wtorek, 28 kwietnia 2020


A co wyście myślały?

„A co wyście myślały? Spotkania z kobietami mazowieckich wsi”. Autorki: Agnieszka Pajączkowska i Aleksandra Zbroja. Relacje spisane na żywo, prawie z taśmy, z możliwie wiernym zachowaniem stylu pierwotnej składni. Z szacunkiem dla rozmówczyń, ich charakteru, sposobu wysławiania się, który TAK WIELE o Nich mówi… Kobiet o różnym statusie majątkowym, społecznym. Przekonaniach. Wieku. Dziennikarstwo, jakiego dzisiaj brakuje…
            Książka z naszej Biblioteki Publicznej w Międzyrzeczu podsunięta mi przez jedną z pań bibliotekarek. Zazwyczaj nie czytam literatury tego typu, bo lubię inną, popularno-naukową – ale książkę wzięłam - mam zaufanie do kompetencji pracowników naszej Biblioteki, bo po COŚ ją dostałam... I tym razem nie zawiodłam się. Pełen szacunek… Powinnam była to przeczytać. Nie tylko ja… Jest do czytania dla wszystkich, którzy istnieją w przestrzeni publicznej, otoczeni ludźmi, mający z nimi z racji istnienia, życia w społeczeństwie, kontakty. Ludzie muszą się rozumieć. Powinni umieć słuchać. Tak jak te reporterki…
            Książkę, myślę, powinni przeczytać politycy (różnych opcji), i dziennikarze – jako wzór literatury reporterskiej. I schludnej redakcji tekstu.
            Ileś kilometrów w danym kierunku od Warszawy… Imię osoby udzielającej wywiadu oczywiście zmienione…
 Stereotypy. Pokutujące w nas, buzujące podskórnie. Niezaleczone jak wrzody. Też w autorkach reportaży, mimowolnie konfrontujących się ze swoimi interlokutorkami… A świat jest różnorodny… W tytułach tekstów, jest ich kilkadziesiąt, wyimkach z wypowiedzi, zawarta ich treść i motto: Według Heleny ci, którzy ubliżają wioskowym, ubliżają sobie. Panie z miasta nie odróżniają chwastów od ogórków. Zuzanna pyta, co myśmy myślały. Sylwię od kebabów boli całe ciało. Iza wyjaśnia, co znajdziemy na „Warszawce”. Irena będzie robić, dopóki nie ustanie. Po Magdzie jeździli, że to jej wina. Aneta planuje nie ruszać się ze swojej wsi. Justyna od razu widzi, że nie jesteśmy stąd. Gosia zaczyna staż w kancelarii komorniczej. Barbara odróżnia Warszawę i „warszawkę”. Kalina utemperowałaby połowę z nich. Marta zatrudnia. Jola mieszka „na szlachcie”. Juzia kupowała cegiełki na odbudowę Warszawy…. Mama Małgośki spełnia małżeńskie obowiązki… Renata doi 200 krów… Córka Weroniki gra w piłkę nożną… Sąsiadki ugotowały coś mężczyznom, a Bronia, babcia Basi, rodziła… Chrześnica Iwony jest lesbijką… Jadzia nie chce synowej Jehowy… Aniela odeszła od konfesjonału… Hania dorabia bibułą do emerytury… Wywiady. Dziesiątki kameralnych spotkań z kobietami-obywatelkami naszego kraju. Warto posłuchać, o czym mówią. Dla siebie…
            Jest też (mały) rozdział z wypowiedziami ekspertów; pracowników Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej, Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Zakładu Antropologii Etniczności i Studiów Globalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Krótkie, treściwe wpisy. Są, ale można je, myślę, pominąć przy czytaniu. Nie są najważniejsze.

Iwona Wróblak
kwiecień 2020


niedziela, 5 kwietnia 2020


Śpiewno-poetyckie ŻYŁY Remigiusza Bordy

Tekst i muzyka w przestrzeni kompozycji jak w obrazie. Remigiusz nazywa siebie piszącym, i śpiewającym poezję, malarzem. Rysownikiem chwil stanów medytacyjnego oświecenia, czy wyzwolenia, kiedy jest tylko TERAZ, i nic więcej… Diagram, gdzie nie ma pięciolinii przeszłych i przyszłych.
Remik – artysta plastyk z wykształcenia, muzyczny samouk, zaczynający od licealnego jazzu na gitarze. Mówi mi - ja nie robię poezji śpiewanej, bo kojarzy mi się z patosem, a z patosu wybronić się ciężko, nie interesuje mnie to. Tak jak wygodne umoszczenie się w kanonie flamenco czy bluesa. W piosence jest metafora, ona transponuje uczucia – w odróżnieniu od np. malarstwa, które jest (bywa) tzw. czystą sztuką. To jest z zamierzenia autorska poezja, i muzyka; sztuka, gdzie można pozwolić sobie na emocje… Czynność śpiewania, z dodatkiem głosu, z muzyką, w dobrze przemyślanych proporcjach, jest mnóstwem dobrej energii pożytkowanej dla siebie i dla innych.
Zgłoska, wysokość wyśpiewanej nuty bardzo przemyślane. Interpretacja - wyrazista. Oszczędna w formie. Tworząc poddaje się emocjom, bo w muzyce tak można…  Mamy, jako narzędzie do wyrażania (śpiewania) – kanał, sposób przekazu właściwy śmiertelnikowi… Trzeba korzystać… Mózg (organiczny), i może coś jeszcze, jako narzędzie pracy, nie jest POZA nami. Stąd ciągłe przeglądanie się w zwierciadłach swojego obserwatora. I słuchanie.
Inspiracje… Poezja (pozornie) prosta, nieintelektualizowana, bywa bardzo dobra. Kwestia filtracji fraz. Zderzenie ich znaczeń, niekoniecznie wprost, czasem poboczności… W różnych konfiguracjach wzajemnych ustawień. O (wiarygodnej) miłości winno się śpiewać. Własny tekst nucić, dość głośno (by osoba usłyszała…)… To jak osobowy testament. Uwolnić się od czasu i przestrzeni, jak od liczb i ich abstrakcji. Posłuchać, jak pracuje ziemia, kiedy oboje z Tatianą sadzą kolejne leśne rośliny na swoim skrawku ziemi otaczającym Dom Sztuk w Kęszycy, gdzie patrzą na nich figurki buddów i innych aspektów; i dotykają tej naturalnej materii codziennie, są blisko…
Zintegrować się z rytmem pływu. Jak wody poruszane masą naturalnego satelity ziemskiego.
W takim sensie poezja może być zaangażowana i świadoma. Jak w jednej z pieśni, gdzie kilkoma oszczędnymi pociągnięciami pióra (i nut) nazwany jest stan pomiędzy miłością a jej brakiem, nadal będący Stanem istnienia, bo nigdy To, czym jesteśmy naprawdę – wiązką miłosnej energii – to nie przestaje istnieć.
 Męskie granie Remigiusza, piosenki łatwo wpadające w ucho… O kobietach i patriarchalnym systemie relacji społecznych panującym nam od tysiącleci. Mówi autor, że my, jako społeczeństwo, wiele tracimy na takim układzie... W miłości jako relacji kulturowej między płciami, często o cechach przemocy seksualnej, dominacji (męskiego) ego (myślę, że nie tylko męskiego…), ujarzmianiem drugiej osoby, nawykami i schematami zachowań odziedziczonymi po kulturach monoteistycznych, patriarchalnej proweniencji… Słowiańszczyzna też nie była łagodna, warto spojrzeć na nasze genetyczne dziedzictwo, odrzucając romantyczne okulary…  
Miłość – czy ma wiek kobiety dojrzałej? Z jej często skaleczoną doświadczeniami mniejszą gotowością do otwarcia się (czy wręcz zamknięciem…). Borda uważa, że miłość kobiety starszej jest jakościowo taka sama jak kobiety młodej, tylko – głębsza… Cóż, w naszej patriarchalnej kulturze jest kult ciała, młodego/pięknego/przydatnego narzędzia do reprodukcji (gatunku). To też może, nawet nieuświadomiony do końca, nawykowy sposób myślenia wielu kobiet o sobie, o swojej… przydatności.  Ciałem jest kobieta? Ciągle…
„Żyły” – pierwsza autorska płyta (już następna się tworzy). Zrozumienie, jak sprzęgnięci jesteśmy z naszą ziemską planetą; rysunek ręki – ewolucyjnie wytworzonego  narzędzia ssaków do różnej aktywności, w tym wytwórczej, organu naturalnie wyrastającego z niej-Ziemi, powiązaną arterią z krwioobiegiem biocenozy, sekwencji tego samego DNA. Człowiek jest energią, niewyrazisty – przez swe oczy, biologię i przypisaną jej nieostrością widzenia powiązanych relacji wszechświata, zazwyczaj postrzegający go w kontekście przeszłości-przyszłości z nikłą strużką teraźniejszą, która wydaje mu się ogromem…
Ile masz dystansu do siebie? – pytam. - Jestem zlepkiem materii energetycznej, kwantów, elektronów… - odpowiada. Jak inne zdarzenia i ślady nici energetycznych: zwierzę; pies, kamień, roślina. Skała. Ale też czegoś je kompilującego w struktury o większej organizacji… tak myślę. Obserwator ujawnia się poprzez rośliny i zwierzęta, One nas oglądają (nie mamy monopolu..). Nasz, i ich, osąd jest uzależniony od narzędzi. - Jutro będę – mówi – wyglądał inaczej. Bo ulegamy ciągłym zmianom. Dynamice. Wyłaniamy się z oceanu panświadomości. Remik uważa, że jesteśmy częścią wielkiego ducha. Cokolwiek Nim – tym Duchem, nazwać, mieszkało/było w nas wiele/wielu, i w tym starym budynku Domu Sztuk, gdzie rozmawiamy, i w naszych ciałach, w których jesteśmy gośćmi… Najważniejsze w cyklu (przemian), w transponowanym naszemu zrozumieniu jest to niewidzialne/istniejące… Przenoszące różne wartości, kumulujące je i przekazujące (w sztafecie klepsydr wzajemnie się, obok siebie, grawitacyjnie znajdujących). W odbiorze piosenek, które śpiewa Remik. W naszym ich – jego piosenek – słuchaniu.
Świadomość tego procesu, zaistniałego, jest prawdziwą sztuką, która pozostanie, mam nadzieję, po człowieku. Zlepku tymczasowym materii. W wędrówce energii. Nie ma śmierci, bo nie istnieje rozpad energii… To fakt.
Jeśli byłoby coś do poprawki, w twoim życiu, to co na przykład? Miłość zmienia formę… (Dostrzegać, mieć) szacunek przed formą życia, jaką jest człowiek. Wzrasta się dlatego, że się kocha. I – wybacza sobie!. W jednej z piosenek jest ambitne zamierzenie: Godnie nosić pejzaż w sobie. Człowiek jest stałym napięciem, zamianą ciepła, oscylacją między zimnem kamienia a gorącem jego (człowieczego) serca. Jesteśmy kartą pamięci. Resetowalną?
Po co wyjść – poza człowieka…? Uroślinnić się – może najpierw konturem?… To się nazywa rozwój... Bryłę kamienia trzeba oznaczyć.. Porządkujemy się na korzyść kompozycji obrazu (jaki chcemy sobą malować). Zrozumieć, że mamy te same struktury jak… meble w naszym domu. To jest nasza antropomorficzność, skaza-cecha człowieka... A rozpad? Remik – zaczynasz się rozpadać, jak dochodzą do ciebie prastare lęki. Trzeba (od)puścić myślenie. Koncepcjonizm. I działać…
Emocje to smugi zwiewnego dymu, one powinny nam służyć do określania miejsca, gdzie jesteśmy, i zadań, jakie nas czekają. Rozwój samoświadomości – mówi Remigiusz nauczyciel ninjutsu jednej ze szkół sztuk walki - jest przejawem życia. Kreatywność jest bardzo ważna – w swojej misji, by przekonać do tej walki (o siebie) chociaż jednego człowieka.

„Żyły”. Autorska muzyka i aranżacja Remigiusza Bordy do własnych tekstów. Wiele z tych piosenek to kandydatki na hity rynkowe. Kwestia promocji…

Iwona Wróblak
kwiecień 2020



niedziela, 15 marca 2020


Co kryła ziemia pod międzyrzeckim szaletem

            W wykopie po międzyrzeckim szalecie dwoje archeologów z Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza w Świdnicy. Na profilach (bokach) piasek i glina – to już materiał nawieziony w latach 60/70. przez budowniczych szaletu. Jeden z archeologów mówi, że podczas budowy pozostałości po starszych zabudowaniach, tych które widać na mapie J. Harnischa z 1780 r., zostały wybrane. Można by uchwycić ślady zabytków, gdyby wykop był poszerzony o pół metra, czego się nie planuje. Miejsce zostanie zasypane.
            Takie pytanie… Czy też tam były (lub są tuż obok) renesansowe piwnice – podobnie jak są w pobliskiej Aptece Ratuszowej, i które odkryto w 2014 r. podczas prac ziemnych naprzeciw Ratusza (zabytki rozebrane zostały decyzją inspektora Urzędu Ochrony Zabytków); piękne łukowe sklepienia, które przetrwały kilkadziesiąt lat jeżdżenia po nich (w środku było prawie 2 metry pustej przestrzeni) ciężkich samochodów? Piwnica biegła w poprzek ulicy i zamurowana była na ślepo (w okresie wyraźnie późniejszym) od strony plantów, a po drugiej stronie ulicy, tam gdzie postawiono szalety – napotkano wtedy gruzowisko…
Nie dowiemy się tego. W wykopie uchwycono ślady narożnika budynku. Na dawnej mapie, i pamięci starszych międzyrzeczan, po obu stronach ulicy Młyńskiej, która przedtem nazywała się Wysoka (Hohenstraße), od strony Apteki do krzyżówki stał rząd budynków, po wojnie wyburzony.

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.









piątek, 6 marca 2020


Czasoprzestrzeń – historyczna – i jej koncepcja współczesna


W szacownej sali starościńskiej Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego wśród publiczności - większości młodzi ludzie… Młodzi ciałem i duchem i nieobojętni wobec przyszłości estetyki naszego miasta i gminy. W programie konferencji pt. „CzasOprzestrzeń” kilka wykładów, prelegentami są, też młodzi, architekci. I gorąca dyskusja… W scenerii zabytkowych artefaktów - czas na młodość…
Spotkanie, za zgodą dyrektora Muzeum Andrzeja Kirmiela, zorganizowała Ilona Turczyn. Wykładom i dyskusji towarzyszyła tematyczna wystawa.
Nasze miasto, jak niewiele w kraju, liczy tysiąc lat (historii zapisanej). W ciągu wieków stało się mozaiką kultur, co widać w jego tkance materialnej, i w zbiorach muzealnych, artefaktach. W zachowanym piśmiennictwie. To zastana czasoprzestrzeń historyczna, która wymaga zabezpieczenia na przyszłość… I wkomponowania naszej bogatej historii w potrzeby współczesności. To MOŻNA zrobić…
Mateusz Pisera - „Znaki czasu-problem konserwacji niemieckich szyldów i napisów na przykładzie Międzyrzecza”. Nasze miasto jest polsko-żydowskie (kilka wieków wspólnego sąsiedztwa), (polsko) niemieckie, (polsko) holenderskie i (polsko) szkockie… Przez wieki – powiem: w czasach swojej świetności - funkcjonowało na przecięciu szlaków handlowych wschód-zachód. Ostatnie kilka dziesiątków lat, na skutek przesiedleń, napływu ludności ze wschodnich i południowych obszarów II Rzeczpospolitej, z ich niepowtarzalną kulturą Kresów, to kolejne wzbogacenie tej spuścizny. Twórcza mieszanka kulturowa, mamy czym się chwalić, co proponować turystom. Mamy o czym uczyć dzieci, co przekazać naszej Polsce jako oryginalny wkład ziemi międzyrzeckiej do historii. Na cmentarnym lapidarium, kolekcji ocalałych nagrobków z kiedyś okazałego cmentarza ewangelickiego, można odczytać nazwiska niemieckich mieszkańców miasta. Mateusz Pisera wypatrzył w naszym mieście ślady napisów z 1891 r. na murach starych kamienic. Niemieckie szyldy sklepów, rzemiosł  ukryte pod warstwą odpadającego tynku, te w lepszym stanie można odnowić, włączyć do przestrzeni miejskiej. Zrobiono to w dawnym Breslau, teraz polskim Wrocławiu, na zdjęciach tak ozdobione stare kamienice wyglądają estetycznie, przyciągają swą tajemnicą ciekawskich turystów. Mówią – TO TU szanuje się historię… Na jednej z kamienic Mateusz wypatrzył dużą białą strzałkę kierującą do piwnic, to kierunek ewakuacji mieszkańców na wypadek bombardowań…
Na renowację dawnej zabudowy wielokulturowej przeznaczone są międzynarodowe fundusze. Potrzeba tylko woli współpracy właścicieli zabytkowych posesji z urzędami i konserwatorem zabytków, by wychodząc naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom społecznym porozumieć się w kwestii zakresu i celowości prac renowacyjnych. Też zadaniu edukacji historycznej (promocji turystycznej), działaniu na rzecz świadomości tej właśnie wspólnej, omawianej na spotkaniu, wielopoziomowej czasoprzestrzeni, złożonej ze skomplikowanej mozaiki składników kultury odziedziczonej i nam danej w opiekę. Czas i przestrzeń, jej materia (miasta, okolicy) we wspólnym dostojnym tańcu przez wieki – ponadczasowe continuum…   
Michał Górzny - „Koncepcja wizerunku Gminy Międzyrzecz jako marki lokalnej”. Prelegent jest absolwentem Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu oraz kierunku Turystyka i Rekreacja na PWSZ w Sulechowie, Szkoły Reklamy w Zielonej Górze. W Liceum Ekonomicznym uczy brandingu (budowanie świadomości marki; kreowanie i utrzymanie pozytywnego wizerunku konkretnej marki w umysłach konsumentów), projektowania kampanii reklamowej. Jest autorem całościowo opracowanych marek dla miast (Skwierzyna Miasto Otwarte, Pszczew Pełen Możliwości, Sulęcin Poleca się, Świebodzin Przed Tobą...)
Na koszulce Górznego propozycja logo stworzonego na potrzeby naszego regionu: „Międzyrzecz To Tu”. Jako sposób identyfikacji wizualnej z miejscem, zarówno pod względem lokalnym, dotyczącym bezpośrednio struktury miejskiej, jak i gminnej – profesjonalny, ciekawy i spójny branding. Marketing miast, wszystkich, w tym naszego, jest bardzo ważny. Wypracowanie lokalnej marki. Pomysł na komunikację – wewnętrzną wśród mieszkańcow, i z innymi regionami kraju, czyli big idea. Międzyrzecz (dodatnio) się wyróżnia, ofert marketingowych (i tożsamościowych – dla młodych ludzi, chcących stąd nie wyjeżdżać…) może być dużo: średniowieczny zamek, Muzeum, dwie rzeki, kilka jezior w okolicy, MRU (perełka architektury militarnej). Zdaniem pana Górznego brakuje nam przemyślanej i konsekwentnie, kompleksowo realizowanej strategii turystycznej. Spójnych w tym kierunku działań na szczeblach decyzyjnych w gminie, by stać się – przy tym potencjale - rozpoznawalną w kraju marką.
LOGO miasta powinno cechować się prostotą, być ponadczasowe. Czerpać inspiracje z lokalnej historii. Spójność marki lokalnej, możliwie prostej w przekazie, i zrozumiałej, jest definiowana jako odpowiedź, dla KOGO jest marka i PO CO JEST. Czy jest, ta marka, budowana dla mieszkańców miasta, gminy, regionu, województwa, czy dla Polski – w każdym wypadku robi się to inaczej, i nie może być w tym działaniu przypadku... Proponowane: „Międzyrzecz TO TU” jest informacją, że TU (do Międzyrzecza) dojechać wygodnie można drogą szybkiego ruchu S3 i S4, że w TYM miejscu (w gminie i mieście) jest przygotowany zestaw ofert (kulturalnych, gospodarczych, innych) dla odwiedzających, że napis na koszulce, którą nosi się, wyraża dumę i lokalny dobrze pojęty patriotyzm.
 Dagmara Zdanowicz-Wąsik „Praca projektowa: Galeria Kotłownia w Międzyrzeczu, pisemna: Doświadczenia modernizmu - tragizm i piękno polskiej architektury okresu PRL”. Pamiętamy naszą kultową „Kotłownię”, czyli Młodzieżową Pracownię Sztuk Pięknych (budynek po kotłowni w centrum miasta, teraz jest tam market „Mila”), miejsce niezwykle otwarte, gdzie w latach 90. ubiegłego wieku biło serce artystyczne miasta, przychodzili młodzi ludzie (około 60 osób), grali swoją muzykę, rysowali, malowali, fotografowali, rzeźbili. Spotykali się.  Roman Kasprowicz, malarz, konserwator zabytków, wychowawca młodzieży (wielu z nich skończyło potem studia artystyczne), prowadził zajęcia plastyczne dla nich, wykorzystując swoje osobiste znajomości i kontakty organizował prestiżowe wystawy i wernisaże, spotkania z ludźmi sztuki i kultury z całej Europy… Niestety, ta idealna - jak mówi pani Dagmara – kilkupiętrowa przestrzeń wystawiennicza,  została wyburzona… Przedtem placówka, z braku instytucjonalnego wsparcia ze strony władz, braku funduszy, ulegała degradacji, stała się miejscem dla bezdomnych… A przecież można było inaczej… Cóż, stało się.
Kotłownia to przykład fabrykalizacji architektury; Modernizm z lat 60/70 ubiegłego wieku, postPRLowski, styl - pozornie brzydki, budzi emocje… Dagmara Zdanowicz-Wąsik, z wykształcenia architekt, zrobiła projekt modernizacji budynku „Kotłowni” (praca ta była wystawiona na jednej z galerii Młodzieżowej Pracowni Sztuk Pięknych), z miejscem przeznaczonym na szatnie, galerie, pracownie, a na ostatniej kondygnacji miała być sala konferencyjna. Projekt w kilku rzutach jest teraz do obejrzenia na wystawie w Muzeum.
Weronika Kudlińska „Adaptacja budynku dawnej karczmy dworskiej w Międzyrzecz na wielofunkcyjny obiekt kompleksu zamkowego”. Skoro – nieodżałowanej – „Kotłowni” już nie ma, może by zagospodarować w tym celu XVII wieczny budynek Folwarku przy ulicy Zachodniej, należący do kompleksu zabytkowego Muzeum? Także na restaurację i hotel dla turystów odwiedzających Międzyrzecz? Projekt jest, przez Weronikę Kudlińską, już zrobiony. W nawiązaniu do historii lokalnej w zabytkowym budynku stworzyć nowoczesne miejsce spotkań międzyrzeczan. Dawna karczma dworska, z biblioteką, czytelnią, jako wizytówka, zaproszenie do wypoczynku, do zwiedzania zamku i Muzeum. Na parterze byłaby część gastronomiczna, z dużą klatką schodową na piętro, do restauracji, a na poddaszu - sala konferencyjna, galeria wystaw.
Ilona Turczyn „Koncepcja rewaloryzacji Starego Miasta wraz z kompleksem zamkowym w Międzyrzeczu”. Bardzo ciekawa prelekcja o podstawach planowania przestrzennego.
Zabytkiem jest nie tylko pojedynczy budynek, może być nim dany obiekt, teren - obszar miejski, lub wiejski, będący świadkiem wydarzenia historycznego. Całość danego skrawka czasoprzestrzeni. Wspólne dobro nas wszystkich, jak myślę… 
W ciągu swojej tysiącletniej historii Międzyrzecz się rozwijał, rozrastał, wychodził poza mury miejskie. Doznawał niszczących pożarów i zniszczeń. Zmieniał przynależność państwową. Od XVIII wieku aż po okres po II wojnie, kiedy wyburzono część zabudowań przy Ratuszu, zasadniczo nie zmieniał kształtu swojej zabudowy.
Zdaniem pani Turczyn w projekcie rewitalizacji widoczny powinien być szacunek do historii. Podczas analizy funkcjonalno-przestrzennej, mającej za cel nie zaburzyć struktury całości, jej wartości artystycznych, ustala się, jakie obiekty należy tworzyć w sąsiedztwie zabytków, także planuje wysokość zabudowy i korelację zieleni z tymi aspektami projektu. Parki powinny być usytuowane na obrzeżach starego miasta, zieleń ma funkcjonować jako kameralna przestrzeń umieszczona wśród budynków.  
Leszek Kołodziejczak, były radny, mówił o swoich staraniach (rozmowy z kolejnymi burmistrzami) o przywróceniu historycznego wyglądu rynku sprzed okresu wyburzenia kamienic przy Ratuszu po 1945 r. (projekt został opracowany i przedłożony), koncepcji sprzedaży prywatnym właścicielom działek pozostałych po nich. Na posesji, gdzie kiedyś stał dom Jacoba Volmera, kupca i filantropa, przez długi czas zalegały gruzy, potem pasły się kozy. W zrekonstruowanym XIX wiecznym zabytku mogłyby być sale sesyjne, umeblowane w stylu z przełomu wieków. W Międzyrzeczu brak jest ekspozycji postaci i dorobku zasłużonych dla społeczności na przestrzeni wieków międzyrzeczan – bez względu na ich narodowość czy wyznanie.
Marka lokalna nie jest kosztem, lecz niezbędną inwestycją – dla miasta i gminy… Mogłaby aktywizować mieszkańców, być motorem rozwoju ekonomicznego. Postawić na młodych (duchem), korzystać z ich energii, wykształcenia i pomysłów…

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.










wtorek, 3 marca 2020


Literackie wyskubki w MUTW…

             
Ostatni zimowo-jesienny dzień darcia (literackich) pierzy… Pierzaste spotkanie przygotowała Lucyna Kalisz. Nad wielką przeźroczystą salaterką wypełnioną gęsim pierzem prezentowano, jak oddzielić chorągiewki i puch od twardych w piórach stoin… Przygotowane też zostały fragmenty prozy i wierszy, wyskubywane na tym spotkaniu z „Zimą w poezji i muzyce (…) i innymi działaniami relaksacyjnymi”, jak to onego czasu bywało; w towarzysko-rodzinnym rytuale skubania pierzy, który wielu z braci studenckiej Uniwersytetu Trzeciego Wieku dobrze pamięta. Recytujący strofy i frazy literackie głos ludzki bowiem ma takie właściwości, że nadaje rytm i wyraz naszej własnej Księdze (której wyrazo-literami jesteśmy w każdym momencie…).
Także pamięta się z tych dawnych spotkań też i zabawne momenty, kiedy to (męscy) przeszkadzacze akurat wtedy wpuszczali do pomieszczenia z wyskubkami niosące ferment i zamęt swoimi skrzydełkami ptaszki… Nie tak szybko bowiem zamęście mogło się stać-być, i rychło dany wsad w pierzynę czy poduszkę uskubany-uzbierany został-był przez pracowite i  piękne paluszki panien na wydaniu…
Folkowo i nastrojowo, wieczornie i ze wspominkami… Rozdano teksty. Fragmenty prozy ostatniej polskiej noblistki, czy własnych przemyśleń czytającego o twórczości Olgi Tokarczuk - o jednym z opowiadań, gdzie prof. psychologii z Uniwersytetu w Cambridge przyjeżdża na wykłady w przededniu ogłoszenia w Polsce stanu wojennego, i jak sobie z tym, nowym dla niego (psychologicznym) doświadczeniem, radzi….  Z przyjemnością wysłuchaliśmy smakowitszych fragmentów „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, barwny język autora naśladujący sposób myślenia i składnię języka w XVII wieku; kuligowe umizgi w śnieżnych krajobrazach imć Kmicica i skromnej panny Oleńki Bilewiczówny, ich jakże namiętny ucałunek na saniach gnających duktem po skrzypiącym w mrozie śniegu...
Inni studenci UTW wybrali K.K. Baczyńskiego, piękne strofy poezji tragicznie zmarłego podczas Powstania Warszawskiego poety. Zaproszone na spotkanie uczennice z S.P. nr 6 recytowały wiersze o zwierzętach w ich leśnym życiu zimowym. Swoje utwory poetyckie czytała Grażyna Piechocka, czynna nauczycielka i lokalna dziennikarka, po niej – swoje literackie wyskubki – Jadwiga Rogala. Były fragmenty klasyki: Dante „Boska komedia”, fragmenty ciekawej prozy noblistki skandynawskiej Tove Jansson, i inne utwory. Także zaśpiewane, słynne „Uha ha, zima zła..” (autorstwa tejże autorki). Aforyzmy zimowe.
Zima w literaturze – ta ze wspomnień, jako że od paru lat, w wyniku wyraźnego ocieplenia klimatu, zimy są ciepłe i bezśnieżne. I zimowe zajęcia – wzmiankowane darcie pierza, i robótki ręczne, sposoby na uszycie ciepłego nakrycia – pled zszywany z kawałków wydzierganych z grubej wełny… Zima pretekstem do rozmyślań Sokratejskich, do dywagacji autorstwa słynnego kiedyś i kontrowersyjnego filozofa Ludwiga Wittgensteina…
Przy ciastu i kawie, studenci międzyrzeckiego UTW dzielili się swoimi pasjami literackimi. Salonik studencki…

Iwona Wróblak
marzec 2020











niedziela, 1 marca 2020


Międzyrzecka Biblioteka – jest jak najbardziej Publiczna


            O patronie Biblioteki Publicznej w Międzyrzeczu (o jego potrzebie) dyskusja… Spotkanie, na które przyszło około 40 międzyrzeczan, moderował prof. UZ Marceli Tureczek.
W bibliotece najważniejsi są czytelnicy… I księgozbiór, który ma im służyć. Ponadto działania kulturotwórcze pracowników Biblioteki, w ilości i asortymencie stosownym do oczekiwań (takie działania niewątpliwie mają miejsce…).
            Historia naszej szacownej Biblioteki zaczyna się w latach 20. ubiegłego wieku. Tuż po II wojnie światowej, w 1945 r., Alf Kowalski, ówczesny pracownik Magistratu, potem długoletni dyrektor Muzeum regionalnego w Międzyrzeczu, zaczął zabiegi o skompletowanie księgozbioru dla mieszkańców. Obecnie zbiory liczą kilkadziesiąt tysięcy woluminów, działa kawiarenka internetowa, czytelnia prasy, odbywają się spotkania i prelekcje, zajęcia z dziećmi i młodzieżą. Placówka cieszy się zasłużonym szacunkiem u mieszkańców.
            Radna Elżbieta Jarmolińska wystąpiła z inicjatywą uhonorowania naszej Biblioteki poprzez nadanie jej Patrona. Zebraliśmy się w Czytelni, by przedyskutować tę propozycję... Głos zabierał długoletni nauczyciel i dyrektor szkół, historyk Krzysztof Marzec, także obecny na spotkaniu Sławomir Szenwald dyrektor Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorzowie im. Z. Herberta, dyr. MOK Ewelina Izydorczyk-Lewy, Ryszard Patorski, Zofia Plewa, Łukasz Ruta, pracownicy Biblioteki, stali czytelnicy reprezentujący różne zawody, jako bardziej czy mniej reprezentatywna próbka naszej społeczności. To było bardzo ciekawe spotkanie…
            Rola bibliotek publicznych – zwłaszcza myślę, że w takich miejscowościach jak nasza, jest bardzo ważna. Edukacyjna, wychowawcza, integrująca. Propagująca kulturę wysoką. Osoba ewentualnego patrona - jeśli zdecydujemy się na jej nadanie – może być wzorem – przesłaniem wychowawczym, dla młodzieży i nie tylko w tej grupie wiekowej, pretekstem/powodem do organizowania sesji naukowych. Promocji czytelnictwa. Wybór osoby Patrona powinien mieć związek z działalnością placówki, której dane imię zostało nadane. Może to być postać lokalna o wybitnych osiągnięciach, jako wyraz poszanowania kultury lokalnej, czy narodowej, integrująca jej świadomość, postać reprezentująca ponadczasowe wartości intelektualne czy moralne. Wychowanie (społeczne) – poprzez propagowanie czytelnictwa (wybór patrona placówki kulturalnej) to celowe świadome kształtowanie osobowości (typu autorytetu osobowego). Wzorzec wychowawczy.
Czy ankieta wśród czytelników Biblioteki będzie zobowiązująca do dalszego rozpatrywania potrzeby nadania patrona naszej bibliotece? Jeśli będzie taka wola społeczna, może utwórzmy kapitułę jako organ wybierający patrona?
Za sumę (ok.40 tys. złotych), którą trzeba by przeznaczyć na koszty związane z procedurą nadania imienia, można zakupić wiele nowości wydawniczych, sfinansować inne zadania. W polskich bibliotekach, jak mówił pan Szenwald, jest chroniczne niedoinwestowanie w nowe książki, niezbędne do prawidłowego wypełniania funkcji bibliotecznej. Czy – nadanie Imienia Bibliotece zwiększy poziom czytelnictwa w gminie? Ilość książek przeczytanych w naszym kraju na jednego z mieszkańca należy do najniższych w Europie.
Z drugiej strony - imię Patrona to promocja naszego miasta i jego Biblioteki… Jako ilustracja wizji i celu służebnego wobec zadania wychowawczo-edukacyjnego społeczeństwa. Jako element szerszej polityki kulturalnej miasta i regionu może podnieść jego renomę, pomóc uczynić gminę bardziej rozpoznawalną.
Niewątpliwie promocją biblioteki jest fachowość personelu zatrudnionego w placówce – tu ogromny szacunek dla kierowniczki biblioteki i naszych pań bibliotekarek, wykazujących bardzo wiele inicjatyw kulturalnych.
Biblioteka Publiczna w Międzyrzeczu – trzeba przyznać – dotąd nazywała się bardzo pięknie; publiczna, czyli dostępna dla wszystkich, którym po drodze z książkami… Jak będzie dalej? Pytanie, czy mieszkańcy gminy, korzystający z księgozbioru, z oferty kulturalnej placówki, potrzebują Patrona dla naszej Biblioteki, na razie jest nierozstrzygnięte…

Iwona Wróblak
marzec 2020 r.







piątek, 28 lutego 2020


SZANSA na Karnawał dla wszystkich…

            Pan Sławomir Filus zasiada za konsoletą, włącza światełka, więc Bal się za chwilkę rozpocznie! Jak co roku, od kilkunastu lat, w okresie karnawałowym, w sali gimnastycznej Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego - Szansa (Stowarzyszenie Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej Uzdolnionej Artystycznie, prezes Sylwia Guzicka) – na integracyjny karnawał dla wszystkich… Dla osób ze Środowiskowego Domu Pomocy w Międzyrzeczu, dla dzieci z S.P. nr 2, z klas integracyjnych podopieczni z SOSW, są też przedszkolaki z Czwórki. „Szansa” jako organizacja ma wielkie zasługi w integracji społecznej środowisk i osób z niepełnosprawnościami, na terenie gminy i nie tylko, jako m.in. pomysłodawca i od 25.lat organizator corocznych Prezentacji Artystycznych. Zajmuje się poradnictwem dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, organizuje dla nich wycieczki. Współpracuje z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie.
Dyrektorka SOSW Arletta Stachecka czuwa nad wszystkim, i krąży z aparatem fotograficznym, bo trzeba uwiecznić wydarzenie, i najpiękniejsze stroje, na które będzie na końcu Balu rozpisany konkurs – z nagrodami ufundowanymi przez Starostwo Powiatowe. Jest z nią reprezentująca Zarząd Powiatu Zofia Plewa – stała bywalczyni imprez organizowanych przez organizacje pozarządowe, Elżbieta Górna dyrektorka PCPR, wychowawcy, nauczyciele i rodzice z dziećmi – wszyscy za chwilę będą się razem bawić na sali, bo taka jest, od lat, integracyjna formuła Balu.
Przygotowane konkurencje, rozgrywane w przerwach między tańcami, prowadzone są przez wolontariuszki z integracyjnej 8. klasy S.P. nr 2 – to 2. Magdy, Julia, Natalia, Wiktoria, Oliwia, dziewczyny same kiedyś, jak wspominają, jako dzieci bawiły się tu w kółeczku… Zaglądam im przez ramię, cóż pani Sylwia przygotowała, jako główna wodzirejka?
Baloniki, które trzeba umiejętnie, przywiązane do nogi pary konkurencyjnej, przebić stopą, chroniąc jednocześnie własny balonik! (i nie podeptać towarzysza tańca). Widowiskowy bieg z (ugotowanym) jajkiem na łyżce. Bardzo skomplikowana próba konsumpcji jabłuszka uwiązanego na sznurku – bez użycia rąk! Graffiti kropkowane, którymi udekoruje się buzie bawiących się wokół nas osób. Sprawnościowe rzuty woreczkiem do (bliskiego) celu. Zabawa w „brakujące krzesło” – którego to mebelka jest z założenia za mało, i stale, w takty muzyki, ubywa – aż do wygranej ostatniej osoby, która zasiądzie na jedynym pozostałym. Przede wszystkim jest dużo skocznej muzyki, do wyhasania się dla wszystkich dzieciaków. Zumba gromadna – nauka podstawowych figur tego tańca. I nagrody dla zwycięzców (kredki, mazaki itp.), czekające dotąd na specjalnym stoliku. Wręczać je będzie dyrektorka SOSW i Zofia Plewa.
A w miejscu stołówkowym, przy poczęstunku – rozmowy… Pani Górna rozważa, w jaki sposób rozpropagować akcję tworzenia nowych rodzin zastępczych, zachęcić kandydatów; w gminie jest dużo dzieci, którym to jest potrzebne. Dyrektorka PCPR i Zofia Plewa wymieniają się doświadczeniami, jak się w innych miejscach systemowo podchodzi do rozwiązania tego ważnego społecznie problemu…
Duże koło integruje się na środku sali, wśród przebrań uczestników zawody spełniające chłopięce marzenia o sile i męstwie – strażak z (czerwoną?) siekierką i kaskiem, marynarzyk (ze stosowną czapką), tańczą z księżniczkami z bajek, postaciami z dziecięcych kreskówek, jest diabliczka z czerwonymi różkami, mała skrzydlasta aniołka…
 A w rogu sali tradycyjnie specjalne miejsce dla tych, którzy lubią zabawę we własnym tempie – basen z piłeczkami, w którym można się „zanurzyć”…  
Patronat na Balem Karnawałowym objęło Starostwo Powiatowe.

Iwona Wróblak
luty 2020 r.