wtorek, 7 czerwca 2016

Jazz nad Obrą


            Kolejne spotkanie z bardzo dobrą muzyką. Przemysław Raminiak – klawisze, którego słuchaliśmy poprzednio, i młody Adam Bałdych na dziwnych skrzypcach, jak podpowiadają mi, elektronicznych. Przeróżne dźwięki wydobywa z nich pan Bałdych, nie tylko takie, do których jesteśmy przyzwyczajeni widząc ten instrument. Jest jak organy, takie orkiestrowe skrzypce…
 Wokół skrzypiec dzieje się akcja muzyczna, akompaniują im klawisze. Żeby wyłączyć myśli i słyszeć tylko muzykę, nie próbując jej nazywać, ani określać. Niech mówi wysokością dźwięków i przerwami między nimi…
            Zapowiadane są standardy jazzowe. I utwór opracowany na podstawie muzyki F. Chopina. I kilka własnych kompozycji. Jazz taki jaki jest. Swobodny, spontaniczny, bawiący się dźwiękami, grający słucha i poddaje się swemu instynktowi, improwizuje…
Ciekawe, jak to będzie z Chopinem… co zostanie z idei muzycznej romantyczności? Dramat i ponadczasowość, tęsknota, i wszystko, co współczesne… Współczesny Chopin goni nutkę za nutką, pospieszny i delikatny. Jest przez muzyków wydobyty z tych okruchów rozpoznawalnych, jest ogólny klimat, którego się doświadcza słuchając słynnego kompozytora. Z pośpiechem jak z zadyszką ciężko wychodzącego z płuc oddechu, gdzie się Dopełnia. Te niskie dźwięki skrzypiec do wiodącego tematu, jak cierpienie…
            Jak wsłuchanie się i podążanie, i posłuszeństwo. Chwilami wydobywa się opowieść, jak epicka powieść sentymentalna.
Kompozycje własne. Orkiestrowe brzmienie na klawiszach, znowu niskie dźwięki skrzypiec. Długie, o różnym natężeniu, powtarzane, przypominają mi coś egzotycznego, może pustynnego. Rozległych przestrzeni.
Wirtuozeria skrzypiec. Utwór „Kurczaki”. Utwory z płyty „Moje miasto. Legenda o Gorzowie”. Wczesnośredniowieczny klimat grubych murów, mroków przeszłości, przechodzi jakby w renesansowe jaśniejsze i wyższe tony. Feeria dźwięków.
            Na bis kompozycja specjalnie przygotowana na dzisiejszy koncert. Gorące zasłużone oklaski. Sala Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury jest pełna. Dużo było dobrej muzyki, dużo bardzo różnorodnego jazzu.

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Bordello a’Capello w Międzyrzeczu powtórnie

            Wśród sporej dawki różnorakich propozycji, przygotowanych przez Międzyrzecki Ośrodek Kultury z okazji czerwcowych obchodów Dni Międzyrzecza, wybrałam koncert Zespołu Bordello a’Capello. Muzycy występowali już w naszym międzyrzeckim Klubie Muzycznym „Kwinto”, znanym z tego, że wykonawców dobiera bardzo starannie, stawiając na ich talent i nietuzinkowość, promując w ten sposób nowe, niezauważone jeszcze przez sceny nazwiska i formacje muzyczne.
            Michał Klimaszewski śpiewa wartościowe teksty dużą wagę przykładając do ich interpretacji. Ma talenty aktorskie przy tym, nie walczy z  akustykami – jak powiedzieliby fachowcy od nagłaśniania, muzycznie kompozycje też warte są posłuchania.
            Bordello czyli wszystko w jednym. Głębia i codzienność, refleksja i relaksacja, zabawa i namysł nad światem dnia dzisiejszego. Madrygał, fraszka, skecz, poezja i song dla kibiców sportowych. To czym żyje człowiek współczesny, w danej chwili i w czasie rozciągłym. Unurzany w dniu dzisiejszym, we własnych emocjach i sprawach niezałatwionych z przyczyn różnych, którym nie zawsze daje radę. A jednak – umie zdobyć się na chwilę poezji. Na  dłuższe chwile, bo jak mawiał Stachura – poezją jest wszystko. I jest to strofa męska, mocna, niebojąca się nazwać rzeczy tak, jak widzi to jej autor. Dobry tekściarz, mówiąc nawiasem, to skarb każdego zespołu (Marek Klimaszewski). Zespół ma także dobrych muzyków i inteligentnego, sprawnego wykonawcę – Michała Klimaszewskiego, który rozumie, co śpiewa. Dlatego z taką przyjemnością zapamiętaliśmy w Międzyrzeczu „Bordello a’Capello”, taki chór (pozornie) nieuporządkowany śpiewający sam w sobie – jak się okazuje, śpiewający w sposób zrozumiały dla słuchaczy, klarowny w przekazie.
             O czym śpiewać? Pyta w tekście wokalista. Pamiętamy radiowe z dawnych niesłusznych czasów – pytanie w co się bawić… Kiedy cenzura wewnętrzna (zwłaszcza ta), zewnętrzna i kosmiczna, kulturowa… Może o tym, że jest trochę słońca i trochę nieba – to Ważny temat, który można rozwinąć w koncepcję filozoficzną. Piękne frazy na saksofon (Klimaszewski), ilustrujące temat, ma tych instrumentów wokalista zestaw, od tenorowego po sopranowy. Tęsknotą parweniuszy, którymi jesteśmy wszyscy w jakiejś dziedzinie, z pokorą trzeba to przyjąć, jest Cel w górnych rejestrach. Dążąc ku  Niemu tańczymy obłędnie w rytmie walca czy walczyka – więc niech żyje Bal, jak śpiewała znana pieśniarka, w zaklętym tańcu chochołów ludzkich, maszyn-żywych istot, w ich tragedio-dramacie egzystencjalnym.
            Jest samotność ludzka osób, żyjących tak przez całe swoje życie, z przyczyn, których nikt nie zna. Samotność osobnicza to choroba współczesna. Bardzo boli, cierpieniem chowanym w głębi, przykrywanym zawodową aktywnością. Nieobecność osób bliskich, przyjaciół – zwłaszcza tych ostatnich. Człowiek od tysiącleci żyje w gromadzie, inaczej nie czuje się szczęśliwy. Walczyk w rytmie zwolnionym, zacinający się jak katarynka z lalkami, jest potrzeba złożenia odpowiedzialności za mechanizm wiecznego obrotu wokół osi do jakiegoś stwórcy… Dlatego cieszyć się trzeba – i jest to radość na  (pół)serio eksponowana – z (własnego) pijaństwa na czyimś weselu, chwile relaksu, każde, są cenne jako takie… I zdrowe psychicznie. Wobec szarości i  osobności człowieka. I szacunek (szacun), proszę Państwa (publiki), dla Człowieka, bo (nawet) pijak, to też… pan pijak.
            Piosenki do słuchania wielokrotnego, także w ich warstwie muzycznej. Spójne w treści jako utwór artystyczny. Dodatkowo przyjemność słuchania wykonawcy.
            Kilka dni imprez z cyklu „Dni Międzyrzeca”. Laser Show, wieczorne koncerty uznanych na wielkich scenach gwiazd muzyki; „Kult”,„Enej”.
Byli też i nasi, wykonawcy lokalni. Bardzo lubiany, dzięki ogromowi pracy wychowawczej, muzycznej, jaki w kształcenie artystyczne małych dzieci wkłada jedna z nauczycielek muzyki Ewa Witkowska, Dziecięcy Chór „Piccolo”, o bezsprzecznie dużej kulturze muzycznej. Działa dopiero od roku. Efekty konsekwentnej pracy widać na koncertach, na których dzieci te występują. W repertuarze mają pieśni o Polsce, piosenkę o słynnym kompozytorze klasycznym J.S.Bachu, w formie (czysto zaśpiewnej) opowieści dla dzieci o tym, kim był Bach i jakie znaczenie ma dla muzyki. Refleksyjna, taka też w  tonacji, piosenka o wieczorze w filharmonii, propagująca – myślę – osłuchanie się z muzyką klasyczną już od najmłodszych lat. Słyszałam też przy innej okazji słoneczne dziecięce piosenki. Krótki recital Chóru Dziecięcego „Piccollo”, międzyrzeckiego ulubieńca publiczności, zasłużenie nagrodzony był gromkimi brawami.
            Chwila dla naszych lokalnych aktywności – szachowych – jest duża grupa młodych adeptów tego sportu, wręczone zostały nagrody na  najlepszych.  To także koncert wykonawców uczących się śpiewu w Studiu Piosenki w MOK, którym kieruje Agnieszka Kliszczyk. Słyszymy, być może, przyszłe gwiazdy scen, to na pewno wielka przygoda dzieci i młodzieży ze sztuką wokalistyki, nauka emisji głosu. Uwagę zwrócił ciekawy wysoki głos Zosi Derwich. Śpiewały także Wiktoria Babiak, Sebastian Sierbin, Ola Dajworska – wielokrotnie i stale występująca na konkursach wokalnych, i jej  siostra Julia Dajworska.
Międzyrzecki Chór Kameralny, którym dyryguje Paulina Staniec (nauczycielka muzyki), raczył nas kilkoma pieśniami w swym wykonaniu. Próbka bogatego repertuaru śpiewaków nieco starszych. Pieśni choralne są pasją grupy ludzi pracujących zawodowo w różnych miejscach. Zespół działa kilka lat,  ma osiągnięcia, dzięki energicznej i pełnej pomysłów dyrygentce stale zaskakuje nas nowymi wykonaniami. Od trudnych technicznie pieśni sakralnych, poprzez piosenki legionowe – ze współczesnymi wstawkami o naszej lokalnej 17 WBZ. Zespół zaprasza chętnych do wspólnego muzykowania na próby, mają miejsce 2 razy w tygodniu w MOK.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016









niedziela, 5 czerwca 2016

Wernisaż poplenerowy Międzyrzecz 2016

            Galeria 30” Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury wzbogaciła się o nowe prace, będące wynikiem trwającego kilkanaście dni Międzynarodowego Pleneru Plastycznego „Międzyrzecz 2016”, który miał miejsce w „Pensjonacie pod Strzechą” Beaty i Jacka Bełzów nad Jeziorem Głębokie.
             W spotkaniu wzięło udział 21. artystów plastyków z kilku krajów: Małgorzata Bogucka, Sylwester Chłodziński, Chris Firchow, Edward Gałustow, Mirosław Gliński, Axel Gresch, Peter Heyn, Antje Homrighausen, Karim Udddin Khan, Jurek Kozieras, Ingeborg Metelmann, Dariusz Miliński, Anna Nasteruk, Ilka Zofia Neumann, Waldemar Pawlikowski, Aneta Początek, Wojciech Pomianowski, Maren Reblin, Dorota Ruta – Zdanowicz, Ella Stasiak i Andrzej Woźniak.
            Pierwsze wrażenie – wielka różnorodność – osobowości, stylów, zainteresowań, doświadczeń…  Na czym by oko zatrzymać… Pejzaże. Klasyczne w różnych technikach. Rzecz działa się na naszym pięknym Ośrodku Głębokie, w sąsiedztwie lasów, pół i urokliwych krajobrazów. Majowa soczysta zieleń, świeże kwiaty…
Pejzaże naszkicowane i wyraziste. Będące przetworzeniem obrazów w technice wybranej lub niemalże - fotograficznie, czy rytowniczo - odtworzone. Subtelne bardzo piękne miniaturowe widoczki W. Pomianowskiego. Zachwycające akwarele zrobione niewieloma pociągnięciami pędzla, wykorzystujące naturalną biel podkładu – niczym dawne ryty. Inne - barwne impresjonistyczne pocztówki naszych lasów, w ich strzelistości drzewnej i listnej świetlistości koron. Jest CO malować w naszej okolicy…
            Anety Początek – wyłanianie się kobiecości z magmy koloru i światła, kształty dziewczyny-kobiety są częścią barwnych plam świata, o ich  pięknie, o pięknie kobiety jako barwy-koloru mówią jej fragmenty, plamą farby skapnięte z pędzla stworzyciela – skrawek sukni, zgięcie ręki, zarys bioder. Erotyzm jest wpleciony w kolor, subtelny i ciekawy artystycznie.
            Edward Gałustow – niepowtarzalny w swoim stylu bajkowo – epickim, specyficzną formą opowieści będącej moralitetowym przedstawieniem, sięgającej tematyką do kultury rusko-europejskiej, jej ludycznego, jarmarkowego wymiaru. Folklor wieczny i teatrum ludzkie. Po drugiej stronie sali – Dariusz Miliński. Wiejska kultura i ludzie, podobne są korzenie kulturowe mieszkańców wszechczasów, niezależnie od ich wykształcenia, takież są ich  emocje, podstawy bytu lokalnego, wiejskiego. Wspólnotowego. Doroty Ruta – Zdanowicz kobiecość w wydaniu kobiecym… Półportret jak zarys aktu, zlewający się wewnątrz, jak w tafli wody jeziornej, niezupełnie przeźroczystej, tylko kontur postaci oddziela od tła, jedna linia ciągła, jak jeden kadr filmu. Patrzy półpostać wycięta z tego kadru, my za jej półpleców, i to Patrzenie jest tematem. Także i to KTO patrzy (nie wiemy do końca – nimfa, nasze pragnienie bycia wróżką…). Struktura widzenia (patrzącego na obraz) jest podobna, jeśli nie jednolita z wodnym otoczeniem.
            Jest zachód, który rozrzewnia – taki nastrój miewamy siedząc nad akwenem, przyglądając się kuli światła nad horyzontem. W tafli wodnej jest zestawem barw, ich zmarszczkami na wodzie. Jest czerwień maków, ich krwistość szminkowa, na tle ostrych form traw łąkowych, majowych w swej świeżej zieleni, prześwietlone blaskiem słonecznym. One są rozmodlone w zieleni, zmęczone słońcem. Zrelaksowane. Drzewo człowiecze jak mandragora. Podobne kształtem do ludzkiej sylwetki, konarami przypomina nasze kończyny.
            Mamy też w tym roku na wystawie zestaw rysunków – karykatur twarzy, ich charakterologiczną niepowtarzalność, oddającą przerysowane cechy indywidualne. Jest historia lokalna – tak mocno obecna na naszej ziemi międzyrzeckiej. Bogata, wieloetniczna i multireligijna. Świadectwem są  inskrypcje, napisy – pozostałość po poprzednich gospodarzach tej ziemi. W słońcu zamek nasz międzyrzecki, rozpoznawalna sylweta ruin, bastei i mostu na dziedziniec. Otoczony dalej starymi platanami, na obrazie mamy zapowiedź wejścia do kilkuhektarowego kompleksu parkowego.
            Jest też na wystawie kilka rzeźb w drewnie Sylwestra Chłodzińskiego, przedstawiających osoby. Płaskorzeźby autorstwa Karima Uddin Khana z  Pakistanu. Mamy wgląd w barwną paletę twórczości osób, które przyjechały na plener zza zachodniej granicy. Jest w nich pewna większa swoboda, czy dowolność… Są stricte malarskie te prace, nieklasyczne. Świadectwo, jak wielka jest różnorodność inspiracji artystycznych, odmienność osobowości uczestników pleneru. Wydaje mi się, że tegoroczne wystawiennicze pokłosie pleneru ma tą właśnie cechę – dużą różnorodność i bogactwo propozycji artystycznych do obejrzenia w Galerii 30 Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016
















sobota, 4 czerwca 2016

Oj się działo…maraton spektakli, istna uczta

            Aż 16 spektakli mieliśmy niewątpliwą przyjemność obejrzeć na dwudniowych Prezentacjach Wojewódzkich Lubuskiej Gali Teatralnej w pięknym gmachu Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Duża scena bardzo dobrze wykorzystana – na pokaz efektów wielu dni pracy dzieci, instruktorów NAJLEPSZYCH i niezawodowych teatrów dziecięcych i młodzieżowych w województwie lubuskim… Święto sztuki teatralnej w Międzyrzeczu.
            Zasiadłam wygodnie na widowni – w pierwszym rzędzie, z notatnikiem, by mi nic nie umknęło. Najlepiej byłoby spektakle… uwiecznić na  nośnikach, by mogły funkcjonować w lokalnym lubuskim środowisku kulturalnym tak, jak na to zasługują. Bo Teatr trzeba zobaczyć…
            Teatr „DOMINO” z Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury – spektakl „Dziób w dziób”. Scenariusz według tekstu Maliny Prześlugi, reżyseria Izabela Spławska, zespół. Opracowanie muzyczne: Zbuku, opracowanie plastyczne: zespół. Mocarna gołębia banda za Trzepakiem, w sąsiedztwie blokowych sznurach z suszącymi się ubraniami. W domyśle - brak innych, poza tym, propozycji rozrywek dla młodego gangu. Tworzą się zalążki nieformalnej grupy… Jest ustalane tzw. prawo czy kolejność dziobania słabszego, hierarchia ważności. Modelowy pokaz grupy młodzieżowej i jej socjologii. Gołębie dużo przeszły w swoim młodym życiu, jednemu z nich szczur odgryzł nogę. Frustracja nieuświadomiona wyraża się w szukaniu Wroga. Jak tu przygruchać Kotu? Bo – przypuszczalnie – Kot (któż by inny?) zjadł jednego z  ptasich kompanów. Slang niepokojowo nastawiony do świata. Niepacyfistyczny. Czyli obsryndalamy Kota, wirtualnego mordercę… No ale nie jest łatwo tak się ustawić (tylną częścią ciała) w locie, by celnym strzałem zaimponować koleżkom…
            Symptomatyczne, że dotąd Gołębie nie mają imion. Pojawiający się w gromadzie inny (niż gołąb), wróbelek, je ma. Grażynka. Ma też wpojone przez ptasią mamę poczucie winy, że wyrzuciła z gniazda siostrzyczkę. Zabiła ją. Grażynka zaprzyjaźnia się z kotami – uwalnia je z przywiązanych do  ogonów przez złych ludzi metalowych puszek, dzięki temu zawiera z wrogami rozejm, jest z nimi bezpieczna jako ptak.
             Inny, słabszy, (wrażliwszy) staje się wrogiem, szpiegiem. Relacje osobnik – społeczność zawsze aktualne… Tu w ptasim wydaniu i szacie „Malowany ptak” J. Kosińskiego. Jeśli nie ma wroga, trzeba go stworzyć, po to by wzmocnić jedność grupy – i władzę samca alfa. Pretekstem była śmierć gołębia Karola. Okazuje się, że nie został wcale pożarty przez koty, lecz udał się na drugą stronę muru - pod okna piekarni. Po powrocie do gromady dzieli się słodkimi okruchami. Czy dzięki odkryciu prawdy o niewinności Kotów wróg stanie się dla bandy/grupy nieformalnej niepotrzebny? Nie. Zmieni się Hasło (polityczne). Nie będą już mścić Karola, to zawołanie się zużyło. Teraz jest wyraźniejsze: rządzą tylko gołębie i zawsze gołębie. Czyli Dziób w  Dziób…
            Klasa III E. Publiczna Szkoła Podstawowa nr 6 w Świebodzinie. Przedstawienie: „Trochę śmiechu, trochę krzyku, czyli bajka o piórniku”. Reżyseria Zofia Kamińska, tekst Adam Łebkowski. Opracowanie plastyczne: Zofia Śron, opracowanie plastyczne: Magdalena Śron, Magdalena Bałenkowska.Wspaniały rymowany tekst, godny najlepszego zawodowego autorstwa, napisany przez rodzica występującego dziecka. Każde z dzieci miało do popisu recytacyjnego – o dobrą dykcję zadbała nauczycielka – błyskotliwe kilka wersów określających jedną ze składowych zawartości dziecięcego Piórnika. Idea przewodnia – porządek w piórniku musi być, bo chaos nie jest dobry, nie służy stworzeniu dziełka plastycznego. Walka o Porządek to więc walka ARTYSTYCZNA… Mała wojenka zadziała się w Piórniku… Chaos zobrazowany jest jako grupa Fajtłapy, kogoś niepoukładanego (niepoprowadzonego w procesie uczenia się przez nauczyciela, autorytet). Piórnik, jako całość, symbolicznie występuje jako scena, jako narzędzie do edukacji, jest znaleziony zresztą na starym strychu, jako testament nauk dziadka, dotyczy ważności prawidłowej edukacji wnuka. Dzieci poprzebierane są w kunsztownie obmyślane stroje, naśladujące kolorowe ołówki, gumkę, linijkę nożyczki itp.
            Zespół Teatralny „Z Kartonu”. Zespół Szkół w Cybince. Spektakl pt. „Czerwony Kapturek szuka księcia”". Scenariusz adaptowany ze źródła internetowego. Reżyseria: Ewa Olenkiewicz. Trawestacja, teraz częsta, kanonu znanej bajki. Dzieci znają ich wiele, tyle wrażeń oferuje im współczesny świat mediów, że mogą się zgubić… W tym lesie Kapturka jest poboczność myśli i wątków autora bajki, niczym ścieżki w gęstwinę. Zaludniają ten las inne postacie. Wlały się w kapturkowo – leśny krajobraz. Czerwona Kapturka w leśnej (zawikłanej) drodze do babci rozmyśla o swojej internetowej czatowej miłości. Spotyka niepocałowaną księciową żabę (lecz ten kandydat jest już  zajęty przez inną księżniczkę). Mądra rada – kochaj niewirtualnie, czyli pocałuj w realu… Tak gadają drzewa w lesie. Smok pomylił bajkowy wymiar i za  to dostaje baty od jednego z równie zagubionych księciów, dostaje – bo jest cywilizowany, ani mu w głowie zjadanie papierowych dżentelmenów… Szwendają się po lesie wiedźmy, mylą Kapturkę z królewnami uwięzionymi na wieży (a może nie mylą…). Bajki są tu niestety odczarowywane… Narrator czyta wielką Baję arcywspółczesną, opartą na przetworzonych archetypach. Wilk jest uwodzicielski, pięknie śpiewa, co nie znaczy, że nie ma  złych zamiarów. Kapturka nie przestrzega bezpieczeństwa w sieci i zdradza adres (MAC) babci. Chce naprawić błąd, ale technika zawodzi, bateria w  telefonie komórkowym się wyczerpała. Babcia żyje, na szczęście, Wilk jest przekupiony, a tym, który klikał na czacie jest Narrator – książę współczesny bajkopisarz… bardzo mądre. Rymowanka odnośna na koniec – uważaj bracie, z kim umawiasz się na czacie.
            Zespół Teatralny „Abra-Kadabra” ze Strzeleckiego Ośrodka Kultury, spektakl pt. „Dawno temu w Strzelcach”. Reżyseria Gabriela Mróz. Scenariusz: Gabriela Mróz na podstawie Legend o Strzelcach, Reżyseria Gabriela Mróz, opracowanie muzyczne: Gabriela Mróz. Książę bardzo książęcy (znakomita kreacja) sprawdza, razem z giermkiem, jak żyje jego lud. W tym celu przebiera się w strój parobka i pieszo przemierza domenę. Historyczne stroje z epoki bardzo starej, scenki rodzajowe, rzemieślnicy z podgrodzia przy pracy. Wędrownicy pytają wieśniaczkę o robotę – jest  tu jeden taki, co szuka ludzi do pracy – odpowiada praczka… Znojny dzień w polu mają za sobą, czas na sen. Tu się śni księciu, niczym w „Weselu” St. Wyspiańskiego, sen uczący o tym, jak on ma sam rządzić. Wgląd w historię regionu, w dzieje władców ziem, których teraz on jest gospodarzem. Ważną rzeczą był wtedy wał na jeziorze, prace ziemne, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli. Trudna inwestycja, ale wespół z lokalnym patriotycznym gospodarczo diablikiem da się zrobić… Diablim targiem, dobrym duchem, dzieje się  koncyliacyjna ku dobru wszystkich ludzi, żyjących wcześniej i teraz, współpraca mocy złych i dobrych, czuwają nad Strzelcami, z okolicznymi czarownicami włącznie. Mądry Książę jest zadowolony z lustracji, bo lud pracowity, jak  mówi, zasiedziały.
            Zespół Teatralny „Szpila” ze Szkoły Podstawowej w Białkowie. Spektakl pt. "Strasznie fajny narzeczony". Scenariusz i reżyseria: E. Pikuła, opracowanie muzyczne i plastyczne: zespół. Patriarchat czy matriarchat panuje na dworze królewskim? I jak wydać za mąż hardkorową księżniczkę (o jej przekonaniach informuje stosowny kostium). Wszyscy uciekają od niej sprzed ołtarza… Czy może problemem jest humorzasta królowa, a jej córka ją naśladuje? Wyraziste postacie, dobrze grane przez młodych aktorów. W takim razie, w jaki sposób „wychować” królową? Może pozwolić spełniać się jej życzeniom słownie werbalizowanym… Czarodziej działa swoimi mocami i odtąd wszystko, co wyjdzie z ust  królowej, wciela się w życie. Grzmoty zapowiadają wejście magicznego wymiaru do życia. W pałacu pojawiają się dziwne stwory, takie jak panoszące się krasnoludy, czy – kiedy klnie królowa, diabły. I jak ostatecznie sprawa zamążpójścia królewny się rozwiązuje? Otóż jedno z życzeń dotyczy przywołania strasznie fajnego ducha, i to on staje się narzeczonym, który nie ucieka od księżniczki… Swój znalazł swego, i pewnie żyli długo i szczęśliwie.
            Zespół Teatralny „Mali Husarze” z Klubu 11 Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Spektakl pt. „ Drużyna Kaprala Wojtka”. Scenariusz: Halina Szulc. Przedstawienie oparte na relacji żołnierzy gen. Andersa o ich przyjaźni z niedźwiedziem Wojtkiem, który towarzyszył im na szlaku bojowym. Postać zwierzaka jest przywołana przez współczesnych skautów. Obóz harcerski w lesie, atrybuty – leśne choinki, namioty, chochla i kocioł z  zupą, z którego wszyscy konsumują. W planie zbieranie harcerskich sprawności. Budzą Wojtka z historycznego snu. Jest pretekst do gawędy harcerskiej. Duch bojowy ideałów wolnościowych i wychowania skautowego. Także dobra zabawa i ćwiczenia sprawnościowe, bardzo ładnie zobrazowane. Internacjonalistyczne akcenty – ruch skautowy ma zasięg międzynarodowy.
            Zespół „Teatralne Aniołki” z Zespołu Edukacyjnego w Brójcach. Tytuł przedstawienia: „Pręcik”. Scenariusz: Malina Prześluga. Reżyseria i  opracowanie muzyczne: Monika Pilipczuk. Opracowanie plastyczne: Małgorzata Biernat. Ze współczesnego hip –hopu wyodrębniony rytm. Rzeczy w  pokoju do spania należące do Dziewczynki. Ich własne użytkowe dla Niej życie, podporządkowane celowi służenia, nagle się zawiesza. Budziki, kapcie, przestają być potrzebne w sposób, w jaki funkcjonowały w życiu normalnego, czyli zdrowego dziecka. Daje się odczuć pustka braku Dziewczynki, która jedzie do szpitala. Występuje na scenie obok białego łóżka, są odtąd przynależne do siebie, i łóżko ją wsysa, aż do jej śmierci. Do jej zniknienia. Torba podróżna jej podróży, do miejsca białości, gdzie umrze, chowa w sobie atrybuty normalności. Dziewczynka ma białe włosy, jest z obcego świata choroby. Staje się zanikanie Dziewczynki, jej odchodzenie. Umieranie. Symboliczne znicze na scenie. Żałoba jej Rzeczy po Niej. Sposób opowiedzenia o chorobie, o śmierci dziecka.
            Zespół Teatralny „Pachmilanka” z Zielonogórskiego Ośrodka Kultury . Spektakl pt. „Rewolucja”. Groźba zapowiedzi zagłady… Z punktu widzenia włosów na Głowie - Rzecz się dzieje. Społeczność włosów. Łysiejąca głowa i jej wypadające włosy. Razem próbowałyśmy, my - włosy – być ładniejsze… Zawsze jednak jest nadzieja. Każdy powinien mieć marzenia, żeby się do nich uśmiechnąć, do włosów też, chociaż wypadają. Włosy mają marzenia i się  do nich, do marzeń, uśmiechają. W spektaklu zwracają uwagę nowatorskie formy ruchu i tańca.
            Teatr „Piątka” z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 5 w Nowej Soli. Spektakl pt. „Bajka o małpce”. Reżyseria, scenariusz: Barnadetta Nawrocka. Mała małpka zagubiła się w świecie poza Ogrodem Zoologicznym. Jest obca w europejskim lesie, czy zwierzęca społeczność przyjmie ją do  swego grona? Wystraszona siedzi na drzewie. Jej inność budzi dyskusje. W tle słyszymy afrykańską muzykę. Spektakl bardzo aktualny.
            Zespół Teatralny „Ci…sza” ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Zielonej Górze. Spektakl pt. „Brzydkie Kaczątko”. Scenariusz i reżyseria: Mariola Bukowska, Dorota Rachmil-Wilczyńska. Opracownie muzyczne i plastyczne: Mariola Bukowska, Dorota Rachmil-Wilczyńska. W sposób uroczy zainscenizowana bajka. Skomplikowane życie kaczej społeczności, każde kaczątko jest indywidualnością, ma swe cechy – wady i zalety. Wykluwanie się  jaja z Brzydkim Kaczątkiem jest obserwowane – to ostatni osobnik, jaki pojawia się w lęgu. Z kokonu wychodzi na świat, który go nie rozumie, nie  akceptuje. Nierozkwitłe łabędziątko krzyczy – mama! I ten krzyk jest dziecięcy i uniwersalny. Samotność dziecka przykrywa się swoimi piórami łabędzimi, chowa się w nich. Muzyczne skojarzenia z Jeziorem Łabędzim P. Czajkowskiego, poprzez układ baletowy. Białe sukienki jak skrzydła, wykraczają formą poza tradycyjny (o ile taki jest) teatr dziecięcy. Pióra dziecięce tańczą. Poezja, muzyka i teatr. Piękna forma starej dziecięcej baśni.
            Zespół Teatralny „Trele morele” z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 4 w Żaganiu. Spektakl pt. „Kłopoty wilka czyli czerwony kapturek na  wesoło”. Reżyseria Anna Rejdaszko, scenariusz Monika Gajczar. Czerwony Kapturek zagubił się w bajkowym lesie, podobnie jak inne Kapturki z  różnych stron świata i Europy, które spotyka skonfundowany Wilk... Ich ilość wyklucza bezpieczne dla żołądka drapieżcy skonsumowanie. Okazuje się, że ta bajka, w dobie unifikacji kulturowej, jest popularna w różnych kulturach. Kapturki mówią językami swych Ojczyzn, są ubrane stosownie do kultury i  tradycji – tylko Wilk wszędzie jest tak samo zły i głodny… I jeszcze jeden aspekt, widoczny w przeróbkach kanonu baśni. Świat coraz bardziej się komplikuje, widać to po ich pejzażu w dostępnych opowieściach bajkowych. Wymaga uporządkowania, może się rozpada... Problemem jest zalew informacji, ich szum, zaciemnia archetypy, które dla dzieci powinny być jasne.
            Teatr „Akolado” z Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I. stopnia w Zielonej Górze. Spektakl pt. „Galimatias”. Reżyseria Patrycja Sowińska. Słowa, przekomarzanie się słów mieszkających w poezji Juliana Tuwima. Przeglądanie się w sobie, interakcja słów i fraz, wsłuchiwanie się w nie. Spektakl w formie warsztatów teatralnych, ze staranną dykcją – w wykonaniu kilkuletnich dzieci. Wychowywanie dzieci w szacunku do poezji, do Słowa mówionego – w formie etiud teatralnych.
            Zespół Teatralny „Pampalary” z Publicznej Szkoły Podstawowej w Tucznie. Spektakl pt. „Zaklęta baszta czarownic”, w formie operowej. Scenariusz i reżyseria Katarzyna Cichowska. Zaklęta stara budowla, baszta odwiedzona w czasie spaceru dziewczynki z psem. Dawni ludzie w strojach z epok zaklęci w złym śnie. Dotknięcie kamienia przemienia psa w głaz. Może go odczarować Wróżka kropli wody – zroszenie jest potrzebne, bo kraina jest bardzo sucha. Wróżka mieszka w Baszcie Czarownic – tam udaje się Marysia. Trafia na konkurs na Wiedźmę Roku, w której biorą udział czarownice. Marysi udaje się przekonać je, by pomogły odczarować psa. Bajka na motywach opowieści z regionu.
            Zespół Teatralny „Jawajka” z Niepublicznego Zespołu Szkolno – Przedszkolnego w Bogaczowie. Spektakl pt. „Kopciuszek na zawodach”. W  tej bajce Kopciuszek nie tańczy na balu, lecz bierze udział w zawodach sportowych, które organizuje królewicz – sportowiec… i Kopciuszek gubi adidas. Dzisiaj idolami (królewiczami) są sportowcy… Poza tym wszystko jest podobne do kanonu – zła macocha i leniwe (grube) oraz głupie jej córki. Awans społeczny Kopciuszka sprawia, że jej przyrodnie siostry zaczynają ćwiczyć (i czytać książki), co im na dobre wychodzi. Motto: naśladujcie Kopciuszka (w  ćwiczeniach), panie i panowie.
            Zespół Teatralny „Szelest” ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Żarach. Przedstawienie pt. „ Słoneczny kogel – mogel”. Reżyseria, scenariusz, Beata Pietrzak, Barbara Grubizna - na podstawie utworow z literatury dziecięcej. Opracowanie muzyczne i plastyczne: Beata Pietrzak, Gabriela Grubizna. Utrzeć słoneczny kogel-mogel z promyka słońca, z fantazji, ze spontanicznego śmiechu. Do potrawy „W co się bawić” wlać je i utrzeć w dużej misce. Przepis na dobrą zabawę bez gadżetów (alternatywa do gier komputerowych). Pudło z kolorowymi szmatkami jest jedyną dekorację. Można z nich wyczarować dobry teatr. Zbudować tęczę. Nauczyć się tego od małych dzieci… Propozycja jest przyjęta przez starszą młodzież. Doktor wielobarwny leczy ich tęczę nudy, dorzuca podmuch kwiatów, które zbierają wszystkie dzieci. Przygotowują dla chorego (świata) herbatkę leczniczą… Lecz co jest po drugiej stronie tęczy- marzą młode dziewczęta... Przecież musi być jej lustrzane odbicie. Inspirowane muzyką skrzypcową wpatrują się w tęczę, jak w dziecięcość i radość bycia takim samoistnym dzieckiem. Z fantazji zróbmy teatr (popieram!) Tworzy się zespół stonogowy, społeczny. Zajaśniała kula słońca, ktoś wyciągnął ze  skrzyni tęczę…. Zabawa trwa.
            Zespół Teatralny „Tu i tam” ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Zielonej Górze. Spektakl pt. „Robale”. Reżyseria Renata Trzaskowska, scenariusz Grzegorz Śmiałek. Robalki nie są takie brzydkie, to stereotypy… Wystarczy je poznać bliżej, zaprzyjaźnić się, co my – widzowie – robimy, z pomocą dzieci. Stary dom, jego piwnica jest ich domem. Robaki są piękne, to ludzie są brzydkie, jak mówi ich – robalków - poczucie piękna i estetyki… Poznajemy świat robalowy. Robalowa społeczność odnóżasta, skrzydełkowa (pomysłowe kostiumy) zauważa hałas, ktoś je niepokoi!. To ludzie. Wrogiem robalowym jest ludzki but, który je może rozgnieść. Przed ludziskami można bronić się rozciągając pajęczynę, ale czy to ich powstrzyma? Generał organizuje bitwę, brzmi bojowa trąbka, trzeba walczyć o terytorium, swoje królestwo. Tak mówi królowa robalków i król. Nie dajmy się rozdeptać przez Wielkie Buty! Człowieczaki – świat jest dziwny taki, w waszym wydaniu. Robaczki są boskie i fajowskie, tym bardziej że dziecięce i grane z dużym przekonaniem, spektakl bardzo ekologiczny. Wspaniale napisany tekst.
            I wspaniałe spektakle. Dziecięcy dobry teatr. W ramach Programu Promocji Twórczości Dzieci i Młodzieży PRO ARTE 2016 w prezentacjach wojewódzkich Lubuskiej Gali Teatralnej „Scena Dziecięca” spośród 16 grup teatralnych, nominowanych z przeglądów powiatowych odbywających się w  województwie lubuskim, decyzją rady artystycznej w składzie: Małgorzata Paszkier-Wojcieszonek - instruktor teatralny, Agnieszka Czekała - bibliotekarz MOK, Maciej Wojciechowski - animator kultury, Tytuł GRAND PRIX, nagrodę finansową ufundowaną przez Regionalne Centrum Animacji Kultury w  Zielonej Górze oraz nagrodę rzeczową ufundowaną przez Burmistrza Międzyrzecza przyznano Zespołowi Teatralnemu „CI...SZA” ze Szkoły Podstawowej nr 11 w Zielonej Górze.  Tytuł LAUREATA i nagrodę finansową, ufundowaną przez RCAK w Zielonej Górze otrzymały: Zespół Teatralny
„PACHMILANKA” z Zielonogórskiego Ośrodka Kultury, Zespół Teatralny „MALI HUSARZE” - Klub 11. Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu, Zespół Teatralny „TU I TAM” - Szkoła Podstawowa nr 1 w Zielonej Górze
i Zespół Teatralny „SZELEST” - Szkoła Podstawowa nr 2 w Żarach /nagroda rzeczowa ufundowana przez Międzyrzecki Ośrodek Kultury/.

Iwona Wróblak
czerwiec 2016

           

















piątek, 3 czerwca 2016

 O Giedroycu - wystawa i wykład J. Palickiego



            Sala starościńska w Muzeum. Czcigodne otoczenie dla wykładu o tak fundamentalnym znaczeniu dla naszego humanistycznego wykształcenia, kulturalnej i literackiej świadomości. Jerzy Giedroyc i - kojarzenie automatyczne – paryska „Kultura”. Człowiek – instytucja, i Instytut Literacki, który stworzył, mekkę kilku pokoleń polskiej inteligencji na emigracji.
Kilka myśli, co nie nowe... Wykładowi Sławomira Palickiego (Biuro Edukacji Publicznej IPN Delegatura w Gorzowie Wlkp.) towarzyszy wystawa tematyczna. Myśl polityczna, kultura w okresie PRL-u, od okresu tuż po wojnie po lata siedemdziesiąte. Gomułka, Moczar, akta UB i SB, inwigilacje, wyroki sądowe, osoby skazane za utrzymywanie kontaktów z „Kulturą”. Zeszyty „Kultury”, teksty Giedroyca, fragmenty twórczości pisarzy poetów publikujących na łamach wydawnictwa, ponieważ nie mogli gdzie indziej. Przekrój historii politycznej dziejów środowiska literackiego PRL. Rąbek tajemnicy niebezpiecznej siły kultury, zdolnej naruszyć zręby europejskich powojennych totalitaryzmów.
Pan Palicki stara się przekazać myśli i intencje Redaktora słynnego wydawnictwa. Poglądy można zmieniać, twierdził Giedroyc, nawet – trzeba umieć je  zmieniać – zachowując najważniejsze zasady. Nie tylko nie bać się iść pod prąd – lubić to czynić. Przełamywać stereotypy. Być nie tyle – nie tylko - Polakiem, ale obywatelem Rzeczypospolitej… Spadkobiercą dorobku kulturowego najlepszych osiągnięć naszej myśli politycznej i kulturalnej, jej tradycji tolerancji, otwarcia wynikającego z trwającej wieki wielokulturowości. Giedroyc to osobowość bogata, skomplikowana. Celem wystawy jest – jak mówi pan Palicki – zachęta do zapoznania się z dorobkiem paryskiej „Kultury”, z osobą Jerzego Giedroyca, dokumentami, które po nim pozostały.
            Pytam uparcie, z naiwną ciekawością osoby, która ma potrzebę pytać dla siebie – dlaczego trzeba pamiętać o Giedroycu, czyli dlaczego wieszczem był ten i ów… Pan Palicki tłumaczy mi rzeczy zasadnicze. O kompleksach naszych – niższości wobec Zachodu i wyższości wobec Wschodu. O potrzebie ułożenia – w końcu – cywilizowanych, wolnych od mało ukrywanego paternalizmu, relacji ze wschodnimi sąsiadami; Litwą, Ukrainą, Białorusią. Porozumienia. Uznania faktu ich niezależności.
Tworzenia trybuny dla poglądów, z którymi niekoniecznie się zgadzamy. Nastawienia dla otwarcia, przyjaźni, nadania osobom zawsze ich imienia i  nazwiska, nie szuflady przynależności narodowej, religijnej. Odwagi własnych poglądów – Trzeba traktować ludzi – mówi pan Palicki – w pełnym bogactwie ich życia. I odsyła do listów Giedroyca. Czy są w naszych bibliotekach?
Wiele osób wychowało się na paryskiej „Kulturze”. „Zeszyty” wydawane były w językach narodowych. Były, zostały, historią ówczesnej epoki, kolportowane, przemycane przez granice. Za to „przestępstwo” wiele osób spędziło po kilka lat w więzieniu.
„Kultura” wspierała nowe wydawnictwa po 1977 r., związane z KOR, PPN, ROPCIO, NSZZ „Solidarność”. Charakteryzowała się zróżnicowaną paletą poglądów.
            Jerzy Giedroyc, ur. 27 lipca 1906 w Mińsku, jako syn farmaceuty Ignacego Giedroycia i Franciszki Starzyckiej. Publicysta, polityk, epistolograf. Pochodził z książęcego rodu pieczętującego się herbem Hippocentaurus. Pradziadek Jerzego, Lucjan Giedroyć, był oficerem w wojsku rosyjskim. Gdy popełnił samobójstwo, majątek rodzinny rozpadł się, a rodzina Giedroyciów zubożała i zmuszona była do zamieszkania w mieście. Absolwent Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego w  Warszawie. W czasie wojny polsko – bolszewickiej Giedroyc zaciągnął się do wojska i pracował w łączności. Studiował prawo i historię na Uniwersytecie Warszawskim. W czasie studiów został przyjęty do korporacji akademickiej Patria. Wkrótce został jej prezesem. Piłsudczyk, wbrew powszechnym wtedy wśród studentów poglądom Narodowej Demokracji. W 1930 r. objął redakcję tygodnika „Dzień Akademicki”. Wkrótce przekształcił pismo w dwutygodnik „Bunt Młodych”. W 1937 r. pismo zmieniło nazwę na „Polityka” i stało się tygodnikiem. W międzywojniu był pracownikiem administracji państwowej, w Ministerstwie Rolnictwa oraz Przemysłu i Handlu i placówek dyplomatycznych – w Rumunii i Chile. Od 1931 do 1937 żonaty z Rosjanką Tatianą Szwecow (1913-2005). Po wybuchu wojny Jerzy Giedroyc wraz ze swym ministerstwem opuścił Warszawę w nocy z 4. na 5. września 1939 roku. Agresja sowiecka 17. września, otwierająca nagle na tyłach wojsk polskich drugi front, odbierała nadzieję na zachowanie chociaż skrawka wolnego terytorium Polski. Władze cywilne i wojskowe RP przekroczyły granicę państwa i zostały internowane w Rumunii. Giedroyc przedostał się do Europy Zachodniej, do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich 2. Korpusu Polskiego. Walczył w Tobruku. O Jałcie dowiedział się we Włoszech. Zaproponował gen. Andersowi założenie Instytutu Literackiego, w celu edukacji historycznej, literackiej, politycznej polskich żołnierzy. Instytut był  niezależny, finansowany ze składek żołnierzy.
Jerzy Giedroyc był założycielem Instytutu Literackiego w Rzymie (1946) i wydawcą oraz redaktorem naczelnym czasopisma Kultura (od 1947).  Sejm zdecydował o ustanowieniu roku 2006 Rokiem Jerzego Giedroycia. Doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (1991), Wrocławskiego (18.  maja 1998), Warszawskiego (14. listopada 1998), Uniwersytetu w Białymstoku, Szczecińskiego (2000) i UMCS (27. września 2000). Laureat Nagrody Kisiela (1992). Krytycznie patrząc na stosunki panujące w Polsce po 1989 roku odmówił przyjęcia Orderu Orła Białego (1994).
 Dzieła największych polskich pisarzy tworzących na obczyźnie – Czesława Miłosza, Witolda Gombrowicza, Gustawa Herlinga – Gruzińskiego i  innych – powstawały w związku z „Kulturą” i w pewnym sensie dzięki „Kulturze”. Literatury nie tworzy się do szuflady; potrzebuje ona nie tylko mądrego, przyjaznego wydawcy, ale i tego odbiorcy, do którego jest adresowana. Instytut Literacki w Paryżu był prześwitem w żelaznej kurtynie, poprzez który dzieła polskich autorów mimo przeszkód docierały do kulturalnego krwiobiegu kraju. Pisarze i publicyści żyjący w PRL, gdy chcieli w swej twórczości literackiej lub w politycznej materii wypowiedzieć się bez cenzury, czynili to na łamach „Kultury”, a nie londyńskiego „Orla Białego” lub „Wiadomości”. Jak twierdzi prof. Karol Modzelewski, dzięki tej więzi z krajem „Kultura” Jerzego Giedroycia stała się integralną i niezmiernie ważną częścią umysłowego życia narodu, dopełniając polską myśl i polską twórczość na obszarach zakazanych, dokąd broniły wstępu bezpieka, cenzura i  małoduszność. Dlatego właśnie w kręgu „Kultury”, a nie gdzie indziej, zrodziła się w dialogu Jerzego Giedroycia z Juliuszem Mieroszewskim myśl polityczna, początkowo uważana za odstępstwo od patriotycznego kanonu lub za czcze fantazjowanie, ale dziś uznana przez polityków z różnych obozów za drogowskaz dla Rzeczypospolitej. Ani jednak wspomniana więź z krajem pozostającym pod radziecką dominacją, ani dalekowzroczne myślenie o  przyszłych stosunkach wolnej Polski z jej wolnymi sąsiadami nie byłyby możliwe bez zerwania z emigracyjną ortodoksją, reprezentowaną przez rząd w  Londynie i związane z nim środowiska. Pierwszy zeszyt „Kultury” ukazał się w Rzymie w czerwcu 1947 r. w nakładzie około tysiąca egzemplarzy. Pomysł wydawania pisma wynikł z rozmów Giedroycia z Herlingiem-Grydzińskiem i Zofią Hertz. „Pierwotnie - pisze Redaktor- „Kultura”(…) była pomyślana odpowiednio do tego jako kwartalnik raczej czysto literacki.” Tymczasem wobec załamania się czytelnictwa wśród zubożałych emigrantów i  braku pomocy materialnej Instytut Literacki miał przetrwać najtrudniejsze lata tylko dzięki miesięcznikowi, który gromadził czytelników, autorów, podtrzymywał więź między Polakami na całym świecie... O przeniesieniu instytutu z Rzymu zdecydowały nie tylko przyczyny ekonomiczne. Niemal wszyscy oficerowie i żołnierze Drugiego korpusu wyjeżdżali z Włoch. Nie mogło więc powstać znaczące środowisko kulturalno-polityczne emigrantów. We Francji istniała liczna emigracja, a także instytucje kulturalne, wokół których zaczęli napływać do Francji Polacy z kraju, stypendyści, ludzie sztuki, naukowcy, młodzież. Paryż był więc pod każdym względem bliżej Polski.
Kim jest Jerzy Giedroyc? Jak sportretować redaktora, twórcę „Kultury”, polityka, wydawcę i mecenasa, który z uporem uchyla się określeniu. Ryzykował, próbował, mylił się i zwyciężał. „Polityka nie jest sakramentem – mówił - kto chce ją uprawiać, musi przylegać do zmiennej rzeczywistości. Trzeba umieć zachowywać zasady i zmieniać poglądy”. Obojętny na laury, głuchy na pochwały, obsesyjnie niezależny nawet wobec opinii przyjaciół; sam czyn dla Polski był dlań wystarczającą nagrodą.
Mówi pan Palicki, że Giedroyc był dziewiętnastowieczny. Taki obywatel Rzeczpospolitej, jak to rozumiem, który wychował się kontemplując dzieła ze szczytów wielkiej polskiej literatury z kręgu filozofii romantycznej. Zwornik czasu między dawną Polską, jej wielką myślą i marzeniami, a  czasami zupełnie współczesnymi.


Iwona Wróblak
kwiecień 2010

czwartek, 2 czerwca 2016

Autoportret - wystawa Ingi Murawskiej


            Inga Murawska malarstwem i grafiką interesuje się od wielu lat, ukończyła 3. letnie studia graficzne na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Zielonogórskiego.
            Prace wykonane są techniką linorytu. Jest to druk wypukły, podobny do drzeworytu. Matrycę stanowi linoleum, w którym wycina się rysunek, to  miejsce na odbitce jest jasne. Na matrycę za pomocą wałka nanosi się farbę, po czym przykłada papier i przekręca pod prasą.
            W holu Klubu Garnizonowego czarno – białe portrety. Twarze z profilu, pod różnym kątem ustawione do patrzącego. Uczucia, stany psychiczne, wszystko, co da się wyrazić wykrojem ust, nachyleniem twarzy, światłocieniem, jest na portretach. Jak widzimy - po dziełach, możliwości są ogromne. Wyraziste, choć skomplikowane uczucia, sploty odcieni i barw nastrojów smutku, zadumania, refleksji, wypunktowanych mnóstwem nacięć i odbić w  matrycy. Różne twarze, których fotografie są niepowtarzalne i jedyne w chwili uchwycenia, artystycznie przerobione odbicia fotograficznych negatywów. Kontury i przyciemnienia, jasne plamy światła, architektura twarzy ludzkiej, własny uniwersalny zarazem autoportret, stany powtarzalne i  możliwe, a jednak swoje. Każdy z nich wart jest zatrzymania się.



Iwona Wróblak
maj 2010

środa, 1 czerwca 2016

Krzesło według Ananasa

            Krzesło - miejsce dziwne. Sprzęt cywilizacyjny. Symboliczne siedzisko, może być ozdobne, inkrustowane. Jedyne do siedzenia wśród braku takowych sprzętów. Pustka wokół niego zaprasza usiędnięcia. Zmiany sposobu patrzenia. Zmiany punktu siedzenia, mówiąc kolokwialnie.
            Krzesło – główny punkt scenografii w spektaklu Teatru „Ananas”, premiery w Klubie Garnizonowym, reżyserowanym przez Hannę Barczewską i  Marię Sobczak – Siutę, inspiracją do scenariusza był tekst Małgorzaty Szyszki. Krzesło dziwnie, w realiach szkolnych, postawione na boisku. Miejscu, gdzie zaczyna się proces naszego umiejscawiania w społeczeństwie. Gdzie tworzą się nawyki kształtowania naszych relacji w grupie społecznej.
            Krzesło się kojarzy. Jest jedno na boisku. Dla jednego człowieka. Który zostanie wyróżniony siadając na nim.
W jakiej sprawie jest krzesło? Pierwsze skojarzenie - Tron królewski. Mebel budzący obawę i strach. I pożądanie. Dążenie do władzy jest pierwszym instynktem człowieka… Odważnym dążeniem, które należy się tylko nielicznym.
Są śmiałkowie, którzy s i a d a j ą. Zdobywają władzę. Która szybko się wypacza. Staje się autokratyczna. Stwarza swoje struktury ucisku, strachu i  przemocy. Tak jest, kiedy bierze się Ją kierując pierwotnym instynktem. Zostaje się za to ukaranym Nudą albo mitycznym Przyklejeniem do Mebla.
Przyciąga Mebel grupę, nie tylko króla, przykleja do siebie, niewoli.
            Uwalnia ich wszystkich chłopiec z książką. Osobny na boisku, rzecz często widziana w naturalnej scenografii szkolnego boiska. Przeczytał o tym  w książkach, o potrzebie cywilizowania się, z naszymi pierwotnymi tendencjami dominowania nad słabszymi. Albo sam wymyślił -- końcową kwestię: Przypomnijcie sobie, dlaczego byliście przyjaciółmi. To wystarczy, by Krzesło wypuściło ze swych objęć…
Rolę Króla zagrał Adrian Portała.
Nie mogę powstrzymać się od komentarza, jak bardzo współczesna jest ta sztuka, jak uniwersalna i dotykająca cywilizacji i kultury w jej najgłębszym socjologiczno - kulturowym sensie. Tutaj wykonana przez dzieci ze Szkolnego Teatru „Ananas” przy S. P. nr 2, których to także, jako członków naszego społeczeństwa, dotyczy. 


Iwona Wróblak
maj 2010