środa, 16 stycznia 2019


Oserduszkowani – dla Owsiaka i idei Jego Fundacji

            Maleńkie dzieciątko wtulone bezpiecznie w czerwone serduszkowe logo WOŚP jak w becik czy poduszkę…
Lekarze mówią - praktycznie nie ma takich operacji, przy których nie wykorzystuje się sprzętu od Jurka Owsiaka. Znajomym widokiem w każdym polskim szpitalu na oddziale pediatrycznym jest oklejona charakterystycznymi serduszkami aparatura medyczna, sprzęt diagnostyczny, elementy wyposażenia oddziałów; Pompy infuzyjne czy insulinowe, pulsoksymetry, kardiomonitory, mobilne ultrasonografy, aparaty RTG, respiratory i inkubatory najnowszej generacji w większości placówek – to standardy, który wyznaczyła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Najwyższa jakość sprzętu to poprawa statystyk wyleczalności o (drobne…) punkty procentowe, w których mieści się - życie dziecka...
            Finał tegoroczny. To już 27 lat grania WOŚP. Koszty własne w ilości 10% Fundacja pokrywa z odsetek i lokat od sponsorów, cała zebrana SUMA idzie na zakup sprzętu. Uratowane kiedyś przez sprzęt Owsiakowy niemowlaki teraz, często pełnoletnie, same zbierają grosiki do puszek … Jest ich wielu. Wcześniaki, które przeżyły, bo szpital dostał uprzednio odpowiednie wyposażenie. W nas w Międzyrzeczu też.
            Serduszkowi wolontariusze z puszkami widoczni także przed wejściem do Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Łącznie ich na terenie miasta było 64. Uczniów międzyrzeckich szkół z opiekunami, harcerzy i osoby dorosłe. Sztab w Międzyrzeczu miał numer 655. Na scenie, w trakcie Finałowego koncertu podziękowaliśmy Im. W tym roku suma zebrana przez międzyrzeczan jest wyjątkowo duża, to 62.700 zł. W holu MOK cenne regionalne książki, piękne wydawnictwa historyczne wystawione są na sprzedaż, która zasili konto WOŚP, ceny bardzo niewygórowane, to gratka dla bibliofilów. Forum Międzyrzeckich Inicjatyw z Jolantą Wojtyś badało poziom cukru we krwi i ciśnienie tętnicze.
Sala MOK była pełna, i wszyscy mieli naklejone na ubrania serduszka… Nie wypada inaczej… To wielki dzień dla Polski. I nie tylko tu, w Polsce. Jurek Owsiak, i jego Fundacja, jest znany na całym świecie. W tym roku suma zebrana przez cały okres działalności WOŚP i przeznaczona na zakup sprzętu medycznego osiągnęła miliard złotych…
Na scenie przygotowane gadżety, dużo różnych voucherów – z salonów kosmetycznych, Dworca-Tworca (kompleksowa organizacja imprezy urodzinowej), na zabiegi weterynaryjne z Vikravetu, karnety na naukę tańca u Sylwii Koniecznej, darów od lokalnych firm – lody tradycyjne z kawiarni „Czysta Cafe” , produktów żywnościowych i tematycznej publikacji sklepu firmy „Toda”, zestawu produktów oraz kolacji z Folwarku „Pszczew” Żanety i Łukasza Robaków, wypoczynek w gospodarstwie agroturystycznym A. R. Ignatowiczów w Zamostowie, drewna opalowego razem z dostawą, piłki z autografem Z. Bońka z PZPN daru od burmistrza R. Lorenza, innych rzeczy, pamiątkowe gadżety przysłane przez Sztab WOŚP – koszulek itp. Grawerowane serduszka złotnika Pawła Ziobrowskiego są długo i wysoko licytowane, m.in. przez motocyklistów Klubu West Side Bats – zawsze, jak zauważyłam, obecnych na różnych społecznych imprezach. Licytują ostro też nasi ratownicy ze Rejonowego Sztabu Społecznej Krajowej Sieci Ratownictwa w Międzyrzeczu…
Program artystyczny uświetniający 27 Finał WOŚP jest podzielony na dwie części – tańczącą i śpiewającą, trwać będzie od południa do późnych godzin wieczornych. Wróciwszy ze zwycięskich wojaży wystąpili na scenie MOK z okazji Finału WOŚP nasi medaliści (złoto, srebro i brąz) z Zespołu Tańca „Trans” Anny Bubnowskiej, tym razem laury przywieźli z Moskwy. Grupy starsze i młodsze, malutkie kilkuletnie dzieci, i balet najstarszych dziewcząt w przepięknym układzie „Niepodległa”. Tańczyli z serduszkami na kostiumach. Zobaczyliśmy dużo nowych układów, pani Bubnowska i jej instruktorki nie ustają w pracy, układy nieustająco oryginalne – jak styl sztuki choreografii Bubnowskiej, ciekawe w odbiorze i dostosowane do wieku i możliwości amatorskich tancerzy. Szczególnym artyzmem nacechowane są układy przeznaczone dla najstarszych tancerzy – to profesjonalny – jak mówią ci, co nagradzają w świecie nasz międzyrzecki „Trans” – poziom wykonania. Rasowy Teatr tańca, który bywa epicki, malarsko-impresjonistyczny, poetycki, emocjonalny, i inny – śmiało czerpiący inspiracje formy z innych dziedzin sztuk. Piękne, adekwatne do tematu układów, kostiumy, i co ważne, może najbardziej - spontaniczność, radość dzieci z ruchu, z uczestnictwa w sztuce tańca, jest to widoczne. Należeć do „Transu” to wielka przygoda, pomysły głównej instruktorki fascynują, a my podziwiamy jej mistrzostwo, szczególną intuicję w przekładzie zamierzonej idei na poszczególne elementy ruchu scenicznego, i swoisty rytm każdego spektaklu tanecznego, jego wewnętrzną spójność, i dynamikę.   
Tanecznie wystąpili młodzi adepci tańca towarzyskiego z Klubu „Fan Dance”, prezentujący tańce klasyczne i inne – instruktor Piotr Soja. Artystyczne Formy Ruchu, duża grupa dzieci działająca przy MOK Bożeny Biegańskiej – gimnastyczne układy z piłeczkami i kolorowymi taśmami. Indywidualni artyści tancerze: Grzegorz Nowakowski z autorskim, zawsze innym, układem breake dance, zdolny polski wielbiciel kunsztu tanecznego Michaela Jacksona i Kacper Knych.
W drugiej, muzycznej części wieczoru wystąpił Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More” Katarzyny Chmielewskiej, nasz kolejny eksportowy produkt artystyczny, wielokrotnie w kraju i za granicą nagradzany, mający wielkie zasługi edukacyjne dla naszego społeczeństwa, dzięki młodym muzykom i tancerzom możemy dotknąć smaku i blasku muzyki dawnych wieków, szczególnie epoki renesansu i baroku. Zespół dorobił się już grupy studentów na akademiach muzycznych. Oprócz muzyki granej na replikach oryginalnych instrumentach z epoki – kilku rodzajach fletów, gitarze klasycznej, bębnie, zobaczyliśmy też barwny spektakl żonglerki flagami.
Muzyczną ucztą było słuchanie klasyki w fortepianowym wykonaniu przez Partycję Oleksiak i Igora Oleksiaka, uczniów naszej Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu, indywidualnie i w duecie. Piękny pokaz śpiewania autorskiego z towarzyszeniem sobie na maleńkiej ukulele zobaczyliśmy w wykonaniu Zofii Derwich ps. „Cynka”. Koncert trwał bardzo długo, koncertowała Marta Plewa i Zespół „The Corners”.
Orkiestra Owsiaka to muzyka wspólna, zespołowa (polska, w naszym kraju wymyślona…) co łzy wyciska, nadzieją tryska, z Dyrygentem, co serce otwiera na zwykłe dobro, co w nas nie umiera… Wrzucamy grosiki, które potem tak mądrze są wydawane na unikalny sprzęt medyczny, kupowany – za doradztwem specjalistów, przez Fundację i wysyłany do szpitali w całej Polsce. Grają z nami na całym świecie. Szczególnie miłym dowartościowującym uczuciem jest pomóc, dostąpić do zacnego grona Tych Którzy Pomagają… Jak powiedział Jurek Owsiak – pomaganie jest dziecinnie proste.
Mamy nadzieję, że Jurek Owsiak, mimo ostatnich wydarzeń, żałoby po zamordowanym prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu i emocjonalnej decyzji rezygnacji z funkcji prezesa Fundacji WOŚP – jednak nie zrezygnuje, przemyśli, przecież obiecywał GRAĆ (dotrzyma Tej obietnicy…), nie zrezygnuje - na prośbę naszą wspólną, wszystkich uczestników 27 Finałów wspanialej charytatywnej inicjatywy, tak potrzebnej – Polsce, Polakom, polskiej służbie medycznej, pacjentom szpitali, prośbę – Jurek ZOSTAŃ!! Zostań z nami, nie opuszczaj nas…

Iwona Wróblak
styczeń 2019



























wtorek, 15 stycznia 2019


Międzyrzeczanie solidaryzują się z żałobą gdańszczan


            U stóp międzyrzeckiego Ratusza, w sąsiedztwie świątecznej jeszcze choinki, chwila ciszy. Tylko co chwilę ktoś podchodzi, wyciąga z torby znicz, potem zapalniczkę, i zapala…  
            Ta chwila JEST ciszą… W Gdańsku pod Neptunem z głośników wybrzmiewa The Sound Of Silence (Disturbed) – nikt nie ośmielił się zakłócać dźwięku ciszy żałobnej, po zamordowaniu na scenie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – zadźganiu Go nożem w dniu święta radości narodowej, czyli grania charytatywnej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Fundacji Jurka Owsiaka, zbiórki publicznej na specjalistyczny sprzęt szpitalny ratujący zdrowie i życie małych dzieci...
Międzyrzeczanie solidaryzują się z żałobą gdańszczan. Styczniowy wieczór jest zimny, ale grzeje nas blask światełek pamięci, i wzajemna obecność…
Paweł Adamowicz, w wyniku odniesionych ran zmarł w gdańskim szpitalu. Jeszcze wczoraj osobiście brał udział w WOŚP, kwestował z puszką. Dużo wcześniej ekstremiści publicznie pisali jemu, i innym samorządowcom, nekrologi…   
Wystarczył jeden zapraszający wpis na lokalny FB, kilka udostępnień i międzyrzeczanie przyszli, tak jak, w podobnym celu, ludzie w innych miastach i osiedlach. Czuli taką potrzebę – manifestacji: STOP mowie nienawiści… Bo stała się tragedia. Zginął człowiek. Został zamordowany.
Na bruku po międzyrzeckim Ratuszem dostawiane są znicze. Ich łuna jest widoczna z daleka. W środku portret Adamowicza z czarną opaską. Tego, który dawał, przez 20 lat swojej służby dla społeczności gdańszczan, odpór nienawiści. The Sound Of Silence brzmiała wczoraj nie tylko w Gdańsku.
Stoimy w milczeniu i patrzymy w zadumie na płonące znicze. Przez kilkadziesiąt minut.

Iwona Wróblak
styczeń 2019




środa, 9 stycznia 2019


Nie zapomnijmy o bogactwie kolęd…

            - Bardzo trudno jest śpiewać XIV wieczną kolędę… - mówią mi panie ze znanego (od lat) z występów na festiwalach folklorystycznych Zespołu Ludowego „Ale Babki” z Piesek, niewielkiej wsi pod Międzyrzeczem, gdzie od wielu lat sołectwo, lokalne KGW, i m.in. Zespół „Ale Babki” czynnie uczestniczą w kultywowaniu ludowych tradycji śpiewaczych w Muzycznych Spotkaniach z Folklorem. Trudno jest śpiewać te stare pieśni - ze względu na bogaty w spółgłoski, wymagający przez to starannej dykcji, staropolski tekst. Niejaką trudność też sprawiło kierownikowi artystycznemu „Ale Babek” panu Kazimierzowi Dziembowskiemu (wieloletniemu nauczycielowi klasy fortepianu w PSM I st. w Międzyrzeczu, a przedtem dyrektorowi tej szkoły), napisanie nut do tej pieśni…  Jak mi powiedział, transkrypcją nutową muzyki dawnych wieków zajmują się specjaliści, muzykolodzy. Ale efekt ich pracy, myślę, był znamienity, dostojny, mieszczący się w klimacie średniowiecznej epoki wykonywania monumentalnych, wysokich brzmieniowo, majestatycznych pieśni śpiewanych w kościołach, których proweniencja wywodzi się z hymnów benedyktyńskich…  Ambitny trudny wykonawczo utwór, który podobno wejdzie już w skład repertuaru Zespołu, być może usłyszymy pieśń już w tym roku na lipcowym Festiwalu w Pieskach…
            Cieszę się z uczestnictwa Zespołu „Ale Babki” w spotkaniu muzycznym, w Muzeum międzyrzeckim im. Alfa Kowalskiego, spotkaniu połączonym z retrospekcją historyczną o tym – kolędowym – gatunku twórczości literacko-muzycznej, do którego napisała scenariusz i całość prowadziła Maria Marciniak. Zespół śpiewaczy, tak bardzo – dzięki panu Dziembowskiemu – dbający o wierność duchowi muzycznej twórczości ludowej jest odpowiednią artystyczną oprawą dla tematu kolęd w polskiej, czy szerzej – chrześcijańskiej ( a może nie tylko – europejskiej) kulturze.
            „Śpiewajmy i grajmy mu…”  Nietrudno zauważyć judaistyczne wątki w tej znanej frazie biblijnej, i tytule muzealnego spotkania z kolędami. Korzenie kolęd czy pastorałek – pieśni sakralnych, noworocznych, tkwią korzeniami w głębokiej historii naszej środkowoeuropejskiej kultury, jeszcze (także) prasłowiańskiej...  
            Jak powiedział we wstępie, witając gości, dyrektor Muzeum Andrzej Kirmiel, fakt, że tysiąc lat temu przyjęliśmy administracyjne i kulturowe chrześcijaństwo w obrządku łacińskim jest splotem wydarzeń politycznych tamtego okresu, teoretycznie możliwa była też inna opcja - wschodnia, grecka, w tym wypadku pisalibyśmy dzisiaj cyrylicą… 
Muzeum ma w swych zbiorach eksponaty kolędnicze w dziale etnograficznym – przykłady bożonarodzeniowej twórczości ludowej, chrześcijańskich szopek noworocznych, w tym piękne podświetlane szopki krakowskie. Ich klimat towarzyszył nam w słuchaniu koncertu kolęd w wykonaniu „Ale Babek”, i krótkim przekroju historii polskich kolęd i pastorałek od czasów średniowiecznych po współczesne kompozycje, mieszczące się w konwencji starych pieśni świątecznych, oraz w późniejszym zwiedzaniu ekspozycji.
Starożytni Rzymianie zimowe przesilenie zwykli nazywać czasem niezwyciężonego Słońca (Saturnalia). Słowianie celebrowali Gody, Kres, Stado, Święto Godowe, Szczodre Gody, Święta Zimowego Staniasłońca bądź Kolędy. Wróżono pomyślność w nadchodzącym roku, grupy w rytualnych przebraniach obchodziły wszystkie domy śpiewając kolędy i zbierając zapłatę w produktach naturalnych, całowano się pod podłaźnicą i jemiołą, spożywano 13 potraw, dbając o dodatkowe nakrycie dla zmarłych przodków…
Prasłowiańskie Święta zaczynały się 21-22. Grudnia i trwały od kilku do kilkunastu dni, były początkiem  nowego słonecznego okresu wegetacyjnego. Bóg słońca Swaróg odzyskiwał panowanie nad światem, zamykał się pewien cykl. Godami (staropolska nazwa Świąt Bożego Narodzenia) określano czas przejściowy pomiędzy starym a nowym rokiem. Zwyczaj obdarowywania prezentami bliskich w Wigilię ma swoje korzenie w tradycji prasłowiańskiego Szczodrego wieczoru i - tradycyjnych pierogów nazywanych szczodrakami... U Słowian przesilenie zimowe było również związane z duszami zmarłych przodków, którzy tego dnia przybywali na ziemię. Aby ich dusze mogły się ogrzać na cmentarzach palono ogniska i organizowano rytualne uczty…W późniejszym czasie przeniesiono je do domów.
Szczodre Gody, pradawne święto Słowian, z upływem wieków przekształciły się w obchody Bożego Narodzenia, które wyrugowało postacie Swarożyca, Dadźboga i Swaroga, słowiańskich bogów wiązanych z kultem solarnym, czy Mitry, Ajona, Ozyrysa i innych bóstw, przez różne kultury utożsamianych ze słońcem i odradzającym się życiem.

Według tradycji autorem pierwszej chrześcijańskiej pieśni bożonarodzeniowej był w XIII wieku św. Franciszek z Asyżu. Zwyczaj kołysania Dzieciątka upodobały sobie później klaryski i karmelitanki, śpiewając kołysanki pełne macierzyńskiego ciepła.
Bartholomeus de Iassel (1360-1407) czyli Bartłomiej z Jasła - filozof i teolog jest autorem czterech poetyckich kolęd łacińskich, które powstały prawdopodobnie w latach 1385-1400. To najstarsze pieśni o Bożym Narodzeniu zachowane do naszych czasów; Buccinemus in hac die – to najstarsza kolędą polskiego autora, tekstu i melodii, Ab aeterno praeconceptam, Mirans stupet in natura, Gaude mundi incola. Autorem najstarszej polskojęzycznej kolędy jest Jan Sczekna, cysters wykształcony w Pradze, profesor Akademii Krakowskiej i spowiednik św. królowej Jadwigi. Ta pierwsza polska kolęda może być tłumaczeniem łacińskiej modlitwy Ave rex angelorum.
Kolebką pojęcia „kolęda" był pogański Rzym. Świętowano pierwszy dzień miesiąca - calendae, i świąteczne noworoczne calendae styczniowe, święto radości i uczt, składania sobie życzeń, obdarowywania prezentami i śpiewania pieśni na cześć gospodarza. Jeszcze w XVI wieku ten pogański zwyczaj „kolędowania"  był obecny na słowiańskich terenach.
Od średniowiecza do XVI wieku pieśni bożonarodzeniowe, oparte na wydarzeniach opisanych w Biblii, miały formę modlitwy i często wzorowane były na hymnach kościelnych. Z biegiem lat coraz częściej autorzy sięgali do opowieści apokryficznych i do pobożności ludowej.
Kolędy - pieśni bożonarodzeniowe przywędrowały do Polski z Zachodu, razem z powstawaniem nowych klasztorów i przybyciem mnichów, zwłaszcza franciszkanów, którzy pielęgnowali kult żłóbka, ale także włoskich benedyktynów. W 1424 roku powstała polska kolęda Zdrów bądź królu anielski. W XVI wieku zaczęto coraz częściej tłumaczyć łacińskie i czeskie kolędy na język polski, to np. średniowieczny utwór Dies est laetitiae czyli śpiewany do dziś Anioł pasterzom mówił. Pierwsze kolędy po łacinie śpiewano w kościołach w XVII wieku. Wiele z kolęd z przełomu XVII i XVIII wieku ma charakter kołysanek: Gdy śliczna Panna Syna kołysała, Lulajże Jezuniu, Jezus malusieńki, Oj maluśki. W okresie baroku kolędy, wchłaniając piosenki ludowe, przybrały postać pastorałek (Dzisiaj w Betlejem, Przybieżeli do Betlejem pasterze, Wśród nocnej ciszy, My też pastuszkowie, Pasterze mili). W okresie klasycyzmu kolędy zyskały nową formę: pojawiły się marsze i polonezy, a nawet kujawiak i mazur. Większość kolęd to dzieła anonimowe, autorem W żłobie leży jest prawdopodobnie Piotr Skarga, jezuita, teolog i pisarz, nadworny kaznodzieja Zygmunta III. Mizerna cicha z XIX wieku jest dziełem poety Teofila Lenartowicza, Bóg się rodzi (1792) napisał Franciszek Karpiński (1741-1825).
Najpopularniejszą kolędą jest Cicha noc, która została przetłumaczona na 300 języków. Napisał ją w 1818 roku w wiosce Oberndorf w Alpach austriackich ksiądz wikary Józef Mohr, muzykę skomponował organista i nauczyciel śpiewu Franz Xaver Gruber.
Słuchaliśmy kolęd w wykonaniu Zespołu „Ale Babki”, słuchaliśmy tekstów pieśni kolędniczych, patriotycznych - w pewnych okresach naszej historii, recytowanych przez panie z Dyskusyjnego Klubu Książki przy Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu… Spotkanie z historią kultury, z najbardziej ważną żywotną jej formą, związaną z sacrum, w wyniku następstwa po sobie, absorbcji praktyk, wierzeń i obrzędów, zwyczajów, których sensu i pierwocin czasem sobie nie uświadamiamy… Jej Nim ciągłość kulturowa cywilizacji ludzkiej, obrządków związanych z tożsamością wspólnotową i regionalną.

Iwona Wróblak
styczeń 2019





















poniedziałek, 7 stycznia 2019


Kolęda – pieśń powitalna i pochwalna na cześć gospodarzy…

            Kolęda – (z łac. calendae) to pierwotnie radosna pieśń noworoczna, pieśń powitalna i pochwalna na cześć gospodarzy, wywodząca się z tradycji ludowej - w późniejszym okresie komponowana przez wielu wybitnych muzyków, przekazywała życzenia szczęścia i pomyślności. Korzenie chrześcijańskich kolęd – pieśni tkwią w hymnologii, wywodzą się też z laud benedyktyńskich. Literacką inspiracją kolęd były apokryfy i literatura średniowieczna oraz teatr średniowieczny.
Kolęda to również stary obrzęd ludowy związany z okresem słowiańskiego Święta Godowego, a następnie - w okresie chrześcijańskim - ze Świętami Bożego Narodzenia. W klasycznej łacinie calendae oznaczał „pierwszy dzień miesiąca”. Termin związany był z obchodami rzymskich Kalendae styczniowych, kiedy konsulowie obejmowali swój urząd.
W kościele p.w. Świętego Wojciecha trzy zespoły chóralne; Dziecięcy Chór Piccolo, Międzyrzecki Chór Kameralny i Zespół Wokalny „Jednego Serca” z parafii św. Wojciecha – Wojciech Witkowski – dyrygent i Ewa Witkowska akompaniująca chórzystom – zapowiadał się koncert kolędowo – noworoczny na bardzo wysokim poziomie...
Tak też było. Duża kultura muzyczna, dbałość o frazę i (staropolskie) słowo, śpiewane/mówione... Dbałość o wierność partyturze, o oddanie klimatu starych pięknych pieśni religijno – obrzędowych.
Figurki zwierząt w Stajence u stóp Ołtarza, otaczające Świętą Rodzinę, wielkie choinki przystrojone światełkami, i Gwiazdką Betlejemską czuwającą z pewnej wysokości… Przygaszono światła. Na salę w korowodzie wkroczyli chórzyści Chóru „Piccolo” niosąc - jak mali pradawni pasterze, ze śpiewaną kolędą „Wśród nocnej ciszy…” - swoje kaganki śpiewno-muzycznego widowiska. A z nimi zaprezentowana wierność wielowiekowej polskiej tradycji zbiorowego wspólnotowego śpiewania, korzeniami tkwiącego w eonach czasu nieprzerwanego zamieszkiwania na ziemi opoli; nasze polskie kolędy są podobno najpiękniejsze – i jest ich, w porównaniu z innymi, bardzo dużo…. Lubimy je (zwłaszcza w tak dobrym wykonaniu) bez względu na religijne zaangażowanie, bo są zakorzenione w polskiej kulturze. Jak pisał poeta ks. Jan Twardowski, te pieśni śpiewamy, żeby dzielić się miłością, przebaczać.
Mamy też wgląd jak brzmią calendae w wersji anglojęzycznej, najprawdopodobniej protestanckie. Czyste, szkolone dziecięce głosy, wysoki ton kościelny olbrzymich europejskich gotyckich katedr, i wielkich twórców muzyki religijnej, tytanów kultury muzycznej średniowiecza, baroku…
Przenieśliśmy się teraz w historyczne czasy narodzin Jezusa – wsłuchaliśmy się w słowa i muzykę tych pieśni. Czuwając obok Nich dyskretnie, w Wojciechowej świątyni, ławach, które wiele z modlitw i pieśni już przez wieki słyszały, śpiewając razem z Chórami, czy tylko ich słuchając. Kolędy w wykonaniu starszych chórzystów, na dwa głosy, męskie i żeńskie… Piękne muzycznie subtelne widowisko…
I zaproszenie, na koniec, od chórzysty Piotra Czajkowskiego z Międzyrzeckiego Chóru  Kameralnego, do codziennego uczestnictwa w amatorskim – prowadzonym jednak przez zawodowych muzyków – zespole chóralnym. Do „Piccolo”, do Międzyrzeckiego Chóru Kameralnego, czy Chóru „Jednego Serca”, próby są raz w tygodniu, informacje o spotkaniach – dostępne… Przygoda muzyczna czeka.

Iwona Wróblak
styczeń 2019












wtorek, 1 stycznia 2019


Sportowo pożegnać stary rok…

            Wszystko zaczęło się 35 lat temu, było ich Pięciu - międzyrzeckich sylwestrowych biegaczy: Bronisław Kalisz, Tadeusz Świder, Roman Strzelczyk, Stanisław Odoliński i Andrzej Frabiński – w którego domu od kilku lat kończy się sportowo-sylwestrowa impreza, z tortem i okolicznościowym kieliszkiem noworocznego szampana. Bieg Sylwestrowy jest… międzynarodowy, bowiem najmłodszy jego uczestnik to 10. letni Miguel Enric Nocolau z Hiszpanii, którego tatę widywałam już w poprzednich latach w dniu 31.12. u Państwa Frabińskich, w sportowych dresach, synek już dorósł do uczestnictwa w naszym lokalnym wydarzeniu, rośnie nam drugie pokolenie europejskich gości na Biegu… 
Uczestniczył w wydarzeniu, jako nestor, najstarszy spośród grupy biegaczy „70 +” - Stanisław Skrzek. Ci najbardziej dojrzali panowie, jak zauważyłam, wnoszą rokrocznie tradycyjnie zdecydowanie najgłośniej słyszalny, śpiewny akcent do Biegu, i spotkania pobiegowego – w postaci pieśni o dziewoi, co wianki wiła…
            Tadeusz Świder, przewodnik turystyczny, znany z celnych i błyskotliwych wypowiedzi, zauważył słusznie poniekąd, że – nie sztuką jest, dla wielu, przebiec (nawet) 35 maratonów, sztuką jest – zorganizować 35 Biegów Sylwestrowych, w których rokrocznie bierze udział tak liczna grupa ludzi różnych zawodów.
            Zbiorka, zapowiadana w internetowych mediach, i w komunikacji szeptanej, zapowiedziana była w naszym urokliwym parku muzealnym, u stóp zamczyska. Rachmistrz z Klubu Biegacza „Piast” naliczył w ostatnim dniu starego roku 35. uczestników, także na rowerach. Pogoda grudniowa w tym roku była niezła, bez mrozu, wiatru i deszczu, czy śniegu, niektórzy z biegaczy powiedzieli nawet, że jest za ciepło… Nie raz w parku tej jesieni widywałam biegających, którym niższa temperatura, czy deszczowa aura, nie przeszkadzała bynajmniej w coniedzielnym rytuale samotnego przeważnie podziwiania międzyrzeckiej przyrody, w trakcie kontemplacyjnego truchtania po okolicznych szlakach i bezdrożach.
            Trasa Biegu liczyła około 7 km – pętla do kultowego już Dębu Michała, gdzie zatrzymywano się w celu odśpiewania (Michałowej?) kolędy, i z powrotem do dziedzińca zamkowego, co nie jest dużą ilością kilometrów dla naszych prawie wyczynowców. Jak powiedział pan Frabiński, chodziło o to, żeby sportowo pożegnać stary rok… Przebycie trasy zajęło wszystkim biegaczom mniej niż godzinę. Pierwsi, najszybsi, mający plany w przyszłości zawody maratonowe czy półmaratonowe, zameldowali się na mecie po ok. 32 minutach; Marcin Antczak - z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, Cezary Walkowski i Edwin Kuszczyk.
Chwilę poczekano na pozostałych uczestników sportowego sylwestrowego biegania, by razem – na zaproszenie Andrzeja Frabińskiego – udać się do posesji państwa Ewy i Andrzeja Fabińskich, mieszczącej się blisko muzealnego kompleksu parkowego. Kawa, herbata, szampan, i płonący fajerwerkiem tort z logo ‘2019, ciasta – przygotowane także przez panów, a i salonie jemioła pod żyrandolem, już czekały na biegowiczów. I Kronika, pieczołowicie uzupełniana co roku o relacje prasowe, zbiorowe pamiątkowe fotografie, i dokładne spisy imienne uczestników Biegu w danym roku. Tak tworzy się społeczna sportowa karta w dziejach naszej społeczności lokalnej, bardzo cenna rzecz, z której – na pewno - będą w przyszłości czerpać wiedzę historycy i regionaliści. Prezentowane było też wydawane branżowe pismo „Bieganie.pl”.
            To najstarszy w okolicy Bieg Sylwestrowy. Miła atmosfera, ciekawi ludzie, których łączy sport, w swojej większości amatorski. Bliscy znajomi od lat… Na ekranie, przy ciastku, kronika wideo o wspólnym bieganiu w większych półmaratonach i maratonach, w rónych miejscach. Ja rozmawiałam z biegaczem amatorem płetwonurkiem, słuchałam wrażeń z surfowania na falach Oceanu Indyjskiego, oglądałam zdjęcia z Malediwów, błękitne fotografie z wód otaczających podwodne tropikalne rafy koralowe, i alpejskie białe krajobrazy na stokach narciarskich… Sport ma jedno oblicze – jest nim uczestnictwo w wielkiej przygodzie z Naturą, gdzie wykuwa się – jak najdłuższą - sprawność naszego ciała i umysłu… Ta może polegać również na słuchaniu treli ptasich, czy szelestu spadających liści na alejach platanowych muzealnego Parku…  Według gustu.

Iwona Wróblak
styczeń 2019