piątek, 15 kwietnia 2016

Kanaan Dub Band w Międzyrzeczu

            Reggae, bardzo dobre, w Międzyrzeczu. Kanaan Dub Band w Międzyrzeczu, dokładnie w Klubie Wojskowym (kiedyś Garnizonowym) Międzyrzecz. Reggae. Nie trzeba być z Jamajki i mieć dredów, by z przyjemnością słuchać dobrego reggae. Takiego na wpół symfonicznego, gdzie ton  nadają skrzypce i flet prosty (siostry: Sylwia i Paula Bociańskie). Tworzą klimat, ponadstandardowy, specyficzny dla Kaanan Dub Band, z zachowaniem kanonu muzyki, którą grają.
Ponadto jeszcze dwa saksofony, dwie gitary, klawisze, perkusja, bębenki. Mała orkiestra, dziewięć osób z wokalistą – Robertem Mierzejewskim. Średnie i  młode pokolenie wykonawców. Zespół grał bardzo równo.
Każdy będzie miłością…”. Teksty pacyfistyczne. Filozofia pokoju, nie z tej ziemi. Nieagresywna, spoczywająca w rytmie reggae. Jedno warunkuje drugie. Równy rytm mości jej miejsce. Bez banału. Nie grają disco.
            Judaizujący utwór, muzycznie bardzo trafnie oddający klimat Jerozolimy, za sprawą skrzypiec. Bardzo dobry jest pomysł użycia tego instrumentu.
Gałczyński w rytmie reggae? Tak. Miękkie skrzypce na początek, potem flet, i saksofon, wszystko w kanonie gatunku, ale trochę inne. Tak jak powinna być muzyka przeżywana osobiście, twórczo. „Ile razem dróg przebytych” . Trochę inne niż u Grechuty. Gałczyński był poetą, który nie dał się  zaszufladkować. „Palcem planety obracasz”. Do swojej muzyki wykonawcy starannie wybierają teksty. „Hari Kriszna” z Przystanku Woodstock. Hinduska filozofia. Mantra, czyli coś, co powtarza się wiecznie, nabiera przez to wielokrotnie znaczenia, potęguje się echem innych osób powtarzających święte sylaby. Jest powaga i szacunek dla sacrum.
            Reggae spoetyzowane, subtelne. Także rytm może być delikatny (dzięki skrzypcom i stonowanemu akompaniamentowi). Instrumentalne. Flet z  saksofonem.
            Klubowe międzyrzeckie granie, wielowarstwowe, wielorytmiczne, gdzie każdy słuchający czuje się dobrze. Bez nadmiaru ideologii, tak zwanej pacyfy. Z zachowaniem istoty, zrozumieniem sensu tej filozofii. Polskie dobre reggae spełniające wymagania gatunku. Sercem kultury jest teraz Klub  Międzyrzecz (dawniej Garnizonowy). Nieważne, jak się nazywa, ważne, że ma u siebie ludzi otwartych na muzykę, na kulturę i wszelkie jej przejawy.
Jak powiedział wokalista, można słuchać, można też i tańczyć. Słuchali, niektórzy tańczyli, inni, jak ja, poznawali smak tego gatunku muzyki, by  następnych koncertów słuchać jeszcze bardziej.


Iwona Wróblak
marzec 2011 

czwartek, 14 kwietnia 2016

Trans roztanecznił Międzyrzecz…

            Kwietniowy koncert Zespołu Tańca „Trans” na dużej scenie Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Motywem przewodnim będzie wieloaspektowa Wiosna. Czy tegoroczna wiosna już przyszła? Kwietna dekoracja, kolorowe stroje, radość obcowania z tańcem i ruchem, jako sztuką radości wspólnego cieszenia się witalnością, naturalną aktywnością fizyczną, ujętą – za sprawą profesjonalnych choreografii – w teatry taneczne, małe dziełka sztuki. Zapowiada się nam duże wydarzenie artystyczne. Dochód z biletów z każdego koncertu „Transu” w 10 % przeznaczony jest na cele charytatywne, teraz ta część będzie przeznaczona na oddział dziecięcy w naszym międzyrzeckim szpitalu.
            Prezentacje spektakli tanecznych międzyrzeckiego Zespołu Tańca „Trans” rozłożono na dwie tury. W niedzielne popołudnie międzyrzeczanie mieli możliwość obejrzeć przedstawienie w dwóch terminach – w przewidywaniu bardzo dużego zainteresowania występem. „Trans” jest znany w  Międzyrzeczu, także już teraz w Europie i na świecie, w obliczu wybitnych osiągnięć Zespołu.
             Niedawno tancerze wrócili z Mistrzostw Polski, na których wywalczyli pierwsze miejsca zyskując nominację do Mistrzostw Europy i Świata. 
W ubiegłym roku odbyła się premiera filmu Pt. "Córki dancingu", w którym nasi tancerze mieli przyjemność brać udział. Film został nagrodzony na  najważniejszych filmowych festiwalach w kraju, otrzymując dwa „Złote Lwy” oraz Nagrodę Polskiej Akademii Filmowej „Orzeł” za odkrycie roku - Najlepsza reżyseria. Za granicą na festiwalu Sundance w Stanach Zjednoczonych otrzymał nagrodę specjalną za unikalną wizję i design..... (moje podkreślenie) i wiele innych nagród. W te wakacje zaczynają zdjęcia do nowego filmu muzycznego produkowanego przez stację TVN. 16. lipca tego roku Zespół weźmie udział w otwarciu projektu Miss Świata na Wózku Inwalidzkim w Warszawie, prezentując swoje umiejętności przed Panią Prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz - Waltz. Niedawno dzieci i młodzież z Zespołu TRANS wzięły udział w reklamie butów francuskiej firmy SZUSIJA, które kręcone były w Warszawie. Przed Zespołem pracowite wakacje, zostali zaproszeni przez TOP ART Festiwal do wzięcia udziału w  międzynarodowym projekcie, który odbędzie się w Rzymie. 
            Zespół Taneczny „Trans”1 to Mistrzowie Europy i Świata, za sprawą, jak powiedziała pani Bubnowska, ciężkiej pracy młodych instruktorów Kasi Piechowiak i Ani Osipiuk.  Mistrzami jest też „Trans 2” i „Trans 3” . TRANS MINI Skwierzyna to wice Mistrzowie Świata w najmłodszej kategorii wiekowej w choreografii "Johny Bravo".
Ponadto mają na koncie całe mnóstwo nagród festiwalowych w sezonie 2015/2016. Najbliższy następny koncert odbędzie się w Skwierzynie, 29.05. b.r.,  to koncert z cyklu „Dzieci – Dzieciom”, dzieciom chorym na nowotwór.
·                     Ponad 450 osób zdołała przekonać Anna Bubnowska do tej sztuki, do tańca, będącym ogromną frajdą, niezapomnianym przeżyciem, przygodą. Instruktorzy wnoszą ogromny wkład w rozwój fizyczny młodego człowieka, a dla widzów koncerty są wspaniałym widowiskiem stricte artystycznym, dla naszego miasta – wspaniałą promocją… To wychowanki pani Bubnowskiej: Kasia, Sylwia, Dagmara, Paulina – dzisiaj wyszkolone pod okiem Anny instruktorki, które także wnoszą, oprócz pracy, wkład w postaci własnych pomysłów na choreografie. Oglądamy zupełnie nowe układy, jak się okazuje, pomysłem na nie może być wszystko… Emocje, zdarzenia, obrazy, idee, stany, obserwacje...
                Widowisko się rozpoczęło. Starannie przełożone na język tańca i ruchu inspiracje i pomysły. Dostosowane do możliwości ruchowych dzieci i  młodzieży – od profesjonalnego baletu w wykonaniu najstarszej grupy po zabawę będącą cenną aktywnością fizyczno-ruchową trzy- i czterolatków. Uderza Design. Jako całość. Kostiumy, dekoracje, oszczędność ruchów – zwłaszcza w tych najpiękniejszych układach – dobiera się je, by były symptomatyczne, obrazujące temat, wszystko jest przyporządkowane zamierzeniu choreograficznemu. Pięknemu tanecznemu teatrowi. Także oczywiście muzyka. Świetnie dobrane kompozycje, pani Anna ma szczególny słuch muzyczny, podkłady są wielką częścią tych wspaniałych spektakli.
            Jak przedstawić Uliczny zgiełk? Aby nie był „zgiełkliwy”, lecz kojarzył nam się z pulsem współczesnego miasta? Jego urbanizacyjnym rozmachem, podążaniem ludzi do swoich miejsc aktywności, gdzie mogą się realizować, gdzie spotykają innych ludzi o podobnych celach. W jednym wielkim organizmie, ludzkim mrowisku.
            Przepiękny układ „Polskie łany”. Obrazujący za pomocą niewielu oszczędnych ruchów kiełkowanie, wzrastanie ziaren… to właśnie ta subtelność stylu „Transu”. Ich DESIGN, który jako wartość, rys Zespołu, cenią jurorzy na prestiżowych festiwalach. Osobowość, wizje artystyczne pani Bubnowskiej, jej instruktorek. Każdy fragment naszego ciała może być roztańczony, może wyrażać idee, stany, zdawałoby się, lepiej niż słowami.
            Bledzewski „Trans”. Break – Dance w wykonaniu kilkulatków. Debiutanci, a już bardzo sprawni fizycznie. I widać, że im to się podoba, że mają uciechę tańcząc ten styl, że jest dla nich cool, jest fajną zabawą, a instruktorom chodzi na pewno o rozwinięcie ich aktywności fizycznej, sprawności. A  całość przy okazji jest zgrabną kompozycją taneczną. Bledzewski jest „Motorowy zawrót głowy”, harlejowska kultura i filozofia gnania szosami w  poszukiwaniu wolności wewnętrznej, świeżości w relacjach międzyludzkich. Twarzowe, nieprzeszkadzające w tańcu kostiumy obrazujące skórzane kombinezony motocyklistów.
            Piękne zgrabne dziewczyny z najstarszej grupy. Urzekające prostotą niebieskie klasyczne długie suknie, głęboko z tyłu wycięte. Stricte balet. To  już mistrzowie. Mają i typowe taneczno-baletowe układy, podobnie jak muzyka klasyczna nieprzekładalne na język słów, są też i teatry-opowieści, te o  czekaniu na mężczyznę wracającego z wojny czy długiej nieobecności – tu rekwizytami są wiszące, przy framugach okiennych na sznurach, suszące się,  też czekające jak gdyby, ubrania. Znowu (pozornie) niewiele ruchów, a każdy z nich oddzielony milczeniem, zadumą, wplecionymi w podkład muzyczny, który stwarza dramaturgię – choć sądzę, że milczenie-przewidywanie dźwięków-ruchów też byłoby muzyką. Dużo tych CISZ jest w układach Transowych… W „Niewidzialnej” – sam czysty liryzm, poezja taneczna, gdzie subtelność przekazu, jego zwiewność, wyrażająca się nie tylko w tkaninach kostiumów, jest zdumiewająca… śledzi się akcję tego mini spektaklu z zapartym tchem, delektując się każdym ruchem tancerzy. Piękno samo w sobie. Takie jest też „Spotkanie na ławce”. Szczególna atmosfera wspólnej przestrzeni dwojga ludzi, wymieniających swoje myśli i uczucia na gesty i wzajemną obok siebie Obecność. Towarzyszą im Drzewa szeleszczące w parku, towarzyszące tym szeleszczeniem, które słyszymy mimo że wyrażone tylko ruchem, są jak dobre wróżki, świadkowie, być może, rodzącej się miłości.
            Urocze najmłodsze przedszkolaki. „Kinder-niespodzianka”! Przebrane za czekoladowe jajeczka, okazuje się, że radość może sprawić samo przebranie, taniec nie musi być intensywny. Kilka prostych układów ruchowych wystarczy, by małe dzieci także brały udział w widowisku (ku uciesze i  dumie rodziców).
            Ja będzie wyglądać w przyszłości lekcja chemii? Możemy pokusić się o wizję… Na pewno będzie… sterylna. Jakież wiadomości znajdą się w  programie nauczania…
            Pszczewski „Trans”. Żywot sklepowych zabawek. Dla dzieci Ich zabawki przecież żyją, dotykając je, przytulając, ożywiają swoich towarzyszy dzieciństwa. Są te rzeczy jak królewny i księżniczki, w barokowych sukienkach. Jest też inny starszy klasycyzujący Pszczew- Trans, grupa w układzie wykorzystującym atrybuty klasycznego stroju czarno-białego, wysokich spodni i białych bluzek, które niejako organizują układ, jego charakter.
            Tancerze to nieoszlifowane diamenty ludzkie, osoby dziecięce. Wielki dla nich szacunek i przewidywanie ścieżki rozwoju – jeżeli się tylko poświęci im należytą uwagę, doceni i umiejętnie nada szlifu – właśnie jak Diamentowi, to temat jednego z układów choreograficznych. Cenny substytut – (mały) człowiek… Przemienia się bielejąc, uzyskując diamentowy biały przejrzyście kolor (kostium). Wykuwany jest metaforycznie narzędziami jak  twardy grafit czy pierwiastkowy węgiel.
            Historia o wnętrzu człowieka. Jego możliwej ciemności, Id, zwłaszcza kiedy towarzyszy mu ciemność zewnętrzna (okoliczności), a całość się  nakłada na siebie, wsysa go mrocznie, i nie może się jej oprzeć. Powietrze w nim staje się smoliste i trudno o swobodę ruchu. Kostiumy są jak strzępy poszarpanej osobowości, która rozpada się. Widzimy, jak łatwo to się może stać, destrukcja… Piękny psychodeliczny spektakl, kliniczny obraz rozpadu ego.
            Organizatorzy dziękują burmistrzowi Międzyrzecza, Remigiuszowi Lorenzowi za honorowy patronat oraz  wsparcie finansowe zespołu. Dziękują również sponsorom, od których zależne jest istnienie Zespołu: państwu Ewie i Romanowi Strzelczykom za wieloletnie wsparcie finansowe i wielką miłość do zespołu, Zbigniewowi Górnemu, Prezesowi Gospodarczego Banku Spółdzielczego, Sławomirowi  Bubnowskiemu, prezesowi firmy „Grab” w  Skwierzynie, Państwu Kaczorowskim, Kowalskim, Rywak, Nowak za sponsoring rekwizytów do występów, rodzicom i opiekunom dzieci: szczególnie:  Justynie Adamirowicz, Sylwii Witwickiej, Ani i Tomkowi Ciesiółka, Alicji i Sebastianowi Ciesiółka, Beacie Gołębiewskiej, Joannie Stępień, Kasi Baczyk, Agnieszce Boguta,  Dagmarze Piotrowicz, Ani Sycz, państwu Fornalik. Oli Banak, niezwykle utalentowanej plastyczce, która wielokrotnie przygotowywała scenografie do występów, Andrzejowi Chmielewskiemu za ufundowane książki, Sylwii Śron właścicielce sklepu „Lilou” za  przygotowanie wiosennych stylizacji dla wokalistek: Simonie Szudra i Weronice Skręty, uczennicom Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im.  Zesłańców Sybiru w Bobowicku, które bezinteresownie zgodziły się wesprzeć wokalnie dzisiejszy koncert i jego następne tegoroczne edycje. 

Iwona Wróblak
kwiecień 2016




















środa, 13 kwietnia 2016

Jak śpiewają nasi nieco starsi wokaliści…

            Powtórnie, tej wiosny, czekał nas koncert w wykonaniu amatorów, tym razem prezentacja starszej grupy młodzieży, począwszy od rocznika 2000  do 1991, czyli tzw. kat. III i IV. Młodzi ludzie i ich pasje wokalne. W tym być może przyszłe – zrealizowane scenicznie – talenty... Jak o nich napiszemy kiedyś – w początkach kariery startowali w naszym MOK.
Mała scena Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. 13 osób mających odwagę i chęć publicznego zaprezentowania się: Magda Nowak, Maria Skierś, Aleksandra Bronowicka, Julia Seroka, Katarzyna Borek, Weronika Kodrycka, Zofia Derwich, Julia Strzemiecka, Julia Gabryelska, Magdalena Cyranik, Barbara Pihan, Sebastian Popiel i Monika Kołodziejczyk oraz Zespół Music Angels.
            Namacalną nagrodą za udział był tytuł Laureata oraz Nominacja na etap wojewódzki – scena młodzieżowa, który odbędzie się w Sulechowskim Domu Kultury 5. maja b.r. Jury w składzie: Paulina Staniec, Wiktor Sędziński i Maciej Sławny przyznało: wyróżnienia: Julii Seroka, Julii Gabryelskiej i  Barbarze Pihan. Nominacje otrzymali: Aleksandra Bronowicka, Weronika Kodrycka i Sebastian Popiel.
                Wykonawcy sięgali po utwory aktualnie istniejące w polskiej przestrzeni sztuki scenicznej, śpiewane przez znanych wykonawców. Ich własne interpretacje tych kompozycji były bardzo ciekawe, zwłaszcza że były często nieproste muzycznie, wymagające warsztatu wokalnego.
            Wykonawcom towarzyszyli ich opiekunowie, przyjaciele i instruktorzy. Szczególnie tym ostatnim podziękował Maciej Sławny, za ogrom pracy, za  otworzenie horyzontów artystycznych, stworzenie możliwości indywidualnego rozwoju. Jak stwierdził, w tym roku poziom wykonawczy na Lubuskim Festiwalu Piosenki – Scena Młodzieżowa, prezentacje powiatowe, był dobry. Mimo tremy, która na pewno towarzyszyła młodym wokalistom.


Iwona Wróblak
kwiecień 2016













wtorek, 12 kwietnia 2016

Bajzlowanie w Kwinto

            „Bajzel” czyli Piotr Piasecki, jednoosobowa orkiestra – teatr muzyki i sztuki muzycznej ekspresji w międzyrzeckim Klubie „Kwinto”, który swego czasu gościł na swej scenie podobnych oryginałów.
            Sztuka muzyczna, Muzyka to istota, jak mówi Piotr, która potrzebuje oddychać. Takimi płucami dla Niej jest Piotr, czyli Bajzel, czyli zmieszanie (twórcze, nie mylić z bałaganem) dźwięków – aspektów muzycznego świata.
Najlepiej im to idzie – płucom i Muzyce, w takich miejscach jak „Kwinto”, już nasiąkłym ku temu oddychaniu, ponad dwieście koncertów, jakie zaliczyliśmy, my fani naszego Klubu, o tym świadczy…
            Trzeba nie udawać, że się gra… Jeżeli ma to być dobre granie. Bajzel całym sobą jest Wykonawstwem muzyki. Jest sam teatrem nut, pięciolinią, razem ze swoją gitarą i podkładami, które przygotowuje. Mówi o sobie, że się ciągle uczy (od dobrych muzyków), myślę, że programowo nie przestanie, głodny nowych doznań, dźwięków. Nie tylko słucha stacji muzycznych, płyt, także GRA z muzykami, Ich słucha. Tworzy się wielka filharmonia, osobista jego orkiestra z miejscem, gdzie gra (czyli sobą). Bo nic więcej do grania nie potrzebuje – oprócz kawałka uszu- swoich i tych, którzy go słuchają.
            Intuicyjnie układa je w swoją sobność, czyli… Bajzel, pozorne (zamierzone) nieuporządkowanie, zaprzeczenie schematu. Wszystko tutaj jest  pastiszem. Dlatego nazywam to teatrem. Nic na (zbyt) serio, nic minorowego, przecież muzyka to radość, to jakże ulotna uciecha, z wykonywania jej, z  prezentacji. Z interakcji – patrzcie i cieszcie się, to zabawne – ta czy inna fraza, zapożyczenie czy cytat z danego utworu. Kompetentni skwapliwie notują liczne tematy. Finnegans Wake. Tematem jest Całość…
            Brak stylu. Czyli stylowość osobnicza. Piotr mógłby wykonywać dowolny, myślę gatunek, jazz, blues, czy metal – sam tzw. czysty - co to znaczy?  (czyli sieriozny, zadufany w sobie), ale on ma więcej pokory. I nudzi go konkretny styl. koniecznie chce szukać SIEBIE… Stała wędrówka jako  przykazanie na życie. To też – myślę – pastisz – na ponad wymiarowe przywiązanie do wzorca. Artysta nie powinien być na uwięzi… w klatce, w  szufladzie.
             – Wyciągam z piosenki, to co ona chce… Pięknie powiedziane. Słuchać piosenki, bo ona rządzi, tej ulotnej muzy, zwiewnej i kapryśnej. Trzeba być  posłusznym intuicji, mieć uszy na wszelkich poziomach uwagi. Zostawić jej, Muzyce, powietrze, tej pieśni, architekturę przestrzeni struktury danej kompozycji - stworzyć, a raczej Odkryć (bo ona jest odwieczna).
            Ogromna energia, poczucie humoru, talent komediowy, powiedziałabym. Plastyczność. Gatunki muzyczne przemieszane z dużą intuicją, jeśli  chodzi o połączenie ich jako kompozycji w zgrabną całość. Skrzy się humorem zabawa w ciężki metal. Pseudo reaggowe piosenki, złamany jednostajny ich transowy rytm – z tej strony spojrzeć na anarchistyczny nurt w muzyce… Płaczliwy nieco trans wymaga metalowego przełamania… Takie swawolne kaprysy artysty, jego dziecięcej świeżości i przekory, pacynki na trzy czwarte teatralne, etiudki muzyczne.
            Jak mówi Piotr, o najgłupszej swojej piosence teraz… Eksplozja pomysłów, bez zwracania uwagi na formę, negowanie konwencji jako jej wyrazu. Bajzel czyli zaprzeczenie akademicyzmu, ślepawego naśladownictwa, na rzecz świeżości spojrzenia od nowa. Słuchania, jakby się miało uszy po raz  pierwszy, i służyły do tworzenia nowych dźwięków – proste?? Odzieranie z sentymentalizmu, z Formy – zdzieranie do kości… Muzyczno – teatralna rysa po szkle, widelcem, metalicznie. Kłębiasta muzyka. Podkręca, podkręcone płaskie dźwięki, skrajne (jego) zdziwienie, że tak (mu) brzmią. Tekst jest  równie kontestujący – chciałeś być ambitny, a jesteś komiczny… Komiczność Wieży artysowskiej. Jest wyjście – być w sposób ambitny – komicznym. Na  klasyczności kończy – na słynnym „Yesterday” – pytanie za ileś punktów, do czego jest w tej kompozycji użyte jako cytat.
Piotr Piasecki „Bajzel”. Osobowość w Klubie Muzycznym „Kwinto”. Z ciekawością będziemy śledzić, co jeszcze i w jaki sposób będzie grał. I  występował na scenie – bo że jest mu to potrzebne jak tlen, nie mam wątpliwości.


Iwona Wróblak
kwiecień 2016


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Waldemar Pawlikowski – malarz, poeta, gitarzysta

            Recital pieśni Waldemara Pawlikowskiego, do słów Ewy Andrzejewskiej, w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury, przy okazji wernisażu jego prac. W  Galerii 30’ stonowane kolorystycznie, urokliwe pejzaże, w stylu młodopolskich mistrzów. Swoiste połączenie dziedzictwa romantyzmu ze  współczesnością, synteza przechodząca w wartości uniwersalne dobrego warsztatu malarskiego. Afirmacja urody i bogactwa natury, skryta za, tworzącą unikalny nastrój, zasłoną mgły. Pastelowe szkice z natury, odzwierciedlenie emocji artysty. Widownią są nadrzecza, metafizyczne obrazki drzew i  większych skupisk roślinnych. Symbolistyka, pod którą może podpisać się każdy oglądający, dopowiedzieć doń swoje przeżycia i wspomnienia.
            Mroczne pozornie motywy, za sprawą wykorzystaniu określonej palety barw, wieczorne, związane z zachodzącym światłem, już niewidocznym na  horyzoncie – obrazujące ten moment, kiedy przeczuwamy, niejako instynktownie, nadchodzącą Noc, z jej tajemnicą.
            Marzenia skryte za pięknem natury. Sztuka jest odzwierciedleniem psychiki, świat postrzegany jest nią, pisany i malowany tutaj pędzlem. Kolory, ich barwna bogata paleta, zamiast słów.
Mgła wszechobecna, utkana z wilgoci, jej drobinek opadających za sprawą naturalnych cyklów poranków i wieczorów. Zmysłowe piękno natury. Zadziwienie nim przetworzone artystycznie, przez wyobraźnię malarza. Przez twórczość człowieka, który świat, będący tematem jego obserwacji i  przeżyć, nie tylko widzi, ale i słyszy. Ilustrowany nastrojem niczym baśń, stylizowany na bajkę, na jej fantastyczność.
            Pawlikowski przekłada to w swych pieśniach na słowa, na kondycją ludzką w świecie, który go otacza. I wtedy jest dosłowny, konkretny. Opowiadający o zdarzeniach, emocjach i uczuciach, relacjach z drugim człowiekiem, z jego przeżyciami. Miłością o różnych imionach i kontekstach. Jak  sam mówi – z wiekiem dochodzi się do prostoty… Pawlikowski wystąpił w duecie gitarowym z Januszem Gajdą.


Iwona Wróblak
kwiecień 2016









niedziela, 10 kwietnia 2016

O kobietach dużo więcej niż ciut….


            Klub międzyrzecki (dawniej Garnizonowy) to miejsce, gdzie się dzieją rzeczy bardzo wartościowe. Ku czci na przykład Kobiet Dnia mieliśmy niebagatelną okazję obejrzeć dobry spektakl. Spektakle w reżyserii pani Jolanty Glury zawsze są bardzo dobre, pani Glura od lat działa i tworzy. Może  doczekamy się benefisu osoby, która ma tak wielkie zasługi dla kultury, dla teatru w Międzyrzeczu. Wychowała już zastępy młodych aktorów, zaraziła miłością do sceny, do słowa.
            Młody narybek Teatru „Pchła”, kilka nowych dziewczyn wzięło na tapetę teksty Kasi Nosowskiej. Gmach architektury słowa, ruchu, sceny, kostiumów – razem dobre, przejrzyste widowisko. Satysfakcjonujący spektakl o naturze człowieka, który ma płeć kobiety. Rzecz dzieje się we wnętrzu Jej, umyśle, emocjach, doświadczeniach, zamkniętym rzędem krzeseł widowni. Adresat, adwersarz jej – Mężczyzna – człowiek, który ma płeć mężczyzny, nic nie mówi, akcja scen przedzieliła jemu rolę Siedzącego w Fotelu. Niemego, patrzącego bez wyrazu przed siebie. Głuchego na  wypowiadane kwestie. Zarzucony szmatkami i fatałaszkami kobiecymi, wwieziony jest na tym krześle jak mebel do mieszkania. Jak sprzęt domowy do  życia kobiety…. Centralny sprzęt, obok Niej, rozczłonkowanej na kwestie wypowiadane przez aktorki. Jest partnerem, tylko niemym. Bo to spektakl o  Niej, jak w tytule „Ciut więcej o niej, kobiecie”. Tylko ciut, ponieważ tyle kobiet, ile istnień tej płci, osobowości, historii życia, nic tu nie jest spłaszczone, banalne. Jest pokazane na przykładach, reprezentatywnych, prawdziwych sytuacji. Ożywione, ubrane w ruch. Wydobyta Ona uniwersalna poprzez jej  zwyczajność, z szacunkiem, jaki może ukazać, myślę, może tylko kobieta jako autor widowiska, może się mylę…(mam nadzieję). Bez ideologii feministycznej, daleko do tego, koturnów, zbyt wysokich obcasów, młode dziewczyny mają już ją, tak zwaną kobiecość, są na scenie kobietami, młodość czy starość nie jest wyznacznikiem, czy wiek reprodukcyjny, kobietą się jest w sensie prawie wiecznym, o tym jest ten spektakl.
            To wychowawcze, dowartościujące, odpowiednie na dzień 8.marca. Dziewczyny motające na czarne sceniczne kostiumy kolorowe kwadraty tkanin nie są śmieszne. Stają się piękne, bo umieją być- zaistnieć w tych kawałkach materiałów, w przerysowanych scenach robienia makijażu. Kilka ruchów w takt muzyki czyni z nich powabne, radosne, spontaniczne. Nie same plusy ma człowiek, który jest kobietą. Bywa manieryczny, wygina nadgarstki, mówi, żeby istnieć – samogłoskami, bez treści, wydaje głos, by w grupie poczuć się aprobowaną.
Dotyka akcja dramatu wnętrza kobiet. Aby nie zranić, bo delikatne, pełno w nim marzeń, miłości gotowej by oddać siebie, czekającej, często bez sensu. O  kobietach na poważnie, o tym jest spektakl. Całych kobietach, z ich seksualnością, sposobem widzenia świata, wrażliwością tak inną od męskiej. Wokół miłości i samotności, kobiecych miejscach samoprzebywania. Trochę z własnej winy, jak świadczy o tym Niemy mężczyzna, którego się nie pyta, do  którego Się Mówi, jak do ściany. Zakłada się, że jest ścianą. Odosobowiony mebel na ubrania, jak nieukończone dojrzewanie kobiety w dziewczynie. Sfera marzeń, która nie dosięga wyjścia poza siebie.
            Wiele do myślenia, dobry spektakl zrobiony z wyobraźnią i znajomością rzeczy.
Po przerywniku, piosence Igi Dajworskiej, bardzo zdolnej młodej wokalistki, obejrzeliśmy niejako drugą część widowiska. Mężczyzna przemawiający tekstami piosenek poetyckich. Wstał z tego krzesła, poprzedniego ze spektaklu, zdawało się, i kontynuuje dialog. Z jego strony widzenia świata. Dobra, dojrzała męska poezja, Jerzy Słowiński i Piotr Adamczyk – gitara. Mały recital. Do tej kobiety, która rozmawia sama ze sobą, a ma u artysty Imię, jest  żywa, zauważana, czasami - często kochana. W sposób taki, jaki jest, który wynika z danego mężczyzny, niekoniecznie doskonały, trochę oceniający – nie  zanadto, i ciepły (dziwne u mężczyzn…). Nie wstydzący się swoich cech, przyznający się do wad, oferujący siebie czasami na pożarcie przez człowieka-kobietę zanadto zamkniętego w sferze marzeń, która czyni z niej plastikową lalkę. Poezja jak najbardziej śpiewana, która doszła do etapu, kiedy staje się  wiarygodna. Odsłonięta do podszewki, opowiadająca swoją prawdę. Bywamy święci, jak śpiewa autor, ale cel mamy taki, by się nie zmęczyć… Ta  wzniosłość na ziemi, to niebo w małych piekiełkach, szczegóły z których jest utkany prywatny nasz czyściec. Optymizm jako klimat – mimo wszystko i  dlatego, że żyjemy. Od strony mężczyzny do kobiety – o miłości. Proste i jasne, dobrze się słucha, i nie jest banalne.
O każdej nucie, o każdym słowie wypowiedzianym można by napisać. Pozostawiam z niedopowiedzeniem, jak wypada przy okazji dobrej poezji, która ma zostać w nas i wzrastać. Już nasza własna.


Iwona Wróblak
kwiecień 2011

sobota, 9 kwietnia 2016

Wojciech Jagielski będąc w obcym kraju nigdy nie pouczam…


            Wojciech Jasielski, dziennikarz Gazety Wyborczej, gościł w Klubie Wojskowym (dawniej Garnizonowym). Spotkanie przeciągnęło się do późnych godzin wieczornych. Obieżyświat, korespondent – nie lubi mówić o sobie – wojenny, o dużym talencie literackim i ogromnej pokorze, szacunku do ludzi, których spotkał w obcych krajach.
            Nigdy nie pouczał ludzi, których spotykał w Afganistanie, w Afryce, na modłę standardów zwyczajów europejskich. Starał się słuchać. Nie  narzucał im swojego punktu widzenia na kulturę, wartości, jakkolwiek zapytany, ma swoje zdanie na temat polityki, aktualnych wydarzeń na świecie. I  dostęp do osób bezpośrednio uczestniczących w nich. Rozmawiał z przywódcami afgańskimi, czeczeńskimi, a także ze zwykłymi ludźmi, którzy chcą tam żyć w pokoju tak jak my. Opowiadał o historii ziemi afgańskiej. O próbach modernizacji tego kraju w latach 30., różnicach kulturowych między zamieszkującymi ten kraj Pusztunami i Tadżykami. Postępu cywilizacyjnego nie da się przyspieszyć, szczególnie w kraju, gdzie różnice między wsią a  miastem są tak ogromne. Ponadto tradycje afgańskie nie znają pojęcia silnej władzy centralnej, która ułatwia reformy społeczne. Nie ułatwiły ich  ingerencje wojskowe Rosji, Ameryki, Zachód nie miał pomysłu, jak pomóc narodowi afgańskiemu nie niszcząc jego struktury społecznej. Teraz do władzy w plemiennych klanach dochodzą młodzi ludzie o bardzo radykalnych poglądach.
            Gdy pierwszy raz w latach 90. przekroczył rzekę na granicy afgańskiej ujrzał kraj XV. wieczny, rządzony przez talibów. Paradoksalnie rządy muzułmańskich duchownych były wynikiem okupacji przez wojska rosyjskie. Sprzeciwem ludności wobec najazdu obcego kraju. Dzisiaj sytuacja nie jest  tak bardzo różna, nie zmieniła się na lepsze. Już chodzi tylko o to, jak wycofać się z twarzą z tej wojny, która oprócz ofiar nie przynosi spodziewanych rozwiązań politycznych.
            Jacy są Afgańczycy… Pan Jagielski mówi o nich jako o ludziach bardzo otwartych, dumnych, oczekujących szacunku dla siebie i swojej kultury. Bardzo wrażliwych na punkcie honoru i godności. To w naszej współczesnej kulturze bardzo archaiczne cechy, może dlatego z takim oporem przychodzi nam zrozumieć kulturę afgańską, i islam, który nie musi być kojarzony z radykałami i terroryzmem.
            Jest jednakże trudny problem europejski związany z masową emigracją muzułmanów, rosnącą liczbą meczetów szczególnie w krajach Zachodu. Strachem ludzi, że mieszkając od wieków w Europie nie są już u siebie… O tym też rozmawialiśmy z panem Jagielskim. Był zdania, że trzeba szanować obyczaje kraju, do którego się przyjeżdża. Dotyczy to wszystkich, także emigrantów. A przemiany społeczne, kulturowe, są procesem, niestety od nas  jako jednostek nie do końca zależnym.


Iwona Wróblak
kwiecień 2011