Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rycerze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rycerze. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 sierpnia 2016

Drugi Jarmark albo Turniej Rycerski

             - Za honor miasta i burmistrza, i Rady Miejskiej, walczymy – mówią nasi dzielni rycerze z Bractwa Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej. Walki na ostre rycerstwa z Królestwa, Pomorza, Śląska, Brandenburgii i Meklemburgii.
            Podejdą pod mury miasta Węgrzy Macieja Korwina, by oblegać gród nasz. Jak informuje dobitnie jeden z brodatych rycerzy naszych, dzierżąc puchar z kobylim mlekiem – wszem i wobec powtarzam waści; najpierw gwałcimy, potem palimy... Przedtem jednakże Turniej będzie rycerski Pas d’Arm, turniej na moście o Szarfę Pani Jeziora.
            Rycerzy przeróżnych, herbowych rzecz jasna, z giermkami, niewiastami i dziećmi, zebrała się setka, przybyłych też z pobliskich landów niemieckich. Oprócz naszych jest Najemna Rota Strzelcza i Chorągiew Św. Łazarza. Dzielnie sekundują walczącym o Różę od swojej damy. – W imieniu kasztelana Zamku Międzyrzeckiego, mam zaszczyt otworzyć Turniej. Walka tylko na ostre... – to główny sędzia turniejowy. Błyszczący w słońcu hełm zakłada rycerzowi jego wierny giermek, przedtem został dopełniony rycerski rytuał prezentacji nadobnych ( w tym celu zdjęli hełmy) lic wojów starających się o aprobatę swych dam serca. Kwiaty z murów zrzucają damy zamkowe, pod stopy swych bohaterów. Emil z Gostynia herbu Wezenburg pierwszy stanie... Strzał z hakownicy obwieszcza rozpoczęcie wielkich turniejów. Prezentują się nam obaj mający zamiar walczyć wielmoże, w zbroje ciężkie (ok. 30 kg) zakuci do stóp samych, z tarczami noszącymi ślady walk uprzednich, doświadczeni to wojownicy grunwaldowi. Wśród publiczności zakłady, który z nich wygra, jako że jeden chyba niewiastą jest, bo smukły ( w dzisiejszych Bractwach Rycerskich dobrze sobie radę dają również dziewczyny). Przyłbicę opuszczają, kłaniają się publiczności i zacięte walki rozpoczną. Szczęk oręża o kolczugi i zbroje, okrzyki bojowe i słowne potyczki. Czuwa dyskretnie kowal, ciężkie miecze oburęczne, mimo że oczywiście stępione, skutecznie potrafią pogiąć elementy uzbrojenia. Sędzia czuwa nad bezpieczeństwem walczących. Zdarza się, że hełm spada, nagły kontakt ciała z żelazem zawsze nie jest bezpieczny, walka jest natychmiast przerywana. Na porządku dziennym są drobne, lecz bolesne kontuzje. Walki wymagają ćwiczeń i dobrej kondycji fizycznej, po kilkuminutowym starciu widoczne na  twarzach zmęczenie – ale i satysfakcja, zwłaszcza kiedy można kwiat, przyklęknąwszy, dąć wybrance swojej... (co obserwujemy). Przedtem są regularne ćwiczenia adeptów sztuki rycerskiej na tzw. maszynach Pagińskiego, specjalnych konstrukcjach drewnianych, na których można nauczyć się bezpiecznego dla siebie i innych władania mieczem.
            Pokaz uzbrojenia rycerskiego przed mostkiem na dziedzińcu Muzeum. To popularne hobby fascynacji kulturą średniowiecza stworzyło dobrze funkcjonujący rynek, na którym można zaopatrzyć się w wełniane stroje z epoki, broń u kowali, u garncarzy gliniane garnki i przedmioty z gospodarstwa domowego. Jak mówi jedna z białogłów, tylko buty trzeba uszyć samemu, bo o skórę trudno... Jednak wszyscy przybyli na dzisiejszą rycerską imprezę wyposażeni są od stóp do głów w odpowiednie stroje i elementy odzieży. Nawet trunek rycerski wyborny, miód pitny, można dzisiaj nabyć, by popić trud walki...
            Spoczywają rycerze waleczni po turnieju, ja udaję się do ich obozu w obrębie murów zamkowych na dziedzińcu. Ponad dwadzieścia białych płóciennych namiotów, wydają się być stłoczone – refleksja – w XV w. na naszym Zamku ludzie mieszkali na takiej właśnie przestrzeni wewnątrz murów... Jak soczewki czasów mijają mnie żywi ludzie odziani w średniowieczne stroje, na chwile zastygli wzbudzają we mnie chwilowe zwątpienie, czy rzeczywiście tu i teraz żyję tylko w XXI w.? Dziwnie wyglądają z telefonami komórkowymi przy uchu, przez chwilę nie wierzę, że w namiotach mają „normalne” współczesne ubrania, a już na pewno nie w to, że przepaść między mentalnością tamtych czasów a dzisiejszą jest nie do zasypania. Fascynaci, i pasjonaci, hobbyści, którzy dużo inwestują swoich pieniędzy i czasu, by przebrać się i ubrać – w człowieka epoki i kultury średniowiecznej, praktycznie wczuć się, na trzy dni, w rolę rycerza, giermka czy białogłowy ze śnieżną nałęczką na głowie. Dużo czytają, dowiadują się, spotykają i rozmawiają, wymieniają doświadczenia, dla nich to ogromna przygoda. Nasi rycerze z Bractwa dziesięć lat pracowali na to, by w 2003 r. odbył się w Międzyrzeczu pierwszy turniej, żeby ruiny Zamku żyły. Wysiłek opłacił się, międzyrzeccy entuzjaści historii mają sporą grupę przyjaciół, która niecierpliwie co roku oczekuje zaproszenia na turnieje walk rycerskich... My widzowie, na turnieje takie jak ten, też tłumnie przychodzimy, zabieramy dzieci, by wizualnie uczyły się historii, tłumaczymy im, dlaczego hełm jest żelazny a rycerze honorowi.
            Szykowane są armatki, bombardy, celnie strzelające hakownice, broń drzewcowa w stosach stoi, buzdygany, topory. I zaczęło się. 1474 roku Pańskiego, wojska zaciężne Macieja Korwina podeszły pod Międzyrzecz, informuje nas o tym posłaniec królewski. Do obrony czas się sposobić! Huk armat (mimowolnie zatykamy uszy) i gęsty dym spowija gród nasz, do fosy spadają resztki armatnich kul. Las drzewców napastniczych podchodzi pod  bramę, obrońcy z góry zrzucają wrzątek, płonącą smołę i kamienie, z łuków nękają. Odpierane są wściekle ataki, a wycieczki czynione są na zewnątrz, by  spustoszenie i zamęt czynić w obcych szeregach. Bogurodzica zachęca do walki, bowiem w razie przegranej rzeź będzie okrutna, jak to na wstępie rycerz zapowiedział. Oglądamy potyczki rycerstwa, orły nasze na tarczach, sercem jesteśmy z nimi... Cóż jednak, trup ściele się gęsto, polec przyjdzie z  honorem... Pertraktacje - czy pomogą?
            Niestety, historia już się zdarzyła. Zwycięzców okrzyk gardłowy obwieszcza klęskę grodzian międzyrzeckich. Uderzają woje mieczami w swe tarcze, pieśni wojenne zwycięskie śpiewają. Pogrom obrońców się dokonuje, krzyki niewiast, i padli w boju rycerze - na murach, broniący do ostatka swego króla i kasztelana.
            Po walce, po bitwie. Po widowisku. Ale widzowie jeszcze nie chcą odchodzić. W ruch idą teraz aparaty fotograficzne i kamery. A wrodzy sobie dotąd wojownicy udadzą się na basztę zamkową na ucztę. Co w menu? Mój rycerz – przewodnik – mięso, miód pitny i wino. Owoce, chleb i ryby. Na  deser kiełbasa, kaszanka i smalec. – Obiecują sobie – spotkamy się jeszcze na turniejach nie raz i nie pięć razy.
            Sponsorzy zamkowej imprezy: Tomasz Bączkowski, Rajmund Jaroszek, Jacek Grondke, Kazimierz Kraczkowski, Bogusław Janczewski, Robert Wawryniuk, Bogusław i Małgorzata Przybysz, Sebastian Ratajczyk, Piotr Mardinus Kaczmarzyk.
Organizatorzy: Burmistrz Międzyrzecza, MOK, Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, Najemna Rota Strzelcza, Chorągiew Św. Łazarza.


Iwona Wróblak
sierpień 2008

poniedziałek, 23 maja 2016

Murów Zamku zdobywanie…


            Stało się to Onego roku, za przyzwoleniem dyrektora muzeum, pracą i determinacją Bractwa Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej – otworzyła się nisza Czasu i po raz któryś uczestniczyliśmy w wydarzeniach sprzed wieków.
Panny, dziewice i niewiasty, stateczne białogłowy wraz ze swymi mężami, rycerze i giermkowie przechadzali się po naszym mieście zaświadczając, że  Ony czas nastąpi wkrótce. Który potężniał i wzmagał się, rykiem bombard i hakownic, aż pospólstwo musiało dobrze uszy zatykać, a dziatwa przerażona do spódnic matczynych poczęła się lgnąć (sama widziałam). Nic nie pomogło, oblężenie Zamku nastąpiło.
Czarny oddział rycerzy, z pikami, wymaszerował z Zamku, w szyku bojowym. Odsuwała widzów poza obszar rażenia obsługa armat w czerwonych kubrakach. Za chwilę i ciężkozbrojni w błyszczących w słońcu hełmach wyszli godnie krocząc, by zdjęcie gawiedź mogła im zrobić. Na murach gotowała się do obrony obrońców garstka, by powstrzymać groźne watahy Korwina Węgierskiego. Czas się wypełnił, nastał znowu 1474 r. pamiętny dla grodu. Jak  mówił nam głos potężny wydobyty z dobrych głośników i mroków czasów, zdarzyło się to latem. Niespokojny to był czas. Kruk czarny przekroczył granice polskie i Stefan Zapoyla stanął pod murami twierdzy międzyrzeckiej. Miasto już spłonęło i kościół…
            Łucznicy rażą strzałami z murów, dym z prochów nad mostem zwodzonym się kładzie gęsty, kanonada z obydwu stron, widzowie patrzą. A w  wielkiej liczbie są. Ci młodsi mają własne mieczyki i tarcze, srodzy z nich wyrosną obrońcy i wojownicy za macież naszą…  Bogurodzica brzmi. Rzucane do walki są nowe oddziały, bohaterstwo ich wielkie. Mieszczanie pomagają, ale klęska musi się ziścić jak onegdaj się stało. Zdrada. Krzyki konających.
Wyrwa czasu. Uczestnictwo nasze w niej, a zbrojni zabici i ocaleli poszli na kwartę piwa (zapewne).
Obóz rycerski liczny w tym roku. Białe namioty rozstawione na dziedzińcu zamkowym. Na murach proporce z bawołem. Przybyli rycerze z Raben – Baner z Niemiec, bractwa ze Szczecina, Starogardu Szczecińskiego, Gostynia, Słupska, Opola, Gorzowa, Koszalin, Okonek, Buszyna. Około 130 osób. Obozu strzegą halabardnicy.
Na Zamku po bitwie gorącej "chlebuś, smalczyk i ogóras", w "garncu kamiennym miód pitny", jak czytam na starożytnym napisie. Karczma "Pod  Flakiem od Kurlika" zaprasza (Kurlika czyli koguta – pana kury, jak tłumaczy mi jeden z giermków).
Krzątająca się wokół statków kuchennych dziewczyna o celtyckiej urodzie, z długimi rudymi warkoczami, tatuś z kilkuletnim synkiem, oboje w strojach z  epoki. Dziecko ma przypasany wokół bioder mieczyk. Na stoiskach opończe, tarcze, łuki, kusze i wszelka biała broń, nawet korony królewskie. Strojne suknie i toczki na głowę. Na stół kielichy bogate, można potrzymać w ręku a i kupić, jak kto ma tyle wsi na zbyciu... Anna Dąbek z grodu krzyżackiego szyje suknie z lnu, wełny i aksamitu.
            Większy namiot stoi na placu przed Zamkiem, w otoczeniu figur Pięciu Braci Międzyrzeckich. Wystąpi Grupa Roderyka. Flet, gitara klasyczna i  inne instrumenty. Pieśni dawne powtarzane przez bardów i grajków, klimat opowieści powtarzanych z ust do ust, o bohaterach i zdarzeniach.
            Wiele jeszcze rzeczy się działo, jak rycerze gościli na Zamku międzyrzeckim. Turnieje łucznicze, potyczki, koncerty. I będzie tak znowu za rok.


Iwona Wróblak
lipiec 2010

sobota, 21 listopada 2015

Nasi dzielni Rycerze bywający na bitwie Grunwaldzkiej…


            Czesław Mejza jest etatowym artylerzystą Bractwa Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, które jak co roku pojechało na pola Grunwaldu stoczyć w  zaciętą bitwę narodów…
 Panie Mejza, Pan jest poważnym człowiekiem, odpowiedzialnym kierowcą autobusu, dlaczego Pan jeździ na imprezy, gdzie bawicie się w rycerzy…
Śmiejemy się przez chwilę, po chwili Pan Mejza poważnieje – to pasja…
            Zamiłowanie do historii. Już w czasie zdobywania naszego międzyrzeckiego Zamku mieliśmy pogląd, jak wielu ludzi różnych zawodów pasjonuje się historią, inwestuje swoje prywatne pieniądze w kosztowne zbroje, w sprzęt, wyposażenie obozowe. Poświęca swój czas na kwerendę biblioteczną, by  poznać obyczaje i kulturę dawnych wieków. Wreszcie by przyjechać na Grunwald, Bitwę Narodów, spotkać podobnych im pasjonatów, raz w roku przeżyć to wielkie święto smakowania Średniowiecza, kilku dni życia w obozie, gdzie obowiązkowo, czasem rodzinnie – z żoną i dziećmi, nosi się dawne stroje, używa replik dawnych naczyń, śpi w namiotach, jakie widzieliśmy na naszym dziedzińcu zamkowym… To prawdziwe miasteczko czy lepiej powiedzieć – podgrodzie… ze straganami, gdzie wyspecjalizowani współcześni rzemieślnicy zaopatrują chętnych w średniowieczne ubrania, części zbroi,  broń… Wyobraźmy to sobie, ale na Grunwaldzie w stosownym liczebnym i logistycznym zwielokrotnieniu…
Pola Grunwaldzkie, pobliskie im bagna, nieeksplorowane jeszcze dostatecznie przez archeologów, gdzie wykryto kilka zbiorowych mogił, ale miejsc pochówku ważnych postaci historycznych jeszcze nie… Zakłada się, że w bitwie brało udział ok. 65. tys. zbrojnych – w tym konnych i pieszych rycerzy,  artylerzystów i czeladzi. Szacunkowo podaje się, że po stronie Zakonu zginęło 8 tys. zbrojnych, w tym 203 braci zakonnych ( w bitwie 15. lipca 1410 r.  brało udział 250. braci) i około 2 – 3 tys. rycerzy i wojowników po stronie polsko – litewskiej, w tym, według Jana Długosza, tylko 12. wybitnych rycerzy królewskich.
            Bitwa pod Grunwaldem była jedną z największych bitew średniowiecznej Europy. 15. lipca 1410 r. przeciwko oddziałom krzyżackim wystąpiły i  odniosły zwycięstwo – pod dowództwem Władysława Jagiełły króla Polski - oddziały polskie, litewsko – ruskie, smoleńskie, czeskie, mołdawskie i  tatarskie. Nasi międzyrzeccy rycerze uczestniczyli w inscenizacji tego wielkiego historycznego wydarzenia, obok nich udział w nim brali Litwini, duża w  tym roku grupa Niemców i Ukraińców, goście z Austrii, Białorusi, Chorwacji, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Łotwy, Norwegii, Rosji, Słowacji, Szwajcarii, Szwecji, USA (??? – też…), Węgier i Włoch. Około, jak mówi Pan Mejza, 1500 rycerzy, zaciężnych bardzo… Co roku jest tam około 1500 – 1600 wojów, w 2010 r. było ich nawet 2000. Z Międzyrzecza w tym roku zjechało 13. rycerzy. U Wielkiego Mistrza (krzyżackiego) znacząca grupa…
I mieli publiczność, na przeciwległym zboczu walczących oglądało 40 000 (!) widzów, podobno to mało, z powodu deszczu lejącego się obficie z nieba, bywało, że rycerzy średniowiecznych oglądało i 100 000 osób…. Bitwa pod Grunwaldem jest największą inscenizacją w Europie, tak pod względem rozmiaru jak i liczebności. Największym wydarzeniem była rocznica 600.lecia Grunwaldu w 2009 roku, wtedy to grubo ponad 100 tys. ludzi oglądało inscenizację bitwy w wykonaniu około 6 tys. uczestników.
            Jak to wydarzenie wygląda oczami przybyłego nań współczesnego rycerza?... Po przyjeździe zgłaszają się do organizatora, który wyznacza im  miejsce na ustawienie namiotów i na ognisko - na czterodniowy pobyt. Każdy dostaje nieśmiertelnik - plakietę ze znakiem Turnieju, oznaczenie, do której chorągwi przynależy. Z drugiej strony plakietki jest numer, pod którym się kryje imię i nazwisko, dane osoby, i ubezpieczenie…
 „Dni Grunwaldu” to wielkie przedsięwzięcie logistyczne, w którym uczestniczy Gmina Grunwald i inne instytucje. W 2013 r. Honorowy patronat nad  Bitwą pod Grunwaldem objęli: Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Żuchowski, Marszałek Województwa Warmińsko – Mazurskiego Jacek Protas. Patronat medialny – „Sieci Historii”. Oprócz Bitwy na Grunwaldzie odbyły się inne wydarzenia: Turniej Łuczniczy, Bojowy Turniej Pięcioosobowych Pocztów Rycerskich, Turniej Kontaktowy Drużyn Lekkozbrojnych o „Złotą Cebulę”, Turniej Miecza Długiego i Turniej Rycerski. Za historyczny wymiar bitwy odpowiadali Krzysztof Górecki i Jacek Szymański (ponadto przypadła mu rola Władysława Jagiełły), który też opracował scenariusz bitwy i był odpowiedzialny za dobór 23. dowódców chorągwi (12. krzyżackich, 11. polskich).
 Wśród naszych tegorocznych13. uczestników były 2 niewiasty, zaprawione w kuchni średniowiecznej, uzbrojone w patelnie i trójnogi, które opiekowały się Bractwem jako takim, naszą małą chorągwią międzyrzecką, by nie chodzili głodni…
Iwona Wróblak - Coś o krajobrazie proszę opowiedzieć – nalegam - abyśmy to sobie wyobrazili… Jak wygląda to pole, gdzie stoczyła się historyczna bitwa?
Pan Mejza - Łąki, pola - od kopca Jagiełły po kaplicę, i nic więcej…Wszystko się kręci wokół pomnika Grunwaldu, obozu przy nim, gdzie są skupione wszystkie grupy, wokół obozów Wielkiego Mistrza Ulrlicha von Jungingen i króla Władysława Jagiełły…
Atmosfera przepojona iście średniowiecznym uniwersalizmem, gdzie liczy się kunszt wojennego rzemiosła i przyjęte jest, że ci waleczni mężowie walczą w barwach ziemi, z której przyjechali… Tak więc nasi rycerze, jako że są z ziem północnych i zachodnich, walczą po stronie … krzyżackiej… Centrum kraju, wschód i południe - to teren działania chorągwi polskich. Taki jest niepisany podział, dokumentujący być może umysłowość średniowieczną… Braci stricte zakonnych krzyżackich w czasie bitwy w 1410 r. było 250, inni to według kronik półbracia, a reszta - najemnicy…
I.W – I jesteście takimi najemnikami? –
CZ.M. - No tak… I przyjęliśmy nasz znany międzyrzeczanom herb na ubiorach wierzchnich i na tarczach, to jest związane z tym terenem …
Jak rekonstrukcja, to całkowita i możliwie oddająca ducha epoki. Jak pokazowa lekcja historii, której trudno uświadczyć w szkołach, chyba że pojadą tam  doświadczyć i poznać…
I .W.- Czujecie powiew wielkiej historii?
Pan Mejza - Spotykamy się tam z tymi samymi od lat ludźmi… Takimi samymi pasjonatami, jak nasi Międzyrzeczy rycerze. - Specjalnie przyjeżdżają, żeby zobaczyć inscenizacje. Miło nam, bo spotykamy też na Grunwaldzie międzyrzeczan, przychodzą do nas i rozmawiają, odwiedzają nas w obozie, patrzą na  nasz sztandar…
I.W - Oprócz Bitwy i przygotowań, co tam jeszcze robicie? Jak wygląda tzw. życie obozowe?
Cz. M. - Są koncerty muzyki dawnej, wykłady przy muzeum Grunwaldu, sympozja. Zbiera się też rada Gminy Grunwald, która w tym czasie obraduje. Odbywają się walki: pięciu na pięciu, jeden na jeden i 21 na 21, i walki konne na kopie…
I.W. - Do Grunwaldu przygotowujecie się przez cały rok?
Cz.M. – Przygotowania zaczęliśmy po Turnieju o Szarfę Pani Jeziora w Międzyrzeczu. Bracia rycerze, którzy walczą mieczami, ćwiczą nieustannie. Muszą mieć kondycję. Biegają, chodzą na siłownię. Naprawiają nadwerężone w walkach zbroje, szyją ubiory.
I.W. - Który to pański Grunwald?
 Cz.M. – Dwunasty, zdaje się… Rozwijamy się.. .
 I.W. - Pan wie na pewno wszystko o hakownicach, bombardach…?
Cz.M. - Dużo wiem, ale na pewno nie wszystko… Mamy zamiłowanie do historii, jeśli chce się w czymś uczestniczyć, to na pewno trzeba to podeprzeć jakąś lekturą…
I.W. - Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej – jak powstało, z czyjej inicjatywy, ta wielka przygoda z rycerzami i średniowieczem?? Tworzy się, jak  słyszałam, nabiera mocy, wasze Stowarzyszenie?
Cz.M. - Zaczęło się po Milenium. W czasie mszy milenijnej z tyłu - w tle Ołtarza, mieli wystąpić rycerze i w tym celu Gmina zwróciła się do Kotłowni (dużo się wtedy tam rzeczy ciekawych działo...- przypis autora). Był tam m.in. rockowy zespół muzyczny i właśnie oni naprędce zrobili sobie zbroje - z rynien, co  było pod ręką… W lumpeksach kupowali skóry, wełniane płaszcze. W zamian za występ Gmina zaproponowała im wyjazd na Grunwald, no i pojechali. Ja  byłem kierowcą autobusu, który wynajęto. Też się przebrałem. I tak zostało… Dali mi tunikę, zacząłem jako cieć obozowy. Działa polubiłem dopiero w  2006 r. ,wtedy po raz pierwszy zaopatrzyłem się w nie i po dziś dzień od 4 lat inscenizacja rozpoczyna od strzału z mojego działa.
I.W. - Słyszałam, że młodzi też wstępują do was? Co trzeba zrobić, żeby zostać współczesnym rycerzem?
Cz.M. – Trzeba zdecydować, że się chce.  Na miejscu rozglądnąć się, jak to wygląda… Przygotowuje się strój obozowy. Potem jedzie na turnieje. Każdy rycerz ma jakiegoś giermka, zostaje się giermkiem… Szanujemy się nawzajem, jest niepisany kodeks - każdy musi pilnować siebie, samodyscyplina… Mieczem się włada w taki sposób, żeby krzywdy nie zrobić, chociaż w walkach bohurtowych, na ostre, nie ma reguł. Miecze są stępione, ale skaleczenia i  wypadki są na porządku dziennym, nie drastyczne oczywiście. Dba się o bezpieczeństwo przede wszystkim. Na Grunwaldzie byliśmy odgrodzeni od  publiczności szlabanem,, w dodatku wokół był 3-4 metrowy pas pola niczyjego, i potem następny szlaban, za którym dopiero była widownia.
I.W.- I w końcu jest się pasowanym na rycerza?
Pan Mejza się uśmiecha - żaden z nas nie jest pasowany, chyba że symbolicznie (ale w ogóle współcześnie jest taki rytuał). Nie mamy wodza czy  dowodzącego, jest nas – starszych i wiekiem i stażem - ze trzech czy czterech. Role, zadania do wykonania, są podzielone. Jeśli mamy wolny termin, to  występujemy na okolicznych imprezach. Bractwo liczebnie się powiększa, przychodzą młodzi…
I.W. - Czego wam życzyć, żeby nam się bujnie rycerstwo rozwijało? Może zdrowia i żebyście mieli oparcie w naszych władzach samorządowych? Bo  jesteście już tyle lat obecni w naszym międzyrzeckim krajobrazie turystyczno – kulturowo – historycznym.
 Cz.M. – Miło by było. Dziękujemy naszym władzom miasta, burmistrzowi, Radzie Miejskiej i dyr. MOK, że za ich pośrednictwem możemy uczestniczyć w  takich bitwach jak inscenizacja pod Grunwaldem, turnieje w Słupsku, Szczecinie, Baniach, Czuchowie.
I.W. - Często Pan osobiście, z braćmi rycerzami, jeździ na turnieje?
Cz.M - Dość często.
I.W. - I bierze Pan ze sobą działo?
 Pan Mejza odpowiada poważnie – Dokładnie tak jest… Zabiera je.  
I.W. - Liczymy na to, że Pan będzie nam opowiadał o swoich wyjazdach, Pan i inni rycerze naszej Ziemi Międzyrzeckiej.

Rozmawiała Iwona Wróblak
sierpień 2013

            

czwartek, 6 sierpnia 2015

Turniej Rycerski na Zamku Międzyrzeckim…


            Kolejna udana, dzięki naszym lokalnym społecznikom, impreza na Zamku. Tym razem bardzo rasowa, jak przystało na miejsce, rycerska… Pomógł też – w tym roku wydatnie, to znaczy finansowo (wyżywienie, sanitariaty), Burmistrz i Urząd Miejski, za co rycerze podziękowali oficjalnie na  Facebooku, było też, po raz pierwszy chyba, z Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury udostępnione profesjonalne nagłośnienie, co „Turniej o Szarfę Pani z  Jeziora” znacznie uatrakcyjniło dla publiczności.
            To właśnie dzięki temu tak ciekawy był, dla mnie i jak myślę, nie tylko, tegoroczny Turniej. Zjechali nań zbrojni, z białogłowami swymi, i dziećmi, z Warszawy, Trójmiasta, Poznania, Szczecina, Wrocławia, Torunia, Gostynia, Leszna, Słupska, Krakowa, z niemieckich landów, rzecz jasna z naszego Bractwa Ziemi Międzyrzeckiej - gospodarzy – razem w liczbie około setki, rozłożyli się białymi namiotami na trawie dziedzińca zamkowego. Pasjonaci historii i rekonstrukcji historycznej, przyjeżdżający na WŁASNY KOSZT, z ekwipunkiem, który do tanich nie należy (namiot to koszt 3000 zł, zbroja-15  tys., zł, miecz-1500 zł), świetnie się bawią spotykając się na turniejach takich jak ten. Widzom zaoferowano w tym roku obszerny komentarz do zdarzeń – pokazu artyleryjskiego i do walk rycerzy. Uczestnicy Turnieju potem także byli dostępni do rozmów, chętnie pozowali do fotografii. Cieszymy się, że po  przerwie w Turniejach, jaka miała miejsce w tamtym roku, tegoroczny się logistycznie udał… szkoda tylko, że trwał tylko w sobotę…
            Jak usłyszałam „puszkarze”, czyli artylerzyści, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, to była w średniowieczu elita. Nasz pan Puszkarz międzyrzecki Czesław Mejza jest ceniony we współczesnych „puszkarskich” kręgach w Polsce. To właśnie jego działo – które posiada certyfikat badania batalistycznego - na Grunwaldzie 2010’ (w widowisku uczestniczyło 200 tys. ludzi) rozpoczęło bitwę. Jak mówił mi Michał Iwańczyk (bombardier),  tegoroczne huki na dziedzińcu zamkowym pochodziły ze średniowiecznej ręcznej broni czarno prochowej, różnych typów: piszczeli, hakownicy, taraśnicy (ciężka broń) i hufnicy polowej. Obsługiwała je Drużyna Strzelcza „Iwantus” z Okonka i nasza Najemna Rota Strzelcza. Czarny proch to mieszanka siarki, węgla drzewnego i saletry.
            Na łączce za Zamkiem był turniej łuczniczy. Można było podziwiać repliki średniowiecznych łuków…Łuki proste długie – z cisów, jesionów i wiązów, wschodnie łuki krymsko-tatarskie, przystosowane do strzelania z konia (używano go, gdy wszystkie kopyta konia były w powietrzu), na stepach z braku innego surowca robiono je z rogu, ścięgien zwierzęcych, klejone były klejem z pęcherzy ryb. Proces technologiczny dobrego łuku trwać mógł nawet rok i dłużej. Łuki kompozytowe scalano z cienkich plastrów kości i baranich jelit, całość klejono klejem kostnym – były bardzo sprężyste. Łuk składa się – wg średniowiecznego nazewnictwa: z cięciwy (kowlar), brzuśca, majdanu i gryfa – czyli ważnej części na bocznych końcówkach, montuje się  na nim cięciwę. Nasi goście – rekonstruktorzy łucznicy są skarbnicą wiedzy historycznej, myślę że swą przedmiotową wiedzą nie ustępują przewodnikom muzealnym – i też takie usługi w turystyce powinny być ich udziałem…
            Walki i bohurty na moście (świetnie) komentowane były przez (rycerza z 10.letnim stażem) Roberta Wawryniuka ze Szczecina, był – kopalnią wiedzy o zwyczajach rycerskich i …anegdotach, Robert jest wspaniałym gawędziarzem… 
            Międzynarodowy Turniej rycerski w Międzyrzeczu ma wysoki status w rankingu tego rodzaju imprez (mimo że u nas – dotąd - nie są, jak gdzie indziej, refundowane koszty przyjazdu. Miejsce jest wspaniale – zachowane w dużej części mury i fosa, most, który można zdobywać, okolony murami dziedziniec, gdzie rozbijają namioty, piękna okolica z parkiem itd.
            Jak przystało na bliskie podgrodzie, czy samo centrum warownego Zamku, pośrodku dziedzińca rozłożyła się Karczma Tomasza Goranina, pszczelarza współczesnego zresztą. Słowiański mały ul czyli barć ze słomy, dla małych roi, nie miał w środku ramek (jak dzisiaj), więc plastry nie  posiadały regularnych kształtów. W średniowieczu, zanim poznaliśmy cukier (XV, potem XIX w.), miód był jedyną dostępną słodyczą. Wypiekano z jego dodatkiem kunsztowne ciasteczka miodowe, pierniki (były dla rycerzy do degustacji). Plastry przetapiano na wosk do świec, tabliczki woskowe służyły do nauki pisania.
            Trwa budowa jakichś drewnianych konstrukcji z desek przy murach Zamku… budowniczowie na razie nie chcą zdradzić ich celu (na pewno będą „zdobywane”…). Walka się rozpocznie, czas przygotować się, giermkowie pomagają włożyć zbroje, co nie jest takie łatwe, a w pojedynkę chyba niemożliwe… można dokładnie przyjrzeć się, jak przebiegał kiedyś proces nakładania i mocowania części uzbrojenia.
Jeszcze tylko łyk wody podanej w (glinianych) kubkach przez usłużne białogłowy i czas zacząć zmagania… Godnie kroczą w słońcu drużyny, blask pysznych herbów na wspaniałych zbrojach, to kiedyś był ważny rytuał… Dynamiczna muzyka, bicie w tarcze i pierwszy atak na Zamek… Obrońcy zrzucają z góry kamienie (papierowe), ale gród Międzyrzecz musi ulec – bo tak było w Historii (niejednokrotnie bywał zdobyty i spalony). Scenki pogromu obrońców, w których biorą udział też międzyrzeckie mieszczki (umiały się bronić…). Bohurty – walki piesze bez tzw. zasad, na oręż wszelaką, jak mówi sir Robert, do eliminacji przeciwnika… (czyli jak współcześnie), potem także miały miejsce i były punktowane .
            Oprócz Zamku i rycerzy w dwudniowym weekendzie można było zobaczyć jeszcze inne atrakcje. Na miejscu ze sztuką rzeźbiarską spotkać się u  podnóża Zamku z Grzegorzem Lisiewiczem  z Kargowej, miał przy sobie wiele rodzajów dłut i zaczętą rzeźbę, dzieło swych rąk. Podobnie inny artysta rzeźbiarz Jarosław Ćwiertnia. Obok kilka stoisk; m.in. Ewa Lipnicka – pejzaże malowane na listkach
Ciekawy był niedzielny koncert Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomych na scenie na dziedzińcu – silnie wkomponowujący się w historycznie ponadczasowy klimat naszego zamczyska, którego (zapisana) historia sięga co najmniej 10. stuleci. Transowe rytmy bonga, głębinowe i głoskowe dźwięki pierwsze na naturalnych instrumentach, gdzie jest on przed słuchem i dotykiem – ciepłym dotknięciem empatii ludzkiej, wyprzedza ją. Pierwszy jak słowo wypisane na dłoni Lorm’em, można się wsłuchać zupełnie albo tylko trochę – w jego niektóre dźwięki wybrane przez naszą skórę, zgodne z naszymi osobistymi wibracjami. Nasze TPG prezentuje nam się w całej okazałości. Kołyszemy się w rytm tych dźwięków.
            Stajnia „Kuźnik” przybyła na łąkę zamkową ze swymi pięknymi wierzchowcami, które można było dosiąść. Tańczyły ponadto na scenie nasze Zespoły taneczne, bardzo utytułowany, sławny już w Europie „Trans”, także inny zespół – „Gold” z MOK, drugi dzień na naszym Zamczysku był również bogaty inne w wydarzenia.

Iwona Wróblak
czerwiec 2015