Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jednostka Wojewódzka TPG Miedzyrzecz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jednostka Wojewódzka TPG Miedzyrzecz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 grudnia 2018


Wigilijne niezwykłe koncertowanie w TPG


            Wigilijne, i rodzinne, spotkanie. Kolędy tutaj śpiewane są niezwykle. Mizerna cicha Stajenka… Dzieciąteczko jest jak Bóg… Pieśni są głęboko, poprzez rytm bonga, rytm pierwszy przy sercu, ekumeniczne… Ponadchrześcijańskie, powiedziałabym... Czyli słyszalne dla wszystkich. Nawet dla tych, specjalnie dla tych, którzy słabo słyszą, z przyczyn fizycznych, mają, wielki czasami, niedosłuch. Poza tym – niedowidzenie, czasami ślepotę zupełną. Nie przeszkadza im to jednak widzieć szerzej - w integracji, ze sobą, ze swoimi ubytkami. I w integracji w grupie. Swojej, członków Stowarzyszenia, licznych wolontariuszy i osób wspomagających, a wszystko to u nas, w Lubuskiej Jednostce TPG, pod batutą Pełnomocnika Wojewódzkiego TPG Ewy Skrzek – Bączkowskiej.
            Pani Krysia, zupełnie niewidoma osoba, przez kilka poprzednich lat kierująca Jednostką, przemawiając na spotkaniu Wigilijnym jak zwykle starannie dobiera słowa. Mówi o tym, jak bardzo ludzie się zmieniają – uczestnicząc w spotkaniach naszej Lubuskiej TPG. Skąd wie? Pani Krysia przecież nie widzi ich (niczego nie widzi). Ale z pewnością wyczuwa ciepłotę empatii dobrych energii wśród grona osób z poważnymi osobistymi dysfunkcjami dwóch najważniejszych zmysłów – wzroku i słuchu, te energie to tak zauważalną rzecz, że musi o niej wspomnieć…  
Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy, tradycyjnie już, od kilkunastu lat, miejsce spotkań Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Dyrektor Ośrodka Arletta Stachecka jest obecna, razem z doktorem med. Jerzym Szubzdą, tradycyjnie zapraszanym. Jest około trzydzieści kilka osób, z różnych miast naszego województwa. Ewa Skrzek – Bączkowska, jej pracowitość, kompetencja, ciepło, przyciąga. Dla każdego ma dobre mądre wspomagające słowo, skierowane wprost do Osoby, pełne uwagi, stanowiące o Jej-osoby wartości bezwzględnej – czy to są wolontariusze, nagradzani symbolicznie co roku, czy klubowicze… I ten blask w oczach, i radość obcowania z muzyką terapeutyczną, od kiedy koncerty na instrumentach naturalnych, które to dźwięki efektywnie wykorzystuje w swojej pracy nauczycielki, stały się stałym elementem krajobrazu integracji społecznej, rozumianej po międzyrzecku…  Liczne inicjatywy Lubuskiej TPG, korzystanie z unijnych programów, bogate zaplecze w postaci kompetentnych osób – fachowców, i urządzeń technicznych ułatwiających życie z jednoczesnym niedoborem wzroku i słuchu, stała obecność tłumacza języka migowego, nasza obywatelska integracja przełamująca bariery, to rys tego prężnie działającego Towarzystwa, w którym wszyscy muszą czuć się docenieni...
Wolontariusze siedzący na przemian z osobami głuchoniemymi, tak by ich mrok i cisza stały się chociaż na chwilę pobytu wspólnego w międzyrzeckim SOSW mniej dokuczliwe. A tych chwil jest dużo, spotkania są comiesięczne, także są okazyjne, wakacyjno – letnie, wyjazdowe, nie mówiąc o codziennej rehabilitacji, o wzajemnych kontaktach. I o edukacji społecznej, jaką prowadzi TPG, zaznajamiając z warunkami życia bez słuchu i wzroku w happeningach, z torami przeszkód, jakie na co dzień pokonują osoby głuchoniewidome, z goglami i słuchawkami przytłumiającymi wrażenia sensoryczne – ostatnio tak wyposażeni oglądaliśmy na sali kinowej MOK film, posiłkując się w śledzeniu akcji własną wyobraźnią…
Wspaniały koncert muzykoterapeutyczny to jeden z elementów programu Wigilijnego spotkania. Jednoczymy się i to jest istota Świąt – jak powiedziała pani Krysia. Chrześcijański Opłatek jest tu szczególnie wyrazisty, wszyscy się znają od lat, są już TPG-owskie małżeństwa (z dziećmi), a każda nowa osoba jest przyjmowana do grona szczególnie serdecznie. Także nowi wolontariusze, do tej akademii osobistego rozwoju postawy obywatelskiej – jak myślę… Podmiotowość osobowa przede wszystkim. W tym roku podziękowanie od wszystkich, z okolicznościowym prezentem, dostaje wolontariuszka Ewa Wojtaś. Dwudniowe spotkanie TPG zawrze w programie konstruowanie, pod okiem doświadczonej rękodzielniczki Anny Cegłowskiej, członkini TPG, świątecznych stroików, takie manualne artystyczne ćwiczenia. Wszyscy też dostaną od pani Ani piernikową ślicznie przystrojoną maleńką choineczkę.
Na każdym spotkaniu uroczyście celebrowane są urodziny klubowiczów. Teraz solenizantów jest czwórka, głośne sto lat, pogłośnione przez TPG-owskie mikrofony i inne urządzenia wzmacniające odbiór. Są też wspomniane osoby, które odeszły w inny wymiar ludzkiego trwania, m. in. głęboko niepełnosprawny Stasiu, którym kilka lat opiekowała się Ewa, i inne osoby, z racji wieku. To była szczególnie wzruszająca chwila, ocierano ukradkiem łzy… Te osoby są obecne nadal, poprzez pamięć o nich.
Klubowicze, mimo nieraz poważnych chorób, niepełnosprawności, od lat przyjeżdżają do lubuskiego, międzyrzeckiego TPG, z osobami bliskimi, opiekującymi się nimi, dołączają do rodziny, która może jest czymś więcej niż bywają osoby ze sobą tylko spokrewnione…   

Iwona Wróblak
grudzień 2018












czwartek, 25 października 2018


Świat wspólny z niepełnosprawnymi 

Wspólny świat. Chcieć to móc… Czy ten świat – odnajdziemy? Zatańczmy razem! Taniec nas odnajdzie… Na scenie Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury logo przedstawiające dwie osoby – jedna siedzi na wózku, druga obok niej, pełnosprawna – przybija jej tzw. „piątkę”, jako gest przyjaźni… Międzyrzecki Dzień Osób Niepełnosprawnych.
Sala pełna jest gości – nasze ośrodki, także przyjezdni, zaprzyjaźnieni, wózkowicze i ich opiekuni. Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy, Środowiskowy Dom Samopomocy, Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym etc. Wystąpią na scenie. Dla Nas.
Przewidziano bogaty program artystyczny. Burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz, dyrektor SOSW Arleta Stachecka, Stowarzyszenie Pomoc Dzieciom Niepełnosprawnym, Klub Rodzica Dzieci Niepełnosprawnych, przedstawiciele Kuratorium Oświaty, dyrektor MOK, dokonują uroczystego otwarcia naszego lokalnego wydania Dnia Osób Niepełnosprawnych. W holu rozłożone są do wglądu materiały informacyjne o TPG, PCPR.
Zatańczmy na początek. W Klubem Tańca Towarzyskiego Fan Dance, z młodszą grupą dziecięcych tancerzy, wystąpią w kilku wejściach. Potem Dom Pomocy Społecznej z Jasieńca. To dorośli tancerze, panie w pięknych karmazynowych sukniach, panowie we frakach, pełna gracja. Tańce klasyczne - turniejowe; walc wiedeński, walc angielski i inne tańce.
Przyjechał SOSW z Lubska z programem artystycznym, SOSW ze Świebodzina. Pokonali własne słabości, lęk przed szerszym audytorium, tremę sceniczną. Międzyrzecki SOSW przygotował dziecięcy teatrzyk z żartobliwymi wierszykami o licytacjach na temat urody warzywnej chrzanu i marchewki. Występuje też tancerz breake dance Grzegorz Nowakowski z DPS Międzyrzecz, z własnym układem choreograficznym. Są dziewczyny ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Międzyrzeczu.
Karolina Szulga śpiewa piękną pieśń dedykowaną – nadwrażliwym… Pozdrawiającą ich. Za twórczość i ekstazę, za zachłanne przyjaźnie i lęk, że ich miłość może umrzeć jeszcze przed nimi. Za niewypowiedziane, za nieskończone i nieznane… Piękny poetycki trudny tekst, i ścieżka muzyczna, wspaniale wykonana – i to a’capella, przez prawie głuchą dziewczynę… To już nie drgania od głośników, to struny jej niezwykłego muzycznego słuchu, struktury harmoniczne istniejące chyba poza somatyką, zdaje się… Jakie to są wibracje? Poniesie nas wiatr na koniec świata, tam gdzie noc rozpali warkocze gwiazd. Wspólny świat – gdzie odnajdziesz??? Co śpiewa w tej kobiecie? Kobieta…  
ŚDS z Pszczewa. Pastisz. Rockowe inspiracje. Rockmen długowłosy (obfito-włosy) jest bardzo przekonujący, chociaż śpiewa z playbacku. Jak niektórzy artyści na tzw. prawdziwych scenach…  
TPG w pełnej krasie. Ewa Skrzek – Bączkowska, pełnomocnik wojewódzki, od kilku lat serce i mózg stowarzyszenia, jest w swoim żywiole… Organizuje, zachęca. Jest dobrym duchem. Koncert ma tytuł. „Tańczące marzenie”. Hawajskie kwietne naszyjniki, hawajska kultura gorącego słońca i współistnienie z naturą sprzed czasów Konkwisty… Radość wspólnego grania, przebywania ze sobą. Bębny, inne instrumenty, jest Karolina Kaja Szymków – śpiewająca i grająca razem z Ewą.
Przesypujący się piasek jako uwertura. Tańczy się walca z deszczem… Kropelki rosy porządkują ten świat, jakikolwiek jest on – zastany, głuchoniewidomy… Dzieje się spektakl poetycko - muzyczny. Gramy najprawdziwszy koncert na dwóch fletach drewnianych! Dźwięki natury w puszczy leśnej, niepokojący rytm bonga, plusk fal – różnorodność, bogactwo dźwięków – bodźców mających pobudzać uszkodzone sensory.
Taniec w transie rytmu wygładzającego, jak w wierszu Eli – wzburzone morze jej niepokoju Program akceptacji i satysfakcji z tego, co się ma, co nie wyklucza bynajmniej rozwoju. Tylko ścieżka jest inna… Rytm jest powtarzalny, do wyciszenia, jak na prawdziwej sesji terapeutycznej.
Ogromna wiedza specjalistyczna. Empatia. Zaangażowanie, budowanie przestrzeni społecznej wolnej od stereotypów – cechy i zadania stowarzyszeń takich jak Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym.
Gorące brawa, podziękowanie za piękne widowisko. Dzisiaj sala widowiskowo-kinowa MOK była dla osób niepełnosprawnych, z dysfunkcjami. Dla nich był ten koncert, i o nich… Myśmy, tzw. pełnosprawni, jako widzowie, uczymy się, by nasz wspólny świat dało się stworzyć, czy raczej – odnaleźć.

Iwona Wróblak
październik 2018


















piątek, 2 września 2016

O dotykaniu sztuką nieba


            - Malowałem te obrazy, jak lepiej widziałem – Jurek Godyń nakłada okulary z umocowanym na nich aparatem słuchowym. Przed restauracją „Pod  Strzechą” pana Jacka Bełza na Głębokim wystawa twórczości artystycznej malarza, sztalugi z obrazami olejnymi, uważne spojrzenie na świat, kolorami i  wrażeniami, typowe dla malarza kolorysty. Jurek z właściwym sobie skupieniem zasiądzie za chwilę do rzeźbienia w glinie.
            Będzie też za chwilę tort – na pamiątkę pierwszego spotkania integracyjnego TPG w województwie lubuskim. Ewa Skrzek – Bączkowska, Lubuski Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, wymienia czułości ze swoim podopiecznym, małym niepełnosprawnym Stasiem. Wiele obowiązków wynikających z pracy społecznej, obok równie absorbującej pracy zawodowej nauczycielki – rewalidatorki w SOSW, nie jest  w stanie zetrzeć z jej oczu głęboko mieszkającego tam uśmiechu, a praca – jak mówi – a tym bardziej trudności czy przeszkody, są dla niej po prostu jeszcze jednym wyzwaniem... 
            Stasiu – na słoneczku, dla wygody - opoduszkowany, leży na materacykach, jest w centrum uwagi. Ewa zaraziła nieco uśmiechem w pierwszym rzędzie to dziecko. Przy Stasiu jest stale ktoś obecny, rozmawiający z nim, chłopczyk, czule dotykany, otoczony jest profesjonalną opieką, nawet tutaj każdą chwilę wykorzystuje się na rehabilitację. Pani Ewa przywiozła ze sobą na Głębokie z S. P. nr 5 dużo specjalistycznego sprzętu, wielkie piłki do  stymulacji motorycznej, kolorowe chusty, materace. Ze Stasiem witają się przybyli członkowie i sympatycy TPG. Anita, przeszkolona przez Grzegorza –  prezesa TPG, zajmie się stroną internetową Towarzystwa. Przedstawiani sobie, oddawani są pod opiekę licznym wolontariuszom. Jest kilkoro dzieci. Zajmują się nimi Izabela Wójcik, Agnieszka Markiewicz, Agata Raciborska, Aneta Anioł - Kubrycht, Sylwia Bartczak, Barbara Laskowska. To bardzo wysoko kwalifikowani pomocnicy, nauczycielki z SOSW i studentki kierunków pedagogicznych. Daria Pietrzak – koordynatorka wolontariatu TPG, o  Ewie – to bardzo energiczna dziewczyna. Nie widziałam dotąd osoby, która tak stuprocetowo oddawałaby się swojej pracy. Świetna organizatorka, ma  wiele pomysłów i...  potrafi rozciągnąć dobę ponad ustawowe 24 godziny. Obecni wolontariusze, na ręce pani Ewy, dostaną dzisiaj, od Karoliny Szulgi i  jej mamy, symboliczny Kwiat, kompozycja w donicy, jako skromne podziękowanie za ich pracę.
            Prezes TPG Grzegorz Kozłowski opuszkami palców delikatnie dotyka jeden z wypukłych obrazów Jurka. Pejzaż drzewny, Bożena Więckowska (pracownik biura TPG z Warszawy) krótko opowiada mu, co widzi. Pani Ewa zaprasza gości – sprawdźmy, jaka w dotyku jest glina. Joanna Kozakiewicz, plastyczka z wykształcenia, przygotowała małe warsztaty. Różowa, miękka w dotyku glina, co uda nam się ulepić?
            Pan Grzegorz Kozłowski – Bardzo dobrze oddycha się lubuskim powietrzem.
 Grzegorz to specjalista od funkcji oddychania jako sposobu na życie. Od właściwego wykorzystywania mieszanki tlenowej przez nasze płuca. I umysłu przez nasze dusze. – Dobrze jest, kiedy bierze się życie takie, jakim jest. Nie rozczula się nad sobą, szuka w ludziach tego, co dobre i wartościowe. Nie  buduje zbyt konkretnych oczekiwań wobec osób, szczególnie tych nam bliskich. Na bieżąco rozwiązuje problemy, jeśli się pojawią. Dobrze jest humorystycznie patrzeć na swoje niedoskonałości, czerpać radość z małych sukcesów. Też miałem okresy zwątpienia, byłem bardzo nieśmiały, bałem się  świata. Jak się nie słyszy i nie widzi, ten strach się potęguje. Najgorzej jest, kiedy człowiek się w sobie zamyka. Urodziłem się jako dziecko niewidome, rodzice budowali wokół nas, swoich dzieci, atmosferę wzajemnego szacunku, wydobywali z nas to, co dobre, korzystne. 10 lat spędziłem w ośrodku dla niewidomych i słabo widzących w Laskach, to tam, w kontaktach z kolegami przekonałem się, że opłaci się być ciepłym i otwartym. Ważne jest, by  odpowiednio wcześniej znaleźć pomoc. Samemu trzeba wkładać w inwestycje w siebie bardzo dużo pracy. I mieć Źródło doładowania..., dla mnie to wiara, jeśli w wirze spraw codziennych odchodzę zbyt daleko od Niego, staję się nerwowy... Uśmiech, figlarne nieco spojrzenie, takie na wskroś, na mnie także...
 Jak Pan trafił do TPG? - W TPG byłem od początku, od 1984 r., w gronie jego założycieli. W zawodu jestem informatykiem, po UW, po studiach pracowałem w ośrodku obliczeniowym. Dowiedziałem się, że TPG potrzebuje informatyków, jako dobrze funkcjonujący głuchoniewidomy postanowiłem pomóc. No i znalazłem tu żonę...
Po przemianach ustrojowych otworzyły się nowe możliwości, można było myśleć o rozwoju regionalnym. Od 2004 r. z Przemkiem Żydokiem, koordynatorem działań regionalnych TPG, jeździmy po regionach, tworzymy grupy instruktorów we wszystkich 13 województwach, staramy się, by  pracowali w oparciu o władze lokalne. Pragniemy stworzyć organizację nowoczesną, profesjonalną, balansującą w działaniu pomiędzy intuicyjnym docenieniem tzw. pierwiastka ludzkiego, z jego spontanicznością, a potrzebami sprawnie funkcjonującej struktury zarządzania. Dobrze jest to wymieszać. Są nowe możliwości, należy korzystać z funduszy unijnych, z 1 % podatku, sponsoringu. Wyjdziemy z inicjatywą ustawodawczą o języku migowym, tak by  miał rangę jak każdy język obcy (chodzi np. o instytucję tłumacza przysięgłego języka migowego – w sądach) i ustawą o rehabilitacji osób niepełnosprawnych. W 2006 r., kiedy Polska dostała nagrodę Rooswelta za osiągnięcia w integracji osób niepełnosprawnych, prezydent wskazał na nas – na TPG – w uznaniu naszych zasług. Artoterapia dobrze się sprawdza. Ludzi łączy potrzeba poznawania świata wokół siebie. Plenery rzeźbiarskie – mimo uszkodzeń zmysłów człowiek może stworzyć coś, co zachwyca znawców. Ludzie dowartościowują się, kiedy daje się im wewnętrzną szansę zaakceptowania swojej sytuacji poprzez docenienie ich twórczości artystycznej.
            W ostatnich latach wzrasta znaczenie i zastosowanie tyflopedagogiki, nauki o osobach niepełnosprawnych słuchowo, możliwościach pracy i  stymulacji rozwoju.
            Pod namiotem praca z gliną wre. Pani Joanna sugeruje temat, zachęca, by kontynuować działania, cokolwiek wychodzi spod palców adeptów tej  sztuki. Glina – rzeźbiarsko – to wdzięczny materiał, magiczny, ta jest samoutwardzalna, specjalna dla dzieci, dla artoterapii, nie trzeba jej potem wypalać, za to można pomalować. Na wystawie są też inne dziełka, oplecione butelki i medaliony Karoliny. Wyroby z wikliny.
            Poznaję inne osoby zaproszone na dzisiejsze spotkanie integracyjne, Bożenę Więckowską, Jadzię Grabińską, Krystynę Luc (przewodniczącą regionalnego Klubu TPG). O swoich doświadczeniach opowiada mi przewodnicząca Związku Niewidomych Barbara Kazimierczak – nie wstydzę się  poprosić o pomoc, jeśli niedowidzę. Przebywanie w grupie osób o podobnych doświadczeniach pomaga przełamać bariery psychiczne. Zachęca do  korzystania z form pomocy. Biuro Związku Niewidomych mieści się w Bibliotece Publicznej na parterze. Czynne jest w środę od 9.00 do 14.00 i piątek od  8.00 do 12.00. Dyżur mają Aniela Czerniawska, która w Związku Niewidomych zajmuje się dziećmi oraz Maria Szymańska.
            We wspaniałej atmosferze spotkań przyjaciół czekamy na recital poezji śpiewanej Karoliny Szulgi i wiersze Jana Polkowskiego, członka TPG, w  wykonaniu Izabeli Gorczycy. O optymalne nagłośnienie zadbali panowie Sławomir Filus i Rafał Bączkowski.
Karolina spiewa– słuchamy pięknych pieśni, niebanalnych tekstowo i muzycznie. Specjalnie dla niej aranżowanych (Karolina nagrała kilka płyt).Wykonanych z dużą wrażliwością. – Bądźcie pozdrowieni/za waszą czułość/nadwrażliwość/za waszą delikatność... Bądź pozdrowiona, Karolino... I  Izo, brailem czytająca wiersze... Za to, że w twojej twarzy, za okularami, tak dużo wewnętrznego uśmiechu.
Ten świat, świat niewidomych i niesłyszących, to nie jest cisza i ciemność – jak powiedziała na zakończenie Ewa – ten świat ma wiele kolorów i odcieni.
Organizatorzy dziękują: Krzysztofowi Solarewiczowi – z-cy burmistrza (patronat), Mirosławie Kowalik – z kancelarii notarialnej, Jackowi Bełz – Centrum Turystyczne „Duet”, Lucynie Rębacz – Biuro Rachunkowe, Bogumile Świątek - Gastronomia, Zbigniewowi Wójcikowi (masażysta prowadzący prywatną działalność), Lucynie Szagdaj, Agnieszce Kapli i Dariuszowi Nędzy – gabinet fryzjerski i kosmetyczny, pani Alercie Pichlińskiej, dyrektor Sz. P. nr 5 – za  wszechstronną pomoc, Wiesławie Murawskiej – kier. Klubu Garnizonowego – za użyczenie sztalug, SOSW – za nagłośnienie.



Iwona Wróblak
lipiec 2008 

sobota, 27 sierpnia 2016

Na imię mam Stasiu


             Ewa Skrzek – Bączkowska nauczycielka – pedagog specjalny pracujący w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Międzyrzeczu napisała ten tekst. NA IMIĘ MAM STASIU. W pierwszej osobie. Tekst pozwalający nam zajrzeć za kotarę świata ludzi, którego my, osoby nauczone porozumiewać się z ludźmi w lwiej części na poziomie tylko werbalnym, nie znamy. To dobry tekst. - Czy to tylko wyobraźnia, czy to może być rzeczywistość Stasia? – spytałam. Jest przekonana, że tak, że to JEST rzeczywistość Stasia. Pani Ewa jest fachowcem w swojej dziedzinie. Stasiowi poświęciła siedem lat życia, ogrom cierpliwości i czasu, i miłości – myślę. Czy ten tekst zmieni coś w nas, czy zbliży do osób, od których dzieli nas bariera kontaktu, ludzi których nie  rozumiemy, przez co budzą w nas niepewność, niejasne obawy o sposób naszej reakcji... Sprawdźmy.

NA IMIĘ MAM STASIU.
W zasadzie jedynie to słowo, czule wypowiadane rozpoznaję, od kiedy mogę odbierać dźwięki, ale to inna, długa i zawiła historia. Od początku nie  miałem tyle szczęścia, co inne dzieci. Urodziłem się zbyt wcześnie, nie byłem jeszcze dobrze rozwinięty i lekarze stwierdzili u mnie liczne zaburzenia o  przerażających nazwach: wodogłowie, dziecięce porażenie mózgowe, retinopatię wcześniaczą, epilepsję, i wiele innych chorób. Moi rodzice pewnie tak się  tym przerazili, że postanowili zostawić mnie w szpitalu. Tak wyglądał początek mojego życia: szpitale i różne operacje, które najczęściej niewiele mi  pomagały. Jestem niewidomy, inni myślą, że nic nie słyszę, choć nie jest to do końca prawdą. Mając parę miesięcy trafiłem do Domu Małego Dziecka. Była tam pani, która miała długie włosy. Lubiłem się bawić jej włosami, a ona głaskała mnie i kołysała. Potem przychodziła nowa pani i później znowu inna. Trudno mi było przyzwyczaić się do tych zmian, więc wymyśliłem sobie takie zachowania, które pozwalały mi odizolować się od innych i jakoś ukoić strapienia. Gdy byłem zdenerwowany, lub coś mi nie odpowiadało, okazywałem to bijąc się po głowie, inaczej nie potrafiłem zademonstrować niechęci. W chwilach, kiedy nie spałem zacząłem się kołysać, bo cóż innego mogłem robić, gdy całymi dniami leżałem i nic nie widziałem, ani nie  słyszałem. Frajdą i odskocznią były ćwiczenia ruchowe. Terapeuci uważali, że mogą bardzo mi pomóc. Gdy miałem 6 lat okazało się, że jestem najstarszym dzieckiem w Domu Małego Dziecka i pewnego dnia znalazłem się w zupełnie innym miejscu. Wszystko było tam nowe. Inne zapachy, inny dotyk rąk.
ONA i JA 
     Pewnego dnia zjawia się nowa osoba. Zabrała mnie na spacer, był ciepły, wrześniowy dzień. Ona wzięła moje rączki i pokazywała mi siebie. Okazało się, że też ma długie włosy, tak jak pani, którą kiedyś znałem. Choćby za to ją polubiłem od samego początku. Zaczęła przychodzić prawie codziennie. Powoli podchodziła do mojego łóżeczka, tak, że nie byłem zaskoczony, ani przerażony. Zawsze pachniała tak samo. Przedstawiała mi się dotykając mnie swoimi włosami, dawała znać poprzez dotyk, że weźmie mnie na ręce. Tańcząc i przytulając się przechodziliśmy do innej sali. Tam wszystko robiła tak samo. Dawała mi do ręki przedmiot, prezentowała zapach, dotykała w taki sposób, że po jakimś czasie nauczyłem się rozpoznawać, że są to komunikaty. Dzięki temu zacząłem myśleć i wiązać ze sobą różne zdarzenia. Uczyniła mój świat bardziej czytelnym. Nauczyła mnie, co znaczą gesty przekazywane dotykiem oraz, że przedmioty to także sygnały. Mój mózg rozwijała się także dzięki "magicznym" ćwiczeniom ruchowym. Ona potrafiła sprawić, że  byłem pełen energii, potrafiłem skupić się na świecie zewnętrznym i wspólnych zabawach. Dzięki niej nauczyłem się lepiej rozumieć świat, wykorzystując dostępne mi zmysły. Czułem tak wiele i tak mocno, jak nigdy dotąd. Postanowiła zmienić mój sposób odżywiania. Znowu, chociaż z wielkim trudem, przyzwyczaiłem się do różnych smaków oraz jedzenia z łyżeczki. Dzięki naszym spotkaniom poznałem piękny świat. Często spacerowaliśmy. Doświadczałem, jak pachnie trawa, kwiaty, las i inne cuda natury. Przychodzi do mnie od czterech lat, mógłbym w nieskończoność wymieniać, co razem przeżyliśmy. Wiem, że bardzo się przez ten czas zmieniłem. Nie jestem już tak bardzo zamknięty we własnym świecie, cieszę się kontaktem z Nią,  rozmawiamy w różny sposób, chociaż bez użycia słów. Towarzyszy mi nie tylko w radosnych chwilach, ale także tych dla mnie najtrudniejszych. Gdy zauważyła, że bardzo cierpię, zaczęła starać się, aby lekarze mi pomogli. Była ze mną podczas pobytu w szpitalu, gdy byłem operowany. Niedługo prawdopodobnie następna operacja. Wiem, że nie będę sam. Cieszę się, że naprawią moje biodro, to sprawi, że mniej mnie będzie bolało. Wiem, że nigdy nie będę mógł chodzić, ale może codziennie posiedzę chwilę w wózku i opiekunki nie będą miały tyle problemu z przewijaniem i myciem mnie. Ona  mówi, że mój kręgosłup wygląda jak znak zapytania. Bardzo się martwi, że garb, który mam na plecach jeszcze bardziej się powiększy. Oznaczałoby to  dla mnie najgorsze!

TURNUS W USTRONIU MORSKIM
     Teraz opowiem o czymś, co przeżyłem i do dzisiaj wspominam, gdy tylko poczuję wietrzną pogodę i gdy Ona ze mną ćwiczy. Latem wyjechaliśmy na  turnus nad morze. Co to był za czas! Jak wycieczka do Disneylandu dla innych dzieci. Tyle przyjaznych uścisków, miłych gestów i właśnie ten mocny wiatr, który bardzo mnie odprężał. Każdego dnia, gdy tylko się budziłem była przy mnie Ona. Wszystko robiliśmy razem, codziennie wychodziliśmy na  zajęcia, ale co dziwne, tam pracowali ze mną inni, bardzo przyjaźni ludzie. Każdego dnia pani Iwona ćwiczyła ze mną. Najpierw się bałem, byłem nieufny i protestowałem, często bolało mnie wszystko podczas ćwiczeń, nie miałem zbyt wiele siły, aby to wszystko znieść. Pani Iwona szybko jednak tak odczarowała moje znieruchomiałe ciało, że aż zdziwiłem się, że potrafię wykonać tyle skomplikowanych ruchów. Najwięcej radości sprawiały mi kąpiele w wodzie, nazywane przez dorosłych hydroterapią. W wodzie byliśmy razem. Ona i ja. Dzięki temu czułem się bezpiecznie i mogłem odprężyć się tak, jak  nigdy dotąd. Na dodatek razem z nami był Pan Paweł, z którym poznałem się wcześniej na plaży. Czasami próbował mnie nabierać, że jest Nią, głaszcząc włosami, ja jednak wiedziałem, że to taki żart. Wykonywał wspaniały masaż, po którym moje ciało uwalniało się od napięcia. Byłem rozluźniony. Mogłem tak prosto siedzieć w wózku, że ona i pani Iwona były bardzo zadowolone, ja zresztą też! Niesamowicie miłe były spotkania z panią Małgosią, tą, która przedstawiała mi się pokazując bransoletkę. Każdego dnia poświęcała mi wiele uwagi, i to nie tylko na zajęciach. Wspaniale się razem bawiliśmy, czułem, że bardzo mnie lubi. Czasami do późnych godzin nocnych, jeśli byłem chętny do zabawy, pani Małgosia razem z Nią pokazywały mi światło i sprawdzały różne moje reakcje. Co jakiś czas spotkałem się także z innymi paniami, które wymieniały z Nią spostrzeżenia, panią logopedą Anią i panią psycholog Danusią. Też były bardzo miłe, ja jednak nie poznałem ich zbyt dobrze, bo było tyle zajęć, że na to nie starczyło czasu. A teraz pozwolę, aby ona  opowiedziała o mnie.

EWA
     Stasiu jest mieszkańcem Domu Pomocy Społecznej usytuowanym na wsi. Ma 10 lat. Oprócz głębokiej niepełnosprawności ruchowej jest także dzieckiem z głęboką niepełnosprawnością intelektualną. Głuchoniewidomy chłopiec od dwóch lat zarejestrowany jest w Towarzystwie Pomocy Głuchoniewidomym.
 Staś podczas turnusu objęty był pełnym wachlarzem oddziaływań usprawniających i terapeutycznych, takich jak: masaż wodny, rehabilitacja ruchowa, zajęcia ogólnorozwojowe, logopedia. Działania te bardzo pozytywnie wpłynęły na stan psychofizyczny Stasia. Czas turnusu był dla Stasia okresem wzmożonej aktywności. Rehabilitacja w krótkim czasie przyniosła widoczne efekty. Staś stał się zupełnie innym dzieckiem, otwartym i radosnym w  kontakcie nie tylko ze mną, ale także z innymi ludźmi. Podczas turnusu został opracowany program rehabilitacji ruchowej Stasia.
EPILOG
     Historia Stasia spisana została zimą 2005/06. Operacja biodra doszła do skutku pod koniec marca 2006. Staś po raz kolejny wyjechał na w wakacje na  turnus rehabilitacyjny do Ustronia Morskiego. Czas od operacji, do turnusu był pasmem cierpienia po operacji. Teraz jednak, dzięki rehabilitacji, która sponsorowana jest przez Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym, Staś znów zaczyna być radosnym chłopcem. Kolejne wyzwanie przed nami - aby problemy bólowe nie powróciły, a Staś aktywnie mógł uczestniczyć w życiu, czeka go prawdopodobnie wszczepienie pompy baklofenowej, przez którą podawany będzie lek obniżający wzmożone napięcie mięśniowe.


            Wstęp opracowała Iwona Wróblak. Ewa Skrzek – Bączkowska jest Lubuskim Pełnomocnikiem Wojewódzkim TPG (Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym)
wrzesień 2008 

środa, 6 lipca 2016

Wypukłe obrazy świata


            Książka Artystyczna. Projekt Warsztatów Aktywizacji Społecznej: ”Dotyk Wyobraźni”- jako cykl zajęć artystycznych w Lubuskiej Jednostce Wojewódzkiej TPG.
Książka Artystyczna. Tutaj obiekt odbierany zmysłowo, charakteryzowany przez zapach, odbieraną w dotyku materię tworzywa, jej wizualne - świadome i nieświadome elementy. Książka ta potrzebuje przestrzeni, radości dotykania jej, wąchania, wnikliwego oglądania, rozumnego czytania ukrytych treści. Jest jak rozwinięcie aktywności osób głuchoniewidomych i nabycie przez nich umiejętności wyrażania siebie poprzez sztukę.
            Z przestrzeni szorstkości, gładkości, chropowatości, rurek dłuższych zakończonych ostro, z rzeczy gładkich, jakimi są satynowe materiały i  miękkich, jakimi są pluszowe. Okrągłe koraliki i płaskie jak dyski guziki. Liście mokre i świeże, i ususzone, bezwodne. Muszelki morskie pofałdowane i  twarde, i gramatura tapet i oklein, jak falowa struktura przestrzeni. Tapet ściennych wzory wytłoczone, których ornamenty można czytać palcami. Wszystko co jest dotykiaste, nierówne, co jest materiałem do czytania dla głuchoniewidzących. Po co się dotyka – pytam Ewę Skrzek – Bączkowską, lubuskiego Pełnomocnika Wojewódzkiego Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, nauczycielkę zatrudnioną w SOSW, gdzie odbywają się  Warsztaty. – Żeby poznać – mówi.
            Dotykam opuszkami palców materiałów zgromadzonych w sali na potrzeby dzisiejszych warsztatów. Przesypuję między palcami ziarna zbóż. Wzrok mi dopowiada, że jedne są bardziej drobne, inne większe. Głuchoniewidomi nie mogą kompensować braku zmysłów innymi, jak to bywa w  wypadku głuchych czy niedowidzących. Jak mówi pani Ewa, muszą posiłkować się pozostałą całością sensoryczną.
Butelki kleju polimerowego jako spoidło. Będzie można w nim zatopić kolczastość, bąbelki, temperaturę metalu, szpilkowatość igieł sosnowych, słowem istotność każdej rzeczy, którą się wybierze do komunikacji ze światem. Na imię jej Książka artystyczna. Do Komunikacji pozawerbalnej. Współpracy w  grupie. Uzewnętrznienia świata własnych przeżyć i odczuć. Nauki jak akceptować innych i być akceptowanym.
Koraliki można nawlec na nitkę i umieścić na planszy. Można zrobić wiele innych rzeczy na Pierwszej Stronie Książki. Joanna Kozakiewicz i Hubert Winnik, instruktorzy, plastycy z wykształcenia, poprowadzą warsztaty. Potem zszyją Książkę. Jakieś inspiracje? Podpowiedzi? Tak. Wspaniałe, moim zdaniem. Przez wielkie kolumny, z pomocą migaczki wolontariuszki Zuzanny Marzoł tą inspiracją jest słuchowisko pt. „Alicja w Krainie Czarów”. Wyjść poza funkcję, którą mamy pełnić, stać się podmiotami. Umieścić swoje wrażenia na planszy, zapamiętane obrazy. Palcami umieścić w przestrzennej Książce.
            Królicza nora nam wyrasta jak wklęsłość. Siatka świata nieliniowego. Wymiary w nim zależą od punktu obserwacji. Gnie się obraz, Alicja wkracza w świat płaszczaka Gamova, który poznaje jeszcze inne niż długości i szerokość styczne. Muzyka, która jak elektryczna elipsoida wybucha nam w mózgu, kiedy akcja słuchowiska dotyczy problemu komunikacji między wielkimi kwantami energii, jakimi są ludzkie istoty, cichnie i zanika, kiedy rzecz dzieje się wewnątrz obwodów scalonych naszej psyche. O Bycie pytanie, czym jest Wewnątrz, jedność która przechodzi w Zewnętrze, scala nas z wszechświatem, wywraca podszewkę, nie ma nic poza przestrzenią umysłu. Muzyka, dźwięki niemelodyczne, żyje własnym rytmem, pozornie niezależnym od woli Alicji, na pewno od jej ego. Wymiary świata, ukształtowane kiedyś w pierwszych sekundach wybuchu, fizyczne prawa, nie są absolutne. Są niejednokrotnie wymiarami naszego strachu, złudzeń człowieka. Dziwna powieść, dziwna Niby-Książka, wielki worek inspiracji. Dziecięcy świat, mityczny świat, filozofii Bytu, która uprawia każdy z nas z tytułu swego człowieczeństwa. Logika pozornie nieuporządkowana, Miś jest maleńką jaszczurką, a  podmiot/przedmiot oddziałuje na obiekt swej obserwacji zmieniając swe kształty. A kim jesteś? – pytają Alicję. Tego właśnie nie wiem – odpowiada – nie  pamiętam niczego w sposób normalny. Normalny czyli cudownie odwrócony, jak Druga strona Lustra.
            Jak słuchanie odwraca świat. Jak chwytanie nie-pytań zmusza do pytań. Porusza dźwięk wiele strun, o których nie wiemy. Ewa robi zdjęcia osobom słuchającym Alicji w Krainie. Jak się Czarów słucha, jak słucha się bajki, jak to jest zobaczyć uśmiech Kota bez Onego kota, czym jest lub co jest  to wrażenie, że się widzi Uśmiech kota Bez.
RZECZ POLEGA NA ROZUMIENIU NAJPROSTSZYCH RZECZY CZYLI NA DOTYKANIU – słyszę w którymś momencie frazę. Jak mówiła pani Joanna, zapamiętać coś, co ważne. Dla naszej Książki. To dla mnie koan do zapamiętania. O „Dotykaniu” miękkiej rzeczywistości jak tkaniny ziarnistej muszelki, poza pięcioma wymiarami zmysłów. Należą do świata rzeczy, które mogą ulec utracie. Tak jak entropia rozkłada ciała materii, ale nie  jest istotą bytu. Zuzanna miga, tłumaczy treść słuchowiska, jak mi później mówi, skupia się na konkretach. Sens, w końcowym akapicie, nie dotyczy gry. Nie o to chodzi, jak wcześniej tłumaczyła uczestnikom warsztatów plastyczka pani Kozakiewicz, by opowiadać. Dotykać sensu, czy wyobrażeń o sensie, jak faktury snu naszego o rzeczywistości. Odległość nie ma sensu, bo po drugiej stronie jest brzeg… Drugi brzeg.
Brail’a, czytając, dotyka się obydwoma rękami. Jest większy zasięg dłoni, dwie ręce. Do objęcia świata lub człowieka.
            Książka będzie miała tytuł: „ Alicja po prostu piękny tytuł”. Podpatruję plansze powstającej Książki Artystycznej. Jedna z kart, indywidualnych stron słuchania przepięknego słuchowiska; Przestrzenne kłosy zboża przyklejone do płaskiej karty – łąki. Wizje Alicji powielają się poprzez przestrzenie struktury wyobraźni osobistej autorów. Wielki Królik jak konkret-obraz w książce. Sieć z tkaniny, jej oczka, las, jezioro jak chtoniczny topos wędrówki Alicji w głąb. Poplątane nici moherowe długie niepocięte jak jednak nie pozbawiona logiczności akcja sekundy-za sekundą naszego mijania czasu. Dwuwarstwowe widzenie świata, wielkie liście większe niż drzewa. Słońce Jurka ma promienie tylko z jednej strony. Jak kształt dopasować do zamiaru twórczego, do kompozycji. Wypukłe obrazy świata. To jak jeden wymiar więcej. Wklęsłość króliczej nory w słuchowisku to koan, który realizowany jest na moich oczach w sali SOSW.


Iwona Wróblak
listopad 2009