaniu niepamiętającym – mimo ubogiej kondycji własnej. Akcje z udziałem postaci dzieją się na tle widoków sielskich, aktorzy widowiska są jakby wyjęci z tła płaszczyzny obrazu i wstawieni w swoją oddzielną przestrzeń granej sceny przedstawienia.
Michał Bajsarowicz  również jest bywalcem naszych międzyrzeckich plenerów. Bryła ciała ludzkiego jako część linii i siatek spięć energetycznych, krzywe chaosu wszechświata, obiekty jakie widzi swoim artystycznym okiem. Dalej plejada pejzaży – trudno byłoby inaczej tworzyć nad Jeziorem Głębokie, w senne wieczorne sesje malarskie, notując dzienne refleksy światła na wodzie. Impresjonistyczny gruby pędzel. Bryzgi wody. Ziarniste formy flory jeziornej. Pejzaże w różnych technikach, kolorach, zestawach barw, świetnie nadające się do przyozdobienia ścian w domu czy miejscu pracy. Dorota Ruta – Zdanowicz z pięknymi kobiecymi aktami, skąpanymi w świetle, z ekspresyjną kolorystyką.
Artystycznie odnaleźć Głębokie, z zarysowanymi konturami trzcin przybrzeżnych, z geometrycznymi kształtami łódek cumujących przy pomostach. Odmiany zachodzących za horyzontem słońc, w różnych konfiguracjach…  
Twarda materia drzewa. Jak piksele, w które przemienia się korpus człowieczy, gdy włączyć mu daną aplikację. Zostaje z niego połowa, klasycznie wyrzeźbiona… Albo buty, jako samodzielny byt, znoszone, widzące drogę przechodzoną przez noszące je nogi człowiecze, sznurowane buty pokazane w teatrze ich aktywności. Ciekawa ceramika – interesująca kolorystycznie, kilka barw nałożonych na siebie, ozdobne artefakty nadające się wprost do położenia na kominek.
Twarz dziewczynki uśmiechniętej niebieskim kolorem. Anety Początek świetliste półakty kobiece, miękka linia, subtelna, i kwiaty, z ich obłą delikatnością, jak japoński pędzelek…  
Oglądanie obrazów przetykane było gitarowym poetyckim śpiewaniem z akompaniamentem w wykonaniu jednego z malarzy Waldemara Pawlikowskiego oraz Zdzisława Musiała, nauczyciela klasy gitary w PSM I. stopnia w Międzyrzeczu – utwory własne oraz klasyka hiszpańskiej literatury gitarowej: Francisco Torrega Etiuda e-moll i inne utwory.   

Iwona Wróblak
czerwiec 2019





















niedziela, 16 czerwca 2019


Pożegnać po Mickiewiczowsku


            Tegoroczna Gala pożegnalna w Gimnazjum nr 2 im. Adama Mickiewicza w Międzyrzeczu, chociaż zawsze bywała szczególna, bowiem dla młodzieży kończyła pewien etap w życiu, w tym roku jest taka podwójnie. Instytucja gimnazjum zakończyła swój żywot… Jak powiedział dyrektor Szkoły Krzysztof Marzec – jest nam przykro… Bo zaistniał wysiłek samorządowy, poniesione zostały koszty dostosowania budynku, wdrożony nowoczesny zreformowany program nauczania i wychowania dostosowany do wieku uczniów… Wprawdzie ośmioletnia Szkoła Podstawowa Nr 6, której obecni absolwenci skończyli rok szkolny razem z gimnazjalistami, będzie kontynuować tradycję Szkoły, ale edukacyjny eksperyment, przecież udany, jak mówią wyniki w nauce i rankingi, odgórną decyzją Ministerstwa Oświaty został zakończony…
            Pożegnać po Mickiewiczowsku. Sprawnie zorganizowaną uroczystość wręczenia nagród i wyróżnień, przemówień i podziękowań, uwieńczył spektakl przygotowany przez jedną z wychowawczyń klas trzecich, Grażynę Korowacką, przedstawienie będące trawestacją – Mickiewiczowskich „Dziadów” części pierwszej… Szkolną trawestacją dzieła, o duszach uniwersalnych uczniowskich, w kulturowo słowiańsko – paragombrowiczowskim klimacie. O uniwersalnym doświadczeniu szkolnym – zespołowym społecznym dojrzewaniu w klasie, komórce społecznej, o zachowaniach prospołecznych… Inscenizacją będącą dowodem, że „eksperyment gimnazjalny” był pod względem idei udany. Bowiem zrozumieć dramat Adama Mickiewicza – przedstawić go uczniom w taki sposób, by mogli się z wielkim dramatem, ale pisanym trudnym językiem i mówiącym, zdawałoby się, o sprawach dzisiaj obcych nastolatkom, utożsamić, zrozumieć w jego najważniejszej warstwie, nie jest łatwo. A jednak można… Trudna literatura romantyczna, trudna materia człowieka, zwłaszcza młodego, w wieku gimnazjalnym. Kadra nauczycielska zostaje w tej szkole, i we wszystkich polskich szkołach, i mimo sztywnej podstawy programowej dalej będzie  - jak to było na banerze Gimnazjum – uczyć (i wychowywać) wszechstronnie, w każdym calu.
            Dostojny polonez w czerwcowym upale w hali widowiskowo-sportowej, czyli polski (Mickiewiczowski) taniec chodzony… Muzyka Wojciecha Kilara z filmu „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy… Nauka, cnota, ojczyzna na sztandarze, który będzie wyprowadzony z sali – ostatecznie… Zabrzmi Hymn Państwowy i Hejnał Międzyrzecza. W skład Pocztu sztandarowego weszli najlepsi uczniowie: chorąży Kacper Wik oraz Martyna Janicka i Anna Kruk. Potem prowadzący uroczystość: Julia Dajworska i Karol Czepanis przedstawili przybyłych gości z władz samorządowych; Rady Miejskiej, ZNP, Gminnego Zespołu Oświaty… Lokalne media. Przywitali nauczycieli, wychowawców i pracowników Szkoły, rodziców.
            Przemówienie burmistrza Remigiusza Lorenza. Z powodu zdublowanego rocznika – klasy 3, i 8, takie też jest – zdublowane - marzenie o dostaniu się do upatrzonej szkoły. Bardzo trudne w tym roku. Mimo to – niech świat dla Was – absolwenci, będzie otwarty. Dyrektor Krzysztof  Marzec mówił o tym, jak wspaniałe są dzieci. 20 lat funkcjonowania gimnazjum, ten ostatni rocznik – dojrzali, aktywni, twórczy młodzi ludzie. Otrzymali tutaj podstawy, zdobyli symboliczne buty podkute wiedzą – do dalszej drogi. Najlepsi dostaną dyplomy, nagrody. Za zaangażowanie w pracę w Samorządzie Uczniowskim, w pracę w ramach szkolnego wolontariatu. Za kreatywność, inicjatywę w realizacji innowacji pedagogicznej „Młodzi przedsiębiorcy”. Za osiągnięcia sportowe i godne reprezentowanie szkoły na arenach sportowych.
             Burmistrz R. Lorenz, potem Katarzyna Budych – przewodnicząca Rady Miejskiej i Izabela Korejwo dyrektor GZO wręczyli nagrody laureatom i finalistom konkursów przedmiotowych: Julii Dajworskiej, Nikodemowi Latuszkowi, Katarzynie Pawłowskiej, Kacprowi Wik, Bartłomiejowi Wyskockiemu. Nagrody dla wyróżniających się absolwentów z rąk Roberta Czepanisa przewodniczącego Rady Rodziców i dyrektora Krzysztofa Marca otrzymali wyróżniający się absolwenci. Dyplomy „Talent” , zaświadczenia o przyznaniu tytułu „Wzorowy uczeń” wręczyli dyrektor K. Marzec i wicedyrektor Maria Antonowicz. Tytułem Najlepszego Absolwenta – Sportowca klas III, oraz prezentem w postaci torby podróżnej, został uhonorowany Adam Makarewicz, z klas VIII – Igor Dębski, Najlepszego Absolwenta z klas III – Katarzyna Pawłowska, z klas VIII – Karol Czepanis. Wręczone zostały Certyfikaty Absolwenta SP nr 6.
Prezentacji nagrodzonych towarzyszyła krótka charakterystyka osobowa. Przez trzy lata poznali się, polubili, mogą o sobie powiedzieć więcej. Podkreślona została praca nad własnym charakterem. Empatia. Służenie innym pomocą. Uśmiech. Kultura osobista. Cechy osobowe. Odpowiedzialność. Wewnętrzny spokój. A także młodzieńcza radość życia i energia – tak cenione przez wytrawnych pedagogów. Niech spotkają na dalszych etapach ludzi, którzy będą im służyć pomocą, i sami niech staną się dla innych cenną inspiracją…
            Dwie uczennice zabrały głos (Bogna Utrata i Julia Skała). Nauka życia polega na tym, by także z porażek wynieść coś pożytecznego. Podziękowały wychowawcom za wiarę w ich możliwości. Wojciech Kudliński w imieniu rodziców podziękował za fachowość opieki nad dziećmi i życzliwość, z jaką się spotykano w tej szkole. Odwiecznym szkolnym rytuałem jest wręczenie czerwonej róży każdemu z zaproszonych gości, bardzo miły zwyczaj.
            Metaliczny Zespół z Przytocznej, złożony z młodych muzyków, zagrał i zaśpiewał dwie piosenki w stylu swojego ulubionego zespołu. A potem – majstersztyk: „Dziady” Mickiewiczowskie po gimnazjalnemu. Czyli: „czego potrzebujesz niewiasto/by znaleźć się w następnej klasie… dręczą nas nuda i trwoga/że do raju zamknięta droga… Gdzie Zmorą presłowiańskim duszydłem jest – Kujon (w wielkich widocznych z daleka okularach), który nie znał litości za swego (szkolnego) życia nad kolegami (windując poziom ocen). Konkludując - Kto nie pomógł koledze w szkole/temu i My (duchy) pomóc (w przystosowaniu do życia współczesnego) nie damy rady. Dla Kujona nie ma uwolnienia (z cierpień szkolnych). Jak by W. Gombrowicz w „Ferdydurke” napisał – od pupy nie ma uwolnienia, chyba że w inną pupę, co jest większa niż księżyc w pełni… Do tej pory nie wiedziałam, że ten Mickiewicz taki współczesny… Cóż, Duchy nie znają pojęcia Czasu…

Iwona Wróblak
czerwiec 2019












niedziela, 9 czerwca 2019


Dobre serce Pirata

            Charyzmatyczny Pirat – świetna kreacja młodego krakowskiego aktora, znany jest w pirackim środowisku z nadmiernego spożycia (pewnie) rumu, z czym wiąże się jego pseudo: Wiejący Smród… oraz z życiowej niefrasobliwości… Ogółem facet jednak budzi sympatię, zwłaszcza kiedy okazuje się, że wbrew jego zapewnieniom serce ma dobre (lub skore do dobrych zmian), wystarczy tylko, by w jednym z portów poznał sympatyczną córkę rybaka Kostkę.
            Dziewczyna jest rezolutna i, znudzona codziennością małej wioski rybackiej, gdzie ojciec pracuje na łodzi, pragnie morskich przygód. Przybicie do brzegu najprawdziwszego Pirata jest okazją do rozpoczęcia wędrówki po zamorskich krajach. Kostka zna się na mapach, na nawigacji, na kompasie, i wie, jak szukać skarbów. Obiecuje Piratowi pomóc znaleźć skarb, ofiarowuje mu tajemniczy kompas, jeżeli ten zabierze ją ze sobą… Mapa w skrzyni Pirata mówi o egipskim skarbie, ale trasę dojścia do niego trzeba odczytać… Cóż takiego cennego znajdzie Pirat, kiedy przybędzie do Egiptu? I kogo spotka?
            Najpierw trzeba skompletować załogantów: kucharza, dowódcę artylerii, sternika, majtka. W stosowne czapki zostaną ubrane dzieci, teraz są częścią pirackiej załogi… Marynarskie szanty z irlandzkim podkładem muzycznym towarzyszą akcji przedstawienia.
            Ster prawo na burt… Wyruszamy do Egiptu, miejsca gdzie zazwyczaj znajdują się cenne skarby… Po drodze śpiewają na morzu syreny-wieloryby, jest tawerna, gdzie Pirat idzie na parę głębszych i gdzie okrada go Cyganka. Pirat, by dalej móc prowadzić poszukiwania skarbu, wymienia Kostkę na wielbłąda.
            Dzieci formują karawanę na pustynnym piasku, wydmach falujących w saharyjskim wietrze... Klejnotu Nilu pilnuje starożytna mumia, skarb obłożony jest odwieczną klątwą. Owinięta w białą płachtę postać zadaje pytanie, na które odpowiedź zdejmie zaklęcie: Jeżeli nie wiesz, gdzie iść, jaki kompas wskaże ci drogę? Dzieci odpowiadają - Kompas nazywa się  - Serce…
            Bajki są bardzie mądre. Przekazują odwieczne prawdy w prosty, przejrzysty i zrozumiały dla każdego sposób. Tak od wieków, czy tysiącleci, uczono się od gawędziarzy, opowiadaczy starych podań. Największa i najważniejsza wyprawa po cenny (dla nas) skarb wiedzie w głąb swojego serca… Bajki zmieniają formę, ale treść przekazu jest od wieków ta sama…
            Darowany przez dziewczynę (postać kobiecą wieloraką, o różnych twarzach i osobowościach: rybackiej córki, Cyganki, mumii, egipskiej księżniczki) kompas, jeśli ten ma wskazać drogę do skarbu, trzeba potrzeć o miejsce, gdzie u człowieka jest serce… Kompas jest sercem (drogą i celem), skarbem jest przyjaźń i miłość, a Kostkę trzeba znaleźć, wyzwolić z niewolniczej pracy i - przeprosić… Co też jest uczynione. Spektakl kończy ogólna zabawa z dziećmi.
            By bardziej jeszcze pomóc poczuć się załogantem pirackiej karaweli, Dworzec-Tworzec przygotował dla dzieci do założenia na siebie ubrania pirackie, kapelusze z czaszkami, co zostało wykorzystane, by rodzinne albumy poszerzyły się o zdjęcia w twarzowych kostiumach.
Krakowski Teatr Krak-Art często gości w Klubie Wojskowym 17 WBZ w Międzyrzeczu, duety aktorskie przyjeżdżają do dziecięcej widowni z przedstawieniami bajek. Na frekwencję nie mogą narzekać… Tym razem Bajka o Piracie wystawiona została w większej sali w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury.
            Dobra gra aktorska – to należy podkreślić, zawsze towarzyszy wizytom Krak-Art, spektakle prezentowane są w konwencji średniowiecznego przedstawienia jarmarcznego – minimum dekoracji, którymi są zmieniane z danym aktem, sceną, kolorowe plansze na ramach, oraz charakteryzujące grane postacie kostiumy młodych aktorów. Zakłada się interaktywność dziecięcej widowni.

Iwona Wróblak
czerwiec 2019













sobota, 8 czerwca 2019


Robert Czarniak – jestem zadaniowy…

            - Macie fantastyczną bibliotekę – mówi nam na wstępie Robert Czarniak… Kolejne spotkanie autorskie zorganizowane przez naszą Bibliotekę Publiczną, która ma zdolność wyszukiwania ciekawych ludzi. Zaproszony został kolejny fantastyczny człowiek… Robert Czarniak, mieszkający pod Poznaniem podróżnik – z zawodu cukiernik, jak mówi o sobie, kucharz wojskowy i piekarz (umiejętności bezcenne w każdej drodze), zawsze pragnący podróżować, nie tylko z kuchnią polową na poligonach…        
Robert Czarniak, stąpający twardo po ziemi, wojownik walczący – z powodzeniem, o zdrowie syna Joachima, który jest, jak mówi, najpierw jego przyjacielem, potem synem. Czarniak to Tata wczesny (w wieku 21 lat został ojcem), ale świadomy – to też cytat ze spotkania, myślę – pozazdrościć takiego Taty… Rehabilitacja (rowerowa) Joachima po operacji usunięcia guza mózgu, po której nastąpił paraliż dolnej części ciała, potem pionizacja chłopaka, czyli dwa i pół roku uporczywej pracy. Oddanie ojca dla syna… Jeszcze pojedziemy na rowerach do Ameryki Południowej i Australii – obiecał synowi. Jak przystało na mężczyznę, który obiecuje coś swojemu przyjacielowi, słowa dotrzymał…
Spotkanie w Bibliotece z człowiekiem dorosłym, który nie waha się sięgać po marzenia (podróżnicze). Człowiekiem, który osiąga kwalifikacje geografa (także akademickie) pokonując setki kilometrów na rowerze, czemu się dziwią australijscy farmerzy – na tej wielkiej wyspie, gdzie podróżuje się raczej - nie w ten sposób… Ale rower dla przyjaciela Roberta Czarniaka to rehabilitacja poszpitalna – wyprawy poprzedziły wycieczki i treningi rowerowe po Polsce.
 - Jak próbowałem dogonić kangury… To wielka wędrówka po siebie… Po promyk światła… W której ojciec i syn nawzajem się uczą od siebie (przede wszystkim przebywać ze sobą), gdzie syn dorasta i staje się – za sprawą ojca – mężczyzną… Niedawno Joachim ze swoją narzeczoną, przyszłą żoną, wybrał się, oczywiście rowerem, do Norwegii…
Lekcja geografii opowiedziana okiem rowerzysty, który wyrusza mając 85 kg bagażu w jukach, rozbijając w drodze 130 biwaków. Kilka razy dziennie klei opony podziurawione na australijskich drogach w Terytorium Północnym, z ich ostrym przeciwpowodziowym asfaltem, wozi ze sobą jedzenie w puszkach, a wodę – skarb w australijskich warunkach pogodowych – otrzymuje od okolicznych farmerów, których spieczone słońcem posiadłości są tak wielkie jak nasze województwa. W ich wielkiej epopei po obrzeżach tego najmniejszego kontynentu, gdzie krzaki palą się od piorunów, a pory roku są dwie – sucha i (bardzo) deszczowa, a kangury towarzyszyły im stale, podobnie jak węże (jest ich 120 gatunków), torbacze koala, jadowite pająki. Wspomina o wielkiej (i drogiej dla turystów) Rafie Koralowej, o Melbourne na południowym wybrzeżu. Aborygeni – mówi narrator, to dzisiaj ludzie opuszczeni przez rząd, bez pomocy…
W drodze poznają ludzi; w Ameryce Argentyńczyków – podobnych z mentalności (duże ego…) do Polaków, rozmawiają z nimi, z krawcami na ulicach, dowiadują się o kopalniach złota, o pracujących dzieciach... Lecą starą cesną nad połaciami państw Ameryki Południowej, górami Boliwii, poznają płaskowyż Wenezueli – bogatego w surowce kraju pogrążonego w kryzysie ekonomicznym. Autor opowiada o wejściu ich grupy na górę kominową, o brazylijskiej Manaus, Urugwaju, o tym jak odwiedzili La Paz, Buenos Aires, Indian Kuna, o przejrzystym Morzu Karaibskim – i o naszych bałtyckich plażach, rozległych i pięknych jak w niewielu miejscach na świecie… Jadą panamerykańską (przez obydwie Ameryki) autostradą – mając w plecaku, to cenna rada dla przyszłych podróżników, około 15 kg (dla mężczyzn) i 12 kg (dla kobiet), jako optymalny ciężar. Opowiada nam o florze amazońskiej, o wężach, niebezpiecznych kajmanach, świnkach kapibarach, delfinach słodkowodnych, innych endemicznych zwierzętach.
Wykopaliska archeologiczne, badania starożytnej kultury Majów, która w IX wieku naszej ery miała już miasta liczące ponad sto tysięcy mieszkańców, te wydarzenia, bardzo ciekawe, aktualnie się dzieją, wnoszą wiele wiedzy o dawnych cywilizacjach, których potomków widzi się na ulicach. Półwysep Jukatan – Honduras, Gwatemala, to kolorowy świat; Meksyk - państwo ze swoją stolicą o tej samej nazwie, wielomilionowa metropolia leżąca w kotlinie śródgórskiej na gruzach azteckiej warowni, której spuścizna kulturowa mówi o radości ze stanu po życiu (czyli śmierci) jako przejściu do innego świata…
Książka autora „Podróże do granic” powie nam jeszcze więcej, myślę, że będziemy ją mieli w Bibliotece, to autentyczny zapis przygód z antypodów, rowerowych przygód. Cenne obserwacje o florze i faunie, i ludziach, którzy są jej, Przyrody, częścią, opowieść o tym, jak i gdzie – przekracza się granice, zdawałoby się, ostateczne, bo fizyczne…

Iwona Wróblak
czerwiec 2019