wtorek, 14 czerwca 2016

Industrial poetica. Noc na międzyrzeckim Zamku

            Pamiętamy sukces poprzedniego koncertu industrial na Zamku w ubiegłych roku, kiedy do Międzyrzecza zjechali tłumnie fani industrialnego rocka – nawet nasza emigracja z angielskich wysp. W tym roku także nie można było narzekać na frekwencję. Marketing dobrze przemyślany, organizatorzy mogliby udzielać lekcji, jak dla celów informacyjnych wykorzystać Facebook. Winni zdarzeniu: nasza czwórca - Rafał, Bączkowski Tomasz Markiewicz, Grzegorz Spławiński i Rafał Pawełczak, powiedzieli, że receptą na zorganizowanie koncertu jest dobre postrzeganie inicjatywy kulturalnej przez władze lokalne. Jeśli jest ponadto grupa ludzi, jak u nas, to wszelkie problemy nikną...
            II Elektro-Industrialna Noc na Zamku. Tym razem biletowana. Według opinii różnych ludzi – bardzo dobrze zorganizowana. Było gdzie spać, gdzieś zjeść, była informacja o dostępnych miejscach parkingowych i dojeździe. I najważniejsze – była super impreza muzyczna. Fani industrial przybyli licznie – z  Poznania, z Warszawy, Piły, Rzeszowa, Krakowa, Gdyni, Szczecina, Berlina i Czech itd.
            Scena rozstawiona. Od kilku godzin trwały próby. Udaje mi się złapać na chwilę jednego z muzyków. Tomek Grochola. Z „Agressiwa 69” – jednej z pierwszych formacji polskich industrial (1992 r.).  Próby były okej - mówi, nie było problemów, jest zadowolony ze sprzętu i obsługi z naszego MOK. Mówi że ci, którzy organizują ten festiwal, to fascynaci. To cenne, bo jest niedużo takiej muzyki w mediach. Marek (z Zespołu „Das Moon”) przyjechał już któryś raz z kolei, tym razem nie z koncertem, jak w ubiegłym roku – na I Noc Industrial, ale prywatnie, jakby reprezentuje zespół. Nasz Zamek to piękne miejsce, właściwe dla organizacji koncertów wszelkiej maści, też klasycznych. No i mamy ludzi, którzy – społecznie - organizują podobne imprezy, to nasze bogactwo… Młodych, energicznych i pracowitych, kochających dobrą muzykę i znających się na niej. Mających energię i chęć do pracy społecznej służącej jej propagowaniu. A jest zajęć przy organizowaniu imprezy wiele…
            Na naszym bardzo akustycznym, jak mówią zgodnie muzycy, dziedzińcu międzyrzeckiego Zamku, rozbrzmiewa elektro - industrial. 4 zespoły muzyczne – jak mówi plakat, od dołu się czyta kolejność, z jaką się pojawiali na scenie. Tak też stopniuje napięcie. Closterkeller, Agressiwa 69, Cliks i  Red Emprez. Z rozmachem zorganizowany koncert. Zabawa zaplanowana do 1.00 w  nocy.
            Święto industrial – rocka na międzyrzeckim festiwalu. Kunsztowna plątanka rytmów wszelkiej maści. Wypełnia i głaszcze dokładnie owalne wnętrze skorupy kilkumetrowych potężnych obronnych murów zamkowych. Drży i przelewa się falą od sceny przytulonej do murów, po wyjście przez most na fosie. W różnych stylach i tonacjach – od „Red Emprez” – raczej do słuchania i wtopienia się w poetykę ich stylu – tak to trzeba nazwać – tego zespołu. Muzycznych półcieni i refleksów, ich wieczystej kontynuacji, bez przedziału na klasyczny wstęp i ciąg dalszy. Industrial poetica. Marzenia własne (np. o Monte Carlo), skonfrontowane, skojarzone z oczekiwaniami, i projekcją (muzyczną). Emocje muzyczne… Świecący blichtr i  zapotrzebowanie osobiste na niego… Osobistość człowieka i jego społeczność, relacje miedzy tymi wektorami. Lub inne rzeczy, zależy, co kto usłyszy, a  możliwości jest bardzo wiele, zależą od osobowego konstruktu słuchającego… Jest jak morze doznań, i wyzwanie dla danej wrażliwości muzycznej, ta  muzyka. Współgra się ze słuchaczami. Niektórzy tańczą, inni tylko (?) słuchają. Jest bogactwo muzyki, tylko zasiąść w Nim wygodnie, wyłączyć myśli,  i  poddać się… Czarowny świat industrial, dzisiaj już chyba klasyka?? Piękne solówki na klawisze. I o miłości trochę też oczywiście. Jak może być ona,  jako stan istnienia, w danej chwili czy ciągły, bezsłowna, i w ten sposób definiowana uniwersalnie. Jako typ i stan muzycznego istnienia. W gamie kolorów i barwnych refleksów – zastaną tonacją bycia na wielkiej fali. Jest w sposób ciągły tkana tam, na wysokościach, to taki styl – mocny i wyraźny, poprzez subtelność i kunszt kompozycyjny. W przejściach szarpiące chropowatości – uniwersum doświadczeń ludzkich, danych wszystkim. Jest jak przypływy satelity, pulsująca w swoim obrębie, wplecieni w nią zanurzamy się z ciekawością i spokojem, w przewidywaniu dobrego doświadczenia.
            „Cliks”. Nieco inny w stylu – nasi goście to muzyczne osobowości. Ale ars poetica rock-industral ta sama. Jest bardziej dynamizujący. Także dla koneserów. W przerwach zapowiedzi naszych organizatorów, bardzo sprawne – mają talenty konferansjerskie. „Agressiwa 69” z Tomkiem Grochola, na  scenie, ich też już słyszeliśmy w „Kwinto”, tutaj w większym formacie – na dziedzińcu jest więcej miejsca dla publiczności. Energetyczna „Agressiwa…”, z bogactwem propozycji artystycznych. Razem kilka godzin wyśmienitej muzyki. A na koniec „Closterkeller”. Transowe industrialne tonacje. Monument w architekturze dźwięku. Bardzo dobra wokalistka. Te same wysokie rejestry – taki jest ten wieczór – wysokich emocji, przeżyć i ich muzycznego przetworzenia. Ogromna satysfakcja dla widzów.
            Na dziedzińcu zamkowym plenerowe rzeźby Pierwszych Pięciu szacownych Męczenników Polski, most zwodzony prowadzi na zewnątrz wyremontowanych w ubiegłych latach murów zamkowych, do namiotów wioski rycerskiej. Okole tej zdumiewającej swą akustyką międzyrzeckiej wolno plenerowej sali koncertowej, porównywanej z Bolkowem i gotyckimi koncertami tam się dziejącymi. Mamy drugą Noc muzyki industrial, i wiemy, że  zaraz po zakończeniu imprezy (będzie) miała miejsce burza mózgów na temat kontynuacji… Na co nasi goście czekają, my międzyrzeczanie również. Na  drugie, po okresie średniowiecznej świetności, życie naszego międzyrzeckiego zamku, życie kulturalne.
            Przed dziedzińcem czuwający nad bezpieczeństwem Sztab Ratownictwa Społecznej Krajowej Sieci Ratunkowej  i Polsko – niemieckiej Grupy Ratowniczej Czerwonego Krzyża z Frankfurtu nad Odrą. Patronat nad Festiwalem objął, obecny na koncertach, burmistrz Międzyrzecza Remigiusz Lorenz. Organizatorzy bardzo dziękują za współpracę burmistrzowi, Międzyrzeckiemu Ośrodkowi Kultury – dyrektorowi Andrzejowi Sobczakowi i  Muzeum w Międzyrzeczu im. Alfa Kowalskiego – gospodarzowi kompleksu muzealnego.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016









poniedziałek, 13 czerwca 2016

Kabaret z Wędrzyna w Klubie Garnizonowym


            Z programem artystycznym przygotowanym na Dzień Kobiet przyjechała do nas grupa z Wędrzyna - To nie są zawodowi artyści – powiedziała kier. Klubu Garnizonowego Wiesława Murawska o naszych bardzo zdolnych gościach. Robią to po pracy, dla przyjemności. Dla żołnierzy zawodowych jest odskocznią w ich trudnej, stresującej pracy. Kilku indywidualnie uczyło się śpiewać, niektórzy od dzieciństwa, ale razem jako grupa występują od  Walentynek. Młodzi żołnierze zawodowi, pracownicy i stażyści wędrzyńskiego Klubu Garnizonowego.
Pani Anna Druzgała jest kierowniczką Klubu w Wędrzynie. Aleksandra Sas przy współudziale występujących przygotowała ten zabawny program kabaretowy. U nas też na pewno są takie talenty w jednostce wojskowej.
O babach i kobietach z okazji Dnia Kobiet.
            Przygotowana scenografia to wnętrze pokoju, kawiarni. Toczy się o kobietach rozmowa czy śpiewana dyskusja.
Na początku o Owocu zakazanym. Wielkie Jabłko adamowe wisi na drzewku, kusi Ewę. Nie chce ona Nakazanego owocu, ma ich cztery z związku z  Adamem. Wygnani Rozkazem – mówią – może tu wrócimy jako repatrianci…
Mamy mały musical według wzoru stepowanej „Deszczowej piosenki”. Dwie dziewczynki w układzie tanecznym z barwnymi parasolkami. Zabawna scenka rodzajowa opowiadająca o ciężkiej doli mężczyzny wygnanego z domu przez żonę. Dźwigając walizkę z dobytkiem przy kieliszku żali się  kompanom. Piją zdrowie „za cały babski świat”( znany przebój muzyczny).
            Babski świat czyli kobiece rozmowy o liftingach i innych upiększających czynnościach. Aktorki mogłyby dać spektakl na naszych krajowych scenach kabaretowych. Nie odbiegałby zbytnio poziomem artystycznym od znanych kabaretów. Pomysły zaczerpnęły ze znanych przebojów muzycznych, ale kilka scenek jest ich autorstwa. Przaśny humor kobiecy, do którego wstępu nie mają mężczyźni, celne uwagi, wszystko folklorystyczne, wiejskie, w  chustkach na głowie. Szybko zresztą przebierają się w wieczorowe kreacje, błyszczące i odkryte. Dobre wykonanie przeboju „a gdybym był młotkowym…”. Jest też humor środowiskowy. „Polska zbrojna” w ręce, w drugiej ręce pilot, usta pełne rymowanych frazesów, to wzór współczesnej rozmowy z żoną na temat garderoby, ewentualnego zakupu nowej sukienki… Marzenia i codzienność – komentarz sytuacyjny do znanego utworu „Być  kobietą”.
            Być kobietą po czterdziestce, i dalej (bywa się), można potraktować ten okres na wesoło. Role żony, matki–Polki, kochanki, jak są dzieci odchowane… można w końcu być sobą, bo, jak śpiewają artyści, w szaleństwie jest metoda… Jest przypomnienie postaci Kiepury z jego piosenką „Brunetki, blondynki…”, z satysfakcją słuchaliśmy trudnej próby sprostania pamięci o słynnym śpiewaku. Podpatrywanie zabawnych skeczów także musi być inteligentne, osobnik nieciekawy fizycznie i intelektualnie, ale za to sprawny rozrodczo, „sprawca wielu ciąż/jako mąż i nie-mąż” to następny zabawny gag przygotowany przez wędrzynian. „Big cyc” też znalazł godnych naśladowców. Ich przebój „Kochać kobiety to bardzo trudna rzecz…” z  przyjemnością usłyszeliśmy i obejrzeliśmy na małej scenie naszego Klubu Garnizonowego.
           


Iwona Wróblak
kwiecień 2010

niedziela, 12 czerwca 2016

Wagabunda – być samodzielnym …


            Sala gimnastyczna w S. P. nr 2. II. Turniej Drużyn Harcerskich 2010. Zielone mundury, chusty, odznaki sprawnościowe. Jest chwila przerwy. Podchodzę do jednej z drużyn. Chłopcy i dziewczęta z 6. Drużyny Harcerskiej „Wagabunda” działającej przy
S.P. nr 4. w Obrzycach. W międzyrzeckiej Czwórce w Obrzycach od października 2008 roku działają: 6. Drużyna Harcerska „Wagabunda” oraz 6.  Gromada Zuchowa „Leśne Buźki”. Drużynowym harcerzy jest dh pwd. Andrzej Dziedzic. Obecnie drużyna składa się z trzech zastępów, razem 20.  harcerzy i 12. zuchów, harcerze to uczniowie z klas IV-VI oraz z I-II. klas gimnazjalnych.
Wagabunda to wędrowiec, który poznaje nowy świat. Ma otwarte oczy, jest ciekawy i życzliwy. Od września 2009 r. drużyna realizuje zadania związane z kampanią „Bohater”. Na bohatera drużyny wybrano postać druha harcmistrza Wirgiliusza Szuby „Wilka”. Nieco starsi międzyrzeczanie doskonale znają tę postać, legendę międzyrzeckiego harcerstwa, z niejednego obozu, rajdu czy ogniska. W całym swoim życiu niestrudzenie przekazywał młodym pokoleniom harcerskie ideały. Grób harcmistrza na międzyrzeckim cmentarzu harcerze odwiedzają często.
Janek - Skąd się dowiedział o powstającej drużynie? - Była informacja i zachęta w szkole, by przyjść na zbiórkę. Zobaczyć, jak to działa. Myślę, że  chodzenie na zbiórki, bycie harcerzem, to najciekawsze zajęcie spośród rzeczy, które mógłbym w wolnym od nauki czasie robić.
Karol – będąc harcerzem samodzielnym można być.  Żeby tu przyjść, sam na to wpadłem … Trzeba być samodzielnym …
Kornel – harcerstwo to taka nauka o życiu – np. jak wyjść z trudnej sytuacji. Mama opowiadała mi o harcerstwie, biwakach, o tym, jak tam było. Kornel wybiera się w przyszłości do wojska. Chce być żołnierzem zawodowym.
Filip. Patriotyzm, podoba mu się, że tu się o tym mówi. I trochę dyscypliny w życiu też jest potrzebne.
Ich instruktor dh pwd. Andrzej Dziedzic również wywodzi się ze środowiska, gdzie kultywowano tradycje harcerskie, ZHP Hufiec im. Szarych Szeregów w Ostrzeszowie. – Raz skautem - skautem na zawsze – mówi za założycielem skautingu gen. R. Baden – Powellem. Po okresie młodości zostaje w nas to, co najlepsze. Czyli bycie harcerzem. Od zeszłego roku jest klimat i warunki pozwalające wychować następne pokolenie w duchu filozofii słynnego generała B-P. Instruktor powinien posiadać wiedzę i dawać osobisty przykład. Umieć reagować w trudnych sytuacjach i uczyć tego młodzież.
Partycja: - Rodzice opowiadali mi trochę o harcerstwie. Babcia była harcerką. Mówiła o wojnie… U nas w drużynie też jest fajnie, śpiewamy piosenki. Milena chce być zastępową. – Wyjeżdżamy na obozy – mówi – poznajemy dużo ludzi. To dobrze, że w szkole jest drużyna. Szukała kontaktu z  ZHP. - Dzięki temu w Obrzycach – mówi - nie jest nudno. Zbiórki są w czwartki, to ważne dla niej dni tygodnia… U Oli wszyscy w rodzinie byli harcerzami, to naturalne, że ona też jest… - Jedziemy na zlot ZHP z okazji 100-lecia powstania organizacji do Krakowa – informuje mnie. - Przygotowujemy się do wyjazdu. Wiktoria uważa, że jak się jest w harcerstwie, to zawsze jest coś do zrobienia. Coś ważnego.
Co robią na zbiórkach? Zbierali kasztany na zimową karmę dla zwierząt, dla Koła Łowieckiego „Ponova”. Brali udział w kuligach w Kuźniku. Skakali z  trampoliny. Czesali konie w stadninie. Piekli kiełbaski na ognisku. Zdobywali sprawności. Na wiosnę będą pod okiem leśników sadzić las.
Plany. Scalają drużynę. Jest pamięć razem spędzonych godzin. Przyzwyczajenie do wzajemnej obecności. Świadomość uczestnictwa w ruchu, który ma bogate tradycje. Historię. Odrębność, poprzez np. umundurowanie. I idee, szlachetne; pomocy, braterstwa, które tak wciągają młodych spontanicznych ludzi. Pieśni, typowe, do ogniska. Tematyczne. Obrzędowe w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Celem drużyny harcerskiej jest kultywowanie tradycji harcerstwa w Polsce, kształcenie pozytywnych postaw, propagowanie określonych wzorców zachowań.
Ta młoda drużyna ma już na swoim koncie trzydniowy biwak w Łagowie i udział w centralnych obchodach 65. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. We wrześniu z okazji 70-lecia przejścia harcerstwa do konspiracji patrol drużyny uczestniczył w Zlocie „Razem Jutro Pojutrze”. Była to  okazja nie tylko do poznania innych drużyn, ale również ciekawy sposób poznawania historii naszego kraju.
Duże wsparcie drużynie daje dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 4 i rodzice.
Więcej o harcerstwie w obrzyckiej Czwórce można poczytać na: http://www.sp4.miedzyrzecz.com.pl/harcerstwo.htm

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

sobota, 11 czerwca 2016

Wieczornica Chopinowska


            Szkoła Muzyczna w Międzyrzeczu – aula. Spotkanie z Chopinem. Montaż słowno – muzyczny w wykonaniu uczniów Szkoły i członków Teatru „Pchła” pani Jolanty Glury z Klubu Garnizonowego. Scenariusz i scenografię przygotowała Iwona Skwarna i Magdalena Mróz – Olejniczak. W tym roku obchodzimy 200. lecie urodzin Fryderyka Chopina.
Czarny frak na wieszaku. Stolik nakryty serwetą i świece, które pewnie będą zapalone. Napis – skojarzenie: Żelazowa Wola, Paris i biało – czerwona flaga. Portret Chopina.
Kapelusze na fortepianie i kandelabr, na stoliku otwarte nuty. Muzyka. Nastrój poetycko – muzyczny.
Scena pierwsza. Rafael fortepianu, następny Mozart, Paganini, poeta fortepianu – krzyczą gazeciarze.
Krzesło przy stoliku w stylu epoki, didaskalia do sztuki, którą za chwilę zobaczymy. Stare walizy – podróże Fryderyka, który już nie miał wrócić do kraju.
            Fryderyk Franciszek Chopin urodził się 1. marca 1810 r. w podwarszawskiej wsi Żelazowa Wola, w posiadłości należącej do hr. Skarbków. Matka – Tekla Justyna z Krzyżanowskich, ojciec – Mikołaj Chopin pełniący w majątku role guwernera pochodził z Lotaryngii we Francji. Do Polski przyjechał jako nastolatek, szybko się spolonizował, wziął nawet udział w insurekcji kościuszkowskiej. Jesienią 1810 r. rodzina przeniosła się do Warszawy, gdzie Mikołaj otrzymał posadę profesora w warszawskim liceum. Fryderyk miał trzy siostry. Starszą Ludwikę oraz dwie młodsze: Izabelę i chorowita Emilkę, która zmarła na gruźlicę w wieku 14 lat…
            Opowieści narratora przerywają recytacje – Maja Szczanowicz i Paulina Laskowska, w tle na fortepianie „Polonez B-dur „młodzieńczy”, gra Ada  Maksym. O wsi, starym dworku i kroplach rosy z Żelazowej Woli – nutkach, w które wsłuchani jesteśmy, ukojeni znanymi brzmieniami.
            Rodzina Chopinów wspólnie muzykowała, a 7. letni Fryderyk komponował już pierwsze utwory. Grywał w Belwederze u Wielkiego Księcia Konstantego…
„Polonez g-moll „młodzieńczy” gra Wiktoria Janeczek, recytują Ewelina Maciejewska i Dominik Rau. Teksty sentymentalne, romantyczne… Młodych recytatorów prowadzi dobry duch w białej sukni, na pewno dziewiętnastowieczny…
Rozpoczynająca się choroba płucna Chopina. W 1826 r. jako najmłodszy student rozpoczął naukę w Szkole Głównej Muzyki. Rektor Józef Elsner pisał: „Chopin Fryderyk – szczególna zdolność, geniusz muzyczny”. Pieśń „Życzenie” śpiewa Iga Dajworska. Przy fortepianie Magdalena Mróz – Olejniczak. „Gdybym to ja była…” Tęsknota za krajem, walka z chorobą, miłość, muzyka.
            Chopin koncertuje w Wiedniu, w Warszawie. Wyjeżdża z kraju, by nie wrócić już tu. Wybucha listopadowe Powstanie. Słychać je w żarze i ogniu „Etiudy rewolucyjnej” w wykonaniu Sviatosłava Richtera. Słychać w emocjach powstańczego zrywu, pragnieniu walki za kraj. Męki poniesionej klęski, utraty nadziei.
1831 r. jest w Paryżu. Daje lekcje, koncertuje w salonach. Gra swoje nokturny, walce, mazurki, etiudy. „Nokturn Es-dur op. 9 nr 2” gra Zuzanna Tankielun. K. I. Gałczyńskiego „Spotkanie z Chopinem” recytuje Iga Dajworska. Towarzyszą wykonawczyniom tańczące postacie w bieli, zwiewne blade duchy romantyczne. Duchy epoki, towarzystwa salonowego, grona jego przyjaciół i krytyków. „Etiudę op. 10 nr 3” gra na flecie Paulina Kozdrowska, na  fortepianie towarzyszy jej Tadeusz Nowak.
            Miłości Chopina. Maria Wodzińska i Georgie Sand, z którą spędził 10 lat. W Nohant pisał i leczył się z postępującej choroby. Słyszymy je w  „Mazurku g-moll op.67 nr 2” – gra Marta Anhalt – klarnet i Alicja Bujakowska – fortepian.
            Ostatni koncert Chopin zagrał w 1848 r w Londynie dla polskich emigrantów. Świeca zapalona na naszym współczesnym fortepianie to gasnące życie doczesne wielkiego kompozytora. W rok potem umarł – „rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel” – jak pisał o nim C. K. Norwid. Przepiękny wiersz poety „Fortepian Chopina” recytuje Małgorzata Chicuń, cicho towarzyszy jej na fortepianie „Walcem h-moll op. nr 2” Kacper Figura.
Cmentarz Per Lachaise w Paryżu jest miejscem spoczynku F. Chopina. Na grobie są zawsze świeże kwiaty. Muzyka Chopina jest polska, jak tylko może być sztuka uniwersalną i ponadczasową. Przyznają się do niej Japończycy i Koreańczycy. Żyje poza epoką, poza romantycznym XIX w. Po odzyskaniu przez Polskę w 1918 r. niepodległości propagował ją I. Padarewski. Żywiołowy „Polonez As-dur” słyszymy w wykonaniu słynnego pianisty i polityka. W  październiku w Warszawie odbędzie się prestiżowy XVI. Międzynarodowy Konkurs Chopinowski.
Chopin się nie starzeje. Cudowna muzyka, inspiracja do oryginalnych wykonań i osobowość wielkiego romantyka, przewijająca się nam dzisiaj przez scenę muzyczną, w pelerynie i z wzburzoną fryzurą, szczupły i wykwintny, urzeczywistniał nam się, grany przez aktora teatru „Pchła”. Nicola Voltmann zaprezentowała nam własny wiersz pt. „W tle muzyki Chopina”.
W Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia wydawany jest kwartalnik „PiSeMko”. W 15. numerze, oprócz informacji o Międzynarodowym Roku Fryderyka Chopina, artykuły z zakresu teorii muzyki, dydaktyki – w teorii i praktyce, o prawach dziecka (Biuro Rzecznika), wywiady z nauczycielami PSM oraz wskazówki, rady i sugestie dla nauczycieli i rodziców… dzieci małych i dużych. Cenne porady dr Cz. Giemzy z Zakładu Kinezyterapii AWF we Wrocławiu. Pisemko szkolne na bardzo dobrym poziomie merytorycznym. Jest w nim trochę humoru, zabawnych rysunków. Informuje, uczy i bawi. Jest sponsorowane przez Sklep „Świat Dziecka” – Andrzej Luftman ul. Garncarska w Międzyrzeczu.



Iwona Wróblak
kwiecień 2010 

piątek, 10 czerwca 2016

Portret kobiety według Mateusza Karatysza


            Kobieta w fotografii – czytamy w małym expose autora wystawy w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury – to potencjał, który pozwala na przewartościowanie…
Kobieta i jej portret świąteczny. Do fotografii. Świece zapalone na stoliku przypominają, że minął 8. Marca..
            Uważne spojrzenie fotografowanych kobiet. Z makijażem – maską, lub bez makijazu. Uchwycone w momencie. Wystawione do oglądania.
Romantyczna, stylizowana na retro, w bujnych lokach, i w liściach zielonych, w białej sukience. Dziecięco – dorosła ukryta za swoim półprofilem.
Współczesna kobieta z kolczykiem na wargach, kobieta w biznesie. W okularach - patrząca wprost, wykształcona, znająca realia, sama je tworząca. Podkreślone czerwoną pomadką usta, duże wyraziste błyszczące oczy, jakby zaczepne i nieco uwodzicielskie.
Z kwiatem wielkim białym we włosach, bardzo długich, z nagimi ramionami.
Platynowa blond z szerokim uśmiechem. Zamknięta wewnątrz – korale w ustach, w tangu.
Piękne rude włosy i kaptur skrywający, po części, tę rudość.
Z piegami, bez makijażu, w naturalnym pięknie.
Kobieta, w odsłonach sztuki – spektaklu o niej.
            Mateusz Karatysz jest tutaj od pewnego czasu częstym gościem. Planuje się następne wystawy, stały salon fotografii w naszym mieście.  
Pan Karatysz opowiada o technikach fotograficznych, które pozwalają na osiąganie dowolnych celów i zamierzeń artystycznych. W warunkach studyjnych możliwe jest prawie wszystko. Fotografia jest narzędziem. Można dowolnie modelować twarz. Na wystawie mamy też zdjęcia wykonane w  plenerze, z wykorzystaniem naturalnego światła. Patyna na fotografii jest wynikiem stylizacji na dawny dagerotyp.
Portret człowieka jest wdzięcznym tematem dla fotografii. Skupia uwagę widza na twarzy. Modele wybiera sam, pod kątem ich przydatności do projektu autorskiego. Ważne są proporcje twarzy. Wykorzystuje światło jako komponent całości, szczególnie światło słoneczne może być powodem do zdjęcia. Ceni sobie dawną technikę analogową, jest artystycznie satysfakcjonująca. Od pięciu lat robi zdjęcia. Szuka stale nowych twarzy, niekoniecznie pięknych i młodych, ale zawsze charakterystycznych.

Iwona Wróblak
kwiecień 2010

czwartek, 9 czerwca 2016

Dotknąć Książki


            Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym co miesiąc organizuje w budynku SOSW Warsztaty Artystyczne. Jak mówią organizatorzy, plastycy, zaproszeni na nie jako instruktorzy, to tylko pretekst do spotkania się osób z kręgu przyjaciół, wolontariuszy i oczywiście członków Towarzystwa. Ale nie  tylko, myślę, pretekst.
Wielowymiarowe kompozycje są tak ciekawe, że będzie zorganizowana wystawa tych prac na Uniwersytecie Zielonogórskim. U nas w Międzyrzeczu również, na wiosnę nad jeziorem Głębokie. A może też w nowo oddanym Domu Kultury czy innym obiekcie. Zobaczymy…
            Najciekawszy jest, mówi Hubert Winnik, plastyk z wykształcenia, proces powstawania dzieła. Dopiero naoczny udział w nim, jako obserwatora i  pomocnika, daje oglądającemu rzeczywistą satysfakcję. Co to jest sztuka – mówi – do tej pory dokładnie nie wiadomo. Jest stara jak istnienie człowieka…
Może takie są motywy pomocy w projekcie młodych wolontariuszy. Nie tylko może przyczyniają się do tego aktywne działania Ewy Skrzek – Bączkowskiej, Lubuskiego Pomocnika Wojewódzkiego TPG, Agaty Raciborskiej, nauczycielki uczącej w klasie integracyjnej, Sylwii Bartczak, Agnieszki Markiewicz, które z TPG są od początku, a także Zuzanny Marzol, bardzo zaangażowanej wolontariuszki, której obecność odnotowuje się na wielu spotkaniach organizacji pozarządowych. Wciąż dochodzą nowi do lubuskiego TPG – od dłuższego czasu aktywnie pracują Paweł Borowiec, Paweł Misiarz, Mateusz Krzyżan, a także nowi wolontariusze, stawiający swoje pierwsze kroki: Łukasz, Ola, Martyna, Asia, Hania, Mateusz – wszyscy oni  mówią o wspaniałej atmosferze na spotkaniach TPG, o tym, jak nauczyli się rozumieć osoby niepełnosprawne, wyzbywając się zahamowań i wstydu. Że  kontakt z osobami niepełnosprawnymi wbrew pozorom nie jest trudny. Odwrotnie, jest prostszy, niż nam się wydaje. Pojmujemy w pewnej chwili, że tym osobom jest na pewno o wiele trudniej niż nam. I to nas uwrażliwia, wypoczywamy, żyjemy inaczej, w gonitwie za Czymś zatrzymujemy się na chwilę – co jest bardzo dobre...
            Joanna Kozakiewicz i Hubert Winnik – instruktorzy plastycy – wybierają jako temat warsztatów Książki Dotykowej – słuchowiska fantastyczne, poruszające wyobraźnię plastyczną. Krystyna, jedna z niewidzących uczestników, mówi o lenistwie naszej wyobraźni, której nie zaszkodzi takie ćwiczenie.
Gdy zostaje tylko resztka słuchu i wzroku pobudzone zostają inne dostępne zmysły. Kolory, czy barwy, różnią się temperaturą, która jest przez niewidomych i słabowidzących wyczuwana opuszkami palców. Nam wyczuć je przeszkadza wzrok, nawykli nazywać rzeczy ustalonymi terminami zatraciliśmy tę pierwotną zdolność. Kolor jest zależny od długości fal świetlnych. Barwy wpływają na nastrój. Jedne lubimy bardziej, inne mniej. Sposób naszego widzenia zależy od kultury, jej dziedzictwa i osobistych doświadczeń. Jest dobrym przypadkiem - mówi Joanna – spotkanie się naszych chęci i  intencji przy powstawaniu Książki Dotykowej z adresatem, jego systemem odbioru, potrzebami.
            Spełnione dzieło daje zadowolenie, pewność siebie, siłę i moc, radość, poczucie własnej wartości. To uniwersalne doświadczenie. Daje dalszą motywację do następnego działania. Sukces nas mobilizuje. Misja Warsztatów jest wielopłaszczyznowa.
Rehabilitacja – zabawa, wszystko na raz.
Warsztaty dają każdemu, kto zechce tam przyjść jako np. wolontariusz, możliwość Dotknięcia – dosłownie - rzeczy, myśli, emocji. To jak nowa odsłona świata… Jego wymiar subtelny.
            „Mały Książę” przez specjalne słuchawki podłączone do komputerów jest słuchany kolejno przez wszystkich uczestniczących w warsztatach. Na  stole przygotowana jest wielka zabawa – gra we własną wyobraźnię; stosy materiałów o różnej strukturze. Miękkie tkaniny, pluszaste i gładkie, długie ostre rurki, ziarna zbóż, okrąglaste kasztany, paciorki, płaskie guziki, zielone czyli chłodne bibułki do wycinania konturów drzewek, poskręcane pełne zakamarków ślimacze muszelki.
Czysta karta sztywnego papieru zaprasza. Jest klej w butelkach, który spoi naszą wizję w kod przekazu. Co się nań składa? Krystyna mówi o nastroju dnia, ktoś inny o zapamiętanych układach przestrzennych w swoim mieszkaniu, w miejscu, gdzie bywa.
            Hubert rozkłada karty Książki powstałe w czasie poprzednich sesji. Są misterne, kolorowe, składają się z wielu detali. Z temperatur barw, wypukłości. Na dnie jest imperatyw – chęć, granicząca z przymusem, powiedzenia czegoś. Działania mają na celu otworzenie się, poprzez plastykę. Ta  otwartość emanuje na inne aspekty życia, na świat.
Hubert opowiada o Jurku. O jego energii, mimo postępującej głuchoty i niedowidzeniu. O twórczej niecierpliwości. Patrząc na Jurka zaczynamy głębiej czuć świat.
 Pytam Heńka, czy woda jest wklęsła czy wypukła. Oczywiście, że wypukła – odpowiada. Przecież nigdy nie jest płaska, tworzy fale… Za to przestrzeń między przedmiotami, które dotykamy, jest wklęsła.
Krystyna – śnieg, który wyczuwa nie widząc jego bieli – to wytłumienie, wyciszenie. Śnieg leśny to otulenie. Słońce, mimo, że go nie widzi, mocno jej  pomaga. Jest to ciepło rozjaśniające i dające poczucie bezpieczeństwa. Słońce to nadzieja. Na przestrzeń składają się sprzęty i ilość ludzi. Jest pamięć zapamiętanych obrazów. Jest rozpoznawanie emocji czających się jak otoczka w ludzkiej przestrzeni. Zapachów. Jest cisza zewnętrzna – bez dźwięków radia i TV, hałas lub dźwięki pożądane, i wewnętrzna cisza – o nią trudniej. Krystyna nie lubi rzeczy ciężkich, czarnych i granatowych, chętnie dotyka jasnych pasteli.
            Bal karnawałowy kończy dzisiejsze warsztaty. Wolontariuszki przygotowały stroje, co będzie udokumentowane na sesjach zdjęciowych. Dla każdego będzie chociaż kapelusz inny niż na co dzień. Jurek nie tylko pięknie maluje i rzeźbi, ma też poczucie rytmu. Zaklęta w ciele czy potrafię też zatańczyć razem ze wszystkimi? Diabliczka czarnowłosa z różkami krwistoczerwonymi, wysoki zorro w kapeluszu ze znakiem i masce, w białej sukience ze berełkiem królewna z różowymi skrzydełkami, Jurek a’la Elvis, w białej koszuli, bardzo poważni i bardzo spontaniczni…
            Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym (TPG) powstało w roku 1991, jest organizacją pożytku publicznego. Od grudnia 2007 roku istnieje Lubuska Jednostka Wojewódzka i Regionalny Klub TPG w Międzyrzeczu. Zrzesza on osoby z jednoczesnym uszkodzeniem wzroku i słuchu, ich rodziny, przyjaciół oraz wolontariuszy z całego województwa. Celem działań organizacji jest rozpoznawanie indywidualne potrzeby osób głuchoniewidomych i  wychodzenie im naprzeciw. Organizacja służy ramieniem zarówno dorosłym i młodzieży, jak również rodzicom dzieci głuchoniewidomych.
Kontakt:
608 370 346
lubuskie@tpg.org.pl
           


Iwona Wróblak
marzec 2010

środa, 8 czerwca 2016

Jakub Gutowski ponownie w Obrzycach z koncertem skrzypcowym

            Jakub Gutowski dotrzymał słowa. Orkiestra Kameralna Polskiego Radia „Amadeus” – tym razem reprezentowana przez skrzypków: Kamila Babkę, Julię Michalik i Jakuba Gutowskiego – inicjatora obrzyckich koncertów filharmonicznych – ponownie zawitała z koncertem w sali konferencyjnej Samodzielnego Szpitala Publicznego dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Obrzycach – Międzyrzeczu.
            Jakub Gutowski nie zapomina o swych znajomych i przyjaciołach z okresu, kiedy leczył się w naszej pięknym zabytkowym kompleksie szpitalnym, a ma do ofiarowania od siebie bardzo wiele – unikalne, bardzo profesjonalne koncerty muzyki klasycznej, na które przywozi ze sobą kolegów z Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”. I jak mówi – to jeszcze nie koniec, przyjadą do Międzyrzecza – Obrzyc znowu – bardzo się wszyscy z tego cieszymy! Koncerty są otwarte dla mieszkańców Międzyrzecza. Tym razem towarzyszy im 17. letnia Julia Michalik, młodziutka bardzo zdolna skrzypaczka. Do Obrzyc przyjechali prosto z prób w Poznaniu, gdzie grali muzykę współczesną.
            Dużo wspaniałej muzyki na skrzypce, zupełnie jak na Festiwalu w sierpniu w Paradyżu, ale w akustycznej sali konferencyjnej, której zalety chwalą muzycy. Przed wojną w niemieckim Obrawalde podobno często odbywały się takie koncerty.
            Duet skrzypcowy: Jakub Gutowski i Julia Michalik zagrali konwencję 9.  Jana Sebastiana Bacha i śliczne 2. „Miniatury” Charlesa Auguste’a de  Bériota. Słodki dźwięk skrzypiec. Wraz z pojawieniem się Kamila Babki poznaliśmy ich inny smak – altowy. Amadeusz Mozart, tytan muzyki skrzypcowej. Zwiewność i dworskość w sali Obrzyckiego Szpitala. Wtopiliśmy się w Mozarta na prawie godzinę tej uczty. Dwa tańczące muzycznie wokół siebie instrumenty skrzypcowe, jak gwiazdy podwójne wokół jednego słońca – a jest nią kompozycja, wyrafinowana w swym pięknie, a  jednocześnie prosta i wykwintna w swej prostocie.
            To wspaniale, że byli pacjenci ośrodka szpitalnego, mający taki kapitał wewnętrzny, artystyczny, dzielą się nim z osobami, które dla procesu zdrowienia tak potrzebują artterapii, szczególnie tej muzycznej, Mozartowskiej. 3 odsłony następnego utworu, międzywojennego z lat 30. ubiegłego wieku, utworu kompozytora, tym razem współczesnego, Jakoba Burtona: preludium, fuga… I Georg Friedrich Händel. Miłość i dramatyzm miłości. Gama uczuć zaklęta w małym instrumencie. Muzyka niosąca tak wiele empatii, radosna.
Obrzyce – miejsce, gdzie się tyle dobrego wydarza, pamiętam w tym miejscu konferencje naukowe. Na co dzień, bogaty potencjał ludzki z udziałem osób, które pomagają pochylić się nad sobą, przystanąć w gonitwie, a od niedawna także – przy okazji muzyki - koncertów na bardzo dobrym profesjonalnym poziomie.


Iwona Wróblak
czerwiec 2016