piątek, 18 marca 2016

O pamięci i niepamięci


            W Dzień Zaduszny pali się kilka zniczy pod tablicą upamiętniającą byłych mieszkańców Międzyrzecza. Jak zwykle w te dni pamięci o zmarłych. Znicze stoją tam zresztą nie tylko wtedy. Mieszkańcy Międzyrzecza, Polacy, pamiętają o byłych mieszkańcach swojego miasta i dają temu wyraz. Jest tak,  odkąd odbyła się pamiętna uroczystość odsłonięcia Tablicy na miejscu byłego cmentarza ewangelickiego. 4.06.1995 r. wmurowano Kamień Pamięci zmarłych od 1609 -1945 r. mieszkańców Międzyrzecza. Odsłonięcie Tablicy to było mądre i dalekowzroczne przedsięwzięcie ówczesnych włodarzy naszego miasta, burmistrza Władysława Kubiaka, i pana Konrada von Tempelhoffa ówczesnego prezesa Heimatkreis Meseritz – Stowarzyszenia Byłych Mieszkańców Powiatu Międzyrzeckiego, w obecności przybyłych około 150 byłych mieszkańców pochodzenia niemieckiego. Stworzyło ramy istnienia Kultury społecznej i porozumienia – pojednania – taki był testament pana Tempelhoffa - w sakralnym niemal znaczeniu. Znicze stawiają do dziś zwykli mieszkańcy Międzyrzecza. Istnienie Kamienia i upamiętniającej Tablicy jest FAKTEM, o czym przypominam niektórym panom historykom. Pisałam o  tym obszernie przy okazji sesji z 4.02.2011 r. o „Cmentarzach ewangelickich – miejscach niepamięci”(??) w muzeum. Sesji z Tezą. Panowie ci zdają się nie przyjmować FAKTU istnienia Tablicy upamiętniającej do wiadomości. Niektórzy polscy historycy są bardziej wypędzeni od Wypędzonych.
            Spokój Tego Dnia Zadusznego skłania do refleksji. Stary zamknięty cmentarz zniewala spokojem. Mogłabym chodzić po nim godzinami. Szelest spadających liści przypomina o przemijalności rzeczy materialnych. Są krzątający się przy grobach. Niektóre już zapadły się w matkę ziemię. Znicze i tu  stoją. Palą się, jak by stwarzały nowy wymiar. Może tak jest…
Starsza kobieta stoi długo przy okazałym grobie. Myślę najpierw, że przy kimś bliskim. Obchodzę ją szerokim łukiem, nie chcę przeszkadzać. W  modlitwie, czy w czuwaniu. To Mogiła Powstańców Wielkopolskich 1918-19 poległych w walkach o oswobodzenie krainy międzyrzeckiej. Podobno symboliczna. No cóż, chodzi o to, by było miejsce na postawienie znicza. Dużo ich tu stoi. Zapalonych. Cichutko stoję nieopodal. Niemalże słyszę, jak  przesuwa paciorki różańca. Odchodzi. Ja wchłaniam spokój, kobieta o kuli idzie w głąb cmentarza. Na chwilę znika mi z oczu. Czy istniała?  Przywidzenie? Nie, stoi, rozmawia z drugą kobietą. Pewnie sąsiadka lub znajoma z dawnych lat. Notuję nazwiska na Mogile: Żołnierz Nieznany, Stefan Witman, Józef Jokel, Prosfor Piliniuszko (?) jeśli dobrze odczytuję. Na każdej tablicy świeży żonkil i zapalony znicz. Przy Mogile nie śmiałam jej pytać, czy ma tam swoich bliskich, przerywać modlitwy. Teraz się odważam. – Przepraszam… – mówię. Nie mam tam bliskich – odpowiada – ja modlę się w  intencji wszystkich zmarłych. Zresztą to wszystko jedno. W tym Wymiarze wszyscy jesteśmy Bliscy. Jeszcze raz przepraszam. Że mówię cokolwiek. Że  spokój nie jest zupełny.
            Historia tych nagrobków, kapliczek. Jest fascynująca. Odczuwam nagle głód wiedzy. O ludziach. Starsze małżeństwo swoi przy pięciodrzewie w  rogu cmentarza przy wejściu. Wbity w ziemię surowy krzyż z brzozy. I Znicze, dużo zniczy. – To Sybiracy – mówią. I dodają – mieszkaliśmy tu kiedyś. W  naszym mieście, jak w każdym miejscu, gdzie każdy centymetr sześcienny przestrzeni jest naładowany historią indywidualną, w którą jak w drzewie wrośnięte są ludzkie przeżycia.

Iwona Wróblak
grudzień 2011


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz