niedziela, 2 czerwca 2019


Międzyrzecz – Między Rzekami...

            Tegoroczne Dni Międzyrzecza – zdecydowanie pod znakiem Święta Dziecka. Duży wysiłek organizacyjny Gminy skierowany został na sprowadzenie karuzel i wesołych miasteczek, trampoliny, zamków dmuchanych itp. Nawet ulewa w pierwszy dzień święta naszego miasta, która nieco skomplikowała rockowe koncerty, nie zmniejszyła zainteresowania rodzin pójściem do Wesołych międzyrzeckich Miasteczek – rozmokły teren wokół karuzel wyłożono słomą, a burmistrz Remigiusz Lorenz kilka godzin swego włodarzowego czasu poświęcił na osobiste malowanie dziecięcych buź.
Plac przy szkole na osiedlu Kasztelańskim był miejscem interaktywnej oferty plastycznej – na plocie szkolnym wywieszono kilka metrów białego płótna, ustawiono miski z kolorową farbą, było stanowisko bańkowo-mydlane, lepienie z mąki ziemniaczanej i wody, plansze Dworca Tworca, który wie, jak – inteligentnie – bawić dzieci. Galaktyczny mistrz Jedi i pancernie ubrani biali wojownicy uczyli fechtunku świetlnymi mieczami i pozowali do zdjęć.
            Dla mnie najbardziej wartościowym artystycznie koncertem był występ naszego (międzyrzeckiego) Dziecięcego Chóru „Piccolo”, profesjonalnie prowadzonego przez dwoje nauczycieli – muzyków: Ewę Witkowską (akompaniament) i Wojciecha Witkowskiego (dyrygentura), jedną czy dwie piosenki zaśpiewał też prowadzony przez nich dorosły Międzyrzecki Chór Kameralny. Eksportowy Zespół Tańca „Trans” wystąpił z kilkoma układami, zadziwił on artyzmem prowadzącego koncert Norbiego, nas międzyrzeczan – chyba nie, bo my przyzwyczailiśmy się do wysokiego poziomu, charyzmy kierowniczki Zespołu Anny Bubnowskiej, jej oryginalnych pomysłów na choreografie, wyczucia ruchu, doboru odpowiedniej muzyki, etc., wartości, dzięki którym „Trans” od lat zbiera na świecie czołowe nagrody na festiwalach tańca. Tańczył też MOK-wski Zespół Tańca „Gold”, który również zrzesza wiele dzieci, uczy sportu przez artystyczny ruch, Klub Tańca Towarzyskiego „Fan-dance”. Zaproszono z Gorzowa dojrzalsze tańczące panie „Brochas Ladies” - salsa i bachata dla kobiet. Czekałam na innych naszych lokalnych twórców, przecież każda społeczność ma grono uzdolnionych twórczo osób, a dni miasta są odpowiednim miejscem dla prezentacji lokalnego artystycznego dorobku…
            Nasz (trochę – bo z Sulęcina) był Łukasz Łyczkowski z Zespołem 5. Rano. Cieszę się, że został zaproszony i miał u nas półtora godziny swojego autorskiego rock and rolla. Myślę, że nie był gorszy niż zaproszeni na Dni Międzyrzecza inni muzyczni rockowi goście: „Happysad”, „B.R.O - Next Level”, „Sound'n'Grace”. Agnieszka Chylińska, mocna kobieta ogólnopolskiej sceny muzycznej, której tak dużo ostatnio w mediach, późnym wieczornym – z powodu ulewy, swoim występem zakończyła pierwszy dzień koncertów.
            Spod 17 WBZ, u stóp Pomnika poległych na misjach międzyrzeckich żołnierzy, po złożeniu przez burmistrza i delegację wojskową kwiatów, wyruszyła z rana XXVIII Międzyrzecka Dziesiątka, bieg ku czci weteranów wojennych, w którym uczestniczyła pokaźna grupa biegaczy. Dni Międzyrzecza, mimo początkowo nienajlepszej pogody, zgromadziły na placu pod halą sportową bardzo dużo widzów. Rodzinne spotkania (w obłokach kolorowych proszków Holi), Kolorowy Festiwal w Międzyrzeczu, degustacja smaków gminnej imprezy, i dużo głośnej i bardzo głośnej muzyki, której echo było słyszalne w dużej części miasta do późnych godzin nocnych.

Iwona Wróblak
czerwiec 2019























poniedziałek, 27 maja 2019


Festyn dla mam


            Nie trzeba bardzo dużo miejsca, by wykreować chodnikowy plener malarski. Wystarczy trochę kolorowej kredy, płaska polbrukowa kostka na kilku metrach terenu wjazdu/wejścia do Klubu Wojskowego i gromadka chętnej dziatwy, by powstało na bruku pierwsze złote słoneczko dla Mamy, pomysł na laurkę. Pomysł Klubu Wojskowego na (militarne) obchody Dnia Matki, kiedy miejsca w środku nie jest wiele, ale za to pomysłów organizatorom na zabawę nie brakuje. Wprawdzie nam uciekł spektakl inspirowany twórczością Sł. Mrożka o Matce, który przygotowała żagańska grupa teatralna, nie wystawiony z powodu silnych podmuchów wiatru mogących poprzewracać dekoracje – ale mamy gorącą nadzieję, że przedstawienie to, nagrodzone na przeglądzie, jeszcze – jak obiecała kierownik Klubu Agnieszka Perz – w Międzyrzeczu zobaczymy.
            Przygotowano słodkie babeczki dla małych uczestników konkursów, którzy przyszli ze swymi mamami, i napoje, dla nabrania sił do następnych zmagań. Warunkiem był udział dziecka w konkurencji. Ubrać się w wianek/perukę/czapkę/kapelusz (piracki), spódnicę itp. i pozować do zabawnego zdjęcia rodzinnego… Rozminować wojskową trawę przy Klubie Wojskowym 17 WBZ – za pomocą najprawdziwszego urządzenia, jakiego używają saperzy, tego trudnego rzemiosła wojskowego rzetelnie uczył Marek Wojdan. Na dziecięcych uszach zakładane były słuchawki, w których piszczał dźwięk oznajmiający znalezienie metalowego szukanego przedmiotu, mama pomagała nieść, trochę ciężki, wykrywacz metalu.
Najważniejszą konkurencją było namalowanie kredą kwiatka dla mamy. Bo to święto Mamy! Tym z uczestników, którzy do końca nie wierzyli w swoje plastyczne talenty, podpowiadano, że można kwiatka stworzyć np. z kółka i trójkąta (jak na lekcjach matematyki), najważniejsze są dobre chęci uzewnętrznienia swojej ochoty do manifestowania miłości do Mamy.
Trawki przed Klubem Wojskowym było dość, by ustawić tor przeszkód do biegu slalomowego wokół piłeczek, i potem wrzucania ich do skrzynek. Fajowa była kolorowa wielka chusta, na której dzieci zajmowały – rozpoznając je - miejsca na danym kolorze. Można też było przebiegać pod chustą, chować się pod nią czy być zawijanym przez, trzymających ją za uchwyty, towarzyszy zabawy, pomagały mamy. Tylko baloniki przypięte na płocie raz po raz pękały trzaskająco na wietrze uderzając o ogrodzenie, ale i tak sporo ich zostało do rozdania dla dzieci.
Gościem specjalnym była tancerka flamenco, pani Lidia z Żarskiego Domu Kultury, w czarnej sukni z czerwonymi dodatkami, i takim kwiatem we włosach, i czerwonym wachlarzem, i chustą, która nie tylko pokazała kilka układów tego hiszpańskiego tańca, ale także uczyła kobiety paru podstawowych ruchów i kroków. Miękkie okrągłe ruchy rąk i palców, nóg i stóp, trzeba robić kwiatki stopami, wachlarz w dłoń, łokieć nieruchomy, tańczmy; ręce i biodra w ruch, noga lekko do przodu, półksiężyc… Aby Mamy w tym Dniu poczuły się kobietami pięknymi, namiętnymi i spontanicznymi w twórczym tańcu o swej kobiecości.
Chyba wszystkie dzieci tego dnia miały noski i buzie pomalowane – w kocie wąsy na przykład, i inne motywy roślinne… Dziecięce rączki całe w kredzie… Uciecha i fotografie rodzinne… Zabawa zorganizowana została przez Klub Wojskowy przy 17. Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej, 11. Lubuską Dywizję Kawalerii Pancernej z Żagania oraz Lokalną Grupę Rybacką Obra-Warta.

Iwona Wróblak
maj 2019














niedziela, 26 maja 2019


Społecznie i sportowo – aktywnie i Razem


            Jest taki jeden dzień w roku, wyczekiwany, specjalny, kiedy podopieczni, i uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej Domu Pomocy Społecznej w Międzyrzeczu, czują się najprawdziwszymi gospodarzami swojego domu – bo zapraszają do siebie gości. Ogromne emocje podopiecznych towarzyszą spotkaniu Aktywni Razem. Dom, swój mentalny kąt, jest czymś najważniejszym, o wielkim znaczeniu – jak rodzinne poczucie przynależności, potrzeba zaspokojenia tego prawa człowieka; czekają na to cały rok, by się pochwalić swoimi zainteresowaniami, spotkać się z rodzinami – niekiedy tylko przy tej okazji, z przyjaciółmi, osobami życzliwymi, również tymi z poza świata DPS, z którymi utrzymują zewnętrzny częstszy i dłuższy kontakt.
            I poczęstunek – ciasto, napoje, obiadowy kotlet, ogóras małosolny z chlebem i smalcem, i sobotni odpoczynek na sportowo – pracownicy DPS przygotowali wieje atrakcji, dla osób o różnym stopniu sprawności intelektualnej, manualnej i ruchowej. Jakże łatwo do sytuacji przystosowują się dzieci przywiezione przez gości, od maleńkiego przez to oswajane ze zjawiskiem istnienia społecznego niepełnosprawności drugiego człowieka – w tym roku przybyli do leśniczówki nad Jeziorem „Głębokie”, niedalekiego od miasta, urokliwego miejsca pośród mrowia drzew i przyjeziornego sitowia, ekosystemu z oczkiem wodnym okolonym wybranymi gatunkami roślin, z amboną do oglądania widoku akwenu z góry, pobliskiej ścieżki edukacyjnej, z tablicami informacyjnymi o florze i faunie, gdzie przyjeżdżają turyści, młodzież i dzieci, aby poznawać okoliczną przyrodę. Przystrzyżona trawka, zadaszenie (w razie deszczu), dość terenu na stoły i krzesła – do swobodnej rodzinno-towarzyskiej pogawędki, a także miejsca ustronne pod drzewkiem, parę metrów obok, by nacieszyć się sobą w osobności – od kilku lat właśnie to miejsce kierownictwo DPS wybiera na spotkanie z rodzinami i przyjaciółmi, chociaż bywały lata, gdy świętowano np. na dziedzińcu zamkowym w Międzyrzeczu, Mostkach, itp. Z nadleśnictwem Międzyrzecz DPS od wielu lat łączy współpraca. Warsztat stolarski – instruktor Stanisław Andrzejewski, doświadczony nauczyciel zawodu - produkuje z podopiecznymi na zamówienie pewną ilość budek lękowych dla różnych gatunków ptaków, leśniczy wieszają je na drzewach, a także budki są sprzedawane odbiorcom prywatnym (np. wkrótce pojadą do zaprzyjaźnionego z DPS ośrodka Lobetal w Niemczech). Umiejętności WZT-owskich stolarzy są prezentowane na corocznych ogólnopolskich olimpiadach umiejętności zawodowych.
            Muzyka, skoczna i w żywym rytmie, jest wszechobecna, sport przez taniec towarzyski jest bardzo zdrowy. Grzegorz Nowakowski ma przygotowaną własną (zawsze nie taką samą) choreografię hip-hopową, z przyjemnością oglądamy efekty jego szczególnie wyczulonego słuchu muzycznego. Mówi mi, że tańczy od bardzo dawna. Figury taneczne są w nim, muzyka tylko je uzewnętrznia. Przemysław Sokołowski śpiewa kilka popularnych piosenek.
             Na wypoczynek przy sporcie i muzyce w tym roku przyjechało na zaproszenie podopiecznych dużo ludzi, także spoza naszego województwa. Jest łącznie 176 osób…W tym 93 osoby zupełnie z zewnątrz.  Integracja środowiskowa odnosi sukces, jest pokłosiem konsekwentnej pracy terapeutycznej, bardzo dobrej rodzinnej atmosfery panującej w placówce. Domowy (DPS-owski) murzynek i jabłecznik wyśmienicie smakują na powietrzu. Krzysztof Żoch, rolnik z zawodu, którego niepełnosprawny brat jest mieszkańcem DPSu, przywiózł swój gościniec – kruche ciasto, bo – jak mówi – (w gości) z pustymi rękami się nie przychodzi.
            Magdalena Nowaczyk, reprezentująca Państwowe Centrum Pomocy Rodzinie, jest tu z dwojgiem swoich małych dzieci, z których jedno smacznie śpi w wózku, mimo głośnej muzyki. Powiat Międzyrzecki docenia potrzebę organizowania zjazdów rodzin i przyjaciół w DPS. Dogoterapia jest uskuteczniana za sprawą tłuściutkiego wychowanka pani dyrektor DPS Anny Kwiecińskiej (uratowanego przed laty z pseudohodowli przez Fundację), wiekowy piesek o imieniu Skandal w typie małego buldożka jest bardzo dobrze znany podopiecznym, a na corocznych spotkaniach rodzino-sportowych widziałam go kilka razy; przyzwyczajony do głaskania i przytulania cierpliwie znosi uściski i pocałunki…
            Bajecznie kolorowe i ulotne jak wiatr bańki mydlane terapeuty Jana Schneidera są obecne i w tym roku. To ulubione zajęcie bez względu na wiek uczestników… Albo receptura mikstury mydlanej jest mistrzowsko opanowana przez autorów, albo instrukcje używania przyrządów bańkowych dobrze przekazywane – zdjęcia baniek można robić nawet bez dobrego aparatu.
            Tarcze strzelnicze nie są daleko od strzelających, także że trafić weń mogą też ci z niekoniecznie sokolim okiem, w pobliżu są instruktorzy informujący, jak skutecznie używa się karabinku czy pistoletu, także tego – dla najmłodszych – na wodę.
            Jest trochę podmuchów wiatru, to dobrze, bo złowienie za pomocą wędki pojemniczka z cukierkiem nie powinno być zupełnie bezwysiłkowe, to zabawowe ćwiczenie koordynuje motorykę ruchów. Dla bardziej wprawnych są rakiety tenisowe. Dla dzieci (i dużych dzieci) kolorowe bączki, które wpuszcza się w ruch wirowy, kółka rzucane na wbite paliki…
            Pytam panią dyrektor o obiecywane wyborczo przez rząd 500+ dla osób niepełnosprawnych, które ostatnio pojawiło się w spotach premiera – odpowiada mi, że konkretów, co do terminu wprowadzenia, ustaw, zasad itp. – nie ma… Czyli na razie brak podstaw do optymizmu, jeśli chodzi o ekonomiczną poprawę jakości życia materialnego osób niepełnosprawnych w Polsce.
            Organizatorem wydarzenia było Polskie Towarzystwo Walki z Kalectwem Koło w Międzyrzeczu oraz dyrekcja, mieszkańcy, uczestnicy, pracownicy Domu pomocy Społecznej i Warsztatu Terapii Zajęciowej w Międzyrzeczu.

Iwona Wróblak
maj 2019




















środa, 22 maja 2019


Nie wyrastaj z baśni, i z książek…

W Międzyrzeckim Ośrodku Kultury ludzie chwilę jeszcze siedzą w fotelach, jakby Wielka Baja się dopiero co rozpoczęła… Nie chcą wyjść, czyli spektakl się udał… KSIAŻKA została otwarta i nie-doczytana… Zaciekawiona (sobą). Jakby dopiero co skończył się proces pierwszego składania liter, pierwsza fascynacja fabułą, magią literatury… Mama przy naszym łóżku przed chwilą zamknęła książkę, i trzeba będzie wyjść z Bajki…
            Jeszcze parę minut temu przez scenę przewalały się postaci bajkowe (Grizelda: Olga Grabska, Złodziej Czasu: Piotr Piela, Hermiona: Weronika Milewska, Uczennica: Hania Bełz, Kot: Hanna Łuka, Koń: Natalia Laskowska, Gwiazda: Marysia Spławska, Szalony Kapelusznik: Juliusz Czajkowski, Motyl: Alicja Juralewicz, Kirki: Maja Dziekan, Czerwony Kapturek: Urszula Maćkowiak, Klown: Bartek Fiałka, Detektyw: Zuzanna Lachowicz, Czarodziej: Igor Białuga, Noc: Michał Wybudowski, Przyjaciel Smoków: Kacper Góras, Księżniczka: Jaśmina Rosochacz, Dziewczyna Selfie: Amelia Raszewska), dmuchając bajkowe światy, bańki mydlane – inne wymiary czasu Zegarowego; światy potomne i równoległe.

Etiuda w teatrze, opowieść o wyobraźni, czasie i dorastaniu. Zawieszona w continuum, wielkim blacie Zegarowym, zawsze aktualna, jak wyzwanie dla systemu edukacji… W tle sceny, w mroku, sztywna, stąpająca hieratycznie, niesympatyczna dla dziecka postać nieudolnej Nauczycielki. Na imię bym jej dała SCHOLASTYKA, tej postaci w kombinezonie, wygłaszającej tezę, że nie można się tylko bawić, bo są książki, zeszyty, ławki… Otóż dorośli też, jeżeli się bawią w dzieciństwie (potem też nie zaszkodzi), to szybciej dorastają… Stwarzając (baśniowy) dystans (literatura) do elementów swojej psychojaźni efektywniej ją integrują…
Spektakl „Kiedyś, dorośniesz...” wymyśliły dzieci z grupy teatralnej „DOMINO” pod opieką artystyczną Izabeli Spławskiej. Każdy z młodych aktorów wcielił się w wymyśloną przez siebie postać. Jest Dziewczynka (Maja Martysz), która odnajduje dopiero swoją książkę, przedtem demonstrowała swoją wściekłość na taką formę prezentu. O co Jej chodziło? Ciekawe pytanie. Ważne pytanie.
Przecież tuż za ścianą, za oknami/prostokątami ścian/stron – otwartymi do czytania/poznania czekają na Nią (Ona jest mała, jest Dziewczynką nieimienną, czyli jest ich – Dziewczynek, mnogość) jak doznania wyobrażeniowe - Postaci z książek, role, w które by się z pasją wcieliła, zanurzyła w ich świat równoległy do rzeczywistego, bo taka jest konstrukcja psychiczna dziecka… COŚ (może system edukacji?) wytworzyło między nimi-Dziewczynką a Postaciami – ścianę, której obie strony nie przekraczają… Samonapędzająca się machina tworzenia alienacji we wnętrzu dziecięcej psychiki, Mimy ścianę macają, budują ten niedobry teatr, z bytami ponad potrzebę, niebezpiecznymi – może dlatego Dziewczynka jest na świat książkowany – zła? Trzeba wysłuchać Dziewczynki, po to jest teatr…
Magia otwartości stronic książki, potęgi baśni, dobrej mocy chęci poznania świata(ów) jednak zwycięża, Postaci przechodzą na Jej stronę. Zaludniają pustą scenę. Zaludniają wyobraźnię Dziewczynki. Zmieniają Formę Czasu (jego widzenie przez obserwatora), dostrzegać zaczynają jego nieuchwytalność, Wskazówki czasomierza bardziej wyrażają fizyczne prawa makroprzestrzeni, a nasza bytność w tych wymiarach staje się w większym stopniu świadoma.
Jeśli tak jest (a JEST), to ucieknijmy od miernika czasu, który kiedyś ustanowiono jako obowiązujący wzorzec czasu. Bezczasowa Bajka to hiperrzeczywistość. Księga Książki, wielka pokusa poznania (by nie powiedzieć: gnozy) – co Jest w korytarzu czasu? Który się czyta? (ten korytarz). Każda Postać Bajkowa coś nam mówi, (swoją kwestię z opowieści), ważną prawdę. Bajki/opowieści (bajeczne) przekazują w linii mądrość setek pokoleń. Dzieci intuicyjnie wyłuskują perełki z tego przekazu – niektóre Bajki bardziej lubią, przebierają się w ich kostiumy. Byśmy nie zapomnieli swojej kulturowej tożsamości – zapomnieli O PRZYJACIOŁACH (towarzyszach zabaw, doradcach), zamknijmy Ich – opowieści, w krystalicznie okrągłych formach Baniek… Wydmuchnijmy mydlane światy. Twórzmy je, zachwycając się formą, wdrukowując weń treść…
Ludzie (dorośli) po spektaklu długo jeszcze nie wierzyli, że bajka może się skończyć - tak nagle… Mieli rację.
Izabela Spławska zaprosiła widownię go gromadnego puszczania kolorowych mydlanych baniek, co wiele osób, całe rodziny, uczyniło.

Iwona Wróblak
maj 2019










wtorek, 21 maja 2019


TRUPIĘGI – buty Leśmianowskie między światami


            Podziemia bastei zamkowej, gdzie sieć komórkowa nie działa… gdzie jest mistycznie i dziwnie. Za sprawą sulęcińsko-trzcianeckiego projektu -„Trupięgów”, w czasie II Nocy Kultury - także Leśmianowsko…

Ogromne wyczucie poetyki Bolesława Leśmiana. Muzyka wprzęgająca się, jak bajkowy powóz, w tę poezję; Katarzyna Gardziejewska – śpiew, Jacek Filipek – djembe, przeszkadzajki, Jacek Hryniewiecki – gitara, śpiew i Jurek Hippmann – gitara basowa, gitara akustyczna, śpiew. Klimat eksplozji twórczych inicjatyw sulęcińskiego „Klubu u Bulka”, gdzie jest luz i profesjonalizm, a do lektury pozakoncertowej – jak powiedziała mi Kasia – śpiewając poezję, się (efektywnie) zachęca.
Wszystko to, co się przeczuwa, czytając Leśmiana, klimatycznie i akustycznie, jest (było) na koncercie w bastei wyśpiewane. I zagrane. Żadna nuta nie była zbędna, a architektura przerw między słowami doskonale została zaprojektowana.
Djembe i dwie gitary klasyczne, nastrój końca ubiegłego wieku, koronki i świeczki. „Dwanaście ludzików” w klimacie baśni bezczasu, mitu i archetypicznych skojarzeń, jak daleko w przeszłość sięga moc intuicji tej poetyki… A to jest bardzo daleko. Czarne stroje wschodnich samurajskich bojowników, biała (jak giezło) samodziałowa suknia Kasi, Dakinia-Matka przemądra, jej skąpe w słowa, nieprzegadane pieśni. Leśmianowski wysoki ton. O Rzeczach, które są przekraczalne, n-wymiarowe, a ich poblask, i po-grom słowno muzyczny jest odwiecznymi prawdami. Jak fale rozchodzące się po wodzie, kiedy wrzuci się weń kamyk… Prawa chaosu uporządkowanego fizykalnie.
Jak rytm wszechczasowego umierania, będącego niezbywalną częścią procesu życia, tylko bardziej uniwersalnie rozumianego. Trupięgi to wszak buty z łyka do trumny, czyli ostatniego domu na tym świecie dla ubogiego (materialnie, czyli nieobciążonego nadmiernie dobrami). By człowiek, nawet ubogi, zachował godność, nawet w średniowieczu, tej epoce pełnej niezrozumiałych dzisiaj dla nas kontrastów, miał darowane sobie na ostatnią drogę trupięgi… Jak Charonowy pieniążek do (D)drogi, nasz majątek nam dany (by się wykupić – od zapominania/zapomnienia…) Tak jak na przestrzeni - pograniczu pamięci/niepamięci naszej jest obecny Leśmian. Jak Jest tym/czym śnimy, i co wiemy (o swoim śnie/snach), a poeta o tym pisze… A „Trupięgi” śpiewają
Ubogie buty to etniczność specyficzna dla Leśmiana, zapach liter, i między-liter, międzyfraz, charakterystyczna dla tego poety, tutaj wyraziście przedstawiona. W pieśni o romansie żebraczki i żebraka, społecznych wyrzutków, dzisiaj powiedzielibyśmy meneli – ich fizyczny głód (niedostatek jedzenia, wzajemnego pragnienia z-jedzenia się miłosnego…)
Dalej jest Kochanowska Urszulka, która trumiennie, renesansowo (rozsądnie) słownie i mentalnie, pamięciowo u swojego Ojca-poety nie umiera żałobnie-Bez-rodzica w wieku 30. staropolskich miesięciech, bo słyszymy ją, tę bolejącą rozpacz rodzicielską, u dalszego Ojca-Boga niebieskiego. Piękny napisany oryginalnym 13. zgłoskowcem utwór, trawestacja „Trenów”.
O wszystkim co ponadczasowe, chociaż bywa strasznym to doświadczenie ludzkie… Tadeusz Różewicz, jak pisali o nim, zarażony śmiercią, przez pobyt w nazistowskim obozie w czasie ostatniej wojny, i przerażeniem banalności umierania… Dołem kloacznym, jako miejsce pochówku, który – z braku odpowiednich dla istoty czującej ceremoniałów, szacunku dla odchodzenia - staje się nieświętym symbolem upadłości człowieka zadającego innym ludziom ból i śmierć. Różewicz przerażony relacjonuje, pisze wiersz-zapisek czasu pogardy. Z szacunku dla bólu, którego doświadczyli inni, on sam też, nie waży się oceniać słabości ofiary cierpiącej ból, jej być może rezygnacji, w imię przeżycia – z godności, która to wartość w obliczu czasu wojny przestawała dla wielu istnieć. Co należy – zrozumieć..(odczuć), i być może zrobili to ci, którzy byli świadkami (i ziemskie piekło przeżyli…)
Marność i wielkość istnienia, iście trupięgowo-średniowieczna...  Jak opowieść o dziewczynie, która się chciała utrudzić i krwią własną zbroczyć (i nas słuchających, czy czytających Leśmiana, tą krwią oczyścić…). Słabości i wielkości, wielki Cień, i blask jako ta sama moneta o dwóch obliczach. Leśmian obraca ją w palcach, czujemy tej Monety grubość w placach i tym samym przestrzenność widzenia świata. Wielki powrót do siebie i intuicyjnego, pradawnego poetycznego widzenia świata w jego wielu ważnych-mistycznych wymiarach, wiedza o naszej jedności z nim, którą to jedność jeszcze mają, czy mieli, Aborygeni…
Jest Lala jednym z tematów songów. Pojemne w treści i stareńkie, z początków czasów bóstwo opcji matrylinearnej, starożytna zabawka i kultowy (trój)symbol, obejmujący w strasznych, i czułych, ramionach nasze ludzkie, a może też, jak myślę, wcześniejsze, jestestwo… Też jest zaśpiewana.
Powroty miłosne są zaśpiewane, i odejścia, delikatne konkluzje, że warto być ze sobą – z kimś (bliskim). Radosny Leśmianowski erotyzm, naturalny, bez hipokryzji. Rozmowa duszy, której się nie chce do nieba. Spotkania pierwszy raz w innym lesie, czyli z przeszłych wcieleń wspominki o osobach, które znaliśmy, tylko pamięć uszła ze śmiercią danej powłoki cielesnej… Bóg (chrześcijański) przeżył jawnogrzesznicę i uśmiechał się w tańcu z nią – znowu bogaty w filozofię skrót myślowy… Jej miłość (pieśń w rytmice bałkańskiej, z bogatą tradycją tego kręgu kulturowego) ją przeżyła, jak to zwykle u Leśmiana, u którego niewiele rzeczy umiera naprawdę… Co potwierdza dzisiaj nauka…
Koncert Leśmianowski „Trupięgów” - to jak pełne zachwytu i zdumienia wpatrywanie się w niebo (usiane gwiazdami), nasze zajęcie od setek tysięcy lat - ulubione. Poetyczne, misteryjne, tworzenie nowych światów – dla nowych bytów, bo to one mają pierwszeństwo do istnienia. Jak wieczność, która się toczy (kołem predestynacji). Powaga kosmosu, którego się nie lekceważy, odprysku/cienia kosmicznego bytu.
Leśmianowski duch wnikał w szpary między doskonale kopulastym sklepieniem podziemi bastei, teraz wspaniałym miejscem koncertowym, a kiedyś autentyczną salą tortur, jakie bywały w zamkowych piwnicach. Śpiewały z nami, po Leśmianowsku mówiąc, pogłosy pobytu w tej pięknej architektonicznie, o wspaniałych warunkach akustycznych, sali. Cicho, przywalone stuleciami, brzmiały potępieńcze w bastei krzyki uwięzionych… Królował w tym dniu Bolesław Leśmian.

Iwona Wróblak
maj 2019