Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespol Muzyki Dawnej Antiquo More. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespol Muzyki Dawnej Antiquo More. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2019


Antiquo More ma 20 lat

Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski, jak monumentalna scena dla okrągłego 20. Letniego Jubileuszu naszego międzyrzeckiego Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Wielka przestrzeń bazyliki była do ostatniego miejsca wypełniona widownią. Zespół jest bardzo znany w Międzyrzeczu, uświetnił wiele lokalnych uroczystości.
W ciągu 20. lat działało w Zespole 117 osób, tworząc różnorodne i niepowtarzalne składy. Prezentował się 378 razy na scenach krajowych i zagranicznych: w Niemczech, Holandii, Francji, Macedonii, Czechach, Bułgarii, Belgii i Słowenii oraz w Hiszpanii. Nagradzany jest na prestiżowych festiwalach w kraju i za granicą, zdobywał rokrocznie Harfę Eola na najważniejszym Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Dawnej „Schola Cantorum” w Kaliszu, trzykrotnie został uhonorowany najwyższym laurem: Pucharem Ministerstwa Edukacji Narodowej – Nagroda Grand Prix.
 Na koncercie-Jubileuszu z okazji 20. Lecia Jego powstania były obecne władze powiatu, władze miasta, dyrektorzy szkół, przedszkoli i placówek oświatowych, rodzice, uczniowie szkoły i sympatycy. Koncert był dedykowany walczącej z chorobą nowotworową uczennicy SP nr 2 w Międzyrzeczu Klaudii Pawłowskiej, po zakończeniu uroczystości zbierano datki na ten cel.
Dorobek artystyczny, kulturalny, pedagogiczny, społeczny Zespołu, który powstał pierwotnie z myślą o zajęciach pozalekcyjnych, jest ogromny. W jego tworzeniu uczestniczyło grono instruktorów – nauczycieli SP nr 2: Katarzyna Chmielewska – kierownik Zespołu, Agnieszka Juszczak, , Zofia Kasprowicz, Katarzyna Błochowicz. Rodzic Maciej Wajman razem z Beatą Bełz prowadził koncert. Nieustającym sukcesem stało się efektywne oswajanie społeczeństwa z trudną sztuką odbioru muzyki dawnej, z jej niepowtarzalnym rysem, artyzmem, którego spuściznę kulturową trzeba zachować dla przyszłych pokoleń. Muzycy występują w stylizowanych kostiumach, w oryginalnych choreografiach dawnych tańców, grając na kopiach dawnych instrumentów: fletach prostych, lutniach, skrzypcach, wiolach da gamba. Od kilku lat występy zostały wzbogacone o żonglerkę flagami, sztukę wywodzącą się ze średniowiecznych Włoch, a potem wykonywaną w całej ówczesnej Europie, kiedy to żołnierze pełniący funkcję chorążych w oddziałach wojskowych uświetniali miejskie ceremonie popisami sprawności operowania herbowymi czy królewskimi chorągwiami.
Uczestnictwo w wykonywaniu tej muzyki, etiudach i spektaklach teatralnych łączących muzykę, taniec, żonglerkę i grę aktorską, dzięki pasji i pracy osób, było dane wielu rocznikom uczniów SP nr 2, kilku muzyków swoją wielką przygodę z muzyką dawną kontynuuje na studiach wyższych, przekazując dalej pałeczkę tej wielkiej organicznej pracy kulturalnej od podstaw…
I to zaprezentowano na koncercie. Utwory począwszy od średniowiecza, przez renesans, barok aż do suity, inspirowanej muzyką dawną. Najpierw próbkę – wysokich - umiejętności młodszych, gimnazjalnych muzyków Zespołu, 4 utwory europejskiego renesansu, z popisami młodych żonglerów kolorowymi jedwabnymi flagami, z charakterystycznym odgłosem łopotu tkaniny, w układzie z akompaniamentem muzyków. Usłyszeliśmy niełatwe w wykonaniu perełki z najstarszego kanonu muzycznego, dwa utwory - wykonane z Parafialną Scholą z Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski - pieśni, które powstały w IV w. w benedyktyńskim klasztorze Montserrat (oryginalny zbiór zawierający 14. pieśni, z których przetrwało 10 („Czerwona księga z Monserrat”), napisane dla pielgrzymów w języku katalońskim i po łacinie.
Większą część koncertu wypełniły wykonania filharmoniczne – występ jednych z najbardziej utalentowanych wychowanków. Mieliśmy rasowy koncert filharmoniczny – z udziałem absolwentów „Antiquo More”, którzy specjalnie przybyli na Jubileusz swojego macierzystego Zespołu. Wystąpił, z zespołem, Łukasz Pendrak, student Akademii Muzycznej w Poznaniu w klasie fletu podłużnego, uczestnik wielu kursów mistrzowskich a także członek Międzynarodowej Orkiestry „Green Kore”, którą mieliśmy przyjemność słuchać w Ratuszu. Koncertował na festiwalu „Muzyka w Raju”, w koncercie „Przedsionku Raju”, inne aktywności to „Wrocławski Maj z Muzyką Dawną”, Festiwal „Poznań Baroque”, współpracował z zespołem La Morra oraz Ars Cantus. Łukasz wystąpił w Sanktuarium z Mateuszem Maleszką - studentem Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie fletu podłużnego, Dagmarą Tyrchą – wykładowcą w Zakładzie Instrumentów Historycznych w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Piękne widowisko, obraz, jak wielowymiarowa przestrzeń inspiracji muzyką dawną, zaprezentowany pociągnięciami smyczka, świat przekazywanego sobie przez epoki dorobku kultury muzycznej, przetworzony w odcienie i blaski mistrzowską już techniką gry młodych uznanych muzyków.
Katarzyna Kmieciak-Cendlak, skrzypaczka (skrzypce barokowe) specjalizująca się w wykonawstwie historycznym, grała nam na altówce fideli renesansowej. Obecnie wykłada w Akademii Muzycznej w Poznaniu i pracuje w Warszawskiej Operze Kameralnej. Wystąpiła na 20.lecie z zespołem „Tres Anime” (2016 r.) razem z trzema instrumentalistkami: Olgą Musiał-Kurzawską (flet Traverso), Martyną Jankowską (wiolonczela barokowa) i Dagmarą Tyrchą (klawesyn). Członkinie tego poznańskiego Zespołu jako kameralistki zdobywały umiejętności na renomowanych uczelniach w Niemczech, Szwajcarii, Estonii i Austrii, brały udział w wielu kursach mistrzowskich po kierunkiem wybitnych specjalistów zajmujących się wykonawstwem muzyki dawnej. Dostojnie i klasycznie, jak przystało na mury tej świątyni, panie zagrały m.in. sonaty J.S. Bacha.
Kiedy, kilka lat temu, zobaczyliśmy w Międzyrzeczu pierwsze spektakle taneczne, etiudy teatralne, w wykonaniu Zespołu, byliśmy pod wrażeniem – scenariusz splatający ze sobą teatr epoki elżbietańskiej i muzykę dawną wykonaną przez tak młodych aktorów, to była uczta artystyczna. Sztuka subtelna i pozostawiająca widzom miejsce i czas na własne przemyślenia. Podobnie jest i teraz. „Ulotne Chwile”, tak ma tytuł ten spektakl muzyczny. Sceneria dworu królewskiego okresu baroku, z jego kulturalnym bogactwem różnych wątków filozoficznych, niepokojami, które dzisiaj nazwalibyśmy egzystencjalnymi, a które zapoczątkowały nurty myślowe obecne po dzień dzisiejszy. Klepsydra, jako znak prze(u)pływającego - z jednego poziomu do drugiego, w zamkniętym jednak naczyniu – czasu, którą trzyma przez cały spektakl osoba nie uczestnicząca kulturowo w danej epoce, jakby z POZA NIEJ (ma inny kostium). Czas w tej sztuce się pętlił i ścieśniał, uwieczniał i tkał, skupialiśmy się (człowieczych) wątkach – dziewczyny (dwórki) pocieszającej (żonglującego flagami) wojaka, o czym myślał, ten żołnierz, jakie miał wątpliwości… Potrafimy to sobie wyobrazić, co mogło go niepokoić… Może nie chciał zabijać. A może chodziło tylko (aż) o miłość… Smaczku tematyce dodawał karnawałowy sztafaż – i jego archetypiczne konotacje, śmierci, wesela, zabawy. Odnowy. Dodajmy jeszcze zwyczaje epoki, w której muzycznie zagościliśmy, włoskiego baroku, jego historycznej osnowy czasów, co ma dla (C)złowieka zawsze wielkie znaczenie. Mimo jego (jako przekaźnika) uniwersalności, zakorzenienia zwyczajami w głębokiej, nieuświadamianej, tradycji przodków. Ulotne chwile skojarzeń możliwych – wszystkich możliwych… Chwile złapane w muzyczne frazy, spektakl dworski. Epos muzyczno-teatralny się zadział, niewypowiedziany słowami przez uczestników Balu, przekazany nam gestem z otchłani epok, przekazany figurami tańca…  
Artystyczny, empatyczny Uśmiech wieku dla żyjącej współcześnie chorej Klaudii.
            Organizatorzy złożyli podziękowania gospodarzowi obiektu proboszczowi ks. kan. Michałowi Lobazie, wielu osobom i instytucjom wspomagającym na przestrzeni tych lat działalność Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Zamykającym koncert akcentem było wspólne ze Scholą Parafialną wykonanie ostatniej pieśni.

Iwona Wróblak
kwiecień 2019














niedziela, 5 marca 2017

Widowisko Antiquo More

            Dwór renesansowy. Klasyczna scenografia, kolumny. Książę zasiada na tronie. Słudzy wnoszą kufry. Ławy do biesiadowania są przygotowane, przykryte suknem, na dworską ucztę wnoszone są półmiski pełne mięsiwa. Scenki z codziennego życia w książęcym zamku; dwóch wojaków, mając za  stolik - beczkę, grają w kości, grajek z mandoliną zabawią muzyką damę. Wchodzą dworskie panny, panowie, ubrani w stroje bogate, błyszczące, wyszywane złotą nicią.
            Na scenie MOK widowisko, Antiquo More (co znaczy: dawnym, starym obyczajem) Zespół Muzyki Dawnej świętuje spektaklem swój kolejny sukces. Hanna Barczewska i Maria Sobczak – Siuta dziękują gościom za przybycie. Zespół Katarzyny Chmielewskiej istnieje od 2000 r. wykonuje muzykę dawną okresu późnego średniowiecza i renesansu, ma w repertuarze tańce dworskie i pieśni. Grażyna Błochowicz, choreograf zespołu, pieczołowicie odtwarza układy taneczne dawnych dworskich biesiad, z Zofią Kasprowicz, scenografem zespołu, dbają o artystyczną całość przedstawienia i wierność klimatowi epoki. Pomysłodawczynią przedsięwzięcia jest dynamiczna dyr. SP nr 2 Maria Słomińska, w wykonaniu przedsięwzięcia bardzo pomogli liczni sponsorzy i sympatycy. Zespół ma już swoich następców, młodsze pokolenie. Zespołowi seniorzy, czyli starsi wiekiem artyści, przedstawili nam swój konkursowy repertuar. Wspólnie z instruktorami stworzyli widowisko artystycznie żywe, interesujące, muzycznie profesjonalne, które przybliża nam specyficzny klimat epoki, jej dworskie obyczaje.
            Doceniają nasz międzyrzecki zespół coraz bardziej na ogólnopolskich konkursach. Na Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Dawnej „Schola Cantorum” zespół zdobył brązową Harfę Eola.

Iwona Wróblak
maj 2003

niedziela, 12 lutego 2017

Lekcja z renesansu z Antiquo More

            Maraton koncertów Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More” przy Szkole Podstawowej nr 2 zaczął się we wtorek. Przez kolejne cztery dni  dzieci grały dla szkół podstawowych i średnich, dla zerówki i przedszkoli po dwa, trzy koncerty dziennie. To były próby generalne przed wyjazdem do  Kalisza na najważniejszy w kraju Festiwal Muzyki Dawnej „Schola Cantorum”. W zeszłym roku zdobyli tam Brązową Harfę Eola. Zofia Kasprowicz – ja  myślę, że oni przychodzą tu dla Kasi Chmielewskiej. To zupełnie co innego niż indywidualne popisy w szkole muzycznej. Większą frajdą jest grać w grupie , spotykać się, razem muzykować. I wystąpić przed publicznością. Dzieci się świetnie bawią, są pięknie ubrane.
            Śledzę z widowni spektakl. Jest bez słów. To historia dziewczynki, która z pomocą muzyki dawnej przenosi się w przeszłość, w czasy renesansu, na dwór książęcy, a jej rówieśnica wprowadza ją w świat dworskich obyczajów. Dziewczynka pilnie się ich uczy, za co zostaje przez księżną nagrodzona zaszczytem wykonania galiardy, czyli tańca dla wybranych. Muzyka jest tutaj zasadniczą sprawą, wyraża emocje, obyczaje. Jest magią, która w pokoju dziewczynki ożywia dawny obraz, a postaci z niego wkraczają w nasz współczesny świat. Po tej przygodzie z przeszłością, jak ze snem, bohaterka będzie bogatsza i dojrzalsza o poczucie zakorzenienia w kulturze, w ciągłości uczestnictwa w tradycji pokoleń. Niebanalna i mądra lekcja historii.
            Lekcja to żywa. Uczniowie ze szkolnej widowni mogą niemalże dotknąć pieczołowicie odtworzonych strojów z epoki (pani Zofia wzory czerpie z  dawnych obrazów), wsłuchać się w rytm oryginalnych utworów z tabulatury XVI w. zbioru tańców europejskich Jana z Lublina, posłuchać brzmienia drewnianych fletów. Posmakować układów tańca autorstwa mistrzów tańca na dworach książęcych i królewskich. Grażyna Błochowicz (od choreografii) – każdy ruch ręki, ukłon jest ściśle określony. Uczymy się tego na warsztatach. Przyjeżdżają do nas choreografowie z Krakowa.
            Instruktorki też się dokształcają, jeżdżą na kursy. Zespół się rozwija. Ostatnio dołączył  Janusz Jończyk ze swoją grupką małych akrobatek (Marzena, Natalia, Wioleta i Daria), gibkich dziewczynek „bez kości”. Ich popisy mają urozmaicić program. Renesans to pogodna epoka, z postacią błazna Stańczyka w tle. Podopieczne pana Jończyka ćwiczą już trzy lata. Widownia dzisiaj nagradza je obfitymi brawami. Po każdym występie wśród instruktorek żywe dyskusje. Co poprawić, ulepszyć, żeby było bardziej wyraziste, pełniejsze w odbiorze. W pracę z dziećmi wkładają pasję. Pani Zofia opowiada mi o nowej krawcowej zespołu, z którą jej się świetnie współpracuje. Stroje są maksymalnie wierne epoce, chociaż oczywiście nie są uszyte z  brokatów weneckich czy florenckich aksamitów wyszywanych perłami. Jakkolwiek mówi, że - Te suknie muszą wirować w tańcu.
            Mózgiem i sercem zespołu jest Katarzyna Chmielewska – sprawczyni całego zamieszania. – Pomysł wyszedł od pani dyrektor – mówi – sama nie myślałam, że to się tak rozrośnie. Na początku dzieci tylko grały, potem dołożyliśmy śpiew i taniec, a tym roku akrobatów. Podziwiam nasze dzieci, grają trzy koncerty dziennie, ciężko pracują, tymi koncertami zarabiają na nasze nowe instrumenty.
Widzom przedstawia nowe nabytki: flety – sopranowy, altowy, tenorowy, basowy, sopranino. Jej prywatna lutnia także bierze udział w grze. – Zobaczcie – mówi do widzów – jak mogła wyglądać kapela na dworze króla Zygmunta Augusta.
           

Iwona Wróblak
luty 2004

wtorek, 29 listopada 2016

Po przyjeździe Króla na zamek…

            Jak pamiętamy, międzyrzecki Król, który zawitał – po wielkich i zwycięskich oczywiście wyprawach, na nasz szacowny zamek, Edyktem bardzo nakazującym zlecił swoim – ukochanym - przedszkolakom narysowanie rzeczy i dziwów, które onego dnia, kiedy przybył monarcha, Oni ujrzeli… Tak  miało się stać na pamiątkę dnia wjazdu pana zamku i uczty, którą zarządził dla gawiedzi zamkowej oraz świetnych darów w skrzyniach, smakowitych i  kosztownych, które dla Niej, dla ludu swego, przywiózł.
Zatem poddani, wyróżnieni tym ukazem, zasiedli ochoczo spełniać ów rozkaz – przy stolikach w swoich macierzystych przedszkolach, rysując i malując, co wyobraźnia im kazała. Przede wszystkim konie (ze stajni Stawasz) – te (stylizowane) spodobały się najbardziej oceniającym jurorom i nam widzom… Także, jak pamiętam, zębate krużganki (już nieistniejące), ale na pewno kiedyś takie były na naszych basztach, tudzież (wyczekujące) na nich księżniczki w bufiastych strojach… Powstał jeszcze jeden scenariusz zamkowej imprezy, która – dlatego że bardzo udana – stała potężną inspiracją dla przebogatej dziecięcej wyobraźni. Wehikuł czasu miał swój dalszy artystyczny ciąg…
            Mogliśmy prace te podziwiać na dokumentującym je filmie autorstwa Tomasza Baranieckiego w sali gimnastycznej w Szkole Podstawowej nr 2 –   macierzystej siedzibie Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Wysłuchaliśmy przedtem koncertu renesansowej muzyki, pokazu żonglerki flagami i  układów tańca dworskiego w wykonaniu członków Zespołu.
            V Edycja Konkursu Plastycznego, zorganizowana przez Stowarzyszenie Przyjaciół Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More”, odbyła się z pompą, przy udziale, jako wręczającego nagrody, burmistrza Międzyrzecza Remigiusza Lorenza i sponsora projektu Firmę „Tesco” – Fundacja „Pomagamy”. Podziękowania złożono także Jackowi i Beacie Bełzom – Hotel i Restauracja „Duet” i Tomaszowi Baranieckiemu – Studio Video „Flesh”, autorowi dokumentacji filmowej zdarzenia. W kronikach miasta, rodzinnych kronikach, zostaną na pewno wywiady z małymi artystami plastykami, którzy wydarzenia na zamku międzyrzeckim – w uroczy sposób – komentowali, a potem nadali mu plastyczny wyraz. Pan Baraniecki zrobił jeszcze jeden – tego dnia zaprezentowany – świetny film o obchodach 70. lecia Szkoły Podstawowej nr 2. Wyczucie warsztatu reportażu - ciekawe wywiady z byłymi nauczycielami i dyrektorami Szkoły umiejętnie wkomponowane we fragmenty relacji filmowej, dające obraz niepowtarzalnego klimatu tej najstarszej placówki oświatowej w naszym mieście. Dokument, gdzie realizator jest na drugim planie, a najważniejszą rzeczą jest jak najwierniej oddać ducha obchodów i atmosfery tej ciekawej dla widza, starannie przygotowanej i zrealizowanej imprezy, o bardzo ambitnym scenariuszu.
            Występujących członków Zespołu, i dzieci nagrodzone w konkursie plastycznym, podziwiali ich rodzice, znajomi i przyjaciele Zespołu, co zostało uwiecznione na zdjęciach i filmach. Podziwialiśmy kolejne pokolenie „Antiquo More”, oktet fletów i skrzypiec, rytmy bębna, nadające patyny szacownej muzyce dawnych wieków, którą dzięki Zespołowi międzyrzeczanie, a także widzowie w całym kraju i w wielu miejscach, na licznych festiwalach, mają okazję poznać i docenić. Zwiewny lekki taniec dworski, piękne suknie i stroje męskie, starannie uczesane fryzury dziewcząt. Szelest jedwabiu chorągwi podczas żonglerki, którą nasi chłopcy opanowali w kilku skomplikowanych układach choreograficznych. Obecnie Zespół zakwalifikował się na festiwal muzyki dawnej do Hiszpanii, ma zaproszenie na występy do Armenii, Gruzji. Władze gminne wspierają tę lokalną inicjatywą Stowarzyszenia, które promuje artystycznie i kulturalnie nasze miasto i Polskę.
            Dyrektor SP nr 2 Katarzyna Dymel pogratulowała wyróżnionym za ich prace przedszkolakom, podziękowała rodzicom uzdolnionych dzieci, wychowawcom w przedszkolach i klasach zerowych i opiekunom Zespołu. Sukces „Antiquo More” jest możliwy dzięki tradycji współpracy grona pedagogicznego z rodzicami. Podziękowano kilku z nich – Maciejowi Wajmanowi i Tomaszowi Baranieckiemu oraz licznym osobom wspierającym przygotowanie projektu (m.in. Stanisława Krakowska, Anastazja Wajman i Eleonora Strychała). Wręczono pamiątkowe dyplomy i podziękowania od  Stowarzyszenia Przyjaciół Muzyki Dawnej – w ramach działań publicznych powierzonych przez Urząd Miasta Międzyrzecz.


Iwona Wróblak
listopad 2016












czwartek, 10 listopada 2016

Zespół Antiquo More zagra koncert...

Wszem i wobec i każdemu z osobna wiadomym się czyni, iż zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More” zagra koncert...
            Przed budynkiem S. P. nr 2 pani Zofia Kasprowicz i jedna z dziewcząt z „Antiquo More”, w pięknej sukni z epoki, zapraszają wchodzących widzów „na salony”, do słuchania ekskluzywnej muzyki renesansu wykonywanej przez Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More”. Młodzi muzycy wrośli już w krajobraz międzyrzeckiej kultury, zjednali sobie pokaźną grupę przyjaciół i wielbicieli. Energiczna szefowa zespołu, matematyk z wykształcenia, pani Katarzyna Chmielewska do pomysłu na muzykę dawną potrafiła przekonać oprócz dyrekcji szkoły także burmistrza, samorządowców, dyrektorów szkół międzyrzeckich, licznych sponsorów. Im wszystkim dzisiaj, koncertem, pragnie podziękować. Pani dyrektor Marii Słomińskiej – za życzliwość, zaufanie i wspieranie – Zespół zobowiązuje się godnie reprezentować nasze miasto. Panu burmistrzowi Tadeuszowi Dubickiemu, nadając tytuł Honorowego Członka Stowarzyszenia Przyjaciół „Antiquo More”. Tomaszowi Baranieckiemu z „Flesza”. Także Ireneuszowi Gorzelannemu, prezesowi Lubuskiego Stowarzyszenia Przewodników Turystycznych, Tadeuszowi Urbankowi, Jackowi Bełzie podziękowania za nocleg i wyżywienie dla  przyjeżdżających do zespołu instruktorów, np. Tomasza Dobrzańskiego – specjalisty od gry na flecie prostym i Dariusza Brojka, zawodowego tancerza – instruktora pochodzącego z jedynego w Polsce renesansowego baletu dworskiego. Efekty tych warsztatów są widoczne w prezentacjach artystycznych Zespołu. Wreszcie dla rodziców utalentowanych dzieci i młodzieży, dla rady miejskiej i burmistrza za pomoc w zakupie instrumentów, bez których tak  wysoki poziom gry nie byłby możliwy.
            Brązowych Harf Antiquo More ma już kilka w swym artystycznym dorobku, na tym najbardziej się liczącym w Polsce festiwalu muzyki dawnej. Tym razem Zespół przywiózł z Kalisza Srebrną Harfę Eola „Schola Cantorium”. Dlaczego zdobywa nagrody, nie tylko w Kaliszu, również w licznych przeglądach teatrów amatorskich? Profesjonalizm muzyczny, dbałość o szczegóły, pomysł na sztukę, na nową formułę teatru z muzyką dawną.
Eol – mityczny bóg wiatru.
            W macierzystej auli S. P. nr 2 komplet gości. W centrum zaimprowizowanej sceny widoczne są skrzypce. Wchodzą muzycy i tancerze. Wizualne bogactwo piękna dworskich strojów. Zaczynają flety ze skrzypcami, dołącza gitara klasyczna. Pierwsza pieśń dobiega końca. Następna jest rytmiczna, z  rytmem bębna, do tańca, specyficzny klimat dworskich pieśni z epoki renesansu.
            Słuchamy mniej licznej wersji Antiquo More, o nazwie „ Juvenalis Anima”. Spektakl jest na motywach znanej bajki pt. „Kopciuszek”. Inkrustowany wielością układów choreograficznych. Widoczna jest dbałość o każdy detal w tańcu, ruch, pochylenie głowy, gest ręki. Scena nagłego zaistnienia nowej twarzy na dworze książęcym. Kopciuszka gra Ania Barszczak (wyróżniona w Kaliszu za tą kreację, wydaje mi się, że za oszczędność gestów i prostotę gry, za brak sztuczności właściwej dla amatorów). Poruszenie na dworze, gesty mówią o zazdrości i zawiści wśród dwórek. Może z tej  przyczyny książę wybiera Kopciuszka. Dwór pozornie godzi się z decyzją księcia, ale intrygi nie ustają. Dwie Siostry Kopciuszka - Lidia Radzian i  Izabela Pers widzimy w sugestywnie zagranej scenie niechęci wobec wybranki księcia.
Bal u księcia trwa. Piękny pretekst do zaprezentowania nabytych przez młodych artystów umiejętności dworskiego tańca. Cichnie muzyka, na parkiecie zostaje porzucony przez piękną pannę pantofelek. Na którą dziewczęcą nogę będzie pasował? Kopciuszka widzimy w domu, przy codziennych czynnościach, już bez diademu, ale nadal z wdziękiem. Nagle przybywają heroldowie. Łopot flag (notabene z herbem Międzyrzecza), pełna rozmachu scena, bardzo starannie przemyślana przez reżyserów i dobrze wykonana przez aktorów. Przybywa książę i przyklęka przed Kopciuszkiem wkładając jej  na stopę zgubiony pantofelek. Czytelne, naturalne – wydaje się widzom, dobrze przemyślane gesty aktorów. Bezsłowny, lecz starannie zagrany, spektakl muzyczno – taneczny. Orszak dworski tym razem definitywnie przyjmuje Kopciuszka. Jeszcze jeden taniec.
            Koniec spektaklu. Podziękowania dla pani Chmielewskiej, pani Grażyny Błochowicz i Zofii Kasprowicz. Wiązanki od Gimnazjum nr 2,  podziękowania od obecnych członków Zespołu, których przygoda z tą elitarną formą sztuki nie kończy się na S. P. nr 2, trwa w gimnazjum i liceum. Pozostanie w nich na pewno - jako pamięć uczestnictwa, w przekazie kulturowym, w teatrze.


Iwona Wróblak
marzec 2007

niedziela, 23 października 2016

Pewnym jest że Węgrzy Macieja Korwina rozpoczną oblężenie...

            Z daleka słychać dźwięk fanfary. Tłum gawiedzi międzyrzeckiej licznie zdąża na Zamek, bowiem pewnym jest, że Węgrzy Macieja Korwina będą dobywać Zamek nasz, w międzyczasie zaś sądy będą nad przestępcami odprawiane i egzekucja wyroków będzie. Walki na ostre rycerzy z Królestwa, Pomorza, Śląska, Brandemburgii, Meklemburgii i Austrii.. Wielki turniej dla mieszczan i plebsu.
            Drewniane atrapy wsi pod Zamkiem ostrzelane zostaną z bombard (działo średniowieczne) i hakownic (coś między pistoletem a karabinem). Najemna Rota Strzelcza ze Szczecina huk robi wielki, skupieni na drugim brzegu fosy odruchowo podskakujemy. Kłęby dymu układają się w ciepłym czerwcowym powietrzu na kształt kół. „Hej, ruszaj!” – pokrzykuje podekscytowany maleńki chłopczyk siedzący na barkach taty. Podobnie jak inni wyciągam mocno szyję, by wszystko dobrze widzieć.
            Oto idą, w blasku swych zbroi, w przyłbicach, szlachetni rycerze herbów. Na murach, pierwszy raz od 400 lat – flagi i proporce powiewają (Bractwo Rycerzy Ziemi Międzyrzeckiej, Kompania Landsberg z Gorzowa i Chorągiew św. Łazarza ze Szczecina). Kopie i miecze dzierżą w mężnych dłoniach, okrzyk bojowy z piersi się rwie. Błyskają flesze aparatów fotograficznych, kamerzysta na moście filmuje. Zwarcie bojowe rycerskie jedno po drugim na moście i za murami Zamku. Szczęk mieczy i huk bombardy, której pociski straszliwe ostrzeliwują baszty. Obrońcy – rycerstwo, mieszczanie i  plebs odpowiadają strzałami z łuków, ogniem z pistoletów i wodą laną z góry, zrzucają kamienie i co się da na najeźdźców, którzy szturmem, taranem, Zamek zdobyć rychło zamierzają. Kłąb walczących pod bramą niezdobytą, która już się gnie pod niezłomnym naporem Macieja Korwina i jego wojsk. Płoną chałupy na podzamczu. Z baszty pełna dramaturgii muzyka. Walka długo trwa, do zachodu słońca, do zwycięstwa jednych i klęski drugich. Na  moście teatr branych zakładników spośród obrońców, mieszczan, ich żon i dzieci (wszyscy w strojach z epoki). Zabierane są łupy z ciał poległych. Co  piękniejsze branki wzięte w niewolę. Kasztelan się poddaje, kłęby dymu nad basztą...Odczytując nasze nieme prośby organizatorzy inscenizują nam  jeszcze starcie piechoty polskiej i niemieckiej, widowiskowe pojedynki koło płonących szczątków chaty. Hufiec wieśniaczy, faceci znikąd, wagabundzi, rozsierdzeni wojennym brakiem spyży walczą czym się da, widłami i domową patelnią...
            Wracają rycerze zmęczeni bitwą, zgrzani, białogłowy witają ich dzbanem i kubkiem wody (lub wina albo miodu). Wyprzedane są miecze – (zwłaszcza te dziecięce drewniane) na stoisku z orężem (pan Maciej z Kielc ma kuźnię, na podobnych do dzisiejszego festynach sprzedaje miecze, kusze, łuki, pistolety itp. własnej roboty).
            Na dziedzińcu Zamku namioty rycerstwa i mieszczan. Rycerz Edgar (Dariusz Winnicki z Gorzowa) z Kompanii Landsberg jest jednym z  głównych organizatorów festynu rycerskiego. Stylizowany na 2. poł. XIX w. obóz wewnątrz murów, namioty. Sprzęty, (fanfara to trąbka z proporcem, na  której gra giermek herolda – króla herbowego – Jakub Jaszczak), gliniane misy do jedzenia i drewniane sztućce, broń. Ubrania. Już od kilku dni widujemy na mieście ludzi w strojach ze średniowiecza, w różnym wieku. Piękny obrazek, dziewczyna ok. 20 lat, w sukni mieszczki, przysiadła na  dziedzińcu zamku, koleżanka wpina jej we włosy świeżo zerwane stokrotki. Rodzina z malcem, wszyscy ubrani w stroje XV w. mieszczan. Jak kapsuły czasu w teraźniejszości. Sam ich widok jest wspaniałą przygodą z historią, którą można zapytać, czy wygodne są ciżmy, i suknia z wełny. Piękne hafty na  strojach robią sami.
            Robert ze Szczecina, rycerz, zachwyca się naszym Zamkiem. Wspaniałe miejsce dla takich inscenizacji, u siebie mają tylko mały szczątek murów. „Antiquo More”- słyszę charakterystyczny styl ich muzyki. Na baszcie będzie uczta dla zwycięzców i pokonanych, Zespół Muzyki Dawnej zabawi gości, Hotel i Restauracja „Duet” pan Jacek Bełz w stroju podkasztelana, razem z burmistrzem Tadeuszem Dubickim, (który próbuje tańca dworskiego z Zespołem) także przebranym w strój dawnego kasztelana, współfinansują imprezę. Do zdjęcia brakuje mi pani Joanny Patorskiej dyrektor Muzeum, wypatruję, może przebrana w średniowieczną suknię pojawi nam się, bez jej pozwolenia nie byłoby dzisiaj tego wspaniałego widowiska. W  średniowieczu bigos był potrawą przywiezioną przez templariuszy, to ciekawostka, polskim symbolem narodowym stal się znacznie później. Dzisiaj pan Bełz przygotował dla gości upieczonego w całości prosiaka, pięknie ułożonego na wielkim półmisku, specjalnie pieczone wielkie chleby. Kapłony (kurczaki), owoce.
            Zdążają goście na posiłek. Benedyktyni i dominikanie w swoich zakonnych szatach żywcem zdjętych ze starych rycin, mieszczaństwo, plebs i brać rycerska. Z metalowymi i drewnianymi kuflami na wzór tych, które widziałam w Muzeum. Mowy rycerskie, wiwaty, toasty. Król herbowy Tomasz Bączkowski - Za zdrowie pani dyrektor Muzeum! Może pani Patorska pozwoli w przyszłym roku jeszcze raz zdobywać Zamek...
            Na razie nasz świetny Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More” wystawi nam spektakl taneczno – muzyczny pt. „Kopciuszek”, nagrodzony w  Kaliszu. We wspaniałej scenerii opowieść o księciu i ubogiej dziewczynie.
            Ożył Zamek dzisiaj nasz międzyrzecki. Ożyła historia. Czujemy wszyscy te dziewięć metrów ziemi pod stopami warstw osadniczych, emocje i  pragnienia ludzi umarłych dawno, ale jakby nie do końca. Żywych w strojach z pietyzmem odtwarzanych przez fascynatów średniowieczem, w ich  zainteresowaniu dawnymi czasami i w naszej obecności, tak licznej tutaj, w współuczestniczeniu.


Iwona Wróblak
lipiec 2007

czwartek, 6 października 2016

Król przyjeżdża na Zamek…

            Na podwórcu zamkowym w cieniu drzew, koło figur 5. Braci Międzyrzeckich, królewskie konie ze wspaniale ubranymi w sajany jeźdźcami…  Jakąż rolę będą pełnić w dzisiejszej imprezie? To na razie tajemnica…  
Strażnicy, podobnie ubrani, stoją u wejścia do bramy Zamku, czy mnie wpuszczą bez obowiązującego dzisiaj renesansowego kostiumu? Taki mają pani Zofia Kasprowicz – plastyk, opiekuje się choreografią, Katarzyna Chmielewska, szef „Antiquo More” i Agnieszka Juszczak – menadżer Zespołu. Nasze międzyrzeckie księżniczki, jak je przedstawi kasztelan królewski imć Maciej Wajman, panie przeniosą dzieci w czas prawie bajkowy, chociaż historyczny. Nasz międzyrzecki zamkowy średniowieczno-renesansowy świat.   
            Na dziedzińcu zamkowym zaroiło się od dzieci w kamizelkach odblaskowym z logo macierzystych przedszkoli. Stowarzyszenie Przyjaciół Zespołu Muzyki Dawnej „Antiquo More” przygotowało dla nich, w ramach działań poprzedzających V edycję konkursu plastycznego dla dzieci, scenariusz zabaw z koncertem. Koncert ma charakter edukacyjny i będzie częścią projektu pt.: „Muzyczny wehikuł czasu”, który autorzy napisali do TESCO i który wygrali.
            Stworzona została sceneria, miała miejsce wspaniała zabawa interaktywna, wychodząca na przeciw środowisku dziecięcej wyobraźni, a przy okazji bardzo skutecznie edukująca. Otóż – specjalnie dla dzieci - nasz zamek królewski odwiedził Król. Wjechał, razem ze świtą, na karym (królewskim) koniu – ze stajni Kuźnik Joanny Stawasz. Konie wjechały pięknym stępa, nie mniej godnie niosąc na swym grzebie dostojnych jeźdźców jak ich przodkowie w  tym miejscu przed wiekami.
            Ale zanim to nastąpiło, mieliśmy, niczym w wehikule czasu, wgląd w codzienne życie towarzyskie dworu królewskiego, mogliśmy podejrzeć i  posłuchać, co (dla króla) grano, jak tańczono. Miała miejsce krótka lecz treściwa lekcja mająca za zadanie przybliżyć wiedzę o instrumentach, na jakich gra Zespół, także powiedzieć co nieco o pięknych renesansowych strojach, w których muzycy i tancerze występują – dzieci się dowiedziały na przykład, że sajany to  kurtki wierzchnie, a pludry to są spodnie według dawnej dworskiej mody.  
            Renesansowa muzyka i taniec, żonglerka flagami rodem ze średniowiecza, pokaz fechtunku (na kije), który sprawnie opanowali młodzi mistrzowie sztuk średniowiecznych walk. Prezentowany był renesansowy taniec branel, który później dzieci same ćwiczyły – pod okiem i przewodnictwem tancerzy z Zespołu. Rozdane zostały chorągiewki i flagi, którymi dzieci witały nadjeżdżającą (z wielkiej wyprawy w dalekie kraje) świtę królewską. Mocno huknęła hakownica Wielkiego Puszkarza (artylerzysty) pana Czesława Mejzy. Rozległ się warkot bębnów i śpiew. Muzyka, rytm dworskiego Orszaku.  Poprzedzeni przez dostojny orszak Pana Zamku, w szyku zbrojnym zapowiadający wejście Króla, dzieci utworzywszy szpaler osobiście machały chorągiewkami monarsze, który właśnie przywiózł specjalnie dla Nich, dla swego ukochanego ludu, trzy cenne skrzynie pełne podarunków – jak oznajmił im kasztelan – pan Maciej Wajman (prezes Stowarzyszenia Przyjaciół „Antiquo More”).
            Rozłożono następnie te Dary – dla każdego Przedszkola osobno. Na stołach prezentowały się skarby wyjęte ze skrzyń, pyszne nasze lokalne jabłka, inne owoce, także świecące monety, pełne sakiewki z monetami, kosztownościami, dary dla dzieci za ich zaangażowanie, za udział. Teraz tylko te  wrażenia przetworzyć w dziecięcej wyobraźni – i malować…. Tak rzecze Specjalny Królewski Rozkaz, który wręczony został opiekunom…
            No ale przed pracą trzeba się posilić… Co jedzono na Zamku? W dawnych czasach, na dziedzińcu zamkowym, kiedy książę wracał z wypraw czy  podróży, lud jego biesiadował ciesząc się, że znowu ma u siebie swojego monarchę. Na płaskich kamieniach rozgrzanych na ogniskach pieczono podpłomyki. Lepiono je w formie placków najprawdopodobniej z żytniej grubo w żarnach mielonej mąki, z otrębami oczywiście. Placuszki i teraz się pieką (na wielkiej patelni), będziemy je zaraz degustować… Panu Lucjanowi, (średniowiecznemu) kucharzowi z Firmy Jacka Bełza, pomagają pomocnicy, kuchciki, mali kucharze pracują przy wielkiej patelni. Klepią placuszki wygniecione z mąki i wody. Jak te delicje będą smakować?
To zdrowe jedzenie, bez soli (była droga w dawnych wiekach) i słodkie… Dawniej taką spyżę suszono robiąc zapasy. Grzeje nas ognisko, każdy musi spróbować ciemnego zamkowego podpłomyka, czyli najprostszej formy chleba przygotowywanej na rozgrzanych kamieniach. Czy to  będzie nasz turystyczny zamkowy produkt regionalny?...?
            Niepubliczne Przedszkole „Bajkowy Zakątek”, Przedszkole Nr 4 „Bajkowa Kraina”, Niepubliczne Przedszkole „Tęczowa Akademia”, Przedszkole nr 1 „Jutrzenka” z grupami żłobkowymi, Przedszkole nr 6 im. Jana Brzechwy, Oddział zerowy z S.P. nr 2 im. „Szarych Szeregów”, Oddział zerowy z S.P.  nr 4 w Międzyrzeczu-Obrzycach – mali artyści, nasyciwszy się wrażeniami – też smakowymi - rozpoczną pracę. Cóż powstanie pod paluszkami? Na  pewno będzie w MOK, może w przedszkolach, wystawa ich prac, no i nagrody… Ślad tego, jak dzieci przeżyły wrażenia tego dnia, a było ich sporo. Organizatorzy zadbali, by dzieciaki się nie nudziły, by miały o czym malować, co zapamiętać. 500 lat historii naszego Zamku w dziecięcych pracach. Powitanie gości przez Macieja - pod nieobecność Króla. Jak namalują Jego Królewskiej Mości wizytę.  Przenieśliśmy się w przeszłość, by smakować jej  klimaty, dworską sztukę i muzykę. By była ona inspiracją do twórczości i edukacji już od przedszkola… Muzycznej edukacji o rodzajach fletów – ich  rodziny od najmniejszych sopran ino, poprzez altowy, tenorowy, basowy. Ciekawostek o dawnych ubiorach – długich do ziemi pięknych sukniach zdobionych klejnotami, ubiorach które na pewno zobaczymy na wystawie rysunków dziecięcych w wyniku realizacji projektu „Muzyczny wehikuł czasu”. O tańcach na dworach, w których się brało udział, o kuchni - smakowanej osobiście z patelni.






















Iwona Wróblak
październik 2016


sobota, 24 września 2016

Antiquo More – premiera spektaklu muzycznego


            Zespół Muzyki Dawnej „Antiquo More”, pod kier. Katarzyny Chmielewskiej, tym razem w Klubie Garnizonowym, wystąpił ze spektaklem na  motywach baśni J. Ch. Andersena „Królowa Śniegu”, przygotowywanym na jubileuszowy XXX Ogólnopolski Festiwal Zespołów Muzyki Dawnej „Schola Cantorum” w Kaliszu.
Widowisko miało dwie części. Zespół instrumentalny (różnego rodzaju flety, gitara, skrzypce, bębenek i inne instrumenty) - muzyka w powiązaniu z  innymi sztukami – tańcem, spektaklem. Są to jednocześnie kategorie, w których wystąpi „Antiquo More” w Kaliszu.
            Muzyka jak równy rytm przepływu czasu dawno minionych epok. Inny od naszego z XXI w. Jak stroje wykonawców. Dworskie stroje z czasów renesansu. Królewskie purpury i czernie. Muzyka dostojna i krotochwilna, do tańca i wieszcząca dostojność królewskiego dworu.
Spokój i skupienie wykonawców, młodych muzyków absolwentów i uczniów S.P. nr 2.
Bębenek z fletami, skrzypce i mandolina. Trudna sztuka gry w zespole instrumentalnym. Słuchanie się wzajemne muzyków. Udało im się poruszyć naszą wyobraźnię, przenieść nas w odległy czas kilku wieków wstecz. Gorące zasłużone brawa, dygnięcie barwnych sukien. Czekamy na zapowiadaną „Królową Śniegu”.
            Jak to zrobią wykonawcy? Bezsłownie, tańcem, z muzycznym towarzyszeniem Zespołu. Normalny rytm życia książęcego dworu zakłóca chochlik - diabełek, nagle zjawiający się na balu. Wśród tańczących rozsypuje srebrzące się kawałki lodu. Budzą one u tancerzy przelotne jedynie zainteresowanie, jedynie Kaj, zafascynowany zimną bielą odłamków lodu, pochyla się i zbiera pokruszone kawałki. Jego partnerka Gerda woła chłopca, lecz ten jej nie  słucha. Białe przeźroczyste postaci otaczają Kaja jak scalone nagle odłamki Zła -/szaleństwa/izolacji otaczają go innym światem, któremu przewodzi Królowa Śniegu. Serce Kaja zamarza jak zimna biel szala, który zawiązany na szyi przenosi go do innego wymiaru, gdzie wstępu nie ma Gerda, przyjaciółka chłopca. Królowa Śniegu obejmuje nad nim władzę, odsuwa Kaja od jego poprzedniego środowiska. Scena w pałacu Królowej, gdzie dworzanie, do których teraz należy Kaj, tańczą na Balu. Ale Gerda nie rezygnuje. Z pomocą przyjaciół udaje im się w końcu zdjąć z zamrożonych postaci białe płaszcze. Kaj zostaje uratowany, teraz tańczy z Gerdą, szczęśliwy.
            Różne są Bale, różni dworzanie i władcy. Uczestniczyć w społecznym tańcu - układzie, który nas rozwija, wzbogaca nasze więzi międzyludzkie. Z  partnerami, którzy troszczą się o nas, nie zostawią w sytuacji, w której zafascynowani fragmentem zła zatopimy się nim, skuszeni mamiącym pięknem nie  najbardziej istotnego szczegółu. Zapominając w istocie o powodzie, dla którego znajdujemy się na tym hipotetycznym Balu, który, być może, jest tu  alegorią.


Iwona Wróblak