piątek, 19 stycznia 2018

Chóralnie i kolędowo


            Tłok w kościele św. Jana w Międzyrzeczu, w ławach dużo artystów i słuchaczy. Będzie kolędowo i bardzo chóralnie – wystąpią aż trzy chóry: Chór z ZUT – z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego ze Szczecina, znany nam wieloletniej współpracy z naszym Międzyrzeckim Chórem Kameralnym, organizatorem niezapomnianych MUCH (5. Edycji Międzyrzeckich Uczt Chórów Amatorskich) – i jako trzeci, w tym roku - Orkiestra Wojskowa w Szczecinie pod batutą Jarosława Michałko, która występuje u nas dzięki Klubowi Wojskowemu 17 międzyrzeckiej Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.
            Dyrygent Chóru ZUT prof. Iwona Wiśniewska – Salamon bardzo chętnie do nas przyjeżdża, teraz z repertuarem kolędowym. Połączone Chóry i Orkiestra zaśpiewają, i zagrają, razem – co będzie ciekawym doświadczeniem. Wszystkimi chórami kierują zawodowi muzycy. Skład Chóru ZUT, jak mówi prof. Wiśniewska – Salamon zmienia się – jego członkami są studenci i uczniowie, w tym koncercie również biorą udział chórzyści z Polickiego Chóru Kameralnego. Także tak się dzieje z Międzyrzeckim Chórem Kameralnym – drzwi do amatorskiego śpiewania, pod batutą Pauliny Staniec, są dla międzyrzeczan obojga płci zawsze otwarte. Czysty profesjonalizm muzyczny to Orkiestra Wojskowa ze swym pełnym symfonicznym instrumentarium – i dobrymi wokalistami (Rafał Grzesiuk). Kolędy w nieco marszowym rytmie, to bardzo ciekawe… Chociaż w repertuarze są na pewno także inne opracowania. Zapamiętałam orkiestralną monumentalność w pieśni „Gloria…”
            Nasz Międzyrzecki Chór Kameralny istnieje od 2008 r. Zaliczył wiele sukcesów, nagród i wyróżnień. Stale na bardzo dobrym profesjonalnym poziomie. Jest w strukturach Stowarzyszenia „Międzyrzecki Chór Kameralny”, którego prezesem jest Piotr Czajkowski. Bardzo chcielibyśmy, żeby MUCHY wróciły do repertuaru muzycznych ofert kulturalnych Międzyrzecza, to był unikalny festiwal z prawdziwego zdarzenia… Na razie Stowarzyszenie utrzymuje – owocne - kontakty z panią profesor Wiśniewską – Salamon, nawiązał współpracę z klubem Wojskowym 17 WBZ – z jego dostępem do orkiestr wojskowych…
            Orkiestra Wojskowa ma bardzo długą tradycję, powstała – w 1945 r… Bardzo duży dorobek koncertowy. Współpracuje z orkiestrą symfoniczną w Szczecinie i regionalnymi organizacjami pozarządowymi. Byliśmy pod wrażeniem gry klarnetu, trąbki i innych instrumentów, całej sekcji dętej. Kolędy w kościele św. Jana – na radośnie, na orkiestrowo i chóralnie.
Utwór „Mizerna, cicha, stajenka…”  subtelnie zaintonowany przez Chór z ZUT, z cichym akompaniamentem Orkiestry Wojskowej. Ciekawe etiudy kolędowe – ukraiński: „Szczedrik” – ze wschodniosłowiańską muzyczną religijnością prawosławnych świątyń, wykonany a’capella, i brytyjski, łacińsko obrzędowy „Ding dong”, wyspiarski styl kolęd. Słuchaliśmy bardzo zdolnych wokalistów Chóru ZUT – m.in. Weronikę Stolarczyk, o mocnym wysokim tembrze głosu. Mieliśmy też przyjemność posłuchać akapitu w jednej z pieśni w wykonaniu samej pani Profesor, szkolony wysoki głos, próbka, jak się powinno śpiewać…
Ostatnia kolęda „Bóg się rodzi” wykonana została przez wszystkie trzy chóry. Organizatorzy podziękowali gospodarzowi obiektu ks. proboszczowi Markowi Walczakowi, akustykom z MOK, burmistrzowi Międzyrzecza i Klubowi Wojskowemu, bez którego występ Orkiestry Wojskowej nie byłby możliwy. Przekazaliśmy sobie na koniec tradycyjny „znak pokoju”, jako, myślę, zapowiedź dalszych spotkań muzycznych.


Iwona Wróblak
styczeń 2018




czwartek, 18 stycznia 2018

Kolędowy czas w kościele św. Jana – Halina Frąckowiak


            Szopka olbrzymia, przestrzenna, w kościele św. Jana, jak co roku – przygotowana przez parafian – z sianem, i stylizowanym na ludowo Żłóbku, ze Świętą Rodziną, zwierzęta nie tylko domowe, także te leśne, z Natury. Gwiazdkowo niebieski firmament na sklepieniu pełnym zabytkowych renesansowych fresków, Z Gwiazdą Betlejemską niegasnącą. Ognisko Bosko-rodzinne się pali…
            Kolędowy czas, muzyczny, będzie śpiewać gościnnie Halina Frąckowiak. Kwiaty dla artystki przynosi ks. Marek Walczak, będą czekać na kościelnej ławie.
            Podziękowania dla naszych lokalnych sponsorów, firm, bez których koncert nie mógłby się odbyć. Także instytucji, jak Muzeum w Międzyrzeczu, MOK (nagłośnienie), i  pani Teresie Flisikowskiej, której dzieci ze scholii będą towarzyszyć koncertującej śpiewaczce.
            Dzieci z anielskimi skrzydłami, białymi perukami, w sukienkach chyba komunijnych, obrazować będą styl aranżacji kolęd Haliny Frąckowiak, które to pieśni – pozornie znane – wykonane są w specyficzny sposób. Z Boską tajemnicą w tle, ciekawe muzycznie. Także słynna z okresu Solidarności lat. 80. „Kolęda Nocka” do słów Ernesta Brylla i muzyki Wojciecha Trzcińskiego, śpiewana wtedy przez Krystynę Prońko.
            „Lulajże Jezuniu…” Matczyna tkliwość nad kołyską małego dziecka, inne kolędy, znane, ale słuchamy ich z dużą przyjemnością – każde opracowanie jest nowe, inne, chociaż oparte na kanonie. „Nie było miejsca dla Ciebie…” – słyszymy powiew pustynnego wiatru i żar spiekoty bliskowschodniej, klimat wydarzeń biblijnych. Mamy też próbkę bluesowo soulowych zainteresowań artystki, piosenkę z repertuaru Elly Fitzgerard.
            Koncert kończy wspólny z „anielskimi dziećmi” pani Flisikowskiej – „Jest taki jeden dzień w roku…”, kiedy spotykamy się rodzinnie, świątecznie, i miłośnie, z czułością. Piórko anielskie spadło mi właśnie pod stopy, z kostiumu, ze skrzydeł, na podłogę w kościele… Ostatnim akcentem koncertu kolęd jest piękny poetycki utwór „Panna pszeniczna”, wykonany na specjalne życzenie.


Iwona Wróblak
styczeń 2018


środa, 17 stycznia 2018

Łemkowie – nasi sąsiedzi międzyrzeczanie…


            Przyjechali z różnych stron naszego województwa, z wielu miast i wsi Gminy, do sali starościńskiej Muzeum międzyrzeckiego. Przyjechali na wykład dr Bohdana Halczaka – wykład o Nich, o ich (najnowszej) historii – i po to myślę – żeby się spotkać, bowiem jest  okazja ku temu wyśmienita. Też pewnie z ciekawości (ile jest oficjalnie wiadomo o ich historii…) Dr Halczak jest jednym z nich, także jego rodzina przyjechała tu – niedobrowolnie – w ramach tzw. Akcji „Wisła”. Akcji przymusowych wysiedleń ludności z terenów Bieszczad.  
            W 1947 r. przyjechali w bydlęcych wagonach, w asyście Wojska Polskiego. Witani byli niechętnie, posądzani o sympatię dla UPA – przez ówczesne władze Międzyrzecza, i podejrzliwie przez ludność – wieści o morderczych wobec Polaków działań Ukraińskiej Powstańczej Armii zrobiły swoje – i nieważne było, że wśród nich, rolników, większość stanowiły kobiety, dzieci i starcy, że pochodzili nie z tych rejonów, gdzie trwały walki, w końcu że sami często padali ofiarami walk, że historia rzuciła ich po prostu w oko cyklonu bratobójczej wojny. Polacy w Międzyrzeczu i okolicach po wojnie jeszcze długo mówili, że – z takimi sąsiadami - będą teraz spać… z przysłowiowym nożem pod poduszką…
            Trudne warunki bytowe mieli nasi Łemkowie u nas przez szereg lat. Aż do lat 70. nie mieli na własność budynków, co utrudniało normalne życie, a ziemię rolną - użytkowali. Imali się prac najemnych, część z nich wyjechała, do miast, na ziemie przodków, do Kanady. Długo byli pod lupą służb specjalnych, pisano o nich meldunki, bardziej aktywnych poddawano represjom, też torturom. Część Polaków nie rozumiała na przykład, dlaczego oni, Łemkowie, czy Bojkowie, chcieliby mieć posługę religijną w greckokatolickim obrządku, a nie w „naszym” – rzymskokatolickim…  Trzeba było przełamać też opór duchowieństwa. Uzyskali zezwolenie w 1958 r., powstała parafia Kościoła Grekokatolickiego. W tym roku parafia greckokatolicka obchodzi 60.lecie swego powstania. Cerkiew Świętych Cyryla i Metodego w Międzyrzeczu mieści się w dawnym kościele staroluterańskim z XIX w. przy ulicy ks. Piotra Ściegiennego 4.
Przetrwali te czasy – tak nakazywał rozsądek i realia polityczno- społeczne. Jednak działali wśród nich ludzie, społecznicy, którzy od początku pracowali nad zachowaniem przez społeczność własnej tradycji, kultury, tożsamości etnicznej – co przynosi, jak mówią mi obecne na potkaniu panie Łemkinie – dzisiaj owoce... Jest nimi na przykład coroczna, od kilkudziesięciu lat „Watra”, i inne cykliczne imprezy łemkowskie, spotkania z kulturą łemkowską, otwarte dla wszystkich, którzy chcą ja poznać.  Już w 1956 r. powstało Ukraińskie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne (UTSK). Ważną postacią był działacz społeczny Michał Kowalski. Domagano się umożliwienia powrotów na ziemie uprzednio zamieszkiwane. Lata 90. ubiegłego wieku to masowa emigracja zarobkowa, unifikacja i widmo niebezpieczeństwa wynarodowienia i asymilacji. Dr Halczak przywiózł na spotkanie grubą książkę swego autorstwa, monografię o Łemkach, Bojkach i Rusinach – mam nadzieję, że będzie dostępna w bibliotekach, to kluczowa pozycja dla zrozumienia naszej lokalnej międzyrzeckiej kultury – jej bogactwa, różnorodności, i historii.
            Ponad 12.000 osób o przynależności ukraińskiej, łemkowskiej, po wojnie w rozproszeniu rozlokowano w różnych miastach i wsiach naszego regionu – celowo, by utrudnić im organizowanie się. W powiecie międzyrzeckim około 800 osób. Stanowiło to kilka procent całej populacji przybyłej ludności, z których prawie sto procent - skądś tu przyjechało… Od początku Łemkowie podlegali drastycznym ograniczeniom meldunkowym, które zelżały dopiero po odwilży w 1956 r. Dr Halczak cytował oryginalne donosy jednego z urzędników międzyrzeckich, z charakterystycznym dla czasów podejrzliwym stosunkiem do tej grupy imigrantów – imigrantów w ramach tego samego kraju… Karpaty, Łemkowszczyzna północna, Zakarpacie były częścią naszej Polski…
            Dzisiaj – mam nadzieję – wiedza o Łemkach jest obszerniejsza, i … odpolityczniona (?). Nad uprzedzeniami narodowymi góruje zwykła ludzka ciekawość. Niektórzy z nich przyszli na spotkanie w barwnych soroczkach, wyszywanych koszulach ukraińskich. Pośpiewaliśmy, kto umiał, kolędy ukraińskie – ton nadawał chórek kobiet z parafii grekokatolickiej, której proboszczem jest ks. Ernest Sekulski, zauważyłam, że zespół składał się z trzech pokoleń... Wierszyk po łemkowsku powiedział też Oskar - kilkuletni synek księdza Ernesta, a Lenka Soroka również zaśpiewała w swoim ojczystym języku – z akompaniamentem taty na akordeonie – kolędę łemkowską. Wsłuchiwaliśmy się w specyficzny łemkowski akcent, nieco różny od ukraińskiego. Spontanicznie z widowni wtórował kobietom jeden z naszych radnych – bardzo uzdolniony wokalnie… Widziałam jego oczami te zielone wzgórza wsi łemkowskich, ich bujną okolicę, z której musieli kiedyś wyjechać.  
            Dzisiejsza wieś Kwiecie, to, jak się dowiedzieliśmy, osada nazywana powszechnie kiedyś po łemkowsku Berezą – Wysoką Brzozą, poniemiecki folwark, który zasiedlili Łemkowie. Barwne opowieści o dawnych, sprzed przesiedlenia, czasach przekazywali starsi ludzie, by pamięć i tożsamość społeczności nie zaginęła.
Łemkowie, jedna z grup góralskich północnych Karpatów, powstali przez przemieszanie się osiedlającej się na dzisiejszej Łemkowszczyźnie ludności zachodniosłowiańskiej (polskiej i słowackiej), wschodniosłowiańskiej (ruskiej) oraz tzw. wołoskiej. Łemkowie zamieszkiwali obszary Karpat Zachodnich między Popradem a Osławą na północy oraz Osturnią a Laborcem na południu. Nazwa „Łemko” pojawiła się na początku XIX w. i wywodzi się od powszechnie używanego przez Łemków słowa „łem” (tylko, lecz). Łemkowie – według definicji - są ludem wschodniosłowiańskim, jak czytam w źródłach - grupą etnograficzną w takim znaczeniu, że zamieszkiwała określone terytorium i wyróżniała się zespołem właściwych sobie cech kulturowych, a także posiadała zarówno poczucie łączności ze sobą, jak i poczucie odrębności od sąsiadów. Łemkowie pozostają grupą o wyrazistej świadomości swej jedności i odrębności, własnym języku, stereotypach kultury i świadomości zbiorowej.

28. kwietnia 1947 r. Grupa Operacyjna „Wisła” rozpoczęła wysiedlanie ludności ukraińskiej z południowo-wschodniej Polski. Operacją dowodził gen. Stefan Mossor. Działania prowadzone były w sposób brutalny i bezwzględny. W ciągu trzech miesięcy na Ziemie Zachodnie i Północne przymusowo przesiedlono ponad 140 tys. Ukraińców. Zastrzelenie 28. marca 1947 r. wiceministra obrony narodowej gen. Karola Świerczewskiego w zasadzce zorganizowanej przez UPA dało doskonały pretekst dla uzasadnienia wysiedleń Ukraińców i zastosowania wobec nich zbiorowej odpowiedzialności. Powołana GO „Wisła” miała „rozwiązać ostatecznie problem ukraiński w Polsce”. Powierzono jej zadanie całkowitej likwidacji oddziałów UPA, przeprowadzenie „ewakuacji z południowego i wschodniego pasa przygranicznego wszystkich osób narodowości ukraińskiej na ziemie północno-zachodnie, osiedlając je tam w możliwie najrzadszym rozproszeniu”. Ewakuacja miała dotyczyć „wszystkich odcieni narodowości ukraińskiej z Łemkami włącznie”, obejmować  miała także mieszane rodziny polsko-ukraińskie.

Iwona Wróblak
styczeń 2018











            

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Kolędowanie ŚwiętoWojciechowe

Ostatni, oficjalnie, dzień cyklu Świąt Bożego Narodzenia zakończony będzie koncertem, który na długo pozostanie w naszej lokalnej pamięci.
Przy kościele św. Wojciecha w Międzyrzeczu działają dwa zespoły śpiewacze, obydwa prowadzone są przez zawodowych muzyków. Jeden z nich to „Chór Międzyparafialny”, drugi to „Zespół Wokalny” kierowany przez zawodowego dyrygenta Wojciecha Witkowskiego. Ten drugi zespół wystąpił, razem z dziecięcym Chórem „Piccolo”, w koncercie kolęd. 
            Po wieczornej, i świątecznej, mszy św. wielu ludzi nie wychodzi, zostaje, zaproszeni są przez proboszcza parafii na koncert kolęd. Zapowiedziany jest występ znanego i lubianego Chóru Dziecięcego oraz mini recital „Zespołu Wokalnego” przy parafii św. Wojciecha.
Ewa Witkowska, nauczycielka muzyki, wprowadza swoje dzieci,  najmłodsza dziewczynka ma około kilku lat. Jesteśmy pod wrażeniem, jak pięknie mogą śpiewać małe już dzieci – i co najważniejsze – ile radości może im to sprawiać. Lokalne dziecięce gwiazdki wokalne prezentują nam się w wystąpieniach solowych, m. in. Sebastian Sierbin, z międzyrzeckiej muzykalnej rodziny, która już ma osobowe osiągnięcia w sztuce muzycznej. Życzymy małemu Sebastianowi powodzenia…
            Choreografia jest starannie obmyślona. Zostaje przygaszone kościelne światło i do wnętrza nastrojowo wkraczają ze światłami starsi kolędnicy – „Zespół Wokalny” pana Witkowskiego, który jest także praktykującym tutaj kościelnym organistą. Grany będzie bowiem za chwilę ten utwór – „Wśród nocnej ciszy” – i  mroku zawierającego (T)tajemnicę
            Ciekawie – inaczej – brzmi piękna pieśń o „Uciekających…” przed kaźnią, Boskiej rodzinie z Dzieciątkiem. Ciekawie - w wykonaniu dzieci, w opracowaniu interpretacyjnym pani Witkowskiej. W dostosowaniu tematyki, melodyki, do dziecięcej wrażliwości… To opowiadany epos – człowieczo-boski, uchodźczy; melodyjny i subtelnie przekazany. Akompaniuje na klawiszach dyrygentka. Wielka cisza towarzyszy śpiewającym, nasza cisza, Nas - którzy słuchają…
            Chór Witkowskiego śpiewa a’capella, białe kotyliony wpięte są w czarne stroje. Stara pieśń religijna, starannie wykonana. Muzyka stricte sakralna wybrzmiewa w kościele św. Wojciecha, na przemian z dziecięcymi wykonaniami pieśni i piosenek. Młode talenty, umiejętnie szlifowane i ich widoczna radość z grupowego śpiewania. Nastrój choinkowo-świąteczny jest nam przedłużony o dzisiejszy wieczór – za sprawą tego koncertu.
            „Zespół…” śpiewa na kilka głosów. Kolędy i pieśni, celebracja dźwięków, zasłuchania się w melodię i rytm. Połączone Zespoły dorosłych chórzystów i dzieci zaśpiewają na koniec słynny utwór, po łacinie, „Chwała na wysokości Bogu”, wspaniale brzmi, bardzo „wieloglosowo”, od wysokich, mocnych dziecięcych tembrów po męskie tenory.
Muzycy, proboszcz, zapraszają do wspólnego chóralnego muzykowania także nieodświętnego, na co dzień, do „Zespołu Wokalnego” – próby są w czwartki o 19.30, proboszcz ks. kan. Paweł Tokarczyk zostawia artystom, jak mówią dyrygenci, otwarte drzwi do sali prób, zachęca… A dobry instruktor może bardzo wiele – śpiewają w tym „Zespole..” osoby, które być może przedtem nie podejrzewały się o jakiekolwiek zdolności muzyczne – zawsze warto spróbować…

Iwona Wróblak
grudzień 2018









niedziela, 7 stycznia 2018

Z Trzech Stron świata – na Zamek


            Z trzech stron (międzyrzeckiego) świata przybyli królowie-magowie, z trzech świątyń międzyrzeckich, różnokolorowi, jak barwy skóry gatunku ludzkiego, z czarnym Baltazarem, Arabem Melchiorem i Kacprem – z Europy…  
Jak powiedział, witając nas na tym widowisku ludycznym, burmistrz Międzyrzecza, dzisiaj chodzi o to, żeby nie było między nami różnic rasowych, etnicznych. Kościelne Święto Trzech Króli niech będzie okazją do pojednania, jego przyczynkiem… Międzyrzeckim na razie.
             W tym roku – na podwyższeniu, będącym pozostałością po domu starosty, na dziedzińcu zamkowym zaplanowano montaż słowno – muzyczny z udziałem młodzieży z Oazy przy parafii św. Jana Chrzciciela. Naszej zdolnej, dobrze śpiewającej młodzieży, która właśnie wydała płytę z kolędami. Opiekuje się nimi Teresa Flisikowska. Montaż w ich wykonaniu oglądaliśmy przy okazji koncertu Dnia Wszystkich Świętych, pamiętamy wysoki artystyczny poziom widowiska, z uwagi także na starannie wybrane teksty, autorzy czerpią z najlepszych źródeł kultury, nie tylko sakralnej, i literatury.
            Drewniany zabytkowy most na Zamek z balustradami przyozdobionymi zielonym igliwiem. Schodzą się kolędnicy-weselnicy – w różnym wieku, także ci najmłodsi, przyjdą przecież poprzebierani Magowie. No i papierowe błyszczące korony złote i srebrne, ufundowane przez Urząd Gminy, rozdawać je będzie osobiście pani Flisikowska, i będzie ich skrupulatne przypinanie do dziecięcych czapek… A dużą ich ilość przygotowano, tak że pierwsze rzędy widzów będą – w większości ukoronowane, jak powiedział ks. proboszcz Marek Walczak – nasz pasterz w stroju pasterskim, z kagankiem zabytkowym-lampą, znany międzyrzeczanom nie tylko z posługi w parafii św. Jana, także z wieloletniego mecenatu kulturalnego, licznych koncertów organizowanych w kościele i innych wydarzeń kulturalnych, opieki nad zabytkowymi renesansowymi freskami na ścianach świątyni, etc. Potrafimy się bawić - powiedział ksiądz.
            Na scenie trwają ostatnie próby nagłośnieniowe – podziękowania dla obsługi technicznej, pracowników Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Także dyrektora Muzeum za udostępnienie dziedzińca zamkowego, i Policji, zabezpieczającej na drogach pochody. Odgłosy Orszaków zbliżają się powoli do Muzeum i Zamku, przybywa na murawę czarny Baltazar z parafii św. Wojciecha. Jest jasno, słonecznie i ciepło, jak na styczeń, pogoda wyjątkowa - w  historii poprzednich trzech Orszaków.
Czyli – Europa, Azja i Afryka, oraz burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz po raz IV na międzyrzeckim Zamku, którzy powitają nas, razem z Pasterzem.
            Gitara klasyczna, instrumenty klawiszowe i głosy, tekst czytany przez lektora. „Wśród nocnej ciszy”, kolęda rozpoczyna koncert. Schola śpiewa w koronach. Narodziłem się w ciemności, w Twoim ludzkim życiu, mówi Bóg… Dobrze ustawione dziewczęce głosy. Uciekali, uciekali… z przyjemnością słuchamy pieśni, niestarej, narodziła się przed ostatnią wojną, jako uniwersum uchodźcy, polskiego również. Znamy temat z naszej wielosetletniej historii narodowej… Tak mało mamy – tylko nadzieję… Piosenki przetykane Słowem – o Bogu w ludzkiej postaci, dla którego nie było miejsca w gospodzie. Ta Gospoda też i dzisiaj ma bardzo mocny wydźwięk, wobec tylu wojen dziejących się w świecie, który wskutek obiegu informacji się skurczył i NIKT nie może powiedzieć, że nie wie, że potrzebującym należy się pomoc (bo mogą być – b(B)ogami…) – schronienie i dach.
            Trzej Królowie słuchają pieśni z boku sceny, i recytacji. Piekło zawarte, czyli zamknięte – na czas dzisiejszej introdukcji, (N)niebo otwarte (czy uchylone), Słowo Ciałem się stało. Widowisko muzycznie starannie przygotowane. Jedna z najpiękniejszych pastorałek – „Gore gwiazda Jezusowi” kończy spektakl, na drugą część uroczystości Święta Trzech Króli Teresa Flisikowska zaprasza do Kościoła św. Jana, na mszę św.
            Musical złożony z kolęd, pieśni i tekstów o poszukiwaniu i znajdowaniu Boga i sacrum, o zaproszeniu Ich do siebie i serc w nas. Zapadający zmierzch nas zamczyskiem międzyrzeckim, późny, bo niebo bezchmurne dzisiaj. Jest bezwietrznie. Otwórz serce miłością, czułością i delikatnością – słuchamy ostatnich akapitów  scenariusza – codziennie może narodzić się Bóg, jako atrybut wyżej wymienionych. Świeć mała gwiazdeczko świeć – to pieśń, której uczą najmłodsze dzieci w scholii. Trzej Królowie zaprowadzą do stajenki Betlejemskiej w kościele św. Jana Chrzciciela.


Iwona Wróblak
styczeń 2018







poniedziałek, 1 stycznia 2018

Sylwester po międzyrzecku czyli biegająco

            Chowamy się pod sufitem budynku brammego do Zamku – deszcz pada, co prawda już nie tak bardzo jak jeszcze przed pół godziną. Nieco nam niebiosa odpuszczają, ale mży nadal, chociaż jest ciepło, jak na grudzień, słupek mocno ponad zerem stopni…  Pan Kochan mówi mi, że w Sylwestrowe bieganie międzyrzeckie bywało bardzo różnie, i mokro, i ślisko. Podobno, jak słyszę, biec w deszczu czy nie – to bez różnicy, i tak się jest mokrym… Biegacze nie są z cukru, im żadna pogoda - nie przeszkadza.
            Chętni są. Coraz młodsi (to dobrze…) Weterani (harpagany, jak słyszę…) to już 70+… 34 lata państwo Frabińscy organizują te biegi, częstując po tym w swoim domu noworocznym szampanem i ciastem. Stawka biegaczy konsekwentnie trzyma liczbę w okolicy 35 osób, tak było też w zeszłym roku.
            Rozgrzewka trwa. Obowiązuje „sylwestrowy strój” międzyrzecki, czyli sportowy ubiór, wygodne buty do biegania, które dzisiaj się mocno ubłocą… Nad wszystkim duchowo czuwa, tradycyjnie zaproszony, proboszcz parafii św. Wojciecha ks. Paweł Tokarczyk, który jeszcze nie biega z nami, ale być może też kiedyś… Przekrój społeczny uczestników sportu bardzo szeroki – od biznesmanów, prawników, przedsiębiorców, nauczycieli, żołnierzy zawodowych – po studentów, młodzież się uczącą… I o różnej sprawności fizycznej – nie chodzi przecież o bicie rekordów – Stanisław Skrzek jest najstarszy (78 lat), Ryszard Czernicki też weźmie udział, protezy nóg mu nie przeszkadzają, zresztą to nie pierwszy jego sportowy wyczyn. Najmłodszy uczestnik – Franciszek, ma 5 (pięć) lat i - kawałek, jak mówi tata, biegł - przy dębie Michała, a potem, dumnie – za tatą, biegaczem rowerowym, chłopiec finiszował na alejce parkowej przy zamku. No i panie w tym roku też są – chyba w większej ilości niż poprzednio, z miernikami na ramionach, profesjonalnie. Sportowo pożegnać stary rok… 8 km do (słynnego międzyrzeckiego) dębu Michała i z powrotem, do parku zamkowego, koło dębu uczczą minutą ciszy naszych lokalnych maratończyków: Ryszarda Cwenera, Józefa Matysiaka i Stanisława Ożoga. Już ich nie ma wśród żywych, ale pamiętamy o nich.
            Ruszyli. Nasz doping dla biegaczy… Potem – dla finiszujących... Krzysztof Kochan zapisuje wyniki. Sportowiec w tym roku nie bierze udziału, mocna grypa trzyma, choroba nie wybiera.
            Andrzej Frabiński – gospodarz Biegu i nestor: - Nie zestarzeliśmy się, tylko włosy nam posiwiały… Życzenia świąteczne od Gospodarza – i oby nas nie ubyło, biegających, w zdrowiu, przybyć – zawsze może… Biegi też się nie starzeją. 34 lata temu wzięło udział zaledwie pięciu, z roku na rok było coraz więcej. Są wśród nich osoby, które nie poprzestają na sylwestrowym wyczynie, chociaż do tych 8. km też się trzeba kondycyjnie przygotować – Klub Biegacza w Międzyrzeczu ma się dobrze, planowane są w najbliższym czasie kolejne spotkania sportowe.
Uczcijmy je okolicznościową lampką szampana! Pod głównym w salonie żyrandolem z jemiołą…  Dom państwa Frabińskich pełen jest sylwestrowo biegających gości, w dresach….  Pani Ewa Frabińska zaprasza do degustacji ciast, delikatnego sernika, smacznego jabłecznika. Tradycyjnie nie może odbyć się bez chórku seniorów – biegaczy, który nie poprzestaje zresztą na jednej piosence: (…) wiła wianki i rzucała je do falującej wody… rzeki Obry oczywiście…  Któż tym razem wygrał – chociaż wszyscy biegacze dostali gratulacje, obdarowani zostali uściskami. Zaglądam do oficjalnych notatek: w tym roku, co zostanie zapisane w grubej Kronice Sylwestrowego Biegu, będącej do wglądu: Zbigniew Isański, Michał Kubik i Piotr Strzelczyk, z kobiet najszybsze były: Katarzyna Wachowicz i Dorota Wilska.


Iwona Wróblak
styczeń 2018







środa, 27 grudnia 2017

Rodzinnie, świątecznie i muzycznie


            Świąteczny Koncert dla Rodzin, zorganizowany jest po raz szósty przez Zdzisława Musiała, prezesa Stowarzyszenia „Lubuski Weekend Gitarowy”, Państwową Szkołę Muzyczną I stopnia w Międzyrzeczu i gospodarza obiektu, parafię Pierwszych Męczenników Polski.  Jesteśmy w gościnnym dla muzyczno – rodzinnych koncertów Sanktuarium, gdzie wysoko pod kopułą wygrawerowane są Ich imiona: Mateusz, Izaak, Jan, Krystian i Benedykt, nasza międzyrzecka historia powszechna sięgająca początków ubiegłego tysiąclecia.
            Wielkie choiny, stosowne do monumentalnego wnętrza bazyliki, upstrzone światełkami, mieniącymi się jak gwiazdki. Pod jedną z nich znajdują się prezenty, które - jak jest zapowiedziane, po koncercie zostaną wręczone (grzecznym czyli wszystkim) dzieciom, które przyszły na koncert z rodzicami, a przede wszystkim tym, które śpiewały i grały na nim…
            A jest tych dzieci spora gromadka. Uczą się w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu: to Anna (SM w Świebodzinie) i Zuzanna Gabiga, Kamila Głębocka, Filip Rzeźnicki, Nadia Furmanek, Ula Suchecka, Michał Suchecki, Kalina Tomysek i Agatka Baranek. Szkoła Muzyczna, szacowna instytucja edukacyjna, kulturalna, prezentuje nam swój dorobek. Spontanicznie zawiąże się też okolicznościowy, świąteczny, chórek naszych międzyrzeckich dzieci, które – zachęcone przez pana Musiała – zaśpiewają dla Nas, widzów, kolędy.
            Ostatnie próby przed koncertem, odśpiewane jest próbne „Gore gwiazda Jezusowi”, którą to, przepiękną pastorałkę, zaśpiewają potem wszyscy wykonawcy, z akompaniamentem gitarowym Zdzisława Musiała, nauczyciela gry na gitarze w Szkole Muzycznej. Akordeonik, stosowny do rozmiarów plecków małej artystki, przypinany jest – zaraz Nadia wystąpi.
Będziemy słuchać też gry dzieci na klarnecie, fletach, wiolonczeli i gitarze – piękne znane kolędy polskie wykonane bardzo starannie, ćwiczone na lekcjach szkolnych. Dla kilku uczniów to debiut – nie licząc występów w auli szkolnej – teraz grają, i śpiewają dla szerszej publiczności. Szkoła w programie nauczania ma koncerty swych uczniów dla mieszkańców. Filip po występie uśmiecha się, zadowolony – dał radę, pan Musiał skwapliwie pomógł mu z mikrofonem, przecież słuchali go bliscy, nauczyciele. Utworzone jest trio – gitara, klarnet i flet, kolęda tak wykonana brzmi inaczej, to lekcja, jak się słuchać wzajemnie w zespole, no i publiczność patrzy… Pięknie śpiewa mała Kalinka, a Agatka na swej wiolonczeli też wystąpi z jedną z kolęd.
            Jest też lekcja dla nas – widzów. Czy potrafimy zaśpiewać. Zdzisław Musiał wokalnie inicjuje „Jezusa malusieńkiego…”, akompaniując nam na gitarze. Chórek szkolno – pedagogiczny: pan Musiał i uczniowie zakończy udany występ świąteczno – muzyczno – rodzinny - pastorałką. Jeszcze tylko świątecznie opakowane paczki ze słodkościami ufundowanymi przez sponsorów: burmistrza Międzyrzecza, Starostwo Powiatowe i Zbigniewa Smejlisa radnego Powiatu Międzyrzeckiego. Mikołaj, przypiąwszy białą brodę wręcza je wszystkim dzieciom znajdującym się na sali.
Patronat honorowy koncertu: Wojewoda Lubuski i burmistrz Międzyrzecza.


Iwona Wróblak
grudzień 2017