Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyrzecz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyrzecz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 czerwca 2016

Harcerska SIORBA - reaktywacja i Turniej Drużyn


            Gitara, ognisko i specyficzny harcerski styl. Atmosfera braterstwa, pomocy, koleżeńskiej bliskości. Pieśni stare i nowsze. Wygrzebane ze śpiewników i ludzkiej pamięci. Te, które znamy wszyscy, słyszeliśmy, chociaż harcerzami być może nie byliśmy.
 Harcerska SIORBA. Międzyrzecka harcerska siorba.
            Przy okazji spotkania okolicznych, lokalnych drużyn harcerskich, II. Międzyrzeckiego Turnieju Drużyn ZHP, zbliżających się obchodów 100.lecia organizacji . SIORBA 2010. Reaktywacja.
W sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 2. Na froncie palące się lampki i surowe pieńki drzew. Stylizacja, nastrój ogniskowej biesiady. 7 drużyn z  instruktorami jest obecnych. Każda zaśpiewa harcerską pieśń. To jak wielkie siorbnięcie z dorobku misy obrzędowości harcerskiej, nawiązanie do  poprzedników. Jest nią bezsprzecznie wspólne śpiewanie, które jednoczy od dawien dawna.
Może wyłoni się nowy przebój harcerskiej zespołowej pieśni? Czy zachwyci nas ktoś swoją osobowością, muzycznym talentem? Posłuchajmy.
Gitara klasyczna towarzyszy każdemu z zespołów.
6. Drużyna Harcerska „Wagabunda” z Obrzyc. „Ballada rajdowa”. Do śpiewania w czasie wędrówek na szlaku. Z tekstu: „naszej ziemi śpiewamy, ziemi pokłon składamy taki serdeczny harcerski…”
 19. Drużyna Harcerska „Wataha” z Pszczewa. W nowej aranżacji „Płonie ognisko i szumią knieje”. Nostalgiczna stara pieśń, chętnie słuchana i  wykonywana.
1. Drużyna Harcerska „Sokół” z Przytocznej. „Piosenka przy ognisku”.
5. Drużyna Harcerska „Platany” z Murzynowa – pieśń „Leonarda”.
22. Drużyna Harcerska „Krzesiwo” z Międzyrzecza ze swoją piosenką.
56. Drużyna Harcerska „Grom” ze Skwierzyny z piosenką „Mały obóz”
i 2. Drużyna Harcerska „Iskry” z Międzyrzecza. Ich „Jak dobrze nam zdobywać góry…” nucimy po chwili wszyscy.
Propozycje na harcerski przebój. Na wspólne śpiewanie w czasie zbiórek i przy ognisku. Na obozach i biwakach. Własna twórczość jest chętnie widziana. I odwaga pokazania się ze strony muzycznej. Dla innych, na zewnątrz, zamanifestowanie swojej chęci uczestnictwa w sposobie życia określonym harcerskim prawem. Przy znajomości bogatej kultury obrzędowej wszystkich przeszłych pokoleń harcerzy i zuchów.
Indywidualne zaistnienie. Po prezentacji pieśni zbiorowej pora na tę kategorię. Występuje: Amelia Furede, Mariusz Suchostarski, Natalia Guzicka, Ewa Januchowska, Maciek Korczyński, Patrycja Szerszeniów i Patrycja Zachwieja. Znowu brawa za odwagę. Jury konkursowe, z udziałem komisarza rządowego Mariana Sierpatowskiego, który podobnie jak wszyscy dzisiaj ma wpiętą w klapę malutką gitarkę, obraduje nad wynikami konkursu. Trzeba koniecznie wyróżnić, tak sądzą również słuchacze, Maćka Korczyńskiego, który swoją niebanalną interpretacją pięknej harcerskiej pieśni podbił nasze serca. Maciek dostaje od burmistrza pluszową nagrodę, a wszyscy uczestnicy upominki, ufundowane przez burmistrza.
Zapach kisielu, unoszący się z wielkiego sagana na środku sali, z którego chochlą nalewany był do kubków, siorbany biwakowo, jak najgłośniej, łączy nas  w pragnieniu reaktywacji imprezy festiwalu harcerskiej twórczości artystycznej, jaki już bywał w Międzyrzeczu… Powrotu do pięknych kart ruchu harcerskiego, z lat 80., naszego lokalnego.
            Blisko setka harcerzy i instruktorów w sali gimnastycznej S.P. nr 2. Harcmistrz Katarzyna Dymel mówi mi konkurencyjności harcerstwa, jako oferty dla nas, we współczesnym świecie, w dobie internetu – dzieci, młodzież, z drużyny mogą na siebie liczyć, na tym polega harcerstwo, idea przynależności do ZHP. Są odważne, zaradne, otwarte na drugiego człowieka. W procesie wychowywania w tradycji harcerskiej ćwiczy, wyrabia się  pozytywne nawyki reagowania w trudnych życiowych sytuacjach. To procentuje przez całe życie.
            Zajęcia integracyjne przeplatane są zawodami sprawnościowymi. W tym roku w Międzyrzeckim Turnieju Drużyn przewidziany jest turniej tenisa stołowego, turniej strzelecki i turniej pływacki. 9. osobowe patrole harcerskie wyznaczają po trzech zawodników do poszczególnych konkurencji, które odbywają się równocześnie trzech różnych miejscach, na pływalni nowego basenu, w Gimnazjum nr 2 – tenis stołowy i w LOK – strzelanie.
Błękitna woda basenu, 5 torów wodnych. Jest bardzo ciepło, w porównaniu z kilkustopniowym mrozem na zewnątrz. Tu można wchodzić tylko w  klapkach. W basenie jest kilka osób, które przyszły na ranne pływanie. Obecni są ratownicy i instruktorzy. Wyznaczeni zawodnicy się przebierają. Krótka rozgrzewka przed wejściem do wody. Będzie kilka konkurencji. Na widowni dopingujący koledzy z drużyn. Niektóre dzieci bardzo sprawnie pływają. Jak potem mówi hm z-ca komendanta Hufca Skwierzyna Halina Matysik, harcerz powinien umieć dobrze pływać…
Bardzo atrakcyjne są kategorie sportowe w tym roku. Tenis stołowy jest ciągle modny, a strzelać lubią nie tylko chłopcy. Leszek Niedzielin z LOK, wręczając nagrody i wyróżnienia, jest bardzo zadowolony z umiejętności małych strzelców.
            Końcowa zbiórka. Meldunek. Najlepsze wyniki w konkurach osiągnęła 19. DH „Wataha” z Pszczewa. Drużyna otrzymała specjalny puchar ufundowany przez burmistrza. Za wsparcie finansowe przy urządzaniu harcówki podziękowano Romanowi Strzelczykowi.
            II. Międzyrzecki Turniej Harcerski wpisuje się w obchody 100.lecia Związku Harcerstwa Polskiego. Ruch harcerski w naszej gminie i okolicach rozrasta się z roku na rok, pomnaża się liczba dzieci, które chcą należeć do drużyn. Osoby, które w przeszłości miały związek z harcerstwem, nowe pokolenie, przechodzą szkolenia i stają się instruktorami. Duszą przedsięwzięcia powrotu ZHP do życia społecznego na naszej ziemi są dwie nauczycielki z S. P. nr 2: Maria Sobczak – Siuta – komendantka Szczepu „Płomienie” i Hanna Barczewska, z-ca komendanta Szczepu „Płomienie”.


Iwona Wróblak
marzec 2010 

środa, 22 czerwca 2016

Pikników św. Jana rozpoczęto II dekadę


            Najczęściej odwiedzany letni czerwcowy festyn, organizowany przez „Stowarzyszenie Święty Jan Chrzciciel” – w tym roku po raz XI, ten czas leci... Coroczne miejsce w centrum miasta, park ocieniony starymi drzewami. Dobra organizacja. Dobra kuchnia…
XI Festyn parafialny, w tym roku dochód z imprezy ma zasilić konto przeznaczone na remont kościelnej wieży. W programie losowanie cennych nagród, ufundowanych przez osoby prywatne, burmistrza i międzyrzeckie firmy. Niedzielne popołudnie jest okazją do wyjścia z domu całych rodzin.
            Jest taką okazją występ mam i ich pociech, uczęszczających do Niepublicznego Przedszkola „Jutrzenka”. Na scenie grupa „Promyczki”, 3 i 4. latki, i nieco starsze „Wesołe nutki”, w kolorowych strojach, w układzie choreograficznym tańca irlandzkiego. Razem ze swoimi mamami, w firmowych koszulkach z logo przedszkola – integracja rodzinna, która ściąga pod scenę wianuszek rodzinnych fotoreporterów i kamerzystów. Bardzo familijny, od  lat, jest ten piknik…
            Program artystyczny Festynu przewiduje popisy Zespołu Tańca „Rytmix” przy Szkole Podstawowej nr 2 (instruktorki: Sylwia Guzicka i Dorota Zielińska), w dwóch układach: „Taniec połamaniec” i „Taniec Mai”. Fantazyjne kostiumy, dziecięcy urok. „Rytmix istnieje już długo przy S.P. nr 2, wiele pokoleń szkolnych dzieci przez niego przeszło. Widać troskę o rozwój dziecięcej motoryki, podstawę programową konsekwentnie realizowaną, osłuchanie z muzyką. Dzieci są w wieku 6, 7 lat. Zaraz po występie z opiekunkami pojadą do Pszczewa tańczyć dla chorej na nowotwór instruktorki harcerskiej Basi.
            Wystąpiła także schola dziecięca z parafii św. Jana – okazja, żeby młodzi wokaliści, są w różnym wieku, oswoili się ze sceną. Starsi wykonawcy to  bardzo dobry duet (z Gimnazjum nr 1): Ola Czop i Dawid Wiśniewski, w piosence „Dumka na dwa serca”. Harcerki z 12 DSH „Płomienie” uraczyły nas krótkim recitalem piosenek nie tylko harcerskich – te utwory, w tematyce harcerskiej obrzędowości, są bardzo urokliwe. Dziewczyny świetnie śpiewają, kilka z nich stale bierze udział w przeglądach piosenki młodzieżowej. Seniorzy z Uniwersytetu Trzeciego Wieku też mają, oprócz innych aktywności, swój chór śpiewaczy. Wysłuchaliśmy kilka pieśni z ich bogatego repertuaru. Pikniki są z zasady wielopokoleniowe, jednoczące lokalne środowisko. Na koniec Festynu przewidziano cygańskie rzewne piosenki w wykonaniu Zespołu Cygańskiego z Brójec, bardzo lubiane, a na koniec zespół „Werwa”, z mocnym głosem Waldemara Kozielewskiego, w recitalu pieśni różnych, także do tańca.
            Wspomniana dobra festynowa kuchnia… Domowe ciasto, grochówka, pierogi – nie trzeba gotować niedzielnego obiadu. Zjeść go za to na  świeżym powietrzu z przyjaciółmi, a parę setek ludzi przewinęło się przez park koło kościoła św. Jana. Coroczne atrakcje dla dzieci: wata cukrowa – specjalność młodzieży ze Szkolnego Koła „Caritas” przy Gimnazjum nr 1. Losowanie w „Kole Fortuny” , przyozdabianie dziecięcych buzi w fantazyjne makijaże, puszczanie baniek mydlanych – proste zabawy, pretekst do wspólnego w nich uczestnictwa. Rodzinne konkursy dzieją się na scenie, z udziałem burmistrza Remigiusza Lorenza z żoną i dziećmi. Festyn prowadzi Maria Sobczak – Siuta, której pomagają harcerze z Hufca ZHP.
                Hałaśliwy głos strzelniczy przyszedł oddać Czesław Mejza, z Bractwa Rycerskiego Ziemi Międzyrzeckiej, z Najemnej Roty Strzelczej. Jak prawdziwy średniowieczny puszkarz (artylerzysta) miał ze sobą autentyczną replikę hakownicy (własnej produkcji). Można się też było przebrać w kolorowy kaftan puszkarza, który pan Mejza użyczał chętnym adeptom sztuki strzelniczej, no cóż - był nieco wielki, ale młodzi artylerzyści na zdjęciach dobrze, w ten sposób ubrani, na rodzinnych zdjęciach się prezentowali.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016










wtorek, 21 czerwca 2016

Międzyrzecka odsłona 1050 Rocznicy Chrztu Polski

            Na placu przed okazałą bazyliką Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski zaroiło się od strojów – zrobiło się kolorowo i starożytnie, barokowo i piastowsko. Zaraz ruszy korowód - nasza lokalna odsłona 1050 Rocznicy Chrztu Polski (reżyseria Izabela Spławska) - na pamiątkę wydarzenia, które w polskiej historii było w tamtym okresie milowym krokiem ku integracji europejskiej.
            Wydarzenia historyczne zostały zobrazowane poprzez stroje uczestników – aktorów i przez szyk korowodu. Historyczne postacie Mieszka i  Dobrawy, biskupa Jordana, świętej Jadwigi, zakonników, którzy kroczyli z emblematem krzyża w pochodzie ulicami Międzyrzecza do Ratusza i kościoła św. Wojciecha. Barwny pochód oglądało wielu mieszkańców Międzyrzecza. Na przodzie Pięciu Braci w surowych strojach eremitów, którzy być może – prawie na pewno, dotykali stopami ziemi naszego zamku, międzyrzeckiej ziemi, jest niesione naczynie ilustrujące podobne, którym dokonano pamiętnego pierwszego chrztu, ważnego polityczno – społecznego aktu. Za nimi pierwsi władcy polskiej ziemi – władca Polan Mieszko z żoną, następnie ich następcy – w sztafecie pokoleń, gospodarze i mieszkańcy, kolejne generacje ludzi żyjących na ziemi lubuskiej. Lokalna odsłona powszechnej historii, jej  współczesna celebracja, w postaci scen rodzajowych, do których wykorzystano nasz lokalny kulturalny potencjał twórczej wyobraźni. Międzyrzeckie puzzle narodowej historii. Pokazanie tej historii i udziału w Niej Nas – naszego regionalnego udziału. W Międzyrzeczu, którego historia pisana sięga 1000  lat.
                Barokowe lśniące stroje Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Dawny obyczaj, z okresu Polski Obojga Narodów. Obyczaj kultury dworskiej, śpiewu i tańca na królewskim dworze, który był wtedy dworem europejskim. Często słuchamy występów naszego Zespołu, muzyka dawna jest stałym elementem międzyrzeckiego życia kulturalnego. Wspaniały taniec z flagami – też będzie prezentowany na końcowym koncercie. To jego werbel – zespół instrumentalny, nadaje rytm pochodowi. Czerwone pyszne stroje szlacheckie, kontusze (Bractwo Rokitiańskie) – Polska XVI-XVIII w. Wygrane powstania wielkopolskie, ich uczestnicy, żołnierze, którzy wygrali lokalną państwowość polską – stroje z lat 20. , pocz. XX w. (S.P. nr 3) , elementy - repliki uzbrojenia, mundurów, na ich nogach żołnierskie obuwie owinięte onucami. Biało – czerwone opaski na rękawach. Także życie kulturalne i   społeczne, obyczajowe - młodopolskie, wykluwającej się po ponad stuletniej niewoli epoki braku bytu państwowego – skamandrycki melonik i  neoromantyczny poetycki biały szal. Wędrówki powojenne ludów po II wojnie światowej, przemieszczanie się ludności na mocy traktatów pokojowych – symboliczna droga uchodźców i repatriantów w postaci spoczywającej walizy na wózku – z naklejkami dalekich portów w Ameryce, naszej emigracji. Na  ziemi lubuskiej nastąpiła niemalże stuprocetowa wymiana ludności (uczniowie z Gimnazjum nr 2). Współcześni harcerze i zuchy Międzyrzeckiego Hufca ZHP – sygnetariusze idei wychowania patriotyczno - obywatelskiego. Zielone stroje z kapeluszami z piórkiem Kurkowego Bractwa Strzeleckiego ze  Zbąszynia – lokalna aktywność społeczna. Górnicy w swych resortowych mundurach z Jerzmanowa. Na koniec sztandary parafialne – organizacji religijnych przybyłych z różnych stron – czytam na nich nazwy miast: Głogów, Gorzów, Rokitno, Zielona Góra, Płoty, Żarki Wielkie, Cybinka, Wschowa Przytok. Jest okazja do manifestowania uczuć religijnych.
            Izabela Spławska – reżyser korowodu, wręcza któremuś z pierwszych braci eremitów surowy proto-krzyż benedyktyński. Symbol mającej nastąpić chrystianizacji kraju. Pochód rusza. Pod Ratuszem zostaną dzieciom z tej historycznej procesji – maszerują razem z rodzicami, także w strojach z epoki, wręczone zapalone świece – na znak żywotności chrześcijaństwa jako religii uniwersalistycznej.
            Bogurodzica, uznana za pierwszy polski hymn państwowy, śpiewana jest w całości, przez Międzyrzecki Chór Kameralny. Honorujemy postawą na  baczność także nasz aktualny Hymn Państwowy. Oprawę muzyczną zapewniła Diecezjalna Diakonia Muzyczna, Dziecięcy Chór „Piccolo” z  Międzyrzecza oraz – jako muzyczny deser - Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More” , z układem tanecznym. Główny punk uroczystości to msza św. pod  przewodnictwem Metropolity Poznańskiego Abp. Stanisława Gądeckiego, Przewodniczącego Konfederacji Episkopatu Polski z udziałem Biskupa Zielonogórsko – Gorzowskiego Tadeusza Lityńskiego oraz biskupów metropolii szczecińsko – kamieńskiej. W uroczystości uczestniczyli duchowni wyznań chrześcijańskich uczestniczący w Radzie Ekumenicznej. Pośród widowni i widzów liczne grono gości: władze miasta z burmistrzem Międzyrzecza, posłowie i senatorzy na Sejm RP, wójtowie, burmistrzowie i sołtysi, przedstawiciele środowisk akademickich. Organizacje pozarządowe, przedstawiciele pracodawców i lubuskich firm. W Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego przygotowano wystawę poświęconą chrystianizacji Europy i Polski pt. „Tempora Christiana”.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016























niedziela, 19 czerwca 2016

Harcerski Szczep Płomienie świętuje Dzień myśli Braterskiej


            „Płomienie czerwone okruszyny słońca/już noc niewiadoma i cicha/nie wiedzieć, gdzie gwiazda, gdzie iskra…”. Pieśń harcerska, szczepowa, wybrzmiewa na Kominku. Z kuferka w centrum sali wysypują się odznaki harcerskie, fotografie, stare pożółkłe. Pamiątki pokoleń międzyrzeckich i  okolicznych harcerzy. Okala je wystawa zdjęć wypożyczonych od przyjaciół dawnych harcerzy – osoby na tle namiotów z biwaków, obozów, kserokopie obietnic i zaprzysiężeń młodziutkich zuchów i harcerzy z lat powojennych. Daty – od 1946 r. Czarno – białe fotografie. Drużyny, nazwy drużyn, z  Przytocznej, Chełmska, z innych miejsc. Niektóre osoby ze zdjęć są z nami. Wysłuchamy gawędy. Twarzą w twarz, bezpośrednio z ust przekaz bezpośredni – harcerzem jest się zawsze, odkąd się postanowiło nim być.
            Świeczkowisko. Zapalone uroczyście przez zasłużonych harcmistrzów i druhów lampki będą się palić przez cały wieczór. Gitara klasyczna i  keyboard – druhna Maria Sobczak – Siuta zaintonuje kolejne piosenki. Śpiewniki rozdane. Wieczór rozpoczęty. Gawędy, kominek i – szczególnie – wielkie święto 22.lutego: Dzień Myśli Braterskiej. Dzień, w którym spotykają się harcerze, by łączyć tradycję, przeszłość z teraźniejszością i przyszłością.
Zbliża się stulecie istnienia harcerstwa.
Harcmistrz Halina Matysik, zca komendanta Hufca Skwierzyna jest w harcerstwie od 65. lat. Do ZHP zapisała się w 1946 r. Opowiada o swoim pierwszym obozie harcerskim. 28 dni jechali na miejsce – na Ziemie Odzyskane, pociągiem towarowym, potem furmankami zaprzęgniętymi w konie. To  był długi pociąg, na kolejnych stacjach dołączali następni. Bez przerwy śpiewali piosenki, zapraszali innych harcerzy. Sami budowali sobie prycze, stawiali namioty. Duże zdjęcie młodej dziewczyny z warkoczami w mundurze harcerskim to właśnie druhna Matysik.
Harcmistrz Gert Matysik opowiada o męskim obozie harcerskim, w Dziwnówku. Miejsce to zna wielu obecnych dzisiaj starszych harcerzy. Harcerskie anegdoty, wspomnienia licznych przygód i zabawnych sytuacji. Obozy były bez światła i wodociągu, bez logistycznej grupy kwatermistrzowskiej, jak to się obecnie dzieje. Miejsce stacjonowania wyznaczała lampa wisząca na maszcie.
Druhna Ewa wspomina codzienny rytuał obierania ziemniaków na posiłek dla180. osób. Druh Adam pamięta ciężar garnka z wodą morską w 1969  r. W morzu dokonywała się codzienna kąpiel. Do tej chwili wspomina zawiązane na obozie wędrownym przyjaźnie. Druhna Ania: jej mama była harcerką, to rodzinne, co roku spędzała na obozach trzy tygodnie. Teraz przekazuje wspomnienia również swoim dzieciom. Najpiękniejszym był dzień, kiedy przychodziła z domu poczta, czekali na te chwile. Przy ognisku grano wyłącznie na gitarze, tylko repertuar harcerski, ogniskowy. Druh ks. Paweł wspomina biwaki ZHR, które, jak mówi, naznaczyły go na całe życie. Dlatego przybył tu dzisiaj. Przekazuje dobre życzenia od hufców w Zielonej Górze i pozdrowienia od ks. biskupa A. Dyczko.
Jeden ze starszych druhów, druh Bolesław wraca wspomnieniami do obozu na terenie powiatu międzychodzkiego w 1946 r. Był odkrywaniem piękna Ziem Zachodnich, obóz wędrowny, rowerowy, i obóz w Torzymiu w 1948 r.
Hm Halina Matysik odczytuje pocztę kurierską, najlepsze życzenia dla Szczepu, dla harcerzy. W rocznicę urodzin gen. R. Baden – Powella, twórcy skautingu, jest taki zwyczaj.
Gen. Robert Stephenson Smyth Baden – Powell urodził się 22 lutego 1857 roku jako czwarte dziecko Henrietty Grace i H. G. Baden-Powella. Ojciec Roberta był profesorem teologii i geometrii na Uniwersytecie Oksfordzkim, matka całe życie poświęcała pracy charytatywnej w jednym z  londyńskich szpitali dla ubogich. Ste w Charterhouse College w hrabstwie Surrey otrzymuje nowe przezwisko B-P. Po sześciu latach zdaje egzamin końcowy i stara się o przyjęcie do Sandhurst, cenionej akademii wojskowej. 6. grudnia 1871 roku Robert Baden-Powell przybija na statku "Serapis" do  brzegów Indii w Bombaju. Melduje się w Lakhnau, gdzie jako porucznik szkoli rekrutów. Tworzy własny system: dzieli kampanie na sześć grup liczących od pięciu do ośmiu ludzi (patrole), na dowódców wyznacza szczególnie uzdolnionych żołnierzy. Dowódców zbiera kilka razy w tygodniu na krótkie szkolenia - ci zaś szkolą swoją małą grupę. Wraca do Indii w 1880r. Tworzy i szkoli małą grupę zwiadowców - skautów. Skauting (tak nazwano stosowaną przez Powella technikę zwiadu) podoba się dowództwu, nakazuje ono Robertowi przeszkolenie 25 żołnierzy z 13. pułku huzarów. W tym samym czasie B-P publikuje książkę „Służba rozpoznania i łączności”, która zostaje rozesłana do wszystkich garnizonów jako podręcznik skautingu. Pod  koniec 1884 roku wyjeżdża do Port Natal w Afryce Południowej. Przemierzając góry podpatruje zuluskich wojowników - mistrzów zwiadów i tropienia. Kilkanaście lat później zostaje założycielem i przewodniczącym organizacji młodych skautów w Ghanie.
 B-P dowiaduje się od swojego brata o popularności swojej książki „Poradnika skautingu” i to nie tylko wśród żołnierzy, ale głównie wśród młodzieży. W  1907 roku wraca do Anglii. 14 lipca wraz z 22. chłopcami wypływa na małą wysepkę Brownsea w mieście Poole. Tam ma miejsce pierwszy obóz skautowy. Przez 25 dni chłopcy realizują program wychowawczy ruchu skautowego. Podzieleni na zastępy ćwiczą się w skautingu. Obóz kończy się  sukcesem.
W 1908 roku zostaje wydana książka Baden -Powell'a „Skauting for Boys” a już rok później w Londynie w obozie skautowym bierze udział 11 tysięcy skautów i skautek. 7 maja 1910 roku B-P przechodzi na emeryturę a dwa lata później bierze ślub z 23 letnią Olave St. Clair. Żona Powell'a w 1916 r.  zostaje przewodniczącą organizacji skautek nazwana „Girl Guide”. Skautki za symbol obierają sobie koniczynkę. Rober przeprowadza reformę skautingu, dzieli skautów na grupy: wilczęta (do 12 lat), skauci, rovers (starsi skauci od 17 do 21r. życia). Trzy lata później w Giwell Park pod Londynem urządza ośrodek szkoleniowy dla skautmistrzów, a w 1920 roku odbywa się w Olympia-Hall w Londynie pierwsze Jamboree. Rober Baden-Powell zostaje obrany Naczelnym Skautem Świata. Organizuje kolejne Jamboree w 1924 (Ermelunden), 1929 (Birkenhead), 1933 (Godollo), 1937 (Vogelanzang).
8 stycznia 1941 w wieku 84 lat umiera w Afryce.
Specjalne wyróżnienia, za pracę, zaangażowanie, otrzymują druhny i druhowie: Andrzej Dziedzic, Maria Sobczak – Siuta, Hanna Barczewska, Lucyna Iwona Krzysztof. I życzenia radości, dobrej służby. Lilijka wręczana jest drużynowym. 6. DH „Wagabunda” obiecuje godnie kontynuować tradycję swej imienniczki z lat ubiegłych, o której istnieniu właśnie się dowiedziała.
Zatrzymać czas, wspaniałą atmosferę Kominka, jak zatrzymać. Chwilo trwaj, jak mówi jedna z pięknych pieśni, niebanalnych, mistycznych, odwołujących się do braterstwa ludzi darzących się sympatią i przyjaźnią, przy ognisku, muzyce i gwiazdach świecących na niebie, w ciszy otaczającej ich  przyrody.
Powojenne harcerstwo międzyrzeckie skupiało się na ul. Konstytucji 3. Maja w budynku dzisiejszej Szkoły nr 5. Drużyny harcerskie były we  wszystkich szkołach. Druh Roman przywołuje migawki swoich wspomnień, smak herbaty nad ogniskiem, Dom Harcerza, warty. Przyrzeczenia harcerskie – to były niesamowite chwile, pamięta wrażenia z uroczystości.
Płomienie, czekamy, aż wypalą się do końca, świeczkowisko – ognisko, na którym nastrój jest ten sam od dziesięcioleci. Młodzi harcerze znają pieśni lepiej niż ich starsi poprzednicy. Przetykana piosenkami jest dzisiejsza uroczystość. Instruktorzy zostają jeszcze po uroczystości, by wymienić się  doświadczeniami, jak lepiej służyć idei harcerstwa, jak skuteczniej i atrakcyjniej zachęcić dzieci i młodzież do udziału w ruchu ZHP.



Iwona Wróblak
kwiecień 2010

czwartek, 16 czerwca 2016

Artrosis. Muzyka jak jedna struna

            „Kwinto” pod znakiem gotyckiego, szlachetnego, jak mówi mi wokalistka, rocka. Muzyka jak jedna struna na teorbie, wielostrunnym medium. Jednostajny rytm w mrocznym nastroju. Tworzy się przestrzeń gotycka niewątpliwie. Wszyscy pod sceną.
Asocjacje dynamiczne w wielkiej przestrzeni. To tylko kilka wybranych klawiszy naciskanych w odpowiednim momencie, jak mówią mi akustycy nagłaśniający koncert, a jednak… Ulegamy czarowi Barwy gotyku. Zwłaszcza że jest konsekwentna u „Artrosis”.
Na przestrzeni historii przedwiecznej, gdzie rzeczy i słowa są wielkie jak herosi – i dzieją się zawsze splątane i wprzęgnięte w Wieczne Teraz.
            Gotyckość w pogłosie. Namiętności i pożądania ludzkie są odwiecznie takie same. Obfitość wątków i tematów opowieści o człowieku i jego miejscu, żywa, dotykająca każdego impulsu jego istnienia w danej chwili – historycznej, własnej-osobistej.
Gotyk zawsze był muzycznie, literacko i plastycznie inspirujący. Konglomerat prawdopodobieństw ludzkich losów, współczesnych nam w swym uniwersalnym wymiarze. Powtórzenia fraz jak ciągle ta sama sytuacja personalna, umoszczenie w tym wiecznym Gotyckim uniwersum. Czarowne i  fascynujące. Stulecia balansu pomiędzy naturą a boskością – czyli o Człowieku prawie wszystko.
Klimaty jak z baśni archetypicznych, opowieści bardów i bajarzy, trubadurów ze swymi mandolinami zagubionych w donkiszotowej wędrówce. Wszystko w formie stylizującej rocka, co jest bardzo ciekawe…
            Głęboki, by nie powiedzieć głębinowy wokal (Magdalena Stupkiewicz). Głos Kobiet(y) jak żeńskiej Strony Mocy. Przypowieści Historii. Wielokrotny głos, który jakby nagle nabrał podobieństw i rezonansów w otchłani wszystkich ich, kobiet(y), gotyckiego, czyli wielorakiego widzenia. Muzyka jak jedna struna na teorbie. Uspokaja niczym ocean, który pieści w sobie wiele fal, kłębiących się w jego wnętrzu.
W arabskich klimatach, pogłosach pustynnych pierwszych zaobserwowanych wielkich Boga, jako odnośni, przestrzeniach, narodziły się tam największe idee. Przesunięcia puli dźwięków jak fale, wlewające się do określonej zawartości pamięci, wracające zaraz jak odpływ - do macierzy.
            Najnowsza płyta zespołu to więcej rocka, ale z zachowaniem pulsu mroczności, ciemniejszych odcieni swego dominującego kolorytu, wzorzystych tematów neogotyckiego widzenia sztuki. Ta sama namiętność we wszystkich kompozycjach. Puls ciała i uczucia. Poezja dotykająca ich miąższości. Jej  smutne postromantyczne piękno.
Stare zabytkowe mury „Kwinto” świętują 20 lat urodzin formacji „Artrosis”.


Iwona Wróblak
maj 2015

wtorek, 14 czerwca 2016

Industrial poetica. Noc na międzyrzeckim Zamku

            Pamiętamy sukces poprzedniego koncertu industrial na Zamku w ubiegłych roku, kiedy do Międzyrzecza zjechali tłumnie fani industrialnego rocka – nawet nasza emigracja z angielskich wysp. W tym roku także nie można było narzekać na frekwencję. Marketing dobrze przemyślany, organizatorzy mogliby udzielać lekcji, jak dla celów informacyjnych wykorzystać Facebook. Winni zdarzeniu: nasza czwórca - Rafał, Bączkowski Tomasz Markiewicz, Grzegorz Spławiński i Rafał Pawełczak, powiedzieli, że receptą na zorganizowanie koncertu jest dobre postrzeganie inicjatywy kulturalnej przez władze lokalne. Jeśli jest ponadto grupa ludzi, jak u nas, to wszelkie problemy nikną...
            II Elektro-Industrialna Noc na Zamku. Tym razem biletowana. Według opinii różnych ludzi – bardzo dobrze zorganizowana. Było gdzie spać, gdzieś zjeść, była informacja o dostępnych miejscach parkingowych i dojeździe. I najważniejsze – była super impreza muzyczna. Fani industrial przybyli licznie – z  Poznania, z Warszawy, Piły, Rzeszowa, Krakowa, Gdyni, Szczecina, Berlina i Czech itd.
            Scena rozstawiona. Od kilku godzin trwały próby. Udaje mi się złapać na chwilę jednego z muzyków. Tomek Grochola. Z „Agressiwa 69” – jednej z pierwszych formacji polskich industrial (1992 r.).  Próby były okej - mówi, nie było problemów, jest zadowolony ze sprzętu i obsługi z naszego MOK. Mówi że ci, którzy organizują ten festiwal, to fascynaci. To cenne, bo jest niedużo takiej muzyki w mediach. Marek (z Zespołu „Das Moon”) przyjechał już któryś raz z kolei, tym razem nie z koncertem, jak w ubiegłym roku – na I Noc Industrial, ale prywatnie, jakby reprezentuje zespół. Nasz Zamek to piękne miejsce, właściwe dla organizacji koncertów wszelkiej maści, też klasycznych. No i mamy ludzi, którzy – społecznie - organizują podobne imprezy, to nasze bogactwo… Młodych, energicznych i pracowitych, kochających dobrą muzykę i znających się na niej. Mających energię i chęć do pracy społecznej służącej jej propagowaniu. A jest zajęć przy organizowaniu imprezy wiele…
            Na naszym bardzo akustycznym, jak mówią zgodnie muzycy, dziedzińcu międzyrzeckiego Zamku, rozbrzmiewa elektro - industrial. 4 zespoły muzyczne – jak mówi plakat, od dołu się czyta kolejność, z jaką się pojawiali na scenie. Tak też stopniuje napięcie. Closterkeller, Agressiwa 69, Cliks i  Red Emprez. Z rozmachem zorganizowany koncert. Zabawa zaplanowana do 1.00 w  nocy.
            Święto industrial – rocka na międzyrzeckim festiwalu. Kunsztowna plątanka rytmów wszelkiej maści. Wypełnia i głaszcze dokładnie owalne wnętrze skorupy kilkumetrowych potężnych obronnych murów zamkowych. Drży i przelewa się falą od sceny przytulonej do murów, po wyjście przez most na fosie. W różnych stylach i tonacjach – od „Red Emprez” – raczej do słuchania i wtopienia się w poetykę ich stylu – tak to trzeba nazwać – tego zespołu. Muzycznych półcieni i refleksów, ich wieczystej kontynuacji, bez przedziału na klasyczny wstęp i ciąg dalszy. Industrial poetica. Marzenia własne (np. o Monte Carlo), skonfrontowane, skojarzone z oczekiwaniami, i projekcją (muzyczną). Emocje muzyczne… Świecący blichtr i  zapotrzebowanie osobiste na niego… Osobistość człowieka i jego społeczność, relacje miedzy tymi wektorami. Lub inne rzeczy, zależy, co kto usłyszy, a  możliwości jest bardzo wiele, zależą od osobowego konstruktu słuchającego… Jest jak morze doznań, i wyzwanie dla danej wrażliwości muzycznej, ta  muzyka. Współgra się ze słuchaczami. Niektórzy tańczą, inni tylko (?) słuchają. Jest bogactwo muzyki, tylko zasiąść w Nim wygodnie, wyłączyć myśli,  i  poddać się… Czarowny świat industrial, dzisiaj już chyba klasyka?? Piękne solówki na klawisze. I o miłości trochę też oczywiście. Jak może być ona,  jako stan istnienia, w danej chwili czy ciągły, bezsłowna, i w ten sposób definiowana uniwersalnie. Jako typ i stan muzycznego istnienia. W gamie kolorów i barwnych refleksów – zastaną tonacją bycia na wielkiej fali. Jest w sposób ciągły tkana tam, na wysokościach, to taki styl – mocny i wyraźny, poprzez subtelność i kunszt kompozycyjny. W przejściach szarpiące chropowatości – uniwersum doświadczeń ludzkich, danych wszystkim. Jest jak przypływy satelity, pulsująca w swoim obrębie, wplecieni w nią zanurzamy się z ciekawością i spokojem, w przewidywaniu dobrego doświadczenia.
            „Cliks”. Nieco inny w stylu – nasi goście to muzyczne osobowości. Ale ars poetica rock-industral ta sama. Jest bardziej dynamizujący. Także dla koneserów. W przerwach zapowiedzi naszych organizatorów, bardzo sprawne – mają talenty konferansjerskie. „Agressiwa 69” z Tomkiem Grochola, na  scenie, ich też już słyszeliśmy w „Kwinto”, tutaj w większym formacie – na dziedzińcu jest więcej miejsca dla publiczności. Energetyczna „Agressiwa…”, z bogactwem propozycji artystycznych. Razem kilka godzin wyśmienitej muzyki. A na koniec „Closterkeller”. Transowe industrialne tonacje. Monument w architekturze dźwięku. Bardzo dobra wokalistka. Te same wysokie rejestry – taki jest ten wieczór – wysokich emocji, przeżyć i ich muzycznego przetworzenia. Ogromna satysfakcja dla widzów.
            Na dziedzińcu zamkowym plenerowe rzeźby Pierwszych Pięciu szacownych Męczenników Polski, most zwodzony prowadzi na zewnątrz wyremontowanych w ubiegłych latach murów zamkowych, do namiotów wioski rycerskiej. Okole tej zdumiewającej swą akustyką międzyrzeckiej wolno plenerowej sali koncertowej, porównywanej z Bolkowem i gotyckimi koncertami tam się dziejącymi. Mamy drugą Noc muzyki industrial, i wiemy, że  zaraz po zakończeniu imprezy (będzie) miała miejsce burza mózgów na temat kontynuacji… Na co nasi goście czekają, my międzyrzeczanie również. Na  drugie, po okresie średniowiecznej świetności, życie naszego międzyrzeckiego zamku, życie kulturalne.
            Przed dziedzińcem czuwający nad bezpieczeństwem Sztab Ratownictwa Społecznej Krajowej Sieci Ratunkowej  i Polsko – niemieckiej Grupy Ratowniczej Czerwonego Krzyża z Frankfurtu nad Odrą. Patronat nad Festiwalem objął, obecny na koncertach, burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz. Organizatorzy bardzo dziękują za współpracę burmistrzowi, Międzyrzeckiemu Ośrodkowi Kultury – dyrektorowi Andrzejowi Sobczakowi i  Muzeum w Międzyrzeczu im. Alfa Kowalskiego – gospodarzowi kompleksu muzealnego.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016









niedziela, 5 czerwca 2016

Wernisaż poplenerowy Międzyrzecz 2016

            Galeria 30” Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury wzbogaciła się o nowe prace, będące wynikiem trwającego kilkanaście dni Międzynarodowego Pleneru Plastycznego „Międzyrzecz 2016”, który miał miejsce w „Pensjonacie pod Strzechą” Beaty i Jacka Bełzów nad Jeziorem Głębokie.
             W spotkaniu wzięło udział 21. artystów plastyków z kilku krajów: Małgorzata Bogucka, Sylwester Chłodziński, Chris Firchow, Edward Gałustow, Mirosław Gliński, Axel Gresch, Peter Heyn, Antje Homrighausen, Karim Udddin Khan, Jurek Kozieras, Ingeborg Metelmann, Dariusz Miliński, Anna Nasteruk, Ilka Zofia Neumann, Waldemar Pawlikowski, Aneta Początek, Wojciech Pomianowski, Maren Reblin, Dorota Ruta – Zdanowicz, Ella Stasiak i Andrzej Woźniak.
            Pierwsze wrażenie – wielka różnorodność – osobowości, stylów, zainteresowań, doświadczeń…  Na czym by oko zatrzymać… Pejzaże. Klasyczne w różnych technikach. Rzecz działa się na naszym pięknym Ośrodku Głębokie, w sąsiedztwie lasów, pół i urokliwych krajobrazów. Majowa soczysta zieleń, świeże kwiaty…
Pejzaże naszkicowane i wyraziste. Będące przetworzeniem obrazów w technice wybranej lub niemalże - fotograficznie, czy rytowniczo - odtworzone. Subtelne bardzo piękne miniaturowe widoczki W. Pomianowskiego. Zachwycające akwarele zrobione niewieloma pociągnięciami pędzla, wykorzystujące naturalną biel podkładu – niczym dawne ryty. Inne - barwne impresjonistyczne pocztówki naszych lasów, w ich strzelistości drzewnej i listnej świetlistości koron. Jest CO malować w naszej okolicy…
            Anety Początek – wyłanianie się kobiecości z magmy koloru i światła, kształty dziewczyny-kobiety są częścią barwnych plam świata, o ich  pięknie, o pięknie kobiety jako barwy-koloru mówią jej fragmenty, plamą farby skapnięte z pędzla stworzyciela – skrawek sukni, zgięcie ręki, zarys bioder. Erotyzm jest wpleciony w kolor, subtelny i ciekawy artystycznie.
            Edward Gałustow – niepowtarzalny w swoim stylu bajkowo – epickim, specyficzną formą opowieści będącej moralitetowym przedstawieniem, sięgającej tematyką do kultury rusko-europejskiej, jej ludycznego, jarmarkowego wymiaru. Folklor wieczny i teatrum ludzkie. Po drugiej stronie sali – Dariusz Miliński. Wiejska kultura i ludzie, podobne są korzenie kulturowe mieszkańców wszechczasów, niezależnie od ich wykształcenia, takież są ich  emocje, podstawy bytu lokalnego, wiejskiego. Wspólnotowego. Doroty Ruta – Zdanowicz kobiecość w wydaniu kobiecym… Półportret jak zarys aktu, zlewający się wewnątrz, jak w tafli wody jeziornej, niezupełnie przeźroczystej, tylko kontur postaci oddziela od tła, jedna linia ciągła, jak jeden kadr filmu. Patrzy półpostać wycięta z tego kadru, my za jej półpleców, i to Patrzenie jest tematem. Także i to KTO patrzy (nie wiemy do końca – nimfa, nasze pragnienie bycia wróżką…). Struktura widzenia (patrzącego na obraz) jest podobna, jeśli nie jednolita z wodnym otoczeniem.
            Jest zachód, który rozrzewnia – taki nastrój miewamy siedząc nad akwenem, przyglądając się kuli światła nad horyzontem. W tafli wodnej jest zestawem barw, ich zmarszczkami na wodzie. Jest czerwień maków, ich krwistość szminkowa, na tle ostrych form traw łąkowych, majowych w swej świeżej zieleni, prześwietlone blaskiem słonecznym. One są rozmodlone w zieleni, zmęczone słońcem. Zrelaksowane. Drzewo człowiecze jak mandragora. Podobne kształtem do ludzkiej sylwetki, konarami przypomina nasze kończyny.
            Mamy też w tym roku na wystawie zestaw rysunków – karykatur twarzy, ich charakterologiczną niepowtarzalność, oddającą przerysowane cechy indywidualne. Jest historia lokalna – tak mocno obecna na naszej ziemi międzyrzeckiej. Bogata, wieloetniczna i multireligijna. Świadectwem są  inskrypcje, napisy – pozostałość po poprzednich gospodarzach tej ziemi. W słońcu zamek nasz międzyrzecki, rozpoznawalna sylweta ruin, bastei i mostu na dziedziniec. Otoczony dalej starymi platanami, na obrazie mamy zapowiedź wejścia do kilkuhektarowego kompleksu parkowego.
            Jest też na wystawie kilka rzeźb w drewnie Sylwestra Chłodzińskiego, przedstawiających osoby. Płaskorzeźby autorstwa Karima Uddin Khana z  Pakistanu. Mamy wgląd w barwną paletę twórczości osób, które przyjechały na plener zza zachodniej granicy. Jest w nich pewna większa swoboda, czy dowolność… Są stricte malarskie te prace, nieklasyczne. Świadectwo, jak wielka jest różnorodność inspiracji artystycznych, odmienność osobowości uczestników pleneru. Wydaje mi się, że tegoroczne wystawiennicze pokłosie pleneru ma tą właśnie cechę – dużą różnorodność i bogactwo propozycji artystycznych do obejrzenia w Galerii 30 Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016