niedziela, 28 lutego 2021

 

O ewolucji – nie kreacjonistycznie


„Splątane drzewo życia. Nowe radykalne spojrzenie na historię ewolucji” - David Quammen. Jest taka seria książek, z zielono-drzewnymi okładkami, dostępna w obu naszych szacownych międzyrzeckich bibliotekach (Bibliotece Publicznej i w Bibliotece Wojskowej). Solidna porcja wiedzy biologicznej, wydawnictwa na bardzo wysokim, popularno-naukowym poziomie, książki napisane w przystępnej formie, ciekawe i uczące.

W dobie wprowadzonych Rozporządzeniem rządowym obostrzeń czytelniczych – od roku – kiedy możemy tylko na odległość wzrokowo smakować grzbiety książek, bez możliwości poczytania skrzydełek czy wertowania treści, szczególną rolę mają do odegrania bibliotekarze... Mierząc czytelnika okiem zawodowca, jak krawcy, i próbując zgadnąć - skoro nie można osoby dopuścić do półek – co też może go zainteresować...

W moim przypadku są to w lwiej części trafne diagnozy, a nie jestem łatwym przypadkiem. Zachęcona dużą ofertą wymienionej serii, którą miałam przyjemność czytać z księgozbioru Biblioteki Wojskowej, z ufnością wzięłam do ręki gruby tom o „Splątanym drzewie życia...”. I nie zawiodłam się. Dużo treści, dużo wiedzy do smakowania. Na wstępie krótka historia biologów i filozofów biocenozy począwszy od Arystotelesa... Potem już obfity intelektualny lancz...

Kamienie milowe naszego poznania. Krótki rys. Karol Darwin – heretyk podważający (boski) dogmat niezmienniczości gatunków – hipotezy kreacjonistycznej, żywej jeszcze dziś. W 1859 r. opublikował „O pochodzeniu gatunków”. Dziedziczenie, zmienność, przeludnienie – to punkty zasadnicze rozumowania wielkiego ewolucjonisty. Przeżywalność różnicowa. Stopniowa transmutacja form dziedziczonych i dostosowanie do warunków środowiskowych poprzez proces selektywnej eliminacji, czyli dobór naturalny. Jeszcze wcześniej (mówią, że wszystko jest od Niego..) „Zoologia” Arystotelesa, IV w p.n.e. Linneusz - „Systema Nature” – 1735 r., J.B. Lamarck (francuski wczesny ewolucjonista) – „Filozofia zoologii” - 1809 r. i jego idea dziedziczenia cech nabytych, i inni...

Podstawowe cząsteczki życia to węglowodany, lipidy, białka i kwasy nukleinowe. Filogenetyka molekularna – to stosunkowo nowa metoda przedstawiania historii biocenozy. Badanie pokrewieństwa ewolucyjnego z wykorzystaniem molekuł jako dowodów. Struktury podwójnej helisy DNA (kwasu dezoksyrybonukleinowego), sposobu kopiowania, przechwytywania i stosowania danych dziedziczenia.

W jaki sposób ewoluuje kod genetyczny? Aparat translacyjny to system, który przekształca mechanizm dekodowania DNA w rzeczywiste fizyczne białka - czyli zakodowane w DNA przepisy, jak z najprostszych pierwotnych form powstało „życie”.

(Biblijne – Biblia Objawienia Jana, Biblia Króla Jakuba 22 apokalipsa św. Jana) Drzewo Życia jest bardzo splątane. To symbol wielkiego rozkorzenionego obrazu pokrewieństwa i różnorodności. Geny nie przepływają tylko pionowo: góra-dół, ale też na boki, przekraczają granice gatunków, jak transfuzja krwi. Dziedziczenie może być… także infekcyjne. Infekcja zmieniająca tożsamość... Jakie były konsekwencje horyzontalnego transferu genów? Powstają twory hybrydowe; komórki tworzące organizm w bardziej złożonych formach życia, z czasem stawały się, ze swym gospodarzem, jednym organizmem... Miewają też charakter symbiotyczny.

Jest dziwny metanogen, odkryty w latach 60. ubiegłego wieku. Nazwany został archeonem. Trzecia grupa, obok zwierząt i roślin, niebędąca bakteriami... tylko czym? Najstarsze zjawisko filogenetyczne, liczące sobie, być może, ze trzy miliardy lat... Frapująca wędrówka w głąb historii ewolucji. Czy wspólnym przodkiem Nas były owe Archeony (do niedawna klasyfikowane jako podgrupa bakterii) - anomalne formy stworzeń, starożytne drobnoustroje. Czy to one stoją u podstaw Drzewa Życia. Gdzie jest ten Dendrogram - zakorzeniony? Autor odsłania kolejne karty swego śledztwa.

Rzeczowy, dobrze poukładany wykład. Ogromna wiedza autora, bardzo przystępnie podana, jak dobry kryminał, w którym główną zagadką jest, czy COŚ było pierwsze? I czy takowe Coś (w ogóle) było?

Żywe relikty innych form życia istnieją i nadal pełnią istotną funkcję wewnątrz naszych własnych komórek. To jest także ten poziomy (czy linie przekazu są tylko horyzontalne?) transfer genów. Historia ewolucji nie jest (nigdy) zakończona.


Iwona Wróblak

luty 2021 r.




czwartek, 4 lutego 2021

 

Co się tworcuje w Dworcu-Tworcu...?


Aktualnie – kostiumy teatralne...

Jest zaufanie do Oli i i Jej - wyobraźni artystycznej... Do jej ciągle obecnego w Niej mentalnego Dziecka, które rozumie artystyczną przestrzeń twórczą... Kreatywność, która współgra z teatralnymi wizjami Izabeli Spławskiej, może dlatego reżyserka właśnie jej, a znają się od lat, Aleksandrze Banak zaufała, powierzyła szycie kostiumów do swojego nowego spektaklu...

W Dworcu-Tworcu obecnie na pierwszym planie cztery maszyny do szycia. W centrum pracowni, na dużym stole przyciski (duże wymontowane z głośników magnesy-do szpilek...), by krojone tkaniny się nie przesuwały. Ich pierwszy stosik jest już gotowy: Ogniojad, Sprzedawca Marzeń, Dyrektor Cyrku, Lisica... Pierwsze przymiarki sceniczne już były.

Sztuka będzie o Pinokiu, na podstawie utworu Carla Collody'ego, klasyka literatury dziecięcej fantasy, o drewnianym chłopcu, pajacyku... Ale inspiracją jest też temat ekologii. To ma być eko-spektakl o Istocie drzewnej... O tym, CO było przed tym, zanim Drewniany Chłopiec stał się Dzieckiem... O czym szumią Drzewa, jako Istota, poznawcze sesje w lesie, we współpracy z Nadleśnictwem.

Już przewiduję możliwe zarysy kształtów przyszłej konstrukcji myśli teatralnej Izabeli Spławskiej, szykuję się na wiosenną premierę, ślinka cieknie...

Na ścianie w pracowni fotografie strojów z XIX wieku... Czy Ola czuje się na siłach uszyć strój mając tylko zdjęcie? - Ja nie wymyślam – mówi mi siedząc przy overlocku. Wyłączam myślenie, mi pomysły same się krystalizują – kiedy jestem w domu, czy idę przez miasto. To przebłysk, strzała... Gładzi dłonią uszyty już frakopodobny strój dla aktora w stylu steampunk (nurt stylistyczny w kulturze; „steam” to odmiana fantastyki naukowej, nawiązuje stylistyką, estetyką i techniką do maszyn parowych, do epoki wiktoriańskiej). Tu szwaczka nie wystarczy, trzeba krawcowej... teatralnej krawcowej... bo rzecz będzie o Bajce i i ubraniu w kostiumy postaci Bajowych.

Ma być docelowo kilka dziesiątków kostiumów... niektóre już uszyte, schowane, czekają...

JUZEK, TŻ, jak mówi o sobie, też – artystycznie, w służbie kultury, nie próżnuje - w czaderskiej koszulce z napisem zrobionym oczywiście w ICH wspólnej pracowni, robi nadruki do koszulek, na zamówienie Sulęcińskiego Ośrodka Kultury i Biblioteki.

JUZEK nakleja pięciokolorowy logotyp na koszulki dla Jacka Filipka... Ci panowie się rozumieją – jako artyści, Jacek to znany od lat w okolicy animator Sulęcińskiej kultury. JUZEK, starannie mierząc linijką, by wszystkie napisy były umieszczone równo na koszulkach, przykłada folię z dobranym kolorem-wzorem na koszulkę i zgrzewa w prasie termotransferowej. Te projekty są gotowe, dane przez Jacka, ale JUZEK może też taki zrobić samodzielnie, opracować komputerowo na podstawie pomysłu, szkicu. Wycina się nożykiem wzór w specjalnej formie, która idzie do nadruku i nanosi na tkaninę, czy inny materiał.

JUZEK jest ciągle muzykiem, pamiętamy jego charakterystyczny wokal, ma plany muzyczne, nowy projekt się kroi... Słucham na You Tube projektu „Samo gęste”... w tle z migawkami ujęć ze Strajku Kobiet w Międzyrzeczu, tego ogólnopolskiego happeningu, z międzyrzecką jego odsłoną, z odziałem setek ludzi, przeważnie młodych... Rzeczywiście – gęste... JUZEK jest tam w swoim żywiole...

Wypożyczalnia strojów – mamy karnawał, chociaż nie tak huczny jak w ubiegłych latach - też działa, zbiór jest uzupełniany, np. o afrykańską zielonoliściastą spódniczkę - dla przedszkolaka, trzeba być z bajkami dziecięcymi na topie... Jeśli ktoś ma taką potrzebę, może sobie też zamówić efektowną naklejkę na samochód, maseczki z dowolnym nadrukiem także...


Iwona Wróblak

luty 2021 r.
























niedziela, 31 stycznia 2021

 

Wrzucić do puszki WOŚP Moją Złotówkę



Online WOŚP. To koncerty... Licytacje. Allegro..

Ale to nie wszystko...


Szukam puszkarzy...Wybrałam się do miasta, żeby wrzucić do Puszki Moją Złotówkę. Ulica Mieszka I, młoda para z wózkiem dziecięcym, On ma na palcie naklejone Serduszko. Czyli swoi. Jest mi jakoś cieplej. Czuję nić porozumienia, wspólnej idei. - Gdzie dają serduszka? Pytam. - Wolontariusze chodzą po mieście, koło sklepów, w pobliżu kościołów - odpowiada.

Nie wszystko zdążyli zamknąć...

Następni z serduszkami. Rodzinnie w słoneczny niedzielny dzień - Dziadkowie z wnuczką, która ma aż dwa czerwone, pewnie za dziadka... dumnie mi pozuje do zdjęcia.

Doganiam dwie wolontariuszki z puszkami. Ja też będę miała naklejone! Antonina i Maria są ze Szkoły Podstawowej nr 1. Im bliżej do Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, tym jest ich więcej, będą chodzić jeszcze dwie godziny. Przed wejściem zaparkowana karetka Sztabu Ratownictwa SKR Międzyrzecz, ratownik w służbowym uniformie też trzyma puszkę. Mirosław Janz – jest na posterunku, przeciera płynem klamkę do drzwi MOK-u.

Pani z małą dziewczynką przyjechała Kęszycy, prywatnie, mają wielką płachtę z napisami o Orkiestrze. Zosia z identyfikatorem uczy się w Zielonej Górze, ale mieszka w Międzyrzeczu, od tygodnia pomaga w Sztabie WOŚP, będzie też śpiewać na koncercie online.

Przygładzam na płaszczu Moje Serduszko. Brakuje mi kontaktu z ludźmi. Z którymi mogłabym się dzielić radością z powodu dzisiejszego wielkiego święta 29. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Kiedyś w tym dniu w MOK było mrowie ludzi. Była energia, pulsowała na koncertach, spotkaniach u Nas, w całej Polsce, w wielu miejscach.

Koło Ratusza rozpięty jest namiot. Stowarzyszenie Polska 2050, Maciej Jackowski, Monika Sobczak (liderka Stowarzyszenia Powiat Międzyrzecz), kilka innych osób, liderzy tej organizacji z innych miast. Wolontariusze przygotowali dla wolontariuszy WOŚP ciepłą herbatę w termosach, rogaliki i ciasto. Zupę - żurek z kuchni restauratora Jacka Bełza. Częstowani są również przechodnie. Zupę zawieźli też do Noclegowni, dla bezdomnych międzyrzeczan, którzy – jak opowiada pani Monika – byli mile zdziwieni tymi odwiedzinami... a jeden pan chciał pomóc im w pracy. Brak perspektyw wyrzuca ludzi poza nawias... Pani Monika – przyjedziemy tam jeszcze, nie pozwolę tracić (im – Nam...) nadziei...

Nie zjedzone rogaliki będą zawiezione do międzyrzeckiej Jadłodzielni na ul. Sienkiewicza, dla potrzebujących. Można będzie się częstować...


W tym roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zbiera fundusze na zakup sprzętu dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy; to m.in. zestawy endoskopów laryngologicznych, endoskopy giętkie, zestawy endoskopów sztywnych do oceny górnych dróg oddechowych, egzoskopy, lasery diodowe, nawigacje optyczne otolaryngologiczne, koblatory do operacji migdałków, aparaty USG i RTG, kardiomonitory, lampy czołowe, lampy operacyjne, polisomnografie do diagnostyki bezdechu sennego.


Iwona Wróblak

styczeń 2021 r.













poniedziałek, 25 stycznia 2021

 

O tożsamości kulturowej - w Ziemi Międzyrzeckiej


Niestety – z przyczyn związanych z rządowym rozporządzeniem o obostrzeniach covidowych – w 2020 r. nie odbyła się coroczna Sesja historyczna. Nie było wykładów w naszych lubuskich ośrodkach kulturalnych, spotkań z regionalistami, dyskusji... Wielka szkoda – że nie można było spotkać się w gronie pasjonatów wiedzy o zagadnieniach związanych z historią regionalną, zadać pytań prelegentom, zawsze tak chętnie służącym sesyjnym słuchaczom swoją rozległą wiedzą...

W tym roku została nam tylko, wydana przez „Towarzystwo Historyczne Ziemi Międzyrzeckiej”, książka. Naukowa publikacja będąca do wypożyczenia - na przykład w naszej międzyrzeckiej Bibliotece Publicznej. Smakować będziemy tę wiedzę - czytając tę książkę, niestety samotnie...

O naszej tożsamości, osobowej, innej, jej odczuciu przez Nas, decydują dobra kultury, na które napotykamy w naszym otoczeniu, ich obfitość, duża, czy skromniejsza... Opowieści rodzinne, jeżeli mamy do nich dostęp, regionalne przekazy, lektury, ramy pojęciowe małych i dużych ojcowizn.... Też jest ta wielka, ludzka tożsamość, kultura przez dużą literę, o której dowiadujemy się - na przykład podróżując, realnie czy w wyobraźni - czytając wydawnictwa z różnych kręgów kulturowych, by lepiej rozumieć punkty widzenia inne od naszego, ojczyźnianego... Stajemy się… pokorniejsi, bardziej uśmiechnięci... Dojrzalsi.

Poznać trzeba, myślę - prawdy (wiele prawd), po kawałeczku. Czasami dawki wiedzy są większe, nie do przełknięcia od razu, mogą szokować, zwłaszcza jeżeli stereotypy, którymi karmi się nas – w mediach, czy w szkole, są (zbyt) mocno zakorzenione (politycznie, obyczajowo) – i nie odkurzane... Miejmy (pielęgnujmy w sobie) ciekawskie oczy Dzieci...

Jak inny jest – obowiązujący w aktach jurystycznych, punkt widzenia na prawo do posiadania (używania) spadku kulturowego - w Niemczech, inny od naszego spojrzenia, ilustruje, podając paragrafy i artykuły prawne, Marceli Tureczek. Czy dobra kultury przypisane powinny być do ludności (i dlaczego, w wyniku jakich procesów historycznych, tradycji legislacyjnych czy innych okoliczności...?), do „prywatnych” obywateli, społeczności danego terytorium – i tym samym „iść za nimi” (w tułaczce przemieszczeń powojennych); inna koncepcja, obecna w polskim prawodawstwie, mówi o (historycznym) miejscu dla ruchomych zabytków na danej ziemi, bo są do tej ziemi przypisane (czy zawsze tak było, czy to efekt ostatnich stuleci naszej traumatycznej historii?), tak oby aktualni gospodarze Miejsca mogli się odnaleźć w nowym heimacie, bowiem przecież nie z własnej woli (przeważnie), tu się znaleźli... Czy ten punkt widzenia jest... konsekwentny? (dotyczy innych niż nasza nacji, prawa do odczucia przez nich krzywdy...). Jak jest w końcu z odpowiedzialnością zbiorową danego narodu, spłatą historyczną krzywd zadanych innym narodom, dzisiaj po dziesiątkach lat trauma wojenna przekazywana bywa pokoleniowo... Nasza kultura przedwojennych Kresów – jest potrzeba być może instytucjonalnej inwentaryzacji jej zasobów, nie ma takiej do tej pory, jak pisze M. Tureczek, nie ma upublicznionej profesjonalnej dokumentacji dotyczącej strat w dobrach kulturalnych.

Dziedzictwo kulturowe ludzkości, nośnik pamięci i identyfikacji naszej osobistej... jest przecież... wspólnie... podzielone. Dzielone między wspólnoty terytorialne. Kreujące naszą tożsamość. Tą człowieczą.

„Straty dóbr kultury podczas II wojny światowej w Polsce Zachodniej i Północnej – problem (nie)nowy” - Marceli Tureczek (Uniwersytet Zielonogórski). Tematyce oscylującej wokół problemu straty dóbr kultury, ważnej w opinii Marcelego Tureczka (Uniwersytet Zielonogórski), prezesa „Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej”, poświęcona jest pierwsza część książki. Miałam przyjemność słuchać już prelekcji Autora na ten temat, który nie traci ze swej aktualności. Pozostaje otwarta kwestia prawnych i praktycznych możliwości odzyskania chociaż części utraconych w czasie wojny przez Polskę ruchomych dóbr kultury, uregulowań prawnych dotyczących możliwości ich odzyskania dostępnych na mocy międzynarodowych traktatów i obustronnych porozumień zawartych przez strony na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci.

Bardzo dobry, przejrzyście napisany, porządkujący tematykę, artykuł Andrzeja Saksona z Uniwersytetu w Poznaniu pt. „Pozostawione dobra kultury jako element pamięci byłych niemieckich mieszkańców ziem zachodnich i północnych”. Tzw. „poniemieckość”, w tkance kultury, otoczenia, stały element krajobrazowy swojej młodości, Autor nazywa bytem – egzystencjalnym... Zastanym horyzontem kulturowym w miejscu życia już dwóch pokoleń, zespołem pojęć i przemyśleń wzbogacanym następnie w wyniku lektur, podróży do miejsc przodków na dawnych Kresach – i reasumpcją tej wiedzy, coraz lepszym rozumieniem drugiej strony; poczucia krzywdy dotychczasowych mieszkańców terenów przyznanych Polsce, krzywdy zwykłych ludzi podobnej do naszej polskiej, odczuwanej przez przesiedlonych czy wypędzonych ze swojej ziemi, na mocy międzynarodowych traktatów powojennych.

Heimat – jak pisze Autor – to podstawowe doświadczenie bycia z innymi ludźmi na mniej lub bardziej ograniczonych obszarze. Ojczyzna lokalna ma dla każdego człowieka wymiar przestrzenny i czasowy. Określa nasze pochodzenie, naszą tożsamość. Dobra kultury, wytworzone przez społeczność, są tej tożsamości niezbywalnym elementem, prawem. Przeszłość, w wyniku okaleczenia stratami kultury, można wyprzeć – starać się zapomnieć o niej całkowicie. W skrajnych przypadkach zanegować obowiązujący stan prawny, odgrzewać rewizjonistyczne sentymenty. Można współpracować z nowymi gospodarzami mentalnych małych ojczyzn, jako teraz – wspólnych... Albo zakorzenić się w nowej rzeczywistości w sposób absolutny, negując potrzebę swojej kulturowej tożsamości, zachowując – pozornie, jak myślę – obojętną postawę wobec dóbr kultury... i mitologizując ją niejako... By ten „raj utracony” stał się odświętnym rodzinnym czy rodowym mitem, nową narodową religią kultywowaną w czasie spotkań w wąskim gronie rodzinnym...

W Niemczech, jak pisze Andrzej Sakson, państwo przywiązuje urzędową wagę do kultywowania „niemieckiego dziedzictwa na Wschodzie”, wprowadzając odgórne umocowania prawne dla ochrony swojego dziedzictwa za pomocą Ustaw, przeznaczając na te działania środki finansowe. Nie jest tak niestety w wypadku polityki Polski wobec byłego polskiego Wschodu...

Istnieją w Niemczech wyspecjalizowane placówki naukowo-dokumentacyjne wspierające działania samorządowe w tym zakresie. Jak pisze Autor, efekty są ambiwalentne – tak jak inne bywają interesy narodowe w historii, czasami sprzeczne... Bywa że nie owocują zamknięciem koła historii, zakończeniem psychicznej traumy pokolenia wojennego, przepracowaniem osobistych krzywd ludzkich; w stosunkach między społecznościami nie kończą się zwrotem – w ramach obowiązującego prawa – wywiezionych z danego terytorium dóbr kultury, mimo że w sposób naturalny wymiera pokolenie wojenne a potomkowie nie są zainteresowani historią dziadków.

Wojciech Kowalski w tekście w „Kolekcjach muzealnych na ziemiach zachodnich o północnych po 1945 roku” pisze o potrzebie możliwie dokładnego ustalenia wielkości ich stanu przedwojennego, co nie jest sprawą prostą. Kolekcje muzealne pod koniec wojny zostały wywiezione w głąb Niemiec w obawie przed bombardowaniami. Są braki w niemieckich katalogach obiektów. Tuż po wojnie, po przejęciu władzy przez administrację radziecką miał miejsce masowy rabunek, także szaber i niszczenie dóbr. Po wyzwoleniu tymczasowy zarząd państwowy zlikwidował wiele poniemieckich muzeów, obiekty wywiózł do innych placówek kulturalnych; polityka historyczna i społeczna ukierunkowana została na budowanie zupełnie nowych struktur administracji społecznej i samorządowej, opartych na innej idei. Wszystkie zastane kultury poniemieckiej stały się z mocy prawa własnością Skarbu Państwa.

IV Konwencja Haska (akt obowiązujący od 1907 roku) zapewnia ochronę dóbr kultury zarówno dla czasów wojny jak i okupacji z obowiązkiem poszanowania własności i wiąże się z odpowiedzialnością prawną. W roszczeniach do zabytków bierze się pod uwagę rodzaj ich własności w chwili wywozu.

Temat restytucji dóbr kulturalnych kontynuuje Anna Gerlecka-Żołyńska (Uniwersytet A. Mickiewicza w Poznaniu) - „ Wybrane problemy karnoprawnej ochrony dóbr kultury na tle regulacji prawa publicznego międzynarodowego”. Czy koncepcja ochrony dóbr kultury ma mieć charakter narodowy, przynależny do danego narodu, czy globalny, kosmopolityczny, gdzie własność kulturowa będzie traktowana jako dziedzictwo ludzkości? Czy wspomniana własność kulturalna jest częścią tożsamości narodowej, czy też zawiera się w globalnej przestrzeni publicznej współtworzonej przez środowisko kulturalno-społeczno-polityczne? Jest przejawem określonej wartości ekonomicznej, także wymiarem praw człowieka.

W 1954 r., po traktatach haskich, przyjęto Konwencję UNESCO o ochronie dóbr kultury w trakcie konfliktu zbrojnego, z dodatkowymi protokołami i rezolucjami Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Kolejne konwencje przyniosły zakaz i zapobieganie nielegalnemu przewozowi, wywozowi i przenoszeniu dóbr kultury. W Polsce problem restytucji dóbr kultury, z uwagi na ogromne straty poniesione przez Polskę w czasie II wojny światowej, ma znaczenie priorytetowe. Problem grabieży dzieł sztuki ma wiele aspektów. W praktyce wykonanie postanowień sądów międzynarodowych ma charakter dobrowolny i zależy od woli pozwanego państwa, obecnie nie ma ponadnarodowej zobowiązującej państwa normy prawnej; w praktyce jurystycznej stosowane są rozwiązania przyjmowane w ustawodawstwach wewnętrznych.

Zbigniew Bujkiewicz (Archiwum Państwowe w Zielonej Górze) pisze o dobrach archiwalnych, źródłach informacji dla badaczy powiatu zielonogórskiego, kożuchowskiego, stanie i miejscach ich przechowywania.

Grzegorz Urbanek (Uniwersytet Zielonogórski) przedstawia problematykę fortecznego, w Łuku Umocnień Odry-Warty, magazynu dóbr kultury w czasie wojny. Procedurach przewozu dzieł sztuki, miejscach deponowania skrzyń. W Aneksie historyczne dokumenty - przykładowe dokładne spisy zawartości skrzyń z zabytkowymi obrazami. Korespondencja urzędowa z ówczesnymi konserwatorami. Zdjęcia komór w MRU.

W drugiej części tej ciekawej książki m.in. tekst Joanny Karczewskiej pt. „Fundacja i fundatorzy kościoła parafialnego w Kosieczynie”. Ten drewniany kościół, którego erygowanie jest poświadczone w źródłach pisanych, jest najstarszym takim zabytkiem w Polsce. Powstał w 1406 r. ufundowany przez grupę krewniaczą dziedziców Nądni i Kosieczyna herbu Samson. Ciekawe informacje, dotyczące zwyczajów i stosunków własnościowych, o chronologii i dziejach zabytku na podstawie wpisów z ksiąg konsystorskich.

O losach zagubionego, rozproszonego księgozbioru pisze Aleksandra Wajnert (Uniwersytet w Poznaniu) w „Woluminach z dawnego księgozbioru w rezydencji międzyrzeckich jezuitów – przyczynek do studiów zaginionej biblioteki”. Jezuici pojawili się w Międzyrzeczu w 1660 r. , ich zadaniem była rekatolizacja i działalność misyjna. Od 1719 r. działała ich szkoła wyższa, która miała istotną rolę kulturotwórczą; uczono gramatyki, syntaksy, poetyki, retoryki. Autorka opowiada o swoich poszukiwaniach w archiwach woluminów z tego księgozbioru. Najstarsza, późnogotycka, oprawa księgi chroni wenecki druk dzieła Euklidesa z 1505 r., wykonana jest z tektury i obleczona brązową skórą.

Karolina Korenda-Gojdź - „Przyczynek do badań demograficznych nad rodziną w parafii pszczewskiej (1781-1850)”. Dawne rodziny – w omawianym okresie - czy były tzw. nuklearne, czyli składały się z rodziców i dzieci, czy raczej polinuklearne, wielopokoleniowe, z dziadkami? Ile kobiety miały dzieci, czy tak wiele, jak jest to przyjęte w obiegowych opiniach? W jakim wieku wychodziły za mąż? Czy zależało to od tradycji lokalnych, położenia geograficznego kraju?

W formie ciekawego wykładu - na podstawie kościelnych zapisów metrykalnych ślubów, chrztów i zgonów, próba rekonstrukcji pszczewskich rodzin (metoda Henry'ego): formy rodziny, czas trwania małżeństwa, stan cywilny osób zawierających związek małżeński.

W zachodniej Europie przeważał model nuklearny, a kobiety wychodziły za mąż w wieku po 23. życia. Dzietność tu też nie była wielka – średnio 4. dzieci w rodzinie. Na wschodzie i południu Europy kobiety zawierały związki w młodszym wieku i miały więcej dzieci, a rodziny częściej były wielopokoleniowe. Tradycyjnie prace domowe wykonywali domownicy, dlatego nie zatrudniano tam służby.

Dawna rodzina realizowała funkcje przede wszystkim ekonomiczne, na drugim miejscu opiekuńczo-socjalizujące, więzi rodzinne oparte były na wspólnej pracy, własności majątkowej, określonych tradycją zasadach. Horyzont myślowy jednostki wyznaczała przynależność do parafii kościelnej. Ten odziedziczony po przodkach system prawno-obyczajowy determinował stosunkowo niedużą aktywność osobistą, mobilność jednostek. Dopiero 2. połowa XIX wieku, nowe środki produkcji, powstawanie wolnego rynku i innych koncepcji życia społecznego – liberalnych, lewicowych, przyniosła zmiany w stosunkach społecznych.

Maciej Dziembowski - „Metryki szlachty z ksiąg metrykalnych parafii katolickiej w Międzyrzeczu z lat 1818-1874”. Podobnie jak w czasie poprzednich sesji historycznych pan Dziembowski pisze o genealogii i heraldyce. Wpisów do ksiąg dokonywali ówcześni księża, proboszcz lub komendariusz. Szlachcicem była osoba określana w zapisie jako Illistrissimus, Magnificus, von, Nobilis, de, Herr, Domini. W tekście obszerne tabele nazwisk osób szlachetnie urodzonych, pokrewieństwo... Przypisy...

Tereny, gdzie obecnie mieszkamy – to dawna prowincja Drenzmark Posen-Westpreussen (Marchia Graniczna). Tomasz Nodzyński (Uniwersytet Zielonogórski) pisze o preferencjach wyborczych ludności, także polskiej, w latach 1930-1933, w wyborach centralnych i lokalnych, wynikach głosowań na ugrupowania polityczne publikowanych w codziennej prasie w czasach, kiedy do władzy doszła w Niemczech NSDAP. W latach 1918-1919 r. tereny przyszłej GPW były zapleczem i obszarem walk z powstańcami wielkopolskimi, także miejscem emigracji niemieckich uciekinierów z terenów walk z Poznańskiego i Pomorza.

Po 1930 r. NSDAP stała się jedną z najsilniejszych partii w ogólnoniemieckim Reichstagu, pruskim Landtagu i w organach lokalnych, po 1933 r. możliwości skutecznej mobilizacji opozycji przeciwko nazizmowi zostały drastycznie ograniczone.

Marchia Graniczna, rolnicza prowincja, ze znacznym odsetkiem ludności polskiej, należała do najsłabiej rozwiniętych i najbiedniejszych w Rzeszy, stała się jednym z najsilniejszych bastionów nazizmu w Niemczech, przewaga partii Hitlera była tu proporcjonalnie większa niż w pozostałych landach niemieckich.

W tomie XVIII „Ziemi Międzyrzeckiej” są jeszcze inne ciekawe teksty, m.in. „Sumariusz Hersztopskich” Jerzego Łojka. Genealogia tej rodziny herbu Nałęcz od XVI do XVIII wieku, wpisy z sumariusza zachowanego w Archiwum Państwowym w Poznaniu, będące ciekawą syntezą dziejów miast i wsi w okresie przedrozbiorowym. Trzeba tylko umieć czytać archiwa, co pan Łojek potrafi doskonale...

Jest w tomie artykuł Katarzyny Sanockiej-Tureczek - „Zawartość „Kapsuły czasu” na iglicy kościoła w Lutolu Suchym”. Niedawny (2019 r.) pożar tego kościoła filialnego z roku 1776/1777, potem przebudowanego w stylu neogotyckim, przyniósł znaczne straty materialne. Dokumenty zdeponowane w cynowej puszce na iglicy w wieży kościoła zawierały dokument fundacyjny z 1889 r., numery prasy lokalnej i prasy berlińskiej. Jest tekst Marcelego Tureczka o dwóch ciekawych zabytkach ludwisarskich z przełomu XIX i XX, pierwsze wzmianki o dzwonach z tego kościoła pochodzą z początku XVI wieku. O cmentarzach Gminy Przytoczna pisze Ryszard Patorski. Ciekawa relacja z prac ekshumacyjnych szczątków żołnierzy niemieckich w Gminie Przytoczna archeologa Maksymiliana Frąckowiaka z Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych. Katarzyna Sztuba-Frąckowiak pisze o „Tablicy z budynku administracji w Obrzycach”. Tematyka tomu XVIII jest różnorodna, są wspomnienia wojenne, recenzje artykułów i słownik biograficzny z sylwetkami kilku znanych osób z naszego regionu.

Bardzo ciekawa lektura, książka jest dostępna w bibliotekach, polecam.


Iwona Wróblak

styczeń 2020 r.





czwartek, 14 stycznia 2021

 

The Sound Of Silence – dla Pawła Adamowicza


Nie jest nas dużo... 12 człowieków, jak ktoś zliczył... Zamaskowanych, z tego też powodu, że śnieg pada nam w twarze w ten środowy mokry wieczór.

Lampki są zapalane. Chowamy je za pazuchy, chronimy przed zgaśnięciem... jakie to symboliczne!...

Wtedy, równo 2 lata temu, było w tym Dniu jedno z najpiękniejszych polskich świat – Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka, zbierającej obywatelskie grosiki na zakup urządzeń wspomagających naszą polską chronicznie niedofinansowaną służbę zdrowia; wiele szpitali, nasz też, ma sprzęt z naklejonymi czerwonymi serduszkami – na znak ich pochodzenia od Fundacji Owsiaka. I mord się zdarzył w tym Dniu, zginął od noża – na scenie WOŚP – w Gdańsku prezydent miasta Paweł Adamowicz.

Uczcijmy pamięć o tej przedwczesnej, bezsensownej śmierci – lampkami zapalonymi przed wejściem do międzyrzeckiego Ratusza. Jak w tamtym roku, też zabrzmi nam w ciszy „The Sound Of Silence” - hello darkness, my old friend ..., przejmujący utwór „Disturbed” śpiewany a'capella.

Jakoś tak ustawiliśmy się, pragnąc być, jak tylko to możliwe - blisko siebie, że utworzył nam się – krąg... Wspólna obecność, moc wzajemnego wsparcia, solidaryzującego ciepła... Pan Paweł jest wśród nas – głęboko w to wierzę – tak jak z wszystkimi innymi w tym dniu w Polsce, i nie tylko w naszym kraju, z ludźmi którzy spotykają się dzisiaj mając w dłoniach zapalone znicze pamięci. Pamiętania o dobrym mądrym człowieku, o samorządowcu, o Osobie wspierającej Wielką Orkiestrę.

Przeczekajmy Ten Czas, mówi ktoś... Nadejdzie lepszy.


Iwona Wróblak

styczeń 2021 r.









piątek, 25 grudnia 2020

 

Annuszka rozlała olej...


Annuszka – chuda kobiecina, w moskiewskim zaułku nosząca w gronie znajomych pseudonim: „gangrena”; niezgrabiaszka, która rozlała na szynach tramwajowych olej, w wyniku czego Bierlioz-literat pośliznął się i tramwaj uciął mu głowę, a inni zwariowali... Na drugie słynna Annuszka może mieć, myślę, Imię - entropia, która znalazła ujście...

Annuszka, czyli suma po historiach... Możliwych wydarzeniach, ich trajektoriach.

Zanurzam się po iluś latach ponownie – zaintrygowana jednym z eksponowanych haseł Strajku Kobiet – w ponadczasowym kultowym bestsellerze, „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa. Ich miłości (romantycznej-co-przetrwa...?), naiwnej głupawej (?), historii kobiety zakochanej (w jej … mężczyżnieMistrzu). Historii tak fatalnej, że ocali ich (Ich miłość) potężny szatan Woland, który nareszcie (jako karmiczna inkarnacja Poncjusza Pilata-syna astronoma) może gdzieś na ścieżce Księżyca kontynuować ważną dla niego rozmowę z wędrownym filozofem Jeshuą Ha-Nocri, a kaźń – jak pragnie Piłat – być może się wcale nie odbyła???!! Skoro to tylko (?) suma po historiach? (Nie)Umarł niewinny łagodny wędrowny filozof, który uważał, że każdy człowiek jest dobry. Zła karma – zły sen dręczy Piłata. Nie zadał Filozofowi pytań. Zamiast tego wysłał Go na śmierć. Był tchórzem. Poddał się polityce.

Zdarzenie, jak mówi-ł (podobno powiedział Jeshua...) nie zostały dokładnie przez kopistów zanotowane, a ich sens wręcz wypaczony...

Annuszka–Karma – rozlała (powtórnie) olej dla tego morderstwa (wciąż się odbywającego – poprzez jego kult...). A wszystko się zaczęło od zemsty...

Ostatni rozdział powieści-przyczynku do historiozofii, to wybaczenia.

I Poszli tedy razem. Ścieżką do Księżyca. Nareszcie rozmawiają. O tym, że każdy człowiek jest dobry (jak to??). Joshua i Piłat. Suma po historiach. Kaźń się nie odbyła (została cofnięta/czas dla Niej – w pętli kwantowej nie-stał-się). Jest-nastał Czas wybaczenia. Joshua ma rację.

ROZLEWA SIĘ OLEJ. Zawsze. Obecnie też. W wyniku (niekontrolowanych) poślizgów wydarzają się (nieprzewidywalne) Rzeczy. Kobiety (znowu) Mówią... I karma się dopełnia. Mamy nadzieję – że nas oczyści. Annuszka.

Mistrz i Małgorzata. Ich miłość, wypierana ze świadomości, miłość z sutereny – tu w miejscu dokąd kobieta wyprowadza się z powodu miłości do innego mężczyzny z bogatej mężowskiej willi. Szatan – bezczasowy Woland profesor-konsultant od czarnej magii, jeden z epizodów ludzkiej zbrodni, który przysłuchiwał się, z pobliskiego tarasu, przed dwoma tysiącami lat, rozmowie rabbiego Jeshui z procuratorem Judei - ich ocalił. Szatan – jak konsekwencja czynów, który nie zostały/nie zostają zapomniane – a mogą być (SĄ) ostatecznie wybaczone...

No i Literatura (ta małostkowa... w oczach Bułhakowa... ) w Obliczu innych Rzeczy spłonęła, jak Dom literata, jak biurokracja urzędnicza, i jak wiele innych budowli nietrwałych. Katharsis...

Annuszka - czyli suma po historiach prawdopodobnych, czyli matematycznie obliczalnych...


Iwona Wróblak

grudzień 2020 r.



czwartek, 3 grudnia 2020

 

Filary żłobkowane w kamienicy w centrum miasta – ciekawostka architektoniczna


Kamienica nr 14 na ulicy 30. Stycznia, przez lata był tu sklep rybny. Nadszedł czas remontu...

Gdy pracownik małą szlifierką zdął z filarów u wejścia do lokalu kolejne nawarstwienia, farbę, oczom ciekawskim ukazał się zabytek z początku XX wieku. Remont lokalu na parterze zabytkowej kamienicy odsłonił jedne z nielicznych, nie zniszczonych w trakcie kolejnych przebudowań, sztukaterii na fasadzie domu. Żeliwne podpory, stosowane powszechnie przy aranżacji wnętrz urzędów, sklepów, dworców, kościołów na terenie naszego województwa, regionu, były wytwarzane w przemysłowych technikach odlewniczych. Podobne filary, z 1924 r., są na sali obrad w naszym Ratuszu.

Filar, jako forma architektoniczna, jest jednym z najstarszych (Egipt, Grecja, Rzym) elementów podporowo – dźwigających, pełni funkcję konstrukcyjną, czasem też dekoracyjną. Zwykle jest wolnostojący, może być częściowo schowany w ścianie lub stoi przy niej (pilaster). Filary o kołowym lub wielobocznym kształcie ich przekrojów poprzecznych nazywane są kolumnami.

Określane jako styl antymodernistyczy, nawiązanie w architekturze XIX i XX wieku - w postaci bogatego wystroju sztukatorskiego na elewacjach - do tradycji, do konserwatyzmu, wynikało z powszechnego wśród społeczeństw nowożytnych przywiązania do wzorców lub form historycznych. Motywy pochodziły z wzorów zaczerpniętych głównie z antyku, a wiek XX wzbogaca cywilizacje o formy secesyjne i art-deko.

Elementem składowym kolumny, od czasów historycznych, jest, na dole – cokół, baza, przechodząca potem w trzon kolumny, tutaj - kanelurowy; zdobiony płytkimi pionowymi wyżłobieniami na całej kolumnie. Mniej więcej w połowie wysokości filaru-kolumny widzimy tzw. spocznik; z dekoracją florystyczną (rozetka kwiatowa). Filar na ogół zwieńczony był głowicą z motywami florystycznymi (większość zdobień głowic to stylizowane liście akantu). We wspomnieniach ludzi jest jeszcze obraz trzech innych w tym lokalu elementów dekoracji sztukaterii płaskorzeźbionej, koszy kwiatowych na fasadzie. Szkoda że nie zostały zachowane, te sztukaterie, zdjęte przez konserwatora jako całość, za pomocą odlewu gipsowego - byłyby utrwalone dla pamięci pokoleń w swej unikatowej formie przestrzennej, której nie odda płaski obraz dokumentu. W Międzyrzeczu bardzo niewiele pozostało fasadowych dekoracji sztukatorskich.

Filary żeliwne bywały umocowane na zakończeniach listwy przymykowo-okiennej. Zwężenie filaru u szczytu może sugerować, że nakładana była na filar głowica przy stropie sklepowym. Tak jest w przypadku dwóch filarów w głębi pomieszczenia sklepowego, z trzonami kolumn poprzedzielanymi płaskimi czy lekko wypukłymi listewkami. U szczytu tych filarów widoczna jest głowica w kształcie dzwonu.


Iwona Wróblak

grudzień 2020 r