sobota, 13 kwietnia 2019


Antiquo More ma 20 lat

Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski, jak monumentalna scena dla okrągłego 20. Letniego Jubileuszu naszego międzyrzeckiego Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Wielka przestrzeń bazyliki była do ostatniego miejsca wypełniona widownią. Zespół jest bardzo znany w Międzyrzeczu, uświetnił wiele lokalnych uroczystości.
W ciągu 20. lat działało w Zespole 117 osób, tworząc różnorodne i niepowtarzalne składy. Prezentował się 378 razy na scenach krajowych i zagranicznych: w Niemczech, Holandii, Francji, Macedonii, Czechach, Bułgarii, Belgii i Słowenii oraz w Hiszpanii. Nagradzany jest na prestiżowych festiwalach w kraju i za granicą, zdobywał rokrocznie Harfę Eola na najważniejszym Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Dawnej „Schola Cantorum” w Kaliszu, trzykrotnie został uhonorowany najwyższym laurem: Pucharem Ministerstwa Edukacji Narodowej – Nagroda Grand Prix.
 Na koncercie-Jubileuszu z okazji 20. Lecia Jego powstania były obecne władze powiatu, władze miasta, dyrektorzy szkół, przedszkoli i placówek oświatowych, rodzice, uczniowie szkoły i sympatycy. Koncert był dedykowany walczącej z chorobą nowotworową uczennicy SP nr 2 w Międzyrzeczu Klaudii Pawłowskiej, po zakończeniu uroczystości zbierano datki na ten cel.
Dorobek artystyczny, kulturalny, pedagogiczny, społeczny Zespołu, który powstał pierwotnie z myślą o zajęciach pozalekcyjnych, jest ogromny. W jego tworzeniu uczestniczyło grono instruktorów – nauczycieli SP nr 2: Katarzyna Chmielewska – kierownik Zespołu, Agnieszka Juszczak, , Zofia Kasprowicz, Katarzyna Błochowicz. Rodzic Maciej Wajman razem z Beatą Bełz prowadził koncert. Nieustającym sukcesem stało się efektywne oswajanie społeczeństwa z trudną sztuką odbioru muzyki dawnej, z jej niepowtarzalnym rysem, artyzmem, którego spuściznę kulturową trzeba zachować dla przyszłych pokoleń. Muzycy występują w stylizowanych kostiumach, w oryginalnych choreografiach dawnych tańców, grając na kopiach dawnych instrumentów: fletach prostych, lutniach, skrzypcach, wiolach da gamba. Od kilku lat występy zostały wzbogacone o żonglerkę flagami, sztukę wywodzącą się ze średniowiecznych Włoch, a potem wykonywaną w całej ówczesnej Europie, kiedy to żołnierze pełniący funkcję chorążych w oddziałach wojskowych uświetniali miejskie ceremonie popisami sprawności operowania herbowymi czy królewskimi chorągwiami.
Uczestnictwo w wykonywaniu tej muzyki, etiudach i spektaklach teatralnych łączących muzykę, taniec, żonglerkę i grę aktorską, dzięki pasji i pracy osób, było dane wielu rocznikom uczniów SP nr 2, kilku muzyków swoją wielką przygodę z muzyką dawną kontynuuje na studiach wyższych, przekazując dalej pałeczkę tej wielkiej organicznej pracy kulturalnej od podstaw…
I to zaprezentowano na koncercie. Utwory począwszy od średniowiecza, przez renesans, barok aż do suity, inspirowanej muzyką dawną. Najpierw próbkę – wysokich - umiejętności młodszych, gimnazjalnych muzyków Zespołu, 4 utwory europejskiego renesansu, z popisami młodych żonglerów kolorowymi jedwabnymi flagami, z charakterystycznym odgłosem łopotu tkaniny, w układzie z akompaniamentem muzyków. Usłyszeliśmy niełatwe w wykonaniu perełki z najstarszego kanonu muzycznego, dwa utwory - wykonane z Parafialną Scholą z Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski - pieśni, które powstały w IV w. w benedyktyńskim klasztorze Montserrat (oryginalny zbiór zawierający 14. pieśni, z których przetrwało 10 („Czerwona księga z Monserrat”), napisane dla pielgrzymów w języku katalońskim i po łacinie.
Większą część koncertu wypełniły wykonania filharmoniczne – występ jednych z najbardziej utalentowanych wychowanków. Mieliśmy rasowy koncert filharmoniczny – z udziałem absolwentów „Antiquo More”, którzy specjalnie przybyli na Jubileusz swojego macierzystego Zespołu. Wystąpił, z zespołem, Łukasz Pendrak, student Akademii Muzycznej w Poznaniu w klasie fletu podłużnego, uczestnik wielu kursów mistrzowskich a także członek Międzynarodowej Orkiestry „Green Kore”, którą mieliśmy przyjemność słuchać w Ratuszu. Koncertował na festiwalu „Muzyka w Raju”, w koncercie „Przedsionku Raju”, inne aktywności to „Wrocławski Maj z Muzyką Dawną”, Festiwal „Poznań Baroque”, współpracował z zespołem La Morra oraz Ars Cantus. Łukasz wystąpił w Sanktuarium z Mateuszem Maleszką - studentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie fletu podłużnego, Dagmarą Tyrchą – wykładowcą w Zakładzie Instrumentów Historycznych w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Piękne widowisko, obraz, jak wielowymiarowa przestrzeń inspiracji muzyką dawną, zaprezentowany pociągnięciami smyczka, świat przekazywanego sobie przez epoki dorobku kultury muzycznej, przetworzony w odcienie i blaski mistrzowską już techniką gry młodych uznanych muzyków.
Katarzyna Kmieciak-Cendlak, skrzypaczka (skrzypce barokowe) specjalizująca się w wykonawstwie historycznym, grała nam na altówce fideli renesansowej. Obecnie wykłada w Akademii Muzycznej w Poznaniu i pracuje w Warszawskiej Operze Kameralnej. Wystąpiła na 20.lecie z zespołem „Tres Anime” (2016 r.) razem z trzema instrumentalistkami: Olgą Musiał-Kurzawską (flet Traverso), Martyną Jankowską (wiolonczela barokowa) i Dagmarą Tyrchą (klawesyn). Członkinie tego poznańskiego Zespołu jako kameralistki zdobywały umiejętności na renomowanych uczelniach w Niemczech, Szwajcarii, Estonii i Austrii, brały udział w wielu kursach mistrzowskich po kierunkiem wybitnych specjalistów zajmujących się wykonawstwem muzyki dawnej. Dostojnie i klasycznie, jak przystało na mury tej świątyni, panie zagrały m.in. sonaty J.S. Bacha.
Kiedy, kilka lat temu, zobaczyliśmy w Międzyrzeczu pierwsze spektakle taneczne, etiudy teatralne, w wykonaniu Zespołu, byliśmy pod wrażeniem – scenariusz splatający ze sobą teatr epoki elżbietańskiej i muzykę dawną wykonaną przez tak młodych aktorów, to była uczta artystyczna. Sztuka subtelna i pozostawiająca widzom miejsce i czas na własne przemyślenia. Podobnie jest i teraz. „Ulotne Chwile”, tak ma tytuł ten spektakl muzyczny. Sceneria dworu królewskiego okresu baroku, z jego kulturalnym bogactwem różnych wątków filozoficznych, niepokojami, które dzisiaj nazwalibyśmy egzystencjalnymi, a które zapoczątkowały nurty myślowe obecne po dzień dzisiejszy. Klepsydra, jako znak prze(u)pływającego - z jednego poziomu do drugiego, w zamkniętym jednak naczyniu – czasu, którą trzyma przez cały spektakl osoba nie uczestnicząca kulturowo w danej epoce, jakby z POZA NIEJ (ma inny kostium). Czas w tej sztuce się pętlił i ścieśniał, uwieczniał i tkał, skupialiśmy się (człowieczych) wątkach – dziewczyny (dwórki) pocieszającej (żonglującego flagami) wojaka, o czym myślał, ten żołnierz, jakie miał wątpliwości… Potrafimy to sobie wyobrazić, co mogło go niepokoić… Może nie chciał zabijać. A może chodziło tylko (aż) o miłość… Smaczku tematyce dodawał karnawałowy sztafaż – i jego archetypiczne konotacje, śmierci, wesela, zabawy. Odnowy. Dodajmy jeszcze zwyczaje epoki, w której muzycznie zagościliśmy, włoskiego baroku, jego historycznej osnowy czasów, co ma dla (C)złowieka zawsze wielkie znaczenie. Mimo jego (jako przekaźnika) uniwersalności, zakorzenienia zwyczajami w głębokiej, nieuświadamianej, tradycji przodków. Ulotne chwile skojarzeń możliwych – wszystkich możliwych… Chwile złapane w muzyczne frazy, spektakl dworski. Epos muzyczno-teatralny się zadział, niewypowiedziany słowami przez uczestników Balu, przekazany nam gestem z otchłani epok, przekazany figurami tańca…  
Artystyczny, empatyczny Uśmiech wieku dla żyjącej współcześnie chorej Klaudii.
            Organizatorzy złożyli podziękowania gospodarzowi obiektu proboszczowi ks. kan. Michałowi Lobazie, wielu osobom i instytucjom wspomagającym na przestrzeni tych lat działalność Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Zamykającym koncert akcentem było wspólne ze Scholą Parafialną wykonanie ostatniej pieśni.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019














piątek, 12 kwietnia 2019


STRAJK!


            Tylu ludzi nie było pod Ratuszem nawet podczas pierwszych protestów w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Nauczyciele ze szkół międzyrzeckich, i nie tylko, także z SP z Przytocznej, rodzice i dzieci, sympatycy. Uczniowie. Grubo ponad setka protestujących…
            Wykrzyknik. Broszka z wykrzyknikiem wpięta w ubrania, a potem ustawianie w wielki WYKRZYKNIK palących się światełek. Z kropką na końcu jak determinacja w wytrwaniu w proteście.  
Nasza szkoła, nasza edukacja wymaga zmian. W Szkole Podstawowej nr 2 toczył się ciekawy panel dyskusyjny, w którym wzięli udział też uczniowie. Planowany jest w mieście kolejny, tym razem na większą skalę. Mam nadzieję, że podobna dyskusja będzie też – ogólnopolska. Że wraz z (koniecznym) wyraźnym wzrostem płac nauczycieli pójdą głębokie strukturalne reformy w szkolnictwie. Większa godność osobista, zawodowa nauczycieli wyrazi się w ich większej samodzielności – będącej wyrazem zaufania społeczeństwa do ich kwalifikacji. Tak jest już w wielu krajach nas otaczających… Nie możemy być dziwną wyspą, gdzie świat zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, czego wyrazem jest odczuwana społecznie scholastyka stylu uczenia, narzucana skostniałą formułą podstawy programowej, którą układają w Ministerstwie Oświaty ludzie niemający wyczucia potrzeb nowoczesnego szkolnictwa.
            Dobry nauczyciel uczy zawsze, i w każdej sytuacji, swoim osobistym przykładem. Także teraz, w chwili dramatycznej. Uczy będąc w strajku walczącym o dobrą szkołę – naucza demokracji, szacunku dla pracy, sprawiedliwości społecznej, komunikacji bez przemocy. Nie można pozwolić, by Rząd RP traktował nauczycieli bez należnego im szacunku – to przekaz dla społeczeństwa. Nie można się poddawać tej praktyce. Jeśli nauczyciele sami nie potrafią zadbać o własne prawa - jako obywatele, to nie przekażą tej umiejętności, wiedzy o swojej wartości – swoim uczniom. To jest - podstawa programowa obywatelska… Człowiek uczący innych – nauczyciel, tutor, nie może być sfrustrowanym skandalicznie niskimi zarobkami człowiekiem, mającym problemy, żeby utrzymać rodzinę, i jeszcze w ramach tych małych dochodów z pracy nauczycielskiej się nieustannie (za własne pieniądze) dokształcać…
Zabierają głos uczniowie; Zosia dziękuje swoim nauczycielom za troskę i zaangażowanie, za wysiłek włożony w jej rozwój. Inna dziewczyna dziękuje za ich pracę niepłatną po godzinach, przygotowanie uczniów do imprez szkolnych, do olimpiad. Dzisiaj jestem z nich dumna – mówi uczennica, dumna że TU SĄ. Nie widać po zmroku, po tych słowach, łezek, co pewnie się czają w kącikach nauczycielskiego oka, ale są wzajemne uściski.
Wsparcie od obecnych pod Ratuszem wyrażają rodzice: - Chcę, by moimi dziećmi zajmowały się osoby mające szacunek społeczeństwa. Walczycie o swoje prawa i godność deptaną przez obecny rząd. Jako prawnik obiecuje nieodpłatną pomoc.
            Kolejni nauczyciele zabierają głos. Nie chcą być twarzą tej reformy! Kumulacja roczników.., będzie w tym roku katastrofalna!… 20 osób na jedno miejsce w Gorzowie, gdzie dzieci zostaną zmuszone się uczyć.     
Polska będzie wyglądała za 20-30 lat tak, jak przygotujemy do życia dzisiejszą młodzież (staropolskie znane z lektur młodzieży chowanie…) Jakość kształcenia kosztuje, musi kosztować. Toczące się egzaminy szkolne są ważne (jak każde), ale na nich świat się nie kończy, bo są ważniejsze sprawdziany – te życiowe, nauczyciele są zdania, że szkoła też powinna do nich przygotowywać. Jedna z nauczycielek wspomina strajk szkolny w 1993 r., wtedy matury były opóźnione i, jeśli o nią chodzi, a zdawała wtedy maturę, szkody jej to nie przyniosło. Teraz nauczyciele przyparci do muru walczą o lepszą szkołę. Przyszłość edukacji w Polsce zależy od tego, co teraz wywalczą. Chcą wychowywać mądrych ludzi, którzy mają własną opinię, świadomych swych praw i obowiązków obywateli.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019













środa, 10 kwietnia 2019


Po tamtej stronie szyby

Błękitny korowód – w Dniu Światowego Dnia Autyzmu wyruszył spod Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego. Tego dnia wszyscy byliśmy niebiescy… Kolorowi. Pochód z SOSW przeszedł ulicami miasta, zatrzymał się pod Ratuszem, celem był Międzyrzecki Ośrodek Kultury, gdzie miały miejsce prezentacje artystyczne i podsumowanie konkursu plastycznego pt. „Autyzm w świecie baśni”. Organizatorami wydarzenia byli: Stowarzyszenie Pomoc Dzieciom Niepełnosprawnym, Klub Rodzica Dzieci Niepełnosprawnych, SOSW, MOK. Patronat objął: Lubuski Kurator Oświaty, burmistrz Międzyrzecza. Sponsorzy wydarzenia; SGB Gospodarczy Bank Spółdzielczy Międzyrzecz, Piekarnia – Ciastkarnia Rojek.
Zajrzeliśmy za tamtą stronę szyby, gdzie chroni się, w swym cierpieniu, coraz większa ilość zdiagnozowanych autystycznych, o różnym spektrum, dzieci i młodzieży. Autystycy cierpią najbardziej z powodu elementarnego braku zrozumienia - że są ludźmi. Naszym, ludzkim zadaniem jest ich wspierać w zdrowym, kompleksowym rozwoju, nawet jeżeli ten rozwój jest mocno odmienny od tego, co zwykliśmy nazywać normą. Empatia jest czymś nieodzownym w kontaktach między ludźmi – taki truizm... Manifestacyjny marsz ulicami naszego też miasta jest apelem o akceptację różnorodności.
Bo najpierw należy zrozumieć, jak ktoś powiedział – najlepiej sercem… W holu MOK w oczekiwaniu na finał pochodu matki z Klubu Rodzica Dzieci Niepełnosprawnych, w niebieskich koszulkach z napisem: Autyzm nasz kolorowy świat. W tym bardzo ważnym społecznie stowarzyszeniu wspierają się wzajemnie, samotna opieka nad dzieckiem o szczególnych potrzebach często wykraczałaby poza siły osoby, rodziny, fachowa pomoc – wysoko kwalifikowanej kadry SOSW, jest niezbędna, w rehabilitacji, wymiana doświadczeń, dodawanie sobie wzajemnie otuchy i sił w tej 24. godzinnej codziennej pracy, psychicznie i fizycznie bardzo absorbującej. Zwłaszcza że autyzm jest diagnozowany coraz częściej, można powiedzieć – że to przywilej epoki industrialnej… Trzeba oswajać społeczeństwo z tym zjawiskiem, objawy schorzenia często nie są w małych miejscowościach społecznie akceptowalne.
W pochodzie królowały niebieskie baloniki, które potem będą trzaskać rozpęknięte na znak zadziania się pewnego społecznego rytuału zaistnienia w przestrzeni społecznej prezentacji zagadnienia, dotyczącego grupy ludzi o danych cechach. Uczymy się przy okazji uniwersalnej cechy tolerancji, takiej akceptującej i rozumiejącej odmienność jako taką. Bo tego CHCĄ (szczególnie) dzieci z autyzmem. O to proszą, wołają - dostępnymi sobie środkami ekspresji, które nie zawsze rozumiemy, my po drugiej stronie (ICH) szyby, bardzo grubej niekiedy…  
Autyzm jest kolorowy. Gama cech osobowościowych, bogactwa świata upchanego wewnątrz człowieka, który wykwita nam przed oczami, stworzonych pędzlem czy ołówkiem prac plastycznych, wywieszonych w holu MOK. Autyzm nie jest nigdy do końca zdiagnozowany, jak mówią specjaliści, to kolorowe wnętrze człowieka, z odcieniami i plastycznymi wielowymiarami jego struktury, której My, adresaci przekazu, jesteśmy częścią, interweniujemy weń, budujemy GO swoją empatią. Ponosimy odpowiedzialność za świat autystyków… Dlatego powinniśmy się uczyć odczytywać to spektrum. Poznawać język. Emocje. Podobne naszym, tylko mocno zwielokrotnione, głośniej werbalizowane, intensywniejsze.
Na scenie MOK dzieje się to za pomocą kolorowych sześcianów-liter Napisu o Kolorach świata autyzmu. RAZEM; występujący – dzieci z przedszkola specjalnego w SOSW, ze starszych klas, i ich opiekunowie, terapeuci, nauczycielki, wspólnie go układają, po jednym elemencie, symbolicznie, to intelektualny rebus dla wszystkich, nasz świat i świat autystyków tu się dotyka. By frazy przekazywane wzajemnie zostały zrozumiane, by można było pomóc, ale przede wszystkim – zaakceptować człowieka, mimo jego większej czy mniejszej inności.
Wiele pytań jest zadanych – słuchamy w treści jednej z piosenek – teraz czas na działania. Zbudujemy świat na nowo/celem szczęście dzieci / w małych rzeczach wzór na szczęście zapisany jest… Może poszukamy odpowiedzi w świecie baśni, wielka literatura zawsze bazowała na niecodziennych wydarzeniach, opisywała postacie baśniowe będące emanacją sakralnych w swej niezmienności, odwiecznych struktur naszej jaźni. Baśnie opowiadają być może o autystykach – w każdym razie o osobach Innych od nas. To nazywa się bajka… Egzystująca w przedziwnych trawestacjach Kapturek i Wilk, Jaś i Małgosia (pierwsi ludzie) czyli tutaj o drodze przez symboliczny ciemny las wegetatywny, którego ścieżkę do domu można zgubić, a na zagubienie może wpłynąć spotkany Wilk, chociaż nie musi – jako gatunek przyrodniczy-rodzinny nie krzywdzi małych dzieci… Może to się stać przez słodki zbytnio piernik, skubnięty bezprawnie z dachu chatki mądrej Baby… jakie konotacje kulturowe! Ta baśń tkwi korzeniami w głęboko pogańskim kulcie drzewnym… One te Drzewa są postaciami ludzkimi ubranymi w korony liściane, falują z wiatrem, same są Sceną (naszej wyobraźni). Może ilustrują sposób widzenia świata przez autystyka… Baja-samograja. Jak łatwo Wilk przemienia się w Bab(ci)ę, jak ją symbolicznie konsumuje, a proces staje się, dzięki odkryciu go, przedstawieniu go, zdemitologizowaniu, odwracalny… Nie jest ostateczny, jeżeli w porę znajdzie się Myśliwy, czyli ten, który zna las (i lubi Kapturka na tyle, że ma moc sprawczą ożywienia wyłuskanej z trzewi Wilczych Dobrej Babci), czyli Pan Lasu…
Wprost mówi o celu Dnia Autyzmu występ Teatralnej Grupy „Arlekin” z SOSW – zostań moją przyjaciółką/jeśli chcesz spełnić me marzenia. Wiosenka Piosenka jest o radości, jaką niosą barwne motyle latające wiosną, szczegóły codziennych zachwyceń chwilą ulotną. Okres odradzania się jest radością od tysiącleci świętowaną gromadnie przez wspólnoty ludzkie, wtedy jednoczymy się w naszym świecie, który jest – magiczny i wysoki aż do gwiazd…  I wspólny.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019










wtorek, 9 kwietnia 2019


OBCY w swoim domu


            Znamienny jest ten tytuł Wystawy w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego. „Obcy w swoim domu” - Ekspozycja przygotowana przez Haus Schlesien w Köningswinter we współpracy z Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze, Muzeum Powiatowym w Nysie oraz Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej. Wystawa dotyka problemu wychodźstwa różnych nacji, losów milionów ludzi, których wojenne losy, traktaty międzynarodowe, wyrzuciły z ich domów, ze swojej ziemi, którą zamieszkiwali od kilku pokoleń, lub uczyniły ich w Niej, w tej małej ich ojczyźnie, co jest jeszcze bardziej okrutne – OBCYMI.  Dzisiaj przywraca się akademickiej wiedzy o historii - ludzki (niepolityczny) wymiar tragedii tych ludzi.
Rozmawiam z panią Doris Stempowską, osobą w starszym już wieku, ubraną w ludowy strój członkinią Chóru Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Wałbrzychu „Freundschaft”, zespołu pod dyrekcją Marii Zuchantke. Matka pani Stempowskiej była Niemką niemówiącą po polsku, z rodziny od pokoleń zamieszkałej w Wałbrzychu, ojciec był Polakiem z Zaolzia. Wiedza o tej grupie przedwojennych mieszkańców Wałbrzycha jest szerzej nieznana pokoleniom powojennym w Polsce, nienauczana w szkole… Tak jakby (polska-szkolna) historia świata rozpoczęła się po 1945 r., wcześniej będąc – nicością...
 Nie tylko my, Polacy, doświadczaliśmy cierpienia przesiedleń i wypędzeń. Zaznane przez nas cierpienie powinno skłaniać do otwarcia serc do podobnych naszym doświadczeń, do współczucia i zrozumienia. Pani Stempowska, kiedy pytam Ją o stosunek władz polskich, Polaków, do Niemców, którzy zostali wypędzeni, poddani akcji przesiedlenia z Wałbrzycha w latach 1945-48, mówi mi ze spokojnym półuśmiechem – zawsze To zależy od ludzi – odpowiada…
W tym wypadku było także – działaniem pragmatycznym… Wałbrzych był przed wojną, inaczej niż w okresie powojennym, miastem wielonarodowym, mieszkali tu Belgowie, Francuzi. W mieście niezniszczonym wojennymi bombardowaniami Niemcy po prostu byli potrzebni Polsce powojennej - na Dolnym Śląsku, w górnictwie, w przemyśle, bez nich trudno byłoby uruchomić gospodarkę. Bez sentymentów więc… Potem było tzw. łączenie rodzin (na mocy traktatów), trwało przez okres późnych lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Książka o niemieckim powojennym zagadnieniu w historii Polski, dwujęzyczna, pt. „Gester, heute, morgen. Wczoraj, dziś, jutro” – kawałek historii regionalnej/powszechnej, której nie ma w podręcznikach szkolnych, zostaje mi pożyczona do przeczytania, będzie dostępna w zbiorach Biblioteki w Międzyrzeczu.
Region Wałbrzyski, obok Górnego Śląska, był drugim co do wielkości obszarem przemysłowym regionu. Wałbrzych w 1945 r. liczył 60 000 mieszkańców. Po przymusowych wysiedleniach (1946-48) pozostało w mieście 30 000 niemieckich mieszkańców. Z czasem sytuacja bytowa ludności uległa normalizacji, tworzyły się niemieckie, obok polskich, związki zawodowe, a po 1950 r. rozpoczęło się tworzenie dla niemieckich dzieci szkół z ojczystym językiem nauczania. Wraz z oświatą mogła się rozwijać aktywność kulturalna (Chór „Freundschaft”), powstało Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne (NTKS) i grupy terenowe we Wrocławiu, Nowej Rudzie, Unisławiu, Boguszowie, Legnicy, Cieplicach i Bolesławcu. Umożliwiono wyjazdy do Niemiec, kontakty z Niemcami po drugiej stronie granicy i wsparcie materialne ze strony Republiki Federalnej Niemiec i Związku Wypędzonych.
            Tożsamość regionalna, dostęp do rodzimej narodowej kultury, jest tak podstawowy i niezbędny jak chleb. To prawa człowieka. Nikt nie może ich odebrać, jakkolwiek winy danej nacji byłyby ogromne. Jest coś takiego jak każdy osobny człowiek, pojedynczy człowiek. Jego los, i jego uwikłanie. Też jego, człowieka, obywatelska odpowiedzialność za swoje, nawet skromne, miejsce w historii – nie zaprzeczam.
            Bielusieńkie, porządne niemieckie fartuszki z koronkami na strojach ludowych wałbrzyskiego Chóru. Pieśni polskie i niemieckojęzyczne – z charakterystycznym lokalnym ludowym akcentem (potem go słychać było w rozmowach), takim nieszkolnym akcentem…  To spotkanie jest podobnie nieszkolne, zaistniałe poza oficjalnym tokiem nauczania powszechnego. Dlatego słucham z ciekawością… Chórzyści śpiewają o pokoju („Cieszmy się pokojem”), i przyjaźni (Freundschaft). Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne istnieje już 60 lat… o tym też nie uczono nas w szkole. Nie budowano zbyt intensywnie naszej polskiej narodowej empatii… Chór koncertuje od 1992 r., śpiewa pieśni religijne, ludowe, koncertuje w Niemczech i Austrii. I w Międzyrzeczu. W repertuarze utwory braci Hauptmann, muzyka F. Chopina, St. Moniuszki. Dyryguje Chórem Alicja Ślazińska, akompaniuje na akordeonie Anna Miercińska. Emanuje z pieśni niemiecko – polska, i polsko - niemiecka przynależność do obu tych kultur, i do formacji kultury europejskiej, okręgu dolnośląskiego. Żywi ludzie, ludowa muzyka. Można z nimi porozmawiać, wysłuchać ich historii. Przemyśleć. Dla nas, dzisiaj to rozumiemy, (także) niemieckie dziedzictwo jest kulturalną wartością dodaną.
            Po koncercie wernisaż Wystawy „Obcy w swoim domu”. Eksponaty to głównie tablice z tekstem – w obydwóch językach. I dokumentalne zdjęcia przesiedleńców – wypędzonych, sprawozdań z ich wędrówki z ziemi ojców do miejsc obcych. 12 milionów Niemców musiało po wojnie wyjechać z ziem zachodnich. Nie wszyscy mieli dokąd wyjechać, w Niemczech zachodnich nie byli swoi, integracja z zachodnimi pobratymcami nie była łatwa, nie tylko ze względów ekonomicznych. Sygnatariusze traktatów międzynarodowych nie do końca zapanowali nad tą współczesną potężną wędrówką ludów. Jakkolwiek Związek Miast Niemieckich (od 1952 r.) sprawował mecenat nad wschodnioniemieckim dziedzictwem kulturalnym, i opiekę kulturalną nad wypędzonymi z dawnej ojczyzny; Regionalne Izby Pamięci były emocjonalną namiastką rodzinnych stron. 
Przed Niemcami ze wschodu stanęło zadanie uwolnienia się od sentymentu przywiązania do dawnej ojczyzny i zaakceptowania nowego miejsca zamieszkania. Ale uczucia i tęsknota za rodzinnym krajobrazem zostały, jak śpiewa o tym Chór – …Moje góry witają tchnieniem moich stron… W latach 70. ubiegłego wieku rozpoczęły się wycieczki do Polski, pamiętamy wizyty w Międzyrzeczu, wieńce składane pod Obeliskiem upamiętniającym były cmentarz ewangelicki (istniejący w latach:1609-1945), następowało zawiązywanie kontaktów z miastami partnerskimi w Niemczech, tworzyły się osobiste przyjaźnie między Polakami i Niemcami, zaczęły mieć miejsce prywatne wizyty Niemców w ich byłych międzyrzeckich domostwach, obecnie zamieszkiwanych przez Polaków. Stosunki polsko niemieckie stały się częste i normalne, tak jak obustronne zaproszenia, wizyty i rewizyty kulturalne.
Władze PRL w 1987 r. (w sprawozdaniu wykonania Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych) uznały, że nasz kraj jest państwem jednolitym narodowościowo, i zmieniło się to dopiero w 1989 r., kiedy premier Tadeusz Mazowiecki oświadczył, że Polska jest państwem i ojczyzną nie tylko Polaków, ale także mniejszości narodowych. Mniejszość niemiecka w Polsce (obecnie według różnych szacunków od 400 tys. do 1 mln osób) to skutek postanowień Konferencji Poczdamskiej z 1945 r., przesunięć granic Polski i z związanych z tym faktem ruchów ludności, a także stanu sprzed II wojny światowej. Obecnie mniejszość niemiecka jest zorganizowana w ponad 50. stowarzyszeniach (najstarsze jest NTSK), ukazuje się niemieckojęzyczny dwutygodnik („Gazeta Górnośląska”) i miesięcznik („Poczta bociania”). W 1990 r. utworzono ogólnopolskie stowarzyszenie mniejszości niemieckiej, w statucie zawierające postulaty dotyczące sfery bytowej i sfery kulturalnej - oświaty niemieckiej, dostępu do prasy niemieckojęzycznej, radia i telewizji oraz uznanie praw mniejszości, rozwoju tożsamości etnicznej, kulturowej, językowej i religijnej.
Przemiany społeczno-polityczne lat 1989/90. Podpisany został w 1991 r. Traktat o dobrym sąsiedztwie i wzajemnej współpracy, w 2005 r. Sejm RP przyjął Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych. Polska, w tym także mniejszość niemiecka, stanowi część Unii Europejskiej, stawiającej sobie jako jeden z ważnych celów rozwinięcie tożsamości kulturalnej poszczególnych regionów.
Iwona Wróblak
kwiecień 2019











sobota, 6 kwietnia 2019


Koncert Żagańskiej Orkiestry Wojskowej


            Kolejny koncert Orkiestry Wojskowej w Międzyrzeczu, tym razem w repertuarze rozrywkowym, w sali widowiskowo – kinowej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Koncert był hołdem oddanym weteranom wojskowym, którzy walczyli w Karbali. Bitwa o City Hall w irackiej Karbali  miała miejsce 10 lat temu, wzięli w niej udział żołnierze II zmiany (2004 r.) w dużej części pochodzący z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej i 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej. Karbala, święte miasto szyitów, siedziba władz całej prowincji i policji irackiej, miała strategiczne położenie.
            Koncert prowadził, z ramienia Klubu Wojskowego, instruktor KW Marek Wojdan. Kierowniczka Klubu W. Agnieszka Perz podziękowała dyr. MOK Ewelinie Izydorczyk – Lewy za udostępnienie sali.
            W programie na wstępie usłyszeliśmy utwór skomponowany przez plut. Artura Roguckiego, będący jego pracą dyplomową. W dalszej części koncertu, doskonale zagrana, muzyka filmowa w wersji instrumentalnej i standardy jazzowe Glenna Millera. Z Orkiestrą zaśpiewały nasze lokalne wokalistki: Kamila Tomysek, Zuzanna Mencel, Agata Gąska. Przy akompaniamencie Orkiestry wykonały piosenki z repertuaru Anny Jantar, Maryli Rodowicz , Tiny Turner. Soliści Orkiestry wystąpili w partiach solowych na puzon, trąbkę, gitarę elektryczną, saksofon.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019










wtorek, 2 kwietnia 2019


Na dwie gitary i głos

            Zdzisław Musiał, nauczyciel klasy gitary klasycznej w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu, już od 17. lat zapisuje ważną kartę w historii kultury naszego regionu. Niezmordowanie, mimo przeszkód, braku funduszy, organizuje koncerty z cyklu Koncerty Organowe, koncerty: „Lubuski Weekend Gitarowy” – było ich na przestrzeni tych lat około 160. Do udziału w nich zaprasza muzyków – pedagogów (organizowane też są dla uczniów warsztaty), którzy koncertują w różnych miejscach naszej ziemi międzyrzeckiej. Jako wieloletni pedagog dba, by koncerty mistrzów zawsze poprzedzały występy uczniów PSM. Zdzisław Musiał w tym roku otrzymał statuetkę i tytuł: „Osobowość powiatu międzyrzeckiego. I miejsce w kategorii: Kultura”.
Ten koncert także był z udziałem jednego z gości Weekendowych koncertów – Grzegorza Klickiego, który grał m.in. J.S. Bacha – „Bourree e-moll”; skupione, subtelne wykonanie utworu słynnego kompozytora barokowego w transkrypcji na gitarę. Autorski tym razem koncert Z. Musiała poprzedziły popisy młodych gitarzystów: Kamili Głębockiej i Kacpra Kai.
Zdzisław Musiał  wydał publikację nutową „Tańce na dwie gitary” Wydawnictwa Muzycznego „Absonic”, zawierającą walce, bluesy i tanga, utwory do nauki gry dla uczniów, do słuchania i wykonywania. Z tego zbiorku wysłuchaliśmy kilka kompozycji w wykonaniu Kamili, Kacpra, grających razem z ich nauczycielem Zdzisławem Musiałem, oraz zagranych przez BigDuo, czyli: duet Musiał-Klicki. Jeden z utworów był wykonany w trójkę, z wokalistką Anną Porowską, która napisała słowa do „Czterech stron” i nagrała teledysk na You Tube.  
Słuchaliśmy też innych utworów Z. Musiała, m.in. z wydanej przez niego autorskiej płyty „Autoportret” zawierającej 19 pozycji. Ładne melodyczne kompozycje z romantycznym, nostalgicznym nieco posmakiem, niektóre czerpiące inspiracje z południowoamerykańskiego kręgu kultury muzycznej, nastrojowe w klimacie, kilka bluesów. Taniec czeski, czyli polka (co znaczy rytmicznie: połowa czterech czwartych -2/4 - dla niewtajemniczonych),  „Krakowiak”, „Taniec z przytupem”,  „Rock’n eill na 4 ręce” (premierowe wykonania), urokliwa „Tęczowa bossa”, „Taniec spadających liści”, „Zielone boigie”, i J. Wandersa – „Fast Steps”. Były muzyczne pocztówki z Hiszpanii – stolicy gitary klasycznej.  Kompozycje „Motyw orientalny”, „Preludium d-moll”, „Gitarowe tango”, „Spacer pajaca”.
Występujący artyści zostali obdarowani pięknymi jedwabnymi koszulkami ozdobionymi akwarelowymi kompozycjami plastycznymi autorstwa Bożeny Sumińskiej. Miłym akcentem była obecność na koncercie pierwszej nauczycielki gry na gitarze kompozytora, pani Ireny Matusznej.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019