środa, 16 października 2019


Amelia Maszońska gra w Międzyrzeczu



            Dzień Edukacji Narodowej był wspaniałym pretekstem/powodem dla zaistnienia, w sali widowiskowo- kinowej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, koncertu „Cztery pory roku” w wykonaniu duetu: Amelia Maszońska – skrzypce i Mischa Kozłowski – fortepian. Wiesław Pietruszak ze Stowarzyszenia Miłośników Muzyki Organowej i Kameralnej „Sauerianum” w Drezdenku prowadził ten koncert.
            Nauczyciel to ktoś, kto prowadzi dziecko. Tutor – bardzo ważna w życiu każdego człowieka instytucja. Pan Pietruszak jest nauczycielem w piątym pokoleniu, teraz już na emeryturze, działając w Stowarzyszeniu „Sauerlanum” propaguje muzykę klasyczną. Pani Amelia doczekała się wychowanki, która mając dopiero 16 lat uznawana jest za sprawną skrzypaczkę, i usłyszymy ją na koncercie w MOK 11. Listopada z okazji świętowania Dnia Rocznicy odzyskania niepodległości. Będziemy czekać z niecierpliwością na to wydarzenie, tak trzeba świętować, myślę, ten Dzień, słuchając muzyki w bardzo dobrym wykonaniu, uczestnicząc w wydarzeniu kulturalnym. Wejściówki na koncert już są do odebrania w kasie MOK.   
            Amelia Maszońska i Mischa Kozłowski grają od 6. roku życia, koncertowali mając 12 lat, w wieku 16. lat odnosili sukcesy międzynarodowe.  Z bukietem najpiękniejszych melodii dla wszystkich pedagogów wystąpili w sali MOK. W krótkim kilkudziesięciominutowym programie usłyszeliśmy utwory „o miłowaniu” (uczniów, wychowanków, słuchaczy), z ducha romantycznym, jaki jest udziałem osób prowadzących nas przez życie, życzących nam – swoim uczniom, jak najlepiej, wskazujących – ich zdaniem – najlepsze kierunki naszego rozwoju.
            Francuscy kompozytorzy, w specyficznym dla kultury frankońskiej rozweselającym klimacie. Henryk Wieniawski – słynna, dla ukochanej i przyszłego teścia kompozytora - „Legenda”, przepiękny utwór zagrany przez naszych gości – często nagradzany na festiwalach i konkursach duet Maszońska-Kozłowski - na skrzypce i fortepian, utwór pełen smutku, nadziei i niepewności, żarliwy, pulsujący namiętnością i prośbą o wzajemność... Artyzm młodego wtedy kompozytora odniósł skutek i para połączyła się węzłem małżeńskim.
            „Taniec węgierski” Johannesa Brahmsa, bałkański folklor, południowy temperament, znana powszechnie perełka muzyczna, mistrzowskie skrzypce pani Maszońskiej (wygrała je na jednym z międzynarodowych konkursów).
            Próbka klasyki Beethovenowskiej – IV Sonata na fortepian i skrzypce. Monumentalizm klasyki tytana muzycznego baroku, rozmach i przestrzenność, i geometryczna prawie konstrukcja utworu, starannie podkreślona przez skrzypaczkę, miękkość dźwięków skrzypiec, można by słuchać tego utworu, zwłaszcza w wykonaniu pani Amelii, kilka razy pod rząd...
            Ludowe inspiracje H. Wieniawskiego. „Dudziarz”, dudowe dźwięki, parafraza brzmienia tego ciekawego instrumentu z gór … i wszystkie uczucia, jakie są dostępne prawiecznej muzyce ludowej – liryzm, szorstka ludowość, obrazująca surowy byt na wsi, wypełnioną pracą codzienność, ale też zabawa, muzyka, taniec, i opowieści, też o pasterskiej miłości rzecz jasna... 
            Na koniec piękny wschodniosłowiański ryt – „Melodia” Piotra Czajkowskiego, utwór starannie dobrany do klimatu świątecznych życzeń składanych nauczycielom. Pani Maszońska ze swoim akompaniatorem M. Kozłowskim genialnie wczuwa się w poetykę twórczości tego kompozytora.
           
Iwona Wróblak
październik 2019






wtorek, 15 października 2019


Jakub Żulczyk - stawiam pytania....


             Jakub Żulczyk, prozaik i scenarzysta, autor bestsellerowej powieści „Ślepnąc od świateł”, w ramach spotkań Dyskusyjnego Klubu Książki był gościem w Bibliotece Publicznej w Międzyrzeczu. Spotkanie prowadziła Anna Kuźmińska – Świder, długoletnia nauczycielka, była redaktorka naczelna „Kuriera Międzyrzeckiego”.
            Żulczyk ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jako publicysta współpracował z wieloma pismami, współprowadził programy radiowe i telewizyjne. 12. letni dorobek pisarski Jakuba Żulczyka: „Zrób mi jakąś krzywdę” (2006), „Radio Armageddon” (2008), „Instytut” (2010), „Zmrojewo” (2011), „Świątynia” (2011), „Zdarzenie nad strumykiem", (2013), „Ślepnąc od świateł" (2014), „Wzgórze psów” (2017).
            Żulczyk rocznik 1983. Tzw. „generacja NIC” - pozbawiona ideałów, skrzywdzona przez kapitalizm, nieumiejąca budować trwałych więzi. Pokolenie po '89 roku.
Dobre pióro. Wartka akcja. Dla wielu (młodych, może nie tylko młodych) dzisiaj autorytet... czy Jakub tego chce czy nie chce.
            Żulczyk bywa określany jako głos pokolenia. Teraźniejszość jako historia alternatywna... Jakub Żulczyk chce, by ludzie zaczęli kwestionować to, co mają w głowie, takie ma zamierzenie... Stawia pytania. Na przykład - czym jest polskość, używana dzisiaj jako oręż polityczny... Nie chodzi o kwestionowanie istnienia państwa.
Czym jest antypolskość, słowo pasujące dzisiaj do wszystkiego. A to pytanie bardzo ważne – zapytanie o tożsamość wspólnotową. To ciągle problem, w naszym obolałym kraju, pomimo upływu stulecia posiadania statusu własnego bytu narodowego, bardzo aktualny. Parę dziesiątków lat po Witoldzie Gombrowiczu – znowu pokolenie Żulczyka (jak każde...) na nowo musi się określić... A nie mają łatwo...
Czy martix jest więzieniem koniecznym? (Jak każde uwięzienie w głowach ludzkich...) Czy nie ma wyjścia na świat poza kratami?
W. Gombrowicz pisał w „Ferdydurke”, że nie ma ucieczki, chyba że w i inną pupę... Myślę, że to jest tak jak ze swoim osobistym martixem. Najpierw trzeba być jego świadomym. Poczuć niewygodę niewoli. Polacy chętnie myślą i mówią o sobie jako narodzie kochającym wolność... Podobno akurat temu pokoleniu to nie potrzebne (chcą żyć kłamstwem...) Naprawdę?
            Aby PYTAĆ, myślę, trzeba wiedzieć - O CO pytać... Trzeba znać fakty rzeczywiste (te są poza naszą głową). Takie fakty np., że człowiek nie jest z dużej litery, i nie jest koroną stworzenia, co wyraźnie mówi nauka. Człowiekiem, jako jednym z wielu gatunków biosfery, miotają emocje, bywa (z)zagubiony. Ufać, że sam (jakimś cudem) znajdzie formułę pytań...? Ludzie w historii gromadnie i osobno dopuszczali się wielu zbrodni, w tym stuleciu również. Jak mówiła W. Szymborska, ludzie – często bywa niestety - głupieją hurtowo, a mądrzeją indywidualnie.
            Żulczyka nowożytna naukowość podejścia do świata. W sensie ciekawości, nieustannego stawiania pytań, mówienia – nie wiem... Rzeczywistość jest – zdaniem autora – brudna,  w smolisty sposób, ale też może przez to jej materia jest magicznie tajemna... (?)
            Pisarz, zanurzony w zamerykanizowanej popkulturze i codzienności piosenek, gier komputerowych, pisze historie o młodych ludziach „Bonnie i Clyde'm dla ubogich”, jak sam powiedział. Środowisko rockmanów, („Radio Armageddon”), narkotyki, anarchia, nihilizm, przemoc, muzyka punk i metal.
Ale też wydał w 2013 r., trochę infantylną, przeznaczoną dla dzieci książeczkę o przyjaźni - „Zdarzenie nad strumykiem”.
            „Ślepnąc od świateł”, mroczna, zabiegana stołeczna Warszawa, agresywnie zamknięta przestrzeń, czarna i straszna, dziejąca się w głowach bohaterów, gangsterzy i gwiazdy mediów. Świat Żulczyka, byty w pierwszej osobie, wyrywkowe patrzenie na świat, szalenie emocjonalne. Powieść „Wzgórze psów”, kolejna książka Żulczyka, która również ma zostać zekranizowana. Pokolenie chcące być „skomunikowane”- nowe zjawisko kulturowe... Internet, media społecznościowe, jak nigdy dotąd, dają możliwość interakcji społecznej – w opozycji do nieustającego strachu przez anonimowością. W mało miasteczkowości jako stanie umysłu, bardzo polskim... dodałabym – mało europejskości naszej lokalnej...
            Fenomen kulturowy disco polo to temat, którym Żulczyk chciałby się zająć w jednej z kolejnych powieści. Disco polo z towarzyszącą mu otoczką towarzysko - mafijnych powiązań społecznych. Zjawisko, mimo badań socjologów, jeszcze nie poznane do końca.
            Żulczyk scenarzysta. To jego drugi, a może pierwszy zawód. Scenariusz to surowiec do filmu, element bardzo ważny, ale nie jedyny – obok reżyserii, gry aktorskiej i innych elementów dzieła filmowego.
            Ciekawym jest zadanie sobie pytania, przyjrzenie się – czego w literaturze NIE CHCEMY, co nas drażni. Pisanie – mówi nasz gość – nie polega na utaplaniu się w świecie, lecz na konstruowaniu opartej na wyobraźni pisarza tkanki powieściowej, architektury dzieła literackiego, właściwym spożytkowaniu zasłyszanych historii. Powiedziałabym – odpowiednim dystansie do tworzywa, kiedy z utaplanego w świecie bohatera wystają na światło dzienne z czubka głowy chociaż oczy...
            Żulczyk mówi o sobie, że nie ma zadęcia, że nie lubi stawiać tezy. Odżegnuje się od misji moralnej... Woli pisać historie, używać metafor. Pisząc przekazuje, często w pierwszej osobie, swoje przeżycia, emocje. Jak mówi, jego powieści to taniec zasłyszanych historii przetrawionych literacko, odbywający się na balu jego wyobraźni. Czy istnieje odpowiedzialność osób (pisarzy, użytkowników mediów społecznościowych) za słowo? Odpowiedzialność w przypadku odbioru ich twórczości przez setki tysięcy czytelników. Odpowiedzialność za efekty używania przez nich współczesnych komunikatorów, wielkiej broni, lasującej ludzkie niedoskonałe umysły?
            Może ludzie, zwłaszcza młodzi, zanurzeni w odmętach oceanów natłoku informacji, nie chcą jeszcze większej ilości rzuconych ad hoc pytań, tylko nowej jakości ich zadawania. Kolejnego przełomu rewolucyjnego, bo stary porządek się niechybnie zużywa. Czy nauczyciel(e) jest(są) potrzebni światu? Pytanie, którego nie można zbyć, pytanie o kształt i sposób naszej edukacji (nie tylko szkolnej, ale tej przede wszystkim) – tak by spełniała  wymogi i oczekiwania wieku.

Iwona Wróblak
październik 2019








poniedziałek, 7 października 2019


Szychowski i Klafetka z koncertem w PSM

            Aula Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Z okazji ukończenia gruntownego remontu zabytkowego budynku Szkoły (termoizolacja, remont dachu, łazienek, instalacji elektrycznej, instalacja klimatyzacji, sieci LAN itp.) – uroczyste otwarcie sezonu(ó)w koncertowych... Dyrektor PSM Małgorzata Telega – Nowakowska podziękowała, za rzetelną pracę, firmie realizującej inwestycję (Solid), powitała obecnego na koncercie burmistrza Międzyrzecza Remigiusza Lorenza, przedstawicieli Rady Miejskiej, organizacje, rodziców, podziękowała osobom wspierającym Szkołę – za pomoc i zaangażowanie w przeprowadzkę z miejsca tymczasowej, na czas remontu, działalności Szkoły (w Firmie Rempol).
            „Gaudemamus igitiur...” zabrzmiał w tym uroczystym dniu, przedtem „Hymn Polski”, odśpiewany w asyście Chóru Szkolnego pod batutą Wojciecha Witkowskiego. A potem,  w wykonaniu szkolnym – słynna pieśń Stanisława Moniuszki „Prząśniczka”...
             Koncert inaugurujący działalność Szkoły w świeżo oddanym po remoncie budynku (finansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego) był niecodzienny. Rok 2019, decyzją Sejmu RP, ustanowiono rokiem Stanisława Moniuszki (1819 -1872), kompozytora, organisty, dyrygenta i pedagoga, ojca polskiej opery narodowej. Moniuszko zasłynął jako twórca ponad 20. oper;  słynna „Halka” (1847), „Straszny dwór” (1865), a także: „Flis”, „Hrabina”, „Patria”, „Verbum mobile” i inne; kompozycji inspirowanych krajowym folklorem. Baletów, operetek, pieśni, kantat, 2. kwartetów smyczkowych, utworów fortepianowych, utworów religijnych (napisanych po śmierci matki).  Za życia autora ukazało się 6 „Śpiewników domowych”; Moniuszko skomponował ponad 250 pieśni, o różnych tematach („Wiosna”, „Polna różyczka”, „Prząśniczka”, „Po nocnej rosie”, „Dola”, „Stary kapral”, „Pieśń wojenna”, „Rozmowa”, „Pieszczotka”, „Świtezianka”, „Czary” itd.), wiele z nich obecnie znajduje się w repertuarze najwybitniejszych polskich śpiewaków operowych.
            200. lecie urodzin Stanisława Moniuszki. W holu Biblioteki Publicznej jest wystawa informująca o St. Moniuszce. Informacje biograficzne, repliki XIX w. plakatów o wystawieniu oper „Halki” i „Strasznego dworu”. Z tej okazji Wielki Koncert w PSM. Przed występem zaproszonych muzyków – prof. Piotra Szychowskiego – fortepian i Aleksandry Klafetki – sopran, popisy uczniów Szkoły. Po Chórze Szkolnym – Kinga Kryza (skrzypce) w duecie z nauczycielem fortepianu Tadeuszem Nowakiem. Patrycja i Igor Oleksak – rodzeństwo przy fortepianie. Patrycja solo – brawurowe wykonanie „Summertime” G. Gershwina – nagrodzone rzęsistymi oklaskami. Koncert Moniuszkowski prowadził Wiesław Piertuszak ze Stowarzyszenia Miłośników Muzyki Organowej i Kameralnej, którego już gościliśmy w Międzyrzeczu jako konferansjera. Wystawa, folder i koncerty są finansowane przez Fundację PZU.
            Pan  Piertuszak opowiadał o znaczeniu wykształconych kobiet – matek w XIX w. w życiu artystów, także Moniuszki. Rodzina przyszłego kompozytora pochodziła ze starej szlacheckiej rodziny, stryjowie byli absolwentami Uniwersytetu Wileńskiego. Twórczość Moniuszki jest równie ważna jak innych narodowych kompozytorów tego okresu, tylko jest nieco mniej wypromowana. Koncerty takie jak ten służą efektywniejszemu prezentowaniu twórczości tego wybitnego, lecz mało dotąd docenianego kompozytora.
            „Sen” St. Moniuszki do słów A. Mickiewicza. Piękny czysty sopran pani Klafetki, i akompaniament profesora Szychowskiego. Potem uczta fortepianowa... Już słuchaliśmy w Międzyrzeczu Szychowskiego grającego przez półtora godziny najbardziej znane utwory F. Chopina, na 200. lecie twórczości St. Moniuszki – oprócz kompozycji Moniuszki, „Mazurek h-moll” op.24 i „Walc cis-moll” op.34 Fryderyka Chopina... Uczta muzyczna... Przesączał się w nas nastrój święta muzyki, zagłębiliśmy się w stylistykę, (profesorski) sposób interpretacji Chopinowskiej, łączący najlepsze tradycje wykonawcze ze szczególnym wyczuciem romantycznej wrażliwości wielkiego kompozytora. Po raz wtóry usłyszeliśmy lubianą i znaną „Prząśniczkę”, oraz „Szumią jodły na gór szczycie” (Klafetka – Szychowski).
            Kilka innych pieśni kompozytora; „Powrót wiosny”, „Groźna dziewczyna”. Arie operowe St. Moniuszki są tematem fantazji muzycznych. Józef Nowakowski napisał utwór inspirowany jedną z nich, z opery „Halka” (libretto Włodzimierza Wolskiego), tematy muzyczne Opery w kilkuminutowej pigułce, z ciekawością wsłuchiwaliśmy się, co zainteresowało twórcę, jakie frazy muzyczne i tematy – jako kwintesencja, być może, także stylu epoki, w której Moniuszko tworzył. Wariacje na temat opery „Straszny dwór” w wykonaniu Szychowskiego, przewijał się temat z kurantem – wspomnieniem dawnych czasów w zapomnianym dworze szlacheckim, także jako reminiscencje czasu powszechnych represji narodu polskiego po zdławieniu Powstania Styczniowego.  Jak powiedział Moniuszko: „Ja nic nowego nie tworzę; wędruję po polskich ziemiach, jestem natchniony duchem polskich pieśni ludowych i z nich mimo woli przelewam natchnienie do wszystkich moich dzieł.” Moniuszko, jego pieśni – (muzyczna) epopeja narodowa, twórczość zakazana aż do 1918 r. kiedy odzyskaliśmy niepodległość.
            Wspaniały koncert, piękna aula w odrestaurowanej Szkole Muzycznej, ważnej międzyrzeckiej placówce kulturalnej. Mamy nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią dyr. PSM, oprócz koncertów z udziałem uczniów, często będziemy tu gościć wybitnych muzyków.


Iwona Wróblak

















październik 2019      

piątek, 4 października 2019


XVIII LWG - Dominika Białostocka solo


           
            Kościół pw. Św. Jana Chrzciciela znany jest ze swych unikalnych renesansowych polichromii, przez kilka lat starannie pracą konserwatorów restaurowanymi. Pod gotyckim sklepieniem, dzięki kulturalnemu mecenatowi proboszcza parafii ks. kan. Marka Walczaka, na przestrzeni lat miało miejsce wiele koncertów. W tym wspaniale akustycznym miejscu, ważnej międzyrzeckiej sali koncertowej, mogliśmy słuchać Dominiki Białostockiej, zaproszonej przez Zdzisława Musiała, prezesa Stowarzyszenia „Lubuski Weekend Gitarowy” na trzeci koncert  tegorocznej XVIII Edycji LWG.
            Osoba pana Musiała gwarantuje wysoki poziom artystyczny zaproszonych przez niego gości. Na poprzednim koncercie słuchaliśmy czeskiego wirtuoza gitary Vladislava Blahę i Tatianę Drobysz, także pedagoga, grającą na dombrze i gitarze. Dominika Białostocka, kolejna mistrzyni gitary, podzieliła się z nami swoją fascynacją muzyką południowoamerykańską, oryginalną stylistyką tej kultury.
            Jest ta muzyka nieco inna niż hiszpańska, widać w niej wpływy kultur indiańskich... Nie lubi np. europejskiego schematu... Walczyki nie są na trzy takty, lecz na 6., co jest bardzo ciekawe... Muzyka latynoamerykańska bywa przeznaczona dla dzieci, chociaż technicznie taka nie jest. Pani Dominika zagrała argentyńskie miniatury muzyczne, próbkę twórczości z tego regionu, jego prowincji – jest około 400 różnych tańców!.. Białostocka słuchała ich w Argentynie na żywo, to kraj bogaty w muzyczne formy artystyczne, chociaż my w Europie znamy przeważnie tylko ich tanga.
Jorge Cardoso - gitarzysta i kompozytor. Krótkie  motywy, tematy, migawki muzyczne z odległego od nas zakątka świata, kunsztownie zagrane... „Vidala”, „Zamba”, „Valsecito”, „Polka”, „Guera”, „Cumbia”, „Choro”, „Tango”, „Joropo”, Okrągłe nutki starannie wykończone, jak perełki odbijały nam się w wysokim sklepieniu gotyckiej budowli. Kobiecy styl grania, miękkość dotykania strun.
            Paragwajskie walce – jest ich kilkanaście gatunków... Antonio Lauro „Valse venezolano”… Walc wenezuelski, przepiękny utwór, jeden z ulubionych pani Dominiki, forma taneczna na 6 taktów. Impresja na temat tanga. Mentalna kwintesencja tego gatunku muzycznego. Na myśl przychodzi hiszpańska tancerka w długiej kloszowej sukni z czerwonym kwiatem w ciasno upiętych włosach, zastygła w figurze tanecznej…  Jeden z kostarykańskich kompozytorów.... Pudełeczka – katarynki, u nas też kiedyś znane, czyżby to uniwersalny rys kulturowy miejskich zaułków ulicznych na całym świecie? Subtelny, cichutki temat powtarzany po wielokroć, dziecięco proste, zdawałoby się, tematy...
            Na koniec organizator koncertów LWG Zdzisław Musiał i Dominika Białostocka zagrali wspólnie na gitarach kilka utworów Z. Musiała ze zbiorku „Tańce na 2 gitary” - „Walc na ciepłe dni”,  „Nocny walczyk” i „Milonga na dobry dzień”.
            Koncert został sfinansowany przy pomocy Urzędu Marszałkowskiego. Od LWG pani Białostocka na pamiątkę otrzymała piękne ręcznie malowane koszulki z Jej inicjałami.

Iwona Wróblak
październik 2019









środa, 2 października 2019


Vladislav Blaha i Tatiana Drobysz koncertują na LWG

            Międzyrzecka odsłona Lubuskiego Weekendu Gitarowego, drugi z trzech tegorocznych koncertów. Duet dwojga gitarzystów - Vladislav Blaha przyjechał do nas z Czech, Tatiana Drobysz jest z Białorusi. Obydwoje są pedagogami w szkołach muzycznych, ponadto koncertują, solo i w duecie. Małgorzata Telega-Nowakowska, dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu, w świeżo wyremontowanej placówce, powitała muzyków i widzów.
            WSZYSTKIE koncerty gości zaproszonych przez Zdzisława Musiała, nauczyciela gry na gitarze klasycznej w PSM, prezesa Stowarzyszenia „Lubuski Weekend Gitarowy”, są na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Pan Musiał ma niebagatelne, wieloletnie zasługi w animacji, propagowaniu kultury muzycznej w naszym mieście i okolicach (koncerty LWG mają miejsce nie tylko w Międzyrzeczu). Uczniowie klas gitarowych mają okazję kontaktu z mistrzami, wirtuozami tego instrumentu, sami także, co jest integralną częścią programu nauczania Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu, występują publicznie. Zdzisław Musiał pisze dla nich kompozycje (wydał kilka Zeszytów), na tegorocznym XVIII już LWG uczniowie także poprzedzili grą występ sławnych gości. Szkolny kwartet gitarowy „Cztery Twarze  Gitary”, w składzie: Kamila Głębocka, Julia Kaszkowiak, Aleksandra Pabin i Maja Siewierska zadebiutował utworem pt. „Łatwy walczyk” autorstwa ich nauczyciela.
            Vladislav Blaha jest w Czechach wykładowcą akademickim i znanym, cenionym gitarzystą. Zdobył międzynarodowe uznanie jako zwycięzca czterech międzynarodowych konkursów gitarowych. Koncertował w 45. krajach Europy, Azji, Ameryki Łacińskiej. Nagrał 9 płyt CD. Jest prezesem Czeskiego Towarzystwa Gitary Klasycznej, a od 1992 roku -  dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Gitarowego i Kursów w czeskim Brnie. Solo, także razem z żoną Tatianą Drobysz, nauczycielką gry na gitarze w szkole w Mińsku na Białorusi, uraczyli nas półtoragodzinnym koncertem.
            Usłyszeliśmy: „Pavana” – G. Faure, „Woda i wino” E. Gismontiego na dombrę i gitarę.  Johna Williama Duarta „Wariacje, na temat Katalońskiej pieśni ludowej op. 25”.
            Czeskie Morawy – muzycznie, z hiszpańską Katalonią, także sławną z produkcji przednich win, jak na wpół żartobliwie powiedział mi Blaha, łączy – smakowanie produktów winnic... Reminiscencje katalońskiego folkloru, delikatne trącanie strun... Iberyjskie pieśni i opowieści liryczne, eposy z dawnych wieków, w różnej tonacji i nastroju... Gitara – odtwórczyni tej prastarej kultury jak orkiestra wielostrunna...
            Picie wina morawskiego to po prostu wchłanianie duszy Moraw…  Twarda praca charakteryzująca ludzi w regionie, ale i wesołość ukryta w smakowanym winie, czeski specyficzny humor, ludzie weseli i lubiący się zabawić. Szwejkowska filozofia ludowa, i fotograficzna pamięć stuleci skomplikowanej, usianej wojnami historii. Żywa tradycyjna muzyka ludowa o tej tematyce inspiruje wielu współczesnych twórców.
            Tatiana Drobysz grała na małej okrągłej dombrze, narodowym rosyjskim instrumencie (też używanym na Białorusi i Ukrainie), o nieco innych, niż (trójkątna) bałałajka, strunach. Urzekło nas jej słowiańskie brzmienie, m.in. tzw. tremolo, osiąga się je przez szybkie naprzemienne piórkowanie w górę i w dół, charakterystyczne dla instrumentów smyczkowych, mandoliny, wykonywane, by dać wrażenie ciągłego dźwięku; stosowane w utworach lirycznych i refleksyjnych. Rosyjski słowiański muzyczny zaśpiew, stylistyka kojarzona z balladami i wschodniosłowiańskimi pieśniami ludowymi.
            Utwory na gitarę solo - „Moraviana” J. W. Duarte, z 6. części z Festiwalu w Brnie – próbki morawskiego folkloru, usłyszeliśmy 3 z nich. Duarte bywał na czeskich Morawach, i zapewne go ten region urzekł.
            Astor Piazzolla, argentyński twórca tanga - „Cafe 1930” w opracowaniu na dombrę i gitarę, szlachetne tango do słuchania, podkreślone rzewnym dźwiękiem dombry.
            Tatiana Drobysz, tym razem na gitarze klasycznej, w duecie z Blahą, zagrali piękny utwór E. Granadosa pt. „Oriental”, w oryginale jest na fortepian, tutaj transkrypcja na gitarę. Potem pani Tatiana grała solo na gitarze – kobieca precyzja, czyste wyraziste dźwięki  - „Verde Alma” M. D. Pujola. W zgranym duecie z Blahą jeden z piękniejszych utworów, Jorge Cardoso „Milonga”, potem jazzowy J. W. Duarte „Sue cosa”,  „Suita Karussel”– Milana Tesara. A na koniec nasi gitarzyści: Trio: Blaha-Drobysz-Musiał - kompozycja p.t: „Jesienne reagge” Z. Musiała.
            Goście, oprócz upominków z Urzędu Miasta i Gminy Międzyrzecz otrzymali od  Stowarzyszenia „Lubuski Weekend Gitarowy” piękne artystyczne ręcznie zdobione koszulki.

Iwona Wróblak
wrzesień 2019










niedziela, 29 września 2019


Migamy z Piccolo


            Ciszę na palce nawlekam... Skrzy się na palcach cisza bogata w treść (miganą), i w dłoniach - migowy przekaz - zakreśla (naszą) przestrzeń swobodną (trzeba mieć – symboliczne też, i a praktyczne, realne - miejsce na szerokie gesty, czytelne i wyraziste dla patrzącego na nas ich odbiorcy. Dzieci z Chóru, umuzykalnione, łapią od razu rytm - migania i piosenki, jest to docenione, pani Zuzanna jest cierpliwa, empatyczna – i ma niewątpliwe zdolności pedagogiczne, mimo młodego wieku. Chór „Piccolo” miga już śpiewająco...
            Ewa Witkowska, instruktor Chóru „Piccolo” – o gestach migania; - to wygląda jak taniec...  Taki powinien, myślę, być – migowy przekaz, impulsywny, emocjonalny. Obrazujący. Instruktorka Dziecięcego Chóru „Piccolo” – zauważa, że lekcja języka migowego może wzbogacić formę oferty artystycznej repertuaru zespołu... Pani Witkowska sama też włącza się – do tego „tańca” migalnego, integruje z gromadką swoich chóralnych dzieci. Miga z nimi...
            Kultura bez barier. Zuzanna Cygan trenerka języka migowego podkreśla możliwość nie ograniczonej (poprzez używanie języka migowego) - poziomem fizycznego słyszenia - dostępności przekazu tworów kultury. W tym wypadku idzie o takąż dostępność dla (wszystkich) widzów muzyki ulubionego przez międzyrzecką publiczność Dziecięcego Chóru „Piccolo”.   
            Między ciszą a ciszą/sprawy się kołyszą... Piękna piosenka z repertuaru Grzegorza Turnaua. Poetycka, i wymowna w tym przypadku... Ten utwór migowo ćwiczymy...
            Tydzień Kultury Głuchych i Języka Migowego. Kultura osób głuchych to zestaw wyuczonych zachowań i spostrzeżeń, które kształtują wartości i normy głuchych ludzi, na podstawie podobnych lub wspólnie dzielonych doświadczeń. Święto obchodzone jest od 1958 roku. Na świecie jest około 70 milionów osób głuchych. Celem obchodów jest zwrócenie uwagi polityków, władz i społeczeństwa na osiągnięcia osób głuchych oraz na problemy, z jakimi na co dzień się spotykają, m.in. na edukację dzieci niesłyszących i przygotowanie ich do dorosłego życia.
            W Międzyrzeckim Ośrodku Kultury Obchody Tygodnia Kultury Głuchych i Języka Migowego. Codziennie przez tydzień zajęcia z trenerem języka migowego dla szkół podstawowych, dla przedszkoli, otwarte zajęcia języka migowego dla dorosłych. BOBOmigi - zajęcia z języka migowego dla dzieci w wieku od 6 miesiąca – 2 lata.
            Formy komunikacji z dzieckiem zapoczątkowuje się od jednego znaku, na tej bazie w późniejszym etapie tworzymy krótkie komunikaty. Zanim dziecko osiągnie sprawność aparatu mowy na tyle, żeby się swobodnie komunikować, ćwiczy najpierw motorykę małą, czyli dłonie i palce. I to dłonie stają się narzędziem, dzięki któremu dziecko może się komunikować z otoczeniem. Wiadomo, że sprawne ręce to piękna mowa, bo ośrodek odpowiedzialny za motorykę artykulatorów mowy w korze mózgowej sąsiaduje z ośrodkiem odpowiedzialnym za ruch ręki. Dlatego pobudzanie i stymulacja dłoni i palców ma wpływ na pobudzenie ośrodka ruchowego mowy. Także można wprowadzać znaki. Dzieci korzystają ze znaków, żeby nam coś przekazać lub wskazać palcem na przedmiot, który je interesuje.
            BOBOmigi w MOK – ćwiczymy motorykę małą, pracę dziecka rączkami i paluszkami. Miganie ma się do mówienia tak - jak raczkowanie do chodzenia.... Dziecko, ma możliwość wyrażania swoich potrzeb, uczuć i myśli za pomocą znaków. Jest podekstytowane zdobytą umiejętnością komunikacji i dąży do zwiększenia efektywności tego kontaktu za pomocą słów.  Zwiększamy tym samym zasób słów – znaków używanych przez dziecko.
            Miganie może być pewnym etapem w rozwoju dziecka, który przyniesie wspaniałe efekty. Dziecku, w trakcie zabawy z nim, przedstawiamy znaki, i obrazki, dzięki czemu ma ono o wiele więcej radości niż  gdyby uczyło się poprzez samo słuchanie. Jest potem dużo bardziej zainteresowane proponowaną książeczką, a takie interaktywne czytanie ma pozytywny wpływ na rozwój dziecka i jego mowy. Dziecko zaczyna rozumieć, przyswajać i  używać znaków, których go uczymy, dzięki czemu tworzą się połączenia nerwowe w mózgu odpowiedzialne za tworzenie słowa, które przedstawia dany znak. Mówienie jest łatwiejsze.
            BOBOmigi. Happening rodzinny. Prezentacja, jak może wyglądać zabawa z
dzieckiem w domu, zabawa, która nie wymaga kupowania gadżetów... W sali MOK domowa atmosfera. Mądrość naturalna matki (opiekuna) w praktyce, wejście w świat małego dziecka... - karmienie zabawki-hipopotamka - ciastkami. Mówimy dziecku – AM... i pokazujemy znak migowy oznaczający jedzenie...

            Dzięki ciężkiej pracy i niesamowitym zdolnościom adaptacyjnym ludzkiego ciała wiele osób głuchych bardzo dobrze funkcjonuje we współczesnym świecie. U osób niesłyszących od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa wyostrzają się inne zmysły; neurony na siatkówce oka rozłożone są inaczej niż u osób zdrowych, umożliwiając lepsze widzenie boczne. Wiele wybitnych postaci na przestrzeni wieków udowodniło, że ludzi głuchych lub niedosłyszących istotnie niewiele ogranicza (Ludwig van Beethoven, Francisco Goya, Thomas Edison i inni).


Iwona Wróblak 
  wrzesień 2019