Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parafia Greckokatolicka w Międzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parafia Greckokatolicka w Międzyrzeczu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 czerwca 2022

 

Akcja Wisła tragicznym przełomem w historii Łemków


Basteja zamkowa. Łemkowski język... Dobryj den... Trzy pokolenia, może cztery – 75 lat to szmat czasu, tyle minęło od Akcji „Wisła” w roku 1947, przymusowego przesiedlenia Łemków z Beskidu Niskiego, Sądeckiego, Bieszczadów i Pienin. Historyk Jerzy Starzyński z Legnickiego Centrum Kultury, zaproszony przez ks. Ernesta Sekulskiego proboszcza Parafii Greckokatolickiej im. Cyryla i Metodego w Międzyrzeczu, wygłosi wykład. Starzyński jest badaczem kultury łemkowskiej, autorem szeregu publikacji poświęconych Łemkowszczyźnie i jej mieszkańcom, organizatorem konferencji, seminariów, koncertów, wystaw i spotkań. Od 1991 r. prowadzi założony przez siebie Łemkowski Zespół Pieśni i Tańca „Kyczera”, od 1996 r. razem z Zespołem organizuje na Dolnym Śląsku, w Małopolsce i na Słowacji Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny. Za swą pracę otrzymał szereg nagród i wyróżnień.

Akcja „Wisła” była smutną cenzurą w historii Łemków, ich historia została rozbita na okres do 1947 r, i po tej dacie... W planie obchodów 75-lecia tragicznej Akcji „Wisła” też będą występy „Kyczery”, w którym grają, śpiewają i tańczą młodzi ludzie w pięknych, wzorowanych na oryginalnych strojach łemkowskich, uszytych na podstawie fotografii Łemków sprzed ponad 100. lat, artefaktów znalezionych przez pana Starzyńskiego w muzeach i archiwach Polski, Ukrainy i Rosji. W czasie prelekcji historyk pokazał nam te zabytki, XIX wieczne fotografie osób, kobiet, mężczyzn i dzieci, także zabytki kultury materialnej, łemkowskie drewniane chaty tzw. chyże.

Traumatyczne przejścia były udziałem osób wysiedlonych w 1947 r. w ramach Akcji „Wisła”, wyrzucono ich siłą z terenów południowo-wschodniej Polski: Chełmszczyzny, Nadsania, Bieszczadów, Łemkowszczyzny. Zabrano im nie tylko ich domy, gospodarstwa, ziemię i lasy, ale także to, co mieli najcenniejszego, TOŻSAMOŚĆ etniczną, świadomość własnej kultury, języka, religii. Ludzi – tylko dlatego, że byli niepolskiej narodowości, poddawano totalitarnej, komunistycznej atomizacji. Wynarodowieniu.

Ich ojczyzną był lokalny mikrokosmos, życie zgodne z odwiecznym kalendarzem przyrody: czasem orki, siewu, zbiorów – i cyklu rocznych świąt celebrowanych w cerkwi. Musieli opuścić swoją ziemię, pozostawić groby bliskich, miejsca pamięci, wielowiekowe cerkwie, krzyże. Pozbawiano ich ducha walki o swoją tożsamość. Zabraniano kontaktu z najbliższymi, praktykowania w obrządku greckokatolickim, przemieszczania się. Oprócz majątku zostali pozbawieni wielowiekowej więzi z ziemią przodków. Dodatkowo byli stygmatyzowani piętnem banderowców. W prasie tego okresu podsycano propagandę antyukraińską.

Łemkowie zostali przesiedleni na geograficznie obce im, góralom, równiny. Po drodze musieli przejść przez punkt etapowy w Oświęcimiu, na którym aresztowano co światlejszych chłopów, inteligencję i odsyłano do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie - byłej filii niemieckiego Obozu Koncentracyjnego Auschwitz Birkenau, który wprawdzie nie posiadał już komór gazowych, ale był miejscem długotrwałego pozbawienia wolności bez wyroku, przesłuchań,bicia, tortur i nieludzkiej, wyniszczającej pracy. W 1947 roku więziono tam łącznie około 2000 osób, z czego blisko 200 zmarło, i nie byli to żołnierze UPA, którzy sądzeni byli w wojskowych sądach doraźnych. Więźniom Jaworzna na długo pozostała trauma głodu, upokorzeń fizycznych, psychicznych i strach przed mówieniem o tym, co przeszli w czasie swego tam pobytu.

Akcję „Wisła” w wymiarze wojskowym można wytłumaczyć, ale w aspekcie cywilnym nie znajduje żadnego uzasadnienia. W UPA walczyło 2000-2500 ludzi, wysiedleniu uległo ponad 150 tysięcy Ukraińców, w tej około 35 tysięcy Łemków, zniszczono kilkadziesiąt wsi. W tym samym czasie na Podhalu działała partyzantka AK Józefa Kurasia, ps. „Ogień”, która miała znacznie większe poparcie górali, niż oddziały UPA wśród Łemków, ale zwalczając te oddziały, nikt nie wysiedlał miejscowej ludności polskiej. Prawdziwym celem akcji „Wisła” było pozbycie się zwartej (niepolskiej) grupy etnicznej, co było ogólną praktyką budowania państw jednonarodowych, jako jednego z fundamentów ideologii komunistycznej.

Ksiądz Ernest, razem ze starościną Agnieszką Olender, gospodarzem kompleksu muzealnego, którego częścią jest zamek i basteja, podziękowali gościom za przybycie. Ksiądz chce zachować pamięć o tradycji Łemkowszczyzny, zachęca do przysyłania wspomnień. Pan Starzyński – historia bolesna jest częścią Tej ziemi... Nowych jej mieszkańców, którzy, przeważnie niedobrowolnie, przybyli tu na mocy postanowień konferencji powojennych w Teheranie, Jałcie, Poczdamie. Umowy powojennych mocarstw – USA, Wielkiej Brytanii, Rosji i Francji, porządkujących na nowo nasz świat, który na następne dziesięciolecia podzielili na strefy wpływów. Nastąpiły zmiany demograficzne w całej Europie, wędrówki narodów do wyznaczonych im nowych, przykazanych im na mocy traktatów, małych ojczyzn; Polska utraciła tzw. kresy wschodnie, które stały się częścią radzieckich republik; ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej, zrzekła się ich na rzecz ziem zachodnich, należących przed wojną do Niemiec. Nowa powojenna Polska w zamyśle miała stać się możliwie - jednonarodowa...

We wrześniu 1944 r. między Polską a ZSRR zawarto umowy o wzajemnej wymianie ludności; ludność etnicznie polska z terenów na wschód od tzw. linii Curzona miała być repatriowana na zachód, ludność ukraińska – na wschód. Do połowy1945 r. akcja wysiedleńcza miała charakter dobrowolny, zachęcano do wyjazdu np. obiecując lepsze warunki materialne. Z tego powodu na wyjazd do ZSRR skusili się między innymi mieszkańcy kilkunastu wsi z Przełęczy Dukielskiej, które zostały bardzo zniszczone przez działania wojenne. Większość Ukraińców jednak pozostała w Polsce. Od jesieni 1945 roku akcja przesiedleńcza do ZRRR przybrała przymusowy charakter. Do jej przeprowadzenia skierowano oddziały wojskowe Grupy Operacyjne „Rzeszów”. Dochodziło do brutalnych pacyfikacji. W zachodniej Łemkowszczyźnie stosowano przymus administracyjny, wykorzystując między innymi zapisy o zamieszkiwaniu w strefie nadgranicznej. Ostatecznie do końca 1946 r. do ZSRR wyjechało około 480 tys. Ukraińców, znaczna część do obwodów Donieckiego i Ługańskiego. Jest symptomatyczne, że kiedy w 2014 roku w Donbasie wybuchła wojna między Rosją a Ukrainą, granica działań wojennych przebiegała między innymi przez wioski łemkowskie. Zamieszkujący tam Łemkowie dopiero kilka lat wcześniej zaczęli eksponować swoją etniczność, organizując między innymi „Łemkowskie Watry”.

Szacuje się, że po zakończeniu akcji przesiedleńczej do ZSRR, w Polsce pozostało około 160-180 tysięcy Ukraińców, w tym około 40 tysięcy Łemków. W osadach dawniej zamieszkałych przez zwartą społeczność łemkowską, zmieniła się struktura demograficzna, wioski zasiedlano góralami z Podhala, zwykle ludnością uboższą. W 1947 roku władze polskie podjęły decyzję o przeprowadzeniu operacji cywilno-wojskowej pod kryptonimem akcja „Wisła”. Dobrym pretekstem do czystek etnicznych była śmierć w-ce ministra Obrony Narodowej gen. Karola Świerczewskiego, którego wizyta w Bieszczadach była częścią przygotowywanej akcji przesiedleńczej. W ramach odpowiedzialności zbiorowej rozpoczęto przymusowe wywózki Ukraińców. Celem operacji oficjalnie było zlikwidowanie podziemia UPA, w rzeczywistości całkowite wysiedlenie mniejszości ukraińskiej.

Zasadniczym celem przesiedleń w ramach akcji „Wisła” była asymilacja ludności ukraińskiej (łemkowskiej) w środowisku polskim Ziem Zachodnich. Wysiedlenia niejednokrotnie przybierały charakter pacyfikacji. Kompania wojska polskiego otaczała wieś, rozstawiono karabiny wokół domów, w ciągu kilku godzin ludzie musieli spakować dobytek na furmanki, sformować kolumny marszowe i udać się do punktów zbornych w pobliżu stacji kolejowych, gdzie koczowali nawet po kilka dni. Następnie ludzi i inwentarz pakowano do bydlęcych wagonów, niejednokrotnie razem. Zdarzało się, że w takich wagonach jechało nawet po kilkadziesiąt osób i zwierzęta. Znaczna część przesiedleńców podróżowała w lorach, czyli niekrytych wagonach. Podróż trwała zwykle od kilku do kilkunastu dni. Wiele osób po drodze chorowało, kilkadziesiąt zmarło w trakcie podróży. Transporty konwojowało wojsko, które niejednokrotnie znęcało się nad przesiedlaną ludnością. Zdarzało się, że po drodze przesiedleńcy tracili swój majątek, który był rozkradany prze grupy rabusiów.

Ludność ukraińska/łemkowska przyjechała na ziemie odebrane Niemcom, tzw. Ziemie Odzyskane – Dolny Śląsk, Ziemię Lubuską, Pomorze Zachodnie. Warmię i Mazury. Osadnictwo na nowym miejscu regulowały stosowne zarządzenia i instrukcje. Rodziny z akcji „Wisła” osiedlano z dala od ośrodków miejskich, w wioskach „wybitnie” polskich, po jednej, maksymalnie po kilka rodzin. Przesiedleńców poddano inwigilacji. Pozbawiono ich prawa do zmiany miejsca zamieszkania, przemieszczania się, zakładania własnych stowarzyszeń, szkół, instytucji kultury. Celem tych ograniczeń była asymilacja.

Na ziemiach zachodnich na długie lata uczestnictwo w kulcie, szczególnie greckokatolickim, było zabronione lub bardzo ograniczone. Zmiany przyniosła dopiero śmierć Stalina i związana z nią „odwilż”. Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne powstało w 1956 roku, wtedy też przystąpiono do tworzenia w Polsce ukraińskiego szkolnictwa. Organizacje łemkowskie mogły powstać dopiero po transformacji ustrojowej w 1989 r.

Łemkowszczyzna to górska kraina wciskająca się głębokim klinem między polskie i słowackie terytorium etniczne. Wierzchołek tego klina znajdował się nad Popradem, w pobliżu Piwnicznej. Jego podstawę, według badaczy XIX wiecznych, wyznaczał San. Sama nazwa krainy pojawiła się pod koniec XIX wieku, nieco starsze nazwy: Łemko, Łemkini, Łemkowie, stosowano na określenie mieszkańców tej części pogranicza polsko-słowackiego. Jedna z hipotez dotyczących pochodzenia tej grupy karpackich Rusinów, mówi o prasłowiańskim pochodzeniu Łemków, będących bezpośrednimi potomkami plemienia Białych Chorwatów, według innej – grupa łemkowska powstała w wyniku nałożenia się na wcześniejsze osadnictwo polskie, istniejące w dolinach rzek już od XII wieku, wołosko-ruskich grup osadniczych.

Łemkowie, którzy sami siebie nazywali Rusnakami, to jedna z czterech uznanych prawnie mniejszości etnicznych w Polsce, obok Romów (Cyganów), Tatarów i Karaimów. Należy jednak zaznaczyć, że cześć Łemków uważa się za Ukraińców, a precyzując – grupę etniczną tego narodu. Różnie postrzegany jest także status mowy Łemków. Jedni uważają ją za dialekt języka ukraińskiego, inni za oddzielny język. Na początku lat 90. XX wieku opracowana i wydana została pierwsza „Gramatyka języka łemkowskiego” autorstwa Mirosławy Chomiak. W tym samym czasie ukazał się „Słownik łemkowsko-polski i polsko-łemkowski” autorstwa Jarosława Horoszczaka. Wydano szereg podręczników do nauki języka łemkowskiego, na różnych poziomach kształcenia. Stowarzyszenie Łemkowski Zespół Pieśni i Tańca „Kyczera” wydało „Poradnik dla nauczycieli języka łemkowskiego” (autor: Mirosława Chomiak). Ostatnio ukazały się książki pomocnicze do nauki tego języka: „Wilk syty i owca cała. Frazeologia języka łemkowskiego” oraz „Słownictwo i słowotwórstwo języka łemkowskiego”. Język łemkowski uczony jest jako przedmiot dodatkowy w kilkunastu szkołach i międzyszkolnych punktach nauczania. Od kilku lat uczniowie mogą zdawać maturę z języka łemkowskiego, co też czynią.

Łemkowie tworzyli dzieła literackie już od II połowy XIX wieku. Pisali głównie prozą, ale nie brakuje wśród nich także poetów i dramatopisarzy. Najwybitniejszym łemkowskim pisarzem był Iwan Rusenko. Autorami tomików poezji łemkowskiej są także współcześni twórcy: Paweł Stefanowski (zmarł w ubiegłym roku), Piotr Trochanowski ps. „Murianka”, Władysław Graban, Stefania Trochanowska, Olena Duć - Fajfer i wielu innych. Już przed pierwsza wojną światową Łemkowie wydawali swoją gazetę „Łemko”. Szczególnie dynamiczny rozwój język łemkowski przechodził w latach 30. XX wieku, gdy wydawano gazetę „Lemko” i Kalendarz „Łemko”. Język łemkowski uczony był w szkołach na Łemkowszczyźnie.

Proces rozwoju języka łemkowskiego zahamowały powojenne wysiedlenia. Ale odżył on w latach 80. XX wieku, gdy ukazały się pierwsze tomiki poezji łemkowskiej. Na początku lat 90. XX w. w Polsce doszło do kodyfikacji języka łemkowskiego, zaczęto uczyć go także jako przedmiot dodatkowy w niektórych szkołach i międzyszkolnych punktach nauczania. Na temat literatury łemkowskiej obszerną, kilkuset stronicową monografię napisała Helena Duć - Frajfer „Literatura łemkowska w II połowie XIX - I połowie XX wieku”.

Miło było na szacownym naszym dziedzińcu zamkowym oglądać tańczącą i śpiewającą młodzież, słuchać Łemkowskiego Zespół Pieśni i Tańca „Kyczera”, młode, czwarte już pokolenie Łemków, w ich pełnej krasie, w radości z odnalezienia swoich korzeni, o co dba pan Starzyński. „Kyczera” to dość popularna na Łemkowszczyźnie nazwa własna góry. Było ich co najmniej kilka, między innymi nad wsią Brunary. Występowała też nazwa „Kyczerka” na określenie nieco niższego wzgórza. „Kyczera” pojawia się w piosenkach łemkowskich i łemkowskiej poezji. Pod Kyczerą umawiano się na pasienie krów, czasem na palenie świętojańskich ognisk, ale także na spotkania towarzyskie młodzieży. Współczesna „Kyczera” to także stowarzyszenie: wystawy i konferencje naukowe, wydawnictwa książkowe, izba etnograficzna, archiwum i biblioteka łemkowska. Młodzież z Zespołu „Kyczera” prezentowała kulturę łemkowską, ale także Polskę, na największych festiwalach w świecie, między innymi w Chinach, Peru, Indiach, Indonezji, Meksyku, Izraelu a nawet w ogarniętym wojną Iraku. Od ponad dwudziestu lat organizuje także jeden z największych międzynarodowych festiwali folklorystycznych w Polsce, na który początkowo zapraszała zespoły mniejszości narodowych i etnicznych z Europy, a obecnie gości na nim grupy folklorystyczne z najodleglejszych zakątków świata, choćby takich jak Wallis i Futuna, Sierra Leone czy Portoryko. Za swoją działalność Zespół „Kyczera” został uhonorowany między innymi prestiżową Nagrodą im. Oskara Kolberga, Nagrodą Pro Publico Bono oraz Dolnośląskim Kluczem Sukcesu.

Podobny cel, oprócz pracy duszpasterskiej, do działalności społecznej pana Starzyńskiego, ma też ks. proboszcz Ernest Sekulski. Zachować dziedzictwo i tożsamość etniczną – przed zapomnieniem... Bo to część historii. Trzeba ją spisać i udostępniać. Na stronie Parafii tworzona jest mapa wsi, z których wysiedlono naszych okolicznych Łemków, klikając w linki mogą siebie, swoje korzenie, odnaleźć... Ksiądz Ernest zachęca do spisywania wspomnień, drzew genealogicznych rodzin łemkowskich... To ambitne zadanie, bardzo ważne dla historii lokalnej naszej ziemi. Nasi lokalni Łemkowie zostali przesiedleni ze wsi – Brunary, Polany, Czertyżne, Wojkowa...

Iwona Wróblak

czerwiec 2022
















sobota, 7 listopada 2015

Chór Katedralny z Iwanofrankiwska 


             Koncert miał miejsce dzięki współpracy Parafii Greckokatolickiej p.w. Cyryla i Metodego – ks. proboszcz Ernest Sekulski i Sanktuarium Pierwszych Braci Męczenników Polski – ks. proboszcz Marek Rogeński SAC. Wysłuchaliśmy „Boskiej Liturgii Jana Złotoustego” – mszy św. w obrządku bizantyjsko – ukraińskim. W Sanktuarium Pierwszych Braci Męczenników Polski wystąpił z koncertem pieśni cerkiewnych Kameralny Chór „Zmartwychwstanie” z Iwanofrankiwska na Ukrainie.
            Wszystko nowe dla międzyrzeczan… Obrządek wschodni w tak dużym kościele, mogącym pomieścić większą liczbę osób. Wspaniały chór akademicki – pani Stefania Jawornicka, inicjatorka koncertu (kierownik biura Konsulatu Honorowego Ukrainy w Zielonej Górze), przekonała chórzystów, żeby przyjechali do Międzyrzecza i zaśpiewali mszę św. – z powodu obszerności świątyni – w Sanktuarium Męczenników. Ks. Jan Złotousty, jak mi  mówiła pani Jawornicka, jest autorem Liturgii, obecnie powszechnie odprawianej w cerkwiach. Zachęca mnie, żebym się wsłuchała w tę muzykę, która codziennie rozbrzmiewa w świątyniach, w jej wysoki boski ton, ale ja notuję przede wszystkim maestrię i profesjonalizm szkolonych głosów chórzystów. W cerkwiach nie ma organów, wierni śpiewają a’capella, oczywiście nie tak pięknie jak ten Chór, ale mieliśmy przedsmak uczestnictwa w prawdziwej mszy św. obrządku wschodniego.
            Kościoły Greckokatolicki i Rzymskokatolicki należą pod Watykan. Grekokatolicy są grupą chrześcijan obrządku bizantyjskiego pozostającą w unii  z Rzymem. Przyjmują dogmatykę katolicką, zwłaszcza dogmat o pochodzeniu Ducha Świętego także od Boga Syna, uznają papieża za głowę kościoła. Grekokatolicy zachowują jednak odrębności liturgii i prawa kościelnego, obrządku, organizacji diecezjalnej.
Ks. Marek Rogeński – kościół jest otwarty. Jesteśmy jedną wspólnotą pod jednym pasterzem, wielu parafian grekokatolików chodzi do naszego kościoła.
Ks. Ernest Sekulski – pani Jawornicka zadzwoniła do mnie, no, nie mogłem odmówić…W naszej cerkwi jest za mało miejsca, ks. Rogeński przyjął nas i  ugościł. Jesteśmy w jedności z wiernymi…
Pani Stefania Jawornicka – oba narody, polski i ukraiński, żyły obok siebie przez tysiąc lat, mamy wspólną historię, literaturę, kulturę. W całości naszej historii, obok np. Wołynia, było też wiele pięknych kart. Trzeba dążyć do pojednania. Rząd Rzeczpospolitej Polskiej – jako pierwszy – uznał niepodległość Ukrainy (w 1991 r.).
            Jest też w polskim geopolitycznym interesie, by  na Szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie (w listopadzie 2013 r.), została przez Unię  Europejską podpisana umowa stowarzyszeniowa z Ukrainą o wolnym handlu (i parafowanie podobnych umów z Mołdawią i Gruzją). Chodzi o  wprowadzenie standardów europejskich w sferze życia politycznego, gospodarczego i społecznego tych państw, budowę społeczeństw obywatelskich. Memorandum w tej sprawie kieruje się do społeczeństwa polskiego.
Poznajmy się, obywatele narodów od wieki ze sobą sąsiadujących, znowu ze sobą – poprzez muzykę najskuteczniej – tę z najwyższej półki. Cerkiewną, liturgiczną, jaką można usłyszeć tylko w filharmoniach.
            Obchodzone są dni Kultury Ukraińskiej. W 1025 r. Ruś (Ukraina) przyjęła chrzest. Ukraińcy chcą rocznicę świętować razem z Polakami. Wielu z  Polaków pamięta jeszcze czasy, kiedy oba narody żyły (zgodnie) obok siebie. Wychowywani w swojej kulturze, w godności bycia Ukraińcem albo  Polakiem. Pani Jawornicka – otaczali nas Polacy i świętowali nasze ukraińskie święta (nie przeszkadzało im to absolutnie być polskimi patriotami). Tomy literatury pięknej o tym zaświadczają.
            Jak urzeczeni słuchaliśmy Chóru „Zmartwychwstanie” w zapełnionej ludźmi bazylice. Zespół powstał w 2009 r. Dyrygentem jest Włodzimierz Rudnicki. Chórzyści to absolwenci Wyższej Akademii Muzycznej i Instytutu Sztuk Pięknych w Iwanofrankiwsku i pracownicy filharmonii. Popularyzują mniej znane i odnalezione i zakazane w czasach sowieckich pieśni ukraińskiej muzyki cerkiewnej. Klasyka ukraińskiej muzyki cerkiewnej, czyli jak mówią znawcy: „muzyki niebios”. Koncertują w różnych zakątkach Europy, też w Watykanie.
„Z nami Bóg” wybrzmiewa u stóp Ołtarza Sanktuarium. „Błogosław duszę moją Panie Boże” - z głębi kultury Ukrainy. Hymn Cerkiewny „Boże Wielki Jedyny”, duchowy Hymn Ukrainy śpiewa się przy wielkich uroczystościach, wypada wtedy wstać z miejsc. Tak jak przy następnym: Państwowym Hymnie Ukrainy: „Szcze ne umerła Ukraina”, jak mi w notatniku zapisuje pani Jawornicka. „Mnoga lita” czyli polskie „Sto lat” dla nas wszystkich, dla  naszej przyszłości we Wspólnej Europie.
            Wielu ludzi podchodziło do Ołtarza po Komunię Świętą – w dwóch postaciach: chleba i wina. Ksiądz Ernest Sekulski wysoko w rękach trzymał zdobną Ewangelię. Okadzał kadzidłem ikony, żeby były czyste dla Boga. Na 4 strony świata. Ksiądz greckokatolicki dziękuje braciom Polakom, że chcą się modlić razem z nimi, i chórzystom, że tak pięknie śpiewają. Ksiądz Rogeński dziękuje „za ucztę duchową”.
            Przyglądam się ozdobnym ręcznikom okrywającym ikony. Rusznyk (ozdobny wyszywany ręcznik) to ukraiński talizman, dekoruje się nim portrety głów państwowych albo pisane ikony. Rusznyk towarzyszy człowiekowi od urodzenia poprzez chrzest, ślub. Wita się na nim, kładąc nań chleb – gości,  daje synowi wyruszającemu na wojnę. Jest oberihaty - chroniący przed złem.

Iwona Wróblak
listopad 2013


środa, 29 lipca 2015

Noc Muzeów. Ruskie ikony – wystawa i wykłady


            Tegoroczna „Noc Muzeów” w naszym międzyrzeckim Muzeum upłynęła pod znakiem bardzo ciekawego wykładu ks. grekokatolickiego Ernesta Sekulskiego. Poprzedzona została krótkim wstępem, informacjami o tajnikach powstawania ikon, Pawła Napierały, konserwatora zabytków i artysty malarza, który już gościł u nas ze swoją autorska wystawą.
Ks. Sekulski proboszcz parafii grekokatolickiej jest u nas w Międzyrzeczu niedawno. Poznaliśmy go kilka lat temu z okazji koncertu ukraińskiego akademickiego chóru śpiewającego pieśni prawosławne w kościele św. Pięciu Braci Męczenników Polskich. Mało kto się nie spodziewał, że ten młody i  bardzo skromny kapłan, w arcyciekawym wykładzie, w tak klarowny sposób przekaże słuchaczom trudne treści teologiczne. Czuliśmy się  jak w  seminarium. Ksiądz po wykładzie zebrał mnóstwo zasłużonych gratulacji, nie tylko ode mnie.
Ikony pisze się (nie-maluje), jak mówią wyznawcy prawosławia, na deskach – sosnowych, świerkowych, rzadziej dębowych lub z cedru. Impregnuje się je klejem i dodatkowo zabezpiecza lnianym materiałem, bowiem są teologicznym przekazem wiary, który ma przez długi czas służyć wiernym. Deski gruntuje się dodając do kleju gipsu. Wszystkie te procesy są jednocześnie modlitwą i wykonywane są w ściśle określonym przez tradycję porządku, w tzw. kanonie. W taki też – modlitewny, sposób – zostaje naniesiony rysunek, a następnie dokonuje się puncowania poszczególnych ornamentów. Może po tym nastąpić etap złoceń za pomocą cienkich złotych płatków i polerowanie całości kamieniem agatowym. Do pisania ikon używa się dzisiaj farby temperowej.
Tyle wstępnych uwag konserwatora zabytków. Teraz czas na odpowiedź na najbardziej ważkie pytanie. Jedynie w kulturze prawosławnej wizerunki religijne, ikony, się PISZE, a nie maluje. Dlaczego?
Ks. Ernest Sekulski bardzo gruntowanie starał się opowiedzieć o sakralnym sensie tego kanonu traktatu teologicznego, jakim jest ikona. Zaczął   od początku. Było nim zagadnienie regionalnego patrzenia na religię chrześcijańską (III –IV w. n.e.), będącego połączeniem osiągnięć myśli greckiej i  żydowskiej. Z sacrum z czasem zaczęła rozwijać się sztuka, pojmowana jako sublimacja wyznania religijnego, czyli sztuka religijna, ikona jako sakralny symbol wschodniego chrześcijaństwa. Jak wiemy, wino, chleb i ryba były pierwszymi chrześcijańskimi symbolami, piktogramami.
Ksiądz krótko wspomniał o wielkich postaciach historii religii chrześcijańskiej: Orygenesie, Tertulianie i Euzebiuszu z Cezarei, których łączyło ze  sobą to, że byli PRZECIWNI odwzorowaniu wizerunku Boga… Zakazywali ukazywania Wizerunku, ponieważ On, według nich, pojawił się jako Niewidzialny, na co jako dowód ksiądz Sekulski przytoczył odnośne fragmenty z Pisma Świętego. Podobne stanowisko zajmuje islam, gdzie jest zakaz przedstawiania Wizerunku Boga. Ks. Sekulski nakreślił pokrótce  ewolucję myśli teologicznej, gdzie Chrystus staje się istotowo taki sam jak człowiek, jest przedłużeniem wiary – prawdziwy Bóg stał się prawdziwym człowiekiem, został Przebóstwiony. Tym samym ikony (ludzkie wizerunki natury Boga) mogły zacząć powstawać, zakaz przedstawiania Go został zniesiony. Maluje się na nich, na ikonach (pisze) Osobę, która jest Bogiem i człowiekiem jednocześnie. Aby to się stało, by wizerunki nie miały Boskiej natury (tylko ludzką), były one PISANE. Ikona jest czymś na kształt traktatu teologicznego, wyrazem-obrazem tego co jest NAPISANE w księgach, PRZEPISANE jest to (wiernie), poprzez kształty i barwy – na deskę Ikony. Cały proces powstawania ikony to czynność sakralna – liturgia.
Sztuka malowania ikony została zaprzęgnięta, żeby wyrazić sacrum Prawosławia. Osobą wykonującą czynności tworzenia ikony kieruje sam Bóg.  są one świętością. Proces przygotowania ikony jest długi i staranny, to modlitwa mnicha prawosławnego (powstawały one w zakonach) do Żywego Boga. W ikonie – jak podkreślił ksiądz Sekulski – chodzi o wyrażenie prawdy teologicznej, dlatego pisane są według ściśle ustalonego kanonu, w którym nie ma, i nie może być, nic przypadkowego. Ikona daje Słowo – Ciało, staje się ono (sztuką sakralną, poprzez modlitwę, jako ich połączenie) widzialne dla  wiernych. Ksiądz prezentował nam kilka wzorów ikon, wyrażających określone treści teologiczne, rozpoznawalne po symbolach, np.: „Na ile jestem   w  stanie cierpieć, na tyle mogę kochać” – czyli cierpienie i miłość jako dwie strony tej samej cennej monety. Jezus jest w nich, w tych obrazach Jego, wpisany we wszystkie Swoje przestrzenie. Czytanie ich, ikon – czynność liturgiczna, ma cztery wymiary: rozumienie tego, co obraz przedstawia (symbolika), całość jako traktat teologiczny, odniesienie czytającego do tego traktatu, w świątyni Jego, tego Wizerunku, w przebywaniu w nim jako miejscu modlitwy, tym samym wyrwanie czytającego ikonę z codzienności czyli z profanum i, na koniec, kontemplacja i smakowanie tego stanu ducha. Swój świetny wykład ksiądz zakończył zaproszeniem na modlitwę do kościoła grekokatolickiego.
Przed poczęstunkiem (pierogi, ciasta, kawa i herbata), który przygotowały panie z koła Gospodyń Wiejskich w Nietoperku (Leokadia Wybudowska, Maria Serkis, Adela Górgurewicz, Danuta Kowalska, Wioletta Górgurewicz, Bogusława Wolińska, Helena Nycz) wysłuchaliśmy recitalu kilku utworów muzyki klasycznej na fletach w wykonaniu uczniów naszej Szkoły Muzycznej I. stopnia w Międzyrzeczu.  
Ostatnim akordem wieczoru było oglądanie muzealnej wystawy XVIII. I XIX wiecznych ikon, wspaniałego dorobku kultury europejskiej  i  światowej, które oprócz swojego sakralnego znaczenia są unikalnymi dziełami sztuki, często wielowymiarowe, bogato zdobione.

Iwona Wróblak
czerwiec 2015