niedziela, 15 marca 2020


Co kryła ziemia pod międzyrzeckim szaletem

            W wykopie po międzyrzeckim szalecie dwoje archeologów z Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza w Świdnicy. Na profilach (bokach) piasek i glina – to już materiał nawieziony w latach 60/70. przez budowniczych szaletu. Jeden z archeologów mówi, że podczas budowy pozostałości po starszych zabudowaniach, tych które widać na mapie J. Harnischa z 1780 r., zostały wybrane. Można by uchwycić ślady zabytków, gdyby wykop był poszerzony o pół metra, czego się nie planuje. Miejsce zostanie zasypane.
            Takie pytanie… Czy też tam były (lub są tuż obok) renesansowe piwnice – podobnie jak są w pobliskiej Aptece Ratuszowej, i które odkryto w 2014 r. podczas prac ziemnych naprzeciw Ratusza (zabytki rozebrane zostały decyzją inspektora Urzędu Ochrony Zabytków); piękne łukowe sklepienia, które przetrwały kilkadziesiąt lat jeżdżenia po nich (w środku było prawie 2 metry pustej przestrzeni) ciężkich samochodów? Piwnica biegła w poprzek ulicy i zamurowana była na ślepo (w okresie wyraźnie późniejszym) od strony plantów, a po drugiej stronie ulicy, tam gdzie postawiono szalety – napotkano wtedy gruzowisko…
Nie dowiemy się tego. W wykopie uchwycono ślady narożnika budynku. Na dawnej mapie, i pamięci starszych międzyrzeczan, po obu stronach ulicy Młyńskiej, która przedtem nazywała się Wysoka (Hohenstraße), od strony Apteki do krzyżówki stał rząd budynków, po wojnie wyburzony.

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.









piątek, 6 marca 2020


Czasoprzestrzeń – historyczna – i jej koncepcja współczesna


W szacownej sali starościńskiej Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego wśród publiczności - większości młodzi ludzie… Młodzi ciałem i duchem i nieobojętni wobec przyszłości estetyki naszego miasta i gminy. W programie konferencji pt. „CzasOprzestrzeń” kilka wykładów, prelegentami są, też młodzi, architekci. I gorąca dyskusja… W scenerii zabytkowych artefaktów - czas na młodość…
Spotkanie, za zgodą dyrektora Muzeum Andrzeja Kirmiela, zorganizowała Ilona Turczyn. Wykładom i dyskusji towarzyszyła tematyczna wystawa.
Nasze miasto, jak niewiele w kraju, liczy tysiąc lat (historii zapisanej). W ciągu wieków stało się mozaiką kultur, co widać w jego tkance materialnej, i w zbiorach muzealnych, artefaktach. W zachowanym piśmiennictwie. To zastana czasoprzestrzeń historyczna, która wymaga zabezpieczenia na przyszłość… I wkomponowania naszej bogatej historii w potrzeby współczesności. To MOŻNA zrobić…
Mateusz Pisera - „Znaki czasu-problem konserwacji niemieckich szyldów i napisów na przykładzie Międzyrzecza”. Nasze miasto jest polsko-żydowskie (kilka wieków wspólnego sąsiedztwa), (polsko) niemieckie, (polsko) holenderskie i (polsko) szkockie… Przez wieki – powiem: w czasach swojej świetności - funkcjonowało na przecięciu szlaków handlowych wschód-zachód. Ostatnie kilka dziesiątków lat, na skutek przesiedleń, napływu ludności ze wschodnich i południowych obszarów II Rzeczpospolitej, z ich niepowtarzalną kulturą Kresów, to kolejne wzbogacenie tej spuścizny. Twórcza mieszanka kulturowa, mamy czym się chwalić, co proponować turystom. Mamy o czym uczyć dzieci, co przekazać naszej Polsce jako oryginalny wkład ziemi międzyrzeckiej do historii. Na cmentarnym lapidarium, kolekcji ocalałych nagrobków z kiedyś okazałego cmentarza ewangelickiego, można odczytać nazwiska niemieckich mieszkańców miasta. Mateusz Pisera wypatrzył w naszym mieście ślady napisów z 1891 r. na murach starych kamienic. Niemieckie szyldy sklepów, rzemiosł  ukryte pod warstwą odpadającego tynku, te w lepszym stanie można odnowić, włączyć do przestrzeni miejskiej. Zrobiono to w dawnym Breslau, teraz polskim Wrocławiu, na zdjęciach tak ozdobione stare kamienice wyglądają estetycznie, przyciągają swą tajemnicą ciekawskich turystów. Mówią – TO TU szanuje się historię… Na jednej z kamienic Mateusz wypatrzył dużą białą strzałkę kierującą do piwnic, to kierunek ewakuacji mieszkańców na wypadek bombardowań…
Na renowację dawnej zabudowy wielokulturowej przeznaczone są międzynarodowe fundusze. Potrzeba tylko woli współpracy właścicieli zabytkowych posesji z urzędami i konserwatorem zabytków, by wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom społecznym porozumieć się w kwestii zakresu i celowości prac renowacyjnych. Też zadaniu edukacji historycznej (promocji turystycznej), działaniu na rzecz świadomości tej właśnie wspólnej, omawianej na spotkaniu, wielopoziomowej czasoprzestrzeni, złożonej ze skomplikowanej mozaiki składników kultury odziedziczonej i nam danej w opiekę. Czas i przestrzeń, jej materia (miasta, okolicy) we wspólnym dostojnym tańcu przez wieki – ponadczasowe continuum…   
Michał Górzny - „Koncepcja wizerunku Gminy Międzyrzecz jako marki lokalnej”. Prelegent jest absolwentem Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu oraz kierunku Turystyka i Rekreacja na PWSZ w Sulechowie, Szkoły Reklamy w Zielonej Górze. W Liceum Ekonomicznym uczy brandingu (budowanie świadomości marki; kreowanie i utrzymanie pozytywnego wizerunku konkretnej marki w umysłach konsumentów), projektowania kampanii reklamowej. Jest autorem całościowo opracowanych marek dla miast (Skwierzyna Miasto Otwarte, Pszczew Pełen Możliwości, Sulęcin Poleca się, Świebodzin Przed Tobą...)
Na koszulce Górznego propozycja logo stworzonego na potrzeby naszego regionu: „Międzyrzecz To Tu”. Jako sposób identyfikacji wizualnej z miejscem, zarówno pod względem lokalnym, dotyczącym bezpośrednio struktury miejskiej, jak i gminnej – profesjonalny, ciekawy i spójny branding. Marketing miast, wszystkich, w tym naszego, jest bardzo ważny. Wypracowanie lokalnej marki. Pomysł na komunikację – wewnętrzną wśród mieszkańcow, i z innymi regionami kraju, czyli big idea. Międzyrzecz (dodatnio) się wyróżnia, ofert marketingowych (i tożsamościowych – dla młodych ludzi, chcących stąd nie wyjeżdżać…) może być dużo: średniowieczny zamek, Muzeum, dwie rzeki, kilka jezior w okolicy, MRU (perełka architektury militarnej). Zdaniem pana Górznego brakuje nam przemyślanej i konsekwentnie, kompleksowo realizowanej strategii turystycznej. Spójnych w tym kierunku działań na szczeblach decyzyjnych w gminie, by stać się – przy tym potencjale - rozpoznawalną w kraju marką.
LOGO miasta powinno cechować się prostotą, być ponadczasowe. Czerpać inspiracje z lokalnej historii. Spójność marki lokalnej, możliwie prostej w przekazie, i zrozumiałej, jest definiowana jako odpowiedź, dla KOGO jest marka i PO CO JEST. Czy jest, ta marka, budowana dla mieszkańców miasta, gminy, regionu, województwa, czy dla Polski – w każdym wypadku robi się to inaczej, i nie może być w tym działaniu przypadku... Proponowane: „Międzyrzecz TO TU” jest informacją, że TU (do Międzyrzecza) dojechać wygodnie można drogą szybkiego ruchu S3 i S4, że w TYM miejscu (w gminie i mieście) jest przygotowany zestaw ofert (kulturalnych, gospodarczych, innych) dla odwiedzających, że napis na koszulce, którą nosi się, wyraża dumę i lokalny dobrze pojęty patriotyzm.
 Dagmara Zdanowicz-Wąsik „Praca projektowa: Galeria Kotłownia w Międzyrzeczu, pisemna: Doświadczenia modernizmu - tragizm i piękno polskiej architektury okresu PRL”. Pamiętamy naszą kultową „Kotłownię”, czyli Młodzieżową Pracownię Sztuk Pięknych (budynek po kotłowni w centrum miasta, teraz jest tam market „Mila”), miejsce niezwykle otwarte, gdzie w latach 90. ubiegłego wieku biło serce artystyczne miasta, przychodzili młodzi ludzie (około 60 osób), grali swoją muzykę, rysowali, malowali, fotografowali, rzeźbili. Spotykali się.  Roman Kasprowicz, malarz, konserwator zabytków, wychowawca młodzieży (wielu z nich skończyło potem studia artystyczne), prowadził zajęcia plastyczne dla nich, wykorzystując swoje osobiste znajomości i kontakty organizował prestiżowe wystawy i wernisaże, spotkania z ludźmi sztuki i kultury z całej Europy… Niestety, ta idealna - jak mówi pani Dagmara – kilkupiętrowa przestrzeń wystawiennicza,  została wyburzona… Przedtem placówka, z braku instytucjonalnego wsparcia ze strony władz, braku funduszy, ulegała degradacji, stała się miejscem dla bezdomnych… A przecież można było inaczej… Cóż, stało się.
Kotłownia to przykład fabrykalizacji architektury; Modernizm z lat 60/70 ubiegłego wieku, postPRLowski, styl - pozornie brzydki, budzi emocje… Dagmara Zdanowicz-Wąsik, z wykształcenia architekt, zrobiła projekt modernizacji budynku „Kotłowni” (praca ta była wystawiona na jednej z galerii Młodzieżowej Pracowni Sztuk Pięknych), z miejscem przeznaczonym na szatnie, galerie, pracownie, a na ostatniej kondygnacji miała być sala konferencyjna. Projekt w kilku rzutach jest teraz do obejrzenia na wystawie w Muzeum.
Weronika Kudlińska „Adaptacja budynku dawnej karczmy dworskiej w Międzyrzecz na wielofunkcyjny obiekt kompleksu zamkowego”. Skoro – nieodżałowanej – „Kotłowni” już nie ma, może by zagospodarować w tym celu XVII wieczny budynek Folwarku przy ulicy Zachodniej, należący do kompleksu zabytkowego Muzeum? Także na restaurację i hotel dla turystów odwiedzających Międzyrzecz? Projekt jest, przez Weronikę Kudlińską, już zrobiony. W nawiązaniu do historii lokalnej w zabytkowym budynku stworzyć nowoczesne miejsce spotkań międzyrzeczan. Dawna karczma dworska, z biblioteką, czytelnią, jako wizytówka, zaproszenie do wypoczynku, do zwiedzania zamku i Muzeum. Na parterze byłaby część gastronomiczna, z dużą klatką schodową na piętro, do restauracji, a na poddaszu - sala konferencyjna, galeria wystaw.
Ilona Turczyn „Koncepcja rewaloryzacji Starego Miasta wraz z kompleksem zamkowym w Międzyrzeczu”. Bardzo ciekawa prelekcja o podstawach planowania przestrzennego.
Zabytkiem jest nie tylko pojedynczy budynek, może być nim dany obiekt, teren - obszar miejski, lub wiejski, będący świadkiem wydarzenia historycznego. Całość danego skrawka czasoprzestrzeni. Wspólne dobro nas wszystkich, jak myślę… 
W ciągu swojej tysiącletniej historii Międzyrzecz się rozwijał, rozrastał, wychodził poza mury miejskie. Doznawał niszczących pożarów i zniszczeń. Zmieniał przynależność państwową. Od XVIII wieku aż po okres po II wojnie, kiedy wyburzono część zabudowań przy Ratuszu, zasadniczo nie zmieniał kształtu swojej zabudowy.
Zdaniem pani Turczyn w projekcie rewitalizacji widoczny powinien być szacunek do historii. Podczas analizy funkcjonalno-przestrzennej, mającej za cel nie zaburzyć struktury całości, jej wartości artystycznych, ustala się, jakie obiekty należy tworzyć w sąsiedztwie zabytków, także planuje wysokość zabudowy i korelację zieleni z tymi aspektami projektu. Parki powinny być usytuowane na obrzeżach starego miasta, zieleń ma funkcjonować jako kameralna przestrzeń umieszczona wśród budynków.  
Leszek Kołodziejczak, były radny, mówił o swoich staraniach (rozmowy z kolejnymi burmistrzami) o przywróceniu historycznego wyglądu rynku sprzed okresu wyburzenia kamienic przy Ratuszu po 1945 r. (projekt został opracowany i przedłożony), koncepcji sprzedaży prywatnym właścicielom działek pozostałych po nich. Na posesji, gdzie kiedyś stał dom Jacoba Volmera, kupca i filantropa, przez długi czas zalegały gruzy, potem pasły się kozy. W zrekonstruowanym XIX wiecznym zabytku mogłyby być sale sesyjne, umeblowane w stylu z przełomu wieków. W Międzyrzeczu brak jest ekspozycji postaci i dorobku zasłużonych dla społeczności na przestrzeni wieków międzyrzeczan – bez względu na ich narodowość czy wyznanie.
Marka lokalna nie jest kosztem, lecz niezbędną inwestycją – dla miasta i gminy… Mogłaby aktywizować mieszkańców, być motorem rozwoju ekonomicznego. Postawić na młodych (duchem), korzystać z ich energii, wykształcenia i pomysłów…

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.










wtorek, 3 marca 2020


Literackie wyskubki w MUTW…

             
Ostatni zimowo-jesienny dzień darcia (literackich) pierzy… Pierzaste spotkanie przygotowała Lucyna Kalisz. Nad wielką przeźroczystą salaterką wypełnioną gęsim pierzem prezentowano, jak oddzielić chorągiewki i puch od twardych w piórach stoin… Przygotowane też zostały fragmenty prozy i wierszy, wyskubywane na tym spotkaniu z „Zimą w poezji i muzyce (…) i innymi działaniami relaksacyjnymi”, jak to onego czasu bywało; w towarzysko-rodzinnym rytuale skubania pierzy, który wielu z braci studenckiej Uniwersytetu Trzeciego Wieku dobrze pamięta. Recytujący strofy i frazy literackie głos ludzki bowiem ma takie właściwości, że nadaje rytm i wyraz naszej własnej Księdze (której wyrazo-literami jesteśmy w każdym momencie…).
Także pamięta się z tych dawnych spotkań też i zabawne momenty, kiedy to (męscy) przeszkadzacze akurat wtedy wpuszczali do pomieszczenia z wyskubkami niosące ferment i zamęt swoimi skrzydełkami ptaszki… Nie tak szybko bowiem zamęście mogło się stać-być, i rychło dany wsad w pierzynę czy poduszkę uskubany-uzbierany został-był przez pracowite i  piękne paluszki panien na wydaniu…
Folkowo i nastrojowo, wieczornie i ze wspominkami… Rozdano teksty. Fragmenty prozy ostatniej polskiej noblistki, czy własnych przemyśleń czytającego o twórczości Olgi Tokarczuk - o jednym z opowiadań, gdzie prof. psychologii z Uniwersytetu w Cambridge przyjeżdża na wykłady w przededniu ogłoszenia w Polsce stanu wojennego, i jak sobie z tym, nowym dla niego (psychologicznym) doświadczeniem, radzi….  Z przyjemnością wysłuchaliśmy smakowitszych fragmentów „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, barwny język autora naśladujący sposób myślenia i składnię języka w XVII wieku; kuligowe umizgi w śnieżnych krajobrazach imć Kmicica i skromnej panny Oleńki Bilewiczówny, ich jakże namiętny ucałunek na saniach gnających duktem po skrzypiącym w mrozie śniegu...
Inni studenci UTW wybrali K.K. Baczyńskiego, piękne strofy poezji tragicznie zmarłego podczas Powstania Warszawskiego poety. Zaproszone na spotkanie uczennice z S.P. nr 6 recytowały wiersze o zwierzętach w ich leśnym życiu zimowym. Swoje utwory poetyckie czytała Grażyna Piechocka, czynna nauczycielka i lokalna dziennikarka, po niej – swoje literackie wyskubki – Jadwiga Rogala. Były fragmenty klasyki: Dante „Boska komedia”, fragmenty ciekawej prozy noblistki skandynawskiej Tove Jansson, i inne utwory. Także zaśpiewane, słynne „Uha ha, zima zła..” (autorstwa tejże autorki). Aforyzmy zimowe.
Zima w literaturze – ta ze wspomnień, jako że od paru lat, w wyniku wyraźnego ocieplenia klimatu, zimy są ciepłe i bezśnieżne. I zimowe zajęcia – wzmiankowane darcie pierza, i robótki ręczne, sposoby na uszycie ciepłego nakrycia – pled zszywany z kawałków wydzierganych z grubej wełny… Zima pretekstem do rozmyślań Sokratejskich, do dywagacji autorstwa słynnego kiedyś i kontrowersyjnego filozofa Ludwiga Wittgensteina…
Przy ciastu i kawie, studenci międzyrzeckiego UTW dzielili się swoimi pasjami literackimi. Salonik studencki…

Iwona Wróblak
marzec 2020











niedziela, 1 marca 2020


Międzyrzecka Biblioteka – jest jak najbardziej Publiczna


            O patronie Biblioteki Publicznej w Międzyrzeczu (o jego potrzebie) dyskusja… Spotkanie, na które przyszło około 40 międzyrzeczan, moderował prof. UZ Marceli Tureczek.
W bibliotece najważniejsi są czytelnicy… I księgozbiór, który ma im służyć. Ponadto działania kulturotwórcze pracowników Biblioteki, w ilości i asortymencie stosownym do oczekiwań (takie działania niewątpliwie mają miejsce…).
            Historia naszej szacownej Biblioteki zaczyna się w latach 20. ubiegłego wieku. Tuż po II wojnie światowej, w 1945 r., Alf Kowalski, ówczesny pracownik Magistratu, potem długoletni dyrektor Muzeum regionalnego w Międzyrzeczu, zaczął zabiegi o skompletowanie księgozbioru dla mieszkańców. Obecnie zbiory liczą kilkadziesiąt tysięcy woluminów, działa kawiarenka internetowa, czytelnia prasy, odbywają się spotkania i prelekcje, zajęcia z dziećmi i młodzieżą. Placówka cieszy się zasłużonym szacunkiem u mieszkańców.
            Radna Elżbieta Jarmolińska wystąpiła z inicjatywą uhonorowania naszej Biblioteki poprzez nadanie jej Patrona. Zebraliśmy się w Czytelni, by przedyskutować tę propozycję... Głos zabierał długoletni nauczyciel i dyrektor szkół, historyk Krzysztof Marzec, także obecny na spotkaniu Sławomir Szenwald dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorzowie im. Z. Herberta, dyr. MOK Ewelina Izydorczyk-Lewy, Ryszard Patorski, Zofia Plewa, Łukasz Ruta, pracownicy Biblioteki, stali czytelnicy reprezentujący różne zawody, jako bardziej czy mniej reprezentatywna próbka naszej społeczności. To było bardzo ciekawe spotkanie…
            Rola bibliotek publicznych – zwłaszcza myślę, że w takich miejscowościach jak nasza, jest bardzo ważna. Edukacyjna, wychowawcza, integrująca. Propagująca kulturę wysoką. Osoba ewentualnego patrona - jeśli zdecydujemy się na jej nadanie – może być wzorem – przesłaniem wychowawczym, dla młodzieży i nie tylko w tej grupie wiekowej, pretekstem/powodem do organizowania sesji naukowych. Promocji czytelnictwa. Wybór osoby Patrona powinien mieć związek z działalnością placówki, której dane imię zostało nadane. Może to być postać lokalna o wybitnych osiągnięciach, jako wyraz poszanowania kultury lokalnej, czy narodowej, integrująca jej świadomość, postać reprezentująca ponadczasowe wartości intelektualne czy moralne. Wychowanie (społeczne) – poprzez propagowanie czytelnictwa (wybór patrona placówki kulturalnej) to celowe świadome kształtowanie osobowości (typu autorytetu osobowego). Wzorzec wychowawczy.
Czy ankieta wśród czytelników Biblioteki będzie zobowiązująca do dalszego rozpatrywania potrzeby nadania patrona naszej bibliotece? Jeśli będzie taka wola społeczna, może utwórzmy kapitułę jako organ wybierający patrona?
Za sumę (ok.40 tys. złotych), którą trzeba by przeznaczyć na koszty związane z procedurą nadania imienia, można zakupić wiele nowości wydawniczych, sfinansować inne zadania. W polskich bibliotekach, jak mówił pan Szenwald, jest chroniczne niedoinwestowanie w nowe książki, niezbędne do prawidłowego wypełniania funkcji bibliotecznej. Czy – nadanie Imienia Bibliotece zwiększy poziom czytelnictwa w gminie? Ilość książek przeczytanych w naszym kraju na jednego z mieszkańca należy do najniższych w Europie.
Z drugiej strony - imię Patrona to promocja naszego miasta i jego Biblioteki… Jako ilustracja wizji i celu służebnego wobec zadania wychowawczo-edukacyjnego społeczeństwa. Jako element szerszej polityki kulturalnej miasta i regionu może podnieść jego renomę, pomóc uczynić gminę bardziej rozpoznawalną.
Niewątpliwie promocją biblioteki jest fachowość personelu zatrudnionego w placówce – tu ogromny szacunek dla kierowniczki biblioteki i naszych pań bibliotekarek, wykazujących bardzo wiele inicjatyw kulturalnych.
Biblioteka Publiczna w Międzyrzeczu – trzeba przyznać – dotąd nazywała się bardzo pięknie; publiczna, czyli dostępna dla wszystkich, którym po drodze z książkami… Jak będzie dalej? Pytanie, czy mieszkańcy gminy, korzystający z księgozbioru, z oferty kulturalnej placówki, potrzebują Patrona dla naszej Biblioteki, na razie jest nierozstrzygnięte…

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.







piątek, 28 lutego 2020


SZANSA na Karnawał dla wszystkich…

            Pan Sławomir Filus zasiada za konsoletą, włącza światełka, więc Bal się za chwilkę rozpocznie! Jak co roku, od kilkunastu lat, w okresie karnawałowym, w sali gimnastycznej Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego - Szansa (Stowarzyszenie Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Uzdolnionej Artystycznie, prezes Sylwia Guzicka) – na integracyjny karnawał dla wszystkich… Dla osób ze Środowiskowego Domu Pomocy w Międzyrzeczu, dla dzieci z S.P. nr 2, z klas integracyjnych podopieczni z SOSW, są też przedszkolaki z Czwórki. „Szansa” jako organizacja ma wielkie zasługi w integracji społecznej środowisk i osób z niepełnosprawnościami, na terenie gminy i nie tylko, jako m.in. pomysłodawca i od 25.lat organizator corocznych Prezentacji Artystycznych. Zajmuje się poradnictwem dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, organizuje dla nich wycieczki. Współpracuje z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie.
Dyrektorka SOSW Arletta Stachecka czuwa nad wszystkim, i krąży z aparatem fotograficznym, bo trzeba uwiecznić wydarzenie, i najpiękniejsze stroje, na które będzie na końcu Balu rozpisany konkurs – z nagrodami ufundowanymi przez Starostwo Powiatowe. Jest z nią reprezentująca Zarząd Powiatu Zofia Plewa – stała bywalczyni imprez organizowanych przez organizacje pozarządowe, Elżbieta Górna dyrektorka PCPR, wychowawcy, nauczyciele i rodzice z dziećmi – wszyscy za chwilę będą się razem bawić na sali, bo taka jest, od lat, integracyjna formuła Balu.
Przygotowane konkurencje, rozgrywane w przerwach między tańcami, prowadzone są przez wolontariuszki z integracyjnej 8. klasy S.P. nr 2 – to 2. Magdy, Julia, Natalia, Wiktoria, Oliwia, dziewczyny same kiedyś, jak wspominają, jako dzieci bawiły się tu w kółeczku… Zaglądam im przez ramię, cóż pani Sylwia przygotowała, jako główna wodzirejka?
Baloniki, które trzeba umiejętnie, przywiązane do nogi pary konkurencyjnej, przebić stopą, chroniąc jednocześnie własny balonik! (i nie podeptać towarzysza tańca). Widowiskowy bieg z (ugotowanym) jajkiem na łyżce. Bardzo skomplikowana próba konsumpcji jabłuszka uwiązanego na sznurku – bez użycia rąk! Graffiti kropkowane, którymi udekoruje się buzie bawiących się wokół nas osób. Sprawnościowe rzuty woreczkiem do (bliskiego) celu. Zabawa w „brakujące krzesło” – którego to mebelka jest z założenia za mało, i stale, w takty muzyki, ubywa – aż do wygranej ostatniej osoby, która zasiądzie na jedynym pozostałym. Przede wszystkim jest dużo skocznej muzyki, do wyhasania się dla wszystkich dzieciaków. Zumba gromadna – nauka podstawowych figur tego tańca. I nagrody dla zwycięzców (kredki, mazaki itp.), czekające dotąd na specjalnym stoliku. Wręczać je będzie dyrektorka SOSW i Zofia Plewa.
A w miejscu stołówkowym, przy poczęstunku – rozmowy… Pani Górna rozważa, w jaki sposób rozpropagować akcję tworzenia nowych rodzin zastępczych, zachęcić kandydatów; w gminie jest dużo dzieci, którym to jest potrzebne. Dyrektorka PCPR i Zofia Plewa wymieniają się doświadczeniami, jak się w innych miejscach systemowo podchodzi do rozwiązania tego ważnego społecznie problemu…
Duże koło integruje się na środku sali, wśród przebrań uczestników zawody spełniające chłopięce marzenia o sile i męstwie – strażak z (czerwoną?) siekierką i kaskiem, marynarzyk (ze stosowną czapką), tańczą z księżniczkami z bajek, postaciami z dziecięcych kreskówek, jest diabliczka z czerwonymi różkami, mała skrzydlasta aniołka…
 A w rogu sali tradycyjnie specjalne miejsce dla tych, którzy lubią zabawę we własnym tempie – basen z piłeczkami, w którym można się „zanurzyć”…  
Patronat na Balem Karnawałowym objęło Starostwo Powiatowe.

Iwona Wróblak
luty 2020 r.










środa, 26 lutego 2020


O życiu poborowego podczas I wojny – wykład Katarzyny Zielińskiej

W naszej Bibliotece Publicznej kolejne spotkanie z cyklu wykładów o historii regionalnej, inspirowanych przez prof. Marcelego Tureczka z Uniwersytetu Zielonogórskiego, prezesa Towarzystwa Historycznego Ziemi Międzyrzeckiej. Mgr Katarzyna Zielińska, doktorantka w Instytucie Historii Uniwersytetu Zielonogórskiego, mówiła o „Służbie nie tylko w kolorze Feldgrau. Życie poborowego podczas I wojny Światowej i Powstania Wielkopolskiego”. Oddział Lubuski „Towarzystwa Powstania Wielkopolskiego” zajmuje się krzewieniem wiedzy o Powstaniu Wielkopolskim i pomocą w szukaniu zaginionych w walkach przodków.
W pierwszej dekadzie XX wieku rytm wydarzeniom europejskim nadawało parcie cesarza niemieckiego do wojny, która – według zapewnień stron – miała skończyć się szybko. Symptomem tamtych czasów był kolor feldgrau (szary polowy), znikła funkcja propagandowa munduru, tak ubrany żołnierz miał być niewidoczny dla wroga. Pozycyjny charakter walk podczas wielkiej wojny przekreślał mit romantycznej. Nie przygotowano należycie nawet jednolitych mundurów w armii cesarskiej, brak było nakryć głowy i (całych) butów. Nieodłącznym elementem wyposażenia wojskowego był tornister ważący ok. 30 kg, wysokie sztywne buty – które, jak się okazało, nie sprawdziły się w długich marszach i w okopach. Nie zabezpieczono łóżek szpitalnych do przyjęcia wielkiej ilości rannych. Horrorem stawało się ich leczenie; w operacji amputowania kończyn nie znano znieczulenia, a lżej rannych wysyłano na rekonwalescencje do domów.
Nasza (szkolna) narracja historyczno-polityczna, nieposzukująca łańcucha przyczynowo-skutkowego, zdominowana jest tematyką militarną (według schematu: od powstania - do powstania), zawężająca nacisk w nauczaniu do kwestii posiadania lub braku niepodległości bytu państwowego, w mniejszym stopniu naświetla wydarzenia lokalne, ich kontekst społeczny. W okresie najnowszym przesłonięta jest wydarzeniami II Wojny Światowej i Powstania Wielkopolskiego. Minęła 98. rocznica (16.lutego 1919 r.) podpisania przez państwa zwycięskiej Ententy z niemiecką Republiką Weimarską traktatu rozejmowego  w Trewirze w Nadrenii-Palatynacie, którego jednym z postanowień było zakończenie trwającego od 27. grudnia 1918 r. Powstania Wielkopolskiego.
 Dla Polaków – wcielanych do armii jako obywatele Cesarstwa Niemieckiego, powoływanych zwykle do pułków piechoty – droga awansu, jako elementu podejrzanego ideowo, była zamknięta. Tym niemniej „Krzyż Żelazny”, niemieckie odznaczenie wojenne, otrzymało wielu polskich dowódców, za męstwo i lojalność. W czasie walk pozycyjnych Polacy – często celowo – mylili okopy, by dostać się do niewoli a potem do oddziałów powstańczych i do armii gen. Józefa Hallera. Rutynowe szkolenie wojskowe obejmowało podstawy higieny osobistej, porządku, używania opatrunków… posługiwania się bronią, co bardzo przydało się w walkach w Powstaniu Wielkopolskim.
Zygmund Freud był zdania, że I wojna światowa zostawiła głębokie ślady w psychice jednostek i w zbiorowej psychice ówczesnego pokolenia. Losy ludzi uwikłanych w tę traumę można śledzić w wydanych i dostępnych Biogramach powstańczych, wyszczególnione tam wydarzenia w życiorysach są podobne: wyjazd za pracą, wcielenie do armii pruskiej i ucieczka, udział w Powstaniu Wielkopolskim.
Informacje o I wojnie światowej czerpiemy zazwyczaj z fabuł filmowych, rzadziej z książek i pamiętników – niechętnie je pisano, i kreują obrazy nie mające wiele wspólnego z ówczesną okopową rzeczywistością. Linie okopów (wykopano ich 40 tys. km), przez 4 lata miejsce życia milionów żołnierzy, syndrom tej wojny, zostawiły pamięć w postaci nerwicy okopowej, jako jednostki choroby psychiczno-somatycznej; wspomnienie smrodu niemytych ciał i odór rozkładających się zwłok poległych i nie pochowanych kolegów. Tzw. stopy okopowej – to termin medyczny, określający reumatoidalne zapalenie stopy. Brak sanitariatów, warunków do higieny, dziesiątkował żołnierzy, lekarzy i pielęgniarki. W relacjach pisano o uciążliwej wszawicy pod mundurami, wszechobecnych szczurach żywiących się ciałami ludzkimi, zatruwających miejsca, skąd czerpano wodę. Na szczury dla rozrywki (są dokumentalne zdjęcia) w przerwach między działaniami wojennymi urządzano polowanie. Strukturalny brak zaplecza gospodarczego, odpowiedniego wyżywienia i witamin - kuchnie polowe usytuowane były na tyłach frontu (dym mógł wskazać nieprzyjacielowi położenie oddziału), powodował choroby, był przyczyną licznych zgonów. Umierano w wyniku zalegania w okopach stosowanego w działaniach wojennych gazu bojowego, który w zagłębieniach terenu utrzymywał się przez kilka dni.
Warunki bytowe i przeżycia wojenne pozbawiały ludzi kręgosłupa moralnego. W ciągu wieków zmieniał się charakter wojny, ale cele i jej koszty w psychice ludzkiej zostawały te same. W pobliżu linii okopów tworzono domy publiczne, zwiększano przydział alkoholu i tabaki, by częściowo złagodzić problemy psychiczne ludzi. Słynna scena z brytyjskiego filmu o Meczu bożonarodzeniowym, w którym wspólnie zagrali w piłkę żołnierze z okopów walczących ze sobą stron, obrazuje bezsens wojennej rzezi, w której zatracono cel walki.
Sytuacja mieszkańców rejonów pogranicza była złożona, z początku nie zdawano sobie sprawy w realnej bliskości rozpoczęcia wielkiego światowego konfliktu zbrojnego, który potrwać miał kilka lat. Życie toczyło się swoim rytmem, rodziny przyszłych poborowych bardziej obchodził rysujący się na horyzoncie kryzys ekonomiczny niż polityczne kalkulacje elit związane z możliwością (mit historyczny) odzyskania po 123 latach niepodległości Polski. Przymusowo powoływanym do armii poborowym rodziny stawiały kapliczki, mając świadomość zagrożenia ich życia i zdrowia. Polacy, by nie iść na wojnę, symulowali choroby.    
Wykładnicze zwiększenie produkcji karabinów spowodowało nałożenie nowych podatków, załamanie budżetu państwa, zwiększającą się inflację, obniżkę podaży dóbr konsumpcyjnych, pogorszenie jakości dostępnych produktów żywnościowych (azot używany do produkcji nawozów kierowany był do fabryk amunicji), brak opału. Nowa sytuacja, mobilizacja wielkiej ilości mężczyzn, spowodowała przemiany społeczne związane z niedoborem siły roboczej; kobiety musiały zająć miejsca należne przedtem mężczyznom – pracowały w fabrykach, w gospodarstwach rolnych.
Obecnie czas jest przywrócić pamięć ofiarom I wojny światowej – choćby symboliczną... Pamięć (bardziej dokładną) o tych, którzy niesłusznie, nie ze swojej woli, stali się ofiarami wielkiej, u nas nieco zapomnianej, historii. Dzieje, szczególnie Pogranicza, w ujęciu mikrohistorycznym, są skomplikowane, nie zawężają się do stereotypów typu Polak-katolik, i upamiętniania pomnikowego, zgodnego politycznie z tzw. charakterem narodowym, i - z rysami na nim, które pozwolą na (nie)identyfikację z postumentowanym walorem... Nie wyrażają się także –  w (pseudo)patriotycznych tatuażach… Spotykano małżeństwa mieszane. Pracowano dla społeczności lokalnej w warunkach, jakie były dostępne.  Codzienną wojenną rzeczywistość wyznaczały wątpliwości, strach, głód.
Nie ma w Polsce cmentarzy wojennych z  okresu I wojny, też z tego powodu, że nie było możliwości sprowadzania zwłok bliskich z terenu walk. Przyczyną też była, związana z polską tradycją określonej polityki historycznej, wrogość kulturowa wobec Niemiec jako sprawców wojen. Niszczenie zabytków kultury – tablic pamiątkowych, nekropolii. Historia jednostkowa ludzi, ich losów, jest, w części, do odtworzenia. Jej źródłem są, mogą być „Listy strat” dla danych terenów walk, wiele setek kart z imiennymi wykazami drukowanymi w ówczesnych gazetach – znajdujące się na tych dokumentach polskie i niemieckie nazwiska osób rannych i poległych, informacje mogące dać nowe możliwości czy pomoc poszukującym rodzinnych genealogii. Pewną trudność – do przezwyciężenia z pomocą językowych programów komputerowych – może sprawić ich zapis, często fonetyczny. Oddział Lubuski „Towarzystwa Powstania Wielkopolskiego” służy wskazówkami.

Iwona Wróblak
luty 2020 r.




wtorek, 25 lutego 2020


Targi Pracy

            Na płycie hali widowiskowo-sportowej głównie młodzież z opiekunami z pobliskich szkół. Są też i dorośli, tu rozmowy są konkretne – jakie jest wynagrodzenie, warunki pracy…
Kilkanaście stanowisk instytucji i firm z gminy i województwa. Informacje o ofertach pracy.
Drew- Pack-Tradex z Trzciela: poszukiwani - asystent szefa sprzedaży, operator wózka widłowego, stolarz. Stoisko Ośrodka Wypoczynkowego „Karina” z Pszczewa, Salonu Kosmetycznego „Fabryka Piękna”, Restauracji Pizzerii „Mafia” – z aktualnym menu. B.P. Polska Servises sp. Z o.o.. M.C. Donald’s  Resta Rafał Grzesiuk, Auto-Jarex Jarosław Śliwiński, Koimex – z ekologią zawsze po drodze. Firma „Zyguła” z siedzibą w Zbąszynku częstuje swoimi wyrobami. W Promedica’24 czeka praca opiekuna seniorów w Niemczech z kursami języka niemieckiego i gwarancją zatrudnienia po kursie. oszukiwani są sprzedawcy na stacji BP w Rogozińcu i Chociszewie. Są miejsca pracy w ESSEL Propack Polska, w PPHU JUMAR sp. z o.o., w „Recaro” w Chociulach jako szwaczka. Folwark „Pszczew” zatrudni kucharza, kelnerkę, konserwatora budowlanego, pracownika gospodarczego, recepcjonistkę hotelową. Przyjmą do pracy w służbach mundurowych – w Policji, w Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej, w Straży Granicznej, w Wojskowej Komendzie Uzupełnień.
 PCPR zachęca do zostania rodziną zastępczą, zapewnia poradnictwo rodzinne w szerokim zakresie. Krajowy Fundusz Szkoleniowy wspiera kształcenie ustawiczne pracodawców i pracowników, przekwalifikowanie lub aktualizację wiedzy i umiejętności. Jest obecna Agencja „Biznesu „Sukces” i Policealna Szkoła Zawodowa „Awans” - Maria Michalska, Cech Rzemiosł Różnych i Przedsiębiorców w Międzyrzeczu – z informacją o zawodach, zdobywaniu kwalifikacji i umiejętności.
Informacja o ePłatniku na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (PUE ZUS). W lżejszej formie, dla uczniów, lekcje z ZUS – projekt edukacyjny dla szkół ponadpodstawowych.
Długa lista - Barometr zawodów 2020 w powiecie międzyrzeckim; na widocznym miejscu eksponowany wykaz, w której profesji jest deficyt, gdzie równowaga czy nadwyżka. Urząd Pracy reprezentowany jest przez kilka stoisk: m.in. Centrum Aktywizacji Zawodowej. Znaleźć swoje miejsce… II Targi Pracy.

Iwona Wróblak
luty 2020 r.