Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bractwo Rycerzy Ziemi Miedzyrzeckiej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bractwo Rycerzy Ziemi Miedzyrzeckiej. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

O współczesnym wędrownym rycerzu i pieśniarzu

            Brama na Zamek jest otwarta. Słychać dźwięki średniowiecznej muzyki, do której tańczą trzy pary tancerzy. Na podwórcu grupa Niemców z  Frankfurtu. To turyści z wycieczki zorganizowanej przez Towarzystwo Wiedzy Powszechnej. Jeden z nich, starszy wiekiem, naciąga łuk, wypuszcza strzałę, następną podaje mu jeden z członków Bractwa Rycerskiego. Trudno jest naciągnąć cięciwę. Panie z wycieczki dopingują strzelca. Udało się,  strzała jest w tarczy. Oklaski. Podchodzę bliżej, przedstawiam się. Jeden z niemieckich gości z przejęciem opowiada mi, że urodził się na tych terenach, w  Bobowicku.
            Urokliwy jest dziedziniec wewnątrz murów naszego międzyrzeckiego zamku. Przebiegam wzrokiem po otworach dawnych strzelnic. To nasza historia. Dzisiaj na murawie, obok tarczy strzelniczej, dziwna konstrukcja z drewnianych pali. To, jak informują mnie członkowie Chorągwi Pogranicza, machiny do szkolenia w walce mieczem, autorstwa Tadeusza Pagińskiego z Gdańskiej Szkoły Walki. A pod zadaszeniem, na skórze koziej, można zakupić pamiątkowe milenijne monety. Można też ubrać się w kolczugę, hełm, i zrobić sobie zdjęcie, w pełnym bojowym rynsztunku, co jedna pani właśnie czyni.
            Przymierzam hełm. Cała zbroja waży ok. 25 kg., kolczuga 10 kg, walczący rycerze już po kilkunastu minutach machania mieczem czują zmęczenie. Dlatego trzeba ćwiczyć odpowiednie partie mięśni. Większość stroju rycerskiego członkowie Bractwa wykonują we własnym zakresie. Kowalstwem zajmuje się Rajmund Jaroszek. Władać mieczem, kiścieniem (cepem bojowym) uczy Radosław Kazimierczak herbu Klucz (na niebieskim tle). To  namiestnik, rycerz pasowany, wszyscy obecni na placu członkowie Bractwa są jego rycerzami. Jest ich ok. 20. część z nich to nowicjat, inni są  pełnoprawnym członkami Bractwa: Tomasz Bączkowski, Paweł Jurasik, Łukasz Kujath, Maciej Półtorak, Jerzy Dymkowski, Łukasz Kuryś, Rafał Jończyk, Szymon Trawiński, Piotr Grochowina, Piotr Góra, Robert Urbanek, Błażej Bremski, Mariusz Rodziewicz oraz, jak mówią, sól Bractwa, czyli białogłowy: Marta Skrzydło, Karolina Wilk, Anna Krzykowska, Marta Kowalska, , Agnieszka Borowiec, Justyna Borowiec.
            Dwóch rycerzy starło się w walce. Ubrani są w kaftany, oryginalne były wypychane końskim włosiem. Na nogach ciżmy (buty z długimi nosami), według wzorów mody średniowiecznej. Pytam Mariusza Rodziewicza, jednego z rycerzy, czy buty są wygodne. „ Tak, bardzo” – odpowiada. Siadamy na chwilę. – „Czym się zajmujesz na co dzień?” – pytam. Pracuje na stacji benzynowej i uczy się zaocznie w technikum rolniczym, piąty semestr. Skąd zainteresowanie średniowieczem? To barwna kultura, bogata, urozmaicona. Do niego średniowiecze trafiło poprzez muzykę. Od dziecka grał na flecie. Był kiedyś w zespole rockowym, ale ciągnęło go do muzyki dawnych epok. W poezji i muzyce średniowiecznej są wzniosłe pieśni, niekoniecznie religijne, o skomplikowanej fabule, przeznaczone dla określonej grupy ludzi. Współczesnemu człowiekowi nie zawsze łatwo jest zrozumieć ten okres. Mariusz jest śpiewakiem pieśni dawnych truwerów. Pieśni te mówią nie tylko o walecznych czynach. Pastorelle na przykład to utwory w swojej formie zabawne, będące pastiszami etosu rycerskiego, żartobliwa opowieść o tamtych czasach pisana przez współczesnych im ludzi. W Polsce niestety niewiele średniowiecznych pieśni przetrwało. Muzycznym mistrzem Mariusza jest Jacek Kowalski, historyk sztuki, odtwórca, kompozytor stylizowanych pieśni truwerów francuskich. Utwory, które komponuje Mariusz, są utrzymane w podobnym stylu. Pieśni są wyrazem kultury rycerskiej średniowiecza w XII i  XIV w. w Europie. Najważniejsze jest zachowanie ich niepowtarzalnego klimatu. Tekst i jego interpretacja gra rolę ważną, jest puenta linii melodycznej, jako całość. Chodzi, jak mówi Mariusz - o staranną realizację koncepcji artystycznej utworu.
            Słyszę słowo Grunwald. Koledzy Mariusza opowiadają o corocznych spotkaniach wojsk polsko – krzyżackich na polach Grunwaldu. To „rycerski woodstock”, liczące kilka tysięcy uczestników trzydniowe spotkanie młodych ludzi w strojach średniowiecznych. Są wtedy, oprócz zmagań bitewnych, ogniska, strawa w kotłach, rozmowy i bardowie śpiewający pieśni. Mówię – opowiedz mi, proszę, o tych pieśniach. O tym, co jest w nich uniwersalnego, współczesnego. Mariusz zapala się. – Urzeka go melodia muzyki średniowiecznej, klimat tamtych czasów, jedyny i niepowtarzalny. Jest koneserem jego piękna. Oprócz lektur, filmów, doświadczeń codziennych są materiałem, budulcem, z którego czerpie tworząc muzykę i teksty. Robi to samo, co  trubadurzy przed wiekami, z tym, że we współczesnych realiach. Korzyści z poznania minionej kultury, jej zrozumienia, są zawsze wielkie. I chyba zawsze – myślę – podobne. Restauracja wartości cennych a prostych, które stają się zanikać, jeśli patrzy się na świat bez poczucia łączności z dawnymi wiekami i  ludźmi żyjącymi przed nami: wzniosłe idee, uśmiech na twarzy, braterskość, przyjaźń, pomoc słabszym i potrzebującym. Ta muzyka mówi o tych wartościach, przypomina o nich. Ten kanał to efektywna, skuteczna informacja o historii. To prosty i piękny przekaz o rzeczach, które nie powinny przemijać, o których trzeba pamiętać. O tajemnicy, która zawiera się w poszukiwaniu piękna, a jedną z najpiękniejszych rzeczy jest, jak mówi Mariusz, muzyka średniowieczna. Czasami udaje się mu przekazać jej treści i tworzy się płaszczyzna komunikowania, gdzie czas i epoka staja się drugorzędne, aktualne są za to emocje, przeżycia i doświadczenia poza formą obowiązującej konwencji. Mariusz grał już i śpiewał na Wieczorach Poetyckich w Klubie Garnizonowym. Teraz jest w trakcie tworzenia zespołu, który będzie grał muzykę średniowieczną. Instrumentarium to: flet, gitara, bębenki i inne instrumenty, wszystko o brzmieniu średniowiecznym. Mariusz, jak przystało na wojującego truwera, ma u boku przypasany miecz, którym stara się dobrze władać. Wojak, który śpiewa, czy śpiewak, który wojuje – o co – wojuje? Mówi mi, że to pytanie człowieka, który nie zna istoty czasów średniowiecza i  etosu ludzi z tamtych czasów (może nie tylko z tamtych...). On nie stara się szukać zaczepek, niebezpiecznych sytuacji, a wiatraki – często je widzi w  wyobraźni, a chciałby je zobaczyć naprawdę – te drewniane i inne, którym miecz i ramie męskie może dać odpór...
            Tak, to ważne – mówi - my, rycerze i giermkowie Chorągwi Pogranicza, my się nie przebieramy w stroje rycerskie, my się w nie UBIERAMY. Stroje służą idei, potrzebom ciała i ducha. Kaftan się zakłada, żeby chronić ciało, żeby nie stała się krzywda w walce od świtu do zmierzchu. Strój przenika przez skórę, zostaje w sercu. Gdzie i dokąd będzie wędrował jako śpiewak i wojak walczący śpiewem. Nałoży kapelusik z bażancim piórem i  wyruszy na podbój, na Wielką Wędrówkę, dzierżąc sakwy, gitarę i flet przypasany z boku oraz mały miecz, żeby nie obrabowano go podczas snu.  Wyruszy, by podążać daleko na podbój tego, czego nie poznał dotąd a poznać pragnie. Kierunek to stary piastowski szlak – na zachód, w stronę zachodzącego słońca... „ I tak gawiedź Międzyrzecza ujrzy ciemną sylwetkę na jego tle oraz powiewające na kapeluszu bażancie pióro, które zatańczy na  wietrze”.


Iwona Wróblak
wrzesień 2003

piątek, 6 stycznia 2017

Wioska rycerska…

            Przechodzę przez most na fosie. Jak to jest przenieść się na chwilę w przeszłość? Dzisiaj w Zamku króluje średniowiecze. Zjechali wojowie, rycerze, giermkowie ze swoimi niewiastami z Gorzowa, Szczecina, są też nasi rycerze z Międzyrzecza. Wioska rycerska. Proporce zatknięte obok namiotów zrobionych wg oryginalnych wzorów z X do XIV w. Napotykam tubylca, to husyta. Jest z Najemnej Roty Strzelczej. Ubrany w opończę, na  głowie ma rycerską czapeczkę. Opowiada o XIV w. ruchu husyckim, który zaczął się od spalenia na stosie czeskiego księdza Jana Husa. W sieci można znaleźć dużo ciekawych szczegółów na temat historycznych strojów i uzbrojenia, stąd właśnie, i z książek, czerpią wiedzę moi rozmówcy. Któraś z  niewiast zaczepia mnie, turystkę z przyszłości – …proszę rozmawiać nie tylko z przystojnymi panami... Z paniami, czyli średniowiecznymi niewiastami rozmawiamy o modzie średniowiecznej. Stroje szyją same. Uczą się wykrojów oglądając stare ryciny, obrazy, czytając teksty źródłowe. Czepce nosiły tylko niewiasty zamężne (stąd „oczepiny”), z odkrytą głową w ogóle chodzić nie wypadało. Modne były kaptury. Diademy z pątnikiem przykrywały warkocze przeplecione koralikami lub klejnotami. Pod suknią panie nosiły giezło, czyli koszulę, w której się też spało. Moda średniowieczna była uniwersalna w całej Europie. Kolorystyka ubiorów była żywa, używano jako barwnika szafranu. Bardziej cytrynowa żółć była wyznacznikiem ostracyzmu społecznego. Posiadacz czerwonego stroju był zamożny, czerwony barwnik był drogi. Czerń nosiły księżniczki, a także ...czarownice. Mówię do jednej z  kobiet – piękne buty ma pani, z długimi nosami, w tym roku też są modne... Szlacheckie buty miewały nosy tak długie, że przywiązywano je sobie do  kolan, by nie przeszkadzały w chodzeniu. W średniowiecznym Krakowie, centrum ówczesnej mody, panowała zasada, że im dłuższy nos (przy bucie), tym znamienitszy jego właściciel. Zimowe buty (patynki) miały grube drewniane spody.
            Przyglądam się męskim strojom. Na głowie można było nosić czaperon, jeśli się było szlachcicem. Strój na co dzień to np. duplet – spodnie czyli „gacie” z saczkiem, połączone rzemykami z górną częścią. I oczywiście zbroje. Waga ok. 37 kg. Kolczugę robiono rozciągając żelazny drut, to roczna, bardzo misterna praca. Pod cenną kolczugą – jej cena wynosiła równowartość srebra tej samej wagi, rycerz nosił miękką przyszywanicę. Całość ubioru była cennym łupem wojennym, co często ratowało rycerzowi życie – można się było wykupić. Obserwuję proces wkładania całości uzbrojenia, jakiemu poddaje się jeden z ochotników, jest dość skomplikowany i czasochłonny, dlatego rycerz posiadał do tego celu dwóch giermków.
            Z prawdziwymi rycerzami rozmawiam koło ich chorągwi. To chorągiew św. Łazarza. Zostali pasowani przez księcia Krzysztofa Radziwiłła generała tego, powstałego w 1226 r., zakonu. Dzisiejsi rycerze tego zakonu biorą udział w corocznych bitwach pod Grunwaldem, po stronie krzyżackiej. Na tarczach mają zielony krzyż. Knecht z kompanii Landsberg z Gorzowa obszernie opowiada mi o heraldyce. To dziedzina historii kultury, napisano o  niej tomy opracowań naukowych. Na dworze książęcym czy królewskim herbowe zawiłości objaśniał specjalny urzędnik – herold. Znaki na herbach, np.  miast, ich symbolika, kolory, są ściśle ustalone. Ten tutaj brandenburski orzeł z trzema koniczynami jest na białym tle... Heraldyka polska bardzo się różni od tej z zachodu czy wschodu.
            Słyszę w pobliżu szczęk mieczy. To pojedynek na miecze półtoraręczne, o długości 130 cm (jednoręczne mają długość 180 cm). Miecze o różnych długościach trzyma się w ręku inaczej, także różna jest technika walki nimi. Rycerze chętnie udzielają lekcji, uczniów nie brakuje. Jeden z giermków ma  przy pasku sztylet o dziwnych kształtach, który nazywa się nerkowiec. Służył do obrony bezpośredniej, w niespokojnych czasach był nieodzowny. Technika walki takim sztyletem jest bardzo skomplikowana.
            W średniowieczu jadano w drewnianych miskach, drewnianymi łyżkami, rycerze pili z wielkich kufli kamionkowych, drewniane też były. Grano w  grę na kule, dzisiaj ta zabawa też się podoba, skłonność człowieka do gier jest odwieczna.
             Aleją parkowa ze średniowiecza podążam ku przyszłości. Pod Halą sportową jest Euroregionalny Festiwal Kultury. Stoiska z miast partnerskich z  Haren (Niemcy, Andresy (Francja) i Vlagtwelde (Holandia). Międzyrzeczanie dostają od naszych gości foldery opisując regiony, to oferta turystyczna, kulturalna, z krótkim rysem historycznym, informacje o zabytkach, adresy hoteli, restauracji. Smakujemy regionalne specjalności. Mimo nie najlepszej pogody ludzi jest dużo. Od trzech dni goście z miast partnerskich biorą udział w spotkaniach z mieszkańcami, z władzami miasta, ich zespoły artystyczne występują na scenie. Spotkania te to już wieloletnia tradycja. Zdążyły zawiązać się prywatne przyjaźnie. Goście witają się z naszymi lokalnymi działaczami, którzy dbają, by wzajemne kontakty były żywe, by się pogłębiały. Wszędzie słychać obce języki.
Zerkam na scenę, gdzie bez przerwy coś się dzieje. Właśnie najmłodsi tancerze z „Transu” prezentują jeden ze swoich dynamicznych układów. Ciekawe kostiumy, energetyzujący podkład muzyczny. Ludzie stoją pod sceną, tam lepiej widać. Wielu śledzi wszystko z ławek na trawie, Dni Międzyrzecz to  pora spotkań rodzinnych i sąsiedzkich.
            Na obrzeżach placu pod Halą Sportową stoiska handlowe, gastronomia. Kiełbaski, słodycze, zabawki. Wyroby artystyczne, Edyta Adamus oferuje ikony, figurki własnego wyrobu. Dzieci bawią się w zamkach i na dmuchanych skoczniach. Trawę skubie łagodny kucyk Panczo, jest osiodłany, czeka na  małych adeptów jazdy konnej w siodle.
            Zatrzymuje się przy stoisku Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków Koło „Jeż” w Międzyrzeczu i Stowarzyszenia Osób Chorych na Celiakię i inne zespoły złego wchłaniania. Przy stoisku Anna Cegłowska mierzy ciśnienie tętnicze i poziom cukru we krwi. Zapisuje badanym wyniki na karteczce, informuje, czy są prawidłowe. Wydawnictwa medyczne, materiały są obok, można się dowiedzieć dużo o diecie bezglutenowej niskobiałkowej, bezmlecznej czy bezcukrowej. Stoisko oferuje dietetyczne artykuły spożywcze, mąkę, makaron, pieczywo, ciastka, czekolady. Próbuję czekoladki na  mleku kozim, jest pyszna. Zainteresowani mogą otrzymać adresy producentów tych artykułów, adresy sklepów, informacje na temat schorzeń, można wymienić się doświadczeniami. Przypomnijmy, że siedziby obu Stowarzyszeń są na ul. Konstytucji 3. Maja w Międzyrzeczu.


Iwona Wróblak
lipiec 2005

niedziela, 23 października 2016

Pewnym jest że Węgrzy Macieja Korwina rozpoczną oblężenie...

            Z daleka słychać dźwięk fanfary. Tłum gawiedzi międzyrzeckiej licznie zdąża na Zamek, bowiem pewnym jest, że Węgrzy Macieja Korwina będą dobywać Zamek nasz, w międzyczasie zaś sądy będą nad przestępcami odprawiane i egzekucja wyroków będzie. Walki na ostre rycerzy z Królestwa, Pomorza, Śląska, Brandemburgii, Meklemburgii i Austrii.. Wielki turniej dla mieszczan i plebsu.
            Drewniane atrapy wsi pod Zamkiem ostrzelane zostaną z bombard (działo średniowieczne) i hakownic (coś między pistoletem a karabinem). Najemna Rota Strzelcza ze Szczecina huk robi wielki, skupieni na drugim brzegu fosy odruchowo podskakujemy. Kłęby dymu układają się w ciepłym czerwcowym powietrzu na kształt kół. „Hej, ruszaj!” – pokrzykuje podekscytowany maleńki chłopczyk siedzący na barkach taty. Podobnie jak inni wyciągam mocno szyję, by wszystko dobrze widzieć.
            Oto idą, w blasku swych zbroi, w przyłbicach, szlachetni rycerze herbów. Na murach, pierwszy raz od 400 lat – flagi i proporce powiewają (Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, Kompania Landsberg z Gorzowa i Chorągiew św. Łazarza ze Szczecina). Kopie i miecze dzierżą w mężnych dłoniach, okrzyk bojowy z piersi się rwie. Błyskają flesze aparatów fotograficznych, kamerzysta na moście filmuje. Zwarcie bojowe rycerskie jedno po drugim na moście i za murami Zamku. Szczęk mieczy i huk bombardy, której pociski straszliwe ostrzeliwują baszty. Obrońcy – rycerstwo, mieszczanie i  plebs odpowiadają strzałami z łuków, ogniem z pistoletów i wodą laną z góry, zrzucają kamienie i co się da na najeźdźców, którzy szturmem, taranem, Zamek zdobyć rychło zamierzają. Kłąb walczących pod bramą niezdobytą, która już się gnie pod niezłomnym naporem Macieja Korwina i jego wojsk. Płoną chałupy na podzamczu. Z baszty pełna dramaturgii muzyka. Walka długo trwa, do zachodu słońca, do zwycięstwa jednych i klęski drugich. Na  moście teatr branych zakładników spośród obrońców, mieszczan, ich żon i dzieci (wszyscy w strojach z epoki). Zabierane są łupy z ciał poległych. Co  piękniejsze branki wzięte w niewolę. Kasztelan się poddaje, kłęby dymu nad basztą...Odczytując nasze nieme prośby organizatorzy inscenizują nam  jeszcze starcie piechoty polskiej i niemieckiej, widowiskowe pojedynki koło płonących szczątków chaty. Hufiec wieśniaczy, faceci znikąd, wagabundzi, rozsierdzeni wojennym brakiem spyży walczą czym się da, widłami i domową patelnią...
            Wracają rycerze zmęczeni bitwą, zgrzani, białogłowy witają ich dzbanem i kubkiem wody (lub wina albo miodu). Wyprzedane są miecze – (zwłaszcza te dziecięce drewniane) na stoisku z orężem (pan Maciej z Kielc ma kuźnię, na podobnych do dzisiejszego festynach sprzedaje miecze, kusze, łuki, pistolety itp. własnej roboty).
            Na dziedzińcu Zamku namioty rycerstwa i mieszczan. Rycerz Edgar (Dariusz Winnicki z Gorzowa) z Kompanii Landsberg jest jednym z  głównych organizatorów festynu rycerskiego. Stylizowany na 2. poł. XIX w. obóz wewnątrz murów, namioty. Sprzęty, (fanfara to trąbka z proporcem, na  której gra giermek herolda – króla herbowego – Jakub Jaszczak), gliniane misy do jedzenia i drewniane sztućce, broń. Ubrania. Już od kilku dni widujemy na mieście ludzi w strojach ze średniowiecza, w różnym wieku. Piękny obrazek, dziewczyna ok. 20 lat, w sukni mieszczki, przysiadła na  dziedzińcu zamku, koleżanka wpina jej we włosy świeżo zerwane stokrotki. Rodzina z malcem, wszyscy ubrani w stroje XV w. mieszczan. Jak kapsuły czasu w teraźniejszości. Sam ich widok jest wspaniałą przygodą z historią, którą można zapytać, czy wygodne są ciżmy, i suknia z wełny. Piękne hafty na  strojach robią sami.
            Robert ze Szczecina, rycerz, zachwyca się naszym Zamkiem. Wspaniałe miejsce dla takich inscenizacji, u siebie mają tylko mały szczątek murów. „Antiquo More”- słyszę charakterystyczny styl ich muzyki. Na baszcie będzie uczta dla zwycięzców i pokonanych, Zespół Muzyki Dawnej zabawi gości, Hotel i Restauracja „Duet” pan Jacek Bełz w stroju podkasztelana, razem z burmistrzem Tadeuszem Dubickim, (który próbuje tańca dworskiego z Zespołem) także przebranym w strój dawnego kasztelana, współfinansują imprezę. Do zdjęcia brakuje mi pani Joanny Patorskiej dyrektor Muzeum, wypatruję, może przebrana w średniowieczną suknię pojawi nam się, bez jej pozwolenia nie byłoby dzisiaj tego wspaniałego widowiska. W  średniowieczu bigos był potrawą przywiezioną przez templariuszy, to ciekawostka, polskim symbolem narodowym stal się znacznie później. Dzisiaj pan Bełz przygotował dla gości upieczonego w całości prosiaka, pięknie ułożonego na wielkim półmisku, specjalnie pieczone wielkie chleby. Kapłony (kurczaki), owoce.
            Zdążają goście na posiłek. Benedyktyni i dominikanie w swoich zakonnych szatach żywcem zdjętych ze starych rycin, mieszczaństwo, plebs i brać rycerska. Z metalowymi i drewnianymi kuflami na wzór tych, które widziałam w Muzeum. Mowy rycerskie, wiwaty, toasty. Król herbowy Tomasz Bączkowski - Za zdrowie pani dyrektor Muzeum! Może pani Patorska pozwoli w przyszłym roku jeszcze raz zdobywać Zamek...
            Na razie nasz świetny Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More” wystawi nam spektakl taneczno – muzyczny pt. „Kopciuszek”, nagrodzony w  Kaliszu. We wspaniałej scenerii opowieść o księciu i ubogiej dziewczynie.
            Ożył Zamek dzisiaj nasz międzyrzecki. Ożyła historia. Czujemy wszyscy te dziewięć metrów ziemi pod stopami warstw osadniczych, emocje i  pragnienia ludzi umarłych dawno, ale jakby nie do końca. Żywych w strojach z pietyzmem odtwarzanych przez fascynatów średniowieczem, w ich  zainteresowaniu dawnymi czasami i w naszej obecności, tak licznej tutaj, w współuczestniczeniu.


Iwona Wróblak
lipiec 2007

niedziela, 28 sierpnia 2016

Drugi Jarmark albo Turniej Rycerski

             - Za honor miasta i burmistrza, i Rady Miejskiej, walczymy – mówią nasi dzielni rycerze z Bractwa Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej. Walki na ostre rycerstwa z Królestwa, Pomorza, Śląska, Brandenburgii i Meklemburgii.
            Podejdą pod mury miasta Węgrzy Macieja Korwina, by oblegać gród nasz. Jak informuje dobitnie jeden z brodatych rycerzy naszych, dzierżąc puchar z kobylim mlekiem – wszem i wobec powtarzam waści; najpierw gwałcimy, potem palimy... Przedtem jednakże Turniej będzie rycerski Pas d’Arm, turniej na moście o Szarfę Pani Jeziora.
            Rycerzy przeróżnych, herbowych rzecz jasna, z giermkami, niewiastami i dziećmi, zebrała się setka, przybyłych też z pobliskich landów niemieckich. Oprócz naszych jest Najemna Rota Strzelcza i Chorągiew Św. Łazarza. Dzielnie sekundują walczącym o Różę od swojej damy. – W imieniu kasztelana Zamku Międzyrzeckiego, mam zaszczyt otworzyć Turniej. Walka tylko na ostre... – to główny sędzia turniejowy. Błyszczący w słońcu hełm zakłada rycerzowi jego wierny giermek, przedtem został dopełniony rycerski rytuał prezentacji nadobnych ( w tym celu zdjęli hełmy) lic wojów starających się o aprobatę swych dam serca. Kwiaty z murów zrzucają damy zamkowe, pod stopy swych bohaterów. Emil z Gostynia herbu Wezenburg pierwszy stanie... Strzał z hakownicy obwieszcza rozpoczęcie wielkich turniejów. Prezentują się nam obaj mający zamiar walczyć wielmoże, w zbroje ciężkie (ok. 30 kg) zakuci do stóp samych, z tarczami noszącymi ślady walk uprzednich, doświadczeni to wojownicy grunwaldowi. Wśród publiczności zakłady, który z nich wygra, jako że jeden chyba niewiastą jest, bo smukły ( w dzisiejszych Bractwach Rycerskich dobrze sobie radę dają również dziewczyny). Przyłbicę opuszczają, kłaniają się publiczności i zacięte walki rozpoczną. Szczęk oręża o kolczugi i zbroje, okrzyki bojowe i słowne potyczki. Czuwa dyskretnie kowal, ciężkie miecze oburęczne, mimo że oczywiście stępione, skutecznie potrafią pogiąć elementy uzbrojenia. Sędzia czuwa nad bezpieczeństwem walczących. Zdarza się, że hełm spada, nagły kontakt ciała z żelazem zawsze nie jest bezpieczny, walka jest natychmiast przerywana. Na porządku dziennym są drobne, lecz bolesne kontuzje. Walki wymagają ćwiczeń i dobrej kondycji fizycznej, po kilkuminutowym starciu widoczne na  twarzach zmęczenie – ale i satysfakcja, zwłaszcza kiedy można kwiat, przyklęknąwszy, dąć wybrance swojej... (co obserwujemy). Przedtem są regularne ćwiczenia adeptów sztuki rycerskiej na tzw. maszynach Pagińskiego, specjalnych konstrukcjach drewnianych, na których można nauczyć się bezpiecznego dla siebie i innych władania mieczem.
            Pokaz uzbrojenia rycerskiego przed mostkiem na dziedzińcu Muzeum. To popularne hobby fascynacji kulturą średniowiecza stworzyło dobrze funkcjonujący rynek, na którym można zaopatrzyć się w wełniane stroje z epoki, broń u kowali, u garncarzy gliniane garnki i przedmioty z gospodarstwa domowego. Jak mówi jedna z białogłów, tylko buty trzeba uszyć samemu, bo o skórę trudno... Jednak wszyscy przybyli na dzisiejszą rycerską imprezę wyposażeni są od stóp do głów w odpowiednie stroje i elementy odzieży. Nawet trunek rycerski wyborny, miód pitny, można dzisiaj nabyć, by popić trud walki...
            Spoczywają rycerze waleczni po turnieju, ja udaję się do ich obozu w obrębie murów zamkowych na dziedzińcu. Ponad dwadzieścia białych płóciennych namiotów, wydają się być stłoczone – refleksja – w XV w. na naszym Zamku ludzie mieszkali na takiej właśnie przestrzeni wewnątrz murów... Jak soczewki czasów mijają mnie żywi ludzie odziani w średniowieczne stroje, na chwile zastygli wzbudzają we mnie chwilowe zwątpienie, czy rzeczywiście tu i teraz żyję tylko w XXI w.? Dziwnie wyglądają z telefonami komórkowymi przy uchu, przez chwilę nie wierzę, że w namiotach mają „normalne” współczesne ubrania, a już na pewno nie w to, że przepaść między mentalnością tamtych czasów a dzisiejszą jest nie do zasypania. Fascynaci, i pasjonaci, hobbyści, którzy dużo inwestują swoich pieniędzy i czasu, by przebrać się i ubrać – w człowieka epoki i kultury średniowiecznej, praktycznie wczuć się, na trzy dni, w rolę rycerza, giermka czy białogłowy ze śnieżną nałęczką na głowie. Dużo czytają, dowiadują się, spotykają i rozmawiają, wymieniają doświadczenia, dla nich to ogromna przygoda. Nasi rycerze z Bractwa dziesięć lat pracowali na to, by w 2003 r. odbył się w Międzyrzeczu pierwszy turniej, żeby ruiny Zamku żyły. Wysiłek opłacił się, międzyrzeccy entuzjaści historii mają sporą grupę przyjaciół, która niecierpliwie co roku oczekuje zaproszenia na turnieje walk rycerskich... My widzowie, na turnieje takie jak ten, też tłumnie przychodzimy, zabieramy dzieci, by wizualnie uczyły się historii, tłumaczymy im, dlaczego hełm jest żelazny a rycerze honorowi.
            Szykowane są armatki, bombardy, celnie strzelające hakownice, broń drzewcowa w stosach stoi, buzdygany, topory. I zaczęło się. 1474 roku Pańskiego, wojska zaciężne Macieja Korwina podeszły pod Międzyrzecz, informuje nas o tym posłaniec królewski. Do obrony czas się sposobić! Huk armat (mimowolnie zatykamy uszy) i gęsty dym spowija gród nasz, do fosy spadają resztki armatnich kul. Las drzewców napastniczych podchodzi pod  bramę, obrońcy z góry zrzucają wrzątek, płonącą smołę i kamienie, z łuków nękają. Odpierane są wściekle ataki, a wycieczki czynione są na zewnątrz, by  spustoszenie i zamęt czynić w obcych szeregach. Bogurodzica zachęca do walki, bowiem w razie przegranej rzeź będzie okrutna, jak to na wstępie rycerz zapowiedział. Oglądamy potyczki rycerstwa, orły nasze na tarczach, sercem jesteśmy z nimi... Cóż jednak, trup ściele się gęsto, polec przyjdzie z  honorem... Pertraktacje - czy pomogą?
            Niestety, historia już się zdarzyła. Zwycięzców okrzyk gardłowy obwieszcza klęskę grodzian międzyrzeckich. Uderzają woje mieczami w swe tarcze, pieśni wojenne zwycięskie śpiewają. Pogrom obrońców się dokonuje, krzyki niewiast, i padli w boju rycerze - na murach, broniący do ostatka swego króla i kasztelana.
            Po walce, po bitwie. Po widowisku. Ale widzowie jeszcze nie chcą odchodzić. W ruch idą teraz aparaty fotograficzne i kamery. A wrodzy sobie dotąd wojownicy udadzą się na basztę zamkową na ucztę. Co w menu? Mój rycerz – przewodnik – mięso, miód pitny i wino. Owoce, chleb i ryby. Na  deser kiełbasa, kaszanka i smalec. – Obiecują sobie – spotkamy się jeszcze na turniejach nie raz i nie pięć razy.
            Sponsorzy zamkowej imprezy: Tomasz Bączkowski, Rajmund Jaroszek, Jacek Grondke, Kazimierz Kraczkowski, Bogusław Janczewski, Robert Wawryniuk, Bogusław i Małgorzata Przybysz, Sebastian Ratajczyk, Piotr Mardinus Kaczmarzyk.
Organizatorzy: Burmistrz Międzyrzecza, MOK, Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, Najemna Rota Strzelcza, Chorągiew Św. Łazarza.


Iwona Wróblak
sierpień 2008

poniedziałek, 25 lipca 2016

Turnieje rycerskie na Zamku


            Pierwszy z trzech dni święta Zamku Międzyrzeckiego, jego epoki dawnej świetności. Ludzi szanujących piękno i majestat jego historii. Zamek pielęgnowany i konserwowany przez pracowników Muzeum. Ożywiany przez organizowane przez Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej od trzech lat turnieje rycerskie, turnieje łucznicze, turnieje puszkarzy. Namiestnikiem Bractwa i głównym organizatorem imprezy jest Tomasz Bączkowski.
            Przybyły zaproszone przez Bractwo chorągwie ze Szczecina, Niemiec, mieszczki i woje, damy dworu w strojach XIV –XV w., pieczołowicie otworzonych za starych rycin. Szytych samodzielnie. Kute są w kuźniach zbroje i miecze, toczone na kołach garncarskich naczynia kuchenne przywiezione ze sobą na trzydniowy piknik wielbicieli Średniowiecza.
            Muzycznie w tym roku na wstępie imprez na Zamku. U podnóża wrót do Zamku wystąpi niszowy zespół muzyczny Percival. Kwartet młodych ludzi śpiewających stylizowane na prasłowiańskie, czy zgoła indoeropejskie, pieśni z kręgu kultur ościennych, z epok głębokiego średniowiecza. Z czasów, gdy Europa była jedna również, tylko nieco inaczej. Stosownie do czasów.
            Starosłowiańska pieśń, gardłowa, z przepony. Dwie dziewczyny, wokalistki, bardzo dobrze śpiewające. Pieśni z pogranicza polsko – ukraińsko – białoruskiego. Z epoki księcia Mieszka. Wieczorną porą zaplata się nad Zamkiem czar dawnych czasów, klimat prastarych dziejów jest słyszalny w przyśpiewkach. Irlandzkie nuty, celtyckie, z sag królewskich. Muzycy sięgnęli też po folklor szwedzki, tylko wyobraźnia ogranicza horyzonty, jeżeli możliwe jest napisane powieści zamkniętej w dawnym bajko podobnym bezczasie, to dlaczego nie zaśpiewanie o nim pieśni? Przedchrześcijańskie bóstwa – Thor, Światowid, te wołają do nas z liry, lutni, fletu i bębnów, tak długo żyły z nami, przez tysiąclecia... Zaśpiew ukraińskich dumek Kasi, taki dawny, jeszcze nie smutny i mocny wokal Joanny. Mikołaj opowiada o instrumentach, umie, jak słyszymy, grać na lutni, chociaż, jak mówi, z zawodu jest plastykiem. Bohaterzy, dawni herosi, wędrują po stepach i równinach Europy, a my odczuwamy ich emocje i tęsknoty.
            Drugi zespół tego wieczoru. Jeszcze bardziej etniczna „Batteria” z Pszczewa. Rytm i słuchanie ich zespołowe rytmu. Ich wewnątrz-słuchanie i my słuchacze w transie, jaki mimowolnie wywołuje gra na instrumentach perkusyjnych. Ustawiczne powtarzanie dźwięków wprawia w stan zespolenia w gromadzie, jak w hordzie dawnych łowców, nie tak dawno to było... Zamiłowanie do jam-session pozostało do dziś wśród muzyków... Szczególnie widać to w afrykańskich rytmach, które się rozpoznaje natychmiast, podobno stamtąd pochodzi nasza pramatka... Opowieści o naszej dalekiej przeszłości, która jeszcze nie przeminęła, słyszymy glossą „Baterii”.
            Muzyka – sacrum wokół ogniska. I walka. O byt, z wrogami. Na moście konkretnie w XV w. Turniej rycerski. Walka zacięta. Potykają się rycerze w pojedynkach w błyszczące zbroje zakuci. Tomic – sędzia dba o bezpieczeństwo naszych współczesnych wojów. Miecze stępione ale wciąż ciężkie, z metalu. Niebezpieczne. Na murach proporzec z herbem Bractwa Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, na nim złoty kielich Graala i lilijki na czarnym tle. W obozowisku wewnątrz zamkowych murów namioty, na tarczach, spoczywających po walce, rodowe herby. Najemna Rota Strzelcza przed chwilą wystrzeliła z hakownicy. Można obejrzeć bombardy i armaty. I wystrój średniowiecznego obozowiska. Jak mówi o imprezie na Zamku jeden z wojów, tutejszy międzyrzecki rycerz – cofasz się, bracie, o 600 lat, jest ognisko, trójniak, nie ogarniasz tego, jest wielka wspólnota, wielka rodzina średniowieczna...
            W opończach, kolczugach, zbrojach płytowych, z bronią drzewcową, mieczami jednoręcznymi i półtoraręcznymi, toporami, rycerze walczą, turniej organizowany jest na cięcia, liczy się ilość zadanych razów. Próba to generalna przed jutrzejszą walką a Szarfę Pani z Jeziora, która ongiś (nieważne, kiedy – może przed chwilą...) dała miecz Ekskalibur królowi Arturowi.
            Tak się dzieje historia pisana dawnym stylem. Kiedy miała jeszcze mityczne znaczenie. Jak słyszymy z głośników, bitwa sroga pod murami świetnego Zamku Międzyrzeckiego zacznie się onego roku dzisiejszego 1474. Za króla polskiego Kazimierza IV, kiedy to pod gród Międzyrzecz nadciągnął z południa król węgierski Maciej Korwin w osobie walecznego i okrutnego Stefana Zapoyli, który to wraz ze swoimi 15.tysiącami ubranych na czarno i świetnie wyposażonych najemników bitwę stoczył ciężką z garstką dzielnych obrońców kasztelu. Bronili się okrutnie, nawet wojenne wycieczki czynili woje w szeregi wroga, „Bogurodzicą” dodając sobie animuszu, bo gród nasz w dobrym miejscu leży i trudno go dobywać. Mury nawet dzisiaj zaświadczyć mogą, i kruki, które pamiętają one czasy, że przemyślnie zbudowano naszą stanicę. Świadkiem te kruki były dramatycznych wydarzeń... A ludzie je zapisali.                  
            Dużo prochu (i huku...) musieliśmy powąchać (zwłaszcza usłyszeć) podczas inscenizacji zdarzeń sprzed wieków. Błysk słońca na zbrojach, piki, halabardy opuszczone nisko, nadzieje na odparcie wroga i wiadomość o zdradzie okolicznych książąt, która wielki miała wpływ na historię. Obrazujący nastrój walki podkład muzyczny, krzyki trwogi umierających, kiedy rozwarte już były bramy i Węgrzy dobijali obrońców, z baszt przedtem rażących napastników kamieniami, smołą i wrzącą wodą. Bardzo dużą widownię mieli wojownicy obydwu stron. Za Zamek przyszło wielu ludzi, również turystów, turnieje i bitwy to wielka atrakcja. Nasz Zamek fizycznie jest wdzięcznym obiektem to takich przedsięwzięć, mimo swojej bujnej historii zręby murów przetrwały i mogą służyć jako lekcja pokazowa, doświadczona włożeniem hełmu czy kolczugi, pamiątką wspólnego z rycerzem czy grupą rycerzy zdjęcia (pilnie są woje w tej kwestii oblegani...). To lekcja wyobraźni, trening, inaczej się patrzy na cegły murów starego kastela, kiedy co nieco wiadomo o jego historii, a przewodnicy zadbają o przekaz ustami umarłych - ale nie całkiem umarłych, jak widać, za sprawą takich imprez, o dawnych czasach, zdarzeniach i ludziach. Przechadzają się dzisiaj – ci strażnicy wiedzy i pamięci pasjonaci, w opończach z wełny, w czepcach, żywi łącznicy z Ziemią Międzyrzecką, taką, jaką ona jest, wieczną i niezniszczalną. Którą tylko jesteśmy tymczasowymi, pamiętajmy o tym, gospodarzami w kole dziejów, w krótkim XXI wieku. Który także, jak to było z poprzednimi stuleciami, przeminie.


Iwona Wróblak
lipiec 2009

wtorek, 12 lipca 2016

Zobaczyć, czyli dotknąć, kawałka historii


            Sceneria jest średniowieczna. Rycerze z Bractwa Ziemi Międzyrzeckiej, przyodziani w swe metalowe zbroje, przygotowali dla gości pokazy walk rycerskich. Można dotknąć kolczugi, ubrać się w ciężki hełm, podnieść miecz. Strzelić z łuku do słomianej tarczy.
Na baszcie Zamku zorganizowano dla członków i sympatyków TPG spotkanie. Mały poczęstunek, potem czas na rozmowy, spotkanie z prawnikiem, doradcą zawodowym. W ramach Projektu realizowanego pod hasłem: „Weź sprawy w swoje ręce”.
Spotkanie otwiera Ewa Skrzek – Bączkowska, Lubuski Pełnomocnik Wojewódzki TPG. Przedstawia uczestników. Koordynator wolontariatu - Zuzanna Marzoł jest jedną z nich. Jeździ jako tłumacz-przewodnik na warsztaty, doskonali znajomość posługiwania się alfabetem Lorm’a, jak i języka migowego, aby móc porozumieć się z każdą osobą głuchoniewidomą, której potrzebowała będzie pomocy.  Poszukuje także nowych wolontariuszy, którzy chcieliby pomoc rozwinąć nasza organizację, a także zdobyć doświadczenie i nowe umiejętności. Jest też Agata Raciborska, która zadbała o stronę kulinarną spotkania, jest w tym niezastąpiona. Osoby głuchoniewidome zrzeszone w klubie, to nie tylko mieszkańcy naszego miasta, ale całego województwa. Chętnie przyjeżdżają do Międzyrzecza, lecz do tej pory nie były nigdy w tak ważnym dla miasta miejscu. Bardzo się cieszą ze spotkania w  tak wyjątkowej scenerii.
Dużo się dzieje w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym. Organizacja ta, w  partnerstwie z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zaprasza do wzięcia udziału w projekcie realizowanym pod hasłem: "Weź sprawy w swoje ręce".
Celem Projektu jest wsparcie osób z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu (w tym osób, które nie posiadają orzeczenia o niepełnosprawności) w wieku 16 – 60 lat.
Jacek Ciesielski – prawnik zatrudniony w projekcie długo rozmawia z jedną z osób. Dostępna jest na spotkaniu Partycja Leonciuk – Frelichowska – psycholog, Karima Krupska – doradca zawodowy. Pan Ciesielski mówi o sukcesach osób z niepełnosprawnościami, które podjęły pracę zawodową. Doradza się im, jak znaleźć pracę, a nawet założyć własną firmę. Korzystać z istniejących praw, udogodnień i ulg. Istnieją instrumenty prawne, które wyrównują szanse na podjęcie satysfakcjonującej pracy. Aby osoba głuchoniewidoma mogła podjąć pracę potrzebuje sprzętu: aparatów słuchowych, laski, okulary, wiele innych gadżetów. Można uzyskać je w ramach projektu. Ciekawe, czy uda się komuś z głuchoniewidomych zgromadzonych wokół klubu w Międzyrzeczu znaleźć pracę. Zadbać o to jest zadaniem Pani Karimy Krupskiej z Zielonej Góry.  Nawiązuje ona kontakt z pracodawcami, pośredniczy.
W naszym rejonie nie brakuje ludzi wielkiego serca. W Międzyrzeczu jest sprawnie działająca organizacja, Lubuska Jednostka Wojewódzka TPG. Posiada wynajmowany w SOSW lokal, specjalistów. Odbywają się spotkania, organizowane są wspólne wyjazdy na warsztaty. Słucham opowieści o  plenerze w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, na których Jurek Godyń z DPS w Rokitnie tworzył swoje dzieła. Aktualnie w Łucznicy na warsztatach arteterapeutycznych przebywa głuchoniewidoma Pani Ela wraz z tłumaczem przewodnikiem Sylwią Bartczak. Rozmowy toczą się o planowanym wyjeździe do Biskupina, bo historię trzeba poznać, niepełnosprawność jest żadną w tym przeszkodą… 25 września rozpoczną się i do końca roku trwały będą Warsztaty Książki Artystycznej, które poprowadzą Joanna i Hubert Winnik.
Bardzo dużo przedsięwzięć, dla każdego znajdzie się coś, w co może się zaangażować, zrealizować pasję, czy doskonalić umiejętności. Wystarczy tylko chcieć…. nie brakuje nam siły woli, serca, pasji czy chęci niesienia pomocy. Jedyną przeszkodą są ograniczone fundusze.... Los potrzebujących może zależeć również od Państwa. Tak niewiele trzeba żeby wnieść słońce w czyjeś życie. Każdy najmniejszy dar serca znaczy bardzo wiele. Są osoby, które Państwa potrzebują – pomóżcie im zaistnieć.
Organizatorzy dziękują Dyrekcji Muzeum w Międzyrzeczu, właścicielom „Delicje Cafe” oraz „Bractwu Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej” za pomoc w organizacji przedsięwzięcia.

                                                                                                          Kontakt:
tel.:
608370346,
518749630


Iwona Wróblak
październik 2009