czwartek, 18 sierpnia 2016

Magiczny wieczór młodych talentów


            Magią jest to, co wytwarza, generuje, ludzki mózg. Polega to na tym, że wyczarowuje się u znajomych ich twórcze ekspresje, to co im w duszy gra. Czym się chcą podzielić. Magię tą można zauważać lub nie, pomagamy w Klubie Garnizonowym widzieć rzeczy zwykle też i na takim poziomie. Jak  powiedziała kierowniczka Klubu Garnizonowego Wiesława Murawska, która jest animatorką kultury z prawdziwego zdarzenia – talenty się rodzą co  chwilę. Piszących, śpiewających, grających, tańczących amatorów i nie – amatorów Klub Garnizonowy zaprasza...
Kolejny wieczór młodych talentów w sali Klubu. Kilka stolików. Rząd krzeseł. Zaproszeni znajomi występujących, i ci zaciekawieni anonsem na słupach ogłoszeniowych.
Wystąpić przed widownią, zaśpiewać, zaprezentować swój wiersz – jak to jest?
Jako pierwsza czuje to Magda Ślusarek. Śpiewa znany przebój „Biały krzyż”.
Kolej na pierwszą z odsłon sekcji teatralnej pani Jolanty Glury przy Klubie Garnizonowym. Wiersze Krystiana Michałowskiego, Edyty Siwek i Hani Sccot – Pomesnej w inscenizacji.
Kartki z tekstami – są nimi najintymniejsze, pisane przez młodych twórców – życzenia/prośby/apele/krzyki – kartki te, cienkie, fruwające, pozornie bez  znaczenia, są rozrzucone między czytających a widownię gniewnym gestem. Aktorzy podnoszą je, przypadkowe, czytają. Zapisane sposoby patrzenia na  świat. Przeżycia. Eksplozje emocji.
            Po porcji poezji chwila z muzyką. Rockowy damski zespół w składzie: Kasia i Gosia Kmieciak, Karolina Wójcik i Karolina Antonowicz. Perkusja i  dwie gitary. Dziewczyny mają przygotowanie muzyczne. Klan rodzinny Kmieciak obdarzony jest też niebanalnymi głosami. Anglojęzyczne interpretacje. Kasia, okazuje się, umie grać nie tylko na skrzypcach.
            Wystąpi zaraz następny rodzinny zespół. Państwo Edyta i Andrzej Terejko. Już raz odważyli się zaśpiewać na pierwszym Klubowym wieczorze młodych talentów. Dzisiaj znowu zaśpiewają, każde osobno, kilka piosenek.
            Kwartet saksofonowy gra kilka muzycznych motywów. Walc klasyczny, utwór jazzowy i inne. Za pulpitem czuwa Przemysław Podębski.
            Następna scenka sekcji Teatru pani Glury. Przez ramię niejako, symbolicznie zagląda się młodemu piszącemu w jego serce. Ciekawy świat innego człowieka, ściśnięci w grupę aktorzy właśnie tak czytają następną turę tekstów poetyckich – czyichś pamiętników okresu dojrzewania. Te wołania – czy będą usłyszane? Jak to jest – stać się smugą we własnym obrazie? Wiersze są umiejętnie pogrupowane. Niedługie, nieprzegadane. Dające miejsce na  zastanowienie, na twórczy niedosyt.
Pani Edyta Terejko znowu raczy nas swoim ciepłym głosem. „Kocham cię, kochanie moje...”.
            Duet Maciek Przywoźny i Maciek Bartkowiak. Co – jak mówią – wytrenowali w piwnicznej izbie Klubu Garnizonowego w czasie prób? Dzisiaj jest ich podwójny debiut - kompozytorski i wykonawczy – na gitarę i perkusję. Utwory nasycone dźwiękami, gęste rytmem. Z widocznym wewnętrznym planem, prawie gotowe do słuchania... Rośnie nam kapela międzyrzecka.
           

Iwona Wróblak
styczeń 2009 

środa, 17 sierpnia 2016

Anna Kowalska i Anton Birula


            Wiesława Murawska kierownik Klubu Garnizonowego – Witam na pierwszym koncercie z  zaplanowanego cyklu koncertów edukacji historyczno – artystycznej.
            Najdawniejsza historia lutni wiąże się z cywilizacją starożytnej Mezopotamii. Na przestrzeni wieków lutnia używana była obok gitary. 24 struny, 13 różnych dźwięków.
Warszawski duet lutniowy: Anna Kowalska i Anton Birula w godzinnym programie zagrali utwory romantyczne, renesansowe i wczesnobarokowe na  instrumenty niezwykle rzadkie: lutnię, gitarę barokową i teorbę. Mieliśmy szansę usłyszeć brzmienie instrumentów z epoki i przepiękną muzykę tamtych czasów, poznać nieco zapomniany repertuar przeznaczony dla lutni i innych podobnych instrumentów szarpanych dawnych epok.
            Jako Duet Lutniowy muzycy współpracowali z wieloma zespołami muzyki dawnej i  kameralnej oraz słynnymi solistami. Wielokrotnie brali udział w rozmaitych festiwalach muzyki dawnej i kameralnej w Holandii, Niemczech, Belgii, Bułgarii, Rosji, Polsce, Francji na Łotwie i Litwie. Wyjątkowe miejsce zajmuje stała współpraca artystów z Warszawską Operą Kameralną.
W duecie grają od 8 lat. Anna Kowalska studiowała grę na lutni u prof. Toyohiko Satoh (Japonia) w Królewskim Konserwatorium w Hadze i u Nigela Northa (Wielka Brytania) oraz gitarę klasyczną u prof. Anatolija Cwetkowa i Michaiła Radiukiewicza (Rosja) Takie rozległe wykształcenie umożliwia jej wykonywanie kompozycji od renesansu do współczesności. Anton Birula studiował grę na lutni u prof. Toyohiko Satoh (Japonia) w Hadze i u prof. Konrada Junghänela (Niemcy) w Kolonii. Występował jako solista i kameralista. Realizując na teorbie basso continuo koncertował z wieloma zespołami. Wielokrotnie uczestniczył w wykonaniu wszystkich oper Claudio Monteverdiego w Warszawskiej Operze Kameralnej.
            Pan Anton Birula prezentuje nam instrumenty. Opowiada o nich. Pierwszy utwór – barokowy, J. S. Bacha. Suita francuska, miękkie dźwięki. Pierwotnie napisana na klawesyn. Klasycznie romantyczna, spokojna i elegancka. Dialog dwóch lutni, rozmawianie ich ciche i naprzemienne. Trzy części, opowieści muzyczne, różne. Nie brzmiały mniej pięknie niż na klawesyn. Cisza nastała w sali Klubu Garnizonowego, słuchamy z przejęciem, mamy dzisiaj szczególny koncert.
            Teorba – lutnia basowa o wydłużonej szyi. Struny zrobione są z jelit, długie - nisko brzmią. Teorba zabrzmi nam w duecie z gitarą barokową. Ta jest prawie bez basów. Ma struny jelitowe i jedwabne owinięte srebrem. Bardzo dźwięczna. Późniejsze gitary tak zwane klasyczne są zupełnie inne. Nisko brzmiący temat i wtórujące wyższe dźwięki, jak ornamentacje. Słuchamy utworów włoskich kompozytorów, fantazji.
            Nie możemy się rozstać z artystami. Brawami bardzo gorącymi prosimy muzyków o bis. Obecna na widowni kierowniczka Zespołu Muzyki Dawnej pani Katarzyna Chmielewska, wraz z młodymi muzykami, dziękuje artystom za wieczór z lutnią – To niesamowite – mówi – że w  Międzyrzeczu mogą grać tacy artyści – na takich instrumentach... Myślę – czemu nie? Międzyrzecz ma prawo do nietuzinkowych koncertów. Nasze małe i większe sale koncertowe widziały ich już wiele.


Iwona Wróblak
luty 2009

wtorek, 16 sierpnia 2016

Harcerski kominek


            Wokół światełek centralnie umieszczonych, w owalnym kręgu z koszem kwiatów, w sali Klubu Garnizonowego - spotkanie przy Harcerskim kominku. Gawęda to jedna z form obrzędowości w ruchu harcerskim. Obrzęd w dziejach organizowania się społeczności od zarania był ważną formą integrowania się, w określonym celu. Harcerstwo ma bardzo wiele zadań. W Zobowiązaniu instruktorskim czytam taki akapit: „ Bycie sprawiedliwym, odpowiedzialnym, pomysłowym, poważnym a zarazem wesołym i skorym do zabaw to oczekiwanie, jakie stawiane są przed wszystkimi instruktorami”.
            Gawęda jest elementem każdej harcerskiej zbiórki. Ma swój rytuał i obrzęd. Lokalny, i powszechny, dla całego ruchu skautowego. Właściwy dla  danego hufca, dla drużyny, dla gromady zuchowej. Hierarchia i struktura są staranie przemyślane. To głęboka wiedza zdobyta w ciągu dziesięcioleci praktyki i teorii. Spontaniczność i powaga starannie wyważone, w proporcjach mających służyć wielkim celom, jakim jest wychowanie dzieci i młodzieży w duchu harcerskim. Nie podlega przypadkowi, ten krąg dzieci w mundurkach harcerskich, zebrany wokół Kominka. Gitary klasyczne i śpiewniki z  piosenkami, na ich marginesach funkcje gry. Piosenki się śpiewa żeby śmiało otworzyć usta, eksponować swój otwarty stosunek do świata. Tak dobrze czujemy się razem śpiewając, czując dym prawdziwego ogniska. Współtworząc wspólne wspomnienia, które są jak fundamenty naszej wewnętrznej organizacji społecznej.
            W Klubie druhna Maria z gitarą, i druhem Tomkiem, również z gitarą, gotowi są do grania. Dostępni, jako jeden z elementów kręgu przy Kominku. Szare mundurki, zielone mundurki, chusty i odznaki harcerskie i zuchowe – dziś w jednej z gawęd będą objaśniane ich znaczenie i symbolika. II Drużyna Harcerska „Płomienie” i II Gromada Zuchowa „Słoneczna Gromada”, nasze drużyny międzyrzeckie z S. P nr 2.
            Z Zobowiązania instruktorskiego: „Tak opowiadać, by dotrzeć do wszystkich. Bacznie obserwować, by słyszeć (nie tylko słuchać) każdego... Wychować swojego następcę...”.
Jest przekaz ustny. Jest osobisty przykład – nieodzowny. Jakim być i dać sobą świadectwo. Wychowawcą instruktorem. Będzie to dzisiaj przy grobie zasłużonego dla międzyrzeckiego harcerstwa druha Wirgiliusza Szuby. Przekazanie rękami z-cy komendanta d.s. programowych pani harcmistrz Haliny Matysik – przesłania, następnemu pokoleniu instruktorów. Tak to widzę, kiedy pochylają się nad nagrobkiem, starsza pani harcmistrz, dwie druhny instruktorki i dzieci, w - próbie milczenia – składający na kamieniu znicze i kwiaty. Małe zuszki i harcerze, już świadomi, jak się trzeba zachować, kim są i  co reprezentują w tym momencie. W powadze tej wyważonej wyjątkowo starannie. Otworzenie próby na stopień podharcmistrza dla przewodniczek drużyn (jednych z najlepszych w okolicy) druhny Hanny Barczewskiej i druhny Marii Sobczak – Siuty.
            Wcześniej na szarfach ikebany Kominka - Dzień Myśli Braterskiej. Gawęda druhny o Robercie Baden – Powerze, Andrzeju Małkowskim, o  skautach i polskim harcerstwie. Jak piosenka nam powie zaśpiewana za chwilę: „I nieś ze sobą wieść, że być harcerzem chcesz (i zuchem też!). A potem piękna pieśń pt. „Ptaki ptakom” o harcerzach okresu heroicznej walki. Gawędy instruktorów bardzo osobiste. Ich harcerstwo, przez wszystkie stopnie, od  zuchów. Ich droga. Rozwój duchowy. Ocieranie się o wszystkie sfery, intelekt, emocje, na styku spotkań z głęboką tradycją harcerską i skautową, ze  ścieżką samodyscypliny. Rajdy, biwaki, festiwale. Różne czasy, różne wspomnienia. Pokolenia druhów i instruktorów. Opowieści – przekazy osobiste, do  otwartych dziecięcych serc – otwartych dla autorytetów. Tak brzmi harcerskie zawołanie – my słuchamy, a Ty - mów! Druhna z-ca komendanta przekazuje wyróżnienia dla zasłużonych czterech druhen: harcmistrz Katarzyny Dymel i druhny przewodniczki Iwony Krzysztof z Przytocznej i  naszych międzyrzeckich druhen przewodniczek - Hanny Barczewskiej i Marii Sobczak – Siuty. Olga Małkowska pisała: „Liczy się każda myśl, każdy uśmiech, każde słowo, każda wyciągnięta dłoń, każdy człowiek”. Każdy gest. Który służy naszemu rozwojowi. Spontanicznemu rozwojowi, któremu się  pomaga. Pląsy harcerskie, wesołe pieśni tak lubiane przez dzieci, teatr ruchów i gestów, co poprawia koordynację ruchową i poczucie rytmu, przy tym bawi i śmieszy. Żywioł dziecięcy, umiejętnie kierunkowany i kanalizowany, przy którym dorośli też bardzo chętnie się bawią.


Iwona Wróblak
marzec 2009 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dotykanie piękna w Raju


            Dotykanie Piękna w (paradyskim) Raju muzycznym… Muzyka w Raju 2016. 9 dni maratonu przepięknych koncertów, codziennie niemalże do  północy… Święto melomanów muzyki dawnych wieków, na które fani czekają przez cały rok. Przed koncertami do nabycia są karnety, tutaj muzyki na  bardzo wysokim poziomie jest dostatek.
            12. sierpnia. Pierwszy dzień Koncertów. Piękny Ołtarz kościoła Seminarium Duchownego w tym roku w konserwacji, zastawiony jest  rusztowaniami. Do oglądania jest zabytkowy kompleks architektoniczny Wyższego Seminarium Duchownego w Gościkowie – Paradyżu, z otaczającym je parkiem. Przywita nas nowy rektor uczelni, ks. dyrektor Mariusz Mazurkiewicz – znamiennymi słowami, które najtrafniej charakteryzują rodzaj doświadczeń, jakimi będziemy obdarowywani przez następne dni – dotykanie piękna… Krótka kwintesencja pobytu w Seminarium w dniach 12. – 21.08.  2016 rok.
            Dni dotykania piękna w sposób szczególny. Sposób, który wiąże się z miejscem. Ze szczególnym klimatem wnętrza katedry paradyskiej świątyni. Ta sala koncertowa małej lubuskiej wsi w Polsce, jak mówią występujący tu od 14. lat muzycy, jest unikatowa, o jedynym w swoim rodzaju stylu akustycznego odbioru.
Wykonawcy pierwszego z koncertów tego dnia to muzycy z Orkiestry „Kore”: Aira Maria Lehtipuu, Davide Monti, Irma Niskanen, Alicja Sierpińska – skrzypce, Jesenka Balic-Zunic – altówka, Louna Hosia, Ronan Kernoa – wiolonczele, Michał Bąk – kontrabas. To ich orkiestrowy debiut. Prezentować będą muzykę okresu mniej znaną. Rozpoczyna się więc dotykanie (dawnego) piękna…
 Dwa klawesyny - Joanna Boślak-Górniok, znana nam z koncertu Przedsionkowego w Międzyrzeczu, i Marianna Henriksson. Program, jak czytam: to  Barokowa orkiestra na chwilę przed emancypacją. Alessandro Stradella (1639 – 1682), Sinfonia z serenaty „Qual prodigio è ch´io miri?”, Sinfonia a-moll nr 9, Largo/Allegro, Presto/Adagio, Allegro, Presto, Giuseppe Valentini (1681 – 1753), Concerto grosso d-moll op. 7 nr 2, Grave, Vivace, Allegro, Adagio e staccato, Allegro, Alessandro Stradella, Sinfonia F-dur nr 5, Allegro, Adagio, Largo/Allegro, Presto, Giuseppe Valentini (1681 – 1753), Concerto grosso G-dur op. 7 nr 7, Grave, Fuga, Adagio, Vivace, Adagio e piano, Allegro assai, Alessandro Stradella, Sinfonia D-dur nr 3, Allegro, Adagio, Allegro, Allegro, Presto, Arcangelo Corelli (1653 – 1713), Concerto grosso D-dur op. 6 nr 1, Largo, Allegro, Largo, Allegro, Largo, Allegro, Allegro.
Przebogata gama wrażeń. Muzycy starają się oddać elegancję wykonań dawnych mistrzów, ich poczucie uczestnictwa w kulturze wysokiej. Srebrzysto brzmiące klawesyny – kropelki piękna szumiące nam kaskadami w sposób niezaprzeczalnie urokliwy… Druga część z fabułą wieloinstrumentową, wątki o  różnych barwach i tonacjach, wiążące się w główny nurt – wiodące są skrzypce, długie partie skrzypiec. Misternie spleciona koronka fraz, perełki muzycznie nie grane często na koncertach.
            Rozmodlenie w skrzypcach Montiego, błagalny boski ton, przy wtórze innych instrumentów. Klarowne, poukładane aranżacje. Piękny koncert, pierwszy koncert tego dnia, zakończony owacjami publiczności. Bisami.
            Następny to Kwartet wokalny: Wykonawcy: Nevermind:, Anna Besson – flet traverse, Louis Creac’h – skrzypce, Robin Pharo – viola da gamba, Jean Rondeau – klawesyn. W Programie: Muzyczny dar. Johann Sebastian Bach (1685 – 1750) w swojej krasie, klasycznej, spokojnej. Dostojnej. Sonata triowa C-dur BWV 529, Allegro, Largo, Allegro, Sonata triowa G-dur BWV 1039, Adagio, Allegro ma non presto, Adagio e piano, Presto, Sonata triowa G-dur ze zbioru „Musikalisches Opfer” BWV 1079, Largo, Allegro, Andante, Allegro. Piękno osadzenia się w wykonawców w muzyce Bachowskiej. Delektowania nią i szacunku dla geniuszu wielkiego kompozytora. Osnuwające się wokół siebie wątki, znikające i pojawiające jak wiązki światła – przenikające promienie słoneczne przez witraże gotyckiej świątyni, bezczasowe… We wszechobecnej aksamitnej tonacji. J.S.Bach w całej swojej paradyskiej krasie – gdzie indziej tak brzmi jak tutaj?? Młodzi wykonawcy – bardzo profesjonalni, przy tym spontaniczni i świadomi piękna, którego dotykają wraz ze strunami instrumentów, bisują cztery razy.
            I ostatni nocny koncert, przepych wielości wrażeń tego dnia nie zostawia już na tym koncercie tak wielu widzów. Wykonawcy: Viva Bianca Luna Biffi – śpiew, Fidel, Marc Mauillon – śpiew. Program: Gwiezdny szmer. Przyczynek pierwszy do historii pieśni europejskiej. Anonim, Codex Rossi (XIV w.)Non vedi tu, Amor Jacopo da Bologna (XIV w.) Un bel perlero / Fenice Fui Francesco Landini (ok. 1325 – 1397) on a Narciso Adieu, adieu Guillaume de Machaut (ok. 1300 – 1377) Ce qui soustient moy Je ne cuit pasDame de qui toute ma joye Je puis trop bien
AnonimPour vous servir belle joyeusement Alexander Agricola (1445/6? – 1506) Pour vous plaisir et soulas John Dunstable (ok. 1390 – 1453). O rosa Bella Robert Morton (ok. 1430 – 1479) Le souvenir de vous Antoine Busnoys (ok. 1430 – 1492) Con tutta gentilezza Bartolomeo Tromboncino (1470 – po 1534) Aqua, aqua, aiut’al foco! Anonim Moro de doglia Anima mia che pensi? Claudin de Sermisy (ok. 1490 – 1562) Las, je m’y plains Pierre Sandrin (ok. 1490 – po 1560) Puisque vivre en servitude Francesca Caccini (1587 – po 1641) Canzonetta a due voci Io mi distruggo Canzonetta a due voci Etienne Moulinié (ok. 1600 – po 1669) Ballet du monde renversé… Cytuję Program dla zachęty, jeszcze mamy przed sobą osiem dni koncertów, z przerwą na 15. sierpnia, przypuszczam, że  następne będą tak samo piękne jak ten. Paradyż słynie w Polsce jako miejsce szczególnie artystyczne.

Iwona Wróblak
sierpień 2016





niedziela, 14 sierpnia 2016

Crazy Bakułożans czyli Gdzie się kończy sztuka...


            Gdzie się kończy sztuka, zaczyna się śmiech, czy uśmiech klauna... Raczej uśmiech, powiedziałabym, bo młodzi kabareciarze są raczej pogodni. Kacper Wesołowski, scenarzysta i aktor, Gabryś Pihan, kreator niezapomnianych postaci, o dużym wachlarzu aktorskich umiejętności, dziewczyny – Dagna Aftowicz, Paula Łojek, Michalina Marta Cap. Zespół bardzo zgrany i się rozumiejący. Opieka nauczycielska – Krzysztof Marzec i Małgorzata Matczak.
            Crazy Bakułożan’s. Potencjał intelektualny kabaretu dość duży. Inteligentne pomysły. Udał się zwłaszcza ten – nie ważne czy zamierzony – kabaretu off, wchodzącego w widownię. Miłe dla widza wrażenie uczestniczenia w dobrej gatunkowo zabawie, w typie humoru na tyle przejrzystego i w  dobrym smaku, że powstydzić się by go nie mogła większa, od naszej w Gimnazjum nr 2, scena. Szczególne brawa dla Gabrysia, z jego znakomitymi aktorsko kreacjami, i oczywiście za pomysły na skecze dla Kacpra. Bardzo żywiołowi aktorzy, którym pozornie obca jest trema. Bardzo zdolni. Sceniczne skecze, z dużym marginesem interpretacyjnym dla aktora, świetnie jak dla tak młodych adeptów bardzo trudnej sztuki kabaretowej zagrane. Wybrane tematy podpatrzone w nieco skrzywionym świetle współczesnej obyczajowości, tej młodzieżowej i nie tylko, ostro i bez kompleksów, obnażanie stereotypów zwyczajowych i językowych. Prawie bez listka figowego, celne i spostrzegawcze, postacie meneli, ich klasyfikacja na rodzaje (osiedlowy, arte). Pastisze literatury ze szkolnego kanonu, o slangu młodzieżowym słów kilka, czy raczej o jego słownym ubóstwie, ciekawe spostrzeżenia dotyczące znaków słownych przedjęzykowych... Puszka piwa jako problem ontologiczny – dla niektórych bliskich ...uzależnienia. Polityczne życie - partie i ugrupowania, motywy aktywności tak zwanej obywatelskiej. Literatura wysoka i wiotka, ambicje i wartości literackie – forma i treść, czy tożsame?  Bardzo dużo dobrych skeczy, pomysłów na scenki kabaretowe. Gratulacje dla naszych kabareciarzy, mam nadzieję, że nie zaprzestaną swojej działalności.
            Obejrzeliśmy także kilkunastominutowy filmik. Zręcznie zestawione skojarzenia pozornie podobnych sytuacji. Zrobiony w konwencji filmu niemego. Może to pierwszy ich debiut reżyserski?  

Iwona Wróblak
marzec 2009 

sobota, 13 sierpnia 2016

Henryka Janas – nie wstydzę się ubrać w strój ludowy...


            Henryka Janas prowadzi Dziecięcy Zespół Ludowy „Malwinki”. – Dzieci, jestem pewna, będą mile wspominać, że był taki okres w ich życiu, kiedy należały do zespołu ludowego. Śpiewały na koncertach...
Dzisiejsze trendy – to małe ojczyzny... A Większa ojczyzna?... Nie. Jest taki wiersz Tuwima, zastanawiający w nim akapit: - „Rzadko na moich wargach”... – Pani Henia – My reprezentujemy polski folklor w zespołach ludowych.
Jak mówić o ojcowiźnie dzieciom. Może tańcząc z nimi krakowiaka... Ucząc poprawnie śpiewać ludowe pieśni...
Dlaczego takie małe dzieci zaprasza do swojego zespołu? – Nie należy przekreślać współczesności – mówi – ale obok tego nie można zapominać, skąd jesteśmy. Nie wstydźmy się być, na przekór opiniom. Trzeba pomóc dziecku przełamać bariery, rozwinąć się muzycznie. Uwierzyć w siebie.
- Wszystko się dzieje poprzez zabawę - mówi o pracy z dziećmi. O osiąganiu zamierzonego rezultatu. Pani Henia – Wychowywałam się na folklorze. Należałam jako dziecko do zespołu, grałam i tańczyłam mając 11 lat. Kim się czuje? – Polką-nauczycielką, która nie wstydzi się założyć stroju ludowego. I  mam z tego wielką satysfakcję.
            Nie dajmy się wyrzucić, mówiąc kolokwialnie. Z kultury polskiej. Nie udawajmy, że ona nie jest nasza. Bądźmy sobą. Być sobą znaczy być  Polakiem.
Im bardziej cywilizowany kraj, tym większy kładzie nacisk na kulturę przez duże „K”. Kultura to język, historia, zwyczaje. – Przed wprowadzeniem dzieci do nowej piosenki opowiadam im o obrzędach. Rodzice nie zawsze im o tym mówią.
Spotyka się z opiniami, że polskość może być czymś, czego należy się wstydzić. - Trzeba wyjechać za granicę, na przykład z koncertami, żeby przekonać się, jak tam ludzie cenią identyfikowanie się z własnym krajem pochodzenia, jak interesują się ludźmi prezentującymi swoje tak zwane korzenie. Tam darzy się wielkim szacunkiem ludzi, którzy nie dają się wynaradawiać. Jak zapomnimy, skąd się wywodzimy, kim się staniemy?
Te malutkie dzieci chcą należeć do zespołu, bo dostają kolorowe fartuszki, bo chcą tańczyć. Bycie w zespole folklorystycznym to zaszczyt. - Możemy pokazać, co się u nas tańczy i śpiewa, jaka jest muzyka. I jacy my jesteśmy.

Iwona Wróblak
marzec 2009

piątek, 12 sierpnia 2016

Mateusz Karatysz i jego Skarby codzienności


            W holu Biblioteki Publicznej jest do obejrzenia wystawa fotografii Mateusza Karatysza pt. „Skarby codzienności”.
„Każde z tych miejsc kryje w sobie pierwiastek mistyczny...” – tak pisze o obiektach swoich fotografii autor. Są takie dla Mateusza zabytki historii, które mijamy codziennie przechodząc. Część naszego dziedzictwa kulturowego, materialne jego tkanki, które odziedziczyliśmy po poprzednich pokoleniach zamieszkujących ziemie, których jesteśmy teraz opiekunami.
            Na fotografiach, w kolorze sepi, widzimy Zamek międzyrzecki, z Parkiem, bardzo wiekowy ślad zamieszkania grodu przez naszych dziadów i  pradziadów. Skorupy murów, przykryte w części dachem, udostępniane dzisiaj turystom. Późniejsza historia miejsca, które zwiemy dzisiaj Międzyrzeczem, poniemieckie nagrobki, z pięknie wykończonymi płaskorzeźbami. Ich stan dzisiejszy jest uwieczniony na fotografiach Karatysza – wieczysty kamień opiera się na razie czasowi i przemijaniu, ale te zabytki, pochylone i na pół zapadłe w ziemię, obrośnięte bluszczem, w objęciach wiekowych drzew, mówią nam mimochodem o historii naszego stosunku do dziedzictwa kulturowego ziemi międzyrzeckiej. O powojennych zawirowaniach związanych z prawie całkowitą wymianą mieszkańców regionu, polityce, emocjach wspomnień o wojennej traumie.
            Mistyką jest może przyjęcie do wiadomości historii, jaka była udziałem tych ziem, razem z zamieszkującymi ją ludźmi, przejęcie tej wiedzy przez kolejne pokolenie. Nieemocjonalne poznanie, w sensie braku politycznych ocen wydarzeń. Docenienie kultury materialnej samej w sobie, również tej  niemieckojęzycznej, której tak wiele zabytków mamy nadal – i bardzo dobrze – w najbliższej okolicy. Szacunek dla patyny czasu.
           


Iwona Wróblak
kwiecień 2009