Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Szkolny Ananas przy SP nr 2 w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teatr Szkolny Ananas przy SP nr 2 w Miedzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Tak myśleć jak słowik śpiewa - nie umiem

            Poezja na scenie dziecięcej, jak to zrobić? Jak nauczyć dzieci czytać poezję. Pokazywać gwiazdy ucząc chodzić po ziemi. Jak rozglądając się  słuchać, patrzeć i myśleć. Na wpół żartobliwie kabaret dziecięcy nazwał tę ideę artystyczną uprawą młodej latorośli. Dziecko może dąć wyraz swojej naturalnej żywiołowości na scenie w sposób adekwatny do swojego wieku i zainteresowań. Można zrobić z dziećmi spektakl czytelny dla widza, a teatr – miejsce spotkania widza z dziecięcym aktorem będzie dla odbiorcy wielkim przekładem z języka dziecięcego. Intuicyjny sposób odbioru przekazu artystycznego może zastąpić opasłe tomy naukowych analiz. Na kilkadziesiąt minut nastąpi era słuchania i słyszenia. Wrażliwości.
            Panie Maria Sobczak – Siuta i Hanna Barczewska są instruktorkami Szkolnego Teatru „Ananas”. – „Wzięłyśmy się za poezję tym razem. Żeby nasze dzieci „zachwycała” naprawdę. Jesteśmy przede wszystkim nauczycielkami, wychowawcami”.
            Czy im się udało? Z przyjemnością oglądam półgodzinny spektakl na scenie w MOK, premierowe przedstawienie z okazji 10.lecia Szkolnego Teatru „Ananas”. To etiuda malarsko – poetycka. Starannie dobrana do muzyki scenografia i teksty. Kostiumy są integralną częścią przedstawienia, widać dbałość o wykończenie plastyczne całości. To efekt pracy Ewy Zabielskiej.
            Spektakl nazywa się „Przedwiośnie”. Udział biorą: Kasia Pilarz, Karolina Wójcik, Marta Woźniak, Karolina Pielesiek, Anna Wierzbicka, Diana Potocka, Monika Rybacka, Agata Nowak, Ola Krajcer, Agata Parmonika, Tomasz Golisz, Andrzej Guzicki, Alan Torzyński, Łukasz Wierzbicki, Mateusz Sobczak, Tomasz Jeziorski, Paulina i Karolina Strzelewicz, Paulina Białowska, Agata Czajkowska, Emilia Pawlak, Partycja Kudelska, Anna Kanicka, Dominika Sadłowska i Oliwa Matuszewska. W „Ananasie” króluje dosłowność, to teatr poważny, w sensie prawdy i uczciwości artystycznej, uczy się  dzieci nie udawać, nie kłamać o przeżyciach i emocjach i nazywać je. Jak te owoce wielkie ananasa, jakie się wręcza po zakończeniu uroczystości dzieciom, w koszu, do posmakowania. W jednej z pięknych kwestii wygłoszonej przez Malarza (Tomasza Golisza) ten mówi: „Tak myśleć jak słowik śpiewa, ja nie umiem”. Jaka pokora i ufność wobec stabilności swojego miejsca w mikro- i makrokosmosie. Te dzieci za sceny teatru „Ananas” dokładnie wiedzą, gdzie są i kim są – tak myśli widz i jest to wiedza, której im może każdy dorosły pogratulować. By potem z ufnością poddać się procesom następowania po sobie okresów i pór – po zimie przedwiośnia, wkomponować się w prastary rytm przemian, wyciszyć własne hałasy, te na zewnątrz i  wewnątrz, tak by usłyszeć można było śpiew ptaków. Dosłownie są - zielone, w odcieniu trawy, sukienki dziewczynek, a malutka Biedronka (Oliwia Matuszewska) – najmłodsza w zespole dziewczynka stąpa delikatnie na paluszkach „fruwając” rączkami wokół Motyli z baletu dziecięcego. Ptasie skrzydła uczestników tego scenicznego krajobrazu są białe i pierzaste, a różnorodność i wzajemna gra podpatrzonych elementów wielkiego składu, jakim jest przyroda, są doskonale uchwycone i zaakcentowane poprzez układy choreograficzne.
            Widowisko, które zobaczyliśmy, nie jest pierwszym, które stworzył Teatr „Ananas”. Zespół ma swoją długą, jak na teatr szkolny, historię. Powstał w 1993 r. w S. P. nr 1 jako „Jedynka”, wtedy także współpracowały panie Wiesława Chyła i Miłosława Drożdżyńska. W 1999 r. reforma szkolna przeniosła ich do S. P. nr 2. zmienili nazwę teatrzyku na „Ananas”, do współpracy dołączyła Ewa Dubicka – Witkowska (oprawa plastyczna). Teatrzyk skupiający uczniów klas I – IV przygotował wiele spektakli na uroczystości szkolne i miejskie. W kalendarium czytamy o udziale w wielu przeglądach i  festiwalach, m. in. w Wielkopolskich Spotkaniach Teatralnych w Koninie (1993/94 – II miejsce i tytuł laureata w PARA), Wielkopolskich Spotkaniach Teatrów Dziecięcych, Wojewódzkich Przeglądach Grup Kolędniczych i Jasełkowych, w Lubuskich Festiwalach Teatrów Szkół Podstawowych, w  Lubuskiej Gali Teatralnej, w Teatrze Animacji w Poznaniu. Przegotowali spektakle: „Grzyby”, „Obłoczek”, „Wielka Ludzka Stopa”, „Podwórko”,  „Bajka o rybaku i rybce”, „Anansy z Czwartej klasy”, „Raz, dwa, trzy”, „Sam za siebie”. Wielokrotnie zdobywali tytuł laureata w PRO ARTE. Przez wszystkie lata swojej działalności „Ananas’ mógł zawsze liczyć na pomoc i przychylność dyrekcji obu szkół, prawdziwych menadżerów sztuki dziecięcej – Alicji Witter z S. P. nr 1 i Marii Słomińskiej z S. P. nr 2.
            Teatr „Ananas” obchodzi swoje 10. lecie. Przez ten czas przewinęło się przezeń około 150 dzieci. Miejmy nadzieję, że na dobre zostali oni  „zakażeni” bakcylem teatru. Niektórzy są już w gimnazjum. Dzisiaj po spektaklu na scenie spotkali się prawie wszyscy, jedna wielka teatralna rodzina. Wielu nadal występuje na scenie, bierze udział w konkursach recytatorskich. Stara gwardia w osobach Oskara Barczewskiego i Mateusza Sobczaka jest dzisiaj konferansjerami. Kilkoro z dzieci: Marta Woźniak, Tomasz Golisz, Alan Torzyński, Karolina Michałowicz, Zuzanna Marzol, Karolina Wójcik zmierzyło się z jedną najtrudniejszych sztuk scenicznych – z kabaretem (Artystyczna Uprawa Młodej Latorośli „Osa”), z sukcesem. To, co mówili i robili na scenie, było śmieszne i z sensem, każde z nich miało wyraźnie zakreśloną odrębną osobowość sceniczną, przy tym byli naturalni. Liczymy, że spektakl „Przedwiośnie” zostanie mieszkańcom Międzyrzecza jeszcze pokazany, także kabaret dziecięcy, widowisko było przednie.
           

Iwona Wróblak
maj 2004

sobota, 7 stycznia 2017

Teatr – z dziecięcym aktorem w roli głównej

            Próba spektaklu „Świniopas” Teatru Szkolnego „Ananas” z S. P. nr 2. szlifowanie scenek. Dzieci znają już swoje role. To już któryś z kolei spektakl zrealizowany w ciągu 10 lat działalności Teatru. Z paniami instruktorkami – Marią Sobczak – Siutą i Hanną Barczewską rozmawiamy o idei teatry szkolnego. Na widowni w mroku przysiadł były uczestnik przygody teatralnej z „Ananasem” Konrad Cwener. Już nie jest w podstawówce, ale  nadal coś go tutaj ciągnie. Przynależność do Teatru stała się w S. P nr 2  jakby „dziedziczna”. Konrad przyprowadził kiedyś na którąś z prób swoją siostrę Monikę. Inna z byłych „aktorek”, teraz już studentka Dominika Woźniak jest z kolei siostrą dzisiejszej gimnazjalistki Marty (która gra także w Kabarecie), zaczynała jako sześcioletnie dziecko. Co ich tu trzyma, skoro jest maj, można pojeździć na rolkach, na rowerze. A one przychodzą na teatr... – pytam je – dzieci, trochę spłoszone odpowiadają: no bo tu jest fajnie...Taka fama idzie z roku na rok w szkole, że tu się można powygłupiać, pożartować, słowem – świetnie pobawić. Nie ustępuję, pytam konkretnie, Tomka Jezierskiego, odtwórcę roli niemieckiego księcia w „Świniopasie” – co ci to daje? – No, mówi, trochę podciągnąłem się w niemieckim. Karolina Wójcik, świetna recytatorka mówi, że nauczyła się wyrażać uczucia, smutek, płacz, na przykład. Inna dziewczynka dodaje – ja wyraziściej się śmieję. Najmłodsza sześcioletnia Oliwka nie wie jeszcze, jak to ująć w słowach, że lubi i chce tu przychodzić, żeby bawić się z innymi dziećmi i paniami instruktorkami w teatr, ale ma roześmiane oczy. Ktoś inny chwali mi się – a ja grałem w „Wielkiej Stopie”. To  ich teatr, dla nich robiony. Tu powstają nowe więzi, tu jest się w zespole, przeżywa przygodę, chociaż do końca pewnie nie są świadome magii desek scenicznych, jaka już ich być może oplotła. O tym rozmawiam z paniami instruktorkami. Pani Maria Sobczak – Siuta dodaje z całą powagą – tutaj przygotowuje się dzieci do odbioru kultury jako takiej.
            Po co teatr w szkole? Pani Barczewska – jak się powie, po to żeby dbać o ogólny rozwój dziecka, to będzie slogan, ale taka jest prawda. Rozwój dziecka właściwy jego cechom osobowości. Chodzi o to, żeby rozwinąć w dziecku to, co jest najbardziej wartościowe, a często jest ukryte.
            Równie ważne jakościowo jak sam finał – spektakl (jeżeli nie ważniejsze) są próby i ćwiczenia przed spektaklami. Dzieci mają pokazać swoje emocje, zagrać, strach, radość, zdziwienie. Emocje można kształtować od bardzo wczesnego wieku, trzeba tylko uruchomić wyobraźnię dziecka, sprawić, by umiało je wyrazić. Każdy z nich robi to inaczej. Dzieci kochają te ćwiczenia, same wymyślają zdarzenia i ich dalszy ciąg. Czasem jest to o wiele ciekawsze niż sam spektakl, który powstaje. Ale spektakl trzeba zrobić, bo one muszą się pokazać. Emocje muszą się sprzedać. To ważne, aktor nie może istnieć dla samego siebie. Człowiek musi zaistnieć na scenie – podjąć tą decyzje o zaistnieniu, nauczyć się bycia w świecie. Musi mieć swoich słuchaczy i  widzów.
            Panie są nauczycielkami. To już się nigdy nie zmieni u nich. Toteż nie podejrzewam ich o przypadkowość, działają zgodnie z programami dydaktycznymi i wskazówkami z kursów dla instruktorów teatrów szkolnych. Wieloletnim doświadczeniem pedagogicznym. Dla dobra dzieci, z myślą o  ich dorosłym życiu.
            Pani Barczewska – dziecko ma się tutaj bawić. Ma też nauczyć się uświadamiania sobie własnych emocji. Trzeba dbać o wyrazistość wypowiedzi, dykcję, ale bez przesady, to nie jest naszym celem. Czasem nasze doświadczenie pedagogiczno – belferskie przeszkadza – to jest teatr szkolny, trzeba umieć się oddzielić. Dzieci nie chcą być oceniane tak jak w szkole, szukają u nas czegoś innego, normalnego. My również postrzegamy dziecko inaczej, staramy się, jako partnera do budowania wspólnego przedstawienia, do wspólnej zabawy. Pani pyta o satysfakcję zawodową, czyli co my z tego mamy – dla nas również to radość – tworzenia nowej rzeczywistości teatralnej, jakiegoś własnego obrazu. Przekazywania własnych emocji, własnych doświadczeń. Szukanie odpowiedzi na pytania, które nurtują każdego. A których jeszcze bardzo dużo pozostaje... – Dużo tematów na nowy scenariusz – wtrącam. – Właśnie dzieci pomagają nam znaleźć odpowiedzi na nie, na pytania. Jakby nie one, dzieci, to byśmy nigdy tego świata nie stworzyły, tych odpowiedzi nie znalazły, były dużo, dużo uboższe...
            Kreacje bajkowego świata dzieci, świata, który sam jest naturalnym teatrem.
            W teatrze musi być element magii, coś musi zaczarować, oparty jednak jest na elementach prawdopodobieństwa psychologicznego i na archetypach. Spektakle „Ananasa” mówią o wewnętrznych przeżyciach dziecka, o jego strachach, sukcesach i porażkach. O samotności i o odrzuceniu dziecka – z wielu powodów, o świecie dorosłych, który często jest obok, chłodny i nieprzyswajalny, z którym dziecko komunikuje się niedostatecznie. Albo wcale. W przelocie tylko pojawiają się jakieś emocje widz ogląda akcje w sztuce teatralnej jak splot mnogości wątków, kotłują się one w umyśle dziecka, a jego pragnieniem jest tylko to, by zaistniała miłość. Te spektakle mają być w założeniu zabawą, noszą jednak bagaż wielu funkcji, i  wychowawczych, i tych kulturalnych.  Są również dla dorosłych, do przemyślenia.
            W czasie pracy nas spektaklem nastaje taki fajny moment, kiedy dzieci zaczynają się bawić, cały czas pracując z nami nad realizacją scenariusza. Zapamiętują ważne słowa – klucze z tekstu i na tej podstawie improwizują.
            Jak zrobić pastisz z bajki, żeby nie była zbyt dydaktyczna? Pani Sobczak – Siuta jest autorką scenariuszy, pomysłodawczynią większości spektakli „Ananasa”. Bazuje się oczywiście na klasyce literatury dziecięcej, ale nie tylko. Czasem inspiracją jest scena z filmu.
            Kiedy szukamy pomysłu na spektakl, chcemy, żeby był on o tym, co przede wszystkim dzieci interesuje, co jest im bliskie. To nie może być teatr zrobiony na bazie gotowego tekstu, co do szczegółu wypracowany, w gruncie rzeczy odtwórczy. Będzie to teatr sztuczny, bez przeżyć, emocji dziecięcych, które są najważniejsze.
            Długo jeszcze rozmawiam z paniami Barczewska i Sobczak – Siutą o kuchni teatralnej, specyfice trudnej sztuki robienia spektaklu z dziecięcym aktorem, który powoli dojrzewa do kolejnych ról. O sprawach warsztatowych, dykcji, sposobach obsady ról. I główna myśl, poprzez wszystkie te  działania – jak wydobyć z dziecka rzeczy najistotniejsze dla jego rozwoju, jak mu pomóc stać się silnym, dojrzałym człowiekiem. Zapewnić chwile radości, spełnienia, które potem być może długo będzie pamiętało. I jeszcze jedna refleksja. Może ten Konrad siedzący na pustej widowni, widz, którego się do teatru nie zagania siłą, inne dzieci przyprowadzające tu swoje rodzeństwo – do odbioru i uczestnictwa w sztuce z wysokiej półki... to jest sukces. Co zdarza się w szkole, gdzie kipią emocjami serca dziecięce, gdzie jest się razem i jest fajna zabawa. Jest miejsce na scenie dla każdego dziecka, bowiem każda rola jest ważna, nawet ta najmniejsza. Ważny staje się świat i ta małą osoba, która jest w  jego środku. Teatr uczy prawdy o odpowiedzialności w  znajdowaniu sobie miejsca w środku sceny, a magia daje siłę wyobraźni, by je sobie stworzyć... W komunikacji z innymi, z aktorami, czego też uczy scena, by dobrze zagrać, przekazać, być przekonywującym, ważnym...
            Rozmowa z paniami to kopalnia wiedzy o teatrze, o dzieciach, o psychice ludzkiej. Mówią o sobie, że są amatorkami jako instruktorki, bo to  amatorski teatr szkolny, gdzie nie ma atelier, garderoby i wielu innych rzeczy, które mają teatry zawodowe. Ale tutaj są dzieci – to ważne, i ich świat, fascynujący, inny od naszego dorosłego, watry tego, by go poznać, napisać o nim sztukę – z dziecięcym aktorem w roli głównej.


Iwona Wróblak
czerwiec 2005

czwartek, 24 listopada 2016

Dzień dobry panie Be

            Zaczyna się sezon teatralny w Szkole Podstawowej nr 2. Pierwszy spektakl Teatrzyku „Ananas”. Panie Hanna Barczewska i Maria Sobczak – Siuta zapraszają do autoprezentacji wszystkie „ananasy”. Nastąpi inauguracja comiesięcznych spotkań przy muzyce, tańcu i piosence. W programie też  małe etiudy teatralne. Dzisiejsza widownia najbardziej oczekiwana i właściwa: mamy i ojcowie, pozostali najbliżsi małych aktorów. Na stolikach, oczywiście, pokrojone owoce ananasów, żeby dostrzec... smak ... przedstawienia.
            W tym roku, jak co roku, jest nowe pokolenie „Ananasów”, starsi koledzy symbolicznie zapraszają małych pierwszaków do wielkiego koła braci teatralnej. Pierwszy chrzest szkolny najmłodszych dzieciaków. Przedstawienie zaczyna się od pieśni harcerskiej, szkoła nosi imię Szarych Szeregów, uczniowie mają dzisiaj na sobie mundurki harcerskie. To symboliczne wejście w określoną tradycję aktywności dziecięco – młodzieżowej. Są też recytacje. Dzisiejsze spotkanie zaplanowane jest jako kontakt z twórczością Jana Brzechwy, od którego edukacja większości z nas się zaczęła. Znane wszystkim na pamięć wierszyki. Zabawna „Kłamczucha”, w recytacji utworu uczestniczy widownia, sprawdzamy, czy pamiętamy wszyscy dawne dobre szkolne czasy. Utwory Brzechwy łączą pokolenia. To jedno ze spoiw w sztuce przekazywania sobie dorobku tradycji, kulturalnej, literackiej polskiej i  europejskiej. To się czyta dzieciom przed snem, które to potem pamiętają i przekazują swoim dzieciom...
            Pieśni harcerskie przeplatane wierszami Brzechwy. Z recytacją są połączone scenki teatralne, uznanie moje budzi dobra dykcja małych aktorów, wzajemne słuchanie się uczestników gry scenicznej i brak tremy w kontaktach ze słuchaczem. Przynajmniej pozorny...Dzieci także dobrze sobie radzą w  prostych, przejrzystych układach tanecznych. Podkład muzyczny jest bardzo dobrze dobrany, współgra z choreografią, pomaga znaleźć aktorom swoje miejsce na scenie. Dobrze brzmi z poszczególnymi tekstami. Nie zabraknie popularnej piosenki „płonie ognisko w lesie...”, tutaj ładnie zaaranżowanej na  trzy głosy.
            Dzisiejsze spotkanie to oferta szkolna, kulturalna, dla rodziców i ich dzieci, zachęta do wejścia w świat teatru, szkolnej tradycji Teatrzyku „Ananas”, który ma już bardzo wiele osiągnięć. Będzie grupa taneczno – wokalna, próby będą dwa razy w tygodniu. Planowane są warsztaty teatralne, przy okazji wyjazdy na basen. Świetna zabawa dla dzieci, bardzo dobrze zagospodarowany czas poza lekcjami, który gwarantują swoim autorytetem osoby prowadzące zajęcia, kreatorki życia kulturalnego w Międzyrzeczu, panie Hanna Barczewska i Maria Sobczak – Siuta.


Iwona Wróblak
listopad 2006

poniedziałek, 21 listopada 2016

Tym których nadal kochamy

            Zgodnie z daną obietnicą kolejny wieczór poezji w S. P. nr 2. Starsze i młodsze pokolenie Teatrzyku Szkolnego „Ananas” przygotowało spektakl pt. „ Tym, których nadal kochamy”.
            Kameralny nastrój, oszczędne dekoracje, światło zapalonych zniczy. Korowód niosących światła, jak w „Dziadach”, wchodzi do sali, gdzie stworzy się zaraz magia Teatru. Dzieci w strojach harcerskich, skupione, siadają pośród nas, widzów. Przyniosły recytującym poezje zapalone światła zniczy, tworząc nić, wspólny krąg porozumienia, zrozumienia i wspólnego przeżywania. Utwory poetyckie recytują aktorzy i wybrane osoby dorosłe.
            Z czego składa się ten nastrój dzisiejszy? Konstrukcję buduje kompozycja Czesława Niemena do poematu C. K. Norwida: „Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz...”, wielka spuścizna romantyczna, naszych gigantów narodowej literatury, poezji, nasze podglebie. Przejmujący vocal Niemena, cisza zapada wśród widzów, pięknie przygotowany czas na wejście młodych aktorów.
            O czym są wiersze? – Jest płyta nagrobna, mówi młoda wykonawczyni. Jest pamięć w postaci twardej płyty nagrobnej, którą czytamy. Kryje prochy naszych antenatów, jest pomostem miedzy pokoleniami, łączy nas z historią, historią kultury, przypomina o przemijaniu i o ciągłości. O sprawach wiecznych i tych, które nie są najważniejsze. Ustala proporcje. To poglądowa lekcja – dotknąć kamienia nagrobnego.
            „Spieszmy się kochać..” .Ksiądz Twardowski mówi coś bardzo ważnego. To jedna z tych stałych, w wielu zmiennych wektorach życia. Są mocno zarysowane, ale trzeba dać pokoleniu narzędzie, by dostrzec ich, tych wektorów, grubszą – ważniejszą - linię. Spokój do tego jest potrzebny, bezpieczeństwo, spokój wynikły z bezpiecznego wyrastania i dojrzewania. Jak najlepsze warunki, jakie winniśmy zapewnić naszym dzieciom, bezpieczne otoczenie ciepła rodzinnego domu. Symbolika prawiecznego pojęcia Matki, tego błękitu i słońca na niebie, jako schronienia, ostoi, drogowskazu i miejsca, do którego się wróci. Miejsca, które daje nam siłę i wytrwałość w podążaniu wieczną drogą rozwoju duchowego. Twardej opoki naszej postawy empatii do świata – tego wielowymiarowego.
            Jest wiele zadań, nie wszystkie wykonamy, nawet te ważne dla nas. Trzeba przetrawić w sobie żal, że nie starczyło nam czasu, że krótkie jest  pojedyncze życie, może wiele chwil marnujemy... Może zapytać Ich, naszych kochanych, którzy odeszli, niech ocenią nasze wątpliwości, nasze ambicje, zapytać zapalając znicz wielkiej pokory wobec Odniesienia do rzeczy, o których nie mamy pojęcia...Czujemy w tym nastroju Święta Zmarłych wybaczający spokój odpowiedzi, akceptacji, wybaczenia ziemskich żądań i namiętności, rozumienia, że są one drogą niezbędną dla duchowego rozwoju, w danym momencie dla nas jedyną. Nieuchronność jej daje podstawę dla nieuwarunkowanego współczucia, jakie mamy od strony tych, Którzy Odeszli – kochając nas. My sami też pewnie, kiedy zostanie nam, po życiu, ta cząstka zdziwienia nim, z szacunkiem spojrzymy, klatka po klatce, na film pojedynczego życia. Życia człowieka, miotającego się w sieci miłości, namiętności, która dręczy i buduje, wznosi i niszczy, jednak zawsze nie do końca. I  to „pomiędzy” zostanie nam jak ogień energii świata, niespalarne tworzywo, które sami tworzymy, nasz umysł, nasze serce.
            W jaki sposób będziemy z naszymi zmarłymi, to od nas zależy. Czy nauczymy się czegoś, czy podążymy dalej, czy przystaniemy, na mniejszą czy  dłuższą chwilę, by przetrawić doświadczenia...Może czas naszej drogi, w ujęciu sekundowym, nie jest najważniejszy, chociaż ilość jej godzin jest określona... wobec Tych, którzy nie mają już tego ograniczenia...
            Wieczór w S. P. nr 2, z Teatrem „Ananas”, wieczór zadumy. Nasycenie treścią poezji, celnie wybranych, przez panie Hannę Barczewską i Marię Sobczak – Siutę, wybitnych utworów z literatury powszechnej. Ułożonych w formę spektaklu teatru dziecięcego, w formę prostą, to znaczy przejrzystą i  dobrze przyswajalną, skierowaną do młodego widza, która nic przez to nie traci ze swej głębi. Sztuką jest mówić w sposób prosty i zrozumiały o mądrych rzeczach. Prosta forma, piękna forma. Mądra treść. Wspaniałe wykonanie. Duża kultura teatralna, która przejawia się przede wszystkim w wysiłku, jakim jest przygotowanie dziecięcego aktora pod względem dykcyjnym. To także szacunek do języka polskiego, do widza, który mógł usłyszeć wyraźnie absolutnie każde wypowiedziane w spektaklu słowo, co jest jedną z najważniejszych, moim zdaniem, w amatorskim teatrze, rzeczy.


Iwona Wróblak
grudzień 2006

poniedziałek, 31 października 2016

Największa piaskownica świata

- Wyobraźmy sobie scenę, podwyższenie, kotary – mówi pani Maria Sobczak – Siuta. Wkroczenie bezpośrednie w akcję sztuki. Piaskownica – miejsce ważne dla dziecka. Miejsce zabawy – nauki ważnych rzeczy, socjalizacji, kontaktów społecznych, rzeczy istotnych dla dziecka. Tak jak emocje dziecięce, dziecko czyli człowiek, stały, niezgłębiony temat sztuk Teatru Szkolnego „Ananas”. Najważniejsza Piaskownica świata, teatr uczuć dziecka. Na ile sposobów można mówić o tym, o kształtowaniu się człowieka, jego relacjach ze  światem, postawie „Do” lub „Od”. Decyduje o nich w ogromnej mierze wczesne dzieciństwo i dom rodzinny.
            Jak Teatr staje się? Dzieci przychodzą do teatru, do sali, gdzie ma być próba. Nie ma ich pani. Ale one chcą grać, czują tę potrzebę... - O czym zagramy sobie Teatr? – pytają. Oczywiście o tym, co najbardziej je obchodzi. „Największa piaskownica świata”.
            Panie Maria Sobczak – Siuta i Hanna Barczewska połączyły w sztuce dwie różne konwencje teatralne. Tatr lalek i teatr słowa. Po co? Wyzyskały może pradawną tradycję lalkarską pacynek, lalki to zabawki dzieci, może też chodziło o schemat. O postacie „grane” przez lale, o przeniesienia, Lala to  pradawna bogini Śmierć - Nieistnienie, symbolizuje coś strasznego... Bardzo ciekawy scenariusz, jak mądra poezja napisany językiem prostym i  zrozumiałym nawet dla wiecznie zajętych rodziców... To Ich właśnie, rodziców, grają Lale. Niemych, głuchych, zajętych sobą, swoimi wobec siebie rozgrywkami. Lale Marysia (Oliwia Matuszewska) chce ożywić, uczłowieczyć, prosi – Nie kłóćcie się, jestem waszym dzieckiem, zauważcie mnie...
Marysia walczy o zainteresowanie swoich rodziców. Dzieci robią to na wiele sposobów – agresją, apatią...Uciekają w wyobraźnię, w bajkowy świat dziecięcych marzeń. Zaludniają go różnymi stworami. Meduza spełnia życzenia, świadome i mniej świadome, te pochopnie rzucone też. Dziecko staje przed ogromnym wyzwaniem, czy wyjdzie z tego nie pokaleczone, na resztę swoich dni? Największa piaskownica świata, gdzie ziarenka uczuć przesypują się między malutkimi paluszkami...
            Marysia negocjuje powrót rodziców do swojego życia uczuciowego. Rybitwa, upierzony nadmorski stwór, (Marta Korzeniewska) mówi – idź  szukaj pomocy na skałach. Dziecko idzie nad morze, jak nad wielki id, mroczne kłębiące się głębiny. Przemawiająca do wyobraźni dekoracja sceny, wyobrażająca fale niebieska tkanina, której dzieci nadają ruch, z folią imaginującą białe grzywy fal. Na skałach w pieczarze siedzi Smok. Jak mędrzec, którego czasami... boli brzuszek. Róże, lekarstwo dla niego, to zapłata za radę. To też recepta na problem Marysi. Gdzie rosną czarne róże? Trzeba spojrzeć inaczej, w innym wymiarze, naturalnie to się dzieje w spektaklu, róże rosną wokół Marysi. Ona jakby implikuje wyrastanie ich obok siebie. Czarne Róże to krąg tańczących dziewczynek (bardzo ładna scena). Płatki różane trzeba rozsypać wokół rodziców – i samej, koniecznie!, stanąć poza kręgiem. Magicznym, czyli nierozwiązywalnym dla dziecka, kręgiem problemów rodziców. We własnym świecie. Z koniecznym dystansem. Bardzo mądrze radzi Smok (Adrian Portała)...Ozdrowiały Smok zna Najważniejsze Zaklęcie. Marysia otrzymała Słowa. Mamo, tato, kocham was! – tak brzmią. Wielkie zwycięstwo Marysi nad Meduzą, która uczyniła z Mamy i Taty - Lale, nieme i głuche pacynki. Nie słysząc Słów, dziecko nie nauczy się Mówić, komunikować swoich uczuć, z mroku wypełznie istota ciemna, nieforemna złowroga tajemnica, tutaj to Meduza – stwór morski wielki i nieprzewidywalny (bardzo sugestywnie pokazany nam przez dzieci), zamiast przejrzystych reguł przekazanych przez rodziców w ciepłym domu rodzinnym - brak bezpieczeństwa, niepokój.   
            To spektakl dzieci. Ich marzeń, ich potrzeb. Z przeżywanym przez nich scenariuszem, podobnym zawsze od początku świata. Dorośli mogą tylko wsłuchać się w rytm serc dziecięcych, swoich też (mamy nadzieję...). Zrobić, wykonać, nadać formę Spektaklowi. Więc dzieci teraz chowają na scenie rekwizyty teatralne, kostiumy, do wielkiego Kubła. Wkładają tam Swój Teatr, który przez chwilę mogliśmy oglądać.
            Dobrze zrobiona, przejrzyście, inscenizacja sztuki Teatru Szkolnego „Ananas”, w sali gimnastycznej S. P. nr 2., premiera spektaklu przed przeglądem PRO ARTE w Skwierzynie. Wspaniałe wyczucie dziecięcej psychologii, panie instruktorki bardzo pewnie, i swobodnie, poruszają się w  stylach i konwencjach teatralnych, które są, tak jak tekst, kostiumy, muzyka, narzędziem wyrażania treści, bardzo sprawnym narzędziem. Trzeba dodać, że tegoroczny „Ananas” jest bardzo odmłodzony, główna aktorka Oliwia ma 7 lat. Gra samą siebie, siedmioletnie dziecko, i nie boi się sceny. Bez  wątpienia dźwiga całą sztukę.
            Starsze „ananasy”, dzisiaj widzowie, po spektaklu rozmawiają a paniami Barczewską i Sobczak – Siutą. Dostają symboliczne lizaki jako dowód niesłabnącej opieki artystycznej ze strony nauczycielek. Życzymy Zespołowi sukcesu na przeglądzie teatralnym i dalszych udanych premier.


Iwona Wróblak
maj 2007

czwartek, 15 września 2016

Podwórko według Ananasa


            „Podwórko” to kolejny spektakl Teatru Szkolnego „Ananas” przy Szkole Podstawowej nr 2. Jesteśmy na premierze w gościnnym Klubie Garnizonowym. „Ananasy” zupełnie świeżego, jak mówią panie prowadzące Teatr: Hanna Barczewska i Maria Sobczak – Siuta, werbunku. Spektakl rozpoczyna się punktualnie.
            Tytułowe podwórko. Miejsce zabaw. Miejsce pierwszych kontaktów z rówieśnikami, pierwszych społecznych doświadczeń. Bardzo ważne miejsce dla dziecka.
Miejsce zabawy. Wiele napisano o tym, jak ważna w rozwoju dziecka jest zabawa. Jako metoda i ścieżka w rozwoju. Tą droga dostarcza się młodej psychice bodźców. Może ten spektakl jest nie tylko dla dzieci? Może ten spektakl jest o tym, że nuda w dziecięcym życiu jest czarną dziurą, która pochłania naturalną energię i witalność?... Może to spektakl dla systemów wychowawczych; domowych, szkolnych, o tym, że trzeba zapełnić treścią życie społeczne i emocjonalne dziecka, inspirować je, w subtelny sposób dawać przykład... w jaki sposób można się bawić.
            Podwórko. Wysyła się tam dziecko. Czyli gdzie się wysyła... Dekoracje przedstawiają nam typowe podwórko. Czyli majdan między kamienicami a płotem, gdzie jest jakaś skrzynka, a dalej - jest śmietnik. Przychodzą tu dzieci. Chłopiec (Michał – bardzo profesjonalny wyraz twarzy młodziutkiego aktora, wyrażający jednocześnie nudę i głęboki smutek) nie bardzo wie, jak, i czym, ma się bawić. Próbuje, ale nie ma pomysłu, zniechęcony i zły odchodzi. Dziewczynka, przez komórkę rozmawia z koleżanką – co robisz? Nic... – ta odpowiada. Stan frustracji werbalizują inne dzieci. - Może pogramy w gumę? Piłka? Skakanka? Ganiany? Nieee... Czują się – jakby nieco... winne, że nie umieją się bawić. Ktoś rzuca zaklęcie – wasze babcie lepiej by się  bawiły!
Czemu nie... „Babcie” zjawiają się na żądanie, z odsieczą. W ubiorach retro. - Nie zawsze miałyśmy po 70 lat – mówią. I rusza zabawa: Jawor, jawor, jaworowi ludzie, Uciekaj myszko do dziury, Koło młyńskie, za cztery reńskie...
            Dzieci na scenie bawią się, w antyczne dla nich, gry. Dobrze się bawią, same dla siebie. W zabawy z ubiegłego wieku. Publiczność klaszcze, podobają im się bawiące się dzieci. Bo są autentyczne, bo nie – grają. Bo są dziećmi...
Podziwiam kunsztowność zamysłu reżyserskiego. Przejrzystość scenariusza. Prostą i elegancką w swej prostocie formę. Po ty, by bez pedagogicznego żargonu, poprzez dzieci, przekazać istotne i uniwersalne rzeczy. Zostawić dorosłych widzów z przemyśleniami. Dlaczego dzisiaj sprawdzają się  wyliczanki sprzed lat? Są dobre, wspaniale, ale może czegoś dzisiejszym dziecięcym wzorcom zabawy brakuje?... Czy nie zbyt pochopnie odkładamy do  lamusa dziecięce zabawy naszych babć i dziadków? To wypracowany przez dziesiątki pokoleń dorobek, to czego te zabawy uczyły, a czego nie ma dziś, w dobie komórek i komputerów. Czy może tego uchwycenia się za ręce w kole, poczucia przynależenia do grupy, akceptacji... Długie retro spódnice, czy to konieczny kamuflaż, by przyznać „babciom”, czyli niektórym sprawdzonym aspektom wychowania, należne im ważne miejsce w tworzeniu giętkiego i  mocnego kręgosłupa w psychice dziecka. „Babcie” – w momencie, kiedy dzieci już „nauczyły” (?) się bawić, nagle znikają... Są widocznie niepotrzebne, bo np. dzieci na scenie, te współczesne, „zapomniały”, że grają w spektaklu. Tak dobrze się bawią. Czyli – nawiasem mówiąc, dobrze (naprawdę) grają w  spektaklu.

Iwona Wróblak
kwiecień 2008