środa, 7 września 2016

Przygotowujemy podopiecznych do podjęcia pracy na wolnym rynku


            Coroczne integracyjne spotkanie sportowo – rekreacyjne dla osób niepełnosprawnych, ich rodzin i otoczenia w Domu Pomocy Społecznej w  Międzyrzeczu. W tym roku w dniu 31.06., na styku dwóch rodzinnych świąt – Dnia Matki i Dnia Dziecka. Celebrowanie wzajemnych najlepszych życzeń, aktywny – poprzez wspólną zabawę, wypoczynek. Nawiązywane są nowe znajomości i przyjaźnie – w znanym, bezpiecznym środowisku Domu Pomocy Społecznej.
            Gości, przyjaciół, rodziny i podopiecznych wita Anna Kwiecińska. Jest starosta Remigiusz Lorenz, przew. Rady Powiatu Zofia Plewa, radna Wacława Kuczyńska. Okazja do wymiany informacji, rozmowy.
            W części mniej oficjalnej najpierw dobre wspomnienia, które trzeba utrwalić. Jak bawiliśmy się na ubiegłorocznym Spotkaniu – w holu, przy ciasteczkach i kawie oglądamy zdjęcia wyświetlane na wielkim ekranie. Grupowe, z rodzinami i przyjaciółmi, występy zaproszonych gości i  podopiecznych, sytuacje niekiedy zabawne. Z sali głośne komentarze. W tym roku także przygotowany jest program artystyczny. Śpiewa Krzysiu Górny (pochodzi z muzycznej rodziny). Scenki teatralne w reżyserii instruktor Martyny Białas – mojej Kochanej Mamusi najlepsze życzenia... Tańczy, swój autorski układ, Grzegorz Nowakowski. Piękne konie ze stadniny w Bobowicku paradują po trawnikach DPS. Na Karinie, Tukanie i Blekim chętni mogą się przejechać. Wsiąść na wierzchowce pomagają instruktor Bernard Rutkowski, Lilia Kasprowicz, Emilia Pawlak. Wojsko z naszej jednostki przyjechało z najnowszym sprzętem strzeleckim: karabinami, pistoletami, granatnikami. Broń można wziąć do ręki, żołnierze wyjaśniają, jak się jej używa.
            Loteria fantowa (DPS zbiera fundusze na spływ kajakowy), festyn strzelecki, strażackie sikawki (mimowolny prysznic nie jest przykry – tego dnia upał jest dokuczliwy), ratownicy medyczni pokazują, w jaki sposób udziela się pomocy rannemu w wypadku, jak używa się sprzętu pierwszej pomocy.
            Po za tym – co nowego dzieje się w DPS? Ludzie – zawsze to oni są największym bogactwem. Ci, którzy nie poprzestają na wartościach, osiągnięciach zastanych, mają ambicje wniesienia swojego wkładu. Mają pomysły, wychodzą z własną inicjatywą. I wsparcie w kierownictwie DPS. Pan  Andrzej Stroiński zna środowisko DPS, przychodzą tu członkowie jego rodziny. Pan Andrzej pracuje w Essel Propack. – Jeżeli ja pomogę ludziom – mówi – oni też mi kiedyś pomogą... Swemu pracodawcy dyrektorowi Aleksandrowi Roszykowi przedstawił pomysł zatrudnienia osób z DPS. Teraz jest swego rodzaju samozwańczym łącznikiem między DPS a Essel Propack, z racji stanowiska opiekuje się nowo zatrudnionymi. Nowe zakłady mają inny stosunek do zatrudniania niepełnosprawnych osób, nie mają obaw, że ci nie sprawdzą się na prawdziwym rynku pracy. Pan Roszyk w swojej karierze menadżerskiej miał już dobre doświadczenia w tym zakresie. W Warsztatach Terapii Zajęciowej podopieczni, w wyniku długotrwałego procesu rehabilitacji, zostali przygotowani, nie tylko manualnie, do podjęcia zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Zdyscyplinowani, sumienni, staranni, nauczeni, by zostawiać po sobie sprzątnięte stanowisko pracy, chętni do pracy – czekający na zauważenie swojej przydatności w tzw. normalnym świecie, niecierpliwie czekający. Gotowi od dawna. Pan Stroiński – kontrola jakości nie ma czego po nich poprawiać. Obca im jest zawiść, kłamstwo. Także spóźnienia, absencja, w ciągu dwóch miesięcy nie opuścili ani dnia. Są konkurencją dla innych pracowników... no cóż, trudno... To dla reszty załogi motywacja, by lepiej pracować... Oni pracują solidnie, niby nic nadzwyczajnego, po prostu pracują. Po to tam przychodzą. Dziesięć osób pracuje w Essel Propack, są to uczestnicy WTZ i mieszkańcy DPS. Pracują głównie przy segregacji, weryfikacji jakości tubek. Szef zakładu chce przedłużyć im umowę, jest z nich zadowolony. Honorata – fajnie się pracuje, atmosfera jest dobra, chciałabym dalej pracować. Honorka wygrała konkurs na najsprawniejszego pracownika, przebiła swoich kolegów z DPS – mężczyzn. Paweł – tutaj w Warsztatach już mi się nudziło. Tam jest ciekawie. Są Niemcy, Polacy, Hindusi. Wtrącam – jak się z nimi dogadujecie? – Pan Stroiński, chwyta pomysł – taak, od poniedziałku będziemy się uczyć obcego języka, codziennie po jednym słowie... Paweł dostał uprawnienia do jeżdżenia wózkiem. Zarabiają tam już niezłe pieniądze, ich własne. To pełnowartościowi pracownicy i tak są  traktowani.
            Kierownik WTZ Iwona Bącela – Im brakowało samorealizacji. Pracy. I wynagrodzenia za nią. Dlatego tak dobrze pracują. Są spragnieni dowartościowania siebie. Zbytnia stabilizacja już ich zmęczyła. Ideą przewodnią Warsztatów jest uczenie obowiązkowości, punktualności, wytrwałości, jest nią przygotowanie do podjęcia przez uczestnika pracy na zewnątrz, jego rehabilitacja zawodowa i społeczna. Pracuje na to codziennie gro ludzi. Przez dłuższy okres. Instruktorzy, pracownicy, kadra. Poczucie bezpieczeństwa, ochronę, d o m, mają zapewnione, mogą wrócić. Ale zachęcamy ich do  stopniowego wychodzenia na zewnątrz, rozmawiamy o tym z nimi.
Projekt zrealizowano przy pomocy finansowej Województwa Lubuskiego. Impreza została zorganizowana i przeprowadzona przy współudziale członków międzyrzeckiego koła Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem


Iwona Wróblak
lipiec 2008

wtorek, 6 września 2016

Bawić się Tradycją

                Miejsce - duża piękna szkoła zbiorcza w Bukowcu. Szkoła liczy około 100 uczniów, którzy uczą się w klasach I –  VI oraz w oddziale przedszkolnym. Szkoła, gdzie zapisane jest w programie, że w procesie rozwoju wychowanków najważniejsza jest kreatywność, odpowiedzialność, nauka, tradycja i środowisko lokalne. Realizująca program „Radosna Szkoła’. Szkoła z organizowanymi przez Lubuskie Biuro Koncertowe od kilku lat  koncertami z cyklu "W Krainie Pani Muzyki". Wokół budynku wielofunkcyjne boisko szkolne i obszerny trawiasty obszar do  zabaw. Obiekt wybrany jest jako miejsce dla tegorocznych Gminnych Dożynek.
            Można bawić się (z) tradycją… Program imprez także starannie jest dobrany. Dla każdego COŚ. Zespoły śpiewacze, gry i konkursy sportowe dla  dzieci. Firma MOZAIKA, ze  współzałożycielką  Karoliną Ociepka, z wykształcenia filolog …łotewski (?!) oferuje, zgodnie z filozofią miejsca, gdzie jesteśmy, i charakteru imprezy,  także więcej…
            - Tradycja jest czymś, czym można się bawić i czerpać z tej zabawy radość… mówi pani Karolina. Firma, którą reprezentuje, zajmuje się także kształceniem nauczycieli w szkołach podstawowych. - Tradycja uczy, jak dać dzieciom, jak oferować kapitał – jest nim dobry smak… zachęta do wspólnej zabawy jako sposobu na spędzanie wolnego czasu, tak by nauczyć je, zaproponować im dążenie do kontaktu z drugim człowiekiem – poprzez …kulturę... Tradycja zakłada, ma na celu - integrację ludzi... Uczy jak być razem. Warto dzieciom dawać doświadczenie, jak BYĆ razem… Doświadczenie Bycia Razem z innymi od wieku najwcześniejszego.
            MOZAIKA została zaproszona przez organizatorów Dożynek. Myślę, że nie ma w tym przypadku. Szkoła w Bukowcu w swojej ofercie wielu możliwości rozwoju dzieci, ich wszechstronnego rozwoju, wykorzystuje także ludyczną imprezę dożynkową… Mozaika ma w programie animację oraz edukację poprzez sztukę. Wykorzystuje wieloletnie pedagogiczne doświadczenie pokoleń nauczycieli i korczakowskich wychowawców. Wykorzystuje sztukę, muzykę, taniec, ruch – do nauki na drodze zabawy. Komunikację twórczego współdziałania z dziećmi. Na boisku przyszkolnym kilka pań z Firmy ubranych w stroje stylizowane na ludowe – bez, celowo, określenia regionu Polski, do którego mogą być przypisane. Odwołują się, powiedziałabym, do   etno jako europejskiego toposu… Słucham o Projekcie „Mały Kolberg”, realizowanym we współpracy z Instytutem Muzyki i Tańca oraz Forum Muzyki Tradycyjnej, który powstał po to, by kształcić postawę uważności w spojrzeniu na korzenie, tradycję, przekazy dziadków i babć już u najmłodszych dzieci. Upowszechnić ideę włączania tradycji, zwyczajów, dawnych zabaw, melodii do pracy z małymi dziećmi.
            Piękna oprawa zabaw (czy tylko dziecięcych?) dla współczesnych Dożynek… Jak czytam w programie o autorskich scenariuszach zabaw, których program Panie przywiozły ze sobą, chodzi o ukierunkowanie na wspieranie Twórczości dzieci, którą animatorzy rozumieją jako podstawę – podejście do  życia. Do kształtowania młodego człowieka. Od przedszkola, czy może jeszcze wcześniej. Aktywne uczenie poprzez sztukę.  Muzykę, taniec, tradycję i  teatr. Dzieją się proste (pozornie) do przeprowadzenia zabawy, improwizowane scenki teatralne, w tym tradycyjne festynowe malowanie buzi na przykład – zabawa z bogatą treścią w środku. Animacje o tematyce ludowej. Teatr tańca, rywalizacje taneczne, nauka tańców tradycyjnych. Także zagadnienia ekologiczne – jak dbać o środowisko poprzez zabawę.
            Co to ma wspólnego z Dożynkami?... Zasadnicze pytanie. Podobne jak próba odpowiedzi - Jak nie rozpuścić się w kaszanie zalewu ciasnego (komercyjnego) nacjonalizmu?.. Przy okazji słowiańsko-narodowych, zdawałoby się, czy zgoła partyjnych wytycznych światopoglądowych, albo internetowego show na You Tube, jak wynosić z ludycznej integrującej zabawy coś wartościowego.  Lokalnie i regionalnie Być ze sobą jednocześnie poszerzając horyzonty. Tak mimochodem… Jesteśmy w Szkole (podstawowej, czyli ważnej), pięknej szkole w Bukowcu. Smaczne potrawy - poczęstunek dożynkowy roznoszą wolontariuszki pani sołtys Bukowca Gabrieli Góry, ubrane w - stroje ludowe, jakżeby inaczej!!! Ale w smacznej wiejskiej kuchni - jak nie zatracić wrażeń z podziwiania piękna wieńców dożynkowych, które przygotowały sołectwa. Wrażeń z oglądania słomianych rzeźb przed posesjami, w których powstanie włożone zostało wiele inwencji i pomysłowości, mijałam je jadąc przez wieś (nagrodę otrzymała posesja Joanny Bienias, Joanny Baran). Na obrzeżach boiska także artystyczne konstrukcje z bel słomy powstałych przy zbiorze zboża kombajnami – to historia dzisiejszej zmechanizowanej wsi najnowsza… Wystąpi grupa kozłowa „Kotkowiacy” ze Zbąszynka, autentyczny – akademicki można rzec, przykład propagowania muzyki i kultury ludowej Regionu Kozła. Jeden z muzyków (wykładowca wiedzy o kulturze w jednej ze szkół ponadpodstawowych) opowiada słuchaczom o korzeniach i tradycji.
            Będzie także współczesność, czerpanie z kultury wysokiej. Don Kichot i Sancho Pansa, trawestacja kanonów. „Piękno i Ułuda” w wykonaniu Teatru „Terminus A Qua”. Wielka sztuka, ocierająca się o wariant trącający o zagadnienia psychiatryczne związane z procesem twórczym, i o wielkie pytania Sztukę jako taką. O Tradycję, o miłość. Dialog rycerza i sługi, Chama i pana, mówiąc naszym polskim językiem… Pytania te same, po hiszpańsku brzmią może nieco bardziej dwornie i rycersko… Ludyczność średniowieczna hiszpańska. Wiatrak (kapliczkowy…) i zrobiony przez człowieka przyrząd walczący z żywiołem, obok tańcząca hiszpańska rudowłosa dziewczyna w czerwonej flamenkowej sukni, symbol symbiozy kultury literackiej ojczyzny Miguela de Cerwantesa i namiętności ludzkich, splatających się w topos literackiej tradycji europejskiej. Zgrabnie zrobiony offowy spektakl uliczny (dzieje się na boisku szkolnym), kwintesencja treści przekazu oryginału wielkiego dzieła. Komiczna scenka z życia błędnego rycerza - według aktorów Teatru - w której bohater „kąpie” się, czy raczej symbolicznie brudzi (przy pomocy sługi), w białym pyle, po czym ubiera (wyciera) w wielki ręcznik niczym togę, strój rzymskiego patrycjusza. Jest wirtualny smok i Dulcynea, niezauważona – w obłoku (dymu) uwielbienia kochanka dla niej, mimo że  dziewczyna podchodzi blisko do szlachcica i wdzięczy się, gotowa, jak najbardziej, przyjąć jego zaloty. Smok (słomiany) płonie w ognisku a wybranka zostaje zjedzona przez ucztującego szlachcica z La Manchy – potrawę pitrasi praktyczny Sancho. Zostaje po niej suknia, wyprana i powieszona do  wyschnięcia przez wiejskie praczki, a Dulcynea (w bieliźnie) odjeżdża rowerem… Sztuka warta głębokich przemyśleń, przy swojej komediowej formie… Jest w niej i stos nieporozumień męsko-damskich, i wzorce męskości w naszej europocentrycznej kulturze, i dewiacje psychiczne koegzystujące ze  sztukami pięknymi. Bardzo dobry spektakl.

Taki jest program Dożynek według organizatorów z Bukowca, zakończony nocną zabawą z zespołem „The Best”.
            Był zwyczajowy pochód z wieńcami – po mszy św. z bukowieckiego kościoła, prowadzony przez Orkiestrę Dętą. Misterne konstrukcje na  stelażach wystawione są potem – do podziwiania - przed sceną. Nastąpiło na miejscu złożenie zwyczajowego bochna chleba na ręce Gospodarza Gminy, okolicznościowe przemówienia. Przed sceną wieńce. Z Wyszanowa dziełko piękne, kolorowe, bakłażanowy winogron, czerwień kwiatów ogrodowych, cztery, czy więcej nawet – rodzajów dorodnych kłosów zbóż, ikebany ziół. Z Nietoperka – w centralnej części konstrukcji, jakby w sercu wieńca, mały chleb na białej obramionej koronką serwetce. Wieniec z Bukowca góruje Panną słomianą na szczycie, cztery zboża w ikebanach – na cztery strony świata, Światowitowe, można rzec, głęboko sięgające w symbolikę żeńcową naszego europejskiego opola… W wieńcach dorodne, w tym roku bardzo obrodziły, soczyste barwą jabłka, jarzębiny, słoneczniki (jak na akwarelach), bulwiaste dynie. Ocenione przez jury (I miejsce dla Nietoperka, wyróżnienia dla Bukowca, Kurska, Piesek, Kęszycy Leśnej i Wyszanowa), uwiecznione zostaną na licznych zdjęciach i filmach. Program Dożynek – oprócz degustacji rzecz jasna, przewiduje występy naszych lokalnych grup śpiewaczych. „Kęszyczanki” z Kęszycy Leśnej, „Nietoperzanie” z Nietoperka, Zespół Ludowy „Pod Gruszą” z Kurska. „Ale Babki” z Piesek – zespół ludowy, którym kieruje Kazimierz Dziembowski. Ten wieloletni nauczyciel gry na fortepianie w  Szkole Muzycznej w Międzyrzeczu, i jej były dyrektor, przykłada wielką wagę do wierności sztuce muzycznej tradycji ludowej, poziomu aranżowanych przez siebie pieśni ludowych. Chór „Echo” z Klubu Seniora w Międzyrzeczu, ma w programie pieśni ludowe i patriotyczne, dba o przekaz pokoleniowy, wiedzę swojego pokolenia, która przekazuje śpiewając stare pieśni. Młodzieżowy Teatr Ognia „Bombastic” z Bukowca po zapadnięciu zmroku zaprezentuje sztukę panowania nad tym żywiołem.
Najmłodsi z Zespołu Tańca „Trans”. Fantazyjne, służące pokazaniu całości układu kostiumy, w białe i czerwone grochy, które razem z podkładem muzycznym i choreografią, jako całość artystyczna, tworzą styl Zespołu- są znakiem rozpoznawczym naszego utytułowanego międzyrzeckiego Zespołu Tańca „Trans”, polskiego – z racji wielu tytułów zdobytych za granicą, myśl twórcza i zdolności artystyczne kierowniczki Anny Bubnowskiej.
                Kolejny punkt uroczystości Dożynkowych: Kapela Koźlarska „Kotkowiacy” ze Zbąszynka. Kapela koźlarska to zespół muzyków, grający w  składzie: kozioł i skrzypce początków XX wieku, w latach przed I wojną światową dołączył do tego składu klarnet Es, a w latach międzywojennych trąbka B. Przyjmując nazwę „Kotkowiacy” muzycy z zespołu pragnęli podkreślić fakt, że wszyscy są wychowankami (także w sensie spadku rodzinnego – po dziadku) Tomasza Kotkowiaka (1909-1996), znanego muzyka ludowego, założyciela kapeli koźlarskiej w Zbąszynku, budowniczego kozłów, nauczyciela i pedagoga. Kostiumy: czerwone ludowe kapoty. Instrumenty: Klarnet, ludowe skrzypce, kozioł (weselny biały) – ze  skóry zwierzęcej, z tzw. dymką, rodem ze słynnej w regionie Dąbrowieckiej wsi, z akordeonem i kontrabasem, bo tak grają „Kotkowiacy”… Słuchamy wiązanki polek i innych utworów. Spokojne, dostojne w tym spokoju, powiedziałabym, miarowe rytmy ludowe. Przed laty kilkudziesięciu muzykowanie było rytuałem żeńców, ich codziennego odpoczynku po pracy, kiedy w miesiącach żniwnych, w czasie rozmów i przyśpiewek tworzyli teksty, do których muzykanci dodawali nuty. Muzyka wyssana z mlekiem ziemi i rodzinnej bliskiej tradycji… i z wykształceniem muzykantów, ich świadomością potrzeby kultywowania tradycji. Jerzy Skrzypczak, jeden z muzyków, przekazuje to swoim uczniom, w czasie lekcji wiedzy o kulturze – budowaniu tożsamości narodowej, będącej częścią wielkiej kultury europejskiej, światowej. Tożsamość indywidualna każdego z nas składa się z mozaiki kultur małych ojczyzn lokalnych, z przekazów rodzinnych i pokoleniowych. Region Kozła, zwanego tak poprzez używalność tego instrumentu, to Stowarzyszenie gmin znajdujących się na pograniczu woj. wielkopolskiego i woj. lubuskiego. Obejmuje 6 gmin z pięciu powiatów; Babimost, Kargowa pow. zielonogórski, Siedlec pow. wolsztyński, Zbąszyń, Zbąszynek pow. świebodziński, Trzciel pow. międzyrzecki. Obecnie władze samorządowe Regionu Kozła pomagają w kultywowaniu tradycji muzyki koźlarskiej, biorą udział w dotowaniu instrumentów i kapel muzycznych. Dudy należą do najstarszych instrumentów, o  złożonej budowie, używanych w praktyce muzycznej. Najstarsze w Polsce egzemplarze, znajdujące się w nielicznych muzeach, pochodzą z XIX  wieku. Dudy wielkopolskie (u nas zwane kozłami), to instrument muzyczny dęty drewniany z grupy aerofonów stroikowych. Inne nazwy regionalne instrumentu w Polsce to: koza, gajdy, siesieńki. Instrument jest nadmuchiwany dymką. Dźwięk powstaje przez wzbudzenie stroika powietrzem wydostającym się pod ciśnieniem z worka skórzanego. Dudy były znane już w starożytności, z Azji do Europy przeniesiono je w IX wieku.
            Udaje mi się złapać (bardzo zajętą) panią sołtys Bukowca (nauczycielką w Szkole w Bukowcu), która razem z Gminą Międzyrzecz jest organizatorem Dożynek Gminnych. Pani Gabriela Góra jest znana z realizacji wielu projektów kulturalnych i innych, na które środki z sukcesem czerpie z  funduszy unijnych, ucząc też innych, jak korzystać z tych możliwości. Pytam - Jaki dziś powinien być sołtys na wsi? – pani Góra: - Dla mnie osobiście sołtys to przede wszystkim człowiek, który jak każdy ma swoje zasady, swoje priorytety. To osoba, która ma serce i duszę, nie jest tylko formalistą. Czuje,  dostrzega, dba, pomaga, nie jest obojętny na to, co wokół się dzieje. Dzisiejszy sołtys musi też być spostrzegawczy, znać się na prawie, Musi być liderem,  mieć wizję, którą będzie zarażał innych, menagerem, księgowym, prawnikiem, animatorem, oratorem, stróżem, sprzątaczką... Sołtys to ktoś, kto nie boi się  rozmawiać z ludźmi, nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów. To mediator, bo jego praca polega na byciu z jednej strony wśród mieszkańców, a z  drugiej musi znać pewne przepisy, zasady, aby umiejętnie i z taktem przedkładać swoje postulaty wśród Rady czy urzędników. Sołtys to osoba pracująca na  kilku etatach, która musi mieć mnóstwo czasu, aby ogarnąć każdą dziedzinę i nie zapomnieć o swojej rodzinie i domu. Dla niego doba ma min. 48  godz.…Dedykuje innym sołtysom przesłanie:  „Nie poddawajcie się (w pracy). Bądźcie silni."
W naszej miejscowości – mówi pani sołtys - cały czas się coś dzieje. Mamy aktywną i prężną szkołę, która pełni olbrzymią rolę w szerzeniu edukacji i  kultury, ale także OSP, bez którego wiele spraw byłoby niemożliwych do realizacji. Działa u nas Stowarzyszenie Wsi Bukowiec „Działajmy Razem”, które sięga po środki zewnętrzne, aby urozmaicać życie na wsi. Ten rok obfitował w wiele rzeczy. Jednak najlepszą rzeczą, która nas spotkała, jest znajomość z  Polską Fundacją Dzieci i Młodzieży. Dzięki niej od 2010 r. sięgamy po granty dedykowane młodym ludziom. W 2015 r. rozpoczęliśmy kolejny już projekt „Wznieś się ponad chmury”. Tym razem młodzież kręci film fabularny, ale myślę, że to właśnie oni powinni o nim bliżej opowiedzieć… Na pewno zapytam po premierze…

            Obok szkolnego skateparku namiot Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego, stoisko zaprasza. Wachlarz ulotek i pism do przejrzenia. Dużo praktycznych przepisów kulinarnych… Jak to na wsi. Trochę jest też Europy i Wspólnoty Europejskiej. Pisma o Innowacjach w rolnictwie i na obszarach wiejskich. Ułatwienie tworzenia oraz funkcjonowania sieci kontaktów pomiędzy rolnikami, podmiotami doradczymi przedsiębiorstwami i innymi podmiotami. Wymiana wiedzy fachowej i dobrych praktyk. Współpraca z krajowymi jednostkami naukowo – badawczymi itd.






















Iwona Wróblak
wrzesień 2016



poniedziałek, 5 września 2016

Koncerty w ramach VII Weekendu Gitarowego


            Maraton koncertów VII Weekendu Gitarowego rozpoczął się 26.maja w naszym otwartym na inicjatywy kulturalne Klubie Garnizonowym. Corocznych słuchaczy i miłośników muzyki gitarowej powitała kierowniczka Klubu pani Wiesława Murawska.
            Koncert pierwszy, czyli duo gitarowe Grzegorz i Andrzej Krawiec. Muzycy zdobywali nagrody na wielu koncertach w kraju i za granicą. W  programie dzisiejszego koncertu w pierwszej części transkrypcja utworów J. S. Bacha (własna) – II Suita francuska BWV 813:  Allemande, Courante, Sarabande, Air Menuet, Gigue i F. Chopina – Mazurki: F-dur op. 68 nr 3,  fis-moll op. 6 nr 1, C-dur op. 24 nr 2, C-dur op. 56 nr 2. Bracia Krawcowie występują na Weekendach już nie pierwszy raz, zawsze niecierpliwie oczekiwani i mile witani. Niezmiennie świetny warsztat muzyczny, mimo młodego wieku to dojrzali artyści, skromni i profesjonalni.
            Z dużą przyjemnością wysłuchaliśmy także w ich wykonaniu utworów Zdzisława Musiała, nauczyciela gry na gitarze w naszej międzyrzeckiej PSM i debiutującego kompozytora - „Tańce noworoczne: cztery utwory - Taniec, Rumba, Walczyk, Blues”. Pisane w celach dydaktycznych dla uczniów szkoły są zgrabnymi kompozycjami, nie pozbawionymi artystycznego wdzięku. Ich wydanie książkowe jest przygotowywane do druku.
            Drugą część występu duetu Krawców poprzedziły skromne obchody Dnia Matki – deklamowane przez Kacpra Wesołowskiego utwory K. I.  Gałczyńskiego oraz piosenki zespołu dziecięcego „Nutki” pani Pauliny Karpciw. Izabela Wojte, uczennica Z. Musiała zagrała na gitarze kompozycję „Małe romanse”.
            Smakowita druga część koncertu czyli ponownie duet gitar klasycznych Grzegorz i Andrzej Krawiec. Michaela Nicolasa Waltera - Der Narr  (Błazen), współczesna kompozycja wyrażająca bogactwo uczuć i emocji. Nowoczesne środki wyrazu i mistrzostwo w ich wykonaniu. Muzyczne obrazy znaczeń, symfonia dźwięków. Następne utwory to Sein Schalk (Jego kpina), Sein Klagen (Jego żale) i Sein Ende (Jego koniec). Potem jeszcze słuchamy utworów prof. Andrzeja Cwojdzińskiego - Suita stylizowanych tańców op. 55 na 2 gitary, dedykowanych Krzysztofowi Nieborakowi – Passamezzo, Saltarella, Mazurek, Kujawiak, (pan Krzysztof grał kilka części z tej Suity z kolegą nauczycielem gry na gitarze w Koszalinie. Całość Suity zagrali po raz  pierwszy i nagrali na płytę, która teraz powstaje w Kanadzie, właśnie bracia Krawcowie), Joaquin Rodrigo - Tonadilla: Allegro ma non troppo, Minueto pomposo, Allegro vivace. A na bis - Manuel de Falla - Pieśń rybaka z baletu „Miłość Czarodziejką” .
            Drugi koncert z cyklu VII Weekend Gitarowy miał miejsce w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Międzyrzeczu. Wystąpiło dwóch mistrzów gitary klasycznej, pedagogów uczących gry na tym instrumencie – mgr Adam Zalas i dr Marek Nosal: jurorzy dzisiejszego Makroregionalnego Szkolnego Konkursu Gitarowego „Stanisław Mroński in Memoriam” dla uczniów szkół muzycznych klas gitarowych. Adam Zalas
- pochodzi z Krakowa. Uczył się gry na gitarze u Czesława Droździewicza, Wandy Dubińskiej, Janusza Sochackiego (AM Karków). Laureat kilku konkursów gitarowych (m.in. w Strzelcach Krajeńskich, Zamościu, Krakowie). Po ukończeniu studiów poszerzał wiedzę i umiejętności u wielu znanych artystów i pedagogów (David Russell, Roberto Aussel, Alvaro Pierri). Od wielu lat zajmuje się działalnością koncertową i pedagogiczną. Występował niemal we wszystkich krajach Europy, a także na Bliskim Wschodzie i w Libanie. Obecnie jest nauczycielem PSM II st. w Krakowie oraz PSM I i II st. w  Nowym Sączu. Od 1996 roku pełni funkcje dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu Gitarowego im. Czesława Droździewicza w Krynicy. Pan Zalas zagrał trzy kompozycje Z. Musiała; „Mały kaprys”, „Romantica” i „Pasjonata” oraz kilka utworów kompozytorów hiszpańskich. Pojedyncze nuty jak srebrzyste kropelki rosy w harmonii wpadające w nasze dusze. Czy nasi wykonawcy gitary mają tak wspaniałe czy to dziesięciolecia codziennych ćwiczeń... Umoszczeni w muzyce niczym w wygodnej przestrzeni oddaliśmy się słuchaniu muzyki gitarowej w najprzedniejszym wykonaniu.
            Z przyjemnością notujemy niezmiennie wysoki poziom artystyczny corocznych Weekendów Gitarowych, organizowanych przez niestrudzonych nauczycieli naszej Szkoły Muzycznej – Zdzisława Musiała i Krzysztofa Nieboraka.
            Marek Nosal. Studia w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w klasie prof. Aliny Gruszki ukończył z wyróżnieniem w roku 1993. Jest laureatem konkursów gitarowych w Zamościu i Tychach. Nagrywał dla radia i telewizji. W roku 2004 ukazała się płyta live z jego udziałem jako solisty w Koncercie podwójnym Astora Piazzolli. Obecnie jest adiunktem w Katedrze Gitary i Harfy Akademii Muzycznej im. K.  Szymanowskiego oraz nauczycielem w Państwowej Szkole Muzycznej I i II st. im. M. Karłowicza w Katowicach. Za osiągnięcia pedagogiczne otrzymał m.in. nagrodę Dyrektora Centrum Edukacji Artystycznej. Jego uczniowie i studenci wielokrotnie zdobywali laury na konkursach ogólnopolskich i  międzynarodowych. Zagrał nam utwory J. K. Merza i wiele innych. Mieszanka stylów, rytmy karaibskie, jazzowe, rockowe. Latynoamerykański krąg muzyki, tej lżejszej również. Muzyka do kontemplacji, w ciszy i skupieniu zanurzamy się znowu w mistrzostwie wykonawców, pedagogów szkół muzycznych, którzy wraz ze swoimi uczniami przybyli na szkolny konkurs makroregionalny muzyki gitarowej.
            Trzeci koncert miał zaszczyt gościć w akustycznym wnętrzu gotyckiego kościoła p. w. Św. Jana Chrzciciela. Gości powitał ks. proboszcz Marek Walczak. Jak powiedział, zapraszając do słuchania, – muzyka jest harmonią wszechświata... Koncert duetu głównych wykonawców: Sylwii Strugińskiej – sopran i Marka Ulańskiego – gitara klasyczna przedzielony był występami uczniów i absolwentów PSM w Międzyrzeczu: Katarzyny Ficner – Surdy (uczennica w klasie gitary K. Nieboraka, obecnie w PSM II st. w Gorzowie), Aleksandry Frankiewicz, tegorocznej dyplomantki PSM w Międzyrzeczu, uczennicy Z. Musiała oraz Sylwii Góranej, uczennicy międzyrzeckiej PSM w klasie skrzypiec Hanny Szurkało, tegorocznej dyplomantki, uczestniczki konkursu im. J. S. Bacha w Gorzowie, gdzie zajęła II miejsce. Katarzyna Ficner – Surdy zaprezentowała utwory: M. Drożdżowskiego „Stara baśń”, Gaspara Sanza „Canarios”, Juliana Arcasa „Bolero”, Juliana Kaspara Merza „Etiuda” i F. Terega „Etiuda e-moll”. Ola Frankiewicz i Kasia Ficner – Surdy w duecie skrzypcowo - gitarowym zagrały utwory N. Paganiniego „Polonez A-dur na skrzypce i gitarę” i Z. Musiała „Wiosenną Fantazję”.
            Sylwia Strugińska – sopran, jest ubiegłoroczna absolwentką Akademii Muzycznej w Łodzi w klasie śpiewu solowego. Młodziutka artystka ma w  swoim dorobku kilka ról scenicznych w Teatrze Muzycznym w Łodzi, współpracę z impresariatami artystycznymi Teatru i z Filharmonią rozpoczęła już na  trzecim roku studiów. Z Teatrem Muzycznym w 2006 r. odbyła turnee w Niemczech, Belgii. Bierze udział w koncertach kameralnych, wykonując utwory z repertuaru sakralnego, klasycznego, żydowskiego, kompozytorów latynoamerykańskich, także arie operowe i piosenki musicalowe. Z akompaniamentem Marka Ulańskiego usłyszeliśmy ją w utworach Johna Dowlanda „Come again”, Wladymira Wawiłowa - szczególnie piękny - „Ave Maria”, Franza Schuberta „Serenada”, Manuella de Falla - 7 popularnych pieśni hiszpańskich, Meitor Villa – Lobos „Bachanas brasilerias” nr 5 Aria Cantilena.
            Marek Ulański ukończył z wyróżnieniem studia u prof. A. Kowalczyka w Akademii Muzycznej w Łodzi. Jest laureatem licznych konkursów, uczestniczył w kursach mistrzowskich. Występuje jako solista i kameralista. Nagrywał dla Polskiego Radia i Telewizji. Koncertuje w kraju i za granicą.
            Organizatorem Weekendów Gitarowych jest PSM I. stopnia w Międzyrzeczu. Zamykając dzisiejszy koncert Zdzisław Musiał złożył podziękowania dla: burmistrza Międzyrzecza Tadeusza Dubickiego i pracowników Urzędu Miejskiego, Starosty Powiatu Międzyrzeckiego Grzegorza Gabryelskiego i pracowników Starostwa Powiatowego, Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury, Klubu Garnizonowego w Międzyrzeczu, Promens Międzyrzecz sp. z o.o., INTERTON Gdynia, „Absonic” Wrocław, DUX Warszawa, Barbary Orłowskiej - Kwiaciarnia w Międzyrzeczu, ks. Marka Walczaka z parafii pw. Św. Jana Chrzciciela w Międzyrzeczu, Gminnego Ośrodka Kultury w Pszczewie, Andrzeja Luftmana - Sklep „Świat Dziecka” Babińskiej Międzyrzeczu, Marii Bobińskiej - Kantor wymiany walut w Międzyrzeczu, Mariana Gałkowskigo - szefowi Zajazdu ALMAREX.
Opieka medialna: PTV Gorzów Wlkp., Polskie Radio "Zachód".


Iwona Wróblak
lipiec 2008

niedziela, 4 września 2016

Hugo van Dalen – organista z Rotterdamu i Anna Ziółkowska - sopran


            Jak w ubiegłym roku, tego lata również planowany jest cykl koncertów na organy w naszym kościele Św. Jana Chrzciciela. Ze względu na swoje doskonałe warunki akustyczne – i swoisty klimat właściwy budynkom używanym do celów sakralnych – świątynia jest szczególnie ceniona przez odwiedzających nas koncertujących muzyków.
Organizatorem koncertów jest, wraz z gospodarzem ks. proboszczem Markiem Walczakiem, Zdzisław Musiał, nauczyciel gry na gitarze z naszej Państwowej Szkoły Muzycznej I. st. w Międzyrzeczu.
            Hugo van Dalen jest organistą w trzecim pokoleniu. Były dyrektor i nauczyciel w rotterdamskiej szkole muzycznej, obecnie jest na emeryturze. Nadal jednak prowadzi ożywioną działalność dydaktyczną, jest m. in. akompaniatorem w szkole baletowej. Towarzyszy od lat na pianinie Annie Ziółkowskiej, od wielu lat mieszkającej na stałe w Holandii w Spijkenisse k. Rotterdamu, urodzonej jednakże na naszej ziemi lubuskiej. Pani Anna, z  charytatywnymi koncertami, coraz częściej wraca do swojego ojczystego kraju. Swój naturalny, słowiański – jak mówią jej nauczycielki śpiewu - sopran,  kształci od 15 lat, biorąc lekcje śpiewu operowego u znanych holenderskich śpiewaczek. Przez długi czas śpiewała w chórze w Rotterdamie, potem były koncerty solowe i wyjazdy poza Holandię. Zawsze chętnie koncertuje w Polsce, dobrze dobrany duet sopran – bas/baryton stanowili z Armandem Perykietko, którego również zaprosiła do koncertowania w Holandii.
            Koncert Hugo van Dalen’a i Anny Ziółkowskiej rozpocznie cykl tegorocznych Letnich Koncertów Organowych. W gotyckim wnętrzu kościoła Św. Jana usłyszymy: J. P. Sweelincka – Toccata in A minor, J. P. Eisenack’a – Chaconne in F minor, G. F. Handla – Preludium en Fuga in D minor,  Ouverture Watermusic in F major, Allegro From Concerto nr 5 F major, J. S. Bacha - Preludium en Fuga in A minor, Gelobit seist du, Jesu Christ in G  major, P. J. Czajkowskiego – Modlitwa (sopran i organy), Cesara Franck’a - Panis Angelicus, Marino de Jong’a – Orsano: z „Gregoriany“ – 4 utwory, E.  Grieg’a – Letzter Fruling (organy i sopran), Pietro Mascayni’ego – avez Maria intermezzo sinfonico ausder z opery „ Cavalleriu rusticana”, Leona Boelmann’a – Menuet Gothique C major (organy i sopran), Antoniego Dvorzaka – aria z Opery „Rusałka”, Cor Kee – Psalm Fantastyczny Ps 33 in  minor.
            Wielowymiarowe brzmienie organów, tego wspaniałego instrumentu, mogliśmy podziwiać przez blisko godzinę. Autorską pana Hugo van Dalen’a  interpretację XVII i XVIII w. wielkich kompozytorów. Spokojną, kontemplacyjną, zasłuchaną w siebie. Dla mnie - klimat zrównoważenia, „niderlandzkiego” – powiedziałabym, swobodnego zanurzenia w przestrzeni muzyki, bez obawy, że nas pochłonie, swoistego spoczywania w niej, pewnego i naturalnego, jak chodzenie za pomocą ziemskiego ciążenia. Z pokorą wynikłą z głębokiej wiedzy o harmonii (pan van Dalen był wykładowcą teorii muzyki), jej matematycznej konsekwencji i tym samym – piękna, sieć subtelnych dźwięków oplotła nas delikatną strukturą – nie zapomnimy wrażeń tego pierwszego z serii koncertów muzyki organowej w wykonaniu mistrzów tego instrumentu.
 Na bis usłyszeliśmy duet na organy i sopran: Giacomo Puccini’ego – O mio babbino caro.
Iwona Wróblak
lipiec 2008


sobota, 3 września 2016

Przecież to tylko zabawa


            Kolejny spektakl w Klubie Garnizonowym; bardzo dobry spektakl teatru dziecięcego Izabeli Spławskiej pt. „Przecież to tylko zabawa” (na podst. Książki R. Sempe i J. J. Gościnnego „Nowe Przygody Mikołajka”, muz.: Chemical Brothers i muz. z filmu „Amelia”). Spore grono przyjaciół pani Spławskiej, jej niewątpliwego talentu reżyserskiego i zapału do pracy społecznej, przybyło obejrzeć jej spektakl z udziałem dziecięcych aktorów. Pani reżyser i scenograf w jednej osobie ma rzadkie wyczucie tworzywa teatralnego, potrafi wydobyć z małoletnich aktorów nie tylko sprawne wykonanie swojego zamysłu, także oswoić ich ze sceną i, myślę, zaszczepić im miłość to teatru, za co młodej nauczycielce należy się szczególne uznanie.
            Temat zabawy jako takiej, jej funkcji socjospołecznej, jest ujęty w formie zgrabnego dziełka teatralnego, sprawnie zrealizowanego przez dość dużą grupę dzieci. Są wyraźne zarysowane charaktery postaci scenicznych, subtelną kreską ruchu scenicznego, oszczędną w słowach, za to czytelną dla widza. Ruch sceniczny w spektaklach pani Spławskiej jest naczelną formą komunikacji z widzem. Słowo wypowiadane harmonijnie z nim współgra, razem z  muzyką. Tytułowa „zabawa” bawiąc występujące dzieci, jest równie interesująca jako temat do poważnej refleksji dla dorosłych. Udało się pani Izabeli właśnie za pomocą gestów (dziecięcego „przedrzeźniania” mądrych quasi pedagogicznych tematów) stworzyć pastisz scenariusza – kwestia o zabawie w  mamę, tatę i dom. Nadało to spektaklowi jeszcze jeden cenny wymiar, również dzieci bardzo dobrze bawiły się, intuicyjnie rozumiejąc ideę pani reżyser (co nie zawsze udaje się w spektaklach dziecięcych). Tytułowi Mikołajek i Jadwinia, nie tracąc nic ze znaczenia jako główni bohaterowie spektaklu, poprzez ten zabieg teatralny dały możliwość zaistnienia w sztuce innym dzieciom, poprzez dopowiedzenie – gestem – niuansów znaczeń ich dwuosobowego – w założeniu książkowym – dialogu o kształcie i sensie „zabawy”. Otworzono dzieciom teatralne usta, delikatnie kierowane przez panią reżyser mogły dać upust naturalnej dziecięcej dążności do przekory i żartu.
            Jak cenna i skuteczna to metoda pobudzania twórczej artystycznej ekspresji dziecka, mogliśmy przekonać się oglądając duet aktorski - Bartosza Grolla i Maćka Bielackiego, ich występ kabaretowy. Dzielnie brali przykład z jednego z najlepszych polskich duetów kabaretowych „Ani Mru Mru”.  Cieszę się, że nasz świetny polski kabaret ma tak obiecujących, i tak młodych, adeptów. Chłopcy otrzymali za swój krótki występ bardzo dużo zasłużonych braw. Wszyscy życzymy im, i całej grupie dzieci z zespołu teatralnego Izabeli Spławskiej, dalszych udanych inscenizacji i wspaniałej zabawy na scenach międzyrzeckich i nie tylko.


Iwona Wróblak
lipiec 2008 

piątek, 2 września 2016

O dotykaniu sztuką nieba


            - Malowałem te obrazy, jak lepiej widziałem – Jurek Godyń nakłada okulary z umocowanym na nich aparatem słuchowym. Przed restauracją „Pod  Strzechą” pana Jacka Bełza na Głębokim wystawa twórczości artystycznej malarza, sztalugi z obrazami olejnymi, uważne spojrzenie na świat, kolorami i  wrażeniami, typowe dla malarza kolorysty. Jurek z właściwym sobie skupieniem zasiądzie za chwilę do rzeźbienia w glinie.
            Będzie też za chwilę tort – na pamiątkę pierwszego spotkania integracyjnego TPG w województwie lubuskim. Ewa Skrzek – Bączkowska, Lubuski Pełnomocnik Wojewódzki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, wymienia czułości ze swoim podopiecznym, małym niepełnosprawnym Stasiem. Wiele obowiązków wynikających z pracy społecznej, obok równie absorbującej pracy zawodowej nauczycielki – rewalidatorki w SOSW, nie jest  w stanie zetrzeć z jej oczu głęboko mieszkającego tam uśmiechu, a praca – jak mówi – a tym bardziej trudności czy przeszkody, są dla niej po prostu jeszcze jednym wyzwaniem... 
            Stasiu – na słoneczku, dla wygody - opoduszkowany, leży na materacykach, jest w centrum uwagi. Ewa zaraziła nieco uśmiechem w pierwszym rzędzie to dziecko. Przy Stasiu jest stale ktoś obecny, rozmawiający z nim, chłopczyk, czule dotykany, otoczony jest profesjonalną opieką, nawet tutaj każdą chwilę wykorzystuje się na rehabilitację. Pani Ewa przywiozła ze sobą na Głębokie z S. P. nr 5 dużo specjalistycznego sprzętu, wielkie piłki do  stymulacji motorycznej, kolorowe chusty, materace. Ze Stasiem witają się przybyli członkowie i sympatycy TPG. Anita, przeszkolona przez Grzegorza –  prezesa TPG, zajmie się stroną internetową Towarzystwa. Przedstawiani sobie, oddawani są pod opiekę licznym wolontariuszom. Jest kilkoro dzieci. Zajmują się nimi Izabela Wójcik, Agnieszka Markiewicz, Agata Raciborska, Aneta Anioł - Kubrycht, Sylwia Bartczak, Barbara Laskowska. To bardzo wysoko kwalifikowani pomocnicy, nauczycielki z SOSW i studentki kierunków pedagogicznych. Daria Pietrzak – koordynatorka wolontariatu TPG, o  Ewie – to bardzo energiczna dziewczyna. Nie widziałam dotąd osoby, która tak stuprocetowo oddawałaby się swojej pracy. Świetna organizatorka, ma  wiele pomysłów i...  potrafi rozciągnąć dobę ponad ustawowe 24 godziny. Obecni wolontariusze, na ręce pani Ewy, dostaną dzisiaj, od Karoliny Szulgi i  jej mamy, symboliczny Kwiat, kompozycja w donicy, jako skromne podziękowanie za ich pracę.
            Prezes TPG Grzegorz Kozłowski opuszkami palców delikatnie dotyka jeden z wypukłych obrazów Jurka. Pejzaż drzewny, Bożena Więckowska (pracownik biura TPG z Warszawy) krótko opowiada mu, co widzi. Pani Ewa zaprasza gości – sprawdźmy, jaka w dotyku jest glina. Joanna Kozakiewicz, plastyczka z wykształcenia, przygotowała małe warsztaty. Różowa, miękka w dotyku glina, co uda nam się ulepić?
            Pan Grzegorz Kozłowski – Bardzo dobrze oddycha się lubuskim powietrzem.
 Grzegorz to specjalista od funkcji oddychania jako sposobu na życie. Od właściwego wykorzystywania mieszanki tlenowej przez nasze płuca. I umysłu przez nasze dusze. – Dobrze jest, kiedy bierze się życie takie, jakim jest. Nie rozczula się nad sobą, szuka w ludziach tego, co dobre i wartościowe. Nie  buduje zbyt konkretnych oczekiwań wobec osób, szczególnie tych nam bliskich. Na bieżąco rozwiązuje problemy, jeśli się pojawią. Dobrze jest humorystycznie patrzeć na swoje niedoskonałości, czerpać radość z małych sukcesów. Też miałem okresy zwątpienia, byłem bardzo nieśmiały, bałem się  świata. Jak się nie słyszy i nie widzi, ten strach się potęguje. Najgorzej jest, kiedy człowiek się w sobie zamyka. Urodziłem się jako dziecko niewidome, rodzice budowali wokół nas, swoich dzieci, atmosferę wzajemnego szacunku, wydobywali z nas to, co dobre, korzystne. 10 lat spędziłem w ośrodku dla niewidomych i słabo widzących w Laskach, to tam, w kontaktach z kolegami przekonałem się, że opłaci się być ciepłym i otwartym. Ważne jest, by  odpowiednio wcześniej znaleźć pomoc. Samemu trzeba wkładać w inwestycje w siebie bardzo dużo pracy. I mieć Źródło doładowania..., dla mnie to wiara, jeśli w wirze spraw codziennych odchodzę zbyt daleko od Niego, staję się nerwowy... Uśmiech, figlarne nieco spojrzenie, takie na wskroś, na mnie także...
 Jak Pan trafił do TPG? - W TPG byłem od początku, od 1984 r., w gronie jego założycieli. W zawodu jestem informatykiem, po UW, po studiach pracowałem w ośrodku obliczeniowym. Dowiedziałem się, że TPG potrzebuje informatyków, jako dobrze funkcjonujący głuchoniewidomy postanowiłem pomóc. No i znalazłem tu żonę...
Po przemianach ustrojowych otworzyły się nowe możliwości, można było myśleć o rozwoju regionalnym. Od 2004 r. z Przemkiem Żydokiem, koordynatorem działań regionalnych TPG, jeździmy po regionach, tworzymy grupy instruktorów we wszystkich 13 województwach, staramy się, by  pracowali w oparciu o władze lokalne. Pragniemy stworzyć organizację nowoczesną, profesjonalną, balansującą w działaniu pomiędzy intuicyjnym docenieniem tzw. pierwiastka ludzkiego, z jego spontanicznością, a potrzebami sprawnie funkcjonującej struktury zarządzania. Dobrze jest to wymieszać. Są nowe możliwości, należy korzystać z funduszy unijnych, z 1 % podatku, sponsoringu. Wyjdziemy z inicjatywą ustawodawczą o języku migowym, tak by  miał rangę jak każdy język obcy (chodzi np. o instytucję tłumacza przysięgłego języka migowego – w sądach) i ustawą o rehabilitacji osób niepełnosprawnych. W 2006 r., kiedy Polska dostała nagrodę Rooswelta za osiągnięcia w integracji osób niepełnosprawnych, prezydent wskazał na nas – na TPG – w uznaniu naszych zasług. Artoterapia dobrze się sprawdza. Ludzi łączy potrzeba poznawania świata wokół siebie. Plenery rzeźbiarskie – mimo uszkodzeń zmysłów człowiek może stworzyć coś, co zachwyca znawców. Ludzie dowartościowują się, kiedy daje się im wewnętrzną szansę zaakceptowania swojej sytuacji poprzez docenienie ich twórczości artystycznej.
            W ostatnich latach wzrasta znaczenie i zastosowanie tyflopedagogiki, nauki o osobach niepełnosprawnych słuchowo, możliwościach pracy i  stymulacji rozwoju.
            Pod namiotem praca z gliną wre. Pani Joanna sugeruje temat, zachęca, by kontynuować działania, cokolwiek wychodzi spod palców adeptów tej  sztuki. Glina – rzeźbiarsko – to wdzięczny materiał, magiczny, ta jest samoutwardzalna, specjalna dla dzieci, dla artoterapii, nie trzeba jej potem wypalać, za to można pomalować. Na wystawie są też inne dziełka, oplecione butelki i medaliony Karoliny. Wyroby z wikliny.
            Poznaję inne osoby zaproszone na dzisiejsze spotkanie integracyjne, Bożenę Więckowską, Jadzię Grabińską, Krystynę Luc (przewodniczącą regionalnego Klubu TPG). O swoich doświadczeniach opowiada mi przewodnicząca Związku Niewidomych Barbara Kazimierczak – nie wstydzę się  poprosić o pomoc, jeśli niedowidzę. Przebywanie w grupie osób o podobnych doświadczeniach pomaga przełamać bariery psychiczne. Zachęca do  korzystania z form pomocy. Biuro Związku Niewidomych mieści się w Bibliotece Publicznej na parterze. Czynne jest w środę od 9.00 do 14.00 i piątek od  8.00 do 12.00. Dyżur mają Aniela Czerniawska, która w Związku Niewidomych zajmuje się dziećmi oraz Maria Szymańska.
            We wspaniałej atmosferze spotkań przyjaciół czekamy na recital poezji śpiewanej Karoliny Szulgi i wiersze Jana Polkowskiego, członka TPG, w  wykonaniu Izabeli Gorczycy. O optymalne nagłośnienie zadbali panowie Sławomir Filus i Rafał Bączkowski.
Karolina spiewa– słuchamy pięknych pieśni, niebanalnych tekstowo i muzycznie. Specjalnie dla niej aranżowanych (Karolina nagrała kilka płyt).Wykonanych z dużą wrażliwością. – Bądźcie pozdrowieni/za waszą czułość/nadwrażliwość/za waszą delikatność... Bądź pozdrowiona, Karolino... I  Izo, brailem czytająca wiersze... Za to, że w twojej twarzy, za okularami, tak dużo wewnętrznego uśmiechu.
Ten świat, świat niewidomych i niesłyszących, to nie jest cisza i ciemność – jak powiedziała na zakończenie Ewa – ten świat ma wiele kolorów i odcieni.
Organizatorzy dziękują: Krzysztofowi Solarewiczowi – z-cy burmistrza (patronat), Mirosławie Kowalik – z kancelarii notarialnej, Jackowi Bełz – Centrum Turystyczne „Duet”, Lucynie Rębacz – Biuro Rachunkowe, Bogumile Świątek - Gastronomia, Zbigniewowi Wójcikowi (masażysta prowadzący prywatną działalność), Lucynie Szagdaj, Agnieszce Kapli i Dariuszowi Nędzy – gabinet fryzjerski i kosmetyczny, pani Alercie Pichlińskiej, dyrektor Sz. P. nr 5 – za  wszechstronną pomoc, Wiesławie Murawskiej – kier. Klubu Garnizonowego – za użyczenie sztalug, SOSW – za nagłośnienie.



Iwona Wróblak
lipiec 2008 

czwartek, 1 września 2016

 Międzyrzeckie Spotkania z Historią


            Regionalne spojrzenie na historię ma szczególny wymiar – moralny. Dotyczy społeczności lokalnych, losów pojedynczych ludzi. To humanistyczne spojrzenie, historię rozumie się lepiej uwzględniając możliwie wiele różnych uwarunkowań życia ludzkiego, geograficznych, ekonomicznych, kulturowych, psychologicznych, innych. Stanowi ono cenne uzupełnienie tradycyjnie rozumianej historii narodowej i powszechnej. Między innymi temu służą sesje historyczne organizowane przez "Stowarzyszenie Regionalistów „Środkowe Nadodrze” w Muzeum w Międzyrzeczu, już po raz szósty. Publikację książkową zawierającą wygłoszone referaty można nabyć już w dniu sesji, na pewno dostępna będzie w Bibliotece Miejskiej i bibliotece Klubu Garnizonowego.
            Słuchaczy powitała dyr. Muzeum Joanna Patorska i dr Marceli Tureczek, przewodniczący Stowarzyszenia. Pierwszy referat streszczał, z powodu nieobecności autora Andrzeja Sikorskiego, pan T. Łaszkiewicz. „Tkanina na przepalonym „placku” glinianym z XV w. budynku w Międzyrzeczu”. Wyprzedzające badania ratownicze z 2004 r. przy ulicy Chłodnej wykazały pozostałości średniowiecznego spalonego niewielkiego budynku mieszkalnego, z bardzo bogatym inwentarzem, zestawem naczyń, narzędzi. W miejscu przepalonego pieca z kafli garnkowych odkryto w bryłce pozostałości wtopionej w glinę tkaniny. Negatywy tkanin odkryto też w  kaflach piecowych. Płócienne szmaty używane były przez zdunów do  uszczelniania przy budowie kominów.
            Maksymilian Frąckowiak - „Znaleziska monet na placu klasztornym w Bledzewie”. Na badanym terenie pozyskano 19 numizmatów z różnych epok, od średniowiecza po dzieje nowożytne, ceramikę naczyniową oraz kafle piecowe. Najstarsza monetą jest szeląg Zygmunta III Wazy z 1594 r.,  znaleziono też szelągi króla Jana Kazimierza, szelągi litewskie, szeląg Augusta III Wettina, grosz koronny z 1753 r., monety niemieckie z 1841 r., fenigi Rzeszy Niemieckiej wybite w Berlinie, 5 fenigów RFN. Monety odzwierciedlają charakter lokalnego rynku pieniężnego.
            Marceli Tureczek – „Międzyrzecki cmentarz ewangelicki na Poznańskim Przedmieściu w świetle przekazów kronikarskich oraz kartograficznych”. W dziejach Międzyrzecza było kilka kompleksów grzebalnych. Cmentarz ewangelicki funkcjonuje nadal w naszej świadomości, z okresu przedwojennego jest sporo fotografii nagrobków, ostatecznie zniwelowano go dopiero w latach 70. Nie zachowało się dużo przekazów źródłowych o najwcześniejszych dziejach cmentarza. Najstarsza jego część była miejscem pochówku mieszkańców zmarłych w wyniku zarazy. Z 1633 r. w Kronice Zacherta jest notatka na temat decyzji ówczesnego burmistrza o wybudowaniu ścieżki do cmentarza. Międzyrzecki cmentarz katolicki powstał w pocz. XIX w. Miejsca lokacji cmentarzy - przedmieścia międzyrzeckie – poznańskie, brójeckie, są również bardzo ciekawym tematem.
            Bożena Grabowska – „Ołtarz główny w Paradyżu – dzieło Johanna Gaspara i jego synów Johanna Wilhelma oraz Christopha Hennevoglów z  Neuzelle (1739)”. Datę 1739 r. odkryto na ołtarzu głównym w Paradyżu w czasie renowacji. Klasztor przebudowywano po pożarze za opata Michała Józefa Gorczyńskiego herbu Jastrzębiec. Ołtarz przystosowywano do nowej liturgii trydenckiej – był to czas gloryfikacji i apoteozy świętych, w  barokowej stylistyce, z dużą ilością figur i bogatą oprawą. B. Grabowska na przykładach wykazała podobieństwa zabytku paradyskiego do form sztuki sakralnej tworzonych w innych klasztorach cysterskich.
            Stanisław Matusiak – „W cieniu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe w powiecie międzyrzeckim”. ZSL po  II wojnie światowej symbolizowało namiastkę demokracji jako przeciwwagą dominacji w życiu polityczno – społecznym PZPR. Dyskusje po 1956 r. o  dekolektywizacji i tzw. własnej drodze do komunizmu. Spółdzielnie rolnicze w powiecie międzyrzeckim.
            Grzegorz Urbanek – „System obronny pozycji Trzcielskiej (1937 – 39, 1944) – historia i struktura na tle specyfiki niemieckich linii mobilizacyjnych”. System obronny trzcielski jest mniej znany od Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Zawiera 3 duże linie umocnień pasywnych, 900  schronów, 750 stanowisk w sprzyjających warunkach naturalnych przeszkód, cieków wodnych Warta – Noteć – puszcza notecka. Fortyfikacje ziemne, transzeje, stałe obiekty obrony, rowy przeciwczołgowe. Całość to istotne i dość ciekawe ogniwo fortyfikacji niemieckich na wschodzie, ich historii i  rozwoju.
            Zbigniew Czarnuch - „Witnica w roku 1945 r. Wspomnienie.” Przesuwanie się frontu, przemarsze wojsk, wysiedlenia ludności, ich losy – na  przykładzie małej Witnicy. Wymiana ludności – zjawisko typowe dla naszych stron. Napływ osiedleńców ze wschodu. Ludzie wypędzeni ze swoich siedzib – z wyroku historii i decyzji politycznych, jako zjawisko naszych czasów. Współczesne konsekwencje czystek etnicznych – dyskusja o Erice Steinbach i Związku Wypędzonych. Szersze spojrzenie z punktu widzenia człowieka zaplątanego w historię, psychologiczna trauma ludzi nagle pozbawionych domu, niezależnie od ich narodowości. Dwie optyki patrzenia na wydarzenia historyczne – narodowa i ludzka. Ewolucja postaw ludzkich – od początkowej nienawiści do współczucia, jako symptom gojenia się ran powojennych.
            Katarzyna Sanocka – Tureczek – „Cmentarze na obszarze obecnego województwa lubuskiego w latach 1945 – 1975”. Po wojnie zamknięto 668  poniemieckich cmentarzy na terenie woj. lubuskiego. Decyzje o ich zamknięciu uzasadniano planami zagospodarowania przestrzennego, potrzebami gospodarczymi. Preferowano urządzanie na terenach dawnych cmentarzy parków i obszarów zalesionych. Dewastacja tych obiektów historycznych była świadomą i konsekwentną polityką zacierania śladów obecności poprzednich mieszkańców, tak zwanego oczyszczania terenów ziem odzyskanych z  pozostałości cmentarzy wyznaniowych. W Międzyrzeczu cmentarz ewangelicki zamknięto w 1961 r, a 6 lat później doszczętnie zlikwidowano. Są liczne dokumenty mówiące o profanacji szczątków byłych mieszkańców Międzyrzecza. Do dzisiaj nie ma spisu zarejestrowanych zabytków historycznych,  ochrona prawna w tym zakresie nie jest wystarczająca.
            Łukasz Tyszko – „Parki wiejskie w okolicach Międzyrzecza. Komunikat o ich stanie oraz problemy ochrony.” Idea zakładania parków i ogrodów narodziła się w XVIII w. Istniejące do dzisiaj zabytki są niestety mocno zdewastowane. Niszczenie miało miejsce szczególnie w latach transformacji ustrojowej w latach 80. i 90. Park w Bukowcu jest własnością skarbu Państwa. W innych przypadkach właściciel nie jest tak jednoznaczny. Parki nie są  wpisane w rejestr zabytków. Nie ma bezpośrednich regulacji prawnych dotyczących terenów zielonych. Trzeba popularyzować wśród społeczności lokalnej zwyczaj dbania o te zabytki, chociaż nie są one polskim dziedzictwem kulturowym.
            Kamil Szpotkowski – „Uwarunkowania przyrodniczo – geograficzne Ziemi Międzyrzeckiej”. Na osadnictwo decydujący wpływ mają korzystne warunki przyrodnicze. One też kształtują sposób postrzegania świata. Przyroda decyduje o jakości życia człowieka. Ziemia Międzyrzecka to teren wartościowy pod względem przyrodniczym i siedliskowym. Polodowcowa rzeźba terenu, jego pofałdowanie sprzyjały obronności. Wysoki, (wyższy niż  dzisiaj) poziom wód gruntowych przyczyniał się do rozwoju szlaków tranzytowych. W przeszłości był to jeden z większych terenów bagiennych i  zalesionych, dominowały tu łągi i olsy. Obfitość naturalnych bogactw – rud darniowych zapewnił sukces hutniczy w okolicy Pszczewa. Poziom wiedzy o  higienie żywienia dawniej nie był wcale tak niski, jak się sądzi. Jako ciekawostkę K. Szpotkowski podaje przykłady przednówkowego jadłospisu dawnych mieszkańców Ziemi Międzyrzeckiej. Rośliny tzw. głodowe: paproć – ludność kisiła je i spożywała, tak jak dzisiaj ziemniaki jedzono wtedy bulwy i kłącza strzałki wodnej i barsza. Przyroda i kultura odegrała niesamowitą rolę w rozwoju światopoglądu człowieka, przy dużych zbiornikach wodnych rodziły się kulty wodnych bóstw, gatunki roślin stawały się symbolami mitycznymi (paproć). Na następną sesję pan Szpotkowski zapowiedział degustację potraw przyrządzonych według starych przepisów kulinarnych.


Iwona Wróblak
lipiec 2008