piątek, 25 września 2020

 

Koncertów Kameralnych – odsłona druga



W Cyklu 3. koncertów - IV Spotkań Kameralnych Międzyrzecz 2020, drugi koncert - w kościele p.w. św. Jana Chrzciciela, był pod znakiem pięknego mocnego wyrazistego barytonu Dawida Spryszyńskiego i cudownych subtelnych wykonań przez prof. Szymona Musioła na fortepianie „Etiudy Rewolucyjnej” i „Nokturnu cis-moll” pośmiertne F. Chopina.

Pretekstem do słuchania wspaniałej muzyki na żywo było rocznicowe wspomnienie Bitwy Warszawskiej z 1920 r.; gawęda prowadzącego koncert Wiesława Pietruszaka na temat pamięci o dawnej, tej z 1989 r. „Solidarności”, wielkim masowym zrywie wolnościowym Polaków, pokojowym manifeście wolności cieszącym się za granicą uznaniem i szacunkiem do tej pory.

Pieśni patriotyczne dawniej śpiewało się przy ogniskach harcerskich, drużynowi opowiadali o historii podczas słynnych harcerskich gawęd, niezapomnianych lekcji patriotyzmu, jako osobisty przekaz wartości przez autorytety, obywatelskie wychowanie dzieci i młodzieży. Przypominanie ważnych kart historii, przekazów o Bitwie Niemeńskiej, informacje o mentalności terytorialnej zasiedziałej tutejszości ludzi mieszkających na wschód od Bugu, na terenach dzisiejszej Białorusi. Sprawa odzyskania przez Polskę niepodległości po 123. latach niewoli nie była po I wojnie priorytetem dla państw Ententy. Młode państwo borykało się z wieloma problemami natury gospodarczej, organizacyjnej, nie było łatwo scalić w jeden organizm państwowy obszarów z trzech zaborów. Mający niezaprzeczalne zasługi dla kraju Marszałek Józef Piłsudski napotykał w kraju na silną opozycję, endeccy Wielkopolanie nie mogli mu darować niedostatecznej, jak uważali – w porównaniu z zainteresowaniem terenami na wschodzie, uwagi, jaką poświęcał powstaniom wielkopolskim.

Fryderyk Chopin, potem Stanisław Moniuszko, Mieczysław Karłowicz, napisali wiele pięknych utworów, pieśni. To m.in. wykonane na koncercie „Lecą liście z drzew”, „Precz z moich oczu”, powstańcze „...Naprzód wiara”, „Nie płacz nade mną”, „Śpij spokojnie”... Usłyszeliśmy też Legionowe znane pieśni z ubiegłego stulecia: „O mój rozmarynie”, „Ułani, ułani...”, „My Pierwsza Brygada” - śpiewana do tej pory przez Wojsko Polskie, „Jak to na wojence”, „Białe róże”.

Wokalowi Dawida Spryszyńskiego towarzyszył ściszony profesjonalny akompaniament prof. Szymona Musioła na fortepianie. Piękny koncert w bardzo akustycznym - śpiewak wykonywał pieśni bez nagłośnienia, wnętrzu gotyckiej katedry. Jeszcze jedno wspaniale wydarzenie kulturalne zorganizowane – przy współpracy z Gminą Międzyrzecz, MOK – przez Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Organowej i Kameralnej „Sauerianum” mieliśmy okazję podziwiać w naszej największej międzyrzeckiej sali koncertowej – której drzwi dla kultury są zawsze szeroko otwarte. Zapisze się ono w historii tej szacownej najstarszej w Międzyrzeczu świątyni.

Patronat Honorowy wydarzenia: Wiesław Ochman, dyr. artystyczny, dr. hab. Piotr Szychowski.


Iwona Wróblak

wrzesień 2020 r.









czwartek, 24 września 2020

 

Europejskie Dni Dziedzictwa


W tym roku Europejskie Dni Dziedzictwa zorganizowano w Muzeum Regionalnym w Świebodzinie. W programie przewidziano 3 wydarzenia.

Pierwsze z nich to bardzo ciekawy wykład „Koń w Polsce wczesnopiastowskiej i dzielnicowej.” - prof. dr. hab. inż. Daniel Makowiecki z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika Wydział Nauk Historycznych w Toruniu, archeolog i archeozoolog, profesor nauk humanistycznych.

Koń, znany człowiekowi od 12 tys. lat, na naszych ziemiach za czasów Piastów, obok innych udomowionych ssaków, miał znaczenie wyjątkowe. Jako zwierzęta magiczne konie trzymano w świętych gajach; przynależne bóstwu otaczano kultem, używano do wróżb orzekających o pomyślności, były ofiarą zakładzinową (umieszczane w skrzyni u podstaw wału grodziska). Koni używano do transportu, do jazdy wierzchem i w zaprzęgu, w oddziałach zbrojnych i na polowaniach, handlowano nimi. Ich mięso było produktem spożywczym, z kości wyrabiano np. łyżwy, płozy sań. Wykorzystywano włosie końskie, skórę.

Archeolodzy odkrywają końskie szkielety obok przedmiotów rolniczych i innych czaszek zwierzęcych w najstarszych siedzibach piastowskich – w Gnieźnie, Poznaniu, Ostrowie Lednickim, Gieczu, Kruszwicy itp. Zespół składający się z archeozoologów, archeologów, genetyków, specjalistów od badań izotopowych oraz weterynarzy i zootechników w laboratoriach przeprowadził badania pochówków końskich. Na podstawie specjalistycznych badań można określić np. umaszczenie średniowiecznych polskich koni; przeważał kolor gniady, potem kasztan, kary i srokaty. Około 4 tys. lat temu wynaleziono siodło, na 2,5 tys. lat datowane są najstarsze znaleziska ostróg końskich, na 2 tys. lat – wędzidła. Podkowy używane były w terenach górzystych.

Następnym punktem Europejskich Dni Dziedzictwa było spotkanie autorskie z Zofią Mąkosą, z zawodu historykiem, emerytowaną nauczycielką; pisarką, publicystką, dwukrotną laureatką Lubuskiego Wawrzynu Literackiego.

Impulsem do pisania jest na pewno - czytanie książek... zarówno, jak twierdzi autorka – dobrych, jak i złych... Pierwsze zdanie powieści czy opowiadania powinno być takie, by czytelnik nie mógł się oderwać od dalszej lektury. Cykl „Wendyjska Winnica” Zofii Mąkosy to dzieje wsi Chwalim, gdzie przed wojną – co było częste w małych osadach – ludność w ogromnej większości, tutaj w 100 %, głosowała na NSDAP.

Pisarz musi umieć stawiać pytania. W Chwalimie zawsze, odkąd sięga się pamięcią, rosły tutejsze „wendyjskie” (serbołużyckie) winorośle. Wieś w średniowieczu należała do dóbr cysterskich. Odkąd w XVII wieku sprowadzono protestantów żyli tu obok siebie ludzie z różnych kultur i religii. Ta Reymontowska wieś spokojna i sielska stała się jednak miejscem, gdzie zaczęło rodzić się zło, takie jak nazizm... W Biblijnym Raju - jak mówi autorka – TEŻ (kiedyś, w historiozofii) zakiełkowało Zło... Plony wyrosły dramatami powojennych wysiedleń, czy wypędzeń, ludności „wendyjskiej”, niemieckiej, były dla zwykłych ludzi ich końcem świata, osobistym dramatem życia...

Tematem książki jest pogranicze – jako obszar specyficzny, i – jak myślę – dla aktualnych gospodarzy wyzwanie intelektualne wynikające z jego odrębności kulturowej. Jakiej dzisiaj historii potrzebuje, nie tylko ten młody, szkolny, odbiorca, by się w tej złożoności odnaleźć? Może historii niekoniecznie napisanej trudnym akademickim językiem. Na pewno nie uproszczonej...

W przerwach między wykładami uczestnicy spotkania mieli też okazję zwiedzić świebodzińskie Muzeum Regionalne, mieszczące się na parterze zabytkowego renesansowo - neogotyckiego ratusza z XV wieku. Zbiory Muzeum obejmują ok. 5000 pozycji z historii, archeologii (ceramika), sztuki, numizmatyki, techniki, etnografii i przyrody. Materiały archiwalne - wspomnienia, prasa lokalna, dokumentacja instytucji i organizacji społecznych, lokalne malarstwo I poł. XX w. i rzeźbę gotycką i manierystyczną, numizmatykę polską i niemiecką, malarstwo i grafikę miejscowego środowiska plastycznego. Wielokulturowe tradycje obszaru Ziemi Świebodzińskiej, związek miasta z historią pogranicza śląsko-wielkopolskiego. Wystawa stała - „Przyroda Ziemi Lubuskiej” omawia przyrodę najważniejszych elementów krajobrazu Ziemi Lubuskiej - lasów, jezior, łąk i torfowisk oraz środowisk antropogennych. Można obejrzeć naturalnych rozmiarów przedstawicieli flory i fauny tych środowisk, gatunki wymarłe, ginące i zagrożone, takie jak tur, mamut, lis, kuna, borsuk, ptaki leśne i ptaki wodne: dzięcioł, sójka, bielik, dudek, łabędź, myszołów.

Ostatnim punktem ciekawego wydarzenia był wykład dr hab. Marcelego Tureczka, prof. UZ. Uniwersytetu Zielonogórskiego pt. „Straty dóbr kultury w zachodniej Polsce – między prawem, polityką i pamięcią”.

W czasie konfliktu zbrojnego ratujemy ludzi i zabytki – czyli to, co mamy najcenniejsze. Dziedzictwo kultury, jest - cywilizacyjne, czy tylko – narodowe?... Adaptacja niemieckiego, czy innego (narodowego) dziedzictwa – jak się do tego zagadnienia odnieść? Polityka, dyplomacja, zazębia się z kulturą i aktami prawa międzynarodowego...

Rabunek polskich dóbr kultury przez niemieckich nazistów był starannie zaplanowany jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Był totalny, z tego powodu nasze muzea są przeważnie ubogie w eksponaty. Miał miejsce także na terenach należących przed wojną do Niemiec, które jeszcze długo po zakończeniu działań były uznawane przez Niemcy za obszar okupowany przez państwo polskie. Związek Radziecki po 1945 r. dziesiątkami, czy setkami składów pociągów wywoził z Polski dzieła sztuki, infrastrukturę, fabryki itp. Były one przejściowo składowane np. w podziemiach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Powszechnemu rabunkowi sprzyjała skomplikowana sytuacja prawna, dzisiaj trudno jest odzyskać utracone precjoza z powodu braku ich ewidencji w zasobach archiwalnych, także różnej drodze ich nabycia czy przejęcia, np. poprzez kupno czy darowiznę.

W Niemczech majątek wspólnot kościelnych przypisany jest do danej gminy wyznaniowej, jej członków, w Polsce – do terytorium, na którym dana rzecz się znajduje... Trzeba też wziąć pod uwagę odnośne rozstrzygnięcia i wskazówki zawarte w międzynarodowych traktatach i wzajemne uzgodnienia między stronami.

Czy nastąpi reintegracja dóbr kultury? Powrót ich szerokiej dostępności dla pokoleń jako ogólnoświatowego dziedzictwa kulturalnego – z poszanowaniem eksterytorialności lokalnej, i też – jak myślę – docenieniem wkładu różnobarwnych odcieni kultury w wielopłaszczyznową mozaikę palety dorobku kulturalnego pokoleń...













Iwona Wróblak

wrzesień 2020


wtorek, 15 września 2020

 

Spotkania Kameralne - z muzyką klasyczną...



Tegoroczne IV Spotkania Kameralne rozpoczęły się koncertem w kościele p.w. św. Jana Chrzciciela. Wystąpił Michał Janicki z Warszawy – zdaniem Wiesława Pietruszaka - dobrze zapowiadający się baryton, i akompaniujący mu na instrumencie klawiszowym Marcin Werner, który, jak powiedział mi pianista po koncercie, obecnie pracuje w swojej Łodzi nad koncertem Mozartowskim.

Z nadzieją na satysfakcję z mającego nastąpić – jednego z niewielu w tym roku wydarzenia kulturalnego zasiadłam w ławie świątyni, w najstarszym w mieście zabytku słynnym z unikalnych renesansowych malowideł, miejscu znanym z wielu zaistniałych tu w ubiegłych latach wspaniałych koncertów, gdzie proboszczem jest ks. Marek Walczak, mający ogromne dla miasta i okolicy zasługi w propagowaniu kultury wyższej. W pierwszej ławie napotkałam kartkę przypiętą do pulpitu: (…) Intencja modlitewna: o szacunek dla zasobów planety... aby (te) zasoby nie były rabowane, ale dzielone w sposób uczciwy i z poszanowaniem...(...) i o POKÓJ na świecie, a szczególnie na Białorusi...”

Stęskniliśmy się za koncertami w tej świątyni, naszej międzyrzeckiej sali koncertowej, w tym roku to pierwsze tu - z trzech będących w planie - wydarzenie muzyczne. Organizatorem jest – razem z MOK, burmistrzem, marszałek województwa, parafią św. Jana Chrzciciela - Stowarzyszenie „Sauerianum”, które współpracuje ze znakomitymi artystami, będącymi ozdobą polskich i zagranicznych scen operowych. Prowadzącym jest, jak w poprzednich edycjach, Wiesław Pietruszak.

W koncercie były nam przedstawione „złote karty polskiej męskiej wokalistyki”... Krótka treściwa retrospekcja po nazwiskach naszych słynnych śpiewaków operowych. Partytury „Strasznego Dworu” St. Moniuszki, i innych oper, spłonęły w Powstaniu Warszawskim... Pamiętamy nagrania występów Andrzeja Hiolskiego, Barnarda Ładysza, Adama Didura, Edwarda Reszke – wieleset razy występujących np. w prestiżowej Metropolitan Opera w Nowym Jorku, i innych wykonawców.

W kościele p.w. św. Jana Chrzciciela Michał Janicki śpiewał arie z oper Stanisława Moniuszki, Feliksa Nowowiejskiego i innych mniej znanych kompozytorów.

Doskonałe wykonanie pieśni przez tego młodego jeszcze śpiewaka; uważny akompaniament pana Wernera. Frazy z twórczości Moniuszki dobrze znane, pieśni rozpoznawalne, arie z oper „Halka”, „Straszny Dwór” i innych. Melodyjne pieśni Mieczysława Karłowicza, utwory Feliksa Nowowiejskiego, Karola Szymanowskiego. Kompozycje o tematyce patriotycznej, wysokiej, tworzone po upadku Powstania Styczniowego, ale też inne, także frywolne, sentymentalne, rubaszne, lekkie – „Kum i kuma”, „Dziad i baba” St. Moniuszki, aktorsko wykonane, nagrodzone przez publiczność bisem.












Iwona Wróblak

wrzesień 2020


niedziela, 30 sierpnia 2020


Kiedy Matka Natura mówi do nas Kwiatami...


Matka Natura, w specjalnym nadziemskim połączeniu, zadzwoniła do Nas – za pomocą słuchawek, swych przedstawicieli - Kwiatów. Barwnych, pięknych produktów biocenozy; Róży, Stokrotki i egzotycznego z Meksyku, kolczastego, nieco bulwiastego, lecz obrotnego w tańcu, zielonego Don Kaktusa. Ten przemówił ze swego śmietnikowego zesłania, bo niecierpliwemu człowiekowi trzymającemu Go o suchym pysku w donicy nie zabłysnął rozwiniętym pięknym kwiatem, jakby Kaktusso przez sam fakt swego istnienia nie był pełnoprawną częścią Natury... Czerwona Róża, ułatwiająca rozwiązywanie problemów miłosnych, chociaż ukłuć też potrafi, rosnąca wszędzie w świecie, i nasza swojska tubylcza Stokrotka – będąca stokrotnością wszystkiego, co mężne i wartościowe... Trójca przedstawicieli - łączników człowieka Opiekuna Ziemi ze światem Natury.
Zza zielonego parawanu Teatr „Kultureska” z Krakowa ze spektaklem muzycznym dla dzieci pt. „Bukiet talentów”. Autorski scenariusz, bajkowa muzyka, niepowtarzalne ręcznie robione kostiumy. Profesjonalni aktorzy z doświadczeniem w kontaktach z najmłodszym widzem.
Amfiteatr na Podzamczu. Widownia trzypokoleniowa, ale nauki o ochronie przyrody, segregacji odpadów zaśmiecających nasze otoczenie przydatne będą dla wszystkich. Także dla tych, którzy z racji wieku jeszcze nie umieją czytać napisów, a do którego pojemnika wrzucić należy szklaną butelkę, a gdzie papier czy szkło i metal, o tym powie im kolor zasobnika. Dzieci na pytania aktorów były świetnie przygotowane, podstaw ekologii uczą się już w przedszkolach. Interaktywna zabawa z dziećmi zakończona sesją zdjęciową z udziałem gości z Krakowa.
Turniej EKO-Bohater na wielkiej wspólnej dla nas: zwierząt (i człowieka) i roślin, ŁĄCE mieszkańców naszej planety. Jak zostać EKO - Bohaterem, pomóc przyrodzie odzyskać utraconą w wielu miejscach równowagę? Czy wygrać zawody na najgłupszą minę? To też. Ale także ograniczać niepotrzebne zużycie energii elektrycznej, używać do zakupów ekologicznych toreb, zamiast tych plastikowych. Nasza wspólna – widowni i aktorów, EKO- Brygada niepotrzebne nam już rzeczy; przeczytane książki, zabawki, będzie przekazywać innym użytkownikom (co jest ostatnio modne w zachodnich krajach Europy), może ta moda przyjdzie szerzej, instytucjonalnie, też do nas. Matka Natura swym ogromnym telefonem mówi nam, że to, jak będzie wyglądał świat, zależy od nas; od pokolenia, które ogląda ten spektakl. Czy nasze piękne Kwiaty, wypełniwszy misję, mogą już wrócić na łąkę? Cieszyć nas swymi przepysznymi kolorami.... A my ludzie zadbamy o naszą wspólną przyszłość?


Iwona Wróblak








sobota, 22 sierpnia 2020


Z Dworcem Tworcem dzieci się nie nudzą


Aleksandra Banak ma zawsze pełną głowę pomysłów... i fantastyczny kontakt z dziećmi. Nawiązuje go szybciej niż wynosi prędkość światła.... takie współrzędne ma empatia i zrozumienie sposobu myślenia dziecka, jego potrzeb, tego co może sprawić mu radość. Nie każdy dorosły to umie, nawet mimo pokończonych fakultetów.
Drzewka i cień za Domem Kultury, kameralny nastrój. Kolorowa chusta, pojemnik z odlewami gipsowymi i kilka farbek akwarelowych, pędzelki i woda. Odlewy są bialutkie, aż korci, by nadać im jakiś (własny) kolor... Kształtki są do wyboru; dla chłopców (widzę jakiś maleńki czołg czy inny bieżny obiekt), muszelki, zwierzakopodobne istotki – te, jaki widzę, będą na zielono, malutki domek już ma dach o kolorze dachówkopodobnym, nie wiem, jak będzie ze ścianami i okienkiem... Narady malarskie trwają... Akwarele są, jak widzę, nie tylko na kształtkach, ale też na rękach, tu i tam się komuś chlapło, nie szkodzi, farby są zmywalne.
Żeby kolor ładny powstał, musi być dodana określona ilość wody... Starannie jest to przemyśliwane. Potem ćwiczone.
Dziełka można będzie zabrać do domu – Ola odpowiada na nurtujące któreś dziecko pytanie. Pochwalić się swoimi kreatywnymi umiejętnościami mamie i innym domownikom.
Warsztaty z Dworcem Tworcem są od 6.lipca, w środy, i czwartki od 11.30 do 14.30. Warsztaty artystyczne i ruchowe, bo dzieciom obydwie te aktywności są niezbędne.
W poniedziałek zabawy w sznura – fajna dziecięca zbitka językowa - to popularna od pokoleń gra w skakanie przez sznur. Przyniesiono piankowe sikawki, było głośno, dzieciaki piszczały z uciechy... Oblewanie kogoś wodą jest ekscytujące. Latanie także. To marzenie wszystkich dzieciaków, małych i większych... Skrzydła można zrobić z tkaniny, i przyczepić do pleców, a potem – wyobraźnia już latała sama... A jak to jest zostać stworem z ogonem z piórek? Albo gepardem, czy antylopą? I kto komu więcej tych piór wyrwie – z tego miejsca, gdzie zostały wetknięte? Oj, cicho przy tym nie było!!
W domu mamy wiele rzeczy, które można wykorzystać do zabawy z dzieckiem. Chociażby łapka na muchy. To może być – narzędzie do gry w hokeja z piłeczkami styropianowymi. Poczciwe paletki czy piłki do gry też są do dyspozycji dzieci, i zabawy interaktywne z chustą. Na sali tańca w MOK miało miejsce budowanie kolorowych konstrukcji z rurek plastikowych. Taki wstęp do myślenia przestrzennego.
Najnowsza wieść. Będzie malowany mural na Głębokim, jest już zezwolenie z Urzędu Miasta. Co tam powstanie? Jaką trwalszą pamiątkę artystyczną pozostawi po sobie Dworzec Tworzec?

Iwona Wróblak






środa, 19 sierpnia 2020


Ylo Violin i jej magiczne skrzypce

Na dziedzińcu międzyrzeckiego zamku, przynależącego do kompleksu przy Muzeum im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu, plenerowy koncert skrzypaczki Ilony Perz-Golka z Warszawy (YLO Violin). Wirtuozka skrzypiec jest absolwentką Akademii Muzycznej we Wrocławiu, studiowała też w Konserwatorium Hogeschool w Enschede w Holandii. Pracowała w Filharmonii Sudeckiej, koncertowała w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Luksemburgu, USA, Kanadzie, na Wyspach Karaibskich. W planie są Chiny i Japonia, i produkcja teledysków. Życzymy sukcesu.
Od 2008 r. Ylo Violin gra na koncertowych skrzypcach elektrycznych zrobionych specjalnie dla Niej we włoskiej firmie lutniczej Cantini; za sprawą przystawki magnetycznej każda ze strun tych skrzypiec jest nagłaśniana osobno. W Polsce, jak mówiła artystka, na takim instrumencie nikt nie gra. W Międzyrzeczu prezentowała nam te skrzypce - i swoje niemałe umiejętności artystyczne.
Kilkadziesiąt osób przyszło na koncert pt. „Magia skrzypiec”. Głód kultury, tej wyższej zwłaszcza, dał się nam ostatnio szczególnie we znaki. Koncerty plenerowe (to drugi od początku roku) nieśmiało powracają także do Międzyrzecza.
Artystce towarzyszyła jej menadżerka Martina Jackowicz Bochenek, prezentowane utwory pochodziły z autorskiej płyty skrzypaczki pt. „Timeless” w aranżacjach symfonicznych Marka Czekały, z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Sudeckiej.
Dziwne piękne skrzypce w scenerii, bardzo akustycznej, wysokich murów zamkowych okalających dziedziniec. Na podwyższeniu, miejscu centralnym obronnego zamku, pozostałości po siedzibie dowódcy grodu, święto skrzypiec i muzyki wykonywanej na skrzypce. Płytka z prezentowanymi utworami, dostępna dla chętnych po koncercie, zgłoszona będzie do nagrody Fryderyków.
W koncercie YLO Violin nieco klasyki (Antonio Vivaldi), ale przede wszystkim utwory autorskie. Szeroki oddech, radość i dynamika. Rozmach i żywiołowość. Pełnokrwisty koncert. Jest też epickość i refleksyjność, trochę zadumy, nieco poezji... Romantyzm.
Symfoniczny podkład muzyczny. Ciekawie brzmią te dziwne skrzypce, mocne w brzmieniu, wyraziste. Słuchaliśmy znanych przebojów z kręgu muzyki latino, hiszpańskiej, i innej, popularne tematy muzyczne, i wydobytej z muzyki opartej na motywach kultury lokalnej ich esencji (hiszp. „Besame mucho”) – w profesjonalnym akademickim opracowaniu i aranżacji, tutaj wyeksponowanej liryczności, i tego, co uniwersalne w muzyce, a za sprawą odpowiedniego wykonania czytelne i słyszalne. Muzyka filmowa niedawno zmarłego włoskiego kompozytora Ennio Morricone, jej piękno i ponadczasowość, w wykonaniu naszego gościa, dzięki mistrzowskiemu opanowaniu instrumentu – piękno krystaliczne...

Iwona Wróblak














wtorek, 4 sierpnia 2020


Za Starymi Drzwiami Pawła J. Sochackiego

Co jest za „Starymi drzwiami” Pawła J. Sochackiego? Jest Babcia (i Jej dom..). Babcia Osoba z dużej litery. Babcia czekająca na wnuka, by opowiedzieć mu baję. Za Starymi Drzwiami są spełnione marzenia. Są opowieści – turbo-doładowania na całe wnuka życie, opowieści które zawsze kończą się dobrze. Te które dają siłę...
Za Drzwiami z wyraźnie zaznaczoną (otwierającą je) Klamką jest świat związany z babcinymi opowieściami...
Jest wysłuchane Dziecko. Jest Jego - Dziecka budowanie. I Jego dziecka początki budowania więzi z Domem – domem rodzinnym, tutejszym rodzinno-sąsiedzkim opolem, Domem - który jak kurze łapki mądrej Szeptuchy stoi mocno wrośnięty w krajobraz kulturowy.
Babcine szeptane bajki to mądre ludowe przypowieści, intuicyjnie wybrane przez Pawła - bardzo schludnie zredagowane – korzystające z przekazów lokalnych i legend.
Narnia Pawła. Intymna, i wydobyta na światło dzienne Narnia Dziecka Pawłowego. Jego nieodłączny uśmiech, także, myślę, też proweniencji Babcinej. Pokłady żyznej gleby memów kulturowych, podobno żyjących jakby obok i pomimo, w pobliżu ludzi... Ziemi Babcinej na której urośnie, już urósł, On, Paweł, jako mężczyzna, hołdujący w sobie wielkie potężne Dziecko – czyli świeżość, uśmiech, otwarcie, ciekawość... i szacunek... Paweł niewahający się słuchać mądrej starej Kobiety, niczym Mokoszy, prawdawnych bogiń w trzech (przedziałach wiekowych; dzieciństwo, młodość, dojrzałość) postaciach. Skłonny do korzystania z dorobku pradziejowego doświadczenia ludzkości.
Za Drzwiami Narniowymi Pawła J. Sochackiego jest babcia i ta symboliczna, i ta rzeczywista, ze wspomnień. Chcąca mówić, opowiadać, dzielić się swą wiedzą wynikającą z doświadczeń życia, i ta intuicyjną-kobiecą – Mokoszową, przekazywać opowieści.... A z opowieści, jak mówią, składa się człowiek.
Szacunek Pawła do Starych Drzwi. Jego ciekawość wobec głębi ludzkich doświadczeń, historii mentalnych, ocalałych okruchów lokalnych przekazów, mniej czy bardziej bajecznych – w której ziarna rzeczywistych przeszłych zdarzeń na pewno są obecne.
Paweł zapamiętał to dziecko w sobie, słuchające opowiadań Babci – Jej wielkiego dla dziecka autorytetu, dokładnie je w sobie pamięta i pielęgnuje. Dziecko na kolanach Wiedzmy-Wiedzącej-Tej-Która-Wie. Czy i Tej uczącej się (wyciągającej wnioski) na swoich postępkach, co jest wybiórczą mądrością interpretacyjną, niedeterministyczną. Uczącej się od Dziecka spisującego jej Legendy... Mamy je – i legendy, i Dziecko – w sobie wszyscy. Tylko czasem je zabijamy... Na szczęście, jak wynika z Bajek, nie do końca. Bo tam w Bajach, nie ma śmierci, nie ma rozpadu, jest trwanie, jak w wodnym akwenie. Jak w tao...
Bajki baśnie, bywały, i są, przedmiotem i tematem naukowych rozpraw słynnych antropologów, którzy wydobywają z nich odwieczne prawa, tropy. Ścieżki antropogenezy. Bajki są po to, by je czytać d(D)zieciom. One, te Dzieci, czyli My, zapamiętamy z nich to, co najważniejsze. Chyba że uprzemy się, by zdusić w sobie tę pradawną wiedzę. Przymkniemy Narniowo-Stołuniowe (czy inne nasze) Drzwi, Babcię, wodę (taoistyczny symbol przepływania tego, co nieuchwytne, ale zawsze istniejące). Dalekie echa, reminiscencje przeszłych kultur i ich duchowych zdobyczy, żywych w nas, w naszych opowieściach lokalnych. Memach bardziej żywotnych niż niejeden człowiek o zamkniętych Drzwiach wewnętrznych - do których klamka nie podlega zniszczeniu... Nie bez powodu.


Iwona Wróblak
sierpień 2020 r.