Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolontariat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Okno świata ciszy i mroku. Wigilijne TPG


            Spotkanie Wigilijne TPG, jedna z okazji, przy której Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym (Jednostka Wojewódzka TPG) zebrało się, by  pobyć ze sobą. Przyjeżdżają – z dalekich zakątków naszego województwa, co  miesiąc, mają zawsze ciekawy program zajęć, o zrealizowanie którego dbają wolontariusze skupieni wokół Pełnomocnika Woj. Jednostki Ewy Skrzek – Bączkowskiej. Do stałych elementów spotkań należą koncerty muzykoterapeutyczne, bębniarskie – wspaniała zabawa (dla wszystkich), z jej rewalidacyjnym wielostronnym podtekstem.
            Integrujące było wspólne, poprzedniego dnia, lepienie wigilijnych pierogów, i przygotowywanie innych potraw – robiły to osoby ze znacznym upośledzeniem wzroku i słuchu. Mimo to pierogi wyszły znakomicie, były profesjonalne i bardzo smaczne. Ugotować je pomagały – tak się dzieje od 10.  lat, czyli odkąd powstało w Międzyrzeczu TPG - panie z kuchni Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego, za co im publicznie podziękowaliśmy.
             Są godziny „zero” w życiu wspólnoty TPG. To godziny spotkań wolontariuszy, podopiecznych, sympatyków i przyjaciół, oraz rodzin członków. Czas się zatrzymuje w szczególnej atmosferze empatii i nieskrywanej przyjaźni, właściwej tej prężnie działającej organizacji pozarządowej pożytku bardzo publicznego. Jej rola w społeczeństwie, w strukturach wspierania osób z tymi zasadniczymi niepełnosprawnościami, jest bardzo ważna. Nieoceniona. Świat ciszy i mroku ma tu swoje Okna. Jest nimi radość, społeczne spełnienie, budowanie ważności danej osoby w grupie – która staje się drugą rodziną. Bardzo kompetentną rodziną przyjaciół, pomagającą tej osobie wszechstronnie i we wszystkich niemal dziedzinach życia. Wigilia w TPG domykała cykl tegorocznej dużej aktywności stowarzyszenia, w tym roku świętowaliśmy niedawno 10. Rocznicę powstania naszej Jednostki TPG.
            Gwiazdka (wigilijna) spadła więc w stołówce SOSW, więc Ewa wzięła mikrofon (dokładnie dwa mikrofony - niezbędne dla niedosłyszących oprogramowanie), a Zuzia Marzol – migaczka, zaczęła migać tłumacząc słowa. – Jednoczymy się w narodzinach miłości… Podając sobie dłoń, z  wypisanym na niej brailem – dodam… To nie-symboliczne słowa TUTAJ… Wszystkie nieporozumienia zgasły-gasną. Jesteśmy tu po to, by obdarzać się  ciepłem i życzliwością.
Obdarzamy.
Przez cały rok obdarzają się ciepłem. Wymaga ta akcja wiele pracy, zabiegów. Pozyskiwania funduszy także, wypełniania stosów dokumentacji. Upartej walki o każdego człowieka z niedosłyszeniem i niedowidzeniem. O zapewnienie mu (zagwarantowanego prawnie) komfortu życia. Maksymalnego – z  jego uszkodzeniami. Realizacji jego praw jako człowieka. Wypełniania celów statutowych TPG. Godziny, wiele godzin, pracy społecznej – poza pracą zawodową. Z pomocą wolontariuszy – ważna rzecz, bo nikt Sam nie podoła tak wielkiemu zadaniu. Dlatego na każdym wigilijnym spotkaniu przyznawany jest Tytuł Wolontariusza Roku. W tym roku dostaje go, wraz z pamiątkowym Dyplomem, Karolina Gerc.
            Zaproszony duchowny – jest to tradycją spotkań Wigilijnych, ks. Paweł Tokarczyk z parafii św. Wojciecha, pięknie dopisuje się do atmosfery spotkania słowami: - Miłości każdy potrzebuje, żeby się dokonywała, trzeba miłować...
STÓŁ jest miejscem szczególnym. Jego wigilijna symbolika, religijna także w znaczeniu wzajemnego szacunku dla obdarowanego i obdarującego. W  Kościele jest miejscem ofiarniczym. Gdzie Bóg nauczał ludzi dzielić się z Innymi… Ksiądz miga słowo „kocham”… Zna język migowy z powodów rodzinnych, jego siostra jest niesłysząca. Wymigane Słowo kieruje w stronę Ewy – bo… kobieta, i tak empatyczna jak Ewa, Jest miłością, niech nam  króluje…
Przełammy się… Opłatki krążą, dzielone na cząstki. Całuję niepełnosprawnego Pawła, który jak anioł krąży po sali u boku swojej Mamy, która zmiksowała mu w przywiezionym w tym celu urządzeniu wigilijną rybkę (Paweł nie może jeść w inny sposób). Paweł raz po raz wybucha śmiechem – tak sobie, ja myślę, że udziela mu się atmosfera spotkania. Gratulacje i życzenia zdrowia, szczęścia – i nic nie jest Tutaj udawane…
            TPG, nasz międzyrzecki i wojewódzki. Zgrany zespół działający nieprzerwanie od 10 lat. Każdy daje z siebie to, co najlepsze. Ma okazję się  przekonać, ile, czyli jak Wiele, może z siebie dać. Mimo że tego być może wcześniej się po sobie nie spodziewał… Jest Janusz Rutkowski, nauczyciel katecheta z Gimnazjum nr 1, opiekun Koła „Caritas”. To u niego młodzi ludzie uczą się odkrywać w sobie potęgę kształtowania swojej osobowości poprzez wolontariat. Olbrzymi autorytet i charyzma pana Janusza jako nauczyciela i wychowawcy to wielki wkład w działalność organizacji pozarządowych w naszym mieście i okolicach, jego wychowankowie pomagają przy prawie każdej imprezie miejskiej czy lokalnej. Także są i tutaj, na Wigilii TPG. Pan Janusz też zostaje symbolicznie obdarowany przez TPG małym prezentem. Podziękowania także dla Anny Ciągło - psycholog i Justyny Miłaszewskij z Zielonej Góry.
            Oczekiwany koncert muzykoterapeutyczny zaraz się zacznie. Karolina Kaja Szymków – muzykoterapeutka zasiada z gitarą. Ewa Skrzek – Bączkowska szykuje instrumenty, zasiadają w kręgu. Będą grane i śpiewane – co? Oczywiście kolędy… W specyficznej dla TPG aranżacji bębniarskiej, opartej na wystukiwanym, eksponowanym na różne sposoby rytmie. By kolędy były Słyszane… Także fizycznie, przez osoby z uszkodzeniami sensorycznymi słuchu. By atmosfera empatii roznosiła się falami, drganiami akustycznymi powietrza. By Wigilia zaistniała słyszalnie. Dotykowo - przez powietrze, przez drgania cząsteczek powietrza.
            4 kolędy, najpiękniejsze, najczęściej grane czy śpiewane. Dzieciąteczko w szumie delikatnych relaksująco dzwoneczków. Szeroko rozłożone ręce migającej Zuzi. Kije deszczowe przesypują piasek. Nocna cisza, w której rozchodzi się tajemny dźwięk(i) i Głos. Ululany w nim maleńki Jezus w  grzechotkach…
            Każdej z osobie, która przyjechała na spotkanie Wigilijne TPG, osobie głuchoniewidzącej, pomagała, opiekowała się nią, wolontariuszka. To  osoby: Kasia Tokarz, Zuzanna Marzol, Joanna Rybarczyk, Agata Raciborska - Borowiec, Paweł Borowiec, Bożena Nowak, Weronika Nowak, Karolina Gerc, Katarzyna Borzobohata, Halina Różycka, Ewa Wojtaś, Agnieszka Nawrocka, Małgorzata Miłaszewska.


Iwona Wróblak
grudzień 2016





środa, 16 listopada 2016

Pomagać poprzez otwieranie serca dla innych

O co chodzi? Czynić coś coraz głębiej.
Zespół Szkół Ekonomicznych. Tutaj formują się przyszli ludzie biznesu. Jako uczniowie wielu z nich jest dzisiaj wolontariuszami. Wykonują ogrom pracy na rzecz innych.
            Pani Ewa Jasiówka, młoda osoba, kierownik Świetlicy „Ciepły Kącik u Jezusa”. Trwa wręczanie sponsorowanych przez międzyrzeckich przedsiębiorców nagród dla dzieci, za uczestnictwo w feriach w Ekonomiku, w zawodach, grach i zabawach, sportowych meczach. Świetlica jest dla  dzieci ze szkół podstawowych. Odrabiają tu lekcje, są zajęcia pozalekcyjne, kółko fotograficzne. Chciałabym – mówi – żeby świetlica była miejscem, gdzie dzieci dobrze się czują, gdzie są bezpieczne. Żeby coś stąd wyniosły, czegoś się nauczyły. Poznały swoją wartość, nauczyły się z innymi dzielić, coś  od siebie dały. Nie oceniały ludzi.
Początkowo miała to być świetlica dla dzieci z rodzin trudnych i biednych, najbardziej potrzebujących wsparcia, ale wszystkie dzieci są przyjmowane. Plany? Chciałaby, żeby to działało nadal. Są wolontariusze - też z wykształceniem pedagogicznym, inni dorośli, stale 10 osób do pomocy.
            Wioletta Dzik. 5 lat jest w Caritasie, od 4 lat prowadzi młodych z „Arki przyszłości” (koło stadionu). Świetlica działa poprzez wolontariat. Jakie zasady są u nas? Muszą mieć odrobione lekcje, po tym jest czas na relaks. Praca jest ważna, jest wartością, trzeba to młodzieży pokazać. To są młodzi ludzie z gimnazjum i szkół średnich. Ci zdolniejsi w lekcjach pomagają innym. Dlaczego przychodzą do Klubu? Na czym to polega? Nie wiem, może siła tego, jak z nimi rozmawiam...Mówię im – ja wam stworzę bezpieczne miejsce, możecie tu przychodzić. Nigdy nie zamykam drzwi przed żadnym z nich, gdy przychodzą do mnie do domu. Żeby porozmawiać...o niczym...Jakie błędy się popełnia w kontaktach z młodzieżą? Udaje się, że się słucha. Nie  można dawać „rad”, przekazywać im swojej wiedzy - przekonania, że „ja jestem dorosła”, nie trzeba im tego udowadniać. Młodzi ludzie nie mają możliwości partnerskiej rozmowy. I trzeba cały czas wychodzić z pomysłami, mieć je. Organizować – kółka teatralne, muzyczne. Sprzedawać młodzieży pomysły – na klub filmowy – tu inicjatywa wyszła od młodych ludzi. Potem wszyscy rozmawiamy o tych filmach.
 Zajęcia terapeutyczne prowadzi pani Iwona Jackowska, terapeutka. Ona s ł u c h a  nas – prowadzących Klub, wolontariuszy, ona zaczyna być  wolontariuszem...
Kto to jest wolontariusz? Wolontariusz to człowiek dobrego serca. Wolontariusz to człowiek otwarty. Wolontariusz powinien mieć dużą dozę tolerancji.
Co pani Wioletta sądzi o młodzieży ( w domyśle tzw. ”dzisiejszej”)? Dużo sądzę i nic nie sądzę – mówi. Powinno się wyjść z sercem do młodych ludzi. Nie zna się młodych ludzi, nie rozumie się ich. W świetlicy są zasady, które są przestrzegane. Pilnują ich sami młodzi ludzie. U nas stworzona została atmosfera sprzyjająca ideom wolontariatu. Przychodzący tu pracować młodzi ludzie mogą mieć swoją koncepcję pracy świetlicy, inicjatywa własna jest  dobrze widziana. Udoskonala się w ten sposób wypracowaną formułę.
Pani Wioletta – moja córka poszła w moje ślady, cała rodzina jest zaangażowana w pracę na rzecz innych. Pani Wioletta zwierza się – zawsze chciałam prowadzić świetlicę, najpierw jako wolontariuszka, miałam takie marzenia. Spełniło się. Jest szczęśliwa. Nie ważne, od której do której i czy jest  zapłacone. Człowiek powinien robić to, w czym czuje się najlepiej, co umie.
Jest religijna. Dodaje:  nie jest katolickie - nie eksponować wartości chrześcijańskich. A jest nimi pomoc, służba drugiemu człowiekowi.
Świetlica jest pod patronatem Caritasu, ale – mówi – nie jest ważne, że ktoś jest niewierzący. Tu nie ma edukacji religijnych, szkoleń, nie to jest  priorytetem. Jest nią pomoc dzieciom, relaks dla nich pod tym hasłem: pomocy.


Iwona Wróblak
luty 2007 

sobota, 30 lipca 2016

Świat w moich dłoniach



            „Archimedes” na Głębokim. W tomiku wierszy Jana Polkowskiego, głuchoniewidomego poety, czytam: Z mnogości hiobowych doświadczeń/poeta wykuwa materię/wieczne pielgrzymowanie. Tomik ma tytuł: „Tęsknisz za kroplą wody”. Głuchoślepota... jednym odbiera barwy i  dźwięki, światła/drugich gwałtownie wprowadza w rzeczywistość ciszy i ciemności(...) tęsknisz za kroplą wody/usychasz”.
            Tomik leży na stole, obok albumu „Rzeźba głuchoniewidomych”. Wśród innych wydawnictw, wyłożonych w ramach spotkania integracyjnego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Pośród czytników, innych pomysłowych urządzeń umożliwiającym osobom z dysfunkcją wzrokowo – słuchową uczestniczenie w życiu kulturalno – społecznym. Dotyk wyobraźni, wspólny nam wszystkim, rozumiemy część świata osób głuchoniewidomych, dzisiejsze spotkanie pomoże nam wszystkim jeszcze lepiej się poznać. Bardzo warto.
            W spektaklu przygotowanym przez członków Regionalnego Klubu TPG (osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, wolontariuszy) we współpracy z Magdaleną Jakubowską, Elżbietą Szafrańską – terapeutkami z Domu Pomocy Społecznej w Rokitnie usłyszymy teksty pt. Na drogach przyjaźni – to jednocześnie tytuł przedstawienia, wymiar kontaktu międzyludzkiego – Jurek, artysta malarz, mówi: o wspaniałościach świata, które dotyka wyobraźnią – komu miałbym opowiadać, kiedy nie mam przyjaciela. Stwórca dał mu, Adamowi, możliwość poznania, odczuwania, bycia we  wszechświecie, ten świat widzimy, my – oczami, inni – wibracją, dźwiękiem, jeszcze inni wyobraźnią i alfabetem Lorm’a... Nie mogę napatrzyć się,  wzruszona, kiedy jedna z wolontariuszek – Zuzanna Marzol opowiada osobie głuchoniewidomej - o akcji przedstawienia, relacjonuje tekst mówiony, po  prostu opowiada jakąś historię - wodząc palcem po wnętrzu dłoni. Ich kod porozumienia, dwadzieścia kilka liter, język – nie mogę w ten sposób tego nie  powiedzieć – ma coś z intymności najgłębszej ludzkiej sympatii i empatii – dotykanie wnętrza swoich dłoni, skłaniające w tym rodzaju kontaktu do  delikatności. Nic z twardego uściśnięcia towarzysko – biznesowych konwencji, ustalania formy dominacji... Czy trudno się nauczyć tego języka, DOTYKANIA, pytam Martę Kamer, koordynatorkę projektu aktywizacji zawodowej „Weź sprawy w swoje ręce” osób głuchoniewidomych. – Nie – mówi - nie...
            Przekonuje mnie o tym, kiedy wsłuchuję się w klimat „Dróg przyjaźni”, Krystyna Luc. Ciemne okulary. Wyraźne mocno akcentowane frazy własnego jej wiersza o Sieci, która zatrzyma w swych oczkach chwile, ich imiona to łagodność, dobroć. Sieć, która przerywa nużący ciemnością rytm dnia. Słowa tak w niej utkane brzmiące jak dotyki rąk (spoglądam znowu na rozmawiających Lorm’em...). Sieć darować każdemu, jak zapachy bzu (Sylwia Bartczak – tłumacz-przewodnik towarzysząca pani Krystynie trzyma w ręku prawdziwy fioletowy bukiet bzu). Poetka ma taką Sieć, przyjazną, otwartą, gotową, od wszystkich nas – tych, którzy czekają w ciemności. Czekajmy na własne sieci, przestrzenie naszej sympatii – z dobrocią-łagodnością-pokorą... Utwór pełen tekstów podwójnych i znaczeń uniwersalnych, doświadczeń autorki opartych na głębokich przemyśleniach egzystencjalnych. Filozoficznych. Artykułowanych świadomie, z przesłaniem. Jego treścią są odczucia osób głuchoniewidomych.
Jak powiedział później zaproszony i obecny na spotkaniu Kurator Oświaty Ferdynand Sańko, będzie przyjeżdżał na spotkania TPG, żeby usłyszeć wiersze, zobaczyć twórczość, spotkać autorów...
            Karolina Szulga, w jednej z odsłon spektaklu, na Drogach przyjaźni, muzycznie, w konwencji poetyckiej piosenki, mówi o swojej wersji kontaktu, we własnym rodzaju wrażliwości. „Jestem wodą, powietrzem...” w śnie, który jak piękny mit, gdzie stwórcą jest Ona, budująca płaszczyznę i świat, w  którym my słuchający-uczestniczący chcemy być z nią. Świat zrealizowany, Karoliny, tegorocznej laureatki wyróżnienia w VII. Edycji Lady D.  przyznawanego dla niepełnosprawnych kobiet sukcesu, w kategorii kultury i sztuki. Karolina jest jedną z sześciu osób wyróżnionych w tym roku. Pozdrawia Karolina, jak wszyscy występujący, w geście wyciągniętych ku nam, języka Lorm’a otwartych wnętrzy dłoni naszych, w języku „delikatności niemówienia”, zrodzonym z lęku, „że miłość może umrzeć jeszcze przed nami”, pozdrowienia dla tych, którzy, o to, się boją...
            Emanacje, które ku nam idą ze sceny zaimprowizowanej w Ośrodku „Archimedes”. Emanacje porozumienia, znalezienia języka wzajemnego przekazu, bogów i bogiń niezależnych od doktryn i religii. Mówienia i słuchania. Sacrum jest w ludzkiej przyjaźni. Izabela Gorczyca Brail’em czyta następny wiersz, poezje Andrzeja Rocha Żakowskiego. Dotyka, dosłownie, na białej kartce wypukłych znaków. Transponuje na mowę. Notuję akapit: „Twoje ręce...” Samorzutnie jeden z widzów miga siedzącej obok kobiecie. Chce przekazać... Jest studentem, ale tego nie uczył się na uczelni... to nie  „tłumaczenie” z języka, próbuje opowiedzieć nam potem swoje wrażenia z kontaktów z osobami głuchymi.
            Jest taka pozycja książkowa, która poleca mi Nina Kołbuc, Petera Heepa „Świat w moich dłoniach”. O osiąganiu sukcesów mimo niepełnosprawności, też z jej powodu. Marek Kabarczyk głuchoniewidomy autor „ Dotrzeć do celu. Życie bez słuchu i wzroku” stworzył pierwszy w Polsce syntezator mowy. Jest założycielem wrocławskiej firmy „Altix”, zatrudniającej osoby niewidome. Mając jedynie 2% wkładu własnego dzięki dofinansowaniu z PFRON można zostać właścicielem różnych urządzeń bardzo ułatwiających codzienne czynności. Uszkodzenia zmysłów dadzą się  zastąpić urządzeniami informującymi dźwiękiem o godzinie, o treści rozmowy telefonicznej, rozpoznającymi - w podczerwieni - światło i kolory, dowolnie powiększającymi litery w tekście. Brail’owskim monitorem, który możemy dopiąć do domowego komputera. Urzędowe dokumenty mogą być „czytane” skanerem, przetwarzane przez komputer specjalnym programem. Książki są dostępne za pomocą czytaka, jest już ich duża biblioteka w kraju.
Informacje są dostępne w literaturze, np. w „Biuletynie Sekcji Rodziców i Opiekunów Dzieci Głuchoniewidomych”, „Kwartalniku Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym „Dłonie i Słowo”.
            W czasie, gdy niektórzy, dzięki zaprzyjaźnionym z TPG plastyczką: Joanną Kozakiewicz, Barbarą Ptak kreują z gliny wytwory swojej wyobraźni, Rafał Bączkowski z airsoftowej „242 Grupy Specjalnej” zachęca wszystkich do niecodziennych wrażeń i sprawdzenia siebie w roli strzelca. Niesamowite odczucia, niecodzienna propozycja, która spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem.
            Dostępni są specjaliści zaproszeni na spotkanie. Prawnik, po wykładzie na temat korzystania przez osoby niepełnosprawne ze swoich obywatelskich praw związanych z uczestnictwem, np. poprzez udział w wyborach do Europarlamentu, w życiu polityczno – społecznym, odpowiada na  liczne pytania indywidualne. Są obecni zaproszeni działający w Stowarzyszeniu „Szansa” Sylwia Guzicka i Hanna Szulga, Barbara Kaczmarczyk z  Polskiego Związku Niewidomych, Arleta Stachecka dyr. Ośrodka Szkolno – Wychowawczego. Obecność tych osób, tak głęboko zaangażowanych w  społeczną pracę na rzecz niepełnosprawnych to także część owego w spektaklu w początkowej scenie odsunięcia na bok ciemnej kurtyny, by świat widowni i sceny stał się jednym.
            Ewa Skrzek – Bączkowska, Lubuski Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, wspólnie z Jackiem Bełzem właścicielem Centrum Turystycznego „Duet” organizator spotkania integracyjnego, inicjuje nasze zapoznanie, zaproszone osoby z Polski, z Białegostoku, Poznania, Warszawy, obszaru naszego województwa. Kończąc dzień spotkań, rozmów, przeżyć. Artystycznych, osobistych, towarzyskich, poznawczych. Im bliższa bliskość, jak śpiewa w podkładzie muzycznym Michał Bajor, w tańcu jednoczącym, końcowej scenie spektaklu, krąg dłoni, który tworzy. Klimat, atmosferę. I maski sceniczne zdjęte, już nie są konieczne, jako pierwszy etap ochrony, schronienia, niezależności. Tożsamości. Budowanej w  ramach pomocy współobywatelskiej w TPG.
Jak w zamykającym przedstawienie akapicie: „Ludzie, którzy chcą się porozumiewać zawsze znajdą drogę do siebie.”
Na drogach przyjaźni głuchoniewidomych są także Dyrektor Ośrodka Sportu i Wypoczynku w Międzyrzeczu – pan Janusz Iwiński, który po raz kolejny ugościł przybyłe na spotkanie osoby, a także wspierająca organizację pani notariusz Mirosława Kowalik, Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury - Bartłomiej Kucharek, pani Ewa Szarata z Biura Projektów i Kreśleń, internetowy sklep ASG, Urząd Miasta Międzyrzecz, który po raz kolejny dołączył do listy sponsorów. Całość przedsięwzięcia nie powiodłaby się, gdyby nie pojedyncze uczynki ludzi dobrej woli, a przede wszystkim wolontariuszy Lubuskiej Jednostki TPG - na czele z tłumaczem-przewodnikiem Agatą Raciborką, Małgorzatą Miłaszewską, Mateuszem Fornalikiem i wieloma innymi osobami.


Iwona Wróblak
czerwiec 2009

środa, 2 marca 2016

Kuźnia wolontariatu w Gimnazjum nr 1 – Janusz Rutkowski


            To stąd wywodzą się młodzi wolontariusze, których spotykam na różnych charytatywnych imprezach miejskich. Na Olimpiadzie Umiejętności Zawodowych Warsztatów Terapii Zajęciowej DPS, TPG, „Szansie”. Wszyscy są od pana Rutkowskiego z „Caritas”…
Jak to się dzieje? Co jest w panu Januszu, że ma taki autorytet, dobrą charyzmę, nie bójmy się tak nazwać jednej z najważniejszych, myślę, postaci ruchu społecznikowskiego w Międzyrzeczu. On wychowuje młodzież do pracy społecznej. Uczy pracy obywatelskiej.
Jak to się dzieje. Jestem na jednym takim zebraniu wolontariackim w sali nr 3 Gimnazjum nr 1. Po drodze mijam panią dyrektor A. Witter, pytam o pana  Rutkowskiego. Szeroki uśmiech, kieruje mnie w głąb szkolnego podwórka. - Powinna być tabliczka - mówi. Tak, powinna. Bo dzieją się tam rzeczy ważne i dobre.
            Jedna z dziewczyn mówi, że to zależy od dorosłych. Inicjatywa należy do nich. Bez nich też robiłaby to, ale oni inicjują. Musi być ktoś, kto  skupia. Jest widoczny, dostępny. Pan Janusz powiedział mi kiedyś na mieście – jestem bo jestem, cóż wielkiego…
Jest. I można do niego przyjść. Czeka. Aktywnie czeka. Jest energetyczny. Jest też duży, jak mówią młodzi o nim żartem, widać go w tłumie. A  poważnie? Jest autentyczny. Wszystko, co robi, jak się zachowuje, jest właśnie takie. Nie ma w nim kłamstwa. Jak też nie-kłamstwem jest idea czynienia czegoś dla innych. TO JEST CENNE. Ale trzeba ją POKAZAĆ. Swoją osobą. Całym sobą. Niewielu to potrafi. Oby żyli wiecznie… 
            Wydobyć z człowieka wszystko, co najlepsze. Uszanować go. Słyszę jak pan Rutkowski stale podkreśla, że to wszystko, co robią, to ich zasługa. On jest, istnieje, jako swoista instytucja, jakoby przez nich. I dla nich. I dla tych rzeczy oczywiście, które razem robią. Dla wielu akcji charytatywnych. Wespół z panią Anną Ziębą, pedagogiem szkolnym, w doskonale zgranym zespole. Myślę, że obydwoje umieją odpowiedzieć na wszystkie, lub prawie ich  wszystkie pytania.  
            Ale mają ci młodzi ludzie też wolność. Wolność pytań i zabierania głosu. Na zebraniu jest dużo śmiechu i uśmiechu. Humoru, żartu i szacunku. I  granic wyznaczonych, jasnych, precyzyjnych i nieprzekraczalnych. Które akceptują lub uczą się akceptować. Bezpiecznych granic obszaru ich poczucia własnej wartości, ważności, jaką daje czynienie rzeczy dobrych.
            Nie tylko działają. Zbierają żywność w Netto dla ubogich i potrzebujących, ubranka dla konkretnych dzieci, które zamierzają obdarować –  wybiera ich pan Janusz, myślę, że po to, by obdarowywanie było celowe. Przy życzliwości pań sprzątających w szkole, które im pomagają, są stale zbierane plastikowe nakrętki, duże worki, które się wyśle.
Nie tylko działają, też uczą się. Są uczniami. Uczą się działać. Diecezjalne „Caritas” przyjeżdża ze szkoleniami praktycznego planowania akcji. Uczy robić to dobrze i skutecznie. Uczy organizacji pracy.
            Marika Podstawek jest szefową Szkolnego Koła „Caritas”. Pomysł z robieniem biżuterii przyszedł samoistnie. Przyniosła koraliki. To bardzo żmudna robota, wymaga cierpliwości. Wyroby przekazano na kiermasz w szkole. Było duże zainteresowanie. Uzyskane pieniądze przeznaczono na  słodycze i owoce dla dzieci w szpitalu. Powitano ich tam serdecznie. Podziękowano.
Kasia – chodzi o to, by pomagać różnym ludziom. W naszym kole jest fajna atmosfera. Poznajemy się coraz lepiej. Zbieraliśmy pieniądze na leczenie Wioletki Kasicy, szczepionki dla dzieci z Afryki, dla gorzowskiego Hospicjum „Pola nadziei”.
Od września do października organizują w szkole słodkie poniedziałki. Na dużej przerwie – 1 zł za pyszne ciastko. W akcji uczestniczą całe rodziny – pomagają, pieką. Zbiera się także stare telefony komórkowe i ładowarki. W specjalnym pomieszczeniu widzę duże worki plastikowych nakrętek – w  domu u siebie też przeznaczam pojemnik, gdzie będę wrzucać nakrętki. Potem wystarczy je przynieść do Gimnazjum nr 1. Mniej w śmietniku – mała fatyga – pożytek duży. Ta akcja wspiera Kamila z Lublina, na zakup protezy wysłano 50 kg nakrętek. Julianowi ze Skwierzyny już zakupiono za  pieniądze ze sprzedaży nakrętek specjalny kombinezon do oddychania. To była ogólnopolska akcja.
            Wiele jest do zrobienia. Wiele obszarów przydatności naszej, satysfakcji. Radości, jaką stwarza praca w grupie. Dodająca skrzydeł, twórcza. Wychowawcza.


Iwona Wróblak
kwiecień 2012