Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2016

Wypukłe obrazy świata


            Książka Artystyczna. Projekt Warsztatów Aktywizacji Społecznej: ”Dotyk Wyobraźni”- jako cykl zajęć artystycznych w Lubuskiej Jednostce Wojewódzkiej TPG.
Książka Artystyczna. Tutaj obiekt odbierany zmysłowo, charakteryzowany przez zapach, odbieraną w dotyku materię tworzywa, jej wizualne - świadome i nieświadome elementy. Książka ta potrzebuje przestrzeni, radości dotykania jej, wąchania, wnikliwego oglądania, rozumnego czytania ukrytych treści. Jest jak rozwinięcie aktywności osób głuchoniewidomych i nabycie przez nich umiejętności wyrażania siebie poprzez sztukę.
            Z przestrzeni szorstkości, gładkości, chropowatości, rurek dłuższych zakończonych ostro, z rzeczy gładkich, jakimi są satynowe materiały i  miękkich, jakimi są pluszowe. Okrągłe koraliki i płaskie jak dyski guziki. Liście mokre i świeże, i ususzone, bezwodne. Muszelki morskie pofałdowane i  twarde, i gramatura tapet i oklein, jak falowa struktura przestrzeni. Tapet ściennych wzory wytłoczone, których ornamenty można czytać palcami. Wszystko co jest dotykiaste, nierówne, co jest materiałem do czytania dla głuchoniewidzących. Po co się dotyka – pytam Ewę Skrzek – Bączkowską, lubuskiego Pełnomocnika Wojewódzkiego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, nauczycielkę zatrudnioną w SOSW, gdzie odbywają się  Warsztaty. – Żeby poznać – mówi.
            Dotykam opuszkami palców materiałów zgromadzonych w sali na potrzeby dzisiejszych warsztatów. Przesypuję między palcami ziarna zbóż. Wzrok mi dopowiada, że jedne są bardziej drobne, inne większe. Głuchoniewidomi nie mogą kompensować braku zmysłów innymi, jak to bywa w  wypadku głuchych czy niedowidzących. Jak mówi pani Ewa, muszą posiłkować się pozostałą całością sensoryczną.
Butelki kleju polimerowego jako spoidło. Będzie można w nim zatopić kolczastość, bąbelki, temperaturę metalu, szpilkowatość igieł sosnowych, słowem istotność każdej rzeczy, którą się wybierze do komunikacji ze światem. Na imię jej Książka artystyczna. Do Komunikacji pozawerbalnej. Współpracy w  grupie. Uzewnętrznienia świata własnych przeżyć i odczuć. Nauki jak akceptować innych i być akceptowanym.
Koraliki można nawlec na nitkę i umieścić na planszy. Można zrobić wiele innych rzeczy na Pierwszej Stronie Książki. Joanna Kozakiewicz i Hubert Winnik, instruktorzy, plastycy z wykształcenia, poprowadzą warsztaty. Potem zszyją Książkę. Jakieś inspiracje? Podpowiedzi? Tak. Wspaniałe, moim zdaniem. Przez wielkie kolumny, z pomocą migaczki wolontariuszki Zuzanny Marzoł tą inspiracją jest słuchowisko pt. „Alicja w Krainie Czarów”. Wyjść poza funkcję, którą mamy pełnić, stać się podmiotami. Umieścić swoje wrażenia na planszy, zapamiętane obrazy. Palcami umieścić w przestrzennej Książce.
            Królicza nora nam wyrasta jak wklęsłość. Siatka świata nieliniowego. Wymiary w nim zależą od punktu obserwacji. Gnie się obraz, Alicja wkracza w świat płaszczaka Gamova, który poznaje jeszcze inne niż długości i szerokość styczne. Muzyka, która jak elektryczna elipsoida wybucha nam w mózgu, kiedy akcja słuchowiska dotyczy problemu komunikacji między wielkimi kwantami energii, jakimi są ludzkie istoty, cichnie i zanika, kiedy rzecz dzieje się wewnątrz obwodów scalonych naszej psyche. O Bycie pytanie, czym jest Wewnątrz, jedność która przechodzi w Zewnętrze, scala nas z wszechświatem, wywraca podszewkę, nie ma nic poza przestrzenią umysłu. Muzyka, dźwięki niemelodyczne, żyje własnym rytmem, pozornie niezależnym od woli Alicji, na pewno od jej ego. Wymiary świata, ukształtowane kiedyś w pierwszych sekundach wybuchu, fizyczne prawa, nie są absolutne. Są niejednokrotnie wymiarami naszego strachu, złudzeń człowieka. Dziwna powieść, dziwna Niby-Książka, wielki worek inspiracji. Dziecięcy świat, mityczny świat, filozofii Bytu, która uprawia każdy z nas z tytułu swego człowieczeństwa. Logika pozornie nieuporządkowana, Miś jest maleńką jaszczurką, a  podmiot/przedmiot oddziałuje na obiekt swej obserwacji zmieniając swe kształty. A kim jesteś? – pytają Alicję. Tego właśnie nie wiem – odpowiada – nie  pamiętam niczego w sposób normalny. Normalny czyli cudownie odwrócony, jak Druga strona Lustra.
            Jak słuchanie odwraca świat. Jak chwytanie nie-pytań zmusza do pytań. Porusza dźwięk wiele strun, o których nie wiemy. Ewa robi zdjęcia osobom słuchającym Alicji w Krainie. Jak się Czarów słucha, jak słucha się bajki, jak to jest zobaczyć uśmiech Kota bez Onego kota, czym jest lub co jest  to wrażenie, że się widzi Uśmiech kota Bez.
RZECZ POLEGA NA ROZUMIENIU NAJPROSTSZYCH RZECZY CZYLI NA DOTYKANIU – słyszę w którymś momencie frazę. Jak mówiła pani Joanna, zapamiętać coś, co ważne. Dla naszej Książki. To dla mnie koan do zapamiętania. O „Dotykaniu” miękkiej rzeczywistości jak tkaniny ziarnistej muszelki, poza pięcioma wymiarami zmysłów. Należą do świata rzeczy, które mogą ulec utracie. Tak jak entropia rozkłada ciała materii, ale nie  jest istotą bytu. Zuzanna miga, tłumaczy treść słuchowiska, jak mi później mówi, skupia się na konkretach. Sens, w końcowym akapicie, nie dotyczy gry. Nie o to chodzi, jak wcześniej tłumaczyła uczestnikom warsztatów plastyczka pani Kozakiewicz, by opowiadać. Dotykać sensu, czy wyobrażeń o sensie, jak faktury snu naszego o rzeczywistości. Odległość nie ma sensu, bo po drugiej stronie jest brzeg… Drugi brzeg.
Brail’a, czytając, dotyka się obydwoma rękami. Jest większy zasięg dłoni, dwie ręce. Do objęcia świata lub człowieka.
            Książka będzie miała tytuł: „ Alicja po prostu piękny tytuł”. Podpatruję plansze powstającej Książki Artystycznej. Jedna z kart, indywidualnych stron słuchania przepięknego słuchowiska; Przestrzenne kłosy zboża przyklejone do płaskiej karty – łąki. Wizje Alicji powielają się poprzez przestrzenie struktury wyobraźni osobistej autorów. Wielki Królik jak konkret-obraz w książce. Sieć z tkaniny, jej oczka, las, jezioro jak chtoniczny topos wędrówki Alicji w głąb. Poplątane nici moherowe długie niepocięte jak jednak nie pozbawiona logiczności akcja sekundy-za sekundą naszego mijania czasu. Dwuwarstwowe widzenie świata, wielkie liście większe niż drzewa. Słońce Jurka ma promienie tylko z jednej strony. Jak kształt dopasować do zamiaru twórczego, do kompozycji. Wypukłe obrazy świata. To jak jeden wymiar więcej. Wklęsłość króliczej nory w słuchowisku to koan, który realizowany jest na moich oczach w sali SOSW.


Iwona Wróblak
listopad 2009 

czwartek, 9 czerwca 2016

Dotknąć Książki


            Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym co miesiąc organizuje w budynku SOSW Warsztaty Artystyczne. Jak mówią organizatorzy, plastycy, zaproszeni na nie jako instruktorzy, to tylko pretekst do spotkania się osób z kręgu przyjaciół, wolontariuszy i oczywiście członków Towarzystwa. Ale nie  tylko, myślę, pretekst.
Wielowymiarowe kompozycje są tak ciekawe, że będzie zorganizowana wystawa tych prac na Uniwersytecie Zielonogórskim. U nas w Międzyrzeczu również, na wiosnę nad jeziorem Głębokie. A może też w nowo oddanym Domu Kultury czy innym obiekcie. Zobaczymy…
            Najciekawszy jest, mówi Hubert Winnik, plastyk z wykształcenia, proces powstawania dzieła. Dopiero naoczny udział w nim, jako obserwatora i  pomocnika, daje oglądającemu rzeczywistą satysfakcję. Co to jest sztuka – mówi – do tej pory dokładnie nie wiadomo. Jest stara jak istnienie człowieka…
Może takie są motywy pomocy w projekcie młodych wolontariuszy. Nie tylko może przyczyniają się do tego aktywne działania Ewy Skrzek – Bączkowskiej, Lubuskiego Pomocnika Wojewódzkiego TPG, Agaty Raciborskiej, nauczycielki uczącej w klasie integracyjnej, Sylwii Bartczak, Agnieszki Markiewicz, które z TPG są od początku, a także Zuzanny Marzol, bardzo zaangażowanej wolontariuszki, której obecność odnotowuje się na wielu spotkaniach organizacji pozarządowych. Wciąż dochodzą nowi do lubuskiego TPG – od dłuższego czasu aktywnie pracują Paweł Borowiec, Paweł Misiarz, Mateusz Krzyżan, a także nowi wolontariusze, stawiający swoje pierwsze kroki: Łukasz, Ola, Martyna, Asia, Hania, Mateusz – wszyscy oni  mówią o wspaniałej atmosferze na spotkaniach TPG, o tym, jak nauczyli się rozumieć osoby niepełnosprawne, wyzbywając się zahamowań i wstydu. Że  kontakt z osobami niepełnosprawnymi wbrew pozorom nie jest trudny. Odwrotnie, jest prostszy, niż nam się wydaje. Pojmujemy w pewnej chwili, że tym osobom jest na pewno o wiele trudniej niż nam. I to nas uwrażliwia, wypoczywamy, żyjemy inaczej, w gonitwie za Czymś zatrzymujemy się na chwilę – co jest bardzo dobre...
            Joanna Kozakiewicz i Hubert Winnik – instruktorzy plastycy – wybierają jako temat warsztatów Książki Dotykowej – słuchowiska fantastyczne, poruszające wyobraźnię plastyczną. Krystyna, jedna z niewidzących uczestników, mówi o lenistwie naszej wyobraźni, której nie zaszkodzi takie ćwiczenie.
Gdy zostaje tylko resztka słuchu i wzroku pobudzone zostają inne dostępne zmysły. Kolory, czy barwy, różnią się temperaturą, która jest przez niewidomych i słabowidzących wyczuwana opuszkami palców. Nam wyczuć je przeszkadza wzrok, nawykli nazywać rzeczy ustalonymi terminami zatraciliśmy tę pierwotną zdolność. Kolor jest zależny od długości fal świetlnych. Barwy wpływają na nastrój. Jedne lubimy bardziej, inne mniej. Sposób naszego widzenia zależy od kultury, jej dziedzictwa i osobistych doświadczeń. Jest dobrym przypadkiem - mówi Joanna – spotkanie się naszych chęci i  intencji przy powstawaniu Książki Dotykowej z adresatem, jego systemem odbioru, potrzebami.
            Spełnione dzieło daje zadowolenie, pewność siebie, siłę i moc, radość, poczucie własnej wartości. To uniwersalne doświadczenie. Daje dalszą motywację do następnego działania. Sukces nas mobilizuje. Misja Warsztatów jest wielopłaszczyznowa.
Rehabilitacja – zabawa, wszystko na raz.
Warsztaty dają każdemu, kto zechce tam przyjść jako np. wolontariusz, możliwość Dotknięcia – dosłownie - rzeczy, myśli, emocji. To jak nowa odsłona świata… Jego wymiar subtelny.
            „Mały Książę” przez specjalne słuchawki podłączone do komputerów jest słuchany kolejno przez wszystkich uczestniczących w warsztatach. Na  stole przygotowana jest wielka zabawa – gra we własną wyobraźnię; stosy materiałów o różnej strukturze. Miękkie tkaniny, pluszaste i gładkie, długie ostre rurki, ziarna zbóż, okrąglaste kasztany, paciorki, płaskie guziki, zielone czyli chłodne bibułki do wycinania konturów drzewek, poskręcane pełne zakamarków ślimacze muszelki.
Czysta karta sztywnego papieru zaprasza. Jest klej w butelkach, który spoi naszą wizję w kod przekazu. Co się nań składa? Krystyna mówi o nastroju dnia, ktoś inny o zapamiętanych układach przestrzennych w swoim mieszkaniu, w miejscu, gdzie bywa.
            Hubert rozkłada karty Książki powstałe w czasie poprzednich sesji. Są misterne, kolorowe, składają się z wielu detali. Z temperatur barw, wypukłości. Na dnie jest imperatyw – chęć, granicząca z przymusem, powiedzenia czegoś. Działania mają na celu otworzenie się, poprzez plastykę. Ta  otwartość emanuje na inne aspekty życia, na świat.
Hubert opowiada o Jurku. O jego energii, mimo postępującej głuchoty i niedowidzeniu. O twórczej niecierpliwości. Patrząc na Jurka zaczynamy głębiej czuć świat.
 Pytam Heńka, czy woda jest wklęsła czy wypukła. Oczywiście, że wypukła – odpowiada. Przecież nigdy nie jest płaska, tworzy fale… Za to przestrzeń między przedmiotami, które dotykamy, jest wklęsła.
Krystyna – śnieg, który wyczuwa nie widząc jego bieli – to wytłumienie, wyciszenie. Śnieg leśny to otulenie. Słońce, mimo, że go nie widzi, mocno jej  pomaga. Jest to ciepło rozjaśniające i dające poczucie bezpieczeństwa. Słońce to nadzieja. Na przestrzeń składają się sprzęty i ilość ludzi. Jest pamięć zapamiętanych obrazów. Jest rozpoznawanie emocji czających się jak otoczka w ludzkiej przestrzeni. Zapachów. Jest cisza zewnętrzna – bez dźwięków radia i TV, hałas lub dźwięki pożądane, i wewnętrzna cisza – o nią trudniej. Krystyna nie lubi rzeczy ciężkich, czarnych i granatowych, chętnie dotyka jasnych pasteli.
            Bal karnawałowy kończy dzisiejsze warsztaty. Wolontariuszki przygotowały stroje, co będzie udokumentowane na sesjach zdjęciowych. Dla każdego będzie chociaż kapelusz inny niż na co dzień. Jurek nie tylko pięknie maluje i rzeźbi, ma też poczucie rytmu. Zaklęta w ciele czy potrafię też zatańczyć razem ze wszystkimi? Diabliczka czarnowłosa z różkami krwistoczerwonymi, wysoki zorro w kapeluszu ze znakiem i masce, w białej sukience ze berełkiem królewna z różowymi skrzydełkami, Jurek a’la Elvis, w białej koszuli, bardzo poważni i bardzo spontaniczni…
            Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym (TPG) powstało w roku 1991, jest organizacją pożytku publicznego. Od grudnia 2007 roku istnieje Lubuska Jednostka Wojewódzka i Regionalny Klub TPG w Międzyrzeczu. Zrzesza on osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, ich rodziny, przyjaciół oraz wolontariuszy z całego województwa. Celem działań organizacji jest rozpoznawanie indywidualne potrzeby osób głuchoniewidomych i  wychodzenie im naprzeciw. Organizacja służy ramieniem zarówno dorosłym i młodzieży, jak również rodzicom dzieci głuchoniewidomych.
Kontakt:
608 370 346
lubuskie@tpg.org.pl
           


Iwona Wróblak
marzec 2010

czwartek, 19 maja 2016

Delikatna Pajęczyna miłości


            Spotkanie Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym sprzęgło się w tym roku z otwarciem sezonu letniego w Ośrodku Wypoczynkowym Głębokie, w gościnnych progach Firmy Jacka i Beaty Bełzów. Coroczny piknik członków i sympatyków TPG zebrał osoby z różnych stron Polski.
Przed Zajazdem wielkie plansze ze schematycznym rysunkiem dłoni z alfabetem Lorm’a i rysunkami alfabetu migowego, daktylografii. Po  pewnym czasie umiemy pokazać na migi własne imię i nauczyć się składać kilkuliterowe wyrazy. Głuchoniewidomym pomocą służyli przewodnicy i  tłumacze, dbając, by na Pikniku wszyscy czuli się dobrze, by rozumieli innych. TPG ma swoje koszulki z alfabetem Lorm’a, z graficznym przedstawieniem dłoni z punktami odpowiadającymi poszczególnym literom. Widoczne są logo spotkania, hasła;  „nie widzę, nie słyszę, rozmawiam dotykiem”, „żeby Cię lepiej widzieć, żeby Cię lepiej słyszeć”.
 Autoportret Dłoni. Ciepła ludzkiego, alfabetu Dotyku, alfabetu Kontaktu i możliwości porozumienia się. Na ulotkach i folderach hasła: „TPG – Tu  przekraczamy granice”. Umowne, jak się okazuje, wyznaczone przez normy społeczne, dające się pokonać.
Przedstawieni zostaliśmy sobie imiennie. Nić - pajęczyna miłości, prosta zabawa z kłębkiem wełny, symboliczna więź połączyła nas na kilka chwil. Bardzo mocna nić pomogła zapamiętać imiona, we wspólnocie ludzi, którzy odnaleźli w sobie pokłady empatii. Liczni wolontariusze, ściągnięci przykładem Ewy Skrzek – Bączkowskiej, Pełnomocnika Lubuskiego TPG, jej niespożytą energią i uśmiechem, którym się dzieli niestrudzenie, sympatycy i osoby tak chętnie przyjeżdżające tu do Międzyrzecza na Głębokie po raz trzeci.
Przewidziano liczne ciekawe i atrakcyjne zajęcia. Spotkanie z końmi, pięknymi wierzchowcami ze Szkółki Jeździeckiej Stajni Kuźnik pani Joanny Stawasz – właścicielki i instruktor jazdy konnej. Z ich gładką letnią sierścią, ciepłem i pogodnym usposobieniem. Pod opieką dżokejów każdy spróbował jazdy konnej, mimo głuchoniemoty obcy był strach i obawa, że wysokie zwierzę może zrzucić niewprawnego jeźdźca. Najodważniej do tej przygody podchodziły maleńkie dzieci.
We wnętrzu Zajazdu na Głębokim sztalugi. Świat koloru, kwiatów i radości. Dzieła przyjechały m.in. ze Szczecina, kompozycje wykonane różnymi technikami. Subtelne prace Marka Gembalskiego z Wielkopolskiej Jednostki TPG., artystyczne stricte, refleksyjne impresjonistyczne pejzaże. Sensoryczne obrazy Dagmary Mroczkowskiej. Profile jej osobiste, świat linii; inny świat, oddzielający, jednak tylko kierunek ich, tych wizji wektor, mówi o odmienności strukturalnej. Są tak odmienne od naszych wyobrażeń, bo ważne, istotne i samoswoje, ale jakość tworzywa jest wspólna. Karola Pabicha kompozycje, bardzo żywotnego chłopca z aparatem słuchowym, wiecznie kręcącego się na zapleczu, Weroniki Konopki wyraziste uczucia i emocje. Inne obrazy Michała, Oliwii. Portret konia z głową ludzką, która ma dwoje oczu, a jedno z nich jest z aparatem słuchowym. Jaki skrót myślowy… Klub Rodziców i Dzieci Głuchoniewidomych „Krecik” przy PZG Centrum (Diagnozy i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży oraz Osób Dorosłych z Uszkodzonym Słuchem w Szczecinie), pod kier. Julianny Kiziewicz i Joanny Biczak. Prace starannie wyeksponowane, z krótką charakterystyką ich autorów.
Przestrzenne grube kartki Książki Dotykowej, dzieło międzyrzeckie. Efekt warsztatów prowadzonych przez parę plastyków: Huberta Winnika i  Joanny Kozakiewicz, wielkie księgi opisane także Braill’em, tłoczonymi na białych kartkach kropkami, ułożonymi w sześciokąty.
Potem było plecenie wianków z długich margaretek i kłosów zboża, wdzięczne zajęcie, któremu ulegają wszyscy, też mężczyźni. Wianki, noszone przez chwilę, posłużą jako dekoracje w sztuce. Na ławach paczki gliny rzeźbiarskiej, drugie ulubione zajęcie z dzieciństwa. Można tu być dzieckiem.
Na scenie przygotowanej przez MOK za chwilę program artystyczny. Rozpocznie go występ grupy biegaczy z Klubu miłośników biegania. Są  przyjaciółmi głuchoniewidomych, wsparli imprezę poprzez sponsoring, a na Święta Bożego Narodzenia ufundowali dla Jurka Godynia paczkę, przyłączając się do ogólnopolskiej akcji „Szlachetna Paczka”, którą w Międzyrzeczu prowadzą wolontariusze TPG pod przewodnictwem Agaty Raciborskiej także w tym roku.
 Jurek dostanie dzisiaj coś dla niego bardzo cennego. Kosztowny aparat słuchowy. Poszerzenie ledwie uchylonego, zamykającego się nieubłaganie okna na świat dźwięków. Działacze TPG z Ewą Skrzek – Bączkowską długo o to walczyli. Obecny tu doktor Jerzy Szubzda dzisiaj mu go założył. Sponsorem urządzenia jest Małgorzata Król – Gawrońska z firmy „Drog – Rem” z Warszawy. Pani Małgosia wspiera głuchoniewidomego Stasia z DPS w Rokitnie od wielu lat, w tym roku m.in. sponsoruje turnus rehabilitacyjny, na który Staś wyjedzie, jak na każde, już od 7 lat, wakacje - pod opieką Ewy. Świętując wraz z Jurkiem to wydarzenie słuchamy poezji czytanych Braill’em przez Izabelę Gorczycę – K. I. Gałczyńskiego i W. Hemara. Marek Gembalski, zdolny malarz, wystąpi w zabawnej pantomimie. Wiersz głuchoniemego poety Andrzeja Rocha Żakowskiego recytuje Ela Trochimczuk.
Spektakl o żniwiarzach i pięknej żniwiarce szczęśliwie uwiedzionej przez harcerza w wykonaniu podopiecznych DPS z Rokita. Ze scenografią starannie przygotowaną przez instruktorów, m. in. zaprzyjaźnionej z TPG Elżbiety Szafrańskiej. Swoje piękne poetyckie songi śpiewać będzie Karolina Szulga. By jej posłuchać, by spotkać się dzisiaj z kołem TPG, przybyli dzisiaj na Głębokie burmistrz M. Sierpatowski, Ewa Batura, Remigiusz Lorenz. By  posłuchać pozdrowienia kierowanego do nadwrażliwych. W podziękowaniu za ich „potrzebę oczyszczenia świata z niewidzialnego brudu i delikatności niemówienia innym, za ich twórczość i ekstazę, zachłanne miłości” – song niedosłuchany nigdy w swym przesłaniu do końca.
Długi wieczór czeka nas na Głębokim, do późna. Z ogniskiem i kiełbaskami, atrakcjami przygotowanymi przez MOK. Specjalnie dla osób głuchoniewidomych przyjechali przedstawiciele „Batterii”, zespołu muzyki etnicznej z Pszczewa. Zagra swoje niezwykłe kompozycje, a głuchoniewidomi „posłuchają” tej naturalnej muzyki rękami, opuszkami palców, wyobraźnią, uczuciami…
Organizatorami imprezy byli: „Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym”, Urząd Miasta Międzyrzecz, Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Międzyrzeczu, „Centrum Turystyczne „Duet” - Państwo Jacek i Beata Bełz. Organizatorzy bardzo dziękują sponsorom: Grzegorzowi Zygule - Rzeźnictwo (za kiełbasę na grilla, wędlinę na obiady i kolacje), Taduszowi Biernackiemu (za jajka), Grażynie Maćkowiak (za pomidory i ogórki), Ewie Szarata - Biuro Planowanie i Kreśleń (za wydrukowanie plakatów), Jadwidze i Przemysławowi Radziszewskim – Piekarnia S.C. (za chleb), Klubowi Miłośników Biegania z Międzyrzecza. Ciasta na imprezę upiekli wolontariusze oraz członkowie Regionalnego Klubu TPG w Międzyrzeczu. Patronat medialny: Radio „Zachód”.


Iwona Wróblak
sierpień 2010

poniedziałek, 28 marca 2016

Dotykiem jestem rozumiana

            Międzyrzecka łajba TPG płynęła w Ośrodku Głębokie. Koło i ster. Tablice z daktylografią i alfabetem Lorm’a. Dotknąć sztuką nieba i wody. Przestrzeni i oceanu. Czas tu płynie inaczej, ma głębszy sens. W szalupach zaciekawiona widownia. Koło ratunkowe w pobliżu, tak na wszelki wypadek –  wyposażenie. Kotwica, jako konieczne zakorzenienie W TPG. Kiedy się prawie nie widzi i nie słyszy...
 Załoga wielkiej „łodzi”, jaką są członkowie i wolontariusze Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, zebrała się na corocznym spotkaniu w  gościnnym Ośrodku Wypoczynkowym na Głębokim. Zgrany zespół młodych przeważnie ludzi skupiony wokół idei pomocy i wsparcia dla osób  głuchoniewidomych.
            Widok to był, jak w piosence ułożonej przez Martę i innych z „załogi”, „mocarny”, atmosfera uczynności i spontanicznej pomocy wzajemnej, dobrej zabawy i mocnych przeżyć, którą zapamiętają nie tylko osoby głuchoniewidome, (choć dla nich impreza była organizowana), ale również osoby towarzyszące i wolontariusze; wspaniała lekcja radości i mocy, jaką daje działalność na rzecz innych. Chce się być w takim towarzystwie, Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym, dla efektu wewnętrznego spełnienia, płynąć tą Łajbą w kierunku dalszych działań i imprez organizowanych przez Ewę  Skrzek – Bączkowską, z jej nieodłącznym uśmiechem uniwersalnej empatii jak kompasem po oceanie meandr nie zawsze naszych przyjaznych uczuć do  drugiego człowieka. Jej drogowskaz prostuje wszelkie negatywy drugiej strony naszego pragnienia bycia w gruncie rzeczy użytecznym dla drugiego człowieka, daje pole działania, wzór, jak to robić. Grupa takich - bardziej lub mniej neofitów - to organizacja pożytku społecznego, dla Celu, który jest  niekoniecznie tylko zewnętrzny. Jak w „Klubowej opowieści – życie znów nabiera treści”, dlatego też czule się witają bywalcy spotkań integracyjnych TPG na Głębokim. Duża siła drzemie, w młodych i młodszych niż ich wiek na to wskazuje. Krystalizują się osobowości, w tej organizacji najlepiej widać istotę wolontariatu.
            Dotknąć sztuką. Jak muzyką – delikatnie, ale dobitnie. Niekoniecznie wyłącznie rękami, chociaż Lorm tego wymaga, kiedy wewnątrz dłoni kreślimy linie lub punkty odpowiadające znakom alfabetu. Tworzymy również subtelną więź z tym, z którym w ten sposób rozmawiamy. Zmysły, kończyny to tylko narzędzia, na pewno przydatne. Dotykanie to coś bardziej subtelniejszego. Są w nim emocje, empatia, potężna chęć czynienia dobra. Dotykanie w celu dodania mocy, pokazywanie swojej siły, jaką jest osobowość, bez względu na to, które zmysły są akurat sprawne. Inni pomogą posiłkować je urządzeniami technicznymi, będą przy nas, jeżeli to okaże się niezbędne; ucząc się języka migowego zmniejszają ten niedobry dystans, jaki tworzy cywilizacja zbyt mentalnie stechnicyzowana.
            Wypukłe punkciki Brajla, którym można wyrazić wszystko, jeżeli tylko zna się to pismo. Sześciany, którymi można napisać nuty i potem zagrać z  nich, wyrecytować poezję, wyśpiewać słowa pieśni - Seweryna czyta je dotykając białych kartek i śpiewa pięknym dźwięcznym głosem. Zawiniemy z jej  śpiewem do wielu portów, przystanków ludzkiej empatii. Tęcza, której się nie widzi, bo akurat nie ma wzroku, w poezji Krystyny Łagowskiej- członka TPG z Warszawy, ma łuk, jest wielokolorowa i dlatego też można po niej iść.
Fale światła są bardziej odbierane przez niewidomych, oni dostrzegają najmniejszy ich powidok. Zwłaszcza, kiedy trzymają za rękę przyjaciela. „Jaki  kolor ma miłość? Ukryty jest w głębi serca, przytul mnie, a zobaczysz…” Nawet, jeśli nie widzisz. Wersety – dotykające istoty. Tajemnica światła, krzyk,  żeby nie być przesyłką wysłaną donikąd.
Człowiek jest zmysłami, ale może nie do końca. Ten Nie Koniec jest istotą. Nieuchwytną, którą się Dotyka.
Wystawa prac plastycznych. Karty Książki. Dotykam nimi, rękami, i patrzę, bo mam wzrok. To połowa wrażeń, ale sprawdzam, uczę się. Jerzy Godyń, malarz, który traci wzrok, przy sztalugach w odległości paru centymetrów od płótna tworzy krajobrazy przestrzenne. Łódź na morzu. On widzi brzegi, mimo przestrzeni wody i nieba. Naklejone są te przestrzenie wypukłe i wklęsłe na obrazy inspirowane powieścią i własnymi marzeniami. Mówią ostrością krawędzi muszelek i gładką powierzchnią miękkich materiałów, owalami i podłużnością, punktem i zagęszczeniem, brakiem i nadmiarem, puszystym i szorstkim, zimnym i letnim – kolory mają temperaturę. Płaskorzeźby z papieru i innych materiałów. Kwiaty – piękno uniwersalne. Pejzaże. Tworzą je Dagmara Mroczkowska, Karol Pabich, Weronika Konopna, Adrian Kurzawa, Oliwia Konopna, Radosław Leszczyński, Joanna Dropińska, Piotr Kołodziejski. Na papierze, płycie pilśniowej historie dotykiem i wyobraźnią pisane.
IV z kolei piknik integracyjny. Z ogniskiem, grillem, tańcami przy muzyce, zwyczajnością. Refleksje, rozmowy i zabawa.  Wspólnie spędzony czas, po którym zostały miłe wspomnienia i zdjęcia.
            To wszystko działo się podczas trzydniowej imprezy integracyjno-kulturalnej Lubuskiej Jednostki Wojewódzkiej Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, która zakończyła się w niedzielę wspólnym wyjazdem na bunkry. Współorganizatorami imprezy byli: Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Międzyrzeczu, a także Agencja Usługowa „Duet”. Patronat nad imprezą objęło Radio Zachód, w którym można usłyszeć o TPG dzięki Pani Redaktor Grażynie Walkowiak. W trakcie spotkania miały miejsce także zajęcia dla osób z otoczenia głuchoniewidomych, a także indywidualne wsparcie trenera motywacji w ramach projektu współfinansowanego w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego „Weź sprawy w swoje ręce II”.  Warsztaty arteterapeutyczne podczas pikniku poprowadziła Elżbieta Szafrańska, prezes stowarzyszenia „Lśnienie” wspierającego mieszkańców Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Rokitnie. Doskonałą zabawę na strzelnicy sportowej zapewnił Robert Knutelski, którego wspomagali Sylwester i Tadeusz Suchowscy. Wystawę pomogli zorganizować Joanna Kozakiewicz i Hubert Winnik. Impreza nie miałaby możliwości powieść się,  gdyby nie zaangażowanie wolontariuszy na czele z Sylwią Żmijewską, Martą Kostecką, Karimą Krupską, a także doświadczoną w pracy w organizacjach pozarządowych Anną Szulgą. Warsztaty muzyczne i pomoc techniczną, nagłośnienie zapewnił zespół „AGAND” ze Skwierzyny, z którym TPG przyjaźni się już od dawna.
Imprezę wsparli finansowo: Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Międzyrzeczu, Gmina Międzyrzecz.
Organizatorzy imprezy dziękują również sponsorom: Gospodarczemu Bankowi Spółdzielczemu w Międzyrzeczu, Producentowi przetworów mięsnych Grzegorzowi i Annie Zygule, Piekarniom: Pani Jadwidze i Przemysławowi Radziszewskim, Panu Lesławowi i Janinie Janikom, Sklepowi internetowemu www.taiwangun.com.

Iwona Wróblak


wtorek, 16 lutego 2016

W podróży poprzez świat dźwięków tylko pozytywnych

            „Poczuj Muzykę”. Nigdy ta sugestia nie była tak dosłowna. Zintegrowaliśmy się z dźwiękami. My – słuchacze i osoby uczestniczące w koncercie, głuchoniewidomi, dla których było to przeżycie niesamowite. Ewa Skrzek – Bączkowska, pełnomocnik wojewódzki TPG i jej orkiestra. Przybyli z całego naszego województwa lubuskiego. Wolontariusze i podopieczni, muzykoterapeuci w jednym szeregu na scenie, z djembe i wieloma innymi dziwnymi instrumentami. Karolina Szymków - pośrodku - nadająca ton koncertowi. Obok Ewa – nasza lokalna osobowa znamienitość, muzykoterapeutka, dzięki swojej pracowitości, wrażliwości i zaangażowaniu w pracy społecznej, i Grzegorz Tatara. Krąg, którego częścią byliśmy My, słuchający. Wróciliśmy wszyscy do wspólnych ludzkich, a może jeszcze głębiej, do falowych głębin struktur istot czujących.
            25 lat działa TPG w Polsce. To połać czasu, w której chce się przywrócić osobom z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, nieraz bardzo znacznym lub całkowitym, należne im miejsce w społeczeństwie. Superbohaterom z niepełnosprawnością. To terapia dla nich, a dla nas cenna nauka, przez  ich istnienie jakże wiele możemy się dowiedzieć o nas (nie mówiąc o tym, że podobny defekt może też nas spotkać). Nauka akceptacji Człowieka jako takiego, mimo/oprócz jego uszkodzeń, (nie ma tzw. doskonałych „bogów”, na wzór modeli na wybiegach, a ich spotykane w religiach wzory są raczej symbolem zastoju rozwojowego…), poznanie w jaki sposób organizm stara się rekompensować organiczne ubytki, zastępować je. A my mamy perspektywę dotyczącą naszych własnych problemów, na ile są nie-do-przezwyciężenia…
            Jak mówią mi wolontariuszki z poznańskiego oddziału Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, nasze międzyrzeckie, lubuskie TPG ma potencjał twórczy, artystyczny, ludzki – niezwykły. Przyjaźni się z nami muzykoterapeutka holistyczna Karolina Szymków, dziewczyna zupełnie niezwykła. Oprócz kwalifikacji zawodowych ma dobrze ustawiony głos, wewnętrzne ciepło, i pewną tajemnicę w sobie – ja podejrzewałabym ją o  posiadanie jakiś karmicznych, związanych z poprzednimi (udanymi ludzkimi) wcieleniami mocy… mówię zupełnie serio.
            Niezwykle było na koncercie Lubuskiego TPG w Klubie Muzycznym „Kwinto”. To wspaniałe muzyczne miejsce, nasiąkłe dobrą energię, radością słuchania i wykonywania dobrej muzyki. Teraz muzyki niezwykłej w znaczeniu wykonywania jej terapeutycznego ludzkiego zadania… Profesjonalnie przygotowanego koncertu.
            To drugi koncert TPG w „Kwinto”. Jestem zdania, że jeszcze lepszy, niż tamten zeszłoroczny. Udane kompozycje, które nie tylko były  interaktywnymi spektaklami dla głuchoniewidomych – takie jest ich główne zadanie. Były piękne jako utwory muzyczne. Wydobyto z nich kwintesencje zastosowań instrumentów bez strojenia, etnicznych w swym pochodzeniu.    
            Ze strof poezji wygłoszonych przez głuchoniewidomą Elżbietę Sirzisko„ …potrzebujemy pomocy, by istnieć…” Pomocy od innych, to nie  uzależnienie, to radosna współegzystencja. Pomocy od przyrody, od wszechświata, bo – jesteśmy jego częścią, umocowani w Nim we Wszechświecie. Nie bujamy jak niepotrzebne nikomu elektrony, nasze miejsce jest przepojone miłością, która jest Strukturą. Ja w to wierzę… Nasz umysł, jest nim,  wszechświatem, a my jesteśmy Umysłem wszechświata, ciało jest jego aspektem, jednym z wielu, ale ważnym. Należy mu się szacunek, należy dbać o nie,  o nasz rozwój jak najbardziej holistyczny, równoważny w swoich wymiarach i warstwach. To jest powód, dla którego należy istnieć.
            Podróż przez świat pozytywnych dźwięków. Przez świat dotykania ich refleksów. Pod opuszkami palców jak książka dotykowa, dzieło Elżbiety Prędkiewicz, wypukłości, wklęsłości, ciepło kolorów i barw (tak!). Nasza wyobraźnia DOTYKOWA.
            „Do życia trzeba godności miłości wyrwanej z serc”- recytuje Elżbieta. Poezja jako tło. Wsłuchujemy się w djembe (bębenki). Intuicyjny ton,  glossa śpiewu intuicyjnego Karoliny (wygląda jak szamanka…). Wybuchający i ściszany rytm, nasz wspólny wszystkich, należący do nas – tych, którzy są  tu i słyszą (potrzeba to tego naprawdę niewiele słuchu, bardziej chodzi o te tzw. wewnętrzne uszy). Pradawny tam-tam, który znowu nie tak bardzo się  zdeaktualizował… Wracamy do niego. Nasza gromada, jak kiedyś na sawannach… Hej-i ho… wsłuchaj i słuchaj, jeśli masz uszy, takie to ewangeliczne, pierwszo-książkowe…to dobra nowina-dobra wieść. O wspólnocie, która daje nam siłę.
            Djembe i grzechotki. Końcówka słowacka, kabasa, instrumenty etniczne. Afrykański balafon – wygląda trochę z wierzchu jak cymbały. Tak się też  w niego uderza. Przeszkadzajki (w smutkach…). Ile można wydobyć z rytmu. Uwikłani w drgania, układamy się z nimi w szachownicę, jesteśmy jak  membrany. Solóweczki indywidualne na balafon. Ciepły drewniany dźwięk. Kojący, domowy. Dostrajają się głuchoniewidomi. My słuchamy. Afrykański trzewny rytm serca.
            Bęben oceaniczny. Szum delfinowy fal – to słyszymy. To stamtąd skąd przyszliśmy – z morza… Delfinaidy. Koi naprawdę. Tingsze – dzwoneczki tybetańskie, wesołe, spraszające dobre moce. Pobudzające nasze energie. To nie kompozycje tradycyjnie rozumiane, to komponeaidy, powiedziałabym. Czarowne połyskujące gongi tybetańskie, o różnej średnicy, wszystkie kute, o promieniście rozchodzących się dźwiękach, niskich, delikatnie pulsujących, układających nas od środka. Głębsza relaksacja, kąpiel w dźwiękach.
            Instrument indyjski. Szrutibox. Stricte medytacyjny, hinduski, z tego kręgu – kultury hinduskiej. Jest charakterystyczny. Jak miękka poduszka dźwięków. Skarbnica prastarej kultury. Duet: Karolina – Grzegorz. Hennaja... Jak byśmy się odnaleźli po długiej wędrówce przez karmiczne wcielenia, bogaci w mądrość dzięki naszym ludzkim ciałom, które osiągnęliśmy za zasługi (dobra), w hinduskim aśramie. Wszystko co odkurzone z regionalizmów (a  wcześniej nimi wzbogacone).
            Tradycyjna piosenka afrykańska, do matki ziemi kobiecej i męskiej też – kolejo-ko-mama-kolejo-ko… z upodobaniem śpiewamy razem z Karoliną, Grzegorzem i innymi naszymi gośćmi. Emisyjna nasza pieśń afrykańska w Klubie Muzycznym „Kwinto”, śpiewne karaoke a’ capella…
            Misy dźwiękowe – instrumenty robione ze stopu szlachetnych metali w Nepalu, zwane tybetańskimi. Orkiestra mis, dźwięku przekazywanego w  jego obłym kształcie zewnętrza i wewnętrza, są znowu jak POWRÓT. Ładnie nam wypełniają przestrzeń, wibrują figuralnie falami, ich  zmiennokształtnością , zakrzywiające się jak lejki klepsydralne. Niezamknięte jak cisza, kiedy jeszcze dobrzmiewa, ale już jej nie słyszymy, bo jest w tym  zakresie, widzialnym tylko. Zagnieżdża się nasz spokój, przekazywany jest misom. Odzwierciedla nasze zbudowane w tej chwili wnętrze. Jest ono częścią wszystkich obecnych.
            Sambowy rytm. Publiczność chętnie też w nim uczestniczy. Taka interakcja. Wzorcowa – uczymy się podstaw rytmu… Karolina jest w swoim  żywiole. Porywa samba i jej egzotyczne gatunki pochodne. Rozumiemy muzyków – to co ich w niej porywa – żywioł, sama radość istnienia muzycznego… trochę uciechy i trochę zabawy, dziecięcej nieco – no, może więcej niż trochę…
            Piękny i satysfakcjonujący wielorako koncert. Organizatorzy dziękują Rafałowi i Pawłowi za nagłośnienie, Krzysztofowi Pawłowskiemu – właścicielowi „Kwinto” za gościnę, także obsłudze za pomoc i atmosferę. Adamowi Syczowi - właścicielowi Sklepu Komputerowemu za wsparcie.

Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym można wspomóc przeznaczając 1% podatku.
KRS 0000 109 895
Nr konta: 97 1590 0013 2000 1706 5129 9506  
Tel./faks: 22 635 69 70 ul. Deotymy 41
01-441 Warszawa


Iwona Wróblak
luty 2016












niedziela, 3 stycznia 2016

Spotkanie – Wigilia w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym

            Spotkanie – Wigilia w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym. Ja – dawca – jestem… Ostatnie warsztaty: „Cieszmy się świętami” - spotkaniem. Wigilią – w całym sakralnym i potocznym tego słowa znaczeniu. Wsparcia dla osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Spotkania ze sobą wolontariuszy pomagających tym osobom, czerpiącym z tego radość.
Gościnny Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy z jego Dyrektor panią Arlettą Stachecką, która użycza dachu i wsparcia dla sześcioletnich inicjatyw Ewy Skrzek – Bączkowskiej Lubuskiego Pomocnika Wojewódzkiego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym.
Sala stołówki i przystrojona nastrojowa choinka w rogu. Grupa wolontariuszy nieustannie ćwiczących, także przy tej okazji, język migowy, wspólnie śpiewa piosenkę. Nie zapomina się tutaj nigdy, jaki jest cel wszystkich działań – jest nim kontakt i wsparcie osób głuchoniewidomych. Dba się o  to, by wszystko, co się dzieje, było natychmiast tłumaczone na znaki dla nich czytelne. Te przejrzyste działania sprawiają, że wszyscy od początku przybycia czujemy się tutaj dobrze.
Ostatnie warsztaty 3.dniowego spotkania osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, które przyjechały do nas, do Międzyrzecza nieraz z  daleka, z odległych jednostek TPG. Piknik przyjaciół. Było wspólne gotowanie i pieczenie – warsztat kulinarny, którym dowodziła pani Anna Żyża. Degustujemy teraz jego wyniki. Są wspaniałe. Smakowo subtelne, urozmaicone asortymentowo, wszystko bardzo smaczne i – co najważniejsze – przez uczestników zrobione. Pomagała też młodzież z SOSW.
Piękne stroiki z żywej choinki – rezultat grupy z warsztatu rękodzieła artystycznego – prowadzenie Anna Ciągło, uprzednio podziwiane są  przedmiotem prezentów dla gości spotkania – pani dyr. Stacheckiej, doktora J. Szubzdy, wolontariusza roku ( Ani Rybarczyk) – tytułu uroczyście przyznawanego najbardziej aktywnym wolontariuszom, i innych osób. Nie może być lepszego zastosowania dla pięknych rękodziełek…Także dla Ewy, przecież ma urodziny w Wigilię… Na pewno zasłużyła na to, swoim oddaniem i charytatywną pracą dla głuchoniewidomych. Robi to już 6 lat – z  niesłabnącym zaangażowaniem. Jest instytucją dla tych osób. Ewa w uściskach i życzeniach, na jej uszy przelewanych, od bliskich sobie ludzi, tak być powinno...
Ewa przywołuje innych solenizantów, inne Ewy, innych grudniowych jubilatów, zawsze myśli nie tylko o sobie. Taka Ewa jest. Tak tutaj jest – w  lubuskim TPG – solenizant upodmiotowiony, wolontariusz – także, i oczywiście osoba z uszkodzeniami zmysłów. Upodmiotowiona, doceniona jako wartościowa dla siebie i innych.
Mamy w tym roku prawdziwy musical. To efekt warsztatu muzyczno-teatralnego pt. „List do Miłującego Ojca”, który prowadził instruktor kulturalno-oświatowy Bartłomiej Orzeł. Oczywiście z tłumaczeniem migowym. Anielice z wielkimi białymi skrzydłami roznoszą te Listy. Rapujący miejscami spektakl, z dobrą muzyką, skupiony wokół symbolu – kołyski z maleńkim Jezusem. Słyszymy operowe „Ave Maria”, piękny sopran w tle… Jurek Godyń, klubowy artysta – malarz z mikrofonem jako główna persona nadająca ton. Świetnie pomyślana postać Przeszkadzacza – diabła – pan  Andrzej znany z długich wąsów (może to było kryterium doboru aktora…) kusi z bardzo przekonywującą miną plikiem wielkich stuzłotówek. Potem nam się żartobliwie tłumaczy, że to niezupełnie jego natura, ta diabelska, że jest Dawcą… (w wypowiedzianej pięknej swojej frazie: Ja – dawca – jestem). Reżyseria spektaklu: Ewa Wołyńska.
W skupieniu słuchamy Karoliny Szulgi, jej kolędy „Wśród nocnej ciszy”, modulacji głosu, kiedy wsłuchana w swój wewnętrzny podkład muzyczny (ma tylko kilka procent słuchu), wibracjami odbiera linię melodyczną z konsolety.
I jeszcze jeden warsztat – muzykoterapeutyczny. Relaksacja muzykoterapeutyczna, muzykoterapia aktywna prowadzona przez muzykoterapeutę – Karolinę Szymków. Lubimy sobie pobębnić na różnych bongach, to takie fajne, dziecięce, i bardzo --- terapeutyczne.
Jeszcze tylko Marta Kostecka – już studentka, ale nadal wierna TPG, pokaże nam multimedialny pokaz działań Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym w 2012 r. Potem będzie czas na wspólne śpiewanie. Bartek Orzeł na gitarze zaintonuje pierwsze nuty. Zbiera się krąg wokół gitarzysty, wszyscy są zaproszeni. Jak na comiesięczne spotkania w Klubie, które Ewa nazywa „weselami” – od weselenia się.
Warsztaty "Cieszmy się świętami - wparcie dla osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu" finansowane były ze środków PFRON przy  udziale Województwa Lubuskiego.



Iwona Wróblak
styczeń 2013

środa, 30 grudnia 2015

Nie widzę problemu, nie słyszę sprzeciwu

Nie widzę problemu, nie słyszę sprzeciwu. By pomóc. Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym.  http://niewidzenieslysze.pl/  
            Ewa Skrzek – Bączkowska (Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym) – ludzie czują się pełnowartościowi dzięki TPG. To jedyna w Polsce organizacja wspierająca osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu.
            Ewa, jak co dzień, bez względu na to, czy to sobota, niedziela, wolny weekend, ślęczy nad papierami. To rozliczenia z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych przyznanych na działalność TPG. Papierów jest dużo, każda najmniejsza czynność musi mieć odzwierciedlenie w zawiłej dokumentacji. Pracy ogrom, a pieniędzy nigdy rzecz jasna nie jest za wiele. Organizacja się rozrasta, chce objąć opieką wszystkie osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. To ambitny program. Ale potrzebne są na to środki.
            Duży stół w mieszkaniu służy jej jako biurko. Poświęca na to KAŻDĄ wolną chwilę. A ponadto ma swoją pracę w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Międzyrzeczu, pracę, która (też, jak TPG) jest jej pasją. Jest nauczycielką, zajmuje się m.in. rehabilitacją i rewalidacją osób z dużymi uszkodzeniami. Oddaje się im całym sercem. Stale też się dokształca zawodowo. Ostatnio wykorzystuje w pracy terapię dźwiękami - to bardzo głęboka terapia – mówi. I przynosi skutki.
             W prowadzeniu działań i ich dokumentowaniu, wraz z pełnomocniczką, zaangażowana jest koordynator wolontariatu psycholog - Ewa Hasek. Obie liderki, a także inni wolontariusze, instruktorzy, czują się odpowiedzialni za osoby, którymi opiekuje się TPG. Organizacja przynosi korzyści ludziom z uszkodzeniem dwóch najważniejszych zmysłów. Alternatywą jest zamknięcie ich w domach… Życie, jakie im, razem z wolontariuszami, organizują sprawia, że czują się bardziej samodzielni – do tego stopnia, że stają się na tyle silni, szczęśliwsi, że mogą i potrafią pomagać innym! Przestają być  biorcami, mogą DAWAĆ od siebie! I taki jest cel Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Budowanie poczucia własnej wartości u osób niepełnosprawnych, tak by we wspólnocie, potem w społeczeństwie, mogły pełnić godnie role społeczne. Dać możliwość spełnienia się. Osobistego rozwoju. Wzmocni to ich na całe życie – dlatego warto.
            Ludzie głuchoniewidomi, dzięki udzielanemu wsparciu, coraz lepiej  się samoorganizują, przejawiają twórcze inicjatywy. Są samodzielni – na  miarę swoich możliwości. Pamiętajmy, że wielu z nich prawie nic nie widzi i nie słyszy. Praca przynosi skutek. Trzeba tylko – mówi Ewa - wytrwale pracować.  Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym działa w 13 województwach na terenie całego kraju już od 25 lat, organizuje Regionalne Spotkania Głuchoniewidomych, tworzy warsztaty i imprezy kulturalne i sportowe.
            Ewa Skrzek Bączkowska z uśmiechem wspomina obrazki z ostatniej TPG-owskiej Wigilii i przygotowań do niej. Jak niewidząca Ela lepiła własnoręcznie (pod życzliwym opiekuńczym okiem Agaty – instruktorki zajęć z zakresu gospodarstwa domowego, w której znalazła pokrewną duszę) pierogi. Robiła to pierwszy raz od 30 lat! Taka prozaiczna, zdawałoby się nam widzącym i słyszącym, czynność, dla niej osobiście znaczyła bardzo wiele!  Tym bardziej, że po raz pierwszy robiła to przed laty z mamą, kiedy jeszcze widziała…Pierogi klubowiczka zabrała do domu, ponieważ w tym roku spędza święta ze swoją głuchoniewidomą przyjaciółką, z którą poznała się w Międzyrzeczu. Nie sądziła, że uda się to jeszcze kiedykolwiek… Własnoręczne pierogi i radosne święta!  A jednak.
            Podopieczni TPG mają drugi dom. Chętnie przyjeżdżają na comiesięczne spotkania do Międzyrzecza, do Ewy, do SOSW, gdzie się odbywają. Ten TPG-owski dom, który im stworzyły obie Ewy z wolontariuszami, tłumaczami-przewodnikami jest ICH. Mają zapewnione kompleksowe wsparcie (doradców zawodowych, psychologów etc), Ewa ze wzruszeniem opowiada o tworzącej się tradycji drobnych upominków, które czują potrzebę ofiarowywać sobie nawzajem. Na spotkanie przywieźli słoiczki z własnymi przetworami, rocznicowy tort. To, że potrafią się samodzielnie zintegrować, jest wielkim sukcesem wolontariuszy TPG.
            Formy wsparcia dla osób głuchoniewidomych naszego lokalnego TPG są wielorakie i dostosowane do specyficznych potrzeb. Objęte są nimi 32  osoby. To nauka podstawowej samodzielności, zajęcia rehabilitacyjne. Nauka orientacji w przestrzeni – domowej i tej na zewnątrz mieszkania. Poruszanie się z białą laską. Obsługa telefonu, Internetu. Jest tylko jedno – chodzi o fundusze, jest ich coraz mniej! Są niezbędne, by zakupić sprzęt, który ułatwi osobom z tak podstawowymi uszkodzeniami sensorycznymi normalne życie. Sprzęt jest, tylko niestety za drogi dla osób z  niewielką rentą inwalidzką, a  własny wkład finansowy jest warunkiem dofinansowania z PFRON. TPG ma ambicję, żeby wspierać ich w pomocy dla uzyskania tego sprzętu. Pieniądze są potrzebne ponadto na wsparcie  tłumaczy-przewodników, tłumaczy języka migowego, którzy pomagają osobom głuchoniewidomym w  funkcjonowaniu i załatwianiu codziennych spraw.
            Jest obecnie pilna potrzeba zebrania trochę grosza na te cele. By zapewnić prawidłowe funkcjonowanie Organizacji. Środki na specjalny komputer dla osób głuchoniewidomych, na pomysłowe gadżety, które życie bez wzroku i słuchu czynią bardziej znośnym… Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym prosi o wpłaty:

Dane do wpłaty darowizny: Dane do wpłaty darowizny:
Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym
ul. Deotymy 41, 01-441 Warszawa
89 1370 1372 0000 1701 5129 9500
Z tytułem wpłaty: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE TPG

            Tymczasem TPG pomaga żyć i cieszyć się życiem. Przygotowuje do samodzielności. Realizując swoje cele statutowe korzysta też z systematycznej pomocy sponsorów. Może też liczyć na pomoc Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Międzyrzeczu (dyr. Arletta Stachecka).
            TPG-owcy mają swoje małe Kilimandżaro. Wspięli się na Śnieżkę. Pokonali górę. Pokonali ból nóg, zmęczenie, niewiarę w siebie. Przywieźli stamtąd radość i ufność w swoje możliwości. Ufność w ludzi.
            Zabawa jest pierwszą wartością człowieka. Radością. Dwóch niewidomym chłopców dostało niedawno szachy (brajlowskie). Wielka radość dla  inteligentnej młodzieży – i zabawa w naukę logicznego myślenia, w sport. Radość innych zawsze cieszy. Dlatego warto mieć swój wkład w te działania.


Iwona Wróblak
grudzień 2015





poniedziałek, 23 listopada 2015

Dotykać sztuką nieba

           
            Spotkania i koncerty członków i sympatyków Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym to święta przyjaźni i empatii. Celem spotkań jest  wydobycie z cienia i ciszy osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Zaproszenie nas do poznania tych osób, zawarcia przyjaźni i znajomości, zaprezentowanie ich twórczości. Przełamanie barier i przeszkód w komunikacji związanymi z ich niepełnosprawnością.
            W holu Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego wytwory rąk Jurka Godynia, który mimo postępującej utraty wzroku modeluje w glinie swe piękne rzeźby. Są pejzaże malowane na płótnie, dziergane serwetki, mimo niedowidzenia, szczątków wzroku można jeszcze z powodzeniem dać  upust swoim twórczym pasjom. Prace Ewy Grad, Elżbiety Grad –Trochimiuk, Marka Gembalskiego, Danuty Brandenbura, Henryka Woźniaka, Karoliny Szulgi. Dla nas widzących to intymny wgląd w świat wyobraźni i psychiki ludzi niedowidzących i niedosłyszących. Także zupełnie zwyczajne poznanie drugiego człowieka, którego – oprócz niesprawności zmysłów – przecież nic od nas nie różni… A osobowości mają bardzo ciekawe, doświadczenia od  nas różne.
            Ewa Skrzek - Bączkowska pełnomocnik wojewódzki TPG przekonała do siebie duże i wierne grono oddanych jej i sprawie pomocy osobom głuchoniewidomym wolontariuszy. To przeważnie młodzi ludzie, wielu ze, jak ja to nazywam, „szkoły wolontariatu” Caritas Janusza Rutowskiego z  Gimnazjum nr 1, są też starsi nieco, wysoko kwalifikowani specjaliści od rehabilitacji, znajomi i współpracownicy Ewy. Klarowność intencji, zdolności organizacyjne Ewy i jej ogromna osobista pracowitość czynią tę ważną społecznie działalność bardzo efektywną dla głuchoniewidomych, wiele dającą lokalnemu społeczeństwu - w sferze integracji i przełamywania społecznych barier.
            To, co wie Ewa, co czują jej wolontariusze, próbowano nam przekazać w tegorocznym koncercie – spektaklu. Mówi się tam o wielkiej i naglącej potrzebie chwili przystanięcia i zastanowienia się nad kształtem i formułą naszego życia. Przy okazji spaceru niedzielnego do międzyrzeckiego zamku. Zintegrowania się ze sobą, i miejscem, gdzie się mieszka. Stworzy to nam odpowiedni niezbędny dystans do świata, sprawi że widzenie spraw codziennych będzie nam dane we właściwych barwach i proporcjach ich ważności. Dawne legendy są takim pretekstem, przy tym ciekawe, inspirujące, sięgają czasów pogańskich. Można wcielić się w szatę kapłanki, posiedzieć nad ogniskiem w chramie, jako boginka odpędzić złe czary, leczyć chorych mocą uzdrawiania. To fajna zabawa być aktorem. Podziwialiśmy kreacje sceniczne Eli, Grażynki, Andrzeja, Tomka, Romka. Recytacje Elżbiety Prędkiewicz. Wokalne popisy Karoliny Szulgi, tego fenomenu śpiewania trudnych muzycznie piosenek, interpretowanych za każdym razem inaczej – nie  wyuczonych bynajmniej na pamięć; jak słyszy swoim szczątkowym słuchem muzykę przez duże „M” nasza Karolina?, To jej twórcza tajemnica, o której jeszcze ktoś na pewno napisze bardzo naukowy esej.
            Wsłuchanie się w lokalną ojczyznę, w ziemię, z którą jesteśmy, czy chcemy czy nie, niejako zrośnięci, poprzez historię i teraźniejszość w nią się  przemieniającą, to wstęp do poznania innych cennych a dostępnych nam jej – tej teraźniejszości – wymiarów. Proces ten generuje bezpieczne dla nas, stabilizujące zakorzenienie się w czasy współczesne. Może nie będzie się na nas patrzyło jakieś wrogie bóstwo – czytaj; samotność, niepewność, alienacja, wrażenie nieprzydatności i braku celu w życiu. Nasze miasto zbudzi się, kiedy my będziemy przebudzeni; społeczność składa się z ludzi, to oni tworzą świat.
            Wszystkie empatie, dobre działania są wielką mocą mogącą uszczęśliwić - poprawić los ważnego pojedynczego człowieka. Warto pracować, by  stworzyć to wielkie dzieło. A jaką daje moc!! – spytajcie wolontariuszy, dlaczego poświęcają pracy dla innych tak wiele swojego osobistego czasu, z  jakiego powodu są uśmiechnięci. Szczęśliwi.
            Koszulki wolontariuszy z alfabetem Lorm’a, znakami daktylografii. Wspólne miganie piosenki, i Zuzia Marzol na bieżąco tłumacząca miganiem treść spektaklu. Paweł Reszela – artysta kabaretowy zaproszony na występ – z dwoma mikrofonami (dla lepszego słyszenia przez głuchoniewidomych). Znaki stygmaty KONTAKTU międzyludzkiego, pomimo i obok uszkodzeń zmysłów, niejako im wbrew…
            I te mistyczne doświadczenia z warsztatów bębniarskich, pierwotne słuchanie dźwięków – dla nas amatorów nauka słyszenia swoich osobistych nut i kluczy muzycznych. Na bębnach podczas przedstawienia przygrywał Maciej Półtorak.
„Jaka to sztuka dotykać nieba?...” Piękny wiele dający do myślenia motyw piosenki TPG, bardzo filozoficzny… Pytający o rodzaj sztuki - ekspresji, która lekko tylko dotyka zmysłów, one – jeśli już są uszkodzone, to trudno, musimy i obejdziemy się - może bez nich. Też – bez nich – jesteśmy ludźmi… Nasze dłonie są złączone.
Koncert był ważny dla wielu osób, które nań przybyły – w-ce starosta Remigiusz Lorenz, dyr. PCPR Elżbieta Ostaszewska, Zofia Plewa, Sylwia Guzicka prezes „Szansy”, Barbara Kaźmierczak, dyrektorzy szkół – Alicja Witter, Anna Górzna. Janusz Rutkowski i wiele innych osób.
            Spotkanie TPG było dwudniowe. W sobotę od rana rozpoczął się kolejny dzień przedsięwzięcia - głuchoniewidomi uczestnicy z woj. lubuskiego i wielkopolskiego wyjechali do Rokitna. W ogrodzie DPS 38 na dzieci i młodzież czekało wiele atrakcji, które pod przewodnictwem Sylwestra Suchockiego przygotowali miłośnicy airsoftu. Dzięki współpracy z katechetą – Januszem Rutkowskim uczestnicy spotkania, a także zaprzyjaźniona grupa z Polskiego Związku Niesłyszących mogła wziąć udział w mszy świętej, poprowadzonej przez ks. Mariusza Szafryka z Parafii Świętego Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu. Wolontariusze przygotowali oprawę mszy, a przewodniczył im w tym Andrzej Pałka, instruktor harcerski z Domu Pomocy Społecznej w  Rokitnie.
            Na dobre i na złe jest z nimi Ewa Hasek – psycholog, która służy wsparciem wszystkim potrzebującym, zarówno głuchoniewidomym jak i  wolontariuszom, pomagając tworzyć silną grupę.
            Organizatorzy dziękują zaproszonym artystom, Pawłowi Reszeli, Krzysztofowi Kamyszkowi. Głównym sprzymierzeńcem przedsięwzięcia było Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (wsparcie w ramach środków z PFRON), Gmina Międzyrzecz, także Gospodarczy Bank Spółdzielczy w  Międzyrzeczu, Dyrekcja Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży – Rokitno 38 – Magdalena Mleczak - gościna podczas sobotniej części imprezy. Dziękują pracownikom: Ewie Wołyńskiej, Bartkowi Orłowi, Justynie Pietrzak, Elżbiecie Szafrańskiej za wsparcie w tworzeniu hymnu, montażu muzyczno-słownego, Rejonowemu Sztabowi Ratowniczemu – Marcie Marzol, Monice Jesionowskiej, Marcinowi Dziobkowi, którzy przez dwa dni  czuwali nad bezpieczeństwem imprezy, Chłopakom z  Grupy airsoftowej, m.in. – Sylwestrowi Suchowskiemu, Tadeuszowi Suchowskiemu, Rafałowi Bugajowi, Danielowi Andrukiewiczowi, Natalii Jaruta, która pomagała tuż przed koncertem, w najgorętszym czasie przygotowań, niewątpliwie przyczyniając się do sukcesu imprezy.
            Dziękują sponsorom: Jackowi Różyckiemu prowadzącemu piekarnio-cukiernię BACZYNA, Robertowi Czekale – Ogrodnictwo, Firmie EWE –  Gaz Ziemny, Firmie „Duet” Jacka i Beaty Bełz, Krystynie Kuik, Ewie Szarata z Biura Kreśleń z Międzyrzecza, Maćkowi Czekałowskiemu z firmy MC  studio ReklAmowe w Sulechowie.

Iwona Wróblak
lipiec 2013


środa, 11 listopada 2015

Przyjdź – jako wolontariusz, a już na pewno – jako osoba głuchoniewidoma, znajdziesz wsparcie


             Towarzystwo pomocy Głuchoniewidomym. Internat Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Międzyrzeczu. Wojewódzka Jednostka TPG w Międzyrzeczu z jej lubuskim pełnomocnikiem Ewą Skrzek - Bączkowską i gronem pełnych nowych pomysłów wolontariuszy spotyka się tu co  miesiąc.
            Zuzia Marzoł, tłumaczka języka migowego. – Kipimy pomysłami. Wolontariat jest sposobem na ciekawe życie. Rotacja wśród wolontariuszy jest  duża. Jedni przychodzą, przyglądają się, zostają, inni odchodzą. Wszyscy dobrze się bawią i pomagają osobom z niepełnosprawnością słuchu i wzroku. Osobą, która spaja to działanie, nadaje jej właściwy kierunek, jest Ewa. Trochę nieśmiała, ale bardzo uparta, bardzo pracowita, o intuicyjnej wiedzy, jak  zebrać ludzi, by prowadzić Jednostkę TPG w Międzyrzeczu. I delikatnie przekonać innych, żeby jej pomagali…
            Spotkanie jest integracyjne na pewno. Widzę jak Ewa rozmawia z nowym tu głuchoniewidzącym chłopakiem. Jest z Międzyrzecza! – cieszy się.  Raduje ją, że jeszcze jedną osobę będziemy mieli w TPG. Chodzi o to, żeby ze sobą pobyć, porozmawiać, i pomóc, a tu są możliwości. Obowiązuje okazywanie zainteresowania innym człowiekiem. Uśmiech. Dbałość o to, żeby każdy się tu dobrze czuł. Poza tym tutaj wszyscy są swoi. Nie trzeba wstydzić się głuchoślepoty, tego że się niewyraźnie mówi. Wolontariusze są po to, żeby ułatwić im życie. Przeprowadza się specjalne szkolenia motywacyjne dla wolontariuszy. Obecne spotkanie ma to w planie nazajutrz. Zapraszani są również wysoko kwalifikowani specjaliści. Dzisiaj jest  tyflospecjalista (z gr. typhlos - niewidomy) Karina Buziakiewicz pracownik Fundacji „Szansa dla niewidomych”. Doradza i prezentuje sprzęt rehabilitacyjny. Jest stale dostępny prawnik i doradca zawodowy. Żeby osoby niepełnosprawne miały takie same szanse jak inni. Uczmy się –  wzajemnych relacji - wszyscy od wszystkich…
            Napięty jest program spotkania. Po krótkiej prezentacji sprzętu - kolacja (okazja do rozmów, poznania się), potem będzie karaoke, nazajutrz konie w stajni w Kuźniku, zajęcia z psychologiem Ewą Hasek, Joanną Rybarczyk, która będzie mówić, czym jest głuchoślepota. Rozglądam się po sali stołówki w Internacie, są oprócz międzyrzeczan ludzie z Zielonej Góry, Lubska, Gorzowa, okolic Cybinki – z całego województwa. Jak mówi Zuzia, wkrótce pojadą szukać głuchoniewidomych do Świebodzina, niech i tam nie siedzą sami zamknięci w czterech ścianach ciemności i ciszy. Dla nich jest TPG.  Otwarcie na ludzi i świat, którego nie ograniczy niepełnosprawność.
            Na stoliku prezentacyjnym duża księga z tekstem, także w języku Braill’a. Na czarnych literach białe wypukłe kropki. Mimowolnie przesuwam po  nich palcami.
Jest dużo ułatwień dla osób z wadą słuchu i wzroku. Bardzo wiele pomysłowych urządzeń, sprzętu do użytku codziennego dla osób niedowidzących, które kompensują uszkodzone zmysły. Technika może wiele. Głosem komunikujący temperaturę termometr. Nakładka na szklankę, która brzęczy, kiedy naczynie jest wypełnione. Mówiący krokomierz do ćwiczeń. Urządzenie, które sygnalizuje, czy osoba głuchoniewidoma jest w pomieszczeniu ciemnym czy jasnym. Do odsłuchiwania książek też jest coś, komputerek z kartą pamięci. Leży wielka klawiatura z pokaźną myszą, którą nazywa się potocznie jajkiem sadzonym (jest żółta w środku). Na własnych uszach w słuchawkach sprawdzam, jak bardzo można pogłośnić mówiony z mikrofonem tekst, są  pokrętełka, które to regulują.         
            Głuchoniewidzący nie są sami. TPG działa prężnie, inne organizacje pożytku publicznego mogą im tylko pozazdrościć stopnia zorganizowania. Mają fachową kadrę i ludzi oddanych sprawie pomocy innym. I u nas w Międzyrzeczu jest Ewa Skrzek – Bączkowska, która zapisze się wielkimi zgłoskami w dziele pomocy innym – wyrywania ich z ciszy i mroku. Z grupą wolontariuszy, których wychowała, teraz już kwalifikowaną kadrą tłumaczy migowych.



Iwona Wróblak
listopad 2013

sobota, 3 października 2015

Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym. Dotykać sztuką nieba.

           
            Spotkania i koncerty członków i sympatyków Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym to święta przyjaźni i empatii. Celem spotkań jest wydobycie z cienia i ciszy osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu. Zaproszeni jesteśmy do poznania tych osób, zawarcia przyjaźni i  znajomości, do prezentacji ich twórczości. Chodzi też o przełamanie barier i przeszkód w komunikacji związanymi z ich niepełnosprawnością.
            W holu Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Międzyrzeczu wytwory rąk Jurka Godynia, który mimo postępującej utraty wzroku nadal modeluje w glinie swe piękne rzeźby. Na wystawie są malowane na płótnie pejzaże, dziergane serwetki; mimo niedowidzenia można jeszcze z  powodzeniem dać upust swoim twórczym pasjom. Prace Ewy Grad, Elżbiety Grad –Trochimiuk, Marka Gembalskiego, Danuty Brandenbura, Henryka Woźniaka, Karoliny Szulgi. Dla nas widzących to intymny wgląd w świat wyobraźni i psychiki ludzi niedowidzących i niedosłyszących. Także zupełnie zwyczajne poznanie drugiego człowieka, którego – oprócz niesprawności zmysłów – nic od nas nie różni. A osobowości mają bardzo ciekawe, doświadczenia od nas różne.
            Ewa Skrzek - Bączkowska pełnomocnik wojewódzki TPG przekonała do siebie duże i wierne grono oddanych jej i sprawie pomocy osobom głuchoniewidomym wolontariuszy. To przeważnie młodzi ludzie, są też starsi nieco, wysoko kwalifikowani specjaliści od rehabilitacji, znajomi i  współpracownicy Ewy. Klarowność intencji, zdolności organizacyjne Ewy i jej ogromna osobista pracowitość czynią tę ważną społecznie działalność bardzo efektywną dla głuchoniewidomych, i wiele dającą lokalnemu społeczeństwu - w sferze integracji i przełamywania społecznych barier.
            To, co wie Ewa, co czują jej wolontariusze, próbowano nam przekazać w tegorocznym koncercie – spektaklu. Mówi się tam o wielkiej i naglącej potrzebie chwili – momentu przystanięcia, zastanowienia się nad kształtem i formułą naszego życia. Przy okazji.. spaceru niedzielnego do międzyrzeckiego zamku. Przez to zintegrowania się ze sobą, i z miejscem, gdzie się mieszka. Stworzy to nam odpowiedni niezbędny dystans do świata, sprawi że widzenie spraw codziennych będzie nam dane we właściwych barwach i proporcjach ich ważności. Dawne legendy są takim pretekstem, sięgają czasów pogańskich. Można wcielić się w szatę kapłanki, posiedzieć nad ogniskiem w chramie, jako boginka odpędzać złe czary, mocą uzdrawiania leczyć chorych. To fajna zabawa być aktorem. Podziwialiśmy kreacje sceniczne Eli, Grażynki, Andrzeja, Tomka, Romka. Recytacje Elżbiety Prędkiewicz. Wokalne popisy Karoliny Szulgi, tego fenomenu śpiewania trudnych muzycznie piosenek, interpretowanych za każdym razem inaczej – nie wyuczonych bynajmniej na pamięć; jak słyszy swoim szczątkowym słuchem muzykę przez duże „M” nasza Karolina?, To jej twórcza tajemnica, o której jeszcze ktoś na  pewno napisze bardzo naukowy esej.
            Wsłuchanie się w lokalną ojczyznę, w ziemię, z którą jesteśmy, czy chcemy czy nie, niejako zrośnięci, poprzez historię i teraźniejszość w nią się  przemieniającą, to wstęp do poznania innych cennych a dostępnych nam jej – tej teraźniejszości – wymiarów. Proces ten generuje bezpieczne dla nas, stabilizujące zakorzenienie się w czasy współczesne. Może nie będzie się w nas wtedy srogo wpatrywało wrogie bóstwo – czytaj; samotność, niepewność, alienacja, wrażenie nieprzydatności i braku celu w życiu. Nasze miasto zbudzi się, kiedy my będziemy przebudzeni; społeczność składa się z ludzi, to oni  tworzą świat.
            Wszystkie empatie, dobre działania są wielką mocą mogącą uszczęśliwić - poprawić los ważnego pojedynczego człowieka. Warto pracować, by  stworzyć to wielkie dzieło Pomocy. A jaką daje siłę!! – spytajcie wolontariuszy, dlaczego poświęcają się pracy dla innych, tak wiele swojego osobistego czasu, z jakiego powodu są uśmiechnięci. 
            Koszulki wolontariuszy z alfabetem Lorm’a, znakami daktylografii. Wspólne miganie piosenki, i Zuzia Marzol na bieżąco tłumacząca miganiem treść spektaklu. Paweł Reszela – artysta kabaretowy zaproszony na występ – z dwoma mikrofonami (dla lepszego słyszenia przez głuchoniewidomych). Znaki stygmaty KONTAKTU międzyludzkiego, pomimo i obok uszkodzeń zmysłów, niejako im wbrew…
            I te mistyczne doświadczenia z warsztatów bębniarskich, pierwotne słuchanie dźwięków – dla nas amatorów nauka słyszenia swoich osobistych nut i kluczy muzycznych. Na bębnach podczas przedstawienia przygrywał Maciej Półtorak.
„Jaka to sztuka dotykać nieba?...” Piękny wiele dający do myślenia motyw piosenki TPG, bardzo filozoficzny… Pytający o rodzaj sztuki - ekspresji, która lekko tylko dotyka zmysłów, one – jeśli już są uszkodzone, to trudno, musimy i obejdziemy się - może bez nich. Też – bez nich – jesteśmy ludźmi… Nasze dłonie są złączone.
            Spotkanie TPG było dwudniowe. W następny dzień od rana rozpoczął się kolejny dzień przedsięwzięcia - głuchoniewidomi uczestnicy z woj.  lubuskiego i wielkopolskiego wyjechali do Rokitna koło Międzyrzecza. W ogrodzie Domu Pomocy Społecznej -38 na dzieci i młodzież czekało wiele atrakcji, które pod przewodnictwem Sylwestra Suchockiego przygotowali miłośnicy airsoftu. Dzięki współpracy z katechetą – Januszem Rutkowskim uczestnicy spotkania, a także zaprzyjaźniona grupa z Polskiego Związku Niesłyszących mogła wziąć udział w mszy świętej, poprowadzonej przez ks.  Mariusza Szafryka z Parafii Świętego Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu. Wolontariusze przygotowali oprawę mszy, a przewodniczył im w tym Andrzej Pałka, instruktor harcerski z Domu Pomocy Społecznej w Rokitnie.
            Na dobre i na złe jest z nimi Ewa Hasek – psycholog, która służy wsparciem wszystkim potrzebującym, zarówno głuchoniewidomym jak i  wolontariuszom, pomagając tworzyć silną grupę.
            Organizatorzy dziękują zaproszonym artystom, Pawłowi Reszeli, Krzysztofowi Kamyszkowi. Głównym sprzymierzeńcem przedsięwzięcia było Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (wsparcie w ramach środków z PFRON), Gmina Międzyrzecz, także Gospodarczy Bank Spółdzielczy w  Międzyrzeczu i mediom.

Iwona Wróblak
listopad 2014


sobota, 29 sierpnia 2015

Dotykanie sztuką Nieba. Rozdawanie radości.
VII Koncert. Siódme rozdawanie radości… Poznając osoby głuchoniewidome, która Ewa Skrzek- Bączkowska (Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym) razem z wolontariuszami, w ramach comiesięcznych działań międzyrzeckiego Klubu TPG skrzętnie wyłuskuje z ich świata ciszy i głębokiego mroku, widzę, jak wiele dla nich znaczą te spotkania. Nie wszyscy z nich o tym – o wzajemnym rozdawaniu radości - głośno mówią, nie wszyscy piszą – jak Elżbieta Mai – Skarzisko. Ale wszyscy dotykają Nieba, gdzie są Anioły, jak notuje w swoim wierszach Elżbieta …( „Białe anioły”: ciepło głosu/, delikatność rąk,/siła charakteru…)
Specjalny Ośrodek Szkolno - Wychowawczy w Międzyrzeczu. Tegoroczny Koncert jest wyjątkowy. Muzykoterapeutka Karolina Kaja Szymków i  czeski muzykoterapeuta Aleś Fuchs zaaranżowali koncert utworów muzycznych. Zaprosili osoby głuchoniewidome i sympatyków TPG. Koncert na bębny djembe, misy i dzwonki tybetańskie, didgeridoo, fujarę słowacką, grzechotki, przeszkadzajki, janczary guira, pudełka akustyczne, afrykański balafon – cymbały, ksylofon, arabską darabukę z plastikową membraną, etniczne instrumenty tradycyjne, gong chiński.
Nasi muzycy rozmawiają z nami dźwiękami. Koncert jest dyskursem, rozmową osób głuchoniewidomych z nami, ze społeczeństwem. Projekt „Poczuć muzykę – cykl działań muzykoterapeutycznych dla osób z niesprawnością sensoryczną wg metody Lubomira Holzera” (współfinansowany przez  Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Zielonej Górze w ramach Funduszy PFRON, także przez Gminę Międzyrzecz). Poprzedzony spotkaniem informacyjnym Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, w którym jest o tym, czym jest niedosłuch, jak sobie z nim radzić, co zrobić, aby słyszeć i  rozumieć więcej, także jak przystosować przestrzeń publiczną dla potrzeb osób słabo słyszących.
            Uczestnicy koncertu opowiadają mi, że przygotowania trwały długo. Aranżacje i reżyseria były starannie przemyślane. Opierały się na śpiewie improwizacyjnym i intuicyjnym. Celem głównym koncertu jest kontakt w grupie oraz stworzenie możliwości wyrażania swoich stanów emocjonalnych. Tym jest pieśń intuicyjna. Osoby uczestniczące stają się ważną cząstką grupy, składową całości. Dźwięki, których się używa, wybiera spośród naturalnych odgłosów, są spontanicznymi odruchami, westchnieniami ciała, jego obroną, które w swojej mądrości właśnie tak się relaksuje, odpręża. To naturalne rejestry przyrody, zjawiska te, barwę i częstotliwości fal, obecnie się bardzo intensywnie bada w sposób naukowy. Strojenie instrumentów też jest  naturalne.
Nadstawiamy uszu. By usłyszeć dźwięki nie zawsze - dość usłyszane. Muzykoterapia holistyczna. Szmer rozmów, szmer istnień ludzkich, ich  bytowanie – wśród nas, wśród społeczeństwa. Nasze rojowisko. Jeżeli wyciszymy się wewnętrznie, nastawimy na koncert z własnym dotykaniem, własnym poznaniem nie znanych nam jeszcze aspektów, zaczniemy odróżniać w nim poszczególnie głosy – istnienia ludzkie, osobowości, nieważne, że z  uszkodzeniami, Kaja – dyrygent – każe im się wyodrębniać z szumu, istnieć SAMODZIELNIE. Zaczynamy zauważać relacje między głosami, one same, różnorodne i piękne w swej niepowtarzalności, w grupie i zespole, jako stowarzyszenia, mozaiki ludzkiej społecznej aktywności. Są jak utwór muzyczny, splatają się i przenikają w pięcioliniach i sferach wzajemnych uczuć. Wielogłos, rytm coraz wyraźniejszy – dla nas, którzy uczymy się ICH SŁUCHAĆ.
Drugi utwór. Trochę kobiecy, powiedziałabym, bo z szelestu i ciszy, żeński aspekt świata. Miękkie dźwięki samogłoskowe. Zew. Pozaorganicznie słyszymy rytm na bębnach. Muzykoterapia na pewno ociera się o sztukę, chociaż, jak mówi Kaja, nie taki ma cel. I dźwięki – pierwsze na świecie spośród falowych struktur – didgeridoo, ich pierwotność jest oczywista, są z głębin odgłosów, jakie wydają wszystkie rzeczy i podmioty fauny i flory łącznie z  nami samymi. Próbujmy w nie wejść. Solówki na ksylofonie. Nasze rytmy wewnętrzne są różne - każdy inaczej chce zabębnić, dotknąć dłońmi instrumentu. Popukać po swojemu, mówiąc kolokwialnie. Jest do tego zachęcany. Solówki chętnych do zaprezentowania SIEBIE jak najbardziej uwiarygodnione. I głoski. Artykułować siebie. Karolina Szulga jest w swoim żywiole. Wsłuchana we własne wielkiej piękności melodie, których nie ogranicza pierwotny zamysł aranżacyjny piosenki, jak jest zazwyczaj, kiedy wykonuje nam czyjś konkretny utwór. Tutaj śpiewa swój własny. Śpiewa Karolinę Szulgę.
Misy tybetańskie kute specjalnie dla swych wartości medytacyjnych. Bardzo naturalnie strojone. Są powrotem do uporządkowania, do  znajdowania w sobie CISZY, która już jest, bo była i którą trzeba tylko rozpoznać. Potencjał nasz niezależny od zmysłów i ich sprawności organicznej. Kaja śpiewa swe glosolalia. Wygląda trochę jak hinduska bogini. Wszyscy nimi jesteśmy, radośni i udźwiękowieni, nareszcie w zgodzie z rytmami naszymi pierwszymi i najważniejszymi. Etniczne instrumenty, arabskie, z głębi rozległych pustyń, ogromnych przestrzeni, które są kolebką ludzkiej wolności do rozwoju. Nasze palce na bębenkach powtarzają bez końców i początków wspólne wszystkim rytmy, łączymy się w nich, bezpieczni i  odnalezieni przez nas samych. Grupa nas wspiera, i przewodnik w grupie, który pomaga i delikatnie wskazuje kierunek, czy raczej wiązki kierunków - drogi, szerokiego traktu, mościmy go sobie sami, JEST NASZ, zbudowany we wspólnych seansach. Na więzi w grupie, akceptacji, szacunku i wsparciu. Sprawczości – możliwej kreatywnej komunikacji o swoim zaistnieniu, mocy działania mimo uszkodzeń. W procesie tworzenia MUZYKI. Wydobywania dźwięków.
„Nadajemy ton dostępności Bon-Ton”, pierwszy ogólnopolski projekt. Tytuł bardzo szczegółowego wykładu o zdobyczach technicznych, które pomogą – w części - zastąpić uszkodzenia sensoryczne. Z tłumaczem migowym i wielkimi literami na telebimie dla słabowidzących. Aparaty słuchowe i  nadajniki przetwarzające dźwięki na bardziej słyszalne w kieszonkach marynarek. Sala wykładowa w SOSW jest opasana pętlą indukcyjną, która wzmacnia sygnały w słuchawkach. To wynalazek już używany, nie tylko na świecie, u nas też.  Wystarczy do tego zwykły sprzęt nagłaśniający.
Na spotkaniu był tłumacz języka migowego, symultaniczny przekaz tekstowy - w formie pisemnej na ekranie, podłączona pętla indukcyjna i  systemy FM. Aparat słuchowy wzmacnia dźwięki, przetwarza je i kompensuje.  Aparaty mogą odbierać dźwięki za pomocą mikrofonu lub pętli indukcyjnych (szczegółowe informacje są na stronie internetowej WWW.pfos.org.pl). Pętle indukcyjne (induktofoniczne), systemy FM / IR zapewniają warunki minimalizujące hałas, zmniejszają ilość przeszkód w dotarciu dźwięku. Współpracują z indywidualnymi aparatami słuchowymi. Umożliwiają osobie niedosłyszącej odbiór nieskazitelnie czystego i wyraźnego dźwięku poprzez cewkę telefoniczną (T). Dają poczucie, że rozmówca jest tuż obok i mówi bezpośrednio do nich. Pętla składa się z odpowiednio zainstalowanego w pomieszczeniu przewodu (zazwyczaj miedzianego) i wzmacniacza elektroakustycznego wyposażonego w mikrofon lub zespół mikrofonów oraz wejścia dla innych urządzeń technicznych, które emitują dźwięki (radio, telewizor, magnetofon, odtwarzacz kompaktowy itp.). Bezprzewodowy system FM składa się z niewielkiego nadajnika i miniaturowego odbiornika. Nadajnik „zbiera” głos mówiącego i przesyła go bezprzewodowo, za pomocą fal radiowych, bezpośrednio do maleńkiego odbiornika radiowego, który  przekazuje go dalej do aparatu słuchowego. Stacjonarny system FM/IR wykorzystywany jest na spotkaniach lub konferencjach. Sygnał z nagłośnienia wysyłany jest do odbiorników z pętlą indukcyjną, w które wyposażone są osoby słabosłyszące. Jest to system mobilny. Są sprawdzonymi rozwiązaniami zalecanymi przez Europejską Federację Osób Słabosłyszących.

Spotkanie informacyjne Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących (PFOS) na temat: „Przyjazna, bezpieczna przestrzeń dla osób sabosłyszących” prowadzone było przez Grzegorza Kozłowskiego - Prezesa Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, Przewodniczącego Zarządu Polskiego Forum Osób Niepełnosprawnych,  Przewodniczącego i współzałożyciela Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym oraz Członka Społecznej Rady Konsultacyjnej przy Zarządzie PFRON, Macieja Kasperkowiaka - współzałożyciela oraz Członka Rady Fundatorów Polskiej Fundacji Osób Słabosłyszących, protetyka słuchu,  reżysera dźwięku, akustyka i  specjalisty z zakresu dostępności przestrzeni publicznej dla osób słabosłyszących oraz Olę Szorc - wolontariuszkę, studentkę surdopedagogiki.
                Polska Fundacja Osób Słabosłyszących została  założona w 2012 roku i jest organizacją zajmującą się działalnością na rzecz osób dotkniętych dysfunkcją narządu słuchu. Jej siedziba mieści się w Warszawie. Inni jej członkowie to  Krzysztof Wostal i Katarzyna Dziedzina oraz wspierająca organizację Beata Strzelczyk.

Koncertowi towarzyszyła wystawa prac artystów. Klub Rodziców Dzieci Głuchoniewidomych „Kreciki” przy Polskim Związku Głuchoniewidomych w Centrum Słuchu i Mowy w Szczecinie reprezentowany był przez rysunki dzieci wystawione w holu. Rysunki i pastele, papierowe konstrukcje – przepiękne. Goście i nasi lokalni artyści głuchoniewidzący: Jerzy Godyń – artysta malarz, Teresa Wróblewska, Grażyna Mikołajewska, Elżbieta Prędkiewicz, Elżbieta Sirzisko, Grażyna Wachowska, Henryka Żachowska, Zuzanna Żachowska, Zuzanna Barczyszyn, Zenobia Konieczna, Danuta Brandenbura, Janika Jakubowska, Aneta Szynal, Zenaida Jasnowska, Andrzej Kozłowski (piękne motyle), Andrzej Fik, Kazimierz Nowak. Nie tylko sztukę uczą się tworzyć. Na każdym spotkaniu TPG jest prawnik, psycholog, doradca zawodowy. Jest użyteczna szkoła życia z uszkodzeniami słuchu i wzroku; lekcje chodzenia z białą laską - orientacje w przestrzeni dla niewidomych, wykonywanie codziennych czynności; w kuchni, samoobsługa – czyli godność własna i samodzielność – coś najbardziej cennego… 
Dane nam było wysłuchać wykładu o australijskich Aborygenach, który sam w sobie jest wydarzeniem. Aleś Adaman Fuchs z Czech – Hradec Králove był w północnej Australii, przywiózł etniczne instrumenty i trochę źródłowej literatury i albumów z oryginalną sztuką z tamtejszych galerii. Aborygeni są najstarszą grupą etniczną o unikalnej kulturze, którą od lat badają naukowcy. To jak lustro naszych pierwocin cywilizacyjnych. Są tym, czym jesteśmy, tylko już o tym zapomnieliśmy, dlatego trzeba ich chronić przed roztopieniem się w kulturach europejskich i anglosaskich.
50 tys. lat (zanotowanego) istnienia. Rys geograficzny prastarego kontynentu, nieco historii niezapisanej i zagubionej w głębokim mroku dziejów. Muzyka i kultura, która nas spajała z innymi ludźmi, były ze sobą tożsame, bo… tym był CZŁOWIEK. Ziemia i muzyka, kultura ziemi i kulturotwórczość muzyki, człowiek się nimi – jako całością - opiekował. Aborygen czyli Człowiek Skomunikowany. Był z nią JEDNYM. W małych gromadach – społecznościach, gdzie każdy był osobistością, starszy wioski (ludzi wiekowych otaczano szacunkiem – byli mostem między przeszłością i przyszłością, czymś więcej, myślę, niż tylko pamięcią) miał pieczę nad wszystkim. Ciągle jeszcze rodzimy się i umieramy – w buszu, w naturze, środowisku przyrodniczym, wtedy tak było dosłownie. 50 tys. lat to w dziejach zaledwie chwila. Symbolem przyrodniczym Australii są – termity, i ich kamiennej twardości kopce, jak trwanie tego wszechwiecznego bardzo starego kontynentu, odmiennego od wszystkich pozostałych, ze specyficzną przyrodą i  ludźmi należącymi do niej. Termity drążyły dla nich w eukaliptusowych pniach didgeridoo, ich gulgoczący dźwięk to język kontynentu jako całości. Australijskiej przestrzeni dźwięku. Niczym wydrążona przez termity religia do komunikowania się z bogiem (bogami-ilość nieistotna), w całej ich  niepiękności zupełnej. Religia-sztuka jest ważna. Patrzy na obiekt/obiekty sztuki – z góry i jednocześnie z wewnątrz, anatomicznie. Oddziela ogień i  wodę, nie-miesza się, porządkuje świat swój i z zewnątrz, niepodzielony jeszcze… Puls Australii.
Elżbieta Mai-Sirzisko – poetka z wierszami o sobie samej, osobie z dużym niedowidzeniem i niedosłyszeniem. W swoich „pocałunkach z deszczu” zdaje o sobie relacje. Podobnie jak swoje wiersze jest cała wewnątrz nich, zamykają się i zawierają razem w sobie oboje – ona i jej poezja. Na dłoni podaje nam siebie wypisaną swoim osobistym Lorm’em. Ona w wielu odcieniach swojego złocistego światła, mieniącego się w wersetach i między nimi, uśmiechu do siebie i do innych, jak niektórzy mówią – bajkowego czyli nierzeczywistego dzisiaj. Jak mówi – dotknąć Nieba aniołami swoimi, dotknąć tej  anielskości, jaką jest empatia – udaje się to jej, Elżbiecie, w słonecznych wierszach.
Współorganizatorem VII koncertu „Dotknąć Sztuką Nieba” jest Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy – dyrektor Arletta Stachecka, TPG dziękuje za siedmioletni wkład w rozwój Stowarzyszenia, którego nowym prezesem jest Andrzej Kozłowski, także pracownikom Ośrodka. Honorowy patronat nad koncertem objął Starosta Międzyrzecki. Organizatorzy dziękują Januszowi Rutkowskiemu, Annie Ziębie i młodzieży z „Caritas”, oraz mediom. Byli obecni zaproszeni goście: dyr. PCPR Elżbieta Ostaszewska, Katarzyna Nyczak – Walaszek, Aniela Czerniawska (Polski Związek Niewidomych) i inni. Sponsorzy imprezy: GBS Międzyrzecz, Cukiernia i Piekarnia pana Jacka Różyckiego w Baczynie, Gospodarstwo Rolne Pana Stanisława Pieczkajtysa z Krępin.


Iwona Wróblak
listopad 2014