Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jazz. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2022

 

Modesta Acoustic – w MOK swingowo i jazzowo



Ciemne burzowe chmury zgromadziły nad międzyrzeckim zamkiem, gdzie miał być koncert, więc przeniesiono go do sali kameralnej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, co okazało się słuszną decyzją...

Na scenie kontrabas, gitara, akordeon i instrumenty perkusyjne. Wokalistka Edyta Kaczmarek – Rogacz z Zespołem Modesta Acoustic. Było swingowo, i jazzująco. Wyrafinowane aranżacje i energetyczne brzmienia. Ciekawe solówki na akordeon i kontrabas. W programie znane z mediów przeboje, też te z lat przedwojennych, i własne kompozycje. Relaksujący artystycznie wieczór z dobrą, klasyczną już, muzyką rozrywkową. Dobry jazz nigdy nie jest zły...


Iwona Wróblak

lipiec 2022





wtorek, 20 czerwca 2017

Pilichowski w Strefie 66 w Sulechowie. Dotykać jazzu gitarą basową

                „Strefa 66” w Sulechowie, niedawno uruchomiony kultowy Klub Muzyczny, tym razem w spektrum gitary basowej Wojtka Pilichowskiego. Muzyka na żywo dla smakoszy, zgodnie z obietnicami właścicieli Klubu - takie koncerty będą tu miały miejsce. 
            „Strefa 66” pokazuje nam swoje oblicze Klubu Muzycznego z prawdziwego zdarzenia. Godzinny koncert wirtuoza gitary, jego autorski Projekt Intro. Kompozycje pisane specjalnie na ten instrument. Fuzja muzyki elektro i jazzu, zadziwiające efekty dźwiękowe, taki też był odbiór – skupiony i uważny. Co piękniejsze frazy można było tańczyć, Klub jest obszerny, ma sporą przestrzeń, jest w nim miejsce do słuchania przy stoliku i pole do swobodnej ekspresji w ruchu – co komu w duszy gra.
            Jazzowo elektryczne kawałki – coś nowego w Polsce. Muzyka bardzo studyjna. Eksperyment Pilichowskiego. Opowieści muzyczne oplątujące się wokół rytmu – samego w sobie – jak powój owijający zdobny motyw. Kameralny koncert, utwory stricte na gitarę basową – dlatego takie ciekawe. Popisy wirtuozerii gry Pilichowskiego.
            Co to jest Intro – czy takie wsłuchanie się w brzmienia basowe introspektywne? W zaburzenia rytmu jako pulsu, łamanie jazzujących konwencji? Cytaty muzyczne z klasyki, w pewnych miejscach obfite, bardzo czytelne. Ciekawym byłoby dopytać, dlaczego te a nie inne i czemu w danym utworze służyły… To już odbiór osobisty. Jak mówią mi muzycy – próbują stworzyć nowy rodzaj czy raczej styl: elektro – jazz… Fuzja stylów. Mamy dzisiaj czasy, kiedy to się robi. To ciekawy muzycznie okres czerpania inspiracji zewsząd, zalew muzyki różnych gatunków pączkuje nowymi pomysłami.           
Dotykać jazzu gitarą basową. Nie tylko chodzi tu o improwizacje, być może nie tylko o to. To nowe spojrzenie na jazz w jego jądrze, na ten gatunek, który jest już klasyką sam w sobie, a wszelka klasyka to żyzny ocean pomysłów i inspiracji, unurzana w osobowości artysty muzyka daje efekty nieprzewidywalne…
            Oblicze „Strefy 66” nam się krystalizuje. Zapraszamy wszystkich, którzy lubią muzykę graną na żywo, tego klimatu bliskiego sąsiedztwa muzyków na scenie nie zastąpi płyta.
            Maciej Góras i Adrian Mikołajczyk przyjechali z Nowego Dworku (SPOZ) nie tylko na Pilichowskiego, pracują jako terapeuci w Ośrodku dla Osób Uzależnionych od środków psychoaktywnych. Zajmują się szeroko rozumianą profilaktyką zdrowia (AIDS, HIV, bezpieczny seks – dostęp do darmowych prezerwatyw itd). Są z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Joker” Bezpieczna Impreza. Projekt realizowany jest dzięki wsparciu finansowanemu zapewnionemu przez województwo lubuskie. Odwiedzają nasze regionalne kluby muzyczne, chętnie też zapraszani na spotkania przez szkoły ponadpodstawowe i średnie.


Iwona Wróblak
maj 2015 

wtorek, 22 listopada 2016

Toscania w obiektywie Jarosława Marceli

            Galeria 30’ Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Wernisaż fotografii - Krajobrazy Toskanii w obiektywie Jarosława Marceli. Fotografie z włoskiej doliny Val d’Orcia w prowincji Siena i Grosseto. Pagórkowate krajobrazy z rozproszonymi w przestrzeni malowniczymi wiejskimi domami. Wieże na skalistych wzniesieniach. Dolina została uznana przez UNESCO za Światowe Dziedzictwo Ludzkości.
Fotografie z ludycznych festynów Palio, od średniowiecznych czasów odbywających się w Sienie na cześć Matki Boskiej, z gonitwą konną. Towarzyszą uroczystościom barwne pochody i parady, w tym pokazy zręcznościowe drużyn w kostiumach z dawnych epok, sięgające tradycją administracyjnego podziału Sieny na 17 dzielnic (contrade). Pokazy żonglerki jedwabnymi chorągwiami w barwach herbowych contrade.
            Zalane regionalnym południowym słońcem widoki. Soczysta zieleń pól, błękit nieba i żółta gleba pól uprawnych. Średniowieczne zamczyska na szczytach pagórków. Głęboka historia nieprzerwanego od setek lat osadnictwa w tej okolicy. Mglisty swą tajemniczością klimat odwiecznych wieczornych zachodów słońca.
            Mieszkańcy kultywują tradycje wspólnych uroczystości i zabaw dziejących się od tysiąclecia niemal. Na fotografiach miejska architektura pamiętające świetne dla Doliny czasy renesansu. Żywa tradycja, barwne stroje z epoki, w które ubrani są uczestnicy parad i pochodów. Piękne wierzchowce hodowane w celu wzięcia udziału w gonitwie Palio. Toskania dba o swoją historię, jest dla niej inwestycją turystyczną.
            Wernisaż Jarosława Marceli zakończył występ bardzo zdolnego zespołu jazzowego Morte Plays, który już kiedyś gościł w nas w Międzyrzeczu w Klubie Muzycznym „Kwinto”. Muzycy studiujący na wydziale jazzowym z powodzeniem koncertują w klubach muzycznych, nagrywają płyty. Zaprezentowali kilka swoich – udanych – kompozycji i uznane standardy jazzowe, w których również świetnie się czują. Jazz na Obrą w bardzo dobrym wykonaniu w nas w Międzyrzeczu ponownie.
            Utwory z debiutanckiej płyty zespołu. Chmura dźwięków starannie uporządkowanych. Rasowy jazz, tak zwany klasyczny - akademicki, chciałoby się powiedzieć. Na pierwszym planie saksofon. Ciekawe motywy w bogatej aranżacji, wsłuchane w siebie frazy. Doskonała komunikacja muzyków. Zgrabne wariacje, ściszone do intymnego szeptu, bardzo – myślę, profesjonalne.


Iwona Wróblak
listopad 2016










poniedziałek, 26 września 2016

Beta Band czyli wieczór jazzowy


            - To będzie jazz klasyczny, nie żaden eksperyment – mówi przed występem jeden z muzyków.
Zaciekawieni zajmujemy miejsca przy stolikach na parterze Klubu Garnizonowego. Smakowity kawałek dobrej muzyki nam się zapowiada.
            Panie: kierownik Klubu Wiesława Murawska i Jolanta Glura zapraszają do pierwszego eksperymentalnego wieczoru jazzowego. Co komu w duszy gra...
Saksofon tenorowy – Łukasz Matuszewski, Damian Beta – klawisze, Artur Roguski – gitara basowa, multiinstrumentalista – student UZ oraz uczeń PSM  II Stopnia w Zielonej Górze. Konrad Grzegrzółka – menadżer zespołu i perkusista – absolwent PSM I Stopnia w Z. G, student UZ i UW oraz uczeń PSM  II Stopnia w Z. G. Monika Kręt – śpiew. Nazwa Beta Band pochodzi od nazwiska inicjatora, Romana Bety – puzonisty, który obecnie studiuje na  Akademii Muzycznej w Poznaniu. Wszystkich łączy jedno – jazz. Od listopada 2006, regularnie w piątki pod koniec każdego miesiąca Beta Band gra w  klubie „4 Róże dla Lucienne” w Zielonej Górze i prowadzi jazzowe jam session. W repertuarze Beta Band są między innymi takie utwory jak: Work Song,  Mercy Mercy Misty, The Girl From Ipanema i wiele innych.
            Jazz środka – tak to określają. Muzyka rzeczywiście klasyczna, miła dla ucha, można też pewnie tańczyć. Jazz bardzo dobry gatunkowo. Czytelna linia melodyczna. Improwizacje starannie wyreżyserowane, z partiami solowymi dla każdego instrumentu. Z dużą ilością saksofonu.
Słuchamy samby i bluesa. Wokalistka wkomponowuje się w instrumenty, jest piątym z nich. Pani Monika mimo młodego wieku czuje ten gatunek muzyki. Dobra dykcja. Widać (i słychać), że muzycy czerpią wzory i inspiracje z pierwszych nazwisk słynnych światowych jazzmanów, i - cieszą się swoim graniem, wsłuchani w siebie, w swoją muzykę, my także – widzowie – mamy ogromną przyjemność tego wieczoru, satysfakcję bycia na żywo z wartkim nurtem pulsujących jazzowych rytmów.
             Jazz jest rodzajem muzyki powstałej w USA na przełomie XIX i XX wieku. Narodził się w wyniku połączenia elementów wiejskiego i miejskiego folkloru Murzynów amerykańskich z europejską tradycją muzyczną, z której wywodzi się instrumentarium, melodyka i harmonia jazzu, a także metryka języka angielskiego w utworach wokalnych. Natomiast specyficznie murzyński (czyli negro - amerykański ) jest swing - owa rytmiczna intensywność sprawiająca wrażenie kołysania z charakterystycznym dla jazzu synkopowaniem, czyli przesuwaniem akcentu z mocnej części taktu na słabą. Kształtowanie dźwięku wywodzące się z murzyńskiej praktyki wykonawczej miejskiego proletariatu oraz frazowanie, mające swoje źródło w wiejskim folklorze Murzynów amerykańskich. Spontaniczność, żywiołowość i żarliwość jazzowej improwizacji. Najstarszymi przejawami folkloru muzyki afrykańskiej były pieśni pracy (work songs), zawierające najprostsze motywy oparte na skali trzydźwiękowej, z nich wywodził się blues, forma leżąca u  podstaw jazzu. Poszczególne motywy i pauzy w tych pieśniach odpowiadają ściśle czasowi użytecznych ruchów ciała ludzkiego przy pracy i chwilom odpoczynku między tymi ruchami. Stanowią one wyraz biologicznej korelacji ruchu z głosem ludzkim i czasem muzycznym pieśni, a także wskazują na  psychiczny moment wyładowania zmęczenia lub przeciwdziałania zmęczeniu. Te funkcje biologiczno - psychiczno - muzyczne pieśni pracy, jak i dźwięki work songs, wyrażające psychiczny nastrój, który towarzyszył pracy niewolniczej, zasadniczo różnią je od charakteru beztroskich pieśni afrykańskich myśliwych, pasterzy i rolników.
            Funkcja ekstatyczna jazzu wywodzi się z religijnego charakteru zachodnioafrykańskich tańców obrzędowych i zaznacza się w jazzie przede wszystkim w trakcie tzw. jam sessions, improwizowanych koncertów. Improwizacja i wzajemna inspiracja muzyków prowadzi do czynnego zaangażowania słuchaczy, wyrażającego się w aplauzie, okrzykach, oklaskach itp. Kod indywidualny jazzu to identyfikujący wykonawcę sposób komunikacji między nim a słuchaczem, przejawiający się w kreacji melodii, vibrato, ostrości i zmianach natężenia dźwięku, zaniku dźwięku itp.
Historię jazzu na ogół dzieli się na następujące okresy: Do ok. 1900, kiedy rozwijały się formy, z których jazz czerpał swoje źródła m.in. niewolnicze pieśni pracy (work songs), murzyńskie śpiewy religijne (negro spirituals), ballady i hymny białych osadników z Europy, tańce minstreli (cake - walks), marsze i  fortepianowe ragtimy. Okres formowania się jazzu (ok. 1900 - 1920) w południowych stanach USA, zwanych Dixieland, gdzie w dużych miastach (Nowy Orlean, St. Louis, Memhis, Baltimore i in.), w dzielnicach murzyńskich anglojęzycznych, powstawały pierwsze zespoły jazzu tradycyjnego (klasycznego). Składały się głównie z klarnetu, kornetu i puzonu jako instrumentów melodycznych oraz bębnów, fortepianu i kontrabasu (gitary basowej) jako perkusyjnych - co było wynikiem zetknięcia się praktyki wykonawczej murzyńskich orkiestr marszowych z fortepianową muzyką ragtimową. W tym czasie pojawiła się też nazwa - „ jass”, „ jazz”, oznaczająca zgiełk, hałas, początkowo używana złośliwie do ośmieszenia nowoorleańskiego zespołu T.  Browna i innych grup wykonujących tego typu muzykę. Okres klasyczny, tradycyjny, nowoorleański (ok.1920 - 35), rozpoczynający się po nagraniu w  1917 roku w Nowym Jorku pierwszych w historii jazzu płyt przez zespół Orginal Dixieland Jazz Band, ugruntował klasyczną dla jazzu formację instrumentalną i jazzowe gatunki muzyczne. W tym czasie, oprócz Nowego Orleanu i innych miast Południa (USA), powstały dwa nowe centra muzyki jazzowej: w Chicago i Nowym Jorku. Główni przedstawiciele okresu klasycznego, to m.in.: King Oliver, Louis Amstrong, Jelly Roli Morton, murzyński zespół Creole Jazz Band i zespół białych jazzmanów New Orleans Rythm, Kings. Okres swingu (1935 - 45 ) to dominacja jazzu orkiestrowego. Swingowe big bandy (Counta Basiego, Duke’a Ellingtona, Benny Goodmana) stały się wzorcem dla całej ówczesnej muzyki tanecznej. Okres jazzu nowoczesnego (modem jazz ) rozpoczął się po 1945 stylem be bop ( Charles Parker, Dizzy Gillespie ) i nieco późniejszym jazzem cool (Miles Davies, Stan Getz, Modem Jazz Quarter). Ów cool jazz, łącząc się potem z elementami awangardowej muzyki europejskiej, został nazwany Trzecim Nurtem. Natomiast w latach 50. z  be bopu 5, nawiązującego do tradycji murzyńskiej muzyki religijnej (gospels, soul musie), powstał hard bop (John Coltrane, Jazz Messengers). Zapoczątkowany w latach 60. przez Omette Colemana freejazz („ wolny ”, czyli wychodzący w sferze harmoniki poza system tonalny), koegzystował z  kierunkiem jazz - rock ( ftision ), który rozwijał się do lat 80.
            W całej historii jazzu kolejno powstające style i nurty rozwijały się w koegzystencji (z przewagą stylu aktualnie modnego i dominującego), co  sprawia, że muzyka ta stale sumuje doświadczenia poszczególnych swoich okresów stylistycznych. W Europie jazz zaczął się rozwijać po 1920 roku, w  Polsce od drugiej połowy lat 50.

Iwona Wróblak
marzec 2008

wtorek, 30 sierpnia 2016

Koncert Acoustic Connection


            Sala Widowiskowa w Pszczewie. Ostatni w tym roku koncert w ramach VII Lubuskiego Weekendu Gitarowego. Poznańsko – gorzowski zespół „Acoustic Connection”, czyli trochę jazzu i klasyki, muzyka etno i nieco awangardy. Altówka – Anna Wojtaszek, gitara - Karol Olejniczak, perkusja – Wojciech Turczyński, kontrabas – Jerzy Dutkiewicz, klarnet – Andrzej Jóźwiak. Zespół istnieje od 9 lat, koncertuje w kraju i za granicą.
Dyrektor GOK w Pszczewie Wanda Żaguń, razem ze Zdzisławom Musiałem, organizatorem VII LWG, wita gości. Koncert inauguruje pszczewskie „Kulturalne lato”, w programie cykl imprez w lipcu będzie jarmark magdalenski, plenery malarskie, zawody wędkarskie. Dzisiejszy koncert rozpocznie utwór Zdzisława Musiała „Wiosenna zaduma”, pisany dla potrzeb dydaktycznych, o lekko stylizowanym na romantyczny charakterze, pogodny, harmoniczny, w wykonaniu altówki i gitary bardzo miły w brzmieniu.
            Kolejne utwory, skomponowane przez gitarzystę Karola Olejniczaka, mają tytuły; „Rybolud”, „Pięciopak”, „Matrix”, „Trójniak”, „Arabczyk”,  „Fidel”. W jazzowej konwencji z harmonicznym tłem główny temat opleciony jest improwizacjami, które wykonują kolejno poszczególne instrumenty. Elementy muzyki awangardowej nie czynią kompozycji mało przystępnymi dla laickiego ucha, a całość jest muzycznie gruntownie przemyślana i  przyjemna w słuchaniu. Muzycy wykorzystują możliwości brzmieniowe pięciu instrumentów. „Pięciopak” to ilustracja metrum muzycznego. Dla mnie utwór przypomina nieco figurę geometryczną, wielokąt, którego wierzchołkami są instrumenty i ich indywidualne brzmienia, które nadają im wykonawcy, z cichą, miękką altówką i kontrabasem w tle. Trochę kosmiczny jest „Matrix”, tak się rozpoczyna i kończy, klamrą, w treści jednak jest zawarte bogactwo brzmieniowe pomysłów kompozytora, jego klasycznego wykształcenia i fascynacji jazzem i innymi kierunkami muzycznymi. Kawałek dobrej muzyki,  gorąco oklaskiwanej przez stałych już fanów corocznych koncertów Weekendów Gitarowych.
            Słyszymy popisy kunsztu muzyków, solówki i dialogi muzyczne ze sobą par instrumentów. W ciekawym „Arabczyku” hebrajskie akcenty, następnie flamenco, irańskie czy bliskowschodnie, bardzo wyraźne i ładnie ze sobą połączone stylem muzyki etno. Ostatni „Fidel” rozpoczyna się  swingiem, który przechodzi w typowe rytmy jazzu tradycyjnego i muzyki kubańskiej. Na bis usłyszymy spokojny i melancholijny utwór pt. „Re-re”, bo,  jak mówi jeden z muzyków, wieczór jest piękny...  Z pizzicato, to znaczy bez użycia smyczka, na altówce, (na której przepięknie gra pani Anna Wojtaszek, na co dzień nauczycielka gry na skrzypcach w gorzowskiej szkole muzycznej), w duecie z partią na klarnet, która podkreśla ów pogodny i  nieco smutny nastrój utworu.
            Imprezie medialnie patronuje „Gazeta Lubuska” i „Kurier Międzyrzecki”, organizatorami są Zdzisław Musiał – Państwowa Szkoła Muzyczna I.  stopnia w Międzyrzeczu i Wanda Żaguń – Gminny Ośrodek Kultury w Pszczewie.


Iwona Wróblak
sierpień 2008

sobota, 25 czerwca 2016

Jazz nad Obrą w Międzyrzeczu


            Pierwszy z zapowiadanych koncertów w sali portretów trumiennych w Muzeum. Będzie to Koncert jazzowy z cyklu „Jazz nad Obrą”. Adam Wendt i Przemysław Raminiak.
            Adam Wendt – saksofonista, kompozytor, aranżer. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Od  połowy lat 80. należy do czołówki polskich saksofonistów. Współpracował z wybitnymi jazzmanami oraz wykonawcami muzyki pop, także jako muzyk sesyjny, m.in. z Ewą Bem, Krystyną Prońko, Grzegorzem Ciechowskim, Grażyną Łobaszewską, Mieczysławem Szcześniakiem, Krzesimirem Dębskim, Bogdanem Hołownią. Nagrywał i koncertował ze sławami muzyki jazzowej, m. in: z Randy Brecker, Mike Stern, Eric Marienthal, Mino Cinelu, Michałem Urbaniakiem, Urszulą Dudziak. Jego indywidualne preferencje muzyczne rozwinęły się w akustycznym kwartecie jazzowym nawiązującym do rhythm and bluesa: „Adam Wendt & Friends” oraz – ukazujące liryczną stronę osobowości muzyka i kompozytora - „Trio Adama Wendta.” Oprócz działalności typowo koncertowej i artystycznej prowadzi zajęcia edukacyjne w ramach Małej Akademii Jazzu oraz Warsztatów Muzycznych.
            Przemysław Raminiak – pianista, kompozytor i aranżer. Współpracował z czołowymi muzykami jazzowymi w Polsce, m. in. Janem Ptaszynem Wróblewskim, Zbigniewem Lewandowskim, Adamem Wendtem, Maciejem Strzelczykiem. Razem ze swoim zespołem „RGG Trio” zdobył szereg nagród na festiwalach i konkursach jazzowych w kraju i za granicą. Zespół wydał płyty: „Scandynavia” oraz „Straight Story”. Raminiak jest często zapraszany jako muzyk sesyjny do współpracy w różnych formacjach, nie tylko jazzowych. Jest również autorem muzyki skomponowanej do spektakli teatralnych. Współpracuje z Adamem Bałdychem tworząc różnego rodzaju produkcje muzyczne.
            Sala w Muzeum wypełniona do ostatniego krzesła. Pragnienie usłyszenia dobrego jazzu zaowocowało wysprzedaniem przed czasem wszystkich biletów. Kameralny nastrój w podświetlonej sali starościńskiej, która słyszała już tak wiele, w swojej nowożytnej historii, wspaniałych koncertów.
            Lekki swing na początek. Wendt zaczyna koncert na saksofonie tenorowym. Zgodnie z tradycją jazzową będą liczne improwizacje. Na  „parapecie” czyli instrumentach klawiszowych włącza się Przemysław Raminiak. Grają wszystkim znane standardy jazzowe – krótkie kawałki, to na  początek. Oklaski z sali.
„Jesienne liście”, utwór Józefa Kosmy, jako pierwszy. Następny jest „Bosa-nova – blue bosa” grany często na Jam - session, spokojny, refleksyjny, kochany przez melomanów tego gatunku muzyki. Kolejne kompozycje, pan Wendt ma ich dla nas całą listę. Zaczyna saksofon, wokół motywu muzycznego rozwijający się ornament, w części środkowej klawisze – improwizacja, saksofon kończy i zamyka temat. Muzyka gra na naszych wewnętrznych przyciskach. Osadza nas w słuchaniu, w odpoczywaniu i w czuwaniu, czekaniu na następne dźwięki. Solówki nagradzane są brawami.
            Własna kompozycja Wendta, o skromnym tytule „Siedem minut”. Temat oparty na początkowych kilku pytających nutach: zdaje się mówić: czy to  chcę grać, ja komponujący? Z udziałem saksofonu sopranowego bardzo wykwintna kompozycja, przejrzysta, jeżeli to też jest jazzem, to jest to muzyka bardzo rozmaita. Wendt żartuje, że tu w solówkę Raminiaka wkradł się podstępem duch roku Chopinowskiego… Wszyscy sądzą, że to raczej komplement…
Kunszt saksofonisty. Nastrój wydobyty z saksofonu może być różnisty. Od żartobliwego po refleksyjny i smutny, melancholijny, swobodny bujający się  w obrębie starych portretów nagrobnych sali starościńskiej. Pozwalający nam spocząć w dźwiękach na tle tej ciszy wewnątrz, takiej gotowej do słuchania, która tka temat utworu, oklejając ozdobnikami. Uzupełniają instrumenty klawiszowe, jak drugi, czwarty i piąty głos.
            Ostatni utwór, o lapidarnym tytule „ Czas zimnego kurczaka”. Na konkretach osadzony, z całym artyzmem z tego wynikającym. Kunszt obydwu muzyków, aż wybrzmi, powtarzane są w improwizacjach frazy, czekamy na nie, pozwalamy się muzycznie zaskakiwać, na zewnątrz i w środku zarazem grania będąc, tej muzyki, której mamy przyjemność doświadczać, w sali naszego Muzeum. Mamy nadzieję, że koncert nie będzie ostatnim jazzowym tutaj. Słucham matematyki tych improwizacji, ścisłej przewidywalności, zależnej tylko od stopnia naszego się weń wsłuchania.
Doskonały duet: Wendt – Raminiak.
 „Jazz nad Obrą” – mówi dyr. A. Sobczak – tym koncertem zapoczątkowaliśmy nasze spotkania muzyczne. Te słowa chcieliśmy usłyszeć mając w pamięci comiesięczne koncerty w Muzeum, które miały tu miejsce kilka lat temu.
            Jeszcze bis. Obowiązkowy. Prosimy. Dwa utwory grają. Jazz rasowy, niemelodyczny, studyjny, jak ostre drapanie, muzyka po trosze awangardowa. Ostatnie brawa, żegnamy się, trochę z żalem, że tak krótko.


Iwona Wróblak
marzec 2010

wtorek, 7 czerwca 2016

Jazz nad Obrą


            Kolejne spotkanie z bardzo dobrą muzyką. Przemysław Raminiak – klawisze, którego słuchaliśmy poprzednio, i młody Adam Bałdych na dziwnych skrzypcach, jak podpowiadają mi, elektronicznych. Przeróżne dźwięki wydobywa z nich pan Bałdych, nie tylko takie, do których jesteśmy przyzwyczajeni widząc ten instrument. Jest jak organy, takie orkiestrowe skrzypce…
 Wokół skrzypiec dzieje się akcja muzyczna, akompaniują im klawisze. Żeby wyłączyć myśli i słyszeć tylko muzykę, nie próbując jej nazywać, ani określać. Niech mówi wysokością dźwięków i przerwami między nimi…
            Zapowiadane są standardy jazzowe. I utwór opracowany na podstawie muzyki F. Chopina. I kilka własnych kompozycji. Jazz taki jaki jest. Swobodny, spontaniczny, bawiący się dźwiękami, grający słucha i poddaje się swemu instynktowi, improwizuje…
Ciekawe, jak to będzie z Chopinem… co zostanie z idei muzycznej romantyczności? Dramat i ponadczasowość, tęsknota, i wszystko, co współczesne… Współczesny Chopin goni nutkę za nutką, pospieszny i delikatny. Jest przez muzyków wydobyty z tych okruchów rozpoznawalnych, jest ogólny klimat, którego się doświadcza słuchając słynnego kompozytora. Z pośpiechem jak z zadyszką ciężko wychodzącego z płuc oddechu, gdzie się Dopełnia. Te niskie dźwięki skrzypiec do wiodącego tematu, jak cierpienie…
            Jak wsłuchanie się i podążanie, i posłuszeństwo. Chwilami wydobywa się opowieść, jak epicka powieść sentymentalna.
Kompozycje własne. Orkiestrowe brzmienie na klawiszach, znowu niskie dźwięki skrzypiec. Długie, o różnym natężeniu, powtarzane, przypominają mi coś egzotycznego, może pustynnego. Rozległych przestrzeni.
Wirtuozeria skrzypiec. Utwór „Kurczaki”. Utwory z płyty „Moje miasto. Legenda o Gorzowie”. Wczesnośredniowieczny klimat grubych murów, mroków przeszłości, przechodzi jakby w renesansowe jaśniejsze i wyższe tony. Feeria dźwięków.
            Na bis kompozycja specjalnie przygotowana na dzisiejszy koncert. Gorące zasłużone oklaski. Sala Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury jest pełna. Dużo było dobrej muzyki, dużo bardzo różnorodnego jazzu.

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

piątek, 13 maja 2016

Jazzowy POWER SET w Międzyrzeczu

             
„Jazz nad Obrą”. Kolejny koncert z tego cyklu. Występujący już wcześniej u nas Przemysław Raminiak – klawisze, Marcin Jahr – perkusja i  Adam Wendt – saksofon. Osoby muzyków gwarantują wysoki poziom. Znają ich doskonale fani jazzu.
Wcześniej w warsztatach prowadzonych przez saksofonistę Adama Wendta wzięli udział uczniowie naszej Szkoły Muzycznej: Sonia Nowacka, Michał Telega, Bartosz Groll i Bartosz Zdunek. Zagrali razem jeden utwór. Dla naszych młodych adeptów sztuki gry na saksofonie występ razem ze  słynnym saksofonistą to na pewno duże przeżycie.
„Power Set” na scenie. Rytm odczuwany przez deski podłogi namiotu. Wspaniałe solówki muzyków. Różne rodzaje muzyki jazzowej. Twardy, nieco kanciasty styl nowoorleański, gdzie zaczyna perkusja. Wymienia się rytmami z keyboardem, rozmawiają chwilę ze sobą, przekomarzają. Rozumieją. I inne odmiany współczesnego jazzu. Ta muzyka nie wymaga literackich omówień. Jest do zatopienia się w niej, w rytmie i w jego rodzajach, porządku ściśle ustalonym, z ornamentami, wariacjami. Skomplikowaniem i prostotą. Dopowiedzią i artykulacją.
Zmiana saksofonu i spokojniejszy jazz, wysubtelniony. Soul i blues. Bardzo ciekawa mieszanka. Początkowe dźwięki, jak się z nich wyłania utwór… Z osobnych, zdawałoby się, istnień muzycznych, świat nakreślony pewnymi brzegowymi wartościami nutowymi, którego środkową część można utkać w osnowę dowolnie rozmaitą, trzytorowo się to słucha, trzech instrumentów, trzech muzyków.
Jeszcze inna forma. Brooklyński klimat kompozycji, pełen zagadek i mrocznych zakamarków tej dzielnicy. O mocnym brzmieniu.



Iwona Wróblak
październik 2010 

poniedziałek, 2 maja 2016

RGG Trio w Międzyrzeczu


            Przemysław Raminiak – klawisze, Maciej Grafowski – gitara basowa i Krzysztof Gradziuk – perkusja, czyli RGG TRIO koncertowali na  zaproszenie MOK dla międzyrzeczan w namiocie koło hali sportowej. Przedtem na warsztatach uczyli śpiewać jazz nasze młode bardzo zdolne wokalistki – Igę i Kalinę. Z akompaniamentem muzyków zaśpiewały jeden z przebojów Kayi. Uczymy się słuchać jazzu.
            „Jazz nad Obrą”, cykl zapoczątkowany wiosną rozwija nam się dobrze. Występują muzycy dużego formatu, Raminiak gości już któryś raz z kolei. Gra jazz bardzo różny, osłuchujemy się z tą muzyką, o której można już powiedzieć, że jest klasyczna. Gra, z wyśmienitymi kolegami, nie tylko standardy, także utwory z pobrzeży jazzu. Mamy przegląd muzycznych tendencji aktualnie występujących na rynku. Wiedza o nich zapada w nas, kiełkuje, nie tylko w uszach koneserów tego gatunku. Dobra reklama koncertów zachęca do odwiedzin w namiocie koncertowym, w którym w powodu remontu Domu Kultury odbywają się wydarzenia kulturalno – muzyczne, również osoby, które nie mają w siebie w domu fonoteki płyt jazzowych. Konsekwentnie co  miesiąc organizowane przez dyrektora MOK i jego pracowników koncerty wkrótce wytworzą dobry zwyczaj słuchania dobrej muzyki tego gatunku.
            Jazz – święto improwizacji, swobodnej, chociaż nie do końca, gry dźwięków, w której spoczywa się zgadując następne frazy, i takty. Następuje porozumienie między widzem a muzykiem, w skupieniu, i rozluźnieniu jednocześnie, gamach nastrojów i otwarciu na rzeczy nowe, twórcze inwencje. Eksperymentowaniu w ramach tematów muzycznych, solówkach, powtórzeniach i dopowiedzeniach, czasie dla muzyki, widza – słuchacza i artysty.
            Czekamy na obiecane kolejne koncerty z cyklu „Jazz nad Obrą”, pierwsza w miesiącu środa.


Iwona Wróblak
listopad 2010

środa, 27 kwietnia 2016

Herbie H. Hart Quartett


            Aula Szkoły Muzycznej. Super-koncert z udziałem charyzmatycznego saksofonisty Herbiego H. Harta z West Coast Quartett. Pochodzący z Los  Angeles Herbie to wychowanek mistrzów takich jak: Michael Brecker, Lee Konitz, Billy Harper czy Eddie Daniels. Muzyk przez wiele lat mieszkał w  Nowym Jorku, gdzie koncertował i nagrywał z największymi sławami tamtejszej sceny jazzowej. Herbie H. Hart to także ceniony kompozytor muzyki filmowej. Jego pomysły można usłyszeć np. w nominowanym do Złotego Globu obrazie „Beyond The Sea” z Kevinem Spacey w roli głównej. Jako muzyk multi-instrumentalista, Herbie posiada oryginalny i bardzo ekspresyjny styl gry.
West Coast Quartet współtworzą: Krzysztof Ciesielski – kontrabas, gitara basowa, Mariusz Smoliński – fortepian, Rhodes, syntezatory i Ireneusz Budny – perkusja. Muzycy mają na koncie wiele nagrań płytowych i telewizyjnych. Współpracowali z czołówką polskiej sceny jazzowej (min: Piotr Wojtasik, Piotr Baron, Maciej Sikała, Zbigniew Lewandowski).
            Muzyka jazzowa gości u nas od kwietnia. Takiej klasycznej tradycyjnej swingowo – jazzowej jeszcze nie mieliśmy. Herbie H. Hart czyli saksofon w najlepszym brzmieniu, mistrzowskim. Jazz przyjemny w słuchaniu, zrzeszający najwięcej fanów, nietrudny w odbiorze. Każdy z towarzyszących saksofoniście muzyków jest mistrzem w swoim fachu, co mieliśmy okazję usłyszeć. Wzajemnie się dopełniająca, mała orkiestra jazzowa cieszyła się  dużym uznaniem widowni. Na naszych scenach międzyrzeckich gościmy wybitnych muzyków. I uczymy się wszyscy słuchać dobrego jazzu.
            Porywające solówki. Szczególnie w wykonaniu Herbiego, to szkoła też dla naszych młodych saksofonistów ze Szkoły Muzycznej. Trzeba uczyć się od najlepszych. Bardzo kontaktowy wykonawca, który zechciał nas tutaj odwiedzić. Wspaniały wieczór muzyczny, który zaoferował nam MOK. Nie  zapomnimy go i czekamy na dalsze.


Iwona Wróblak
grudzień 2010

środa, 23 marca 2016

Jazz nad Obrą. Pernal – Smoliński

          
Mariusz Smoliński i Bartosz Pernal to muzycy wywodzący się z prężnie działającego lubuskiego środowiska jazzowego. Są absolwentami wydziałów jazzowych Uniwersytetu Zielonogórskiego i Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Współpracowali z czołówką polskiej sceny jazzowej. Jako współtwórcy różnych formacji brali udział w licznych festiwalach i konkursach, wielokrotnie sięgając po najwyższe laury. Prowadzą ożywioną działalność koncertową występując na krajowych i zagranicznych scenach jazzowych (Francja, Rosja, Hiszpania, Czechy, Słowacja, Niemcy, Belgia, Rumunia)
Gościnnie występuje z nimi Anne Paceo na perkusji. Przyleciała do nas z Paryża.
Bardzo się cieszymy z naszych gości. Kontrabas, saksofon, puzon, klawisze doskonale się uzupełniają. Słuchamy kolejnych partii solowych poszczególnych instrumentów.
Autorskie kompozycje muzyków. Bardzo ciekawe. Saksofonista Tomasz Próchnicki jako kompozytor ukazuje nam swoje nowe oblicze, to nie  tylko sprawny muzyk – odtwórca. Utwory są refleksyjny, nieco swingujące. Wykonawcom towarzyszy kameralny nastrój w wali, i uwaga słuchających. Już wytworzyła się tradycja czy zwyczaj przychodzenia na koncerty jazzowe. Poddania się muzyce, frazom dźwiękowym, którym pozwala się wybrzmieć w możliwych przestrzeniach taktów i tonacji, wokół tematu, swobodnej grze skojarzeń muzycznych, w ramach przyjętej konwencji, dość szerokiej. Feerii nieoczekiwanych pomysłów muzycznych. Jazz jest niekiedy bardzo nowoczesny. Z zainteresowaniem słuchamy kompozycji Anne. Słychać, że  kompozytorką jest perkusistka, temat nawinięty jest wokół rytmu, tak mi się zdaje, przy tym wielowątkowy.
To w czystej formie muzyka do zagubienia się, zasłuchania. Patrzę, jak wykonawcy również, a może przede wszystkim, zamieniają się w słuchaczy - siebie - przewidujących wyobraźnią następne sekwencje muzyczne, zmieniają się w jeden organizm, jeden zespół, ku przyjemności i satysfakcji słuchaczy.
„Ballada z tamtej strony” Smolińskiego. Poetycki i filozoficzny utwór. Pełen niedopowiedzeń i zagadek. Dojrzała kompozycja. Pozostali muzycy wspaniale mu akompaniują. Temat na rytm nawinięty, czy odwrotnie, rytm na temat?? Z wariacjami, jak w to w jazzie. Gdzie rytm składa się z wielu podrytmów, i rytmów pobocznych, dobrzmień i powtórzeń, zupełnie, zdaje się nieoczekiwanych – chociaż, jak dobrze się wsłuchać – można by je  przewidzieć, z dużą dozą prawdopodobieństwa…


Iwona Wróblak

listopad 2011    

niedziela, 20 marca 2016

Oskar Stabno Trio



Sala kameralna Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Unikalny koncert młodego i bardzo zdolnego jazzowego pianisty Oskara Stabno. Notabene wnuka Jerzego Garniewicza, lwowiaka występującego u nas na Kaziukach…Pieśniarz mówi, że jest dumny z wnuka i cieszy się, że ten gra jazz.
Jazz nad Obrą w odsłonie bardzo tradycyjnej, rozpoznawalny nawet dla laików. Chętnie słuchany, przede wszystkim może dzięki ogromnej sprawności warsztatowej Oskara. Ten gra koncert niezmordowanie i w większej części sam, z delikatnym akompaniamentem innych instrumentów. Muzycy mówią o  doskonałym nagłośnieniu dokonanym przez naszych akustyków z MOK. Koncert jest bardzo udany i satysfakcjonujący, zarówno dla widzów jak i  artystów. Kompozycje także Oskara Stabno. Słyszymy też utwory przedwojenne w aranżacji jazzowej, brzmią bardzo ciekawie.
Oskar Stabno Trio jazzowa grupa poznańskiego pianisty Oskara Stabno. Oskar w swojej twórczości odwołuje się przede wszystkim do  dorobku kultowej postaci historii jazzu, Oscara Petersona. Na scenie towarzyszą mu dwaj świetni instrumentaliści, wieloletni współpracownicy Wojciecha Skowrońskiego, muzycy o ogromnym dorobku i doświadczeniu. Skład zespołu: Oskar Stabno – fortepian, Zenon Strzałkowski - gitara basowa, Wiesław Lustyk – perkusja.
Oskar Stabno to pianista jazzowy urodzony w Poznaniu wywodzący się z rodziny artystów z pokolenia na pokolenie. Absolwent Poznańskiej Szkoły Chóralnej Jerzego Kurczewskiego oraz uczeń znanego pianisty i pedagoga Piotra Kałużnego. Muzyk pomimo swojego młodego wieku ma w  swoim dorobku artystycznym współpracę z takimi sławami pianistyki jak Leszek Możdzer, Maciej Markiewicz, Stanisław Deja czy Romuald Koperski. Zafascynowany brzmieniem i techniką gry swojego imiennika, genialnego kanadyjskiego swingującego improwizatora Oskara Petersona, odkrywa przed  słuchaczem możliwości brzmieniowe i techniczne fortepianu. Jego gra to porywcza wirtuozeria oprawiona elegancją i smakiem. Otwarty, poszukujący własnego brzmienia interpretuje największych muzyków jazzu, Duka Ellingtona, Bill Evansa czy Jeffa Jenkinsa. Jego gra to porywająca wirtuozeria oprawiona elegancją i smakiem.
Byliśmy pod wrażeniem maestrii warsztatowej tego młodego pianisty. Jego olbrzymich możliwości jako interpretatora i kompozytora. To dobrze, że tej klasy muzyków możemy posłuchać w Międzyrzeczu, w MOK. „Jazz nad Obrą” dzieje się u nas.


Iwona Wróblak
grudzień 2011

czwartek, 17 marca 2016

Maseli On The Road


Jeszcze takiego jazzu w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury nie słyszeliśmy. Filharmoniczny, powiedziałabym, jazz, gdzie jako tworzywo są  wykorzystywane dźwięki instrumentów z całego świata, bogactwo ich jest nieprzebrane. To wędrówka Maselego, i jego towarzyszy, po świecie muzyki jako uniwersum dźwięków. I świecie rytmów. Wciąga weń widzów, grupa jest maksymalnie zgrana, każdy z muzyków jest osobowością, w dodatku doskonale nawzajem się rozumieją. To bardzo słychać. Razem z nim występują:
            Manou N'Guessan Gallo (Wybrzeże Kości Słoniowej). Energetyczna czarna dziewczyna. Specyficzny wokal – u nas śpiewała w jakimś suwahili czy innym afrykańskim języku, i zagrała na gitarach. Sir Lord Gordon Odametey (Ghana) - instrumenty perkusyjne – bonga, jak dojrzałam, wspaniale sobie z nimi radził, Bernard Maseli (Polska) – wibrafon. Feeria przeróżnych dźwięków, niewyobrażalnych, zdawałoby się, przyrównać je można do  możliwości brzmieniowych organów.
Mateusz Pliniewicz (Polska) – skrzypce. Skrzypce altowe, wirtuoz, Pliniewicz akompaniował poszczególnym solówkom. Daniel Dano Soltis (Republika Czeska) – perkusja. Słowak, jak mówił o nim Maseli, nieustępujący temperamentem muzycznym koledze z Ghany. W końcowym utworze wymienili się  instrumentami, udowodnił, że także umie grać na bongach.
Dosłyszałam inspiracje kulturą i muzyką Bliskiego Wschodu, rzecz jasna rytmami wychodzącymi z czeluści afrykańskich sawann i buszu, Manou dawała im odpowiedni klimat. Owym rytmom dali się uwieść wszyscy, tak bliskie były biciu serc, w swoim profesjonalizmie pozornie proste...
Bernard Maseli - wibrafonista, kacista, kompozytor, aranżer i producent. Wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach na wydziale Jazzu i  Muzyki Rozrywkowej – posiada tytuł doktora habilitowanego. Jest opiekunem kilku przewodów doktorskich. Uwielbiany przez studentów i fanów. Założyciel fantastycznej grupy The Globetrotters, oraz współzałożyciel legendy polskiej sceny jazzowej – zespołu Walk Away. Od roku 1988 corocznie zajmuje pierwsze miejsce, w rankingu JazzTop czasopisma Jazz Forum, w kategorii „wibrafon”. Wspaniała osobowość, olbrzymie poczucie humoru. Leader i muzyk sesyjny niemal nieograniczony w gatunkach muzycznych. Nieskrępowany improwizator, zaskakujący kompozytor. Od początku swej  kariery występował z czołowymi zespołami i muzykami: Walk Away, Young Power, The Colors, Music Painters. Urszulą Dudziak, Lorą Szafran, Krzysztofem Ścierańskim, Zbigniewem Preisnerem oraz całą plejadą gwiazd zagranicznych: Nippy Noya, Eric Marienthal, Dave „Fuze” Fuczyński, Bill  Bruford, Dean Brown, Bob Malach, Victor Bailey, Steve Logan, Matheiew Garison, Paul Wertico, Bill Evans. Z zespołem „Walk Awal” uczestniczył w  trasie koncertowej Milesa Davisa po Europie.
Usłyszeliśmy kompozycje Maselego i Manou. Dwa różne światy - muzyki europejskiej i fascynacje czarną muzyką o korzeniach etnicznych, światy które się uzupełniały, dopełniały. Sięgały do tego samego praźródła. Zestawienia instrumentów były bardzo ciekawe, improwizacje, solówki. Ciekawe spotkania różnych kultur na gruncie muzycznym.



Iwona Wróblak 

piątek, 19 lutego 2016

Witold Janiak – Mainstreet Quartet


            Bardzo rasowego jazzu mogliśmy posłuchać na koncercie z cyklu „Jazz nad Obrą” „Mainstreet Quartet” w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury. Witold Janiak - klawisze, Michał Kobojek - utytułowany alcista saksofonu, Marcin Błasiak – gitara basowa, Emil Waluchowski  – perkusista, absolwent Akademii Muzycznej w Łodzi.
Witold Janiak - Pianista, kompozytor. Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie fortepianu (klasycznego). Kompozytor, nauczyciel, menedżer, dyrygent .Laureat Konkursu Muzyki Współczesnej w Krakowie w 1998r. Na Festiwalu Piosenki Francuskiej w Lubinie w 2001r. otrzymał specjalną nagrodę za „wyjątkowe walory artystyczne akompaniamentu”. W 2010r. na Konkursie Pianistów i Hammondzistów w Warszawie otrzymał drugą nagrodę. Wraz z zespołem Witold Janiak Mainstreet Quartet, którego jest twórcą i liderem, zdobył Grand Prix Bielskiej Zadymki Jazzowej (2009) i  Krokus Jazz Festival (2007). W latach 2000-2004 pracował w musicalowym Teatrze Rozrywki w Chorzowie, gdzie przygotował i prowadził „od  fortepianu” wiele przedstawień muzycznych i koncertów. Był uczestnikiem m.in. Festiwalu Pianistów Jazzowych w Kaliszu, Festiwalu Jazztopad we  Wrocławiu, Krokus Jazz Festiwal w Jeleniej Górze, Bielskiej Zadymki Jazzowej, Festiwalu Muzyki Kameralnej w Łańcucie, Bydgoszcz Jazz Festival. Brał udział w słynnym projekcie Koncert na 10 fortepianów realizowanym przez agencję Multi Art. Jest wykładowcą na Wydziale Jazzu w Zespole Szkół Muzycznych na ul. Rojnej w Łodzi. Laureat Nagrody „Oscar Jazzowy” Stowarzyszenia Melomani w 2009. Współpracował m.in. ze Zbigniewem Namysłowskim, Cezarym Konradem, Piotrem Baronem, Maciejem Strzelczykiem, Krzysztofem Ścierańskim oraz Tatianą Okupnik i Moniką Brodką. Wydał z zespołem dwie płyty autorskie.
            Zespół Mainstreet Quartet powstał w 2006 roku w Łodzi. Ich muzyka to połączenie mainstreemu z fusion. Starają się łączyć różne konwencje, by  osiągnąć rozpoznawalne brzmienie. W wyniku tej muzycznej syntezy wygrali dwa międzynarodowe konkursy jazzowe. Repertuar to autorskie opracowania standardów jazzowych oraz zróżnicowane stylistycznie kompozycje lidera, który czerpie inspiracje z takich źródeł jak Pat Metheny, Chick Corea & Return to Forever, czy ogólnie mówiąc ECM.
            Ich muzyka to kompozycje autora, stylistycznie dość zróżnicowane – od mainstreamu, poprzez nawiązania do ECM, Pata Metheny’ego, pierwszego Return to Forever, aż do żartobliwego pastiszu funku.  Kanon mainstreamu, nieco funkującego, zabarwionego elementami fusion – ustalonym w latach 70., a w 80. zakonserwowanym. Improwizacje, gdzie każdy następny dźwięk jest zagadką. Istota muzyki improwizowanej. Ta muzyka nazywa się jazz. Inspiracja to chłonięcie z otoczenia wszystkich otaczających nas dźwięków i filtrowanie ich pod kątem jakości. Wybór pewnego elementu i  umieszczenie go w konkretnym kontekście. Taka sytuacja ma miejsce, gdy muzyk ma dostatecznie dużo doświadczeń do zbudowania własnego języka i  opowiedzenia własnej historii.
            Mainstream wywodzi się z unowocześnionej tradycji swingu oraz be-bopu. Określenie obejmuje przede wszystkim klasyczny jazz współczesny osadzony w określonej tradycji.
Fusion jazz to jeden z najważniejszych nurtów jazzowych. W tej grupie wskazać można kilkanaście nurtów wchodzących w skład fusion jazzu, z których każda powiązana jest z innym rodzajem muzyki, np. jazz-rock, jazz-hop, smoth jazz. Muzyka ta łączy ze sobą style typowe dla muzyki jazzowej oraz takie rytmy, jak pop czy funk.
            Słuchamy gotowego autorskiego produktu. Duże partie na saksofon, przy napojach i herbatce w kawiarni holu MOK. Zapalone świeczki i świetni artyści. Chwile zasłuchania w nuty, które nie potrzebują komentarza. Solówki, duety na instrumenty. Standardy jazzowe w autorskiej oryginalnej interpretacji. Nawet samba jest charakterystyczna dla Witolda Janiaka. Grają własne kompozycje z płyt. Muzyka elektronicznie przetworzona, chociaż też  są i romantyczne wątki. Bardzo wartościowy koncert. Jazz pierwszego gatunku, uczący muzyki i bawiący publiczność.


Iwona Wróblak
czerwiec 2012

piątek, 27 listopada 2015

Jazz jak muzyka absolutna

            Niedzielne menu w Klubie Muzycznym „Kwinto” wykwintne. Formacja jazzowa „Morte Plays” z Zielonej Góry. Marcin Łukasiewicz – gitara jazzowa, kompozycje i autorskie aranżacje, Marcin Nowak – saksofon tenorowy, Marek Styk – gitara basowa i Kuba Lechki – perkusja. Niedawno, prawie wszyscy, skończyli studia muzyczne w Zielonej Górze na kierunku: muzyka estradowa. Z założenia grają jazz, acoustic, alternative – bardzo klasyczne, z szacunkiem dla źródeł i historii tej muzyki, bardzo profesjonalne. Podobno się nie gra, nie wypada grać jazzu, jeśli nie ma się ku temu  odpowiednich studiów. To było słychać.
            Wiedzieliśmy od pierwszych fraz, że będzie klasycznie. Nawet najbardziej wybredni koneserzy tej szlachetnej odmiany muzyki, dziś już  klasycznej, nie mogli czuć się zawiedzeni. Jazz od pierwszych fraz kojarzący nam się z terminem – tradycyjny, czyli brzmiący jak z lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Oryginalne, i ściśle mieszczące się w konwencji gatunku, kompozycje i aranżacje, rzecz jasna według prawideł sztuki kompozytorskiej. Sama przyjemność delektowania się. Niedzielny obfity lunch i kolacja muzyczna w jednym.
            Muzyka niszowa – jeśli jako kryterium przyjmiemy jej wysoki poziom. Wspaniale solówki na saksofon i perfekcyjna – jak dla mnie, perkusja. Uzupełniająca, cicha – jako tusz dla gitary, także wykorzystująca swoje, zaskakujące dla mnie, duże możliwości w solówkach. Solówki na perkusję to cała opowieść bębniarska z akcją dramaturgiczną. Opowieść z treścią i wieloma wątkami. Teatr dźwięków, w który z wolna włączają się inne instrumenty. Jako tusz i dopełnienie, wymiennie w tych rolach. Improwizacje na gitarę – w duecie z saksofonem, z perkusją. Wielogłosowa pieśń, w której zamiast słów są frazy muzyczne, memy dźwięków, wiązki równie wyraziste jak słowa, tylko alfabet jest inny. Jazzowo - tradycyjny – z najlepszej szkoły. Tryskające stonowanymi barwami feerie ich, ładnie poukładane z kryształków jak naszyjnik. Nieciągły jak równanie arytmetyczne, z łamiącym się rytmem i przyspieszeniem…
            Tematy jak uwertury. Sonatiny. Wielka przestrzeń zagospodarowywana potem przez te wstępne brzmienia. Dokładnie oddzielone przez siebie części. Matematycznie na pewno. Jak na dobrą kompozycję przystało. Z częścią pierwszą, obszernym rozwinięciem i powtórką wstępu, z wariacjami –  zakończeniem. Podkreśleniem tematu. Przypomnieniem. Reminiscencją.
            Jazz jako muzyka absolutna. Wieczór z jazzem tylko w Międzyrzeczu dzisiaj i tylko w „Kwinto”. Spora dawka dobrej muzyki, starannie uporządkowanej. Jazz jest bezsłowny, jak klasyka wszelkiego rodzaju. Jak toposy kultury muzycznej. W ciszy, bez myśli wtórnych i przypadkowych się  go słucha. Nie trzeba ich. Nie narzucają się. Słucha się kolejnych fraz, i dywagacji, będąc tylko częściowo zaskakiwanym ich następstwem. Są  przewidywalne jak wyniki działań matematycznych. Są częścią kodu, odczytywalnego przez nasz zmysł artystyczny. Kojarzony za sprawą popularności w  mediach znanych nazwisk wykonawców, szkół standardów jazzowych, z obfitości których teraz (tylko?) czerpać – wiernie, co z pewnością nie zuboży własnej twórczej inwencji, jak się przekonujemy…
            Kompozycje Marcina Łukasiewicza są główną tkanką, która spaja grupę, podziwiam wyczucie konwencji gatunku, który do prostych nie należy. Przez obecność artystyczną naszych gości z „Morte Plays” czujemy się namaszczeni w jazzowej dynamice. Wewnątrz tej muzyki wyczuwam czułe, pełne refleksji delikatne omiatanie, jak w instrumentarium perkusyjnym, wokół tematu, matematyka jazzu skrzy się zwiewnością, zmiennym nastrojem, urzeka spokojem i kontemplacją. I intuicyjną trafnością doboru inspiracji. Jest niespieszny, prawie spolegliwy, jest wysubtelniony w prostocie (pozornej…). Prostocie odbioru, jaka jest udziałem recepcji klasycznej muzyki.
            Potężna dawka muzyki na żywo. Klub jazzowy nasz „Kwinto”, bardzo rasowy, bardzo kameralny, akustyczna muzyka w całkiem niezłym gatunku. Niedzielne wieczory jazzowe będą obiecujące.


Iwona Wróblak
listopad 2015