Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyrzecki Ośrodek Kultury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzyrzecki Ośrodek Kultury. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Najważniejszy jest proces tworzenia…


            Techniką drapaną, rysunkową, z gliny, ze styropianu. Techniką graficzną – powielaniem i drukowaniem. Wydrapywanie z ciemnego tła za pomocą szpilek, gwoździ i nożyka, z warstwy tuszu i świecy. Z mroku kartki wyłaniają się przedziwne postacie o wyrazistych oczach. Oryginalne dadaistyczne twory, które włączają w nas jeden więcej poziom percepcji. Prawdziwa wystawa sztuk plastycznych pomyślana jako dzieło tworzone nieustannie, do którego dziecko jest zapraszane, z pędzlem lub innym narzędziem, by mocno zaznaczyło na nim swoje istnienie. Swój znak.
Jest u wejścia na wystawę, w sali na piętrze Biblioteki Publicznej, stolik – mała przestrzeń artystyczna, z dzbanem glinianym pełnym pędzli, tubkami farb i innych akcesoriów, z płótnem rozpiętym białym - gotowym, to puste miejsce – obok zaczątku motywu – na które jest dziecko zaproszone. W czasie oglądania wystawy lub po tym. Zachęcone, do procesu twórczego, do swobodnej twórczej praco-zabawy, eksperymentów i doświadczeń tak im niezbędnych do swobodnego rozwoju. Pod okiem opiekuna i towarzysza podróży po świecie artystycznej przygody, Aleksandry Banak z MOK.
            Pełne wartkiej akcji komiksy, opowieści z akcją dziejącą się, narysowane przez dzieci. Na dużych kartach malowane plakatowymi farbami wyimki z kosmicznych światów, kody dla wtajemniczonych warte chwili zatrzymania się. Kukiełki uszyte z materiału, pacynki dziecięce własnoręcznie przez nich zrobione. Gipsowe płaskorzeźby w przestrzennej technice odlewu, z formy wcześniej przez dzieci specjalnie przygotowanej. Praca z miękkim i miłym w dotyku materiałem, dla wrażeń dotykowych w każdym wieku.
            Papier czerpany, kiedy już się go ręcznie wykona, można ozdobić działaniem swoistym, kaprysem swoim twórczym, posypać sproszkowanymi ziołami, ususzonymi liśćmi. Postrzępiony w sposób naturalny, każdy jego arkusz jest niepowtarzalny. Od początku do końca powstaje własne dzieło małych twórców, z ich dziecięcą radością odkrywania. Jak wiele niespodziewanych rzeczy można zrobić, kiedy ktoś umożliwi dostęp do materiałów, zachęci do działania.
            Dziwny stwór dinozaurowaty zaprasza widzów do wpisania się do Kroniki wystawy. Obok przyjaźnie uśmiechnięty okrągłogłowy przyjaciel, jak sfinks z ogonkiem w górze filuternie zaprasza do zwiedzania sali na piętrze. Do świata zaklętego w wyobraźni dziecka. Ile oczu ma stworek z podwójną partią ząbków ostrych jak u piły… siedem – czy to liczba magiczna? Konstrukcje ze styropianu przemyślnie mocowane, zawieszone są u sufitu. To jakieś futurystyczne projekcje inżynieryjne. Gliniane figurki, którym znaczenie można nadać dowolnie, bo takie są prawa tej wystawy. Pani Aleksandra zaprasza dzieci – tutaj można dotykać… Maleńkie rączki dziecięce odciśnięte na wyciętym z papieru wielkim drzewie wiadomości, niczym liście i gałązki. Można je zanurzyć w masie solnej – z mąki, soli i wody ulepić małą gitarkę, biedronkę, co ma ruchome skrzydła, serduszko. Jest misa z mieszaniną i łyżka do mieszania. Ciasto można wziąć w palce, poczuć jego miękkość…
            Papier maché – nakładane na siebie warstwy papieru i kleju, modelowane. Klej, gips, krochmal i papier rozmoczony w wodzie. Pełna twórczość… Dziecięca pracownia plastyczna. W holu budynku Biblioteki dorosłe sztalugi – znak, że dorośli opiekunowie bardzo poważnie traktują proces otwierania młodych umysłów na świat sztuki. Na sztalugach portrety. Polecam dokładne ich obejrzenie. O każdym z nich, przypuszczam, wrażliwy krytyk mógłby napisać mały esej. Portrety i postacie oryginalnie dadaistyczne, tak próbują tworzyć niektórzy dorośli.
Jak wynika z tekstu prezentacji wstępnej uczestników – we wtorki spotyka się malarzy gromada, farba się litrami leje, pani Ola szaleje…Nasi goście – zapraszają nas wierszem – bądźcie naszymi fanami.
Jesteśmy… 9 różnorodnych technik tworzenia, świeże umysły dziecięce, które brały udział w licznych plenerach w różnych punktach miasta. W malowanie kredą polbruku na przykład. Co jest udokumentowane na filmie, który oglądaliśmy.

Iwona Wróblak
luty 2010

piątek, 17 czerwca 2016

Oślubić…


            Królewny się nie poślubia… Ją trzeba oślubić. To kłopot, brzemię, ale też i mus, bo – tato (król) kazali… Nie oślubia się królewny chętnie, bo jest brzydka, z kurzajkami, przechodzona, a też, nie można ukryć, że wrzaskliwa, i tępawa, itd… Jak to bywa zwykle z elitą państwową.  No ale trzeba, ród wygaśnie, królewicz potrzebny bo krew błękitna się zmiesza (z pospólstwem) i będzie fioletowata. Może przez to nietwarzowa… Jak tu złapać narzeczonego???
            Wspaniały błyskotliwy scenariusz i bardzo dobra, chociaż niezawodowa czyli amatorska, realizacja przez aktorów. Projekt „Wznieś się ponad chmury” w wykonaniu grupy teatralnej z Bukowca zaowocował tym razem spektaklem pt. „Oślubić królewnę” reżyserowanym przez Kingę Kaszewską – Brawer do tekstu Władysława Sikory „Sztuka o mało co teatralna”. Jakościowo, powtarzam, prawie profesjonalne aktorstwo… - Szymon Michalak, Jakub Potyrcha, Maria Krawiec, Aleksander Ciślak, Klaudia Liśkiewicz, Oliwia Bućkowska, Paulina Bienias, Wioleta Góra, Zofia Wachowiak i  Bartłomiej Kozłowski.
            Królewicze chętni do ożenku, gdzie jesteście? Król nakazuje trąbić, wypatrywać książąt z rodowodem przez lunety z baszt zamkowych. Zbytnio się nie wybrzydza, jak śmiałek przybędzie. Z tym smokiem do zwyciężenia, w zamian za rękę i królestwo, też nie przesadzać – a nuż zostanie przez niedoszłego żonkosia pożarty, szkoda zwierzaka.
            Jak to bywa ze starymi pannami? Które nimi są nie bez powodu, jak mówi nam Chór greckowaty, w półsłówkach i memach. Stąd bierze się  staropanieństwo, obecne może jako stan umysłu. W jaki sposób owe panny wybierają partnerów i dlaczego bez sukcesu? Może receptą na zamążpójście jest upić kandydata i w tym stanie zaprowadzić do ołtarza. Po ślubie – jak wytrzeźwieje, to przestanie pić – sposób na alkoholizm… Co się podoba starym, i nie tylko starym, pannom, i półmężatkom? No raczej nie piękno (wewnętrzne), rozum. Brzydkość raczej, chamowatość i kicz. Panny dają się  złowić na lep pozoru, taniej romansowości rodem z arlekinów, w tym się zakochuje, w swojej desperacji, królewna. Niebezpieczna jest jednak uroda typu brzydala-służącego…
             O brzydkości jest też rzecz. Twarz trzeba pomalować i używać w razie potrzeby, na co dzień – raczej nie przesadzać z ekspozycją – domyślamy się z zamierzeń autora tekstu… Jest także w tej operze służąca, Marysia, tak rezolutna, że dostaje za męża prawdziwego królewicza, to osóbka konsekwentnie realizująca jeden gest ze swoją rozpuszczoną czupryną, który jest powszechnie uważany za uroczy/uwodzicielski. Cóż, jak miłość, to  miłość, czytaj – owinięcie wokół paluszka. Trzeba twardo walczyć. Bronią ciężką – zarzucając (długimi) włosami. Wszyscy się kochają w (zarzucającej)  Marysi.
            Rzecz dzieje się w (gotycko-romantycznej) scenerii zamkowo-parkowej, na pierwszym planie ławeczka, jest gdzie się skryć, by podsłuchiwać, tak  aby akcja sztuki mogła, popychana w ten sposób, się toczyć… Chowa się Sekretarz, czyli królewskie służby specjalne… Wykrywa państwową aferę przebierańczą z udziałem królewicza i giermka, którym we wzajemnej zamianie zbroi na znoszoną koszulę chodzi o pretekst do wymigania się, do  niepoślubienia królewny. Nie udaje się antypaństwowy spisek! Oszustwo się wydaje, świadkiem jest lud – czyli Marysia. Królewnę udaje się w końcu, domyślamy się, że przedtem takich prób było wiele, wydać za mąż tym razem absolutnie, urzędowo. I smok ocaleje - produkt turystyczny królestwa.
            Nie szata szpeci (czy zdobi) człowieka, brzydkim trzeba być! Zauważa przytomnie (podobno) głupi służący. Nikt nikogo nie powinien udawać, bo  – może po(o)ślubić królewnę, jako karę za przebieranie się. Przysłowie się spełni, i każda stwora znajdzie, niestety, swego amatora. Będzie z nich – królewny i giermka, jak decyduje monarcha-ojciec – dobra para. W końcu się oślubiona królewna uspokoi, będzie ciszej w zamku… 
            Stan zakochania – jak wygląda z zewnątrz. Jak ucieczka, bełkotanie. Obecność wzajemna poprzez podeptanie… Szczegóły nabierają wyimaginowanego znaczenia. Sekretarz kocha się nieszczęśliwie w Marysi, ona odrzuca jego awanse. Porzucony Sekretarz krzyczy (bardzo ładnie) wściekły– wszystkie kobiety są jednakowe, zwłaszcza taka (czyli jednakowa) jest Marysia!. Jednakowa ze sobą… Oblicza miłości są inne w przypadku Marysi i królewicza-przebierańca, komedia omyłek jest ośmieszona, bo Marysia jest Nią, ona się nie przebiera, jak królewicz. Nawet przodkowie służącej też byli Marysiami, to jądro narodu, symptomatyczne i prawdziwe, genealogia ich jest nieskłamana… Lud jest solą ziemi, ma sprzątać… ma posprzątać, wedle słów monarchy, na przykład walający się po nocy księżyc, nieporządek w świecie…
            Kim jest koń giermka/królewicza? Bardzo ważną postacią w sztuce, która ucieka przed niewprawnym jeźdźcem, pozostawiając go na łasce żądnej zamążpójścia królewny. Wierzchowiec rży a nie śpiewa jak słowik – niestety, to nie ten koń tragicznego Romea (tego od Julii). Para kochanków jest tu  daleka od wspólnego umierania, „Romeo” skwapliwie ożywa wobec groźby pocałunku Królewny, jej kandydat błękitnokrwisty nie z jej powodów wącha (zabójczy) gaz z zapalniczki. Po czym układa się ( do śmierci), starannie przed tym usunąwszy pyłki z podłogi, robi tak z żałości za Marysią, konsumowaną (małżeńsko?) przez królewskiego smoka.
            Konwencja klasycznej komedii, trawestacja na motywach dorobku kultury baśni, typowa dla autora scenariusza. Charakterystyczne postacie, BARDZO dobrze zagrane przez młodych aktorów. Wątki sztuki rozbudowane psychologicznie, o każdym można napisać opowieść. Jest to materiał dla  aktora, scenariusz wspaniale przyswojony przez młodzież. Dobry tekst to podstawa udanego przedsięwzięcia artystycznego.
            Pełna widownia na sali widowiskowo-kinowej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Spektakl jest grany najpierw jako prapremiera, potem dla szkół i przedszkoli (w składzie: Szymon Michalak, Jakub Potyrcha, Aleksandra Kozłowska, Mikołaj Sztukiecki, Nina Strzelecka, Bartłomiej Kozłowski, Łukasz Siwek, Zofia Wachowiak, Oliwia Gomułka, Maria Krawiec). Mam nadzieję, że nie po raz ostatni, że sztuki naszej lokalnej wytwórczości amatorskiej będą stale na afiszach jako propozycje kulturalne. Dostępne dla szerszej widowni. Warunki lokalowe, w budynku naszego Domu Kultury, są ku temu wyśmienite.

Iwona Wróblak
czerwiec 2016













piątek, 10 czerwca 2016

Portret kobiety według Mateusza Karatysza


            Kobieta w fotografii – czytamy w małym expose autora wystawy w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury – to potencjał, który pozwala na przewartościowanie…
Kobieta i jej portret świąteczny. Do fotografii. Świece zapalone na stoliku przypominają, że minął 8. Marca..
            Uważne spojrzenie fotografowanych kobiet. Z makijażem – maską, lub bez makijazu. Uchwycone w momencie. Wystawione do oglądania.
Romantyczna, stylizowana na retro, w bujnych lokach, i w liściach zielonych, w białej sukience. Dziecięco – dorosła ukryta za swoim półprofilem.
Współczesna kobieta z kolczykiem na wargach, kobieta w biznesie. W okularach - patrząca wprost, wykształcona, znająca realia, sama je tworząca. Podkreślone czerwoną pomadką usta, duże wyraziste błyszczące oczy, jakby zaczepne i nieco uwodzicielskie.
Z kwiatem wielkim białym we włosach, bardzo długich, z nagimi ramionami.
Platynowa blond z szerokim uśmiechem. Zamknięta wewnątrz – korale w ustach, w tangu.
Piękne rude włosy i kaptur skrywający, po części, tę rudość.
Z piegami, bez makijażu, w naturalnym pięknie.
Kobieta, w odsłonach sztuki – spektaklu o niej.
            Mateusz Karatysz jest tutaj od pewnego czasu częstym gościem. Planuje się następne wystawy, stały salon fotografii w naszym mieście.  
Pan Karatysz opowiada o technikach fotograficznych, które pozwalają na osiąganie dowolnych celów i zamierzeń artystycznych. W warunkach studyjnych możliwe jest prawie wszystko. Fotografia jest narzędziem. Można dowolnie modelować twarz. Na wystawie mamy też zdjęcia wykonane w  plenerze, z wykorzystaniem naturalnego światła. Patyna na fotografii jest wynikiem stylizacji na dawny dagerotyp.
Portret człowieka jest wdzięcznym tematem dla fotografii. Skupia uwagę widza na twarzy. Modele wybiera sam, pod kątem ich przydatności do projektu autorskiego. Ważne są proporcje twarzy. Wykorzystuje światło jako komponent całości, szczególnie światło słoneczne może być powodem do zdjęcia. Ceni sobie dawną technikę analogową, jest artystycznie satysfakcjonująca. Od pięciu lat robi zdjęcia. Szuka stale nowych twarzy, niekoniecznie pięknych i młodych, ale zawsze charakterystycznych.

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

wtorek, 7 czerwca 2016

Jazz nad Obrą


            Kolejne spotkanie z bardzo dobrą muzyką. Przemysław Raminiak – klawisze, którego słuchaliśmy poprzednio, i młody Adam Bałdych na dziwnych skrzypcach, jak podpowiadają mi, elektronicznych. Przeróżne dźwięki wydobywa z nich pan Bałdych, nie tylko takie, do których jesteśmy przyzwyczajeni widząc ten instrument. Jest jak organy, takie orkiestrowe skrzypce…
 Wokół skrzypiec dzieje się akcja muzyczna, akompaniują im klawisze. Żeby wyłączyć myśli i słyszeć tylko muzykę, nie próbując jej nazywać, ani określać. Niech mówi wysokością dźwięków i przerwami między nimi…
            Zapowiadane są standardy jazzowe. I utwór opracowany na podstawie muzyki F. Chopina. I kilka własnych kompozycji. Jazz taki jaki jest. Swobodny, spontaniczny, bawiący się dźwiękami, grający słucha i poddaje się swemu instynktowi, improwizuje…
Ciekawe, jak to będzie z Chopinem… co zostanie z idei muzycznej romantyczności? Dramat i ponadczasowość, tęsknota, i wszystko, co współczesne… Współczesny Chopin goni nutkę za nutką, pospieszny i delikatny. Jest przez muzyków wydobyty z tych okruchów rozpoznawalnych, jest ogólny klimat, którego się doświadcza słuchając słynnego kompozytora. Z pośpiechem jak z zadyszką ciężko wychodzącego z płuc oddechu, gdzie się Dopełnia. Te niskie dźwięki skrzypiec do wiodącego tematu, jak cierpienie…
            Jak wsłuchanie się i podążanie, i posłuszeństwo. Chwilami wydobywa się opowieść, jak epicka powieść sentymentalna.
Kompozycje własne. Orkiestrowe brzmienie na klawiszach, znowu niskie dźwięki skrzypiec. Długie, o różnym natężeniu, powtarzane, przypominają mi coś egzotycznego, może pustynnego. Rozległych przestrzeni.
Wirtuozeria skrzypiec. Utwór „Kurczaki”. Utwory z płyty „Moje miasto. Legenda o Gorzowie”. Wczesnośredniowieczny klimat grubych murów, mroków przeszłości, przechodzi jakby w renesansowe jaśniejsze i wyższe tony. Feeria dźwięków.
            Na bis kompozycja specjalnie przygotowana na dzisiejszy koncert. Gorące zasłużone oklaski. Sala Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury jest pełna. Dużo było dobrej muzyki, dużo bardzo różnorodnego jazzu.

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

niedziela, 5 czerwca 2016

Wernisaż poplenerowy Międzyrzecz 2016

            Galeria 30” Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury wzbogaciła się o nowe prace, będące wynikiem trwającego kilkanaście dni Międzynarodowego Pleneru Plastycznego „Międzyrzecz 2016”, który miał miejsce w „Pensjonacie pod Strzechą” Beaty i Jacka Bełzów nad Jeziorem Głębokie.
             W spotkaniu wzięło udział 21. artystów plastyków z kilku krajów: Małgorzata Bogucka, Sylwester Chłodziński, Chris Firchow, Edward Gałustow, Mirosław Gliński, Axel Gresch, Peter Heyn, Antje Homrighausen, Karim Udddin Khan, Jurek Kozieras, Ingeborg Metelmann, Dariusz Miliński, Anna Nasteruk, Ilka Zofia Neumann, Waldemar Pawlikowski, Aneta Początek, Wojciech Pomianowski, Maren Reblin, Dorota Ruta – Zdanowicz, Ella Stasiak i Andrzej Woźniak.
            Pierwsze wrażenie – wielka różnorodność – osobowości, stylów, zainteresowań, doświadczeń…  Na czym by oko zatrzymać… Pejzaże. Klasyczne w różnych technikach. Rzecz działa się na naszym pięknym Ośrodku Głębokie, w sąsiedztwie lasów, pół i urokliwych krajobrazów. Majowa soczysta zieleń, świeże kwiaty…
Pejzaże naszkicowane i wyraziste. Będące przetworzeniem obrazów w technice wybranej lub niemalże - fotograficznie, czy rytowniczo - odtworzone. Subtelne bardzo piękne miniaturowe widoczki W. Pomianowskiego. Zachwycające akwarele zrobione niewieloma pociągnięciami pędzla, wykorzystujące naturalną biel podkładu – niczym dawne ryty. Inne - barwne impresjonistyczne pocztówki naszych lasów, w ich strzelistości drzewnej i listnej świetlistości koron. Jest CO malować w naszej okolicy…
            Anety Początek – wyłanianie się kobiecości z magmy koloru i światła, kształty dziewczyny-kobiety są częścią barwnych plam świata, o ich  pięknie, o pięknie kobiety jako barwy-koloru mówią jej fragmenty, plamą farby skapnięte z pędzla stworzyciela – skrawek sukni, zgięcie ręki, zarys bioder. Erotyzm jest wpleciony w kolor, subtelny i ciekawy artystycznie.
            Edward Gałustow – niepowtarzalny w swoim stylu bajkowo – epickim, specyficzną formą opowieści będącej moralitetowym przedstawieniem, sięgającej tematyką do kultury rusko-europejskiej, jej ludycznego, jarmarkowego wymiaru. Folklor wieczny i teatrum ludzkie. Po drugiej stronie sali – Dariusz Miliński. Wiejska kultura i ludzie, podobne są korzenie kulturowe mieszkańców wszechczasów, niezależnie od ich wykształcenia, takież są ich  emocje, podstawy bytu lokalnego, wiejskiego. Wspólnotowego. Doroty Ruta – Zdanowicz kobiecość w wydaniu kobiecym… Półportret jak zarys aktu, zlewający się wewnątrz, jak w tafli wody jeziornej, niezupełnie przeźroczystej, tylko kontur postaci oddziela od tła, jedna linia ciągła, jak jeden kadr filmu. Patrzy półpostać wycięta z tego kadru, my za jej półpleców, i to Patrzenie jest tematem. Także i to KTO patrzy (nie wiemy do końca – nimfa, nasze pragnienie bycia wróżką…). Struktura widzenia (patrzącego na obraz) jest podobna, jeśli nie jednolita z wodnym otoczeniem.
            Jest zachód, który rozrzewnia – taki nastrój miewamy siedząc nad akwenem, przyglądając się kuli światła nad horyzontem. W tafli wodnej jest zestawem barw, ich zmarszczkami na wodzie. Jest czerwień maków, ich krwistość szminkowa, na tle ostrych form traw łąkowych, majowych w swej świeżej zieleni, prześwietlone blaskiem słonecznym. One są rozmodlone w zieleni, zmęczone słońcem. Zrelaksowane. Drzewo człowiecze jak mandragora. Podobne kształtem do ludzkiej sylwetki, konarami przypomina nasze kończyny.
            Mamy też w tym roku na wystawie zestaw rysunków – karykatur twarzy, ich charakterologiczną niepowtarzalność, oddającą przerysowane cechy indywidualne. Jest historia lokalna – tak mocno obecna na naszej ziemi międzyrzeckiej. Bogata, wieloetniczna i multireligijna. Świadectwem są  inskrypcje, napisy – pozostałość po poprzednich gospodarzach tej ziemi. W słońcu zamek nasz międzyrzecki, rozpoznawalna sylweta ruin, bastei i mostu na dziedziniec. Otoczony dalej starymi platanami, na obrazie mamy zapowiedź wejścia do kilkuhektarowego kompleksu parkowego.
            Jest też na wystawie kilka rzeźb w drewnie Sylwestra Chłodzińskiego, przedstawiających osoby. Płaskorzeźby autorstwa Karima Uddin Khana z  Pakistanu. Mamy wgląd w barwną paletę twórczości osób, które przyjechały na plener zza zachodniej granicy. Jest w nich pewna większa swoboda, czy dowolność… Są stricte malarskie te prace, nieklasyczne. Świadectwo, jak wielka jest różnorodność inspiracji artystycznych, odmienność osobowości uczestników pleneru. Wydaje mi się, że tegoroczne wystawiennicze pokłosie pleneru ma tą właśnie cechę – dużą różnorodność i bogactwo propozycji artystycznych do obejrzenia w Galerii 30 Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016
















poniedziałek, 21 marca 2016

Wielka poezja powinna nas zachwycać…

            61. Ogólnopolski Konkurs Recytatorski dla młodzieży szkolnej. Wielka poezja powinna nas zachwycać…
Sala kameralna Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Kilkanaście młodych ludzi ze szkół ponadpodstawowych. Eliminacje powiatowe. Zdawałoby się,  sztampowa coroczna impreza organizowana przez Regionalne Centrum Animacji Kultury. Jurorzy(rki): Anna Zadłużna, Marta Pohrebny i Agnieszka Czekała – starszy kustosz z naszej międzyrzeckiej Biblioteki Publicznej.
            Jeden z tekstów pochodził z „Ferdydurke” Witolda Gombowicza: …”recytowali usilnie i pobożnie… nie ma jak to szkoła, jeśli chodzi o wdrożenie uwielbienia dla wielkich ludzi…”. Na serio, skuteczność naszego kształcenia może nie jest doceniana. Słynna scena z lekcji języka polskiego pisarza, który wielkim był niewątpliwie, z dużym zrozumieniem „wydawana” przez Denisa Okraskę, z przyjemnością słuchałam tej interpretacji, jeśli młodzież czyta i  rozumie Gombrowicza, to jest bardzo dobrze…
            Kto czytał, ten trąba… (końcowy akapit „Ferdydurke”), chciałoby się rzec… Kto recytuje, ten kto przygotowuje się do Konkursów, razem z  opiekunami, nauczycielami… W tym roku do eliminacji przystąpiło 12 osób: Weronika Majewska, Mateusz Gabriel Gałka, Monika Dalidowska, Marika Krugiełka, Bartłomiej Domaszewicz, Natalia Twardosz, Martyna Juszczyk, Jakub Filipkiewicz, Denis Okraska, Paulina Majkowska –  z Piotrem  Witkowskim (akompaniament), Paulina Laskowska Oliwia Wrona i pani Wiesława Murawska. O kilka więcej osób niż w zeszłym roku. Uczniowie nie  tylko Liceów Ogólnokształcących, także Zespołu Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego – z sukcesem w postaci nominacji na etap  wojewódzki Konkursu Recytatorskiego w Żarach.
            Po jakie teksty sięga młodzież? Co ją interesuje…? Wybiera je samodzielnie, nauczyciele tylko sekundują…I na pewno cieszą się, że młodzi ludzie chcą czytać, chcą się dzielić swymi lekturami, brać udział w Konkursach, co wymaga przecież pracy, przygotowania się. Niektóre wystąpienia były reżyserowane, z użyciem przyniesionych gadżetów. Interpretacja na scenie wybranego tekstu, jako monodramu, wymaga pracy nad jego zrozumieniem.
             Teksty Agnieszki Osieckiej, trochę zapomnianego, wydaje mi się (a może jednak nie?) Antoniego Libery, klasycznego poety. Utożsamianie się z  etnosem harcerstwa, szukanie formy współczesnej dla spadku po tradycjach skautowskich i naszych lokalnych harcerskich. Anna Achmatowa, wybitna rosyjska poetka, tłumaczenia poezji amerykańskiej przez Stanisława Barańczaka, dawne teksty z epoki średniowiecza (Wiesława Murawska – w kategorii dorosłej). Także bardzo współczesne teksty, niekoniecznie wybitne literacko, ale mieszczące się w orbicie zainteresowań. Naturalny komediowy talent Bartka Domaszewicza – trudny tekst G. Grassa, mam nadzieję, że Bartek będzie stale występował jako recytator na naszych lokalnych scenach. Fragmenty prozy. Relacje rodzinne – niełatwe, matka-córka, miłość i ból, życiorysy ludzkie - Dom praczki i jej dziecko - pachnące mydlinami... Poezja Haliny Poświatowskiej, poetki minionych dekad zmarłej w młodym wieku na serce. Wspomniany Witold Gombrowicz w jednym z najlepszych swych dzieł. Ze zdumieniem słuchaliśmy, jak dobrze młody człowiek - Denis Okraska (I klasa licealna) wpasował się w poetykę tego utworu, zauważając – niczym zawodowy aktor - każde w nim wypowiedziane słowo… Był też Sławomir Mrożek, Konstanty Idelfons Gałczyński.
            Najważniejsze jednak, myślę, było spotkanie się jako takie, wzajemne poznanie, odwaga podzielenia swoimi literackimi fascynacjami, werbalne, wobec publiczności – cytowanie tekstów, które, wybrane, zapadły – z jakichś powodów – w pamięć. Wysłuchaliśmy też śpiewnych interpretacji, poezji śpiewanej (Paulina Majkowska i Wiesława Murawska). Jury przyznało nominacje dla następny wojewódzki etap Konkursu Recytatorskiego w Żarach dzisiejszym wykonawcom: Paulinie Majkowskiej, Jakubowi Filipkiewiczowi, Martynie Juszczyk, Denisowi Okrasce i Mateuszowi Gałce.

Iwona Wróblak
marzec 2016 

             









wtorek, 27 października 2015

Dorota Ruta – Zdanowicz i Dagmara Zdanowicz – ich spojrzenia na sztukę


            Kobieta jako taka. W Galerii ’30 Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury wernisaż prac Doroty Ruta – Zdanowicz i Dagmary Zdanowicz, naszych międzyrzeckich artystek. W głównej sali akty kobiece, płótna pani Doroty. Piękno nagiego kobiecego ciała, świadomego siebie i czasu, w którym istnieje. Twarze wyraziste, oblicza zdecydowane podjąć wyzwania, jakie stawia świat. Zamiast grymasu, jakim często bywa uśmiech, akceptacja sytuacji i jej  konsekwencji. Ciało-kobieta bez pruderii. Widziane przez kobietę – obraz osoby – przeznaczone dla kobiet i dla mężczyzn. Płeć jako integralna część  osoby ludzkiej. Z jej charakterem, przeszłością i wnioskami, jakie z niej wyciągnie. Obrazy autorstwa kobiety dojrzałej, ale nie pochylonej, zmiażdżonej w  wyniku doświadczeń bagażu życia i doświadczeń w nim zdobytych. Trzyma się prosto i – odważnie - patrzy prosto w twarz. Nie tyle jej oczy (modelki),  ile cała postać jest taka. Prezentuje nam się w ten sposób. Wizerunki konstytucji kobiety jako takiej są nagie – nie potrzebują ubrań.
Dorota Ruta Zdanowicz ukończyła studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu oraz studia podyplomowe w zakresie „Edukacji kulturalnej – sztuka i media na Uniwersytecie Wrocławskim. Bierze udział w plenerach malarskich i wystawach w Polsce i za granicą.
            Dalsza część prac pani Doroty Ruta - Zdanowicz to impresjonistyczne pejzaże z bliskich okolic, z ziemi międzyrzeckiej. Drogi polne skąpane w  słonecznym blasku, w kontraście z cieniem rzucanym przez rosnące blisko drzewa. Także portrety kwiatostanów, płatków i bukietów kwiatów, w ich ferii soczystych barw.
            Sztuka w pełnej swojej krasie. Druga sala – prace córki pani Doroty, Dagmary Zdanowicz. Jest studentką Architektury Wnętrz na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu w Pracowni Kształtowania Wnętrz Wystawienniczych. Mamy próbkę jej prac dyplomowych. Kreuje prywatne przestrzenie mieszkalne, publiczne oraz biura.
Propozycje sposobów zakomponowania Przestrzeni.  Na przykład adaptacja (już nieistniejącego) budynku „Kotłowni”, kultowej swego czasu pracowni Romana Kasprowicza, gdzie buzowały pomysły kulturotwórcze malarza, przynosiła efekty jego praca pedagogiczna z utalentowaną młodzieżą międzyrzecką. Widzimy tu, jak mogłaby wyglądać ta pracownia. Po niewielkich przeróbkach przystosowana do roli ośrodka kulturalnego.
Bryła mieszkalna, wypoczynkowa, w kształcie modułowej membrany, niczym namiot himalaistów, dostosowana do geografii i warunków klimatycznych Nepalu, wysokich gór. Wygląda futurystycznie. Jest funkcjonalna i estetyczna. Może kiedyś ten projekt będzie, dla potrzeb turystyki i nie tylko, zrealizowany.
Propozycja przeróbki Folwarku zamkowego, dobudowania do niego po obydwu stronach skrzydeł. Widzenie z góry i przekrojowe. Wykorzystanie zalet starej architektury, przywrócenie jej funkcji historycznych.
            Prace malarskie. Geometrie kształtów – przyglądanie się im, kątom prostym form, i barwom, ich zestawieniom. Są zdecydowane w swym wyrazie, surowa szarość naturalnego płótna i cicha nie narzucająca się biel, niebieskość i barwa czarna. Elementy świata i światła… W swoich relacjach ze sobą.
            Linie papilarne faktury czerni i szarości – jak skład chemiczny pierwiastków w gwiazdach…Ich widmach fal radiowych. Przestrzenny wykres. Wielki obraz, każdy kawałek świata jest inny, jak inne jest spojrzenie człowieka artysty na dany fragment kosmosu wewnętrznego, odrębnej pary oczu. Litera/collage z papieru, alfabet form gramatycznych, ich geometria jest przystawalna – jak języki świata wywodzące się z jednego pnia. Są całością – colage’m.
            Ciekawy duo-morficzny obraz. Naga dojrzała kobieta i nagi dojrzały mężczyzna, są już starsi, niepiękni, ale dostojni formą bóstw (zamiast twarzy są im „przyklejone” - kolor papieru pakowego, głowy Byka i odpowiednio Krowy). Trudno nie pokusić się o mitologiczne skojarzenia. Otacza ich czysty folk – okno rodem z wiejskiej chaty z falbanką szydełkowej firany, kolorowy festynowy kogut. Są na ich tle – niczym w etnograficznym continuum, swojskości swojej chaty/domu, w której są nieubrani, nadzy, domowi. Boscy w swej nie przykrytej Formą zwyczajności.


Iwona Wróblak
kwiecień 2015









poniedziałek, 19 października 2015

Reżyser – czarodziej sytuacji. Warsztaty teatralne w MOK


            Trochę jak sala doświadczania świata. Pytanie pani reżyser - Jak zagrać coś, czego nie ma? Dzieci pilnie słuchają, kiedy ich pani im czyta książkę. Dzieje się Czytanie literatury. - Co to jest NIC? O wielkim Czymś rozważania teoretyczne. I praktyczne. Taka jest Bajka. - Nic zmęczone swoją nicością zapragnęło towarzystwa Nikta. Jest cisza. Zabawa w rzeczywistość teatralną. Czaruje się z niczego w teatrze. W którym nie ma niezasłoniętego okna i  wtedy wyczarowuje się we wnętrzu Wielki Cień, który staje się w dodatku giętki w naszych rękach.
Izabela Spławska ma na koncie kilka dużych nagród za spektakle, które wyreżyserowała. Umie się bawić z dziećmi w teatr. Potrafi grupkę dzieciaków ciągu 2 godzin przekształcić w - prawie - zespół. Teraz wystarczy tylko (?) dobry scenariusz i kilka miesięcy pracy. Powstanie dzieło teatralne na  nadspodziewanie dobrym poziomie.
            Dzieciaki żywo reagują na rzucone na ścianie przez rzutnik czerwone światło. Na jego tle można zrobić rękami rybki, cień zwielokrotni odbicie. Dzieci patrzą jak zaczarowane. Potem z takich ćwiczeń powstają scenki teatralne. Uczmy się i powtarzajmy – Pamięć i powtarzanie jest wszystkim – od  czego zaczęliśmy, kim byliśmy… na tych zajęciach akurat. Na początku Kamieniem byliśmy. Jaki jest kamień. Wyobraźmy sobie naszą kamienność. Zwińmy się, wyraźmy ją ciałem, ruchem. I interakcje naszej kamienności z otoczeniem. Z deszczem, z ulewą na przykład. Jak bębnią krople. Dłonie – nasz instrument perkusyjny. Aktor dysponuje twarzą, a oprócz twarzy ma do dyspozycji całe ciało. Nadgarstki. I głos, który ma wielką moc. Ćwiczmy go.  Samogłoski dodają aktorowi powietrza. Są otwarte. Ćwiczenia koordynujące – bardzo ważne. Relaksujący śpiew ptaków towarzyszy bez przerwy.
Postukajmy palcami jak kroplami deszczu w podłogę, w drewno, dłonią zwiniętą w łódkę postukajmy. Hektolitry wody spadają na ziemię, dmie wichura, wszyscy ją słyszymy. Kamień może rozwinąć się w drzewo. Każdy (aktor) musi się wsłuchać w swój wewnętrzny rytm. Może mu w tym pomoże śpiew ptaków. Zrób swój ruch– wyraź go–powtórz go. Może to być czesanie włosów, jedzenie czegoś, cokolwiek – bycie; Aby było ZATRZYMANE. Wtedy staje się świadome…W sali lustrzanej możesz zobaczyć siebie. Dzieci stoją przodem do lustra. Jak wyglądam w teatrze moich ruchów?
Dźwięki są ciekawą rzeczą. Jak szeleści kartka papieru? Jak deszcz? Dzieci mają ogromną wyobraźnię, trzeba tylko jej sprostać… Delikatnie ująć ją w ręce i lekko popchnąć w zamierzonym kierunku. Zapraszając do Teatru. Z czego możemy go zrobić, ten teatr? Nie trzeba nam wielu rekwizytów. Najważniejsza jest zasłona, która odzieli teatr od nie-teatru, a raczej stworzy ten pierwszy. To długa czarna tkanina z rękawami już wykorzystywana w  jednej ze sztuk.
            Czy pójdziecie teraz do (prawdziwego) teatru? Pyta pani Spławska. - Tak.
Co przedtem? Gimnastyka na rozruszanie. Grupowe. Zapisuję – w teatrze można wiele rzeczy przekraczać, ale druga osoba musi na to pozwolić. Nie  tylko w teatrze, myślę…  Teatr to zespół. To się egzekwuje na zajęciach z panią Spławską. Gdzie nie może być szkodliwej maniery gwiazdorstwa.
2. grupy dzisiaj mają zajęcia teatralne. Pierwsza jest niezbyt liczna, to dobrze. Każde dziecko – jak mówi pani Izabela – musi być zajęte, musi mieć tam  Miejsce. Druga grupa ma 17 osób. To dużo. Wszystkich trzeba przyjąć, bo zajęcia są tylko w pierwszy dzień ferii, a dzieciaki takie rozochocone…
Ich uśmiechy – zabawa wciąga... Chowają się w tkaninę. Są pełzającym wężem. Udaje im się zgrać w zespół. Wiedzą to.
            Wszystko zasadza się na Bajce i Bajkopisarstwie. Dziecięcych zabawach i wyliczankach. Na ich ogromnej wyobraźni – wielkim teatrum. Dziewczynki już grają swoje Stanie na Scenie, stworzyliśmy scenę. Na ścianie w świetle rzutnika Wielkie Kule z kropel oliwy dolanej do pojemnika z  wodą - ziarnista przestrzeń zafascynowania i zasłuchania w czary pani reżyser. Faluje wszechświat światłem na ścianie, jesteśmy z nim też tymi przepływającymi, to dodaje nam stabilności. Wpisujemy się w sytuację.
Teatr może być koncepcją na nudę. Wykład o teatrze w prostej formie – o treści niebanalnej. Warsztaty teatralne w czasie ferii w MOK. Reżyser – Izabela Spławska.


Iwona Wróblak
marzec 2014