Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lutego 2016

Nasze milusińskie malutkie czarownice i czarodzieje…

            Tajemnicą dobrej zabawy jest umiejętnie przygotowany program. I wodzirej, który sprawnie poprowadzi tańczących. Także muzyka, żeby zagrała do tańca.
Sławomir Filus, w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym, gdzie dyrektorem jest Arleta Stachecka, zza konsolety przywitał i zaprosił je na doroczny Bal. Zaprosił wszystkie czarnoksiężniczki, batmany i wszelkiej (bajkowej) maści stwory. W konwencji baśni była ta baśń (spełniona) „Szansy”. Szansy na dobrą zabawę bez względu na wiek i tak zwaną normę sprawności – nie jest to Tu ważne. Ważne, by się dobrze bawić. Wszak Karnawał…
            Poprzebierane dzieciaki, przyszły na zaproszenie Stowarzyszenia Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Uzdolnionej Artystycznie „Szansa” w  gościnnym Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym. Gdzie jest tradycja Szansowych zabaw, a sala gimnastyczna nasiąkła dobrą energią. Sylwia Guzicka, prezes Stowarzyszenia „Szansa”, wymyśliła pakiet ciekawych konkursów, których celem było, by wszystkie dzieci wzięły w nich udział – owszem, ławeczki pod ścianami były, ale używane tylko na chwilę, by odsapnąć. Pomagały nauczycielki z SOSW, Zofia Plewa, bywająca na takich uroczystościach (przeważnie z gościńcem w postaci upieczonego ciasta czy przyniesionych owoców). Kamila Matacz, wolontariuszka Stowarzyszenia, dbała o dobry nastrój bawiących się. Uczono nowych figur tanecznych, przypomniano też poczciwą makarenę. Zaopiekowano się też rodzicami, którzy przyszli z dziećmi, przewidziano dla nich (integrujące rodzinnie) role w konkursach Balu karnawałowego, oprócz wspólnego z dziećmi tańczenia rzecz  jasna. Czuwała dyskretnie nad Balem Stowarzyszenia, które kiedyś założyła, Hanna Szulga. Przywitała gości, uczestników i rodziców.
            Wyginaj śmiało ciało. Baw się. W rogu sali gimnastycznej basen z piłeczkami, element Sali doświadczania świata. Przykryty brezentem, służy także do schowania się. Buszują w nim malutkie dzieci. Muzyka kusi, przychodzi czas, by wyjść na tzw. świat. Nie trzeba bardzo dobrze umieć chodzić, by tańczyć na Balu Szansy. Uśmiechać się każdy umie… Sala jest duża i przyjazna, ramiona rodziców czy rodzeństwa bezpieczne, malutkie nóżki i  roześmiane buzie odpoczywają od pląsów.
            Nagrody za odważny udział w konkursach czekają. I słodkości, i zabawki, dostanie je każdy uczestnik, organizatorzy tego pilnują. By nikt nie  został pominięty, by był doceniony, by pamiętał Bal Szansy, którego współorganizatorem jest SOSW… I za rok też chciał tu przyjść. Słodki poczęstunek na miejscu przygotowała kuchnia i sponsorzy. Co roku (prawie) ci sami, przyjaciele Stowarzyszenia: Katarzyna Nyczak – Walaszek-kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy, państwo Elżbieta i Włodzimierz Szopinscy, Mirosław Szulga, Sławomir Guzicki, Katarzyna Lis, Katarzyna Wiese, Halina Pilipczuk (corocznemu Balowi patronuje Starostwo Powiatowe), Mariola Musiał, Iwona Stachowiak.
            Jedna z zabaw bardzo mi się podoba – wodzirej (Sylwia Guzicka): uściśnijcie jak najwięcej dłoni, jak muzyka ucichnie… Taka konkurencja, nagrodzona upominkami… DOTYK. Z elementami zabawnymi. Sąsiada złapać za kostki u nóg… Ciepłe czyjeś dłonie. Sąsiada obok. Dziecka. To jeden z  najbardziej spontanicznych balów karnawałowych w okolicy. Nie musi być tak ułożony jak dorosły, dziecięcość króluje w Szansie. To wartość dodana, jest na nią miejsce na Balu jej przysługujące. Gimnastyka, taniec i wygibasy to zdrowy ruch. I udział nauczycielek, nie ma koturnu dzisiaj w SOSW, ale  taką dziecięcą zabawę trzeba zorganizować, by była spontaniczna…       
            Trzy kapelusze wędrują po głowach. Trzeba się szybko ich pozbyć, bo się wypada z gry… co należy przyjąć z uśmiechem. Będą przecież nagrody pocieszenia. I następna szansa do wykazania się. Czasu do zakończenia Balu jeszcze dużo.
            Bierzemy udział w baśniach. W przebieraniu u Niedobrej czarownicy grochu i piasku w wielkiej miednicy. Trzeba je wybrać do woreczka w jak  największej, w określonym czasie, ilości. Diabelskie Różki na czarnych czuprynkach pochylone nad miskami, kolorowe sukienki księżniczek, pilnie wybierają ziarna. Jabłuszko smakowite trzeba zgryźć nie używając rąk do jego trzymania – rodzic w tym czasie chrupie marchewkę (będą zabawne zdjęcia do kronik rodzinnych!). Tańce z balonem, którego nie wypada upuścić – po rozstrzygnięciu tego konkursu rozpęka się, zabija się balonika, wypada to  zrobić głośno (to ten koturn, który trzeba obalić… jak siorbniecie u harcerzy). Rolka papieru może służyć do owinięcia delikwenta na kształt mumii egipskiej. Najpiękniejsza mumia jest nagrodzona gadżetem.
            Ostatni akcent Balu. Występ Karoliny Szulgi, która właśnie wczoraj zaliczyła udział w kolejnym koncercie w Lubsku. Piękny artystyczny akcent Balu Karnawałowego Stowarzyszenia „Szansa”, organizacji pozarządowej, która na stałe wpisała się w panoramę naszych lokalnych inicjatyw społeczno – artystycznych.

Iwona Wróblak
styczeń 2016

           







niedziela, 3 stycznia 2016

Spotkanie – Wigilia w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym

            Spotkanie – Wigilia w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym. Ja – dawca – jestem… Ostatnie warsztaty: „Cieszmy się świętami” - spotkaniem. Wigilią – w całym sakralnym i potocznym tego słowa znaczeniu. Wsparcia dla osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Spotkania ze sobą wolontariuszy pomagających tym osobom, czerpiącym z tego radość.
Gościnny Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy z jego Dyrektor panią Arlettą Stachecką, która użycza dachu i wsparcia dla sześcioletnich inicjatyw Ewy Skrzek – Bączkowskiej Lubuskiego Pomocnika Wojewódzkiego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym.
Sala stołówki i przystrojona nastrojowa choinka w rogu. Grupa wolontariuszy nieustannie ćwiczących, także przy tej okazji, język migowy, wspólnie śpiewa piosenkę. Nie zapomina się tutaj nigdy, jaki jest cel wszystkich działań – jest nim kontakt i wsparcie osób głuchoniewidomych. Dba się o  to, by wszystko, co się dzieje, było natychmiast tłumaczone na znaki dla nich czytelne. Te przejrzyste działania sprawiają, że wszyscy od początku przybycia czujemy się tutaj dobrze.
Ostatnie warsztaty 3.dniowego spotkania osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, które przyjechały do nas, do Międzyrzecza nieraz z  daleka, z odległych jednostek TPG. Piknik przyjaciół. Było wspólne gotowanie i pieczenie – warsztat kulinarny, którym dowodziła pani Anna Żyża. Degustujemy teraz jego wyniki. Są wspaniałe. Smakowo subtelne, urozmaicone asortymentowo, wszystko bardzo smaczne i – co najważniejsze – przez uczestników zrobione. Pomagała też młodzież z SOSW.
Piękne stroiki z żywej choinki – rezultat grupy z warsztatu rękodzieła artystycznego – prowadzenie Anna Ciągło, uprzednio podziwiane są  przedmiotem prezentów dla gości spotkania – pani dyr. Stacheckiej, doktora J. Szubzdy, wolontariusza roku ( Ani Rybarczyk) – tytułu uroczyście przyznawanego najbardziej aktywnym wolontariuszom, i innych osób. Nie może być lepszego zastosowania dla pięknych rękodziełek…Także dla Ewy, przecież ma urodziny w Wigilię… Na pewno zasłużyła na to, swoim oddaniem i charytatywną pracą dla głuchoniewidomych. Robi to już 6 lat – z  niesłabnącym zaangażowaniem. Jest instytucją dla tych osób. Ewa w uściskach i życzeniach, na jej uszy przelewanych, od bliskich sobie ludzi, tak być powinno...
Ewa przywołuje innych solenizantów, inne Ewy, innych grudniowych jubilatów, zawsze myśli nie tylko o sobie. Taka Ewa jest. Tak tutaj jest – w  lubuskim TPG – solenizant upodmiotowiony, wolontariusz – także, i oczywiście osoba z uszkodzeniami zmysłów. Upodmiotowiona, doceniona jako wartościowa dla siebie i innych.
Mamy w tym roku prawdziwy musical. To efekt warsztatu muzyczno-teatralnego pt. „List do Miłującego Ojca”, który prowadził instruktor kulturalno-oświatowy Bartłomiej Orzeł. Oczywiście z tłumaczeniem migowym. Anielice z wielkimi białymi skrzydłami roznoszą te Listy. Rapujący miejscami spektakl, z dobrą muzyką, skupiony wokół symbolu – kołyski z maleńkim Jezusem. Słyszymy operowe „Ave Maria”, piękny sopran w tle… Jurek Godyń, klubowy artysta – malarz z mikrofonem jako główna persona nadająca ton. Świetnie pomyślana postać Przeszkadzacza – diabła – pan  Andrzej znany z długich wąsów (może to było kryterium doboru aktora…) kusi z bardzo przekonywującą miną plikiem wielkich stuzłotówek. Potem nam się żartobliwie tłumaczy, że to niezupełnie jego natura, ta diabelska, że jest Dawcą… (w wypowiedzianej pięknej swojej frazie: Ja – dawca – jestem). Reżyseria spektaklu: Ewa Wołyńska.
W skupieniu słuchamy Karoliny Szulgi, jej kolędy „Wśród nocnej ciszy”, modulacji głosu, kiedy wsłuchana w swój wewnętrzny podkład muzyczny (ma tylko kilka procent słuchu), wibracjami odbiera linię melodyczną z konsolety.
I jeszcze jeden warsztat – muzykoterapeutyczny. Relaksacja muzykoterapeutyczna, muzykoterapia aktywna prowadzona przez muzykoterapeutę – Karolinę Szymków. Lubimy sobie pobębnić na różnych bongach, to takie fajne, dziecięce, i bardzo --- terapeutyczne.
Jeszcze tylko Marta Kostecka – już studentka, ale nadal wierna TPG, pokaże nam multimedialny pokaz działań Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym w 2012 r. Potem będzie czas na wspólne śpiewanie. Bartek Orzeł na gitarze zaintonuje pierwsze nuty. Zbiera się krąg wokół gitarzysty, wszyscy są zaproszeni. Jak na comiesięczne spotkania w Klubie, które Ewa nazywa „weselami” – od weselenia się.
Warsztaty "Cieszmy się świętami - wparcie dla osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu" finansowane były ze środków PFRON przy  udziale Województwa Lubuskiego.



Iwona Wróblak
styczeń 2013

środa, 30 grudnia 2015

Nie widzę problemu, nie słyszę sprzeciwu

Nie widzę problemu, nie słyszę sprzeciwu. By pomóc. Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym.  http://niewidzenieslysze.pl/  
            Ewa Skrzek – Bączkowska (Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym) – ludzie czują się pełnowartościowi dzięki TPG. To jedyna w Polsce organizacja wspierająca osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu.
            Ewa, jak co dzień, bez względu na to, czy to sobota, niedziela, wolny weekend, ślęczy nad papierami. To rozliczenia z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych przyznanych na działalność TPG. Papierów jest dużo, każda najmniejsza czynność musi mieć odzwierciedlenie w zawiłej dokumentacji. Pracy ogrom, a pieniędzy nigdy rzecz jasna nie jest za wiele. Organizacja się rozrasta, chce objąć opieką wszystkie osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. To ambitny program. Ale potrzebne są na to środki.
            Duży stół w mieszkaniu służy jej jako biurko. Poświęca na to KAŻDĄ wolną chwilę. A ponadto ma swoją pracę w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Międzyrzeczu, pracę, która (też, jak TPG) jest jej pasją. Jest nauczycielką, zajmuje się m.in. rehabilitacją i rewalidacją osób z dużymi uszkodzeniami. Oddaje się im całym sercem. Stale też się dokształca zawodowo. Ostatnio wykorzystuje w pracy terapię dźwiękami - to bardzo głęboka terapia – mówi. I przynosi skutki.
             W prowadzeniu działań i ich dokumentowaniu, wraz z pełnomocniczką, zaangażowana jest koordynator wolontariatu psycholog - Ewa Hasek. Obie liderki, a także inni wolontariusze, instruktorzy, czują się odpowiedzialni za osoby, którymi opiekuje się TPG. Organizacja przynosi korzyści ludziom z uszkodzeniem dwóch najważniejszych zmysłów. Alternatywą jest zamknięcie ich w domach… Życie, jakie im, razem z wolontariuszami, organizują sprawia, że czują się bardziej samodzielni – do tego stopnia, że stają się na tyle silni, szczęśliwsi, że mogą i potrafią pomagać innym! Przestają być  biorcami, mogą DAWAĆ od siebie! I taki jest cel Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Budowanie poczucia własnej wartości u osób niepełnosprawnych, tak by we wspólnocie, potem w społeczeństwie, mogły pełnić godnie role społeczne. Dać możliwość spełnienia się. Osobistego rozwoju. Wzmocni to ich na całe życie – dlatego warto.
            Ludzie głuchoniewidomi, dzięki udzielanemu wsparciu, coraz lepiej  się samoorganizują, przejawiają twórcze inicjatywy. Są samodzielni – na  miarę swoich możliwości. Pamiętajmy, że wielu z nich prawie nic nie widzi i nie słyszy. Praca przynosi skutek. Trzeba tylko – mówi Ewa - wytrwale pracować.  Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym działa w 13 województwach na terenie całego kraju już od 25 lat, organizuje Regionalne Spotkania Głuchoniewidomych, tworzy warsztaty i imprezy kulturalne i sportowe.
            Ewa Skrzek Bączkowska z uśmiechem wspomina obrazki z ostatniej TPG-owskiej Wigilii i przygotowań do niej. Jak niewidząca Ela lepiła własnoręcznie (pod życzliwym opiekuńczym okiem Agaty – instruktorki zajęć z zakresu gospodarstwa domowego, w której znalazła pokrewną duszę) pierogi. Robiła to pierwszy raz od 30 lat! Taka prozaiczna, zdawałoby się nam widzącym i słyszącym, czynność, dla niej osobiście znaczyła bardzo wiele!  Tym bardziej, że po raz pierwszy robiła to przed laty z mamą, kiedy jeszcze widziała…Pierogi klubowiczka zabrała do domu, ponieważ w tym roku spędza święta ze swoją głuchoniewidomą przyjaciółką, z którą poznała się w Międzyrzeczu. Nie sądziła, że uda się to jeszcze kiedykolwiek… Własnoręczne pierogi i radosne święta!  A jednak.
            Podopieczni TPG mają drugi dom. Chętnie przyjeżdżają na comiesięczne spotkania do Międzyrzecza, do Ewy, do SOSW, gdzie się odbywają. Ten TPG-owski dom, który im stworzyły obie Ewy z wolontariuszami, tłumaczami-przewodnikami jest ICH. Mają zapewnione kompleksowe wsparcie (doradców zawodowych, psychologów etc), Ewa ze wzruszeniem opowiada o tworzącej się tradycji drobnych upominków, które czują potrzebę ofiarowywać sobie nawzajem. Na spotkanie przywieźli słoiczki z własnymi przetworami, rocznicowy tort. To, że potrafią się samodzielnie zintegrować, jest wielkim sukcesem wolontariuszy TPG.
            Formy wsparcia dla osób głuchoniewidomych naszego lokalnego TPG są wielorakie i dostosowane do specyficznych potrzeb. Objęte są nimi 32  osoby. To nauka podstawowej samodzielności, zajęcia rehabilitacyjne. Nauka orientacji w przestrzeni – domowej i tej na zewnątrz mieszkania. Poruszanie się z białą laską. Obsługa telefonu, Internetu. Jest tylko jedno – chodzi o fundusze, jest ich coraz mniej! Są niezbędne, by zakupić sprzęt, który ułatwi osobom z tak podstawowymi uszkodzeniami sensorycznymi normalne życie. Sprzęt jest, tylko niestety za drogi dla osób z  niewielką rentą inwalidzką, a  własny wkład finansowy jest warunkiem dofinansowania z PFRON. TPG ma ambicję, żeby wspierać ich w pomocy dla uzyskania tego sprzętu. Pieniądze są potrzebne ponadto na wsparcie  tłumaczy-przewodników, tłumaczy języka migowego, którzy pomagają osobom głuchoniewidomym w  funkcjonowaniu i załatwianiu codziennych spraw.
            Jest obecnie pilna potrzeba zebrania trochę grosza na te cele. By zapewnić prawidłowe funkcjonowanie Organizacji. Środki na specjalny komputer dla osób głuchoniewidomych, na pomysłowe gadżety, które życie bez wzroku i słuchu czynią bardziej znośnym… Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym prosi o wpłaty:

Dane do wpłaty darowizny: Dane do wpłaty darowizny:
Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym
ul. Deotymy 41, 01-441 Warszawa
89 1370 1372 0000 1701 5129 9500
Z tytułem wpłaty: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE TPG

            Tymczasem TPG pomaga żyć i cieszyć się życiem. Przygotowuje do samodzielności. Realizując swoje cele statutowe korzysta też z systematycznej pomocy sponsorów. Może też liczyć na pomoc Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Międzyrzeczu (dyr. Arletta Stachecka).
            TPG-owcy mają swoje małe Kilimandżaro. Wspięli się na Śnieżkę. Pokonali górę. Pokonali ból nóg, zmęczenie, niewiarę w siebie. Przywieźli stamtąd radość i ufność w swoje możliwości. Ufność w ludzi.
            Zabawa jest pierwszą wartością człowieka. Radością. Dwóch niewidomym chłopców dostało niedawno szachy (brajlowskie). Wielka radość dla  inteligentnej młodzieży – i zabawa w naukę logicznego myślenia, w sport. Radość innych zawsze cieszy. Dlatego warto mieć swój wkład w te działania.


Iwona Wróblak
grudzień 2015





poniedziałek, 23 listopada 2015

Dotykać sztuką nieba

           
            Spotkania i koncerty członków i sympatyków Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym to święta przyjaźni i empatii. Celem spotkań jest  wydobycie z cienia i ciszy osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Zaproszenie nas do poznania tych osób, zawarcia przyjaźni i znajomości, zaprezentowanie ich twórczości. Przełamanie barier i przeszkód w komunikacji związanymi z ich niepełnosprawnością.
            W holu Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego wytwory rąk Jurka Godynia, który mimo postępującej utraty wzroku modeluje w glinie swe piękne rzeźby. Są pejzaże malowane na płótnie, dziergane serwetki, mimo niedowidzenia, szczątków wzroku można jeszcze z powodzeniem dać  upust swoim twórczym pasjom. Prace Ewy Grad, Elżbiety Grad –Trochimiuk, Marka Gembalskiego, Danuty Brandenbura, Henryka Woźniaka, Karoliny Szulgi. Dla nas widzących to intymny wgląd w świat wyobraźni i psychiki ludzi niedowidzących i niedosłyszących. Także zupełnie zwyczajne poznanie drugiego człowieka, którego – oprócz niesprawności zmysłów – przecież nic od nas nie różni… A osobowości mają bardzo ciekawe, doświadczenia od  nas różne.
            Ewa Skrzek - Bączkowska pełnomocnik wojewódzki TPG przekonała do siebie duże i wierne grono oddanych jej i sprawie pomocy osobom głuchoniewidomym wolontariuszy. To przeważnie młodzi ludzie, wielu ze, jak ja to nazywam, „szkoły wolontariatu” Caritas Janusza Rutowskiego z  Gimnazjum nr 1, są też starsi nieco, wysoko kwalifikowani specjaliści od rehabilitacji, znajomi i współpracownicy Ewy. Klarowność intencji, zdolności organizacyjne Ewy i jej ogromna osobista pracowitość czynią tę ważną społecznie działalność bardzo efektywną dla głuchoniewidomych, wiele dającą lokalnemu społeczeństwu - w sferze integracji i przełamywania społecznych barier.
            To, co wie Ewa, co czują jej wolontariusze, próbowano nam przekazać w tegorocznym koncercie – spektaklu. Mówi się tam o wielkiej i naglącej potrzebie chwili przystanięcia i zastanowienia się nad kształtem i formułą naszego życia. Przy okazji spaceru niedzielnego do międzyrzeckiego zamku. Zintegrowania się ze sobą, i miejscem, gdzie się mieszka. Stworzy to nam odpowiedni niezbędny dystans do świata, sprawi że widzenie spraw codziennych będzie nam dane we właściwych barwach i proporcjach ich ważności. Dawne legendy są takim pretekstem, przy tym ciekawe, inspirujące, sięgają czasów pogańskich. Można wcielić się w szatę kapłanki, posiedzieć nad ogniskiem w chramie, jako boginka odpędzić złe czary, leczyć chorych mocą uzdrawiania. To fajna zabawa być aktorem. Podziwialiśmy kreacje sceniczne Eli, Grażynki, Andrzeja, Tomka, Romka. Recytacje Elżbiety Prędkiewicz. Wokalne popisy Karoliny Szulgi, tego fenomenu śpiewania trudnych muzycznie piosenek, interpretowanych za każdym razem inaczej – nie  wyuczonych bynajmniej na pamięć; jak słyszy swoim szczątkowym słuchem muzykę przez duże „M” nasza Karolina?, To jej twórcza tajemnica, o której jeszcze ktoś na pewno napisze bardzo naukowy esej.
            Wsłuchanie się w lokalną ojczyznę, w ziemię, z którą jesteśmy, czy chcemy czy nie, niejako zrośnięci, poprzez historię i teraźniejszość w nią się  przemieniającą, to wstęp do poznania innych cennych a dostępnych nam jej – tej teraźniejszości – wymiarów. Proces ten generuje bezpieczne dla nas, stabilizujące zakorzenienie się w czasy współczesne. Może nie będzie się na nas patrzyło jakieś wrogie bóstwo – czytaj; samotność, niepewność, alienacja, wrażenie nieprzydatności i braku celu w życiu. Nasze miasto zbudzi się, kiedy my będziemy przebudzeni; społeczność składa się z ludzi, to oni tworzą świat.
            Wszystkie empatie, dobre działania są wielką mocą mogącą uszczęśliwić - poprawić los ważnego pojedynczego człowieka. Warto pracować, by  stworzyć to wielkie dzieło. A jaką daje moc!! – spytajcie wolontariuszy, dlaczego poświęcają pracy dla innych tak wiele swojego osobistego czasu, z  jakiego powodu są uśmiechnięci. Szczęśliwi.
            Koszulki wolontariuszy z alfabetem Lorm’a, znakami daktylografii. Wspólne miganie piosenki, i Zuzia Marzol na bieżąco tłumacząca miganiem treść spektaklu. Paweł Reszela – artysta kabaretowy zaproszony na występ – z dwoma mikrofonami (dla lepszego słyszenia przez głuchoniewidomych). Znaki stygmaty KONTAKTU międzyludzkiego, pomimo i obok uszkodzeń zmysłów, niejako im wbrew…
            I te mistyczne doświadczenia z warsztatów bębniarskich, pierwotne słuchanie dźwięków – dla nas amatorów nauka słyszenia swoich osobistych nut i kluczy muzycznych. Na bębnach podczas przedstawienia przygrywał Maciej Półtorak.
„Jaka to sztuka dotykać nieba?...” Piękny wiele dający do myślenia motyw piosenki TPG, bardzo filozoficzny… Pytający o rodzaj sztuki - ekspresji, która lekko tylko dotyka zmysłów, one – jeśli już są uszkodzone, to trudno, musimy i obejdziemy się - może bez nich. Też – bez nich – jesteśmy ludźmi… Nasze dłonie są złączone.
Koncert był ważny dla wielu osób, które nań przybyły – w-ce starosta Remigiusz Lorenz, dyr. PCPR Elżbieta Ostaszewska, Zofia Plewa, Sylwia Guzicka prezes „Szansy”, Barbara Kaźmierczak, dyrektorzy szkół – Alicja Witter, Anna Górzna. Janusz Rutkowski i wiele innych osób.
            Spotkanie TPG było dwudniowe. W sobotę od rana rozpoczął się kolejny dzień przedsięwzięcia - głuchoniewidomi uczestnicy z woj. lubuskiego i wielkopolskiego wyjechali do Rokitna. W ogrodzie DPS 38 na dzieci i młodzież czekało wiele atrakcji, które pod przewodnictwem Sylwestra Suchockiego przygotowali miłośnicy airsoftu. Dzięki współpracy z katechetą – Januszem Rutkowskim uczestnicy spotkania, a także zaprzyjaźniona grupa z Polskiego Związku Niesłyszących mogła wziąć udział w mszy świętej, poprowadzonej przez ks. Mariusza Szafryka z Parafii Świętego Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu. Wolontariusze przygotowali oprawę mszy, a przewodniczył im w tym Andrzej Pałka, instruktor harcerski z Domu Pomocy Społecznej w  Rokitnie.
            Na dobre i na złe jest z nimi Ewa Hasek – psycholog, która służy wsparciem wszystkim potrzebującym, zarówno głuchoniewidomym jak i  wolontariuszom, pomagając tworzyć silną grupę.
            Organizatorzy dziękują zaproszonym artystom, Pawłowi Reszeli, Krzysztofowi Kamyszkowi. Głównym sprzymierzeńcem przedsięwzięcia było Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (wsparcie w ramach środków z PFRON), Gmina Międzyrzecz, także Gospodarczy Bank Spółdzielczy w  Międzyrzeczu, Dyrekcja Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży – Rokitno 38 – Magdalena Mleczak - gościna podczas sobotniej części imprezy. Dziękują pracownikom: Ewie Wołyńskiej, Bartkowi Orłowi, Justynie Pietrzak, Elżbiecie Szafrańskiej za wsparcie w tworzeniu hymnu, montażu muzyczno-słownego, Rejonowemu Sztabowi Ratowniczemu – Marcie Marzol, Monice Jesionowskiej, Marcinowi Dziobkowi, którzy przez dwa dni  czuwali nad bezpieczeństwem imprezy, Chłopakom z  Grupy airsoftowej, m.in. – Sylwestrowi Suchowskiemu, Tadeuszowi Suchowskiemu, Rafałowi Bugajowi, Danielowi Andrukiewiczowi, Natalii Jaruta, która pomagała tuż przed koncertem, w najgorętszym czasie przygotowań, niewątpliwie przyczyniając się do sukcesu imprezy.
            Dziękują sponsorom: Jackowi Różyckiemu prowadzącemu piekarnio-cukiernię BACZYNA, Robertowi Czekale – Ogrodnictwo, Firmie EWE –  Gaz Ziemny, Firmie „Duet” Jacka i Beaty Bełz, Krystynie Kuik, Ewie Szarata z Biura Kreśleń z Międzyrzecza, Maćkowi Czekałowskiemu z firmy MC  studio ReklAmowe w Sulechowie.

Iwona Wróblak
lipiec 2013


sobota, 29 sierpnia 2015

Dotykanie sztuką Nieba. Rozdawanie radości.
VII Koncert. Siódme rozdawanie radości… Poznając osoby głuchoniewidome, która Ewa Skrzek- Bączkowska (Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym) razem z wolontariuszami, w ramach comiesięcznych działań międzyrzeckiego Klubu TPG skrzętnie wyłuskuje z ich świata ciszy i głębokiego mroku, widzę, jak wiele dla nich znaczą te spotkania. Nie wszyscy z nich o tym – o wzajemnym rozdawaniu radości - głośno mówią, nie wszyscy piszą – jak Elżbieta Mai – Skarzisko. Ale wszyscy dotykają Nieba, gdzie są Anioły, jak notuje w swoim wierszach Elżbieta …( „Białe anioły”: ciepło głosu/, delikatność rąk,/siła charakteru…)
Specjalny Ośrodek Szkolno - Wychowawczy w Międzyrzeczu. Tegoroczny Koncert jest wyjątkowy. Muzykoterapeutka Karolina Kaja Szymków i  czeski muzykoterapeuta Aleś Fuchs zaaranżowali koncert utworów muzycznych. Zaprosili osoby głuchoniewidome i sympatyków TPG. Koncert na bębny djembe, misy i dzwonki tybetańskie, didgeridoo, fujarę słowacką, grzechotki, przeszkadzajki, janczary guira, pudełka akustyczne, afrykański balafon – cymbały, ksylofon, arabską darabukę z plastikową membraną, etniczne instrumenty tradycyjne, gong chiński.
Nasi muzycy rozmawiają z nami dźwiękami. Koncert jest dyskursem, rozmową osób głuchoniewidomych z nami, ze społeczeństwem. Projekt „Poczuć muzykę – cykl działań muzykoterapeutycznych dla osób z niesprawnością sensoryczną wg metody Lubomira Holzera” (współfinansowany przez  Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Zielonej Górze w ramach Funduszy PFRON, także przez Gminę Międzyrzecz). Poprzedzony spotkaniem informacyjnym Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, w którym jest o tym, czym jest niedosłuch, jak sobie z nim radzić, co zrobić, aby słyszeć i  rozumieć więcej, także jak przystosować przestrzeń publiczną dla potrzeb osób słabo słyszących.
            Uczestnicy koncertu opowiadają mi, że przygotowania trwały długo. Aranżacje i reżyseria były starannie przemyślane. Opierały się na śpiewie improwizacyjnym i intuicyjnym. Celem głównym koncertu jest kontakt w grupie oraz stworzenie możliwości wyrażania swoich stanów emocjonalnych. Tym jest pieśń intuicyjna. Osoby uczestniczące stają się ważną cząstką grupy, składową całości. Dźwięki, których się używa, wybiera spośród naturalnych odgłosów, są spontanicznymi odruchami, westchnieniami ciała, jego obroną, które w swojej mądrości właśnie tak się relaksuje, odpręża. To naturalne rejestry przyrody, zjawiska te, barwę i częstotliwości fal, obecnie się bardzo intensywnie bada w sposób naukowy. Strojenie instrumentów też jest  naturalne.
Nadstawiamy uszu. By usłyszeć dźwięki nie zawsze - dość usłyszane. Muzykoterapia holistyczna. Szmer rozmów, szmer istnień ludzkich, ich  bytowanie – wśród nas, wśród społeczeństwa. Nasze rojowisko. Jeżeli wyciszymy się wewnętrznie, nastawimy na koncert z własnym dotykaniem, własnym poznaniem nie znanych nam jeszcze aspektów, zaczniemy odróżniać w nim poszczególnie głosy – istnienia ludzkie, osobowości, nieważne, że z  uszkodzeniami, Kaja – dyrygent – każe im się wyodrębniać z szumu, istnieć SAMODZIELNIE. Zaczynamy zauważać relacje między głosami, one same, różnorodne i piękne w swej niepowtarzalności, w grupie i zespole, jako stowarzyszenia, mozaiki ludzkiej społecznej aktywności. Są jak utwór muzyczny, splatają się i przenikają w pięcioliniach i sferach wzajemnych uczuć. Wielogłos, rytm coraz wyraźniejszy – dla nas, którzy uczymy się ICH SŁUCHAĆ.
Drugi utwór. Trochę kobiecy, powiedziałabym, bo z szelestu i ciszy, żeński aspekt świata. Miękkie dźwięki samogłoskowe. Zew. Pozaorganicznie słyszymy rytm na bębnach. Muzykoterapia na pewno ociera się o sztukę, chociaż, jak mówi Kaja, nie taki ma cel. I dźwięki – pierwsze na świecie spośród falowych struktur – didgeridoo, ich pierwotność jest oczywista, są z głębin odgłosów, jakie wydają wszystkie rzeczy i podmioty fauny i flory łącznie z  nami samymi. Próbujmy w nie wejść. Solówki na ksylofonie. Nasze rytmy wewnętrzne są różne - każdy inaczej chce zabębnić, dotknąć dłońmi instrumentu. Popukać po swojemu, mówiąc kolokwialnie. Jest do tego zachęcany. Solówki chętnych do zaprezentowania SIEBIE jak najbardziej uwiarygodnione. I głoski. Artykułować siebie. Karolina Szulga jest w swoim żywiole. Wsłuchana we własne wielkiej piękności melodie, których nie ogranicza pierwotny zamysł aranżacyjny piosenki, jak jest zazwyczaj, kiedy wykonuje nam czyjś konkretny utwór. Tutaj śpiewa swój własny. Śpiewa Karolinę Szulgę.
Misy tybetańskie kute specjalnie dla swych wartości medytacyjnych. Bardzo naturalnie strojone. Są powrotem do uporządkowania, do  znajdowania w sobie CISZY, która już jest, bo była i którą trzeba tylko rozpoznać. Potencjał nasz niezależny od zmysłów i ich sprawności organicznej. Kaja śpiewa swe glosolalia. Wygląda trochę jak hinduska bogini. Wszyscy nimi jesteśmy, radośni i udźwiękowieni, nareszcie w zgodzie z rytmami naszymi pierwszymi i najważniejszymi. Etniczne instrumenty, arabskie, z głębi rozległych pustyń, ogromnych przestrzeni, które są kolebką ludzkiej wolności do rozwoju. Nasze palce na bębenkach powtarzają bez końców i początków wspólne wszystkim rytmy, łączymy się w nich, bezpieczni i  odnalezieni przez nas samych. Grupa nas wspiera, i przewodnik w grupie, który pomaga i delikatnie wskazuje kierunek, czy raczej wiązki kierunków - drogi, szerokiego traktu, mościmy go sobie sami, JEST NASZ, zbudowany we wspólnych seansach. Na więzi w grupie, akceptacji, szacunku i wsparciu. Sprawczości – możliwej kreatywnej komunikacji o swoim zaistnieniu, mocy działania mimo uszkodzeń. W procesie tworzenia MUZYKI. Wydobywania dźwięków.
„Nadajemy ton dostępności Bon-Ton”, pierwszy ogólnopolski projekt. Tytuł bardzo szczegółowego wykładu o zdobyczach technicznych, które pomogą – w części - zastąpić uszkodzenia sensoryczne. Z tłumaczem migowym i wielkimi literami na telebimie dla słabowidzących. Aparaty słuchowe i  nadajniki przetwarzające dźwięki na bardziej słyszalne w kieszonkach marynarek. Sala wykładowa w SOSW jest opasana pętlą indukcyjną, która wzmacnia sygnały w słuchawkach. To wynalazek już używany, nie tylko na świecie, u nas też.  Wystarczy do tego zwykły sprzęt nagłaśniający.
Na spotkaniu był tłumacz języka migowego, symultaniczny przekaz tekstowy - w formie pisemnej na ekranie, podłączona pętla indukcyjna i  systemy FM. Aparat słuchowy wzmacnia dźwięki, przetwarza je i kompensuje.  Aparaty mogą odbierać dźwięki za pomocą mikrofonu lub pętli indukcyjnych (szczegółowe informacje są na stronie internetowej WWW.pfos.org.pl). Pętle indukcyjne (induktofoniczne), systemy FM / IR zapewniają warunki minimalizujące hałas, zmniejszają ilość przeszkód w dotarciu dźwięku. Współpracują z indywidualnymi aparatami słuchowymi. Umożliwiają osobie niedosłyszącej odbiór nieskazitelnie czystego i wyraźnego dźwięku poprzez cewkę telefoniczną (T). Dają poczucie, że rozmówca jest tuż obok i mówi bezpośrednio do nich. Pętla składa się z odpowiednio zainstalowanego w pomieszczeniu przewodu (zazwyczaj miedzianego) i wzmacniacza elektroakustycznego wyposażonego w mikrofon lub zespół mikrofonów oraz wejścia dla innych urządzeń technicznych, które emitują dźwięki (radio, telewizor, magnetofon, odtwarzacz kompaktowy itp.). Bezprzewodowy system FM składa się z niewielkiego nadajnika i miniaturowego odbiornika. Nadajnik „zbiera” głos mówiącego i przesyła go bezprzewodowo, za pomocą fal radiowych, bezpośrednio do maleńkiego odbiornika radiowego, który  przekazuje go dalej do aparatu słuchowego. Stacjonarny system FM/IR wykorzystywany jest na spotkaniach lub konferencjach. Sygnał z nagłośnienia wysyłany jest do odbiorników z pętlą indukcyjną, w które wyposażone są osoby słabosłyszące. Jest to system mobilny. Są sprawdzonymi rozwiązaniami zalecanymi przez Europejską Federację Osób Słabosłyszących.

Spotkanie informacyjne Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących (PFOS) na temat: „Przyjazna, bezpieczna przestrzeń dla osób sabosłyszących” prowadzone było przez Grzegorza Kozłowskiego - Prezesa Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, Przewodniczącego Zarządu Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych,  Przewodniczącego i współzałożyciela Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym oraz Członka Społecznej Rady Konsultacyjnej przy Zarządzie PFRON, Macieja Kasperkowiaka - współzałożyciela oraz Członka Rady Fundatorów Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, protetyka słuchu,  reżysera dźwięku, akustyka i  specjalisty z zakresu dostępności przestrzeni publicznej dla osób słabosłyszących oraz Olę Szorc - wolontariuszkę, studentkę surdopedagogiki.
                Polska Fundacja Osób Słabosłyszących została  założona w 2012 roku i jest organizacją zajmującą się działalnością na rzecz osób dotkniętych dysfunkcją narządu słuchu. Jej siedziba mieści się w Warszawie. Inni jej członkowie to  Krzysztof Wostal i Katarzyna Dziedzina oraz wspierająca organizację Beata Strzelczyk.

Koncertowi towarzyszyła wystawa prac artystów. Klub Rodziców Dzieci Głuchoniewidomych „Kreciki” przy Polskim Związku Głuchoniewidomych w Centrum Słuchu i Mowy w Szczecinie reprezentowany był przez rysunki dzieci wystawione w holu. Rysunki i pastele, papierowe konstrukcje – przepiękne. Goście i nasi lokalni artyści głuchoniewidzący: Jerzy Godyń – artysta malarz, Teresa Wróblewska, Grażyna Mikołajewska, Elżbieta Prędkiewicz, Elżbieta Sirzisko, Grażyna Wachowska, Henryka Żachowska, Zuzanna Żachowska, Zuzanna Barczyszyn, Zenobia Konieczna, Danuta Brandenbura, Janika Jakubowska, Aneta Szynal, Zenaida Jasnowska, Andrzej Kozłowski (piękne motyle), Andrzej Fik, Kazimierz Nowak. Nie tylko sztukę uczą się tworzyć. Na każdym spotkaniu TPG jest prawnik, psycholog, doradca zawodowy. Jest użyteczna szkoła życia z uszkodzeniami słuchu i wzroku; lekcje chodzenia z białą laską - orientacje w przestrzeni dla niewidomych, wykonywanie codziennych czynności; w kuchni, samoobsługa – czyli godność własna i samodzielność – coś najbardziej cennego… 
Dane nam było wysłuchać wykładu o australijskich Aborygenach, który sam w sobie jest wydarzeniem. Aleś Adaman Fuchs z Czech – Hradec Králove był w północnej Australii, przywiózł etniczne instrumenty i trochę źródłowej literatury i albumów z oryginalną sztuką z tamtejszych galerii. Aborygeni są najstarszą grupą etniczną o unikalnej kulturze, którą od lat badają naukowcy. To jak lustro naszych pierwocin cywilizacyjnych. Są tym, czym jesteśmy, tylko już o tym zapomnieliśmy, dlatego trzeba ich chronić przed roztopieniem się w kulturach europejskich i anglosaskich.
50 tys. lat (zanotowanego) istnienia. Rys geograficzny prastarego kontynentu, nieco historii niezapisanej i zagubionej w głębokim mroku dziejów. Muzyka i kultura, która nas spajała z innymi ludźmi, były ze sobą tożsame, bo… tym był CZŁOWIEK. Ziemia i muzyka, kultura ziemi i kulturotwórczość muzyki, człowiek się nimi – jako całością - opiekował. Aborygen czyli Człowiek Skomunikowany. Był z nią JEDNYM. W małych gromadach – społecznościach, gdzie każdy był osobistością, starszy wioski (ludzi wiekowych otaczano szacunkiem – byli mostem między przeszłością i przyszłością, czymś więcej, myślę, niż tylko pamięcią) miał pieczę nad wszystkim. Ciągle jeszcze rodzimy się i umieramy – w buszu, w naturze, środowisku przyrodniczym, wtedy tak było dosłownie. 50 tys. lat to w dziejach zaledwie chwila. Symbolem przyrodniczym Australii są – termity, i ich kamiennej twardości kopce, jak trwanie tego wszechwiecznego bardzo starego kontynentu, odmiennego od wszystkich pozostałych, ze specyficzną przyrodą i  ludźmi należącymi do niej. Termity drążyły dla nich w eukaliptusowych pniach didgeridoo, ich gulgoczący dźwięk to język kontynentu jako całości. Australijskiej przestrzeni dźwięku. Niczym wydrążona przez termity religia do komunikowania się z bogiem (bogami-ilość nieistotna), w całej ich  niepiękności zupełnej. Religia-sztuka jest ważna. Patrzy na obiekt/obiekty sztuki – z góry i jednocześnie z wewnątrz, anatomicznie. Oddziela ogień i  wodę, nie-miesza się, porządkuje świat swój i z zewnątrz, niepodzielony jeszcze… Puls Australii.
Elżbieta Mai-Sirzisko – poetka z wierszami o sobie samej, osobie z dużym niedowidzeniem i niedosłyszeniem. W swoich „pocałunkach z deszczu” zdaje o sobie relacje. Podobnie jak swoje wiersze jest cała wewnątrz nich, zamykają się i zawierają razem w sobie oboje – ona i jej poezja. Na dłoni podaje nam siebie wypisaną swoim osobistym Lorm’em. Ona w wielu odcieniach swojego złocistego światła, mieniącego się w wersetach i między nimi, uśmiechu do siebie i do innych, jak niektórzy mówią – bajkowego czyli nierzeczywistego dzisiaj. Jak mówi – dotknąć Nieba aniołami swoimi, dotknąć tej  anielskości, jaką jest empatia – udaje się to jej, Elżbiecie, w słonecznych wierszach.
Współorganizatorem VII koncertu „Dotknąć Sztuką Nieba” jest Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy – dyrektor Arletta Stachecka, TPG dziękuje za siedmioletni wkład w rozwój Stowarzyszenia, którego nowym prezesem jest Andrzej Kozłowski, także pracownikom Ośrodka. Honorowy patronat nad koncertem objął Starosta Międzyrzecki. Organizatorzy dziękują Januszowi Rutkowskiemu, Annie Ziębie i młodzieży z „Caritas”, oraz mediom. Byli obecni zaproszeni goście: dyr. PCPR Elżbieta Ostaszewska, Katarzyna Nyczak – Walaszek, Aniela Czerniawska (Polski Związek Niewidomych) i inni. Sponsorzy imprezy: GBS Międzyrzecz, Cukiernia i Piekarnia pana Jacka Różyckiego w Baczynie, Gospodarstwo Rolne Pana Stanisława Pieczkajtysa z Krępin.


Iwona Wróblak
listopad 2014