piątek, 18 września 2015

Muzyka nie zna granic.
            Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny. Tożsamość muzyczna braci X. i Ph. Scharwenków była być może romantyczna… Jak mówi mi pani Donata Marzec, długoletnia nauczycielka muzyki, teraz również kompozytorka, muzyka nie zna granic, nie ma uprzedzeń, jest ponadnarodowa. Razem z  uczniami naszej Szkoły Muzycznej jesteśmy na przesłuchaniach Niemiecko – Polskiego Konkursu Pianistycznego o „Nagrodę Scharwenkowską dla młodzieży” w Bad Saarow pod Berlinem (35 km jazdy kolejką do stolicy Niemiec).
            Urokliwe uzdrowisko. Piękne stylowe starannie odrestaurowane Muzeum Muzyki – Dom Rodzinny Schawrenków; Centrum Kultury, gdzie kipi życie kulturalne, a salę koncertową zdobią plakaty z licznych imprez, nie tylko muzycznych. Z inicjatywą zorganizowania Konkursu Pianistycznego dla  młodzieży wyszli Niemcy z Bad Saarow, w swojej kwerendzie dokumentów po wybitnym obywatelu ich miasta dociekli, że bracia Xaver i Philipp Scharwenka urodzili się w Szamotułach (niem. Samter) pod Poznaniem, odtąd z tamtejszą Szkołą Muzyczną I. i II. stopnia utrzymywane są żywe kontakty, z naszą Szkołą Muzyczną więc także.
            Konkurs im. X. i Ph. Scharwenków w Bad Saarow, którego Państwowa Szkoła Muzyczna I st. była współorganizatorem, stwarza młodym muzykom szanse rozwoju, a także możliwość konfrontacji swoich umiejętności na arenie międzynarodowej. Uczniowie i nauczyciele swoją obecnością w  Bad Saarow promowali z dużym powodzeniem nasze miasto. Zabrakło tam tylko naszych gospodarzy... Szamotuły reprezentował p. burmistrz Wojciech Rabski, panowie Henryk Żłobiński i Andrzej Franke z wydziału promocji oraz pani dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Szamotułach-Beata Grabska - Kajzderska, stronę niemiecką – prezes stowarzyszenia braci X. i Ph. Scharwenków – Peter Wachalski oraz władze Bad Saarow i prezesi fundacji Kultury i Sztuki. Nasze miasto reprezentowała pani dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I st. w Międzyrzeczu – Małgorzata Telega.
Uczniów do konkursu przygotowali nauczyciele klasy fortepianu w osobach:
p. Małgorzata Telega, p. Kazimierz Dziembowski, p. Wojciech Pruszyński i p. Tadeusz Nowak.
            Franz Xaver Scharwenka urodził się 6. stycznia 1850 r. w Szamotułach niedaleko Poznania.  Gry na fortepianie zaczął uczyć się ze słuchu w  wieku zaledwie trzech lat. Formalną edukację muzyczną rozpoczął dopiero w wieku 15 lat. Wtedy to przeniósł się wraz z rodzicami i bratem Philippem do  Berlina, gdzie został przyjęty do Akadamie der Tonkunst. Xaver doskonalił swój warsztat pianisty pod kierunkiem Theodora Kullaka. Po odbyciu służby wojskowej w latach 1873-1874 Scharwenka rozpoczął tournée koncertowe jako pianista. Zyskał sławę jako świetny interpretator muzyki Fryderyka Chopina. W 1881 r. założył własną szkołę muzyczną w Berlinie. W 1886 r. przeprowadził pierwszą z serii koncertów orkiestrowych dedykowanych muzyce Hectora Berlioza, Franza Liszta i Ludwiga van Beethovena. Potrójną rolę: pianisty, kompozytora i pedagoga Scharwenka pełnił do końca swojej kariery. W 1891 r. Xaver odbył pierwsze tournée w Ameryce. Otworzył w Nowym Jorku filię swojej szkoły muzycznej. Siedem lat później wyjechał, by  objąć stanowisko dyrektora w zjednoczonym Konserwatorium Scharwenki i Konserwatorium Klindworth. W 1914 r. razem z W. Petzetem otworzył Akademię Muzyczną z seminariami dla nauczycieli gry na fortepianie. Scharwenka brał udział w nagraniach dla Columbia Records w 1910 i 1913 r.  wykonując utwory własne, Chopina, Mendelssohna, Webera i Liszta. Zmarł w Berlinie 8. grudnia 1924 r.
            W skład kompozycji Xavera Scharwenki wchodzą: opera („Mataswintha”), symfonia, cztery koncerty fortepianowe, muzyka kameralna (wszystkie z fortepianem) oraz wiele utworów na fortepian. Ważnymi dziełami są cztery koncerty fortepianowe. Pierwszy z nich, w b-moll, op. 32, ukończony został w 1874 r. i miał swoją premierę w następnym roku. Początkowo napisany był jako fantazja fortepianowa, jednak Scharwenka nie był z niej zadowolony i  przetworzył ją w formę symfonii. Franz Liszt zaakceptował dedykację i wykonał ten utwór w Berlinie. Czwarty Koncert Fortepianowy f-moll, Op. 82,  miał swoją premierę 18. października 1908 roku w Beethovensaal w Berlinie przy udziale uczennicy Scharwenki – Marthy Siebold – jako solistki i samego kompozytora w roli dyrygenta.
            Twórczość Xavera Scharwenki uległa zapomnieniu w kilka lat po jego śmierci, także w Niemczech, jak mówi mi pisząca doktorat o Schawrence dyrygent Teatru Wielkiego w Poznaniu Patrycja Pieczara, jednakże jego „Taniec Polski” w e-moll, Op. 3, No.1 cieszył się nie gasnącą popularnością. Od  połowy lat 90. XX w. ponownie ożyło zainteresowanie muzyką Scharwenki, a jego utwory są dostępne w sprzedaży.

- Inicjatywa zorganizowania konkursu pianistycznego dla młodzieży jest fantastyczna – mówi pani dyrygent. Z ciekawością słucham uwag o tożsamości muzycznej kompozytora. Wychowywał się w kosmopolitycznych środowisku, otwartym światopoglądowo, gdzie tradycje kulturalne polsko – niemieckie były żywe, a korzenie edukacji wyrastały z dorobku kulturalnego obydwu narodów jednocześnie. To jest przecież możliwe – i tak się dzieje także dzisiaj (przykładem są Polacy mieszkający teraz w Bad Saarow - przez kilka dni w tygodniu – i pracujący również w Polsce). Był Niemcem, co mu  bynajmniej nie przeszkadzało fascynować się innymi kulturami, w tym polską. Tożsamość tradycji muzycznej polsko – niemieckiej w jej romantycznej konwencji jest niezmiernie ciekawym tematem. Muzyka nie ma granic… Scharwenka wyrastał z tradycji chopinowskiej; może, zgaduję, z tej uniwersalnej jej części w dorobku światowej kultury muzycznej, która jest polska ze swych korzeni ludowych… Wnosimy wkład etnograficzny jako regionalna odmiana tych samych wartości, które mienią się różnymi kolorami zależnie od zakątka globu. Wymiarami ich ekspresji artystycznej. Tożsamość romantyczna w muzyce (nie tylko w niej) była szczególnie inspirująca. W tym wybuchu indywidualizmu twórczego, określania się twórcy jako człowieka, i konsumenta muzycznej spuścizny kompozytorów niemieckich (byli pod ich urokami muzycy także polscy – mając akademickie wykształcenie nie sposób się obejść bez tej muzyki). Reasumując - muzyczne korzenie romantyczne Scharwenka miał zarówno w Polsce jak i w Niemczech. Dzisiaj w Eurolandzie przekraczając granicę polsko - niemiecką na Autostradzie Wielkopolskiej dowiadujemy się o tym fakcie po napisach w języku niemieckim
W pięknym wypieszczonym budyneczku Centrum Kultury Scharwenki słuchamy dochodzących za przymkniętych drzwi prób i przesłuchań uczniów Szkół Muzycznych z Bad Saarow, Szamotuł i Międzyrzecza. Dźwięczny fortepian (instrument konkursowy Bechstein), kameralna aula, gdzie z  boku stoi oryginalne pianino rocznik 1905 (niemieckiej) znanej na całym świecie firmy Steinway – Welte (przerabiającej pianina na ich odmianę, gdzie  muzyki słucha się bez udziału pianisty – jest odtwarzana z urządzenia składającego się papierowych rolek współpracującego z klawiaturą).
W Konkursie biorą udział uczniowie z Państwowej Szkoły Muzycznej I st.w Międzyrzeczu: Dominik Rau, Ewelina Maciejewska, Piotr Czaplicki, Lulianna Lemańska i Barbara Lemańska, z Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Szamotułach: Zofia Burman, Wojciech Lück, Katarzyna Maćkowiak, Gabriela Ewert oraz Stanisław Spychała. Reprezentantami strony niemieckiej byli: Karl Frenzel z Alt Golm, Charlotte Schetelich z Berlina, Luca Josephine Schumann z Rauen i Tobias Haase z Bad Saarow. Młodych wykonawców oceniało jury w składzie: prof. Evelinde Trenkner z Lübeck (przewodnicząca), Krzysztof Sowiński z Poznania, Michał Francuz z Poznania, Franziska Fauth z Berlina i Eberhard Geiger z Bad Saarow.
            Trwają całodzienne przesłuchania, a my udajemy się z przewodnikiem na wycieczkę po Bad Saarow… Towarzyszy nam pani Gelinde Stobrawa, kierownik placówki kulturalnej, była burmistrz honorowy Bad Saarow. Osada ma niedługą historię. Powstała w 1910-11 r. Kompleks Schlosspark Bad Saarow położony jest w zielonej okolicy tuż przy uroczym bardzo rozległym jeziorze Scharmützelsee. Zaglądamy do kilku apartamentów dysponujących zapleczem kuchennym, prywatną sauną, tarasem i wanną z hydromasażem. Eleganckie drewniane domki wzniesione w stylu skandynawskim, z  kominkiem, telewizorem z dostępem do kanałów telewizji satelitarnej, łazienką wyposażoną w wannę z hydromasażem. Wygodny dojazd z kompleksu do  centrum dzielnicy Bad Saarow-Pieskow, gdzie zlokalizowane są liczne restauracje, można na miejscu też wypożyczyć rowery. Stylowy dworzec z  secesyjną fontanną, parkingi. Jesteśmy na terenie byłego DDR, które wojska rosyjskie opuściły w 1994 r., jeszcze widać ślady powojennej okupacji, budynki, które czekają na opiekę i zagospodarowanie. Pani Gelinde opowiada o procesie przewracania gminie dawnego blasku, o odbudowie osady. Związek Miłośników Miasta chce przekazać następnym pokoleniom jego nienaruszoną substancję. Na długo przed wojną było tu sanatorium, w którym leczono borowiną. Było także za sowieckich czasów, pani burmistrz pokazuje, gdzie przebiegała granica, której przed 1994 r. nie miał prawa przekroczyć Niemiec. Budyneczki oglądamy nie tylko z zewnątrz. W kompleksie Centrum Kultury jest biblioteka, pani Stobrawa opowiada o wystawie historycznej, jaką przygotowali polscy uczniowie, obejmującej okres historii od Jagiellonów, rozbiory Polski, wojny światowe, okres nazistowski, okupację rosyjską i  czasy „Solidarności” – pełna dawka wiedzy, tak jak ją postrzegają Polacy, jest przedstawiana ich partnerom z Niemiec. Także Szkoła Muzyczna (gdzie ćwiczą dzisiaj uczniowie przed konkursem), Klinika medyczna na 650 łóżek, szkoły, przedszkola.
Najstarsze budynki – wieża elektryczna i wodna – sięgają pocz. XX w. W Bad Saarow czasy historii nowożytnej i współczesne budownictwo się  przeplatają. Zabytki są pieczołowicie restaurowane, to perełki architektoniczne. Są dzisiaj komercyjnie wykorzystywane jako hotele i restauracje. Rejon  Brandenburgii to akweny wodne. Pojezierze sięga do sąsiedniej Meklemburgii - Pomeranii oraz Berlina. Tworzy je ponad 3 tysiące jezior oraz rzeki i  kanały o łącznej długości 33 tys. km. Szlaki żeglowne liczą 8 tys. km.  Największe z jezior, Scharmützelsee, ma 1210 ha powierzchni. Oprócz walorów przyrodniczych są obfite źródła termalne, solanki, lecznicze borowiny, błota i szlam. Z dobrodziejstw brandenburskich wód korzystali elektorzy, a  wzorem władców dworacy i przedstawiciele społecznych elit. Dziś renomą cieszy się podberlińskie Bad Saarow, a konkurują z nim Bad Wilsnack, Bad  Belzig i Bad Liebenwerda. Słyną z wykorzystania przede wszystkim wód termalnych.  Oglądamy Saarow Therma – wielki budynek i odpoczywających w podgrzewanej w basenach do 30 st. wodzie. Są cztery pola golfowe, 24 km ścieżek rowerowych. Bardzo kameralna dla koneserów cichego wypoczynku Villa contessa, jedna z willi, umeblowanie w stylu rococo…  następna willa jest z teatrem na powietrzu… Wszechobecne jezioro na  wyciągnięcie ręki, plaże, jachty do wynajęcia, zwiedzanie pirackiego statku i magnolie w parku, całe mnóstwo zieleni i kwiatów, dzięki wilgotnej bryzie z  jeziora Scharmützelsee (według ogólnoniemieckiego rankingu najpiękniejsze jezioro), pomosty wychodzące daleko w głąb wód. Nad brzegiem jeziora obserwatorium astronomiczne. Wielokulturowość dzisiejszych Niemiec, nie mówiąc o kosmopolitycznym Berlinie, nawet tu, tak blisko od polskiej granicy, prywatne centrum buddystyczne, obok protestancki kościółek. Źródełko świętej Katarzyny, lokalna legenda. Wszystko dla turystów, 3200 łóżek hotelowych o różnym standardzie – 5 tys. mieszkańców ma Bad Saarow…
Z głową pełną wrażeń i opowieści wracamy do Domu Scharwenki. Mamy nieco czasu do koncertu finałowego, jest do zwiedzenia muzeum Scharwenki. Lokalny kompozytor, jeden ze znaczących w kulturze niemieckiej – być może zaistnieje szerzej teraz w historii muzyki? Pani Partycja Pieczara chce zrobić koncert z prawykonaniem jego nieznanych utworów – czekamy z niecierpliwością. Koniec XIX i pocz. XX w. to czas, kiedy zaczęto słuchać muzyki także w salonach mieszczańskich. Wymyślono patefon (1897 r.), oglądamy eksponat, słuchamy oryginalnych nagrań kompozytora. Dużo informacji o familii Scharwenków, drzewo genealogiczne od 1696 r., o ich życiu i pracy kompozytorskiej, pedagogicznej, kontaktach, korespondencji  z  najsłynniejszymi muzykami tego okresu, zapraszam do zwiedzania tego Centrum Kultury i Muzeum Scharwenki.
Wręczenie nagród i koncert finałowy. Jury postanowiło przyznać I miejsce Charlotte Schetelich z Berlina. Pozostałe miejsca zajęli polscy uczniowie z naszych szkół muzycznych: II miejsce – Katarzyna Maćkowiak, która w koncercie wykonała nam jeden z utworów konkursowych – „Tarantella” X. Scharwenki. III miejsce – Stanisław Spychała – zagrał „ Andante” X. Scharwenki i IV miejsce – Gabriela Ewert. I nagrodę specjalną dla  najmłodszego uczestnika Konkursu otrzymała Barbara Lemańska – wykonała „Scherzino” X. Scharwenki, natomiast II nagrodę specjalną Stowarzyszenia Kultury i Sztuki Bad Saarow wręczono Juliannie Lemańskiej. Nagrodę za najlepszą interpretację utworu X. Scharwenki przyznano Katarzynie Maćkowiak. Nagrodę za najlepsze wrażenia artystyczne dostała Charlotte Schetelich z Berlina. Wszystkim uczestnikom wręczone pamiątkowe Dyplomy uczestnictwa w Konkursie Pianistycznym. Aktów wręczania dokonali burmistrzowie – z Szamotuł: Wojciech Rabski i z Bad Saarow: Anna Hirschmann. Bardzo miłym akcentem było obdarowanie członków jury, organizatorów, dyrektorów szkół muzycznych: p. Wioletty Liebsch, p. Beaty Grabskiej-Kajzderskiej oraz p. Małgorzaty Telegi, a także pani Barbary Liebsch – Keil (oprowadzającej nas po Szkole muzycznej, mojego cennego źródła informacji): emerytowanej nauczycielki muzyki, Polki, osoby bardzo zasłużonej dla Bad Saarow i jego szkoły muzycznej, osób uczestniczących w pisaniu Projektu unijnego – uroczymi malutkimi wiolonczelami przywiezionymi przez polską stronę. Poznaliśmy osobiście utalentowanych muzycznie młodych ludzi, słuchaliśmy ich wykonań, np. Luci Josephiny Schumann, młodziutkiej 15 – letniej kompozytorki, od 11 lat uczącej się trudnej sztuki gry na  fortepianie. Wszystkich, jak powiedziano, nie można było nagrodzić, ale kontynuacja międzynarodowego konkursu w latach następnych jest nieocenioną wartością, która pozostanie w dorobku naszej i szamotulskiej szkoły muzycznej.


Iwona Wróblak
lipiec 2014

czwartek, 17 września 2015

Modlitwa po hebrajsku 


            Kirkut jest miejscem świętym dla Żydów, jeszcze bardziej niż synagoga, dom modlitwy. Według prawa żydowskiego jest nienaruszalny po  wieczność. Historia ostatnich dekad nie pozwoliła jednak tutaj spoczywać w spokoju wyznawcom judaizmu. Dziś to miejsce, znajdujące się w pobliżu międzyrzeckiej obwodnicy, w sąsiedztwie cmentarza żołnierzy radzieckich, jest płaskim pustym terenem porośniętym drzewami, przeciętym wstęgą drogi w kierunku Skwierzyny i Gorzowa.
Cmentarze zakładano na wzgórzach, były ogrodzone. Macewy ustawiano zwrócone w kierunku wschodnim. Z międzyrzeckiego kirkutu zachowało się zaledwie kilka nagrobków. Faktyczną likwidację cmentarza rozpoczęli przed wojną jeszcze Niemcy stopniowo wybierając żwir na cele budowlane. Liczba żydowskich mieszkańców naszego miasta od XIX wieku ulegała systematycznemu zmniejszeniu, wyjeżdżali do pobliskiego Berlina za  pracą i większymi możliwościami rozwoju, jakie – paradoksalnie – mieli w niemieckich landach, żydowskim cmentarzem nie miał kto się opiekować, a  jego los został przypieczętowany Ustawą sejmową z 1959 r., która zezwalała tzw. poniemieckie cmentarze niwelować nawet przed upływem 40 lat od ostatniego pochówku, jeśli domagały się tego potrzeby gospodarcze kraju. 
Zasobna w żwir górka żydowska do lat 70.ubiegłego wieku została niemal kompletnie wyeksploatowana z budulca. Zniszczono ozdobne ogrodzenie, rozebrano dom przedpogrzebowy i rozkradziono macewy. Dwie z nich, ocalili je i przechowali je Andrzej Dąbrowski i Stefan Murawski, umieszczono dzisiaj po dwóch stronach Kamienia upamiętniającego miejsce, gdzie przez kilka setek lat chowała swych mieszkańców międzyrzecka gmina żydowska.
Rabin Natan Marcin Dudek – Lewin zmówił modlitwę. Kadisz nareszcie współcześnie wybrzmiał w żydowskim miejscu świętym. Rabin podziękował naszemu burmistrzowi, staroście i inicjatorom akcji ustawienia Pomnika. To – jak powiedział – wspólne budowanie pamięci o naszej lokalnej i polskiej historii, przez większość której Polacy i Żydzi, obie społeczności, zgodnie współistnieli w jednej ojczyźnie. Polskie współczesne społeczeństwo cechuje się samoświadomością - powiedział. Zachowania inne – skrajne – są marginalne, twierdził. Rzetelną wiedzę o naszej wspólnej  historii trzeba przekazywać młodszemu pokoleniu. Przed Pomnikiem pokłon - jako wyraz szacunku dla zmarłych, wieńce, złożyli burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz, starosta Grzegorz Gabryelski, miejscy radni, przedstawiciele kościołów wyznania rzymskokatolickiego, protestanckiego i greckokatolickiego, delegacje szkół, organizacji pozarządowych.
Burmistrz R. Lorenz – kluczem do zrozumienia naszej teraźniejszości jest przeszłość, historia, którą trzeba poznać. Ten kamień ma przypominać nam o złu, jakim było zniszczenie świętego miejsca pochówku Żydów, jakim był brak szacunku dla zmarłych. List odczytał też Paweł Klimczak dyr.  Wydziału Wojewódzkiego Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców i Cyfryzacji.
Ks. dziekan Marek Walczak z parafii rzymskokatolickiej pw. Św. Jana Chrzciciela wyraził radość, że pamiątkowy kamień został ustawiony. Jest to  ważne w kontekście porozrzucanych, szczególnie na wschodzie, cmentarzy naszych rodaków.
Edward Jaworski dyr. Biblioteki Wojewódzkiej w Gorzowie mówił mi, że gesty podobne do dzisiejszego są działaniem w sferze pamięci o tych, którzy żyją i żyli – w naszej pamięci. Kultura społeczności, narodu, jest zawsze oceniana poprzez stosunek do miejsc pochówku. Jesteśmy spadkobiercami zastanej spuścizny, jest częścią tego jej fragmentu, którą współtworzymy obecnie. Utożsamienie się z nią jest warunkiem zakorzenienia we  współczesności. Pozwala wyciągać wnioski z błędów, jakie wszystkie narody popełniają. Wzajemna tolerancja pozwala zrozumieć, poznać drugiego człowieka, tym samym być bogatszym o znajomość innej kultury.
Inicjatorem i realizatorem ustanowienia Kamienia upamiętniającego miejsce, gdzie do lat 70. ubiegłego wieku znajdował się cmentarz żydowski, jest Obywatelski Komitet Organizacyjny reprezentowany przez radnego Leszka Kołodziejczaka i dyr. Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego, Andrzeja Kirmiela. W uroczystości, oprócz burmistrza Miasta i Gminy Międzyrzecz Remigiusza Lorenza, przedstawicieli władz samorządowych, rabina Marcin Natan Dudek - Lewin, przewodniczącej Gminy Żydowskiej Alicji Skowrońskiej, prezes Fundacji Judaika Hanny Gawrońskiej, wzięli udział dziekan ks. proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej pw. św. Jana Chrzciciela Marek Walczak, ks. kustosz Marek Rogeński proboszcz Parafii Sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski, ks. proboszcz Parafii Greckokatolickiej pw. Cyryla i Metodego Ernest Sekulski, pastor parafii Ewangelicko – Metodystycznej RP ks. Sławomir Rodaszyński, delegacje szkół i organizacji pozarządowych i inni zaproszeni goście.
Dalsza część rozmów, celebrowania uroczystości, miała miejsce w sali starościńskiej międzyrzeckiego muzeum. Powitał nas – w sali portretów trumiennych - międzyrzeckie muzeum ma największą ich w Polsce kolekcję – siedmioramienny świecznik i żydowska autentyczna maca, której smaku spróbowaliśmy. Dyr. Muzeum Andrzej Kirmiel przygotował wykład o historii żydowskiej diaspory – począwszy od jej początku, II wieku n.e., po czasy współczesne, losy społeczności także u nas na Ziemi Lubuskiej i w Międzyrzeczu. Mówił o dziejach naszej wspaniałej synagogi, której bryła budynku zachowała się – niestety w odróżnieniu od kirkutu. Odrestaurowana przez prywatne osoby funkcjonuje teraz (niestety) jako chiński sklep, ale jej  materialna tkanka istnieje (jest pod opieką konserwatora zabytków). Dzisiaj należy pielęgnować te z zabytków, które ocalały. A. Kirmiel opowiadał o  okolicznościach znalezienia podczas remontu budynku byłej synagogi fragmentów starej księgi, której 40 kartek zostało wciśnięte pod krokwie dachowe.
Historyczna wielokulturowość Międzyrzecza jest atutem naszego miasta. Przez wiele stuleci stanowili trzecią część mieszkańców. Wnieśli wkład w  jego historię gospodarczą i kulturalną. To szalenie ciekawa, bogata, stara i szacowna kultura, którą warto poznać.

Iwona Wróblak
wrzesień 2015





środa, 16 września 2015

Olimpiada Rękodzieła Artystyczno-Użytkowego. Nauczyć się tańczyć w deszczu…


            Nie jest sztuką przeczekać burzę, sztuką jest tańczyć w deszczu…
Dekoracje w postaci parasolek deszczowych w hali widowiskowo – sportowej Międzyrzeckiego Ośrodka Sportu i Wypoczynku. Coroczna, już XVIII, prestiżowa w środowisku Warsztatów Terapii Zajęciowej, ze względu na formułę autentycznych zmagań olimpijskich – w najbardziej własnym uczestników interesie, czyli osobistego rozwoju społeczno-zawodowego, olimpiada umiejętności zawodowych. W tym roku dla osób niepełnosprawnych w nowej formule,jak  powiedział burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz - opakowaniu, jako Olimpiada Rękodzieła Artystyczno-Użytkowego–formule podkreślającej czerpanie, w rehabilitacji i integracji osób z niepełnosprawnościami, ze sprawdzonych metod arteterapii, co znacznie intensyfikuje ten  proces. Przedsięwzięcie uzyskało wsparcie ze środków PFRoN na realizację zadania publicznego pod nazwą „Działalność na rzecz osób niepełnosprawnych” na podstawie umowy z Regionalnym Ośrodkiem Polityki Społecznej w Zielonej Górze oraz wsparcie przez Powiat Międzyrzecki w  obszarze kultury i sztuki, ochrony dóbr kultury i dziedzictwa narodowego.
            Opakowanie nowe, treść ta sama. Ta sama skuteczność przez lata wypracowanej strategii pracy personelu międzyrzeckiego DPS WTZ, współpracy z podopiecznymi i ich rodzinami, która skutkuje znajdowaniem i utrzymywaniem przez nich na przykład zatrudnienia na lokalnym rynku (EsselPropack Polska Sp. z o.o. Międzyrzecz) – mimo kryzysu czy spowolnienia ekonomicznego w kraju, rozwojem osobistym i społecznym. Nie ma większej godności, jaką można podarować człowiekowi, jak samodzielność, w największym możliwie zakresie, mimo niepełnosprawności.
            Organizatorami Olimpiady jest Towarzystwo Walki z Kalectwem, Warsztat Terapii Zajęciowej, Dom Pomocy Społecznej w Międzyrzeczu.
W tegorocznej Olimpiadzie Rękodzieła Artystyczno-Użytkowego startowało 17. ośrodków, w tym 14 Warsztatów Terapii Zajęciowej: z Chwalęcic, Gubina, Kamienia Wielkiego, Krosna Odrzańskiego, Międzyrzecza, Nowej Soli, Strzelec Krajeńskich, Sulęcina, Świebodzina, Wiechlic, Zielonej Góry „Przystań”, Zielonej Góry „Tęcza”, Zielonej Góry „Winnica”, Żabic, oraz Ośrodek z Dreibrück z Niemiec, Środowiskowy Dom Samopomocy i Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Międzyrzeczu.
Oficjalnego otwarcia Olimpiady dokonał wojewoda lubuski Jan Świrepo. Dyr. PFRoN Jacek Brzeziński - wraz z dyr. DPS Anną Kwiecińską i  kier. WTZ Beatą Romanowską,wręczał zwycięzcom puchary, nagrody i dyplomy. Środki finansowe pozyskano: z Powiatu Międzyrzeckiego, PTWzK koło w Międzyrzeczu, WTZ i DPS Międzyrzecz, od uczestnicy Olimpiady, a także wspomogli imprezę sponsorzy prywatni: Centrum Turystyczne „Duet” Jacek i Beata Bełz, Tombud Paweł Jeziorski, Piekarnia i Cukiernia Piotr Gursz, Salon Medyczny „Active” Bogusław Glaz i anonimowy darczyńca.
Po otwarciu Olimpiady obejrzeliśmy przedstawienie pt. „O wartościach ważnych w życiu” w reżyserii Karoliny Guzek wykonaniu Zespołu „Teraz My”  z DPS WTZ Międzyrzecz. Oszczędność słów i gestów na korzyść klarowności przekazu – tematem i zadaniem naszym jest zrozumieć takie pierwsze pojęcia jak: miłość, wsparcie, przyjaźń. Te słowa – memy powtarzane były po wielokroć, akcentowane obrazami: powiedz ludziom, że ich kochasz, nie  ustawaj w tych słowach – o miłości i wsparciu. Przypinasz nimi, tymi słowami, komuś skrzydło… W zasobach naszej pamięci gatunkowej mieści się  - tolerancja, przyjaźń, pomoc, szacunek.
Śpiewała niewidoma Monika Kubiak, dziewczyna o pięknym wysokim głosie oraz Przemysław Sokołowski, w akompaniamencie breake dance Grzegorza Nowakowskiego. W trakcie obrad jury kilku układach choreograficznych zaprezentował swój profesjonalizm Zespół Tańca „Trans” Anny Bubnowskiej. Był czas na wspólną – gości, uczestników, instruktorów, młodzieży z koła „Caritas”, która pomagała w obłudzie Olimpiady, zabawę taneczną. Moderatorem Olimpiady był Bartłomiej Orzeł.
            Ważna na mapie działań artystycznych i społecznych gminy impreza odbywała się pod znakiem twórczości artystycznej w sztuce użytkowej. Podstawowej aktywności człowieka, z natury dążącego do samorealizacji – jeśli tylko stworzy mu się ku temu warunki. Organizatorzy Olimpiady w  boksach na hali stworzyli stanowiska realizacji umiejętności uczestników w konkurencjach: krawiectwo –  czyli temborek, igła i kolorowe nici. Zadaniem było wyszycie motywu kwiatowego, co nie jest proste, kiedy ręka może być nie w pełni sprawna. Jurorzy brali to pod uwagę oceniając efekty pracy. Ceramika czyli praca z gliną to sztandarowa aktywność manualna, w której mogą uczestniczyć osoby nawet z większą niepełnosprawnością intelektualną. Ma dużą wartość rehabilitacyjną, tematem pracy było modelowanie na formie misy z płatów gliny, uczestnicy uzyskany kształt ornamentowali elementami m.in. liści czy kwiatów; wykończenie misy pozostawiono ich wyobraźni i fantazji. Popisem stolarskiego kunsztu rzemieślniczego było pełne profesjonalizmu wycięcie w drewnie i wyszlifowanie deski do krojenia. Wybrano trudniejszy od prostokąta kształt ryby (zapytałam instruktora, dlaczego deski do krojenia mają taki właśnie kształt…). Tutaj chodziło o zwiększenie stopnia trudności konkurencji.
            Bardzo kolorowo i smakowicie wyglądały stoliki, gdzie konstruowano bukiety warzywne na stół. Z pięknych kulistych form warzyw można było wyciąć listki, kolorystycznie je poukładać, stworzyć w donicach ikebany z koreczków niczym łodygi kwiatów. Byliśmy pod wrażeniem ogromnego potencjału wyobraźni ludzkiej, która umiejętnie podsycana daje zdumiewające efekty. Eksplozja artyzmu działa się w boksie, gdzie do konkurencji bukieciarstwo i dekoracja wnętrz udostępniono materiały, z których można było zbudować prawdziwe dziełka sztuki: na stelażu wieńca nanizać sztuczne kwiaty, szyszki, wstążki itp. Wybór surowca był bardzo duży, rękodzielnictwo artystyczne jest domeną DPSów, wystawiane są na imprezach lokalnych stoiska z prezentacją tej twórczości, to umiejętność, z której korzystają nabywcy unikalnych ozdób.
            Nasz międzyrzecki Ratusz, którego rodowód sięga XVI wieku - przebudowany został na pocz. XIX stulecia, był modelem, który służył jako  inspiracja w konkurencji plastycznej. Malowany w perspektywie, szczególnie przebudowaniu uległa jego kolorystyka. Powstały ciekawe kompozycje rysowane pastelami.     
Przy organizacji Olimpiady współpracowali z organizatorami: Gmina Międzyrzecz, Gimnazjum nr 2 i Gimnazjum nr 1, Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego, Międzyrzecki Ośrodek Sportu i Wypoczynku, Sołectwo Bukowiec, Ośrodek Szkolenia i Wychowania, Areszt Śledczy w  Międzyrzeczu.
Jurorzy Olimpiady mieli trudne zadanie, nagrodzając prace uczestników Olimpiady Rękodzieła Artystyczno-Użytkowego. I miejsce w kategorii zespołowej i puchar wicewojewody zdobył WTZ Kamień Wielki, II - WTZ Międzyrzecz, III - WTZ Sulęcin, indywidualne nagrody: ceramika - Marcin Jurkowski WTZ Strzelce Krajeńskie, krawiectwo - Piotr Grobys WTZ Świebodzin, stolarstwo - Piotr Waśków WTZ Kamień Wielki, plastyka - Mieczysław Slachciński WTZ Kamień Wielki, gastronomia - Renata Cieślarska WTZ Krosno Odrzańskie, florystyka - Tomasz Florek WTZ Międzyrzecz.

Iwona Wróblak
wrzesień 2015




wtorek, 15 września 2015

Niezwykłe Dożynkowe Ziarno

         XVII Lubuskie Święto Plonów w tym roku miało miejsce w Międzyrzeczu.W strugach deszczu odbyła się uroczystość Dożynek. Duża impreza, rozlokowana została na placu przy osiedlu Kasztelańskim, mimo niepogody wielu ludzi przyszło obejrzeć to widowisko. Rozstawiono stoiska gmin, miejscowości, rodzinnych firm i osób z województwa lubuskiego, zanotowałam powiat krośnieński, słubicki, sołectwo Lubno koło Lubiszyna, ekspozycję pięknych kaktusów Zdzisława Kondratowicza, drewniane rzeźby z Zielonej Góry, miód z Gralewa, wędliny z Sulechowa, Browar regionalny ze  Wschowy – piwo żywe, niepasteryzowane, ważone metoda tradycyjną, pszczelarstwo Wiesława Kurejwo, plony „Oazy” ze Szprotawy, rodzinną pasiekę I. i Sł. Żegleń z Przylepu pod Zieloną Górą. Na stoisku naszego Starostwa Powiatowego rozłożono rękodzieło artystyczne zrobione przez DPSy, oraz Gmina Międzyrzecz z informacją o gminie, konkursami, balonami z logo Gminy i materiałami promocyjnymi. Kolorowe, piękne, owocowo-warzywne ikebany i wieńce przygotowały wieś Pieski i Kuźnik.
Widoczne wzdłuż eksponowanych stoisk duże banery informujące o programach unijnych, promujące instytucje wspierające rolnictwo. Wielki plakat: „Zrównoważony Rozwój sektora rybołówstwa i nadbrzeżnych obszarów rybackich 2007-2015”, znak naszych czasów, umiejętnego korzystania z  dotacji unijnych.
Uroczystości Dożynek towarzyszyła unikalna wystawa zabytkowego sprzętu pożarniczego. Jak informowali oprowadzający, najstarszy wóz  strażacki pochodzi z 1860 roku. Eksponaty – zaledwie ¼ wszystkich posiadanych (magazynowane są w Międzyrzeczu w budynku na  Winnicy),wystawione były przez Zarząd Oddziału Miejsko Gminnego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych, reprezentowanych tutaj przez Ireneusza Jarnuta prezesa Zarządu Oddziału, komendanta Państwowej Straży Pożarnej. Są sukcesywnie remontowane, także przy pomocy środków unijnych z  programu „Obra-Warta”. Jak opowiadał mi strażak, młody człowiek będący skarbnicą wiedzy o dawnym sprzęcie pożarniczym (tego dnia prezentował na  sobie  zabytkowy mundur strażaka z lat 60. ubiegłego wieku), najstarsze sikawki konne pochodzą z 1855 r. W namiocie oglądać było można zabytkowe hełmy strażackie, sprzęt pożarniczy: drabinki, prądownice, armaturę wodno-pianową, pompy z lat 1929-34 i powojenne. Był wóz strażacki, który brał udział w firmie Spielberga „Lista Schindlera”.
Po mszy św.w Sanktuarium p.w. Pierwszych Męczenników Polski, w muzycznej asyście Ochotniczej Straży Pożarnej z Grochowa, korowód dożynkowy przemieścił się na plac koło hali MOSiW, eksponowane były, obok sztandarów, piękne wieńce dożynkowe, niektóre z nich to dzieła sztuki, rozpisany został konkurs na najpiękniejszy z nich. Nastąpiła celebracja starego święta zbierania plonów. Przemówienia m.in. burmistrza Międzyrzecza Remigiusza Lorenza, który jako gospodarz, razem z Marszałkiem Wojew. Lubuskiego Elżbietą Polak, powitał gości, starościnę Wojewódzkich Dożynek Grażynę Dereń i starostę Arkadiusza Madzelana, parlamentarzystów, przedstawicieli władz samorządowych, radnych sejmiku wojewódzkiego, radnych powiatowych i gminnych, przedstawicieli Izby Rolniczej, hodowców, rolników, producentów żywności. Odczytany został List Prezydenta RP, także list Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Marka Sawickiego.
Polska jest spichlerzem zdrowej żywności, płody naszej ziemi znajdują zbyt na wielu rynkach europejskich. Tradycyjne podziękowania za pracę rolników padły z ust prezesa lokalnej Izby Rolniczej Stanisława Myśliwca. W tym roku zmagamy się z dotkliwą klęską suszy. To dobra okazja do  mówienia o sprawach ważnych dla rolnictwa, obecni byli przedstawiciele Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa – mówiono o utrzymywanym embargu rosyjskim na eksport polskiej żywności, ale także o działaniach i projektach Rządu RP  reagujących na wyzwania współczesnego rynku żywnościowego w Unii Europejskiej.
Część artystyczna. Widowisko Grupy Teatralnej przy Międzyrzeckim Ośrodku Kultury pt. „Niezwykle ziarno” reżyserowane przez Izabelę Spławską, z udziałem dzieci także w wieku przedszkolnym. Mottem jest stara pieśń ludowa „Oj, chmielu, chmielu, chmielu niebożę...”. Ludowa obrzędowość, jak przystało na to Święto, której sednem jest praca i miłość do ziemi i rodziny, codzienność i jej sakralna celebra, ukazana na poły mistycznie. Jako archetyp pracy w rolnictwie, rodzinnego zajęcia, rozumianego i wykonywanego jako obowiązek i prawo. Pracy na roli, wokół której kręci się od stuleci świat naszej cywilizacji. Produkcji żywności, która ma nie tylko ekonomiczne znaczenie, także jest wyznacznikiem podstawowej aktywności w kulturze polskiej i prasłowiańskiej. Pełne dostojeństwa gesty żeńców zbierające kłosy. W spektaklu połączone razem w jedno widowisko elementy tańca, muzyki. Strofy poetyckie. Mitologia Ziarna, kultury agrarnej. Tkanka naszej ziemi, od tysiącleci uprawianej przez nas, Jej gospodarzy. Kłos zboża prosperował jako dominant w dekoracjach. Etap kulminacyjny spektaklu – Żniwa. I chleb z tegorocznego ziarna wypieczony, który wręczony został przez aktorów Burmistrzowi i starostom Dożynek.Symbolicznie podzielono go między gości i widzów uroczystości Dożynek.
Po spektaklu dalsza część widowiska. Zespoły ludowe i śpiewacze. „Lubuski Zespół Tańca i Pieśni” im. Ludwika Figasa z Zielonej Górze, „Orkiestra Mandolinowa” z Kolska - bardzo ciekawa formacja instrumentów gitarowych, nasz utytułowany Zespół Ludowy „Pod Gruszą” z Kurska, Zespół Śpiewaczy „Nietoperzanie” z Nietoperka – ich występ zainicjował, mimo deszczu, tańczenie przed sceną, jak to bywa zazwyczaj na imprezach folklorystycznych. Zespół Ludowy „Ale Babki” z Piesek, wsi, gdzie organizowane są co roku festiwale muzyki ludowej, zespół dyrygowany jest przez Kazimierza Dziembowskiego nauczyciela klasy fortepianu w PSM w Międzyrzeczu, panie i ich dyrygent przykładają wiele uwagi do muzycznej strony wykonywanych utworów. Grupa Śpiewacza „Jarzębinki”  z Otynia, a na koniec hit oryginalnej muzyki ludowej – Zespół „Wichowianki” z Wichowa, folklor góralski z Bukowiny śpiewany a’capella. Kierowniczką zespołu jest Marta Najdak, o mocnym przeponowo artykułowanym wokalu, przedstawicielka pokolenia, które przyjechało na ziemie zachodnie z powiatu czarnowieckiego (dzisiaj to Ukraina). Pani Marta śpiewa od dziecka, jak  mówi, nigdy nie chodziła na lekcje emisji głosu, to autentyczny talent wokalny, zespół jest wysoko oceniany na festiwalach pieśni ludowych. Panie śpiewają już 20 lat, kultywują oryginalną bukowińską kulturę ze swoich stron.
W przerwach miedzy występami zostały wręczone Odznaki Honorowe „Zasłużony dla rolnictwa” i nagrody za najpiękniejszy wieniec dożynkowy. Wieniec tradycyjny został nagrodzony z 1. Nowej Jabłonnej gm. Niegosławice pow. Żagań, 2. miejscowości Zimna Brzeźnica gm. Niegosławice, 3.Stypułów gm. Kożuchów i Twierdzielewo gm. Przytoczna, 4. Grabice gm. Żary i Dobrochów gm. Przewóz. Najurodziwszy wieniec współczesny zrobiono w: 1. Swarzenicy gm. Trzebiechów pow. Zielona Góra, 2. Jankowej Żagańskiej gm. Iłowa pow. Żagań, 3. Rybakach gm. Maszewo pow. Krosno Odrzańskie.
Wieczór zakończył się koncertami zespołów: „Hot Lips”, recitalem Kasi Popowskiej, zespołu „De Mono”, a z zapadnięciem zmroku nastąpiła prezentacja pokazu oswojenia ognia w wykonaniu zespołu „Bombastic” z Bukowca.


Iwona Wróblak
wrzesień 2015







poniedziałek, 14 września 2015

Musical z Bukowca pt. „To co ważne”. Premiera

            To już czwarty Projekt Stowarzyszenia Wsi Bukowiec koło Międzyrzecza „Działajmy Razem”. Pamiętamy ogniowe widowiska Zespołu „Bombastic”, uczestniczyli w kilku lokalnych imprezach. Stowarzyszenie działa bardzo prężnie, sołtys wsi Gabriela Góra, twórca, wykonawca i nadzorca przedsięwzięcia – jak mówią o niej ze sceny, ma wiele pomysłów i umie zachęcić innych do pracy nad ich realizacją. O tym, że można zrobić wszystko, co  się zamarzy, wiemy nie tylko z haseł tego Projektu unijnego. To się realizuje. Wybiera lidera, opiekuna grupy i działa. RAZEM naprawdę możemy wiele, wiemy to na przykładzie wsi Bukowiec. Prężna pani sołtys, grupa kompetentnych ludzi jej pomagających, i co ważne, jest wśród tych zapaleńców młodzież. Co mnie akurat nie dziwi, bo w Międzyrzeczu jest ich, młodych pracowitych ambitnych ludzi, dużo. Mówi się, że na wsi jest ich mniej – okazuje się, że to nieprawda. Już szykują kolejną inicjatywę, tym razem będzie to tworzenie mediów, czyli przygoda z dziennikarstwem.
            Aleksandra Kozłowska, Maciej Merda, Paulina Majkowska, Izabela Siwek, Wioleta Góra, Paulina Bienias, Kamil Siwek, Monika Ramicka, Małgorzata Toczek, Bartłomiej Kozłowski stworzyli spektakl – musical. Scenariusz napisała i wyreżyserowała Paulina Staniec, nauczycielka w naszej Państwowej Szkole Muzycznej I.stopnia.
            Taniec i Muzyka, o tym jest musical. To wrota do współczesnej młodzieży, język porozumienia z nimi. Muzyki słuchają w dużej ilości. Są też w  naturalny sposób witalni, ruch jest ich stylem życia. O to chodzi, by pokazać im radość wynikającą z tańca. Mottem, który przewija się przez widowisko, są układy taneczne – jeśli (je) tańczą, są szczęśliwi. Sceną widowiska jest Szkoła Tańca, chodzą do niej, aby się realizować artystycznie. I społecznie też  oczywiście, zawierane są w Szkole przyjaźnie, sympatie, nauce towarzyszą rozterki i nieporozumienia, to soczewka życia. Spektakl się podoba, bo jest  muzyczny. Jest w nim dynamika i ruch, śpiew – wszystko czego możemy się spodziewać po musicalu. Otrzymał Nagrodę Główną National Dance School. Organizator turnieju formacji tanecznych „Wytańczyć przyjaźń” przekazał stypendium dla całego Zespołu „Czarno- Biali”.
Sponsorzy: Stowarzyszenie Wsi Bukowiec „Działajmy Razem”, Polsko – Amerykańska Fundacja „Wolność”, Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży „Równać Szanse”, Międzyrzecki Ośrodek Kultury. Organizatorzy dziękują za wsparcie Lokalnej Grupie Rybackiej Obra-Warta (Ewa Walkowiak).


Iwona Wróblak
sierpień 2014

niedziela, 13 września 2015

Nasz mały eksperyment… Zjazd Rodzin i Przyjaciół DPS w Porcie 2000 w Mostkach

            Pani dyrektor Domu Pomocy Społecznej Anna Kwiecińska: – to nasz mały eksperyment, że w tym roku Zjazdu Rodzin i Przyjaciół jest tu w  Mostkach, zrobiliśmy to w celu uatrakcyjnienia naszego Spotkania się. Organizowaliśmy je zazwyczaj w naszej siedzibie na ul. Podbielskiego, było na  Zamku międzyrzeckim, na Głębokim, a w tym roku – w Porcie 2000 Orlen Mostki.
            Wielkie przygotowania do wyjazdu. Przed DPSem dwa autokary już czekają. To prawdziwa wyprawa – całych rodzin, wielopokoleniowych chyba. I przyjaciół, sympatyków. Do bagażników idą blachy ciasta, kosze kiełbasek do grillowania, zgrzewki napojów, sprzęt do przygotowania kawy, herbaty – wielki piknik DPS… Koce, leżaki. Wędruje tam też Tablica z harmonogramem imprezy, rozpisaniem programu dnia, godzinami zajęć i wyjazdu. Wycieczka – nie pierwsza DPSu, mają w tym doświadczenie, dlatego wszystko idzie sprawnie. Dane nam są do zawieszenia na szyjach oznaczniki z logo – Zjazd Rodzin i Przyjaciół 2014.
            Po niecałej godzinie jesteśmy na miejscu. Park jest śliczny. Jest tu dużo iglaków, przeróżnej, też kwiecistej, zieleni. Zwierzaki, małe fajne ZOO. Przeważnie kopytne. Beczące kozy różnych rozmiarów. Przy recepcji można kupić dla nich karmę, to uciecha dla dzieci zwłaszcza, kózeczki są dość namolne, domagają się od gości smakołyków, widać po ich wypukłych brzuszkach, że skutecznie…
            Olbrzymie, wysokie jak rosły mężczyzna strusie także nas skrzecząco witają, pan T. Świder już zdobył dwa ich pióra (ptaki je gubią), czatuje na  takie większe białe, już dwa ma zatknięte w kieszonce koszuli, to jest niestety w większym oddaleniu od siatki, nie można przez nią ręką po nie sięgnąć. Ale może wiatr zawieje w pożądanym kierunku i będzie trofeum z wyprawy.
Małp jest też kilka. Plastikowa naturalnej wielkości, chyba goryl, ma na wszystko oko ze skałki, malutkie żywe małpiatki są w dużej klatce, ich i kilku innych zwierząt nie wolno karmić – na tablicach są prośby o to. Smukłe jeleniowate daniele są bardzo łagodne, małe kucyki mają grube futra i grzywy, podchodzą blisko ogrodzenia, można je dotknąć. Majestatyczny wielbłąd dostojnie na czterech nogach siedzi na wybiegu, pozwala się fotografować. Kopytne są jeszcze pasiaste zebry, puszyste lamy o pięknych oczach, które niestety… czasami plują dość daleko. Osły mają na imię – jak wynika z tablicy – Łucja i Kazimierz (wszystkie zwierzaki mają wypisane swe imiona).
            Obóz międzyrzeckiego DPS rozłożył się w pobliżu szumiącej białymi chłodnymi gejzerkami wody fontanny, tuż pod łapami wielkiego tyranozaurusa (plastikowego), blisko jest też, również sztuczny, kolczasty brontozaur, dwa żubry, mały słonik, zebra itd.
Czy jest jakiś harmonogram zwiedzania tego ZOO – pytam? Nie… To czas, żeby pobyć z bliskimi, przy stolikach, pod parasolami, przy kiełbasce, cieście i ogóreczku z pysznymi pajdami rasowych wielkich bochnów ze smalcem. Mamy plakietki, więc się nie zgubimy, podopieczni są przyzwyczajeni do  wycieczek.
Siedzimy więc w cieniu, w bliskim sąsiedztwie przyglądających nam się na wybiegach zwierzaków. Czas na rozmowy. One umieją słuchać i ludzie przy nich się otwierają. To taka zwierzakoterapia. Uroda przyrody i natury. Kilka maleńkich króliczków swobodnie hasa sobie wśród gości – pojadają źdźbła trawy. Z Moniką Kubiak podziwiamy rude bardzo kudłate szkockie krowy, dotyka rzeźb wokół fontanny, może będą dla niej cząstką inspiracji? Monika lubi sztukę, sama zajmuje się rękodziełem, jej ręce są oczami i jednocześnie wyobraźnią. Fascynujący jest świeży zapach młodego drzewka iglastego i  szum pluszczącej wody w fontannie, jak wszystkie nowe rzeczy, wrażenia w nowym środowisku. To tylko jeden z wyjazdów Moni, ta wyprawa kończy rok zajęć w DPS – będą dla wszystkich wręczone przez Panią Dyrektor Dyplomy ukończenia Roku szkolnego. Pora na wakacje, plany są ustalone, to  rodzinna wyprawa nad morze.
            Szum motorów zwiastuje przyjazd panów motocyklistów w skórach. Na koszulkach napisy Villige Riders. To przyjaciele DPS, od kilku lat obecni na Zjazdach, zresztą nie tylko tu, także odwiedzają inne Domy Pomocy Społecznej, domy dziecka, przywożą upominki. Na siedzeniach ryczących maszyn pod opieką rycerzy szos zasiadają odważni, Pani Dyrektor również dała się namówić na krótką przejażdżkę wokół Portu 2000.
Bardzo miłe wspomnienia zostaną z tej wycieczki – Zjazdy rodzinnego, to powszechna opinia. Jednak warto eksperymentować, wymyślać nowe formy, scenerie wypoczynku ku integracji środowiska. Wszystko ma temu służyć. Podopieczni jadą w nieznane im wcześniej miejsca, odpowiednia organizacja pozwoli im tam również czuć się bezpiecznie a ich rodzinom lepiej się poznać. Dom Pomocy Społecznej jest DOMEM dla nich z prawdziwego zdarzenia, pełni wielorakie funkcje jako miejsce przebywania osób z różnymi dysfunkcjami, ich rozwoju, rehabilitacji i – życia społecznego. My też – odwiedzając ich możemy tych ludzi lepiej poznać, zrozumieć – z wielkim dla nas samych pożytkiem.


Iwona Wróblak
sierpień 2014

sobota, 12 września 2015

Odkryć piękno muzyki ludowej.

Żebyśmy nie byli ubożsi o dziedzictwo nasze, po to są nasze PIESKI, społeczność tej wsi.2014 Rokiem Oskara Kolberga.
            Każdy na nowo, dla siebie, musi odkryć piękno muzyki, a muzyka ludowa jest PIĘKNA – mówi mi pan Kazimierz Dziembowski, obecnie kierownik Zespołu Ludowego „Ale Babki” w Pieskach, przedtem długoletni nauczyciel gry na fortepianie i dyrektor naszej Szkoły Muzycznej I. stopnia. Słuchamy występujących na scenie zespołów śpiewaczych i ludowych na XII Spotkaniach Muzycznych Festiwalu Folkloru w Pieskach. Gra Zespół „Pod  Kasztanem” z Kapelą Wujka Felka z Templewa. Czerwone sukmany, przyśpiewki, Piotr Grządko (też muzyk w naszej Orkiestrze Dętej) stale wyszukuje w internecie ciekawe dawne testy, opracowuje do nich muzykę. Teraz wynalazł szlachecką „Małgorzatkę”, bardzo melodyjną. W Zespole gra niemalże cała jego rodzina, z żoną, która bardzo ładnie śpiewa (chociaż, jak mi mówi, nigdy się tego nie uczyła – ale LUBI śpiewać), z sąsiadkami ze wsi. Kapela bierze czynny udział w życiu społeczności, śpiewa na imprezach charytatywnych.
– Panie z „Ale Babek” są bardzo pracowite i zdyscyplinowane - mówi pan Dziembowski. Dlatego tak świetnie się rozumieją ze swoim kierownikiem…            Do ich zapału i konsekwencji w tym, co robią, która wynika, być może, z 12. już lat organizowania Spotkań Muzycznych z Folklorem w Pieskach, do świadomości, jakie znaczenie ma ta impreza, dokłada swoją wiedzę i warsztat. Słuchając, jak gra pan Dziembowski, jak akompaniuje zespołowi, rozumiem, że w ten sposób, niejako zawodowo i z pełną świadomością wartości muzyki ludowej cyzeluje każdą jej nutkę, dba o słowo śpiewane, by było słyszalne, a całość wygładzona artystycznie… Mamy Rok Kolbergowski - ponadto.
- Cieszę się, że PIESKI istnieją – mówi przewodniczący Festiwalowego jury Czesław Nowakowski, muzyk – saksofonista, akordeonista, kapelmistrz Międzyrzeckiej Orkiestry Dętej, nauczyciel klasy saksofonu w Szkole Muzycznej. Cieszy się, że są w muzykujących zespołach młode twarze (tegoroczne debiuty – „Nietoperzanki” z Nietoperka.) Dlaczego to tak ważne? Zespołom, KAPELOM (kapela to zespół śpiewaków, którzy akompaniują sobie tradycyjnymi instrumentami) trudno jest zachować ludowy charakter muzyki. Znowu moje – dlaczego? Pan Nowakowski się chwilę zastanawia… Przyczyny są socjologiczne, związane z przemianami społecznymi, zmieniającą się strukturą społeczną wsi. Naszym zapracowaniem, które coraz mniej czasu pozostawia na rozrywkę, muzykę (która jest naturalną aktywnością człowieka). Wiejskie gospodarstwa wielohektarowe to prawdziwe przedsiębiorstwa, brak jest (na razie) tych mniejszych (w Niemczech, w Europie bywają), rodzinnych, a to one kultywowały tradycje wielopokoleniowego muzykowania, wiejskich weselnych skrzypkowych grajków, uciekło nam coś z tysiącletniej być może kultury, tej etnograficznej, najcenniejszej jej twarzy, którą Oscar Kolberg pieczołowicie spisywał krążąc po wsiach ze sprzętem nagrywającym. Żebyśmy nie byli ubożsi o dziedzictwo nasze polskie, i  słowiańskie, będące integralną częścią jądra historii kultury europejskiej, po to są nasze PIESKI, społeczność tej wsi, jej sołtys Pan Edward Suchecki, Zespół Ludowy „Ale Babki”, jego historia, o której pokrótce…
            Organizowany dorocznie festiwal w Pieskach to jeden z największych i najbardziej znanych przeglądów folklorystycznych na lubusko-wielkopolskim pograniczu. Zespół „Ale Babki” działa przy Kole Gospodyń Wiejskich w Pieskach. Kierownikiem obecnie jest pan Kamil Dziembowski (pianista, przedtem nauczyciel klasy fortepianu w międzyrzeckiej Szkole Muzycznej) w tym roku Zespołowi akompaniował pan Kazimierz Dziembowski (pianista, akordeonista, długoletni nauczyciel klasy fortepianu i dyrektor Szkoły Muzycznej w Międzyrzeczu, także wieloletni juror Spotkań z Folklorem Muzycznym w Pieskach). Przedtem kierownikiem zespołu był Kazimierz Krupnicki, też znana z festiwali folklorystycznych postać, twórca muzyki ludowej. Zespół powstał w 1998 r. Od 2003 r. w Pieskach (gmina Międzyrzecz) w ostatnią niedzielę czerwca odbywają się spotkania zespołów śpiewaczych i ludowych. W organizacji spotkań z Folklorem biorą aktywny udział Koło Gospodyń Wiejskich (panie z „Ale Babek” są jego członkiniami), lokalna Ochotnicza Straż Pożarna i mieszkańcy wsi. Za ich sprawą, ogromnego zaangażowania, twórczych zdolności i artystycznych aspiracji, atmosfera w Pieskach jest niepowtarzalna i co roku przyciąga do Piesek licznych uczestników innych festiwali folkloru.
            Małgorzata Telega – członkini festiwalowego jury (jest w nim jeszcze Krystyna Pawłowska kustosz Biblioteki Publicznej), obecna dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I.stopnia w Międzyrzeczu mówi, że PIESKI to różnorodność form i bogaty repertuar. Jako długoletni nauczyciel w  Szkole Muzycznej wie, jak ważna jest tradycja wiejskiego muzykowania, przekazywania tego zwyczaju z pokolenia na pokolenie. Dlatego tak cenny jest  ten Festiwal w Pieskach. - Powinno być więcej takich poświęconych kulturze ludowej koncertów – mówi – trzeba przykładać większą wagę do dbałości o ciągłość naszej tradycji i kultury.
            Z każdej muzyki można zrobić atrakcyjną formę, w instrumentach elektronicznych przemycić coś z dawnego folkloru (znamy przeboje oparte na  tych formach). W muzyce ludowej jest tylko śpiew (a’capella – bardzo trudny) i instrument (skrzypce, klarnet, flet, kontrabas…). Na konkursach muzyki ludowej chodzi o WIERNOŚĆ LUDOWEJ TRADYCJI I MUZYCE, to jest nagradzane.
            Daniel Bębas jest najmłodszym 14. letnim członkiem Międzyrzeckiej Orkiestry Dętej (która zwyczajowo już, na swych tradycyjnych instrumentach rozpoczyna korowód pieśniarzy idących wiejską drogą na plac festiwalowy w Pieskach). W 6. letnim cyklu nauczania w Szkole Muzycznej jest na 3 roku w klasie saksofonu pana Nowakowskiego. Co mówi o nim jego nauczyciel? – jest bardzo pracowity. Usłyszymy go także, Orkiestra będzie miała mini recital, Zespół ma swój styl – wiadomo – jest w orkiestrach dętych jakaś – tradycji – siła…
Bruk placu przed sceną. Wiejska, co bynajmniej nie znaczy mniejszej jakości, raczej charakterystyczna dla niej, wiejskości, twórczość, entograficzność - powiedziałabym, w znaczeniu głębi miąższości kultury; rzeźby, ozdoby, ikebany, wystrój sceny. Przed nią, sceną, będą do późnej nocy tańce, w rytm melodii ludowych, także utworów śpiewaczych, tych popularnych również. Ludzie chętnie się bawią. W tym roku padający przelotnie deszcz nieco utrudni im to, ale taki jest urok plenerowych imprez, które ludzie lubią, teza o atomizacji społeczeństwa może niezupełnie dotyczy niewielkomiejskich wspólnot, a przynajmniej impreza w Pieskach jest jej antidotum.
13 zespołów wystąpiło w tym roku. Warto je wszystkie wymienić, chociażby po to, żeby docenić wkład pracy (własnej, nieopłacanej - tych ludzi, ich  instruktorów. Ich zapał, chęć uczestnictwa w Kulturze, wspólnego muzykowania, wreszcie chęć bycia razem w tym akcie. Oprócz Międzyrzeckiej Orkiestry Dętej w kolejności wystąpili: Zespół „Pod Kasztanem” z Kapelą Wujka Felka z Templewa (często, za wierność formom kultury ludowej nagradzany na festiwalach folklorystycznych), Zespół „Echo” z Międzyrzecza, Zespół „Kęszyczanki” z Kęszycy Leśnej, Zespół „Ale Babki” z Piesek, Zespół Nietoperzanki” z Nietoperka, Zespół Górali Czadeckich „Wichowianki” z Wichowa, Zespół Dziecięcy „Rytm” z Nietkowa, Zespół „Świdwiczanie” ze Świdnicy, Zespół „Bledzewiacy” z Bledzewa, Zespół Wokalny „Kanon” z Nietkowa, Zespół „Osoria” ze Szczańca, Zespół Śpiewaczy „Melodia” z Płot, Zespół „Osole Mio” z Goruńska.
            Ze sceny Sołtys Edward Suchecki dziękuje tym, co przygotowali Spotkania w Pieskach. To duża impreza przygotowywana z rozmachem, jak  mówi, wszyscy od lat wiedzą, co mają robić i wszystko idzie sprawnie.
„Ale Babki” wracają ze sceny. Uśmiechnięte – dobrze im się śpiewało, mówi któraś z pań. Są tu też Gospodyniami, w podwójnym znaczeniu, to ich wieś, Festiwal, w swych stylowych ludowych strojach krzątają się przy obsłudze gości. Wracam do rozmowy z panem Dziembowskim.
Kultura przezwyciężyła klęski militarne. Cząstką siły narodu jest jej twórczość ludowa; to pewne cechy kultury, które wyróżniają każdy naród, społeczność na danym terenie. Melodyka, która wiążę się z warunkami klimatycznymi danego rejonu. Kulturę ludową cechuje bezimienność, i  przedwieczność stale w niej pobrzmiewająca, pewien brak przetworzenia, to jej cecha charakterystyczna - surowość, która jest potrzebna. Każdy sam dla  siebie może/powinien odkryć piękno muzyki ludowej. W niej na pewno ono drzemie i trzeba to zrobić koniecznie. Dla odkrywania, wzbogacenia samego siebie. Wielu wybitnych kompozytorów było nią zauroczonych. Od tych największych - Chopin, potem Szymanowski, Moniuszko… Dzisiaj też nie jest  inaczej, Muzyka jest jedna… (a w niej bogactwo form). Muzycy stylizowali pieśni ludowe. Wszystkie utwory muzyki ludowej mają swoją niepowtarzalną wartość – mówi pan Dziembowski – warto je grać, śpiewać, nie ma czegoś takiego, jak „brzydka” muzyka ludowa.
ROK KOLBERGA
Oskar Kolberg - kompozytor i folklorysta o najbogatszym dorobku w dziewiętnastowiecznej Europie – utrwalił, w wydanych za życia 33 tomach monografii regionalnych, wierny obraz polskiej sztuki i kultury ludowej. Uważał on, że zachowanie tradycji stworzy fundament sprzyjający odrodzeniu Polski. Kolbergowska dokumentacja, tak pod względem ilościowym, jak i koncepcyjnym, nie ma precedensu w ówczesnym ludoznawstwie; ujawnia to  już tytuł serii: Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni muzyka i tańce.
            W 2014 roku minie dwieście lat od urodzin Kolberga (1814-1890) folklorysty ciągle za mało znanego w świecie. W ciągu półwiecza pracy, prowadzonej w latach 1839–1890 i obejmującej tereny całej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, Kolberg zgromadził gigantyczne archiwum dokumentujące wszelkie aspekty szeroko rozumianej kultury tradycyjnej, w tym zapisy muzyki. Kolberg pozostawił 33 tomy wydanej za życia dokumentacji folkloru ziem Rzeczpospolitej Obojga Narodów, drugie tyle pozostawiając w tzw. tekach kolbergowskich. Za ową dokumentacją, nie mającą precedensu pod względem rozmiaru i charakteru, stała oryginalna koncepcja całościowego, wiernego utrwalania kultury duchowej, społecznej, materialnej i artystycznej konkretnych wspólnot lokalnych oraz regionalnych, głównie historycznych ziem Rzeczpospolitej.
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdan Zdrojewski, powierzył Instytutowi Muzyki i Tańca organizację Biura Obchodów i ogłosił specjalny program „Kolberg 2014 – Promesa”, który ma za zadanie przygotować na cały rok jak największą liczbę przedsięwzięć artystycznych, naukowych, edukacyjnych, dokumentacyjnych oraz popularyzatorskich związanych z postacią i twórczością Oskara Kolberga oraz kulturą i sztuką tradycyjną. Organizatorom zależy jednak także na tym, aby Rok Kolberga nie skupiał się wyłącznie na kulturze ludowej, ale aby był to okres poznawania szeroko rozumianej tradycji w codziennej jej obecności, także w środowiskach miejskich. Bowiem bez poznania źródeł naszych obrzędów, zachowań i gestów nie  zrozumiemy w pełni współczesnego świata.
            Organizatorami XII Spotkań z Folklorem w Pieskach byli: Gmina Międzyrzecz, Międzyrzecki Ośrodek Kultury, Zespół Ludowy „Ale Babki” z  Piesek, Koło Gospodyń Wiejskich w Pieskach. Współorganizator: Wojewódzki Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Gorzowie Wlkp. Przypomnijmy, że w tym roku Laureatami XII Muzycznych Spotkań z Folklorem – w kategorii: instrumenty tradycyjne – został Zespół Ludowy „Ale  Babki” z Piesek i Zespół „Bledzewiacy” z Bledzewa. W kategorii instrumenty elektroniczne: Zespół „Osole Mio” z Goruńska, kat. a’capella – Zespół Górali Czadeckich „Wichowianki” z Wichowa. W kategorii debiutów: „Nietoperzanki” z Nietoperka. Wyróżnienia: Zespół „Echo” z Międzyrzecza, Zespół Wokalny „Kanon” z Nietkowa i Zespół „Pod Kasztanem” z Kapelą Wujka Felka z Templewa.

Iwona Wróblak
sierpień 2014