Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Skrzek-Baczkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Skrzek-Baczkowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 sierpnia 2023

 

Harmonia może być w nas


Trawa na dziedzińcu zamkowym jest chłodna i miękka, zanurzamy w niej bose stopy, układamy się na leżakach, karimatach i kocach, jesteśmy tu by wy(s)począć – w szczególny medytacyjny sposób – za sprawą koncertu relaksacyjnego muzykoterapeutki Ewy Skrzek-Bączkowskiej. Podobnego można doświadczyć, po uprzednim zapisaniu się na seans, w Centrum Rozwoju Bliżej Siebie na ul. Kazimierza Wielkiego w Międzyrzeczu.

Nawłoć w wiklinowych koszach po oby stronach sceny – podwyższenia będącego pozostałością po domu kasztelana zamku. To stare słowiańskie ziele broniło Domu, miało też szerokie lecznicze zastosowania. Na niebieskim kocyku komplet mis tybetańskich, każda ma inne spektrum brzmienia, rezonuje ze swoim meridianem w wielkim, samo ukształtowanym w procesie ewolucyjnym, według praw fizyki i biochemii, skomplikowanym mechanizmie jakim jest nasze ciało. Ewa chce dostroić nasze funkcje do siebie, by zapomniana całość jedni znowu zagościła - w tym, co nazywamy świadomym JA; w koncyliacyjnej zgodzie z Teraz – bez czasowym...

Instrumenty z całego świata będą nam towarzyszyć, w tym moje ulubione gongi tybetańskie, ten metalowy kuty z miedzi i mosiądzu, i drugi, jeszcze bardziej pierwotny – drum, z drewna i skóry, myślę, że jego pierwowzór ma wiele(set) tysiącleci...

Pozwolić wibracjom działać w nas...

Głęboki tembr gongu (może neolityczny) bardzo mocny przekaźnik siły tkwiącej w nas, rzecz idzie o wyciszenie, byśmy mogli Go, tę wibrację, usłyszeć, we wszystkich tonacjach, by życie – ten fenomen istnienia osobnego materii – miało się lepiej...

Ewa przywiozła ze sobą nowy nabytek, misę kryształową. Kryształ górski ma szczególne właściwości, piękny delikatny dźwięk, w którego zasłuchanie odsuwa pomieszanie umysłu i emocji. Trzeba tylko zamknąć oczy, i spoczywać... Uzie(m)nić się, naszą elektryczność, dotknąć ziemi/trawy/połączyć zewnętrzne i wewnętrzne wibracje. Jeszcze piękniejsza jest harfa kryształowa, system połączonych ze sobą rurek, coś pomiędzy harfą a cymbałkami... Harmonia w nas mocno ugruntowana.

Misy pracują z nami, układają nas na nowo.

Furczak czurynga, jak mały samolocik, w rękach Ewy, drewienkiem na sznurku furka nad nami. SYLABY są wypowiadane, śpiewane, te pierwsze-mocne jak OM. Shankti. Kobieca czyli ważna forma medytacji. Pogłosy leśne, towarzyszące ludziom, i innym istotom, z którymi współdzieliliśmy dom, teraz przypominają nam o tym dziedzictwie szumy liści wysokich drzew okalający stary zamkowy dziedziniec, i ptaki w nich śpiewające - w wysokim owalu murów obronnych, naszej międzyrzeckiej otwartej ku niebu sali filharmonicznej.

Skupić się na oddechu. Dźwięk przyjazny krąży razem z Ewą, która jak wielka Wiedząca jest z nami. Wspiera. Matkuje. Wycisza... Układa nas w pierwotny/pierwszy algorytm natury. W grunt trawiasty się wtapiany, bliżej ziemi, którą trzeba dotknąć, połączyć to co zewnątrz i wewnątrz.

Czarowny wibrujący dźwięk gongu rezonuje sam ze sobą, podwójny bas jak pragnienie i tęsknota... – trzeba to tylko rozpoznać... Pozwolić mu wybrzmieć, by miało dalszy ciąg już poza naszą zmysłową percepcją. O to chodzi, by zaufać. Ewie – i sobie (w Ewie...).

Zamykamy oczy, swoiste skupienie na twarzach. Uważne. Szum liści narasta... Po prostu kierujemy na niego uwagę... Ewa i djembe, i czyste sylaby. jak kołyska dla wszystkich (D)dzieci, puszczański rytm zrozumiały i znany z prehistorii. To pamięć przodków bardzo – myślę – dalekich, może istot jeszcze nie pełni zaliczanych obecnie w taksonomii do naszego gatunku... Czemuż by nie...? Pamięć nas utożsamia i osadza w bezpieczeństwie.

Przejście z jednego poziomu (instrumentu) na inny. Bez ułamków, absolutne. Szept trawy. Opiekują się nami wszystkie aspekty kobiecych bogiń. Miękko brzmi fujara salaśnicka.

Szum przesypywanych ziaren, też znaczy – dostatek. Może to z czasów neolitycznego rolnictwa? Przynależą do pamięci gatunku. Ziarenka piasku klepsydrowego. I Sylaby. Mają kolor(y). Podstawowe. Modlitwa medytacyjna, ma moc pobudzania naszej aktywności/siły. W układaniu siebie.

Misy himalajskie. Monochron - struny trącane. Drażnią nasze supełki. Zapętlenia. Jest/przychodzi ukojenie.

Kryształowa misa, na zewnątrz gładzona, jest biała i przeźroczysta jak OM. AH dla oczyszczenia umysłu, i przebaczenia (sobie). Otwarta nowa karta. Trafić w nasze membrany. Dziedziniec rozbrzmiewa. Miękkie uderzenia małego gongu jak ochrona (S)strażników, odcinających przeszkadzające emocje. Zapada dźwięk w nas, otuli jak tarcza, stworzy krąg wzmocniony obecnością wszystkich tu osób. Pozwólmy mu...

Każdy inaczej dotyka gongu, uderza pałeczką. Zapluszczyć się po obrzeżach mis, okadzają nas, przed niedobrymi mocami/emocjami, dzwoneczki zaphir i koshi. Ptaki znowu dołączają do koncertu.

Hangpan, delikatnie uderzają weń palce Ewy, krótkie chińskopodobne dźwięki, we wklęsłość i wypukłość, w okrągłość półczasz.

Świadomość na powierzchni Tu i Teraz. Uczyni wiele dobrego, kąpiel w dźwiękach będzie trwać nie tylko w tej chwili, nasz umysł ją zapamięta.


Iwona Wróblak

sierpień 2023 r. 
















sobota, 31 lipca 2021

 

Mistrzowie uważności w świecie dźwięków pierwszych


…- jak meduzy się połóżcie... Stworzony zostaje Piękny kwiat, jak w lotosie - na kolorowej chuście, karimatach, dziecięce ciałka, swobodnie, w spoczynku... o ile to możliwie przy ich witalności. Bo instrument można przecież włożyć sobie na głowę jak hełm, albo w dno pobębnić rączką... Udało się nieco poskromić dziatwę, misy tybetańskie przy czakrach ciała, ich dźwięki okadzają krąg jak bezpieczny (D)dom. Dzieci powoli się uspokajają...

Trawiaste Miejsce za budynkiem MOK, zacienione wielkimi drzewami, dzisiaj Ewa Skrzek – Bączkowska, z gongiem w ręku, ma je w swojej opiece - muzykoterapeutycznej. Od kilku dni spotkania z terapią naturalną. Zmarszczki dźwięku w kręgu faloprzestrzennych szumnych drzew.

Na podorędziu cała bateria „zabawek” muzycznych – jest ich kilkadziesiąt: marakasy, żabki, kije deszczowe, klaskanka, djembe różnej wielkości, grzechotki, alikwoty (naturalne flety wydające bardzo ciekawy i łatwy w wydobyciu dźwięk)...

Ewa zatacza z gongiem małe kręgi w środku, gdzie oczyszcza się czas i przestrzeń, i spada na nas nagle Spokój... Zstępuje w Nas z szumem liści i wiatru. Ewy, mający źródło głęboko wewnątrz Uśmiech dobrej wróżki/która WESPRZE (w rozwoju wewnętrznym) – dziecko, Osobę, w symbiozie – świat/kosmos; w wyniku wypracowanej w ciągu 20.lat pracy zawodowej, z osobami niepełnosprawnymi, ugruntowanej studiami, ukończonymi licznymi kursami zawodowymi – pracy nad Sobą. By służyć Innym. Ewa-Słoneczko.

- wypływamy my meduzy z głębokich fal. Praoceanu – symbolu o szerokich konotacjach. Mistrzowie uważności skupieni na ruchu i dźwięku. Dzieci z jednej z grup mających zajęcia muzykoterapeutyczne z Ewą Skrzek – Bączkowską. To duże doświadczenie dla ciał – fale dźwiękowe rozchodzące się wewnątrz organizmu. Nie jest przypadkiem, że rezonują z żywą materią, Nami, chodzi o stopień uporządkowania, algorytm entropii.

Jakie wrażenia mają dzieci? Jednak z dziewczynek - Tak, podobało się, jak miała miskę na plecach. Ktoś inny – dałem radę chwilę (spokojnie) uleżeć... Było jak w przedszkolu – dzieci tęsknią za kolegami z przedszkola...

Ewa gra na gongu. Pokazuje rytm, i w jaki sposób trzeba uderzać palcami, wydobywać dźwięki, jak trzymać bęben między udami – i skrzyżować nogi, rura bębna jest do przodu. Kto się włączy? Polifonia instrumentów. Początkowo każdy w swej transkrypcji... Myślę – echo dalekich wspomnień gatunku, kiedy słuchaliśmy duchów natury, bo żyły tak blisko Nas... A ptaki były ornamentem na Tej pięciolinii. Ewa przekazuje komuś z Kręgu gong. Grzechotki tajemnicze są coraz bardziej, jak odgłosy dawnej kniei. Dzieci chcą być bardziej słyszane, głośniej grają, jednocześnie dostrajają się do dominującego rytmu... To wszystko na pewno, myślę, jest zaplanowane, celowe... Socjalizacja, i indywiduacja... I coś tam jeszcze...

Djembe – ten instrument na planie. Ewa ucisza gaworzące dzieci – nie mówimy... ten rodzaj komunikacji (mowy ludzkiej) nie jest PIERWSZY... a tutaj mamy świat takich właśnie pierwszych dźwięków. Teraz śpiew Ewy to sylaby/samogłoski. Służące wydobyciu Głosu. Zaznaczenia Siebie.

Co mówią bębny/djembe? Krótkie czy dłuższe frazy, stopniowo układane w rytm, jak uporządkowanie natury, filogeneza naszego rozwoju, satysfakcjonującego współistnienia. Przyjemność bębnienia – zwyczaj/misterium, jest bardzo stara. Tak też zaczęły układać się informacje – w ciąg bitów...

- Rozgrzaliśmy ręce i próbowaliśmy się skupić... Niektóre miejsca w Kręgu są bardziej oswojone, można się zamienić. I to działa. Feng shui tworzone ad hoc.

Piosenka poradnika zielarza – sekret młodości tkwi w zrozumieniu roli słońca i wody – energetycznych budulców wszystkich istot żywych (może nie tylko). Z nich, w drugiej kolejności, powstaje dopiero pokarm – rośliny żywiące wszystkich, Nas też. Poradnik zielarza napisany jest dla szczęścia ludzkości – niewątpliwie. Zdrowie zaczyna się od duszy, słońcem trzeba się pokrzepić. Nasze życie, i energia, od Słońca zależy. Naszej gwiazdy opiekuńczej.

Djembe, mały bębniarz na nim gra, potem instrument przejdzie w inne ręce. Na kolorowej chuście hula mocny dzisiaj wiatr. Najbardziej niecierpliwi chłopcy tańczą wokół Kręgu z kolorowymi chustami. To nie tylko wyjście naprzeciw naturalnej ruchliwości, także powrót do ekspresji tanecznej, misteryjnej powiedziałabym... Chłopców nikt nie strofuje, jak tańczą, czy skaczą według swojej Nuty, albo na chwilę zatrzymują się... Spontan to rzecz pierwsza na zajęciach muzycznych u Ewy. Ewa ogarnia...

Pozycja Sfinksa na brzuszkach, ta egipska rzeźba – ma coś w sobie...? Na pewno.

Posłuchajmy wiatru. Wdech przez nos. Śmiech dzieci. Trud dzisiejszego dnia. Aktualnego dnia.


Iwona Wróblak

lipiec 2021













piątek, 31 lipca 2020


Jogę dla dzieci prowadzi Ewa Skrzek – Bączkowska

Zatańczmy jak Śiva ... Śiva kiedy tańczy, śpiewa, wszystko kwitnie, w krąg ożywa! Ręce dzieci i ich instruktorki się ruszają, miękko, w pląsie, jak hinduskie boginie. Ewa wokół siebie zatacza nimi krąg, bezpieczny, zaprasza, tworzą Go same dzieci, dla siebie samych.. Yoga hinduska dla dzieci – w wersji medytacyjnej miękkiej oczywiście. Zabawowej... Cel jest podobny jak w jodze dorosłej. Wyciszyć umysł i ciało. Wyciszyć ciało... Jak mówi Ewa - Spokojny umysł, mocniejsze ciało oraz ciekawie spędzony czas! Joga dla dzieci jest super, posiada wiele rodzajów ekspresji! Zawsze w trakcie zajęć dzieci poznają, bądź tworzą ciekawą historię, rozmawiają o przeżywanych emocjach, jest miejsce na geografię, przyrodę, zabawę z dźwiękiem, rytmem, maindfulness, sztukę oddechu, pracę ze zmysłami, integrację, relaksację, poznanie podstawowych asan. Ćwiczenie uważności. Pozytywnego nastawienia.  Zajęcia dwa razy w tygodniu na placu za MOK we wtorki i czwartki; dzieci w wieku od 5-7 lat godz. 10:00 - 11.00, dzieci powyżej 7 roku życia - 11:30 do 12:30. Zapisy w MOK.
Zatańczmy w rytm prastarej ludzkiej filozofii kultury liczącej wiele setek, czy tysięcy, lat... Przygoda jogowo-medytacyjna. Medytacją nieustającą jest/powinno być nasze życie i nasza w nim aktywność. Od najmłodszych lat...
Joga - przestrzeń aktywnego rozwoju ciała i umysłu, jeden z sześciu systemów filozofii indyjskiej zajmującej się wszelkimi związkami między ciałem a umysłem. Joga poprzez odpowiedni trening ciała, dyscyplinę duchową (medytację) i przestrzeganie zasad etycznych prowadzi do rozpoznania natury rzeczywistości.
Ewa Skrzek – Bączkowska. Kreacja dźwięku, rytmu i ruchu. W dłoniach dzieci marakasy, grzechotki, i inne przeszkadzajki, będzie także tybetański wielki gong z jego głębokim brzmieniem. Dźwięki pełne radości i afirmacji, których nigdy nie za wiele. Wzmocnione osobowością i kwalifikacjami Ewy, nauczycielki w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Międzyrzeczu (pedagogika specjalna na UAM, terapia pedagogiczna i tyflopedagogika), gdzie prowadzi w ramach zajęć rewalidacyjnych muzykoterapię, poza tym wczesne wspomaganie rozwoju. Ewa ukończyła muzykoterapię na Uniwersytecie w Ołomuńcu i wiele różnych warsztatów; w tym masaż misami tybetańskimi, warsztaty 4 stopnie u Łukasza Mazurka, Animal Kids Yoga u Joao Guimaraes'a z Brazylii - kurs instruktorski, jogę rodzinną i dziecięcą u Emilii Burkiewicz, kursy akredytowane przez Yoga Alliance, jogę dla młodzieży. Ewa Skrzek – Bączkowska ma wielkie społeczne zasługi w długoletniej pracy Pełnomocniczki Wojewódzkiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, jeszcze niedawno działającej organizacji pozarządowej skupiającej wielu młodych wolontariuszy, w tym specjalistów pedagogiki specjalnej.
W ramach przystosowanej dla dzieci jogi: Podróż do Indii. W czarowny świat mentalny hinduskiej kultury. Pobiegać z dźwiękiem miłym dla ucha, tym który koi... Na łączce za budynkiem Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury kolejna, w lipcu, tura zabawy z jogą dla dzieci, asany też będą, nieco inne niż dla dorosłych, przede wszystkim krótsze. Planowane są w sierpniu następne sesje co dwa tygodnie,
Śiva (czasem) odpoczywa... Przez chwilę emanacja prastarej kultury nie tańczy, kontempluje bezruch, słucha... Dzieci wracają na maty. Po zabawie trzeba się zrelaksować. Niczym reaktywacja nieco zapomnianej, ale przywracanej teraz historii nigdy nie zakończonej, odsłonięty zostanie gong, czekają też inne instrumenty etniczne, których Ewa ma całą torbę. Na gongu zagra najpierw Ewa, potem dzieci, bębnić w gong jest bardzo przyjemnie, i słuchać fal rozchodzących się dźwięków (polecam!).Łagodnie ściągamy do siebie cugle myśli i emocji, te rumaki hasające po naszym umyśle. Dźwięki gongu je powściągną... Ewa omiata nimi leżące na matach dzieci. Wiatr je roznosi, i unosi... Otula dzieci...
Maleńka 4. miesięczna Wiktoria też – w ramionach mamy – uczestniczy... Od dawna zresztą ich słucha, już przed swoimi urodzinami, kiedy jej mama była jeszcze w ciąży i chodziła na seanse do Ewy... Według Mamy – to dobrze robi dziecku, które mimowolnie słuchając ich się uspokaja ... Także muzyczna klasyka europejska, Piotr Czajkowski, często w ich domu słuchany. Zosia, kilkuletnia siostra Wiktorii, też będzie chodzić na jogę, i braciszek również... Rodzina mieszka blisko bloku Ewy, podwórkowe dzieci stamtąd to stała gwardia uczestników... Powoli chętnych przybywa, i tych z Centrum Rozwoju Bliżej Siebie, i innych chodzących na zajęcia do MOK. Ciekawskich, co też dzieje się cyklicznie na łące za MOK-iem.
Ewa opowiada z rozbawieniem, i fascynacją, że na jej sesje przychodzą też łabędzie, przepiękne wielkie ptaki również rozumieją jogę (dlaczego nie?), chcą być blisko gongów i ich brzmienia, które tak dobrze niesie się przez wodę.
Będą ponownie instrumenty dzieciom rozdane. Dźwięk ma wielką moc! Też baloniki, kolorowe, które czasem pękają... I tu też jest miejsce na mądrą pedagogikę – nie należy przywiązywać się do nietrwałych baloników, martwić, że pękną, że ich kolor nie taki... To tylko MATERIALNE rzeczy...

Iwona Wróblak
lipiec 2020 r.










poniedziałek, 13 stycznia 2020


Dworzec-Tworzec wrzuca na WOŚP

            Serduszko i puszka, nieodlepione nigdy (S)serduszko…
Twórczo i głośno, ekologicznie i sportowo w siedzibie Wypożyczalni Strojów Karnawałowych Dworca – Tworca.… Na czas WOŚPowy przesunięto wieszaki z karnawałowym dobytkiem w głąb czeluści Tworca… Miejsce być musi – acz niewielkie (kameralne) – na tańce i harce… Na śpiewy i bębnienia, jak się za chwilę okaże… Bo w sukurs Oli (Aleksandry Banak) i jej  męża (znanego niegdyś jak mocny muzykalny JUZEK z grupą) przybędzie ze swoimi dziwacznymi instrumentami Ewa Skrzek- Bączkowska, też osobistość międzyrzecka, znana jako wieloletnia prezes TPG (już niestety nie istniejące jako organizacja), aktywnie działająca, i tak na pewno będzie nadal, na rzecz osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Obecnie Ewa (nauczycielka w SOSW) twórczo również pracuje muzykoterapeutycznie w „Centrum Rozwoju Bliżej Siebie”.
            Miski z różnej wielkości surowym makaronem, z ryżem – przesypywany generuje dźwięk-szelest, manualnie ćwiczy też małe rączki. Tuby, które można nimi napełniać, po czym te samorodne kije deszczowe - zaklejać (by się makarono-ryż nie wysypał) i ewentualnie kolorowym papierem ozdabiać z zewnątrz… Zrobić Swój Własny Instrument do grania! Ewa namawiać będzie, by taki Głos swój osobisty dobyć też z małego gardła… Im wcześniej (zacząć mówić o swoich potrzebach emocjonalnych) tym lepiej… Artykułować je, by nie cichły niezauważone. Potrzeby akceptacji w grupie, mówienie, by Nas usłyszano i myśmy (mówiąc) zauważyli, że inni też mają głos… W grupie lepiej się słyszy…
Bębnić można do skutku… Na najprawdziwszych djembe. Hałasować na marakesach (Ewa dyskretnie będzie sterować tym „hałasem”…)
Na razie pani Aleksandra w akcji – mistrzyni stwarzania pola do nieskrępowanej spontanicznej zabawy w grupie, tak potrzebnej dzisiaj w erze wsobnego zapatrzenia smatrfonowego.
Swoją stópkę, z jednej i drugiej strony, lepiej jest złączyć z sąsiedzką, nie ślizgają się wtedy na podłodze, rozstawiając swoje nóżki utworzymy bramkę (nie za małą i nie za dużą!). I baczyć, by nie wpuścić toczonej nisko piłki (najłatwiej to zrobić sąsiadowi, bo się nie spodziewa…). Prosta zabawa (takie najlepsze), koturn wszelki znika, i zadęcie (zawsze niedobre), jest za to dużo śmiechu… - nie myśleć – mówi Aleksandra – odbijać piłkę…
            Z zabaw standardowych kultywowanych tu można np. robić obrazy na temat. Okrągłe siedziska w środku na podłodze, karty papieru i pojemnik z flamastrami. Można będzie oklejać wielkie czerwone Serducho. Jest ich tu dużo, w różnych konfiguracjach. Gwarno i rojno w wypożyczalni, dzieci i ich opiekunowie się zmieniają, ale pusto nigdy nie jest, i czas tu szybko mija. Aleksandra dyskretnie doradza rodzicom, by – poszli w tym czasie na spacer… dzieciaki potrzebują czasami pokrzyczeć głośniej, i żeby oko rodzicielskie bez przerwy na nich nie patrzyło…   
            Oryginalna puszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stoi na stoliku, Finał 28 będzie jutro, zawartość zostanie przeliczona i przekazana do Sztabu Orkiestrowego, dzieci mają radość wrzucając tam pieniążek własnoręcznie – i od małego jest wychowanie ku służeniu sobą - dla społeczności…
            Wkracza na scenę Dworcowo-Tworcową Ewa, tworzy się powtórnie Krąg Wielkiej Mocy, dziecięcej-człowieczej, zabawy uczestnictwa grupowego we wspólnocie, ćwiczenia tego uczestnictwa – które kiedyś stanie się obywatelskim… Na razie nauka poprzez zabawę – jako najskuteczniejsza w edukacji. Dlaczego robimy krąg? Trzeba to wyartykułować… ŹLE jest komuś POZA kręgiem, poza kołem. W Nim (w społeczeństwie, w organizacji państwa zapewniającego nam bezpieczeństwo w podstawowych dziedzinach…) czujemy się po prostu dobrze, nie będąc pominiętymi, czy odepchniętymi. Jest to wprost powiedziane, taka lekcja praw i obowiązków wspólnotowych…
            Ewa. Lekcje śpiewu naturalnego, które brała na czeskich uczelniach, owocują uwagą dzieci. Zachęca je do prostych zgłosek, przetarcia gardziołek, do słuchania rytmów tkwiących w nich od urodzenia, a może wcześniej… Wokaliza przedwieczna, i dziecięca, ze źródeł mających swe korzenie w tysiącleciach ontogenezy naszego gatunku, i współistnienia nas w biosferze… Obudźmy nasz głos.
Kalimba tak gra, że robi się cieplej, i nie chodzi o Celsjusza. Niektóre instrumenty pasują szczególnie do nas, i to jest osobnicze, jak układanka fraktalna. Hańgram jest czarny i wydaje magiczne dźwięki, które układają nasze usta w uśmiech wewnętrznej aprobaty (siebie…).
            Nikomu nie chce się wychodzić z Koła na Dworcu-Tworcu, z koła Ewy Skrzek-Bączkowskiej, leczącego nasze ciało-dusze z wtórnego rozbicia na pozornie przeczące sobie składowe. Jesteśmy jak liście drzew, jak płatki śniegu, przystawalne do siebie, i do drobinek powietrza, i wszelkich istnień, materialnych bardziej czy mniej. Jesteśmy w kręgu przestrzennym, wielkiej mocy, i Pomocy wzajemnej. I Finału WOŚP, symbolizowanego tu przez puszkę, do której wrzucamy własny symboliczny pieniążek, nasz wkład w skuteczne, najnowszym sprzętem medycznym, leczenie najmłodszych.

Iwona Wróblak
styczeń 2020











wtorek, 22 października 2019


Ewa Skrzek – Bączkowska w Centrum Rozwoju


            Centrum Rozwoju „Bliżej Siebie” na Kaczym Dołku (parterowe budynki po lewej stronie ul. Kazimierza Wielkiego - trasa na Gorzów Wlkp.). Późne popołudnie, raczej wieczór, sobota. Maleńkie krzesełka – ślad po cyklicznych sesjach muzykoterapii dla dzieci od 3. miesiąca życia... Maty, kocyki, odpowiednio wyprofilowane poduszki, jest nawet jedno najprawdziwsze łóżko. Można się przykryć, bo w trakcie relaksacji spada temperatura ciała. Dodatkowo włączony jest piecyk, chociaż na dworze od tygodnia trwa złota polska nadzwyczaj ciepła jesień.
            Zostałam zaproszona (w ramach prezentu urodzinowego...) przez Ewę Skrzek-Bączkowską – wykwalifikowaną muzykoterapeutkę, pracującą na co dzień jako nauczycielka w SOSW,  społeczniczkę przez lata pracującą dla głuchoniewidomych, na sesję relaksacyjną. Wita nas (jest kilka innych osób) widok, pięknie brzmiącego, jak się później okaże, gongu tybetańskiego, czekającego na Nas w sąsiedztwie rozstawionych w półkole mis tybetańskich – o różnych tonacjach, hinduskiego organowego shruti, marakasów, katabasów, janczarów, djembe, fujary, fletu indiańskiego, kijów deszczowych...
            Jest przede wszystkim Ewa... czeka na Nas. Równoważny w tym zespole muzycznym drewniany naturalny człowieczy instrument głosowy, i osobowość – jak mówi o sobie,  poukładana... Współgrająca. Jej uśmiechnięte oczy, uśmiech skierowany w stronę każdego człowieka, czy każdej istoty czującej, uśmiech który nie ma nic ze sztuczności...
            Każdy inaczej reaguje na dźwięki relaksacyjne. Zdarza się, że pomagają przepracować emocjonalne zaszłości. Na pewno pomagają – w trudnych czasach codziennej gonitwy i napięć w pracy – wypocząć i zrelaksować się. Zgromadzić nieco tego cennego kapitału...
            Każdy na macie układa się w wygodnej dla niego pozycji, przykrywa miękkim kocykiem i słucha muzyki... Tej szczególnej terapeutycznej, chociaż podobno takie właściwości ma też A. Mozart... Ja przyszłam dla Ewy, bo wierzę w Jej fachowość, i w ładunek empatyczny, który ma wybitne właściwości lecząco – relaksujące.
            Ewa jako pradawna, ciągle potężna, bo taka jest nasza psychika wyobrażeniowa, bogini pra-matka (jaką jest każda kobieta na pewnym etapie – tak sądzę...), w nastrojowo przyciemnionym pomieszczeniu krąży między nami jak starożytna szamanka, DOBRA wróżka... Jej muzyka NAS UKŁADA, każdego w swoim subiektywnym dla niego porządku. Tak zostały ustrukturalizowane instrumenty, których używa – w sposób, którego nauczyła się na stosownej uczelni w Czechach, u sprawdzonych mistrzów. To jedyne takie studia w Europie...
            Ewa stale się dokształca. Ja mówię, że stale pogłębia się w Niej ten Jej, coraz bardziej osadzony w sobie, uśmiech w oczach...

Iwona Wróblak
październik 2019


niedziela, 2 grudnia 2018


Dotknij świat i poczuj muzykę


            Nauczyć osobę jednocześnie niewidomą i niesłyszącą podstawowych zasad w miarę samodzielnego życia – to jak podarować jej, po części odebraną przez uszkodzenia fizyczne, godność… Dlatego tak ważne jest uczenie, za pomocą sprawdzonych, i stale udoskonalanych technik (także posiłkując się wieloma nowinkami technicznymi), prostych czynności dnia powszedniego. Zajęć w kuchni – jak nalewanie sobie herbaty do kubka, czy stawiania naczyń na stole.
Książka kucharska pisana Brail’em, przewodnik turystyczny z ilustracjami zabytków  – dotykałam wypukłości liter, starałam się odtworzyć kształt budowli przedstawionej na obrazie, zarys konturu bryły budynku… Samodzielnego czytania Lorm’em, Brail’em, chodzenia ulicą; omijania przeszkód, pokonywania krawężników, można się nauczyć.
Jest możliwość przejmowania pewnych funkcji nieczynnych zmysłów przez inne układy sensoryczne. Zapach przypraw kuchennych (jest ważne, co się wrzuci do ciasta…), zamiast napisów na opakowaniu – czy je rozpoznamy? Odpowiednich technik uczy się w szkołach dla osób niewidomych, TPG też prowadzi takie zajęcia – w kameralnym życzliwym otoczeniu, z pomocą fachowych osób, wolontariuszy.
W holu Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury podczas Happeningu, zorganizowanego przez międzyrzeckie TPG, MOK i Gminę Międzyrzecz, mieliśmy możliwość dotknąć – dosłownie – świata niewidomego człowieka. Otworzyć się na doświadczenia, które dla nas są tylko – poznawczą przygodą, ale dla nich – to codzienność… Aby zrozumieć osoby z jednoczesną wadą wzroku i słuchu trzeba – jak mówi starożytne przysłowie, pochodzić w ich butach… Symulacje można ćwiczyć za pomocą dziecięcych klocków – po uprzednim (dla nas widzących) dokładnym zasłonięciu oczu przez specjalne gogle. Jedną z wad wzroku jest lunetowe widzenie. Rozdawano nam – gościom – opaski zasłaniające oczy, przed seansem filmowym z audiodeskrypcją, czyli towarzyszącymi projekcji zapisami wygłaszanych dialogów i słownym opisem akcji filmu, emocji, kulminacyjnych elementów gry aktorskiej.
Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym jest domem, bardzo ważnym, dla osób z dysfunkcjami wzroku i słuchu; dwóch najważniejszych zmysłów dla człowieka. U nas w Międzyrzeczu, za sprawą Pełnomocnika Wojewódzkiego Lubuskiej Jednostki TPG Ewy Skrzek – Bączkowskiej, i grona wolontariuszy – młodzieży z okolicznych szkół, od ponad 10. lat mamy kontakt z tą grupą obywateli naszego kraju, z głuchoniewidomymi. To także miejsce nauki aktywności społecznej grupy wolontariuszy, co roku specjalnie ich się wyróżnia, symbolicznie nagradza, składa gratulacje. Szkoła obywatelskiego myślenia o innych, woli oddania im swojego czasu i uwagi. To wreszcie bardzo ważny aspekt rozwoju osobistego – myślę… Krok do poczucia prawdziwej osobowej ważności, przekonania o istotności miejsca, jakie zajmuje się w społeczeństwie. Uroczystość celebrowania aktu nadania tytułu wolontariusza roku jest starannie nagłaśniana w dostępnych mediach.
Bez wolontariuszy takie osoby jak Ewa, będąca od lat mózgiem przedsięwzięcia pomocy osobom głuchoniewidomym, nie zrobiłaby tak dużo. Osoby są potrzebne do opieki, jako przewodnicy. Ciepło drugiej osoby jest potrzebne wszystkim… Ta wysoka temperatura wzajemnych relacji, opartych na empatii i zrozumieniu, jest widoczna na spotkaniach członków, sympatyków TPG.
Idziemy do sali na film. Wszyscy. My, sympatycy, jest nas sporo, zaopatrzeni w ciemne opaski, inni – z wolontariuszami. Zazwyczaj oni opowiadają podopiecznym, są ich oczami. Teraz nie będą musieli. To specjalny film z audiodeskrypcją, pt. „Podatek od miłości”. Rzecz o romansie z happy endem – w stylu żyli długo i szczęśliwie, po perypetiach związanych z akceptacją siebie nawzajem, z przemianą osobistą. Ona, Klara, jest pracownikiem urzędu skarbowego, i prowadzi dochodzenie w sprawie Marcina, z zawodu coucha, kiedy ten popadł w tarapaty finansowe ratując przed bankructwem kobietę z dwojgiem dzieci. Ona umorzy sprawę niezapłaconych podatków, ale straci pracę i awans. Za to będzie znowu, jak za młodych lat, śpiewać…  Marcin potem pomoże jej ojcu wyjść z depresji. Ostatecznie połączą się na promie do Szwecji. Akcji filmu towarzyszą zabawne momenty. Jest rezolutna dziewczynka, przyszywana córeczka Marcina, sypiąca mądrościami życiowymi, pełne humoru sytuacje, typy charakterologiczne poszczególnych postaci, nieźle zagrane.
Film skończył się dobrze, nasza wyobraźnia została poćwiczona, tym samym emocje i wzruszenie były większe, niż gdybyśmy oglądali obraz tylko oczami. TPG przygotowało dla nas w ramach Happeningu jeszcze koncert muzykoterapeutyczny. Dyrygentem była muzykoterapeutka Karolina Kaja Szymków z Żagania, razem z Ewą Skrzek – Bączkowską zagrały z nami. To częściowo improwizacja, chociaż – wnioskując z tego, jak starannie Kaja wybierała instrumenty, które po kolei włączały się do gry – nie tak do końca…  
Drobne instrumenty perkusyjne-katabasy, janczary, marakasy, quairo, hang drum, fujary i flet indiański, kij deszczowy, djembe – to bogate instrumentarium. Na nim może grać każdy Potrzebny tylko dobry dyrygent, a tego mamy. Muzykują od 5 lat, tak długo trwa współpraca Ewy i Kaji. Sukcesywnie dokupują instrumenty, tak że na sesje jest ich dostatek dla wszystkich chętnych, w różnorodności brzmienia i barwach. Wszystkie są oczywiście naturalne, niekolidujące z naszym odczuciem relaksacji, bo taki mają przede wszystkim cel te koncerty. Co nie przeszkadza, że jako dziełka muzyczne są całkiem dobrze odbieralne.  
Wspólne tworzenie dźwięków. Zaczyna od interludium, śpiew alikwotowy (Kaja uczyła się śpiewać), wtóruje jej Ewa, to bardzo dobry duet, świetnie się rozumiejący. Djembe nadaje rytm, jakby porządkuje scenę muzyczną. Zgarnia dźwięki w jeden strumień. Mój instrument, jakaś grzechotka (jestem w sekcji tzw. grzechotników…) brzmi jak grubsze ziarka piasku. Mamy za zadanie dostosować się do frazy. Wsłuchujemy się, grając, w wielorakie wiązki rytmów, w ich multigłosowość. W wykonaniu Ewy to widoczna (czysta) radość z muzykowania, to chęć dzielenia się tą radością. Bo radość uzdrawia…  Wysoki ton kijów deszczowych, fletów indiańskich. Rytm około trzydziestki muzykantów dostraja się. Śpiewne ptasie trele i piszczałki, to tak brzmi. Jak czysta natura. Jak natura człowieczej sensoryczności. Starannie dobranej wysokością dźwięków – dla celów medycznej muzykoterapii.
Coś nam się wyłania. Najprawdziwsza symfonia pod batutą Kaji. Jak śpiew nieziemskiego księżyca, tembr z lekka wibrujący. Symfonia naturalna. Aktywuje nam się mózg, i coś więcej na pewno… Dźwięki uszeregowują się stopniowo w membrany, struny porządkujące. Pięcio-, czy wielolinie medytacyjne. Gramy rytm serca, najprawdziwszy, i pierwszy słyszany przez nas, jeszcze w okresie prenatalnym. Balafon, coś w rodzaju płaskobrzmiacych cymbałek – można na nim zagrać, kto chce to zrobić… Kolejno podchodzimy do instrumentu. Dołączamy swoje nuty do utworu. Mieć wpływ na to, na co można mieć ten wpływ – na najważniejsze rzeczy; uspokojenie, na wyciszenie. Sunjata...  
Misy tybetańskie to czarowne urządzenia. Ręcznie kute, są różnych kształtów, i brzmią każda inaczej. Pięknie brzmią… Trzeba je trzymać na otwartej dłoni, i uderzać z boku delikatnie pałeczką. Misami, ich dźwiękiem, rozmawiamy ze sobą, podajemy sobie ich dźwięki. Komunikujemy się. Na przekór Ciszy…
Na koniec starodawna poczciwa samba. Kołyszemy się rytm tej sawannowej pieśni naszych przodków, która do dzisiaj przypomina nam o tym, że najpierw powstał Dźwięk…   

Iwona Wróblak
grudzień 2018